Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Strony Poprzednia 1 77 78 79

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2,965 do 2,981 z 2,981 ]

2,965

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Od kilku miesiecy mam natretne mysli. A zaczelo sie od tego, ze w wiadomosciach mowili o jakims wypadku i bardzo zal zrobilo mi sie kierowcy, bo sobie pomyslalam, jak on teraz musi bardzo cierpiec, ze niechcacy wyrzadzil komus krzywde. I sobie pomyslalam, ze osobiscie to nie wiem, jak bym sobie psychicznie poradzila, gdybym komus przez przypadek wyrzadzila krzywde. I od tego momentu stworzyla sie u mnie FOBIA. Ja akurat samochodu nie prowadze, nie mam prawa jazdy. Natretne mysli zaczely wiec mnie atakowac, ze jako pieszy rowniez moge byc zagrozeniem dla innych. A mianowicie, ze PRZEZ PRZYPADEK moge w kogos wpasc (bo go nie zauwaze) i ten ktos przez to wpadnie pod samochod. I teraz panicznie boje sie samochodow, chodze bardzo wolno, bardzo ostroznie, patrze wytezonym wzrokiem przed siebie, zybym tylko przez przypadek kogos nie popchnela albo w niego wpadla. Ale mimo ze tak bardzo uwazam, ciagle wydaje mi sie ze moze jednak w kogos wpadlam. Jesli przede mna przejezdza samochod, albo jak przechodze przez ulice (przechodze zawsze na pasach i przy sygnalizacji) to i tak ogarniaja mnie watpliwosci czy moze jednak kogos nie popchnelam i ten ktos wpadl pod samochod. Wiec zeby mniec pewnosc, przystaje i sprawdzam. A czasami to sprawdzanie trwa bardzo dlugooooo, az nie uzyslam 100% gwarancji ze nic sie nie stalo. Czesto sie zdarze, ze nawet stojacy samochod wywoluje w mnie panike i znowu ogarniaja mnie watpliwosci i znowu sprawdzam. W ciagu 15 minutowego spaceru przez miasto potrafie miec conajmniej kilkanascie mysli. Jednym slowem, samochod kojarzy mi sie z zagrozeniem. Ja o siebie sie nie boje, tylko o innych. Bardzo ciezko mi z tym, doslownie jestem wykonczona. Cieszylabym sie gdyby na swiecie nie bylo zadnych samochodow.
Oprocz tej jednej fobii, nie mam zadnej innej. Jak jestem w supermarkecie, czy w jakimkolwiek innym miejscu gdzie jest mnostwo ludzi, ale nie ma samochodow, to ja sie niczego nie boje, nawet mi przez mysl nie przejdzie ze w kogos moglabym wpasc przez przypadek. Gdyby nie bylo samochodow, to ja nie mialabym choroby.
Czy ktos moglby mi cos poradziec jak z tego wyjsc, jak odgonic te natretne mysli?!, jak odgonic te fobie?!, zebym na widok samochodu nie wpadala w panike, ze cos sie stalo, zebym nie miala watpliwosci czy w kogos wpadlam. Tak bardzo chcialabym znowu moc chodzic po miescie jak kiedys, bez strachu, bez poczucia ze moge byc jakims zagrozeniem dla innych. BARDO PROSZE O POMOC!!!

Zobacz podobne tematy :

2,966

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witaj kredka30a,
Spróbuj patrzeć nie na samochód tylko na kierowcę, który w nim siedzi. To człowiek, podobny do ciebie, ma swoje myśli, jest (przynajmniej powinien być) odpowiedzialny za siebie i za swoje czyny. W przypadku zagrożenia, nawet wepchnięcia kogoś pod jego pojazd zareaguje, mniej lub bardziej prawidłowo.
Przenieś odpowiedzialność. Pamiętaj, że każde zdarzenie to zbiór przypadków, zbiór ludzi. Ty, która przez przypadek możesz kogoś popchnąć, ta osoba, ktora nie zachowując równowagi może polecieć na ulicę i w końcu kierowca, który może tej osoby nie zauważyć. Pamiętaj również, że każdy jest mniej lub bardziej ostrożny i zachowuje sie w taki sposób by uniknąć tego zagrożenia. Nie bierz całej odpowiedzialności za to na siebie.
Swoją drogą możesz zrobić test ze znajomą albo znajomym w bezpiecznych warunkach, z dala od samochodów. Popchnij go, zobaczysz jak trudno jest przepchnąć kogoś chociażby o metr dalej. Idźcie obok siebie i szturchnij ją ramieniem, biodrem, przekonasz się, że nic się nie stanie.

