Być drugą i macochą - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 148 149 150

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8,196 do 8,219 z 8,219 ]

8,196

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny, czytam i czytam Wasze historie i wreszcie czuję, że ktoś ma w życiu podobne przeżycia. Chciałabym przedstawić Wam moją sytuację i zapytać, jak Wy to widzicie. Mnie jest strasznie ciężko.
Od prawie 3 lat jestem z rozwiedzionym mężczyzną. Zaczęliśmy się spotykać, gdy jeszcze był w trakcie rozwodu, po wyroku zamieszkaliśmy razem. U mnie. On ma troje dzieci. Syna i córkę( 29, 30 lat). I jeszcze 16- letnią córkę. Wszyscy mieszkają z matką w domu, który mój partner w całości im zostawił. I za wszystko im płaci. Każdy jest obdarowany samochodem.
Z najmłodszą córką nie mam problemu, bo bywa u nas, wyjeżdża z nami tu i tam. Nie jest dla mnie ważne jej zachowanie, bo cieszę się że on jest szczęśliwy w jej towarzystwie. Synowi też zdarza się odwiedzić ojca, choć rzadko, z fochami. Najgorzej jest z najstarszą córką. Od kiedy jej ojciec się ze mną związał, ona się prawie do niego nie odzywa. Na mój widok (przypadkowe spotkanie) odwraca się plecami.
Była często dzwoni do mojego partnera. Jestem suką, która zabrała jej męża i tatusia dzieciom. Rozwodu nie przyjmuje do wiadomości, dla  niej małżeństwo jest wieczne (choć zgodziła się na rozwód, który został orzeczony podczas pierwszej sprawy sądowej).
Co mnie boli? Że on nigdy nie chciał się jakoś od niej oddzielić. Jeśli zostawił im wszystko, to dlaczego nie chce im tego przepisać? Może po to, żeby zawsze mieć klucze do tego domu i tam czasami wpadać.
Boli mnie, że na ogół rozmawia z byłą za moimi plecami. Że ona ciągle potrzebuje jego opinii, decyzji. Boli mnie, że nie znam jego dalszej rodziny, przyjaciół (chyba, że przypadkiem poznani). Wprawdzie niewiele ich ma, ale jednak. Boli, że po córkę jeździ zawsze sam, że zasiada tam na herbatki. No i jeszcze teraz najstarsza wychodzi za mąż. Oczywiście, wraz z planami weselnymi odnowiła kontakt z tatusiem. Ktoś przecież musi to sfinansować. Oczywiście, mój najdroższy uważa, że nie ma żadnego problemu w tym, że nikt mnie nie bierze pod uwagę. Że będzie tam jego rodzina, która nawet nie wie, że on się rozwiódł (bo rzadko o tym mówił). Córka ma prawo mieć wymarzone wesele, jej matka ma prawo nie denerwować się w takim dniu. A ja widzę, że tak już będzie zawsze. Będą śluby, chrzty, urodziny. Wszystko za moimi plecami. Przecież zawsze będę komuś robić przykrość swoją osobą.
Ciężko, ciężko... Myślę że niebawem się poddam i odejdę (albo raczej spakuję jego rzeczy), bo to mój dom.

Zobacz podobne tematy :

8,197

Odp: Być drugą i macochą

NowaAnnna, na pewno w trakcie rozwodu?
aż nie chce mi się wierzyć, że 30 letnia kobieta ma fochy o kobietę ktorą ojciec poznał PO rozstaniu z matką...

8,198

Odp: Być drugą i macochą
Hannah99 napisał/a:

Volver
jestem w pracy i nie mogę pisać, ale napisałaś o A coś, z czym nie sposób się nie zgodzić. Nie jestem psychologiem, tylko ekonomistą, więc nie mam niekiedy głębszego poglądu na sprawę. "Bezpieczna więź" - to istotnie podstawa relacji między A a matką. Muszę jeszcze o tym pomyśleć .....

ponieważ nie ma szans na łatwe i szybkie rozwiązanie, a ja już nie mam siły męczyć moich przyjaciółek opowiadaniami z domu, a tutaj mogę dać wyraz frustracjom .... zatem ..... do usłyszenia wkrótce....

Hannah czytając Twoje wypowiedzi śmiem twierdzić, że masz akurat bardzo głęboki pogląd  na sprawy związane z pasierbicami. Rzadko się spotyka macochy, które z tak dużym szacunkiem i zrozumieniem podchodzą do problemów "cudzych" dzieci. Podoba mi się, że potrafisz wznieść się ponad swoje awersje i traktować dziewczynki zwyczajnie "po ludzku" mimo, że daleko im do ideału. 

O łatwym i szybkim rozwiązaniu problemów faktycznie nie masz co marzyć, bo w pakiecie z przysposobionymi dziećmi otrzymałaś gratis w postaci potłuczonej rodzicielki. Nie ma co kryć, że Pani Matka jest poważnym źródłem problemów. Zaryzykuje tezę, że ona dokonując takich, a nie innych wyborów naprawdę kieruje się dobrem swoich dzieci. Myślę, że ona zwyczajnie nie dostrzega, że jej wybujałe ambicje i swego rodzaju utrata kontaktu z rzeczywistością szkodzi dzieciom. Zastanawiam się, czy ona zapisując dziewczynki na pierdylion  zajęć dodatkowych nie chce przypadkiem  dać im tego, czego sama w dzieciństwie nie miała... ? Może ona tak się na tym swoim deficycie  z dzieciństwa zafiksowała, że straciła po drodze zdrowy rozsądek ?

