Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.

Strony Poprzednia 1 6 7 8 9 10 11 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 267 do 304 z 414 ]

267

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.

to nie kwestia praw, tylko kobiety i jej podejścia.
Wybierasz jakieś babki, co chciały Cię niby na męża, a na ojca już nie, albo diametralnie inne podejście miały wyniesione z domu.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach
Zobacz podobne tematy :

268 Ostatnio edytowany przez john.doe80 (2019-07-18 17:45:58)

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.

Mam taką obserwację, zapraszany jestem jako taki miś co mu się rękę ściska i pokazuje na różne sale treningowe, zdarza się że zgodzę się na parę minut zabawy z małolatami 18lat i w górę - zabawne jest jak część z nich zamiast się czegoś nauczyć stara się "staremu" pokazać jacy są zaje***i, standard życie... odpuszczam, ale czasem jak "młody" poczuje wenę i nie reaguje - dostaje w nosa aż się obsmarcze... i robię to tylko po to żeby nauczył się że zawsze na kozaka jest jeszcze większy kozak i to co potrafię nie wyczytałem w Internecie.

Uważam że każdy kto narusza dobra osobiste w tym nietykalność osobistą, niszenie mienia kradzież zasluguje na karę cielesną... czy to dziecko czy dorosly... bo czym skorupka za mlodu itp... a co skorupka ma nasiąknąć że ja z pięściami a oni mi grzecznie... w doroslym życiu jak komuś na bluźni dostanie plaskacza i się nauczy... ukradnie pojdzie siedzieć...

Zwykły Jan Kowalski, postać z brzegu pierwsza -
Prochu nie wymyślę, nie napiszę wiersza...

269

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
bagienni_k napisał/a:

Mówiąc jeszcze inaczej: bardziej przeraża mnie ten tekst o kałuży krwii, który dobrze pamiętam, czytając wątek anderstuda, niż pojedynczy klaps w tyłek. Jeśli natomiast ów 17-latek otrzymał solidnego liścia, sierpowego/ prostego to zdecydowanie za dużo.

Nie chodzi o klaps, to dotyczy siedemnastolatka, nie tyle chodzi o przemoc (nie dajmy się zwariować) co o reakcję jednak nie powstrzymaną. Mi się zdarzyło liczyć do 10, doszłam też do setki a i dalej musiałam wyliczanki wyczyniać - wytrzymałam.


bagienni_k napisał/a:

Niezmiernie szanuję zdanie innych użytkowników, nie zamierzam tutaj nikomu nic narzucać, bo nie o to przecież chodzi. Przyjąłem Wasze argumenty i zapewniam, że gruntownie je przemyślę

Nie no, spokojnie, nie dajmy się zwariować smile


Chio napisał/a:

Mnie zastanawia coś innego.Zawsze czytam,że jak rozpadł się związek to wina jest po połowie,albo zawsze ta wina gdzieś musi być.Szukajmy jej aż znajdziemy bo na pewno coś robiłeś źle, albo coś było nie tak w dzieciństwie.A może nie, może cokolwiek byś zrobił,zmienił to i tak nic z tego!!!!Może to tak nie działa że ZAWSZE jest wina!!!

Nie, nie zawsze jest wina, nie zawsze jest po połowie, nie zawsze też należy jej szukać do upadłego, raczej bym powiedziała, że należy szukać przyczyny jeśli padają po kolei dobrze rokujące związki i chyba tego tutaj szukamy…


Anderstud smile

anderstud napisał/a:

Łojezu, wiedziałem

No wiadomo, że wiedziałeś big_smile, teraz trzeba się zastanowić nad tym czego nie wiedziałeś a może i dalej nie wiesz…

anderstud napisał/a:

Mieliśmy znaleźć schemat sytuacyjny, a nie snuć domysły czy gdy7bym dał sobie naśrać na głowę, to moje związki przetrwałyby o rok albo dwa dłużej.

big_smile Tak jest ! Próbować będziem czołgać big_smile, po zapoznaniu z czym się da na tym forum big_smile

anderstud napisał/a:

Bo ja wiem czy mocno emocjonalnie... mogłem przecież zabić.
Co każdy by zrobił na moim miejscu, to żaden każdy nie wie, dopóki się na moim miejscu nie znajdzie,
....
to jakie "rozwiązywać inaczej" można? No proszę, konkretne recepty na rozwiązanie inaczej, żeby moje małe dziecko nie piło z oszczanego kubka.

Sprawiłam sobie zmywarkę bardzo wcześnie, naukę rzeczy porządkowych też zaczęłam bardzo wcześnie, żaden nie oblewał moczem naczyń w zlewie. Owszem, sprawy porządkowe wkurzające są do wyegzekwowania big_smile, pewnie nie raz mogłam rozegrać je lepiej ale zawsze konsekwentnie za nikogo nie sprzątałam na jego terytorium, na wspólnych częściach – zdarzało mi się. Da się to rozegrać, nie w każdym szczególe… ale można doprowadzić do przyzwoitego porządku jak mi się wydaje. Gdy już jest opisywany problem wydaje się, że walka wspólnym frontem obojga i konsekwencja.


anderstud napisał/a:

Pochowałem dzisiaj najlepszego kumpla, który mi robił wszystkie moje tatuaże, kumplowaliśmy się od podstawówki.

Przykro mi, niedobry dzień, minie, przecież wiesz, że minie…


QuQu napisał/a:

Autor wziął sobie żonę, A nie stworzył rodziny

Chyba nie tylko to ale na rzeczy coś jest, tak jakoś z boku patrząc na to wygląda. Ale trzeba pomyśleć…

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
anderstud napisał/a:
SonyXperia napisał/a:
anderstud napisał/a:

[...]W innym wątku podałem konkretny przykład na rozwiązanie kwestii,
kiedy złośliwy gówniak uporczywie i nagminnie nie chce zapinać pasów w samochodzie, a matka siedzi z przodu i ma to w dupie. [...]

Podaj link smile Bo nie chce mi sie czytać Twoich postów tongue wink

Nie chce mi się szukać linków tongue
Masz problem opisany dostatecznie jasno chyba, tylko na miejscu faceta siedzisz teraz Ty, dzieciak nie jest twój i proszę, co robisz...

Ja wiem jakby to wyglądało u mnie.  Nie ma zapiętych pasów - nie ma żadnego wyjazdu.
Niejednokrotnie sama jestem upominana, bo nie zawsze zapinam pasy, i mój facet nie ruszy samochodem dopóki nie zapnę tych cholernych pasów. 
Moje dziecko bez upominania zapina się pasami, ale gdyby cokolwiek fuknęła, nie byłoby jazdy. Byłyby fochy, płacze ale wycieczka/wyjazd by się nie odbył.
Sorry, jest przewinienie to są konsekwencje.
Podziwiam Cię jednak za cierpliwość,  bo ja jestem raczej z tych mało cierpliwych.  Gdybym  miała obok siebie taką kobietę,  która ma wywalone na takie rzeczy, nie wiem jak długo bym wytrzymała.

