Moja żona oczernia mnie za plecami - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Moja żona oczernia mnie za plecami

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 121 do 153 z 153 ]

121

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

O Natan się pojawił! Całkowicie zgadzam się z Wielokropkiem. Chłopie, czy ty musisz kropić wiecznie skrzywdzonego? Po przeczytaniu wersji obu stron, jestem bardziej zorientowana. Tobie Natan ciągle źle i mało, ile będziesz pracował nad tym udoskonalaniem żony? A ten niby przyjaciel żony, znów jakaś projekcja?

Z zakonnikiem świetna myśl, idealne miejsce dla ciebie, bo do życia małżeńskiego to ty się nie nadajesz. Żadna nie sprosta, powtarzam ŻADNA.

Zobacz podobne tematy :

122

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
chaber05 napisał/a:

O Natan się pojawił! Całkowicie zgadzam się z Wielokropkiem. Chłopie, czy ty musisz kropić wiecznie skrzywdzonego? Po przeczytaniu wersji obu stron, jestem bardziej zorientowana. Tobie Natan ciągle źle i mało, ile będziesz pracował nad tym udoskonalaniem żony? A ten niby przyjaciel żony, znów jakaś projekcja?

Z zakonnikiem świetna myśl, idealne miejsce dla ciebie, bo do życia małżeńskiego to ty się nie nadajesz. Żadna nie sprosta, powtarzam ŻADNA.

Przykro mi, ale jeśli chciałaś jeszcze dokopać psychicznie "leżącemu" to spóźniłaś się parę miesięcy. Już dawno ochłonąłem po tamtych emocjach.
Nie mam pojęcia czemu zawdzięczam aż taką napastliwość?
W zasadzie wątek już przestał być aktualnym, ale skoro są wpisy (i to o takim wydźwięku) odpiszę...
Mnie ciągle źle i mało? Nie rozumiem. Albo nie czytałaś całości, albo zaślepiona jakąś złością tendencyjnie oceniasz.
O ile pamiętam, to nie mnie ciągle było "źle i mało", a bardziej żonie, czego sama nie omieszkiwała co dnia prawie manifestować: czy wiecznym niezadowoleniem ze wszystkiego, czepliwością, wysoce rozwiniętym "krytkanctwem", złością, niekontrolowanymi wybuchami agresji słownej z zupełnie błahych powodów (jakich powodów? Wystarczy poczytać) czy wreszcie tekstami, dla których w związkach nie powinno być nigdy miejsca.
Nawiązując tu do słów Wielokropka czuję się upoważniony do odpowiedzi: chyba jest jednak jakaś subtelna różnica między obmawianiem/oczernianiem - jeśli już tak na to patrzeć - współmałżonka (dziękuję Olinko za poprawienie tematu - tamten faktycznie niefortunny) przed bliskimi i znajomymi, z którymi ten współmałżonek ma styczność, a anonimowo anonimowej osoby przed anonimowymi obcymi osobami? Według mnie jest różnica. Może jestem bardzo ograniczony intelektualnie, ale nie dostrzegam w nieustannym niszczeniu psychicznym i podkopywaniu poczucia wartości ...prób "dogadania się" ze strony małżonki. Jak dla mnie to nazbyt wyrafinowane próby. Nie wiem jak rozumieć też słowa Wielokropka "...rola żony różni się od roli matki"? Właśnie świadom tej różnicy i chcąc mieć żonę za partnerkę a nie "matkę", którą chyba chciała być "matkując mi" (poprawiając, krytykując, kwestionując, wymuszając itp) nie potrafiłem akceptować takich relacji.
"Może autor wyjdzie z roli wiecznie pokrzywdzonego? Może uświadomi sobie, że rola żony różni się od roli matki...Może żona nauczy się mówić wprost o sobie i swych uczuciach"
Już uporałem się z tamtymi emocjami. Myślę też, że oboje, ale każde z nas z osobna nauczyło się mówić. Ja w swoim świecie, żona w swoim. I tak już zostanie.
Wracam do słów Chaber. Nie pracowałem nad "udoskonalaniem żony" (a tym bardziej nie pracuję nad tym), jeśli już to usilnie próbowałem uprzytomnić jej, że w związku powinno być miejsce w pierwszej kolejności jako podstawie: na ciepło, serdeczność i szacunek. Z mojej strony to było - mam prawo tak twierdzić? Bez względu na opinię wiem jaki byłem wobec małżonki i co zaznawałem od niej.
Z czasem zaczęło się robić nieprzyjemnie i ogłupiały tym, co spotykałem - tu zacząłem pisać. Owszem, w emocjach. Już nie mam tamtych "pokrzywdzonego" odczuć. Uporałem się z tym wszystkim i nabrałem dystansu. To chyba normalne, że ludzie pisząc tu piszą często w stanie zagubienia, dołu psychicznego - a wydźwięk takiego pisania jest właśnie często taki. To coś złego? O owym "przyjacielu" wystarczająco już chyba napisałem by teraz wracać do tego tematu. Dla kogoś potrafiącego analizować i wiązać fakty to, co opisałem jest chyba klarowne. I nie nazwie tego "projekcją". Mam prawo tak myśleć? Być może pojawili się jacyś nowi "przyjaciele" z portali randkowych - to normalne według Ciebie postępowanie żony kogoś takiego jak ja, prawda? W swej naiwności uważałem, że póki jestem związany z żoną - świństwem byłoby szukanie wrażeń. Stąd porównanie się do zakonnika.
Z tym zakonnikiem to chyba lekko Cię poniosło. Z całym szacunkiem, ale nie masz żadnych podstaw czegoś takiego mi insynuować. Pisząc tamte słowa coś innego (szkoda, że na to nie zwróciłaś uwagi) starałem się uwypuklić. Zachowanie i postępowanie małżonki po rozstaniu. Rozumiem, że to normalne i nie rodzące żadnych wątpliwości posunięcia nijak nie uderzające we mnie i w sens ewentualnego dalszego związku? Widać faktycznie coś ze mną jest nie tak. Wybacz, ale ostatnie słowa dotyczące mojego "nadawania się" pozostawię jednak już bez komentarza. Chyba pomyliłaś wątki.
Nie widzę sensu sztucznie podtrzymywać życia tego nieaktualnego wątku, więc już kończę pisanie...
Pozdrawiam serdecznie.

123

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Zajrzałam do Twego wątku, Natanie, tylko dlatego, że WCZORAJ poprosiłeś mnie o wyrażenie swej opinii. By spełnić Twą prośbę kilkukrotnie przeczytałam cały wątek i sporo czasu przeznaczyłam na sformułowanie swych myśli. Napisałam swój post na podstawie informacji (a raczej Twej opinii o problemach małżeńskich) przedstawionych przez Ciebie w tym wątku.
Gdybym wiedziała, że zależy Ci na przeczytaniu określonego tekstu, napisałabym go, nie nazywając go jednak swymi refleksjami. Strzępić języka po próżnicy nie lubię, zajęć mam też wystarczająco dużo.

Wiem też, że moja opinia jest moim zdaniem na temat. Nikt z nim nie musi się zgadzać. I zgody nie oczekiwałam. Oczekiwałam (nie jest to adekwatne słowo, innego jednak nie mogę znaleźć) jednak chwili refleksji.



Natanie, ponieważ decyzję podjąłeś, nie zajrzę już do Twego wątku. Tylko, skoro decyzję podjąłeś, po co prosiłeś mnie o opinię? To pytanie retoryczne.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

124

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Nadal masz żal do żony, ale i do innych kobiet tez byś miał. Przemyśl to, co napiszę: z niczym się nie uporałeś, nie umiesz przyjąć krytyki. Sam niby szukasz ciepła, a wieje od ciebie arktycznym chłodem. Ubierasz swoje emocje w ogromną ilość słów. Tworzysz iluzję delikatnego, kruchego, wrażliwego mężczyzny, na którego nałożono wymagania nie do spełnienia.

Czytałam odpowiedzi żony. Fakt, trochę ją pocisnęłam, ale brzmiała klarownie. Ty zbudowałeś w głowie obraz żony idealnej i tego się trzymasz. Nie pomyliłeś wątków i faktycznie jest z tobą coś nie tak. Jeśli 75 w nicku jest rokiem urodzenia - wyjaśniam: z wiekiem nasze upodobania i gusty są już tak wyklarowane i sztywne, że trudno jest ustąpić, dopasować, pójść na kompromis. Ty chyba jesteś tego najlepszym dowodem.

125

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Smutne to wszystko. Dwoje ludzi o różnych charakterach próbujących się na swój sposób dogadać. Nic nam nie wiadomo dlaczego naprawdę żona nie czuła się szczęśliwa w tym związku, choć mąż bardzo się starał. Piszecie, że zachowywała się jak księżniczka. Z wątku wynika, że autor starał się być bardzo opiekuńczy, a żona i tak wytykała mu błędy i skarżyła się  na charakter męża. Ciekawe, co naprawdę nie podobało jej się w tym charakterze, bo na pewno nie to, co krytykowała czyli jakieś drobne rzeczy, jak kupienie nieodpowiedniego  chleba. Wielokropek napisała, ze mogło być odwrotnie. To mąż przyczynił się do rozpadu związku. Dlaczego oboje nie umieli określić, czego od siebie nawzajem oczekują?