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,199

Odp: Być drugą i macochą
NowaAnna napisał/a:

Dziewczyny, czytam i czytam Wasze historie i wreszcie czuję, że ktoś ma w życiu podobne przeżycia. Chciałabym przedstawić Wam moją sytuację i zapytać, jak Wy to widzicie. Mnie jest strasznie ciężko.
Od prawie 3 lat jestem z rozwiedzionym mężczyzną. Zaczęliśmy się spotykać, gdy jeszcze był w trakcie rozwodu, po wyroku zamieszkaliśmy razem. U mnie. On ma troje dzieci. Syna i córkę( 29, 30 lat). I jeszcze 16- letnią córkę. Wszyscy mieszkają z matką w domu, który mój partner w całości im zostawił. I za wszystko im płaci. Każdy jest obdarowany samochodem.
Z najmłodszą córką nie mam problemu, bo bywa u nas, wyjeżdża z nami tu i tam. Nie jest dla mnie ważne jej zachowanie, bo cieszę się że on jest szczęśliwy w jej towarzystwie. Synowi też zdarza się odwiedzić ojca, choć rzadko, z fochami. Najgorzej jest z najstarszą córką. Od kiedy jej ojciec się ze mną związał, ona się prawie do niego nie odzywa. Na mój widok (przypadkowe spotkanie) odwraca się plecami.
Była często dzwoni do mojego partnera. Jestem suką, która zabrała jej męża i tatusia dzieciom. Rozwodu nie przyjmuje do wiadomości, dla  niej małżeństwo jest wieczne (choć zgodziła się na rozwód, który został orzeczony podczas pierwszej sprawy sądowej).
Co mnie boli? Że on nigdy nie chciał się jakoś od niej oddzielić. Jeśli zostawił im wszystko, to dlaczego nie chce im tego przepisać? Może po to, żeby zawsze mieć klucze do tego domu i tam czasami wpadać.
Boli mnie, że na ogół rozmawia z byłą za moimi plecami. Że ona ciągle potrzebuje jego opinii, decyzji. Boli mnie, że nie znam jego dalszej rodziny, przyjaciół (chyba, że przypadkiem poznani). Wprawdzie niewiele ich ma, ale jednak. Boli, że po córkę jeździ zawsze sam, że zasiada tam na herbatki. No i jeszcze teraz najstarsza wychodzi za mąż. Oczywiście, wraz z planami weselnymi odnowiła kontakt z tatusiem. Ktoś przecież musi to sfinansować. Oczywiście, mój najdroższy uważa, że nie ma żadnego problemu w tym, że nikt mnie nie bierze pod uwagę. Że będzie tam jego rodzina, która nawet nie wie, że on się rozwiódł (bo rzadko o tym mówił). Córka ma prawo mieć wymarzone wesele, jej matka ma prawo nie denerwować się w takim dniu. A ja widzę, że tak już będzie zawsze. Będą śluby, chrzty, urodziny. Wszystko za moimi plecami. Przecież zawsze będę komuś robić przykrość swoją osobą.
Ciężko, ciężko... Myślę że niebawem się poddam i odejdę (albo raczej spakuję jego rzeczy), bo to mój dom.

Anna nie bardzo wiem, co można Tobie napisać w takiej sytuacji... Nie chcę być niemiła, ale z postawy Twojego partnera jednoznacznie wynika, że nie jesteś ważną osobą w jego życiu. W mojej ocenie tracisz czas trwając w tej relacji.  Ponadto z opisanych zachowań jego dzieci jednoznacznie wynika, że są na bakier z podstawową etykietą. Dorośli ludzie, a brak im ogłady i kultury bycia. Straszne. A już wprost przerażający jest fakt, że ojciec tych dzieci takie zachowanie toleruje w swoim towarzystwie. Nikt kochać Cię nie musi, ale elementarne zasady kultury obowiązują każdego.

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,200 Ostatnio edytowany przez random.further (2019-10-10 19:45:46)

Odp: Być drugą i macochą

Podczytuję temat.
@Hannah, @Volver, dzięki za wpisy. Nie ma jak posiadanie rozsądku w naturze smile własnej wink.

8,201

Odp: Być drugą i macochą

Bardzo dziękuję za odpowiedzi. Straciłam jakiś wewnętrzny ster i niespecjalnie wiem, co jest normalne w takich sytuacjach, a co nie jest. Słowa z zewnątrz mnie znów prostują. Tak jak część z Was wysłuchuję od partnera, że go nie rozumiem, bo to nie moje dzieci. Że skoro w ogóle nie mam dzieci, to brakuje mi empatii. Albo że  jestem egoistką przewrażliwioną na swoim punkcie.
Bardzo mi zależy, żeby niczego nie schrzanić w tej relacji. Mam 48 lat. Na tyle rzeczy już za późno... Poszłam na terpię, ale nie wiem czy po tych kilku spotkaniach dam radę jeszcze się z panią psycholog rozmawiać. Usłyszałam od niej, że on ma prawo jeździć do domu byłej żony, bo to też jego dom. Ma prawo odwiedzać tam swoje dzieci. I że to ja mam problem z zazdrością. No to jeszcze bardziej się załamałam, bo zrozumiałam, że sama niszczę swój związek. Wtedy trafiłam na to forum i Wasze wpisy mnie uratowały. Wiem, że można inaczej poukładać relacje, nie dawać powodów do zazdrości.
Pozdrawiam serdecznie!

8,202 Ostatnio edytowany przez Volver (2019-10-11 08:31:53)

Odp: Być drugą i macochą

Tak, nie masz dzieci i niczego nie rozumiesz. Brak potomstwa ma znaczący wpływ na spadek inteligencji u "nierozmnożonego" człowieka i zapewne zostało to potwierdzone nawet naukowo... wink Od dłuższego czasu w większości rodzin dzieci się praktycznie nie wychowuje, bo przypadkiem mogłyby się  na rodziców obrazić. Taka moda. Latorośle rosną niczym dzika trawa. Nie szanują nikogo, w tym własnych rodziców. W związku z tym nie wymagaj szacunku dla siebie, bo ojciec tych dzieci też sobie na szacunek nie zasłużył...choćby taki, żeby akceptować jego wybory. Podobać się one dzieciom nie muszą, ale ostentacyjne demonstrowanie swojego niezadowolenia jest dla mnie oznaką braku szacunku.
Być może faktycznie jesteś chorobliwie zazdrosna wink Trudno czyjąś osobowość  ocenić po jednym wpisie na forum. Dla mnie z opisu Twojej historii  dość jasno wynika, że Twój partner emocjonalnie wciąż nie odciął się od swojej żony. Nie wiem po co ktoś wchodzi w związek z drugą osobą, kiedy mentalnie tkwi w starym układzie. Może mu się zwyczajnie przydajesz... i tylko tyle.

