Śmierć męża - jak sobie poradzić? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Strony Poprzednia 1 546 547 548

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30,086 do 30,113 z 30,113 ]

30,086

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Kaska....ale to już tak będzie zawsze, do dupy, źle, bolesnie, beznadziejnie przez długi czas. Ale Twój syn nie da Ci tego czasu, tylko zamknie się jeszcze bardziej i go stracisz. Weź się w garsć, serio, nie masz innego wyboru. Ty straciłas męża, ale On ojca...i w mojej perspektywie, perspektywie matki, która straciła też męża i została sama z małym dzieckiem, jest gorszą tragedią dla tego dziecka, niż dla mnie, choćby nie wiem jak to obrać i analizować z tej czy z tamtej strony....

Masz tam kogos blisko siebie? matkę, tesciową, siostrę, koleżankę? Czy jestes sama.....szybko lec do psychologa z sobą jesli nie masz sił już teraz. Bo potem będzie gorzej, na początku leci się jeszcze na adrenalinie, potem moim zdaniem jest gorzej, gdy wszystko niby ma wrócić do normy i wszystko dookoło już przyzwyczajają się do tego że jestes wdową, a Ty spotykasz wszęzdzie pełne rodziny,..wtedy zaczyna się trudny czas.

przytulam baaaaaaaardzo mocno i daję kopa w tyłek.....zaciskaj zęby i dawaj..do przodu! To nie koniec, ale początek ciężkiego i nowego czasu....kiedys będzie lepiej.

Zobacz podobne tematy :

30,087

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
Kaśka77 napisał/a:

Witajcie Dziewczyny, pewnie też tak macie, że czasami aż brakuje łez. Boli głowa i oczy od płaczu a człowiek ma wrażenie, że jeszcze, że to nie wszystko, że nie przyniosło to ulgi. A łez już nie ma. Tylko tak dusi w środku i boli i oddech ciężko złapać. I marzy się tylko o tym, żeby świat się skończył. Modlę się do Boga i proszę go żeby mi go zwrócił. Żeby choć na jeden uścisk, jedną noc mógł być przy mnie. Dzisiaj jest nasza rocznica ślubu. Byłaby ... Pani w szkole mówi, że syn się zamknął w sobie i nie potrafi dopuścić do siebie, że tato umarł. Miał rozmowy z psychologiem w szkole i będzie pod jego opieką. Mam spędzać z nim więcej czasu ale nie mogę. Czuje się taka zmęczona i nic mi się nie chce. Nie umiem pomóc własnemu dziecku. Nie potrafię. To wszystko mnie przerasta. Czuje się taka nieszczęśliwa i pokrzywdzona. Jak mam znaleźć siłę żeby dać szczęście mojemu dziecku. To wszystko co mi zostało i to jeszcze bardziej boli bo jest taki podobny do ojca.


Witam,

bardzo mi przykro z powodu Twojej straty,  Waszej...
Bardzo Cię proszę....
Znajdź siły aby zająć się dzieckiem,  nie odtracaj go, nie udawaj,  że wszystko w porządku,  nie udawaj, że nie widzisz tego, że On cierpi.
Mówię to z autopsji...
Mój mąż był dzieckiem, które straciło wczesnie ojca(miał  8 lat).
Depresja, osamotnienie i wieeeele innych problemów, z braku zainteresowania matki po śmierci ojca, ciągnęło się przez cale jego życie.
A dzien dzisiejszy uczęszcza na terapię ale jest ciężko...
Pomóż mu, zauważ....

To my tworzymy nasze własne przeznaczenie...

30,088

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam Was Wszystkie Dziewczyny,
Nie wiem od czego zacząć... 18 września w wyniku obrażeń doznanych w wypadku samochodowym zmarł mój mąż. Człowiek, którego kocham nad życie, z którym miałam się zestarzeć. Byliśmy ze sobą 9 lat, z czego 2 lata po ślubie. Mamy 3 miesięczna córeczkę. Nawet nie wiem na jakim etapie obecnie jestem. Mam wrażenie, że mnie nie ma... Jestem świadoma tego co się stało, ale nie wierze w to. Nie wierze, że tak nagle mogłam go stracić. Wyszedł na chwilę, miał za moment wrócić a ja czekam na niego od miesiąca.
Nie potrafię sobie z tym poradzić...

30,089

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Tak młody człowiek i tak małe maleństwo Ale masz to dzieciątko zrodzone z ogromnej miłości które będzie przypominało o Waszym krótkim ale szczęśliwym życiu Myślę że póki będziesz wspominać i pamiętać o mężu on będzie czuwał nad Wami Ja mam 5 lat w grudniu a jeszcze mam żal nie wiem do kogo że musiał odejść Tyle zła chodzi po tym świecie a dobry człowiek musiał odejść.Byliśmy tak zgrani a maż był mądrym mężem ojcem  Potrzebujesz dużo siły do siebie i dziecka A żałobę każdy przechodzi na swój sposób niema co doradzać Ściskam Cię wirtualnie !!!!!!!!!!!!!!!

