Ile prawdy jest w kłamstwie? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Ile prawdy jest w kłamstwie?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

Temat: Ile prawdy jest w kłamstwie?

Witam. Postaram się napisać zwięźle, a za błędy z góry wybaczcie.

Mam 26 lat i jestem po rozwodzie. Obecnego partnera poznałam 2 lata temu. Ma 29 lat i na chwilę obecną wychowujemy córki z poprzednich związków. Dodatkowo jestem w 6 miesiącu ciąży i oczekujemy na nasze wspólne dziecko.

W małżeństwie układało mi się dobrze dopóki ex mąż nie zaczął sięgać po amfetamine. To wtedy zaczęło się dla mnie piekło i ze względu na dobro córki- odeszłam.
Po ponad dwóch latach po odejściu od męża poznałam obecnego partnera. W końcu facet, który zapewnił mi spokój, bezpieczeństwo i wszystko to, czego brakowało mi i mojej córce wcześniej. Spędza z nami czas, interesuje się nami, jest rodzinny... To wszystko to czego bardzo pragnęłam. Jakiś czas temu trochę się to wszystko pozmieniało. Stał się nerwowy, zaczął wymyślać absurdy, które nigdy nie miały miejsca (zarzucał mi zdradę) i zaczęły się awantury, które zaczynały mi przypominać tamto "złe" życie.
Ostatnio myślałam co się dzieje, że są dni, kiedy  tym człowiekiem nie da się wytrzymać bo robi mi z życia piekło. Coś mnie tknęło, aby poszperać tu i ówdzie i znalazłam to, czego nienawidzę bo kojarzy mi się tylko z piekłem, bólem i traumą- narkotyki. Te same, przez które moje małżeństwo się rozpadło.
Pamiętam rozmowy z narzeczonym i to jak mówił "nigdy w życiu!". Przyznał się bo zrobiłam awanturę i przyparłam go do muru. Tak naprawdę brał od zawsze i mimo, że wiedział jaki mam do tego stosunek postanowił mnie oszukiwać.
Większość "znajomych" wiedziała. Prosił ich, aby mi nie mówili więc wszyscy robili ze mnie idiotkę. Oprócz tego stracił na tyle kontroli, że na swojej imprezie urodzinowej (szykowałam ją dla niego dwa dni) oglądał się za młodą siksą bez skrępowania. Widziałam wcześniej, że wodzi za nią wzrokiem, że rozmawiają, piszą na portalu społecznościowym itp. Nie chciałam jednak robić scen zazdrości bo nie chciałam wyjść na niedojrzałą.

Przeprosił, powiedział że żałuje, że jestem najważniejsza i że skończy z używkami. A ja siedzę kolejny dzień z poczuciem, że życie które ułożyliśmy to kłamstwo. Czuję się upokorzona, a moja kobiecość została zakopana głęboko pod ziemią. Nie potrafię nie myśleć o tym, że zrobił ze mnie idiotkę i że przez używki niektóre dni przypomniały mi piekło, do którego nigdy nie chciałam wracać. Gdzie on się podział? Ten cudowny facet? Ojciec dziecka, które noszę pod sercem?

Nie wiem co mam robić, co myśleć. Jestem wrakiem człowieka...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?
Cascada napisał/a:

Przeprosił, powiedział że żałuje, że jestem najważniejsza i że skończy z używkami.

To są tylko słowa, a potrzebne jest realne działanie. Przez tyle czasu nie miał w sobie na tyle chęci i/lub determinacji, by zakończyć 'przygodę' z używkami, że na Twoim miejscu wzięłabym ogromną poprawkę na to, co słyszysz. Niech Ci to pokaże i udowodni.

Gdyby nie fakt, że jesteś w zaawansowanej ciąży, bez wahania napisałabym, żebyś od niego odeszła i nie brnęła w to samo piekło, przez które nie po to raz już przeszłaś, żeby świadomie pakować się w nie od nowa. Poradziłabym Ci to tym bardziej, że to mogłoby na partnera zadziałać jak terapia szokowa, po której być może by się opamiętał. Niestety tylko być może, bo nałóg często wygrywa z rozumem, a na dobrą sprawę nie wiemy na ile jeszcze nad tym panuje, a na ile już 'musi'.

Ciąża to nie jest jednak dobry moment na dodatkowy stres, przeprowadzkę i zamieszkanie samej, zwłaszcza, że jesteś odpowiedzialna również za córkę, ale może masz kogoś z kim lub u kogo mogłabyś tymczasowo zamieszkać, a kto zapewni Ci komfort, poczucie bezpieczeństwa i pomoże w opiece nad dzieckiem, także, a może przede wszystkim, w trakcie nieobecności z powodu porodu i tuż po nim?

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to trudny moment i trudna decyzja, a przy tym radykalne działanie, ale to jest być może jedyna szansa na uratowanie Waszego związku. Jeśli nie, to tym bardziej warto zrobić to jak najszybciej, bo im szybciej się to stanie, tym szybciej Ty się z tego otrząśniesz.

Generalnie bardzo współczuję sytuacji, w której się znalazłaś.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

3

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?

Przykre, ale czy widzisz, że powtarzasz jakiś schemat? Związek z ćpunem -> ciąża. To już było.
Moim zdaniem potrzebujesz pobyć sama z dziećmi, bez faceta i pójść na terapię, by zrozumieć, dlaczego wybierasz sobie takich, a nie innych facetów.
Jesteś taka młoda, a już masz za sobą nieudane małżeństwo. Może za szybko podejmujesz decyzję o wejściu w stały związek.

4

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?
Cyngli napisał/a:

Przykre, ale czy widzisz, że powtarzasz jakiś schemat? Związek z ćpunem -> ciąża. To już było.
Moim zdaniem potrzebujesz pobyć sama z dziećmi, bez faceta i pójść na terapię, by zrozumieć, dlaczego wybierasz sobie takich, a nie innych facetów.
Jesteś taka młoda, a już masz za sobą nieudane małżeństwo. Może za szybko podejmujesz decyzję o wejściu w stały związek.

Tez mi sie wydaje, ze jest to jakis typ faceta, ktory przyciaga autorke.

Wspolczuje bo znam ten typ. Sa takie narkotyki, ktore toleruje brane okazjonalnie. Marihuana i amfetamina, nie sa w tej grupie. Mam bliskich znajomych, ktorzy biora takie rzeczy i mieszkanie z nimi lub zalatwianie czegokolwiek to byl straszny problem.
W dodatku tutaj dochodza dzieci, ktorymi trzeba sie zajac,

'Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba,jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła.'

5 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-11-28 10:31:36)

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?
Cascada napisał/a:

. Gdzie on się podział? Ten cudowny facet? Ojciec dziecka, które noszę pod sercem?

Nie wiem co mam robić, co myśleć. Jestem wrakiem człowieka...