271

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Ja wiem jakby to wyglądało u mnie.  Nie ma zapiętych pasów - nie ma żadnego wyjazdu.

Tak, tylko widzisz, sytuacja ma miejsce, kiedy oprócz niego w tym samochodzie siedzą jeszcze inni,
którzy na ten wyjazd czekali cały tydzień, aż przyjadę z Niemiec na weekend i spędzimy go razem.
I nie ma takiej opcji, żeby wyjazd się nie odbył, ale jest całe spektrum możliwości, żeby go wszystkim spieprzyć,
zaczynając od nie zapięcia pasów obserwując spode łba jak zareaguję, poprzez złośliwe marudzenie całą drogę,
kończąc na wymyślaniu problemów z dupy, które sprawią że wszystkim tego wyjazdu się odechce i wrócimy pokłóceni do domu.
Oczywiście, że nie chodzi o jeden konkretny wyjazd, to jest tylko taki przykład obrazujący, że w pewnych sytuacjach musisz odpuścić,
dzieciak jest górą i przy najbliższej okazji spróbuje posunąć się jeszcze dalej w testowaniu twojej cierpliwości i tak krok po kroku...
On już wie, że nie masz na niego bata i musisz to wszystko znosić, bo nie masz innego wyjścia i sam bez wsparcia partnera nie zrobisz nic.

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

272 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-07-18 18:15:49)

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
anderstud napisał/a:
QuQu napisał/a:

I to może był ten schemat .
Autor wziął sobie żonę, A nie stworzył rodziny

Nie zaczynajcie, błagam. Nikt nie jest w stanie zapanować nad dzieckiem, do którego nie ma żadnych praw,
a jego matka na każdym kroku będzie go bronić jak lwica, po prostu nie ma takiej możliwości, zapomnij od razu,
bo prędzej wyczerpią się argumenty i skończy się cierpliwość, niż ta matka da sobie cokolwiek wytłumaczyć.
I co zrobisz jak nie masz żadnej władzy nad dzieckiem, a jedyne co ci wobec niego wolno, to mu usługiwać i głaskać je po główce?
Zaczyna się od drobnostek, pozornie błahych pierdół jak ignorowanie próśb i poleceń, ale z czasem to dziecko dorasta i się uczy,
że może sobie pozwolić na wszystko i włos mu z głowy nie spadnie, bo mamusia nigdy na to nie pozwoli, więc co go powstrzyma?
Tłumaczenie i proszenie? Jaja sobie robicie? W innym wątku podałem konkretny przykład na rozwiązanie kwestii,
kiedy złośliwy gówniak uporczywie i nagminnie nie chce zapinać pasów w samochodzie, a matka siedzi z przodu i ma to w dupie.
Co ma zrobić facet, który nie jest ojcem tego dziecka i nie może nawet podnieśc głosu na aniołka, bo mamunia wtedy wkroczy
i całodniowy wyjazd nad jezioro 5 osobowej rodziny z powodu jednego krnąbrnego smarka obróci się w kupę gówna? 
Siedzisz jak palant w tym aucie i prosisz go kolejny raz bez skutku, aż twoje własne dziecko zaczyna kręcić głową z dezaprobatą,
bo dobrze wie co by jego spotkało, gdyby tylko spróbował zachowywać się tak jak tamten, któremu zawsze wszystko uchodzi płazem.

Zanim ktokolwiek pokusi się o komentarz, ja poproszę o odpowiedź na jedno pytanie - byłeś kiedykolwiek sam w takiej sytuacji?
Nie? A no to spoko, w takim razie masz pełne prawo oceniać mnie, moje podejście i moje zachowanie. Uwagi wezmę sobie do serca.

Akurat byłem w bardzo podobnej jak Ty z resztą pisaliśmy obydwaj w jednym takim wątku pt "Syn sadysta"..U mnie to była samotna matka rozbestwionej nastolatki rozwód z biologicznym ojcem dawno temu kontakt z nim córki prawie żaden  .Matka nadopiekuńcza aż do absurdu ocierało się to o toksyczność ten wektor.ich wzajemne relacje to były tylko awantury drastyczne sceny momentami  i wielka "miłość "żadnej równowagi prawie. Bezsilność ,bezradność w egzekwowaniu zwyczajnych elementarnych spraw była załamująco  beznadziejna i frustrująca obrona matki przed konsekwencjami tego co młoda wyczyniała graniczyła z brakiem zdrowego rozsądku.Rozmowy z nimi dwiema przypominały namawianie alkoholika na leczenie jak ten tego wcale nie chce (że się znowu odwołam )
To konkretne sytuacje generalizowanie odpada .Oczywiście wiele samotnych matek radzi sobie z dziećmi znowu wiele zmiennych na to wpływa.
Rodzinę tworzą nie tylko opiekunowie rodzice ale też dzieci .
Wytrzymałem kilka miesięcy pod koniec z wielkim trudem emocje straszliwe .

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
anderstud napisał/a:

On już wie, że nie masz na niego bata i musisz to wszystko znosić, bo nie masz innego wyjścia i sam bez wsparcia partnera nie zrobisz nic.

On wie, bo zawsze to działało. Tak, bez wsparcia partnera nie ma szans na cokolwiek.
Jednak, raz postawiłabym na swoim. Jeśli by zobaczył,  że nici z wyjazdu, wszyscy pozostali byliby wqrwieni, załamani, płaczący, to trochę byś go poskromił.
Ja wiem,  najłatwiej jest teoretyzować i gdybać, ale z manipulantami trzeba tak postępować. Robić rzeczy, których się nie spodziewają. Ale bez poparcia matki, można sobie gadać.

274 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-07-18 18:17:52)

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
anderstud napisał/a:
QuQu napisał/a:

I to może był ten schemat .
Autor wziął sobie żonę, A nie stworzył rodziny

Nie zaczynajcie, błagam. Nikt nie jest w stanie zapanować nad dzieckiem, do którego nie ma żadnych praw,
a jego matka na każdym kroku będzie go bronić jak lwica, po prostu nie ma takiej możliwości, zapomnij od razu,
bo prędzej wyczerpią się argumenty i skończy się cierpliwość, niż ta matka da sobie cokolwiek wytłumaczyć.
I co zrobisz jak nie masz żadnej władzy nad dzieckiem, a jedyne co ci wobec niego wolno, to mu usługiwać i głaskać je po główce?
Zaczyna się od drobnostek, pozornie błahych pierdół jak ignorowanie próśb i poleceń, ale z czasem to dziecko dorasta i się uczy,
że może sobie pozwolić na wszystko i włos mu z głowy nie spadnie, bo mamusia nigdy na to nie pozwoli, więc co go powstrzyma?
Tłumaczenie i proszenie? Jaja sobie robicie? W innym wątku podałem konkretny przykład na rozwiązanie kwestii,
kiedy złośliwy gówniak uporczywie i nagminnie nie chce zapinać pasów w samochodzie, a matka siedzi z przodu i ma to w dupie.
Co ma zrobić facet, który nie jest ojcem tego dziecka i nie może nawet podnieśc głosu na aniołka, bo mamunia wtedy wkroczy
i całodniowy wyjazd nad jezioro 5 osobowej rodziny z powodu jednego krnąbrnego smarka obróci się w kupę gówna? 
Siedzisz jak palant w tym aucie i prosisz go kolejny raz bez skutku, aż twoje własne dziecko zaczyna kręcić głową z dezaprobatą,
bo dobrze wie co by jego spotkało, gdyby tylko spróbował zachowywać się tak jak tamten, któremu zawsze wszystko uchodzi płazem.