30,090

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Byliśmy dla siebie stworzeni, rozumieliśmy się bez słów. Wszyscy wkoło mówili, że taka miłość rzadko się zdąża... Gdy urodziła się córeczka oszalał na jej punkcie. Zobaczyłam wtedy w jego oczach dumę i poczucie spełnienia. Mieliśmy zacząć budować dom, mieliśmy mieć gromadkę dzieci, mieliśmy się razem zestarzeć. Wszystko to co się dzieje od momentu wypadku to jak jakiś zły sen, chciałabym się z niego w końcu obudzić. Chciałabym wrócić do tamtych dni, kiedy było idealnie. Najbardziej boli mnie to, że w końcu kiedy poczułam ze mam wszystko- kochającego męża u boku, córeczkę to w przeciągu kilku chwil jakbym straciła wszystko...
Również ściskam!

30,091

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Jest tu jakas kobieta, która straciła męża w czasie ciąży? Jestem obecnie w 34 tygodniu. Mąż zmarł niespodziewanie na początku wrzesnia. Jeden wielki szok. Nawet nie skończyli diagnostyki w szpitalu. Najprawdopodobniej rak jelita cienkiego z przerzutami. Niewiarygodne. Nic mu nigdy nie dolegało, nic nie bolało. Nagle zacżął boleć go brzuch, najpierw podejrzenie zatrucia, po tygodniu na usg płyn w jamie otrzewnej, potem SOR, a następnie 2 tygodnie w szpitalu. I koniec.... Zmarł. Nie ma go juz. Zamiast wybierać razem wózek i łóżeczko, musialam wybierać trumnę. Jakby mi ktoś teraz dał wybór, zamienic ta ciąże na zycie męża, to wybrałabym męża.... Ciąża, to ze niedlugo urodze przestało mnie wogole cieszyc. Jest mi obojętne. Wolalabym też umrzec sad

Fereczata

30,092

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Olaora  była tu kobieta, która mając już małe dziecko i była w ciąży, gdy mąż jej nagle zmarł. Chyba napisała  tylko parę postów...
Ale ja znałam dawno temu kobiete, pracowała w sklepie gdzie był punkt fotograficzny ( wywoływanie zdjęć ) gdzie ja pracowałam.
Kilka miesięcy po ślubie ona już w zaawansowanej ciąży, gdy mążowi jej przy pracy zmiażdżyło mu głowe...
Wróciła po tym do pracy... Pamiętam jak płakała, oczy miała czerwone od łez...ale urodziła i poszła na macierzyński urlop. Wiele lat jej nie widywałam.
Ale dowiedziałam się po kilku latach, że wyszła zamąż.
Nie wiem co Ci napisać jak bardzo mi przykro. Mam nadzieję, że masz w okół bliskich, nie opuszczą Cię w tak dramatycznej sytuacji. Zaufaj i daj dziecku
życie. Ja bez syna z którym zostałam chyba bym zwariowała. Daj sobie czas... Tak bardzo mi smutno, Przytulam Cię z dzieciątkiem. Myślami będę z Tobą.

30,093

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Każdego dnia proszę męża, żeby zabrał mnie do siebie. Naszą córeczkę bardzo kocham, ale nie potrafię się z niej cieszyć. Chciałabym być przy nim gdziekolwiek on jest. Dlatego doskonale Cię rozumiem Olaora,

30,094 Ostatnio edytowany przez Anulka2 (2019-10-25 10:37:14)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Olaora pisze tu ze względu na Ciebie. Do tej pory czytałam tylko wpisy innych. Podobnie jak Ty straciłam męża, będąc w 8 miesiącu ciąży. Też chorował na raka, chociaż nic na to nie wskazywało. Wszystko wyszło przypadkiem podczas badań. Na początku żałoby jakoś sobie radziłam, trzymały mnie emocje i adrenalina. Później urodziłam,więc musiałam się zająć dziećmi (mam jeszcze starszą córkę) Wszystko robiłam z automatu, z poczucia obowiązku. Później było tylko gorzej. Od kwietnia chodzę na terapie i bardzo mi to pomaga.

