Psychologowie częściej szkodzą - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Psychologowie częściej szkodzą

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 34 ]

1 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-10-29 10:50:15)

Temat: Psychologowie częściej szkodzą

nieregulaminowy link
Madoja, wklejanie linków jest niezgodne z regulaminem forum. Bardzo proszę, abyś zamiast tego wkleiła tu treść artykułu który chciałaś zacytować.
Wrzucam ten temat, ponieważ w praktycznie każdym wątku na tym forum widzę poradę "idź do psychologa". Moim zdaniem to zła rada. Zbyt pochopna. Po pierwsze BARDZO trudno jest znaleźć dobrego psychologa (naprawdę co chwilę widzę opinie: "chodzę do psychologa już kilka lat/miesięcy i nie widzę poprawy"). Po drugie - ludzki umysł bez trudu poradzi sobie z traumą w ciągu 3 miesięcy. Po pomoc trzeba sięgnąć gdy trauma jest głębsza i trwa znacznie dłużej.
Polecam artykuł, informacje w nim są poparte badaniami.
Bardzo Was proszę, nie rzucajcie bezmyślnie rad "idź do psychologa" (nie tylko na forum, ale także w realu, wobec znajomych), bo tylko nabijacie kasę tym wszystkim magistrom, a samym zainteresowanym nie pomagacie smile To takie umywanie rączek wg mnie. Czasami wystarczy samemu wysłuchać, przytulić, doradzić.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2019-10-29 10:47:36)

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Absolutnie się nie zgadzam. Psychologa można zawsze zmienić, a jeżeli nam nie pomaga to warto pomyśleć czy to kwestia rodzaju terapii czy braku działań z naszej strony.

Poza tym chodzi się nie tylko w momentach traumatycznych. Często różne problemy i zaburzenia wychodzę po dłuższym czasie.
Gdyby nie psycholog, nie wychodziłabym z domu przez ataki paniki.

Pomijając już to, że terapię prowadzi terapeuta a nie psycholog.

W ten sposób możesz sprawić, że ktoś z depresją zamiast sobie pomóc pójdzie się zabić. I nie. Nie zawsze wystarczy przytulić i doradzić, bo nikt z nas nie jest do tego odpowiednio wykształcony, żeby doradzać we wszystkich sytuacjach. Taka rada jest czasami gorsza niż brak rady.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

3

Odp: Psychologowie częściej szkodzą
madoja napisał/a:

nieregulaminowy link

Wrzucam ten temat, ponieważ w praktycznie każdym wątku na tym forum widzę poradę "idź do psychologa". Moim zdaniem to zła rada. Zbyt pochopna. Po pierwsze BARDZO trudno jest znaleźć dobrego psychologa (naprawdę co chwilę widzę opinie: "chodzę do psychologa już kilka lat/miesięcy i nie widzę poprawy"). Po drugie - ludzki umysł bez trudu poradzi sobie z traumą w ciągu 3 miesięcy. Po pomoc trzeba sięgnąć gdy trauma jest głębsza i trwa znacznie dłużej.
Polecam artykuł, informacje w nim są poparte badaniami.
Bardzo Was proszę, nie rzucajcie bezmyślnie rad "idź do psychologa" (nie tylko na forum, ale także w realu, wobec znajomych), bo tylko nabijacie kasę tym wszystkim magistrom, a samym zainteresowanym nie pomagacie smile To takie umywanie rączek wg mnie. Czasami wystarczy samemu wysłuchać, przytulić, doradzić.

Poszperaj w necie, znajdziesz tam sporo informacji o tym, że raka też niektórzy sami sobie leczą.
Jesli ktoś napisal, że sobie nie radzi, że jest coraz gorzej, że nie widzi wyjścia z sytuacji, to gdzie wedlug ciebie ma szukać pomocy? Samo przytulanie wystarczy, gdy się ktoś z narzeczonym pokłocił, nawet dobra kawa wyleczy, jak głosi popularna reklama. Jesli jednak sprawa jest na tyle poważna, że martwi się już o siebie sam zainteresowany, to psycholog  mu nie pomoze? Może nie od razu, bo leczenie to nie zawsze chirurgia, czasem jest to skomplikowany i długoterminowy proces, wymagajacy wielu środków i samozaparcia, a rezultat nie zawsze jest zadawalajacy. Jednak samo wyżalenie się na forum to nie wszystko. Kazdy z nas ma inne doświadczenia życiowe i podpowiada inne rozwiązania, nie zawsze słuszne, chocby z tego powodu, że nie znamy dogłębnie sytuacji w jakiej się ten ktoś znajduje. Czasem też zainteresowany pisze o sobie nie całą prawdę, a to mocno wpływa na opinie o nim. Dobry psycholog rozpozna bez błędu z kim ma do czynienia, wie z czym się ten ktoś zmaga i pomoże mu znależć odpowiednie wyjście z sytuacji. Ja też widzialam takich, którym psycholog nie pomógl, ale też takich których nie uratowali lekarze, czy też doradzisz by przestać się leczyć gdy zaniemogą?

4

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Jest dużo materiałów, gdzie "obrywa się" psychologom (i często słusznie), ale czasem dobrze jest móc się wygadać - jeśli masz problem z facetem, to przecież nie pójdziesz do niego i nie wylejesz na niego całej złości, a psycholog może być dobrym wentylem dla emocji, czasem dobrze jest usłyszeć, coś od kogoś z zewnątrz, nie będącą  stroną konfliktu, nawet nie chodzi mi o jakieś złote myśli, tylko to co nam się wydaje wielką tragedią, dla całej reszty świata nie będącej z nami w relacji - nie ma znaczenia, może to być impuls, by spojrzeć na sytuację bardziej obiektywnie. Wreszcie, cała robota leży po stronie potrzebującego pomocy, ale taki psycholog może podsunąć narzędzia, by sobie jakoś poradzić z problemem, czy chociażby zmniejszyć dyskomfort.

Nie oceniałabym źle psychologów, ale na pewno radziłabym, aby szukać właściwego, takiego, który będzie pasował do nas.

