Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 36 ]

Temat: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Bardzo długo zastanawiałam się, czy tu napisać, ale im jestem starsza tym bardziej to we mnie siedzi i nie daje mi spokoju. Chciałabym, aby ktoś na trzeźwo ocenił moją sytuację rodzinna, bo ja sama obiektywnie nie potrafię, a po ostatnich wydarzeniach mam wręcz poczucie niesprawiedliwości i zawodu na najbliższych. To będzie trochę taki mój pamiętnik.  Zacznę od tego, że urodziłam się we wschodniej Polsce, w popegerowskiej wsi. Mam 30lat i o 5lat młodszego brata. W domu było biednie. Wiecznie brak pieniędzy. Mama pracowała dorywczo trochę tu, trochę tam. Pomagała nam babcia. Tata pił. Nie zawsze, ale dość często, by przez to ciągle na coś brakowało. Relacje z tatą pomimo to miałam lepsze niż z mamą, która to potrafiła nam nad głowami płakać i jęczeć, że ten s... n znowu przyjdzie pijany. Jako dziecko bardzo to przeżywałam. Potem były też rękoczyny. Tata bil mamę, ale dość często to mama prowokowała te kłótnie, skakajac mu do oczu, gdy był pijany. Jak mój brat poszedł do komunii to  trochę się nam polepszyło materialnie, bo tata dostał pracę jako kierownik punktu skupu złomu. Mama też pracowała. W końcu by się jakoś poukładało, gdyby nie to, że ojciec znalazł sobie kochankę - Ukrainkę. Obracał wtedy dość dużą gotówką, więc ta kobieta lgnela do niego. Moja matka wariowała. Prosiła, by nie odchodził, płakała. Babcia (ojca matka) mówiła, by go zostawiła, a ona jej pomoże nas wychować, ale mamą nie chciała. Pamiętam, jak ojciec przyszedł podpity do domu i dał mi mój pierwszy telefon. Powiedział, że odchodzi. Ten telefon miał chyba mi zrekompensować jego nieobecność. Mój brat płakał i biegł za nim. Ojciec się wyprowadził. Nie na długo, bo na jakiś tydzień. Zainterweniowala babcia i ojciec wrócił. Niby sobie z matką obiecali poprawę, ale okazało się, że hulaszczy tryb życia ojca doprowadził do długów. Więc babcia poprosiła kuzynów, którzy mieszkali za granicą o pomoc. Oni znaleźli rodzicom pokój i oni wyjechali za granicę szukać pracy. My z bratem kończyliśmy szkołę pod okiem babci. Ja skończyłam gimnazjum, a mój brat 5klase podstawówki. Potem dołączyliśmy do rodziców. Poszlismy tam do szkoły. Ja nie mogłam się tam odnaleźć. Jeden pokój wraz z rodzicami, łazienka i kuchnia dzielona wraz z innymi Polakami, nie stroniącymi od alkoholu. Uprosilam rodziców o powrót do Polski. Zamieszkałam z babcią i w listopadzie zaczęłam naukę w technikum. Mój brat został. Miał wtedy 10-11lat. W międzyczasie moi rodzice przeprowadzili się do samodzielnego domu. Zaczęło im się pomału ukladac. Ja skończyłam szkołę, zdałam maturę, wyszłam za mąż. Rodzice przyjeżdżali na urlopy, z początku z bratem, ale jak tylko skończył 15lat przestał przyjeżdżać. Przez cały ten czas grał w gry w wolnym czasie. Rodzice układali sobie życie, a brat grał i grał, bo nie miał kolegów, szkole zakończył, gdy skończył 16lat, pomimo, że był bardzo inteligentny no i język opanował perfekcyjnie. Rodzice przyjeżdżali w końcu sami, tłumaczyli, że brat nie chce, potem że nie ma urlopu (poszedł do fabryki jako zwykły pracownik liniowy, chociaż miał szansę na etat w odpowiedniku naszego urzędu miasta). Nie przyjechał na mój ślub, potem chrzciny dziecka. Jego wolny czas wypełniały gry. Rodzice jeździli na urlopy również do ciepłych krajów, typu Malta, Grecja, Majorka. Gdy babcia dowiedziała się, że mamy zamiar z narzeczonym się pobrać przepisała na mnie swój dom z kawałkiem pola, niecałe pół ha. Wiem, że do tej pory babcia przedstawiona jest jako anioł stróż mojej rodziny, ale z czasem wyjdzie z niej niezła manipulatora intrygantka. Ja wyjechałam do rodziców i przez rok pracowałam na ślub i wesele. Zrobiliśmy je sami z mężem, sami zapłaciliśmy za gości. Po ślubie zamieszkaliśmy teściową, teść zmarł miesiąc po weselu. Zaczęliśmy budowę domu, rodzice Nam trochę pomogli. Dołożyli nam jakieś 15tys. Niby to niewiele, bo jak na razie mamy stan surowy zamknięty, ale zawsze coś. Do czego zmierzam? Otóż ostatnio miała miejsce nieprzyjemna sytuacja., która sprawiła, że rodzina przestała się do mnie odzywać. Mianowicie mam dwóch synów. Ośmiolatka i prawie dwulatka. Ze starszym mamy problemy wychowawcze. Kompletnie się nie słucha. Wszystko jest na nie. Już nie mam siły. Porozumiewac zaczęliśmy się z nim tylko o krzykiem, bo inaczej nie zrozumie. Więc postanowiłam skontaktować się z psychologiem, zwłaszcza, że od zawsze syn był bardzo szybki i nie słuchał się. Myślę że dużo tu zawinili także sami dziadkowie. Dlaczego? Bo od zawsze nie słuchali, gdy czegoś małemu zabranialiśmy. Oni mu wszystko kupowali, przysyłali. Co tylko chciał. Najgorsze, że były to drogie gadżety elektryczne, typu telefon, tablet, konsole. Widziałam, że w pewnym momencie mój syn zaczyna się od tego uzależniac. Gdy mu zabieraliśmy stawał się agresywny, nie mógł sobie znaleźć miejsca, nie potrafi sam sobą się zająć. Ciągle mu się nudzi. Prosiłam, by nie przysyłali mu takich drogich gadżetów, ale nie słuchali. Mieszkam 2km od babci, więc rodzice jak są na urlopie, to bez przerwy mamy kontakt. Syn chce być u dziadków, a oni dla świętego spokoju dają mu tablet, słodycze, itd. I mówią, że przecież on taki grzeczny, że my się czepiamy. No ale w domu też był grzeczny, gdy grał. Jazdy zaczynają się, gdy trzeba odłożyć telefon. Ostatnio mu zaczęliśmy baaardzo to ograniczać. Oczywiście powiedzieliśmy o wszystkim psychologowi. Pani powiedziała, żeby nie dać sobie wejść na głowę, że konsekwencja itd. No i ja powiedziałam o tej rozmowie rodzicom. No i ojciec się obraził. Krzyknął, że jesteśmy cytuję, ch.... mi ojcami, jak sobie nie dajemy rady, a ja to od zawsze płaczę, że sobie nie radzę i od dziadków mamy się odpi... c... I skoro tak, to żebym nie przywoziła dzieci, jak oni będą na urlopie do babci (od 8lat place podatek za ten dom, w którym i tak nie mieszkam, kosze trawę, itd.) Potem pożalił się swojej mamie, że ja niby ich obwiniam za to, że sobie nie radzę z synem. No i BABCIA (która nagle wszystko ojcu zapomniała, bo mają kasę i ciągnie z nich ile może) zadzwoniła do mnie z pretensjami. Ja powiedziałam, że to sprawa pomiędzy mną a ojcem i nie potrzebuję adwokata. No to i babcia powiedziała mi, że ojciec miał rację, że się na mnie obraził i odłożyła słuchawkę. Nie odzywają się do mnie tydzień już. Mam dość tej sytuacji. Babci dużo zawdzięczam, ale jest okropna intrygantka i manipulatorka. Rozmawia że mną mama, przyznaje mi rację, ale ona musi myśleć tak jak ojciec, nie może samodzielnie, bo ojciec zaraz ja opierniczy. Babcia też jest ciągle za ojcem teraz. Kiedy mi powiedziała, że gdyby nie ona to by mój syn cukierka nie widział,  gdy mu ograniczaliśmy. Co jest kompletna bzdurą. Jakiś miesiąc temu mój syn chciał smartwatcha za 400 ZŁ. Nie kupiłam, bo raz, że nie chce już tych gadżetów, dwa, że mnie nie stać. To syn zadzwonił do dziadka i pomimo naszych wyraźnych sprzeciwów dziadziuś kupił zabawkę. Potem mój syn nie rozumie, że my na coś nie mamy pieniędzy. Do dziadków dzwoni tylko jak coś chce. Jak wie, że nie mają dla niego akurat nic to nawet rozmawiać z nimi nie chce, ale sami go w sumie tego nauczyli. Teraz wielce ojciec obrażony, bo jak ja mogłam coś psychologowi o nich powiedzieć. A babcia na stare lata zrobiła się straszna  materialistką i trzyma ojca stronę, bo coś tam jęj się skapnie od niego. Moja matkę mają za nic. Ona musi robić tak jak oni chcą. Pomimo, że babcia nie mieszka z nimi to przez telefon kontroluje ich malzenstwo. Kiedyś chcieli kupić kanapę i zadzwonił do babci, a ona powiedziała im, że brzydka (przecież nawet nie mogła jej zobaczyć, ale według niej kolor był nie taki) i nie kupili. Nawet gdy moja mama wysyła parę groszy swojej mamie to tak robią, by babcia się nie dowiedziała, bo jest zazdrosna i ciagle wypomina im, że im tyle w życiu pomogła.... Mój mąż to się nawet śmieje, że oni chyba nawet do niej dzwonią zapytać się, czy się mogą bzykać... Dużo by pisać. Ogólnie mam wrażenie, że ja tam babci teraz jestem potrzebna tylko do roboty przy domu, zrobić zakupy, a do gadania nic nie mam. Oczywiście poczuwam się, bo przecież faktycznie mieszkałam u niej podczas, gdy kończyłam szkole średnia, przepisała mi swój dom (w którym nie mieszkam, bo mieszkamy u męża, a teraz budujemy swój), ale coraz mniej mam ochotę do niej jeździć, bo gdy np został mój syn u niej to pytała się, kogo bardziej kocha mamę czy tatę., czy go bijemy, itd. Mam dość jej intryg. Boli mnie, że oskarżają mnie o to, że jestem zła matką, podczas gdy sami nie zrobili noc, by pomóc mojemu bratu. Gdy próbowałam podjąć temat, to babcia mi mówiła, że jak ja mogę tak o bracie, wariata z niego robić, itd. I że to przeze mnie nie przyjeżdża do Polski, bo ja się go ciągle czepiam. Ona myśli, że on dalej ma 10lat i jak rodzice wracają do siebie to podaje mu kilo krówek, bo Maciuś tak lubi. A Maciuś ma już 25lat i zero życia towarzyskiego. Tylko praca i gry. Nawet prawa jazdy nie ma. Martwię się, żałuję że przez opiezzalosc rodziców nie mam brata. Dosłownie, bo on całą agresję z gier skierował na mnie. Nie akceptuje mnie. Nie dzwoni l, odsunął się od rodziny, babcię też ma w nosie, ale ona i tak go usprawiedliwia. Jakieś 3lata temu byłam u rodziców pół roku, pracowałam, bo przybrakło nam do budowy domu. Mieszkałam w jednym domu, nie dość dużym z bratem i widziałam go tylko RAZ. I to tyłem, jak wchodził po schodach. Chodziliśmy na inne zmiany, a jak było wolne, to się zamykał i  ie wpuszczał mnie do pokoju. Gdy raz byłam z synem u nich trzy tygodnie, to na te trzy tygodnie wyprowadził się z domu. Tylko dlatego, że zaczęłam glosno mówić, że powinien coś z sobą zrobić i pójść do specjalisty. Przykro mi z tego powodu. Rodzice nie chcą i już chyba nawet nie mogą nic zrobić, Wola jeździć po Majorkach i to mnie oskarżają o bycie zła matką. A ja sobie wyrzucam, że faktycznie tak jest skoro do tego doprowadziłam. Babcia trzyma z ojcem, bo nie pozwalam robić o chcą z moim synem, a raczej zaczęłam im o tym mówić. Ona oskarża mnie o popsute relacje z moim bratem. W dodatkurodzice chyba oczekują, że to ja pomogę babci (oczywiście pomogę) na starość, ale glosno tego nie mówią. Dobrze wiedzą, że babcia w tej chwili jest trochę uzależniona od mojej pomocy, a pomimo to tak ptrafia mi powiedzieć.... Jak nie przyjadę jakiś czas, bo mam dość, to znowu wydzwania do nich i och jaka ona biedna, ja nie przyjeżdżam, nie ma jej kto trawy skosić, zakupów zrobić, itd.Kiedys nie wytrzymałam i powiedziałam, że jakoś jej wnuczek od 10lat babci nie odwiedził i dobrze, to powiedziała, że on nie ma takiego obowiązku, skoro nie chce, a ona o tak go lubi... Co sądzicie?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Ajko (2021-02-07 02:28:16)

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia
SolAngelica napisał/a:

