Dziwna znajomość - skończyć, kontynuować? JAK? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwna znajomość - skończyć, kontynuować? JAK?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 ]

1

Temat: Dziwna znajomość - skończyć, kontynuować? JAK?

Cześć na wstępie muszę napisać że trudno mi o tym mówić, ale już trochę nie daje rady i trwa to już za długo, muszę się kogoś poradzić.. Chcę napisać to w miarę szczegółowo, żeby było to w miarę jasne.. wszystko zaczęło się parę miesięcy temu. Mam 20 kilka lat ale żadnych związków za sobą, jeśli byłam kiedykolwiek wcześniej zakochana to platonicznie. Wiem, trochę dziwne, ale ja zawsze miałam problemy z nawiązywaniem relacji, bałam się tego, uciekalam. Ale do rzeczy..
Poznałam faceta przez internet. Napisal do mnie długa pierwsza wiadomość, Pisał do mnie ze widział mnie już parę lat temu i zawsze mu się podobałam, pamiętał nawet piosenki jakie wtedy słuchałam...podobał mi się też z wyglądu. Pisaliśmy ze sobą, przeszliśmy na telefon. Po chyba miesiącu umówiliśmy się na pierwszą randkę.
Skończyło się u mnie w domu, w łóżku, po tym jak to mi zaproponował po paru piwach, kawiarni, klubie i pocałunku. Byłam nim zauroczona. Chciałam go, bałam się że jak do tego nie dojdzie to mnie coś ominie, już się nie spotkamy. Chciałam mieć też to za sobą, bo nie wiem czemu ale trochę wstyd mi było że w moim wieku nie mam żadnych doświadczeń z mezczyznami. Wiem że to strasznie głupie co zrobiłam, był moim pierwszym facetem z którym się całowałam i spałam. Nie wiedział i nie wie tego. Nie doszło do seksu, z jego powodu, były tylko zaawansowane pieszczoty. Podobno byłam jego pierwsza prawdziwa dziewczyna, wcześniej był tylko z prostytutkami, często był podobno przez kobiety odrzucany.
Czulam się z nim cudownie mimo że nie doszło do seksu jako takiego. Sam fakt że przy nim spalam, przytulam się do niego i całowałam go, a on mnie. Po tej nocy, rano, on zrobił się zdystansowany, ja leżałam w tym łóżku mając kaca i nie wiedząc co robić, jak sie zachować, on powiedział mi, że szuka żony i chce już mieć dziecko, a ja jestem za młoda i za fajna na to i że pewnie chce jeszcze się zabawić. Czułam się strasznie. Jeszcze nieśmiało powiedziałam żeby zadzwonił, napisał, on pocałował mnie wychodząc. Ja jak głupia miałam nadzieję że za parę godzin się odezwie, że łączy nas już coś tak intymnego.. Nie odezwał się tego dnia. Czułam się strasznie, totalnie skolowana. Jakby ktoś mnie wykorzystal (nawet nie do końca, nawet na kochankę się za bardzo nie nadałam) a potem wyszedl i się nie odezwał. Napisałam do niego ze dobrze ze do niczego nie doszlo i życzylam mu wszystkiego dobrego. Płakałam. On odpisał z tłumaczeniami,dlaczego tak zrobił itp. Przeprosił za chamskie odezwanie że szuka żony. poszłam na kolejny dzień do psychoterapeuty. Dalej utrzymywałam z nim kontakt, on w rozmowie napisał że chciałby mnie jeszcze raz zobaczyć, dać kwiaty, spędzić romantycznie dzień - nawet jeśli nic z tego nie wyniknie, bo po moim dramatycznym smsie że mnie strasznie skrzywdzil uznał że nie chce nic więcej (mimo że zapewniał mnie wcześniej , że marzył o mnie przez ostatni miesiac, że nie chciał się spotkać z nikim innym wtedy, bo myślalby tylko o mnie itp) .. Wydałam mu się zbyt histeryczna i chwiejna, po prostu. Na co dzień taka nie jestem, ale na co dzień nie mam takich doświadczeń..