Zanim ktokolwiek pokusi się o komentarz, ja poproszę o odpowiedź na jedno pytanie - byłeś kiedykolwiek sam w takiej sytuacji?
Nie? A no to spoko, w takim razie masz pełne prawo oceniać mnie, moje podejście i moje zachowanie. Uwagi wezmę sobie do serca.

Największym i podstawowym problemem, który się tutaj wyłania jest podejście matki do swojego dziecka. Jeśli tego typu akcje, opisane przez Anderstuda w ogóle miały miejsce, to już znaczy, że ona sama ma prawdopodobnie jakieś problemy z wychowaniem dziecka, nie potrafiąc postawić oczywistych granic. I zapewne z kim by się nie związała, efekt byłby podobny. Kto z nas nie zareagowałby emocjonlanie czy wręcz wybuchowo na takie zachowania, jak z tym zlewem i kradzieżą pamiątek? W normalnej sytuacji, w 99 % przypadków gdy tego typu jazdy miałyby miejsce, każda matka powinna błyskawicznie postawić dziecko do pionu i zapanować nad nim, aby nie miało żadnych wątpliwości co do swojego błędu. Działając w ten sposób może znacznie ograniczyć szansę, ze coś takiego się powtórzy a zatem silna reakcja emocjonalna nie będzie potrzebna. Jeśli dziecko ma gdzieś partnera swojej matki, to powinno chociaż liczyć się ze zdaniem matki. Ta kobieta na własne życzenie wychowała takiego krnąbrnego dzieciaka., nie mając nad nim żadnej władzy.
Wszelkie prośby czy tłumaczenia docierają do przeciętnego odbiorcy, ale tutaj wszytko się odbija od ściany obojętności matki i lekceważenia oraz bezczelnośći dziecka.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

275

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
random.further napisał/a:

QuQu napisał/a:

Autor wziął sobie żonę, A nie stworzył rodziny

Chyba nie tylko to ale na rzeczy coś jest, tak jakoś z boku patrząc na to wygląda. Ale trzeba pomyśleć…

Może przy okazji przemyślcie też taki jeden mały techniczny szczegół, że obie partnerki oprócz tych synów miały też córki
i w obu przypadkach, a szczególnie w tym drugim, jakość naszych relacji, moich z tymi dziewczynami w sensie,
to było niebo i ziemia w porównaniu do relacji z chłopcami. Ani ja nie miałem żadnych problemów, ani matki nie musiały się wtrącać, mało tego,
spędzanie wspólnie czasu z córką tej mojej ostatniej partnerki sprawiało mi większą radość niż oglądanie ciągle nabzdyczonej o coś matki,
przynajmniej w okresie kiedy mieszkaliśmy jeszcze wszyscy pod jednym dachem. A nawet dzisiaj, kiedy tak teraz o tym sobie pomyślę,
to najbardziej z tego wszystkiego tęsknię chyba właśnie za tą małą gówniarą... No i co wy na to? Nieźle poj*bana akcja co? He he smile

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

276

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
anderstud napisał/a:
SonyXperia napisał/a:
anderstud napisał/a:

[...]W innym wątku podałem konkretny przykład na rozwiązanie kwestii,
kiedy złośliwy gówniak uporczywie i nagminnie nie chce zapinać pasów w samochodzie, a matka siedzi z przodu i ma to w dupie. [...]

Podaj link smile Bo nie chce mi sie czytać Twoich postów tongue wink

Nie chce mi się szukać linków tongue
Masz problem opisany dostatecznie jasno chyba, tylko na miejscu faceta siedzisz teraz Ty, dzieciak nie jest twój i proszę, co robisz...

Fenk ju wery macz tongue

277 Ostatnio edytowany przez Pokręcona Owieczka (2019-07-18 18:37:20)

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
anderstud napisał/a:

Może przy okazji przemyślcie też taki jeden mały techniczny szczegół, że obie partnerki oprócz tych synów miały też córki
i w obu przypadkach, a szczególnie w tym drugim, jakość naszych relacji, moich z tymi dziewczynami w sensie,
to było niebo i ziemia w porównaniu do relacji z chłopcami. Ani ja nie miałem żadnych problemów, ani matki nie musiały się wtrącać, mało tego,
spędzanie wspólnie czasu z córką tej mojej ostatniej partnerki sprawiało mi większą radość niż oglądanie ciągle nabzdyczonej o coś matki,
przynajmniej w okresie kiedy mieszkaliśmy jeszcze wszyscy pod jednym dachem. A nawet dzisiaj, kiedy tak teraz o tym sobie pomyślę,
to najbardziej z tego wszystkiego tęsknię chyba właśnie za tą małą gówniarą... No i co wy na to? Nieźle poj*bana akcja co? He he smile

Wpadło mi do głowy, że może chłopcy byli zazdrośni o mamusie.
Faktem jest, że sama zauważyłam, że samotne matki, które wychowują synów, zachowują się wobec nich nadopiekuńczo. Skaczą nad nimi, usprawiedliwiają, wyręczają i często, kiedy jeszcze jest córka, faworyzują. Obydwie strony mają zaburzony obraz tej relacji.
Dziwię się ich zachowaniu, miały u boku faceta, który mógł je wesprzeć, dać ich dzieciom namiastkę ojca, a tymczasem dały się wplątać w jakąś grę, a może i rywalizację o względy.
Pochrzanione to wszystko.