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,203 Ostatnio edytowany przez Hannah99 (2019-10-14 12:34:27)

Odp: Być drugą i macochą

to miał być pierwszy "spokojny" weekend bez starszej pasierbicy...

w sobotę mieliśmy małą inwazję znajomych z trójką dzieciaków, więc na koniec dnia padałam. M był całą sobotę i całą niedzielę nerwowy, czy coś przypadkiem nie dzieje się jego kochanej córuni u matki, czy matka nią nie manipuluje i co się dzieje .... mówił mi, że MM się dziwnie zachowuje, dziwnie mówi, ze coś jest nie tak ............

nie będę Was trzymać "w niepewności". MM wróciła do nas, ale M już wtedy był pewien, że go kłamie. Jak z nut kłamała, że w sobotę poszli do optyka, ale nie wybrali okularów, bo były przebrane i w poniedziałek mają dostawę towaru (M zdziwił się, kiedy one u tego optyka były, bo wg jego wiedzy był otwarty tylko do godziny 14.00, a one jakby były u niego w sobotę późniejszym popołudniem....), ale w momencie kiedy w niedzielę spóźniały się do domu i MM powiedziała, że się spóźniły, bo robiły jeszcze zakupy w Biedronce - M miał już pewność że coś kręcą.... jest niedziela nie-handlowa...Biedronki są zamknięte ...

Pasierbica brnęła w jakieś kłamstwa, aż M sprawdził w komórce i okazało się, że spędziły weekend (tj. czase od soboty do niedzieli) w Krakowie. Dodam, że my mieszkamy w Poznaniu i eskapada do Krakowa od soboty rano do niedzieli wieczorem, to jest wariactwo. Gdyby powiedziała - byłyśmy w Krakowie, to ok ... były w Krakowie, ale ......... ona ojca kłamała w żywe oczy.... Kiedy ten pytał, dlaczego kłamie, powiedziała "Mama kazała mi tak powiedzieć". Mówię M na to - proszę napisać do Pani-Matki i zapytać, dlaczego kazała MM kłamać. Wtedy MM w bek, że mama jej nie kazała kłamać......... Dziewczyny ........ matriks.......

Jestem zdezorientowana, mój M jest trup. On jest emocjonalny bardzo i widziałam, jaki to dla niego cios, że jego ukochana córunia go łże z ogromnym wdziękiem, ale niestety jeszcze jest na to za mało cwana. Kupiłam sobie mały notatniczek i piszę w nim wszystkie akcje, kłamstwa, manipulacje, półprawdy, niedomówienia, które przywołuję z pamięci i oczywiście te wszystkie bieżące też. Tak jak napisała Volver - to nie jest patologia, ale poważna dysfunkcja, którą zamierzam powołana jako świadek wypunktować przed sądem. BO MAM TEGO SERDECZNIE DOŚĆ

Pani Matka łże, mataczy, manipuluje, kombinuje.... od kiedy MM jest u nas, bardzo się poprawiła z nauką. Dbamy o odpowiednią higienę życia, nauki - ma czas na przygotowanie się do lekcji, przychodzą korepetytorzy, którzy ogarniają bieżący program i zaległości. Teoria Pani-Matki "u ojca uczysz się, bo się go boisz" .................................................

prawie codziennie jeżdżę na rowerze. Mam do pracy ca 10 km i to jest mój czas, żeby sobie wszystko układać w głowie i "pobyć ze sobą". Dzisiaj jechałam do pracy jak w malignie i mogłabym jechać jeszcze 5 razy dalej i chyba bym nic mądrego nie wymyśliła, bo czuję się, jakbym była w domu wariatów. Modlę się, aby w sądzie dali mi dość czasu, żeby opowiedzieć o tym co się dzieje.... a dalej - niech już biegli psycholodzy, pedagodzy i sąd decyduje co ma być....

8,204

Odp: Być drugą i macochą

Jeżeli dziecko kłamie, to może warto spróbować dowiedzieć się dlaczego ? Może się bało powiedzieć prawdę ? Może Wasze reakcje są zbyt gwałtowne lub odbijają się "szerokim echem" w domu matki ?

Mnie akurat kłamstwo w wydaniu Twojej pasierbicy zupełnie nie dziwi, bo nie oszukujmy się... ale od lat obie dziewczynki muszą lawirować, żeby jakoś funkcjonować  pomiędzy rodzicami, którzy mają problem z porozumieniem się w kwestiach wychowawczych. Moim zdaniem pasierbica skłamała ponieważ chciała uniknąć konfrontacji i niezadowolenia dorosłych. Powiedzmy sobie szczerze, co by  nie zrobiła zawsze ktoś będzie niezadowolony... ojciec lub matka...

Hannah wiem, że to trudne ale musisz trochę spuścić z siebie powietrza. Nie spalaj się dziewczyno, bo to wszystko nie jest tego warte. Wiem co piszę, bo jestem Tobą jakieś 11 lat później wink  Zrób co możesz, ale nie za wszelką cenę i bez "poświęceń". Pomóż, wsłuchaj, doradź jak prosi ,wesprzyj dobrym słowem, ale nie wyręczaj swojego męża w tym temacie. Pasierbice mają rodziców i to rodzice muszą w końcu znaleźć drogę do porozumienia, bo inaczej będziesz na ten cyrk skazana całe życie. Może w Twojej ocenie mąż idzie niewłaściwą drogą w nieodpowiednim stylu i emeryckim tempie, ale to jego droga i jego tempo. Pomóż dziewczynkom w tym, w czym pomóc możesz bez zbędnej szarpaniny i nigdy nie zapominaj o przykazaniu - kochaj bliźniego swego jak siebie samego...  co oznacza, że nie bardziej od siebie. To ważne.

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,205

Odp: Być drugą i macochą

po rozmowie M z MM okazało się, że pasierbica kłamała ojca w samochodzie, kiedy obok niej siedziała matka, babka i siostra - pokazuje to chociażby skalę zakłamania i manipulacji i... przyzwolenia na to.