"Myślę, że każdy inteligentny człowiek jeśli mówi, że nie jest feministą, to się kompromituje, bo feminizm jest za równouprawnieniem. Prawa kobiet to prawa człowieka, po prostu" Maja Ostaszewska

5

Odp: Psychologowie częściej szkodzą
madoja napisał/a:

nieregulaminowy link
Madoja, wklejanie linków jest niezgodne z regulaminem forum. Bardzo proszę, abyś zamiast tego wkleiła tu treść artykułu który chciałaś zacytować.
Wrzucam ten temat, ponieważ w praktycznie każdym wątku na tym forum widzę poradę "idź do psychologa". Moim zdaniem to zła rada. Zbyt pochopna. Po pierwsze BARDZO trudno jest znaleźć dobrego psychologa (naprawdę co chwilę widzę opinie: "chodzę do psychologa już kilka lat/miesięcy i nie widzę poprawy"). Po drugie - ludzki umysł bez trudu poradzi sobie z traumą w ciągu 3 miesięcy. Po pomoc trzeba sięgnąć gdy trauma jest głębsza i trwa znacznie dłużej.
Polecam artykuł, informacje w nim są poparte badaniami.
Bardzo Was proszę, nie rzucajcie bezmyślnie rad "idź do psychologa" (nie tylko na forum, ale także w realu, wobec znajomych), bo tylko nabijacie kasę tym wszystkim magistrom, a samym zainteresowanym nie pomagacie smile To takie umywanie rączek wg mnie. Czasami wystarczy samemu wysłuchać, przytulić, doradzić.

Madoja, ludzie przede wszystkim nie odróżniają psychologów od psychoterapeutów, a tych obu od psychiatry. Stąd się biorą różnorakie problemy. Już abstrahuję od tego, że zawód psychologa i psychoterapeuty jest w tym kraju nieuregulowany i każdy po kursie szamańskim może sobie wstawić szyld z napisem terapeuta i leczyć ludzką psychikę. Dlatego tak ważne jest, żeby sprawdzać kwalifikacje i opinie dotyczące osoby, której powierza się swoje intymne sprawy.
Z psychologami to jest w ogóle tak, że nie wystarczy skończyć studia psychologiczne, które tak naprawdę nie muszą mieć wiele wspólnego z psychoterapią, bo psychologia to nauka, a psychoterapia to sztuka. Ta pierwsza jest aż do bólu pełna badań i statystyk, gdzie gubi się indywidualność. Dopiero ta druga koncentruje się na pojedynczym człowieku, ale żeby być psychoterapeutą to trzeba OPRÓCZ studiów psychologicznych skończyć dodatkowo 4letnią szkołę psychoterapii, podlegać superwizji, mieć odpowiednią praktykę itp.

6

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Jak obetniesz sobie rękę, to jedziesz na pogotowie? Czy po prostu czekasz i samemu próbujesz jako tako nie umrzeć? Przytulisz i może będzie ok...

Owszem, jest mnóstwo konowałów, ale to nie znaczy, aby przestać szukać tego lekarza.

Osobiście wolałabym wysłać kogoś do psychologa, kto tego nie potrzebuje, niż nie wysłać kogoś, kto ma przykładowo nerwice, depresje itp. Przytulenie nie wyleczy choroby, a nie mnie oceniać, czy ktoś jest chory, czy ma gorszy okres.

7

Odp: Psychologowie częściej szkodzą
madoja napisał/a:

(...) Wrzucam ten temat, ponieważ w praktycznie każdym wątku na tym forum widzę poradę "idź do psychologa". Moim zdaniem to zła rada. Zbyt pochopna. (...)

Wielokrotnie autorów wątków zachęcałam do kontaktu z psychologiem i nie czyniłam tego nigdy pochopnie. Zachęcałam i czynić to będę nadal. To samo tyczy korzystania z pomocy psychoterapeutów. Warto jednak wiedzieć i pamiętać, że nie każdy psycholog jest psychoterapeutą, nie każdy psychoterapeuta jest psychologiem. Wbrew pozorom między nimi jest istotna różnica.

Jasne, wśród psychologów czy psychoterapeutów - podobnie jak wśród przedstawicieli innych zawodów - są partacze. Czy w związku z tym należy dokonać generalizacji i przestrzegać przed korzystaniem z ich usług? Śmiem wątpić. Prawdą jest, że chodzenie do psychologa czy psychoterapeuty nie rozwiąże problemu, z którym ktoś do nich przychodzi. Do tego potrzebny jest wkład własny, czyli własna praca nad wprowadzaniem zmian. Do pracy takiej nie wszyscy korzystający z usług psychologów czy psychoterapeutów są gotowi, bo zwykle przedstawiciele wymienionych zawodów widzą nas lepiej niż my sami siebie, widzą też naszą ciemną stronę, nasze błędy i... wówczas - wstrętni! - mówią nam o tym.

Co do znalezienia dobrego psychologa czy psychoterapeuty. Z pozoru to trudna sprawa, ale w rzeczywistości znaleźć można osobę, której i wiedza, i umiejętności - także interpersonalne - będą nam odpowiadać. Sposobów znalezienia takiej osoby jest sporo, tylko... niezdeterminowani wolą narzekać.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

8

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Akurat w bliskiej rodzinie jestem niestety zmuszony do wysłuchiwania ciągłych narzekań na lekarzy wszelkiego rodzaju. Czy to znaczy, że każdy lekarz jest "łowcą skór"?

Dlatego nie demonizowałbym zawodu psychologa ani pshychoterapeuty. Są po to, żeby ludzom pomagać, albo przynajmniej uświadomić ludziom istotę ich problemów i pomóc wyjść im na prostą. Inna sprawa, to fakt, że każdy ma niejako inne możliwości samokontroli czy też umiejętnością radzenia sobie ze swoimi problemami. Jedni będą w stanie sobie poradzić z danym kryzysem inni nie. Jeśli jednak, któś mówi, że daje rady, to nalezy mu się fachowa pomoc.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

9

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Nie zgodzę się z Madoja.

Raczej wolałabym posłać do psychologa klinicznego czy terapeuty kogoś, komu ta pomoc nie jest potrzebna ostatecznie, niż zaryzykować nie posłanie kogoś kto tego potrzebuje. To tak jak z lekarzem- jak się źle czujesz, to lepiej sprawdzić u specjalisty czy to tylko przeziębienie czy początek zapalenia płuc.

W Polsce ciągle panuje jakieś dziwne tabu, że jak masz terapeutę to jesteś psychiczny. Co jest bzdurą.

