wytrzymałość psychiczna - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » wytrzymałość psychiczna

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 47 ]

1

Temat: wytrzymałość psychiczna

Różnie ludzie to nazywają, chodzi mi o taką odporność psychiczną na to co niesie życie, na porażki. Wzmacniacie jakoś swoją odporność psychiczną?

Zaczynając od stoików, którzy mają ćwiczenie premeditatio malorum, czyli takie wyobrażenie sobie najgorszych możliwych scenariuszy, no i obmyślenie jak można byłoby zachować się, jak sobie poradzić w takiej sytuacji, po jakieś bardziej współczesne strategie w stylu "zjedz żabę" B. Tracy czyli zacznij dzień od najgorszej rzeczy, którą masz do zrobienia na dany dzień, a potem każda kolejna będzie już prosta.
Wczoraj słuchałam R. Mazura, który bardzo fajnie  rozprawiał się z różnymi mitami np. związanymi z decyzyjnością, wiele osób boi się podejmować decyzje, boi się źle wybrać, wziąć odpowiedzialność, ale brak decyzji to też jakaś decyzja - decydują wtedy przypadkowe okoliczności. Poza tym skąd wiadomo, że decyzja jest dobra, albo zła, nie mamy równoległych żyć, by przebadać różne opcje dla różnych wariantów i wybrać najlepszy. OK, czasem mamy zysk, albo stratę, ale jednocześnie w długoterminowym rozrachunku, to co jest stratą, może być bardzo wartościową nauką, która przyniesie nam więcej zysków. W psychoterapii jest tak samo, lęk narasta, gdy się unika, a maleje, gdy się człowiek konfrontuje z sytuacjami, których się obawia.

Mierzycie się ze swoimi strachami, lękami? Wzmacniacie swoją odporność? Potraficie sobie powiedzieć po jakieś niefajnej awanturze, nie udało się to, to i to, następnym razem będzie lepiej, następnym razem zrobię to, uniknę tamtego, itp. Jak macie się wytłumaczyć przed szefem, wystąpić publicznie to idziecie w paszę lwa odważnie, czy odwlekacie, a nuż się uda wymigać?

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: wytrzymałość psychiczna

hmm, fajny temat smile

"Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać"
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

3

Odp: wytrzymałość psychiczna
Amethis napisał/a:

hmm, fajny temat smile

strategia uniku, a nuż ktoś inny opowie jak sobie radzi big_smile

no cóż taki dział, gdzie ludzie raczej wypłakują się ze swoich porażek, problemów, niż chwalą się, jak się podnieśli z porażki, ale może jednak...

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

4

Odp: wytrzymałość psychiczna

Nie radzę sobie w żaden specjalny sposób. Jestem po prostu dr Jekyll i mr Hyde. Większość ludzi, która mnie zna uważa mnie za ostoję spokoju, skałę, której nie da się wyprowadzić z równowagi. Owszem, jest to część prawdy ale druga jest też taka, że potrafię błyskawicznie eksplodować. Czasem myślę, że nie jest to złe, bo wentyl bezpieczeństwa się przydaje. Poza tym jestem chorobliwie nieśmiały, a to jest jak alkoholizm. Można nie pić ale alkoholikiem się jest. Znów mało kto z mojego otoczenia by powiedział, że jestem nieśmiały wink Jeśli chodzi o decyzyjność niewątpliwie cierpię na prokrastynację. Zawszę i wszędzie w pierwszym odruchu odłożę na później wszystko co się da.
Jak sobie z tym radzić? Ja wybrałem sobie taki zawód, gdzie po pierwsze muszę być na okrągło w kontakcie z ludźmi i jeszcze umieć ich przekonywać. Po drugie, jest to zawód, gdzie głównie co chwila podejmuje się decyzje. Jedna z pierwszych rzeczy jakiej muszą się nauczyć absolwenci w tym zawodzie, to umieć powiedzieć STOP i podjąć decyzję. Nie będzie to najpewniej najlepsza decyzja ever ale będzie najlepsza w tym momencie, bo będzie. Drugą rzecz jaką się muszą nauczyć, to przestać rozpamiętywać po czasie, że podjęli taką decyzję, a nie inną. Owszem, trzeba z tego wyciągnąć naukę na przyszłość ale tamta decyzja już zapadła, koniec i nie ma co drążyć tematu.
Kolejna rzecz. W moim zawodzie błędy popełnia się co chwila. Trzeba nauczyć się z nich wybrnąć ale też przyznać się do błędu. Zdarzało mi się nieraz, że znajdywałem błąd i to taki za grube pieniądze. Trzeba było coś z tym zrobić, a zgodnie z prawami Murphy'ego ukrywanie błędu nic nie da, bo najczęściej wyjdzie na jaw w najmniej korzystnym miejscu i czasie. Co z tym zrobić to już inna para kaloszy. Jeśli naraża to na koszty tylko mnie, to zbieram się i mówię - popełniłem błąd. Jeśli mój błąd obciąża też inne osoby, które uznają, że idziemy w zaparte, to idziemy razem w zaparte. Jednak przed kim trzeba mówię, że jest to moja wina. Nie jest to miłe ale długoterminowo lepsze. Ja nie znoszę kiedy mam coś na sumieniu. Wolę zamknąć temat i mam spokój.
Porażki. Radzę sobie wink Są różne oczywiście ale ogólnie porażki dają mi tzw. speeda. Wtedy na dopingu opracowuję plan wyjścia z sytuacji. Parę razy zdarzył mi się porządny dół ale w zasadzie, to nikt o tym nie wie wink bo kiedy docierałem do domu miałem już wszystko poukładane w głowie i plan naprawczy. Czasem sam się z siebie śmieję, że takie sytuacje stresowe są dla mnie czymś super, bo zasadniczo lepiej funkcjonuję w stresie. Niewątpliwie nieraz sam podświadomie, a czasem świadomie doprowadzam do sytuacji stresowej. Wtedy wszystko jest prostsze. Nie odreagowuje jakoś tych stresów. Na pewno nie alkoholem, tego od zawsze unikam.

To już jest koniec, Piękna przyjaciółko To już jest koniec Moja jedyna przyjaciółko, koniec
Koniec naszych rachub niespełnionych Koniec tego, co trwa nieporuszone Nie umkniesz, ani nie zdziwisz się, to koniec Już nigdy nie spojrzę w oczy twoje...ponownie
Podszedł do drzwi Zajrzał do środka "Ojcze?" "Tak synu?" "Chcę cię zabić" "Mamo...chcę cię...przelecieć"

5

Odp: wytrzymałość psychiczna

ja chyba jestem wytrzymała psychicznie, przynajmniej tak o sobie myślę.
sporo porażek w życiu przeszłam i z każdą kolejną mniej się nimi przejmuję.
żyję w przeświadczeniu, że zawsze sobie jakoś poradzę.
oczywiście mam chwile słabości jak się z kimś rozstaje, ktoś umiera, choruje, komuś dzieje się krzywda. płaczę wtedy, ale nie użalam się nad sobą tylko wyrzucam z siebie złe emocje. i staram się mieć plan a, b, c. jestem odważna i mało czego się w życiu boję.
drobiazgami się nie przejmuję takimi jak praca. to tylko praca, jak nie ta to inna. studia i praca naukowa to też była dla mnie dobra zabawa (która trwa do dziś).
kasę też się zawsze jakoś zarobi jak trzeba, rzeczy materialne typu auto, meble to też dla mnie tylko narzędzia a nie sens życia, nie dmucham i nie chucham. 

generalnie uważam, że ludzie mają problemy ze zbyt małym dystansem do siebie i otoczenia. żyjemy na tej planecie plus minus 80 lat, nikt o nas nie będzie pamiętał po śmierci, a niektórzy podchodzą do życia tak asekuracyjnie jakby wszystkie oczy świata były skierowane na nich.
jest taki cytat "poboisz się, poboisz a później umrzesz i tyle będziesz miał z tego życia"

tak więc moim zdaniem nie należy się bać w życiu (ani ośmieszenia, ani porażek itd.), należy być odważnym, mieć większy dystans do siebie (i do otoczenia) i nie rozczulać się nad sobą.

6 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2019-11-05 18:35:00)

Odp: wytrzymałość psychiczna

Moja odporność psychiczna wynika z dystansu, który utrzymuję wobec siebie samej. Lata temu zdecydowałam się rozprawić z ułudami i zobaczyć rzeczywistość. Ta decyzja uratowała mi życie. smile Nie, nie, nie myślałam o strzeleniu samobója; podjęłam wówczas decyzję o życiu świadomym, niezgodnie z panującymi w środowisku standardami, jeśli były sprzeczne z mymi zasadami, o zaprzestaniu fałszywie pojmowanej szlachetności, o zakończeniu dążenia do bycia idealną w różnych rolach życiowych (tak, tak, skromność była mi nieobca tongue), nauczyłam się okazywać uczucia, zwłaszcza te "dobre", bo jakoś z okazywaniem złości i jej pochodnych kłopotów nie miałam, nauczyłam się prosić o pomoc.
Nie dałam sobie pozwolenia na popełnianie błędów, bo to mym zdaniem zwolnienie się z odpowiedzialności, ale przestałam katować się poczuciem winy, dzięki któremu zamiast korygować - jeśli się dało - albo niwelować niekorzystne skutki błędów, zajmowałam się... sobą (albo użalaniem, albo dokopywaniem sobie).
Z uzależnionej od opinii innych, ukrywającej swą nieśmiałość (Snack, witam w klubie) pod maską ostrej osoby, stałam się łagodną i pokorną, co nie znaczy, że klękam przed kimkolwiek.