Bardzo długo zastanawiałam się, czy tu napisać, ale im jestem starsza tym bardziej to we mnie siedzi i nie daje mi spokoju. Chciałabym, aby ktoś na trzeźwo ocenił moją sytuację rodzinna, bo ja sama obiektywnie nie potrafię, a po ostatnich wydarzeniach mam wręcz poczucie niesprawiedliwości i zawodu na najbliższych. To będzie trochę taki mój pamiętnik.  Zacznę od tego, że urodziłam się we wschodniej Polsce, w popegerowskiej wsi. Mam 30lat i o 5lat młodszego brata. W domu było biednie. Wiecznie brak pieniędzy. Mama pracowała dorywczo trochę tu, trochę tam. Pomagała nam babcia. Tata pił. Nie zawsze, ale dość często, by przez to ciągle na coś brakowało. Relacje z tatą pomimo to miałam lepsze niż z mamą, która to potrafiła nam nad głowami płakać i jęczeć, że ten s... n znowu przyjdzie pijany. Jako dziecko bardzo to przeżywałam. Potem były też rękoczyny. Tata bil mamę, ale dość często to mama prowokowała te kłótnie, skakajac mu do oczu, gdy był pijany. Jak mój brat poszedł do komunii to  trochę się nam polepszyło materialnie, bo tata dostał pracę jako kierownik punktu skupu złomu. Mama też pracowała. W końcu by się jakoś poukładało, gdyby nie to, że ojciec znalazł sobie kochankę - Ukrainkę. Obracał wtedy dość dużą gotówką, więc ta kobieta lgnela do niego. Moja matka wariowała. Prosiła, by nie odchodził, płakała. Babcia (ojca matka) mówiła, by go zostawiła, a ona jej pomoże nas wychować, ale mamą nie chciała. Pamiętam, jak ojciec przyszedł podpity do domu i dał mi mój pierwszy telefon. Powiedział, że odchodzi. Ten telefon miał chyba mi zrekompensować jego nieobecność. Mój brat płakał i biegł za nim. Ojciec się wyprowadził. Nie na długo, bo na jakiś tydzień. Zainterweniowala babcia i ojciec wrócił. Niby sobie z matką obiecali poprawę, ale okazało się, że hulaszczy tryb życia ojca doprowadził do długów. Więc babcia poprosiła kuzynów, którzy mieszkali za granicą o pomoc. Oni znaleźli rodzicom pokój i oni wyjechali za granicę szukać pracy. My z bratem kończyliśmy szkołę pod okiem babci. Ja skończyłam gimnazjum, a mój brat 5klase podstawówki. Potem dołączyliśmy do rodziców. Poszlismy tam do szkoły. Ja nie mogłam się tam odnaleźć. Jeden pokój wraz z rodzicami, łazienka i kuchnia dzielona wraz z innymi Polakami, nie stroniącymi od alkoholu. Uprosilam rodziców o powrót do Polski. Zamieszkałam z babcią i w listopadzie zaczęłam naukę w technikum. Mój brat został. Miał wtedy 10-11lat. W międzyczasie moi rodzice przeprowadzili się do samodzielnego domu. Zaczęło im się pomału ukladac. Ja skończyłam szkołę, zdałam maturę, wyszłam za mąż. Rodzice przyjeżdżali na urlopy, z początku z bratem, ale jak tylko skończył 15lat przestał przyjeżdżać. Przez cały ten czas grał w gry w wolnym czasie. Rodzice układali sobie życie, a brat grał i grał, bo nie miał kolegów, szkole zakończył, gdy skończył 16lat, pomimo, że był bardzo inteligentny no i język opanował perfekcyjnie. Rodzice przyjeżdżali w końcu sami, tłumaczyli, że brat nie chce, potem że nie ma urlopu (poszedł do fabryki jako zwykły pracownik liniowy, chociaż miał szansę na etat w odpowiedniku naszego urzędu miasta). Nie przyjechał na mój ślub, potem chrzciny dziecka. Jego wolny czas wypełniały gry. Rodzice jeździli na urlopy również do ciepłych krajów, typu Malta, Grecja, Majorka. Gdy babcia dowiedziała się, że mamy zamiar z narzeczonym się pobrać przepisała na mnie swój dom z kawałkiem pola, niecałe pół ha. Wiem, że do tej pory babcia przedstawiona jest jako anioł stróż mojej rodziny, ale z czasem wyjdzie z niej niezła manipulatora intrygantka. Ja wyjechałam do rodziców i przez rok pracowałam na ślub i wesele. Zrobiliśmy je sami z mężem, sami zapłaciliśmy za gości. Po ślubie zamieszkaliśmy teściową, teść zmarł miesiąc po weselu. Zaczęliśmy budowę domu, rodzice Nam trochę pomogli. Dołożyli nam jakieś 15tys. Niby to niewiele, bo jak na razie mamy stan surowy zamknięty, ale zawsze coś. Do czego zmierzam? Otóż ostatnio miała miejsce nieprzyjemna sytuacja., która sprawiła, że rodzina przestała się do mnie odzywać. Mianowicie mam dwóch synów. Ośmiolatka i prawie dwulatka. Ze starszym mamy problemy wychowawcze. Kompletnie się nie słucha. Wszystko jest na nie. Już nie mam siły. Porozumiewac zaczęliśmy się z nim tylko o krzykiem, bo inaczej nie zrozumie. Więc postanowiłam skontaktować się z psychologiem, zwłaszcza, że od zawsze syn był bardzo szybki i nie słuchał się. Myślę że dużo tu zawinili także sami dziadkowie. Dlaczego? Bo od zawsze nie słuchali, gdy czegoś małemu zabranialiśmy. Oni mu wszystko kupowali, przysyłali. Co tylko chciał. Najgorsze, że były to drogie gadżety elektryczne, typu telefon, tablet, konsole. Widziałam, że w pewnym momencie mój syn zaczyna się od tego uzależniac. Gdy mu zabieraliśmy stawał się agresywny, nie mógł sobie znaleźć miejsca, nie potrafi sam sobą się zająć. Ciągle mu się nudzi. Prosiłam, by nie przysyłali mu takich drogich gadżetów, ale nie słuchali. Mieszkam 2km od babci, więc rodzice jak są na urlopie, to bez przerwy mamy kontakt. Syn chce być u dziadków, a oni dla świętego spokoju dają mu tablet, słodycze, itd. I mówią, że przecież on taki grzeczny, że my się czepiamy. No ale w domu też był grzeczny, gdy grał. Jazdy zaczynają się, gdy trzeba odłożyć telefon. Ostatnio mu zaczęliśmy baaardzo to ograniczać. Oczywiście powiedzieliśmy o wszystkim psychologowi. Pani powiedziała, żeby nie dać sobie wejść na głowę, że konsekwencja itd. No i ja powiedziałam o tej rozmowie rodzicom. No i ojciec się obraził. Krzyknął, że jesteśmy cytuję, ch.... mi ojcami, jak sobie nie dajemy rady, a ja to od zawsze płaczę, że sobie nie radzę i od dziadków mamy się odpi... c... I skoro tak, to żebym nie przywoziła dzieci, jak oni będą na urlopie do babci (od 8lat place podatek za ten dom, w którym i tak nie mieszkam, kosze trawę, itd.) Potem pożalił się swojej mamie, że ja niby ich obwiniam za to, że sobie nie radzę z synem. No i BABCIA (która nagle wszystko ojcu zapomniała, bo mają kasę i ciągnie z nich ile może) zadzwoniła do mnie z pretensjami. Ja powiedziałam, że to sprawa pomiędzy mną a ojcem i nie potrzebuję adwokata. No to i babcia powiedziała mi, że ojciec miał rację, że się na mnie obraził i odłożyła słuchawkę. Nie odzywają się do mnie tydzień już. Mam dość tej sytuacji. Babci dużo zawdzięczam, ale jest okropna intrygantka i manipulatorka. Rozmawia że mną mama, przyznaje mi rację, ale ona musi myśleć tak jak ojciec, nie może samodzielnie, bo ojciec zaraz ja opierniczy. Babcia też jest ciągle za ojcem teraz. Kiedy mi powiedziała, że gdyby nie ona to by mój syn cukierka nie widział,  gdy mu ograniczaliśmy. Co jest kompletna bzdurą. Jakiś miesiąc temu mój syn chciał smartwatcha za 400 ZŁ. Nie kupiłam, bo raz, że nie chce już tych gadżetów, dwa, że mnie nie stać. To syn zadzwonił do dziadka i pomimo naszych wyraźnych sprzeciwów dziadziuś kupił zabawkę. Potem mój syn nie rozumie, że my na coś nie mamy pieniędzy. Do dziadków dzwoni tylko jak coś chce. Jak wie, że nie mają dla niego akurat nic to nawet rozmawiać z nimi nie chce, ale sami go w sumie tego nauczyli. Teraz wielce ojciec obrażony, bo jak ja mogłam coś psychologowi o nich powiedzieć. A babcia na stare lata zrobiła się straszna  materialistką i trzyma ojca stronę, bo coś tam jęj się skapnie od niego. Moja matkę mają za nic. Ona musi robić tak jak oni chcą. Pomimo, że babcia nie mieszka z nimi to przez telefon kontroluje ich malzenstwo. Kiedyś chcieli kupić kanapę i zadzwonił do babci, a ona powiedziała im, że brzydka (przecież nawet nie mogła jej zobaczyć, ale według niej kolor był nie taki) i nie kupili. Nawet gdy moja mama wysyła parę groszy swojej mamie to tak robią, by babcia się nie dowiedziała, bo jest zazdrosna i ciagle wypomina im, że im tyle w życiu pomogła.... Mój mąż to się nawet śmieje, że oni chyba nawet do niej dzwonią zapytać się, czy się mogą bzykać... Dużo by pisać. Ogólnie mam wrażenie, że ja tam babci teraz jestem potrzebna tylko do roboty przy domu, zrobić zakupy, a do gadania nic nie mam. Oczywiście poczuwam się, bo przecież faktycznie mieszkałam u niej podczas, gdy kończyłam szkole średnia, przepisała mi swój dom (w którym nie mieszkam, bo mieszkamy u męża, a teraz budujemy swój), ale coraz mniej mam ochotę do niej jeździć, bo gdy np został mój syn u niej to pytała się, kogo bardziej kocha mamę czy tatę., czy go bijemy, itd. Mam dość jej intryg. Boli mnie, że oskarżają mnie o to, że jestem zła matką, podczas gdy sami nie zrobili noc, by pomóc mojemu bratu. Gdy próbowałam podjąć temat, to babcia mi mówiła, że jak ja mogę tak o bracie, wariata z niego robić, itd. I że to przeze mnie nie przyjeżdża do Polski, bo ja się go ciągle czepiam. Ona myśli, że on dalej ma 10lat i jak rodzice wracają do siebie to podaje mu kilo krówek, bo Maciuś tak lubi. A Maciuś ma już 25lat i zero życia towarzyskiego. Tylko praca i gry. Nawet prawa jazdy nie ma. Martwię się, żałuję że przez opiezzalosc rodziców nie mam brata. Dosłownie, bo on całą agresję z gier skierował na mnie. Nie akceptuje mnie. Nie dzwoni l, odsunął się od rodziny, babcię też ma w nosie, ale ona i tak go usprawiedliwia. Jakieś 3lata temu byłam u rodziców pół roku, pracowałam, bo przybrakło nam do budowy domu. Mieszkałam w jednym domu, nie dość dużym z bratem i widziałam go tylko RAZ. I to tyłem, jak wchodził po schodach. Chodziliśmy na inne zmiany, a jak było wolne, to się zamykał i  ie wpuszczał mnie do pokoju. Gdy raz byłam z synem u nich trzy tygodnie, to na te trzy tygodnie wyprowadził się z domu. Tylko dlatego, że zaczęłam glosno mówić, że powinien coś z sobą zrobić i pójść do specjalisty. Przykro mi z tego powodu. Rodzice nie chcą i już chyba nawet nie mogą nic zrobić, Wola jeździć po Majorkach i to mnie oskarżają o bycie zła matką. A ja sobie wyrzucam, że faktycznie tak jest skoro do tego doprowadziłam. Babcia trzyma z ojcem, bo nie pozwalam robić o chcą z moim synem, a raczej zaczęłam im o tym mówić. Ona oskarża mnie o popsute relacje z moim bratem. W dodatkurodzice chyba oczekują, że to ja pomogę babci (oczywiście pomogę) na starość, ale glosno tego nie mówią. Dobrze wiedzą, że babcia w tej chwili jest trochę uzależniona od mojej pomocy, a pomimo to tak ptrafia mi powiedzieć.... Jak nie przyjadę jakiś czas, bo mam dość, to znowu wydzwania do nich i och jaka ona biedna, ja nie przyjeżdżam, nie ma jej kto trawy skosić, zakupów zrobić, itd.Kiedys nie wytrzymałam i powiedziałam, że jakoś jej wnuczek od 10lat babci nie odwiedził i dobrze, to powiedziała, że on nie ma takiego obowiązku, skoro nie chce, a ona o tak go lubi... Co sądzicie?

Wszyscy jesteście siebie warci, czepiacie się siebie nawzajem. Wcale nie jesteś od nich inna. Każdemu z was wydaje sie, że jest najmądrzejszy i pozjadał wszystkie rozumy i może innym mówić jak mają żyć. Proponuję pójść do psychologa, ale dla siebie, bo się zamęczysz w tym wszystkim.

3

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Liczyłam na głębsze zrozumienie tematu. Nie wiem, czy mnie jest psycholog potrzebny, bo ja sobie zdaje sprawę, co zrobiłam nie tak. Zastanawiam się tylko, czy dzieciństwo i młodość miały wpływ na to, jaka jestem matką... I czy moje poczucie krzywdy jest słuszne? Czy moje relacje z rodziną są toksyczne? Czy dobrze robię, że nie pozwalam babci na manipulowanie mną, że nie chcę pozwolić, by moje dziecko wyrosło na materialiste, któremu się wszystko należy. I im jestem starsza, tym bardziej odczuwam brak brata. Strasznie mi go szkoda, bo chyba tylko ja zauważam jego problem z uzależnieniem i nie mówię o tym, bo chce się wtrącić w jego życie, ale zwyczajnie szkoda mi go jako człowieka. Młody, a przez uzależnienie traci życie, rodzinę... Mama uważa, że jest wszystko ok, bo się nie włóczy, nie pali, nie pije. Babcia też. No ale ona w ogóle nie pojmujemy istoty uzależnienia od gier. Brat nie chciał przyjechać na mój ślub, nie chciał zostać chrzestnym mojego syna, zero kontaktu. Jest całkowicie aspołeczny, bo moi rodzice (przykro to pisać) nie wprowadzali go do społeczeństwa. Zamknięty siedział w domu i jedyna rozrywka były gry. Moi rodzice nie chodzili z nim a żadne uroczystości, spotkania rodzinne, chociaż byli proszeni do rodziny, która mieszka wtym samym mieście, co oni. W efekcie on nawet opłatkiem nie dzieli się z nimi w Wigilię, tylko siedzi u siebie w pokoju i gra. Czy to dziwne, że się martwię, że chcę mieć brata? Wiem niestety, że już za późno. Nic nie da się zrobić, bo moi rodzice nie chcą dostrzec problemu, a ja mam zerowy kontakt z bratem. Zresztą, on już jest dorosły, więc nie będzie chciał nic zmienić w swoim życiu, bo tak mu dobrze. Ayko, dzięki za odpowiedź i za trud, jaki sobie zadałaś czytając moją przydługą historię (a uwierz, nie pisałam wszystkiego, co bym chciała), ale myślę, że do mojego problemu podeszłaś bardzo pochopnie, nie wglebilas się w niego. No i ok, wcale nie musisz. Kiedyś się zastanawialam nad psychologiem dla siebie, ale w sumie w czym miałby mi pomóc? Teraz najważniejszy dla mnie jest syn i jeśli będzie to konieczne, to powiem jego terapeucie to, co napisałam tu.

4

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia
SolAngelica napisał/a:

Liczyłam na głębsze zrozumienie tematu. Nie wiem, czy mnie jest psycholog potrzebny, bo ja sobie zdaje sprawę, co zrobiłam nie tak. Zastanawiam się tylko, czy dzieciństwo i młodość miały wpływ na to, jaka jestem matką... I czy moje poczucie krzywdy jest słuszne? Czy moje relacje z rodziną są toksyczne? Czy dobrze robię, że nie pozwalam babci na manipulowanie mną, że nie chcę pozwolić, by moje dziecko wyrosło na materialiste, któremu się wszystko należy. I im jestem starsza, tym bardziej odczuwam brak brata. Strasznie mi go szkoda, bo chyba tylko ja zauważam jego problem z uzależnieniem i nie mówię o tym, bo chce się wtrącić w jego życie, ale zwyczajnie szkoda mi go jako człowieka. Młody, a przez uzależnienie traci życie, rodzinę... Mama uważa, że jest wszystko ok, bo się nie włóczy, nie pali, nie pije. Babcia też. No ale ona w ogóle nie pojmujemy istoty uzależnienia od gier. Brat nie chciał przyjechać na mój ślub, nie chciał zostać chrzestnym mojego syna, zero kontaktu. Jest całkowicie aspołeczny, bo moi rodzice (przykro to pisać) nie wprowadzali go do społeczeństwa. Zamknięty siedział w domu i jedyna rozrywka były gry. Moi rodzice nie chodzili z nim a żadne uroczystości, spotkania rodzinne, chociaż byli proszeni do rodziny, która mieszka wtym samym mieście, co oni. W efekcie on nawet opłatkiem nie dzieli się z nimi w Wigilię, tylko siedzi u siebie w pokoju i gra. Czy to dziwne, że się martwię, że chcę mieć brata? Wiem niestety, że już za późno. Nic nie da się zrobić, bo moi rodzice nie chcą dostrzec problemu, a ja mam zerowy kontakt z bratem. Zresztą, on już jest dorosły, więc nie będzie chciał nic zmienić w swoim życiu, bo tak mu dobrze. Ayko, dzięki za odpowiedź i za trud, jaki sobie zadałaś czytając moją przydługą historię (a uwierz, nie pisałam wszystkiego, co bym chciała), ale myślę, że do mojego problemu podeszłaś bardzo pochopnie, nie wglebilas się w niego. No i ok, wcale nie musisz. Kiedyś się zastanawialam nad psychologiem dla siebie, ale w sumie w czym miałby mi pomóc? Teraz najważniejszy dla mnie jest syn i jeśli będzie to konieczne, to powiem jego terapeucie to, co napisałam tu.

Uwierz mi dogłębnie się wczytałam. Twój obecny wpis jeszcze bardziej mnie utwierdza w tym co napisałam. Zejdź ze swojego brata, on nie potrzebuje twojej "troski". Zajmij się sobą, bo problemy z synem rozwiążą się magicznie jak zaczniesz terapie z sobą. Chociaz z tego co widze ty i tak wszystko już najlepiej wiesz. Pewnie dalej będziesz uskuteczniać swoją walkę z całym światem, który ma być taki jak ty chcesz. Taka walka z wiatrakami, ciekawe co ci daje, narazie widzę tylko frustrację i potrzebę potwierdzania, że to ty masz rację.

5 Ostatnio edytowany przez SolAngelica (2021-02-07 12:47:37)

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Nie potrzebnie pisałaś troskę w cudzysłowiu, bo ona jest prawdziwa, nie udawana. Z brata zeszłam, od jakiegoś czasu dałam spokój, nie tłumaczę i nie wypowiadam się na jego temat do rodziny, bo i tak to nic nie daje, le nie zmienia faktu, że mi go po prostu, po ludzku szkoda. Zresztą, boli mnie, że wszyscy uważają, że to ja popsułam relacje. Tylko że nigdy ich tak naprawdę nie było, więc co miałam popsuć? Tylko mąż jest tego samego zdania co ja, ale nie wypowiada się do mojej rodziny na ten temat, bo w sumie słusznie uważa, że to nie jego sprawa. Co ja mam zrobić? Skoro nie mam racji, to mam przeprosić rodziców i pozwolić, by dalej kupowali mojemu synowi, co tylko chce i niech sobie ogląda ile chce? Bo na te wojny i krzyki to ja naprawdę nie mam siły, na to zabieranie telefonu, itd. Brak mi sił na babcię, która robi że mnie najgorszą w rodzinie.
P. S każda moja decyzja dotyczącą syna była ciągle podważana. Przemycanie słodyczy, gdy ja nie widziałam, pozwalanie na wszystko. Często jestem u babci latem, kosze trawę, sprzątam podwórko (przecież sprzątam swoje w jej mniemaniu, nic to, że moje zdanie się kompletnie nie liczy). Bywały takie sytuacje, że babcia pozwalała wtedy 6letniemu synowi jeździć kosiarka-traktorkiem, pomimo moich sprzeciwów. On bardziej ja nie pozwalałam tym częściej ona dzwoniła do ojca i się skarżyła, jak to ja nic nie pozwalam dziecku, a ojciec jeszcze utwierdzał ją w przekonaniu, że nic się nie stanie, niech sobie jeździ. No i babcia się ze mną kłóciła, że jestem podła. No ale jakby jednak się coś stalo, to nie ona by była do odpowiedzialności pociągnięta. A znając życie to jeszcze bym od ojca ochrzan zebrała, że jak dziecka pilnuję. No naprawdę długo by pisać.