126

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Cześć natan , wiem że wątek już nie aktualny ale może zerkniesz kiedyś.
Nikt tutaj Cię nie zrozumie bo nikt nie przeżył tego co Ty , ale ja wiem o co Ci chodzi bo Twoje małżeństwo to wypisz wymaluj moje. Dosłownie wszystkie zachowania Twojej żony pokrywają się z moją byłą małżonką - ja wytrzymałem 4 lata. Podam Ci parę przykładów żebyś mógł porównać:
Czy mogłabyś posprzątać w łazience po sobie , chciałbym się wykąpać ale poprostu nie da się tam wejść (włosy,podpaski,mokre ręczniki na podłodze,porozwalane buty) - odpowiedź - sam jesteś brudas ja nie będę sprzątać , nie jestem Twoją sprzątaczką.
Zrobisz coś na obiad - ja już się nagotowałam - nie jestem Twoją kucharką itp
Żona - muszę kupić buty bo nie mam w czym chodzić, znalazłam takie fajne za 750 zł. Ja- ok fajnie ale mamy spore rachunki do zapłacanie i narazie nie dam rady kupić w tej cenie może coś tańszego? - Żona - ty sknero zawsze na mnie oszczędzasz. Potem leciała do rodziców i znajomych i opowiadała jaka ona jest przepracowana obowiązkami domowymi a ja tyran siedze przy tv i sknerze kasiore. A ja głupi zasuwałem gotowałem, sprzątałem , remontowałem , naprawiałem.
Remontowałem sam - wszystkiego się uczyłem i potrafię sam dużo zrobić, wszyscy mnie chwalili oprócz żony - zawsze wszystko było żle , za tanio , za wolno , nie tak jak ona chciała mimo że wcześniej jasno mówiła co chce - oczywiście ona zawsze stała z boku i nie pomogła oprócz ewentualnego wyśmiania za coś co Ci akurat nie wyszło.Dla niej miałem dwie lewe ręce , za mało zarabiałem, generalnie wszystko co ze mną jest zwiażane jest i było do dupy, wakacje itp. Miała wszystko o nic nie musiała się martwić wszystko było na mojej głowie.Mimo iż zrobiliśmy sporo i sporym kosztem żona zawsze na pytanie znajomych jak idzie remont odpowiadała że nic się nie dzieje i spoglądała wymownie na mnie.
W każdej pracy miała wrogów, jak wracała to jak mówiła była wykończona psychicznie przez tych debili i oczywiście musiała odreagować kłótniami ze mną. Nie ważne czy kłótnia zaczeła się o to że rąk nie wytarłem, czy nie chciałem jechać po coś do sklepu, powód zawsze się znalazł. Tak jak pisałeś , krzyki, ironia, uśmieszki,wzrokiem chciała zabić, nie podoba się to se zmień, mój były był taki i taki a Ty jesteś nikim. Póżniej płacz , zastawianie mi dzwi jak chciałem wyjść ale oczywiście później obgadywała mnie równo robiąc z siebie ofiarę.
Tak naprawdę byłem w sytuacji bez wyjścia, zostałem tak zmanipulowany że poczułem się jak okropna osoba i beznadziejny partner. Postanowiłem więcej uwagi poświęcić o jak biednej mojej żonie. Wyjazdy, samochód żeby autobusami nie jeździła bo tam ją molestowali, obiadki sratki,ogródki kwiatuszki - i co i nic , moja królewna poczuła się tak pewnie że już nic nie robiła a mnie traktowała jeszcze gorzej. "Karała" mnie brakiem sexu , osobne święta, odcieła od swojej rodziny i znajomych gdzie byłem uważany chyba już za samego diabła. Nie miałem na nic ochoty, zaniedbałem pracę , kasy coraz mniej, o własnych hobby już nie wspominam.
Także ja Cię rozumiem i ja wiem że z takimi osobami nie da się normalnie rozmawiać,wytłumaczyć. Ona zawsze będzie miała rację i zawsze z siebie zrobi ofiarę a z Ciebie potwora, i nowo poznane osoby przekona do swoich racji. Napewno z nami jako facetami też jest coś nie tak , zamiast od razu stanowczo powiedzić "nie" to brneliśmy w to gówno i pragneliśmy dalej "opiekować" się naszymi księżniczkami.
Nie wiem co u Ciebie teraz ale napewno Twoja była nie da Ci spokoju, ona wróci po jakimś czasie żeby zobaczyć czy nadal ma Cie w garści. Stanie się to jak jej nie wypali z nowym albo on po jakimś czasie zorientuje się co jest grane.
Moja po rozstaniu generalnie zachowywała się jakby nic się nie stało - miła przez telefon , kochanie,skarbie - jest tylko małe ale - zawsze coś odemnie chciała. Zerwij kontakt dla własnego zdrowia.

Pozdr

127

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Pawle, tak bardzo pławisz się w swoich pretensjach, że chyba całego wątku nie czytałeś. Prześledź dokładnie, a sam zobaczysz do czego w końcu Natan się przyznaje, co napisała jego żona. Wyobrażał sobie, że ona ma sprzątać zawsze i tylko ona, wszak wziął ją pod swój dach. Jako żona ma się dokładać do budżetu, a chwilowy brak pracy z jej strony był powodem wpadnięcia prawie w histerię.

Ciekawe co by napisała żona Pawła. Możliwe, że znów przecieralibyśmy oczy ze zdumienia.

128

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Chaber czy mogłabys cos więcej napisać o wypowiedziach zony? Widzę ze jesteś w temacie a tamte posty sa pokasowane.

129 Ostatnio edytowany przez Olinka (2014-11-22 22:36:44)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
chaber05 napisał/a:

Pawle, tak bardzo pławisz się w swoich pretensjach, że chyba całego wątku nie czytałeś. Prześledź dokładnie, a sam zobaczysz do czego w końcu Natan się przyznaje, co napisała jego żona. Wyobrażał sobie, że ona ma sprzątać zawsze i tylko ona, wszak wziął ją pod swój dach. Jako żona ma się dokładać do budżetu, a chwilowy brak pracy z jej strony był powodem wpadnięcia prawie w histerię.

Chaber, to chyba jakiś żart z Twojej strony. Piszesz tak by napsuć komuś krwi?
Z całym szacunkiem, ale posiadasz zaskakującą umiejętność specyficznej interpretacji jednoznacznych faktów.
Sama nie prześledziłaś chyba dokładnie wątku, a bijesz tu pianę i zarzucasz rzeczy wyssane ze swojego palca. Co sam przyznaję? Do czego się przyznaję?"ona ma sprzątać zawsze i tylko ona"
Ja sobie wyobrażałem, że żona jest tylko do sprzątania? Potrafisz taką bezczelnością poirytować. Gdzie to pisze? Pisałem, że nie oczekiwałem, że ma być sprzątającą. Na czego [wulgaryzm] podstawie tak twierdzisz?
"Jako żona ma się dokładać do budżetu"
Tu już Twoje "wariacje na temat" przechodzą ludzkie pojęcie. Nie! Nigdy nie robiłem żadnych uwag na ten temat i nie oczekiwałem czegoś, co mi tu teraz [wulgaryzm] zarzucasz. Na czego podstawie tak twierdzisz?
"chwilowy brak pracy z jej strony"
Jeśli już to nie chwilowy, bo przez cały krótki okres małżeństwa małżonka nie pracowała. Więc to Twoje "chwilowy" jest wyjątkowo tendencyjną prowokacją! A pracę i owszem, podjęła w ostatnim miesiącu "bycia razem", ale potem odeszła, więc "kasy" - jeśli już - nawet z tego nie zobaczyłem (a w jakiś sposób jeśli już o tym mowa inwestowałem w jej pracę czy ją dowożąc codziennie, czy finansując dojazdy). Jednak nigdy nie był to dla mnie problem, bo zawsze uważałem, że jak się jest "razem" to wszystko zostaje "nasze", nawet wydatki. Piszesz o jakiejś histerii jakbym to ja w nią z tego powodu wpadał. To już przegięcie. Nie mam pojęcia skąd w Tobie tyle opacznego czytania rzeczy jednoznacznie brzmiących?
Czytając Twoje Chaber, wypowiedzi widzę trochę niespójności w wygłaszanych tezach.
Mnie poprzednio zarzuciłaś jakąś "projekcję" na temat przyjaciela małżonki, a sama co piszesz w jednym z wątków?

chaber05 napisał/a:

Sama jestem długoletnią mężatką i jakoś wiem, co może sprawić mężowi przykrość (...) może korzystać z mojego telefonu, a ja z jego i również uważa, iż przyjaźń damsko-męska nie istnieje. Żeby w małżeństwie dobrze się działo, trzeba mieć jakieś zasady, kręgosłup moralny i zawsze ich przestrzegać.

A przyjaciel przewijał się cały czas.
Czy małżonka wpadła w czarną rozpacz gdy miała do mnie przyjechać mieszkać (miesiąc po ślubie) i nie mogła się spotkać z przyjacielem? Tak czy nie? [wulgaryzm]
Czy kontaktowała się z nim i kasowała ślady tych konwersacji? Tak czy nie?
Czy tuz po odejściu z małżeństwa od razu poleciała sama do niego, do jego mieszkania? Tak czy nie?
Czy podczas mojej z nią ostatniej rozmowy (końcówka maja), w której starałem się ją nakłonić do powrotu i ratowania małżeństwa, szydziła ze mnie porównując tego przyjaciela jako "lepszego" ode mnie? Tak czy nie?
Wiec zastanów się zanim coś napiszesz.
Jakoś dziwnym trafem omijasz zagadnienia, które nie pasowałyby do Twojej teorii wedle której całe zło było z mojej strony. Czytałaś o poczynaniach małżonki po odejściu? O jej pojawieniu się na portalach randkowych? Tak czy nie? I co? To nie było warte wzmianki, bo rzucałoby niefajne światło na małżonkę?
A sama coś innego gdzie indziej głosisz:

chaber05 napisał/a:

Mój mąż również pracuje poza domem (..) Mąż zjeżdża na dłużej (..) Zawsze zaliczamy wówczas lekką ścinę. Zazdrości u nas nie ma, a od portali społecznościowych trzymamy się z daleka.
(..) będąc żoną, zaczęła żyć jak ktoś stanu wolnego. (..) Żona twoje poświęcenie i pracę uznała za coś, co się jej należy jak psu buda - smutne i mało chwalebne.