Napisał tez że chciałby mnie ostatni raz pocałować. Zgodziłam sie, chciałam go tylko zobaczyć. Niestety jestem bardzo niepewna siebie w relacjach damsko męskich, nie cenie się.. Chciałam mieć go chociaż na chwilę, nic więcej..boję się związku, nie wiem co to jest, wystarczylo mi to, co zaproponował. Ale bałam się że na drugim spotkaniu jak mnie zobaczy to nagle mu się nie spodobam. Mam ten problem, że mimo że jestem świadoma że nie jestem jakaś bardzo nieatrakcyjna, to jestem bardzo niepewna siebie i swojej kobiecości. Powiedziałam żeby nie tracił czasu. On odpisał że nie jestem strata czasu, ale nie przyjechał. Potem mu to trochę wyrzucalam, utrzymalismy kontakt, rozmawialismy przez neta.. u mnie było trochę nieciekawie, miałam inne problemy i kontakt się z nim urwał na jakiś czas ale miałam go cały czas z tyłu głowy. W międzyczasie byłam na 2 randkach, ale żaden z nich mnie w ten sposób nie zauroczyl. O dziwo w ciągu miesiąca zaczepilo mnie 3(!)facetow na ulicy z prośbą o numer co ostatnio zdarzyło mi się chyba 5 lat temu...czułam się świetnie, kobieco w tym czasie, jak nigdy.
Odnowilam z Nim kontakt. Zadzwoniłam. Tak o... On powiedział, że myślał o mnie. Z nikim przez ten czas nie był. Potem sam zadzwonił, gadaliśmy z godzinę. I potem znowu zadzwonil.. Zaproponowałam że jak będzie u mnie w mieście - bo mieszka w innym..to możemy się spotkać na kawę. Powiedział że za miesiąc będzie na jakiejś imprezie i może wtedy. I znów przez miesiąc zawiesilismy kontakt. Przez ten czas cały czas żyłam jakąś nadzieja, myślałam o nim, kupowalam z myślą o nim ciuchy. Nie to że byłam w nim wtedy zakochana, ale miałam jakieś nadzieje, nie miałam jednak ciśnienia. W mojej głowie on był jakimś ucielesnieniem faceta, ideałem, nawet trochę go uważałam za swojego faceta...Bo nim parę godzin był? Ale Brałam pod uwagę że nawet się nie odezwie i się już nie spotkamy. Przeżyłabym to. Nawet zdziwiłam się że wysłał mi życzenia na święta.
Dzień przed przyjazdem dostałam SMS że jutro będzie i czy nie chce się spotkać... Przełożył spotkanie potem o 1 dzień z powodu kaca.. Spotkaliśmy się na kawę. Dostałam kwiaty. Spotkanie (bo nie wiem czy można było uznać to za randkę, czy kumpelskie spotkanie, nie ustaliliśmy tego, sama nie wiedziałam z jakim nastawieniem isc) było urocze. On od początku wpatrywał się we mnie jakby był zakochany, pogadaliśmy trochę, flirtowalismy. Dobrze mi z nim było. Mówił że najchętniej zostalby ze mną sam, że chciałby mnie przytulić. Mówił coś ze chciałby kiedyś przede mną kleknac.. . Zaproponował znów że może pojedziemy do mnie pooglądać jakiś film i poprzytulac się, ale bez seksu. Jak ostatnia łatwa idiotka, zgodziłam się. Zadzwonił do kumpla że u mnie zostaje na noc. Pod koniec naszej randki zmienil zdanie, stwierdził że to popsuje nasze relacje. Ze powinniśmy powoli.. Byłam trochę upokorzenia i zdziwiona.. I głupio się poczułam. Ale nie powinnam się dziwić, sama się zgodziłam.. Chciałam się po prostu do niego znów przytulić. Chciałam bardzo być z nim blisko, marzyłam o tym. Nie dałam po sobie za bardzo poznać. Chciał mnie na tej randce pocałować, ja go trochę wysmialam że za dużo się chyba napil.a tak naprawdę o niczym innym nie marzyłam. No nic, skończyło się nieciekawie. Nie wzięłam kwiatów. W nerwach rzuciłam że nie chce go znac. On sie wkurzył, ja zaczęłam jak debilka zmieniać zdanie jak zobaczyłam że on naprawdę sobie idzie i że może już się nie zobaczymy. Zaczęłam za nim iść i próbować to wytłumaczyć. Błąd, wiem, nawet przepraszać za to co powiedziałam. I tłumaczyć że mnie to zabolało co zaproponował, że chyba chciał