278

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.

młody wiedział, że i tak pojedziesz, to miał w d.. pasy.
Ja bym nie pojechała. Przerabiałam z własnymi dziećmi różne akcje i jak uszu Szanownego Pana nie rażą dziwne melodie czasowo odgrywane przez gówniarzy, to da się. Szybko się uczą.
Np.jakiś czas temu moje dzieci miały zwyczaj zawsze marudzić na jedzenie.
Jak się to zaczynało, to chęć przywołania ich do porządku zamieniłam na stoicki spokój z uśmiechem- bo przez te 2 minuty wrzasków wyobrażam sobie jak zawartość talerza ląduje w kiblu i uspokajający szum wody.. big_smile
potem następował jeszcze wrzask męża o zmarnowanie jedzenia.
Ilość niezbędnych powtórzeń do uzyskania miłej atmosfery przy stole: 2. big_smile

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

279

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
anderstud napisał/a:

Może przy okazji przemyślcie też taki jeden mały techniczny szczegół, że obie partnerki oprócz tych synów miały też córki
i w obu przypadkach, a szczególnie w tym drugim, jakość naszych relacji, moich z tymi dziewczynami w sensie,
to było niebo i ziemia w porównaniu do relacji z chłopcami. Ani ja nie miałem żadnych problemów, ani matki nie musiały się wtrącać, mało tego,
spędzanie wspólnie czasu z córką tej mojej ostatniej partnerki sprawiało mi większą radość niż oglądanie ciągle nabzdyczonej o coś matki,
przynajmniej w okresie kiedy mieszkaliśmy jeszcze wszyscy pod jednym dachem. A nawet dzisiaj, kiedy tak teraz o tym sobie pomyślę,
to najbardziej z tego wszystkiego tęsknię chyba właśnie za tą małą gówniarą... No i co wy na to? Nieźle poj*bana akcja co? He he smile

Być może dziewczynki z natury są bardziej ułożone niż chłopacy i  nowego partnera mamy nie postrzegają jako zagrożenia. Też może Twoje relacje, zachowanie wobec tych dziewczynek było bardziej delikatne, przez co zdobyłeś ich sympatię.
Zresztą często bywa tak, że jest "córeczka tatusia" i "synuś mamusi", nie wiem z czego dokładnie to wynika.
Ja np. miałam obawy przed poznaniem córki mojego obecnego faceta - a to już panna 22-letnia i myślę, że miałabym mniejsze obawy przed poznaniem syna... ale akurat on ma jedną córkę. Trudno mi to wytłumaczyć. Na szczęście ta córka mieszka już oddzielnie. I na początku był mega dystans i brak zaufania z jej strony - wręcz czułam się jak na spotkaniu z przysłowiową teściową niż z córką big_smile
I choć potem zadzwoniła do ojca m.in. z pytaniem czy mógłby mnie o coś zapytać (nawiązując do naszej rozmowy), na co on, że przecież może sama się do mnie zwrócić, że ja "nie gryzę" itd.  I choć pierwsze lody zostały przełamane, myślę, że gdybyśmy zamieszkały pod jednym dachem, na pewno byłyby zgrzyty... o jedna kobietę w domu za dużo wink

280

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.

Poznał Cię z córką? smile robi się poważnie smile
Z synem wbrew pozorom mogłabyś mieć większe problemy.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

281

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
john.doe80 napisał/a:

Mam taką obserwację, zapraszany jestem jako taki miś co mu się rękę ściska i pokazuje na różne sale treningowe, zdarza się że zgodzę się na parę minut zabawy z małolatami 18lat i w górę - zabawne jest jak część z nich zamiast się czegoś nauczyć stara się "staremu" pokazać jacy są zaje***i, standard życie... odpuszczam, ale czasem jak "młody" poczuje wenę i nie reaguje - dostaje w nosa aż się obsmarcze... i robię to tylko po to żeby nauczył się że zawsze na kozaka jest jeszcze większy kozak i to co potrafię nie wyczytałem w Internecie.

Uważam że każdy kto narusza dobra osobiste w tym nietykalność osobistą, niszenie mienia kradzież zasluguje na karę cielesną... czy to dziecko czy dorosly... bo czym skorupka za mlodu itp... a co skorupka ma nasiąknąć że ja z pięściami a oni mi grzecznie... w doroslym życiu jak komuś na bluźni dostanie plaskacza i się nauczy... ukradnie pojdzie siedzieć...

Uderzyłbyś dziecko John??

282 Ostatnio edytowany przez Roxann (2019-07-18 19:26:25)

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
Ela210 napisał/a:

Poznał Cię z córką? smile robi się poważnie smile
Z synem wbrew pozorom mogłabyś mieć większe problemy.

Ja już jestem "za stara" na jakieś gry czy niedomówienia, dlatego albo jesteśmy razem na 100% albo "do widzenia".

Zresztą, im jesteśmy starsi tym więcej różnych niespodzianek i ryzyk niosą ze sobą nowe znajomości. Każdy już ma jakieś "trupy w szafie", jak tu ktoś ujął.
Jego ex nie muszę poznawać, ale córkę chciałam, też by zobaczyć jaka jest relacja między nimi.
Wolałam nie ryzykować sytuacji, że się zaangażuję, a potem się okaże, że są jakieś tajemnice o których zapomniano mnie poinformować. To się chyba nazywa instynkt samozachowawczy smile
Poza tym to dorosła kobieta, więc nawet jak nasza relacja nie przetrwa, nic się nie stanie... to nie 3-letnie dziecko jak u Becketta wink

EDIT: nie wiem czy z synem miałabym większe problemy, wydaje mi się, że kobiety z natury są o siebie zazdrosne, też o wygląd itd.... ona jest już dorosłą panną, ja w sumie też big_smile Ale jakoś nie wyobrażam sobie, że miałybyśmy się wymieniać ciuchami czy robić sobie nawzajem makijaż wink
A chłopak, to chłopak smile

283

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
anderstud napisał/a:
random.further napisał/a:

QuQu napisał/a:

Autor wziął sobie żonę, A nie stworzył rodziny

Chyba nie tylko to ale na rzeczy coś jest, tak jakoś z boku patrząc na to wygląda. Ale trzeba pomyśleć…

Może przy okazji przemyślcie też taki jeden mały techniczny szczegół, że obie partnerki oprócz tych synów miały też córki
i w obu przypadkach, a szczególnie w tym drugim, jakość naszych relacji, moich z tymi dziewczynami w sensie,
to było niebo i ziemia w porównaniu do relacji z chłopcami. Ani ja nie miałem żadnych problemów, ani matki nie musiały się wtrącać, mało tego,
spędzanie wspólnie czasu z córką tej mojej ostatniej partnerki sprawiało mi większą radość niż oglądanie ciągle nabzdyczonej o coś matki,
przynajmniej w okresie kiedy mieszkaliśmy jeszcze wszyscy pod jednym dachem. A nawet dzisiaj, kiedy tak teraz o tym sobie pomyślę,
to najbardziej z tego wszystkiego tęsknię chyba właśnie za tą małą gówniarą... No i co wy na to? Nieźle poj*bana akcja co? He he smile

To świadczy o tym , że masz problem w relacjach ż młodymi chłopcami, być może nie jesteś dla nich autorytetem.  Widzą w tobie rywala , jakieś zagrożenie.  Nie wiem , tak sobie gdybym.
Natomiast z dziewczynami i owszem umiesz nawiązać porozumienie
Czy miałeś z tym nastolatkiem jakieś wspólne zainteresowania ? Lub wspólne pasje ? Imponowałeś mu czymś ?

284

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
mallwusia napisał/a:
john.doe80 napisał/a:

Mam taką obserwację, zapraszany jestem jako taki miś co mu się rękę ściska i pokazuje na różne sale treningowe, zdarza się że zgodzę się na parę minut zabawy z małolatami 18lat i w górę - zabawne jest jak część z nich zamiast się czegoś nauczyć stara się "staremu" pokazać jacy są zaje***i, standard życie... odpuszczam, ale czasem jak "młody" poczuje wenę i nie reaguje - dostaje w nosa aż się obsmarcze... i robię to tylko po to żeby nauczył się że zawsze na kozaka jest jeszcze większy kozak i to co potrafię nie wyczytałem w Internecie.