Wolałbym, abyś najpierw DOKŁADNIE przeczytała cały wątek, zastanowiła się nad niektórymi tu sprawami, spróbowała się wczuć w niektóre sytuacje i dopiero wtedy napisała coś, co miałoby pokrycie w rzeczywistości.
Szkoda też, że ni słowem nie ustosunkowałaś się do często rzucanych w moją stronę tekstów typu: na męża się nie nadajesz, mężów można mieć wielu, wszystko jest przez ciebie, to twoja wina, nic w życiu nie osiągnąłeś itp. Czym zasłużyłem na takie coś? Czym? Może tylko tym, że byłem pod ręką jako worek do odreagowania agresji i złości o wszystko? Nawet kiedyś zapytałem dlaczego tak się do mnie odzywa, dlaczego swoją złość (wywołaną przez innych) wyładowuje pod byle pretekstem na mnie - odpowiedziała, że jestem przecież jej mężem. Czyli jak? Może na te tematy zaczniesz fantazjować?
Do Pawła:
Podobne relacje, ale są duże różnice. W przeciwieństwie do Twojej, moja była bardzo dbającą o porządek. Awantury i zostawione (do następnego mojego przebrania się) ciuchy w łazience a nie złożone w szafie; krytyka mojego rozwieszania prania na suszarce. Potrafiła nawet takimi rzeczami zatruć relacje. Wracając tu jeszcze do pisania chaber - nie uważam się za fleję i brudasa. Jednak pracując i mając jakieś dodatkowe zajęcia nie miałem tyle czasu na ekstra sprzątanie co ona siedząca w domu. Mimo wstawania dzień w dzień w okolicach południa potrafiła utrzymywać porządek w domu. Mieszkanie nie miało 300 metrów kwadratowych, więc nie stanowiło to nie lada wyzwania. Ja sam też w miarę możliwości i sił ją w tym uzupełniałem (korzystając, że jeszcze spała potrafiłem wysprzątać całą łazienkę i umyć okna w kuchni. Bo jeszcze nie zepsuła swoimi pretensjami mi humoru. Jak wstała już miała kwasy). Moja żona była aż nazbyt oszczędną (np. awantura o to, że kupiłem trzy a nie dwie makrele) i to odbierało jakąkolwiek chęć na spontaniczność, bo każdy jej przejaw wiązał się z awanturami (o kupioną czekoladę chociażby). Jakiekolwiek gdzieś wyjście razem wiązało się z godzinnymi przygotowaniami i nie było do pomyślenia spontanicznie wyjść np. na jakiś wypad czy wspólny spacer z psem. Już nie wspomnę, że zawsze miała jakieś "ale" do mojego wyglądu czy ubrania, czym odbierała jakąkolwiek już chęć. Zachowania, krytyka, wieczne niezadowolenie i brak doceniania czegokolwiek był na porządku dziennym, jak u Ciebie. I tak samo moje samopoczucie było podobne do Twojego. Współczuję takiego doświadczenia.
Szczerze mówiąc, to mam już dość tego tematu i odgrzebywania tego, o czym chciałbym już zapomnieć. Najlepiej byłoby ten wątek już zamknąć.

130

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Witam chaber

Wiem że mój post wygląda jak oskarżenie, piszę tylko o wadach byłej, oczywiście przed ślubem wydawała mi się wręcz idealną partnerką. Wszystko zaczeło się po zamieszkaniu razem.
Ja wiem co by moja była żona o mnie napisała, że jestem prostak,cham,brudas,za mało zarabiam,za często choruje,nic nie umiem zrobić,nie wspieram ją w trudnych chwilach,sknera,moja rodzina to złodzieje,znajomi to prostaki,nie nadaje się na ojca (za mało zarabiam,nie wytrzymałbym jej humorów w ciąży),itp itd mógłbym wymieniać aż baza danych by się wywaliła. Kiedy nasi znajomi powiedzieli mi co ona o mnie wygaduje poprostu nie dowierzałem. Niestety próba konfrontacji tych zarzutów z moją byłą okazała się porażką , wszyscy kłamią, ona mnie kocha (komu wierzysz mnie czy im?) , zerwanie kontaktów ze znajomymi. Moja rodzina kłamie - zerwanie kontaktów z moją rodziną.Wszyscy którzy mieli jakieś odmiennie zdanie od mojej żony zostali odsunięci. Na nic zdały się moje próby pogodzenia - wszyscy byli fałszywi i zakłamani. Każde jej niepowodzenie (praca,brak hobby,choroba,kłótnia z matką itp) jest moją winą bo ... i tutaj wymienia swoje argumenty wyssane z palca.
Ja rozumiem nikt nie jest ideałem, każdy na swoje wady ale żyć z takim człowiekiem poprostu się nie da(zn da się jeśli zrezygnujesz z siebie). Myślę że nie nazwałabyś swojego partnera popierdol.. debilem i zrobiła mu godzinną awanturę za to że z blatu spadła pokrywka od garnka (nawet gdybyś była zła na niego o coś). Takich przykładów jest dużo. Po ataku furii ona Cie przeprasza, błaga żebyś nie odchodził, płacze,zatrzymuje Cie siłą,w końcu czujesz się winny i zostajesz. Po paru godzinach z uśmiechem pyta się slodko - kochanie jedziemy gdzieś w weekend? - co z tego  że jeszcze parę godzin temu byłem największym złem - nic się nie stało. I tak w kółko wszystko się powtarza po paru dniach albo nawet w następny.
Normalna reakcja osoby to próba konfrontacji tych zarzutów,zrozumienia (pisanie na forach),obrona, w końcu jak ktoś Cię zwymyśla to się obrażasz. Ale z taką osobą rozmawiasz jak z dzieckiem, ona tupie nogą bo ona chce zabawkę, a spróbuj zabrać zabawkę - to się wtedy działo.

pozdr

131 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2014-11-21 15:35:27)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
Agalala napisał/a:

Chaber czy mogłabys cos więcej napisać o wypowiedziach zony? Widzę ze jesteś w temacie a tamte posty sa pokasowane.

Teraz rozumiem dlaczego Natan zaatakował z taką siłą. Posty jego żony gdzieś wywiało (są marne pozostałości, które zacytowała Ewika i Żyworódka), nie ma za bardzo do czego się odnieść. Faktem jest też, że to ja ją nieźle pocisnęłam. Naprawdę kobietę "wyspowiadałam" i na podstawie tego wyciągnęłam takie, a nie inne wnioski.

Dlaczego Natanie chcesz zamknięcia wątku? Jeśli chcesz zapomnieć, to ok. Rozumiem, że małżeńskie przepychanki na forum nie są niczym miłym, ale nie tylko ta historia ujrzała wersję drugiej strony i jakże odmiennie opisywano te same sytuacje. Natan, możesz mnie cytowac ile wlezie, łazić za mną po wszystkich wątkach, chcąc na czymś dorwać, lecz nic ci to nie da - jedynie utwierdzi czytających, iż zapiekły z ciebie zawodnik. Czyżby Ewika ( ta, która najbardziej cię popierała, a następnie została skrytykowana przez Żyworódkę za wiarę we wszystko) wycofując się ze swoich wniosków (po przeczytaniu wersji żony Natana), znów się pomyliła?

Pawle jak widzisz sam Natan sprostował: jego żona była tą sprzątającą. Nie wiadomo kto pierwszy rzucił kamieniem, wiemy że ruszyła lawina pretensji. Niestety odpowiedzi jego żony wcięło, bo z jej perspektywy wyglądało to zupełnie inaczej i naprawdę wiarygodniej.

132 Ostatnio edytowany przez Olinka (2014-11-22 22:37:20)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
chaber05 napisał/a:

Dlaczego Natanie chcesz zamknięcia wątku? Jeśli chcesz zapomnieć, to ok. Rozumiem, że małżeńskie przepychanki na forum nie są niczym miłym, ale nie tylko ta historia ujrzała wersję drugiej strony i jakże odmiennie opisywano te same sytuacje. Natan, możesz mnie cytowac ile wlezie, łazić za mną po wszystkich wątkach, chcąc na czymś dorwać, lecz nic ci to nie da - jedynie utwierdzi czytających, iż zapiekły z ciebie zawodnik. Czyżby Ewika ( ta, która najbardziej cię popierała, a następnie została skrytykowana przez Żyworódkę za wiarę we wszystko) wycofując się ze swoich wniosków (po przeczytaniu wersji żony Natana), znów się pomyliła?

Pawle jak widzisz sam Natan sprostował: jego żona była tą sprzątającą. Nie wiadomo kto pierwszy rzucił kamieniem, wiemy że ruszyła lawina pretensji. Niestety odpowiedzi jego żony wcięło, bo z jej perspektywy wyglądało to zupełnie inaczej i naprawdę wiarygodniej.

Żona była tą sprzątającą. Noż [wulgaryzm].... A co w tym dziwnego? Skoro ja pracowałem na nas, miałem dodatkowe zajęcia czasami (pracę nie hobby) z racji jakichś umiejętności, czyli sporo czasu byłem poza domem - a ona nie pracowała, to takie dziwne, że tym też się zajmowała? O co tu chodzi? To jak przedstawiasz świadczy, że chcesz pokazać jak wielce była przeze mnie ciemiężona i wykorzystywana? To śmieszne. Sam też wielokroć sprzątałem i co w tym dziwnego? I nigdy, przenigdy nie wyrzucałem, że "nie jestem sprzątaczką"! Czasem za nią, bo ona jechała do swego rodzinnego domu po południu i zostawiała rozwalone łózko, kubki i talerze ze śniadania. Już nie wspomnę, że nawet wtedy wiedząc, że miniemy się i ona pojedzie przed moim powrotem (np. jechała na parę dni) z pracy - nie chciało jej się nigdy wstać rano, by chwile jeszcze "pobyć" ze mną. Czy to istotne, że sprzątałem też po niej i NIE ROBIŁEM Z TEGO AFERY? Bo traktowałem to jako coś normalnego, o czym nie potrzebowałem mówić czy wypominać. No wybacz chaber, ale ponosi Cię tu już.
Chyba to normalne, że jak jedno [wulgaryzm]... w pracy to drugie - siedząc w domu - zajmuje się tym domem?
Ok. Tak się powołujesz na wynurzenia żony, które gdzieś się zatraciły. Poszukam w wolnej chwili w archiwum swojej poczty subskrybcji wątku i tam powinny być te wpisy. Wkleję je tu z premedytacją, bo to Twoje "naprawdę wiarygodne" działa na mnie drażniąco.
Szkoda, że nie odniosłaś się do innych zagadnień, o których chwile temu pisałem. Rozumiem, że są niewygodne do Twojego obrazu relacji w moim małżeństwie.
Patrząc na wypowiedzi myślę, że wypadałoby aby ktoś, kto tu zajmuje głos miał za sobą doświadczenie toksycznego związku i to z pozycji tej niszczonej strony. Chaber, byłaś, jesteś w czymś takim? Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie swój własny związek, w którym małżonek nie jest gościem raz na jakiś czas, ale codziennym domownikiem wszczynającym kłótnie i awantury o pierdoły? Który wszystko co robisz krytykuje i zamiast normalnie z Toba rozmawiać nie dopuszcza do głosu i posuwa się do krzyków, szyderczego tonu i histerii? Miałaś coś takiego kiedyś? Jak nie to chociaż spróbuj sobie to wyobrazić. Paweł wie o czym piszę i jego też kwestionujesz.
I jeszcze jedno: dlaczego nikt tutaj nie wypowiedział się na temat postępowania po rozstaniu? Dlaczego Ty, chaber nie zająknęłaś się ani słowem na temat zachowań małżonki po rozstaniu? Może gdybyś to przeanalizowała doszłabyś do druzgocących wniosków na temat "wartości" tego małżeństwa dla niej i dla mnie. Ja tu szukałem pomocy w zrozumieniu czegoś, z czym mimo przeżytych lat nie miałem do czynienia. Ona? Od razu przyjaciel, a potem już jak wolna panienka bez śladu autorefleksji. Choćby z tego powodu wolałbym, zebyś była mniej napastliwa i bardziej obiektywna. Skup się też i na tym, bo to obnaża postawę.
Sprawdziłem pocztę i nie mam tego, moja subskrybcja nie zawierała treści nowych wpisów. Wobec tego mam prośbę do osób tu piszących i może mających w swojej poczcie w powiadomieniach treść wypowiedzi "tazona". Jeżeli tak to prosiłbym o skopiowanie tego i wklejenie tutaj jako uzupełnienie wątku.
Jak się babrać to na całego.

