A miało być pięknie..... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » A miało być pięknie.....

Strony Poprzednia 1 … 7 8 9

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 521 do 582 z 582 ]

521 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2015-11-08 23:18:17)

Odp: A miało być pięknie.....

No i niech ktoś powie, że mnie intuicja zawodzi  tongue
Czułam / słysząc prognozy pogody/, że powinnam te dachowe porządki już zrobić nie zwlekając.
Nie słyszałam jednak o takich wiatrach jak były dziś.
Odsłoniłam okna i ze zdumieniem stwierdziłam, że liście tańczą w rytm mazurków Chopina.
Wiatr je wyławiał ze wszystkich kątów i podsyłał je mnie pod drzwi i okno.
Moi sąsiedzi zawsze z tym mają dobrze, bo to od lat tak się dzieje, więc oni nie za bardzo angażują się w wygrabianie liści od swojej strony
licząc pewnie na to, że wiatry dokonają dzieła.
Gdy wiatr ustał to wyszłam zgrabić to, co dostałam, a co poukładało się w gromadki i wałeczki.
Drzewa dokładnie z liści otrzęsione, kilka gałęzi złamanych i duży połać pokrycia dachowego zerwany nad częścią rodziny - też w podarunku dostałam.
Poszłam do eksa poinformować  o tym, bo mógł nie wiedzieć, /no i nie wiedział/, ale po mojej informacji nie wykazał większego zainteresowania
tym co zostało zerwane.
Myślę, że to z uwagi na późną porę, ale rano pewnie wlezie na dach bo dziura w pokryciu spowoduje zalewanie mieszkania.
Moja blacha oprócz ulubionego zbierania śmieci w swoje rowki - sprawuje się dobrze.
Oby to się już nie zmieniło.

No i jak zwykle praca, praca, praca i wszelkie musiki, a w środę zasiądę w loży opery na Gali Niepodległości Karola Kurpińskiego big_smile

Zobacz podobne tematy :

522 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2015-11-12 19:00:53)

Odp: A miało być pięknie.....

Zioła, zioła, zioła....... wszędzie je czuję i mam wrażenie, że robię się ziołem.
Wczoraj w operze kazałam przyjaciółce obwąchiwać się, bo miałam wrażenie, że czuć je ode mnie.
Nie użyłam żadnych perfum w obawie, że to się pomiesza i wyjdzie zapach gówna w trawie.
Ona stwierdziła, że jestem przewrażliwioną, ale dlaczego mężczyzna, który siedział koło mnie - przesiadł się?
Czyżby było jemu duszno w środku obcych kobiet.... no, było tam jednak duszno, ale może uciekał od ziół, sam pachnąc czosnkiem?
Tego już się nie dowiem, ale chyba o ten czosnek chodziło, bo kobieta, przy której siedział, coś jednak skomentowała.
Swoją drogą jak można objeść się czosnku i iść w tak przecież ważne miejsce?
Nie wiem i nie zrozumiem takich osób, których bezpośrednie czosnkowe towarzystwo bywa dla mnie nie do zniesienia.
Wracam do swoich ziół, które zdominowały moje życie, bo przed każdym /3x/ posiłkiem, inne po posiłku, a jeszcze inne 2x w międzyczasie.
Mój organizm zaczął wariować... czyżby już jakaś jego reakcja?
Chodzę słaba, pocę się często, siusiam co chwilę albo przez pół dnia wcale. Inne też różnie.
Mam wrażenie, że wszystko we mnie się rozregulowało. Nawet wątroba się już zbuntowała, co prawda na chwilę, ale jednak.
Czy też wszystko powinnam kłaść na karby odtruwania?
Przestawiam się na wymaganą dietę. Musiałam wiele odrzucić z moich uwielbianych potraw, zaniechać owoców, białego sera i mleka, a też
i nie ma mowy o schaboszczaku i innych potraw z wieprzowiny i z kurczaka mojego kochanego.
Kurcze jak ja będę żyć?
Chyba poszukam sobie Górala co ma hodowlę owiec i kóz, bo tylko takie mleko i sery mogę spożywać.
Zażądam by do hodowli dołączył indyki z uwagi na ich mięso. Przydałyby się też cielaki wyłącznie dla mnie.
No i miałam okazję, ale ją zlekceważyłam gdy w maju ub roku byłam w Zakopanem i poszłam na własnych nogach nad Morskie Oko, to po drodze
jeden chciał mnie zabrać, ale na dół, podczas gdy ja szłam w górę.
A ten drań śmiał się, że najpierw dół, a potem góra... cokolwiek to znaczyło.
Było wesoło, ale na tym się skończyło.
Muszę też chyba rozejrzeć się za drugim co ma stawy hodowlane ryb, bo mogę jeść jedynie słodkowodne.
W całej mojej okolicy i ościennych - nie ma detalicznej sprzedaży ryb słodkowodnych, a tylko hurt. Może więc kupie sklepową zamrażarkę i zrobię hurtowy zakup?
Pomyśle..... ale nie teraz.
Jutro przecież też będzie dzień.
Aaaaaaa ... i jeszcze pokochałam kaszę jaglaną na co dzień!
Brrr....!

Miłego weekendu życzę.

523

Odp: A miało być pięknie.....

Bardzo blisko, bliziutko tych, którzy są dla mnie bardzo ważni.
Nie mogę otrząsnąć się z tego koszmaru!
Byłam w tych miejscach niejednokrotnie, które spłynęły krwią.
Mam je w oczach...... i miesza mi się piękno z bólem i pytaniem....

       "W imię czego?"
http://s1.kozaczek.pl/2015/11/14/paryz-pt-07.jpg

524

Odp: A miało być pięknie.....

Już 15 dni morduję się katując swoje wnętrze paskudztwami, które mają mnie oczyścić ze wszystkiego złego co mi w środku siedzi.
Może także oczyści przy okazji mój charakter i zrobię się na stare lata niemożliwie dobrym człowiekiem?
Chyba nie będzie tak dobrze, a poza tym to wcale dobrą nie chciałabym już być, bo znów chodziliby mi po mojej biednej głowie
i musiałabym walczyć, by pozwalać.
Mój organizm zaczął normalnie funkcjonować, co znaczy, że już zaakceptował te ziołowo - balsamowo-olejowe atrakcje.
Staram się normalnie żyć, ale ta moja kuracja mocno mnie ogranicza z wychodzeniem z domu, bo w sumie cały dzień jest podporządkowany
dawkowaniu, odmierzaniu, liczeniu.
I jaglana da się znieść, bo nauczyłam się ją wykorzystywać na różne sposoby.
Właściwie to ona nie ma zapachu ni smaku, więc spokojnie można ją /już ugotowaną/ dokładać do wszystkiego, zagęszczać, a ostatnio nawet
dokładam ją do ugotowanych już ziemniaków i razem ugniatam i powiem, że wcale jej w tych ziemniakach nie czuję.
Najbardziej smakuje mi z uprażonymi jabłkami z cynamonem.
Nigdy nie pomyślałam, że będę takie cuda wyczyniać.
Oby się to wszystko na coś przydało.

Pora roku jaka jest teraz zawsze mnie mocno ograniczała, bo palenie w piecu, które zresztą bardzo lubię wymaga uwagi i czasu, bo nie zostawię
palącego się węgla, a czekam, żeby się wyżarzył i dopiero gdy zakręcę piec to mogę gdzieś wyjść, ale to już najlepsza pora dnia mija.
Siedzę więc przeważnie w domu, a gdy mnie dopada nicość, to oglądam zdjęcia z moich ostatnich wojaży.
A najeździłam się sporo, pozwiedzałam, poodwiedzałam i teraz tak sobie myślę, że bezwiednie rzuciłam się w taki wir jakbym przeczuwała, że to,
co jest dobre zaczyna się dla mnie kończyć.
W kwietniu byłam z przyjaciółką u córki we Francji i podziwiałam jej piękne nowe dwupoziomowe mieszkanie.
Miejsca teraz mają tyle, że znów padła propozycja, bym u nich została na dłużej.
Nie odważyłam się jednak. Czyżby intuicja mnie hamowała?
Teraz gdy już wiem, że jestem poważnie chora, to cieszę się, że nie przyjęłam ich propozycji, bo za jakiś czas byłabym im ciężarem.
Od 18 lat już córka jest tam i ma swoje życie i pięknie jest jak jest teraz, ale kto wie co byłoby gdy..... ?
E tam nie ma co gdybać.
Tu jak jest to jest, ale jestem u siebie i stać mnie w razie czego na opłacenie pomocy.
Gdy tam byłam, to pokusiłam się o wejście do podparyskich katakumb, które ciągną się przez kilka kilometrów na głębokości kilku pięter
i z wyjściem na zewnątrz już poczułam problemy, bo musiałam przystawać, by wyrównać oddech.
Nawet moja przyjaciółka zauważyła, że jestem słabsza, niż zwykle.
Weszłam także na najwyższy taras na Bazylice Sacré-Cœur, co wcześniej nie przychodziło mi do głowy i nie wiem dlaczego.
Pokonałam tę wspinaczkę z przerwami, ale byłam szczęśliwa gdy już stanęłam na górze i cały /mały/ Paryż miałam jak na dłoni.
Nie da się tego zapomnieć.
Moje wysiłki i słabość kładłam bardziej na swoje serce, a tymczasem to płuca już dawały znać, że ich pojemność zmniejsza się.
W ub roku pokonałam 10 km pieszo idąc nad Morskie Oko, a wcześniej będąc w Krakowie weszłam na wieżę przywitać się z trębaczem,
który na wieży /13 pieter/gra hejnał.
Nie mogę nie wspomnieć Kopca Kościuszki, który 2 lata wstecz zdobyłam mając lęk przestrzeni.
Jak mogłam tak nie dawałam się starości, a już o chorobach w ogóle nie pomyślałam.

Czy już tylko wspomnienia mi zostały?

525

Odp: A miało być pięknie.....

Jedna trzecia cyklu oczyszczającego już za mną.
Gdyby nie to, że musiałam przemeblować lodówkę i zamrażarkę i jedno wyjąć, a inne tam włożyć, a także nie to, że portfel z pewnością będzie przy
tej zmianie chudszy, to powiedziałabym, że nic się nie zmieniło.
Moje samopoczucie jest bez zmian.
Obeszłam wszystkie okoliczne sklepy, by wiedzieć gdzie są nowe dla mnie artykuły spożywcze typu sery i mleko kozie, a także gdzie są korzystniejsze ceny.
To nie jest jednak takie proste, bo nawet jeśli są to wyboru dużego w jednym sklepie nie ma.
Nie ma też pewnie amatorów owczych i kozich wyrobów, które nie tylko ceną, ale i smakiem bardzo różnią się od tradycyjnych czyli mućkowatych.
Teraz już kiermasze ze świątecznymi artykułami, więc ryby słodkowodne też wypatrzyłam i zrobiłam całkiem niezłe zaopatrzenie w różne.
Wczoraj jadłam wspaniałą zupę rybną z kaszą jaglaną.
Jaglana tu, jaglana tam, wesołe życie z tą kaszą mam.
Przed samymi świętami jeszcze raz pojadę po większą ilość ryb, bo potem znów pewnie będą trudności.
Cielęciny, wołowego i indyka zamrażać nie muszę, bo to mięso jest dostępne bez problemu, a jego ceny - stabilne.
Tak więc na jakiś czas ryby będą w zamrażarce królowały i choć są droższe, niż myślałam, to czego nie robi się dla zdrowia,
a raczej jego ratowania.
Schudłam dwa kilogramy.
Efekt oczyszczania, czy zmiany diety?
Pewnie to i to.
Przyznać jednak muszę, że oddech mam jakby lżejszy.
Do pulmonologa wybiorę się dopiero po skończeniu oczyszczania, by nie wprowadzać do mojego organizmu chaosu ziołowo - farmakologicznego.
Chodziłam z tym do teraz, pochodzę jeszcze kilka miesięcy.
Przeznaczenia i tak nie oszukam.
W połowie grudnia wezmę od swojej lekarki skierowanie i zapiszę się, a to z pewnością nie będzie tak natychmiast.
Mam jeszcze szereg badań krwi i nadzieję, że wyłudzę chociaż ich część na ubezpieczenie.
Zobaczymy.