Tak naprawdę nie jesteś wrakiem człowieka masz w sobie nowe życie.
Załamana,rozczarowana,okłamana znowu to samo to czego się bałaś powtarza się .
Chłopak oszukiwał od początku .
Uzależnienie i kłamstwa to komplet .
Bierze się nałogowo i kłamie nałogowo dla "świętego spokoju",żeby czegoś uniknąć lub coś zyskać a potem kłamanie wchodzi w krew i kłamie się mimowolnie bez mrugnięcia.
Uzależnienie to choroba jak wiesz ciężko to przyjąć bo facet chodzi ,pracuje był cudowny.
Ostatnio się zmienił - to choroba uczuć,emocji coś tłumi i wypiera pewnie boi się być rodzicem znowu - nieważne
Uzależnienia się rozwijają przekroczył może kolejną fazę.
Jeżeli tak się stało i już nie panuje nad ćpaniem to nie wróci do brania pod kontrolą nie będzie tak jak obiecuje być może że ograniczy - nie ograniczy będzie ćpał w ukryciu i oszukiwał to już znasz.
Czy sam sobie poradzi ?
Moim zdaniem bardzo mało prawdopodobne.Nikła szansa i nadzieja więcej w tym łudzenia się
Uzależnienie to obsesyjne myślenie o doznaniu ulgi,ukojenia,przyjemność ogromna część dnia idzie na kombinowanie.
Z perspektywy czasu samo odstawienie to pół biedy gorzej wytrwać życie staje się mordęgą nieznośną  to te tłumione emocje roznoszą,nakręcają szukają ujścia wybuchają chcą ulgi powtórki dlatego wywołuje się też kłótnie niby o nic po to żeby trzasnąć drzwiami.
Znam to i dobrze pamiętam ale nie będą Ciebie dołował opowieściami które i tak znasz,nie będę też robił za bohatera,bo ja tu jestem nie istotny (bohaterowie przynudzają,marudzą i bywają zmęczeni).
Ty jesteś najważniejsza niesamowicie istotna masz ogromne znaczenie,dlatego zadbaj o swoje życie .
Jeżeli on pójdzie na odwyk to daj jedna jedyną szansę  nie daj się zaszantażować że jesteś w ciąży i że sama sobie nie dasz rady jakoś dałaś już raz wykorzystaj go ile możesz,a nawet więcej  on łaski nie robi to jego dziecko będzie miał zajęcie.
Odwyk jest konieczny w leczeniu sumienia i uczuć bez tego się wraca lub szuka nowych innych dragów nie koniecznie "chemii'.
Praca ponad miarę,seks,hazard to niektóre.
Ja niby rzuciłem amfę,ale sięgnęłam znowu po alko i marihuanę a alko jest inne nie dawało do końca mi tego co amfetamina
Po alkoholu złamałem się i znowu brałem wszystko od nowa i tak w kółko aż do dna.
Zaangażuj do pomocy swoich bliskich nie wstydź się i nie wahaj sięgać po pomoc najgorzej usiąść i czekać i rozmyślać co będzie
zastanawiać się jak to mogło się stać i znowu powtórzyć.
Zasuwaj po pomoc on jest teraz nie istotny jak będzie chciał to sam znajdzie odwyk nie musisz z nim za rączkę iść jak do dentysty z dzieciakiem.
Nie słuchaj go nie wierz mu że sam przestanie i sam da radę jeden na 10000 może sam bez pomocy w bardzo wczesnej fazie przestaje i nie wraca co z takimi się dzieje - nie wiem to takie jednorożce trochę.
Znam większość z po odwykach,terapiach z AA AN ci sobie dają radę w życiu różnie jest czasem upadają podnoszą się ale idą dalej.
Nie ma sensu gadać Tobie jak ciężko jest .
Nie musisz tego znowu oglądać to nie Twoja wina nie zrobiłaś nic złego ani za wcześnie anie za późno czy powieliłaś schemat - nieważne teraz .
Teraz idź dla siebie po pomoc jak z emocjami  ci ciężko.Nie słuchaj obietnic i przysiąg patrz na to co robi jak nie szuka odwyku to jeżeli możesz odejdź lub wywal go z domu.
Przez jakiś czas będzie niby spokój potem emocje go nakręcą i .... wiesz co będzie.
Najważniejsze - idź po pomoc i wsparcie dla siebie,nie siedź i nie rozmyślaj.
Trzymaj się dasz radę już wiesz że potrafisz zorganizować sobie życie sama  a że znowu co zrobić ,każdy dzień jest nowy.

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

6

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?

Co do typu faceta, jakim jest to właśnie zakochałam się w nim bo był zupełnie inny, niż mój były mąż w fazie, kiedy był "na haju". Dlatego to chyba uśpiło moją czujność. Nieraz wieczorami rozmawialiśmy o tym, jacy ludzie, którzy to biorą są głupi, jakie to szkodliwe, jak wiele to potrafi zniszczyć i jakie to g***o... Uwierzcie, że był taki przekonujący...Miał niemalże identyczny pogląd na ten temat co ja. Krytykował to z taką samą nienawiścią jak ja, dlatego zaufalam. Zaufałam bo po dwóch latach samotności, on naprawdę dał mi dobre życie, którego wcześniej nie miałam.
Miałam w końcu faceta, który nie znika na tydzień zostawiając mnie bez jedzenia i pieniędzy z małym dzieckiem. Uwierzyłam mu i naprawdę oprócz tych "strzałów" nasze życie bylo udane. Stąd decyzja o dziecku, którego zawsze pragnęłam. Poczułam się na tyle bezpiecznie, że oddałam całą siebie i wszystko to, co miałam.

Paslawek, do słów typu "skończę z tym" - jasne, że nie wierzę. Gdyby miały one moc to skończył by wtedy, kiedy dowiedział się, jak mnie to skrzywdziło i że tego nienawidzę. Zresztą na początku związku powiedziałam, że gdybym tylko dowiedziała się, że bierze od razu kopnęła bym go w tyłek. Dlatego jest mi tak bardzo ciężko. Nie umiem o tym nie myśleć. Wstaje i zastanawiam się czy w danej chwili był na haju, czy nie. Kiedy podczas spotkań ze znajomymi wszyscy robili ze mnie głupka. Wyobrażam sobie jak to robi i czuję żal? Nienawiść? Sama nie wiem co.

Cyngli, byłam sama dwa lata. Jestem z rodziny gdzie było dwoje kochających się rodziców. Miałam cudowny dom, samotność bardzo mnie dobijała, ale czekałam na "tego jedynego". Wydawało mi się, że to on bo gdyby nie kłamstwa i te awantury po tym g****e było nam cudownie.

Winter.Kween, z takim człowiekiem nie da się żyć. Musisz żyć w jego świecie paranoi i tłumaczyć się z czegoś, czego nigdy nie było. Fizycznie może i widzisz człowieka, a ze wszystkim zostaje się samemu bo człowiek po tym "wyłącza" racjonalne myślenie. To męka, nie życie.

