oswoić cierpienie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » oswoić cierpienie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

Temat: oswoić cierpienie

Witam.
Chciałabym Was zapytać jak sobie radzicie z silnym cierpieniem natury psychicznej, emocjonalnej, jeśli dzieje się coś nie po waszej myśli, jeśli dzieje się coś przeciwnego niż byście chcieli, gdy coś was zrani itp? W jaki sposób oswajacie to cierpienie i przechodzicie do normalnego życia nad tym co się wydarzyło lub dzieje?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: oswoić cierpienie

Możesz bardziej rozwinąć o jakie sytuacje chodzi?

Możliwe, że u mnie inne sytuacje generują / generowały cierpienie.
Ja idę wtedy na długi spacer albo bieg czasem połączony ze spacerem, albo jogę, albo taniec, oddycham, obserwuję zwierzęta i przyrodę. Staram sobie jakoś tłumaczyć, że jestem tylko częścią większej całości, wszystko ma swoje przyczyny, nie mam pełnej wiedzy, że widać tak miało być i może tak jest lepiej. I że mam prawo być szczęśliwa i nie potrzebuję do tego wiele. Zastanawiam się czego potrzebuję w danej chwili, staram się to dla siebie zrobić.

3

Odp: oswoić cierpienie

Dale Carnegie
"Jak przestać się martwić i żyć"
10 godzin słuchania za darmo na yutub:

4

Odp: oswoić cierpienie

Możesz spróbować vipassany smile

5

Odp: oswoić cierpienie
Klenewa napisał/a:

Witam.
Chciałabym Was zapytać jak sobie radzicie z silnym cierpieniem natury psychicznej, emocjonalnej, jeśli dzieje się coś nie po waszej myśli, jeśli dzieje się coś przeciwnego niż byście chcieli, gdy coś was zrani itp? W jaki sposób oswajacie to cierpienie i przechodzicie do normalnego życia nad tym co się wydarzyło lub dzieje?

Siadam do komputera z dobrym jedzeniem i robię zakupy w sklepach internetowych.

6

Odp: oswoić cierpienie

Możesz je oswoić,  czyli zaakceptować,  że tak czasem się będziesz czuć,  ale to nie holubić, nie karmić go.
Dostrzec że inni Cię potrzebują,  może mają też pod górkę?
Zadbać o siebie fizycznie również. Pozdrawiam.
No i unikać  ludzi, którzy Cię dołują, czy takich sytuacji.

7 Ostatnio edytowany przez Monoceros (2021-08-10 02:26:46)

Odp: oswoić cierpienie
Klenewa napisał/a:

Witam.
Chciałabym Was zapytać jak sobie radzicie z silnym cierpieniem natury psychicznej, emocjonalnej, jeśli dzieje się coś nie po waszej myśli, jeśli dzieje się coś przeciwnego niż byście chcieli, gdy coś was zrani itp? W jaki sposób oswajacie to cierpienie i przechodzicie do normalnego życia nad tym co się wydarzyło lub dzieje?

Są różne stopnie cierpienia i nie wiem, o jakim mówisz. Inaczej będzie, jeśli roważamy radzenie sobie z traumatycznym doświadczeniem, inaczej jeśli jest to raniące zachowanie bliskiej osoby, które jednak nie zawala całego świata. Jeszcze inaczej, jeśli to błaha rzecz, która mnie jednak wybija z rytmu, bo jest to moja "pięta achillesowa".