Nauczyłam się stawiać czoła swym lękom, strachom. Najpierw od mądrych ludzi usłyszałam, później w książkach napisanych przez innych mądrych przeczytałam, że uciekanie przed lękiem nie ma sensu, że warto stanąć, odwrócić się i przyjrzeć mu się dokładnie, rozłożyć go na czynniki pierwsze, że pomocnym jest działanie, nie zaś - w tym momencie -zajmowanie się sobą i swymi przeżyciami. Wzięłam to sobie do serca i przekonałam się, że zmiana perspektywy i zobaczenie zamiast czubka własnego nosa innych ludzi, znakomicie zmniejsza a nawet likwiduje lęki.


***
Przypomniałam sobie, co znakomicie poprawiło mą odporność psychiczną. smile
Podczas medytacji "spostrzegłam" napis "Zwolnij". Zrobiłam to, zaczęłam faktycznie dbać o siebie, o swój sen, o odpoczynek, o sprawianie sobie przyjemności, o ładowanie akumulatora. Po latach stwierdzam: "To jest TO". smile

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

7

Odp: wytrzymałość psychiczna

A co to takiego?

We all make choices. But in the end, our choices make us.

8

Odp: wytrzymałość psychiczna

Dla mnie jedną z inspiracji była baśń Sobotnia Góra. Gdy byłam jeszcze nastolatką bardzo pomogła mi nie przejmować się ludzkim gadaniem, różnymi lękami będącymi w mojej wyobraźni, nauczyła dążyć do obranego celu. Bo gdyby Jasiek obejrzał sie za siebie lub uległ pokusom, nie zdobyłby żywej wody tylko zamienił się w kamień.
Obecnie radzę sobie inaczej , czar baśni uleciał ale na prawdę czerpałam z niej wiele siły.

9

Odp: wytrzymałość psychiczna
Snake napisał/a:

Porażki. Radzę sobie wink Są różne oczywiście ale ogólnie porażki dają mi tzw. speeda.

Mistrzu, szacun! Uwielbiam ludzi, którzy tak mówią... i też bym tak chciała. W 100% zgadzam się z tym, co mówią, że porażka więcej uczy niż sukces, ale nie zawsze mi to wychodzi, jednak emocje czasem mieszają w moim życiu.

sosenek napisał/a:

oczywiście mam chwile słabości jak się z kimś rozstaje, ktoś umiera, choruje, komuś dzieje się krzywda. płaczę wtedy, ale nie użalam się nad sobą tylko wyrzucam z siebie złe emocje. i staram się mieć plan a, b, c. jestem odważna i mało czego się w życiu boję.

Trochę jest tak jak wiele osób pisze, że trudności wzmacniają. Czas jakiś temu miałam taki okres, gdy 3 ważne osoby w mojej rodzinie poważnie chorowały, ja miałam swoje studia, pracę i rodzinę no i podołałam temu. Za to, wróciłam z wakacji, superowych, cudownych, ciekawych wakacji, a jednak 2 tyg. z moim facetem, który się czepiał jakiś bzdur sprawiły, że psychicznie byłam na granicy deprechy.

Jest dokładnie tak jak piszecie, ta odporność nie bierze się z niczego, tylko z "potyczek" z życiem.

Wielokropek napisał/a:

Lata temu zdecydowałam się rozprawić z ułudami i zobaczyć rzeczywistość. Ta decyzja uratowała mi życie.
/.../Podczas medytacji "spostrzegłam" napis "Zwolnij". Zrobiłam to, zaczęłam faktycznie dbać o siebie, o swój sen, o odpoczynek, o sprawianie sobie przyjemności, o ładowanie akumulatora. Po latach stwierdzam: "To jest TO".

Nie jestem psychologiem, ale chyba większość terapii bierze się z oderwania do rzeczywistości, z lęków, co ktoś tam powiedział, pomyślał, zrobił 20 lat temu i jak bardzo wciąż działa to na teraźniejszość... zamiast stawić czoła tym demonom. Czasem potrzebne jest jakiś naprawdę traumatyczne wydarzenie jak choroba, czy śmierć, by trochę zwolnić tempo, zastanowić się w jakim kierunku i po co podąża się.

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

10

Odp: wytrzymałość psychiczna
Averyl napisał/a:

Jest dokładnie tak jak piszecie, ta odporność nie bierze się z niczego, tylko z "potyczek" z życiem.

Jest jeszcze coś takiego jak nastawienie do życia i wszystkiego wokół. Był taki film z Melem Gibsonem, gdzie bohater przez niego grany słyszy myśli kobiet. Jedną z pierwszą rzeczy jaką zdradził kumplowi z pracy było "stary, one się ciągle czymś zamartwiają!" No i nie wiem jak z ogółem kobiet ale moja kobieta ciągle się o coś zamartwia. O zdrowie dzieci, o ich przyszłość, czy sobie kiedyś poradzą, no tysiąc zmartwień co dzień na karku. Teraz miałem taki incydent i miesiąc spędziłem na łażeniu po lekarzach, którzy mnie nakłuwali, wkładali do jakichś strasznych maszyn i takie tam wink Ona mnie ciągała po tych lekarzach, przez ten miesiąc spać nie mogła, jeden chodzący stres. Ja siedziałem w internecie na stronach sklepów albo jeździłem po sklepach, bo szukałem nowego ciucha i paru gadżetów do wypadów w teren. Nawet nie będę pisał co kupiłem wink Pytam się - o co ci chodzi? Młoda jeszcze jesteś, dasz se radę jak mnie szlag trafi. Każdy kiedyś umiera więc nad czym tu deliberować? No i takie mam ogólnie podejście do wszystkiego, to znaczy zakładam, że będzie co ma być więc po co się tym zamartwiać lol

To już jest koniec, Piękna przyjaciółko To już jest koniec Moja jedyna przyjaciółko, koniec
Koniec naszych rachub niespełnionych Koniec tego, co trwa nieporuszone Nie umkniesz, ani nie zdziwisz się, to koniec Już nigdy nie spojrzę w oczy twoje...ponownie
Podszedł do drzwi Zajrzał do środka "Ojcze?" "Tak synu?" "Chcę cię zabić" "Mamo...chcę cię...przelecieć"

11

Odp: wytrzymałość psychiczna

Spotykają nas różne rzeczy w życiu i po prostu musimy sobie poradzić z nimi i je przejść. Taki trening daje nam siłę do wykopania kolejnych kłód spod nóg i podnosi wiarę we własne możliwości. Doświadczenia życiowe dają nam tą odporność psychiczną, pod warunkiem, że odrobisz lekcje.
Podam przykład.
Urodziłam pierwsze dziecko jako młoda dziewczyna. Dorosła już, ale młoda. Studiowałam zaocznie i pracowałam na dwóch pełnych etatach. Mąż zostawił nas z ogromnymi długami, więc nie miałam wyjścia.
Praca po kilkanaście godzin na dobę, w domu odrabianie lekcji z dzieckiem po nocach, każdy weekend na uczelni i samotne macierzyństwo. Ciągnęłam tak 5 lat (studia jednolite magisterskie, wymagające).
Jak dałam radę? Skąd miałam siłę? Dziś nie mam pojęcia... Dałam, bo musiałam.
Później okazało się, że to był przedsmak tego czemu musiałam stawić czoła.
Moje dziecko zostało zdiagnozowane poważną chorobą genetyczną, która doprowadziła do znacznej niepełnosprawności. Choroba nieuleczalna, szybko postępująca, nie dająca żadnych nadziei ani rokowań na przyszłość. Diagnoza jak wyrok. Mimo to podjęłam wyzwanie i walczę o niego, o jego sprawność, samodzielność. To wojna na śmierć i życie, ze wszystkimi. Z NFZtem, z lekarzami, z rehabilitacją, z funduszami, z ZUSem, z genami i biologią.
Czy dałabym radę z problemami o wiele większego kalibru, gdybym wcześniej nie dostała tego "treningu" odporności psychicznej?
Nie sądzę. Wszystko w życiu dzieje się po coś...
Ludzie mi mówią, że mnie podziwiają, że jestem bardzo silna, odważna i pytają jak to robię. I gdyby mnie ktoś 15 lat temu zapytał czy dźwignęłabym to, zapewne odpowiedzialabym: nie, nigdy, jak?
A prawda jest taka, że życie stawia nas w takiej sytuacji i nie pyta. Wtedy po prostu dajesz sobie radę, bo MUSISZ. Mamy jedno życie, innego nie dostaniemy.
Siła jest kobietą.