526 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2015-12-03 20:03:24)

Odp: A miało być pięknie.....

Ja chcę śniegu!  Śniegu i mrozu!
Nie znoszę takiej pogody o tej porze roku.
Źle się czuję, nie mogę zasnąć i wszystko jest nie takie.
Wczoraj miałam powera do roboty i wysprzątałam mieszkanie jak za dawnych dobrych /zdrowych/ czasów.
Mam błysk i wydawało mi się, że powinnam paść ze zmęczenia, a tymczasem do trzeciej nad ranem oka zmrużyć nie mogłam.
No i nie mogłam dziś odespać, bo czekam na kuriera, który mi dowiezie ważną dla mnie rzecz.
Nota bene dokonałam zakupu masek przeciwpyłowych i zastanawiam się dlaczego wcześniej nie przeleciało mi to przez myśl.
Trudno, lepiej późno, niż jeszcze później, albo wcale.
Wciąż zastanawiam się, co spowodowało degradację moich płuc i doszłam do tego, że będąc około trzydziestki pracowałam
przez kilka lat w Urzędzie Probierczym badając metale szlachetne kwasami probierczymi.
Nawdychałam się tego świństwa, a też i popalałam papierosy, a z biegiem lat coraz więcej i doszłam do prawie paczki dziennie.
Nie sposób ominąć alkoholu, który też swoje robił, a to, że całe życie palę w piecu, noszę węgiel z komórki, grabię liście,
tnę drewno  krajzegą - to przecież full serwis jeśli o pyły chodzi.
Teraz maseczka.... kurczę chyba dobrze, bo już płuc nie zregeneruję, ale już im nie dołożę więcej.
Alkoholu nie piję od lat piętnastu, od czternastu nie palę papierosów, co może przyhamowało ten proces.
Mam w planie jeszcze pożyć, ale przecież zdrowym się nie umiera, no chyba, że ....ale kysz!

Święta zbliżają się milowymi krokami, a ja zupełnie ich, a właściwie tego nastroju - nie czuję.
Nie lubię wszelkich świąt odkąd jestem skazana na ostracyzm społeczny, zgotowany mi przez córkę.
Najchętniej skryłabym się w mysią dziurę i wyszła dopiero w styczniu już po wszystkim.
Niestety, mysie dziury są za małe, a myszy nie zechcą mnie u siebie gościć.
Zatem trzeba się dobrze zapatrzyć i przeczekać w swojej 'złotej klatce'.
Pozwolę sobie na małe grzeszenie smakołykami, starając się nie łamać zasad mojej nowej diety.
Nie uda mi się jedynie wymiksować z wigilii, a też i nie bardzo chcę, bo w takim dniu, nikt samotnym
nie powinien być, a siostra miałaby do mnie żal.
Zakupy zrobię dużo wcześniej, by nie plątać się w tłumie i nie musieć słyszeć agresywnych reklam i muzyki.
Uwielbiam muzykę, ale tę, którą sama sobie nastawiam.
Wczoraj robiąc porządki słuchałam dobrej muzyki, więc i prawie tańczyłam przy tej robocie.

A tak w ogóle to nastrój mam wcale niezły.

527 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2015-12-13 16:49:19)

Odp: A miało być pięknie.....

W dniu dzisiejszym nie sposób nie wracać do wspomnień sprzed 34 laty.
Obudziła nas teściowa waleniem w nasze drzwi i krzykiem - "wojna"..... nie powiem co przeżyłam, zanim mogłam
się zorientować o co chodzi, a potem strach, bo w domu nielegalne ulotki, książki i stemple "Solidarności.
Tak, tak - działałam.
I cudze dziecko bez meldunku, bez papierów, chodzące do szkoły na słowo honoru.
Sprawa o nią odbyła się 23 grudnia w obcym mieście, do którego dotarliśmy ze strachem i wieloma przeszkodami.
W nagrodę wróciliśmy do domu z kupionym tam karpiem bez żadnego problemu.
Młodą wzięłam na wakacje i już z nami została i mimo, że dom dziecka wysłał do sądu komplet papierzysk potrzebnych
do wydania postanowienia o umieszczenie w naszej rodzinie jako zastępczej i sprawy tego typu wchodzą na wokandę dość
szybko, to nasza odbyła się 23 grudnia.
Może to dobrze, bo już w stanie wojennym sąd dla dobra dziecka podjął w tym samym dniu /po kilku godzinach maglowania
i oczekiwania na korytarzu/ decyzję dla nas pozytywną.
Odetchnęłam, bo już nie była cudzym, ale naszym dzieckiem.
Z biegiem lat już jest tylko moją córką, bo pozostali źli, że nie opowiadała się przeciw mnie czego od niej oczekiwali gdy były
u nas wojenki - odrzucili ją razem ze mną.

Chociaż ostatnio coś drgnęło, bo młoda mi powiedziała, że moja starsza do niej zatelefonowała i dość długo rozmawiały.
Nie pytałam o szczegóły, ale powiedziałam młodej, że bardzo mnie to cieszy, bo taka sytuacja jaka była, bardzo mi była
ciężarem.
Może więc teraz młoda zdecyduje się ponownie do mnie przyjeżdżać jak było przez wszystkie lata, dopóki nie nasłała starszej,
za to, że ta mnie pobiła?
Chciałabym, żeby pomiędzy nimi kontakty ociepliły się.
Czas pokaże, czy to też nie pozostanie w sferze marzeń.

528 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2015-12-20 02:05:51)

Odp: A miało być pięknie.....

.
.

          Zdrowych, Wesołych Świąt oraz Szczęśliwego Nowego Roku 2016
                życzę wszystkim, których wzrok padnie na tę kartkę.

http://tuchovia.tuchow.pl/wp-content/uploads/2012/12/wesolych_swiat.jpg

529

Odp: A miało być pięknie.....

https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcR02-HOIHCpQ52w477sbfLTYKKY5dqNa5Cl0w4lgsBdU71orbkcrQ Tobie Autorko powodzenia i zdrowia w Nowym Roku życzę , a w święta..??? spotkania z tymi osobami, na których bardzo Tobie zależy. Trzymam kciuki

530

Odp: A miało być pięknie.....

Ciszo, witam cię serdecznie po długaśnym niebycie. big_smile

Przyjmij ode mnie ten świąteczny stroik, niech raduje swymi barwami i serce twe i duszę, w okresie Świąt Bożego Narodzenia i nadchodzącego Nowego Roku 2016. smile

http://swiat-obrazkow.pl/obrazy/3/294/stroik_swiateczny_czerwony.jpg

Z życzeniami Żyworódka. smile

531

Odp: A miało być pięknie.....

Ciszo - spokojnych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia.
http://s15.rimg.info/34028a21f713492c186f2178451e3105.gif

532

Odp: A miało być pięknie.....

Cisza - spokoju  i zdrówka życzę .... lol

                           http://imgup.pl/di/R3KW/9.gif

533 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2015-12-31 14:24:19)

Odp: A miało być pięknie.....

Koniec roku więc może jakieś podsumowanie?
Tylko co ono da?
Rok przecież jak każdy inny, a w nim było i dobre i złe.
Czy warto zastanawiać się nad przewagą jednego nad drugim?
Moim zdaniem nie warto.
Nauczyłam się żyć tu i teraz i czerpać radość z drobiazgów, z czego przez całe
życie umiałam się cieszyć.
Rok był nawet dobry ogólnie, bo wyjeżdżałam sobie do innych miast w kraju, a także do mojego ukochanego Paryża.
Ukochanego, bo mieszka w nim przecież moje dziecko już ze swoją rodziną, a dla niej i rodziny jestem cały czas ważną osobą.
Ci zza ściany nadal nie wykonują żadnego życzliwego gestu, a młoda uparła się uszczęśliwić mnie czytaniem biblii.
Tkwię też uparcie w swoim postanowieniu i nadal jej podpowiadam, że ma ze mną do załatwienia zaległe sprawy i nie będziemy
rozmawiały jeśli ona tamtych spraw nie załatwi.
Narozrabiałaś – powiedziałam i to nieźle, a teraz stajesz przede mną i twierdzisz, że to dla mojego dobra namawiasz mnie na
przyjęcie wiary Świadków Jehowy.
Nie chodzi mi o rozdrapywanie ran, a o to, by przyznała, iż jej wobec mnie zachowanie nie było właściwe, za co przeprasza.
Zażądałam, żeby uczyniła to przy młodym, bo to właśnie ona nabruździła na tyle, że młody nie wiedząc jak się wobec mnie zachować
po prostu też przestał mnie znać.
No i nie wie jak wyjść z tej sytuacji.
Dokuczanie komuś, wyzywanie, używanie rąk jest o wiele łatwiejsze dla niektórych, niż przyznanie się do czynienia zła
i przeproszenie.
Ja nie zamierzam zmieniać swojej wiary, ani sprzeniewierzyć się swojej Matce Niebieskiej, której powierzyłam się na Jasnej Górze
i powierzenie to odnawiam corocznie jadąc w tym celu do Częstochowy.
Jednak żebym z młodą i resztą rodziny zza ściany normalnie mogła rozmawiać, to muszę usłyszeć ich przeprosiny.
Takie płynne przechodzenie z dręczenia do pogodzenia powodowało, że sobie coraz więcej pozwalano, licząc, że mam krótką pamięć.
Teraz nie jest mi lekko, ale mam cicho i spokojnie, a ci którzy mi szkodzą muszą być ode mnie w bezpiecznej odległości.