Olinka, mam mamę, która dużo mi pomaga i "z braku laku" mogłabym do niej pójść. Jest problem- on przyznał się jej do wszystkiego, wiem, że rozmawiali i że zadeklarował się, że pójdzie na odwyk i zrobi wszystko, abym nie dochodziła. Moja mama mu wierzy i mam wrażenie, że jest zła na mnie, że nie umiem mu wybaczyć. Przykro mi, że nie ma osoby, która by mnie zrozumiała. Mnie, albo chociaż to co czuję. Każdy powtarza "daj mu szansę, on się stara. Pomyśl o dziecku", a ja od razu mam przed oczyma sytuacje, w których kłamał, widzę te awantury i czuję to, jak bardzo czuje się zraniona.
Mam też poczucie, że żałuję tej ciąży ponieważ decyzje o dziecku przemyślałam wzdłuż i wszerz i po 7 latach od pierwszego porodu, zdecydowałam się na drugie dziecko, którego zawsze chciałam, ale bałam się zaufać tej drugiej stronie. Nagle dowiaduje się, że to wszystko to jakaś iluzja, którą mi stworzył i czuję się tak, jakbym dała się nabrać. Nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. Jestem zła, za chwilę chce mi się płakać, a za chwilę się boję. Jestem rozbita.

7

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?

Cascado prawdziwe wybaczenie to też akceptacja tego że on jest chory choć uzależnienia zawsze wzbudzają kontrowersje czy to choroba czy nie .
Daj sobie tyle czasu ile chcesz nie śpiesz się z wybaczaniem.
To co teraz czujesz to też bezsilność,ciężko trudno się pogodzić .
Patrz na konkrety nie na gadanie "że jutro się zapisze". Jak trzeba poczekać w kolejce na odwyk może chodzić na mityngi AN w waszym mieście do czasu kiedy przyjmą go na terapię - opór przed leczeniem bywa silny jest cząstką problemu każdy dzień go oddala od decyzji motywacja słabnie jak konsekwencje zdają się mijać a sytuacja poprawiać.Trzymaj go w pewnym napięciu na dystans w niepewności , nie deklaruj się zbyt szybko on czeka na odpuszczenie ,ulgę i euforię a euforia szybko mija nastaje dołek i znowu się chce w euforii też się chce brać.
Czy życie z ćpunem "po" jest możliwe - jest jak zaskoczy na terapii i zacznie trzeźwieć dla siebie to i dla was i dla ciebie.

Cyngli była i jest w podobnej sytuacji że wywołam ją przed front kompani.
Może coś opowie o swoich doświadczeniach wiem że nie ma z tym problemu i jest dumna bo ma powody do prawdziwej dumy.

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

8

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?

Ja, właśnie ze względu na dobro dzieci, odeszłabym od tego faceta niezwłocznie. Po co masz się denerwować jego zachowaniem, paranoją (zazdrość) i kłamstwami? Zrobił Ci świadomie okropne świństwo, przedstawiając się jako ideał faceta a tymczasem potajemnie od początku robił to, czego najbardziej nienawidzisz. Już sam ten fakt go skreśla.
Wystąpiłabym po porodzie o alimenty na nowonarodzone dziecko i o ograniczenie władzy rodzicielskiej z powodu uzależnienia. Jeśli on się ogarnie (w co wątpię, niestety) dałabym szansę jako ojcu - ale już nigdy jako partnerowi dla siebie. Lepiej być samej, niż z kimś komu nie można ufać. Poszłabym też na Twoim miejscu na terapię i nie paliła do kolejnego związku.

9

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?

hej,

mając 24 lata byłaś po rozwodzie? czy w trakcie?

po półtora roku (18 miesiącach od poznania) zaszłaś w ciążę, ile już byłaś razem z tym partnerem?
piszesz również że byłaś 2 lata sama, w którym miejscu te dwa lata są smile


trochę to średnio ze znajomymi, którzy kryją przez ważną osobą, takie zachowania, dla mnie dziwne bynajmniej, dziwni znajomi

piszesz że miałaś kochającą rodzinę, a opisujesz sytuację gdzie twoja matka, nie koncentruje się na tym co z Tobą i dzieckiem które nosisz w sobie, chyba że chodzi jej o to abyś właśnie pomyślała o dobru dziecka

a tu jest potrzeba spokoju, i dbania o siebie, oczekiwania na narodziny

co łączy obydwu partnerów, jeden i drugi sprawiają wrażenie, potrzebują abym im ktoś uwierzył, deklaracje są zawsze puste, gdy nie są równoległe z działaniami

uwierzyłaś, teraz pytanie w co uwierzyłaś, w to co ktoś mówił czy to co widziałaś? czy to co robił?

dobrym rozwiązaniem jest wierzenie w konkrety,

najważniejszym jest teraz, to że jesteś w ciąży, dodatkowy stres nie jest niczym dobrym dla dziecka dla Ciebie
to jest Twój czas, Twojego procesu, nie ma co się koncentrować na tym na co, uwaga tutaj
na co nie masz wpływu, a branie odpowiedzialności za czyjeś decyzje, świadome czy nie, nic na chwilę obecną nie zmienią, więc są tak na prawdę nie potrzebne

i to jest ilość prawdy w kłamstwie dla Ciebie, która jest ważna dla Ciebie tu i teraz


wiesz z treści posta zrozumiałem, że to wcześniejszy partner się awanturował, piszesz o realnych sytuacjach z tego 2 letniego związku?
czy tylko wspominasz, przy okazji przyłapania obecnego partnera, o wspomnieniach z przeszłości?

"Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać"
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

10

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?

Paslawek, problem w tym, że ja nie potrafię traktować uzależnienia jak choroby. Wychodzę z założenia, że skoro ja potrafię nie brać, to każdy inny człowiek gdyby tylko chciał to też by nie brał. Przecież ja też mam problemy, miałam załamania i dołki, z których wydawało by się, że nie mam wyjścia. Nie przyszło mi jednak na myśl, aby uciekać w alkohol czy narkotyki. Może to mój błąd- jednakże inaczej nie potrafię. Dlatego nie widzę dla niego usprawiedliwienia i nie mogę ich słuchać.

Szeptem, dopóki ta sytuacja bezpośrednio mnie nie dotknęła myślałam identycznie jak Ty. Jednak w chwili kiedy macie wspólne życie (mieszkanie, zobowiązania itp) i dziecko w drodze przestaje być to takie proste i oczywiste. Zaczynają się wątpliwości i bałagan, który bardzo ciężko poukładać. Zwłaszcza, że spadło to na mnie nagle w momencie, kiedy czuje się najsłabsza.