MM kłamała, bo bała się jego niezadowolenia, że nie będzie się przez weekend uczyła. Tłumaczyliśmy jej, że dla nas większe znaczenie ma to, że ma być z nami szczera - była na weekend z mamą i to ewentualnie "wina" mamy, że wiedząc jakie ma zaległości i zdania, nie pozwoliła jej wygospodarować odpowiedniego czasu na naukę.

niestety nie mogę powiedzieć więcej.... wczoraj MM była u psychologa w fundacji współpracującej z MOPR. Psycholog bardzo zdawkowo (zasłaniając się tajemnicą zawodową) potwierdziła, że miały miejsce akty przemocy ... M zapytał "psychicznej", pani psycholog odpowiedziała, że nie tylko. Niestety ja też nie mogę nic więcej powiedzieć teraz, bo boję się, że np może być tu, na forum, Pani Matka.

Pani psycholog zapytana, co mamy zrobić z tym casusem weekendowym. Powiedziała, że nie mamy ją karać, bo MM jest tak wygłupiona i rozbita emocjonalnie, że teraz to nie jest potrzebne. Trochę mnie to uspokoiło, bo nie ukrywam, że kłamstwo MM mnie dotknęło.

No i teraz wisienka na torcie. M mi o tym opowiadał, ale mi się to nie mieściło w głowie ... mówił, że w czasie jego pożycia małżeńskiego, Pani Matka groziła mu też nożem (poza tym, że latała za nim po domu z gorącą patelnią, ale to wywoływało u mnie atak śmiechu.... jakoś nie potrafiłam nad tym zapanować, bo wyobrażałam sobie scenę jak z marnego wodewilu). Pytałam - jak Ci groziła nożem? On - że przyłożyła mu nóż do szyji. Wiem jak to brzmi i szczerze mówiac, ja to odrzucałam. Nie byłam zdolna do tego, żeby coś takiego sobie wyobrazić. Naprawdę to jednak myślę o tym, czy kobieta, która potrafiła mężowi przyłożyć nóż do szyi, nie byłaby zdolna do przemocy względem dojrzewającej córki?

Staram się ograniczać emocje, ale od miesiąca tj. od kiedy MM jest u nas w domu, Pani Matka jest codziennie obecna w naszym życiu. MM w domu mi nie przeszkadza, logistykę ogarnęliśmy, mój synek zachwycony obecnością siostry w domu. Wraca z przedszkola i jego pierwsze pytanie brzmi "MM jest w domu?" i leci się do niej przytulić. Myślę, że dla MM taka bezinteresowna i ekspresyjna miłość ze strony trzylatka, jest ważna. Ja też patrzę inaczej na pewne zdarzenia; kiedyś synek miał atak histerii, co generalnie zdarzyło się do tej pory tylko kilka razy- siedział w wannie i krzyczał"Mama dlaczego jesteś dla mnie niedobra" (a byłam niedobra, bo nie pozwoliłam mu dalej się bawić, ale o 21.00 miał iść już spać), i nagle MM zaczęła się drzeć jak wariatka - co wy mu robicie, dlaczego go bijecie, dlaczego on tak płacze? szczerze mówiąc, to mówię do M  - idź zobacz co MM odbiło i wyjaśnij jej, że J ma atak histerii. Myślę, że ona chciała "bronić" brata, bo jej się wydawało, że ja go biję i dlatego tak gwałtownie zareagowała. Może chciała go bronić przed przemocą, której sama doświadczyła ....

8,206

Odp: Być drugą i macochą

Hannah, niefajnie się robi i brzmi poważnie. W przypadku przemocy może się to rozwinąć na przesunięcie opieki obu pasierbic w stronę ojca.
Nie daj się w to wciągnąć ZBYT mocno, wiem, wiem... łatwo powiedzieć.
Siły życzę i szybkiego łapania dystansu, trzymaj się.

8,207

Odp: Być drugą i macochą
Hannah99 napisał/a:

Naprawdę to jednak myślę o tym, czy kobieta, która potrafiła mężowi przyłożyć nóż do szyi, nie byłaby zdolna do przemocy względem dojrzewającej córki?

Tak. Jak najbardziej byłaby zdolna.
Skłonność do przemocy i totalne rozchwianie emocjonalne nie jest wybiórcze.
Jednak jest pytanie - dlaczego mąż i ojciec, który wiedział o tych cechach swojej żony - zdecydował się zostawić jej obie swoje córki? Dlaczego nie sygnalizował choćby problemu przemocowej, niezrównoważonej matki do odpowiednich instytucji?
Aż skóra cierpnie na myśl o tym, czego mogły od niej doświadczyć dziewczynki sad

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

8,208

Odp: Być drugą i macochą

Rozstanie M z Panią Matką miało miejsce prawie 10 lat temu. W tym czasie, jego córki miały odpowiednio 1 rok i 3 latka (okropne ....). Rozwód sfinalizowano po 5 latach i po zaliczeniu dwóch instancji tj. również sądu apelacyjnego. Pani Matka walczyła wszelkimi środkami z oskarżeniem o molestowanie córek włącznie ....

Od kiedy pamiętam - a poznałam M tuż po rozwodzie z żoną i to już jest prawie 5 lat temu, dziewczynki miały "embargo" na mówienie o tym co robią  i co dzieje się w domu. Jak dziś pamiętam 7 letnią A, która na pytanie ojca "co robiłyście w weekend" odpowiedziała "nie interesuj się cudzym życiem". Wiele razy było tak, że jak któraś coś "chlapnęła" to druga ją "dyskretnie" upominała "nie mów tego".

M zadręcza się, że nie zauważył niepokojących objawów. MM od około półtorej roku wspominała, że chciałaby z nami mieszkać, ale my "byliśmy pragmatyczni" tj. przekonywaliśmy ją, że po pierwsze taka procedura bardzo długo będzie trwała, że jest w siódmej klasie i nie warto zmieniać szkoły i środowiska, że możemy spróbować w liceum, że poślemy ją do psychologa, żeby obiektywnie ocenił, co dla niej lepsze. Gdybyśmy wiedzieli, że w domu MM źle się dzieje, nie zwlekalibyśmy.