30,095

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Justynaaa33, doskonale znam te uczucia, które Ci towarzyszą. Ja straciłam męża 28 marca też w wypadku samochodowym, byliśmy ze sobą 14 lat z czego małżeństwem nie całe 4. Mamy piękna córeczkę, która w chwili jego śmierci miała skończone 2 lata i 3 miesiące. Też nie cieszyło mnie to, że ja mam. Miałam wrażenie że nie kocham juz jej tak bardzo jak kochałam zanim żył mąż. To uczucie naszczescie minęło. To jest powód dla ktorego żyje i się uśmiecham. Nadal jest bardzo ciężko i nie przestaje boleć ale ten pierwszy szok juz minął. Też nie rozumiem jaki sens ma moje życie bez męża. Tak jak Wy mieliśmy budować dom i chcieliśmy mieć kolejne dziecko niestety nie zdążyliśmy. Oprócz tęsknoty za nim i jego straty straciłam też to kolejne dziecko którego tak bardzo pragnę. Straciłam cel, sens życia jakim jest spełnianie marzeń. Ja swoich juz nie spełnię bo wszystkie były związane z nim. Ściskam Cię mocno.

30,096

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Do ANULKA2. Też robie wszystko automatycznie. Wrzesień zleciał mi nawet nie wiem kiedy, jakimiś formalnościami sie zajmowałam, przepisywanie liczników, likwidacja konta itp. Na początku października ogarnęła mnie panika, ze jesli urodzi sie wczesniak, to ja nic nie mam ani dla dziecka ani dla siebie do porodu. Zaczęłam gromadzić wyprawkę, łóżeczko, wózek itd. Mam juz prawie wszystko, spakuje niedługo torbę i bede czekać juz spokojniej. Ale boje sie, ze jak nie bede miala sie czym zająć, to zacznę znowu rozpamiętywać i płakać pół dnia jak we wrześniu. Boję sie tez, ze jak dziecko sie urodzi, to jakas depresja mnie dopadnie, ze nie będę umiała albo nie bede chciała się synem zajmować sad Kompletnie nie wyobrażam sobie, jak to będzie. Przeciez mielismy wychowywać, zajmować się dzieckiem razem z mężem sad

Fereczata

30,097

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Olaora i u mnie tak było. Ciągle szukałam jakiegoś zajęcia żeby tylko nie myśleć i nie rozpaczac. Ale to nie pomagało. Żałobę trzeba po prostu przejść, trzeba swoje wyplakac, wykrzyczec. Nie wolno tlumic w sobie emocji, bo to nie pomaga. Wręcz przeciwnie tylko pogarsza nasz stan. Łzy się będą pojawiać, czasami w najmniej spodziewanym momencie. Ale zaczniesz sobie z tym radzić, z czasem co raz lepiej. U mnie niedługo będzie pierwsza rocznica, a to nadal boli. Tak bardzo brakuje mi męża, tak bardzo go kocham. Ściskam Cie mocno.

30,098

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Monia_021 Z mężem ciągle powtarzaliśmy, że nasza córeczka nie może być jedynakiem, bo jak kiedyś nas zabraknie to nie może zostać sama na tym świecie... Ja nadal nie dopuszczam do siebie tej myśli, że to już koniec, że już go nie zobaczę, nie usłyszę. Ciagle na niego czekam... Tak bardzo go kocham, tęsknota mnie pożera od środka. Urlop macierzyński, który miał być najpiękniejszym okresem w naszym życiu stał się horrorem. Nie rozumiem dlaczego chodzi tyle zła na tym świecie, a pełne rodziny zostają rozłączone na zawsze...

30,099

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Justynaaa33, doskonale rozumiem co czujesz. Te same uczucia towarzysza mi do dzisiaj. Na urlopie masz dużo czasu wolnego i niestety w twoim przypadku to nie jest dobre. Potrzebujesz czymś zająć głowę żeby chociaż na trochę nie myśleć o tym co Cię spotkało. Ja nie długo po śmierci męża postanowiłam ze chce zmienić pracę i dzięki Bogu udało mi się to. Chociaż przez te 8 godzin czuje się na równi z innymi ludźmi. Jak zamykają się drzwi pracy i otwierają domu zmieniam się o 180 stopni. Rodzeństwo i pełna rodzina to najlepsze co można dać swoim dzieciom. My niestety stracilysmy szanse aby dać to naszym dziecia. To mnie najbardziej boli, ktoś inny zadecydował jak ma wyglądać nasze zycie. Nie rozumiem dlaczego nasi mężowie byli bardziej potrzebni Bogu niz nam tutaj na ziemi. Czuje ogromny gniew ale w sumie nie wiem na kogo, czy na Boga ze mi go zabral, czy do męża ze jechal nieostroznie, a przeciez zawsze go prosiłam żeby na siebie uwarzal. Z czasem oswoisz swój ból ale on niestety nie minie, chyba już zawsze będzie bolało. Ja do tej pory nie mogę patrzeć na maleńkie dzieci i na pełne rodziny. Dobija mnie to że ktoś właśnie jest szczęśliwy a ja tak bardzo cierpie.