Pozdrawiam

2,967

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Bardzo się cieszę  ze piszecie o swoich dolegliwościach jest  to bardzo potrzebne  ludzi a takim  jak ja piszecie jak radzicie sobie chętnie   skorzystam

2,968

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam Wszystkich Cieplutko smile Ja sie borykam z nerwica od pol roku hmm coz moge napisac ,,jest roznie i rozne sa dni ,raz lepsze raz gorsze ,raz sie smieje raz placze ,raz wysprzatam cale mieszkanie zas sa i takie dni w ktorych ciezko umyc mi kubek ,,ale daje rady najwazniejsze pomalu swoim tepem .Dodam ze ostatnio zle sie czulam bardzo mi sie krecilo w glowie i poszlam do neurologa na wizyte i na eeg glowy hmm badanie mnie zaskoczylo bo wyszloo tak na chlopski rozum ze moj mozg wogole nie odpoczywa ,on kreci sie na najwyzszych obrotach ,lekarz spytal jak ja funkcjonuje heh odpowiedzialam normalnie .przepisal tabetki po ktorych czuje sie duzo lepiej ..A co do nerwicy hmm mysle ze jej sie nie pozbede do konca tylko poprostu bede z nia zyc raz ona na gorze raz jaa..uslyszalam ostatnio ze na takie choroby choruja ludzie ktorzy sa bardzo wrazliwi hmm cale zycie wydawalo mi sie ze jestem twarda i nic mnie nie zlamie..zaczelam mysles o psychoterapi {bo leki swoja droga ale ktos musi  wytlumaczyc jak sobie radzic } i pomyslalam tez nad senatorium dla takich ludzi hmm co myslicie o tym ?pozdrawiam

2,969

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Nino, to prawda. Twój mózg nie odpoczywa, bo mu nie pozwalasz. Usłyszałam to samo kiedy zdecydowałam się na psychoterapię, co najciekawsze z zupełnie innego powodu niż nerwica. Nawet nie podejrzewalam, że na nią cierpię, ale teraz z perspektywy czasu widzę jak niszczyła moje życie. Niestety tez dowiedziałam się że nie można tego wyleczyć do końca,  ale wiem ze można poprawić jakość swojego życia.  Ja m.in. zauważyłam, ze znacznie zmiejszyla się u mnie częstotliwość wystepowania migren. Ogólnie mając wiedzę i świadomość, jaką zyskałam dzięki terapii jestem dobrej myśli, bo wiem ze można jednak panować nad tym co nam się w głowach rodzi a co powoduje tyle negatywnych odczuć i dolegliwości.

2,970

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
nina8735 napisał/a:

Witam Wszystkich Cieplutko :) Ja sie borykam z nerwica od pol roku hmm coz moge napisac ,,jest roznie i rozne sa dni ,raz lepsze raz gorsze ,raz sie smieje raz placze ,raz wysprzatam cale mieszkanie zas sa i takie dni w ktorych ciezko umyc mi kubek ,,ale daje rady najwazniejsze pomalu swoim tepem .Dodam ze ostatnio zle sie czulam bardzo mi sie krecilo w glowie i poszlam do neurologa na wizyte i na eeg glowy hmm badanie mnie zaskoczylo bo wyszloo tak na chlopski rozum ze moj mozg wogole nie odpoczywa ,on kreci sie na najwyzszych obrotach ,lekarz spytal jak ja funkcjonuje heh odpowiedzialam normalnie .przepisal tabetki po ktorych czuje sie duzo lepiej ..A co do nerwicy hmm mysle ze jej sie nie pozbede do konca tylko poprostu bede z nia zyc raz ona na gorze raz jaa..uslyszalam ostatnio ze na takie choroby choruja ludzie ktorzy sa bardzo wrazliwi hmm cale zycie wydawalo mi sie ze jestem twarda i nic mnie nie zlamie..zaczelam mysles o psychoterapi {bo leki swoja droga ale ktos musi  wytlumaczyc jak sobie radzic } i pomyslalam tez nad senatorium dla takich ludzi hmm co myslicie o tym ?pozdrawiam

Witaj,
Cieszę się że fizycznie czujesz się lepiej :)
Natomiast skąd wiesz że masz nerwice? Psychiatra ci ją stwierdził? Objawy, które wymueniłaś niekoniecznie świadcza o nerwicy. Spadek nastroju, czy wachania nastrojów mogą się zdarzać z wielu powodów np.z chormonów. Mówię ci o tym bo jak masz dolegliwości fizyczne to to się może ze sobą łączyć właśnie z powodów złej pracy chormonalnej. Też mam często tak jak ty a nerwicy wcale nie mam.
A przed pojawieniem się nerwicy, przeżyłas coś akurat trudnego? Miewałas ciężkie okresy? Pytam bo nerwica raczej nagle, na zawołanie bez powodu się nie pojawia.
Ponadto objawia się ona przedewszystkim wszelkimi NIEUSTAJĄCYMI natrectwami myślowymi, ruchowymi itd. To że czegoś ci się danego dnia nie chcę lub masz dola to nie nerwica, bo chyba wszyscy byśmy ją mieli.
Pozdrawiam :)

Wsłuchaj się w te słowa i zapamiętaj je, następnie wstań i wykrzycz je temu, który  uczynił je tobie! Życie jest tylko jedno i albo je przeżyjesz godnie, albo przeminie w tle piekła bezpowrotnie. Zatem powstań-walcz-tańcz i ciesz się życiem! smile
https://m.youtube.com/watch?v=d9FnreOC5uY

2,971

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

hej, ja jeszcze nie wiem czy borykam się z nerwicą, ale może wy mi powiecie co o tym myślicie. Moja historia zaczęła się od tego, że 5 miesięcy temu w 7 miesiącu ciązy dowiedziałam się ze serce mojego dziecka nie bije.. Na początku to był szok, płacz, ale jakoś tak nie do końca to docierało. Później byłam miesiąc w domu, ale za namową rodziny wróciłam do życia. Pierwszy dzień był kiepski, ale później już było lepiej, nawet powiedziałabym, że w jakimś sensie mi to pomogło. Jakoś tak życie się toczyło przez te 5 miesięcy, ale 2 tygodnie zaczęłam się dziwnie czuć. Na początku naczytałam się historii, na stronie fundacji, którą wspieram finansowo. Wcześniej mi to nie przeszkadzało, ale nagle zaczęłam się bać o swoje życie i o życie bliskich. Też 2 miesiące temu zmarło dwóch moich znajomych, jeden był ciężko chory, a drugi nie wiadomo z jakiego powodu.. Zaczęłam się źle czuć, ogólne osłabienie, ból głowy. Zrobiłam badania i wyszły podwyższone leukocyty. Oczywiście naczytałam się internetu i już byłam pewna, że na pewno to białaczka.. Oczywiście nic mi nie jest, to była zwykła grypa stąd te podwyższone leukocyty. I tak zaczęłam się nagle bardzo bać śmierci, co będzie z nami po życiu. Jestem katoliczką, próbuje to sobie tłumaczyć wiecznym życiem, rajem itp. ale jakoś nadal łapią mnie czarne myśli. Codziennie czuję taki dyskomfort, taki niepokój. Nie mogę słuchać wiadomości kiedy mówią o śmierci, czy nawet oglądać reklam o chorych osobach. Stało się to tak nagle, w sumie tamtego weekendu 2 dni pod rząd piłam alkohol i nagle w nocy obudziłam się z niewyobrażalnym lękiem. Teraz już tak nie mam, jeśli się budzę to raczej jestem lekko zdenerwowana, ale to z tego, że zaraz mam czarne myśli w głowie. Boję się, że umrę albo ktoś mi bliski i nie zdążymy się pożegnać. Po prostu te myśli już zaraz mnie wykończą.. Kiedy wychodzą do ludzi jest okej w miarę dobrze się czuje, jeśli się denerwuje biorę Sedatif PC. Najgorsze są wieczory i momenty kiedy jestem sama. Już sama nie wiem co mi się dzieje. Czy to może etap żałoby po dziecku? Czy początki depresji, nerwicy ? Ostatnio też zaczęłam dużo więcej płakać, w sumie bez powodu. Czy może ktoś tak miał? Dodam, że w przyszłym tygodniu mam wizytę u psychologa, ale znowu cięzko mi się tak czeka. Każde delikatne ukłucie już sobie przypisuje nieuleczalnej chorobie. Też tak miałam, że często sprawdzały się moje przeczucia i boję się, że teraz też coś się stanie..