Amethis, może chaotycznie to opisałam, piszę w nerwach i zmęczeniu. Ślub wzięłam w wieku 18 lat. W wieku 24 lat byłam już po rozwodzie formalnym. Nie formalnie nie byłam w związku o wiele dłużej ponieważ ex mąż wyjechał za granicę co znacznie wydłużyło proces rozwodu. Co do znajomych- nie wiem czy jest sens tego komentować, odkąd się dowiedziałam nie odpisuje na wiadomości, nie odbieram. Nie chcę póki co z nimi rozmawiać.
To nie tak, że mama nie koncentruje się na dobru moim i dzieci. Napisałam, że odnoszę wrażenie, że nie chce, abym została sama z dwójką dzieci i mieszkaniem do utrzymania bo boi się, jak sobie z tym poradzę. To chyba nie oznacza, że mnie nie kocha?
Uwierzylam w słowa i czyny. Przy mnie nie brał nigdy, nigdy wcześniej nic nie znalazłam, aby móc wysunąć oskarżenie. W połączeniu z przekonującymi rozmowami o tym, że jest to źle myślałam, że mogę być spokojna. A może jednak jestem durna i widziałam to, co chce? Osoby, które tak jak ja nie wiedziały o tym, są w równie wielkim szoku co ja.

Wiem, że powinnam się skupić na sobie, ciąży i córce. Właśnie ze względu na dzieci i trosce o ich przyszłość, nie myślę o sobie. O sobie myślę w momencie, kiedy wzbiera we mnie gniew na własną glopte...

11

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?
Cascada napisał/a:

Amethis, może chaotycznie to opisałam, piszę w nerwach i zmęczeniu. Ślub wzięłam w wieku 18 lat. W wieku 24 lat byłam już po rozwodzie formalnym. Nie formalnie nie byłam w związku o wiele dłużej ponieważ ex mąż wyjechał za granicę co znacznie wydłużyło proces rozwodu. Co do znajomych- nie wiem czy jest sens tego komentować, odkąd się dowiedziałam nie odpisuje na wiadomości, nie odbieram. Nie chcę póki co z nimi rozmawiać.
To nie tak, że mama nie koncentruje się na dobru moim i dzieci. Napisałam, że odnoszę wrażenie, że nie chce, abym została sama z dwójką dzieci i mieszkaniem do utrzymania bo boi się, jak sobie z tym poradzę. To chyba nie oznacza, że mnie nie kocha?
Uwierzylam w słowa i czyny. Przy mnie nie brał nigdy, nigdy wcześniej nic nie znalazłam, aby móc wysunąć oskarżenie. W połączeniu z przekonującymi rozmowami o tym, że jest to źle myślałam, że mogę być spokojna. A może jednak jestem durna i widziałam to, co chce? Osoby, które tak jak ja nie wiedziały o tym, są w równie wielkim szoku co ja.

zakładałem, na podstawie Twojej wypowiedzi, "kontekst rozmowy Twojego partnera z Twoją mamą", i myślę nieświadomości czym są uzależnienia, gdyż nie sądzę że Twoja mam jest specjalistą w tej materii smile


w ogóle nie rozumiem, po co gość poleciał do Twojej matki, że ze strachu to mam nadzieje że nie jestem w błędzie

gdzieś przebiły się do mnie słowa "uwierzyłam, usprawiedliwienie, wysunąć oskarżenie" jakoś mi osobiście nie leżą

to że się widzi co chce to nie bycie durnym, każdy z grubsza widzi to co chce widzieć, wynika to z wielu spraw, nie widzimy obiektywnie zwłaszcza w stresie/magicznym myśleniu smile

wiesz ja bardziej zwracam uwagę na komfort psychiczny i czas w którym dziecko się rozwija, też jest sensem dbanie o miejsce i sytuacje i przestrzeń dla dziecka, itd itp

tyle że jest to i będzie obarczone, myśleniem o partnerze i używkach, opinie obok są tylko opiniami, jakieś światło mogą rzucać, byle nie odbierały myślenia zdrowego

decyzje i ich konsekwencje i spotkanie się z nimi, już sama wiesz w życiu dorosłym kto doświadcza smile

spotyka się samemu smile

"Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać"
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

12

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?
Cascada napisał/a:

Paslawek, problem w tym, że ja nie potrafię traktować uzależnienia jak choroby. Wychodzę z założenia, że skoro ja potrafię nie brać, to każdy inny człowiek gdyby tylko chciał to też by nie brał. Przecież ja też mam problemy, miałam załamania i dołki, z których wydawało by się, że nie mam wyjścia. Nie przyszło mi jednak na myśl, aby uciekać w alkohol czy narkotyki. Może to mój błąd- jednakże inaczej nie potrafię. Dlatego nie widzę dla niego usprawiedliwienia i nie mogę ich słuchać.

Szeptem, dopóki ta sytuacja bezpośrednio mnie nie dotknęła myślałam identycznie jak Ty. Jednak w chwili kiedy macie wspólne życie (mieszkanie, zobowiązania itp) i dziecko w drodze przestaje być to takie proste i oczywiste. Zaczynają się wątpliwości i bałagan, który bardzo ciężko poukładać. Zwłaszcza, że spadło to na mnie nagle w momencie, kiedy czuje się najsłabsza.

Amethis, może chaotycznie to opisałam, piszę w nerwach i zmęczeniu. Ślub wzięłam w wieku 18 lat. W wieku 24 lat byłam już po rozwodzie formalnym. Nie formalnie nie byłam w związku o wiele dłużej ponieważ ex mąż wyjechał za granicę co znacznie wydłużyło proces rozwodu. Co do znajomych- nie wiem czy jest sens tego komentować, odkąd się dowiedziałam nie odpisuje na wiadomości, nie odbieram. Nie chcę póki co z nimi rozmawiać.
To nie tak, że mama nie koncentruje się na dobru moim i dzieci. Napisałam, że odnoszę wrażenie, że nie chce, abym została sama z dwójką dzieci i mieszkaniem do utrzymania bo boi się, jak sobie z tym poradzę. To chyba nie oznacza, że mnie nie kocha?
Uwierzylam w słowa i czyny. Przy mnie nie brał nigdy, nigdy wcześniej nic nie znalazłam, aby móc wysunąć oskarżenie. W połączeniu z przekonującymi rozmowami o tym, że jest to źle myślałam, że mogę być spokojna. A może jednak jestem durna i widziałam to, co chce? Osoby, które tak jak ja nie wiedziały o tym, są w równie wielkim szoku co ja.

Wiem, że powinnam się skupić na sobie, ciąży i córce. Właśnie ze względu na dzieci i trosce o ich przyszłość, nie myślę o sobie. O sobie myślę w momencie, kiedy wzbiera we mnie gniew na własną glopte...

W tym momencie w którym się znajdujesz pytanie o uzależnienie i dylemat czy to choroba czy nie - nie jest moim zdaniem aż tak istotny bo odrywa Ciebie od siebie to prawie zawsze są trochę akademickie dyskusje absorbujące nauka ,medycyna jedno a cześć ludzi drugie.Ocenianie uzależnienia nie jest proste i łatwe a z drugiej strony wiele już wiadomo na ten temat i badania ciągle trwają.
W pewnym sensie zrozumienie tego zagadnienia jest  istotne ale na wszystko przyjdzie u Ciebie czas.
Nie ma co się koncentrować na tym już teraz to może poczekać .
Masz prawo czuć co czujesz zrozumienie przyjdzie jak dasz sobie czas trochę ochłoniesz i uspokoisz się nic na siłę
Teraz zadbaj o swoje sprawy które tylko Ciebie dotyczą bardzo konkretnie ciąża zdrowie posiłki sen odpoczynek wyjścia do ludzi w miarę możliwości rozmowy z kimś zaufanym i nie cenzuruj myśli i tego co czujesz .