133 Ostatnio edytowany przez Ewika99 (2014-11-22 00:14:05)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Myślę, że tu są po prostu przedstawione 2 zupełnie inne wersje małżeństwa.Chociaż po przeczytaniu postów Twojej żony, uważam, że OBOJE zawiniliscie. Aczkolwiek biorąc pod uwagę zachowanie Twojej partnerki w czasie trwania małżeństwa, jak i po oraz to, że Ty jednak bardziej walczyłes o związek stawia Twą partnerkę w nieco gorszym świetle. Chyba jednak nie jest iistotne, kto zawinił bardziej? Małżeństwo i tak nie przetrwało.
Chaber, dość trudny ten wątek. Jedna sprawa, dwa punkty widzenia. Chwilami glupialam, nie wiedząc, kto ma rację

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili

Przed przeczytaniem skonsultuj się  lekarzem lub farmaceutą, gdyż każde słowo niewłaściwie zinterpretowane zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu

134 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2014-11-22 01:42:47)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Wątek odżył......
Natan, posty twojej żony z pewnością zostały usunięte na jej prośbę.
Innej opcji nie widzę.

Może odpowiedz mi na takie pytanie: dlaczego nie włączyłeś się do rozmowy, gdy twoja żona opisywała wasze małżeńskie relacje?
Przecież miałeś subskrypcję na ten wątek, zatem musiałeś na bieżąco go śledzić.
Wówczas zamilkłeś, a była sposobność, abyście właśnie tutaj na forum porozmawiali ze sobą, skoro w realu kiepsko z waszą komunikacją.
Żona miała odwagę włączyć się do rozmowy w założonym przez ciebie wątku i was dotyczący, a ty się zwinąłeś.
Takie zachowanie, nie stawia cię w dobrym świetle i w moich oczach działa na twoją niekorzyść, że to ty potrafisz tylko poza jej plecami......a nie ona ciebie.

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

135 Ostatnio edytowany przez natan.75 (2014-11-22 02:52:01)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
żyworódka napisał/a:

Wątek odżył......
Natan, posty twojej żony z pewnością zostały usunięte na jej prośbę.
Innej opcji nie widzę.

Może odpowiedz mi na takie pytanie: dlaczego nie włączyłeś się do rozmowy, gdy twoja żona opisywała wasze małżeńskie relacje?
Przecież miałeś subskrypcję na ten wątek, zatem musiałeś na bieżąco go śledzić.
Wówczas zamilkłeś, a była sposobność, abyście właśnie tutaj na forum porozmawiali ze sobą, skoro w realu kiepsko z waszą komunikacją.
Żona miała odwagę włączyć się do rozmowy w założonym przez ciebie wątku i was dotyczący, a ty się zwinąłeś.
Takie zachowanie, nie stawia cię w dobrym świetle i w moich oczach działa na twoją niekorzyść, że to ty potrafisz tylko poza jej plecami......a nie ona ciebie.

Odżył niestety i nerwy też.
Posty zniknęły nie na jej prośbę (sama mi zarzucała potem, że maczałem w tym palce) a ze względu na jakąś awarie serwerów.
Dlaczego nie brałem udziału? Z prostych przyczyn: emocje, wówczas byłem rozdarty, zdołowany i ostatnią rzeczą na jaką miałem ochotę była przepychanką słowna. Nie wiem, czy zwróciłas uwagę, ale ktoś to tu zrobił, że małżonka udzielając odpowiedzi i dyskutując wykazywała sporą napastliwość. A to dość charakterystyczna cecha.
post nr 95

Ewika99 napisał/a:

...Moze i gowno wiem o Waszym malzenstwie, moze i jestem smieszna, jak insynuowalas...

a 104 poście sama zauwazyłas wybuchowość. Natomiast w 105 nawet Chaber:

chaber05 napisał/a:

...Dlaczego jesteś taka opryskliwa?...

I ze względu na taki sposób dyskusji juz mi aż za dobrze znany odpuściłem sobie. Myślę, że to rozumiesz.
Co do tego, że "za plecami": pisałem tu wcześniej na ten temat. Dla mnie to róznica pisać anonimowo do anonimowych osób i w jakiś sposób stawiać w złym świetle (o ile, bo przytaczałem konkretne fakty) a robić to samo przed osobami, z którymi potem ta osoba ma bezpośrednią styczność i wyczuwa jakis dystans. Jeśli to zadziałało na moją niekorzyść, to unikanie dyskusji to trudno. Już miałem dość takich dyskusji i takich napastliwości. I dobrze wiem, że moje wkroczenie do własnego wątku spowodowałoby jeszcze więcej zamętu i błota. Niekoniecznie z mojej strony.

136

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Natan, ja naprawdę potrafię pocisnąć i spokojnie patrzę na reakcję. Rozpaliłam twoją żonę do czerwoności, ale tak naprawdę wyszła z tego obronna ręką. Człowiek wkurzony często odkrywa swoją prawdziwą naturę, swoje prawdziwe "ja".

Natan, nawet nie mając do dyspozycji postów żony - widzę:
- pieczołowicie hodujesz każdą urazę
- potrafisz tak obrazowo opisywać każde uchybienie żony, że dreszcz po plecach przechodzi
- nie umiesz przyjąć krytyki, natychmiast rzucasz się, jesteś urażony
- jeśli twoja żona jest napastliwa, to ty mściwy ( po co śledziłeś moje posty na forum, usiłowałeś coś na mnie znaleźć?)
- nie odpuścisz dopóki nie udowodnisz, że zostałeś strasznie skrzywdzony ( wyolbrzymiasz swoją krzywdę)

Możesz się z powyższym nie zgodzić, to są tylko moja wnioski. Plus fakt, że gdy pojawiła się żona, nie chciałeś merytorycznie dyskutować, a zasłoniłeś emocjami. Miałeś obiekcje, iż "wkroczenie do własnego wątku spowodowałoby jeszcze więcej zamętu i błota" - a teraz już ich nie masz, a wkroczenie nie wywołało zamętu i cuchnącego bajora? Ile jeszcze będą tobą rządzić emocje i urazy? Co daje umiejętność wyhodowania sekwoi z nasiona groszku cukrowego? Bo tak to wg mnie wygląda. Pławisz się w swoim bólu i krzywdzie. Natomiast nieobecni znów nie mogą się bronić.

137

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Chłopie, daj sobie spokój i ciesz się z nowego życia. Na stare postaw grubą kreskę i módl się w podzięce, że zmarnowałeś tylko rok z okładem.

Nicht falsch Nicht recht Ich sag' es dir das Schwarz Und Weiss is kein Beweis Nicht Tod Nicht Not Wir brauchen bloss Ein Leitbild für die Welt
Ein Fleisch Ein Blut Ein wahrer Glaube Eine Rasse und ein Traum Ein starker Wille
Jawohl ja!
Já! Já! Jawohl!

138 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2014-11-22 12:26:50)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Chciałabym przeczytać posty żony Natana, bo z tych urywków, które zostały wyłania się obraz wielce obrażonego majestatu, bez żadnych konkretów.
Natan konkretów wypisał aż nadto.
Teraz wyobraźcie sobie, jakby to było, gdyby wszystkie posty Natana napisała kobieta, a opisywaną przez nią osobą byłby jej facet.
"Toksyczny psychofag, zostaw go dziewczyno, wiej, nie pozwalaj sobie na takie traktowanie". Prawda?
Rady jak najbardziej słuszne,tylko jakoś tak "naturalnie" słuszniejsze kiedy ofiarą jest kobieta, a agresorem facet. Bo facet nie ma prawa być ofiarą, ani czuć się skrzywdzony, facet ma nie marudzić i sobie radzić.

I tak, potrafię zrozumieć uczucia osoby, która ciągle jest oskarżana o jakieś nieprawdopodobne rzeczy, ośmieszana i oczerniana. To rodzi ogromne poczucie niesprawiedliwości, dlatego szuka się potwierdzenia na zewnątrz, a to może być odbierane i oceniane jako "wyolbrzymianie" i "pławienie się w pretensjach". Tacy oceniający sami nie wytrzymaliby pewnie trzech dni w opisywanej atmosferze. I w sumie, mieliby rację (nie wytrzymując i uciekając). Błąd trwania w takiej relacji polega na nadziei, a właściwie na palącej potrzebie, że osoba krzywdząca ma szanse zobaczyć że źle robi, że krzywdzi i że jak to zobaczy, to się zmieni. Marne szanse. Sprawiedliwości nie będzie. Trzeba to przerobić w sobie i iść dalej. Jedni potrzebują na to mniej czasu, inni więcej.

"Polską kobietę najlepiej ochroni polski mężczyzna, chyba że jest ośmielonym przez władze narodowcem, to wtedy zbierze paru kolegów, przyp... jej i ucieknie"

139 Ostatnio edytowany przez Ewika99 (2014-11-22 12:26:41)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Popieram w całej rozciągłości Snake'a. Najkrótsza, ale najbardziej rozsądna rada w tym wątku. Po co rozgrzebywać coś, czego nie da się już uratować. Bez sensu są tu Twoje, Natanie, słowne przepychanki z Chaber, bo żadne z Was nie odpuści i będzie udowadniało swoje racje. Żyj Natanie i daj żyć innym (czyt. Twojej byłej żonie...).