6

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Ja bym po prostu zajęła się synem tak, żeby miał chwilowo ograniczony kontakt z Twoimi rodzicami albo, żeby ten kontakt był pod Twoją kontrolą.
Skoro sobie nie życzysz, żeby mu coś dawali, to powiedz to wprost. Obrażą się to się obrażą i tyle. A może coś do nich dotrze.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

7 Ostatnio edytowany przez SolAngelica (2021-02-07 13:02:02)

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

No właśnie chodzi o to, 'że oni ten kontakt mają naprawdę rzadki, bo mieszkają za granicą. Jak przyjadą na urlop, to mój syn często tam przebywa, bo na wszystko ma tam pozwolone. Ja z drugiej strony chciałabym, by dziecko miało dziadków, bo i tak rzadko się widują, ale widzę, że oni każdą moją decyzję mają gdzieś, nie stosują się w ogóle do tego, jak chcę syna wychowywać. Jak pisałam - pozwalają jeździć kosiarką-traktorkiem, dają do jedzenia słodycze w dużych ilościach, a jak już im bardzo dokucza, to dla świętego spokoju telefon albo tablet i to nie na pół godziny, a na kilka godzin. Nie wiem, co mam robić. Są sytuacje, że rozmawiamy przez kamerkę, a mój syn źle się zachowuje, ja zwracam uwagę - brak reakcji. W końcu krzyknę, a ojciec przez kamerkę mówi, że mam nie krzyczeć na jego wnuczka l, że wredni rodzice, itd. No to jak to dziecko ma nas traktować poważnie i się Słuchać.
P. S I gdzieś w środku krzyczy coś we mnie,, że jak ktoś, kto w czasach mojego dzieciństwa bil matkę, zdradzał, narobił długów, tak że nic w sumie nie zostało, bo swój dom też musieli sprzedac, kto pozwolił, by jego dziecko popadło w uzależnienie od gier, jak ten ktoś może powiedzieć o mnie, że jestem zła matką i  obrazić się za to, że zabrałam syna do psychologa, by mu pomóc??? Już sama nie wiem. Są chwile, że zastanawiam się, czy faktycznie nie przesadzam i czy dobrze zrobiłam? Zaczynam się obwiniać, że to wszystko moja wina, ja przesadzam, a to oni mają rację...

8

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Coś za coś SolAngelika. Jeżeli nie potrafisz opanować swojego dziecka i swoich rodziców jak przyjeżdżają na urlop kilka razy w roku to nie wiem, jak sama wychowujesz swoje dziecko. Przecież to, że oni dają mu słodycze przez te kilka tygodni jak są w Polsce nie niweczy od razu tego, że Ty mu ich nie dajesz. Coś mi tu zupełnie nie gra i to tak ostro.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

9

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia
SolAngelica napisał/a:

Bardzo długo zastanawiałam się, czy tu napisać, ale im jestem starsza tym bardziej to we mnie siedzi i nie daje mi spokoju. Chciałabym, aby ktoś na trzeźwo ocenił moją sytuację rodzinna, bo ja sama obiektywnie nie potrafię, a po ostatnich wydarzeniach mam wręcz poczucie niesprawiedliwości i zawodu na najbliższych. To będzie trochę taki mój pamiętnik.  Zacznę od tego, że urodziłam się we wschodniej Polsce, w popegerowskiej wsi. Mam 30lat i o 5lat młodszego brata. W domu było biednie. Wiecznie brak pieniędzy. Mama pracowała dorywczo trochę tu, trochę tam. Pomagała nam babcia. Tata pił. Nie zawsze, ale dość często, by przez to ciągle na coś brakowało. Relacje z tatą pomimo to miałam lepsze niż z mamą, która to potrafiła nam nad głowami płakać i jęczeć, że ten s... n znowu przyjdzie pijany. Jako dziecko bardzo to przeżywałam. Potem były też rękoczyny. Tata bil mamę, ale dość często to mama prowokowała te kłótnie, skakajac mu do oczu, gdy był pijany. Jak mój brat poszedł do komunii to  trochę się nam polepszyło materialnie, bo tata dostał pracę jako kierownik punktu skupu złomu. Mama też pracowała. W końcu by się jakoś poukładało, gdyby nie to, że ojciec znalazł sobie kochankę - Ukrainkę. Obracał wtedy dość dużą gotówką, więc ta kobieta lgnela do niego. Moja matka wariowała. Prosiła, by nie odchodził, płakała. Babcia (ojca matka) mówiła, by go zostawiła, a ona jej pomoże nas wychować, ale mamą nie chciała. Pamiętam, jak ojciec przyszedł podpity do domu i dał mi mój pierwszy telefon. Powiedział, że odchodzi. Ten telefon miał chyba mi zrekompensować jego nieobecność. Mój brat płakał i biegł za nim. Ojciec się wyprowadził. Nie na długo, bo na jakiś tydzień. Zainterweniowala babcia i ojciec wrócił. Niby sobie z matką obiecali poprawę, ale okazało się, że hulaszczy tryb życia ojca doprowadził do długów. Więc babcia poprosiła kuzynów, którzy mieszkali za granicą o pomoc. Oni znaleźli rodzicom pokój i oni wyjechali za granicę szukać pracy. My z bratem kończyliśmy szkołę pod okiem babci. Ja skończyłam gimnazjum, a mój brat 5klase podstawówki. Potem dołączyliśmy do rodziców. Poszlismy tam do szkoły. Ja nie mogłam się tam odnaleźć. Jeden pokój wraz z rodzicami, łazienka i kuchnia dzielona wraz z innymi Polakami, nie stroniącymi od alkoholu. Uprosilam rodziców o powrót do Polski. Zamieszkałam z babcią i w listopadzie zaczęłam naukę w technikum. Mój brat został. Miał wtedy 10-11lat. W międzyczasie moi rodzice przeprowadzili się do samodzielnego domu. Zaczęło im się pomału ukladac. Ja skończyłam szkołę, zdałam maturę, wyszłam za mąż. Rodzice przyjeżdżali na urlopy, z początku z bratem, ale jak tylko skończył 15lat przestał przyjeżdżać. Przez cały ten czas grał w gry w wolnym czasie. Rodzice układali sobie życie, a brat grał i grał, bo nie miał kolegów, szkole zakończył, gdy skończył 16lat, pomimo, że był bardzo inteligentny no i język opanował perfekcyjnie. Rodzice przyjeżdżali w końcu sami, tłumaczyli, że brat nie chce, potem że nie ma urlopu (poszedł do fabryki jako zwykły pracownik liniowy, chociaż miał szansę na etat w odpowiedniku naszego urzędu miasta). Nie przyjechał na mój ślub, potem chrzciny dziecka. Jego wolny czas wypełniały gry. Rodzice jeździli na urlopy również do ciepłych krajów, typu Malta, Grecja, Majorka. Gdy babcia dowiedziała się, że mamy zamiar z narzeczonym się pobrać przepisała na mnie swój dom z kawałkiem pola, niecałe pół ha. Wiem, że do tej pory babcia przedstawiona jest jako anioł stróż mojej rodziny, ale z czasem wyjdzie z niej niezła manipulatora intrygantka. Ja wyjechałam do rodziców i przez rok pracowałam na ślub i wesele. Zrobiliśmy je sami z mężem, sami zapłaciliśmy za gości. Po ślubie zamieszkaliśmy teściową, teść zmarł miesiąc po weselu. Zaczęliśmy budowę domu, rodzice Nam trochę pomogli. Dołożyli nam jakieś 15tys. Niby to niewiele, bo jak na razie mamy stan surowy zamknięty, ale zawsze coś.

To bardzo dużo.
Mówi Ci to osoba, która nie dostała od rodziców, ani od dziadków nigdy ani grosza wsparcia.
15 tysięcy to ogromna kwota. Zastanawiające jest, że tego w ogóle nie cenisz i Twoja niewdzięczność i lekceważenie dla tej sumy.
Skoro to dla Ciebie tak mało, to po co brałaś?

SolAngelica napisał/a:

Do czego zmierzam? Otóż ostatnio miała miejsce nieprzyjemna sytuacja., która sprawiła, że rodzina przestała się do mnie odzywać. Mianowicie mam dwóch synów. Ośmiolatka i prawie dwulatka. Ze starszym mamy problemy wychowawcze. Kompletnie się nie słucha. Wszystko jest na nie. Już nie mam siły. Porozumiewac zaczęliśmy się z nim tylko o krzykiem, bo inaczej nie zrozumie. Więc postanowiłam skontaktować się z psychologiem, zwłaszcza, że od zawsze syn był bardzo szybki i nie słuchał się. Myślę że dużo tu zawinili także sami dziadkowie.

Po pierwsze - krzyk, to najgorszy sposób porozumiewania się z kimkolwiek. A zwłaszcza z 8 letnim dzieckiem. Nie wrzeszczysz przecież na szefa, na koleżanki, na ludzi w sklepie - dlatego że Cię nie słuchają, albo nie robią tego czego od nich oczekujesz. Dlaczego więc wrzeszczysz na dziecko? Czy krzyki sprawiają, że syn staje się spokojny, wyciszony i posłuszny? To nie dziadkowie tu zawinili, tylko zawiniliście Wy jako rodzice będący z własnym dzieckiem na codzień.

SolAngelica napisał/a:

Dlaczego? Bo od zawsze nie słuchali, gdy czegoś małemu zabranialiśmy. Oni mu wszystko kupowali, przysyłali. Co tylko chciał. Najgorsze, że były to drogie gadżety elektryczne, typu telefon, tablet, konsole. Widziałam, że w pewnym momencie mój syn zaczyna się od tego uzależniac. Gdy mu zabieraliśmy stawał się agresywny, nie mógł sobie znaleźć miejsca, nie potrafi sam sobą się zająć.

Oczywiście, że nie potrafi się sam sobą zająć. Przecież od najmłodszych lat robił to z pomocą gadżetów - a nie rodziców, jak być powinno. Te rzeczy i rozrywka jakiej za ich pomocą sobie dostarczał, to musiał być niezły kawałek całego jego świata (skoro zdążył się od tego uzależnić), więc po ich odebraniu, powstała u niego dokuczliwa pustka, której nie wie jak, i nie wie czym zapełnić.

SolAngelica napisał/a:

Ciągle mu się nudzi. Prosiłam, by nie przysyłali mu takich drogich gadżetów, ale nie słuchali.

Nie muszą Cię słuchać. Za to Ty możesz albo nie odebrać takich przesyłek, albo zwrócić je do nadawcy, czyli do rodziców, albo odebrać i schować gdzieś bez rozpakowywania. Jeśli ktoś nie stosuje się do Twoich poleceń, to sama jako osoba dorosła możesz reagować i podejmować stosowne działania.

SolAngelica napisał/a:

Mieszkam 2km od babci, więc rodzice jak są na urlopie, to bez przerwy mamy kontakt. Syn chce być u dziadków, a oni dla świętego spokoju dają mu tablet, słodycze, itd. I mówią, że przecież on taki grzeczny, że my się czepiamy. No ale w domu też był grzeczny, gdy grał. Jazdy zaczynają się, gdy trzeba odłożyć telefon. Ostatnio mu zaczęliśmy baaardzo to ograniczać. Oczywiście powiedzieliśmy o wszystkim psychologowi. Pani powiedziała, żeby nie dać sobie wejść na głowę, że konsekwencja itd. No i ja powiedziałam o tej rozmowie rodzicom.

Po co? Nie przychodzi mi do głowy, że ja mogłabym opowiadać o takich rzeczach swoim rodzicom. Wizyty u psychologa z własnymi dziećmi, to intymna sprawa, która pozostaje między mną a dziećmi, a nie temat do pogaduszek z moimi rodzicami.

SolAngelica napisał/a:

No i ojciec się obraził. Krzyknął, że jesteśmy cytuję, ch.... mi ojcami, jak sobie nie dajemy rady, a ja to od zawsze płaczę, że sobie nie radzę i od dziadków mamy się odpi... c... I skoro tak, to żebym nie przywoziła dzieci, jak oni będą na urlopie do babci (od 8lat place podatek za ten dom, w którym i tak nie mieszkam, kosze trawę, itd.)

Płacisz za niego, dlatego że jest Twój. Jeśli nie chcesz płacić za dom, który jest Twoją własnością - przekaż darowiznę z powrotem babci i sprawa załatwiona. A że sobie nie radzisz z dziećmi, to akurat prawda. Tylko Twój ojciec wypowiedział ją w paskudny i podły sposób. Sama widzisz, że nie możesz powierzać rodzicom takich informacji, ponieważ nie masz pewności, że nie zostaną one wykorzystane przeciw Tobie, tak jak choćby w tym przypadku.

SolAngelica napisał/a:

Potem pożalił się swojej mamie, że ja niby ich obwiniam za to, że sobie nie radzę z synem. No i BABCIA (która nagle wszystko ojcu zapomniała, bo mają kasę i ciągnie z nich ile może) zadzwoniła do mnie z pretensjami. Ja powiedziałam, że to sprawa pomiędzy mną a ojcem i nie potrzebuję adwokata. No to i babcia powiedziała mi, że ojciec miał rację, że się na mnie obraził i odłożyła słuchawkę. Nie odzywają się do mnie tydzień już. Mam dość tej sytuacji.

Ale sama sobie tą sytuację zawdzięczasz. Po kiego diabła wtajemniczasz rodziców i babcię w takie rzeczy? Przecież oni wykorzystali tylko informacje, które dostali od Ciebie. Bardzo dobrze, że się nie odzywają, jest przynajmniej spokój.

SolAngelica napisał/a:

Babci dużo zawdzięczam, ale jest okropna intrygantka i manipulatorka.

Ale jednak domek i działkę od tej okropnej intrygantki i manipulatorki przyjęłaś.

SolAngelica napisał/a:

Rozmawia że mną mama, przyznaje mi rację, ale ona musi myśleć tak jak ojciec, nie może samodzielnie, bo ojciec zaraz ja opierniczy.

A po co Ty się wtrącasz do takich rzeczy jakimi są stosunki między Twoimi rodzicami? To nie Twoja sprawa jak myśli Twoja mama i czy robi to z przymusu, czy z wyboru.

SolAngelica napisał/a:

Babcia też jest ciągle za ojcem teraz. Kiedy mi powiedziała, że gdyby nie ona to by mój syn cukierka nie widział,  gdy mu ograniczaliśmy. Co jest kompletna bzdurą. Jakiś miesiąc temu mój syn chciał smartwatcha za 400 ZŁ. Nie kupiłam, bo raz, że nie chce już tych gadżetów, dwa, że mnie nie stać. To syn zadzwonił do dziadka i pomimo naszych wyraźnych sprzeciwów dziadziuś kupił zabawkę.

A Ty co zrobiłaś wtedy?
Ja bym smartwatcha odebrała i odesłała dziadkowi. Zapowiedziałabym rodzicom raz, jakie są zasady wychowawcze w moim domu, i jakie zasady dotyczą moich dzieci. A potem byłabym tylko konsekwentna. Po trzecim odesłaniu nieakceptowanego przeze mnie prezentu - z całą pewnością zobaczyliby, że łamanie moich zasad jest daremne i najpóźniej wtedy przestaliby przysyłać takie upominki.

SolAngelica napisał/a:

Potem mój syn nie rozumie, że my na coś nie mamy pieniędzy. Do dziadków dzwoni tylko jak coś chce. Jak wie, że nie mają dla niego akurat nic to nawet rozmawiać z nimi nie chce, ale sami go w sumie tego nauczyli. Teraz wielce ojciec obrażony, bo jak ja mogłam coś psychologowi o nich powiedzieć.

Ta reakcja jest poniekąd zrozumiała. Gdyby mąż poszedł z synem sam do psychologa, i powiedział tam, że to Ty jesteś złą matką i problemy z synem są Twoją winą, a później by Ci o tym opowiadał - poczułabyś się fajnie i ok?
Również byłoby Ci przykro i uważałabyś to za atak na siebie.
Nie rozumiem po co musisz wszystko peplać swoim rodzicom?

SolAngelica napisał/a:

A babcia na stare lata zrobiła się straszna  materialistką i trzyma ojca stronę, bo coś tam jęj się skapnie od niego. Moja matkę mają za nic. Ona musi robić tak jak oni chcą.