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

13

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?
Cascada napisał/a:

Szeptem, dopóki ta sytuacja bezpośrednio mnie nie dotknęła myślałam identycznie jak Ty. Jednak w chwili kiedy macie wspólne życie (mieszkanie, zobowiązania itp) i dziecko w drodze przestaje być to takie proste i oczywiste. Zaczynają się wątpliwości i bałagan, który bardzo ciężko poukładać. Zwłaszcza, że spadło to na mnie nagle w momencie, kiedy czuje się najsłabsza.

Wiesz sęk w tym, że ja kiedyś zostałam sama w ciąży. Nikomu tego nie życzę, to ciężkie - ale zrozumiałam, że lepiej samej niż w złym towarzystwie. Uwierz mi. Ja się przynajmniej wtedy uspokoiłam, wyciszyłam, starałam się cieszyć ciążą na ile to możliwe. Dałam radę.

14 Ostatnio edytowany przez Cascada (2019-12-01 17:32:08)

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?

Paslawek, problem w tym, że nie mogę uspokoić się i odpocząć od tego wszystkiego. Żyje w tym i tkwię- niestety. A to niesie za sobą wiele innych kwestii, których pominąć się nie da. Czyli w skrócie- ponoszę konsekwencje jego decyzji i amoku, a którym tkwił po tym gó*nie.

Szeptem, nie wiem co lepsze, a co gorsze. Jest mi wstyd przed córką, że znowu zafundowałam jej nie szczęśliwą, nie obecną matkę, która nawet nie potrafi dać jej szczęśliwego dzieciństwa. I wszystko to przez moją głupotę i naiwność. Pluje sobie w brodę, że pozwoliłam sobie na tę ciążę i że kolejne niewinne dziecko będzie cierpiało przez moją głupotę. Wstyd mi, naprawdę i nie umiem się cieszyć. Żałuję

Poza tym jedno kłamstwo niesie za sobą wiele innych, o których dowiaduje się codziennie i które chcąc, nie chcąc odbijają się na mnie. Dziś na przykład dostałam wiadomość od ex męża, że mój obecny partner jest mu dłużny pieniądze. Na ulicy zaczepił mnie ostatnio jego pracownik z informacją, że ten się z nim nie rozliczył. Na haju wstawił sąsiadce drzwi, zrobił to źle. Teraz ta pisze do mnie, że chce zwrotu pieniędzy za drzwi- mogłabym napisać jeszcze wiele, ale to chyba za dużo.
Jak w filmie gdzie wszystko jest cukierkowo, a wraz z jednym kłamstwem rozpoczyna się jedna, wielka fala. Albo tornado, które atakuje znienacka i zbiera żniwa.

Nie dowierzam w to wszystko i gdyby nie to, że tu anonimowo mogę się otworzyć to chyba bym zwariowała. Ze wstydu nie mam nawet z kim porozmawiać. Wstyd mi jest się przyznać do własnej głupoty. Gdybym nie napisała tego ja sama, pomyślała bym "troll"...

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?
Cascada napisał/a:

Paslawek, problem w tym, że nie mogę uspokoić się i odpocząć od tego wszystkiego. Żyje w tym i tkwię- niestety. A to niesie za sobą wiele innych kwestii, których pominąć się nie da. Czyli w skrócie- ponoszę konsekwencje jego decyzji i amoku, a którym tkwił po tym gó*nie.

Szeptem, nie wiem co lepsze, a co gorsze. Jest mi wstyd przed córką, że znowu zafundowałam jej nie szczęśliwą, nie obecną matkę, która nawet nie potrafi dać jej szczęśliwego dzieciństwa. I wszystko to przez moją głupotę i naiwność. Pluje sobie w brodę, że pozwoliłam sobie na tę ciążę i że kolejne niewinne dziecko będzie cierpiało przez moją głupotę. Wstyd mi, naprawdę i nie umiem się cieszyć. Żałuję

Poza tym jedno kłamstwo niesie za sobą wiele innych, o których dowiaduje się codziennie i które chcąc, nie chcąc odbijają się na mnie. Dziś na przykład dostałam wiadomość od ex męża, że mój obecny partner jest mu dłużny pieniądze. Na ulicy zaczepił mnie ostatnio jego pracownik z informacją, że ten się z nim nie rozliczył. Na haju wstawił sąsiadce drzwi, zrobił to źle. Teraz ta pisze do mnie, że chce zwrotu pieniędzy za drzwi- mogłabym napisać jeszcze wiele, ale to chyba za dużo.
Jak w filmie gdzie wszystko jest cukierkowo, a wraz z jednym kłamstwem rozpoczyna się jedna, wielka fala. Albo tornado, które atakuje znienacka i zbiera żniwa.

Nie dowierzam w to wszystko i gdyby nie to, że tu anonimowo mogę się otworzyć to chyba bym zwariowała. Ze wstydu nie mam nawet z kim porozmawiać. Wstyd mi jest się przyznać do własnej głupoty. Gdybym nie napisała tego ja sama, pomyślała bym "troll"...

Pożalić sie fajna rzecz, no ale rzeczywistość sie dobija z zewnątrz. Jakie masz w tej chwili plany. Poważne plany, a nie rozmyslania co to bedzie za poł roku. Rozumiem, że z obecnym obecnym partnerem przyszlości nie wiążesz. Jak wygląda logistyka? finanse, mieszkanie, praca?

16

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?

Nie wiem jakie mam plany. Na chwilę obecną mało wiem- jeśli mam być szczera.
Mieszkanie mam swoje. Z finansami jest problem i to spory. Około 1000 zł miesięcznie nie starczy mi na utrzymanie córki i mieszkania to pewne.
Z pracy zrezygnowałam przed zajściem w ciążę, ponieważ partner przejął opiekę nad swoją córką i potrzebował pomocy w jej wychowywaniu. Moja chodziła do szkoły więc nie musiałam rezygnować z pracy. Z pomocą mamy jakoś to wszystko godziłam. Natomiast jak zamieszkała z nami jego córka nie było osoby, która mogłaby się nią zająć w czasie gdy on jest w pracy, więc zrezygnowałam z pracy i wzięłam to na swoje barki. Tym bardziej mam do niego żal, że ja tyle poświęciłam, a on zachował się wobec mnie tak, a nie inaczej. Zrobiłam mu w życiu "dobrze" (nawet mieszkanie chciałam sprzedać, abyśmy wyremontowali jego, które jest większe), a on dał mi w zamian kłamstwa, nerwy i żal.

