Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 61 do 80 z 80 ]

61

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować
zwykłyOn napisał/a:

A wracając do głównego wątku. Wydaje mi się, że czasami uzmysłowienie sobie samemu dlaczego czegoś nie chcemy robić może być pierwszym krokiem do przełamania niechęci do czegoś. Choćby brak zgody na seks oralny z powodu obawy o swój zapach. Rozmowa na ten temat może zmienić bardzo wiele. Czasami sami stwarzamy sobie blokady, ktore po rozmowie z kimś po jakimś czasie mogą wydać nam się mało istotne

No właśnie zapach swój czy partnera może krępować czy nawet blokować. Ja na takie igraszki nigdy bym się nie zgodziła w tzw. "ciągu dnia", w międzyczasie, mimo iż dbam o higienę. Takie rzeczy tylko zaraz po kąpieli, najlepiej wspólnej wink

Zobacz podobne tematy :

62

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować
zwykłyOn napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
zwykłyOn napisał/a:

No ale nie wiesz dlaczego czujesz się nie komfortowo? Są przecież powody, że nie chcesz. Jak on ma Ciebie zrozumieć jeżeli wychodzi na to, że ty nie do końca rozumiesz dlaczego nie chcesz?

Ale że ma mu rozprawkę napisać na 5 stron A4 z wytłumaczeniem, czemu nie chce?
Nie chce bo nie. Koniec kropka. Partner powinien to uszanować, jeżeli nie szanuje, to z partnerem jest problem.

To jest postawa typu ja daję to ja rządzę. Dam tyle ile będę chciała i koniec. Szacunek powinien być dwustronny. Pewnie uszanuje Twoje zdanie i będziesz szczęśliwa, że masz takiego partnera. Tylko czy on będzie szczęśliwy, że został tak potraktowany, że ma kobietę, ktora decyduje z pozycji siły, bez słowa wyjaśnienia, bez rozmowy? Czy obie strony będą czuły się szanowane w takim związku?

Ale jak został potraktowany? Usłyszał odmowę. Normalną odmowę. Nie uważam, żeby osoba odmawiająca stała w pozycji siły. Za to popatrz, jak zaczynamy się tłumaczyć, to stajemy w pozycji niżej od osoby, której się tłumaczymy. Więc Ty oczekując tłumaczenia stawiasz w pozycji siły Ciebie.

Jak byłam w ciąży, to miałam zachcianki na różne rodzaje wody. Do tego stopnia, że mąż jednego dnia kupił mi Muszyniankę, a drugiego dnia wysyłałam go po Kroplę Beskidu, bo na Muszyniankę nie miałam ochoty. Czemu? Bo nie miałam.
Jak jednego dnia nie mam ochoty na jedzenie pizzy to też mówię, że nie mam ochoty. Czemu? Bo nie.
I mój mąż tak samo ma prawo do powiedzenia, że na coś nie ma ochoty, bo nie ma. Nie oczekuję od niego tłumaczenia się.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Konto zawieszone.

63 Ostatnio edytowany przez zwykłyOn (2022-06-10 13:36:40)

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować
Lady Loka napisał/a:
zwykłyOn napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Ale że ma mu rozprawkę napisać na 5 stron A4 z wytłumaczeniem, czemu nie chce?
Nie chce bo nie. Koniec kropka. Partner powinien to uszanować, jeżeli nie szanuje, to z partnerem jest problem.

To jest postawa typu ja daję to ja rządzę. Dam tyle ile będę chciała i koniec. Szacunek powinien być dwustronny. Pewnie uszanuje Twoje zdanie i będziesz szczęśliwa, że masz takiego partnera. Tylko czy on będzie szczęśliwy, że został tak potraktowany, że ma kobietę, ktora decyduje z pozycji siły, bez słowa wyjaśnienia, bez rozmowy? Czy obie strony będą czuły się szanowane w takim związku?

Ale jak został potraktowany? Usłyszał odmowę. Normalną odmowę. Nie uważam, żeby osoba odmawiająca stała w pozycji siły. Za to popatrz, jak zaczynamy się tłumaczyć, to stajemy w pozycji niżej od osoby, której się tłumaczymy. Więc Ty oczekując tłumaczenia stawiasz w pozycji siły Ciebie.

Jak byłam w ciąży, to miałam zachcianki na różne rodzaje wody. Do tego stopnia, że mąż jednego dnia kupił mi Muszyniankę, a drugiego dnia wysyłałam go po Kroplę Beskidu, bo na Muszyniankę nie miałam ochoty. Czemu? Bo nie miałam.
Jak jednego dnia nie mam ochoty na jedzenie pizzy to też mówię, że nie mam ochoty. Czemu? Bo nie.
I mój mąż tak samo ma prawo do powiedzenia, że na coś nie ma ochoty, bo nie ma. Nie oczekuję od niego tłumaczenia się.

Przekazanie swojej decyzji z jakimś uzasadnienie, wyjaśnieniem jest całkowicie czymś innym niż tłumaczenie się.
Wyjaśnienia mogę oczekiwać, żeby lepiej zrozumieć a nie po to żeby ktoś się usprawiedliwiał, tłumaczył. Decyzję i tak bym uszanował ale chcesz czy nie odbiór decyzji z wyjaśnieniem jest całkowicie inny niż decyzji autorytarnej. Tu nie chodzi o to, żeby się przepychać kto decyduje i kto jest ważniejszy ale o to żeby się rozumieć i szanować nawzajem

"Daj drugiemu dojść do głosu - przecież wiesz, co chcesz powiedzieć, a nie wiesz, co powie ten drugi, więc to powinno być dla Ciebie ciekawsze."
Magdalena Samozwaniec

64

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować
zwykłyOn napisał/a:

Przekazanie swojej decyzji z jakimś uzasadnienie, wyjaśnieniem jest całkowicie czymś innym niż tłumaczenie się.
Wyjaśnienia mogę oczekiwać, żeby lepiej zrozumieć a nie po to żeby ktoś się usprawiedliwiał, tłumaczył. Decyzję i tak bym uszanował ale chcesz czy nie odbiór decyzji z wyjaśnieniem jest całkowicie inny niż decyzji autorytarnej. Tu nie chodzi o to, żeby się przepychać kto decyduje i kto jest ważniejszy ale o to żeby się rozumieć i szanować nawzajem

Uważam, że to zależy od sytuacji.
Jeśli np. kobieta ma obawy o swój zapach, i to jest "jedyny" problem, to idźcie najpierw razem pod prysznic albo zróbcie to podczas kąpieli, co stoi na przeszkodzie?