Uważam że każdy kto narusza dobra osobiste w tym nietykalność osobistą, niszenie mienia kradzież zasluguje na karę cielesną... czy to dziecko czy dorosly... bo czym skorupka za mlodu itp... a co skorupka ma nasiąknąć że ja z pięściami a oni mi grzecznie... w doroslym życiu jak komuś na bluźni dostanie plaskacza i się nauczy... ukradnie pojdzie siedzieć...

Uderzyłbyś dziecko John??

Czy uderzyłbym tak jak biję dorosłych dżentelmentów? Nie, ale czy na fizyczny atak oddałbym w taki sposób żeby nie zrobić krzywdy a włączyć myślenie, bez chwili zawahania.
Taka mała historyjka:
przyjechałem w odwiedziny, zaparkowałem auto, wysiadam a dwóch gnojków rzuca w auta błotem (piach z kamieniami), zwróciłem się do nich w sposób nader kulturalny, że tak nie wolno bo uszkodzą auto, a gnojki co - rzucają dalej, więc zwróciłem im uwagę w mniej kulturalny sposób, że im nogi z dupy po wyrywam, gnojki uciekły, ale wychylam się z okna chwile później a Ci dalej napierdzielają, więc nagrałem co robią a następnie, krzyknąłem że jak zaraz nie przestaną to zejdę. Co też uczyniłem, zszedłem na dół i kazałem się zaprowadzić do rodziców, gnoiki poza niewybrednym słownictwem wyrywając się kopały i gryzły, więc kulturalnie ułożyłem ich w błotku i włączyłem alarm w aucie licząc że rodzić pofatyguje się do mnie. Nic po 10 min znudziło mi się, sfotografowałem i puściłem gówniarzy... na co Oni tym razem we mnie tym błotem, złapałem każdy z nich dostał klapsa w dupę (solidnego). Po czym rycząc i wrzeszczą, że zaraz ich tatusiowie przyjdą i mi to czy tamto... A ja poszedłem sprawdzić czy moje auto nie dostało (błotkiem), nie minęło 5 min wyleciał Pan Tata z kolegą z ryjem na co przywitałem Panów z uśmiechem i telefonem w ręku, że spadają mi jak z nieba bo moje auto i 6 innych jest porysowanych, a policja już w drodze smile.
Morał jest taki, że Pan Tata razem z kolegą podpici siedzieli w kałuży tam gdzie ich synowie chwilę wcześniej, a po paru miesiącach ja dostałem zwrot za wycenioną naprawę oraz pralnię.

Nie uważam że przemoc cokolwiek rozwiązuje, ale czasem jest jedynym wyjściem.

Zwykły Jan Kowalski, postać z brzegu pierwsza -
Prochu nie wymyślę, nie napiszę wiersza...

285

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.

big_smile Oesu, w co ja się … przeczytałam co nieco, chyba się dopiszę do wątku Olinki o uzależnieniach big_smile, twardo sobie postanowiłam, że nie dam się wciągnąć w temat Becketta big_smile 

anderstud napisał/a:

a im więcej myślę, tym bardziej mi się odechciewa

Niechże inni myślą big_smile, figa, nie wyjdzie, Twoja działka i tyle…


anderstud napisał/a:

Cytując klasyka - mądry całe życie się uczy, tylko głupi wie już wszystko - żywię głęboką nadzieję, że zapamiętam tą lekcję na długo. Tę.

Codziennie, CODZIENNIE big_smile przed snem powtarzać, nie mniej niż x razy… big_smile


anderstud napisał/a:

nigdy nigdzie nie twierdziłem, że sam jestem idealny i doskonały, bo nie jestem

Więcej grzechów nie pamiętam, jak sobie przypomnę to zabiorę się za żałowanie big_smile


anderstud napisał/a:

Zaraz moment się odnajdziesz jak ci tu laski zrobią z dupy jesień średniowiecza

Nie ma co tam big_smile, strach ma wielkie oczy a dupa… hm…, jakaż to dupa… big_smile


anderstud napisał/a:

Zaznaczam jednak i podkreślam, że u mnie jest jak jest i oczekuję oraz wymagam od mojej partnerki stosowania tych samych norm i zasad. Chcesz się spotkać pogadać, proszę bardzo, zaproś do domu albo my do kogoś pójdziemy, nie widzę problemu, żeby nawet się napić.

Ooooo, ludzki pan… big_smile


anderstud napisał/a:

Swoje odsłużyła, nie powiem, dlatego żal wielki, bo sentyment taki mam... czy coś... a może to po prostu już starość, sam nie wiem.

smile


anderstud napisał/a:

Mojego autorskiego wątku nigdy się nie doczekacie, bo jest mi zwyczajnie wstyd, nawet przed obcymi ludźmi, opisywać niuanse mojej relacji, ale tam znajdziecie mnóstwo podobieństw.

Hm…, hm… big_smile obejdzie się big_smile, a serio bardziej – ze wstydem się mylisz i powinno stać się to proste jak sikanie


Ok, wystarczy big_smile, w sumie: dobrze się czyta smile
Na wszelki wypadek: cokolwiek piszę to robię to z punktu luźnej raczej obserwacji z myślą, że mogłoby Ci się przydać, tak po prostu. Jakby co – nie wchodź proszę w polemikę (szkoda czasu, Ty masz chyba skłonność do replik smile,  ja mogę się mylić, co wiem i co jest bardzo prawdopodobne), rzecz nie w tym, sam na spokojnie i dla siebie rozstrzygnij…
O dzieciach niby nie powinnam bo to nie o tym być miało ale… może jedno. Jeśli nie ustaliłeś jasno i deklaratywnie z partnerką (czy żoną), że masz uczestniczyć w wychowywaniu Jej (nie Twojego) dziecka to odseparowałeś się ‘z góry’ od uczestniczenia w Jej problemach, to rzutuje mocno na panujące układy w związku – utrudniłeś sobie jak mi się wydaje (ile w sumie tych dzieci w różnych konfiguracjach jest u licha big_smile) ?


anderstud napisał/a:

bo do ostatniego dnia ich trwania (i to dosłownie) absolutnie nic nie zapowiadało końca

TOBIE nie zapowiadało, ale koniec nastąpił więc coś zapowiadało raczej… - przegapiłeś czy nie ? Po jakimś czasie POWINIENEŚ to wiedzieć, może tak być że NIE MOGŁEŚ przewidzieć gdy pewnego niezbyt pięknego dnia partnerka/żona wrzuciła Cię w sytuację, z którą sobie zacząłeś radzić po swojemu


Hm…, umieściłeś wpis od partnerki do Ciebie, ten dosłowny cytat z messegera, bez oporów go umieściłeś chyba… jakie są Twoje granice prywatności?