Tuż przed świętami postanowiłam pozałatwiać sprawy, by nie odkładać ich na następny rok.
W przedświąteczny poniedziałek  udałam się do swojej lekarki po receptę na leki stałe, a przy okazji rozmawiałyśmy o wynikach badań moich płuc.
Poinformowałam ją o tym, że poddałam się kuracji oczyszczania organizmu metodą ziołową, że tam lekarka jest jednocześnie kardiologiem i zajmie się mną jeszcze i moim sercem, a także pokazałam spis badań, które mam przedstawić przy następnej wizycie, ale one są nieco drogie, a ta bez słowa wzięła arkusz i zaznaczyła na nim wszystkie potrzebne mi badania na ubezpieczenie.
Prawda się opłaciła.
Jeszcze skierowanie do pulmonologa i okulisty i wyszłam z gabinetu uskrzydlona.
Nie czekając we wtorek udałam się do przychodni by zapisać się do pulmonologa, a tam zero pacjentów.
Trzy minuty i już mam termin na połowę lutego.
Cudownie, bo na początku lutego kończę oczyszczanie, więc i obraz płuc będzie najbardziej aktualny.
Poszłam rozpędem do okulisty bo było po trasie i tu znów niespodzianka.
Zostałam przyjęta po półgodzinnym oczekiwaniu gdy lekarz usłyszał, że boli mnie gałka oczna, w której wcześniej widziałam iskry.
I już jestem w trakcie leczenia.
Skoro tak dobrze idzie to pędzę do stomatologa – pomyślałam i pognałam, bo mam zalecenie zrobić kompleksowy przegląd moich zębów.
I tu znów pięknie, bo bez oczekiwania zostałam zapisana do dentystki, chirurga i protetyka już na marzec.
Wychodząc z domu w południe miałam postanowienie załatwić chociaż jedno, a wróciłam z radością w sercu, bo do siedemnastej
załatwiłam wszystko.

No i jak mam narzekać na cokolwiek? No... jak?

Święta jak zwykle u mojej siostry.
Chyba już wszyscy do tego przywykliśmy.

Nie będę narzekała nawet na to, że mój komputer ledwie zipie i jak chce to się włącza, ale częściej chce i wyłącza, a monitor szlag całkowicie trafił, bo są jednak ludzie życzliwi i chwilowo korzystam z czyjegoś monitora, a komputer nowy już jest w drodze.
Narzekanie powoduje, że życie przestaje być piękne, aja umiem się życiem cieszyć, choć mam trudne.
Cieszę się nawet tym, że nie jest to rak, nie jest to gruźlica, a jedynie obturacja, z którą mam zamiar zaprzyjaźnić się i spokojnie,
a nawet i wolniej, ale doczekać do swojego kresu.

Jutro Nowy Rok ...........


Bardzo dziękuję za życzenia świąteczne.

534 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2015-12-31 15:04:02)

Odp: A miało być pięknie.....

NAJLEPSZEGO!!!



http://st.gde-fon.com/wallpapers_original/639759_novogodnie-oboi_novogodniy-fon_s-novyim-godom-2016_6000x4200_www.Gde-Fon.com.jpg

535

Odp: A miało być pięknie.....

Emocje, ogromne emocje.
Mieszanka niedowierzania z wątpliwościami, nadzieją, łzami, rozczarowaniem.

To wreszcie się stało!
To, na co czekałam trzydzieści lat.
Tak, moi drodzy tak..... moja córka przyszła do mnie ze słowami "przyszliśmy się pojednać'.
Ona ze swoimi dziećmi.
Nie dowierzałam, a teraz bardziej niż kiedykolwiek, czuję niepokój jak to będzie?
Rozmowa była bardzo trudna.
Miałam wrażenie, że córce /przy dzieciach?/ było trudno przyznać, że nie była wobec mnie w porządku, zarzucając mi wyłączną winę za całe zło.
Mówiła w sposób atakujący, a wtórowała jej młoda.
Czułam przerażenie, że obie są jednak jota w jotę i są mistrzyniami w dorabianiu własnej teorii do
faktów i zdarzeń.
Gdy czułam, że chcą mnie zapędzić w tzw 'kozi róg' poprosiłam by mnie zostawili w świętym spokoju.
Wyszli, ale po pół godzinie wrócili i córka zaproponowała pojednanie bez wspominania przeszłości.
Od tego trzeba było zacząć - powiedziałam.
Wstałam, wzięłam ją w ramiona i zapewniłam, że nigdy jej nie przestałam kochać i zawsze byłam z niej bardzo dumna.
Były łzy, ale chyba ulgi u nas obu.
Młodej powiedziałam, że jest już pełnoletnia, a wiec dorosła i takich zachowań od niej oczekuję.
Wnuczek nie sprawił mi nigdy żadnej przykrości, więc nie było to trudne przytulenie, a przywarł do mnie tak jak kiedyś.
On /10 lat/ jest za mały, żeby rozumieć tę całą sytuację, ale pod wpływem siostry i mamy - wycofał się i udawał, że mnie nie
ma na tym świecie.
Jego przytulaski świadczyły, że się cieszy z odzyskania babci.

Zapanowała cisza i chyba wszystkim było trudno.
Rozstaliśmy się już inaczej, bo było życzenie dobrej nocy.

Czyli zaczynamy tworzyć nową historię naszego życia.
Jaka ona będzie, tego nie wie nikt.
Wielka niewiadoma, której zwyczajnie boję się.
Ja zmieniłam się bardzo i nie jestem już "tamtą" osobą.
Teraz umiem o siebie zadbać, wyznaczać granice i nie biegać z pomocą.
Teraz oczekuję dla siebie szacunku, należnego każdemu z tej racji, że jest człowiekiem.
Czy będę go miała?
Oto jest pytanie........ na które dziś odpowiedzi nie zna nikt.

Życie pokaże, czy znów będzie wojna czy pokój.
Oczekuję pokoju.

536 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2016-01-03 21:51:24)

Odp: A miało być pięknie.....

chciałabym dziś czuć Twe emocje, tylko( aż) po to, by Cię w pełni zrozumieć. Jak wiele musi sie w życiu wydarzyć,? czy.. jaką bardzo trzeba czuć determinację, by w końcu wyklarować sytuację. Nigdy Ja...czytelnik(Twoich intrygujących wpisów )nie będe potrafiła wczuć się w sytuację, choć w pełni ufając w szczerość Twoich przekazów.......... - jestem  zaszokowana ( pozytywnie) Twoją determinacją, by w końcu PRAWOŚĆ zagościła w Waszych relacjach
P.S.- oby ona była szczera!,.. abyście osiągnęły w końcu to, czego nie doświadczyłyście tyle lat

537 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2016-01-10 19:58:02)

Odp: A miało być pięknie.....
Liza2014 napisał/a:

chciałabym dziś czuć Twe emocje, tylko( aż) po to, by Cię w pełni zrozumieć. Jak wiele musi się w życiu wydarzyć,? czy.. jaką bardzo trzeba czuć determinację, by w końcu wyklarować sytuację. Nigdy Ja...czytelnik(Twoich intrygujących wpisów )nie będę potrafiła wczuć się w sytuację, choć w pełni ufając w szczerość Twoich przekazów.......... - jestem  zaszokowana ( pozytywnie) Twoją determinacją, by w końcu PRAWOŚĆ zagościła w Waszych relacjach
P.S.- oby ona była szczera!,.. abyście osiągnęły w końcu to, czego nie doświadczyłyście tyle lat

Lizo
Bardzo Ci dziękuję za odzew.
Sama jeszcze jestem w szoku, że to zadziało się naprawdę i mam nadzieję, że właśnie moja konsekwencja doprowadziła do tego, że to się stało.
Swoim obecnym życiem udowodniłam, że jestem inną kobietą, ale nie mogę napisać matką, bo zwyczajnie nie dano mi szansy
bym to udowodnić mogła.
Szkoda jedynie, że to trwało tyle lat, a jest to niestety czas stracony w sensie miłości i relacji rodzinnych, bo żaden czas już nie zdoła przywołać
w nas wszystkich /no może poza wnuczkami/ uczuć jakie zostały wygaszone.
Najważniejsze jednak jest to, żeby teraz nie powróciły nawyki obrażania, poniżania, traktowania mnie jak zarazy morowej, a także chęci znów
zrobienia ze mnie bankomatu.
To już się nikomu nie uda.
Odzyskałam bowiem miłość własną i godność osobistą, a to stawia mnie już w pozycji pionowej, a nie zgiętej, ułatwiającej chodzenie po moim karku.
Ja nie mam zamiaru niczego już w swoim życiu zmieniać, bo przywykłam do tego, że moje życie jest ciche i spokojne, ale z pewnością nie jest
nudne i w pełni mnie takie satysfakcjonuje.
Nigdy nie byłam ordynarna, nie robiłam awantur, nie używałam słów wulgarnych i jeśli ktoś znajduje się koło mnie stosujący inne zasady - to nie
ma prawa być blisko mnie.
Zawsze  dążyłam do dialogu, ale nie mogąc tego uzyskać wycofywałam się w głąb siebie.
Nie wtrącam się w życie innych /nawet bliskich/ ludzi, chyba, że zostanę poproszona o pomoc lub wyrażenie swojego zdania.

Wiem, to wszystko brzmi jakbym  siebie stawiała na piedestale, ale przecież tak nie jest.
Pijąc zrobiłam z pewnością wiele złego i wiele osób skrzywdziłam, ale starałam się przez prawie piętnaście lat trzeźwych, uporządkować wszelkie
trudne sprawy i nikt na teraz nie ma do mnie żadnego 'ale'.
Jedyną osobą, która stała na 'nie' była właśnie moja córka, pomimo, że już ją przeprosiłam kilkanaście lat wcześniej za wyrządzone krzywdy
i cierpliwie znosiłam jej odwet przez wszystkie te lata. 

Czas, czas, czas..... jak zwykle pokaże co dalej.
Na ten moment jest mi o wiele lżej i życie zaczyna być także lżejsze pomimo, że wszelkie inne trudne i fizyczne sprawy przecież pozostaną
bez zmian.
Pozdrawiam.

Wklejam tu taki zimowy obrazek, bo uwielbiam wiewiórki.
Pewnie z racji moich włosów, obecnie rudo - siwych.

https://scontent-fra3-1.xx.fbcdn.net/hphotos-xat1/v/t1.0-9/12438948_1068381516515645_3510841114650121946_n.jpg?oh=f6ceb98e61fc91dea75910ecf975bc20&oe=5741EE5C

538 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2016-01-12 21:20:16)

Odp: A miało być pięknie.....

mnie życie również  w różnoraki sposób doświadczyło( niestety nie zawsze dobrze ze mną się obeszło) już od młodych lat. W tzw dorosłości mój zły wybór spowodował, że zafundowałam córce niezbyt chwalebne dzieciństwo. Alkohol stał się "przyjacielem" mojego ex. Córka ( już dziś dorosła) kiedyś bardzo z tego powodu cierpiała.... oczywiście do czasu- czyli do rozwodu. Zawsze chciałam dać córce pełną rodzinę ( gdyż sama wychowywałam się w niepełnej, bo mój ukochany ojczulek zmarł, gdy byłam dzieckiem). Wiec wiem jak to jest, gdy jest  tylko mama/ jeden rodzic zapracowany, by sprostać prozie materialnego życia. Coż... stało się inaczej i przepraszając córkę "zakomunikowałam", że musimy się z jej tatą rozstać. Jej pytanie wybrzmiewa mi po dzień dzisiejszy.." mamuś, a stanie się to szybko....? - bez komentarza.......... ale do czego zmierzam........... minęło dobre kilka lat, a ona cały czas jest gotowa na kontakt( sama go inicjuje - z porażką niestety), ma ojca w sercu, wiele by dała, aby był "normalny". I tu myśl, która wraca mi w kontekście Twoich perypetii życiowych - cóż się wydarzyło", lub ( sory) co w sercu ma Twoja córka, że dziś, jako dorosła kobieta/ matka tak/ aktualnie się zachowuje. Szczerze życie Wam zgody i relacji, które z pewnością Was wszystkich uszczęśliwi