17

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?

Z czego pochodzi te około 1000 zł ?
Co policzyłaś jako swój dochód?

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

18 Ostatnio edytowany przez Cascada (2019-12-02 10:05:56)

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?

Policzyłam pieniądze, które dorabiam na robieniu paznokci w domu. A tak nawiasem pisząc- co to ma do rzeczy co policzyłam jako swój dochód? Jak to się ma do tematu całego wątku?
Nie wiem czy dobrze odczułam, czy może buzująca gospodarka hormonalna nasunęła takie myśli, ale czy chciałaś dowieść IsaBello, że jestem utrzymanką rządowego programu i byłego męża bo mam alimenty na córkę?
Otóż nie- nigdy nie traktowałam pieniędzy na córkę jako swojego dochodu, dlatego też od 7 miesiąca życia córki byłam aktywna zawodowo. Myślałam, że jasno napisałam bo użyłam słowa "około", natomiast kwota którą dostaje moja córka jest kwotą stałą.

19

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?

Nie absolutnie nie.
Chciałam Ci pomóc w odnalezieniu własnego budżetu.
Będziesz miała 500+ na dwoje dzieci, dodatkowo alimenty na dwoje dzieci, kosiniakowe i becikowe. Jak najbardziej powinnaś się też ubiegać o zasiłek dla osób samotnie wychowujących dzieci.
Programy socjalne są po to, żeby z nich korzystać. Skoro inni mogą, to Ty jak najbardziej również!
I bardzo fajnie, że masz możliwość dorobienia sobie czegokolwiek.
Mając własne mieszkanie nie jesteś skazana na wynajem, który pożarłby Ci przynajmniej połowę Twoich dochodów - to naprawdę baaardzo ważne i kolejny krok do stabilizacji w Twoim życiu.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

20 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-12-02 12:32:23)

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?
Cascada napisał/a:

Nie wiem jakie mam plany. Na chwilę obecną mało wiem- jeśli mam być szczera.
Mieszkanie mam swoje. Z finansami jest problem i to spory. Około 1000 zł miesięcznie nie starczy mi na utrzymanie córki i mieszkania to pewne.
Z pracy zrezygnowałam przed zajściem w ciążę, ponieważ partner przejął opiekę nad swoją córką i potrzebował pomocy w jej wychowywaniu. Moja chodziła do szkoły więc nie musiałam rezygnować z pracy. Z pomocą mamy jakoś to wszystko godziłam. Natomiast jak zamieszkała z nami jego córka nie było osoby, która mogłaby się nią zająć w czasie gdy on jest w pracy, więc zrezygnowałam z pracy i wzięłam to na swoje barki. Tym bardziej mam do niego żal, że ja tyle poświęciłam, a on zachował się wobec mnie tak, a nie inaczej. Zrobiłam mu w życiu "dobrze" (nawet mieszkanie chciałam sprzedać, abyśmy wyremontowali jego, które jest większe), a on dał mi w zamian kłamstwa, nerwy i żal.

Jak to nie jest jakaś tajemnica to czemu partner przejął opiekę nad córką ? Gdzie jest matka jego córki ? Co z nią ?
Domyślam się że nawiązałyście Ty i Twoja córka jakąś więź z córką partnera.
Partner ma mieszkanie. Wynajmuje je może?
Masz gdzie mieszkać,masz mamę z finansami dziewczyny doradziły Ci co możesz ,po to jest opieka społeczna i to Twoje pieniądze jeżeli płaciłaś podatki .
Fałszywy "nieracjonalny" wstyd to część zjawiska zwanego współuzależnieniem ( nie tylko tego - to problem wielu osób) podobnie obawy,lęki,czarnowidztwo,niepokój.Obowiązkowe zamartwianie się na zapas i przejmowanie się sprawami na które faktycznie nie ma się wpływu to się robi i dzieje ponad wszelką "zdrową "miarę" .
Koncentrowanie,kanałowe skupianie się z ogromną przesadą "kompulsywne"  na osobie partnera rozmyślanie o jego motywacjach,intencjach,myślach,uczuciach to też element związku z uzależnioną osobą jak z nim postępować np delikatnie żeby się nie denerwował,nie urazić go i nie było mu przykro i w drugą stronę jak go zmusić do jakichś działań .
Teraz weszłaś w tunel myślenia o jego myśleniu i co Ty masz zrobić jak się zachować aby wróciło  zaufanie i poczucie bezpieczeństwa,albo złudny pozorny spokój za wszelką cenę.No i ta przeszłość rozkminy i analizy tego co było i już się stało - niewielki z tego pożytek skutkiem jest dół psychiczny wzmocniony "hormonami". Zobacz ile miejsca i przestrzeni zostaje Ci na życie własnym osobistym życiem ze sobą żyjesz obok niby w związku nie ma równowagi nie da się kochać za dwoje i "bardziej od siebie samego" .
Wiele spraw uzależniasz od niego,prawie wszystko zaczyna zależeć od niego a jemu nie wiesz do końca na czym zależy,na co możesz liczyć i na czym polegać.Analizowanie przyczyn jego potencjalnego uzależnienia i dociekanie czy to choroba czy świadoma premedytacja to ucieczka przed działaniem na Twoją rzecz możliwe że mimowolna i niezbyt świadoma niezawiniona przez Ciebie
Przejmujesz odpowiedzialność za jego zobowiązania w stopniu nie równym bo myślisz za niego on w tym czasie żyje w chaosie i obsesji kombinuje jak zrobić żeby załagodzić przesunąć i uniknąć konsekwencji w sprawach w których nawalił,niemal prawie cały jego spryt inteligencja idzie w swoiste cwaniactwo miganie się i ściemnianie aby tylko uciec uniknąć skutków działania w amoku i na haju przed po i w trakcie - znasz czubek wierzchołka góry lodowej .Chodzi o jego nakręcanie się nawalanie w życiu ze sprawami które też przeszkadzają w ćpaniu, wywoływanie problemów po to żeby doznać upragnionej wyczekanej ulgi a potem znowu łagodzenie konsekwencji i abarot to tak w dużym skrócie.
Wiele z tego co wyżej napisałem może Ciebie trzymać w miejscu przez Twoje myślenie ono może wywoływać opór przed działaniem możliwe że spodziewasz się że będzie jeszcze gorzej jak coś zdecydujesz.
Dbanie troskę przesuń z niego na siebie i to radykalnie inaczej będziesz się użalać i analizować .
To co napisałem to moje domysły i przypuszczenia oparte na własnych doświadczeniach i historiach refleksjach ludzi w podobnych okolicznościach i sytuacjach z "dwóch stron" takich jak ja ancymonów i osób związanych z takimi jak ja oraz na tym co napisałaś.
Bynajmniej nie chce "ponadnormatywnie nadinterpretować" i mądrzyć się.
Jeszcze raz to nie Twoja wina nie da się kontrolować "całego wszechświata".