12 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2019-11-06 02:11:26)

Odp: wytrzymałość psychiczna

U mnie to klasyczny szpagat. W życiu zawodowym bywam jak ruski czołg i ciężko przerobić mnie na psychiczny złom. Im trudniej, tym staję się bardziej harda i "impregnowana". Zupełnie nie koresponduje to z moim wyglądem, jak twierdzą znajomi. W innych sferach bywam emocjonalną rozwielitką, nadwrażliwcem, powichrowańcem, odmieńcem, dzikusem i żyję z układem nerwowym na wierzchu. Ot, taki chodzący oksymoron ; - )))

13

Odp: wytrzymałość psychiczna
Snake napisał/a:

Czasem sam się z siebie śmieję, że takie sytuacje stresowe są dla mnie czymś super, bo zasadniczo lepiej funkcjonuję w stresie.

Tu mam podobnie - stres niesamowicie mnie mobilizuje. W pewnych kwestiach bliżej mi do faceta niż stereotypowej kobiety, bo jestem zadaniowcem, dlatego jeśli mam problem do rozwiązania, to nie tracę energii na zbędne wygadywanie się, szukanie pocieszenia i rad, ale przybieram maskę 'wszystko u mnie w porządku', myślę nad rozwiązaniem i działam. W działaniu słucham własnej intuicji, nie pozwalam sterować się emocjom ani głosom z zewnątrz. Jednym słowem robię tak, jak czuję i uważam za słuszne. Jeśli muszę odreagować, to rozpadam się po wszystkim, czyli kiedy sytuacja jest już opanowana, a ja czuję się względnie bezpiecznie.

Najlepszym dla mnie sposobem na nadmiar negatywnych emocji jest płacz lub solidne wyżycie się poprzez aktywność fizyczną - co wybieram zależne jest od ogólnej sytuacji i danej chwili. Złość, smutek, bezsilność - to trzeba z siebie wyrzucić, żeby nie zżarło nas od środka.
 
Zauważyłam też, że odkąd nauczyłam się samą siebie całkiem nieźle rozumieć i trafnie odczytywać własne emocje, znacznie łatwiej przychodzi mi mierzyć się z problemami, co pewnie wynika z faktu, że coraz mniej reakcji mnie zaskakuje, a z tymi, które mimo wszystko wymykają się schematom, coraz lepiej sobie radzę. Równocześnie widzę, że jeśli po raz drugi muszę zmierzyć się z podobną lub podobnego kalibru sytuacją do takiej, w której znalazłam się jakiś czas temu, to zdecydowanie świadomiej i po prostu lepiej (w sensie radzenia sobie) na nią reaguję, co znaczy, że wcześniejsze doświadczenia wyraźnie czegoś mnie nauczyły. Dziś czuję się naprawdę znacznie silniejsza, o czym nawet obecnie się przekonuję.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

14 Ostatnio edytowany przez Amethis (2019-11-06 08:19:51)

Odp: wytrzymałość psychiczna
Averyl napisał/a:
Amethis napisał/a:

hmm, fajny temat smile

strategia uniku, a nuż ktoś inny opowie jak sobie radzi big_smile

no cóż taki dział, gdzie ludzie raczej wypłakują się ze swoich porażek, problemów, niż chwalą się, jak się podnieśli z porażki, ale może jednak...

zależało mi na podbiciu tematu, gdzież bym unikowo bierne strategie włączać chciał wink

w moim przypadku to akurat całkiem inny biegun, niż płacz, lament, itd, chodź nie raz łzy miałem przyjemność doświadczyć smile mają moc

był czas że definiowałem i szukałem, chciałem posiąść coś co właśnie wyobrażałem sobie jako odporność psychiczną, dziś zdecydowanie skłaniam się do elastyczności emocjonalnej, jako alternatywy to Twojego zwrotu

myślę sobie, że podstawą w kierunku radzenia sobie, jest po pierwsze dopuszczenie do siebie, że właśnie sobie nie radzę wink to taka oczywista oczywistość

kiedyś miałem tu wątek swój, opis jak sobie nie radziłem, generalnie w skrócie

spotkanie się z uzależnieniem, niedojrzała relacja, masa problemów, ostatnie 4 lata, rozwód wink, od dwóch lat alienacja rodzicielska, zmiana zawodu, w wieku 39 lat, zmiana o 180 stopni kierunku życiowej kariery w kierunku pomocy psychologicznej smile

utożsamiam się z życiowym podróżnikiem,raczej nie potrzeba zbyt wiele wspominać, jak czuję się wewnętrznie taki człek, gdy stoi w miejscu smile gdy brak mu narzędzi, gdy wyobrażenia i to co pod nimi schowane, staje się sufitem własnych perspektyw wink

jadłem z różnych piekarni już chleb, po to aby zrozumieć i doświadczyć jaki smak lubię

spłaszczę trochę tą odporność psychiczną, do samooceny, do wystawienia się na ocenę lub wyobrażenie oceny przez innych, generalnie do umiejętności brania odpowiedzialności za siebie, stawania za sobą, w dalszym tle self love, zadowolenia, spełnienia, poczucia decyzyjności smile sprawczości, w szerszym kontekście dorosłości emocjonalnej połączonej właśnie z pełną akceptacja swoich słabych stron,

dorzucę taki obraz jeszcze, w przenośni, że każda konstrukcja, jaka by nie była piękna, duża, co tam sobie tutaj można wyobrazić, każda bez wyjątku jest zależna od najsłabszego jej elementu

życie pokazało mi, udowodniło bólem wręcz, że moje słabe strony są moimi największymi skarbami, wiesz takimi co się chowa, nie chce pokazać, a przychodzi czas, że niosą, motywują, dają kopa gdy już nie są zależne ale też nie są głuche na czyjeś o nich zdanie

ciągle cię uczę siebie, ciągle mnie życie zaskakuje, w takiej sytuacji nie ma mowy o niezgodzie na popełnienie błędu, na destrukcyjnej postawie w ocenie takich zdarzeń w życiu

bardzo wiele wniosło, do radzenia sobie ze sobą, bo to tak naprawdę wniosło wiele w ocenie, nauka czym jest percepcja, jaką ja mam, którymi kanałami jakie potrzeby idą,

dzięki, temu idę z ciekawością, wręcz dziecka otwartościa, tam gdzie nie poszedł bym wczęśniej, między ludzi którzy na mnie wcześniej działali w różny sposób

mam świadomość że każdą emocję trzeba przez siebie przepuścić, a próby omijania, czy też trzymania nie potrzebnego kończą się źle
dlatego też odporność dziś kojarzy mi się z byciem odpornym na ...

ja nie jestem odporny, jestem autentyczny, otwarty, dbam o swoje potrzeby na poziomie który daje mi bezpieczeństwo, jak czuje wewnętrzne nie czuje zagrożenia z zewnątrz

jest masa haseł rozwojowych, jest masa tricków, cała jednak nauka płynie z doświadczenia, jeśli któreś nie służy szkoda je wzmacniać, a doświadczenia innych są tylko mirażem z którego coś można ale nie trzeba brać
doświadczenia które między racjonalnością a emocjonalnością tworzy pomost smile

myślę że każdy, człowiek powinien, zainteresować się tak zwaną higieną emocjonalną, i relacja potrzebuje takiej wymiany i przestrzeni, i relacja ze samym sobą

jest bardzo wiele teraz popularnych sposobów, metod, wyścig w necie o klienta, obiecanki czegoś, co można tak naprawdę samemu,

największa nauka płynie z nie radzenia sobie, i stosunku do tego, od małego dziecka przecież to działa smile

"Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać"
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

15 Ostatnio edytowany przez Jovanna (2019-11-06 23:32:47)

Odp: wytrzymałość psychiczna

Staram sie rozwijac u siebie poczucie koherencji. Łopatologicznie i w ogromnym skrocie, gdy dzieje sie w moim zyciu cos, co sprawia, ze czuje sie negatywnie zaskoczona, tlumacze sobie, ze to co sie dzieje nie jest matrixem i jest mozliwe. Cos w stylu - nie toleruje zla na tym swiecie, ale jestem swiadoma jego istnienia. Nastepnie zastanawiam sie, czy chce to zmienic i jak bardzo. Jesli tak, uruchamiam kreatywnosc i zastanawiam sie, jak moge wyjsc z tej sytuacji, analizuje i szukam jak najlepszej drogi wyjscia. Unikam w ten sposob bycia ofiarom, bo wiem, ze ja sama rowniez mam wplyw na swoje zycie i podejmuje takie decyzje, w ktorych widze wiekszy sens.

Nie wiem jak do tego doszlo, ale czasami dzieki temu w sekunde potrafie znalezc w sobie poklady odwagi, o ktore bym siebie samej nie posadzala (boje sie, ale dzialam). W wielu sytuacjach, ktore mnie spotyka - czuje sie spojna, dzialam tak, jak bym chciala dzialac, w zgodzie z sama soba. Widze tez sens w swoim dzialaniu. Nawet jesli cos sie nie uda, jestem spokojna, bo wiem, co i dlaczego chcialam osiagnac. Mniej rzeczy zaluje. Latwiej mi opanowac panike, stres, opanowac emocje - bo jak wiemy, czesto reagujemy emocjonalnie i pcha nas to w dzialanie, prowadzace do czegos, co nie koniecznie chcemy osiagnac. Za kazdym razem jak mi sie to uda jestem z siebie mega dumna. Udaje sie czesto, choc nie zawsze jestem w stanie przebrnac przez wlasne emocje. Wlasciwie z moimi emocjami jeszcze sobie radze, gorzej gdy obok mnie ktos panikuje. Nie zawsze wtedy udaje mi sie od tego odciac, musi to byc na prawde powazna sytuacja i potrzebuje widziec ogromny sens w danym dzialaniu, by udalo mi sie ogarnac wlasny tylek.