2,972

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
kasienkaa napisał/a:

hej, ja jeszcze nie wiem czy borykam się z nerwicą, ale może wy mi powiecie co o tym myślicie. Moja historia zaczęła się od tego, że 5 miesięcy temu w 7 miesiącu ciązy dowiedziałam się ze serce mojego dziecka nie bije.. Na początku to był szok, płacz, ale jakoś tak nie do końca to docierało. Później byłam miesiąc w domu, ale za namową rodziny wróciłam do życia. Pierwszy dzień był kiepski, ale później już było lepiej, nawet powiedziałabym, że w jakimś sensie mi to pomogło. Jakoś tak życie się toczyło przez te 5 miesięcy, ale 2 tygodnie zaczęłam się dziwnie czuć. Na początku naczytałam się historii, na stronie fundacji, którą wspieram finansowo. Wcześniej mi to nie przeszkadzało, ale nagle zaczęłam się bać o swoje życie i o życie bliskich. Też 2 miesiące temu zmarło dwóch moich znajomych, jeden był ciężko chory, a drugi nie wiadomo z jakiego powodu.. Zaczęłam się źle czuć, ogólne osłabienie, ból głowy. Zrobiłam badania i wyszły podwyższone leukocyty. Oczywiście naczytałam się internetu i już byłam pewna, że na pewno to białaczka.. Oczywiście nic mi nie jest, to była zwykła grypa stąd te podwyższone leukocyty. I tak zaczęłam się nagle bardzo bać śmierci, co będzie z nami po życiu. Jestem katoliczką, próbuje to sobie tłumaczyć wiecznym życiem, rajem itp. ale jakoś nadal łapią mnie czarne myśli. Codziennie czuję taki dyskomfort, taki niepokój. Nie mogę słuchać wiadomości kiedy mówią o śmierci, czy nawet oglądać reklam o chorych osobach. Stało się to tak nagle, w sumie tamtego weekendu 2 dni pod rząd piłam alkohol i nagle w nocy obudziłam się z niewyobrażalnym lękiem. Teraz już tak nie mam, jeśli się budzę to raczej jestem lekko zdenerwowana, ale to z tego, że zaraz mam czarne myśli w głowie. Boję się, że umrę albo ktoś mi bliski i nie zdążymy się pożegnać. Po prostu te myśli już zaraz mnie wykończą.. Kiedy wychodzą do ludzi jest okej w miarę dobrze się czuje, jeśli się denerwuje biorę Sedatif PC. Najgorsze są wieczory i momenty kiedy jestem sama. Już sama nie wiem co mi się dzieje. Czy to może etap żałoby po dziecku? Czy początki depresji, nerwicy ? Ostatnio też zaczęłam dużo więcej płakać, w sumie bez powodu. Czy może ktoś tak miał? Dodam, że w przyszłym tygodniu mam wizytę u psychologa, ale znowu cięzko mi się tak czeka. Każde delikatne ukłucie już sobie przypisuje nieuleczalnej chorobie. Też tak miałam, że często sprawdzały się moje przeczucia i boję się, że teraz też coś się stanie..