65

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować
Roxann napisał/a:
zwykłyOn napisał/a:

Przekazanie swojej decyzji z jakimś uzasadnienie, wyjaśnieniem jest całkowicie czymś innym niż tłumaczenie się.
Wyjaśnienia mogę oczekiwać, żeby lepiej zrozumieć a nie po to żeby ktoś się usprawiedliwiał, tłumaczył. Decyzję i tak bym uszanował ale chcesz czy nie odbiór decyzji z wyjaśnieniem jest całkowicie inny niż decyzji autorytarnej. Tu nie chodzi o to, żeby się przepychać kto decyduje i kto jest ważniejszy ale o to żeby się rozumieć i szanować nawzajem

Uważam, że to zależy od sytuacji.
Jeśli np. kobieta ma obawy o swój zapach, i to jest "jedyny" problem, to idźcie najpierw razem pod prysznic albo zróbcie to podczas kąpieli, co stoi na przeszkodzie?

Problemy zaczynają się zawsze przy braku komunikacji. "Nie, bo nie" to zawsze jest brak komunikacji, zamykanie się w sobie, uzurpowanie sobie, ze się samemu wie najlepiej.

"Daj drugiemu dojść do głosu - przecież wiesz, co chcesz powiedzieć, a nie wiesz, co powie ten drugi, więc to powinno być dla Ciebie ciekawsze."
Magdalena Samozwaniec

66

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować
zwykłyOn napisał/a:
Roxann napisał/a:
zwykłyOn napisał/a:

Przekazanie swojej decyzji z jakimś uzasadnienie, wyjaśnieniem jest całkowicie czymś innym niż tłumaczenie się.
Wyjaśnienia mogę oczekiwać, żeby lepiej zrozumieć a nie po to żeby ktoś się usprawiedliwiał, tłumaczył. Decyzję i tak bym uszanował ale chcesz czy nie odbiór decyzji z wyjaśnieniem jest całkowicie inny niż decyzji autorytarnej. Tu nie chodzi o to, żeby się przepychać kto decyduje i kto jest ważniejszy ale o to żeby się rozumieć i szanować nawzajem

Uważam, że to zależy od sytuacji.
Jeśli np. kobieta ma obawy o swój zapach, i to jest "jedyny" problem, to idźcie najpierw razem pod prysznic albo zróbcie to podczas kąpieli, co stoi na przeszkodzie?

Problemy zaczynają się zawsze przy braku komunikacji. "Nie, bo nie" to zawsze jest brak komunikacji, zamykanie się w sobie, uzurpowanie sobie, ze się samemu wie najlepiej.

Może dlatego, że samemu się wie najlepiej, gdzie przebiegają nasze granice? Może dlatego, że partnerka nie ufa, że partner zaakceptuje jej wytłumaczenie? A może dlatego, że partner każde "nie" powinien uszanować?
Zamykanie się w sobie jest oznaką tego, że coś wymuszasz. Czy to działanie czy rozmowę. Wymuszasz, a to nigdy nie będzie dobre w związku.
Twók szacunek do drugiego człowieka kończy się tam, gdzie powinien się zaczynać Twój szacunek do drugiej osoby. Bo ja go tu nie widzę. Widzę przymuszanie i namawianie.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Konto zawieszone.

67

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować
Lady Loka napisał/a:

Może dlatego, że samemu się wie najlepiej, gdzie przebiegają nasze granice? Może dlatego, że partnerka nie ufa, że partner zaakceptuje jej wytłumaczenie? A może dlatego, że partner każde "nie" powinien uszanować?

To po kolei odnośnie każdego z tych trzech pytań:
1. Czasem samemu stwarza się sobie granice, które w porozumieniu z partnerem można przesuwać i być tym mile zaskoczonym. Wiem z autopsji.
2. Taka sytuacja jest mocnym sygnałem innych problemów w związku i nie będzie wynikała z jednej propozycji przekroczenia jakiejś granicy.
3. Oczywiście, że powinien ale dużo lepiej dla obojga jak jeszcze zrozumie.

Lady Loka napisał/a:

Zamykanie się w sobie jest oznaką tego, że coś wymuszasz. Czy to działanie czy rozmowę. Wymuszasz, a to nigdy nie będzie dobre w związku.
Twók szacunek do drugiego człowieka kończy się tam, gdzie powinien się zaczynać Twój szacunek do drugiej osoby. Bo ja go tu nie widzę. Widzę przymuszanie i namawianie.

Rozmowa to jeszcze nie wymuszanie. Rozmowa jest potrzebna. Ma natomiast znaczenie w jaki sposób się rozmawia. Pewnie, że nie można być nachalnym. Twoje zarzuty do mnie, ze wymuszam albo nie mam szacunku biorą się chyba tylko z tego, że poddaję mocno w wątpliwość twoje twierdzenia. Ale dyskusja na forum to nie rozmowa z partnerem o delikatnych sprawach.

"Daj drugiemu dojść do głosu - przecież wiesz, co chcesz powiedzieć, a nie wiesz, co powie ten drugi, więc to powinno być dla Ciebie ciekawsze."
Magdalena Samozwaniec

68

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować
zwykłyOn napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Może dlatego, że samemu się wie najlepiej, gdzie przebiegają nasze granice? Może dlatego, że partnerka nie ufa, że partner zaakceptuje jej wytłumaczenie? A może dlatego, że partner każde "nie" powinien uszanować?

To po kolei odnośnie każdego z tych trzech pytań:
1. Czasem samemu stwarza się sobie granice, które w porozumieniu z partnerem można przesuwać i być tym mile zaskoczonym. Wiem z autopsji.
2. Taka sytuacja jest mocnym sygnałem innych problemów w związku i nie będzie wynikała z jednej propozycji przekroczenia jakiejś granicy.
3. Oczywiście, że powinien ale dużo lepiej dla obojga jak jeszcze zrozumie.

Lady Loka napisał/a:

Zamykanie się w sobie jest oznaką tego, że coś wymuszasz. Czy to działanie czy rozmowę. Wymuszasz, a to nigdy nie będzie dobre w związku.
Twók szacunek do drugiego człowieka kończy się tam, gdzie powinien się zaczynać Twój szacunek do drugiej osoby. Bo ja go tu nie widzę. Widzę przymuszanie i namawianie.