10

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Ja lubię psychologów i uważam, że pomagają. Zwykły człowiek nic nie pomoże, tylko psycholog.  Od tego jest psycholog, żeby pomagać.

11

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Nie mam dobrej opinii o psychologach, szczególnie o tych pracujących na kontrakcie z NFZ.
Natomiast bardzo cenię i szanuję psychoterapeutów, szczególnie tych, którzy ze mną pracowali i pracują do tej pory.

12 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-10-29 17:42:43)

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Ja też wysyłam często ludzi z forum  do terapeuty, bo forum może zadziałać jako wsparcie, ale tu terapii prowadzić nie można.
Mało kto jest na takim etapie świadomości, by sobie samemu pomóc.
Ale tak, ciężko o dobrego specjalistę, bo  tym zawodzie wiedza to za mało, potrzebny jest rozwój osobisty i dojrzałość, otwarty umysł.
Druga sprawa tu połowa pracy należy do pacjenta - więc wielu ucieka ze stołu z rozkrojonym mózgiem..

Założyłam tu 3 lata temu wątek o psychoterapii męża. Terapia odsłoniła zupełnie innego człowieka, wtedy czułam się bezradnie i oszukana, że zniknął mój mąż jakiego znałam, aż w końcu zrozumiałam, że zawsze taki był, tylko to tłumił..
Moje małżeństwo się rozpadło, ale czy mogę winić terapeutkę.?

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

13

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

No wiadomo, terapeuci różni się trafiają- jedni lepsi, inni gorsi. Tak jak w każdym zawodzie są osoby, które delikatnie mówiąc, pominęły się z powołaniem. Tylko, że przecież fakt, że fryzjerka mi raz koszmarnie włosy obcięła, albo dentysta źle plombę założył nie powstrzymuje mnie od powrotu do innego salonu czy gabinetu.

Problem jest też czasem z tym, że pacjenci oczekują cudownej pigułki, która ich uzdrowi w pięć minut i rozczarowani przerywają terapię w połowie, nie rozumiejąc, że wyniki takowej zależą od ich indywidualnej pracy

14

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

To chyba tak jak z każdą profesją, patałach spartoli, solidny fachowiec nie.

15

Odp: Psychologowie częściej szkodzą
assassin napisał/a:

To chyba tak jak z każdą profesją, patałach spartoli, solidny fachowiec nie.

Czasem nie jest to nawet kwestia partactwa, ale zwykłego niedogrania. Nie każdy terapeuta prowadzi odpowiedni nurt terapii dla danej osoby, jak i też czasami ludzie są bardzo niedopasowani. Trudno mieć efekty w terapii z kimś kogo się nie lubi.

16 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2019-10-29 21:32:06)

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Po 1. jeśli ktoś nie umie sobie sam poradzić to rada w stylu "ludzki umysł bez trudu poradzi sobie z traumą w ciągu 3 miesięcy" jest nietrafiona. Gdyby umiał sobie poradzić to by to zrobił, a jeśli nei zrobił...znaczy, że nie potrafi i potrzebuje specjalisty.

Po 2. Rzucam rady z doświadczenia, a nie bezmyślnie. Gdyby nie psycholog-terapeuta nie byłoby mnie już na świecie.

Po 3. Jesli ktoś mówi  "chodzę do psychologa już kilka lat/miesięcy i nie widzę poprawy" tzn, ze nie chce się zmienić/poprawić. Błędem wielu chorych jest to, ze uważają psychologa za czarodzieja, który pstryknie i usunie im problemy. Tymczasem on tylko stoi z boku, słucha, podpowiada, sugeruje rozwiązanie, wskazuje drogę, czasem daje jakieś propozycje/zadania itp. Jeśli chory sugestii nie odbiera, nie chce przyjąć do wiadomości, ze coś musi w sobie zmienić i nie robi nic, aby to zmienić...to tak właśnie mówi.

Po 4. Ja nigdy nie proponowałam psychologa prywatnie. sama chodziłam na NFZ i wyleczyłam się. Dlatego nie warto czekać aż choroba osiągnie ciężkie stadium, bo wtenczas można się nie doczekać wizyty z powodu długich terminów. Trzeba się wcześniej zebrać w sobie, zapisać i cierpliwie czekać....za darmo.

Po 5. sami nie pomagamy, bo nie jesteśmy w tej kwestii doświadczenia, nie znamy metod leczenia chorego, nie jesteśmy aby leczyć... tylko wspomagać w leczeniu, potowarzyszyć w drodze do terapeuty/psychiatry, wspierać np. w braniu leków czy robieniu ćwiczeń psychologicznych. Tak jak piszesz tylko "czasami wystarczy wysłuchać, pocieszyć i doradzić", a w większości już nie damy rady pomóc, bo sprawa jest zbyt poważna.

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

17

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Długo chodziłem na terapię. Przerwałem kiedy zaczynaliśmy terapię małżeńską z żoną (nie powinno się chodzić równocześnie na dwie terapie). Bardzo trudno mi jest ocenić, czy coś mi dały te terapie. Może niewiele ? Może nie umiałem z nich dobrze skorzystać ? Ale teraz mi ich brakuje. Brakuje mi rozmowy z kimś z kim mogę być absolutnie szczery i komu mogę mówić co mi się kotłuje pod czaszką. Prywatnie mam jedną taką osobę (notabene też po psychologii big_smile ), ale mam z tą osobą kontakt głównie telefoniczny i nie chcę jej ciągle truć o swoich problemach. Na pewno terapie dały mi większą wiedzę na temat tego skąd te moje problemy się wzięły. To też jest coś.
Dlatego ja też zawsze każdemu polecam rozmowę z psychologiem, psychoterapię. Tego nie jest w stanie zastąpić rozmowa z osobą bliską, z przyjacielem itp. Osoby bliskie nie są obiektywne i przez to najczęściej nie są do końca szczere (w dobrej wierze) i często po prostu nie są w stanie zrozumieć mechanizmów np. depresji, lęków itd. A depresja jest często jak napędzająca się spirala z której jest ciężko się samemu wyrwać.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

18

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Dzięki bogu że są ludzie którzy chcą a paru nawet potrafi zająć się ludzką psychiką! Ja nie umiem słuchać i nie rozumiem dlaczego ktoś przeżywa problem na który już otrzymał rozwiązanie albo rozwiązanie mu nie pasuje, innego nie ma więc przeżywa dalej. Moja empatia jest na poziomie poniżej wiadra.