Witaj,
To niekoniecznie musi być nerwica. Takie lęki mogą występować u ciebie na skutek trudnych i nadmiernie obciążających psychikę przeżyć. Też miałam kiedyś podobnie, ale to po tym kiedy przeżywałam jeden z najcięższych momentów w życiu i wszystkie problemy ludzkości zwaliły się na mnie. Ja bym ci polecała jak najczęściej wychodzić z domu, zajmować się czymś, albo pasją, hobby, praca, wolntariatem czym kolwiek co odwróci twoja uwagę od czarnych myśli.
Jesteś wierzaca? Skoro tak, to przejdz się kiedy pojawią się czarne myśli do kościoła (najlepiej pustego) i się pomódl. Modlitwa pomaga się wyciszyć i uspokoić. Polecam też techniki medytacji. A czarne myśli starać się odganiac, tłumaczyć sobie że to stan przejściowy bo przecież i tak ma być co będzie. W końcu nie zbadane są zamiary Pana.
A tak pozatym zrób sobie badania hormonalne. Większość tego typu zachowań jak twoje jest często skutkiem nieprawidłowej pracy, któregoś z chormonów. Jeżeli to wszystko zrobisz i upewnisz się że faktycznie nic nie pomogło, a te zachowania nie ustępują przejdz się do psychiatry/psychologa.
Zresztą do psychologa możesz nawet teraz to nigdy nie zaszkodzi, może ci ewentualnie poprawić nastrój smile smile

Wsłuchaj się w te słowa i zapamiętaj je, następnie wstań i wykrzycz je temu, który  uczynił je tobie! Życie jest tylko jedno i albo je przeżyjesz godnie, albo przeminie w tle piekła bezpowrotnie. Zatem powstań-walcz-tańcz i ciesz się życiem! smile
https://m.youtube.com/watch?v=d9FnreOC5uY

2,973

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Dokładnie kaasienka- to zle samopoczucie po traumie, ale warto udać sie do psychologa by to choć trochę wyciszyć.

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

2,974

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam wszystkich,
Chciałabym opisać wam moją historię jak to wszystko zaczęło się u mnie.
Czytałam wasze wątki ale nie wszystkie, jest ich na prawdę dużo ( ale już wiem że nie jestem z tym sama trochę mi ulżyło smile )
Ale do sedna

Mam 25lat od urodzenia mieszkałam w małym mieście (kocham swoje miasto!) Tam mam całą rodzinę, znajomych,
tam poznałam mojego narzeczonego, zakochałam się w sporcie, podjęłam pierwszą pracę i skończyłąm studia.
Byłam bardzo aktywnym człowiekiem w ciągu jednego dnia potrafiłam iść na siłownię potem na uczelnie, do pracy i jeszcze
znajdywałam czas dla znajomych ( teraz jak o tym myślę mówię sobię- Wow dużo jak na jeden dzień ale przynosiło
mi to radości, czułam się szczęśliwa smile
Przyszedł taki moment w którym ze względu na brak pracy, wraz z narzeczonym postanowiliśmy się przeprowadzić do dużo
większego miasta w zasadzie to on podjął taką decyzję a ja ruszyłam za nim (nie byłam w stanie wyobrazić sobie związku
na odległość )I chyba ta decyzja nieco mnie przerosła.