mnie sprawdzić i że już mu nie ufam.. Ogólnie skończyło się bardzo nieciekawie. Dziwnie. Pominę szczegóły, generalnie zostawił mnie sama na przystanku z dala od domu. Nie zainteresował się, czy dojechałam cało. Byłam po tym wszystkim roztrzesiona i kolejne dni przeplakalam. Odezwała się znow, pierwsza. Napisałam długi list o sobie, o swojej przeszłości, problemach. Nie wiem dlaczego. On zadzwonił, mówił że chciałby mnie przytulić, że powinniśmy dużo rozmawiać, że tamta noc to nic, że to wszystko trzeba zacząć od początku od kolezenstwa i dopiero na tym cos ewentualnie budować, że musimy się poznać.
I tak zaczęło się nasze pisanie i telefony przez ok miesiąc, z czego połowa to była normalna przyjacielska rozmowa (ja miałam nadzieję na cos więcej, starałam się nie dać po sobie poznać) połowa to kłótnie i wyrzuty bo on np się obraził że na komplement że mam piękne oczy odpisałam że ja zakochałam się w jego na jednym zdjęciu na początku naszej znajomości.. I mnóstwo innych drobnych nieporozumień, i tłumaczeń czemu nie wyszła nam ta druga Randka a raczej czemu on nie napisał...
Wiedziałam że nic z tego nie będzie bo jasno zakomunikowal, że nie pisze pierwszy, bo facet to robi gdy chce być dla kobiety jej facetem, on chce jak coś być tylko kumplem. Zabolało, ale przyjęłam na klate..Gadaliśmy jak kumple, dla mnie on jednak był kims więcej, niestety, cały czas na niego patrzyłam jak na faceta. Poczułam że jak kogoś pozna to ja się będę czuła fatalnie że świadomością że mnie nie chciał bo coś ze mną nie tak. Cały czas mówiłam sobie "to ostatnia wiadomość, już nie piszę, zostawmy to tak jak jest bo czuje ze za bardzo się wkrecam, a to nie ma niestety przyszłości takiej jaka bym chciala"
Skończyło się tym, że napisałam pozdrowienia skądś, wysłałam zdjęcie miejsca. On jak zawsze był serdeczny,tak odpisał zdawkowo. Potem na moje 2 wiadomości nic nie odpisał. Po 2 dniach zapytałam jak głupia czy nie chce już kontaktu. Odpisał że sorry ale wszystkim kolegom i koleżankom odpisuje kiedy chce, że nikomu nie odmawia przyjaźni ale ja domagam się szczególnej uwagi, sorry ale chyba powinnam sobie znalezc męża i tym podobne zdania. Byłam w szoku, bo bywał chamski ale nie aż tak. próbowałam jakoś obrócić wszystko w żart,zalagodzic do momentu gdy poinstruowal mnie ze mogę go usunąć z kontaktow jak chce, że jak się nie podoba to mam nie pisać, że mam pisać maile czyli dłuższe wiadomości i rzadziej i sorry ze on znowu o tym ale z tej znajomości nic nie wyniknie. Żaden związek. I że jaka, jak nie internetowa ma być? Rzadko u mnie w mieście bywa. Nie odpisałam po tym wszystkim nic. Nie tylko dlatego że mnie zamurowalo albo jakby ktoś mi przywalil w łeb
Przez tydzień albo dwa czułam się najgorzej w całym moim życiu. Jakby ktoś bliski zasadzil mi 10 kopniec w brzuch. Facet który przez telefon mówił mi że byłoby mu źle gdyby u mnie było źle i że nie chce mnie skrzywdzić i że mam do niego dzwonić jak mi będzie źle albo będę chciała sie go poradzic. On wie że jestem samotna. Ze byłam kiedyś prześladowana przez dziewczynę na studiach, mówiłam mu o tym. A na koniec ten niby mój przyjaciel, mój pierwszy facet, ktoś przed kim otworzyłam się pierwszy raz w całym moim życiu, powierzyłam swoje sekrety, mówi mi że jestem kimś nieważnym, obojętnym, natretnym.