Mój partner był na kilku sesjach z powodu problemów w pracy z szefem. Jojczył mi na tego szefa i jojczył a ja miałam tylko dwie odpowiedzi dla niego: Nie podoba ci się to zmień pracę - ale ja nie chcę - to się przyzwyczaj (tak wiem, straszna jestem). Poszedł dosłownie kilka razy i już nie jojczy smile))

Choć z drugiej strony psychologia jako nauka jest dla mnie taka trochę jeszcze niedorobiona jakkolwiek to nie brzmi. Za dużo nie wiadomych, ciągle jakieś nowe teorie wypierające stare, za dużo zmiennych. Takie trochę wróżenie z kryształowej kuli to przypomina, będziemy testować na tobie różne metody i może coś zadziała.... No ale w sumie podobne odczucia mam na temat neurologii i wszelkich szamanów co próbują leczyć sprawy hormonalne.

19

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Oni też są ludźmi i jak każdy - mogą być lepsi, albo gorsi w swoim fachu. A nawet "szurnięci".
Trafiłam kiedyś na takiego psychoterapeutę, że sama zamknęłabym go w szpitalu dla mentalnie niezdrowych.

Psychiatra - to lekarz. 1 na 5 wysłucha, zrozumie i pomoże, a reszta potraktuje schematycznie i przepisze to na co ma kontrakt z koncernem farmaceutycznym. Przez jedną taką panią - mój brat pożegnał się z tym światem...

Psycholog - to bardziej taki odpłatny przyjaciel na godziny. Jak masz kogoś takiego "za darmo", to OK. Ale jak akurat nie masz do kogo buzi otworzyć, to chyba warto spróbować. Albo podpasuje, albo nie.
Racja, komentarze typu "MUSISZ iść do psychologa, bo inaczej sobie NIE PORADZISZ" są dość nietrafione. Ale takie "a rozmawiałaś o tym kiedyś z jakimś psychologiem, bo może by pomogło?" to już co innego...

Masz katar - idziesz do apteki po krople. Złamiesz kość - robisz RTG. Masz doła od długiego czasu - idziesz do jakiegoś "psychola" na konsultacje. Ślubu z nim w ciemno nie bierzesz.

20

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Przychylam się do zdania poprzedników, że teza zawarta w tytule wątku jest krzywdząca, o generalizacji nie wspominając.

Pamiętajmy, że ludzie są różni, mają różną konstrukcję psychiczną, różnie radzą sobie w sytuacjach stresowych. Gdyby istotnie każdy mózg potrafił poradzić sobie z emocjonalnymi problemami w ciągu 3 miesięcy, nie byłoby długotrwałych ani nawracających stanów depresyjnych i wielu innych chorób oraz zaburzeń psychicznych. Sami nader często nie tylko nie mamy wystarczającej wiedzy, ale też umiejętności i doświadczenia, by dotrzeć do rzeczywistych przyczyn problemów, które nas dotykają, burząc przy tym wewnętrzną równowagę i spokój, a 'diagnoza' to przecież dopiero początek drogi ku zdrowieniu.

Oczywiście nie każdy potrzebuje pomocy specjalisty i to nawet w najtrudniejszych sytuacjach, które go dotykają, niemniej umniejszanie, a wręcz negowanie wartości pomocy psychologicznej jako takiej wydaje mi się - przepraszam, że to napiszę - zwykłą ignorancją.
Ba, przecież nawet jeśli mamy dużą samoświadomość, to obiektywne spojrzenie z boku w każdej sytuacji może nas albo utwierdzić w słuszności myślenia i przekonań, albo wyprowadzić z błędu.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

21

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Glowny nurt psychologii w tej chwili i postepowanie z pacjentem jest wadliwy. Czasami ludziom pomaga, ale czesto nie.
Psychologiem moze zostac praktycznie kazdy kujon. Znam takich psychologow i znam tez efekty ich pracy.
Znam osoby, ktorym nic sie nie poprawilo. Znam osoby, ktorym sie pogorszylo. Czesto uciekaja na NFZ do faszerowania lekami i polecania psychiatry by zapisal leki.
Sama bylam w tym systemie i nic mi to nie dalo. Przeszlam paru lekarzy i nikt nie zadal prawidlowych pytan.

'Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba,jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła.'

22 Ostatnio edytowany przez Misinx (2019-10-31 07:43:02)

Odp: Psychologowie częściej szkodzą
Winter.Kween napisał/a:

Glowny nurt psychologii w tej chwili i postepowanie z pacjentem jest wadliwy. Czasami ludziom pomaga, ale czesto nie.
Psychologiem moze zostac praktycznie kazdy kujon. Znam takich psychologow i znam tez efekty ich pracy.
Znam osoby, ktorym nic sie nie poprawilo. Znam osoby, ktorym sie pogorszylo. Czesto uciekaja na NFZ do faszerowania lekami i polecania psychiatry by zapisal leki.
Sama bylam w tym systemie i nic mi to nie dalo. Przeszlam paru lekarzy i nikt nie zadal prawidlowych pytan.

Który nurt psychologii jako wadliwy masz na myśli ?
Ja osobiście też mógłbym powiedzieć, że psychoterapia nie zrobiła na mnie jakiegoś super efektu. W pewnym momencie mi pomogła podjąć życiową decyzję. Ale generalnie moje zmory nie zniknęły. Tkwię w nich nadal i pewnie tak będzie do końca. Z tym, że świadom jestem tego, że w dużej mierze sam sobie to robię. Nie lubię siebie i nie potrafię tego zmienić.
Ale mimo wszystko nie będę twierdził, że psychologia, psychoterapia jest szkodliwa. Bardzo wielu ludziom pomogła. W gruncie rzeczy to od nas samych najczęściej zależy jaki będzie jej efekt. To nie jest chirurgia w której coś się wytnie, zaszyje i będzie git.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

23

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Niby pomaga, ale tak szczerze? Nie poznałam w życiu ani jednej osoby, która leczyła się u psychologa, psychiatry bądź psychoterapeuty, i się wyleczyła. Ci, którzy mieli depresję, nadal ją mają, Ci, którzy myśli samobójcze, też.

Dziwne, uświadomiłam to sobie dopiero, czytając ten wątek...