30,100

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Misiula to prawda, że była kobieta z synkiem i w 8 miesiącu ciąży, gdy nagle straciła męża, a świat wywrócił się do góry nogami i nigdy już nie miało być tak samo.
Myślę, że chodziło tu o mnie. To prawda napisałam kilka postów i w nich wypowiedziałam się na temat bólu i żalu, który czułam.
Potem już tylko czytała.
14 listopada minie już 27 lat ,ale gdy idę na cmentarz nadal czuję złość.
Dzieci wychowałam sama.
Dopiero po 20 latach pokochałam ponownie i byłam bardzo szczęśliwa, lecz po 4 latach śmierć też mi go zabrała nagle.
Tym razem ból i rozpacz była tak silna, że musiałam pójść  do psychiatry i brać leki.
Biorę je do dziś czyli 3 lata, bo drugi raz już sama bym nie dała rad.
Olaora jeśli mogłabym pomóc to proszę pisz.

30,101

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Olaora pamiętaj, że to dziecko ma tylko ciebie i kochaj je za was oboje.
Ono już straciło ojca, ale może mieć wspaniałą kochającą mądrze mamę.

30,102 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-11-02 15:30:01)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam Was  kochane, pozwolę sobie przytoczyć moje pierwsze tu kroki:

Misiulka napisał/a:

Jeszcze sie wysilam, jeszcze szukam ... po necie.... w książkach .... w wierze ... jakiegoś słowa które pozwoliłoby przetrwać.... nie robiąc krzywdy sobie i dziecku. Znalazłam ten felieton, który zacytuję:

W obecnych czasach gdzie zdrowie, młodość i sprawność wydają się być jedynymi wartościami nie ma miejsca na chorobę, cierpienie i umieranie. Jednak każdy z nas doświadcza w swoim życiu utraty bliskiej osoby. Co się wtedy z nami dzieje? Co możemy czuć, przeżywać i myśleć? Czy to co czujemy jest normalne? To pytania najczęściej nas nurtujące.


Żałoba to pewna droga do przejścia. To proces, który przebiega odmiennie w zależności od relacji jaką mieliśmy z osobą zmarłą. Inaczej będzie to w przypadku śmierci rodziców, inaczej w przeżywaniu śmierci dziecka, jeszcze inaczej w przypadku śmierci współmałżonka, brata, siostry, przyjaciela. Jak mówi Kübler-Ross ?nasza żałoba jest tak samo indywidualna jak nasze życie?. Pomimo tych różnic żałobę można podzielić na poszczególne etapy.

Szok
Szok to naturalna reakcja na wiadomość o śmierci bliskiego. Będąc w szoku niedowierzamy a czasem nawet nie przyjmujemy tak tragicznej informacji. Często towarzyszy temu brak emocji, który w tej fazie ma działania ochronne. Nasilenie cierpienia powraca kilka dni po pogrzebie, gdy pozornie wszystko wraca do normy.


Trudne i intensywne emocje
W momencie gdy uświadomimy sobie jak bolesna jest rzeczywistość zaczynamy przeżywać całą gamę bardzo intensywnych emocji. Pojawiają się doznania bólu, samotności, ogromnej rozpaczy, smutku, leku przed nieznaną, nową rzeczywistością, z którą trzeba się zmierzyć bez bliskiej osoby. Szczególnie trudno zaakceptować nam uczucia gniewu i złości na zmarłego za to, że nas zostawił a także obwinianie się za tę śmierć: ? gdybyśmy wszystkiego dopatrzyli, na pewno by nie umarł?.

Bunt i żal w stosunku do Boga, do instytucji szpitalnych, do innych ludzi jest tym, z czym borykamy się w tej fazie żałoby. Generalnie myśli krążą wokół zmarłej osoby, a świat zewnętrzny jest wówczas mało ważny. Mamy poczucie chaosu i dezorganizacji. Nie radzimy sobie z dotychczasowymi obowiązkami, co powoduje, że nie możemy zachować dobrego obrazu własnej osoby i budzi się w nas poczucie wstydu. Jest to z pewnością najtrudniejsza faza żałoby.

Powolna akceptacja
Proces powolnego przystosowania się do nowej rzeczywistości zaczyna się wówczas, gdy myśli o zmarłej osobie nie wywołują w nas tak silnych emocji, lecz stają się łagodniejsze i pojawiają się rzadziej. Zmienia się także nasze funkcjonowanie. Powracamy do codziennych czynności a świat zewnętrzny, świat innych ludzi zaczyna nas interesować. Pojawia się w nas przestrzeń na poszukiwanie głębszego sensu i znaczenia czyjejś śmierci. Właśnie stawianie pytań, na które czasami nie ma odpowiedzi, pytań o sens życia, o nasze wartości jest sposobem na przepracowanie smutku. W tym okresie tworzy się nasza nowa tożsamość bez obecności osoby zmarłej.