Hm…, działasz, starasz się iść do przodu, szukasz – nie dla Ciebie bycie singlem smile, wyciągasz wnioski, uogólniasz i: dajesz sarkastyczne uwagi, szybkie uwagi, niby w punkt ale… ale… co Ty tutaj (na netkobietach) uskuteczniasz?


Hm…, wyważasz wkład w budowanie związku, po równo ma być? Błąd raczej, ma pasować, niekoniecznie po równo bierzesz-dajesz


anderstud napisał/a:

i sam chciałbym wiedzieć co to mogło być, że zamiast kontynuować znajomość i pozwolić jej się naturalnie rozwijać... z dnia na dzień to zakończyłem, nie licząc się ani z tym jak ona to odbierze, ani z tym że może trzeba było dać czasowi czas.

Odrętwiałeś, cynizmem powiało… Hm…, z tym to ostrożnie…


anderstud napisał/a:

co z kolei kłóci się w moim charakterem i prędzej czy później pojawia się u mnie konflikt wewnętrzny oraz dylematy BYĆ CZY MIEĆ a łączenie tego wszystkiego tak, żeby nie przeginać w żadną stronę jest cholernie wyczerpujące psychicznie i kiedy kończy się tak...

Trochę dylematu w Tobie siedzi, może nie należy się dziwić, że można się z Tobą pogubić? Do beckettowej nie dorastasz chyba smile


anderstud napisał/a:

a jeśli już o doświadczeniu mowa, to równie dobrze potrafię udawać idiotę jak i jednocześnie świetnie czytać między wierszami, więc w zasadzie można powiedzieć, że niemal w 100% byłem pewien co się stanie, wiedziałem też kiedy dokładnie to nastąpi, jedyne co w tym wszystkim budziło jakąś tam moją ciekawość, to tylko powód, ale jak się okazało tu również nie było zaskoczenia.

Kto wie ? Może dorastasz ? smile Wróóóć! przegapiłeś czy nie ?


anderstud napisał/a:

Także sam wybór partnera czy kandydata na partnera, to jest stosunkowo prosta rzecz i najłatwiejsza część planu na ułożenie sobie z kimś życia, prawdziwe kłopoty pojawiają się później i wtedy już wszystko zależy od tego jak obie strony sobie z nimi poradzą, bo wiecznie idealnie nie będzie, prędzej czy później w każdym związku przyjdzie się mierzyć z mniejszymi bądź większymi problemami, to jest nieuniknione i czeka każdego.

Hm…, może więc jednak trzeba wybierać inaczej skoro czucie posiadanego przez partnera ‘COŚ’ to za mało? Wychodzi na to, że myliłeś się za każdym poważnym razem…


anderstud napisał/a:

Ale wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Znając bardzo dobrze moją historię, wiedząc bardzo dobrze jak się kończyły moje małżeństwa i patrząc mi prosto w oczy przysięgała na własne dzieci, że ona nigdy czegoś takiego nie mogłaby mi zrobić, po czym zrobiła dokładnie to samo. Tak naprawdę to tylko tego nie mogę przeżyć, cała reszta już mi koło dupy lata, ale tego jednego no ku*wa nie mogę, po prostu nie mogę.

Hm…, czy każda z nich zrobiła to samo ? czy każda z nich zrobiła tak samo ?


Piotrze smile, chyba sam przeczołgałeś samego siebie…

286

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.

Ogólnie anderstud założył temat w kontekście osób które są eksmitowane z czyjegoś życia (popraw mnie jeśli się mylę). Ja dodałbym do tego motyw w którym zaczyna już być tak, że czujecie rychły koniec choć druga strona za wszelką cenę chce was zatrzymać (macie takie ambiwalentne odczucia), ale dalej ta druga strona niby o was walczy, niby kocha, niby ...

W moim przypadku było bardzo dziwnie bo moja "Żabcia" dawała mi wszelkie sygnały, że to koniec i jak chciałem to kończyć to był zajebisty seks, dwa dni dobrze i potem znów akcja... dopiero jak odciąłem się od seksu mówiąc że nie mam ochoty po raz enty się tak godzić, okazało się, że "żabcia" nie ma ochoty w żaden sposób się dotrzeć ze mną, że jest jej ciężko, trudno, ma zły charakter itp... i w końcu byłem na tyle wqrwiony jej brakiem elastyczności, że odszedłem - ale do końca ona stała w drzwiach prosząc żeby nie itp itd... (ale poza proszeniem nie było deklaracji zmienię się). Przez tydzień jeszcze mówiła o powrocie (dalej bez deklaracji) a potem już się zablokowała i już mieliśmy być kumplami...

Uważam, że zaoszczędziłem dużo czasu odchodząc bo związek był przegrany, a ciągniecie go doprowadziłoby i tak do rozstania. Tak że zachęcam czasem do zrezygnowania z ognia w łóżku choćby po to żeby ogarnąć świat.

Zwykły Jan Kowalski, postać z brzegu pierwsza -
Prochu nie wymyślę, nie napiszę wiersza...

287

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
john.doe80 napisał/a:

Tak że zachęcam czasem do zrezygnowania z ognia w łóżku choćby po to żeby ogarnąć świat.

Ta metoda może się sprawdzić, ale tylko wtedy kiedy czuje się, że tylko seks Was łączy. W innym przypadku to gwóźdź do przysłowiowej trumny. Według Ciebie "gra seksem" polega na tym, że zamiast rozwiązać narastający problem, idzie się do łóżka co powoduje, że atmosfera się poprawia na 2 dni i dalej to samo. Ale z drugiej strony "gra seksem" to też karanie partnera poprzez odmawianie mu tego. U Was, z tego co pisałeś, nie seks był problemem, tylko niezgodność charakterów i oczekiwań w związku. Żadne nie chciało się zmienić a pewnie tylko liczyło, że powinna ta druga osoba.
Dlatego w Twoim akurat przypadku odcięcie od seksu było krokiem do ewakuacji ze związku a nie jego naprawy. Ty już w kościach czułeś, że to koniec i zwyczajnie nie chciałeś więcej mydlenia oczu.

288

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.

Rozwaliliście fajny wątek. Mnie np ciekawi jakie są symptomy rozpadu długiego małżeństwa (bez zdrady itp). Po prostu gdy się wypala relacja. Chodzi mi o opinie osób które to mają już za sobą i są w stanie to podsumować z perspektywy czasu.

289 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-07-24 20:06:13)

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
M@r napisał/a:

Rozwaliliście fajny wątek. Mnie np ciekawi jakie są symptomy rozpadu długiego małżeństwa (bez zdrady itp). Po prostu gdy się wypala relacja. Chodzi mi o opinie osób które to mają już za sobą i są w stanie to podsumować z perspektywy czasu.

Eee tam zaraz rozwaliliście, poszedł swoją drogą, jak wiele innych, ale zawsze można wrócić na właściwe tory.