Kolejna rzecz jaka robie, to odroznianie problemu od trudnosci. Problem jest wtedy, kiedy dzieje sie cos na co nie mam wplywu i moje jakiekolwiek dzialanie na zmiane sytuacji nie ma zadnego sensu i nic nie zmieni. Trudnosc to cos, na co mam wplyw, moge ja naprawic lub zmienic. Jezeli stykam sie z problemem - zastanawiam sie jak bardzo zmieni sie moje zycie. Czy sie zawali, czy moze za kilka dni, miesiecy bede zyc jak dawniej. Jezeli to drugie nie widze sensu sie smucic, odpuszczam i dbam o inne sfery zycia, by ich nie zawalic lub czasami tez staram sie rozwinac w innym kierunku, by ten poziom zlych i dobrych rzeczy sie wyrownal.

Jezeli cos mimo wszystko mi sie nie uda i tego zaluje, jezeli popelnie blad - znowu - zastanawiam sie, czy mam na to wplyw i czy moge to naprawic i wracam do mojego algorytmu smile Moge? Dzialam! Nie moge? A zawali sie swiat? Nie? Odpuszczam.

Trzecia rzecza, o ktorej chcialabym napisac jest poszerzanie horyzontow, poznawanie ludzi ich historii, problemow i trudnosci, z ktorymi musza sie mierzyc oraz ich wyborow i skutkow dzialania. Dzieki temu docenia sie to co sie ma. Ma sie szerszy obraz zycia, niz ten waski, egocentryczny wlasny swiat. Mamy duzo wiecej niz nam sie wydaje. Te nasze ogromne trudnosci nad ktorymi sie uzalamy tak na prawde z punktu widzenia innej osoby sa infantylne. Mozemy sie oburzyc i nie robic nic. A mozemy spojrzec na nie z innej perspektywy.
Wciaz wielu rzeczy nie jestem swiadoma i nie zwracam na wiele z nich tez uwagi. Ale bardzo bym chciala i mam nadzieje, ze cos madrego jeszcze sie naucze. Chodzi mi o to, zebysmy docenili to co mamy, wszystkie narzedzia ktore dostalismy od zycia. Zdrowie. Ludzi, ktorzy zycza nam dobra. Tych ktorzy nam pomogli. Nawet i cholerny pokoj w naszym panstwie. To daje sile do tego, by zrozumiec ile jeszcze mozemy zmienic w naszym zyciu. Jak wiele pseudoproblemow sobie wymyslamy. Jak bardzo sami hamujemy sie w naszym zyciu.

I pewnie, znajdzie sie chwila na to, by dac poniesc sie emocjom. Posmucic. Ale ja nie zamierzam siedziec w tym stanie w nieskonczonosc. Dla mnie to nie jest ok wzgledem tego, ilu cierpiacych ludzi widzialam z prawdziwych powodow i prawdziwych problemow, na ktore wplywu nie mieli, ale od tego zawalil im sie caly swiat i nikt, ani nic nie jest w stanie im w tym pomoc.

I zeby ktos mnie zle nie zrozumial - nie chodzi o to, by cieszyc sie tym co mamy, bo ktos na swiecie ma mniej lub gorzej. Chodzi o to, by docenic narzedzia, ktore mamy by zmienic nasza sytuacje na lepsza. Niektorzy ludzie byc moze nie maja nawet ich. Jesli wykorzystamy te narzedzia i zmienimy cos na lepsze w naszym zyciu - wtedy mozemy sie cieszyc. Taka subtelna roznica.

He said "I'll tell you a little story 'bout the wicked witch of wonder"
Hell! No! Don't let her take my soul!!

16 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2019-11-07 01:12:13)

Odp: wytrzymałość psychiczna
Averyl napisał/a:

Mierzycie się ze swoimi strachami, lękami? Wzmacniacie swoją odporność? Potraficie sobie powiedzieć po jakieś niefajnej awanturze, nie udało się to, to i to, następnym razem będzie lepiej, następnym razem zrobię to, uniknę tamtego, itp. Jak macie się wytłumaczyć przed szefem, wystąpić publicznie to idziecie w paszę lwa odważnie, czy odwlekacie, a nuż się uda wymigać?

W moim przypadku to nie lęk jest wrogiem, bo najpierw tatko robił mi Spartę w domu, a potem drużyna żeglarska pomogła w kształtowaniu woli i pewnych   użytecznych cech charakteru. Jednak dziwna mieszanka niepewności względem podjętej strategii działań, brak siły przebicia i nieumiejętność rozwiązywania konfliktów oraz ognisty temperament sprawiają, że czasem  bardzo wiele tracę. Odporności nie wzmacniam, bo ostatnie lata przyniosły tyle rozmaitych wydarzeń, że samo to podziałało jak hebel na moją psychikę. Publiczne wystąpienia to niemalże moja codzienność i nauczyłam się dość szybko przenosić światło z siebie na materię, którą tej publiczności wykładam i właśnie to, mnie samej, pozwoliło uwolnić się od tremy, niepotrzebnych blokad i obaw jak wypadnę i czy w czasie wystąpienia przypadkiem się nie przejęzyczę, czy nie pójdzie mi oczko  albo czy się nie wyrypię na śliskiej podłodze przed całym audytorium. W takich sytuacjach pomaga mi też poczucie humoru i ogromna wdzięczność za to, że mogę dzielić się z innymi tym, co dla mnie ważne, interesujące i co zwyczajnie lubię.

Według mnie wszystko zaczyna się od świadomości, akceptacji swej niedoskonałości i własnych braków, miernoty, niespełnień, parszywych zachowań, brzydkich wad, a z drugiej, silne przekonanie o tym, co w człowieku stanowi moc, wartość i co czyni go tak osobliwym. Dodatkowo poczucie wolności i wyszarpnięcie się z objęć rozmaitych konwenansów, o których wspomnina Wielokropek pozwalają widzieć siebie takim, jakim się jest i... nie zwariować : - )

17

Odp: wytrzymałość psychiczna

Ja jestem jednym wielkim lękiem. Praktycznie niemal ciągle żyję w strachu przed czymś. Nie ma takiej dziedziny życia w której czułbym się mocny, więc spinam się w wielu sytuacjach. To jest taki "zaklęty krąg" z którego trudno się wyrwać i który napędza nienawiść do samego siebie.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

18

Odp: wytrzymałość psychiczna
Misinx napisał/a:

Nie ma takiej dziedziny życia w której czułbym się mocny, więc spinam się w wielu sytuacjach. To jest taki "zaklęty krąg" z którego trudno się wyrwać i który napędza nienawiść do samego siebie.

Podstawa to akceptacja i zrozumienie swoich słabości. Agresja, to podstawowa reakcja obronna. Jeśli reaguje się agresywnie, to daje się znać wszem i wobec, że nie czujemy się pewnie.

To już jest koniec, Piękna przyjaciółko To już jest koniec Moja jedyna przyjaciółko, koniec
Koniec naszych rachub niespełnionych Koniec tego, co trwa nieporuszone Nie umkniesz, ani nie zdziwisz się, to koniec Już nigdy nie spojrzę w oczy twoje...ponownie
Podszedł do drzwi Zajrzał do środka "Ojcze?" "Tak synu?" "Chcę cię zabić" "Mamo...chcę cię...przelecieć"

19

Odp: wytrzymałość psychiczna
aurora borealis napisał/a:

Według mnie wszystko zaczyna się od świadomości, akceptacji swej niedoskonałości i własnych braków, miernoty, niespełnień, parszywych zachowań, brzydkich wad, a z drugiej, silne przekonanie o tym, co w człowieku stanowi moc, wartość i co czyni go tak osobliwym. Dodatkowo poczucie wolności i wyszarpnięcie się z objęć rozmaitych konwenansów, o których wspomnina Wielokropek pozwalają widzieć siebie takim, jakim się jest i... nie zwariować : - )

Alexander Lowen w "Przyjemność", poza innymi ciekawymi stwierdzeniami, użył też takiego

"Osoba, której brakuje samodoświadczania, zastępuję je samoświadomością"

jestem przekonany, mimo iż może się to wydawać trudne, iż balans pomiędzy jednym a drugim, bez ograniczania jednego drugim i na odwrót, otwiera na życie realne wink

Misinx napisał/a:

Ja jestem jednym wielkim lękiem. Praktycznie niemal ciągle żyję w strachu przed czymś. Nie ma takiej dziedziny życia w której czułbym się mocny, więc spinam się w wielu sytuacjach. To jest taki "zaklęty krąg" z którego trudno się wyrwać i który napędza nienawiść do samego siebie.

to często pokłosie, narzuconej na facetów roli "masz być silny" i nie przyglądnięcia się temu,  nie sprawdza na dłuższą metę, a próby zmiany tego stanu kosztują wiele emocji, które skutecznie podkopują cel smile a tak naprawdę niczego nie udowadnia
i tak się można odbijać od ścian klatki w której się samemu siedzi, to raczej bolesne jest

"Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać"
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

20

Odp: wytrzymałość psychiczna
Snake napisał/a:
Misinx napisał/a:

Nie ma takiej dziedziny życia w której czułbym się mocny, więc spinam się w wielu sytuacjach. To jest taki "zaklęty krąg" z którego trudno się wyrwać i który napędza nienawiść do samego siebie.