Pochodzę z rodziny, gdzie miałam kochających rodziców i zapewnione wszelkie warunki rozwoju, ale .... matka w imię "dobra" mojego i mojego brata manipulowała nami, stosowała szantaż i przemoc psychiczną. Znam te mechanizmy z własnego doświadczenia - ja "przeżyłam" bo miałam silną konstrukcję psychiczną i potrafiłam się adaptować, mój brat menancholik jako 30 letni facet "wyrzygał" matce, że całe dzieciństwo był sterroryzowany, że dzięki niej kłamie jak z nut i inaczej nie potrafi itd ...

teraz boję się nawet niektóre rzeczy zwerbalizować. Moja pasierbica miała zawsze jakieś zadrapania na rękach - skórę dosłownie jakby zbierała agrest i była ciągle podrapana, teraz MM mówi, że ona z nerwów ciągle coś przy tych rękach skubie. Zaczynam się bać, że ona się samookalecza, że ciągle sobie te zadrapania rozdrapuje... ona ma te ręce w bliznach - myślałam, ze ma skórę atopową i ją swędzi... a teraz obawiam się, że to może mieć podłoże psychiczbe. Aż boję się powiedzieć MM, żeby poprosił psychologa, żeby to sprawdził, bo sama czuję, że może popadam w paranoję

cóż ...  wczoraj segregowałam pranie i stwierdziłam, że mam dość rzeczy pomarańczowych, żółtych, czerwonych i różowych, żeby je razem wyprać. Grzebię w koszu z praniem w poszukiwaniu ciuchów do zapakowania do pralki i wyciągam .... wielkie majciochy, jak dla emerytki, obrzydliwy różowo-cielisty kolor, dziwna mieszkanka poliestru z czymś (takie sztuczne). Oglądam te majty, skąd się u nas wzięły i pytam M - "Marcin, czyje to gacie?" Przez chwilę pomyslałam, że to może moja 67 letnia matka je zostawiła przez przypadek, ale ... nie sądzę, żeby chodziła w takich nędznych majtkach. M na to "to są majtki MM".... zamarłam. Dziewczyny wierzcie mi, majty jak z bazaru dla starej baby... to się zupełnie nie klei ... pianino, gitara, taniec, jazz, wokal, teatr - edukacja godna princzipessy, a gacie jak z darów dla bezdomnych. Przyięgam Wam, nie przesadzam.... moja matka ma lepszą bieliznę... jak się dziwić, że jej koleżanki się z niej wyśmiewały, a ona chodziła "w stanie obniżonego nastroju"

8,209

Odp: Być drugą i macochą

"Strasznie" się zaangażowałaś w zwalczanie matki. Nic dobrego z tego dla ciebie nie wyniknie:(
Sprawa majtek może i komiczna, ale to tylko kurdę majtki- co z tego, że niemodne.
Jeśli chodzi o wyjazd do Krakowa to przecież, w czasie swojego weekendu, rodzic ma prawo podejmować samodzielne decyzje.
Dziecko nie jest zdyscyplinowane, ma kłopoty z nauką- ok, obydwoje rodzice muszą działać- a nie spychać na siebie winę.

Dzieci skłóconych rodziców szybko uczą się manipulacji, u taty winna jest mama, u mamy tata.

Teraz twoje życie, chce ci się prowadzić wojnę podjazdową z obcą kobietą?
To twój facet musi sam zająć się relacjami swoimi z córką i z ex.
Ty zawsze oberwiesz rykoszetem.

W ogóle jak pisałaś, że taki był zdenerwowany weekendem córki z mamą to wydało mi się to dziwne. Was napędza myśl o złej exi.
Nie atakuję cię, chodzi tylko abyś wróciła na ziemię, do swojego życia, marzeń, planów.

Odsuń się trochę od tego emocjonalnie:)

8,210

Odp: Być drugą i macochą

tak - zżera mnie temat eks i MM od miesiąca, bo nagle mam w domu pasierbicę, a na to zdecydowanie emocjonalnie gotowa na to nie byłam. Podobnie jak na szarpaninę w sądzie i inne akcje.

temat majtek to nie tyle temat zaprzeszłej mody, bo moda z lat osiemdziesiątych wraca i może mylę się co do oceny tego właśnie modelu bielizny ... raczej chodzi o to, że Pani Matka kreuje się na matkę-Polkę-bohaterkę-edukatorkę, a tak naprawdę król jest nagi ... albo ewentualnie przyodziany w koszmarne majtasy...

A co do manipulacji, to tak jest ... U nas na tapecie jest temat okularów. Pani Matka robiła pressing na nas, ze już natychmiast MM potrzebne jest badanie wzroku, bo ma wadę itd. Byliśmy u dwóch specjalistów, którzy zrobili badanie oka i ten ostatni (okulista dziecięcy) zalecił okulary do noszenia na stałe (chociaż wada wzroku jest niewielka, ale dodatkowo mały astygmatyzm może pogarszać jej odczucia przy czytaniu). Ok - pytamy Pani Matki, czy ona kupi okulary MM, na to ona, że absolutnie że nie, bo ona nie ma do tego lekarza zaufania. No to ustaliliśmy z M, że kupimy MM okulary. W ten weekend matka obiecała MM, że pójdą do optyka, ale pojechały do Krakowa, M mówi - no to pojedziemy i kupimy te okulary, na co MM mówi "ok, ale NIC NIE MÓW MAMIE". No cóż - dlaczego mamy mamie nie mówić? Takie były ustalenia z nią, że ona się nie poczuwa do kupna okularów Tobie, bo nie ma zaufania do okulisty, zatem my je mamy kupić. Jeżeli chcesz, żeby to mama ci je kupiła, to powiedz i możesz to załatwić z mamą. Ostatecznie możesz mieć dwie pary okularów, ale my nic zatajać nie będziemy.