539

Odp: A miało być pięknie.....
Liza2014 napisał/a:

mnie życie również  w różnoraki sposób doświadczyło( niestety nie zawsze dobrze ze mną się obeszło) już od młodych lat. W tzw dorosłości mój zły wybór spowodował, że zafundowałam córce niezbyt chwalebne dzieciństwo. Alkohol stał się "przyjacielem" mojego ex. Córka ( już dziś dorosła) kiedyś bardzo z tego powodu cierpiała.... oczywiście do czasu- czyli do rozwodu. Zawsze chciałam dać córce pełną rodzinę ( gdyż sama wychowywałam się w niepełnej, bo mój ukochany ojczulek zmarł, gdy byłam dzieckiem). Wiec wiem jak to jest, gdy jest  tylko mama/ jeden rodzic zapracowany, by sprostać prozie materialnego życia. Coż... stało się inaczej i przepraszając córkę "zakomunikowałam", że musimy się z jej tatą rozstać. Jej pytanie wybrzmiewa mi po dzień dzisiejszy.." mamuś, a stanie się to szybko....? - bez komentarza.......... ale do czego zmierzam........... minęło dobre kilka lat, a ona cały czas jest gotowa na kontakt( sama go inicjuje - z porażką niestety), ma ojca w sercu, wiele by dała, aby był "normalny". I tu myśl, która wraca mi w kontekście Twoich perypetii życiowych - cóż się wydarzyło", lub ( sory) co w sercu ma Twoja córka, że dziś, jako dorosła kobieta/ matka tak/ aktualnie się zachowuje. Szczerze życie Wam zgody i relacji, które z pewnością Was wszystkich uszczęśliwi

Liza to smutne, że rodzice swoim dzieciom fundują trudne dzieciństwo.
Ja także do nich się zaliczam tj do krzywdzonych dzieci i krzywdzących dzieci i jak doświadczenia wskazują, a nauka popiera, to nie można
swojemu dziecku dać tego, czego się samemu nie ma.
Wychowując swoje dzieci dbałam by były najedzone, czyste, zaopiekowane w chorobach, nie szczędziłam im czasu na rozmowy.
Nigdy nie powiedziałma czegoś w sensie ' nie zawracaj mi głowy' czy 'teraz nie mam czasu'.
Był problem - była rozmowa, wspierałam jak umiałam i  zawsze siadałam by wysłuchać, co mi mają do powiedzenia.
Teraz wiem, że to wszystko to była kropla w morzu, bo tak naprawdę nie umiałam przytrzymać ich przy swoim sercu mimo, że kochałam.
Nie umiałam tulić dzieci, a to przecież daje poczucie jedności i bezpieczeństwa.
A gdy zaczęłam swoje emocje zapijać - wszystko runęło.
Nie wiem i chyba już nigdy nie dowiem się, co zadziało się w sercu mojej córki, że wreszcie zapragnęła pojednania.

Nie zmieniło się wiele po tym pojednaniu i myślę sobie, że dobrze, iż nie ma wybuchu uczuć, bo 30 lat swoje zrobiło.
Jednak na teraz siedząc w swoim mieszkaniu, nie mam uczucia wrogości zza ściany.
Córka ostatnio chorowała /przeziębienie/ i nie mogła iść do syna na wywiadówkę, więc zostałam ja o to poproszona.
Po powrocie weszłam do jej mieszkania by zdać relację i powiem, że nie czułam ciężaru i obaw.
Normalnie usiadłam, przekazałam, zapytałam o zdrowie i po kilkunastu minutach wyszłam.
Usłyszałam jednak 'dziękuję'.
I powiem, że jestem pod wrażeniem tej rozmowy, bo po raz pierwszy od wielu lat nie słyszałam naburmuszenia, a wręcz przeciwnie
- rozmowa przebiegła w dobrym nastroju i tak, jakby wcześniej nic się nie wydarzyło złego.
Oby to wszystko wreszcie znormalniało.
Nie mam zamiaru narzucać się, a gdy będą chcieli, to wiedzą, że jestem obok.
Czasem zagląda do mnie wnuczka, ale na razie chyba się badamy na ile możemy sobie pozwolić.
Nic przecież nie będzie już takie samo.
Wnuczek poza proszeniem o pójście na tę wywiadówkę, nie zagląda do mnie.
Jednak myślę, ze to dobra sytuacja, bo wszyscy musimy przywyknąć do nowego, co to tylu zdarzeniach i latach łatwe nie jest.

Miałam problem z komputerem.
Wysłużył się staruszek, więc musiałam go na zawsze pożegnać.
Nowy samodzielnie zagospodarowałam sobie i myślę, że jestem jeszcze zdolna bestia, bo to wcale takie proste nie jest.
Gdy po kilkunastu godzinach zmagań usiadłam i było wszystko ok, to nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że on mi tak pięknie śmiga.
Oby nie zapeszyć.
Mam nadzieję, że posłuży mi na długie lata.

540

Odp: A miało być pięknie.....

Skończyłam trzymiesięczną kuracje oczyszczania organizmu i katorżniczą dietę na ten czas.
Szkoda jedynie, że przy tym schudłam 4 kg, a do potężnych nie należę.
Myślę, że nie za długo nadrobię straty i znów osiągnę swoją od kilkunastu lat wagę 64 kg przy wzroście 163 cm.
Może to jednak nie być już takie proste, bo ten trzymiesięczny okres i wymuszona dieta poprzestawiała mi
dotychczasowe smaki i aromaty.
Nie to jest jednak najważniejsze, a to, że wyniki badań jakie właśnie odebrałam świadczą o tym, że warto było
się pomęczyć.
Nerki, wątroba, tarczyca - w należytym porządku, cukrzyca mi nie grozi, wszelkie wyniki związane z krwią
są zadowalające, a jedynie mam niewiele ponad normę cholesterolu, więc nowe tabletki na trzy miesiące.
Za kilka dni idę do pulmonologa i na temat moich płuc i co z tym fantem zrobić, już właściwy lekarz się wypowie.
Mam nadzieję, że i tu poprawa nastąpiła, bo lepiej ogólnie się czuję.
I wychodzi na to, że umrę prawie zdrowa, bo nadciśnienie dało się także opanować i choć dożywotnio będę
przyjmować leki, to nie ma niebezpieczeństwa wylewu.
I jak się nie cieszyć?
Przecież kiedyś zacząć musiały się problemy zdrowotne, bo moje życie było pełne sprzeczności, a już o zdrowie
nie dbałam nigdy wcześniej.
Czas więc zacząć rozpieszczanie.

Co do innych moich spraw, a zwłaszcza tych sąsiedzkich to tak jakby nic się nie zmieniło.
Oni sobie, a ja sobie i nic się nie dzieje.
Jakiś jeden, czy dwa epizody nic nie znaczące.
Może to i lepiej bo wcześniej działo się za wiele.
To nie jest proste teraz zacząć wszystko od początku, bo odwykliśmy od uczestnictwa w swoim życiu.
Już nawet przestałam domniemywać jakie  powody kierowały córką do  tego pojednania.

Ważne, że jest cisza i spokój.

541 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2016-02-11 09:50:55)

Odp: A miało być pięknie.....

puk -puk CISZO... to znowu ja
Czytam i czytam co piszesz i finalnie jakoś mi smutno. OJ - to zdrówko.... super, że masz już wiedzę, że .."zdrowa umrzesz.."' he he. ja jeszcze tego nie wiem, bo zwyczajnie/ prozaicznie jestem zabiegana. Wiem, że powinnam choć sprawdzić co się dzieje pod moim opakowaniem, ale jakoś odsuwam o na dalszy plan ( niemądre to - mam tego świadomość).
Co do sąsiedztwa- jak czytam co piszesz o aktualnym stanie kontaktów, ich form i Twój komentarz do stanu rzeczy- smutno mi ( tak empatycznie wczuwając się w tę sytuację) - cholercia , to mega przykre.
Nie wiem jak wygląda Twój przeciętny dzień ( czy wypełniasz dzień sprawami zawodowymi, pasjami? ), bo to przecież ważne, by czuć sie potrzebna i w jakimś sensie spełnioną.
Ja, choć zawodowo jestem zajęta, prywatnie jestem sama, mieszkam z córką ( jeszcze)........... i właściwie, choc nie przezywam apogeum szczęścia  jestem jednak zadowolona ze swojej tzw codzienności. Boje sie jednego-.., że za jakis rok/dwa córka "pójdzie na swoje" ( takie mają plany) i zostanie po niej pustka w czterech ścianach. Mamy dobry kontakt emocjonalny ( śmiem twierdzić, że bardzo dobry) i obawiam się, że po jej wyprowadzce odczuję deficyt w emocjach, zabraknie mi tak istotnej dla mnie możliwości rozmowy - takiej codziennej. Ostatnio rozmawiałyśmy razem, jak to będzie..?
ONA- "oj mamo, ja.. chyba codziennie będę musiała dzwonić", ja na to .." damy radę, będziemy sie odwiedzać, pomagać.." etc, ale jednak bardzo się boję ,że odczuje znaczenie słowa samotność, brak możliwości pogadania/ podzielenia się tym, co się dziś wydarzyło. Oj- boję się tego. Pozdrawiam i uśmiechniętego dnia życżę - biegnę do pracy.

542 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2016-02-18 15:44:13)

Odp: A miało być pięknie.....

Nie będę pisała przez jakiś czas, bo mam głowę zajętą, zajęte ręce, zajęty czas.... cała jestem zajęta.
Moja córka leży w szpitalu - ma guzy w mózgu.
Mnie powierzona została opieka nad sprawami domowo - rodzinnymi.
Wszystko odkładam, bo tak było zawsze, że gdy potrzebną jestem, to dla mnie nic się nie liczy.

Boże błagam! Oszczędź mi to moje dopiero co odzyskane dziecko!

543

Odp: A miało być pięknie.....

Zdrowych i pogodnych Świąt Wielkanocnych

http://gosciniecptasizaulek.pl/wp-content/uploads/2016/01/wielkanoc2016-1141x585.jpg

Ciszo, Basiu, Żyworódko  smile

Ciszo, bądź silna!

544

Odp: A miało być pięknie.....

hey ....

nie zaglądałam tutaj dawno .... tak jakoś wyszło
na Netkach w dziale " trudna miłość" młoda dziewczyna założyła wątek o tym samym tytule
różniący się tylko jednym słowem "tak "
przyznam się,że luknęłam czemu Cisza.. ??? przeniosła wątek z "naszej społeczności " ???
tym sposobem dziś zaglądnęłam TUTAJ smile

Ciszo może kukniesz ?????... napisz koniecznie jak zdrowie Córci ???   .... 
przytulam wirtualnie .... trzymaj się ....

JJoanna dzięki za życzonka Tobie również 
przede wszystkim spokojnych -zdrowych świąt .... lol

545 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2016-03-24 14:14:54)

Odp: A miało być pięknie.....