Rozmowa to jeszcze nie wymuszanie. Rozmowa jest potrzebna. Ma natomiast znaczenie w jaki sposób się rozmawia. Pewnie, że nie można być nachalnym. Twoje zarzuty do mnie, ze wymuszam albo nie mam szacunku biorą się chyba tylko z tego, że poddaję mocno w wątpliwość twoje twierdzenia. Ale dyskusja na forum to nie rozmowa z partnerem o delikatnych sprawach.

1. Do przekraczania swoich granic trzeba dojrzeć samodzielnie bez namawiania przez partnera.
2. Tak, to jest sygnałem problemów, bo oznacza, że osoba proszona nie jest wystarczająco swobodna w relacji z osobą namawiającą.
3. Nie musi rozumieć, naprawdę nie musi. Partner powinien zaakceptować "nie" jako prosty komunikat i wystarczający.

Rozmowa na temat, ktorego druga osoba nie chce bądź sobie nie życzy jest wymuszaniem. A moje zarzuty do Ciebie wynikają z tego, ża po prostu gorąco współczuję Twojej partnerce, bo sama nie wyobrażam sobie bycia z Tobą. Ciągłe tłumaczenie się i wyjaśnianie każdej odmowy, bo partner nie potrafi zrozumieć, że gdzieś jest granica. Namolność, żeby granice przekraczać.
Nie wyobrażam sobie zmuszać mojego męża do czegoś, na co nie ma ochoty i nie wyobrażam sobie, żeby on namawiał mnie na coś, czego nie chcę, a do tego oczekiwał ode mnie jakichś wyjaśnień dlaczego dana rzecz jest poza moimi granicami. Jak te granice się kiedyś zmienią, to pierwszy się o tym dowie.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Konto zawieszone.

69 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2022-06-10 15:45:02)

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować

Widzę, że w niektórych przypadkach rozmowa na pewne tematy przebiega standardowo: facet spokojnie próbuje przekazać swoje racje, a kobieta twardo obstaje przy swoim bez możliwości negocjajcji, gdzie emocje się wylewają.
Nie sądzę, aby odmienne podejście do tej samej sprawy, ale mogące ją rozwiązać już by było powodem, aby z góry przewidywać, że ktoś może się do związku nie nadawać. Natomaist mogę powiedzieć jedno: jeśli za każdym razem( i to głównie ja) miałbym słyszeć jedynie "Nie i koniec", co miałoby być wystarczającym i jedynym wyjaśnieniem, to ja dziękuję za takie relacje, nawet w odniesieniu do innych relacji niż związek, bo sam takowqą odpowiedź kiedyś usłyszałem. Skoro na każde "nie" mam się zamknąć i nie dyskutować, niepróbujac nawet dociec, co jest tego przyczyną, to cieszę, że jestem singlem, bo by mnie chyba nerwica dopadła. Skoro w większości przypadków mam wysłuchiwać jedynie tego tekstu typu "Nie, bo nie i to jest koniec rozmowy"(obojętnie czego by to dotyczyło), to proszę bardzo droga wolna. A WSZYSTKO zmieniło by chociaż to stwierdzenie, o którym Rox wspomniała, o przekraczaniu komfortu. Chwała tym, którzy potrafią( W OBIE STRONY) iść na ustępstwa i przekraczać swoje granice.

Jeśli rozmowa na jakiś temat ma być wymuszaniem, mimo, zę druga strona chce poznać powód, dla którego JEJ pragnienie nie jest spełnione, to również nie ma co nawet wchodzić w jakieś intymne relacje. Tutaj z góry pozycja tej osoby, która nie chce jest na pierwszym miejscu. Poza tym, nie wiem, ale czy naprawdę w głowie rodzić się musza od razu scenariusze zakładające, że partner czegoś nie zaakceptuje, gdy się mu o tym powie. Za dużo tutaj domysłów i czarnowidzctwa. Gdy ktos w ogóle wzyciu ma podobne obawy, co do podejmowania decyzji czy ryzyka, to jaki go czeka los?
Jeśli chodzi o różnice między kobietami a facetami, to mam wrażęnie, że w drugą stronę zachodzi to rzadziej, bo raczej my jestesmy bardziej "plastyczni" pod wieloma względami.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

70

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować
Lady Loka napisał/a:
zwykłyOn napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Może dlatego, że samemu się wie najlepiej, gdzie przebiegają nasze granice? Może dlatego, że partnerka nie ufa, że partner zaakceptuje jej wytłumaczenie? A może dlatego, że partner każde "nie" powinien uszanować?

To po kolei odnośnie każdego z tych trzech pytań:
1. Czasem samemu stwarza się sobie granice, które w porozumieniu z partnerem można przesuwać i być tym mile zaskoczonym. Wiem z autopsji.
2. Taka sytuacja jest mocnym sygnałem innych problemów w związku i nie będzie wynikała z jednej propozycji przekroczenia jakiejś granicy.
3. Oczywiście, że powinien ale dużo lepiej dla obojga jak jeszcze zrozumie.

Lady Loka napisał/a:

Zamykanie się w sobie jest oznaką tego, że coś wymuszasz. Czy to działanie czy rozmowę. Wymuszasz, a to nigdy nie będzie dobre w związku.
Twók szacunek do drugiego człowieka kończy się tam, gdzie powinien się zaczynać Twój szacunek do drugiej osoby. Bo ja go tu nie widzę. Widzę przymuszanie i namawianie.

Rozmowa to jeszcze nie wymuszanie. Rozmowa jest potrzebna. Ma natomiast znaczenie w jaki sposób się rozmawia. Pewnie, że nie można być nachalnym. Twoje zarzuty do mnie, ze wymuszam albo nie mam szacunku biorą się chyba tylko z tego, że poddaję mocno w wątpliwość twoje twierdzenia. Ale dyskusja na forum to nie rozmowa z partnerem o delikatnych sprawach.

1. Do przekraczania swoich granic trzeba dojrzeć samodzielnie bez namawiania przez partnera.
2. Tak, to jest sygnałem problemów, bo oznacza, że osoba proszona nie jest wystarczająco swobodna w relacji z osobą namawiającą.
3. Nie musi rozumieć, naprawdę nie musi. Partner powinien zaakceptować "nie" jako prosty komunikat i wystarczający.