Nie. Nie musi. W każdej chwili może przestać.
Jeśli nie przestaje, to znaczy że CHCE tak robić, i że wszystko jej odpowiada.

SolAngelica napisał/a:

Pomimo, że babcia nie mieszka z nimi to przez telefon kontroluje ich malzenstwo. Kiedyś chcieli kupić kanapę i zadzwonił do babci, a ona powiedziała im, że brzydka (przecież nawet nie mogła jej zobaczyć, ale według niej kolor był nie taki) i nie kupili. Nawet gdy moja mama wysyła parę groszy swojej mamie to tak robią, by babcia się nie dowiedziała, bo jest zazdrosna i ciagle wypomina im, że im tyle w życiu pomogła.... Mój mąż to się nawet śmieje, że oni chyba nawet do niej dzwonią zapytać się, czy się mogą bzykać...

Ty robisz dokładnie to samo. Przecież rodzice wiedzą o wszystkim co się dzieje u Ciebie, bo sama im o tym mówisz. A jednocześnie kiedy oni robią to samo w stosunku do swojej matki/ teściowej, krytykujesz to i wyśmiewasz.

SolAngelica napisał/a:

Dużo by pisać. Ogólnie mam wrażenie, że ja tam babci teraz jestem potrzebna tylko do roboty przy domu, zrobić zakupy, a do gadania nic nie mam.

Oczywiście, że nie masz nic do gadania. Jeśli nie chcesz robić niczego przy domu, który babcia przepisała na Ciebie - zwróć jej darowiznę. Jeśli nie chcesz jej pomagać - nie rób tego. Ale do gadania w sprawie jej życia, w sprawie jej postępowania z własnym synem i synową - faktycznie nie masz NIC.

SolAngelica napisał/a:

Oczywiście poczuwam się, bo przecież faktycznie mieszkałam u niej podczas, gdy kończyłam szkole średnia, przepisała mi swój dom (w którym nie mieszkam, bo mieszkamy u męża, a teraz budujemy swój), ale coraz mniej mam ochotę do niej jeździć, bo gdy np został mój syn u niej to pytała się, kogo bardziej kocha mamę czy tatę., czy go bijemy, itd. Mam dość jej intryg.

To do niej nie jeźdź. I syna tam samego nie wysyłaj. W czym problem?

SolAngelica napisał/a:

Boli mnie, że oskarżają mnie o to, że jestem zła matką, podczas gdy sami nie zrobili noc, by pomóc mojemu bratu.

Czyli oni nie mogą oskarżać Ciebie o bycie złą matką? Ale Ty możesz oskarżać ich o bycie złymi rodzicami? Dlaczego? Z czego wynikają u Ciebie te podwójne standardy?
Jeśli w tym co mówisz o rodzicach jest trochę racji, to i w tym co oni mówią o Tobie zapewne jest tak samo.
Coś poszło zdecydowanie nie tak z wzorcami u Ciebie, skoro Twój 8 letni syn jest uzależniony od gadżetów i gier ... tak samo jak Twój brat.

SolAngelica napisał/a:

Gdy próbowałam podjąć temat, to babcia mi mówiła, że jak ja mogę tak o bracie, wariata z niego robić, itd. I że to przeze mnie nie przyjeżdża do Polski, bo ja się go ciągle czepiam.

A po co podejmujesz ten temat? I dlaczego akurat z babcią?

SolAngelica napisał/a:

Ona myśli, że on dalej ma 10lat i jak rodzice wracają do siebie to podaje mu kilo krówek, bo Maciuś tak lubi. A Maciuś ma już 25lat i zero życia towarzyskiego. Tylko praca i gry. Nawet prawa jazdy nie ma. Martwię się, żałuję że przez opiezzalosc rodziców nie mam brata. Dosłownie, bo on całą agresję z gier skierował na mnie. Nie akceptuje mnie.

Nie przez rodziców, czy ich opieszałość, a sobie i bratu zawdzięczasz to, jakie obecnie panują między Wami stosunki i jaki macie kontakt.
Jesteś dorosła. Jesteś żoną i matką.
Skoro uważasz, że Twój poziom dorosłości i odpowiedzialności jest wystarczający, to bierz byka za rogi i naprawiaj relację z bratem, jeśli Ci na tym zależy.
Nie wierzę, że przez gry nie masz brata. Nie wierzę w to, że całe życie byliście modelowym, przykładnym i kochającym się rodzeństwem, które było ze sobą blisko, aż tu nagle pewnego dnia brat wstał od gry i powiedział, że Cię nienawidzi i nie chce mieć z Tobą nic wspólnego.
Musiało się wydarzyć coś nagłego, albo zajść jakiś proces, który Wasze stosunki wykształcił i zdeterminował.
Tylko Ty jesteś osobą, która powodów i usprawiedliwień na wszelkie problemy - szuka wyłącznie poza sobą.
Bardzo łatwo przychodzi Ci obwinianie wszystkich dookoła.
I tak analogicznie do Twojego modelu postępowania mamy dwie takie same sytuacje.
Pierwsza, to uzależnienie Twojego brata od gadżetów i gier. Ty uważasz, że temu winni są Wasi rodzice, gdyż do tego dopuścili.
Druga - to uzależnienie dla odmiany Twojego syna od gadżetów i gier. I tu ciekawostka. Nie uważasz, że to Ty jako matka jesteś winna temu, bo do tego dopuściłaś. Tylko - znowu winni są Twoi rodzice.

SolAngelica napisał/a:

Nie dzwoni l, odsunął się od rodziny, babcię też ma w nosie, ale ona i tak go usprawiedliwia. Jakieś 3lata temu byłam u rodziców pół roku, pracowałam, bo przybrakło nam do budowy domu. Mieszkałam w jednym domu, nie dość dużym z bratem i widziałam go tylko RAZ. I to tyłem, jak wchodził po schodach. Chodziliśmy na inne zmiany, a jak było wolne, to się zamykał i  ie wpuszczał mnie do pokoju. Gdy raz byłam z synem u nich trzy tygodnie, to na te trzy tygodnie wyprowadził się z domu. Tylko dlatego, że zaczęłam glosno mówić, że powinien coś z sobą zrobić i pójść do specjalisty. Przykro mi z tego powodu.

Wcale mu się nie dziwię. Jakby mi siostra, czy brat z którymi nie mam od lat żadnego kontaktu przyjechała nagle i zaczęła się mądrzyć o tym, do jakiego to ja nie powinnam iść specjalisty - to zrobiłabym tak samo.
Z tą różnicą, że to siostra wylądowałaby w hotelu, za który musiałaby sobie sama płacić.
Przecież takie gadanie jest bezczelne, nie na miejscu i niegrzeczne.
Ty jako matka, masz teraz dokładnie taki sam problem. Skup się na tym, żeby chodzić z własnym synem do specjalisty.

SolAngelica napisał/a:

Rodzice nie chcą i już chyba nawet nie mogą nic zrobić, Wola jeździć po Majorkach i to mnie oskarżają o bycie zła matką. A ja sobie wyrzucam, że faktycznie tak jest skoro do tego doprowadziłam.

Bo to prawda. Skoro oni są bardzo złymi rodzicami, dlatego że Twój brat uzależnił się od gadżetów i gier, a Twój syn zmaga się obecnie z takim samym uzależnieniem, to sama sobie odpowiedz gdzie się to mieści w Twoim kategoryzowaniu i orzekaniu między dobrym a złym rodzicielstwem. Oskarżasz ich o dokładnie to samo co sama robisz.
Z drugiej strony ... a cóż na Boga mają oni zrobić z dorosłym 25-letnim facetem, który nie jest ubezwłasnowolniony? Zabrać mu komputer? Odciąć mu prąd? Przecież to dorosły człowiek jest. To tak jakbyś przyszła do mnie do domu i zaczęła marudzić, że coś co robię Ci się nie podoba. Jedyne co oni mogą zrobić w tej sytuacji, to ewentualnie pogadać sobie, to wszystko.
U Ciebie jest dokładnie taka sama sytuacja, z tą tylko różnicą, że u Twojego brata jest dramat, ale ma on już 25 lat.
Tymczasem u Twojego syna jest taki sam dramat, tylko że to zaledwie 8-latek.

SolAngelica napisał/a:

Babcia trzyma z ojcem, bo nie pozwalam robić o chcą z moim synem, a raczej zaczęłam im o tym mówić.

Pozwalasz nadal, ponieważ dziadkowie nadal spełniają zachcianki Twojego syna i przysyłają mu wymarzone upominki. Mówieniem nie okazuje się konsekwencji.

SolAngelica napisał/a:

Ona oskarża mnie o popsute relacje z moim bratem. W dodatkurodzice chyba oczekują, że to ja pomogę babci (oczywiście pomogę) na starość, ale glosno tego nie mówią. Dobrze wiedzą, że babcia w tej chwili jest trochę uzależniona od mojej pomocy, a pomimo to tak ptrafia mi powiedzieć.... Jak nie przyjadę jakiś czas, bo mam dość, to znowu wydzwania do nich i och jaka ona biedna, ja nie przyjeżdżam, nie ma jej kto trawy skosić, zakupów zrobić, itd.Kiedys nie wytrzymałam i powiedziałam, że jakoś jej wnuczek od 10lat babci nie odwiedził i dobrze, to powiedziała, że on nie ma takiego obowiązku, skoro nie chce, a ona o tak go lubi... Co sądzicie?

Sądzimy, że Ty też nie masz takiego obowiązku.
Zwróć darowiznę, i skup się na swoim życiu, na swojej rodzinie i przede wszystkim na swoim synu, który obecnie jest wiernym odbiciem Twojego brata. Przestań plotkować, obmawiać jednych do drogich i na odwrót, przestań intrygować i manipulować na równi z nimi. Siedzisz w tym całym jadzie tak samo głęboko, jak i pozostali.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

10

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

No nie potrafię się im przeciwstawić. A sytuacja ze słodyczami jest tylko przykładem. Dlatego zabrałam dziecko do psychologa, bypomógł go opanować, powiedzieć, co robię nie tak. A może chciałam też wyrzucić z siebie żal i poczucie krzywdy za dzieciństwo? Mam dość, że oni od razu robią ze mnie czarną owcę w rodzinie, gdy robię coś po swojemu. Babcia bez przerwy wydzwania do rodziców i się zali, że za mało przyjeżdżam, że trzeba zrobić to, czy tamto, a nie ma kto. Podstawowe potrzeby, jak ta trawa, zmiana firanek, zakupy, przyniesienie ziemniaków z piwnicy staram się zapewnić, ale babcia by chciała, żebym tam siedziała i się zajmowała gospodarstwem, a mąż żeby wszystko naprawiał i remontował (co robi i tak, na tyle, na ile może). Ciągle jej źle. Proponuję jej, by sobie założyła aparat, bo ma poważne problemy ze słuchem, a ona nie chce, znowu się obraża, że mówię jej co ma robić. No ale ja się już nie mogę z nią dogadać. Połowy nie usłyszy, druga polowe zmysli. Mój młodszy ma problemy zdrowotne, jeździmy z nim na rehabilitację, dwa razy w tygodniu do ośrodka oddalonego o 50km. Wcześniej ponad miesiąc leżeliśmy w szpitalu. Babcia nawet raz nie zaproponowała, że przyjedzie zrobić np obiad, czy przypilnować starszego, by mój mąż mógł cokolwiek zrobić w polu. Ale bez przerwy narzeka, jak to jej się przykrzy. Ostatni grosz by wyciągnęła od moich rodziców (no ale to osobna SPRAWA). Narzeka, że ją bolą nogi, proponuję, że zawiozę ja do specjalisty, to nie chce. Woli się użalać. Ciągle tylko ja i ja zła. A tak jak wspominałam - mój brat nie był u niej od 10 lat i jest kochany, jaki dobry wnuczek. Wszystko to boli i sprawia, że nie mam ochoty jeździć do babci, a już zwłaszcza, gdy się tak obrazi i o wszystko mnie obwinia.

11

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia
SolAngelica napisał/a:

No nie potrafię się im przeciwstawić. A sytuacja ze słodyczami jest tylko przykładem. Dlatego zabrałam dziecko do psychologa, bypomógł go opanować, powiedzieć, co robię nie tak.

Potrafisz, tylko nie chcesz. Gdyby to Ciebie ktoś zmuszał teraz do zjedzenia czegoś, czego jeść nie chcesz, zjadłabyś? Np. babcia podałaby coś, czego nienawidzisz. Dałabyś radę przełknąć, bo nie potrafisz się sprzeciwiać?
Jestem pewna, że nie smile
To nie psycholog jest od opanowywania Twojego dziecka. Psycholog to pomoc i narzędzie z jakich możesz korzystać wtedy, kiedy to Ty będziesz opanowywać własnego syna.
Psycholog nie odwali za Ciebie całej tej roboty. Może Ci wyłącznie pomóc.
I do Ciebie należy decyzja o tym, w jakim zakresie z tej pomocy skorzystasz.

SolAngelica napisał/a:

A może chciałam też wyrzucić z siebie żal i poczucie krzywdy za dzieciństwo?

Jak najbardziej słuszna decyzja.
Dzieciństwo, dorastanie i dojrzewanie w rodzinie alkoholowej i toksycznej, to bardzo trudne przejścia, które odciskają na człowieku piętno na całe życie.
Ale o tym powinnaś mówić i skupiać się na tym na swojej terapii, a nie podczas spotkań psychologa z Twoim synem.

SolAngelica napisał/a:

Mam dość, że oni od razu robią ze mnie czarną owcę w rodzinie, gdy robię coś po swojemu.

Ale robisz dokładnie to samo smile Jeśli oni nie postępują tak jak chcesz (prezenty dla syna i słodycze) to się nazywa, że są złymi dziadkami, że paskudni, że niedobrzy, że wstrętni. Że to ich wina, że Twój syn ma problemy.

SolAngelica napisał/a:

Babcia bez przerwy wydzwania do rodziców i się zali, że za mało przyjeżdżam, że trzeba zrobić to, czy tamto, a nie ma kto.

Ale co Cię to obchodzi kto do kogo dzwoni i o czym mówi?!
Dla mnie to jest szok, że dorosła kobieta może bawić się w taki intrygi.
Jakbym miała się przejmować tym, kto w mojej rodzinie do kogo dzwoni, jak często i o czym mówi, to miałabym kwadratową głowę, w której nie byłoby już miejsca na rzeczy istotne.
Czemu masz tak zaburzone priorytety, że zamiast koncentrować się na rzeczach ważnych, to zajmujesz się plotkami i tym co, kto i komu powiedział?
Jakie to ma znaczenie co babcia mówi Twoim rodzicom i dlaczego koniecznie musisz to kontorolować?

SolAngelica napisał/a:

Podstawowe potrzeby, jak ta trawa, zmiana firanek, zakupy, przyniesienie ziemniaków z piwnicy staram się zapewnić, ale babcia by chciała, żebym tam siedziała i się zajmowała gospodarstwem, a mąż żeby wszystko naprawiał i remontował (co robi i tak, na tyle, na ile może). Ciągle jej źle. Proponuję jej, by sobie założyła aparat, bo ma poważne problemy ze słuchem, a ona nie chce, znowu się obraża, że mówię jej co ma robić. No ale ja się już nie mogę z nią dogadać.

To się nie dogaduj. Dlaczego chcesz coś robić na siłę? I to w dwójnasób, bo nie dość, że przeciw babci, to eszcze przeciw sobie. Po co Ci to?

SolAngelica napisał/a:

Połowy nie usłyszy, druga polowe zmysli. Mój młodszy ma problemy zdrowotne, jeździmy z nim na rehabilitację, dwa razy w tygodniu do ośrodka oddalonego o 50km. Wcześniej ponad miesiąc leżeliśmy w szpitalu. Babcia nawet raz nie zaproponowała, że przyjedzie zrobić np obiad, czy przypilnować starszego, by mój mąż mógł cokolwiek zrobić w polu. Ale bez przerwy narzeka, jak to jej się przykrzy. Ostatni grosz by wyciągnęła od moich rodziców (no ale to osobna SPRAWA). Narzeka, że ją bolą nogi, proponuję, że zawiozę ja do specjalisty, to nie chce. Woli się użalać. Ciągle tylko ja i ja zła. A tak jak wspominałam - mój brat nie był u niej od 10 lat i jest kochany, jaki dobry wnuczek. Wszystko to boli i sprawia, że nie mam ochoty jeździć do babci, a już zwłaszcza, gdy się tak obrazi i o wszystko mnie obwinia.