Witajcie dziewczęta. big_smile

Też, kierując się tytułem historii innej userki, zajrzałam do wątku.
A tu, co za miła niespodzianka smile... jjoanna z życzeniami świątecznymi się zjawia. big_smile

Ciszo, przykre są wiadomości o chorobie córki, te z przed miesiąca... a, obecnie nic nie piszesz.
Myślę, że to przez brak czasu. Liczę na to, że zajrzysz do swojego wątku i przyjmiesz życzenia spokojnych, zdrowych świąt. smile
Dla wszystkich zaglądających do tego wątku, również je kieruję.

http://polki.pl/work/privateimages/formats/V5_MT_LIFE/34127.jpg

jjoanno, za życzenia dziękuję... i więcej informacji od ciebie wypatruję. big_smile

546

Odp: A miało być pięknie.....

Dzisiaj sobie pomyślałam, że czas zajrzeć i coś napisać.
Szukam swojego wątku i nie mogę go znaleźć, a tymczasem on nie gdzieś w piwnicy ale na górze
sobie wisi.
Nie spodziewałam się wizyt u siebie, a już prawdziwą niespodzianką jest odezwanie się Twoje 'jjoanno'.
Nie mam wiele do pisania, bo wiadomo, że z rakiem to sprawa trudna, żmudna i rozciągnięta w czasie.
Córka wróciła w piątek ze szpitala i jest po radioterapii, a teraz z domu co kilka dni będzie dojeżdżała na chemio... bo i wątroba jest zaatakowana.
Z moich prawie tygodniowych obserwacji wynika, że radzi sobie całkiem nieźle i chyba dobrze, że jest
w swoim domu no i ze swoją rodziną.
Ja nie staram się  wpychać z pomocą bez wyraźnej prośby, bo zdaję sobie sprawę z różnicy charakterów
i poglądów, więc nie chcę iskrzenia.
Oddałam więc jej berło, które dzierżyłam podczas jej nieobecności.
Nasze relacje są poprawne, jednak ciepłymi je trudno nazwać.
Obie chyba jesteśmy ostrożne, a lata zrobiły swoje.
Jednak muszę pochwalić się, że otrzymałam od córki bukiet kwiatów w podziękowaniu za opiekę nad
jej rodziną, był też i tort, a wnuczek oddzielnie wręczył mi kwiaty dziękując za 'przykręcenie śrubek'
przez co wyniki w nauce wyraźnie się poprawiły.
I myślę, że było to właśnie podkreślenie tego, że byłam, ale już nie bardzo teraz jestem potrzebna.
I dobrze, bo gdy zechcą, to mnie znajdą, co czynią zwłaszcza dzieci.


Jestem zabiegana bo dbam też i o swoje sprawy zdrowotne i wciąż każą mi robić jakieś dodatkowe
badania, ale w kwietniu już pulmonolog winien zająć się moim leczeniem na poważnie, bo ostatnie
badania mam na 30go marca, a na 18go kwietnia już umówioną wizytę ze wszystkimi wynikami.
W międzyczasie okulista i dentysta i gdybym sobie nie robiła planu badań i wizyt, i nie drukowała
uzupełniając jakieś zmiany, to pewnie o połowie z nich bym zapomniała.
Z drugiej strony jestem zadowolona, bo w tym zawrocie głowy i moje sprawy poszły mocno do przodu.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytających mój wątek, ale szczególnie serdecznie tych, którzy się
do mnie odezwali.
Tak bardzo mi czasem brak 'głosu' innych ludzi i chociaż przez lata przywykłam do samotności, to ma
ona czasem gorzki smak.

547

Odp: A miało być pięknie.....

http://dejavu.adsvps.pl/wielkanoc/zajac.jpg

548 Ostatnio edytowany przez Olinka (2017-03-05 18:53:11)

Odp: A miało być pięknie.....

[post usunięty na prośbę jego Autorki]

549

Odp: A miało być pięknie.....

Nie napiszę nic więcej.....  już mi całkiem przeszło........

550

Odp: A miało być pięknie.....

Rzuciło mną niemiłosiernie gdy zobaczyłam post o śmierci Księdza J. Kaczkowskiego i ten znicz powyżej bo chyba odpychałam od siebie
fakt, że córka moja odchodzi.
Nie mniej jednak uważam, że zamieszczenie tychże w sytuacji jaką ja opisałam było dużym nietaktem.

Córka pożegnała się z tym światem 14 lipca 2016.
Pozostał mi ogromny smutek, bo dopiero co ją odzyskałam po 20 latach, a tak szybko straciłam na zawsze.
Myślę, że Ona czuła, iż odchodzi i tym pojednaniem zapewniła swoim dzieciom moją opiekę.
Ostatnie miesiące Jej życia były dla mnie wielką bieganiną, bo nikogo poza mną nie chciała widywać.
To ja przy niej wszystko robiłam do karmienia włącznie, mnie wciąż wzywała i oczekiwała i wyraźnie cieszyła się
na mój widok.
Nigdy Cię kochać nie przestałam - zapewniałam Ją, a kiedyś usłyszałam, że na sytuację jaka wytworzyła się
w naszej rodzinie, wszyscy zapracowaliśmy.
Gdyby do tego wniosku doszła przed laty, o ileż lepsze byłoby nasze życie i relacje.

Na teraz mam w rodzinie zastępczej 11 letniego wnuka, bo wnuczka jest już pełnoletnia.
I to jest straszne, że dzieci i ja tak naprawdę nie znamy się, i uczymy się żyć w nowym układzie, co nie jest
łatwe, bo żyliśmy inaczej i inne wyznawaliśmy wartości.
Mam jednak nadzieję, że mimo mojego podeszłego wieku dam radę wychować go do pełnoletności.

Nie wiem, co napisać więcej, ale myślę, że na razie to Ciebie zadowoli "G" i dziękuję, że szukając kontaktu ze mną
zainspirowałaś mnie do powrotu.
Pozdrawiam.

551

Odp: A miało być pięknie.....

Przedwczoraj trafiłam na ten wątek, przyznaję bez bicia przeczytałam tylko Twoje posty Ciszo.
Przeżyłam szok, i takie jakieś poczucie że jak na jedną osóbkę to stanowczo za dużo.

Bardzo mi przykro z powodu śmierci córki. Niech spoczywa w spokoju [ * ]

Jesteś bardzo dzielną kobietą. A ja jestem pełna podziwu.

Pozdrawiam.

552

Odp: A miało być pięknie.....

Nie było mnie tu cztery lata i choć kilka razy zaglądałam, to nie ujawniałam się.
Pewnie już nie ma na tym forum znanych mi życzliwych userek, bo widzę dużo "nieaktywnych", mam jednak nieodpartą chęć wrócić do pisania.
Dlatego też podnoszę swój wątek, by znów w nim zostawić kawałek swojego życia.

Zastanawiam się jednak czy aby dobrze robię?
To się okaże smile

553

Odp: A miało być pięknie.....

Witaj Ciszo.
Bardzo współczuję śmierci córki.
Pisz. Nawet jeśli nie ma "starych" czytelników, to będą nowi.
Pozdrawiam serdecznie.

554 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2021-10-16 20:27:02)

Odp: A miało być pięknie.....

Wróciłam na forum no i połknęłam bakcyla.
Pomyślałam więc, że powinnam i w swoim wątku napisać co u mnie
po blisko pięciu latach nieobecności.

Ale po kolei.


1. Młody
    uczeń technikum, jest wciąż pod moją jednoosobową opieką.
    Od niedawna także jestem opiekunem prawnym, bo ojciec nie  interesował  się
    synem, jego potrzebami, nauką zdrowiem.
    Myślę, że to dlatego, iż ożenił się, a jego żona za Młodym nie przepada.
    Spotykali się zawsze na neutralnym gruncie, a do swojego domu nigdy nie
    zapraszali.
    Nigdy nie utrudniałam kontaktów ojca z synem i trudno mi jest pojąc jego postawę.
    Czas pokaże, co z tym dalej będzie, ale Młody wie, że cokolwiek  postanowi, to ja
    będę po jego stronie.
    Trudny mamy teraz czas, bo hormony buzują, więc i Młody buzuje, ale na ogół nie
    jest źle i gdy coś się dzieje, to dużo rozmawiamy i staramy się  iść na kompromis,
    a także nie zamiatamy problemów pod dywan.

2. Młoda
    mieszka teraz w moim byłym mieszkaniu tj za ścianą, bo doszłam do wniosku,
   że to dla dobra nas wszystkich będzie najlepsze wyjście.
    Zaproponowałam jej zamianę, na co przystała z ochotą, bo ma mieszkanie
    samodzielne, co jest dziś wielka wartością.
    Młoda niewiele zmieniła się po śmierci córki i nie umiemy już wspólnie
    funkcjonować.
    Nie za bardzo lubi młodszego brata, nie za bardzo mnie i w ogóle nie za bardzo
    lubi  ludzi.
    Żyje po swojemu i ma do tego prawo, a ja nadal nie pozwalam naruszać  praw
    moich, a teraz naszych.

3.  Mój były mąż
     nie związał się już z nikim, bardzo podupadł na zdrowiu, czasem ląduje
     w szpitalu, a wiadomo, że w takiej sytuacji potrzebuje pomocy.
     I o dziwo pomoc moją przyjmuje. Polega to na tym, że gdy jest chory to
     dostaje obiad, sprzątamy jego mieszkanie, zabieram rzeczy do prania,
     pędzę wnuczków i to głównie one robią jemu zakupy.
     Gdy zdrów, nie wchodzę mu w drogę i niech sobie żyje jak chce, bo
     przecież jest wolnym człowiekiem.
     Dużo rozmawiamy, zwłaszcza o wnuczkach.
     O naszej przeszłości w ogóle, bo i po co?
     Nigdy wcześniej nie radził się mnie gdy miał jakieś sprawy do załatwienia, a teraz
    przychodzi jak do dobrej sąsiadki i pyta mnie o zdanie.
    Ktoś z boku nie znający naszej historii, może pomyśleć, że jesteśmy przyjaciółmi,
    ale przyjaźń z ówczesnym moim wrogiem nie wchodzi w rachubę.
    Patrząc na wrak tego człowieka, nie czuję nic poza współczuciem i często mi w
    głowie szumi “miałeś  chamie złoty róg”.
    Chcę jednak, by wnuczki nasze zobaczyły, że zgoda buduje, że można
    żyć inaczej, niż widziały przez lata.
    Nigdy nie dawałam się wciągnąć w jakieś gierki, awantury, intrygi.
    I tak mi zostało.

4. Moja wychowanka
    nadal jest mi bardzo bliska. Codziennie telefon choć na chwilę dzwoni.
    Tamte wnuczki dorastają w zdrowiu i radości.
    Córka po rakowych historiach ma się dobrze. Wciąż jednak badana, ale
    już raz na rok i wyniki są zadowalające.
    Jej matka była moją kuzynką. Miałyśmy też częste kontakty i w miarę dobre relacje.
    Jeździłam raz w roku do miasta, w którym mieszkała , bo tam pochowany jest mój
    ojciec. Jeździłam w sprawach grobu, pogrzebu jego żony, innych członków rodziny 
    i tak już było, że od kilku lat, raz w roku spotykałyśmy się i  my.
    Zachorowała na raka i zmarła gdy szalała pandemia, więc znów spadło to na mnie.
    Pochowałam ją w grobie rodzinnym bo przecież ona była kuzynką także ich.
    Pożegnałam w imieniu córki “naszej córki” i zamknął się już tamten rozdział
    rodzinny.
    Pozostał tylko grób.