24

Odp: Psychologowie częściej szkodzą
zosienka napisał/a:

Niby pomaga, ale tak szczerze? Nie poznałam w życiu ani jednej osoby, która leczyła się u psychologa, psychiatry bądź psychoterapeuty, i się wyleczyła. Ci, którzy mieli depresję, nadal ją mają, Ci, którzy myśli samobójcze, też.

Dziwne, uświadomiłam to sobie dopiero, czytając ten wątek...

Tyle, że w tych przypadkach pytanie brzmi np. czy odbyli terapię do końca, czy pracowali, czy faktycznie dbali o to, żeby się wyleczyć. To nie jest przeziębienie, że tydzień i gotowe. To jest ciężka praca.
Wielu zaburzeń i chorób nie da się wyleczyć. Da się nauczyć pacjenta, jak ma sobie z nimi radzić i tutaj znam osoby, którym psychoterapia w tym bardzo pomogła.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

25

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Zaburzenia lękowe nie jest trudno wyleczyć, łącznie z nerwicą natręctw, atakami paniki, stanami depersonalizacji i derealizacji.  Trudniej wyleczyć depresję ponieważ osoby w tym zaburzeniu niechętnie współpracują i widzą wszystko w czarnych barwach z powodu rozchwiania neuroprzekaźników.

26

Odp: Psychologowie częściej szkodzą
Lady Loka napisał/a:

To nie jest przeziębienie, że tydzień i gotowe. To jest ciężka praca.
Wielu zaburzeń i chorób nie da się wyleczyć. Da się nauczyć pacjenta, jak ma sobie z nimi radzić i tutaj znam osoby, którym psychoterapia w tym bardzo pomogła.

Nie sposób się nie zgodzić. Jeśli ktoś zaczyna psychoterapię z założeniem, że dostanie gotową receptę, która jak za dotknięciem magicznej różdżki odmieni jego życie o 180 stopni, to może się gorzko rozczarować. Trzeba poświęcić na to sporo czasu i włożyć mnóstwo samodzielnej pracy, by zmienić swoje życie na lepsze. Psychoterapia pomaga zrozumieć pewne mechanizmy, które nami rządzą, a przy tym jest drogowskazem w jaki sposób można dojść do założonego celu i po drodze nie popełniać tych samych błędów, które doprowadziły do zaistniałej sytuacji.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

27

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Powiem wam, że nie do końca. Owszem terapia może być bardzo przydatna i nie ma co się z tym kłócić, to trzeba również trafić na dobrego specjalistę, który będzie potrafił znaleźć strunę, na której będzie mógł grać.

We all make choices. But in the end, our choices make us.

28

Odp: Psychologowie częściej szkodzą
emphatic25 napisał/a:

Zaburzenia lękowe nie jest trudno wyleczyć, łącznie z nerwicą natręctw, atakami paniki, stanami depersonalizacji i derealizacji.  Trudniej wyleczyć depresję ponieważ osoby w tym zaburzeniu niechętnie współpracują i widzą wszystko w czarnych barwach z powodu rozchwiania neuroprzekaźników.

Tak? smile podziel się swoim doswiadczeniem w łatwym leczeniu zaburzeń lękowych smile
Chętnie skorzystam, bo moje doświadczenie mówi mi, że całkowocie sie nie da.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

29

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Od 12 roku życia miałem zaburzenia lękowe które rozwinęły się z powodu patologii w domu (ojciec alkoholik) na początku była to hipochondria trwająca kilka lat, przerobiłem w tym czasie wszystkie choroby nowotworowe, chociaż najbardziej bałem się ziarnicy złośliwej i chłoniaka ponieważ po anginie z dzieciństwa pozostały mi powiększone węzły chłonne i w wieku 16 lat zacząłem chodzić po lekarzach i się badać przez okres dwóch lat zrobiłem około 40 morfologii krwi, 10 razy usg węzłów chłonnych szyi, dołów pachowych, 2 prześwietlenia klatki piersiowej, badania na cytomegalie, toxoplazmowe, mononukleoze, hiv, odwiedziłem onkologa, hematologa, kilku lekarzy rodzinnych, moje życie toczyło się w okół chorób i czytaniu o nich, miałem nerwicę natręctw która polegała na naciskaniu tych węzłów chłonnych kilkaset razy dziennie wyglądało to tak że siedziałem w jakimś miejscu i palcami dotykałem szyi wyszukując węzłów, gdy na niego natrafiłem dotykałem go z każdej strony, przesuwałem, i tak z każdym, taka czynność zajmowała mi 10-15 minut i trwała do momentu w którym nie poczułem "ulgi" osoby z nerwicą natręctw powinny wiedzieć o co chodzi.  Po godzinie powtarzałem to znowu i tak przez cały dzień, oprócz sprawdzania węzłów chłonnych sprawdzałem również kurki od gazu w kuchence przekręcając je na 0 mimo że były wyłączone to musiałem każdy złapać i przekręcić  pierwszy, drugi, trzeci, gdy dochodziłem do ostatniego zaczynałem do początku mimo iż wiedziałem że są wyłączone to odczuwałem przymus tego wykonywania, w kuchni spędzałem po każdym wejściu około 10 minut, kilkukrotnie taki kurek z gazem przekręciłem (urwałem w środku jakiś mechanizm zabezpieczający i kręcił się do okoła) tak samo sprawdzałem krany w kuchni oraz w łazience, przekręcałem z całej siły tak mocno że niektórzy z domowników nie byli wstanie tego odkręcić, sprawdzałem również światła (dociskałem wyłącznik od światła mimo że był wyłączony) takie czynności trwały u mnie kilka lat - mimo wszystko funkcjonowałem normalnie i nikt nawet nie spodziewał by się że mam nerwicę natręctw, nie było tego po mnie widać.  Później rozwinęła sie u mnie nerwica lękowa, dostałem ataku paniki siedząc przed komputerem, czułem się zdezorientowany jak bym miał zaraz zwariować, odcięło mnie, poczułem się odrealniony, sztuczny i nie wiedziałem co się dzieje, po chwili doszedłem do siebie ale przestraszyłem się tego stanu i bałem się że się powtórzy, oczywiście tak się stało po kilku godzinach.  Zacząłem odczuwać silne stany depresyjne, postanowiłem poczytać trochę o depresji i nerwicy w internecie, doszedłem do opisu w którym było "osoby z depresją mogą mieć myśli samobójcze" i takich też myśli dostałem - nie typowych myśli żeby się zabić, ale strach przed tym że to zrobię, cały czas towarzyszyły mi myśli o tym żeby popełnić samobójstwo wyskakując z okna (z bloku - 4 piętro) doszło do tego że spałem odwrócony do okna jak najbliżej drugiej strony łóżka, miałem w nocy częste ataki paniki oraz stany wyczerpania z powodu natłoku myśli o samobójstwie (rozważałem nawet zakup kajdanek żeby przypiąć się do czegoś co uniemożliwiło by mi wyskoczenie przez okno) oczywiście nie chciałem tego zrobić - ale te myśli się pojawiały a ja się ich bałem, z powodu nadmiernego stresu dostałem objawów depersonalizacji i derealizacji - czułem że wszystko jest sztuczne, nierealne, byłem jak za szybą,  bałem się tego że zwariuję albo dostanę choroby psychicznej i skończę w psychiatryku, po myślach dotyczących samobójstwa przyszły inne,  myśli że zostanę pedofilem, mordercą, gwałcicielem -  z tymi wszystkimi myślami walczyłem, płakałem, nie spałem w nocy, czułem się jak chory psychicznie człowiek albo jakiś psychopata.  Oczywiście jednocześnie były ataki paniki, strach, odrealnienie.. nerwica całkowicie zawładnęła moim życiem. Dopiero później odkryłem co to jest nerwica i jak to działa, trafiłem na pewne forum poświęcone nerwicy lękowej.. i tam gdy opisałem wszystkie swoje myśli, objawy i obawy.. to usłyszałem "no typowe objawy nerwicowe, nic specjalnego, nie jesteś psychopatą, mordercą, pedofilem, nie jesteś chory psychicznie a do samobójstwa tak Ci daleko jak mi do bycia papieżem"  spotkałem tam wiele osób które miały podobne objawy do mnie, niektórzy bali się noży bo myśleli że pozabijają domowników, niektórzy nie potrafili wyjść na zewnątrz, była kobieta która bała się że udusi własne dziecko poduszką i czasami przykładała tą poduszkę do ust swojej córki sprawdzając czy była by wstanie to zrobić.