Masz wybór przecież.
Jako dorosła i dojrzała kobieta i matka, możesz w każdej chwili dokonać WYBORU.
Możesz ZDECYDOWAĆ. Możesz być KONSEKWENTNA.
Zamiast tego Ty wybierasz wspólne z nimi siedzenie w tym toksycznym bagnie i narzekanie na to, że musisz w nim siedzieć.
Otóż nie musisz. Niczego nie musisz tak naprawdę.
Wszystko co robisz, robisz dlatego, że CHCESZ.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

12 Ostatnio edytowany przez SolAngelica (2021-02-07 14:58:59)

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Macie sporo racji. Co do zarzutów o darowiznę :chciałam kiedyś oddac dom, gdy moi rodzice ubzdurali sobie, że zburzą ten dom i kupią drugi i wtym miejscu postawia. Bez uzgodnień że mną. Oni i babcia. Babcia już mi tłumaczyła, ile tamten drugi ma pomieszczeń, itd. Chcieli to zrobić bez jakiegokolwiek zgłaszania do gminy. Taka trochę samowla. Ja się nie zgodziłam, bo jao właścicielka to ja bym poniosła konsekwencje prawne. Babcia zarzuciła mi, że nie pozwalam rodzicom się budować. Ja powiedziałam, że ok, ale zgodnie z prawem. To nie chcieli. Chciałam im dać dożywocie to też się nie zgodzili. Babcia, gdy usłyszała, że chce zwrócić darowiznę, to znowu obraziła się, bo co by ludzie powiedzieli. Zresztą, ona nie chce, bo nie chce ponosić opłat. A tak to ja płacę, a mam gówno do gadania. Rodzice przyjezdzaja tam na urlop, często że znajomymi. Potem to ja z mężem sprzątam cały bałagan, zwijam kable, zakręcam wodę (jak się nie zgodziłam na ten dom, to rodzice zburzyli stodole i w jej miejscu postawili domek holenderski), sprzątam butelki, itd,gdy oni wyjadą. Babcia nie zrobi nic, a nie jest wcale jakąś starowinka, ma 74 lata. Nawet słoika nie podniesie na podwórku, choćby się miała o niego przewrócić. W końcu przestaliśmy z mężem aż tak sprzątać i dbać, to znowu źle, bo to czy tamto nie zrobione. Babcia nie chce domu z powrotem, bo dokładnie wie, że nie byłoby komu tam robić. Raz mi powiedziała, że żałuje, że na mnie przepisała (gdy się nie zgodziłam na burzenie starego domu i samowolę), więc chciałam oddać. Ale wziąć nie chce. Gdy mi go przepisała, miałam 19lat. Nie brałam tej darowizny z wychowania i chęci zawłaszczenia. Ale chyba ona z wyrachowania go przepisała. Od tamtej pory place podatki, ale do gadania za wiele nie mam. To jest tylko moje wtedy, gdy trzeba rąk do pracy. Jak przestałam być taka głupia, to jestem ta najgorsza. A z moimi rodzicami to jest tak, że mama trzyma często moja stronę, ale tata się na nią drze. Często mówi do niej debilu, kretynie. Mówiłam, by próbowała coś z tym zrobić, ale ona nie potrafi. Mówicie, że z własnej woli usługuje ojcu i mojemu bratu. Który też jej szacunkiem za bardzo nie darzy, a ja myślę, że to syndrom sztokholmski.Przy znajomych też się tak do niej zwraca. Szkoda mi jej. Ktoś zarzucił, że powiedzialam o wizycie u psychologa rodzicom. No tak, bo miałam nadzieję, że tak wpłynę na ich zachowanie
A co do tego, że biorę udział w tych intrygach:a co mam zrobić, skoro ojciec się skarży babci, babcia ojcu i wydzwaniają do mnie z pretensjami? Szczególnie babcia, której się nudzi i uwielbia takie intrygi. Przecież z babcią nie rozmawiałam na ten temat, poruszyłam go tylko z rodzicam. Nie dlatego, że ich obwiniam o całe zło tego świata. Zdaje sobie w pełni sprawę, że zawiodłam jako matka. Tak, najbardziej ja i przyjmuje to na klatę, ale zachowanie rodziców też odbilo piętno na zachowaniu mojego dziecka i to powiedziała psycholog. Powiedziałam im o tym nie po to, by ich obwiniać, ale po to by mnie zrozumieli i pomogli w walce o mojego syna. Jeśli nie będą mówić z nami jednym głosem, to moje wysiłki na marne. Nie powiedziałam :to wasza wina. Powiedziałam, że jego zachowanie może wynikać z tego, że miał kupowane, co tylko chciał, nie było konsekwencji, że to przez to, że za dużo oglądał telefon i inne gadżety. I że jako rodzice nie możemy pozwolić aby to dziadkowie decydowali o wnuczku, bo tak powiedziała psycholog. No więc ojciec się obraził. Liczyłam na ich pomoc i zrozumienie, a otrzymałam focha.

13

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia
SolAngelica napisał/a:

Macie sporo racji. Co do zarzutów o darowiznę :chciałam kiedyś oddac dom, gdy moi rodzice ubzdurali sobie, że zburzą ten dom i kupią drugi i wtym miejscu postawia. Bez uzgodnień że mną. Oni i babcia. Babcia już mi tłumaczyła, ile tamten drugi ma pomieszczeń, itd. Chcieli to zrobić bez jakiegokolwiek zgłaszania do gminy. Taka trochę samowla. Ja się nie zgodziłam, bo jao właścicielka to ja bym poniosła konsekwencje prawne. Babcia zarzuciła mi, że nie pozwalam rodzicom się budować. Ja powiedziałam, że ok, ale zgodnie z prawem. To nie chcieli. Chciałam im dać dożywocie to też się nie zgodzili. Babcia, gdy usłyszała, że chce zwrócić darowiznę, to znowu obraziła się, bo co by ludzie powiedzieli. Zresztą, ona nie chce, bo nie chce ponosić opłat. A tak to ja płacę, a mam gówno do gadania. Rodzice przyjezdzaja tam na urlop, często że znajomymi. Potem to ja z mężem sprzątam cały bałagan, zwijam kable, zakręcam wodę (jak się nie zgodziłam na ten dom, to rodzice zburzyli stodole i w jej miejscu postawili domek holenderski), sprzątam butelki, itd,gdy oni wyjadą. Babcia nie zrobi nic, a nie jest wcale jakąś starowinka, ma 74 lata. Nawet słoika nie podniesie na podwórku, choćby się miała o niego przewrócić. W końcu przestaliśmy z mężem aż tak sprzątać i dbać, to znowu źle, bo to czy tamto nie zrobione. Babcia nie chce domu z powrotem, bo dokładnie wie, że nie byłoby komu tam robić. Raz mi powiedziała, że żałuje, że na mnie przepisała (gdy się nie zgodziłam na burzenie starego domu i samowolę), więc chciałam oddać. Ale wziąć nie chce. Gdy mi go przepisała, miałam 19lat. Nie brałam tej darowizny z wychowania i chęci zawłaszczenia. Ale chyba ona z wyrachowania go przepisała. Od tamtej pory place podatki, ale do gadania za wiele nie mam. To jest tylko moje wtedy, gdy trzeba rąk do pracy. Jak przestałam być taka głupia, to jestem ta najgorsza. A z moimi rodzicami to jest tak, że mama trzyma często moja stronę, ale tata się na nią drze. Często mówi do niej debilu, kretynie. Mówiłam, by próbowała coś z tym zrobić, ale ona nie potrafi. Mówicie, że z własnej woli usługuje ojcu i mojemu bratu. Który też jej szacunkiem za bardzo nie darzy, a ja myślę, że to syndrom sztokholmski.Przy znajomych też się tak do niej zwraca. Szkoda mi jej. Ktoś zarzucił, że powiedzialam o wizycie u psychologa rodzicom. No tak, bo miałam nadzieję, że tak wpłynę na ich zachowanie
A co do tego, że biorę udział w tych intrygach:a co mam zrobić, skoro ojciec się skarży babci, babcia ojcu i wydzwaniają do mnie z pretensjami? Szczególnie babcia, której się nudzi i uwielbia takie intrygi. Przecież z babcią nie rozmawiałam na ten temat, poruszyłam go tylko z rodzicam. Nie dlatego, że ich obwiniam o całe zło tego świata. Zdaje sobie w pełni sprawę, że zawiodłam jako matka. Tak, najbardziej ja i przyjmuje to na klatę, ale zachowanie rodziców też odbilo piętno na zachowaniu mojego dziecka i to powiedziała psycholog. Powiedziałam im o tym nie po to, by ich obwiniać, ale po to by mnie zrozumieli i pomogli w walce o mojego syna. Jeśli nie będą mówić z nami jednym głosem, to moje wysiłki na marne. Nie powiedziałam :to wasza wina. Powiedziałam, że jego zachowanie może wynikać z tego, że miał kupowane, co tylko chciał, nie było konsekwencji, że to przez to, że za dużo oglądał telefon i inne gadżety. I że jako rodzice nie możemy pozwolić aby to dziadkowie decydowali o wnuczku, bo tak powiedziała psycholog. No więc ojciec się obraził. Liczyłam na ich pomoc i zrozumienie, a otrzymałam focha.


Więc tym bardziej potrzebujesz terapii by się tym rodzinnym szambie odnaleźć. Ona ma zmienić ciebie w tym sensie, że pomoże ci odsiać ziarno od plew. Skupic się na tym co istotne, a nie na oszołomach. Terapia to coś co pozwoli ci się zdystansować od rzeczy nieważnych  i skupiać na tym co możesz sama dla siebie zrobić. Tym samym zyskają najważniejsze dla ciebie osoby, czyli ty, twój mąż i wasze dzieci. Dzieki niej przestaniesz karmić trolli w twojej rodzinie .Ty za bardzo chcesz uszczęśliwić wszystkich na siłę. Jak widzisz to nie jest możliwe i terapia ci w tym pomoże. Naprawdę to rozważ.

14

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Ty potrzebujesz terapii, serio. Własnej terapii.
Może wtedy wreszcie byś zauważyła, że nie potrafisz w swoim życiu nic zrobić sama.

Jak możesz oskarżać ludzi, którzy są w innym kraju, że przez nich Twoje dziecko jest jakie jest? Przez Ciebie takie jest. Sorry, ale nawet jeżeli oni by je miesiąc karmili słodyczami i dawali codziennie tableta, to i tak to Ty spędzasz z nim pozostałe 11 miesięcy. Więc może pora się jednak postawić?

Tak samo z tym domem i całym terenem. Jeżeli nie chcesz, żeby ktoś Ci tam łaził to to komunikujesz. Ja nie wiem jak ktokolwiek wbrew Tobie może tam wyburzyć stodołe. Przeciez to Twoja własnosć. Wzywasz policję i mówisz, że o tutaj państwo rozwalają mi moją stodołę, ja się na to nie zgadzam. Tak samo - nie chcesz, żeby tam spędzali urlop to sie na to nie zgadzasz. Twój teren.

Ty dajesz sobie włazić na głowę bo boisz się albo nie chcesz sie wreszcie postawić i zacząć żyć po swojemu. Wiecznie podkreślasz, że płacisz za ten teren. To go sprzedaj rodzicom. Niech sobie tam robią sami, co chcą. Bo teraz to oni nie mają nic do gadania. To tylko Ty ciągle dajesz im wchodzić sobie na głowę. Jesteś dorosła, masz własną rodzinę. Może pora zachowywać sie jak osoba dorosła, a nie 7 latek, któremu mama dała do szkoły kanapkę z ogórkiem zamiast słodkiej bułki?

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

15

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Już pisałam, że nie oskarżam rodziców. Wiem, że to Ja głównie zawiniłam. Powtarzam tylko, co mówiła psycholog. Zastanawiam się tylko, czy to, czego byłam świadkiem w dzieciństwie mogło mieć wpływ na to, jaka jestem matką. Sami sobie z mężem mówimy, że nie możemy oskarżać dziadków, bo to my wychowujemy, ale fakt jest taki, że zrobili dużo, by nam to wychowanie utrudnić. Na zburzenie stodoły się zgodziłam. Głównie dlatego, żeby nie było, że nic nie pozwalam tam robić. Rodzice sprzedali przez długi swój dom w Polsce. Gdyby nie dom babci, nie mieliby gdzie przyjechać. I babcia kiedyś powiedziała, że dopóki ona żyje, to ja nie bardzo mam coś do powiedzenia. Ciągle podkreśla, źr to Jej dom. To, że jest przepisany na mnie to akurat wszystkim wygodnie. Zresztą, jak było tam sporo roboty, w obejściu i w ogóle (trzeba było tam sporo pracy, by jakoś doprowadzić to do porządku) to nikogo chętnego nie było, bo to stara chałupa bez łazienki i kotłowni, ze stara koza - piecykiem. A jafjk trochę ogarnęliśmy to wielkie letnisko się zrobiło. Podczas afery ze zburzeniem domu zapytałam babci, jak w końcu sobie to wyobrażają? Niby dała mi ten dom, a jak rodzice go wyburzą, to co ja będę miała? Z tego co wiem, dom za granicą caly ma być na mojego brata. A mnie by chcieli wkopac w nielegalne budowy. Powiedziałam, że nawet nie miałabym gdzie pójść w razie rozwodu, bo w chwili obecnej mieszkam w domu męża. Oczywiście powiedzialam to po to, by zahamować ich zapędy. Ja nigdy nie zamierzam tam mieszkać, ani mi specjalnie nie zależy na tym domu. Więcej kłopotu niż pożytku, ale jakoś u argumentować musiałam odmowę, bo bałam się, że naprawdę będą gotowi stawiać ten dom. Stodoła była w sumie niepotrzebna, więc zgodziłam się dla świętego spokoju, żeby nie było, że taka wredna jestem i ojcu do domu rodzinnego calkiem dostępu bronię. Zresztą, ja im nigdy nie broniłam, ale chciałam legalnie. To oni nie chcieli. Is tak to oni więcej tam rządzą niż ja :stawiają jakieś blaszane garaże na różne graty, jakieś figurki w ogródkach, fontanny. Nie mówię noc dla świętego spokoju, nie przeszkadza mi to aż tak bardzo dopóki nie mają zwariowanych pomysłów. Ojciec już raz zaprzepaścił wszystko. Boję się, że znowu mógł wkopac rodzinę w kłopoty tą budowa. Tylko, że to ja bym miała problemy.

16

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Skoro to babcia rządzi, a Ty nie masz nic do gadania poza momentami, kiedy trzeba płacić i sprzątać to oddaj działkę rodzicom albo babci. Po co dajesz się wykorzystywać?

Mówię Ci, że Twoi rodzice nie mają jak zaprzepaścić tego jak wychowujesz swoje dzieci wjdząc je raz na ruski rok. To Ty pozwalasz na to, co się dzieje.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

17 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2021-02-07 16:14:43)

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Z mojej perspektywy strasznie uwikłana jesteś w toksyczne relacje emocjonalne, które są w Twojej rodzinie.
Podzielam zdania powyżej o tym, że chętnie obdzielasz winami za sytuację, w której się znalazłaś swoją rodzinę, zupełnie pomijając fakt, że jesteś dorosłą osobą i sama kierujesz swoim życiem, a inni ludzie mają wpływ na Twoje życie na tyle, na ile im na to pozwalasz. A najwyraźniej masz problem ze stawianiem własnych granic i dbaniem o to, aby nikt ich nie naruszał.
Nawet jeśli miałaś nie najszczęśliwsze dzieciństwo, to w pewnym wieku trzeba zrobić z tym porządek i wziąć na siebie odpowiedzialność za siebie i własne życie, zostawiając przeszłość za sobą. A u Ciebie słychać wiele pretensji nie tylko za to, co jest obecnie, co jest, jak wspomniałam, wynikiem braków w stawianiu i pilnowaniu własnych granic, ale także wciąż rozgrzebanych ran z przeszłości. To wszystko się u Ciebie miesza, przeplata i powoduje bałagan, a co najgorsze wpływa na rozwój i relacje z Twoim synem.
Bardzo byś chciała, żeby ktoś z Twojej rodziny stanął po Twojej stronie, ale u Was każdy ma swoją własną stronę, o którą dba. Nikt o Twój komfort nie zadba, bo nikogo to nie interesuje. Zacznij sama dbać o siebie i wychowywać własnego syna. Większość znanych mi osób, które mają cokolwiek wspólnego z pracą terapeutyczną z dziećmi, twierdzi, że praca z dzieckiem zaczyna się od pracy z rodzicem. Strzelam, że tak samo, jak nie potrafisz stawiać granic swoim rodzicom, babci, tak podobnie wygląda sprawa w relacji z synem, a dzieci potrzebują granic.