Na tę ostatnią rzecz mogę odpowiedzieć spokojnie, bo mam z sobą niedawno kilka tych doświadczeń. Jedno z nich - facet na ulicy zwyzywał mnie od grubych świń itd. Innym razem wydarzenie z terapii wrzuciło mnie w jakiś dół rozpaczy, spiralę nienawiści, rozbudziło wewnętrznego krytyka. Obiektywnie nie są to rzeczy, które chwieją światem, ale cierpienie psychiczne było realne. Jak sobie poradziłam? 1. Racjonalizacja. Nazwanie tego co się wydarzyło, czyli "doświadczyłam przemocy. Ach, mój krytyk wrócił". 2. Ujście dla emocji - w moim przypadku płacz. Polecam. 3. Rozmowa z przyjaciółmi. Zaufanie, że wiedzą co mówią, i jeśli mówią, że to terapeuta zachował się nieprofesjonalnie, to tak jest. 4. Perspektywa, czyli lubię dla odmiany popatrzeć na rzeczy, które mi wyszły. Siłą zmieniam swoje myślenie, czyli szukam i nazywam, co dobrze dziś zrobiłam, jakie miałam osiągnięcia, co było dobre, fajne w moim zachowaniu.
Powrót do równowagi w jednym przypadku trwał dwa dni, w drugim tydzień. Ale w międzyczasie też trzeba było funkcjonować i rozmawianie z ludźmi naprawdę, naprawdę pomagało.

Z kolei jeśli chodzi o cięższy kaliber cierpienia to czas, czas, czas. Nie znalazłam, nie doświadczyłam lepszego leku niż to, ale być może mój proces żałoby był zbyt niestandardowy, żeby pomogły inne rzeczy. Straciłam brata, ale nie do końca - jest w stanie wegetatywnym, czy jak to brzydko ludzie mówią, jest roślinką. Moi rodzice twierdzą, że nie, że mogą się komunikować... Ech. Z tym cierpieniem nie poradziłam sobie, bo nie wiem co to znaczy. Jak przeszłam do normalnego życia? Chyba nie przeszłam. Po 12 latach mam poczucie, że już nie cierpię, ale w zeszłym roku jeszcze miałam gulę w gardle za każdym razem myślałam o moim bracie. Co się zmieniło? Zaczęłam o nim mówić. W ciągu tego roku powiedziałam większej liczbie osób o nim niż przez całą poprzednią dekadę.
Więc w sumie wracam do tego, że rozmawianie z ludźmi naprawdę pomaga.
(Z fizjologicznego punktu widzenia, nazywanie emocji powoduje, że skupienie energii mózgu przesuwa się z ośrodków odczuwania emocji - ciało migdałowate, wzgórze, podwgórze - do ośrodków kontroli nad emocjami, czyli do kory przedczołowej, która również odpowiada za myślenie, logikę itd. Zahamowanie stymulacji w jednym ośrodku a wzbudzenie w drugim, mniej skłonnym do wywołania u nas płaczu, przyspieszonego bicia serca, fali hormonalnej - ma sens.)

Są inne rzeczy, które koją cierpienie. Mozna korzystać z czystego eskapizmu - w świat gier, filmów czy książek. Niektóre z opowiadań mają ogromną dla mnie wartość. Ostatnio czytałam jedno, w którym autor doświadczał czegoś, co nazywa się z angielska "disenfranchised grief" - dosł. pozbawiony praw smutek, czyli nie do końca akceptowalna społecznie czy rozumiana żałoba. (Co to za żałoba, jeśli twój brat zyje? Jakim prawem śmierć kota jest dla ciebie taka trudna? itd).
Niektóre z doświadczeń są jak rana na pniu drzewa. Przecina słoje, ale nie zabija drzewa. Blizna pozostanie w nich jako ślad, ale nie zaburzy jego funkcjonowania. Niektóre rany spowodują wielkie pęknięcie, które nigdy się nie zrośnie, ale nikt drzewa nie ocenia po jego wyglądzie, skoro wciąż żyje. (David Kessler’s “Finding Meaning: The Sixth Stage of Grief.”)