Rozmowa na temat, ktorego druga osoba nie chce bądź sobie nie życzy jest wymuszaniem. A moje zarzuty do Ciebie wynikają z tego, ża po prostu gorąco współczuję Twojej partnerce, bo sama nie wyobrażam sobie bycia z Tobą. Ciągłe tłumaczenie się i wyjaśnianie każdej odmowy, bo partner nie potrafi zrozumieć, że gdzieś jest granica. Namolność, żeby granice przekraczać.
Nie wyobrażam sobie zmuszać mojego męża do czegoś, na co nie ma ochoty i nie wyobrażam sobie, żeby on namawiał mnie na coś, czego nie chcę, a do tego oczekiwał ode mnie jakichś wyjaśnień dlaczego dana rzecz jest poza moimi granicami. Jak te granice się kiedyś zmienią, to pierwszy się o tym dowie.

No to w jednym się zgadzamy wink
Ja nie chciałbym związku z osobą, która rozmawiałaby ze mną tylko na wybrane tematy, na te które ona wybierze. Nie chciałbym być z osobą, której nie obchodzi czy ją rozumiem, pewnie ona też mnie nie chciałaby zrozumieć. Nie potrafiłbym też być z osobą porozumiewającą się ze mną tak prostymi komunikatami, to mi się kojarzy z tresowanym pieskiem: siad, zostań...
Nie zamartwiaj się moja partnerką, ona sobie całkiem nieźle ze mną radzi wink

bagienni_k jeśli chodzi o różnice między kobietami a mężczyznami to bardzo trafnie zauważyłeś (zresztą co do reszty wypowiedzi także całkowicie się z nią zgadzam) ale na szczęście jest jedno zasadnicze podobieństwo między kobietami i mężczyznami - każdy osobnik jest inny wink

"Daj drugiemu dojść do głosu - przecież wiesz, co chcesz powiedzieć, a nie wiesz, co powie ten drugi, więc to powinno być dla Ciebie ciekawsze."
Magdalena Samozwaniec

71

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować

O to mi właśnie  chodzi. smile

Wyłania się tu podejście takie, żę ZAWSZZE osoba odmawiająca czegoś ma jakby przezywać stres czy jakiś dyskomfort z tego, że partnerowi, którego niby kocha i sznauje, coś próbuje wyjaśnić. Tak jakby wyjaśnianie czy tłumaczenie, równało się koniecznie działaniu pod jakąś presją..Może ja jestem dziwny, ale skoro ktoś uprzejmie mnie prosi o wytłumaczenie(czegokolwiek) to ja nie widzę w tym żadnej presji. Jeśli naprawdę tak wiele ludzi(niezależnie od płci) ma problem nawet z rozmową na pewne tematy, to nie jest to bynajmniej powód do radości, moim zdaniem..

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

72

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować

Problem w tym, że nie piszesz konkretnie o co chodzi, więc temat ma szansę nigdy się nie skończyć.
Można mniemać, że problem hipotetyczny jest tylko w Twojej  głowie, a nie, że partnerka konkretnie czegoś odmawia.

Jeśli się mylę, napisz konkretnie o jaką odmowę chodzi, bo to ma znaczenie.

Co zmieni, jeśli kobieta powie, nie chcę, nie lubię, czułabym się niekomfortowo, obrzydza mnie, itp.

Wszystkiego nie da się wyjaśnić, tak jak tego dlaczego nie lubimy szpinaku.

73

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować

Może i wszystkiego się nie da, ale mam wrażenie, że ludzie za często uciekają się do tych najprostszych "tłumaczeń", nie tylko jeśli chodzi o relacje w związku.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
" Wybierz optymizm - poczujesz się lepiej!" - Dalajlama
"Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu!" - Konfucjusz

74

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować
wieka napisał/a:

Problem w tym, że nie piszesz konkretnie o co chodzi, więc temat ma szansę nigdy się nie skończyć.
Można mniemać, że problem hipotetyczny jest tylko w Twojej  głowie, a nie, że partnerka konkretnie czegoś odmawia.

Jeśli się mylę, napisz konkretnie o jaką odmowę chodzi, bo to ma znaczenie.

Co zmieni, jeśli kobieta powie, nie chcę, nie lubię, czułabym się niekomfortowo, obrzydza mnie, itp.

Wszystkiego nie da się wyjaśnić, tak jak tego dlaczego nie lubimy szpinaku.

Nie ma znaczenia o jaką odmowę chodzi. Nie ma znaczenia kto komu odmawia. Nie podoba mi się, że ludzie w prosty sposób rozstrzygają tak skomplikowane sprawy. Temat jest szeroki i bardzo dobrze. Dyskusja poszła w bardzo ciekawym kierunku. smile
Nie jestem tutaj, żeby rozwiązywać swoje problemy. Jestem tutaj by poznawać ludzi wink

"Daj drugiemu dojść do głosu - przecież wiesz, co chcesz powiedzieć, a nie wiesz, co powie ten drugi, więc to powinno być dla Ciebie ciekawsze."
Magdalena Samozwaniec

75 Ostatnio edytowany przez Roxann (2022-06-10 17:55:32)

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować
zwykłyOn napisał/a:

Nie ma znaczenia o jaką odmowę chodzi. Nie ma znaczenia kto komu odmawia. Nie podoba mi się, że ludzie w prosty sposób rozstrzygają tak skomplikowane sprawy. Temat jest szeroki i bardzo dobrze. Dyskusja poszła w bardzo ciekawym kierunku. smile
Nie jestem tutaj, żeby rozwiązywać swoje problemy. Jestem tutaj by poznawać ludzi wink

Oczywiście, że ma znaczenie i to kluczowe. Nie wiem czy podałeś tylko potencjalny przykład czy realny z tą obawą o zapach ale dla mnie to jest dość ważna sprawa i ja taką odmowę bym zaliczyła do tego co nazwałam "dyskomfortem". Podałam jednak przykład jak ten "problem" można rozwiązać - kąpiel tuż przed, a nawet igraszki w trakcie. Jeżeli i wtedy jest "nie, bo nie", to chodzi o coś więcej.
Natomiast co do tego, że:

zwykłyOn napisał/a:

1. Czasem samemu stwarza się sobie granice, które w porozumieniu z partnerem można przesuwać i być tym mile zaskoczonym. Wiem z autopsji.