Ozdrowienie
Ozdrowienie następuje wówczas, gdy jesteśmy w stanie znów angażować się w to, co przynosi życie, a szczególnie w tworzenie związków z innymi ludźmi. Momenty bólu, smutku czy tęsknoty za zmarłym będą się w nas pojawiały, lecz nie będą dezorganizowały naszego życia. Będziemy ich doświadczali przy okazji świąt, ważnych dla nas rocznic i uroczystości. Dzieje się tak dlatego, iż zmarli pozostają w naszej pamięci i są częścią nas. My zaś nie będziemy już nigdy tymi samymi ludźmi, ale zyskaliśmy potencjał do budowy nowych związków i relacji ze światem.


Zamknięcie procesu żałoby
Trudno powiedzieć ile czasu potrzeba na przeżycie żałoby. Standardowo jest to okres od jednego do dwóch lat, a w przypadku straty dziecka do pięciu lat. Po czy możemy poznać, iż konstruktywnie uporaliśmy się z żałobą? Wówczas gdy: przestaliśmy unikać kontaktowania się ze wspomnieniami, przedmiotami, miejscami przypominającymi utraconą osobę; udało nam się symbolicznie dokończyć to, co było niedokończone i w końcu udało nam się symbolicznie pożegnać z tą osobą. Co nie oznacza, że gwałtowne, choć z reguły krótkotrwałe uczucia bólu i tęsknoty mogą się pojawiać szczególnie przy okazji świąt i rocznic. Zakończenie procesu żałoby owocuje chęcią do inwestowania w nowe życie, bez zapomnienia o osobie, którą straciliśmy, oraz gotowością do wchodzenia w nowe relacje.

Wyjście z żałoby jest trudnym procesem, toczącym się powoli i wymagającym wewnętrznej, bardzo trudnej świadomie podjętej pracy, wbrew własnemu cierpieniu, oporom i niewierze w możliwość powrotu do życia po doznanej stracie. Jej efektem jest pozostawienie przeszłości, życie teraźniejszością i dostrzeganie przed sobą przyszłości.

To ten czas, pora roku, a może nie?
Może my ludzie nie jesteśmy już tak odporni na takie dramatyczne okoliczności, kiedy panuje moda na  "piękno", "zdrowie", z tv leje się strumieniami, że wszystko jest lekkie łatwe i przyjemne...
Ludzie przestają wierzyć, że śmierć i cierpienie jest za rogiem.

Nawet ludzie nie wiedzą jak sobie nawzajem pomóc, bo tv na wszystko ma odpowiedź "wystarczy wysłać sms'a a problem zniknie"...
Tak siedzę czytam Was kochane i powiem, że jeżeli same w sobie nie znajdziemy siły to nikt nam nie pomoże.
Przed oczami mam postać ukochanego męża i zastanawiam się, czy chciałby być przyczyną takiego mojego bólu? Mogę z całą szczerością napisać, że nie.
A teraz sobie zadaję pytanie, czy chciałabym aby mój syn tak rozpaczał po mojej śmierci.... ???? Odpowiadam z całą mocą NIE!

Nie wiem czy ma sens to co napisałam, ale chciałam poodzielić się Wami moimi przemyśleniami...

Bardzo serdecznie pozdrawiam, jesteście mi niezwykle drogie...

Dziś przypadkowo usłyszałam audycję w radio o śmierci, bardzo mi pomogła taka perspektywa. Pozwolę sobię ją tu skopiować  do wysłuchania:

nieregulaminowy link

30,103

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Wiem, że to dziecko będzie miało tylko matkę. I powinnam mu wszystko zapewnić. Obawiam się, że nie podołam. Ale chyba najbardziej wstyd by mnie było przed mężem, bo co inni ludzie pomyślą, to mi całkiem obojętne. Głupio byłoby kiedys przed nim stanąć i zdać relację, ze nie dałam rady, że odpuściłam. On wiem, ze by sie starał i zrobił na moim miejscu wszystko, co tylko możliwe. Żeby syn tylko był zdrowym i spokojnym dzieckiem. Żebym jakoś sie ogarnęła po porodzie fizycznie i psychicznie i nie gapiła jak teraz bezmyślnie pół godziny w ścianę sad

MARGAP67 - pochowalas drugiego ukochanego? Nie wiem, co powiedzieć. To sie w glowie nie miesci sad Tak mi przykro sad