Podstawa to akceptacja i zrozumienie swoich słabości. Agresja, to podstawowa reakcja obronna. Jeśli reaguje się agresywnie, to daje się znać wszem i wobec, że nie czujemy się pewnie.

Jeśli masz na myśli atakowanie samego siebie to owszem. W odniesieniu do innych nie jestem agresywny. Nie lubię się kłócić.
Łatwiej zrozumieć i akceptować swoje słabości, kiedy na drugiej "szali" widzi się coś co to równoważy, albo nawet przeważa na plus. Ja natomiast mam coraz większe wrażenie, że kompletnie się nie nadaję do życia i coraz trudniej jest mi robić dobrą minę. Pamiętam jak jedna nauczycielka w liceum kiedyś powiedziała, że ja sprawiam wrażenie jakbym miał coś mądrego do powiedzenia. I teraz nieraz się zastanawiam, czy ludzie myślą, że jestem beznadziejny, czy mądrzejszy niż jestem. Obie te myśli mnie przerażają, bo czuję się pusty. Ludzie do mnie coś mówią, a ja nie rozumiem o co im chodzi i boję się zapytać, żeby nie wyjść na całkowitego idiotę.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

21

Odp: wytrzymałość psychiczna
Misinx napisał/a:

Ja jestem jednym wielkim lękiem. Praktycznie niemal ciągle żyję w strachu przed czymś. Nie ma takiej dziedziny życia w której czułbym się mocny, więc spinam się w wielu sytuacjach. To jest taki "zaklęty krąg" z którego trudno się wyrwać i który napędza nienawiść do samego siebie.

Przeczytaj uważnie wypowiedzi ludzi, bo są bardzo wartościowe.
Znam to, czasem też wpadam w ten schemat, ale nie jest to dobre - wyobraź sobie siebie jako takiego szczurka biegającego w kołowrotku, im bardziej będziesz się nakręcać emocjami - lękiem, tym większe będą te emocje i tym szybciej padniesz.
Ulegasz złudzeniu, że chronisz się przed światem, że ten lęk ostrzega cię przed niebezpieczeństwem, więc możesz uniknąć złej sytuacji... ale co potem jest? złość na siebie samego. A sama sytuacja? co by się stało przy najgorszym scenariuszu? stracisz kasę, przyjaciół, komfort?
Kiedyś słyszałam takie fajne zdanie, że wszystko można odrobić - stracisz pieniądze, zarobisz nowe, stracisz przyjaciół - odbudujesz relację, albo znajdziesz nowych, jedynie czasu nie da się cofnąć, być może jedyna cenna rzecz w życiu.

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

22

Odp: wytrzymałość psychiczna
Averyl napisał/a:
Misinx napisał/a:

Ja jestem jednym wielkim lękiem. Praktycznie niemal ciągle żyję w strachu przed czymś. Nie ma takiej dziedziny życia w której czułbym się mocny, więc spinam się w wielu sytuacjach. To jest taki "zaklęty krąg" z którego trudno się wyrwać i który napędza nienawiść do samego siebie.

Przeczytaj uważnie wypowiedzi ludzi, bo są bardzo wartościowe.
Znam to, czasem też wpadam w ten schemat, ale nie jest to dobre - wyobraź sobie siebie jako takiego szczurka biegającego w kołowrotku, im bardziej będziesz się nakręcać emocjami - lękiem, tym większe będą te emocje i tym szybciej padniesz.
Ulegasz złudzeniu, że chronisz się przed światem, że ten lęk ostrzega cię przed niebezpieczeństwem, więc możesz uniknąć złej sytuacji... ale co potem jest? złość na siebie samego. A sama sytuacja? co by się stało przy najgorszym scenariuszu? stracisz kasę, przyjaciół, komfort?
Kiedyś słyszałam takie fajne zdanie, że wszystko można odrobić - stracisz pieniądze, zarobisz nowe, stracisz przyjaciół - odbudujesz relację, albo znajdziesz nowych, jedynie czasu nie da się cofnąć, być może jedyna cenna rzecz w życiu.

Czas nie jest dla mnie cenny. Nie czuję się specjalnie przywiązany do życia, więc nie żal mi, że mija. Zbliżam się powoli do 50-ki, a czuję mentalnie jakbym miał dużo więcej. Co by się stało w najgorszym scenariuszu ? Są różne warianty najgorszego scenariusza. Nie mam się w sumie czego uczepić w życiu. Czuję się beznadziejny jako mąż, jako facet, jako pracownik, jako ojciec (a raczej ojczym).

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

23

Odp: wytrzymałość psychiczna
Olinka napisał/a:
Snake napisał/a:

Czasem sam się z siebie śmieję, że takie sytuacje stresowe są dla mnie czymś super, bo zasadniczo lepiej funkcjonuję w stresie.

Tu mam podobnie - stres niesamowicie mnie mobilizuje.

W sumie każdy tak ma. Każdy z nas potrzebuje odpowiedniego poziom pobudzenia/stresu do działania. Tylko OPTYMALNY poziom pobudzenia stresowego jest różny u różnych ludzi. To indywidualna kwestia. No i czas jest tutaj istotny. Bo bycie pod presją lub w stresie przez dłuższy czas, ale w mniejszym natężeniu, będzie większym obciążeniem i testem na wytrzymałość niż nawet większy stres, ale na krótszym odcinku czasu.



Dla mnie wytrzymałość nie jest synonimem niewrażliwości i odporności na bodźce. To umiejętność ugięcia się wtedy, gdy występuje taka potrzeba, ale powrót do pierwotnego „kształtu”, gdy trudności mijają. Dla mnie ludzie wytrzymali to tacy, których nie sposób złamać. Ciekawe, czy tacy w ogóle istnieją? :-O

24

Odp: wytrzymałość psychiczna
Misinx napisał/a:

(...) Łatwiej zrozumieć i akceptować swoje słabości (...)

Dla własnego dobra zrezygnuj z wiecznego oceniania wszystkiego w kategoriach 'łatwo-trudno', ten nawyk skutecznie niweluje wszelką motywację. Zrezygnuj też z robienia tzw. dobrej miny, innym ona do niczego nie jest potrzebna, Tobie - szkodzi.

Co ludzie o Tobie myślą? Odpowiedzią kilka zdań o mnie. smile Kiedyś mądra osoba na tak zadane przeze mnie pytanie powiedziała,  że... nic, są zajęci swoimi sprawami. W pierwszej chwili oburzyłam się, później zalałam łzami robiąc z siebie "sierotkę Marysię". Po pewnym czasie odczułam ulgę: nie muszę udawać, zmierzę się z lękiem. Okazało się, że byłam najgorszym swym wrogiem.

Uświadom sobie swe zalety, bo masz je, zacznij je doceniać i zakończ deprecjonowanie siebie, swych umiejętności i możliwości.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

25

Odp: wytrzymałość psychiczna
Wielokropek napisał/a:
Misinx napisał/a:

(...) Łatwiej zrozumieć i akceptować swoje słabości (...)

Dla własnego dobra zrezygnuj z wiecznego oceniania wszystkiego w kategoriach 'łatwo-trudno', ten nawyk skutecznie niweluje wszelką motywację. Zrezygnuj też z robienia tzw. dobrej miny, innym ona do niczego nie jest potrzebna, Tobie - szkodzi.

Co ludzie o Tobie myślą? Odpowiedzią kilka zdań o mnie. smile Kiedyś mądra osoba na tak zadane przeze mnie pytanie powiedziała,  że... nic, są zajęci swoimi sprawami. W pierwszej chwili oburzyłam się, później zalałam łzami robiąc z siebie "sierotkę Marysię". Po pewnym czasie odczułam ulgę: nie muszę udawać, zmierzę się z lękiem. Okazało się, że byłam najgorszym swym wrogiem.

Uświadom sobie swe zalety, bo masz je, zacznij je doceniać i zakończ deprecjonowanie siebie, swych umiejętności i możliwości.

Ja wiem, że jestem swoim najgorszym wrogiem. Dlatego mam problem z tymi moimi zaletami, bo widzę ich mało (jak mam dobry dzień) i nie przeważają one ogólnie kiepskiego obrazu.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

26

Odp: wytrzymałość psychiczna

Misinx, problemem jest więc nie to, że nie masz zalet, ale Twe kłopoty ze wzrokiem. smile

Zacznij zapisywać opinie innych o Tobie. I przyjmij, że ludzie nie mają powodu, by Cię oszukiwać a ich opinia do niczego Cię nie zobowiązuje. Moim zdaniem jesteś odważnym człowiekiem, bo na publicznym forum zdecydowałeś się napisać o sobie.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

27

Odp: wytrzymałość psychiczna
Misinx napisał/a:

Nie czuję się specjalnie przywiązany do życia, więc nie żal mi, że mija.

ja też nie jestem specjalnie przywiązana do życia, trochę nawet zmęczona, a czasem z poczuciem, że już wszystko przeżyłam, doświadczyłam, widziałam, zrobiłam, ...
ale właśnie dlatego wolę, by mój czas był wartościowy, nienawidzę sytuacji gdy budzę się rano i nie wiem, po co! Nie do końca rozumiem koncepcję Frankla, cały czas ją analizuję, jest coś silnego w pytaniu, skoro wszystko jest takie złe i bezsensu, to po co dalej żyć? czemu nie skrócić męczarni życia?