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili

Przed przeczytaniem skonsultuj się  lekarzem lub farmaceutą, gdyż każde słowo niewłaściwie zinterpretowane zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu

140 Ostatnio edytowany przez natan.75 (2014-11-22 23:29:32)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
chaber05 napisał/a:

potrafię pocisnąć i spokojnie patrzę na reakcję. Rozpaliłam twoją żonę do czerwoności, ale tak naprawdę wyszła z tego obronna ręką. Człowiek wkurzony często odkrywa swoją prawdziwą naturę, swoje prawdziwe "ja".
Natan, nawet nie mając do dyspozycji postów żony - widzę:
- pieczołowicie hodujesz każdą urazę
- potrafisz tak obrazowo opisywać każde uchybienie żony, że dreszcz po plecach przechodzi
- nie umiesz przyjąć krytyki, natychmiast rzucasz się, jesteś urażony
- jeśli twoja żona jest napastliwa, to ty mściwy ( po co śledziłeś moje posty na forum, usiłowałeś coś na mnie znaleźć?)
- nie odpuścisz dopóki nie udowodnisz, że zostałeś strasznie skrzywdzony ( wyolbrzymiasz swoją krzywdę)

Możesz się z powyższym nie zgodzić, to są tylko moja wnioski. Plus fakt, że gdy pojawiła się żona, nie chciałeś merytorycznie dyskutować, a zasłoniłeś emocjami. Miałeś obiekcje, iż "wkroczenie do własnego wątku spowodowałoby jeszcze więcej zamętu i błota" - a teraz już ich nie masz, a wkroczenie nie wywołało zamętu i cuchnącego bajora? Ile jeszcze będą tobą rządzić emocje i urazy? Co daje umiejętność wyhodowania sekwoi z nasiona groszku cukrowego? Bo tak to wg mnie wygląda. Pławisz się w swoim bólu i krzywdzie. Natomiast nieobecni znów nie mogą się bronić.

W porządku. Tylko zdajesz sobie sprawę, że taka zabawa  emocjami, prowokowanie i obserwowanie reakcji bardziej odpowiednie jest trollom a nie komuś, po kim spodziewałoby się jakichś pozytywnych intencji? Wyjaśniłaś i jest już ok.
Tym bardziej widzę, że dobrą była moja decyzja o milczeniu, bo wiele osób tutaj, z Tobą włącznie miałoby z tego większy ubaw. Przepraszam, że zepsułem dobrą zabawę. Co do ?merytorycznej dyskusji? z żoną - po wielokrotnych wcześniejszych próbach takich rozmów już dobrze wiedziałem jak będzie.
"Rozpaliłam twoją żonę do czerwoności, ale tak naprawdę wyszła z tego obronna ręką". Jakoś nie zakwestionowała moich "rewelacji" i nie odpowiedziała przecząco na stawiane pytania odnośnie własnego trybu życia, spania, braku pracy czy swoich wobec mnie zachowań.
Oczekiwałem czegoś wyższego od osób tu piszących. I nie, nie klepania po plecach ale jakiejś trzeźwej oceny. Skoro uważasz, że to co pisałaś było takie właśnie (hodowanie urazy, pomówienia) - przyjmuję do wiadomości, ale - pozwolisz - nie zgadzam się.
Jeśli chodzi o to "błoto", pomówienia to chyba z czymś takim mamy do czynienia wtedy, gdy rzuca się hasła bez większego zagłębiania się w problem, dając możliwość swobodnej interpretacji i rozwijania domysłów. Czy z mojej strony tak to wyglądało? Starałem się dokładnie opisywać sytuacje, dawałem konkretne przykłady i cytowałem dosłownie wypowiedzi. Przykłady tak nierealnie brzmiące i porażające - stąd chyba wrażenie, że ubarwiam. Czy to dawało pole do domysłów? Czy były to suche fakty? Czy dało się opisywane sytuacje, cytowane słowa jakoś inaczej interpretować? Ze strony małżonki pojawiały się dość swobodnie rzucane hasła budzące wyobraźnię. Przykładowo: takie porozrzucane choćby brudne skarpetki smile A nigdy czegoś takiego nie było. To właśnie nazywam tym "błotem". Z mojej strony były suche fakty. Potrafię "obrazowo" opisywać? Widać opisywałem tak jak było w rzeczywistości, bez ubarwiania. Każdemu to nie mieściłoby się chyba w pale. Krytykę, ale zasadną przyjmuję. Krytykę obliczoną na prowokowanie, pokrętne interpretowanie przedstawianych jednoznacznych faktów z pomijaniem tych niewygodnych odbieram tak jak tutaj. I chyba każdego by coś takiego ...[wulgaryzm] smile
Nie hoduję urazy, ale nie udaję, gdy ktoś na mnie pluje, "że deszcz pada". Z niektórymi sprawami nie da się przejść do porządku dziennego. Nie potrafiąc traktować jako "czegoś normalnego w małżeństwie" tego, co spotykało mnie ze strony małżonki - zacząłem tutaj pisać. I chyba większość tu piszących i zakładających swoje wątki tym jest powodowanych, prawda? A gdybym był mściwy jak mi to zarzucasz - potrafiłbym się odgrywać i uprzykrzać życie małżonce po jej zachowaniach i nieciekawych wyskokach. A ja starałem się być do końca wyrozumiały.
Nie śledzę Twoich wypowiedzi, ale świeżo po Twoim zarzuceniu mi ?projekcji? (na temat ?przyjaciela?) trafiłem na wypowiedź, w której zobaczyłem jakąś niespójność, relatywność. Dlatego pozwoliłem sobie na tamte cytaty.
Nie zależy mi i nie zależało na udowadnianiu własnej krzywdy. To głupie. Pisząc tu starałem się to wszystko z siebie wyrzucić, by móc to poukładać na nowo i się z tym pogodzić. Zwłaszcza, że to wszystko było tak niezrozumiałe. I fakt, sam miewałem dreszcze gdy czytałem własne słowa smile Czy wyolbrzymiałem? Skoro moje opisy były aż tak przytłaczające swoim ciężarem to tylko dowodzi, że mój związek normalny nie był.
Jestem na etapie, że traktuję to już jako ciekawe życiowe doświadczenie, bez ponownego przeżywania.
I tak, Snake, cieszę się, że to trwało tak krótko. Gdybym w tym tkwił dłużej - musiałbym chyba leczyć się u psychiatry...

Czarna Kotka napisał/a:

...Teraz wyobraźcie sobie, jakby to było, gdyby wszystkie posty Natana napisała kobieta, a opisywaną przez nią osobą byłby jej facet. "Toksyczny psychofag, zostaw go dziewczyno, wiej, nie pozwalaj sobie na takie traktowanie". Prawda?
Rady jak najbardziej słuszne,tylko jakoś tak "naturalnie" słuszniejsze kiedy ofiarą jest kobieta, a agresorem facet...
I tak, potrafię zrozumieć uczucia osoby, która ciągle jest oskarżana o jakieś nieprawdopodobne rzeczy, ośmieszana i oczerniana. To rodzi ogromne poczucie niesprawiedliwości, dlatego szuka się potwierdzenia na zewnątrz, a to może być odbierane i oceniane jako "wyolbrzymianie" i "pławienie się w pretensjach"...

Też tak w pewnym momencie pomyślałem: jak byłoby odwrotnie - jakie byłyby tu wpisy? I chyba dlatego byłem tak odbierany jako "skarżący się", bo pisałem.

Ewika99 napisał/a:

Popieram w całej rozciągłości Snake'a. Najkrótsza, ale najbardziej rozsądna rada w tym wątku. Po co rozgrzebywać coś, czego nie da się już uratować. Bez sensu są tu Twoje, Natanie, słowne przepychanki z Chaber, bo żadne z Was nie odpuści i będzie udowadniało swoje racje. Żyj Natanie i daj żyć innym (czyt. Twojej byłej żonie...).

Wiem, że to bez sensu smile Ja już odpuszczam. A małżonce odpuściłem już ponad pół roku temu. Nie zrobiła nic ze swej strony. Od tamtego czasu nie mamy żadnego kontaktu i jest dobrze.


Zabawna sytuacja: świadomie w miejscu słów nieodpowiednich, a proszących sie o użycie wpisuję formułkę: (wulgaryzm), czym chyba nie naruszam regulaminu. Jednak wzbudza czujność moderacji, która to samo słowo zamienia na kolor niebieski. Tak jakbym wcześniej rzeczywiscie jak jakiś cham i prostak ostatni rzucał przekleństwami smile

141 Ostatnio edytowany przez Snake (2014-11-22 13:15:42)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Jeśli nie wziąłeś rozwodu, to nie jest dobrze. Może ci syfu narobić np. kochanej mamusi kupi meble na raty, a za chwilę się okaże, że te raty ty będziesz musiał spłacać. Także do każdego domowego sprzętu, który teraz kupisz (bo stare zabrała) będzie miała prawo. Rozwód i dopiero wtedy masz spokój.

Nicht falsch Nicht recht Ich sag' es dir das Schwarz Und Weiss is kein Beweis Nicht Tod Nicht Not Wir brauchen bloss Ein Leitbild für die Welt
Ein Fleisch Ein Blut Ein wahrer Glaube Eine Rasse und ein Traum Ein starker Wille
Jawohl ja!
Já! Já! Jawohl!

142 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2014-11-22 15:13:03)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
Czarna Kotka napisał/a:

Chciałabym przeczytać posty żony Natana, bo z tych urywków, które zostały wyłania się obraz wielce obrażonego majestatu, bez żadnych konkretów.
Natan konkretów wypisał aż nadto.
Teraz wyobraźcie sobie, jakby to było, gdyby wszystkie posty Natana napisała kobieta, a opisywaną przez nią osobą byłby jej facet.
"Toksyczny psychofag, zostaw go dziewczyno, wiej, nie pozwalaj sobie na takie traktowanie". Prawda?
Rady jak najbardziej słuszne,tylko jakoś tak "naturalnie" słuszniejsze kiedy ofiarą jest kobieta, a agresorem facet. Bo facet nie ma prawa być ofiarą, ani czuć się skrzywdzony, facet ma nie marudzić i sobie radzić.

I tak, potrafię zrozumieć uczucia osoby, która ciągle jest oskarżana o jakieś nieprawdopodobne rzeczy, ośmieszana i oczerniana. To rodzi ogromne poczucie niesprawiedliwości, dlatego szuka się potwierdzenia na zewnątrz, a to może być odbierane i oceniane jako "wyolbrzymianie" i "pławienie się w pretensjach". Tacy oceniający sami nie wytrzymaliby pewnie trzech dni w opisywanej atmosferze. I w sumie, mieliby rację (nie wytrzymując i uciekając). Błąd trwania w takiej relacji polega na nadziei, a właściwie na palącej potrzebie, że osoba krzywdząca ma szanse zobaczyć że źle robi, że krzywdzi i że jak to zobaczy, to się zmieni. Marne szanse. Sprawiedliwości nie będzie. Trzeba to przerobić w sobie i iść dalej. Jedni potrzebują na to mniej czasu, inni więcej.

Widzisz KAŻDY się wypowiada mając na względzie SWOJE WŁASNE DOŚWIADCZENIA. Dlatego są różne opinie na dany temat. Dla mnie czy Pan, czy Pani nie ma najmniejszej różnicy.