Minął prawie miesiąc od ostatniej wiadomości, zadzwoniłam do niego po kilku-kilkunastu? Dniach nie pamiętam, ale czułam że zaczynam wariowac, schowalam dumę do kieszeni i znów się narzucilam swoją osobą.. on już chłodno.. Zaproponowałam żeby to on może napisał tego maila nie ja.. Chociaż chciałam to skończyć, bo ta relacja mnie niszczyla od czasu naszego drugiego spotkania. Nie wiedziałam jak, czy sobie z tym poradzę. Jedyne co chciałam pisząc z nim żeby go jeszcze ostatni raz ujrzeć, spojrzeć w oczy, pójść na spacer na 5 minut... Dostać życzenia na święta. Tyle bo wiem że na więcej nie zasługuje. Tego mu nie powiedziałam, a chciałam. Spytałam tylko czy myśli że się kiedys jeszcze spotkamy. On powiedział że teoretycznie tak. Napisał tego maila, jakby nigdy nic, o tym co u niego, co mi poleca przeczytać, co o tym sadze... Już bez zwracania się po imieniu, ale niby po przyjacielsku..ja  nie odpisuje, nie wiem co mam robić. To wszystko wisi w powietrzu, nie umiem powiedzieć jak bardzo mnie skrzywdzil, ile dla mnie znaczyl jako mężczyzna i kumpel. Z jednej strony chce z nim mieć kontakt, z drugiej poniżyl mnie, dał do zrozumienia że się narzucam, zranił - przestałam dbać o siebie po tym wszystkim, jestem przygnębiona, czesto o nim myślę. Przez te kilka dni nie jadłam i nie spałam, nie byłam w stanie pracować, chodziłam jak jakiś zombie. Nie wiedziałam że słowa mogą tak zabolec. I to, że nie mogę się nawet bronić, bo postraszyl mnie ze mnie zablokuje jak jeszcze raz spytam czemu on nie odpisuje.. Nie mogę wymusić ani miłości ani sympatii ani szacunku. Nie wiem na czym stoję jeśli chodzi o relacje z nim. Bałam się do niego pisać żeby go tylko czymś nie urazić. Każda wiadomość czytałam dziesiątki razy zanim wysłałam. Nadałam mu tak duże znaczenie w swoim życiu a widziałam go tylko na żywo 2 razy... Gdyby tylko chciał to bym z nim była. On nie chce. Akceptuję to. Boli mnie to. Nie wiem co robić, jak się zachować. Chciałabym żeby wiedział tylko jak mnie zabolało to w jaki sposób mnie potraktował a raczej co napisał. Znów czuje się wykorzystana i odrzucona, jak bezwartościowa szmata.. Dla niego to było pewnie nic. Chciałabym znow gadać z nim jak z kumplem - jedynym jakiego mam - z facetem którego zdanie jest dla mnie ważne..ale to co napisał jest dla mnie nie do przeskoczenia. I nie wiem czy robię dobrze ze ignoruje jego maila, czy nie będę tego żałować, z drugiej strony nawet nie wiem co napisać w tej sytuacji... Boję się definitywnie skończyć bo był dla mnie zbyt ważny, za dużo z nim rozmawiałam, za blisko go dopuściłam, oddałam mu siebie, zaufalam. Boję się że będę miała albo już m a m jakiś uraz po tym. Czuję że będę sama przez całe życie. Nikt mi się już nie podoba. Sama już czuję się nieatrakcyjnie. Odpisać jakby nigdy nic co u mnie, zbagatelizowac? Minelo już 11 dni od tego jego maila.
Przepraszam że to wszystko jest takie chaotyczne i zbyt szczegółowe, ale potrzebuje pomocy... Nie znam się na tych sprawach, myślałam żeby siedzieć już cicho i w samotności cierpieć ale ja tak robiłam całe życie i źle na tym wyszłam, sama jak palec.. Dlatego nawet nie mam koleżanki której bym mogła się wyzalic

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Dziwna znajomość - skończyć, kontynuować? JAK?

Zgodnie z regulaminem dublowanie wątków jest zabronione, dlatego ten zamykam, a Ciebie proszę o zapoznanie się z naszymi zasadami i stosowanie do ich zapisów.
Z pozdrowieniami, Olinka

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

Posty [ 2 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwna znajomość - skończyć, kontynuować? JAK?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018