Leczenie nerwicy rozpocząłem od zapoznania się z tym jaki mechanizm w ogóle tym kieruje, dlaczego pojawiają się tak absurdalne myśli sprzeczne z moim charakterem.  Otóż nerwica żeby istnieć musi być podtrzymywana przed osobę która ją ma - w innym przypadku układ nerwowy się uspokaja i nerwica znika, ale z powodu mechanizmu "walcz lub uciekaj" który został załączony z powodu nadmiernego stresu, fobii, złego dzieciństwa nie chce się wyłączyć i ciągle szuka powodu dla którego ma być aktywny.  Mechanizm walcz lub uciekaj to taki mechanizm który pojawia się w trakcie zagrożenia, np wtedy kiedy ktoś grozi nam bronią, nożem, chce nas zabić, pobić, okraść, wtedy nasze mięśnie się spinają a słuch się wyostrza (taki sam mechanizm mają zwierzęta które nasłuchują czy nie zbliża się jakiś drapieżnik) w nerwicy działa ten sam mechanizm tylko że w nerwicy nikt nie chce nas zabić, pobić i nikt nam nie grozi nożem czy bronią - nie ma realnego zagrożenia, ale z powodu nadmiernego stresu, lęku, traum  ten mechanizm się wyzwala i zaczyna SZUKAĆ powodu dla którego ma być włączony bo jak mówiłem tego powodu realnie nie ma - zaczyna skanować, i tutaj pojawiają się objawy i obawy - 

- Strach przed wejściem do galerii handlowej
- Uczucie guli w gardle i duszenia
- Strach przed atakiem paniki
- Strach przed zawałem, śmiercią, nowotworem
- Strach przed byciem samemu w domu
- Strach przed chorobą psychiczną
- Fobie
- Natręctwa myślowe i czynnościowe (natręctwa spowodowane są nadmiernym wolno płynącym długotrwałym lękiem a wykonywanie natręctw pozwala rozładować ten stres, dodatkowo neuroprzekaźniki odpowiadające za "potwierdzenie" informacji zwrotnej jeżeli coś robimy nie działają prawidłowo dlatego osoby w nerwicy natręctw muszą wykonywać daną rzecz często kilkanaście/dziesiąt razy zanim poczują że jest "ok"
- Strach przed wymiotowaniem/biegunką w miejscu publicznym
- Wpisz co chcesz (każdy objaw i obawa nerwicowa działa tak samo - nie ma różnicy, cel jest ten sam)

Nerwica atakuje zawsze najwyższe dla człowieka wartości - jeżeli ktoś jest bardzo religijny to będzie miał myśli albo obrazy mentalnie w których obraża osoby święte. Jeżeli ktoś bardzo lubi dzieci i jest wrażliwy, będzie miał myśli żeby to dziecko skrzywdzić, albo że zostanie pedofilem.  Jeżeli ktoś kocha swoją rodzinę będzie miał myśli żeby ją zabić.     Takie myśli w nerwicy to nie są myśli typowej osoby chorej lub psychopaty który chce faktycznie coś komuś zrobić, to jest coś w stylu "A jak ja bym stał się takim psychopatą i ich pozabijał" " A jak ja stanie się w przyszłości pedofilem"? "A jak wstanę w nocy, wezmę nóż i kogoś zabije?" takie myśli nachodzą człowieka w nerwicy natręctw i powodują OGROMNY strach, ludzie myślą że wariują, że stają się psychopatami, że nikt normalny nie ma takich myśli i że są chorzy psychicznie - prawda jest jednak inna takie myśli nas nachodzą, ponieważ nigdy byśmy tego nie zrobili i jesteśmy całkowitym przeciwieństwem psychopatów, takie myśli niestety często nachodzą osoby wrażliwe i empatyczne ponieważ nerwica atakuje zawsze słabe punkty człowieka - Ty masz się bać.   Jeżeli ktoś nie boi się śmierci - to nie dostanie myśli o popełnieniu samobójstwa bo on się tego nie boi, zaburzenie lękowe się na tym nie utrzyma a umysłowi chodzi tylko o to żeby podtrzymać stan zagrożenia, nie można podtrzymywać go objawem/obawą przed czymś czego się nie boimy - dlatego nerwica atakuje tematy dla nas ważne.  Często spotykaną obawą u osób z nerwicą natręctw ( u kobiet ) jest myśl o skrzywdzeniu własnego dziecka, ponieważ tak bardzo je kochają - to powoduje u nich ogromny lęk, codzienny płacz, strach. Zaburzenia lękowe charakteryzuje zmienność objawów i obaw - np ktoś miał strach przed czymś przed X czasu.. oswoił się trochę z tym i nagle dostał innego objawu, strachu przed czymś innym (przestałeś się bać jednego albo drastycznie ograniczyłeś strach przed czymś więc trzeba poszukać coś mocniejszego).      Nerwica karmi się strachem - umysł się uspokaja a nerwica odchodzi wtedy kiedy człowiek zaczyna rozumieć jak to działa (mi zajęło to dwa lata).   Zaburzenia lękowe bez względu na objawy i obawy pokonuje się poprzez:

- Zrozumienie jak działa mechanizm nerwicowy (przekroczenie indywidualnej odporności na stres, reakcja walcz lub uciekaj, jak umysł próbuje podtrzymać tą reakcje, jak wyszukuje powodu żeby dalej trwać w nerwicy)
-  Ośmieszanie/Ignorowanie tych obaw/objawów ( najtrudniejsza rzecz ponieważ trzeba robić to szczerze, nie można ignorować i wyśmiewać swojego strachu przed np skrzywdzeniem kogoś, jednocześnie nie wierząc w to że to jest fikcja i nerwicowa myśl która nic nie znaczy) tłumaczyłem kiedyś jednej kobiecie na forum poświęconym nerwicy jak to działa, ponieważ owa Pani twierdziła że ona ignoruje te objawy i obawy lękowe.. ale po chwili dodała "a co jak na prawdę to się wydarzy?"  w ten sposób nigdy nie uspokoimy swojego układu nerwowego.  Jeżeli nie wierzymy w to co mówią ludzie, terapeuci, nie wierzymy że nerwica lękowa to fikcja i że jeszcze nikt w trakcie trwania nerwicy nie zrobił tego co tworzyło się w jego głowie bo to jest niemożliwe to niestety nic nam to sztuczne wyśmiewanie objawów nie da, to musi być szczerze koniec kropka.
- Konfrontacja z lękiem -    ważny etap, gdy już zrozumiemy jak to działa, pora na działanie.. trzeba zacząć konfrontować się z lekiem, do tego potrzebna jest taka wewnętrzna złość i agresja w stosunku do nerwicy, jeżeli ktoś ma strach przed wejściem do autobusu - to ma tam wejść, ma sobie powiedzieć "mam nerwice, boje się że jak tam wejdę, to dostanę ataku paniki, umrę, uduszę się albo stanie mi się tam rzecz X,  choruje już na to gówno X czasu, jeżeli tak dalej pójdzie to nigdy z tego nie wyjdę, nic mi się nie stanie, dostanę ataku paniki? nie ma sprawy i tak dostałem już ich setki, żyje codziennie w strachu i już więcej nie chcę tak żyć - oczywiście forma motywowania siebie jest dowolna ale ma być szczera.  W leczeniu nerwicy następuje taki krytyczny moment w którym żeby z niej wyjść musisz się "mentalnie zabić" chodzi tutaj o to że musisz dojść do granicy swojej wytrzymałości psychicznej z powodu swoich objawów, masz poczuć złość, agresje.. masz iść naprzód nawet gdybyś miał mentalnie zginać.. nawet gdyby nerwica mówiła Ci że po wejściu do galerii handlowej dostaniesz ataku serca, masz tam wejść.. zapewne dostaniesz objawów związanych ze sercem typu szybsze bicie, uczucie ciężkości oddechu, nadmierny lęk, atak paniki - ale nic z tych rzeczy nie doprowadzi Cię do śmierci, nigdy nerwica nic nikomu nie zrobiła i nie zrobi.. to tylko objawy po których nic Ci nie będzie - no ewentualnie trochę się spocisz i z powodu nadmiernego lęku dostaniesz odrealnienia (stany depersonalizacji i derealizacji są spowodowane nadmiernym długotrwałym lękiem a umysł próbuje się od tego odciąć dlatego pojawia się takie uczucie bycia "sztucznym", jest to spowodowane podwyższoną adrenaliną a obniżoną dopaminą) minie.

Ja gdy wychodziłem z nerwicy, ze swoich natręctw myślowych, obaw, ataków paniki - często rozmawiałem z samym sobą w głowie, mówiłem sobie często używając wulgaryzmów że się nie poddam, że nerwica nie będzie dominować w moim życiu, jak pojawiały się myśli o byciu mordercą, albo myśli o tym żeby wyskoczyć przed most wtedy kiedy po nim przejeżdżałem to mowiłem sobie "no spoczko, zaraz sobie wyskocze, ale wczesniej może kogoś zabije? albo zostane pedofilem, gwałcicielem? może jakiś atak paniki? nie? no dalej." wiedziałem że to kłamstwo, byłem już tak świadomy działania nerwicy że te myśli i objawy mnie śmieszyły ale jeszcze jakiś czas te objawy i obawy się pojawiały (umysł potrzebował czasu po tylu latach lęku żeby się uspokoić) od 4 lat jestem wolny od jakichkolwiek zaburzeń lękowych, depresji, fobii, myśli,  nigdy nie brałem leków antydepresyjnych, nigdy nie uczęszczałem na terapie, o nerwicy wiem bardzo dużo, o lekach antydepresyjnych również, doradzałem wielu osobom na forach o nerwicy a nawet byłem tam moderatorem.  Każdy twierdzi że jego nerwica jest najgorsza - i to jest prawda, bo nerwica atakuje zawsze najczulsze punkty człowieka, chociaż ja miałem ją tak nasiloną.. że wiele osób z forum powiedziało mi że nie dało by rady tego zwalczyć i prędzej by wylądowali w psychiatryku.  Znam osoby które biorą antydepresanty bo boją się jeździć autobusami, albo mają delikatną nerwicę natręctw. Ja tutaj opisałem tylko moją nerwicę, oprócz niej miałem depresje która była spowodowana wyczerpaniem z powodu lęku, miałem również zespół chronicznego zmęczenia podczas którego spałem po 14 godzin dziennie, a po wejściu na 4 piętro zasypiałem w pełnym ubraniu w przedpokoju gdzie siadałem żeby odpocząć ( ważę 70 kg przy 175 cm wzrostu) objawiało się to ciągłym nieustannym zmęczeniem sennością, i brakiem sił - spowodowane to było lękiem oraz wyczerpaniem nadnerczy ze stresu - lekarz jak mnie zobaczył jak wyglądam to zakazał mi jeździć samochodem twierdząc że to kwestia czasu aż kogoś potrące.    Przed okres całej swojej walki z nerwicą wypróbowałem całą aptekę lekarstw i suplementów (brałem chyba wszystko, witaminy, adaptogeny, nootropy, zioła, i to wszystko w dużych dawkach często przekraczających 500% dziennego zapotrzebowania) - nic mi nie pomogło, sam sobie pomogłem.          Nerwica lękowa nie jest zaburzeniem "trudnym" do wyleczenia, trzeba trafić na odpowiedniego terapeutę i pracować nad sobą.. myślę że w rok czasu można się z tym zaburzeniem uporać, no chyba że ktoś trafi na terapię na której strach przed śmiercią będzie tłumaczony "bo Pan podświadomie nie kocha mamy" no to takie leczenie potrwa nawet i z 10 lat.