18

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia
MagdaLena1111 napisał/a:

Z mojej perspektywy strasznie uwikłana jesteś w toksyczne relacje emocjonalne, które są w Twojej rodzinie.
Podzielam zdania powyżej o tym, że chętnie obdzielasz winami za sytuację, w której się znalazłaś swoją rodzinę, zupełnie pomijając fakt, że jesteś dorosłą osobą i sama kierujesz swoim życiem, a inni ludzie mają wpływ na Twoje życie na tyle, na ile im na to pozwalasz. A najwyraźniej masz problem ze stawianiem własnych granic i dbaniem o to, aby nikt ich nie naruszał.
Nawet jeśli miałaś nie najszczęśliwsze dzieciństwo, to w pewnym wieku trzeba zrobić z tym porządek i wziąć na siebie odpowiedzialność za siebie i własne życie, zostawiając przeszłość za sobą. A u Ciebie słychać wiele pretensji nie tylko za to, co jest obecnie, co jest, jak wspomniałam, wynikiem braków w stawianiu i pilnowaniu własnych granic, ale także wciąż rozgrzebanych ran z przeszłości. To wszystko się u Ciebie miesza, przeplata i powoduje bałagan, a co najgorsze wpływa na rozwój i relacje z Twoim synem.
Bardzo byś chciała, żeby ktoś z Twojej rodziny stanął po Twojej stronie, ale u Was każdy ma swoją własną stronę, o którą dba. Nikt o Twój komfort nie zadba, bo nikogo to nie interesuje. Zacznij sama dbać o siebie i wychowywać własnego syna. Większość znanych mi osób, które mają cokolwiek wspólnego z pracą terapeutyczną z dziećmi, twierdzi, że praca z dzieckiem zaczyna się od pracy z rodzicem. Strzelam, że tak samo, jak nie potrafisz stawiać granic swoim rodzicom, babci, tak podobnie wygląda sprawa w relacji z synem, a dzieci potrzebują granic.

Masz bardzo wiele racji.

19

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia
Lady Loka napisał/a:

Skoro to babcia rządzi, a Ty nie masz nic do gadania poza momentami, kiedy trzeba płacić i sprzątać to oddaj działkę rodzicom albo babci. Po co dajesz się wykorzystywać?

Mówię Ci, że Twoi rodzice nie mają jak zaprzepaścić tego jak wychowujesz swoje dzieci wjdząc je raz na ruski rok. To Ty pozwalasz na to, co się dzieje.

Jeszcze raz napisze :chciałam oddać. Kilkukrotnie. To wtedy udają, że nie słyszą. Chciałam dać rodzicom dożywocie, by nie czuli się pominięci-też nie. Po prostu wszystkim tak wygodnie. Nikt nie c HD e balastu, jakim jest stara chałupa, a potem moze i niedolezna babcia. Sama się zastanawiam, co zrobię, gdy babcia już zaniemoze. Nie mam kompletnie miejsca u siebie, dom który budujemy będziemy budować jeszcze dobrych kilka, jeśli nie kilkanaście lat. Jestem w kropce.

20

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia
SolAngelica napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Skoro to babcia rządzi, a Ty nie masz nic do gadania poza momentami, kiedy trzeba płacić i sprzątać to oddaj działkę rodzicom albo babci. Po co dajesz się wykorzystywać?

Mówię Ci, że Twoi rodzice nie mają jak zaprzepaścić tego jak wychowujesz swoje dzieci wjdząc je raz na ruski rok. To Ty pozwalasz na to, co się dzieje.

Jeszcze raz napisze :chciałam oddać. Kilkukrotnie. To wtedy udają, że nie słyszą. Chciałam dać rodzicom dożywocie, by nie czuli się pominięci-też nie. Po prostu wszystkim tak wygodnie. Nikt nie c HD e balastu, jakim jest stara chałupa, a potem moze i niedolezna babcia. Sama się zastanawiam, co zrobię, gdy babcia już zaniemoze. Nie mam kompletnie miejsca u siebie, dom który budujemy będziemy budować jeszcze dobrych kilka, jeśli nie kilkanaście lat. Jestem w kropce.

No i super. Skoro nikt nie chce tego zabrać to pora im powiedzieć, że skoro jesteś właścicielką terenu to będzie po Twojemu. Nie po babci nie po rodziców tylko po Twojemu. A jak komuś nie pasuje to chętnie oddasz. I już. Trzeba potem tylko egzekwować to, co się mówi.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

21 Ostatnio edytowany przez Socjallibertarianin (2021-02-07 20:38:39)

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Mam tylko nadzieję iż nauka oraz zabawy na powietrzu czy gry planszowe a nie telewizja(bardziej szkodliwa bo brak w  niej interakcji) czy katecheza będzie alternatywą dla tabletu smile

Buntuję się, więc jestem.
Prawa są przyznane obowiązki są egzekwowane. Mówienie o prawach i obowiązkach to myślenie w kategoriach władzy.
Patrioci zawszę mówią o umieraniu za kraj, a nigdy o zabijaniu za kraj.
www.youtube.com/watch?v=nggMDsjh-ys

22 Ostatnio edytowany przez Maga1984 (2021-02-07 19:40:12)

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Ja Ciebie rozumiem. Rozumiem Twoj gniew i Twoj zal.

Mam wrazenie, ze tez troche pochopnie ocenialas postepowanie swojej mamy, ale jako dziecko mialas do tego prawo. Alkoholik jak i osoba wspoluzalezniona jak i dzieci DDA potrzebuja terapii. Tylko wtedy cala rodzina moze odzyskac zdrowie, pracowac nad dysfunkcjami i naprawic relacje.

Mysle, ze cala Twoja rodzina ma duze problemy z emocjami jak i z radzeniem sobie z nimi. Do tego w opisanej przez Ciebie sytuacji dochodzi niestety brak edukacji Twoich rodzicow i Twoich dziadkow w zakresie wychowania dziecka, ktore moze juz objawiac symptomy ADHD czy uzaleznienia. Uwazam, ze jako rodzice madrze je chcecie prowadzic i popieram to co robicie (wizyte u psychologa czy chec ograniczenia prezentow, ktore pobudzaja lub slodyczy, ktore tylko truja). To jest dojrzale i bardzo madre postepowanie. Przykre jest to, ze spotykacie sie z krytyka ze strony Waszej rodziny. Dlatego rozumiem Twoja zlosc, bo ponosicie przykre konsekwencje robiac cos dobrego. 

Bardzo trudna sytuacja i dla Was rodzicow, ale takze dla Waszego dziecka, bo ono musi przez to przezywac emocjonalna sinusoide jednak z wlasnego doswiadczenia wiem, ze czasami dialog miedzy doroslymi ludzmi jest niemozliwy i dzieci bardzo na tym cierpia.

Nie wiem jakbym postapila bedac na Twoim miejscu.

23 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-02-07 18:42:52)

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia
SolAngelica napisał/a:

Ze starszym mamy problemy wychowawcze. Kompletnie się nie słucha. Wszystko jest na nie. Już nie mam siły. Porozumiewac zaczęliśmy się z nim tylko o krzykiem, bo inaczej nie zrozumie. Więc postanowiłam skontaktować się z psychologiem, zwłaszcza, że od zawsze syn był bardzo szybki i nie słuchał się. Myślę że dużo tu zawinili także sami dziadkowie. Dlaczego? Bo od zawsze nie słuchali, gdy czegoś małemu zabranialiśmy. Oni mu wszystko kupowali, przysyłali. Co tylko chciał. Najgorsze, że były to drogie gadżety elektryczne, typu telefon, tablet, konsole. Widziałam, że w pewnym momencie mój syn zaczyna się od tego uzależniac. Gdy mu zabieraliśmy stawał się agresywny, nie mógł sobie znaleźć miejsca, nie potrafi sam sobą się zająć. Ciągle mu się nudzi. Prosiłam, by nie przysyłali mu takich drogich gadżetów, ale nie słuchali. Mieszkam 2km od babci, więc rodzice jak są na urlopie, to bez przerwy mamy kontakt. Syn chce być u dziadków, a oni dla świętego spokoju dają mu tablet, słodycze, itd. I mówią, że przecież on taki grzeczny, że my się czepiamy. No ale w domu też był grzeczny, gdy grał. Jazdy zaczynają się, gdy trzeba odłożyć telefon. Ostatnio mu zaczęliśmy baaardzo to ograniczać. Oczywiście powiedzieliśmy o wszystkim psychologowi. Pani powiedziała, żeby nie dać sobie wejść na głowę, że konsekwencja itd. No i ja powiedziałam o tej rozmowie rodzicom. No i ojciec się obraził. Krzyknął, że jesteśmy cytuję, ch.... mi ojcami, jak sobie nie dajemy rady, a ja to od zawsze płaczę, że sobie nie radzę i od dziadków mamy się odpi... c... I skoro tak, to żebym nie przywoziła dzieci, jak oni będą na urlopie do babci (od 8lat place podatek za ten dom, w którym i tak nie mieszkam, kosze trawę, itd.) Potem pożalił się swojej mamie, że ja niby ich obwiniam za to, że sobie nie radzę z synem. No i BABCIA (która nagle wszystko ojcu zapomniała, bo mają kasę i ciągnie z nich ile może) zadzwoniła do mnie z pretensjami. Ja powiedziałam, że to sprawa pomiędzy mną a ojcem i nie potrzebuję adwokata. No to i babcia powiedziała mi, że ojciec miał rację, że się na mnie obraził i odłożyła słuchawkę. Nie odzywają się do mnie tydzień już. Mam dość tej sytuacji. Babci dużo zawdzięczam, ale jest okropna intrygantka i manipulatorka. Rozmawia że mną mama, przyznaje mi rację, ale ona musi myśleć tak jak ojciec, nie może samodzielnie, bo ojciec zaraz ja opierniczy. Babcia też jest ciągle za ojcem teraz. Kiedy mi powiedziała, że gdyby nie ona to by mój syn cukierka nie widział,  gdy mu ograniczaliśmy. Co jest kompletna bzdurą. Jakiś miesiąc temu mój syn chciał smartwatcha za 400 ZŁ. Nie kupiłam, bo raz, że nie chce już tych gadżetów, dwa, że mnie nie stać. To syn zadzwonił do dziadka i pomimo naszych wyraźnych sprzeciwów dziadziuś kupił zabawkę. Potem mój syn nie rozumie, że my na coś nie mamy pieniędzy. Do dziadków dzwoni tylko jak coś chce. Jak wie, że nie mają dla niego akurat nic to nawet rozmawiać z nimi nie chce, ale sami go w sumie tego nauczyli.

A co macie dziecku do zaoferowania zamiast gier? To nie jest dobre dla dzieci by od małego dużo czasu bawiły się telefonem, tabletem, komputerem. Nie jest też rozwiązaniem porozumiewaniem się z dzieckiem krzykiem :-( Myślę, że przydałaby ci się może jakaś forma wsparcia w wychowaniu dziecka. W moim mieście są organizowane np warsztaty dedykowane rodzicom (otwarte dla wszystkich rodziców). Może jesteś w stanie coś takiego znaleźć, albo jakieś pomocne materiały w internecie w tym temacie, książki. Myślę, że to ważna sprawa aby teraz naprawić twoją relację z synem oraz kształtować dobrą relację z młodszym dzieckiem. Nie wystarczy dzieciaka zaprowadzić do psychologa, żeby go "naprawili". Ty jako rodzic jesteś odpowiedzialna za relację z dzieckiem. To co bym zrobiła, to odpowiedziała sobie na pytania: "jak spędzamy czas z dziećmi", "jaki przykład im dajemy". Chodzi o to, że jeśli rodzic coś robi, to dzieciaki się chętnie angażują. Jeśli z dzieciakami spędzacie aktywnie, ciekawie czas, to one się tego uczą. Jeśli w domu mają być tylko grzeczni i nie przeszkadzać jak rodzic siedzi wpatrzony w ekran, albo zajęty jest swoimi obowiązkami.. to co dziecko raczej będzie chciało zająć się grą, albo oglądaniem filmu, bo to najłatwiejsze. Tylko przyzwyczajone do tego może mieć później różne trudności z kontaktem z rówieśnikami oraz koncentracją, nauką. Możesz syna zainteresować uprawianiem jakiegoś sportu? Albo pomóc mu odkryć coś innego w czym jest dobry, wesprzeć go w tym. Syn powinien mieć ograniczony czas na granie/ korzystanie z telefonu/ tabletu.. itp. Musisz nauczyć się jak to egzekwować i nie za pomocą krzyków i awantur. Moim zdaniem kształtowanie relacji z dziećmi, powinny być priorytetem i to jest coś na co na prawdę masz wpływ i będzie procentować później.
Z dziadkami można rozmawiać, tłumaczyć im czemu to jest ważne, aby kształtować dobre nawyki żywieniowe (ograniczenie słodyczy), albo czemu dziecko nie powinno spędzać wiele czasu przed ekranem. Unikałabym jednak raczej robienia afer pt nie dawajcie dzieciom prezentów, nie rozpieszczajcie, bo nas nie stać. Pamiętam takie reakcje mojej mamy w dzieciństwie i odbierałam to jako jej zazdrość. Gdyby nie dziadkowie z resztą, to nie miałabym chyba wielu dobrych wspomnień z dzieciństwa. Jeśli dziecko zainteresuje się czymś innym np sportem, to może dziadkowie będą chcieli go w tym wspierać, zamiast zasypywać go elektronicznymi gadżetami.
Twój brat jest dorosły, nie masz na niego wpływu skoro on nawet nie chce kontaktu. Mam podobnie z dwójką z moich braci. Podobnie się zachowują, podobny wiek. Nie da się już ich wychować. Długo się łudziłam, że mogę im pomóc oraz poprawić nasze relacje, ale tego się nie da zrobić jednostronnie.

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. Be kind. Always.

24

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia
SolAngelica napisał/a:

Macie sporo racji. Co do zarzutów o darowiznę :chciałam kiedyś oddac dom, gdy moi rodzice ubzdurali sobie, że zburzą ten dom i kupią drugi i wtym miejscu postawia. Bez uzgodnień że mną. Oni i babcia. Babcia już mi tłumaczyła, ile tamten drugi ma pomieszczeń, itd. Chcieli to zrobić bez jakiegokolwiek zgłaszania do gminy. Taka trochę samowla. Ja się nie zgodziłam, bo jao właścicielka to ja bym poniosła konsekwencje prawne. Babcia zarzuciła mi, że nie pozwalam rodzicom się budować. Ja powiedziałam, że ok, ale zgodnie z prawem. To nie chcieli. Chciałam im dać dożywocie to też się nie zgodzili. Babcia, gdy usłyszała, że chce zwrócić darowiznę, to znowu obraziła się, bo co by ludzie powiedzieli. Zresztą, ona nie chce, bo nie chce ponosić opłat. A tak to ja płacę, a mam gówno do gadania.

Masz to, na co pozwalasz i na co się godzisz. Nie jesteś już 5-letnią dziewczynką, tylko dorosła kobietą, która może sama podejmować decyzje i może wymagać ich przestrzegania.
Jeśli dom i działka babci to Twoja własność, to jak najbardziej możesz wymagać tam przestrzegania Twoich zasad.
A Ty najpierw się na wszystko godzisz, a potem marudzisz, że się na wszystko zgodziłaś.

SolAngelica napisał/a:

Rodzice przyjezdzaja tam na urlop, często że znajomymi. Potem to ja z mężem sprzątam cały bałagan, zwijam kable, zakręcam wodę (jak się nie zgodziłam na ten dom, to rodzice zburzyli stodole i w jej miejscu postawili domek holenderski), sprzątam butelki, itd,gdy oni wyjadą.

Wytłumacz proszę dlaczego to robisz.
Równie dobrze mogłabyś wejść na posesję jakiegokolwiek człowieka i tam sprzątać.
Czy Twoi rodzice i ich znajomi to inwalidzi bez kończyn, którzy nie wiedzą, że swoje śmieci można sprzątnąć w parę chwil?
Nie Ty naśmieciłaś, i nie Ty sprzątasz, krótka piłka.
Nie ma najmniejszego powodu, abyś robiła z siebie ofiarę i porządkowała wszystko po ich urlopie, wypoczynku, czy imprezach.
Babci przeszkadza, że zostawili bałagan? Przykro Ci, ale nie Ty naśmieciłaś i nie Ty będziesz sprzątać. Niech poprosi rodziców aby wrócili i posprzątali, albo niech zapłaci komuś aby to za nich zrobił. I dziękuję, do widzenia.

SolAngelica napisał/a:

Babcia nie zrobi nic, a nie jest wcale jakąś starowinka, ma 74 lata. Nawet słoika nie podniesie na podwórku, choćby się miała o niego przewrócić.

Nie zrobi nic, bo doskonale wie, że Ty zrobisz wszystko smile

SolAngelica napisał/a:

W końcu przestaliśmy z mężem aż tak sprzątać i dbać, to znowu źle, bo to czy tamto nie zrobione. Babcia nie chce domu z powrotem, bo dokładnie wie, że nie byłoby komu tam robić. Raz mi powiedziała, że żałuje, że na mnie przepisała (gdy się nie zgodziłam na burzenie starego domu i samowolę), więc chciałam oddać. Ale wziąć nie chce. Gdy mi go przepisała, miałam 19lat. Nie brałam tej darowizny z wychowania i chęci zawłaszczenia. Ale chyba ona z wyrachowania go przepisała. Od tamtej pory place podatki, ale do gadania za wiele nie mam. To jest tylko moje wtedy, gdy trzeba rąk do pracy. Jak przestałam być taka głupia, to jestem ta najgorsza.

Możesz zwrócić darowiznę bez zgody babci. Warto byłoby zasięgnąć porady prawnej w tej kwestii, zamiast ciągnąć za sobą kolejną kulę u nogi, która wywołuje tylko poczucie frustracji w Tobie.