Skoro tak animalistycznie dzisiaj jadę, to przykład z żabą (zakładam, że alegoryczny, a nie doświadczalny). Jeśli wrzucisz żabę do b. gorącej wody, to ona gwałtownie wyskoczy, a jeśli wsadzisz żabę do wody i bardzo stopniowo będziesz podkręcać temperaturę, to żaba się ugotuje, bo nie będzie tego bodźca, że już za gorąco. Z tobą być może jest podobnie (gdybam), znieczuliłeś się na życie, i wszystkie emocje są "płaskie". Te żaby to dobry przykład odporności - jeśli dzieje się coś niedobrego, to reagujesz natychmiast, nie zastanawiasz się czy wytrzymasz jeszcze 5 min, czy 2h dłużej.

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

28

Odp: wytrzymałość psychiczna
Misinx napisał/a:

Ja wiem, że jestem swoim najgorszym wrogiem. Dlatego mam problem z tymi moimi zaletami, bo widzę ich mało (jak mam dobry dzień) i nie przeważają one ogólnie kiepskiego obrazu.

poszukaj zatem w sobie przyjaciela, we dwoje dacie spokojnie radę z wrogiem wink


Wielokropek napisał/a:

Misinx, problemem jest więc nie to, że nie masz zalet, ale Twe kłopoty ze wzrokiem. smile

Zacznij zapisywać opinie innych o Tobie. I przyjmij, że ludzie nie mają powodu, by Cię oszukiwać a ich opinia do niczego Cię nie zobowiązuje. Moim zdaniem jesteś odważnym człowiekiem, bo na publicznym forum zdecydowałeś się napisać o sobie.

z pozytywnych stron tego wierzenia/nie wierzenia I W CO jest takie hasło "powiedz ludziom prawdę i tak Ci nie uwierzą" na tym spokojnie dalej można jechać, spokój miód malina

wzrok samo korektę przejdzie smile

"Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać"
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

29

Odp: wytrzymałość psychiczna

Jeśli chodzi o opinie innych o mnie to nie bardzo jest co zapisywać. Jakiekolwiek opinie pojawiają się bardzo rzadko. Nawet nie wiem co o mnie myślą w pracy. Nie jestem konfliktowy, więc pewnie wrogów tu nie mam.

Przykład z żabą w powoli podgrzewanej wodzie jest dobry. To prawda. Moja żona to nawet twierdzi czasami, że ja lubię być nieszczęśliwy. Ale to nie jest kwestia lubienia.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

30

Odp: wytrzymałość psychiczna
Misinx napisał/a:

Ale to nie jest kwestia lubienia.

wyboru smile

"Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać"
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

31

Odp: wytrzymałość psychiczna
Misinx napisał/a:

(...) Moja żona to nawet twierdzi czasami, że ja lubię być nieszczęśliwy. Ale to nie jest kwestia lubienia.

Będąc na Twym miejscu poszłabym do psychiatry na konsultacje.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

32

Odp: wytrzymałość psychiczna
Wielokropek napisał/a:
Misinx napisał/a:

(...) Moja żona to nawet twierdzi czasami, że ja lubię być nieszczęśliwy. Ale to nie jest kwestia lubienia.

Będąc na Twym miejscu poszłabym do psychiatry na konsultacje.

Chodzę już od wielu lat. Tak się składa, że nawet w tym tygodniu byłem.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

33

Odp: wytrzymałość psychiczna

Rozumiem.
Tylko farmakoterapia czy też psychoterapia? Pytam, nie oczekując odpowiedzi, a jedynie podpowiadając.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

34

Odp: wytrzymałość psychiczna
Wielokropek napisał/a:

Rozumiem.
Tylko farmakoterapia czy też psychoterapia? Pytam, nie oczekując odpowiedzi, a jedynie podpowiadając.

Aktualnie tylko farmakologia. Ale na psychoterapię też długo chodziłem. Aktualnie jest słabo z pieniędzmi.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

35

Odp: wytrzymałość psychiczna

Ale po co chodzisz na psychiatry?
Czytając twoje wypowiedzi odniosłam wrażenie, że z jakiś zewn. powodów (rodzina?) coś tam robisz ze sobą, bo chyba musisz, ale tak na dobrą sprawę to sam nie chcesz. Masz jakąkolwiek wewn. motywację do tego, by cokolwiek robić ze sobą?

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

36

Odp: wytrzymałość psychiczna

Ja, odkąd pamiętam, podchodziłam do trudnych sytuacji jak do rzeczy oczywistych. Zdarzyły się, trzeba przez to przejść i iść dalej. Czasem następowały wahnięcia (śmierć syna zbiła mnie na chwilę z tego toru), ale generalnie, do tej pory właśnie tak mam. A trochę trudnych sytuacji w moim życiu już się wydarzyło. Czasem, kiedy czuję się zmęczona, szukam pomocy np u psychologa. Ostatnio wyładowuję negatywne emocje w trakcie ćwiczeń fizycznych, a w sezonie wiosenno-letnim przekopuję działkę wzdłuż i wszerz tongue Podobno przez znajomych jestem postrzegana, jako niewyczerpany wulkan energii, a nawet ktoś nie całkiem normalny, kto zawsze musi być w ruchu tongue Coś w tym jest. Na pewno pomaga mój optymizm i przekonanie,że nie ma sensu martwić się na zapas, bo i tak dostaniemy po tyłku ze strony, z której nie spodziewamy się ataku.

37 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2019-11-09 01:36:00)

Odp: wytrzymałość psychiczna
Amethis napisał/a:

Alexander Lowen w "Przyjemność", poza innymi ciekawymi stwierdzeniami, użył też takiego:

"Osoba, której brakuje samodoświadczania, zastępuję je samoświadomością"

jestem przekonany, mimo iż może się to wydawać trudne, iż balans pomiędzy jednym a drugim, bez ograniczania jednego drugim i na odwrót, otwiera na życie realne wink

Czy mogłabym prosić Cię o rozwinięcie tej myśli? Zaciekawiła mnie...

Misinx napisał/a:

Ja jestem jednym wielkim lękiem. Praktycznie niemal ciągle żyję w strachu przed czymś. Nie ma takiej dziedziny życia w której czułbym się mocny, więc spinam się w wielu sytuacjach. To jest taki "zaklęty krąg" z którego trudno się wyrwać i który napędza nienawiść do samego siebie.

Przepraszam za, być może, górnolotne porównanie, ale niektórzy ludzie, jak Ty, wydają mi się podobni do masywnych gwiazd. Przeznaczone są, by świecić i ogrzewać. Wyposażone w niewyobrażalną energię, by istnieć i lśnić, ale w wyniku potwornych ciśnień i piekielnej temperatury same w sobie się zapadają... Tyle, że te "fabryki" wodoru i helu mimo, iż gigantyczne, są bezwolne wobec swego kosmicznego przeznaczenia, zaś ludzie posiadają wolę i zdolność kreacji nie tylko siebie, ale i swojego otoczenia. Warto przynajmniej spróbować skorzystać z tych zasobów. Choćby w mikroskali, ot tak, z ciekawości, czy zadziała... ; - )

38 Ostatnio edytowany przez Amethis (2019-11-12 07:31:11)

Odp: wytrzymałość psychiczna
aurora borealis napisał/a:
Amethis napisał/a:

Alexander Lowen w "Przyjemność", poza innymi ciekawymi stwierdzeniami, użył też takiego:

"Osoba, której brakuje samodoświadczania, zastępuję je samoświadomością"

jestem przekonany, mimo iż może się to wydawać trudne, iż balans pomiędzy jednym a drugim, bez ograniczania jednego drugim i na odwrót, otwiera na życie realne wink

Czy mogłabym prosić Cię o rozwinięcie tej myśli? Zaciekawiła mnie...