Tu zgadzam się z LL:

Lady Loka napisał/a:

1. Do przekraczania swoich granic trzeba dojrzeć samodzielnie bez namawiania przez partnera.

Czasem do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Są to jednak te kwestie o których ja napisałam "nie teraz, ale nie mówię nie", wystarczy, że zostaną spełnione odpowiednie warunki by czuć się komfortowo, jak np. w podanym przeze mnie przykładzie seksu na balkonie czy choćby parkingu. Nie wyobrażam sobie robić to w dzień, na odsłoniętej przestrzeni ale np. nocą, przy zachowaniu odpowiedniego poziomu intymności i prywatności, czemu nie? Jednak już trochę powtarzając się, nie ma dla mnie takich sprzyjających okolicznosci w przyapdku np. windy.
Piszę to jednak by zobrazować, że tak, ma ogromne znaczenie o jaką odmowę chodzi. Bo każda "praktyka seksualna", że tak to ujmę, jest inna i w zasadzie każdą powinno się rozpatrywać oddzielnie, bo co innego nowa pozycja, a co innego miejsce itd.
Tobie się nie podoba, że ludzie w tak prosty sposób rozstrzygają tak skomlikowane sprawy. Co znaczy prosty? Odmowa? No chyba dorosła osoba wie, na co się może zgodzić, a na co "nie bo nie" czy nie jest jeszcze gotowa. Równie dorze można powiedzieć, że takim prostym czy wręcz prymitywnym spodobem rozwiązywania czy też podejscia do tych skomlikowanych spraw, co zresztą sam zauważyłeś, jest namawianie kogoś do czegoś, czego nie chce bo może mu się sposoba bo Tobie tak kiedyś zdarzyło (znasz z autopsji). No nie, to tak nie działa. Seks jest zbyt delikatną i intymną sferą by pewne rzeczy wymuszać czy choćby przyspeiszać.

EDIT: Jeszcze apropos tego, że do pewnych rzeczy trzeba samamu "dojrzeć".  Kiedyś mój partner powiedział, że chciałby bym zrobiła mu striptiz. Kiedy to powiedział było moje "nie bo nie". I bez senu było tłumaczyć dlaczego. Nie byłam na to po prostu psychicznie gotowa w tamtym momencie, mimo że lubię tańczyć itd. Jendak ten pomysł mi się sposobał i nic mu nie mówiąc zaczęłam to planować. Wiadomo wybór utworu, "choregorafia" czy choćby strój temu służący/towarzyszący. Kiedy już byłam mentalnie i fizycznie na to gotowa, zrobiłam mu taką "niespodziankę" na urodziny. Od pomysłu, jego pomysłu, do mojej jego realizacji minęło jednak co najmniej pół roku. On jednak nie drążył, a ja planowałam/robiłam swoje wink Gdyby mnie o to co rusz prosił, namawiał czy co gorsza wymuszął to pewnie, a nawet na pewno też bym się zablokowała.

76 Ostatnio edytowany przez zwykłyOn (2022-06-10 18:54:20)

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować
Roxann napisał/a:
zwykłyOn napisał/a:

Nie ma znaczenia o jaką odmowę chodzi. Nie ma znaczenia kto komu odmawia. Nie podoba mi się, że ludzie w prosty sposób rozstrzygają tak skomplikowane sprawy. Temat jest szeroki i bardzo dobrze. Dyskusja poszła w bardzo ciekawym kierunku. smile
Nie jestem tutaj, żeby rozwiązywać swoje problemy. Jestem tutaj by poznawać ludzi wink

Oczywiście, że ma znaczenie i to kluczowe. Nie wiem czy podałeś tylko potencjalny przykład czy realny z tą obawą o zapach ale dla mnie to jest dość ważna sprawa i ja taką odmowę bym zaliczyła do tego co nazwałam "dyskomfortem". Podałam jednak przykład jak ten "problem" można rozwiązać - kąpiel tuż przed, a nawet igraszki w trakcie. Jeżeli i wtedy jest "nie, bo nie", to chodzi o coś więcej.
Natomiast co do tego, że:

zwykłyOn napisał/a:

1. Czasem samemu stwarza się sobie granice, które w porozumieniu z partnerem można przesuwać i być tym mile zaskoczonym. Wiem z autopsji.

Tu zgadzam się z LL:

Lady Loka napisał/a:

1. Do przekraczania swoich granic trzeba dojrzeć samodzielnie bez namawiania przez partnera.

Czasem do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Są to jednak te kwestie o których ja napisałam "nie teraz, ale nie mówię nie", wystarczy, że zostaną spełnione odpowiednie warunki by czuć się komfortowo, jak np. w podanym przeze mnie przykładzie seksu na balkonie czy choćby parkingu. Nie wyobrażam sobie robić to w dzień, na odsłoniętej przestrzeni ale np. nocą, przy zachowaniu odpowiedniego poziomu intymności i prywatności, czemu nie? Jednak już trochę powtarzając się, nie ma dla mnie takich sprzyjających okolicznosci w przyapdku np. windy.
Piszę to jednak by zobrazować, że tak, ma ogromne znaczenie o jaką odmowę chodzi. Bo każda "praktyka seksualna", że tak to ujmę, jest inna i w zasadzie każdą powinno się rozpatrywać oddzielnie, bo co innego nowa pozycja, a co innego miejsce itd.
Tobie się nie podoba, że ludzie w tak prosty sposób rozstrzygają tak skomlikowane sprawy. Co znaczy prosty? Odmowa? No chyba dorosła osoba wie, na co się może zgodzić, a na co "nie bo nie" czy nie jest jeszcze gotowa. Równie dorze można powiedzieć, że takim prostym czy wręcz prymitywnym spodobem rozwiązywania czy też podejscia do tych skomlikowanych spraw, co zresztą sam zauważyłeś, jest namawianie kogoś do czegoś, czego nie chce bo może mu się sposoba bo Tobie tak kiedyś zdarzyło (znasz z autopsji). No nie, to tak nie działa. Seks jest zbyt delikatną i intymną sferą by pewne rzeczy wymuszać czy choćby przyspeiszać.

EDIT: Jeszcze apropos tego, że do pewnych rzeczy trzeba samamu "dojrzeć".  Kiedyś mój partner powiedział, że chciałby bym zrobiła mu striptiz. Kiedy to powiedział było moje "nie bo nie". I bez senu było tłumaczyć dlaczego. Nie byłam na to po prostu psychicznie gotowa w tamtym momencie, mimo że lubię tańczyć itd. Jendak ten pomysł mi się sposobał i nic mu nie mówiąc zaczęłam to planować. Wiadomo wybór utworu, "choregorafia" czy choćby strój temu służący/towarzyszący. Kiedy już byłam mentalnie i fizycznie na to gotowa, zrobiłam mu taką "niespodziankę" na urodziny. Od pomysłu, jego pomysłu, do mojej jego realizacji minęło jednak co najmniej pół roku. On jednak nie drążył, a ja planowałam/robiłam swoje wink Gdyby mnie o to co rusz prosił, namawiał czy co gorsza wymuszął to pewnie, a nawet na pewno też bym się zablokowała.