Tydzień przed przeprowadzką rozsypałam się, chyba dotarło do mnie że nie jestem jeszcze gotowa na taką syuację.
Chodziłam jak żywe zoombie, byłam wewnętrznie rozdarta, przygnębiona, było mi przykro
że zostawiam znajomych, rodzinę z którą wiąże mnie silna więź, że zaczynam wszystko od nowa. Dzień przed wyjazdem pękłam.
Wpadłam w ramiona mamy i płakałam jak dziecko próbując usilnie złapać oddech, krótka rozmowa uspokoiła mnie i następnego
dnia ruszyliśmy w drogę. Wszystko układało się świetnie w raz z narzeczonym zaczęliśmy wspólne życie, po mniesiącu
znalazłam pracę i zawarłam nowe znajomości, wielkość miasta trochę mnie przerażała ale z czasem się przyzwyczaiłam.
Po miesiącach pracy, nie przedłużono mi umowy i się zaczęło...

moim zajęciem było zajmowanie się domem, cały czas siedziałam w czterech ścianach, wpadłam w rutynę, bezowocne poszukiwanie
pracy zaczynało mnie dołować, brak znajomych i tęsknota za rodziną (co prawda oddalona ode mnie tylko albo i aż o 1,5h
jazdy samochodem), gdy jeździłam na weekendy do mojego małego miasta - żyłam! Gdy wracałam - usychałam.
i tak się to ciągnęło przez rok nauczyłam się jednak organizować sobie czas by się nie zamartwiać, Gdy narzeczony był
w pracy ja wychodziłam na spacery, robiłam zakupy, gotowałm, nawet zaczęłam ćwiczyć w domu.

Pewnego dnia a dokładnie 5miesięcy temu zaczęłam odczówać kołatania serca nie było to dla mnie nic nowego bo zdarzało się
to już wcześniej raz na 2-3tyg jedno mocne uderzenie serca i spokój ale tamtego dnia serce zaczęło walić jak szalone
trwało to codziennie, co sekunde przez 7 dni, kołatania były na tyle silne że nie pozwalały mi usnąć myślałam że zaraz umrę,
w końcu 3dnia za namową narzeczonego poszłam do lekarza, zrobiono mi ekg, echo, holter 24h i pobrano mi krew w między czasie
serce się uspokoiło a kardiolog stwierdził że jestem zdrowa i żebym się nie martwiła bo to normalne że takie kołatania występują
i że może się to powtarzać, zaczęłam zarzywać magnez i pomogło do tej pory nie miewam już
takich problemów za to po miesiącu zaczęły się kłopoty z żołądkiem. po 2ch miesiącach brania leków (które pomogły) ból wrócił
a ja postanowiłam tego nie bagatelizować i zrobiła usg jamy brzusznej i gastroskopie, wyniki? lekkie zapalenie błony śluzowej żołądka, czyli
wszystko ok, jakby tego było mało zaczęłam odczówać silny ucisk w gardle (już w trakcie leczenia żołądka) zrobiłam usg tarczycy
ft3 i ft4 z krwi - zdrowa jak ryba. Uczucie kuli w gardle i ucisk trwał 3miesiące ale uporałam się z tym i to potworne uczucie
zniknęło, żołądek też już pracuje jak powinien z czego jestem bardzo zadowolona. Jednak pozostała jedna rzecz która
trwa nadal a mianowicie chodzi o trzęsące się ręce i nogi, niepokój, rozdrażnienie, dekoncentracja, ogólne zmęczenie, długotrwałe zawroty,
uczucie ciężkiej głowy, czasami ból mięśni, mokre dłonie i stopy.

niektórzy mnie pytają (może czymś się denerwujesz, zamartwiasz?) martwię się tylko tym, że te objawy nie ustępują ( i tu chyba
jest pies pogrzebany)że to nie minie, cały czas o tym myślę, nie daje mi to spokoju, czuję że jestem spięta, nie czuję
się sobą a raczej tak jakby ktoś wypuścił ze mnie powietrze. Potrafię usiąć na kanapie z kubkiem herbaty przy ciekawym filmie
ale po chwili zaczynam myśleć o tym wszystkim i zaczyna robić mi się słabo, duszno, robią mi się zimne dłonie, czuję jakbym
miała zaraz zemdleć chociaż nigdy odkąd mam te objawy do tego nie doszło.
Ostatnio zdarza się to często, dlatego odmawiam wyjścia do kina, na basen, na miasto bo boję się że mogę tak się poczuć wśród
ludzi, chciałabym żeby było jak kiedyś. Nie byłam z tym u żadnego lekarza specjalisty.
i nikomu o tym nie mówiłam ale postanowiłam to z siebie wyrzucić-jesteście pierwsi obcym ludziom łatwiej jest się wygadać
w tedy gdy sami borykają się z podobnym problemem.