Oczywiście mi się zapaliło pomarańczowe światełko, ile razy nam dziewczyny przemilczały w podobnych sytuacjach. Przemilczały np judo, bo wiedziały, ze ojciec alergicznie reaguje na wiadomości o kolejnych zajęciach dodatkowych. Przychodziły do nas w tenisówkach w zimie i mówiły, że mama nie ma czasu kupić im butów. M brał je na zakupy... może cwaniaczyły... nie jestem w stanie odróżnić kiedy mówią prawdę, a kiedy kłamią .... tym bardziej, że w kłamstwach one często praktykują "spółdzielnię"

8,211

Odp: Być drugą i macochą

Pani Matka jaka jest każdy widzi. Niestety musisz przyjąć do wiadomości fakt, że ona inna nie będzie. To jest constans. Wszystko co możesz, to spróbować zmodyfikować pozostałe zmienne, w tym własne podejście do niej. Generalnie dla clou problemu nie ma przecież znaczenia ile osób Tobie przytaknie, że macie "szurniętą" byłą. W sądzie też jej oleju do głowy nie wleją...

Nie chce być okrutna, ale moim zdaniem spokoju we własnym domu szybko nie zaznasz. Gdy pasierbica z Wami zamieszka, też nie będzie lżej. Może jakiejś części problemów się pozbędziesz, ale na próżnię nie licz... pojawią się nowe - inne. Myślę, że dopiero wtedy dostrzeżesz jak bardzo różnisz się ze swoim mężem w kwestiach dotyczących wychowania dzieci. Przewiduje sporo tarć na tym polu. Na Twoim miejscu nie łudziłabym się również, że pasierbica przy Waszej pomocy odkryje w sobie moc i wielki pęd do wiedzy wink Mam wrażenie, że pewnych zaniedbań nie da się  nadrobić... chyba, że ktoś ma wrodzoną potrzebę zdobywania wiedzy. Oczywiście bardzo mnie ucieszy informacja, że moje przewidywania w tym względzie się nie potwierdziły.

Z wielką przyjemnością czytam fragmenty w których opisujesz  miłość dziewczynek do brata, w dodatku z wzajemnością smile Naprawdę jest  się z czego cieszyć, bo o taki stan uczuć w patchworkowych rodzinach dość trudno.

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,212

Odp: Być drugą i macochą

zmusilas mnie do wejścia
napisałam maila do Ciebie  daj znac czy jest....
pozdrawiam wredne macochy..juz Wy same wiecie ktore

Hannah99 napisał/a:

tak - zżera mnie temat eks i MM od miesiąca, bo nagle mam w domu pasierbicę, a na to zdecydowanie emocjonalnie gotowa na to nie byłam. Podobnie jak na szarpaninę w sądzie i inne akcje.

temat majtek to nie tyle temat zaprzeszłej mody, bo moda z lat osiemdziesiątych wraca i może mylę się co do oceny tego właśnie modelu bielizny ... raczej chodzi o to, że Pani Matka kreuje się na matkę-Polkę-bohaterkę-edukatorkę, a tak naprawdę król jest nagi ... albo ewentualnie przyodziany w koszmarne majtasy...

A co do manipulacji, to tak jest ... U nas na tapecie jest temat okularów. Pani Matka robiła pressing na nas, ze już natychmiast MM potrzebne jest badanie wzroku, bo ma wadę itd. Byliśmy u dwóch specjalistów, którzy zrobili badanie oka i ten ostatni (okulista dziecięcy) zalecił okulary do noszenia na stałe (chociaż wada wzroku jest niewielka, ale dodatkowo mały astygmatyzm może pogarszać jej odczucia przy czytaniu). Ok - pytamy Pani Matki, czy ona kupi okulary MM, na to ona, że absolutnie że nie, bo ona nie ma do tego lekarza zaufania. No to ustaliliśmy z M, że kupimy MM okulary. W ten weekend matka obiecała MM, że pójdą do optyka, ale pojechały do Krakowa, M mówi - no to pojedziemy i kupimy te okulary, na co MM mówi "ok, ale NIC NIE MÓW MAMIE". No cóż - dlaczego mamy mamie nie mówić? Takie były ustalenia z nią, że ona się nie poczuwa do kupna okularów Tobie, bo nie ma zaufania do okulisty, zatem my je mamy kupić. Jeżeli chcesz, żeby to mama ci je kupiła, to powiedz i możesz to załatwić z mamą. Ostatecznie możesz mieć dwie pary okularów, ale my nic zatajać nie będziemy.

Oczywiście mi się zapaliło pomarańczowe światełko, ile razy nam dziewczyny przemilczały w podobnych sytuacjach. Przemilczały np judo, bo wiedziały, ze ojciec alergicznie reaguje na wiadomości o kolejnych zajęciach dodatkowych. Przychodziły do nas w tenisówkach w zimie i mówiły, że mama nie ma czasu kupić im butów. M brał je na zakupy... może cwaniaczyły... nie jestem w stanie odróżnić kiedy mówią prawdę, a kiedy kłamią .... tym bardziej, że w kłamstwach one często praktykują "spółdzielnię"

8,213

Odp: Być drugą i macochą

Sosenek, Volver bardzo dziękuję za Wasze słowa. Tak, poznałam mojego najdroższego gdy już był w trakcie rozwodu. Może jednak jego rodzina uważa inaczej. Z tego, co wiem raczej o tym nie rozmawiają. Nie odzywałam się ostatnio, bo wszystko się pozmieniało. Rozstaliśmy się. Nie wytrzymałam tego, że on pojechał z byłą żoną na pogrzeb teściowej (również byłej). Może bym tak nie protestowała, ale pojechał na drugi koniec kraju, do jej rodziny która nic nie wie o rozwodzie! Nie mogłam się pogodzić z tym. Dla mnie to teatr, jakaś gra. Prosiłam, żeby chociaż nie wiózł byłej. Przecież dzieci dorosłe, niech wiozą matkę. Żeby jechał sam. Cóż, uparł się.
Teraz płacze, tęskni, mówi że już dość tej kary i chce wracać. Przekonuje mnie, że przesadzam. A ja się czuję jak ukrywana kochanka. Jak "ta druga"... Źle się z tym wszystkim czuję.
Pozdrawiam serdecznie.