Fereczata

30,104

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam Was dziewczyny. Boję się jutrzejszego dnia. Jak sobie pomyśle, że w wieku 29 lat mam stać nad grobem męża to łzy mi same płyną. W ogóle to życie bez Niego nie podoba mi się w ogóle. Podporą są tylko dzieci, które chciałabym wychować najlepiej jak potrafię. Ale to wszystko jest takie trudne. Niedługo także pierwsza rocznica śmierci. Nie wiem kiedy ten rok mi "uciekł". Ściskam Was mocno

30,105

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Byłam wczoraj na cmentarzu. Denerwował mnie ten tłum ludzi, większość wystrojona, zeby sie pokazać. Absurd jakiś. A ja stałam sobie nad grobem z wielkim brzuchem i płakałam. I mam wrażenie, ze ludzi dziwi to, ze ktoś płacze na cmentarzu. Tak patrzyłam na tablicę z imieniem, nazwiskiem męża i datami. I jakie to wszystko dziwne. Takie nierealne. Rok temu stawialiśmy tu znicze dziadkom, a teraz on tu leży. W głowie mi sie to nie mieści. Straszne

Fereczata

30,106

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Olaora nastały takie czasy, że ludzie wypierają śmierć ze swojej świadomości i na to miejsce wchodzi komercja i biznes.
Dla mnie Twoja reakcja budzi we mnie ogromny szcunek i dojrzałość. Jak to mówią 'nie zrozumie syty głodnego'.
Nie patrz na innych i nie oczekuj że zmienisz to co postrzegasz i Cię drażni. Liczysz się Ty tu i teraz. Przed Tobą trudna droga,
jesteś na ten czas na jej początku. W tym wątku od samego początku przeszło bardzo dużo kobiet i zaręczam Ci, przechodziło ogromne
dramaty... spotykały się w realu... miały własny profil na facebooku...
Jak zauważysz jestem tu od dawna i powiem, że każda z nich wyszła już ze stanu beznadziei i tu nie zagląda.
Zamknęły już ten rozdział.
Co do mnie powróciłam tu nie ze względu na ten wątek, ale na inne tematy, które mnie interesują.
Od zawsze byłam kinomanką więc zainteresowały mnie inne działy tego jedynego w swoim rodzaju forum.
Ty też brałaś czynny udział tutaj przed Twoim dramatem. Nic nie jest stałe w życiu.Wszystko się zmienia jak pory roku.
Nie trać nadziei i dbaj o siebie. Nie wahaj się prosić o pomoc gdy będzie Ci bardzo ciężko.
Obecnie sama się o tym przekonałam, że sam od siebie nikt nie przyjdzie. Wykonałam pierwszy raz w życiu telefon do wspólnoty
i wyznałam, że sobie nie radzę i z wielkim wzruszeniem doświadczam pomoc ludzi, którzy mi pomagają.
W tym wątku już nie będę się wypowiadać, uznałam, że wystarczy przeczytać cały dorobek tego tematu, aby znaleźć wsparcie, choć
kobiety które to pisały już tu nie zaglądają a bardzo mi pomogły wyjść z mojej tragedii.
Jestem z Tobą myślami ... przytulam ...  M.

30,107

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Spędziłem wczorajszy dzień na cmentarzu, stałam nad grobem męża. Wylałam chyba z wiadro łez... Patrzyłam na cyfry i nie wierzyłam. Zastanawiałam się co tam robię... Stać nad grobem męża w wieku 27 lat??? Tłum ludzi na cmentarzu patrzących na mnie jak na jakaś wariatkę. Jakby dziwnym był fakt, że ktoś płacze bo stracił najważniejsza osobę w życiu. Wczorajszy dzień uświadomił mi jak bardzo nie wierze w to co się stało, jak to wypieram. Zawsze chodziliśmy razem na cmentarz na groby dziadków. Jest mi tak cholernie ciężko i źle, ze już sama nie wiem co ze sobą zrobić.

30,108

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Olaora mnie na początku denerwowali wszyscy ludzie, którzy na mnie patrzyli. Bo wiedziałam, że jestem chwilowo "tematem". Bo jak to taka młoda wdowa, została sama z 2 dzieci i w ogóle. Ale nauczyłam się radzić sobie z tym. Po prostu nie przejmuje się innymi i tym co sobie o mnie myślą. I tak jak napisała Misiulka musisz sama prosić o pomoc jeśli jej potrzebujesz. Nikt sam od siebie nie przyjdzie. Przed Tobą długa droga i ciężkie momenty. Ale jestem pewna, że za każdym razem znajdziesz w sobie siłę żeby się podnieść. Ja bym się po sobie też nie spodziewała, że mam tyle siły i samozaparcia. Ale udaje mi się to za każdym razem kiedy mam gorsze dni. Głowa do góry i do przodu. Mąż na pewno nad Tobą czuwa.