Natan.75 sądzę, że bardzo dobrze postąpiłeś odchodząc od żony. Nic dobrego by z tego nie wynikło. Jednak dotknęło mnie to, że Sam miałeś pretensje do żony o "gadanie" za plecami, a Sam na FORUM PUBLICZNYM nieźle Sobie poużywałeś. Chciałeś otrzymać od forum KONKRETNE wsparcie, a jak jego nie otrzymałeś (zaplanowałeś coś, a to nie wyszło) to zaczęło się dziać. Sam oznajmiłeś, że po ponownym przeczytaniu postów byłeś zdziwiony co napisałeś. Radzę (na serio nie po złości) wyciągnąć wnioski na przyszłość i popracować nad swoimi reakcjami na niekorzystne dla Ciebie sytuacje.
Tak czy owak życzę powodzenia i znalezienia lepszej partnerki w przyszłości wink.

143 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2014-11-22 22:58:28)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
natan.75 napisał/a:

(...)Ze strony małżonki pojawiały się dość swobodnie rzucane hasła budzące wyobraźnię. Przykładowo: takie porozrzucane choćby brudne skarpetki smile A nigdy czegoś takiego nie było.(...)

Ależ Natan, o porozrzucanych brudnych skarpetkach to ja pisałam, a żona zaprzeczyła, że tego nie robisz.( czyt. post nr 104)
Akurat tą jej wypowiedź doskonale pamiętam.
Widzę, że w swym zacietrzewieniu zlewają ci się w jedną całość, wypowiedzi adwersarzy z wypowiedziami żony.
O czekoladzie też ja pisałam, jako o moim zdarzeniu w małżeństwie, w kontekście twojej wypowiedzi, o kupnie przez ciebie tego chleba, który był spalony, czy też za bardzo spieczony.

Zaś twoje insynuacje, że zepsułeś adwersarzom wypowiadającym się w twoim wątku "dobrą zabawę", bo nie podjąłeś dyskusji z żoną tu na forum, są wręcz obrażające. Wszystkie wypowiedzi są pełne zaangażowanie,......choć nie zawsze po twojej myśli, ale z tym należałoby się liczyć. A ty piszesz, cytuję: "Oczekiwałem czegoś wyższego od osób tu piszących."

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

144

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Żyworódko, moje słowa o zepsuciu dobrej zabawy oraz o oczekiwaniach czegoś wyższego były skierowane pod adresem chaber, gdyż sama w jakimś sensie wyżej przyznała, że z premedytacją prowokowała w tym wątku by obserwować reakcje... Rzeczywiście zabrzmiało to ogólnie - za to bardzo przepraszam i Ciebie i pozostałe tutaj osoby.
A co do mojego zacietrzewienia. No fakt, dałem się wspomnianej użytkowniczce sprowokować i to chyba stąd takie słowa i już zbędne przykłady. Analizując dawne wypowiedzi znalazłem słowa "między wierszami" - że tak już napiszę - rzekomo dowodzące mojego totalnego bałaganiarstwa. A przykład ze skarpetkami jest dość obrazowy (i chyba często spotykany w życiu z bałaganiarzem). Z czekoladą - jak widzę - nie tylko Ty miałas wątpliwą przyjemność. Ja także, dlatego o niej wspomniałem. Była taka sytuacja, konkretnie z "czekoladą studencką".

145 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2014-11-24 20:40:29)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Natan, z mojej strony przeprosiny przyjęte. smile
Piszesz o czekoladzie studenckiej, bardzo ją lubię, ale w Polsce chyba nie idzie jej kupić, bo ja przywoziłam ją z Czech.

Zatem jak widzisz, podobne sytuacje zdarzają się w każdym małżeństwie.
Gorzej, jak jest ich nawarstwienie, bo żale się nakładają, o czym już zresztą pisałam wcześniej.

Jeszcze raz przeczytałam sobie twój wątek tj. te wpisy, które pozostały i coś rzuciło mi się w oczy.
Jeśli dobrze obliczyłam, to masz około 45 lat, a żona 35 lat (dziesięć lat od ciebie młodsza).
Podałeś, że 28 lat masz za sobą bezkolizyjnej jazdy i do tego dodałam 17 lat, bo taki jest wiek, w którym można otrzymać prawo jazdy.
Tak mi wyszło z rachunków.
Zatem oboje nie jesteście już pierwszej młodości.
Z tym, że ty masz za sobą długoletni związek, a żona jak piszesz raczej nie.

Może tu tkwi problem, w waszym niedopasowaniu się charakterami, przyzwyczajeniami.
Może zachowania kobiety, z którą byłeś wcześniej związany, bardzo odbiegały od zachowań twojej żony i nie potrafiłeś się przestawić.
Dla żony byłeś jej pierwszym, poważnym kandydatem na związek, który zaowocował małżeństwem.
Różnica wieku 10 lat między małżonkami, też jest dosyć spora.
Z wiekiem pewne zachowania wchodzą w rutynę, a raczej tak jest, że to strona starsza bardziej narzuca swoją wolę osobie młodszej.

Cóż,..... tak sobie analizuję, bo zastanawiające dla mnie jest to, że przed ślubem byliście parą kilka lat, a skoro się zdecydowaliście zalegalizować związek, to uczyniliście to świadomie, nie w porywie pierwszych uniesień.
I zaraz po ślubie, wasze małżeństwo zaczęło się rozpadać.
A przed ślubem mieszkaliście już razem, bo nie doczytałam.....

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

146

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
Nektarynka53 napisał/a:

Widzisz KAŻDY się wypowiada mając na względzie SWOJE WŁASNE DOŚWIADCZENIA. Dlatego są różne opinie na dany temat. Dla mnie czy Pan, czy Pani nie ma najmniejszej różnicy.
Natan.75 sądzę, że bardzo dobrze postąpiłeś odchodząc od żony. Nic dobrego by z tego nie wynikło. Jednak dotknęło mnie to, że Sam miałeś pretensje do żony o "gadanie" za plecami, a Sam na FORUM PUBLICZNYM nieźle Sobie poużywałeś. Chciałeś otrzymać od forum KONKRETNE wsparcie, a jak jego nie otrzymałeś (zaplanowałeś coś, a to nie wyszło) to zaczęło się dziać. Sam oznajmiłeś, że po ponownym przeczytaniu postów byłeś zdziwiony co napisałeś. Radzę (na serio nie po złości) wyciągnąć wnioski na przyszłość i popracować nad swoimi reakcjami na niekorzystne dla Ciebie sytuacje.
Tak czy owak życzę powodzenia i znalezienia lepszej partnerki w przyszłości wink.

Znów musze tu napisać, bo ciągle jestem wzywany do tablicy.
Nektarynko, owszem, każdy ma jakieś doświadczenia, ale nie zawsze takie same, bądź analogiczne do tych, na jakich temat udziela odpowiedzi. I stąd często dość dziwne interpretacje i słowa (czasem burzace krew), bo wielu rzeczy i sytuacji NIE DA SIĘ - ot tak - WYOBRAZIĆ. To tak, jakby ktoś czytając wątek o bólu i dylematach osoby zdradzonej radził kopnięcie w tyłek zdradzacza, jednocześnie nie bedąc takim przeżyciem dotknięty. I jeszcze słowa (często tu pisane) "ja na twoim miejscu...". A zazwyczaj jak ktoś tak pisze, to znalazłszy się w takim momencie WŁASNEGO życia dziwi się swoim reakcjom i nagle zupełnie inaczej patrzy na problem. I wypowiedzi osób, które z przemocą psychiczną, czy toksycznym związkiem nie miały do czynienia są tylko konfabulowaniem, teoretyzowaniem na temat. Ale nie umniejsza to ich wkładu, broń boże. Jednak dobrze byłoby aby sobie chociaż próbowały wyobrazić i wczuć się w rolę. Tylko tyle.
Piszesz, że sobie poużywałem na FORUM PUBLICZNYM. Z całym szacunkiem, ale publicznym byłoby - w pełni tego słowa znaczeniu - wtedy, gdyby każda tu osoba była znana z twarzy, imienia, danych... Wtedy to jest publiczne, bo można rozpoznać w realu. To już bardziej "publicznym" jest chyba portal randkowy, bo tam zazwyczaj umieszcza się własną podobiznę, podaje wymiary czy zdradza jakieś preferencje. To Forum publiczne jest z tego względu, że każdy tu może założyć konto, zalogować się, każdy może załozyć swój własny wątek i ustosunkować się do wypowiedzi innych. Nie ma barier wyznaniowych, ze wzgledu na płeć czy status materialny. I tylko tyle jest tego "publicznego". Reszta jest całkowitą ANONIMOWOŚCIĄ, bo każdy ma swój nick, awatar i ukryte dane e-mailowe. I dlatego tu tyle ludzkich wynurzeń, osobistych historii i obnarzeń swojego "ja".
Biorąc powyższe pod uwagę: nie widzisz żadnej różnicy między opowiadaniem w samych "antysuperlatywach" o partnerze osobom bliskim, znajomym, z którymi ten "zły i mierny" partner ma co dnia prawie do czynienia (i potem czuje, że jest "coś nie tak") a opowiadaniem jako osoba ANONIMOWA o osobie ANONIMOWEJ na tym Forum? Ja różnicę widzę i to sporą. Ale to ja.
Sugerujesz, że coś sobie zaplanowałem? Jeśli już to fakt: wygadanie się, wyrzucenie tego z siebie. A podawanie konkretnych przykładów nie służyło "użalaniu sie nad sobą" a jedynie udowadnianiu, że moje wątpliwości i rozkminy nie pochodzą z mojej bujnej wyobraźni. I owszem, byłem zdziwiony swoim pisaniem, bo teraz - patrząc chłodnym okiem - już nie miałbym takich jak wtedy dylematów. Tylko, że jak w czymś się siedzi - trudno nabrać dystansu do właściwej oceny.
O moje reakcja na sytuacje "niekorzystne" nie musisz sie martwić. Jestem spokojnym facetem i trudno mnie wyprowadzić z równowagi. Dowodem tego choćby moje małżeństwo - w przeciwnym razie w pilnym trybie i w sposób dość radykalny nastąpiłby koniec znacznie wcześniej.
A rozwijając jeszcze to moje "poużywanie sobie" i "obsmarowywanie" - jakoś każdy zakładany tu wątek dotyczy kogoś trzeciego, nieświadomego, że jest tematem dyskusji. Czyli wszyscy tu kogoś obsmarowywują, prawda? Bo można przecież założyć, że autorzy ubarwiają i fantazjują przedstawiając swoje bolączki. Dla mnie to jest na tyle anonimowe, że znamion oczerniania nie ma. Ale to znowu tylko moje zdanie.