Gdy przychodzi moment w którym zaczynam panikować powtarzam sobie w głowie: Spokojnie, przecież nic się nie dzieje weź głęboki oddech
i pomyśl o zabawnych sytuacjach z przeszłości, pomyśl o tym co sprawiało że się śmiałaś/łeś
Wiem że to może wydawać się trudne dla niektórych głupie ale nawet gdy tego nie chcecie zmuście się, odwrócicie uwagę od nieprzyjemnych
myśli a może nawet uda Wam się wywołac choć chwilowy uśmiech na twarzy.
Ciepła kąpiel z olejkiem lawendowym uspakaja, pozwala się zrelaksować  Techniki oddechowe też bardzo pomagają
Mój problem trwa od niecałych 3 miesięcy źle się z tym czuję i chcę to zmienić!
Dlatego pierwszym krokiem było opowiedzenie Wam o mojej sytuacji.

Mam ogromną nadzieję że moja historia Was nie zanudziła a wszystkim borykającym się z tym problemem gorąco pozdrawiam, Nie poddawajcie się!!!

2,975 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2018-03-01 12:22:03)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witajcie... w nerwicy najważniejsze jest zdać sobie sprawę, że wiele osób ma to samo co my i że jest to stan tylko przejściowy... Bardzo ważne jest czytanie książek typu* jak pokonać nerwicę* itp. Ja właśnie czytając książki o ludziach, którzy cierpią na nerwicę, w końcu zdałam sobie sprawę z tego, że nie jestem sama w tym problemie i że nerwicę da się pokonać. Wiele osób w chwilach paniki przeciwstawia się temu, a tu chodzi o to, aby się z atakami paniki pogodzić i mieć świadomość, że w każdej chwili jesteśmy bezpieczni i nic się nam nie stanie, to jest po prostu psychologia, którą musimy zrozumieć, jeśli chcemy wyjść z nerwicy.
Nie ukrywam, że bardzo mi pomógł również produkt proargi9+ który zażywam od kilku miesięcy. Jest to produkt, który wytwarza w organiźmie tlenek azotu ( tlenek azotu jest odpowiedzialny za przekazywanie impulsów nerwowych ) i wiele osób jak się dowiedziałam od mojej lekarki kardiolog, już po kilku dniach poczuło dużą różnicę w poprawie samopoczucia, minęły ataki paniki. Nie jest to lek, więc nie powoduje skutków ubocznych. Polecam wpisać do google: spam i  poczytać, bo na ich stronie jest bardzo dokładnie opisane jak działa proargi.
Dodam jeszcze, że ważny jest również kontakt z przyrodą i należy ograniczyć wszystkie "napoje wyskokowe" w tym kawę i herbatę, które tylko podnoszą ciśnienie i działają na chwilę i powodują często ataki paniki, pozdrawiam:)

2,976

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Nerwica jest chorobą, a już na pewno nie jest stanem przejściowym (???). ZAWSZE ma głębszą przyczynę, z której bardzo często (mechanizmy obronne !) nie zdajemy sobie sprawy.  Czytanie odpowiednich książek może wspomóc nasze leczenie, może uświadomić nam więcej niż wiemy, ale niestety bez leczenia  nerwica nie minie. Mogą być okresy całkowitej ciszy i spokoju, ale to pozorny spokój. Ja przez całe lata żyłam z nadzieją, że już nie wróci. Pojawiła się w najmniej spodziewanym momencie. Pomogły lata terapii.