30,109

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Owszem pisałam tu nieraz komentarze. Przestałam jak się dowiedziałam o ciąży. Tak sobie "przyczajona siedziałam", chciałam po porodzie, jeśli cała ciąża będzie prawidłowo przebiegać i szczęśliwie urodzę - dopiero wtedy w dziale ciąży się "pochwalić". Nie chciała mnie zapeszać, bo to trzecia ciąża, dwie wcześniejsze się nie udały sad Tak się teraz z mężem cieszyliśmy, że pojawiło się tętno, ze prenatalka dobrze wyszła, ze kolejne badania i kontrole wychodzą wszystkie pozytywnie. Nasze życie wokół ciąży się toczyło. Mąż nawet bardziej to przeżywał niż ja, a jak się dowiedzieliśmy, że ma być chłopiec, to już całkiem był w skowronkach, że go będzie uczył grać w piłkę, chodził na basen i będziemy wszyscy w góry razem jeździć. Oglądał w necie nosidełka. Rożnych rzeczy bym się mogła spodziewać, że nie się coś stanie, że rodzice zachorują, ze jednak coś się złego z ciąża stanie. On się zawsze dobrze czuł, nic mu nie dolegało, nie tracił na wadze, jak jest w przypadku nowotworów, nie miał żadnych objawów, żadnych dolegliwości, na co moglibyśmy zwrócić uwagę, wyniki miał dobre, chodził do lekarza. Jak zaczął go brzuch pobolewać, to potoczyło sie wszystko lawinowo.... Jeden wielki szok. Chyba bym nie uwierzyła, jakby mi to ktoś opowiadał, ze pozornie zdrowy człowiek może umrzeć w przeciągu 7 tygodni od wystąpienia pierwszych objawów. Wstępna sensowna diagnoza 3 tygodnie przed śmiercią, bo wcześniej leczyli go na zatrucie pokarmowe... Myśleliśmy, ze do pierwsze zwiastuny, że dopiero choroba się zaczęła, że wykryta we wczesnym stadium. Że w sumie szczęście, że teraz, a nie później bliżej porodu. Poszedł do szpitala, nie zdążyli nawet zrobić wszystkich badań. Zmarł chwile po badaniu PET. A na obrazie przerzuty w całym organizmie, podobno cały "świecił". Byliśmy przekonani, że zdiagnozują dokładnie, gdzie nowotwór jest ulokowany, może jakaś operacja, potem chemia. Że wróci do domu i jak bedę rodzic, to już będzie sie lepiej czuł i kontynuował terapię. Przecież ma silny organizm, to dopiero początek choroby, jest wysportowany, w dobrej kondycji. Ja tego nie potrafię zrozumieć co się stało. Nikt tego nie rozumie.

I za co??

Najpierw 2 nieudane ciąże, a jak się udało i niedługo poród, to tracę męża. Co ja komu zrobiłam, ze mnie tak los karze??

Fereczata

30,110 Ostatnio edytowany przez Misiulka (2019-11-06 21:24:15)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
olaora napisał/a:

Owszem pisałam tu nieraz komentarze. [.....] Rożnych rzeczy bym się mogła spodziewać, że nie się coś stanie, że rodzice zachorują, ze jednak coś się złego z ciąża stanie. On się zawsze dobrze czuł, nic mu nie dolegało, nie tracił na wadze, jak jest w przypadku nowotworów, nie miał żadnych objawów, żadnych dolegliwości, na co moglibyśmy zwrócić uwagę, wyniki miał dobre, chodził do lekarza. Jak zaczął go brzuch pobolewać, to potoczyło sie wszystko lawinowo.... Jeden wielki szok. Chyba bym nie uwierzyła, jakby mi to ktoś opowiadał, ze pozornie zdrowy człowiek może umrzeć w przeciągu 7 tygodni od wystąpienia pierwszych objawów. Wstępna sensowna diagnoza 3 tygodnie przed śmiercią, bo wcześniej leczyli go na zatrucie pokarmowe... Myśleliśmy, ze do pierwsze zwiastuny, że dopiero choroba się zaczęła, że wykryta we wczesnym stadium. Że w sumie szczęście, że teraz, a nie później bliżej porodu. Poszedł do szpitala, nie zdążyli nawet zrobić wszystkich badań. Zmarł chwile po badaniu PET. A na obrazie przerzuty w całym organizmie, podobno cały "świecił". Byliśmy przekonani, że zdiagnozują dokładnie, gdzie nowotwór jest ulokowany, może jakaś operacja, potem chemia. Że wróci do domu i jak bedę rodzic, to już będzie sie lepiej czuł i kontynuował terapię. Przecież ma silny organizm, to dopiero początek choroby, jest wysportowany, w dobrej kondycji. Ja tego nie potrafię zrozumieć co się stało. Nikt tego nie rozumie.