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

21 Ostatnio edytowany przez Cascada (2019-12-02 14:39:25)

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?

IsaBella, pieniądze na dzieci pieniędzmi na dzieci... Problem w tym, że nie wiem jak poradzę sobie sama z córką w wieku szkolnym i noworodkiem. Niestety mama mi już nie pomoże w opiece nad dziećmi bo znacznie podupadła na zdrowiu. Ma za sobą raka piersi i ciężki zawał- rozmawiałyśmy na ten temat i nie czuje się już na siłach. Chciałabym być aktywna zawodowo, ale wiem że pogodzenie pracy i opieki nad dzieckiem w pojedynkę jest bardzo ciężkie, zwłaszcza że oprócz mamy nie ma osoby, która mogłaby mi pomóc. Przeraża mnie to.

Paslawek, masz rację. Widzę to, że próbuję za niego wziąć na barki to, co spieprzył na haju. Może dlatego, że otoczenie (nie wiem dlaczego) ze wszystkimi sprawami zwraca się do mnie. Czuję się napiętnowana i chce to rozwiązać dla świętego spokoju. Swojego świętego spokoju. Z drugiej strony chciałabym, aby on ponosił konsekwencje swoich czynów.
Problem w tym, że jestem tym bardzo zmęczona psychicznie, a inaczej nie potrafię. Wiem, że powinnam skupić się na sobie i ciąży i córce, ale ja już o sobie dawno nie myślę- syndrom samotnej matki. Myślę tylko o dzieciach, jeśli już bo zdaje sobie sprawę, że jestem za nie odpowiedzialna. Teraz już podwójnie bo na jego odpowiedzialność jak widać nie mam co liczyć.

Żyjemy teraz jak pies z kotem. Nie chcę go słuchać i znosić wahań nastrojów. Każdy na detoksie tak narzeka? Robi z siebie tak bardzo pokrzywdzonego mimo, że to on wszystko zepsuł? Nie potrafię z nim rozmawiać. Wzbudza we mnie nerwy, agresję... Czuję, że przez jego nałóg cała odpowiedzialność za życie nasze i dzieci spadła na moją głowę. Musze myśleć o butach dla dziewczyn, o szkole, o apelu i wierszykach na Mikołajki, o tym że jedna wyrosła ze spodni, a druga z kurtki itp itd...

22 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-12-02 15:54:46)

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?
Cascada napisał/a:

IsaBella, pieniądze na dzieci pieniędzmi na dzieci... Problem w tym, że nie wiem jak poradzę sobie sama z córką w wieku szkolnym i noworodkiem. Niestety mama mi już nie pomoże w opiece nad dziećmi bo znacznie podupadła na zdrowiu. Ma za sobą raka piersi i ciężki zawał- rozmawiałyśmy na ten temat i nie czuje się już na siłach. Chciałabym być aktywna zawodowo, ale wiem że pogodzenie pracy i opieki nad dzieckiem w pojedynkę jest bardzo ciężkie, zwłaszcza że oprócz mamy nie ma osoby, która mogłaby mi pomóc. Przeraża mnie to.

Paslawek, masz rację. Widzę to, że próbuję za niego wziąć na barki to, co spieprzył na haju. Może dlatego, że otoczenie (nie wiem dlaczego) ze wszystkimi sprawami zwraca się do mnie. Czuję się napiętnowana i chce to rozwiązać dla świętego spokoju. Swojego świętego spokoju. Z drugiej strony chciałabym, aby on ponosił konsekwencje swoich czynów.
Problem w tym, że jestem tym bardzo zmęczona psychicznie, a inaczej nie potrafię. Wiem, że powinnam skupić się na sobie i ciąży i córce, ale ja już o sobie dawno nie myślę- syndrom samotnej matki. Myślę tylko o dzieciach, jeśli już bo zdaje sobie sprawę, że jestem za nie odpowiedzialna. Teraz już podwójnie bo na jego odpowiedzialność jak widać nie mam co liczyć.

Żyjemy teraz jak pies z kotem. Nie chcę go słuchać i znosić wahań nastrojów. Każdy na detoksie tak narzeka? Robi z siebie tak bardzo pokrzywdzonego mimo, że to on wszystko zepsuł? Nie potrafię z nim rozmawiać. Wzbudza we mnie nerwy, agresję... Czuję, że przez jego nałóg cała odpowiedzialność za życie nasze i dzieci spadła na moją głowę. Musze myśleć o butach dla dziewczyn, o szkole, o apelu i wierszykach na Mikołajki, o tym że jedna wyrosła ze spodni, a druga z kurtki itp itd...

Cascado nim to się wcale nie przejmuj.Jakby nie patrzeć na uzależnienia.

Narzeka szuka winnych,może udawać bezradnego,użala się nad sobą rozczula szuka zrozumienia u Ciebie,zgrywa pokrzywdzonego obwinia się i na pokaz może zgrywać winowajcę (tak samokrytyka i samobiczowanie ), że niby tak wszystko zrozumiał,( tak naprawdę to wie co nawywijał i co narobił ale się ciężko przyznać tak uczciwie i szczerze.Teraz toczy walkę bo che i nie chce na przemian i jednocześnie trudna decyzja i ciężki wybór życie bez protezy i dopalania może go przerażać i może to wykorzystać do tego żeby nie przestać ściąganie do tyłu jest silne,a euforia z wybaczenia i wyjaśnienia rozwiązania spraw to silna pokusa.
nosi go bo czuje coś jak głód ,może na razie tego nie ma bo przestraszony, ale często zaraz po tym jak "sprawy nieco przycichną "
będzie znowu do rany przyłóż i zacznie mieć swoje oczekiwania które nie są do spełnienia przez Ciebie chodzi o Twoją uwagę i potwierdzanie że już wszystko załatwione odpuszczone wybaczone,on Ciebie też stale obserwuje i monitoruje Twoje reakcje ,nastroje i na co sobie może pozwolić,może prowokować szukać zaczepki jeżeli uzna że mu nie ufasz tak jak on chce różne duperele wytrącać mogą go z równowagi może się czepiać,albo zgrywać uległego skruszonego,przymilnie nadgorliwy i nadskakujący też może być wszystko pomieszane i poplątane rozproszone,
cały zestaw samo regulowania stanów psychicznych uczuć emocji i całe te działania są nałogowe od lat stosowane manipulacje i sterowanie w głowie sobą i otoczeniem po to by doznać jakiejś ulgi a najłatwiej ją osiągnąć za pomocą powtarzania tego co mu znane i to nie tylko narkotyki są .
Nie jest też tak że wszystko absolutnie jest w nim złe chore nikczemne i podłe chociaż takie często może być wydaje mi się że jeszcze nie jest na takim etapie ale to naprawdę nie jest takie istotne to co on kombinuje.Część jest na pokaz dla Ciebie a część jest autentyczne nie od razu wszyscy stają się potworami i demonami choć z czasem i do tego dochodzi różnie to bywa to bardzo indywidualne kwestie to przechodzenie faz i typy uzależnienia różne wzorce i koleiny jednak podobne do siebie .
Ważne ze Ty jesteś ogarniętą dziewczyną naprawdę tak jest ,twoje poczucie odpowiedzialności za dzieci choć teraz może wydawać się przesadzone jest w gruncie rzeczy naturalne instynktowne choć zaburzone lękami .Jak zaczniesz działać to w wielu sytuacjach przecież dajesz radę rozwiązujesz sprawy i problemy tylko nie dbasz o siebie.Wobec niego twarde warunki i konkretne zadania do wykonania jak mieszka jeżeli udaje głupka i czeka na dyspozycje nie chwal go i nie krytykuj on łaski nie robi że żyje to nie delikates.Potrafi o wiele więcej niż nawet jemu się wydaje.
Masz też pewnie dużo nagromadzonej złości gniewu i rozczarowania co zrozumiałe i też szukasz ukojenia nic w tym dziwnego i złego.