Było bardziej filozoficznie niż zamierzałam smile

8

Odp: oswoić cierpienie

Ja po prostu akceptuje to, co sie dzieje. Im bardziej walczysz z tymi emocjami tym gorzej sie czujesz. Ale nie zawsze tak było, że umiałam to robić. Nauczyłam się tego przede wszystkim na terapii i to też takiej kilkuletniej. Ale ja w ogole mialam kiepska przeszlosc, wiec nie dziwne, ze sobie nie radzilam. Poza tym medytuje z youtubem, mozesz poczytac o medytacji troche tutaj https://www.przystanekmindfulness.pl/po … -uważności . Tak na dobra sprawe to nie rozwiaze wszystkich problemow, ale chociaz sie uspokoisz. A jesli sobie nie radzisz tak bardzo jak mowisz, to serio, pomysl przynajmniej o farmakoterapii. To nie jest wstyd

9

Odp: oswoić cierpienie

Akceptacja że kontrola w życiu jest złudna, życie to pasmo dobrych i złych chwil, czasem na te dobre czeka się bardzo bardzo długo, niektórzy doświadczają dobra dopiero na późną jesień życia.

Nie poddawanie się mimo przeciwności, na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuację że udawało mi się coś za 1 razem, czasem postęp przychodzi z czasem, to nie wyścig.

Nie postrzeganie siebie w złym świetle, każdy z nas ma różną wrażliwość i odporność psychiczną, akceptacja znowu jest kluczem.

Koniecznie ćwiczyć fizycznie, to ma duży wpływ na nasz dobrostan. Nawet zwykły spacer może zdziałać cuda.

10

Odp: oswoić cierpienie
Monoceros napisał/a:
Klenewa napisał/a:

Witam.
Chciałabym Was zapytać jak sobie radzicie z silnym cierpieniem natury psychicznej, emocjonalnej, jeśli dzieje się coś nie po waszej myśli, jeśli dzieje się coś przeciwnego niż byście chcieli, gdy coś was zrani itp? W jaki sposób oswajacie to cierpienie i przechodzicie do normalnego życia nad tym co się wydarzyło lub dzieje?

Są różne stopnie cierpienia i nie wiem, o jakim mówisz. Inaczej będzie, jeśli roważamy radzenie sobie z traumatycznym doświadczeniem, inaczej jeśli jest to raniące zachowanie bliskiej osoby, które jednak nie zawala całego świata. Jeszcze inaczej, jeśli to błaha rzecz, która mnie jednak wybija z rytmu, bo jest to moja "pięta achillesowa".

Na tę ostatnią rzecz mogę odpowiedzieć spokojnie, bo mam z sobą niedawno kilka tych doświadczeń. Jedno z nich - facet na ulicy zwyzywał mnie od grubych świń itd. Innym razem wydarzenie z terapii wrzuciło mnie w jakiś dół rozpaczy, spiralę nienawiści, rozbudziło wewnętrznego krytyka. Obiektywnie nie są to rzeczy, które chwieją światem, ale cierpienie psychiczne było realne. Jak sobie poradziłam? 1. Racjonalizacja. Nazwanie tego co się wydarzyło, czyli "doświadczyłam przemocy. Ach, mój krytyk wrócił". 2. Ujście dla emocji - w moim przypadku płacz. Polecam. 3. Rozmowa z przyjaciółmi. Zaufanie, że wiedzą co mówią, i jeśli mówią, że to terapeuta zachował się nieprofesjonalnie, to tak jest. 4. Perspektywa, czyli lubię dla odmiany popatrzeć na rzeczy, które mi wyszły. Siłą zmieniam swoje myślenie, czyli szukam i nazywam, co dobrze dziś zrobiłam, jakie miałam osiągnięcia, co było dobre, fajne w moim zachowaniu.
Powrót do równowagi w jednym przypadku trwał dwa dni, w drugim tydzień. Ale w międzyczasie też trzeba było funkcjonować i rozmawianie z ludźmi naprawdę, naprawdę pomagało.