A nie sądzisz, że wszystkie wątki o rozpadzie długoletnich związków są właściwe do poszukiwania pewnych symptomów? Wszystko jedno, czy ze zdradą czy bez zdrady. Zdrada jest po prostu najbardziej tchórzliwą formą kończenia związku, ale rozkład tam był już dużo wcześniej.
Radzę czytać wątki kobiet, bo mam wrażenie, że one częściej są obiektywne oraz refleksyjne i nie udają, że było wspaniałe i nie wiadomo skąd nagle taki numer.

290

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.

Związek a związek małżeński to jednak różne sytuacje. Szczególnie gdy są dzieci.
Zwykle związki bez dzieci często rozpadają się z bardziej błahych powodów. W małżeństwie zazwyczaj strony starają się bardziej by go utrzymać. Choć oczywiście jest wiele przykładów zaprzeczających temu. Jednak gdy są dzieci w małżeństwie jest więcej powodów by naprawiać i pracować nad związkiem. Tak mi się wydaje choć alfą i omegą nie jestem.

291 Ostatnio edytowany przez gracjana1992 (2019-07-24 20:24:42)

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.

Myślę, że "rozpadający się związek" czuć w łóżku. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że patrzyłam na pratnera i myślałam "niby jest przystojny, ale co tak właściwie mnie w nim podniecało?" - już wiedziałam, że zbliża się koniec. Bardziej miałam ochotę na jakieś "zabawy", zdarzyło mi się coś wyobrazac, można powiedziec, że stał się środkiem do osiągnięcia przyjemności niz celem samym w sobie, ponieważ tylko jego obecność już mnie nie podniecała. Taki stan trwał krótko, nastąpił rychły koniec. Oczywiście na taki stan rzeczy miały wplyw wcześniejsze kłótnie i ogolnie wyszła różnica charakterów której na początku nie było widać. Przebywając ze sobą można wiele rzeczy ukryć, udać, nie zdawać sobie nawet sprawy ale w łóżku to wszytsko wyjdzie. Te ukryte żale itp.

"Bo prawdziwa miłość jest czymś wyjątkowym, zdarza się dwa, może trzy razy na wiek. Poza tym jest próżność lub nuda.? Camus

292 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-07-24 20:29:46)

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
M@r napisał/a:

Związek a związek małżeński to jednak różne sytuacje. Szczególnie gdy są dzieci.
Zwykle związki bez dzieci często rozpadają się z bardziej błahych powodów. W małżeństwie zazwyczaj strony starają się bardziej by go utrzymać. Choć oczywiście jest wiele przykładów zaprzeczających temu. Jednak gdy są dzieci w małżeństwie jest więcej powodów by naprawiać i pracować nad związkiem. Tak mi się wydaje choć alfą i omegą nie jestem.

OK. Też mówię o długoletnim związku małżeńskim z dziećmi, gdy wskazuję Tobie na inne wątki, w których warto szukać symptomów rozkładu związku. Po prostu zdziwiłam się, że wykluczasz wątki ze zdradą, bo przecież w tych związkach musiała być kicha, że jedno postanowiło tak bardzo zranić drugie.
Dlatego też wskazuję na wątki kobiet, które przeważnie potrafią spojrzeć wstecz bardziej krytycznie niż mężczyźni.
Częściej tam znajdziesz refleksję typu: w moim związku doszło do zdrady, bo nie dostrzegałem sygnałów, że coś się psuło, nie słuchałem/am, obiecywałem/am bez działania, byliśmy sobą znudzeni, to co nas kiedyś łączyło wypaliło się, byliśmy z sobą na siłę, z przyzwyczajenia, dla dzieci, itp itd

293

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
gracjana1992 napisał/a:

Myślę, że "rozpadający się związek" czuć w łóżku. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że patrzyłam na pratnera i myślałam "niby jest przystojny, ale co tak właściwie mnie w nim podniecało?" - już wiedziałam, że zbliża się koniec. Bardziej miałam ochotę na jakieś "zabawy", zdarzyło mi się coś wyobrazac, można powiedziec, że stał się środkiem do osiągnięcia przyjemności niz celem samym w sobie, ponieważ tylko jego obecność już mnie nie podniecała. Taki stan trwał krótko, nastąpił rychły koniec. Oczywiście na taki stan rzeczy miały wplyw wcześniejsze kłótnie i ogolnie wyszła różnica charakterów której na początku nie było widać. Przebywając ze sobą można wiele rzeczy ukryć, udać, nie zdawać sobie nawet sprawy ale w łóżku to wszytsko wyjdzie. Te ukryte żale itp.

Dobrze, to ja zadam Ci lub Wam pytanie . W łóżku jest super, ale np dziewczyna pod innymi względami życiowymi jest słaba np. leniwa , średnio zaradna .  lub odwrotnie w przypadku kobiet facet słaby/średni w łóżku ale zaradny , ogarnięty życiowo i finansowo.

Co wybieracie? Ja nie kupuje tych argumentów o sexie, bo oczywiście fajny jest dobry seks, motywuje do działania etc. Ale poza seksem jest normalne życie.

294

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
M@r napisał/a:

Rozwaliliście fajny wątek. Mnie np ciekawi jakie są symptomy rozpadu długiego małżeństwa (bez zdrady itp). Po prostu gdy się wypala relacja. Chodzi mi o opinie osób które to mają już za sobą i są w stanie to podsumować z perspektywy czasu.

E tam, rozwaliliście, zaraz się naprostuje, oby z błogosławieństwem Autora smile
A symptomy:
Zanikający kontakt fizyczny, potem siada coraz bardziej komunikacja emocjonalna
Partner przestaje być atrakcyjny do czegokolwiek
Tworzenie własnej przestrzeni gdzie partner nie zagląda
Obojętność na drobne (w codzienności) potrzeby partnera
Komunikacja o codziennych problemach porządkowo-logistycznych jest dominująca, inna zanika
Kuleje mocno organizowanie wspólnych wypadów, zajęć, para przestaje być ‘na zewnątrz’ parą
Niechęć do wyrażania opinii mogących przerodzić się w dłuższe dyskusje
Łapanie się na sytuacjach, że widać że dzieje się źle i nic z tym nie robić bo się nie chce
Znajdowanie sobie nowych aktywności i jakby mimochodem budowanie codzienności tylko dla siebie
Podejmowanie samodzielnie coraz bardziej znaczących decyzji
Koszmarnie się robi, gdy oboje łapią się, że wali się związek i jedno chce walczyć i ratować a drugie wie (bo tak czuje) że nie ma to sensu bo się wypaliło

295

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
telefonik napisał/a:
gracjana1992 napisał/a:

Myślę, że "rozpadający się związek" czuć w łóżku. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że patrzyłam na pratnera i myślałam "niby jest przystojny, ale co tak właściwie mnie w nim podniecało?" - już wiedziałam, że zbliża się koniec. Bardziej miałam ochotę na jakieś "zabawy", zdarzyło mi się coś wyobrazac, można powiedziec, że stał się środkiem do osiągnięcia przyjemności niz celem samym w sobie, ponieważ tylko jego obecność już mnie nie podniecała. Taki stan trwał krótko, nastąpił rychły koniec. Oczywiście na taki stan rzeczy miały wplyw wcześniejsze kłótnie i ogolnie wyszła różnica charakterów której na początku nie było widać. Przebywając ze sobą można wiele rzeczy ukryć, udać, nie zdawać sobie nawet sprawy ale w łóżku to wszytsko wyjdzie. Te ukryte żale itp.