30 Ostatnio edytowany przez madoja (2019-10-31 19:24:32)

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

emphatic25 > przybij pione, miałam to samo, ale u mnie ten epizod trwał o wiele krócej. Dla kogoś kto tego nie przechodził, to abstrakcja i coś śmiesznego. Jak można się bać że się wyskoczy przez okno? smile Po traumatycznym wydarzeniu miałam napady lęku z atakami paniki, depersonalizację i derealizację. I wyszłam z tego sama. Książki pisane przez osoby które z tego wyszłu, rozmowy z samą sobą. Raz tylko poszłam do psychologa i powiedział "proszę pobiegać" smile

W linku który usunięto (nie będę cytować bo to ściana tekstu, ale możecie wpisać w google "Stres nie ma znaczenia. Jesteśmy ofiarami klątwy rzuconej przez psychologów") jest o tym, że korzystanie z pomocy psychologów wciąż i wciąż odgrzebuje wspomnienia, zamiast pozwolić im naturalnie umrzeć. Naprawdę nietrudno się z tym nie zgodzić. Czasami trzeba odpuścić i pochować swoje traumy zamiast je wciąż rozdrapywać (generalnie tam mowa o traumach, nie o zaburzeniach psychicznych, bo o nich tu ktoś wspominał).

zosienka napisał/a:

Niby pomaga, ale tak szczerze? Nie poznałam w życiu ani jednej osoby, która leczyła się u psychologa, psychiatry bądź psychoterapeuty, i się wyleczyła. Ci, którzy mieli depresję, nadal ją mają, Ci, którzy myśli samobójcze, też.

Dziwne, uświadomiłam to sobie dopiero, czytając ten wątek...

Ja akurat nie znam żadnej osoby która chodziła na psychoterapię, ale do psychologa i psychiatry - tak.
Oni jako lekarze/osoby faktycznie nie pomogli (nie kojarzę takiego przypadku), ale leki które zapisywał psychiatra, już tak. smile
Gdy teraz wertuję w pamięci przypadki osób którym coś naprawdę przeszło i czują się świetnie, to były to kwestie upływu czasu (kluczowe) oraz wsparcia bliskich.

Ktoś wyżej wspomniał o tym że psycholog pomaga doraźnie, czyli że czuł się dobrze podczas samych wizyt i bezpośrednio po nich - miał z kim pogadać, a inna osoba mogła wszystko obiektywnie ocenić. Z tym faktycznie się zgodzę.

31

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Problem w tym, że niektórych traum nie da się pochować bez wcześniejszego rozłożenia na części pierwsze i przepracowania ich.

32

Odp: Psychologowie częściej szkodzą

Madoja, może tu jest problem, że nie znasz nikogo po faktycznej terapii. A jednorazowa wizyta na dłużej nie pomoże.

Pochowane traumy spoko. Gorzej jak potem pod wpływem jakiegoś wydarzenia wychodzą na wierzch i rujnują Ci życie. Nie polecam.
To tak jakbyś powiedziała komuś, że co z tego, że ręka mu się zrosła krzywo i boli. Korzystanie z pomocy chirurga jest bez sensu, bo trzeba będzie znowu kość złamać, a to bez sensu, lepiej niech jest jak jest.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

33 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2019-11-01 00:25:07)

Odp: Psychologowie częściej szkodzą
Lady Loka napisał/a:
emphatic25 napisał/a:

Zaburzenia lękowe nie jest trudno wyleczyć, łącznie z nerwicą natręctw, atakami paniki, stanami depersonalizacji i derealizacji.  Trudniej wyleczyć depresję ponieważ osoby w tym zaburzeniu niechętnie współpracują i widzą wszystko w czarnych barwach z powodu rozchwiania neuroprzekaźników.

Tak? smile podziel się swoim doswiadczeniem w łatwym leczeniu zaburzeń lękowych smile
Chętnie skorzystam, bo moje doświadczenie mówi mi, że całkowocie sie nie da.

Latwe to nie jest. To najtrudniejsza rzecz jaka mozna zrobic w calym zyciu.
Moim zdaniem, oczywiscie.
Trzeba dowiedziec sie kim sie jest i dlaczego sie to wszystko mysli i robi.

Misinx, mam na mysli typowego psychologa lub terapeute. Nie np psychiatre ze specjalizacja w Jungian analysis lub logoterapii.

'Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba,jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła.'

34

Odp: Psychologowie częściej szkodzą
Averyl napisał/a:

[...]czasem dobrze jest móc się wygadać - jeśli masz problem z facetem, to przecież nie pójdziesz do niego i nie wylejesz na niego całej złości, a psycholog może być dobrym wentylem dla emocji, czasem dobrze jest usłyszeć, coś od kogoś z zewnątrz, nie będącą  stroną konfliktu, [...]


Otóż to. Ktoś bezstronny, wobec kogo można dać upust emocjom, kto za pieniądze wysłucha, nie da rad typu "nieś krzyż" lub "kopnij go w zad", za to pozwoli spojrzeć z innej perspektywy.

Posty [ 34 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Psychologowie częściej szkodzą

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018