siedzę trochę w rozwoju, od jakiegoś czasu już, w ramach kontaktu ze sobą
rozwijałem samoświadomość, wierząc iż to że będę wiedział co skąd i dlaczego, czym to jest, uwolni mnie da poczucie bezpieczeństwa, kontroli, przewidywalności itd itp

tak naprawdę cała ta wiedza, jest niczym przy wewnetrznym braku zgody na doświadczanie siebie, ciała i odczuć, myśli i ich wpływowi

można naprawdę dużo wiedzieć, być dobrym obserwatorem, przewidywać, budować strategie
jednak jeśli to będzie bez autentycznego wejścia w sytuacje/zdarzenie w życiu, na spięciu, w odrzucaniu odczuć np z ciała jakie towarzyszą, w moim rozumieniu będzie tylko kopiowaniem zachowań innych ludzi, wizji, złotych rad

dzięki temu, np pozwalam sobie na przepływ, nie trwam tyle w stresie, wchodzę i wychodzę, nie racjonalizuje sobie już zracjonalizowanych spraw, przyjemnie się zaskakuje chociażby tym iż nie wszystko jest tym samym, mam możliwość odczuwać to co z zewnątrz, płynie z tego bardzo wiele informacji smile

poza tym tematyka Lowen-a to głównie tematyka, pracy z ciałem, zrozumienia i przywrócenia energetyki ciała

gdzieś też dla mnie, to uogólnienie do tekstu, że emocjonalność i racjonalność powinna być w jakiejś formie balansu, mającej tendencje do równego poziomu

myślę że nei trudno jest zauważyć, sytuacje gdzie np przygotowuje się ktoś do czegoś ważnego, na każdy wariant jest przygotowany, i OK nie zależnie jak to coś wypada, ciało potem musi odreagować, było w ciągłym napięciu smile

o czym takim, piszę w rozumieniu, oporu przed doświadczaniem a zapełnianiu tego większym poziomem świadomości
czym innym jest dla mnei powiedzieć, czuję to i to, a wejść w to i w pewnym sensie pokierować smile

"Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać"
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

39

Odp: wytrzymałość psychiczna
Averyl napisał/a:

Ale po co chodzisz na psychiatry?
Czytając twoje wypowiedzi odniosłam wrażenie, że z jakiś zewn. powodów (rodzina?) coś tam robisz ze sobą, bo chyba musisz, ale tak na dobrą sprawę to sam nie chcesz. Masz jakąkolwiek wewn. motywację do tego, by cokolwiek robić ze sobą?

Nigdy nie twierdziłem, że coś chodzę do psychiatry z powodu rodziny. Chodzi o to, żeby po prostu móc jakoś egzystować na co dzień. Leki w tym pomagają.
Czy mam motywację do tego by cokolwiek robić ze sobą ? Sam nie wiem. Chciałbym wrócić na terapię, ale ograniczają mnie obecnie finanse. Poza tym nie mam żadnego pomysłu na siebie. Czuję się kompletnie bezwartościowy i bezużyteczny. Gdzieś w którymś momencie życia poszedłem w złym kierunku i teraz tkwię w tym.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

40

Odp: wytrzymałość psychiczna
Misinx napisał/a:

(...) Chciałbym wrócić na terapię, ale ograniczają mnie obecnie finanse. (...)

Próbowałeś w ramach NFZ-u?



(...) żeby po prostu móc jakoś egzystować na co dzień. (...)
Poza tym nie mam żadnego pomysłu na siebie. Czuję się kompletnie bezwartościowy i bezużyteczny. Gdzieś w którymś momencie życia poszedłem w złym kierunku i teraz tkwię w tym.

Jedno z drugim wydaje się być powiązane.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

41

Odp: wytrzymałość psychiczna
Wielokropek napisał/a:

Próbowałeś w ramach NFZ-u?

Tak. Byłem kiedyś na terapii na NFZ, ale to była strata czasu. Zresztą przy ostatniej wizycie u psychiatry pytałem o terapię na NFZ u nich w ośrodku. Powiedział, że jest, ale są długie terminy.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

42 Ostatnio edytowany przez Amethis (2019-11-12 11:41:14)

Odp: wytrzymałość psychiczna
Misinx napisał/a:

Nigdy nie twierdziłem, że coś chodzę do psychiatry z powodu rodziny. Chodzi o to, żeby po prostu móc jakoś egzystować na co dzień. Leki w tym pomagają.
Czy mam motywację do tego by cokolwiek robić ze sobą ? Sam nie wiem. Chciałbym wrócić na terapię, ale ograniczają mnie obecnie finanse. Poza tym nie mam żadnego pomysłu na siebie. Czuję się kompletnie bezwartościowy i bezużyteczny. Gdzieś w którymś momencie życia poszedłem w złym kierunku i teraz tkwię w tym.

każdy pomysł na siebie, zwłaszcza że jest pomysłem, przy odpowiednim nastawieniu jest obarczony ryzykiem porażki, a więc i emocjami, sęk w tym że może być tak samo przy odpowiednim nastawieniu i wkładzie własnym, obarczony ryzykiem WYGRANEJ

dużo sprawniejszym wydaje się nie podejmować ryzyka, bo to w pewnym sensie daje poczucie kontroli i bezpieczeństwa,
jednak skutecznie odcina od doświadczeń, różnorodności, doświadczania życia, co za tym idzie nauce i jakiejś formie realizacji i posuwania się do przodu, samozadowoleniu

bez tego bezsilność, bezradność, bezsens będzie przybierać różne formy lęków

które można spokojnie uciszać różnymi formami substancji jak i czynności

z podobnego koła wychodziłem, tyle że mi było bliżej do monopolowego, kto by tam po lekarzach chodził i po co wink przecież to tylko we mnie myślenie, taki mój skarb był

im dłużej się w tym kole tkwi, tym bardziej wzmacniają się przekonania które go bronią, potem to już walka ze samym sobą,

skoro się nie umiałem zmierzyć z czymś na zewnątrz, cierpiałem, w konsekwencji walczyłem ze swoim cierpieniem,

to naprawdę potrafi na ziemi położyć

jeśli kasy nie ma, to nie można uzależniać od braku jej swojego zdrowia psychicznego, NFZ i jesteś w grze dalej, co oznacza długie terminy? czy to że na pierwszą wizytę się długo czeka? wink czy może coś innego

Czy Twoja bliska rodzina, wie o lekach ?

"Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać"
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

43 Ostatnio edytowany przez Averyl (2019-11-12 12:02:34)

Odp: wytrzymałość psychiczna
Misinx napisał/a:

Poza tym nie mam żadnego pomysłu na siebie. Czuję się kompletnie bezwartościowy i bezużyteczny. Gdzieś w którymś momencie życia poszedłem w złym kierunku i teraz tkwię w tym.

... no to jesteś głęboko w du** sad
(Czasem też tak się czuję.)
Jeśli nie wiesz o co ci chodzi, gdzie zmierzasz i po co, to leki nieco znieczulą beznadzieję, generalnie będą wydłużać wegetację, agonię, ale nie przyniosą ci takiego ukojenie, abyś nie odczuwał dokuczliwości życia.

Trochę jak w temacie -  działa w dwie strony dokładanie tak samo - jeśli walczysz z przeciwnościami, to tak jak wiele osób pisało, gdy pojawiają się na horyzoncie nowe problemy, te osoby wchodzą w stan mobilizacji, by poradzić sobie z przeciwnościami, by działać. Jeśli unikasz problemów - to nasilasz swoje lęki, niechęć, niemoc do działania, a to wzmacnia negatywną samoocenę, źle się czujesz ze sobą.
Wielu psychologów, trenerów mentalnych, itp magików od psyche twierdzi, że im bardziej się wystawiasz na różne nieprzyjemności, problemy, tym stajesz się bardziej wytrzymały. Trening czyni mistrza, nie tylko mięśnie fizycznie można wzmacniać, ale również ducha.

Nie jestem psychologiem, mogę co najwyżej napisać ci, co mi pomaga, gdy czasem mam takie klimaty - to prosta strategia: co się stanie takiego strasznego w danej jeśli podejmę jakieś działanie, czy skutki będą straszniejsze niż moje niezadowolenie z siebie samej? Zazwyczaj nic nie jest tak straszne dla mnie, jak świadomość, że będę wkurzona na siebie samą. Poza tym, ja sobie pozwalam na błędy, porażki, złe decyzję, jeśli mam z tego zysk w postaci spokoju ducha.

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

44 Ostatnio edytowany przez Amethis (2019-11-12 12:33:48)

Odp: wytrzymałość psychiczna
Averyl napisał/a:

Wielu psychologów, trenerów mentalnych, itp magików od psyche twierdzi, że im bardziej się wystawiasz na różne nieprzyjemności, problemy, tym stajesz się bardziej wytrzymały. Trening czyni mistrza, nie tylko mięśnie fizycznie można wzmacniać, ale również ducha.