Nie wiem dlaczego przypięto mi łatkę, że ja kogoś do czegoś zmuszam albo nagabuję.

Wbrew temu co piszesz chyba jesteś jedną z osób, które ma poglądy najbardziej zbieżne z moimi wink
Po pierwsze piszę, że nie ma znaczenia o jaką odmowę chodzi właśnie dlatego, że mam na myśli, że każdą i tak trzeba traktować oddzielnie (odpisywałem na post wieki dlaczego nie podaję konkretnego przykładu). Gdybym spłycił temat do jednej sytuacji w ogóle taka dyskusja by mnie nie interesowała.

Tak, samemu trzeba dojrzeć ale rozmowa z partnerem może pomóc i nie chodzi tu o namawianie. Weźmy ten przykład z obawą o swój zapach (ktoś wcześniej przytoczył przykład tego zapachu). Rozmawiając o tym możesz się dowiedzieć, że Twojego partnera ten zapach niezwykle kręci i to już może  zmienić Twoje nastawienie. To miałem na myśli, że porozumienie z partnerem może pomóc. To LL zmieniła to na "namawianie".
W innych przykładach gdybyś odpowiedziała "nie bo nie" też by nic nie wyszło, bo partner nie wiedziałby skąd się bierze to nastawienie na nie. Okazuje się, że sprzyjające warunki w pewnych sprawach zmienią to "nie" na "tak".
Porozumienie z partnerem może pomóc w w dojrzewaniu do pewnych rzeczy i to może wtedy nie Ty dojrzejesz a on, bo zmieni swoje nastawienie. Zacznie mu siedzieć w głowie seks na balkonie ale będzie wiedział, że jednak z pewnego komfortu prywatności nie zrezygnujesz i jego fantazje ulegną jakiejś modyfikacji na seks na balkonie ale w nocy i może kiedyś uda się to spełnić.

Co do tego prostego rozstrzygania spraw. Nie podoba mi się nie sama odmowa tylko odmowa bez zastanowienia, że taka odmowa także rodzi pewne konsekwencje. Odmowa bez zastanowienia się, czy można na jakichś warunkach, inaczej jest zbyt prostym rozwiązaniem.  I znowu nie chcę rozstrzygać, że nie wolno odmawiać ale będę obstawał, że nie powinno się odmawiać bez zastanowienia.

Co do tego przykładowego striptizu. Zamiast "nie, bo nie" wolałbym usłyszeć "nie, czuję się jednak za bardzo skrępowana". Nie naciskałbym przy żadnym wariancie odmownej odpowiedzi, ale z tym krótszym czułbym się trochę olany.
Niemniej jednak Twoje podejście nie było takie do końca "nie, bo nie". Zostało Ci to w głowie, przemyślałaś sprawę, jednak nie zignorowałaś partnera. Ale , czy gdybyś nie dojrzał do tego striptizu, to Twojemu facetowi nie mogłoby zostać gdzieś w głowie, że go trochę zignorowałaś? Pewnie po jednym razie nawet nie zwróciłby uwagi ale gdyby "nie, bo nie" powtórzyło się parę razy?

"Daj drugiemu dojść do głosu - przecież wiesz, co chcesz powiedzieć, a nie wiesz, co powie ten drugi, więc to powinno być dla Ciebie ciekawsze."
Magdalena Samozwaniec

77

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować
Roxann napisał/a:
zwykłyOn napisał/a:

Nie ma znaczenia o jaką odmowę chodzi. Nie ma znaczenia kto komu odmawia. Nie podoba mi się, że ludzie w prosty sposób rozstrzygają tak skomplikowane sprawy. Temat jest szeroki i bardzo dobrze. Dyskusja poszła w bardzo ciekawym kierunku. smile
Nie jestem tutaj, żeby rozwiązywać swoje problemy. Jestem tutaj by poznawać ludzi wink

Oczywiście, że ma znaczenie i to kluczowe. Nie wiem czy podałeś tylko potencjalny przykład czy realny z tą obawą o zapach ale dla mnie to jest dość ważna sprawa i ja taką odmowę bym zaliczyła do tego co nazwałam "dyskomfortem". Podałam jednak przykład jak ten "problem" można rozwiązać - kąpiel tuż przed, a nawet igraszki w trakcie. Jeżeli i wtedy jest "nie, bo nie", to chodzi o coś więcej.
Natomiast co do tego, że:

zwykłyOn napisał/a:

1. Czasem samemu stwarza się sobie granice, które w porozumieniu z partnerem można przesuwać i być tym mile zaskoczonym. Wiem z autopsji.

Tu zgadzam się z LL:

Lady Loka napisał/a:

1. Do przekraczania swoich granic trzeba dojrzeć samodzielnie bez namawiania przez partnera.

Czasem do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Są to jednak te kwestie o których ja napisałam "nie teraz, ale nie mówię nie", wystarczy, że zostaną spełnione odpowiednie warunki by czuć się komfortowo, jak np. w podanym przeze mnie przykładzie seksu na balkonie czy choćby parkingu. Nie wyobrażam sobie robić to w dzień, na odsłoniętej przestrzeni ale np. nocą, przy zachowaniu odpowiedniego poziomu intymności i prywatności, czemu nie? Jednak już trochę powtarzając się, nie ma dla mnie takich sprzyjających okolicznosci w przyapdku np. windy.
Piszę to jednak by zobrazować, że tak, ma ogromne znaczenie o jaką odmowę chodzi. Bo każda "praktyka seksualna", że tak to ujmę, jest inna i w zasadzie każdą powinno się rozpatrywać oddzielnie, bo co innego nowa pozycja, a co innego miejsce itd.
Tobie się nie podoba, że ludzie w tak prosty sposób rozstrzygają tak skomlikowane sprawy. Co znaczy prosty? Odmowa? No chyba dorosła osoba wie, na co się może zgodzić, a na co "nie bo nie" czy nie jest jeszcze gotowa. Równie dorze można powiedzieć, że takim prostym czy wręcz prymitywnym spodobem rozwiązywania czy też podejscia do tych skomlikowanych spraw, co zresztą sam zauważyłeś, jest namawianie kogoś do czegoś, czego nie chce bo może mu się sposoba bo Tobie tak kiedyś zdarzyło (znasz z autopsji). No nie, to tak nie działa. Seks jest zbyt delikatną i intymną sferą by pewne rzeczy wymuszać czy choćby przyspeiszać.