Z kolei jeśli chodzi o cięższy kaliber cierpienia to czas, czas, czas. Nie znalazłam, nie doświadczyłam lepszego leku niż to, ale być może mój proces żałoby był zbyt niestandardowy, żeby pomogły inne rzeczy. Straciłam brata, ale nie do końca - jest w stanie wegetatywnym, czy jak to brzydko ludzie mówią, jest roślinką. Moi rodzice twierdzą, że nie, że mogą się komunikować... Ech. Z tym cierpieniem nie poradziłam sobie, bo nie wiem co to znaczy. Jak przeszłam do normalnego życia? Chyba nie przeszłam. Po 12 latach mam poczucie, że już nie cierpię, ale w zeszłym roku jeszcze miałam gulę w gardle za każdym razem myślałam o moim bracie. Co się zmieniło? Zaczęłam o nim mówić. W ciągu tego roku powiedziałam większej liczbie osób o nim niż przez całą poprzednią dekadę.
Więc w sumie wracam do tego, że rozmawianie z ludźmi naprawdę pomaga.
(Z fizjologicznego punktu widzenia, nazywanie emocji powoduje, że skupienie energii mózgu przesuwa się z ośrodków odczuwania emocji - ciało migdałowate, wzgórze, podwgórze - do ośrodków kontroli nad emocjami, czyli do kory przedczołowej, która również odpowiada za myślenie, logikę itd. Zahamowanie stymulacji w jednym ośrodku a wzbudzenie w drugim, mniej skłonnym do wywołania u nas płaczu, przyspieszonego bicia serca, fali hormonalnej - ma sens.)

Są inne rzeczy, które koją cierpienie. Mozna korzystać z czystego eskapizmu - w świat gier, filmów czy książek. Niektóre z opowiadań mają ogromną dla mnie wartość. Ostatnio czytałam jedno, w którym autor doświadczał czegoś, co nazywa się z angielska "disenfranchised grief" - dosł. pozbawiony praw smutek, czyli nie do końca akceptowalna społecznie czy rozumiana żałoba. (Co to za żałoba, jeśli twój brat zyje? Jakim prawem śmierć kota jest dla ciebie taka trudna? itd).
Niektóre z doświadczeń są jak rana na pniu drzewa. Przecina słoje, ale nie zabija drzewa. Blizna pozostanie w nich jako ślad, ale nie zaburzy jego funkcjonowania. Niektóre rany spowodują wielkie pęknięcie, które nigdy się nie zrośnie, ale nikt drzewa nie ocenia po jego wyglądzie, skoro wciąż żyje. (David Kessler’s “Finding Meaning: The Sixth Stage of Grief.”)

Było bardziej filozoficznie niż zamierzałam smile

Dodać do tego to się nic już nie da ,masz smykałkę dziewczyno do wyrażania myśli jak mało kto .

11 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2021-10-21 14:53:06)

Odp: oswoić cierpienie
aniuu1 napisał/a:

Możesz bardziej rozwinąć o jakie sytuacje chodzi?

Myślę, że chodzi o to, co w linku https://www.netkobiety.pl/t126054.html

12

Odp: oswoić cierpienie
Kleoma napisał/a:
Klenewa napisał/a:

Witam.
Chciałabym Was zapytać jak sobie radzicie z silnym cierpieniem natury psychicznej, emocjonalnej, jeśli dzieje się coś nie po waszej myśli, jeśli dzieje się coś przeciwnego niż byście chcieli, gdy coś was zrani itp? W jaki sposób oswajacie to cierpienie i przechodzicie do normalnego życia nad tym co się wydarzyło lub dzieje?

Siadam do komputera z dobrym jedzeniem i robię zakupy w sklepach internetowych.


To nie jest oswajanie cierpienia ale ucieczka przed emocjami, przed trudnościami. Ucieczka w ślepą uliczkę i idealna droga do uzależnienia od żarcia. komputerów, internetu. Wkrótce to nie wystarczy i będziesz potrzebowała więcej i więcej i więcej.
Tak właśnie wygląda droga do bycia uzależnioną osobą.

13

Odp: oswoić cierpienie

ja mialam jakis czas mechanizm wypierania, ale to nie jest rozwiazanie

teraz biore leki uspokajajace/ nasenne i przechodze przez to, myslac ze po tym tez bede zyc dalej, cokolwiek to bedzie

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » oswoić cierpienie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024