oj tu się potrzebuję odezwać być duże uogólnienie, osoba która się "nie wystawiała" pierwsze co to dostanie porządnie " po mordzie" i tego się boi w dużej mierze, bo pod skórą to czuje, i to jest realne

może próbować naiwnymi torami iść, ale konsekwencje i brak przygotowania skutecznie pokażą/ zweryfikują, tak czy tak wróci się do czarnej d

trochę w czarne d, siedziałem wink

tak samo jak jest jedna teza dość mocno wzmacniana, która do tego samego w moim odczuciu prowadzi, a która jest zasłoną braku umiejętności pracy z druga osobą, głosi że jeśli zmiana nie następuje, to ta osoba jest nie gotowa, i nie upadła dostatecznie nisko, aby pomoc przyjąć i aby pomoc przyniosła zmianę,

jakoś nikt nie bierze wtedy odpowiedzialności, że może pomoc były do DDD nie podobna, oczywiście będą dowody na to i na to, każda sytuacja jest indywidualna, co wydaje się brakiem nie osoby sięgającej po pomoc( z uwagi pozycji w której przychodzi) a osoby jej udzielającej (braku posiadania tego:)

wielu magików jedzie właśnie na tychże brakach, strategiach, jak i potrzebach psychologicznych

co się dzieje jeśli człowiek sam nie wie jak sobie to dać, nie ważne jakie są przyczyny?
ano, sprawia to że idzie to tego kto w najbardziej ujmujący sposób je "sprzeda",

smile

to ja napiszę, tak

osoba o której rozmawiamy, ma bardzo wielki potencjał, siła jego cierpienia, jest miarą nie uwolnionych możliwości smile mam sposób aby wink to przekuć w siłę, wtedy będzie mogła iść przez życie jak burza, żadnych granic, same możliwości, o których wcześniej nawet nie śniła, a i podziw otoczenia nie będzie miał możliwości do zatrzymania, specjalnie ciut to przerysowuje

a już poważniej, wydaje mi się że wiele osób nie potrzebuje terapii, psychologa

czasem wystarczy zdrowa relacja,
czasem można kogoś mądrego posłuchać,
czasem wystarczy normalnie wprost zapytać/poprosić
jak wszędzie metoda małych kroków, błędów wniosków

przecież dorosła osoba nie będzie odbierała tego źle, że ktoś się z czymś zmaga i chce to rozwinąć, ba
myślę że szacunek i uznanie, czasem kawałek doświadczenia czyjegoś, jak najbardziej autentyczny dostanie,  to będzie pomoc smile

sęk w tym, że można długo siedzieć w sobie w ten sposób, z wielu powodów, nawet środowisko/rodzina będą wzmacniać trwanie w przekonaniach, która mają gwarantować nie naruszalność czarnej D

a to już, idealne pole do frustracji, irytacji, nie spełnionych marzeń i oczekiwań, czarnowidztwa

no i oczywiście druga pułapka młodzieńczej części osobowości, że jak zrobię to i to, to już znikną te wszystkie sytuacje i będzie kraina mlekiem i miodem płynąca,

będzie spokojnie w tych miejscach w które włożyliśmy wysiłek,

nie jest to gwarancja jednak żadną spokoju, dopóki wchodzą w grę czynniki zewn. połączone z  marzeniową/roszczeniową, wyobrażeniową oceną smile

doświadczenie tego jednak daje, może dać, naprawdę z całkiem innej półki wiedzę smile z ta wiedzą można juz zdecydowanie w bardziej komfortowej formie, iść przed siebie

"Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać"
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

45

Odp: wytrzymałość psychiczna

Amethis nie wiem, czy cię zrozumiałam, pewnie każdy z nas ma inne doświadczenia i inne spojrzenie na świat.


Amethis napisał/a:

głosi że jeśli zmiana nie następuje, to ta osoba jest nie gotowa, i nie upadła dostatecznie nisko, aby pomoc przyjąć i aby pomoc przyniosła zmianę

tak, w wielu przypadkach tak jest, ale nie zawsze - wiele osób, szczególnie w depresji jest jakby zawieszona, trochę jak człowiek tonąc jest już pod wodą, zaczyna się dusić, dławić wodą, brak mu powietrza, a wciąż za daleko do dna, by się odbić. Z moje obserwacji wynika, że łatwiej jest się odbić, gdy już sięgnęło się dna (chociaż nie zawsze się udaje), niż cokolwiek zrobić gdy jest się w stanie zawieszenia. A tak odczytałam wypowiedzi Misinx, utknął w swoim życiu i nie ma pomysłu na żaden krok, ani do przodu, ani do tyłu, ani w bok.

Amethis napisał/a:

oj tu się potrzebuję odezwać być duże uogólnienie, osoba która się "nie wystawiała" pierwsze co to dostanie porządnie " po mordzie" i tego się boi w dużej mierze, bo pod skórą to czuje, i to jest realne

j.w. wolę czasem dostać "po mordzie" vel po du***, bo to mobilizuje do działania, poza tym jeśli sobie wyobrazisz sytuację, potencjalne konsekwencję, to okazuje się często, że już wielokrotnie zdarzało się doświadczać czego podobnego, ale nawet bardziej bolesnego.


Druga rzecz, która mi pomaga wyjść z takich sytuacji, to wdzięczność. Kiedyś ktoś w ramach ćwiczenia rzucił zadanie, by każdego dnia spisywać 3 rzeczy za które jest się wdzięcznym w danym dniu. Polecam, na początku idzie to jak po grudzie, a potem zostaje na wszystkie życiowe sytuacje.


*Amethis  wysłałam ci maila

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

46

Odp: wytrzymałość psychiczna
Averyl napisał/a:

*Amethis  wysłałam ci maila


ponów jeśli możesz, do  maila w profilu nie mam już dawno dostępu, podmieniłem w profilu na działajacy

"Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać"
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

47 Ostatnio edytowany przez Amethis (Wczoraj 07:50:36)

Odp: wytrzymałość psychiczna
Averyl napisał/a:

wiele osób, szczególnie w depresji jest jakby zawieszona, trochę jak człowiek tonąc jest już pod wodą, zaczyna się dusić, dławić wodą, brak mu powietrza, a wciąż za daleko do dna, by się odbić. Z moje obserwacji wynika, że łatwiej jest się odbić, gdy już sięgnęło się dna (chociaż nie zawsze się udaje), niż cokolwiek zrobić gdy jest się w stanie zawieszenia.

Averyl napisał/a:

j.w. wolę czasem dostać "po mordzie" vel po du***, bo to mobilizuje do działania, poza tym jeśli sobie wyobrazisz sytuację, potencjalne konsekwencję, to okazuje się często, że już wielokrotnie zdarzało się doświadczać czego podobnego, ale nawet bardziej bolesnego.

wiesz jedno i drugie są ze sobą powiązanie, to co opisujesz wyżej, jest przyczynowo skutkowe

nie odnosisz wrażenia, że takie dobijanie się od tych skrajności, jest po prostu czymś w stylu zniewolenia z własnego wyboru, lub z braku możliwości podjęcia innego wyboru,

"łatwiej jest się odbić, gdy już sięgnęło się dna" jest to bardzo pojemny zwrot, jak i "dostać "po mordzie" vel po du***", obydwa te opisy mówią mi o pozycji ofiary, o trwaniu do końca, o nie obecności
mówią również w moim języku wink o tym że muszę wszystko, tu rozumiem wiele spraw, stracić oddać, dopiero wtedy należy mi się prawo do zmiany, do ruchu, do motywacji

ja wiele lat tkwiłem w tych schematach, dziś mógłbym powiedzieć spokojnie, ze wytrzymywanie tego bólu, to była odporność psychiczna, tyle że ona nic mi nie dała, poza powolnym opadaniem na moje dno
miejsce z którego pozostają dwie drogi, jedna daje możliwość już tylko do góry, drugiej nikomu nie polecam, na całe szczęście nie miałem w sobie odwagi

zdecydowanie wolę sytuację, w której mogę mniejszymi nakładami, mniejsza ilością powtórzeń, mogę decydować o kierunku w jakim podążam

wiesz w pewnym sensie sięgnąć dna to po prostu zatrzymać się, rozglądnąć, paradoks tego jest taki, że dopóki mogę po coś sięgnąć, coś zrobić, coś wykorzystać, co i tak wzmacnia trwanie w tym kole, dopóty będę w tym kole się miotał, szarpał, udowadniał, pisałaś o energii duchowej, nie będę wstanie się naładowywać i czerpać ją, także


Averyl napisał/a:

Druga rzecz, która mi pomaga wyjść z takich sytuacji, to wdzięczność. Kiedyś ktoś w ramach ćwiczenia rzucił zadanie, by każdego dnia spisywać 3 rzeczy za które jest się wdzięcznym w danym dniu. Polecam, na początku idzie to jak po grudzie, a potem zostaje na wszystkie życiowe sytuacje.

idzie jak po grudzie, przecież jak wszystko jest bez sensu, no to takie byle co, też będzie wink tu też chodzi o to aby nie odlecieć, wszech wdzięczność, bo to znów pozycja ofiary i przyciąganie wybawców smile

mam grupę znajomych, gdzie za wspominane wyżej przez Ciebie formy informacji, jest wdzięczność, w tym leży siła tych relacji smile
czasem nie widzi się czegoś z boku, jak już się wyjdzie poza nawias, to są cudowne informacje zwrotne, no i przestają dziecinne formy ruszać i wpływać

dla mnie elastyczność emocjonalna, odporność pachnie mi zbyt kontrolą, a moment gdy traci się kontrolę tylko potwierdza że odporności się nie ma wink i nie można posiadać smile
analogia w medycynie, bierzesz coś uodparniasz się na to, to i to, modyfikuje się to coś i odporności nie masz wink

w tym prawdopodobnie tkwi sens rozwiązania, problemu powyżej, bo to co na zewnątrz ciągle się zmienia, a ja dawniej chciałbym widzieć ciągle w ten sam sposób, po części wygodna pozycja względem życia, chodź w pełni świadomy jest, ciężaru jakim jest, byłem tam smile spokojnie mogę powiedzieć ani upadek na dno, ani te drugie w jedną czy drugą "twarz" mi nic nie pomogły, uodporniałem się na nie tylko

Dobrego Dnia

"Wędrowcze, droga przepadła; trzeba ją idąc, odkrywać"
"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

Posty [ 47 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » wytrzymałość psychiczna

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018