EDIT: Jeszcze apropos tego, że do pewnych rzeczy trzeba samamu "dojrzeć".  Kiedyś mój partner powiedział, że chciałby bym zrobiła mu striptiz. Kiedy to powiedział było moje "nie bo nie". I bez senu było tłumaczyć dlaczego. Nie byłam na to po prostu psychicznie gotowa w tamtym momencie, mimo że lubię tańczyć itd. Jendak ten pomysł mi się sposobał i nic mu nie mówiąc zaczęłam to planować. Wiadomo wybór utworu, "choregorafia" czy choćby strój temu służący/towarzyszący. Kiedy już byłam mentalnie i fizycznie na to gotowa, zrobiłam mu taką "niespodziankę" na urodziny. Od pomysłu, jego pomysłu, do mojej jego realizacji minęło jednak co najmniej pół roku. On jednak nie drążył, a ja planowałam/robiłam swoje wink Gdyby mnie o to co rusz prosił, namawiał czy co gorsza wymuszął to pewnie, a nawet na pewno też bym się zablokowała.

Powiem ci że ja miałem podobnie z swoją zoną.
Zapytałem jej jak patrzy na anal/czy chciała by spróbować.
Odpowiedziała że nie,że nie jest zainteresowana.
Przyjąłem do wiadomości i nie poruszałem tego tematu wcale.
Az 4 miesiące później, również z okazji moich urodzin, gdy syn pojechał na weekend do dziadków, zona mnie zaskoczyła.
Sama kupiła prezerwatywy,sama kupiła lubrykant i zaczęliśmy działać.
Zarówno mnie jak i jej sie spodobało, sama była zdziwiona tym ze jej się to podoba.
i od tego czasu 3/4 razy w miesiącu w ten sposób sie zabawiamy.

A co do tematu, który i tak trochę zboczył.
Zakomunikowanie swoich potrzeb:tak
Namawianie/męczenie dupy( w przenośni),przypominanie:nie
Ja zawsze jestem za rozmową, i warto partnerowi wytłumaczyć dlaczego czegoś się nie chce, ale co tu tłumaczyć w sprawie np anala?
Partnerka/partner mówi ze nie chce to znaczy że nie chce.Jaką historie ma tu dopowiadać?
Moja zona wie ze np nigdy nie zgodzę sie na brutalny sex(klapsy czy jakieś wyzwiska czy teksty ze zaraz cie zerznę (tak dla mnie to jet brutalny sex))
kiedy rozmawialiśmy o swoich preferencjach łóżkowych jej o tym powiedziałem, wiec tego tematu nie ma.
Warto na początku związku poruszyć ten temat, i ogólnie porozmawiać otwarcie i bez wstydu o swoich fetyszach i pragnieniach.
Moja zona ma swoje fetysze i ja mam swoje, a przez to ze porozmawialiśmy o tym nie ma u nas żadnego problemu z tym.
fakt, wraz z stażem związku mogą dojść nowe fetysze, możemy być ciekawi nowych doznań,mamy parowo poinformować o tym partnera, ale musimy zrozumieć ze druga strona nie musi być tym zainteresowana,nie musi wykonywać naszych polecań, bo w związku nie powinno być poleceń na żadnej płaszczyźnie.

78 Ostatnio edytowany przez Roxann (2022-06-10 20:33:51)

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować
Szeptuch napisał/a:
Roxann napisał/a:
zwykłyOn napisał/a:

Nie ma znaczenia o jaką odmowę chodzi. Nie ma znaczenia kto komu odmawia. Nie podoba mi się, że ludzie w prosty sposób rozstrzygają tak skomplikowane sprawy. Temat jest szeroki i bardzo dobrze. Dyskusja poszła w bardzo ciekawym kierunku. smile
Nie jestem tutaj, żeby rozwiązywać swoje problemy. Jestem tutaj by poznawać ludzi wink

Oczywiście, że ma znaczenie i to kluczowe. Nie wiem czy podałeś tylko potencjalny przykład czy realny z tą obawą o zapach ale dla mnie to jest dość ważna sprawa i ja taką odmowę bym zaliczyła do tego co nazwałam "dyskomfortem". Podałam jednak przykład jak ten "problem" można rozwiązać - kąpiel tuż przed, a nawet igraszki w trakcie. Jeżeli i wtedy jest "nie, bo nie", to chodzi o coś więcej.
Natomiast co do tego, że:

zwykłyOn napisał/a:

1. Czasem samemu stwarza się sobie granice, które w porozumieniu z partnerem można przesuwać i być tym mile zaskoczonym. Wiem z autopsji.

Tu zgadzam się z LL:

Lady Loka napisał/a:

1. Do przekraczania swoich granic trzeba dojrzeć samodzielnie bez namawiania przez partnera.

Czasem do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Są to jednak te kwestie o których ja napisałam "nie teraz, ale nie mówię nie", wystarczy, że zostaną spełnione odpowiednie warunki by czuć się komfortowo, jak np. w podanym przeze mnie przykładzie seksu na balkonie czy choćby parkingu. Nie wyobrażam sobie robić to w dzień, na odsłoniętej przestrzeni ale np. nocą, przy zachowaniu odpowiedniego poziomu intymności i prywatności, czemu nie? Jednak już trochę powtarzając się, nie ma dla mnie takich sprzyjających okolicznosci w przyapdku np. windy.
Piszę to jednak by zobrazować, że tak, ma ogromne znaczenie o jaką odmowę chodzi. Bo każda "praktyka seksualna", że tak to ujmę, jest inna i w zasadzie każdą powinno się rozpatrywać oddzielnie, bo co innego nowa pozycja, a co innego miejsce itd.
Tobie się nie podoba, że ludzie w tak prosty sposób rozstrzygają tak skomlikowane sprawy. Co znaczy prosty? Odmowa? No chyba dorosła osoba wie, na co się może zgodzić, a na co "nie bo nie" czy nie jest jeszcze gotowa. Równie dorze można powiedzieć, że takim prostym czy wręcz prymitywnym spodobem rozwiązywania czy też podejscia do tych skomlikowanych spraw, co zresztą sam zauważyłeś, jest namawianie kogoś do czegoś, czego nie chce bo może mu się sposoba bo Tobie tak kiedyś zdarzyło (znasz z autopsji). No nie, to tak nie działa. Seks jest zbyt delikatną i intymną sferą by pewne rzeczy wymuszać czy choćby przyspeiszać.