8,214

Odp: Być drugą i macochą
NowaAnna napisał/a:

Sosenek, Volver bardzo dziękuję za Wasze słowa. Tak, poznałam mojego najdroższego gdy już był w trakcie rozwodu. Może jednak jego rodzina uważa inaczej. Z tego, co wiem raczej o tym nie rozmawiają. Nie odzywałam się ostatnio, bo wszystko się pozmieniało. Rozstaliśmy się. Nie wytrzymałam tego, że on pojechał z byłą żoną na pogrzeb teściowej (również byłej). Może bym tak nie protestowała, ale pojechał na drugi koniec kraju, do jej rodziny która nic nie wie o rozwodzie! Nie mogłam się pogodzić z tym. Dla mnie to teatr, jakaś gra. Prosiłam, żeby chociaż nie wiózł byłej. Przecież dzieci dorosłe, niech wiozą matkę. Żeby jechał sam. Cóż, uparł się.
Teraz płacze, tęskni, mówi że już dość tej kary i chce wracać. Przekonuje mnie, że przesadzam. A ja się czuję jak ukrywana kochanka. Jak "ta druga"... Źle się z tym wszystkim czuję.
Pozdrawiam serdecznie.

Aniu... myślę, że zbyt mało mamy informacji o Waszej relacji, żeby jednoznacznie potwierdzić lub odrzucić te nieszczęsną tezę o Twoim "przesadzaniu". Ty sama najlepiej wiesz jak czujesz się w tym związku i opinia innych osób na temat ewentualnego "przesadzania" jest raczej bez znaczenia. Jedno jest pewne - masz prawo nie chcieć funkcjonować w relacji w której z jakiegoś powodu czujesz się niekomfortowo. Myślę, że intuicja dobrze Tobie podpowiada, że coś w tej relacji mocno zgrzyta... że on w ten związek nie zaangażował się w pełni i raczej  nie planuje tego zrobić, bo fakt Twojego istnienia ukrywa przed światem.
Osobiście nie chciałabym być w związku z facetem "w rozkroku", a tego typu mężczyzną wydaje mi się być Twój partner.  Uważam, że jestem osobą mocno tolerancyjną i pomoc byłej żonie w uzasadnionych przypadkach, raczej nie doprowadzałaby mnie do wrzenia... jednak musiałabym czuć, że w naszym związku moje potrzeby stawiane są wyżej od potrzeb byłej partnerki. Ukrywania mnie przed znajomymi, czy dalszą rodziną również bym nie zaakceptowała. O tolerowaniu niestosownego zachowania dzieci partnera w stosunku do mojej osoby nawet nie wspomnę... Nie oczekuję, że cudze dzieci będą za mną szalały, bo mam świadomość, że na ewentualną ich sympatię muszę sobie zapracować sama, ale moim zdaniem brak elementarnej kultury u dzieci wiele mówi o ich rodzicach. Z kimś kto tak wychował własne dzieci nie może mi być po drodze... inne wartości.
Czy wiesz dlaczego oni ukrywają przed dalszą rodziną fakt, że są rozwiedzeni ?

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,215

Odp: Być drugą i macochą

Volver, czytam co do mnie piszesz, czytałam co pisałaś do innych dziewczyn i jestem pod wrażeniem. Zawsze piszesz tak mądrze, trafiasz w sedno problemu.
Co do mojej sytuacji, ona ukrywa bo się nie pogodziła z tym faktem. Może uznaje to za rodzaj porażki, wstydu. A on? Ciągle powtarza, że nic do niej nie czuje. Że to tylko dla dzieci. Ja jakoś nie mogę pojąć, czy dobro dzieci to odgrywanie teatru przed rodziną? Przecież dzieci wiedzą o rozwodzie, znają mnie, a najmłodsza córka spędzała wakacje u moich sióstr.
Teraz wiem, że wszystko co mi podpowiadała intuicja na pierwszym etapie znajomości było słuszne. Za każdym razem, gdy jakaś dziewczyna pisze że właśnie poznała takiego pana, mam ochotę pisać: uciekaj!!! Teraz tzw. praca nad związkiem wydaje mi się stratą czasu i dobrym hasłem dla chciwych psychologów. Ale może to moja trauma, a inne kobiety osiągają poprawę swojej sytuacji? Sama w gronie bliskich mi osób mam takie przypadki. Moje koleżanki skutecznie szukały z partnerami kompromisów. I udało się. Niestety, mój najdroższy jest oporny na kompromisy, albo nie jestem dla niego tak ważna.
Tak, czy owak, Volver, dziękuję!

8,216 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-10-26 19:15:07)

Odp: Być drugą i macochą

Losu, to nie jest miejsce na Twój off top.
Dyskusję o swoich problemach musisz kontynuować w swoim wątku. Tutaj absolutnie nie robimy bałaganu.

sad

8,217

Odp: Być drugą i macochą

Osobiście nie mam nic przeciwko pracy nad związkiem pod warunkiem, że ów związek posiada jakiś potencjał. Jeżeli do tego obie strony mają ochotę na drobne "nagięcie się " dla potrzeb satysfakcjonującej dla obu stron relacji, to warto próbować. Niestety mam pewne podejrzenia, że praca nad Waszym związkiem wyglądałaby tak, że stroną pracującą byłabyś jedynie Ty. Dla mnie to żaden kompromis. Zresztą i kompromis ma swoje granice... sądzę, że określa je nasza osobista wizja szczęśliwego związku. Myślisz, że gdybyś oślepła na jedno oko wink to Wasz związek miałby rację bytu ? Jesteś pewna, że po ustępstwie w jednej sferze Waszego życia, nie pojawiłyby się oczekiwania na ustępstwa w innych obszarach ? Trzy osoby w związku, to jednak dla większości tłok... choć są tacy, co razem nawet mieszkają. Co Ty na to ? Myślę, że jemu ta wizja mogłaby się spodobać wink