5.  Ja
     jestem wiekowa, ale wciąż na chodzie, a nawet na biegu.
     Zawsze byłam energiczna I nieraz zapominam, że czas zwolnić, ale póki
     co jestem bardzo samodzielna I samowystarczająca.
     I starym zwyczajem nawet krajzegą władam.
     Młody się rwie, ale boję się, bo to instrument niebezpieczny.
     Jeszcze kilka miesięcy i nie będzie cięcia drewna, bo przechodzimy na  gaz.
     Nie mam problemu ze zdrowiem, a ściślej, nie pogarszają mi się  sprawy
     zdrowotne, stwierdzone przed kilku laty.
     Myślę więc, że nadal jestem zaopiekowana.
     Dwa lata wstecz zmarł ten, co mnie zostawił, a którego szczerze pokochałam.
     Widywaliśmy się czasem i tuż przed jego nagłą śmiercią wpadliśmy gdzieś
     na siebie.
     Bardzo przeżyłam jego śmierć.

Reasumując, mogę spokojnie ten wątek opuścić, by trochę po innych watkach się powłóczyć.

Gdybym jednak miała o czym pisać, to tu przysiądę.
     
Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytających.

555

Odp: A miało być pięknie.....

Ha właśnie przeczytałem trochę Twojej historii z początku wątku
Weteranka z Ciebie Ciszo i w pewnym sensie bohaterka - wygrałaś siebie
Pozdrawiam serdecznie i gratuluje ,z uzależnieniem miałem jak Ty przygody więc Ciebie rozumiem
chyba jest tu parę osób z takimi przejściami w życiu

556

Odp: A miało być pięknie.....
paslawek napisał/a:

Ha właśnie przeczytałem trochę Twojej historii z początku wątku
Weteranka z Ciebie Ciszo i w pewnym sensie bohaterka - wygrałaś siebie
Pozdrawiam serdecznie i gratuluje ,z uzależnieniem miałem jak Ty przygody więc Ciebie rozumiem
chyba jest tu parę osób z takimi przejściami w życiu

No i się porobiło!.
Nie zaglądałam na swój wątek i nie widziałam "pasławku", że mnie odwiedziłeś.
Pozdrawiam serdecznie.

Zajrzałam tutaj, by coś napisać o świętach, które akurat są, ale na razie rezygnuję,
bo u mnie trudny czas. 
Mam problem z Młodym, który jak napisałam wcześniej buzuje razem ze swoimi hormonami, a dodatkowo /moim zdaniem/ uzależnił się od Internetu.
Drugi rok lekcje on-line zrobiły swoje. Przyspawał się do komputera i nie widzi życia
poza Internetem. Zaniechał wszelkich aktywności poza nim.
Wyłączanie Internetu około 23-ciej to awantura na całego.
Nie mogę pozostać obojętna na to i poszukałam fachowej pomocy.
Od stycznia Młody idzie na terapię.
Poczekam na efekty wierząc, że się wyprostuje.
Terapia na razie rozpisana na pół roku.

Czas, potrzebny jest czas.

557 Ostatnio edytowany przez acine (2022-02-18 00:04:09)

Odp: A miało być pięknie.....

Ciszo, widze ze jestes ponownie aktywna na forum. Twoja historia zyciowa bardzo mna wstrzasnela. Tyle cierpienia przydzielonego przez los jednej osobie czy rodzinie...wprost ciezko uwierzyc. Niemniej Twoja walka wywarla na mnie mocne wrazenie bo pokazuje innym osobom, takze mnie jak mozna radzic sobie w sytuacjach zgola z pozoru bez wyjscia, jest wiec mocno pozytywna zyciowo.

558

Odp: A miało być pięknie.....

acine
dziękuję za miłe słowa.
Czasem tak dzieje się, że  jednym życie mija bezboleśnie i gładko,
a innym podkłada wyboje i kolce.
Pomimo tego jak wyglądało moje, nie zgorzkniałam, nie użalam się nad sobą,
nie ma we mnie nienawiści, pretensji czy niechęci do życia.
Może dlatego, że wciąż jestem postawiona przez życie, by służyć innym, nie
mam więc czasu na rozczulanie się nad sobą.
Służyć - to umowne określenie, bo nie czuję się z tym źle, a skoro przyjmuje to
na siebie, to wiem, że powinnam wykonać dobrze.
Nie zawsze tak niestety było, bo mam w swoim życiu i czarne strony, ale
wydobyłam się z tego i żyje tak, by nie krzywdzić innych.

Nie będę ukrywała, że czytałam Twój post tuż po jego napisaniu i powiem, że
istotnie pisałam przez wiele lat bloga, do którego link /na chwilę/ tu podałam.
Przestałam tam pisać, bo znajoma, zawistna trollica, odkryła, że to ja
i zagroziła, że upubliczni kto był w bliskich relacjach ze mną, a mój przyjaciel
był znaną osobą w naszym wspólnym dużym gronie.
I nie o to się bałam, że skojarzą z kim sypiam, a o to, że za wiele obcych osób
pozna szczegóły z mojego życia.
Było to na Interii, która całą platformę wyrzuciła w kosmos, ale ja zdążyłam
usunąć z niej swojego bloga po jego wydrukowaniu.
Dlatego przeniosłam się tutaj i powróciłam, bo brak było mi właśnie takich
możliwości wypisywania się, pomocy innym i kontaktów, które są anonimowe.
Pozdrawiam smile

559

Odp: A miało być pięknie.....

Dziekuje za odpowiedz, istotnie w moim powyzszym poscie ktory pozniej edytowalem bylo pytanie o Twojego bloga do ktorego podalas dawno temu linka w poczatkowych swoich postach w watku. Usunelem pytanie o ewentualna mozliowosc dostepu do tego bloga bo doczytalem juz do konca Twoj watek i wiedzialem juz co sie z nim stalo. Mam nadzieje, ze dalej masz te wydrukowane kartki i ze nie poszly do pieca. Wiesz, szkoda zeby tak to poszlo zupelnie z dymem. Moze warto by chociaz kiedys moze wnuczek go przeczytal...
Tez Cie Ciszo Pozdrawiam smile

560

Odp: A miało być pięknie.....

Cisza, pozdrawiam Cię serdecznie. smile
Widzę, że udzielasz się na forum, to dobrze. Muszę poczytać twoje wypowiedzi, co u Ciebie słychać.
Zawsze byłam zainteresowana Twoim wątkiem, ale w chwili obecnej udzielasz się ogólnie.

Dzisiaj składam Ci życzenia: przede wszystkim zdrówka, smacznego jajka, radości z wnucząt.

561

Odp: A miało być pięknie.....

Żyworódko miła.
nawet nie wiesz ile radości mi sprawiłaś swoją wizytą.
Ja także Tobie życzę Wszystkiego co dobre, a zdrowia przede wszystkim smile

Powiem,  że już nie umiem tu pisać swojej historii, bo właściwie to wszystko ze
swojego życia co najważniejsze - zawarłam w tym wątku.
Po śmierci córki jednak zamknęłam już tę książkę, bo wszystko radykalnie się
zmieniło.
Teraz najważniejszą sprawą jest doprowadzenie wnuczka do pełnoletności, a to
nastąpi za 20 miesięcy. Potem wyposażenie na samodzielny start, pomoc w
urządzeniu i wystawienie za drzwi, żeby poszedł swoją drogą. Na progu domu
postawię świeczkę, by w razie czego znalazł drogę powrotną.
Trochę tu sobie zatruję, ale powiem, że tak jest On przygotowany do
samodzielności, że nie mam najmniejszych obaw, że sobie nie poradzi.
Przez 6 lat proces usamodzielniania się zdał egzamin na tyle, że teraz już chce
być samodzielny i ledwo godzi się z tym, że to jeszcze ja mam ostatnie słowo.
Przechodzi okres buntu, a że moim zdaniem trwało to za długo, to wsadziłam
na terapię i tam się prostuje.
Powoli nasze relacje znów mają się dobrze.
Lepiej także jest z moją wnuczką, która mi za życia matki dała popalić, ale też
zmieniła swoją postawę bo już wie, że jestem konsekwentna i wyznaczam granice.
Jakby nie było, to te dwie istoty są teraz dla mnie najważniejsze na świecie.
I powiem szczerze, że przez wiele lat nie było w tym domu takiej ciszy, spokoju
i stabilności jak jest obecnie. I mam nadzieję, że już nigdy to się nie zmieni.

Pozdrawiam Ciebie serdecznie i dziękuję, że jesteś.

562

Odp: A miało być pięknie.....