2,977

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Ja mam 27 lat i chyba od dziecka cierpię na nerwice i depresję, już nawet się do tego przyzwyczaiłam. Ale ostatnio miałam ciężki napad depresji razem z nerwicą i usłyszałam o Nowennie Pompejańskiej. Na początku myślałam , że nie dam rady ale teraz jestem szczęśliwa że wytrzymałam i odmówiłam, że nie zrezygnowałam i Matka Boża i naprawdę pomogła, czuję się lepiej, bardziej wierzę w siebie. Proszę spróbujcie odmawiać, to Nowenna nie do odparcia co znaczy że wszystkim pomaga!!

2,978

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam

Moja walka z nerwicą trwa kuż kilkanaście  lat. Są lepsze i gorsze chwile, przeszłam terapie lekami , chodziłam również na psychoterapię. Wiem już że ona zawsze będzie w moim życiu, czasami mnie opuszcza i nie daje o sobie znać po to żeby za jakiś czas wrócić i znowu mnie męczyć. Objawy są bardzo różne, zmieniają się żebym nie mogła się przyzwyczaić, ale jest zawsze jeden stały: LĘK. Wszyscy którzy żyją z nerwicą wiedza co mam na myśli, jesteśmy bardzo wrażliwi, nawet jak nam się wydaje ze jest inaczej . Ja mam tye szczęścia że wspiera mnie w gorszych chwilach mój mąż, chociaż widze w jego oczach że nie rozumie tego co się dzieje, ale co się dziwić jak ja sama nie rozumię. Bo niby wszystko już wiem o tej chorobie, nauczyli mnie radzić sobie w różnych stanach, a jednak bywa tak że potrafi mnie tak zaskoczyć że sobie nie radzę, wtedy pozostaje tylko przeczekać. Zbliża się jesień, znowu będą gorsze dni- reaguje bardzo na zmiany pogody, ale pocieszam się ze  nie pierwsza i nie ostatnia...., pozdrawiam wszystkich wrażliwych

2,979

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Z ogromnym zainteresowaniem przeczytalam cały watek-pozdrawiam wszystkie osoby, które tam się wypowiadały, a szczególnie stokrotke, bo to ona założyła ten wątek. Super sprawa. Ja też wiem czym jest nerwica lekowa, depresja i to wszystko o czym pisano w tym wątku. Z tych kilkudziesięciu stron wyciągnęłam kilka wniosków a jeden z nich jest chyba najlepszy. Otóż podstawa uwolnienie się od tej przykrej koleżanki nerwicy jest wyciszenie nerwów, odpowiednimi lekami wyciszyć skolatane nerwy i będzie dobrze. Piękne dziewczyny tu pisały i cudownie że sobą rozmawiały wspierając się jak najlepiej.

2,980

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Hej czy jest tu jeszcze ktoś? Czy to stare forum

2,981

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
Remi napisał/a:

Najlepszym sposobem na nerwicę jest niemyślenie o niej. To choroba umysłu. A umysł można opanować, zmusić do innego myślenia. Nie trza leków, trza nie myśleć o tym. Wiem, bo pare lat temu mnie uderzyła. W ciągu paru mcy sobie poradziłem smile

Nie jest to takie proste, że od niemyślenia przechodzi.
Ale zgodzę się z tym, że dużo daje zmiana podejścia z 'walki z nerwicą' na 'naukę życia z problemem'.

"[...]po raz kolejny upewniłem się w od dawna nurtującej mnie idei, iż życie składać się też może z kilku zdań. Kilka zdań może krążyć wokół ciebie przez całe życie. Od czasu do czasu będą ci je przypominali najzupełniej przypadkowi rozmówcy. Przeczytasz je w codziennej gazecie, w przypadkowo otwartej powieści. Reszta zaś - wszystko, co powiesz i usłyszysz - będą to wariacje na ich temat."

Posty [ 2,965 do 2,981 z 2,981 ]

Strony Poprzednia 1 77 78 79

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018