Dzieci - cudowne słowo wytrych. Dobrem dzieci wiele osób tłumaczy wszystko... w tym sporo swoich świńskich postępków. Dyskutować z dobrem dzieci nawet nie próbuj, bo partner bardzo szybko przyklei Ci łatkę wrednej i nieczułej baby. W mojej ocenie facet zasłaniający się "dobrem" 30-sto letnich dzieci ma poważne problemy natury emocjonalnej.  Nie sądzę, żeby z kimś jego pokroju było Ci po drodze. Jeżeli już to raczej na chwilę. Jesteś samodzielną kobietą, która do tej pory całkiem nieźle radziła sobie bez faceta, to i teraz dasz sobie radę. Mam nadzieję, że za jakiś czas poznasz kogoś sensownego. Jeżeli tyko nie będziesz sobie wmawiała, że nie masz szczęścia do facetów, to szczęśliwe zakończenie może nastąpić całkiem szybko. Szczerze tego Tobie życzę.
Dziękuje za miłe słowa pod moim adresem. Wprawdzie ciut na wyrost, ale... i tak miło wink

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,218

Odp: Być drugą i macochą

Losu, nie wiem co w Twoim pojęciu oznacza mieć rodzinę... bo dla mnie same więzy krwi, to jednak niewiele. Mam trochę krewnych, ale bliższa mojemu sercu jest zdecydowanie moja "rodzina z wyboru", czyli niby obcy mi ludzie, a jednak mentalnie najbliżsi...

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,219

Odp: Być drugą i macochą

Hannach, byłam w podobnej sytuacji do Ciebie, z moim już Ex-partnerem przygarnęliśmy, zaniedbanego przez zła matkę syna mojego Ex. Chłopak był młodszy to miał 8 lat, czyli lepszy wiek do nadrobienia i ułożenia dziecka w nowej rodzinie.
Dużo pracy włożyliśmy w tego chłopca i co się okazało... ze to nie wina matki dziecka, tylko ze dziecko okazało się problematyczne, w toku nauki wyszło ze ma dysleksje, prawdopodobnie zespół Aspergera a to rzeczy których na pierwszy rzut oka nie widać
Wydaje mi się ze Twoja pasierbica tez ma jakieś większe problemy, bo wybacz ale dziewczyna w 8 klasie jak inne osoby zwracają jej uwagę, ze śmierdzi to się zainteresuje tematem, przecież chyba zauważy ze koszulka po wf-ie śmierdzi, zauważy ze inne dziewczyny zmieniają ja codziennie
Dziecko w 4-5 klasie matka może nadzorować ale u mojej 14-15 letniej córki oczekiwałabym tego ze sama ogarnie temat
Nawet jak matka brudasa i nie nauczyła córki to w tym wieku już samemu się ogarnia temat
Sama mam córkę 6 letnia i widzę jak już takie małe dziewczynki zwracają uwagę na stroje, moja 6 letnia córka nie pokazałaby się na w-f w brzydkich gaciach, zrobiłaby awanturę i musiałabym jej kupić coś modnego, przecież gacie w sieciówkach nie są drogie, a tej dziewczynki to nie przeszkadza..
Albo ma problem albo jest urodzona syfiara, a z tym nic nie zrobisz bo ile będziesz się męczyć z ta już prawie kobieta..
U mnie historia skończyła się mało fajnie, syn mojego ex-a widząc jaka fajna rodzine tworzymy i słuchając zapewnień ojca, ze to wszystko wina jego matki z chęcią się do nas sprowadził

Tylko, ze ile można nadrabiać  zaległości... my w końcu z biegiem czasu oczekiwaliśmy, ze młody sam ruszy, a im bardziej na to liczyliśmy i im bardziej oczekiwaliśmy jego samodzielności to tym mniej się jemu u nas podobało
Jak jechał u nas na poczuciu krzywdy, jaki to on biedny i skrzywdzony, jak trzeba jemu pomagać, bo tak cieżko miał w tym życiu....to było dobrze ale jak się powoli sytuacja unormowała i zaczął być traktowany jak normalny członek rodziny to już mu się nie podobało
Wyprowadził się z powrotem do matki, gdzie nikt go nie kontrolował i gdzie miał łatwiej

U Ciebie tez to widzę, jaka ta dziewczyna biedna, jaka pokrzywdzona... wybacz ale albo jest po prostu mało zdolna, ze nie ogarnia tematu szkoły i z tym się nic nie da zrobić, a ambitny tatuś może nie ogarniać ze jego córeczka jest po prostu głupia ( u mnie tak było, obydwoje rodziców na wysokich stanowiskach) albo jest leniwa i wtedy tez nic nie zrobicie no ile można kogoś zmuszać do nauki i z nim siedzieć...
Normalne dziecko radzi sobie w szkole, może ma te 3 ale siebie radzi

Wiec albo skończy się tak jak u mnie, ze po pewnym momencie na rozruch zaczniecie od niej oczekiwać pewnych wyników i samodzielności i wtedy przestanie być fajnie u taty
albo zawsze będzie traktowania przez ojca jak przysłowiowa święta krowa i będzie jechała na współczuciu, wszystko będzie usprawiedliwiane przez jej ciężkie przeżycia z matka, ciężkie dzieciństwo, a wtedy Ty się wykończysz bo będziesz widziała te manipulacje a faceci maja tendencje do takiego traktowania szczególnie córek

Widzę, ze Ty jesteś bardzo wkręcona w ta sytuacje, ale to nie jest już dziecko, to nastolatka która widać bardzo dobrze sobie radzi w świecie, umie kłamać, manipulować, zmyślać
A czy ojciec tej dziewczyny siedzi z nią przy lekcjach tyle co Ty? Zajmuje się w takim stopniu jak Ty? Przecież to jego córka a nie Twoja
Ja żałuje lat spędzonych z moim pasierbem, tyle co ja się go nauczyłam, kontrolowałam mycia, prac domowych, lekarzy, nerwów związanych z cała sytuacja i jego matka
Nie warto, ja za bardzo się wypalałam, odeszłam, sama wychowuje swoje dziecko, zdrowe i normalne dziecko, i wiem ze żyje i poświęcam czas na swoje dziecko a nie zaniedbuje je kosztem innego, moje dziecko uspokoiło się od kiedy nie ma tej nerwowe atmosfery związanej z tym całym tematem

Posty [ 8,196 do 8,219 z 8,219 ]

Strony Poprzednia 1 148 149 150

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018