Dobrze, to ja zadam Ci lub Wam pytanie . W łóżku jest super, ale np dziewczyna pod innymi względami życiowymi jest słaba np. leniwa , średnio zaradna .  lub odwrotnie w przypadku kobiet facet słaby/średni w łóżku ale zaradny , ogarnięty życiowo i finansowo.

Co wybieracie? Ja nie kupuje tych argumentów o sexie, bo oczywiście fajny jest dobry seks, motywuje do działania etc. Ale poza seksem jest normalne życie.

W mojej wypowiedzi chodziło o to, że najpierw w łóżku bylo super, a później - gdy zbliżał się koniec- tak jak opisałam.

Co do Twojego pytania - to jak jest mi z kimś w łóżku przede wszystkim zależy od moich uczuć, emocji do tej osoby. Resztę można , do pewnego stopnia, wypracować. A jak nie ma chemii, uczuć to choćby ktoś szpagaty robił to i tak nic nie da.

"Bo prawdziwa miłość jest czymś wyjątkowym, zdarza się dwa, może trzy razy na wiek. Poza tym jest próżność lub nuda.? Camus

296

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.

Czyli można podsumować że kobietom trudniej się zbliżyć i np zmusić do seksu gdy strefa emocjonalna nie funkcjonuje prawidłowo.
Random... dzięki. Dużo wniosłeś do wątku.

297 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-07-24 22:31:43)

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
gracjana1992 napisał/a:

Myślę, że "rozpadający się związek" czuć w łóżku. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że patrzyłam na pratnera i myślałam "niby jest przystojny, ale co tak właściwie mnie w nim podniecało?" - już wiedziałam, że zbliża się koniec. Bardziej miałam ochotę na jakieś "zabawy", zdarzyło mi się coś wyobrazac, można powiedziec, że stał się środkiem do osiągnięcia przyjemności niz celem samym w sobie, ponieważ tylko jego obecność już mnie nie podniecała. Taki stan trwał krótko, nastąpił rychły koniec. Oczywiście na taki stan rzeczy miały wplyw wcześniejsze kłótnie i ogolnie wyszła różnica charakterów której na początku nie było widać. Przebywając ze sobą można wiele rzeczy ukryć, udać, nie zdawać sobie nawet sprawy ale w łóżku to wszytsko wyjdzie. Te ukryte żale itp.

No niestety nie zgodzę się, że zawsze.
W moim przypadku tak nie było, to była ostatnia twierdza, która padła i to dopiero jak zaczęliśmy mieszkać osobno.
To dopiero pozwoliło mi na wytrzeźwienie.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

298

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
Ela210 napisał/a:
gracjana1992 napisał/a:

Myślę, że "rozpadający się związek" czuć w łóżku. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że patrzyłam na pratnera i myślałam "niby jest przystojny, ale co tak właściwie mnie w nim podniecało?" - już wiedziałam, że zbliża się koniec. Bardziej miałam ochotę na jakieś "zabawy", zdarzyło mi się coś wyobrazac, można powiedziec, że stał się środkiem do osiągnięcia przyjemności niz celem samym w sobie, ponieważ tylko jego obecność już mnie nie podniecała. Taki stan trwał krótko, nastąpił rychły koniec. Oczywiście na taki stan rzeczy miały wplyw wcześniejsze kłótnie i ogolnie wyszła różnica charakterów której na początku nie było widać. Przebywając ze sobą można wiele rzeczy ukryć, udać, nie zdawać sobie nawet sprawy ale w łóżku to wszytsko wyjdzie. Te ukryte żale itp.

No niestety nie zgodzę się, że zawsze.
W moim przypadku tak nie było, to była ostatnia twierdza, która padła i to dopiero jak zaczęliśmy mieszkać osobno.
To dopiero pozwoliło mi na wytrzeźwienie.

Ale kto odszedł? Ty czy on?
To są symptomy osoby, która chce odejść.

"Bo prawdziwa miłość jest czymś wyjątkowym, zdarza się dwa, może trzy razy na wiek. Poza tym jest próżność lub nuda.? Camus

299 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-07-24 23:07:19)

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.

zadałaś trudne pytanie..:) Mąż się wyprowadził, ale go nie zatrzymywałam, potem chciał wrócić,  ale nie ma do czego.
W sferze o której piszesz nie było symptomów u mnie na pewno niestety sad   U niego były huśtawki- ale były zawsze, więc nie rozpoznałam.
Natomiast wiele rzeczy o których Random napisała było. Wszystko i tak ciągnęło się 3 lata..

Można to też tak tłumaczyć, że od początku coś go w związku uwierało. Więc nie rozumiem, czemu tyle czasu się męczył..
Ja bym tak nie wytrzymała.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

300 Ostatnio edytowany przez random.further (2019-07-24 23:12:21)

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
Ela210 napisał/a:

wiele rzeczy o których Random napisała było

Napisałam od strony wycofującej się, świadomie wycofującej się...

@Ela, jednak się rozeszło... tak ?

301 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-07-24 23:17:09)

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
random.further napisał/a:
Ela210 napisał/a:

wiele rzeczy o których Random napisała było

Napisałam od strony wycofującej się, świadomie wycofującej się...

ale o dość obiektywnych rzeczach zauważalnych- takich jak chęć do wspólnego spędzania czasu.
Druga strona to zauważy- tylko kwestia tego, jak zinterpretuje- bo można potrzebą dania sobie większej swobody- i jak ktoś nie "dusi" partnera to zauważy, ale niekoniecznie zinterpretuje jako coś złego w związku.
I odwrotnie- ktoś organizuje sobie własną przestrzeń- w postrzeganiu związku nic mu się nie zmienia, a partner uważa, że się oddalasz.

rozeszło się, Random smile

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

302

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.
Ela210 napisał/a:

rozeszło się, Random smile

Jednak sad... jakoś czułam, że jednak... i tym bardziej zarzekałam... żeby nie.

303

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.

Na koniec to było najlepiej i to chyba pod każdym względem. Jednak jej psychika nie wytrzymała podwójnego życia i tego co mi uczyniła. No i pękła. Żadnych zobowiązań teraz, raczej nie zamierzam tego zmienić. Nie chcę mi się potem zastanawiac ile prawdy jest w tym co widzę, a ile aktorstwa. Wiem jedno, że jak ktoś domaga się zaufania to nie należy mu go dawać, taka nauczka.

-

304

Odp: Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.

Może występuje coś takiego jak zaklinanie rzeczywistości...

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

Posty [ 267 do 304 z 414 ]

Strony Poprzednia 1 6 7 8 9 10 11 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Gdy nadchodzi koniec - czyli co warto wiedzieć przed.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018