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

23

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?

Paslawek, właśnie tak jest. Ma straszne huśtawki nastrojów. Chce rozmawiać, za chwilę mówi coś w stylu "OK, jak chcesz. Bez łaski", zaraz znów przychodzi i przeprasza i tak w kółko. Jak jest w pracy non stop dzwoni i pisze jakby nic się nie stało. Wiesz... "Co dziś na obiad?" itp- strasznie to męczące. Zwłaszcza, że jedyne czego bym chciała teraz od niego to spokój. Chcę, aby po prostu dał mi spokój. Może nawet i zniknąć, bylebym nie musiała na to patrzeć i tego słuchać. Córka zawsze była dla mnie priorytetem bo ex mąż też się niczym nigdy nie przejmował. Wiedziałam, że albo ja jej zapewnie byt, albo nikt. Taki już nawyk. Nie rozpieszczam jej, absolutnie nie, ale wiem, że moim obowiązkiem jest zapewnić jej byt taki, jaki mi zapewnili moi rodzice.
Teraz dopiero widzę, że wszystko to ja trzymałam "w kupie". On tylko odstawiał prowizorkę, że go to interesuje i że w tym uczestniczy. Każde kupno niezbędnych dla dziewczyn rzeczy, każde zakupy do domu, każda opłata w szkole i nawet każde dodatkowe badania w ciąży- to wszystko moja inicjatywa i organizacja. On "na odwal się" albo dawał na to pieniądze, albo i nie i jeździł ze mną, żebym nie psioczyła. Wiem to bo podczas zakupów czy wizyt lekarskich albo gadał przez telefon, albo na nim grał.

Chyba mi bardziej, niż jemu zależało na tym, aby dać dzieciom i jemu ciepły dom i kochającą rodzinę. Czego też zrozumieć nie mogę bo to on pochodzi z rozbitej rodziny i to on mówi ciągle o tym jak bardzo pragnie mieć dom i rodzinę..

24 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-12-02 16:32:38)

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?

Tak tylko to cały czas większość jest o nim .Pępek wszechświata on - wszystko wkoło niego.
Ja tak mogę pisać długo i dużo o tym co kombinują osoby uzależnione mądrzyć  się i popisywać wiedzą  smile, ale z tego dla Ciebie niewiele będzie wynikać bo to zmierza znowu co zrobić żeby on chciał chcieć albo musiał chcieć .Teraz nie ma doskonale skutecznej instrukcji obsługi Twojego partnera to jest dorosły facet .Nie robi łaski i nie jest za karę .Możemy tak odkrywać Amerykę  biadolić i narzekać ruski rok.
To ze piszesz na forum i wywalasz swoje myśli i uczucia to fajna sprawa, ale to dobiera początek  to też może być taki chwilowy znieczulacz .
W MOPS możesz się dowiedzieć czy przysługuje Ci opiekunka ze względu na choroby mamy czy możesz liczyć na pomoc razie jakby poszedł na odwyk.
Na czynsz też są zniżki jeżeli masz niewielkie dochody o ile coś się nie zmieniło i czegoś nie pomyliłem.
To oprócz odpoczynku dla Ciebie są konkretne zadania a nie psychoanaliza partnera szukanie przyczyn i identyfikowanie skutków.
Narkoman czy alkoholik bierze lub pije głównie dlatego że jest narkomanem lub alkoholikiem w tym momencie to jest tylko istotne jeżeli pójdzie na terapię dowie się co i jak sporo sam może już wiedzieć osoby uzależnione nie źle orientują się w temacie tylko tę wiedzę wykorzystują na własną krzywdę i szkodę..

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

25

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?

poza tym ze sobie z Ciebie zakpił, kpił każdego dnia, jeszcze wdając się w dyskusje jacy to ci co biorą są glupi... to nieodwracalnie i poważnie naraził zdrowie swojego nienarodzonego dziecka - taka sperma przesączona amfą... straszne:(((

26

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?

Z dzieckiem wszystko w porządku. Przynajmniej tak wykazały badania prenatalne, które zrobiłam.
A, że zakpił... Wiem.

27 Ostatnio edytowany przez Cascada (2019-12-11 19:39:44)

Odp: Ile prawdy jest w kłamstwie?

Piszę bo znowu nie mam gdzie wyrzucić zalegającego gniewu i generalnie nie wiem już co robić.

Teraz jak przestał brać coraz częściej sięga po piwko, dwuseteczkę wódki itp. Nie robi tego w domu- broń Boże, ale ja nie piję więc czuję i widzę kiedy jest podpity. On zachowuje się jak gdyby nigdy nic się nie stało...Chce rozmów, wspólnych obiadków, seksu podczas gdy mi nie chce się z nim rozmawiać. Zamknęłam się i mimo, że próbuje nawiązać dialog kończy się to tym, że zdawkowo odpowiadam lub kiwam głową. Nie rozumiem dlaczego tak się dzieje. Niby zależy mi, abyśmy doszli do porozumienia. Z drugiej strony nie mam po prostu chęci na jakiekolwiek współżycie. Czy to emocjonalne czy cielesne. Coś się poważnie zmieniło mi tam, w środku. Jakaś niechęć powstała i dystans. Nielepiej mi wtedy, kiedy go nie ma- nawet drażni mnie to, że dzwoni i nie potrafię zaangażować się w rozmowe.

Najgorsze jest jednak to, że zaczęłam zupełnie inaczej podchodzić do tematu ciąży... Nie planuje już wyprawki z uśmiechem na twarzy, nie oglądam całymi dniami wózków czy ubranek. Straciłam radość z ciąży, którą miałam. Nawet nie chce mi się myśleć nad imieniem dla dziecka. Coraz częściej mam w głowie słowo "błąd".
Mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Czuję się jak wyrodna matka. Zła kobieta. A on dolewa oliwy do ognia. On w siebie wlewa, a we mnie wszystkiego co dobre ubywa..

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Ile prawdy jest w kłamstwie?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018