Ulle
Obecnie mojego życia nie mogę nazwać piekłem, ale niebem - też nie.
Jak wiesz wychowuję 17 latka, a to jest wielkie wyzwanie, bo do pomocy nie mam nikogo, a do krytykowania zawsze znajdą się chętni.
Mój były to pasywny typ i nie zrobi nic, żeby się nie narazić, ale może to jest lepsze,
bo mętliku w moim rodzinnym życiu miałam dość. I tak jak wychowywałam dwie
córki sama, tak też i obecnie sama muszę wychować wnuczka, a męskie stanowisko
w różnych sprawach jest czasem konieczne, a z ojcem jego tylko towarzysko.
Młodemu trudno było podporządkować się babci, która jest wymagająca, bo córka
chorując przez ostatnie  trzy lata swojego życia zupełnie rozpuściła dzieci, a dziadek
żył w uniesieniu, bo miał młodszą kobietę i tak jak nie brał udziału w naszym życiu,
tak nie był pomocny córce.
Jednak nie byłabym sprawiedliwa, gdybym nie wspomniała, że gdy córka pracowała
to dziadek opiekował się wnuczkami, bo mnie trzymano poza rodzinną granicą.
Opiekował, ale nie wychowywał.
No i na teraz jestem babcią, czasem Babą Jagą, jak mnie przez lata nazywano,
opiekunką, sędzią, pielęgniarką, kucharką, sprzątaczką, księgową, pocieszycielką,
.... i pewnie nie wszystkie swoje role tu wymieniłam.
Nie, nie narzekam, ale nie mam na ten czas swojego własnego życia, bo wnuczek
jest numerem 1 w moim.
Inaczej, to muszę być czasem babą z żelaza, ale dzięki temu 17-latek idzie w dobrym
kierunku, obecnie jak już pisałam, przy pomocy terapii.
Ten rok nauki rozpoczął dobrymi ocenami. Zobaczymy jaki będzie koniec, ale mam
nadzieję, że to, co było bardzo trudne, już minęło.
Młody wraca z grupy uśmiechnięty, zmienił swoje zachowania, a o to chodziło.
Młody wiele czynności wykonuje sam, ale ja nie sprzątam jego pokoju, nie zbieram naczyń choćby stały tam długo, nie piorę zawsze  sama, bo nauczyłam obsługiwać pralkę, nie dźwigam ciężkich zakupów.
Niestety, nie udaje mi się utrzymać dobrych relacji z wnuczką. Jest to zaborcza
osóbka, mająca bardzo roszczeniową postawę i gdy jej na czymś zależy, to milutka,
a jeśli czegoś od niej oczekiwać - to lwica.
I znów granice trzeba wyznaczać.
Na szczęście pomiędzy młodymi nie ma wojny jak było wcześniej, ale do dobrych
relacji też wiele brakuje.
Jest pomiędzy nimi 8 lat różnicy, więc na ten moment są inne priorytety.
Mój były /obecnie sąsiad zza ściany/ starszy ode mnie o kilka lat  wykazuje,
oznaki Alzhaimera, więc znów ja powróciłam do jego łask, ale staram się nie przedobrzyć w niczym, bo oprócz dobrego serca /określenie innych/ , to mam
dobrą pamięć i nienajgorsze zdrowie, a on dla mnie jest jedynie człowiekiem,
a bardziej sąsiadem, który potrzebuje pomocy. Więc ją ma.
Ja wciąż jestem zaopiekowana. I w tym celu od lat jeżdżę raz w roku do
"świętego miasta" by podziękować M.B. za to co mam do teraz i prosić o kolejny
rok opieki. I wiem, że to działa pomimo, że nie jestem praktykująca.
Moja młodsza mieszka daleko ode mnie, ale mamy codzienny kontakt i mogę
śmiało stwierdzić, że jesteśmy wciąż w przyjaźni. Ta dziewczyna nigdy mi nie
sprawiała większych problemów i mimo, że ma dorastające dzieci, to wciąż jestem
dla niej autorytetem.
Ja niestety już zamknęłam swoje osobiste sprawy uczuciowe.
Po pierwsze nie mam czasu, po drugie po śmierci tego, który mnie zostawił nie
ogarnęłam się na tyle, żeby wchodzić w coś nowego.
Ten rozdział mojego życia uczuciowego - jest już zamknięty, a jedynym ważnym mężczyzną do końca już /chyba/ zostanie ten obecny, który moim sercem zawładnął.
Młody przez ostatnie 3 dni był na wycieczce i powiem, że w domu było jakoś za
smutno, za cicho i miałam za dużo czasu, więc polatałam trochę towarzysko
i zakupowo. Gdy wrócił poczułam ulgę i radość.
Myślę też, że nieraz burzliwe dni, zwłaszcza, gdy czegoś wymagam są potrzebne,
by też przewietrzyć umysł, a najważniejsze, że widać po nich zmiany, i że po nich wychodzi słońce.
Śmiało mogę określić, że ostatnich 6 lat mojego życia nie poszło na marne, a zasady
jakie wpajam młodemu pozostaną w jego życiu.

Ulle, jest mi bardzo miło i ciepło na sercu po Twoim poście.
Pozdrawiam Ciebie serdecznie smile

563

Odp: A miało być pięknie.....
cisza to ja napisał/a:

Ulle
Obecnie mojego życia nie mogę nazwać piekłem, ale niebem - też nie.
Jak wiesz wychowuję 17 latka, a to jest wielkie wyzwanie, bo do pomocy nie mam nikogo, a do krytykowania zawsze znajdą się chętni.
Mój były to pasywny typ i nie zrobi nic, żeby się nie narazić, ale może to jest lepsze,
bo mętliku w moim rodzinnym życiu miałam dość. I tak jak wychowywałam dwie
córki sama, tak też i obecnie sama muszę wychować wnuczka, a męskie stanowisko
w różnych sprawach jest czasem konieczne, a z ojcem jego tylko towarzysko.
Młodemu trudno było podporządkować się babci, która jest wymagająca, bo córka
chorując przez ostatnie  trzy lata swojego życia zupełnie rozpuściła dzieci, a dziadek
żył w uniesieniu, bo miał młodszą kobietę i tak jak nie brał udziału w naszym życiu,
tak nie był pomocny córce.
Jednak nie byłabym sprawiedliwa, gdybym nie wspomniała, że gdy córka pracowała
to dziadek opiekował się wnuczkami, bo mnie trzymano poza rodzinną granicą.
Opiekował, ale nie wychowywał.
No i na teraz jestem babcią, czasem Babą Jagą, jak mnie przez lata nazywano,
opiekunką, sędzią, pielęgniarką, kucharką, sprzątaczką, księgową, pocieszycielką,
.... i pewnie nie wszystkie swoje role tu wymieniłam.
Nie, nie narzekam, ale nie mam na ten czas swojego własnego życia, bo wnuczek
jest numerem 1 w moim.
Inaczej, to muszę być czasem babą z żelaza, ale dzięki temu 17-latek idzie w dobrym
kierunku, obecnie jak już pisałam, przy pomocy terapii.
Ten rok nauki rozpoczął dobrymi ocenami. Zobaczymy jaki będzie koniec, ale mam
nadzieję, że to, co było bardzo trudne, już minęło.
Młody wraca z grupy uśmiechnięty, zmienił swoje zachowania, a o to chodziło.
Młody wiele czynności wykonuje sam, ale ja nie sprzątam jego pokoju, nie zbieram naczyń choćby stały tam długo, nie piorę zawsze  sama, bo nauczyłam obsługiwać pralkę, nie dźwigam ciężkich zakupów.
Niestety, nie udaje mi się utrzymać dobrych relacji z wnuczką. Jest to zaborcza
osóbka, mająca bardzo roszczeniową postawę i gdy jej na czymś zależy, to milutka,
a jeśli czegoś od niej oczekiwać - to lwica.
I znów granice trzeba wyznaczać.
Na szczęście pomiędzy młodymi nie ma wojny jak było wcześniej, ale do dobrych
relacji też wiele brakuje.
Jest pomiędzy nimi 8 lat różnicy, więc na ten moment są inne priorytety.
Mój były /obecnie sąsiad zza ściany/ starszy ode mnie o kilka lat  wykazuje,
oznaki Alzhaimera, więc znów ja powróciłam do jego łask, ale staram się nie przedobrzyć w niczym, bo oprócz dobrego serca /określenie innych/ , to mam
dobrą pamięć i nienajgorsze zdrowie, a on dla mnie jest jedynie człowiekiem,
a bardziej sąsiadem, który potrzebuje pomocy. Więc ją ma.
Ja wciąż jestem zaopiekowana. I w tym celu od lat jeżdżę raz w roku do
"świętego miasta" by podziękować M.B. za to co mam do teraz i prosić o kolejny
rok opieki. I wiem, że to działa pomimo, że nie jestem praktykująca.
Moja młodsza mieszka daleko ode mnie, ale mamy codzienny kontakt i mogę
śmiało stwierdzić, że jesteśmy wciąż w przyjaźni. Ta dziewczyna nigdy mi nie
sprawiała większych problemów i mimo, że ma dorastające dzieci, to wciąż jestem
dla niej autorytetem.
Ja niestety już zamknęłam swoje osobiste sprawy uczuciowe.
Po pierwsze nie mam czasu, po drugie po śmierci tego, który mnie zostawił nie
ogarnęłam się na tyle, żeby wchodzić w coś nowego.
Ten rozdział mojego życia uczuciowego - jest już zamknięty, a jedynym ważnym mężczyzną do końca już /chyba/ zostanie ten obecny, który moim sercem zawładnął.
Młody przez ostatnie 3 dni był na wycieczce i powiem, że w domu było jakoś za
smutno, za cicho i miałam za dużo czasu, więc polatałam trochę towarzysko
i zakupowo. Gdy wrócił poczułam ulgę i radość.
Myślę też, że nieraz burzliwe dni, zwłaszcza, gdy czegoś wymagam są potrzebne,
by też przewietrzyć umysł, a najważniejsze, że widać po nich zmiany, i że po nich wychodzi słońce.
Śmiało mogę określić, że ostatnich 6 lat mojego życia nie poszło na marne, a zasady
jakie wpajam młodemu pozostaną w jego życiu.

Ulle, jest mi bardzo miło i ciepło na sercu po Twoim poście.
Pozdrawiam Ciebie serdecznie smile

Dziękuję za pozdrowienia i piękna odpowiedź.
Kochana, powtórzę się, ale jestem pod wielkim wrażeniem Twojej historii, Twojej osoby.
Napiszę do Ciebie szerzej, ale muszę mieć do tego odpowiedni nastrój. Ciebie nie mogę zbyć byle jaka odpowiedzią. Będę chciała napisać coś bardzo właściwego, gdyż zasługujesz na najwyższą uwagę.
Trzymaj się kochana. Jesteś po prostu mega.
Odezwę się na pewno. Nawet nie wiesz, jak bardzo mi pomogłaś i zainspirowałas do dalszego trwania nie w wegetacji, tylko do prawdziwego życia.
Twój wątek czytałam kilka dni temu z wypiekami na twarzy i do późnych godzin nocnych.
Dziękuję.

564 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2024-02-24 11:39:49)

Odp: A miało być pięknie.....

Chyba czas odezwać się.
Jestem wolna, jak to ładnie brzmi.
Wolna, bo mój podopieczny wydoroślał i uciekł /nie dosłownie/ spod moich skrzydeł.
Skończył 18 lat, więc moja opieka prawna skończyła się, jednak pozostajemy razem
i na wspólnej gospodarce. Jak widać nie ma mnie dosyć i  pomimo, że jestem Baba Jaga,
która wymusiła na nim poddanie się w sprawie terapii, chce ze mną nadal mieszkać.
Wspomniana terapia okazała się strzałem w dziesiątkę, bo zrozumiał, że mnie zawojować
nie da się i więcej można uzyskać, szanując przeciwnika.
Przesadziłabym pisząc, że jest wszystko cacy, ale problemy, jakie się pojawiają rozwiązujemy
poprzez rozmowy i kompromisy, a nie wojny domowe.
Z całą pewnością mogę powiedzieć, że chłopak jest uczciwy, co sobie bardzo cenię, w szkole
ma bardzo dobra opinię, a ja zbieram pochwały za jego wychowanie i jestem z tego dumna, bo
łatwo nie było.
Po co ja to piszę? Ano w tym celu, żeby osoby mające problemy z młodzieżą uwierzyły, że można
czasem z tą młodzieżą dojść do porozumienia, ale trzeba cierpliwości i konsekwencji w działaniu.
Napisałam "czasem", bo wszelkie starania o dobre relacje z wnuczką nic nie dały i muszę ją
trzymać nadal na bezpieczną odległość.
O tym jednak napisze oddzielnie.
Jeśli jeszcze na forum są Ci, którzy, którzy mnie pamiętają, to serdecznie pozdrawiam.
Pozdrawiam też pozostałych uczestników, którzy tu zajrzą.

565

Odp: A miało być pięknie.....