żyworódka napisał/a:

...ty masz za sobą długoletni związek, a żona jak piszesz raczej nie.
Może tu tkwi problem, w waszym niedopasowaniu się charakterami, przyzwyczajeniami.
Może zachowania kobiety, z którą byłeś wcześniej związany, bardzo odbiegały od zachowań twojej żony i nie potrafiłeś się przestawić.
Dla żony byłeś jej pierwszym, poważnym kandydatem na związek, który zaowocował małżeństwem.
Różnica wieku 10 lat między małżonkami, też jest dosyć spora.
Z wiekiem pewne zachowania wchodzą w rutynę, a raczej tak jest, że to strona starsza bardziej narzuca swoją wolę osobie młodszej.

Dlaczego od razu zakładasz, że starsza osoba i bardziej doświadczona narzuca swój schemat? Może w świecie tak bywa, ale u mnie nie. Zdziwię Cię, nie narzucałem niczego, wręcz to mnie narzucano schemat zaobserwowany w domu rodzinnym małżonki. Tak zaobserwowałem. Pisałem już tu o tym. Mnie nie odpowiadał związek mijających się, mieszkających "obok siebie" osób. Wielokrotnie pytałem, dlaczego nie dopuszcza innej formy wspólnego życia, wspólnych wyjść, wypadów, spacerów, normalnych rozmów na każdy temat. Dlaczego nie dopuszcza jako czegoś koniecznego w związku (myliłbym się?) zwykłej serdeczności, ciepła. Banały, wiem. A w odpowiedzi słyszałem za każdym razem, że to są infantylne oczekiwania i dorośli ludzie takich dziecinnych rzeczy nie potrzebują w związku. Wiem już, że nie pasowaliśmy. Ja potrzebowałem związku, w którym dobrze się czuję, z radością wracam i wypoczywam - znajduję wytchnienie. Doszło do tego, że zacząłem lepiej sie czuć w pracy, a na myśl o powrocie do domu czułem poddenerwowanie. Tak być nie powinno, prawda? I żeby nie było, że w domu ja tylko: gazeta, piwko, kanapa i telewizor - bo za chwilę ktoś mi coś takiego zarzuci. Tak samo jak nie narzucałem (a tylko dziwiłem się) jakichś własnych wypracowanych zasad związku, tak samo nie narzucałem innych rzeczy: jak konieczność jej sprzątania (już mi to tu zarzucono), gotowania i innych... Nie oczekiwałem i nie wymagałem. Sam potrafiłem o to zadbać w miarę czasu i możliwości. Fakt, szybko okazało się, że nie mam o niczym pojęcia (bo nawet prania nie umiałem rozwiesić należycie) - ale to już tu pisałem. Jeśli już ktoś komuś tu coś narzucał - to chyba mnie: inny sposób ubierania się, jedzenia, spania, jezu... I tak, teraz sam się temu swojemu pisaniu dziwię. A, że często stawałem okoniem - bo nie potrzebowałem "matki" - były spięcia i awantury. Stawałem okoniem - ktoś mi zarzuci, że wydzierałem ryja - a ja tylko nie zgadzałem się, dyskutowałem, przekonywałem, że jest mi tak lepiej i wygodniej itp. Chociaż i tak zazwyczaj ustępowałem. A może powinienem właśnie się wydrzeć, prawda? Ale daleko mi do chamstwa... A szkoda.
Rozwijając myśl o "narzucaniu" - wybacz mi, że tak się przyczepiłem do tego - muszę wspomnieć o narzucaniu nawet własnych poglądów, a za coś takiego uważam kwestionowanie mojego zdania i doprowadzanie zwykłej rozmowy do awantury (temat bez znaczenia, bo nawet rozmowa o obejrzanym filmie i wyrażenie swoich odczuć skutkowała wybuchem złości, szydzeniem czy tekstami typu: "głupio myślisz"), bo miałem inny pogląd na zagadnienie. Doszło już do tego, że w obawie przed kolejną kłótnią wolałem nie zdradzać się ze swoimi wrażeniami. I tak, dziwię się teraz.
Mogę sypać przykładami (chociaż już mi się nie chce), by nie być znów posądzonym o bezpodstawne obsmarowywanie.
Z tą różnicą wieku i wiekiem jako takim - trafiłaś mniej wiecej.
Kilka lat się znaliśmy, owszem, ale mieszkanie razem było sporadyczne (typu wspólne weekendy czy jakieś wspólne wyjazdy). Fakt, zauważałem różne, czasem nieciekawe zagrania, ale wyrozumiale to traktowałem i brałem poprawki na emocje, zdenerwowanie itp. Dopiero po ślubie, jakiś miesiąc zaczęła ze mną mieszkać. Od czego się to zaczęło - pisałem. Od rozpaczy za "przyjacielem". Z perspektywy czasu uważam, że dorosłe życie "z kimś" ją najnormalniej przerosło, bo nie miała z tym wcześniej do czynienia.
Fakt, masz rację pisząc, że był brak dopasowania charakterami. Ja spokojny, opanowany, ona nerwowa i wybuchowa. Ale - na usprawiedliwienie własnej głupoty i naiwności - przy mnie była spokojniejszą osobą, łagodniejszą. Ba! Sama wielokrotnie wspominała, że dopiero przy mnie (w porównaniu do wcześniejszych partnerów) czuje się dobrze i ją "wyciszam". Długo to jak już widzimy nie trwało.
Widać nie robiłem tego jednak nazbyt dobrze smile

147

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
natan.75 napisał/a:

Witam wszystkich.
Mam dylemat. Czy to normalne i uzasadnione, że moja małżonka w sposób wyjątkowo tendencyjny obgaduje mnie w rozmowach ze swoją matką? Wciąż się żali, krytykuje, wyciąga same negatywy (choć nie ma racji), narzeka i ubarwia wszystko tendencyjnie by mój wizerunek w oczach teściowej był wyraźnie negatywny? Sama skrzętnie przemilcza swoje niedociągnięcia i złe zachowania kładąc nacisk na oczernianie mojej osoby. Czy uważacie to za prawidłowe? Czy jednak to normalne świństwo oczerniać kogoś za plecami?
Mój związek, mimo, że bardzo krótki jest burzliwy i trudny, ale to opiszę następnym razem, bo mam taki mętlik w głowie, że trudno mi tutaj zwięźle wszystko opisać. Dla uściślenia: pracuję, po pracy często zajmuję się remontowymi pracami w domu, często imam się dodatkowych, zarobkowych zajęć. Żona nie pracuje, co dnia śpi do południa prawie, nie chce jej się wychodzić z domu nawet na zakupy, wciąż wszystko krytykuje i potępia. Czegokolwiek nie zrobię - zawsze jest coś nie tak. Ostatnio zbudowałem zabudowę przedpokoju. Wykorzystałem płyty meblowe ze starego segmentu, przycinałem, oklejałem. Powstała oryginalna zabudowa. funkcjonalna i ładna, z oprawionym dużym lustrem. Mało to istotne, ale potrafię robić wiele rzeczy. Do 23 w niedzielę montowałem wewnętrzne półki. Żona mnie pochwaliła jak zazwyczaj: "szkoda, że te uchwyty (małe, plastikowe podpórki półek) są brązowe". Żadnego, że fajnie, że świetny pomysł (przedpokój mamy nietypowy, wąski i nieustawny), że niczego takiego nie kupilibyśmy. Zawsze wszystko neguje i krytykuje. Efekt? Odechciewa mi się już powoli wszystkiego. Ja nigdy niczego negatywnego na temat jej poczynań nie powiedziałem. Jestem wyrozumiały i cierpliwy. Ale te cechy już są u mnie na wyczerpaniu.


Drogi Natanie... bardzo współczuję i rozumiem.... ponieważ mam podobnie, ze swoją żoną... wszystko było u nas super przez 7 lat... aż nadszedł taki moment, gdzie przeszedłem ciężką chorobę, niby, żona mnie w niej wspierała... ale to wsparcie ma swoje konsekwencje...w sensie mam wrażenie, że przez to, że pierwszy raz potrzebowałem poważniejszej pomocy z jej strony, to tak jakby... mniej mnie szanuje i też obgaduje, oczernia za plecami, u mnie głównie z jej rodzeństwem, przed którym muszę później świecić oczami... to przykre i tak naprawdę trzeba rozmawiać z żoną o tym, ale u mnie również kończy się to agresją z jej strony. Więc ciężki temat... naprawdę to nie ma złotej recepty jak się zachować w takiej sytuacji, chyba najlepiej olać, ale to też nie jest dobre rozwiążanie... chyba najlepiej zgłosić się wspólnie na terapię małżeńską... to najlepsze wyjście moim zdaniem i moją żonę też zachęcam do tego, ale ona nie chce, z wiadomych przyczyn, bo wtedy by musiała to zmienić, co robi

148

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
Raskol1988 napisał/a:
natan.75 napisał/a:

Witam wszystkich.
Mam dylemat. Czy to normalne i uzasadnione, że moja małżonka w sposób wyjątkowo tendencyjny obgaduje mnie w rozmowach ze swoją matką? Wciąż się żali, krytykuje, wyciąga same negatywy (choć nie ma racji), narzeka i ubarwia wszystko tendencyjnie by mój wizerunek w oczach teściowej był wyraźnie negatywny? Sama skrzętnie przemilcza swoje niedociągnięcia i złe zachowania kładąc nacisk na oczernianie mojej osoby. Czy uważacie to za prawidłowe? Czy jednak to normalne świństwo oczerniać kogoś za plecami?
Mój związek, mimo, że bardzo krótki jest burzliwy i trudny, ale to opiszę następnym razem, bo mam taki mętlik w głowie, że trudno mi tutaj zwięźle wszystko opisać. Dla uściślenia: pracuję, po pracy często zajmuję się remontowymi pracami w domu, często imam się dodatkowych, zarobkowych zajęć. Żona nie pracuje, co dnia śpi do południa prawie, nie chce jej się wychodzić z domu nawet na zakupy, wciąż wszystko krytykuje i potępia. Czegokolwiek nie zrobię - zawsze jest coś nie tak. Ostatnio zbudowałem zabudowę przedpokoju. Wykorzystałem płyty meblowe ze starego segmentu, przycinałem, oklejałem. Powstała oryginalna zabudowa. funkcjonalna i ładna, z oprawionym dużym lustrem. Mało to istotne, ale potrafię robić wiele rzeczy. Do 23 w niedzielę montowałem wewnętrzne półki. Żona mnie pochwaliła jak zazwyczaj: "szkoda, że te uchwyty (małe, plastikowe podpórki półek) są brązowe". Żadnego, że fajnie, że świetny pomysł (przedpokój mamy nietypowy, wąski i nieustawny), że niczego takiego nie kupilibyśmy. Zawsze wszystko neguje i krytykuje. Efekt? Odechciewa mi się już powoli wszystkiego. Ja nigdy niczego negatywnego na temat jej poczynań nie powiedziałem. Jestem wyrozumiały i cierpliwy. Ale te cechy już są u mnie na wyczerpaniu.