I za co??

Najpierw 2 nieudane ciąże, a jak się udało i niedługo poród, to tracę męża. Co ja komu zrobiłam, ze mnie tak los karze??

Nie uwierzysz, jak bardzo Cię rozumiem. To że tu pisałaś wcześniej, to nie zarzut, tylko spostrzeżenie.
To co opisałaś o swoim mężu to wypisz wymaluj historia mojego męża.
I choć minęło 9 lat nadal nie rozumiem tego. Przez trzy lata byłam w depresjji, sama na wózku z 12-letnim synem...
Nikt mi nie pomógł. Na wózku jeździłam na wywiadówki, potem nauczyciele się 'domyślili, że jest takie coś jak telefon.
Niestety, musiałam brać antydepresanty, bo po nocach nie spałam, nie jadłam... słabłam z dnia na dzień. Aż po roku znalazłam te forum i zaczełam
czytać ten wątek... w końcu odważyłam się zaloogować i napisać...
I tak się zaczeła moja kuracja...
Nie zadawałam pytań - za co to ?  Tylko co zrobić aby funkcjonować. Jak prowadzić dom ( trzy miesiące przed mężem zmarła moja Mamusia ).

Nie przyjmowałam do siebie, że jestem ofiarą złego losu ale walczyłam o każdy dzień. Leki mi trochę pomogły. Ty ich nie możesz brać to wiadomo.
Nie piszę to po to by się licytować kto ma gorzej, lecz choćby nie wiem co, nie cofniemy czasu...

Przetrwałam, a życie toczy się nadal.

Nie zamierzam się silić na słowa pociechy, ale jedno Ci powiem musisz przetrwać i podarować synowi świat który jest piękny kochaj go za dwoje.
Na tym się skup. Nie rozdrapuj rany... i nie wahaj się prosić o pomoc, gdy będzie Ci bardzo trudno.

Obecnie syn ma swoje życie. Studiuje, wyprowadził się i zostałam zupełnie sama.

Ale są ludzie, którzy bezinteresownie przyszli mi z pomocą i pomalutku oswajam się z tym, że wymagam wsparcia i ją otrzymuję.

Dawniej był ten wątek bardziej 'żywy', obecnie trudno mi pisać z mojej persppektywy, jednak bardzo mnie obchodzi Twój stan i już nie wiem jakich użyć
słów, które byłyby Ci pociechą....
Pisz tu, mnie ten wątek bardzo pomógł. Przytulam i zapewniam, że myślę o Tobie.

30,111

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

No to jestem w szpitalu. Poszłam na rutynowe KTG dzisiaj i wyszły regularne skurcze. A ja kompletnie nic nie czuję. Zatrzymali mnie na obserwację. Dają jakis steryd na przyspieszenie rozwoju płuc dziecka i coś na przyhamowanie skurczów. A to 36 tydzień. Trzymajcie kciuki..

Fereczata

30,112

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Trzymam kciuki i modlę się...
Podali Ci specyfik dla wcześniaków by łatwie mu było oddychać samodzielnie już.
Też tak miałam, ale ja straciłam przytomność , miałam wielowodzie - przeszłam skompllikowaną operację w 36 tygodniu ciąży.
Syn był inkubatorze bo miał 1890 gr. Ale oboje wyszliśmy z tego zdrowi. A syn wyrósł na zdrowego mężczyznę.
Odzywaj się jak tylko będziesz mogła.

30,113

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

MISIULKA ja cie podziwiam. Moje problemy przy tym bledną, co ty musiałaś przeżywać sad Mój synek wg dzisiejszego USG wazy ok 3050kg, chociaż mi lekarka powiedziała, ze ten pomiar nie jest do końca wiarygodny. Humor mi się poprawił, duzo znajomych do mnie pisze teraz, kazdy sie dopytuje, trzyma kciuki. Miłe takie. Szybko sie wiadomość rozeszła, ze jestem w szpitalu. Mam na szczęście ludzi wokół, na których moge liczyc. Co prawda nie lubię byc skazana na czyjąś pomoc, zawsze starałam sie byc niezależna. I mam nadzieję, ze nie będę musiała jakos wiecej z czyjejś pomocy korzystać. Przykro mi ze względu na teściów i rodziców, bo to juz ludzie starsi, ze swoimi problemami zdrowotnymi i chcąc nie chcac są zaangażowani w to co sie dzieje, martwią sie, przejmują i zamiast odpoczywać, to starają sie pomagac.

Fereczata

Posty [ 30,086 do 30,113 z 30,113 ]

Strony Poprzednia 1 546 547 548

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018