Przyszłam tu dzisiaj, by pożegnać się z tym wątkiem.
Zakładałam go w celu przeniesienia na forum historii swojego życia.
Miałam wielką potrzebę zachować anonimowość, by móc tu wyrazić
szczerość moich przeżyć, uczuć i myśli. I to mi się udało.
Przeczytałam od początku swój temat by z perspektywy czasu spojrzeć
na to, o czym tutaj pisałam i mogę śmiało zapewnić, że nie ma tu
zmyślonych historyjek, co mi kiedyś zarzucano.
Przestaję pisanie tutaj, bo przecież to miała być tylko historia mojego życia
i chociaż historią jest już kolejny przeszły dzień, to jednak już nie to, co
zdarzyło się wiele lat wcześniej. Inne spojrzenie, inne rozwiązania i inne
sytuacje.
Życie mnie mocno poturbowało, ale nadal jestem "ciszą" i nie szukam
powodów lecz sposobów.
Mam dla ludzi wiele ciepła, spokoju i zrozumienia, ale już nie udzielam się pomocowo, poza moją najbliższą rodziną.
Nie wiem ile mi życia zostało, ale to co mam przed sobą przejdę wolnym
krokiem. Dość pędzenia, zamartwiania się, dbania o innych.
Czas być teraz najważniejszą dla siebie, zachowując zdrowy egoizm.
Mój młody wziął życie w swoje ręce i mam nadzieję, że wykorzysta w życiu wszystkie narzędzia, które dostał ode mnie, by dobrze je urządzać.
Młoda wciąż zmienna jak pogoda, więc nie zaprzyjaźnimy się już.
Mój były korzysta już z wózka inwalidzkiego, zrobił się dla mnie miły, ale to
pozory, bo wie, że tylko ja mu zostałam do załatwiania trudnych spraw i tylko
na mnie liczyć może.
I niech tak zostanie.

Byłam tutaj lat 12 /z przerwami/ i nie jestem w stanie całkowicie stąd odejść,
będę czasami zaglądać, a może i odezwę się.
Tymczasem dziękuję za to, co dotychczas tutaj dostałam i serdecznie pozdrawiam
uczestników forum i czytelników.

Bywajcie zdrowi i szczęśliwi.

566

Odp: A miało być pięknie.....

No i nie dotrzymałam obietnicy, dotyczącej pożegnania z tym wątkiem.
Ale do rzeczy.
Był ślub, było trzydziestoletnie pożycie, był rozwód, a teraz był pogrzeb.
I tak naprawdę dopiero teraz mogę zamknąć ten rozdział mojej historii.
Nie cierpiał długo. Po operacji dot. skrętu jelit, wdała się sepsa i w trzy tygodnie zakończył
swoją życiową wędrówkę.
Ostatnie trzy lata były ciche i spokojne bo bał się, że zostanie bez pomocy, bo kiedy podniósł
na mnie głos, dostał reprymendę i uświadomienie, że nie jest moim obowiązkiem opieka
i pomoc i każdy chętny może mnie zastąpić.
Niestety, kolejki nie było, więc stałam obok ja. Pomagał mi dzielnie wnuczek.
I byliśmy w dobrych relacjach do samego końca czyli do 15 października, bo w dniu tym wezwałam
pogotowie i już do domu nie wrócił.
Na trzy dni przed końcem  już mówił do mnie "pani" i pytał pielęgniarkę kto to jest ta ładna kobieta.
Tak czy inaczej, książkę tę zamykam i odstawiam na górną półkę biblioteczki.
Młodzi sprawnie pozałatwiali sprawy związane z pogrzebem, a nawet już i spadkowe.
Wnuczek za kilka dni kończy 19 lat, a za kilka miesięcy Technikum.
Zapewnił mnie, że mam tu dożywocie /tak uzgodnił z siostrą/, a w razie gdyby jednak chcieli to
sprzedać, to będę miała osobne mieszkanie i to mi odpowiada.
Co pokaże życie dalej, to się okaże, ale młodzi wiedzą, że ze mną wojną nie wygrywa się.
Gdyby co, to jestem zabezpieczona na złe czasy i powinno mi to wystarczyć, żebym nie  musiała
liczyć na jałmużnę.
Gdy mi zdrowie nie pozwoli być samowystarczalną, to osobiście załatwię sobie
pobyt w domu opieki. Wnuczek wie, że gdyby co, to mam nie leżeć w domu.
Z wnuczką cały czas dystans, ale młodzi, ku mojej radości dogadują się.
Tak więc teraz dopiero jestem naprawdę wolna, swobodna i zeszły ze mnie wszelkie musiki.
Mogę spokojnie schodzić z własnej drabiny, oby była długa.

                                                   KONIEC !

567

Odp: A miało być pięknie.....

Nie znam dokładnie Twojej historii, ale życzę spokoju i zdrowia, możesz teraz zadbać bardziej o siebie smile

568

Odp: A miało być pięknie.....

Nie odchodź stąd

569

Odp: A miało być pięknie.....

wieka
Tak, masz rację, wreszcie mogę zająć się sobą.
Pozdrawiam

random.further
Dziękuję, jest to miłe.

570

Odp: A miało być pięknie.....

https://scontent-waw2-2.xx.fbcdn.net/v/t39.30808-6/508375062_1286075066214757_8527742494115640866_n.jpg?stp=dst-jpg_p180x540_tt6&_nc_cat=106&ccb=1-7&_nc_sid=127cfc&_nc_ohc=XV9epNOqaS4Q7kNvwEhy6wW&_nc_oc=AdlIKt1U_LyqVirtPhxr4kZpQ-oz0_MH4FUi_bTBjZpyzT9T2qjiggnjp0WyxdTZeAk&_nc_zt=23&_nc_ht=scontent-waw2-2.xx&_nc_gid=e55QsP-KefDrbbd-ir750g&oh=00_AfNxS_ZBfSHw7MyDAeCsns7ll3iPF0zjB916xC-XzgEcww&oe=685AFBBB

571 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2025-06-29 12:34:47)

Odp: A miało być pięknie.....

W poście ponad tym wkleiłam piękny wiersz.
Niestety teraz jest to zbitek czegoś, na co nie mogę patrzeć, a też i nie mogę
tego zmienić, ani usunąć.
hmm

572

Odp: A miało być pięknie.....

Hallo cisza , zaczynam czytac Twoj watek.
Gdybym potrafila tak pieknie pisac jak Ty, pewnie napisalabym ksiazke.

573

Odp: A miało być pięknie.....
pinkpiwonia napisał/a:

Hallo cisza , zaczynam czytac Twoj watek.
Gdybym potrafila tak pieknie pisac jak Ty, pewnie napisalabym ksiazke.

Witaj "pinkpiwonia"
Intuicja mi podpowiedziała, żeby zajrzeć tutaj, a zaglądam już niezbyt często.
Czasem jednak muszę, bo inaczej się uduszę.
Wyczerpałam zasób swojej przeszłości małżenskiej, ale gdy mi żle, to otwieram
swój wątek i czytam coś na chybił trafił i po przeczytaniu mówię sobie, że tyle przeżyłam,
to i z bieżącymi sprawami do opisania których się przymierzam, dam radę.
Muszę tylko do tego psychicznie dojrzeć.

Pozdrawiam Cię serdecznie i już nie przeszkadzam w lekturze.

574 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2026-02-01 12:56:12)

Odp: A miało być pięknie.....

LUDZIE
      CZEKAJĄ NA POTKNIĘCIA

   Ludzie czekają na potknięcia,
   Na słynne faux pas i lapsusy.
   Cieszą się w duszy z czyichś nieszczęść,
   Innych minusy to ich plusy.

   Mają dla ludzi dziś znaczenie,
   Gafy, omyłki, mankamenty,
   Wybaczą celnie przeoczenia
   I palcem wytkną cudze błędy.

   Ludzie podstawią prędzej nogę,
   Niż ci podadzą dłoń pomocną.
   Chętniej współczują, gdy masz gorzej.
   Gdy jest ciut piękniej...
                                 Odchodzą

                                              Michał Matejczuk
                                             "Kostki czekolady"

575

Odp: A miało być pięknie.....

Do "F...."
Serdecznie dziękuję za kontakt i szczerość.
Postaram się  wyjaśnić dlaczego mogą być te różnice.
Otóż 30 lat wspominanych w treści niektórych wpisów dotyczących wrogości do mnie mojej córki wynika z tego, że córka totalny bunt okazała w wieku 18 lat, natomiast całkowite
odstawienie mnie na boczny tor, miało miejsce gdy była już mężatką  miała 28 lat,
czyli przez 20 lat. Zmarła mając 48 lat. Zatem przez 30 lat była powiedzmy delikatnie
przekonana, że ja jestem wszystkiemu winna.

Jeśli odpowiedź moja jest jasna to dobrze.
Odpowiedziałam tutaj, bo być może i inni mieli wątpliwości, czytając raz 20, a innym
razem 30 lat.
Serdecznie Cię pozdrawiam.
Propozycję dotyczącą spotkania rozpatrzę w terminie późniejszym i już e-mailem poinformuję
co wymyśliłam.

576

Odp: A miało być pięknie.....

Znalazłam się , a właściwie mój wątek w środku niebezpiecznego towarzystwa
/żart/ i ze strachu podnoszę wątek wyżej.

Pozdrawiam Was serdecznie  smile

577

Odp: A miało być pięknie.....

Niezmordowany "ZAMORDOWANY" rozmnaża się w szybkim tempie.
Sprawił, że nie chce się już tu zaglądać.
Za..ał całe forum, a właściciele mają to gdzieś, skoro nie reagują.
Szkoda sad

578

Odp: A miało być pięknie.....
cisza to ja napisał/a:

Niezmordowany "ZAMORDOWANY" rozmnaża się w szybkim tempie.
Sprawił, że nie chce się już tu zaglądać.
Za..ał całe forum, a właściciele mają to gdzieś, skoro nie reagują.
Szkoda sad

Ignorować i po otwarciu interesujących wątków, oznaczać wszystko jako przeczytane, drugi raz te same wątki się nie pokażą.

579 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2026-08-31 18:02:46)

Odp: A miało być pięknie.....

wieka,

bardzo dziękuję, to jest świetny pomysł.
Przyznaję, że nie znałam tego sposobu wcześniej.
Pozdrawiam

580

Odp: A miało być pięknie.....

Pomyślałam sobie, że jeśli nie wypłynę ciut wyżej, to utopię się w tym szambie, które zbudował  "zamordowany".

Brakuje mi możliwości popisania trochę w swoim wątku, ale to, co obecnie dzieje się na forum gasi zapał.
Poczekam, może nastąpią jakieś zmiany.
Pozdrawiam.

581

Odp: A miało być pięknie.....
cisza to ja napisał/a:

Pomyślałam sobie, że jeśli nie wypłynę ciut wyżej, to utopię się w tym szambie, które zbudował  "zamordowany".

Brakuje mi możliwości popisania trochę w swoim wątku, ale to, co obecnie dzieje się na forum gasi zapał.
Poczekam, może nastąpią jakieś zmiany.
Pozdrawiam.

Na zmiany się nie zanosi.
Ja nie wiem dlaczego tak się przejmujesz tymi wątkami, omijaj, oznaczaj jako przeczytane i tak za każdym razem, potem w "nowe posty" i starych już nie widzisz.
Wiele jest takich wątków których nie ma w ogóle sensu otwierać, trzeba brać poprawkę na to, że piszą tu ludzie z mniejszymi i większymi deficytami, delikatnie mówiąc.

582 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-10-02 22:30:13)

Odp: A miało być pięknie.....

.

Posty [ 521 do 582 z 582 ]

Strony Poprzednia 1 … 7 8 9

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » A miało być pięknie.....

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024