SolAngelica napisał/a:

A z moimi rodzicami to jest tak, że mama trzyma często moja stronę, ale tata się na nią drze. Często mówi do niej debilu, kretynie. Mówiłam, by próbowała coś z tym zrobić, ale ona nie potrafi. Mówicie, że z własnej woli usługuje ojcu i mojemu bratu. Który też jej szacunkiem za bardzo nie darzy, a ja myślę, że to syndrom sztokholmski.Przy znajomych też się tak do niej zwraca. Szkoda mi jej. Ktoś zarzucił, że powiedzialam o wizycie u psychologa rodzicom. No tak, bo miałam nadzieję, że tak wpłynę na ich zachowanie

Co jest z Twoimi rodzicami, to nie jest Twoja sprawa. Jeśli Twoja matka godzi się na takie traktowanie i na to pozwala, to widocznie z jakichś powodów odpowiada jej to. Ty się zajmij sobą i rodziną którą stworzyłaś, bo jeśli tego nie zrobisz, to będziesz miała o wiele poważniejsze problemy.
Nie, że mama nie potrafi, tylko z jakichś względów NIE CHCE niczego zmieniać.
Uszanuj to. Możesz ją zapewnić o swoim wsparciu, o pomocy jakiej jesteś gotowa w każdej chwili udzielić - ale nic więcej zrobić nie możesz. Stracisz tylko czas, zdrowie i nerwy na jątrzenie w małżeństwie swoich rodziców.

SolAngelica napisał/a:

A co do tego, że biorę udział w tych intrygach:a co mam zrobić, skoro ojciec się skarży babci, babcia ojcu i wydzwaniają do mnie z pretensjami? Szczególnie babcia, której się nudzi i uwielbia takie intrygi.

Poważnie pytasz, czy tylko zgrywasz się teraz?
Możesz zrobić jedyną skuteczną rzecz, jaką zrobiłoby wiele dorosłych osób w podobnej sytuacji.
"Nie jestem zainteresowana tymi plotkami, proszę mnie tym nie obarczać i nie dzwonić do mnie z takimi sprawami. Proszę, załatwcie to między sobą i nie wciągajcie mnie w to."
Ot, i tyle trzeba, aby przestali to robić.
Tymczasem Ty sama ochoczo mieszasz się w to wszystko, uważając że masz prawo wyrokować o wszystkim (o małżeństwie rodziców, o podłości babci, o bracie) a potem narzekasz, że jesteś w to zaangażowana.
Zupełnie jakbyś nie dostrzegała związku przyczynowo skutkowego.
Przecież wszystko to masz na własne życzenie i dlatego, że się na to zgadzasz. Jako dorosła osoba nie musisz tego robić i jak najbardziej możesz WYBRAĆ, czy chcesz się w te wszystkie intrygi i plotki i obmowy angażować.
Ty WYBIERASZ, że tak, a potem czujesz się nieszczęśliwa i przytłoczona.
A przecież nikt Cię do tego nie zmusza.

SolAngelica napisał/a:

Przecież z babcią nie rozmawiałam na ten temat, poruszyłam go tylko z rodzicam. Nie dlatego, że ich obwiniam o całe zło tego świata.

Z Twoich wcześniejszych postów jasno wynikało, że właśnie obwiniasz swoich rodziców o kłopoty syna. Poświęciłaś wiele czasu na to, żeby opisać w jaki sposób zawinili.

SolAngelica napisał/a:

Zdaje sobie w pełni sprawę, że zawiodłam jako matka. Tak, najbardziej ja i przyjmuje to na klatę, ale zachowanie rodziców też odbilo piętno na zachowaniu mojego dziecka i to powiedziała psycholog.

Wiem, że uświadomienie sobie własnych błędów boli i jest nieprzyjemne. To dlatego zawsze większość z nas gorączkowo szuka innego kozła ofiarnego i powodu, dla którego dzieje się źle.
Ale dojrzały człowiek wie, że nie wszystko może usprawiedliwić trudnym dzieciństwem.
Fakt, że Twój synek jest uzależniony od gadżetów i gier, nie jest winą Twoich rodziców.
Z jakiegoś powodu powielił się u Ciebie w rodzinie pewien schemat. Najpierw Twój brat wsiąkł dokładnie w to samo, a teraz Twój syn. Przyjrzyj się sobie na spokojnie. Może powielasz coś, co znałaś z dzieciństwa z rodzinnego domu, co ma dokładnie taki sam skutek teraz.
To nie zachowanie Twoich rodziców wpędziło w uzależnienie Twojego syna, tylko Twoje/ i Twojego męża - to Wy jako rodzice jesteście z nim przecież całe jego życie. Dziadków widzi kilka razy do roku.

Wiem doskonale o czym piszę, ponieważ z synkiem mojej kuzynki dzieje się dokładnie to samo. Tylko jest o rok młodszy od Twojego syna. Ma teraz niecałe 7 lat.
Jest uzależniony od telefonu i od gier do tego stopnia, że kiedy 1.5 roku temu byliśmy wspólnie na rodzinnym weselu, on w środku nocy wyszedł z pokoju i z budynku, po czym stanął półgoły przed hotelem i wrzeszczał w niebogłosy, że on chce telefon - który jego mama/ moja kuzynka, zabrała ze sobą z powrotem na salę, ponieważ robiła nim zdjęcia. On jej jako matki nawet nie zauważył w tej histerii, ona była dla niego po prostu przedłużeniem tego telefonu, ręką która mu go miała podać.
Kuzynka całe nasze zaniepokojenie zbyła, no co ona ma zrobić przecież, no on ciągle ryczy że chce telefon. Przecież to nic takiego, że trochę sobie pogra. Tylko wtedy jest grzeczny, kiedy daje mu telefon do grania ...
I tak sobie grał i grał, aż pod koniec ubiegłego roku zaczął mieć nagłe napady drgawkowe i objawy neurologiczne. Teraz jest diagnozowany, prawdopodobnie w kierunku padaczki fotogennej, ale nic pewnego jeszcze nie wiemy.
I z całą pewnością, to nie ciocie, nie wujkowie, nie dziadkowie są winni tej sytuacji, a wyłącznie moja kuzynka z mężem. To oni jako rodzice ponoszą odpowiedzialność za metody wychowawcze i za zasady, jakie panują w ich domu.

SolAngelica napisał/a:

Powiedziałam im o tym nie po to, by ich obwiniać, ale po to by mnie zrozumieli i pomogli w walce o mojego syna. Jeśli nie będą mówić z nami jednym głosem, to moje wysiłki na marne. Nie powiedziałam :to wasza wina. Powiedziałam, że jego zachowanie może wynikać z tego, że miał kupowane, co tylko chciał, nie było konsekwencji, że to przez to, że za dużo oglądał telefon i inne gadżety.

Na jakiej podstawie spodziewałaś się tego, że rodzice zrozumieją Cię i wesprą? Czy zrobili tak chociaż raz w Twoim życiu?
Moim zdaniem chciałaś zrzucić na nich odpowiedzialność za kłopoty z synem.
Jako dziadkowie wcale nie muszą mówić jednym głosem z Tobą, ponieważ to TY wychowujesz swojego syna, nie oni. Czy Wy razem z mężem tworzycie razem z Twoimi rodzicami z z babcią jakiś dziwaczny pięciokąt, którego nie można rozerwać? Czy oni są równorzędnymi rodzicami Waszych synów na równi z Wami?
Przecież to jakieś chore jest.
Raz jeszcze podkreślam - Twoi rodzice nie muszą mówić jednym głosem z Wami, abyś potrafiła, czy mogła być konsekwentna w ograniczaniu uzależnienia swojego syna.
Wystarczy, że nie będziesz przyjmować od nich prezentów dla syna, i wystarczy że nie będziesz pozwalała na razie na spotkania sam na sam z nim. Ponieważ nie respektują Twoich zasad - i pozwalają wnukowi na zachowania i rzeczy, na które Ty nie pozwalasz, to na razie będą mogli się spotykać z nim wyłącznie w Twojej obecności.
Nie musisz go przecież do nich wywozić, czy podrzucać. Nie jesteś skazana na nich w kwestii codziennej opieki nad synem.
Nie wyszukuj sobie więc dodatkowych problemów.
To Ty jako matka i Twój mąż jako ojciec, musicie wziąć na klatę sytuację z synem. A nie Twoi rodzice.
Z tego co piszesz jasno wynika, że nigdy nie miałaś w rodzicach sprzymierzeńców, co to więc za problem wprowadzić własne zasady do kontaktów z wnukami.

SolAngelica napisał/a:

I że jako rodzice nie możemy pozwolić aby to dziadkowie decydowali o wnuczku, bo tak powiedziała psycholog. No więc ojciec się obraził. Liczyłam na ich pomoc i zrozumienie, a otrzymałam focha.

Dziadkowie, którzy widzą wnuka kilka razy do roku nie mają żadnej możliwości decydowania o nim. Przecież nie są w stanie zmusić Ciebie jako matkę w żaden sposób do tego, byś robiła i pozwalała na rzeczy, które synowi szkodzą. Pozwalasz na to, bo chcesz.
Wcale się nie dziwię, że Twoi rodzice ze swoimi ograniczeniami i brakiem szacunku, oraz empatii jaki okazują ciągle wobec Ciebie, obrazili się o słowa psychologa, które im przekazałaś.
Oni nie są chyba w stanie obecnie zrozumieć tego, że naprawdę należy się kierować szerzej pojętym dobrem Twojego syna, niż zaspakajaniem jego chwilowych zachcianek. Nie będą więc absolutnie w stanie być Twoimi sprzymierzeńcami, wsparciem, czy pomocą.
Jeśli jednak dzieje się tak, że to dziadkowie (Twoi rodzice) decydują o wnuku, to dzieje się tak wyłącznie dlatego, że na to pozwalasz.
Jako dorosła kobieta, która z zasady powinna być odpowiedzialna za swoje dzieci, możesz w każdej chwili powiedzieć NIE. Możesz w każdej chwili wprowadzić swoje wymagania, ograniczenia i zasady.
Od dawna nie masz już 5 lat i nie musisz spowiadać się ze wszystkiego swoim rodzicom, nie pomijając najdrobniejszych szczegółów. To nie tyle, że niepotrzebne, ale jak widzisz na własnym przykładzie - SZKODLIWE i niszczące.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

25

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Dziękuję za wnikliwe analizy. Macie bardzo wiele racji. Gry to był tylko zapalnik. Nie chodzi tylko o nie, bo naprawdę bardzo ograniczyliśmy  granie synowi i to dało efekty na tyle, że przynajmniej nie gada ciągle tylko i wyłącznie o tym. Chodzi o wiele innych rzeczy. Od małego był bardzo szybki, nieostrożny. Wywalał proszek do prania, wysypywał kawę, pomalował farba do ścian słoiki z ogórkami kiszonymi, pomalował mojej teściowej włosy na niebiesko i zielono, gdy leżała i oglądała telewizję, gdy miał 2 lata oblal ją całą woda że szlaucha, aż się musiała przebierać...Moglabym wymieniać i wymieniać. Zawsze był bardzo energiczny, ale bardzo inteligentny. Jego zachowanie okropnie męczyło, bo zawsze trzeba było mieć oczy dookoła głowy. Teraz jest trochę spokojniejszy, ale zaczął kłamać. Już nieraz nie wiem, kiedy mówi prawdę. Uczy się dobrze, nie ma z nim kłopotu w szkole. Psycholog tez mówiła, że nie wygląda na zaburzonego. Jest strasznie niesluchliwy. Wszystko na nie. Ciągle chce, by na niego uwagę zwracać. Jest ZABORCZY. Wymusza płaczem, by mąż z nim spał. Jak się położy koło niego, to wymaga, by się na niego patrzył. Nie można powiedzieć, że mu się czasu nie poświęca. Staram się grać z nim w gry planszowe, czytam mu bajki wieczorami. Ale jak każe mu iść spać, to nie chce się kłaść, przychodzi do nas i siedzi z nami, póki mąż do niego nie przyjdzie. Jest ta bardzo męczące. Nie mamy czasu dla siebie z mezem. Od 1,5 roku uprawialiśmy seks tylko 2 razy, w tym jeden raz byl przerwany przez młodszego syna. Właśnie o to chodzi, że ciągle i wszędzie jest starszy. Nie potrafi się sam bawić, chce wszystko robić z nami. Da się mu przysłowiowy palec, to by rękę urwał. Przykładowo mąż skręca meble, da mu wbić gwoździe, to syn by zaraz chciał wiercić wiertarką, kleić klejem i robić wszystko. Ja mu dam wsypać mąkę, jak piekę ciasto, to on będzie zaraz mikserem mieszał, chociaż tłumaczę, że może sobie wkręcić palca. Jak powiem mu, że dzisiaj może pójść do kolegi, to on codziennie będzie chciał chodzić i ja przystanku, gdy odbieram go z autobusu szkolnego będzie codziennie zwoływał kolegów, pytał się czy może do nich iść, itd. Pójdzie jednego dnia, to oznajmia mi, że dziś też jutro pójdzie do Filipa. W lato dużo przebywa na dworze. Jeździ rowerem, chodzi z nami na działkę, nawet mu założyłam własny ogródek, o który miał dbać. Znudził się po dwóch dniach. To nie tak, że nie poświęcam mu czasu. Jak zauważyłam, że gry wkręcają go coraz bardziej to zareagowałam i ukróciłam granie. Telefonu praktycznie nie dostanie ode mnie. Zrobiliśmy tablice plusów i minusów. Jak uzbiera 5plusow to będzie losował nagrodę - pół godziny na telefonie, konsoli, coś słodkiego, itp. Plus może zdobyć, jeśli przez cały dzień będzie bardziej grzeczny niż niegrzeczny. Co wieczór robimy analizę jego zachowania i stawiamy odpowiedni znaczek. Z tym że uzbierał dwa plusy i trzy minusy już. Więc jak zobaczyl więcej minusów, to chciał zdzierać tablicę, że on nie będzie nic zbierał. Dzisiaj dostał minus za pyskwanie, to sobie chciał dopisać plusa.  Potrafi się że mną przepychać przed tablica, odpychać, gdy chce mu postawić minusa. To nie tak, że nie poświęcały mu czasu. Po prostu nie mogę mu poświęcić 100%uwagi, bo to zwyczajnie niemożliwe. Młodszy syn wymaga rehabilitacji. Muszę go rehabilitować również w domu. Poza tym są jeszcze inne dorosłe obowiązki. W lato, jak pisałam, bardzo dużo przebywamy na dworze, właściwie cały czas. Syn ma rolki, rower, hulajnoge, basen, na tym wszystkim spędza czas. Ale on chce, byśmy właściwie no. Stop tylko jemu uwagę poświęcali.. Był też taki zanim się urodził brat, więc to raczej nie zazdrość, a może jednak trochę się to bardziej nasiliło po urodzeniu młodszego? Sama nie wiem. Co do tego, jakim jest starszym bratem, to nie mam większych zastrzeżeń. Dużo mu tłumaczyłam, że kochamy ich tak samo, że teraz on ma odpowiedzialna rolę, jako starszy brat, itd. Wszystko po to, by jakoś mu wytłumaczyć pojawienie się młodszego, w końcu długo był jedynakiem. Cieszy mnie to, że się lubią. Mały nieraz ma zapędy i lubi ciągać za włosy, ale zawsze mu tłumaczę, że tak nie wolno. Starszy mu nie odda. A jak już, to delikatnie po rękach, chociaż hamuje ich, gdy widzę, że próbują się po rękach packac. Oza tym pilnuje go, bo mały lubi wszystko brać do buzi, starszy zawsslze alarmuje i zwraca na to uwagę. Jak młodszy placze, bo próbuje coś wymusić, a ja nie chce czegoś mu dać, to przytula go, mówi do mnie, żebym coś zrobiła, bo on nie może słuchać jak "to dziecko placze".. Często mówię starszemu, że go kocham. O też nam to mówi, nie ma z tym problemu. Może nie codziennie, ale gdy mam chwilę, to kładę się do niego do łóżka i pytam, jak minął dzień, co było w szkole, itd. Tonie tak, że mu się wcale czasu nie poświęca. On chce ciągle więcej i więcej. A ja już czuje, że nie mam siły. Mąż też jest tym zmęczony. Praktycznie nie mamy pożycia jako małżeństwo, nie mamy nawet jak porozmawiać wieczorem, bo syn siedzi z nami i pomimo, że mu kazemy już iść do łóżka, to odwleka w czasie. Jak już widzi, że nic z tego to idzie, ale powie mi np., że jestem wredna matka. Za jakieś 10minut wróci i mówi, że nie może zasnąć i jęczy, by mąż do niego przyszedł. No mam dość

26

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Nie wiem. Dla mnie to brzmi jak normalny, może bardziej energiczny niż standardowe dziecko, 8latek (bo 8 ma, tak?). Nie widzę w jego zachowaniu nic specjalnie dziwnego. Takie dziecko już spokojnie może pomóc z miksowaniem czy skręcaniem mebli pod uważną kontrolą rodzica, skoro chce to robić samo z siebie. Nie wiem w czym tu problem. Tak samo może wymagać poświęcania mu uwagi wieczorami, możecie mu przecież poczytać książkę, albo opowiedzieć bajkę i jak zaśnie, to macie czas dla siebie. Wierzyć się nie chce, że przez 1.5 roku nie potraficie znaleźć czasu na seks wysyłając tego dzieciaka na pół dnia do rodziców jak już zjadą do Polski.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

27 Ostatnio edytowany przez Maga1984 (2021-02-07 23:30:45)

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia
Lady Loka napisał/a:

Nie wiem. Dla mnie to brzmi jak normalny, może bardziej energiczny niż standardowe dziecko, 8latek (bo 8 ma, tak?). Nie widzę w jego zachowaniu nic specjalnie dziwnego. Takie dziecko już spokojnie może pomóc z miksowaniem czy skręcaniem mebli pod uważną kontrolą rodzica, skoro chce to robić samo z siebie. Nie wiem w czym tu problem. Tak samo może wymagać poświęcania mu uwagi wieczorami, możecie mu przecież poczytać książkę, albo opowiedzieć bajkę i jak zaśnie, to macie czas dla siebie. Wierzyć się nie chce, że przez 1.5 roku nie potraficie znaleźć czasu na seks wysyłając tego dzieciaka na pół dnia do rodziców jak już zjadą do Polski.