Drogi Natanie... bardzo współczuję i rozumiem.... ponieważ mam podobnie, ze swoją żoną... wszystko było u nas super przez 7 lat... aż nadszedł taki moment, gdzie przeszedłem ciężką chorobę, niby, żona mnie w niej wspierała... ale to wsparcie ma swoje konsekwencje...w sensie mam wrażenie, że przez to, że pierwszy raz potrzebowałem poważniejszej pomocy z jej strony, to tak jakby... mniej mnie szanuje i też obgaduje, oczernia za plecami, u mnie głównie z jej rodzeństwem, przed którym muszę później świecić oczami... to przykre i tak naprawdę trzeba rozmawiać z żoną o tym, ale u mnie również kończy się to agresją z jej strony. Więc ciężki temat... naprawdę to nie ma złotej recepty jak się zachować w takiej sytuacji, chyba najlepiej olać, ale to też nie jest dobre rozwiążanie... chyba najlepiej zgłosić się wspólnie na terapię małżeńską... to najlepsze wyjście moim zdaniem i moją żonę też zachęcam do tego, ale ona nie chce, z wiadomych przyczyn, bo wtedy by musiała to zmienić, co robi

Może warto samemu udać się więc na terapię i nauczyć się stawiania granic przedewszystkim sobie? Siłą nikogo nie zmusisz do zmiany, ale zmieniając siebie możesz kogoś zainspirować, aby też zechciał, by widział w tym sens. W tym przypadku Twoja żona. Jeśli nic nie zrobisz, znajdzie nową gałąź i przeskoczy na nią i nawet nie wiesz jak szybko to się może potoczyć...

149

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Przecież to wątek sprzed ponad 7 lat ...

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

150

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
IsaBella77 napisał/a:

Przecież to wątek sprzed ponad 7 lat ...

Dlatego odpisałem koledze, który napisał dzisisj, a nie odniosłem się do autora wątku...

151 Ostatnio edytowany przez zrzutekranu (2021-07-30 14:05:13)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
Raskol1988 napisał/a:
natan.75 napisał/a:

Witam wszystkich.
Mam dylemat. Czy to normalne i uzasadnione, że moja małżonka w sposób wyjątkowo tendencyjny obgaduje mnie w rozmowach ze swoją matką? Wciąż się żali, krytykuje, wyciąga same negatywy (choć nie ma racji), narzeka i ubarwia wszystko tendencyjnie by mój wizerunek w oczach teściowej był wyraźnie negatywny? Sama skrzętnie przemilcza swoje niedociągnięcia i złe zachowania kładąc nacisk na oczernianie mojej osoby. Czy uważacie to za prawidłowe? Czy jednak to normalne świństwo oczerniać kogoś za plecami?
Mój związek, mimo, że bardzo krótki jest burzliwy i trudny, ale to opiszę następnym razem, bo mam taki mętlik w głowie, że trudno mi tutaj zwięźle wszystko opisać. Dla uściślenia: pracuję, po pracy często zajmuję się remontowymi pracami w domu, często imam się dodatkowych, zarobkowych zajęć. Żona nie pracuje, co dnia śpi do południa prawie, nie chce jej się wychodzić z domu nawet na zakupy, wciąż wszystko krytykuje i potępia. Czegokolwiek nie zrobię - zawsze jest coś nie tak. Ostatnio zbudowałem zabudowę przedpokoju. Wykorzystałem płyty meblowe ze starego segmentu, przycinałem, oklejałem. Powstała oryginalna zabudowa. funkcjonalna i ładna, z oprawionym dużym lustrem. Mało to istotne, ale potrafię robić wiele rzeczy. Do 23 w niedzielę montowałem wewnętrzne półki. Żona mnie pochwaliła jak zazwyczaj: "szkoda, że te uchwyty (małe, plastikowe podpórki półek) są brązowe". Żadnego, że fajnie, że świetny pomysł (przedpokój mamy nietypowy, wąski i nieustawny), że niczego takiego nie kupilibyśmy. Zawsze wszystko neguje i krytykuje. Efekt? Odechciewa mi się już powoli wszystkiego. Ja nigdy niczego negatywnego na temat jej poczynań nie powiedziałem. Jestem wyrozumiały i cierpliwy. Ale te cechy już są u mnie na wyczerpaniu.


Drogi Natanie... bardzo współczuję i rozumiem.... ponieważ mam podobnie, ze swoją żoną... wszystko było u nas super przez 7 lat... aż nadszedł taki moment, gdzie przeszedłem ciężką chorobę, niby, żona mnie w niej wspierała... ale to wsparcie ma swoje konsekwencje...w sensie mam wrażenie, że przez to, że pierwszy raz potrzebowałem poważniejszej pomocy z jej strony, to tak jakby... mniej mnie szanuje i też obgaduje, oczernia za plecami, u mnie głównie z jej rodzeństwem, przed którym muszę później świecić oczami... to przykre i tak naprawdę trzeba rozmawiać z żoną o tym, ale u mnie również kończy się to agresją z jej strony. Więc ciężki temat... naprawdę to nie ma złotej recepty jak się zachować w takiej sytuacji, chyba najlepiej olać, ale to też nie jest dobre rozwiążanie... chyba najlepiej zgłosić się wspólnie na terapię małżeńską... to najlepsze wyjście moim zdaniem i moją żonę też zachęcam do tego, ale ona nie chce, z wiadomych przyczyn, bo wtedy by musiała to zmienić, co robi

Nie wiem czy terapia coś dla, dla mnie to cechy charakteru.
Byłem w podobnej sytuacji, 3 letni związek. Miałem czelność zachorować, nic zaraźliwego ale sytuacja wóz albo przewóz. Lekarz dawał mi fifty fifty. Ogólnie nie oczekiwałem wsparcia, starałem się wszystko robić sam i sam się ogarniałem ale byłem słaby, zacząłem szybko chudnąć, włosy poleciały, ból co rano niewyobrażalny, 15 minut ranka na rzyganiu zwiniętym w kłębek.
Co na to moja luba?
Wysrała się na mnie. Milion pretensji, zero wsparcia. Zaczęły się imprezki, już nie byłem chyba taki fajny. Szczerze byłem bardziej w szoku jak z okej babki zamieniła się w taką sukę. A jak usłyszałem "weź się w garść" bo miałem problem ze wstaniem z podłogi - jak powiedziałem zrobiłem i wyrzuciłem ją ze swojego życia.
I powtarzam, ja nic nie oczekiwałem od niej, nie jojczyłem, nawet nie mówiłem o swojej chorobie i próbowałem to ukryć. Jedynie rozmowy, trochę empatii. Wymagania z kosmosu jak widać.
I co ciekawe pomógł mi niemalże obcy ksiądz w tej sytuacji, mimo, że jestem ateistą/deistą. Dał mi 10000% więcej wsparcia niż ta baba. Pewnie bez niego bym się wyhuśtał bo ból był już nie do zniesienia, nie dało się jeść itp.
Pożegnałem ją, zdziwiona była wielce, uznała, że się mszczę lol czyli wiedziała, że zachowuje się nie fair. Po trzech miesiącach nastąpiła poprawa, po kolejnych trzech chciała wrócić do mnie. Wprost ją wyśmiałem, splunąłem na buty gdy nie chciała się odczepić. Z tego drugiego nie jestem dumny.
Widzisz, dlatego uważam, że w takich kryzysowych sytuacjach człowiek pokazuje swoje prawdziwe oblicze. I ile dla niego znaczysz. Ja dla niej nic nie znaczyłem, jako człowiek.
I uważam, że skoro miga się od terapii...sam tego nie uratujesz. Bo do tanga trzeba dwojga i chociażbyś zdobył cały świat jeśli ona nie chce gówno zdziałasz.

152

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Bajka o rybaku i złotej rybce....jest bliżej życia niż myślimy smile

153

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Strasznie współczuję Natanowi, chociaż od założenia wątku minęło już trochę czasu. Mam nadzieję, że poukładał sobie życie z kimś normalnym. Przykro mi się czytało ataki na autora wątku, że "obgaduje" żonę, podczas kiedy facet przechodził przez piekło toksycznej relacji I szukał ratunku. Dobrze znam to uczucie, kiedy jest się ofiarą wmawiania jakim to beznadziejnym czlowiekiem jesteś I zaczynasz sam wątpić w siebie, szukasz kogoś, kto spojrzy na to obiektywnym okiem, bo sam jesteś po uszy w toksycznych wysrywach "bliskiej" osoby. Niestety znam sytuację trochę z własnego doswiadczenia, wychowywała mnie matka, która też mi wmawiała jaka to jestem niemądra, niezaradna, też musiałam znosić jej nadpobudliwość nerwową, bo "mama jest nerwowa I trzeba mamę zrozumieć ". Potem niestety byłam zmuszona obserwować z blizka jak mama traktowała swojego partnera. Koszmar. Miałam wrażenie że facet potrzebny jest tylko po to, żeby miała się na kim wyżywać, bo ja już się urwałam z łańcucha. No i oczywiscie zanoszenie wszystkiego do swojej matki, jakby to z nią miała zwiazek, a facet był tylko jakimś przygłupem, który się przyplątał. Facet sam w sobie był całkiem ok, spokojnym człowiekiem, miał wady jak każdy,  ale gdy się słuchało jak opisywała go moja matka, można było odnieść wrażenie, że to tyran, nieudacznik,  bawidamek, dzi*karz i oszust w jednym. Najlepsze było to, że kiedy próbował coś zmienić, wpłynąć na mamę I babcię, żeby nie traktowaly go w ten sposób, one wszystkiego się wypierały, przeinaczały, w koncu urządzały taką awanturę, że facet pewnie żałował, że cokolwiek śmiał się odezwać. Doskonale wiem co czuje osoba w takiej relacji, bo sama w tym byłam ze strony mamy. Właśnie na tym polega manipulacja, nie na jawnej agresji, a na wmawianiu, że to twoja wina, a nie toksyka. Mam nadzieję, że Natan nie dał sobie wmówić, że jest winny, bo obgaduje żonę. Trzeba szukać ratunku w takiej sytuacji I forum to jedna z opcji.

Posty [ 121 do 153 z 153 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Moja żona oczernia mnie za plecami

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021