EDIT: Jeszcze apropos tego, że do pewnych rzeczy trzeba samamu "dojrzeć".  Kiedyś mój partner powiedział, że chciałby bym zrobiła mu striptiz. Kiedy to powiedział było moje "nie bo nie". I bez senu było tłumaczyć dlaczego. Nie byłam na to po prostu psychicznie gotowa w tamtym momencie, mimo że lubię tańczyć itd. Jendak ten pomysł mi się sposobał i nic mu nie mówiąc zaczęłam to planować. Wiadomo wybór utworu, "choregorafia" czy choćby strój temu służący/towarzyszący. Kiedy już byłam mentalnie i fizycznie na to gotowa, zrobiłam mu taką "niespodziankę" na urodziny. Od pomysłu, jego pomysłu, do mojej jego realizacji minęło jednak co najmniej pół roku. On jednak nie drążył, a ja planowałam/robiłam swoje wink Gdyby mnie o to co rusz prosił, namawiał czy co gorsza wymuszął to pewnie, a nawet na pewno też bym się zablokowała.

Powiem ci że ja miałem podobnie z swoją zoną.
Zapytałem jej jak patrzy na anal/czy chciała by spróbować.
Odpowiedziała że nie,że nie jest zainteresowana.
Przyjąłem do wiadomości i nie poruszałem tego tematu wcale.
Az 4 miesiące później, również z okazji moich urodzin, gdy syn pojechał na weekend do dziadków, zona mnie zaskoczyła.
Sama kupiła prezerwatywy,sama kupiła lubrykant i zaczęliśmy działać.
Zarówno mnie jak i jej sie spodobało, sama była zdziwiona tym ze jej się to podoba.
i od tego czasu 3/4 razy w miesiącu w ten sposób sie zabawiamy.

A co do tematu, który i tak trochę zboczył.
Zakomunikowanie swoich potrzeb:tak
Namawianie/męczenie dupy( w przenośni),przypominanie:nie
Ja zawsze jestem za rozmową, i warto partnerowi wytłumaczyć dlaczego czegoś się nie chce, ale co tu tłumaczyć w sprawie np anala?
Partnerka/partner mówi ze nie chce to znaczy że nie chce.Jaką historie ma tu dopowiadać?
Moja zona wie ze np nigdy nie zgodzę sie na brutalny sex(klapsy czy jakieś wyzwiska czy teksty ze zaraz cie zerznę (tak dla mnie to jet brutalny sex))
kiedy rozmawialiśmy o swoich preferencjach łóżkowych jej o tym powiedziałem, wiec tego tematu nie ma.
Warto na początku związku poruszyć ten temat, i ogólnie porozmawiać otwarcie i bez wstydu o swoich fetyszach i pragnieniach.
Moja zona ma swoje fetysze i ja mam swoje, a przez to ze porozmawialiśmy o tym nie ma u nas żadnego problemu z tym.
fakt, wraz z stażem związku mogą dojść nowe fetysze, możemy być ciekawi nowych doznań,mamy parowo poinformować o tym partnera, ale musimy zrozumieć ze druga strona nie musi być tym zainteresowana,nie musi wykonywać naszych polecań, bo w związku nie powinno być poleceń na żadnej płaszczyźnie.

Dokładnie. Twoja żona w sprawie analu, tak jak ja w sprawie strptisu zachowałyśmy się podobnie. Na początku "nie bo nie" ale ... Na dany moment nie byłyśmy gotowe ale jak sobie o tym pomyślałyśmy, to .., ja na swój, ona na swój sposób do tego przygotowałyśmy by zadbać o swój komfrort. Tak, my też uwielbiamy naszym facetom sprawiać przyjemność ale nie na siłę. Czasem jak nawet coś nie jest w naszej fantazji ale dostajemy znak, że facet, którego kochamy tego chce to ... Oczywiście w granicach, które akceptujemy.
Tym przykładem tylko potwierdziłeś, co od początku chcę przekazać i o czym pisała LL - do pewnych rzeczy trzeba "dojrzeć" samemu.

79

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować

Oczywiście ze tak, że do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć aby czerpać z tego przyjemność.
Trzeba dać sobie czas.
Ani ja ani zona nie spełnialiśmy wszystkich swoich fantazji sexulanych za jednym zamachem.
Rozmawialiśmy o tym, wszytko działo sie stopniowo, krok po kroku.
Bo fetysz żony jest trochę niecodzienny, wiec trochę czasu zajęło zanim do niego dojrzałem.
dodatkowo wydaje mi sie ze pełne otwarcie w sexie następuje po pełnym zaufaniu w związku.
Z tego co rozmawialiśmy w gronie przyjaciół( czyli my + nasze żony) to ich życie sexulane bardzo zyskało po ślubie.
Po prostu panie w ilości 3 przestały się bać ciąży, mimo ze uważały wcześniej ze ich to nie krepuje to dopiero po ślubie zauważyły ze jednak to je blokowało.
A będąc już zamężne, traktowały ciąże jako kolejny etap w ich związku. wiec były zrelaksowane w pełni, a za tym szło otwarcie na fetysze czy zabawki.
Nie tylko przestały się jej bać ale wręcz ja oczekiwały.

dodatkowo dochodzi jeszcze jedna kwestia...
Kto normalny czerpał by przyjemność i radość z fetyszu do którego nachalnością/pretensjami/litością namówił partnera/partnerkę?
Sex to przyjemność ,zabawa, coś co zbliża partnerów.
a nie widzę tego w sytuacji gdzie np gdy facet chce się spuścić do buzi i meczy tym partnerkę za każdym razem..nie dziwił bym sie gdyby całkiem jej sie sexu odechciało.

80

Odp: Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować
Szeptuch napisał/a:

dodatkowo dochodzi jeszcze jedna kwestia...
Kto normalny czerpał by przyjemność i radość z fetyszu do którego nachalnością/pretensjami/litością namówił partnera/partnerkę?
Sex to przyjemność ,zabawa, coś co zbliża partnerów.
a nie widzę tego w sytuacji gdzie np gdy facet chce się spuścić do buzi i meczy tym partnerkę za każdym razem..nie dziwił bym sie gdyby całkiem jej sie sexu odechciało.

smile Mój partner krępował początkowo spuścić mi się w biust, co w ogóle raczej do wyszukanych fetyszów nie należy. Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa.

Posty [ 61 do 80 z 80 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Ona na nie a On bardzo na tak - czy na pewno on powinien zrezygnować

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021