Ja jestem daleka od podwazania tego co pisze autorka, bo przede wszystim ma porownanie z mlodszym synem i tez podobne odczucia ma jej maz (jesli dobrze zrozumialam). Starszy syn moze rzeczywiscie od urodzenia byl tzw. high need baby, a w trakcie dorastania doszly inne problemy.

28

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

No przecież nie jestem w stanie opisać wszystkiego, co wyprawiał mój syn. Nie wspomniałam o tym, jak tydzień temu mój syn po dłuższej batalii poszedł myć zeby, a okazało się, że wyszorował pasta płytki na ścianie i to takie wielkie koła. A przedwczoraj zamiast myć zeby szorował szczotka o umywalkę, że niby myje. Dzisiaj znowu mąż zauważył, że przy futrynie jest wydłubany dość duży kawałek ściany. Jakiś miesiąc temu poprzekuwal wieko w sudocremie śrubokrętem, a na pytania dlaczego tak robi wzrusza tylko ramionami i mówi nie wiem. Uwierz, że ciężko jest z takim dzieckiem. Przecież wyraźnie napisałam, że czytam mu bajki, czy gram w gry planszowe, układam puzzle. Od małego starałam się mu czas poświęcać. W wieku dwóch lat znał litery, więc to chyba samo z siebie się nie wzięło, ktoś musiał mu je pokazać, nauczyć. Teraz płynnie czyta i co mnie cieszy, interesuje się książkami. Nawet ostatnio jedna w bibliotece wypożyczył "Gang slodziakow" i codziennie czytam mu jedna historie. Albo on sam bierze książeczki dla dzieci i czyta młodszemu. Rysuje, układa lego. Problem w tym, że sam nie chce, często muszę mu podpowiadać, co może robić. Przecież pozwalam mu na pieczenie że mną ciasta, czy mąż też dał mu meble skręcać, ale nie oszukujmy się 8 latek sam mebli nie skręci, trudniejsze rzeczy powinien zrobić dorosły, a mój syn tego nie rozumie. Nie, nie daje mu miksera, bo on z natury jest bardzo nie ostrożny, i zwyczajnie wolę chuchać na zimne. Kiedyś ciągle chciał robić sobie sam herbatę. Więc w końcu uległam i mu pozwoliłam, aż w końcu wylał wrzątek na stol. Dobrze, że nie na siebie. Jest za szybki w tym, co robi, więc miksera ode mnie na razie w ręce nie dostanie.
Piszecie, że nie powinnam się mieszać w małżeństwo moich rodziców. Ja się nie mieszam, nie mówię ojcu, że nie powinien tak czy siak odzywać się do mamy. Tak jak nie mieszało się wiele innych osób, gdy moja mama, jak byłam mała, chodziła z podbitymi oczami, gdy ojciec wykręcał jej ręce, gdy spalił jej nowe ciapy w piecu. Pamiętam to, jak się szarpali w pokoju. Ojciec spalił wtedy nowe ciapy mamie. Ja chwyciłam go wtedy za koszulkę, próbowałam odciągnąć, płakałam i piszczałam, by tego nie robił. Nawet pamiętam kolor tej koszulki - fioletowy. To mi utkwilo w pamięci, bo wtedy ojciec za włosy wyciągnął mnie do kuchni. Pomimo to ojciec mnie nie bil jakoś szczególnie. Bardziej mama. Ale dzisiaj ja rozumiem - odreagowywała. A ja jej wtedy nie lubiłam. Ciągle zapłakana, zapracowana. Jak ja jej wtedy nie lubiłam, gdy wyciągnęła mnie za włosy spod kuchennego stołu, bo nie chciałam iść po lekcję do koleżanki. Bardzo mnie wtedy zbiła. Pamiętam, gdy zbiła mnie szczotka, nie kijem, a tym plastikiem z włosiem. Miała taka szczotkę bez kija. Nie lubiłam wtedy matki. Ale dzisiaj nie mam jej tego za złe. Wiem, że nie miała lekko, a i ja potrafiłam jej nieźle napyskowac. Dzisiaj się nie wtrącam między nich, gdy usłyszę jak ojciec się do niej odzywa, ale wstyd mi niekiedy zwyczajnie. Postawcie się w mojej sytuacji. Siedzimy np. przy grillu, oprócz nas są jacyś znajomi, a mój ojciec do mojej matki zamknij się kretynie, pocałuj mnie w dupe. Jak byście się poczuli? Nie wtrącam się bezpośrednio. Nigdy, bo wiem, że zaraz ojciec powiedziałby mi to, co wy:żebym się nie wtrącała i już by była obraza. Ja mówię to mamie, że musi o siebie zawalczyć, by nie dała się poniżać, żeby przestała mu usługiwać. Moja babcia też potrafi do mojej matki powiedzieć Beatko, a Twój chlop to nie będzie dzisiaj jadł? Więc mama szybko bierze się za obiad, chociaż przed chwilą oboje wrócili z jakichś większych zakupów, gdzie spędzili pół dnia i ona sama jest głodna. No szlag mnie trafia, gdy widzę, jak nią pomiatają. Próbuję ją tylko namówić, by zawalczyła o siebie. Nie, nie wtrącam się. Wiem, że w tym kraju nie wolno  się wtrącać do cudzego małżeństwa. Aż nadto tego doświadczyłam. Nie wtrącali się sąsiedzi, nie wtrącała się policja. Nikt się nie wtrącał. Tylko toksyczna tesciowa może się wtrącać. To zawsze jest mile widziane.

29

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

To, że nie miała lekko nie jest usprawiedliwieniem przemocy.
I ja się zgadzam z tym, co napisała Isabella. To jest Twojej matki decyzja, świadoma bądź nie, że jest w takim związku.

Osobiście mając takich rodziców, po prostu bym się odcięła i nie robiła z nimi grilli i też nie pozwalała im na niekontrolowane przebywanie z moimi dziećmi.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

30

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia
Lady Loka napisał/a:

To, że nie miała lekko nie jest usprawiedliwieniem przemocy.
I ja się zgadzam z tym, co napisała Isabella. To jest Twojej matki decyzja, świadoma bądź nie, że jest w takim związku.

Osobiście mając takich rodziców, po prostu bym się odcięła i nie robiła z nimi grilli i też nie pozwalała im na niekontrolowane przebywanie z moimi dziećmi.

Moja matka jest klasycznym przykładem syndromu sztokholmskiego. Ojciec tak jej wbił do głowy, że jest głupia (niemal codziennie słyszy takie wyzwiska), że po prostu w to uwierzyla. Bez niego nie da rady chyba funkcjonować. Jest też o niego zazdrosna. Zdrada odbiła na niej piętno. Moja matka do tej pory myśli, że na 55-letniego faceta z nadwagą i zapaleniem stawów może polecieć jakas laska. Krok w krok za nim chodzi, gotowa, by biec na jego skinięcie. Herbatkę osłodzi, obiadek poda, czyste spodnie, nawet na głowę przyjmie kilka kretynek dziennie, byle by czasem nie odszedł. Nieraz mam ochotę nią potrząsnąć. Nie mówię, by się rozwodzili, oni jedno od drugiego są zależni, ale chociaż niechby o siebie zawalczyła, postawiła się. A ona tego nie potrafi. Jak ja mam się postawić, skoro nie miałam nigdy w niej wzorca? Ale chociaż próbuję. Matka jest zależna od ojca, chociaż całe życie pracowała. Nie ma prawa jazdy, bo się boi, nie interesuje się kompletnie niczym, bo zawsze to ojciec myśli i decyduje. Tata natomiast jest okropnie leniwy. Nic nie robi w domu, wszystko pod nos. Nigdzie nie znalazłby takiej drugiej kobiety i doskonale o tym wie

31

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Wytrwałam. I wszystko przeczytałam chociaż nie było lekko.
Ja rozumiem autorkę.
Myślę, że każdy z nas chciałby mieć miłe i fajne relacje z rodzicami i rodzeństwem i dlatego dziewczyna dążyła, żeby brat gdzieś poszedł do specjalisty bo liczyła, że do siebie się zbliża. A ma tylko jednego brata...
No i tak samo dziadkowie mimo, że ona kategorycznie mówi, że NIE mają mu takich gadżetów kupować bo ma przykład z brata i martwi się a oni dalej swoje. Czyli nie szanują jej zdania.
Może oni też np wiedzą, że nie mogli Tobie i bratu Tego dać to teraz chcą nadrobić to z wnukami?

Jednak Ci powiem, że Twoi rodzice się nie zmienia. Moja mama robi identycznie z moim synem. Kupuje mu wszystko co on chce.
Zamiast śniadania to słodycze. Oszalec można.
A syn potem twierdzi, że najbardziej kocha babcie.
I milion rozmow i echo.
Także niestety nie licz, że oni się zmienia.
Co do brata to wiadomo, fajnie byłoby odnowić i ocieplić relacje. Ale siła nie zmusisz.

Teraz faktycznie skup się na synu.
A może tak np dla odmiany zapytaj się co lubi grać na konsoli? I powiedz, że dołączysz się?
A potem za to niech zajmie się inna bardziej kreatywna zabawa.
Mój syn też kocha grać.
Ale w telefonie wcale nie gra. Tylko na konsoli. I ta konsole dostaje co drugi lub trzeci dzień na dwie godziny.
I to jest na takiej zasadzie, że pierw oczywiście nauka, potem pomaga mi przy młodszym synku i wtedy może pograć sobie.
Ma rozne gry. Gdzie np sam gra. Ale też ma auta to czasem z nim pogram.

Może musisz rzucić ciut na luz?

Tobą emocje kierują z przeszłości.
Niektórzy mają farta i mają super rodziców i wsparcie i to od urodzenia. A niektórzy niestety nie.
Ciesz się, że Twoi rodzice nie są blisko.
A babcia no cóż.. Tu akurat zgodzę się jak wyżej. Powiedz, że skoro to Twój dom i płacisz to będzie po Twojemu. Nie jesteś wstanie WSZYSTKIEGO zrobić.
W sensie dwa domy ogarnąć plus rodzina.
Tym bardziej, że Twój syn teraz wdg ciebie daje wam w kość.
Wykończysz się.
W sumie i tak super, że w przyszłości będziesz mieć dwa domy. Uwierz mi,ze wiele osób może Ci zazdrościć.
Ja i mój mąż biorąc ślub to też sami na niego zarobiliśmy.
Nikt nam nie pomógł.

Teraz najważniejsze, żebys Ty nawiązała bliższe relacje z synem.

A Co do terapii jak to inne osoby pisaly to nie takie proste...
Raz, że na NFZ to zapomnij a prywatnie to można zbańczyć a poza tym znaleźć kogoś kto naprawdę nam pomoże graniczy z cudem.
Ja bylam u jednej psychoterapeutki i wychodząc stamtąd to czułam się jeszcze gorzej.
I trzeba szukać nowej (oczywiście prywatnie) i mam lęk na kogo trafię.

Tak więc powodzenia i nie daj się niepowodzeniom!
Bądź silna i wytrwała w tym wszystkim!

32

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Jedyną normalną osobą w tym układzie jest brat Autorki...
Żyje po swojemu własnym życiem i nikomu się do niczego nie wpieprza.

33

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Przegranie życia (dosłownie), to nie życie. To uzależnienie, które się leczy i dobrze jest, gdy ktoś potrafi powiedzieć uzależnionemu, że ma problem, bo często taki człowiek nie dopuszcza do siebie myśli o nałogu.
Tylko współczuć takich relacji. Jeśli Twój brat gra od 12roku życia, to Twoi rodzice jak najbardziej ponoszą winę za Wasze złe stosunki. Brat był w takim wieku, gdzie rodzice mogli mieć jeszcze bardzo duży wpływ na jego zachowanie, jak i wychowanie. Olali to. Teraz olewają Twoje kłopoty z Twoim synem. W sumie ciężko stwierdzić dlaczego tak postępują, skoro widzą, co się dzieje z ich dzieckiem. Teraz jest dorosły i faktycznie niewiele mogą zrobić, ale dziwi, dlaczego nie zrobili nic, gdy miał 12,14,16lat...? Nie popełnij ich błędów. Nie daj sobie wmówić, że jesteś zła matka. Samo to, że zauważyłaś problem i odważyłaś się na pierwszy krok w postaci wizyty u specjalisty jest przejawem miłości do dziecka. Zła matka byłabyś, gdybyś nie zrobiła nic. Ty miałaś tą odwagę, której Twoim rodzicom zabrakło. Oni kiedyś zbiorą tego żniwo, Twój brat będzie oczywiście najbardziej pokrzywdzony, ale juz chyba niewiele możesz zrobić. Zrób coś zatem dla Twojego dziecka. Przede wszystkim stanowczość. Dla dziadków, bo oni nie rozumieją, czym grozi uzależnienie od gier. Zresztą, skoro olewają problemy własnego syna, to jak mogą się wnuczkiem przejąć? Mam nadzieję, że masz wsparcie w mężu? Miałaś ciężkie dzieciństwo i oczywiście miało ono wpływ, jakim człowiekiem jesteś dzisiaj. Musisz nauczyć się przede wszystkim asertywności. Nie daj sobą manipulować. Powodzenia

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili

Przed przeczytaniem skonsultuj się  lekarzem lub farmaceutą, gdyż każde słowo niewłaściwie zinterpretowane zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu

34 Ostatnio edytowany przez chomik9911 (2021-02-10 17:07:32)

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Przede wszystkim sama powinnaś pójść na terapię. Wychowywałaś się w patologicznej rodzinie , pełnej przemocy i alkoholu, gdzie niekonsekwencja i szantaże emocjonalne były codziennością. Jest coś takiego jak Szkoła dla rodziców - poczytaj o tym w internecie. Nie potrafię pojąć jak mogłaś z mężem dopuścić żeby Twoi rodzice tak się wtrącali w wychowanie dziecka. Nie pojmuję jak możesz nie mieć wpływu na 8 - latka. Krzyk to żadna metoda wychowawcza. Dzieci się szanuje, z dziećmi się rozmawia, spędza czas i pokazuje poprzez swoje zachowanie jak mają one się zachowywać. Jesteś ich wzorcem- ale skąd masz to wiedzieć po takich przejściach w domu rodzinnym? popracujcie nad sobą, ktoś w końcu uzależnił syna od tych gadźetów. Mój syn ma 4 lata - ale przenigdy nie miałtableta w ręku, telefonu do zabawy. Bajki ma puszczane w określonych porach na chwilę.. Twój syn musiał mieć dużo czasu na gry, kto na to pozwolił?  syn dostawał gadżety od dziadków - nie mogliście ich zabrać? brak konsekwencji, szacunku tak właśnie skutkuje..

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język - po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili.

35

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

A ja mam pytanie z takiej beczki:
jaki jest sens w odpowiedzi cytowanie CALEGO, dlugasnego postu Autorki?

Zyj Tu i Teraz.

36

Odp: Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia
Gosia1962 napisał/a:

A ja mam pytanie z takiej beczki:
jaki jest sens w odpowiedzi cytowanie CALEGO, dlugasnego postu Autorki?

wielokrotnie zdarza sie tak, ze Autor po zobaczeniu odpowiedzi, ktora mu nie pasuje, modyfikuje albo kasuje pierwszy post i nie wiadomo o co mu wlasciwie chodzilo.
Pierwsza odpowiadajaca osoba cytuje calosc i w ten sposob widac wszystko.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Posty [ 36 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Skomplikowane relacje rodzinne- moja historia

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021