Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 26 ]

1

Temat: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

W październiku zeszłego roku poznałam w internecie faceta, który mieszka w Niemczech, niecałe 4h drogi ode mnie. Pisaliśmy ze sobą przez jakoś miesiąc, ponieważ oznajmiłam mu, że jestem świeżo po zerwaniu z facetem i nie w głowie mi związki, zresztą nie chcę być z kimś na odległość, bo dla mnie to żaden związek. Ja potrzebuję osoby blisko siebie, żeby mieć z nią kontakt, spotykać się, poznawać, patrzeć podczas rozmowy, słyszeć ton głosu, mimikę, zachowanie. Po prostu poznać kogoś normalnie. Znajomość rozeszła się po kościach. Dokładnie nie pamiętam jak to było, w każdym razie przestał się chyba odzywać. Później widziałam na jego profilu na fb, że chyba poznał jakąś kobietę.  Jakoś 3 miesiące temu ponownie założyłam konto na portalu randkowym. On również tam był i napisał do mnie. Oznajmiłam mu, że możemy mieć kontakt (bo czemu nie?), ale raczej żeby na nic nie liczył, bo nadal utrzymuję swoje stanowisko przy tym, że potrzebuję osoby "na miejscu". Ale tak sobie pisaliśmy i pisaliśmy, aż wreszcie zadeklarował, że przyjedzie. No i przyjechał na 2 dni (w mieście w którym mieszkam ma mamę). Spotkanie odbyło się w miłej atmosferze. Poszliśmy na spacer a później do kawiarni. Po spotkaniu napisał smsa, że dziękuje itd. Po jakiejś godzinie napisał, że przyjedzie ponownie za 2 tygodnie. Na drugi dzień pojechał znowu do Niemiec. Mówił, że jest tam już 7 lat, że chce zostać na stałe i, że stara się o obywatelstwo.  No i tak sobie znajomość kwitła przez te 2 tygodnie w oczekiwaniu na ponowne spotkanie. Do ponownego spotkania po tych dwóch tygodniach nie doszło, bo powiedział, że niestety musi pracować. I zadeklarował się, że postara się jak najszybciej przyjechać. I tak za chwilę minie drugi miesiąc jego cotygodniowych deklaracji, że "za tydzień/dwa" przyjedzie. Ciągle tłumaczy się pracą. Pracuje od poniedziałku do piątku (czasem w soboty). Odkąd tylko pamiętam, to te "czasem soboty" zamieniły się na "każde soboty". Miał na "100%" być tydzień temu, ponieważ szef wysłał go do Polski po jakieś auto służbowe. Oczywiście w dzień przyjazdu oznajmił, że szef jednak powiedział, że auto jeszcze nie jest zrobione i w tą sobotę pracował. Deklarował się, że na miliard % przyjedzie na moją obronę (22 września), żeby mnie wspierać, być obok mnie. Dziś się dowiedziałam, że oczywiście nie przyjedzie, bo będzie pracować.
Nie odzywałam się do niego od zeszłej niedzieli, bo po prostu mam już po dziurki w nosie tych jego nic niewartych deklaracji. On codziennie pisał rano smsa, że "dzień dobry, jak się czujesz?" dzień w dzień. Ja mu nie odpisywałam, bo po prostu jestem tym wszystkim już zmęczona. Dziś kolejny raz napisał "dzień dobry..." i po tych paru dniach milczenia odpisałam, że właśnie się uczę i czy przyjedzie na obronę. Wyżej napisałam jaka była odpowiedź.

Proszę mi napisać trzeźwym okiem, czy jest sens kontynuować znajomość? Skoro on praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać? Jeżeli chodzi o mnie, to na chwilę obecną jestem uziemiona w Polsce i nie mogę pojechać do niego.. zresztą, po co miałabym jechać, skoro on praktycznie nigdy na nic nie ma czasu? A i tak widzieliśmy się tylko raz.
Żony raczej nie ma, dziewczyny pewnie też. Choć tydzień temu (jak jeszcze mu odpisywałam) spytał się mnie, jak na fb w opcjach zablokować możliwość widzenia znajomych..., bo powiedział, że nie wszyscy muszą wiedzieć co się u niego w życiu prywatnym dzieje.

Proszę o radę. Czy dobrze postąpiłam olewając go przez te parę dni? Czy jest sens kontynuować znajomość z kimś, kto wiecznie nie ma czasu? Naprawdę jestem w kropce.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać
Ysera napisał/a:

(...)zresztą nie chcę być z kimś na odległość, bo dla mnie to żaden związek. Ja potrzebuję osoby blisko siebie, żeby mieć z nią kontakt, spotykać się, poznawać, patrzeć podczas rozmowy, słyszeć ton głosu, mimikę, zachowanie. Po prostu poznać kogoś normalnie. (...) Oznajmiłam mu, że możemy mieć kontakt (bo czemu nie?), ale raczej żeby na nic nie liczył, bo nadal utrzymuję swoje stanowisko przy tym, że potrzebuję osoby "na miejscu"


Tak określasz swoje potrzeby w relacji z drugą osobą. Tutaj nie zapowiada się, aby zostały spełnione. Nawet jeśli nie zakładamy złej woli tego mężczyzny, to musisz mieć świadomość, że właśnie w ten sposób może wyglądać Wasz związek. Jak wyobrażasz sobie też miejsce zamieszkania, jeśli on wprost mówi, że chce zostać na stałe za granicą? Byłabyś gotowa przeprowadzić się dla niego? Na razie sytuacja jest skomplikowana już na etapie poznawania się. Niepokojące są jego zapewnienia, że do Ciebie przyjedzie, jeśli później zawsze coś mu wypada.

What kind of Heresy is this?

3

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać
Ysera napisał/a:

W październiku zeszłego roku poznałam w internecie faceta, który mieszka w Niemczech, niecałe 4h drogi ode mnie. Pisaliśmy ze sobą przez jakoś miesiąc, ponieważ oznajmiłam mu, że jestem świeżo po zerwaniu z facetem i nie w głowie mi związki, zresztą nie chcę być z kimś na odległość, bo dla mnie to żaden związek. Ja potrzebuję osoby blisko siebie, żeby mieć z nią kontakt, spotykać się, poznawać, patrzeć podczas rozmowy, słyszeć ton głosu, mimikę, zachowanie. Po prostu poznać kogoś normalnie. Znajomość rozeszła się po kościach. Dokładnie nie pamiętam jak to było, w każdym razie przestał się chyba odzywać. Później widziałam na jego profilu na fb, że chyba poznał jakąś kobietę.  Jakoś 3 miesiące temu ponownie założyłam konto na portalu randkowym. On również tam był i napisał do mnie. Oznajmiłam mu, że możemy mieć kontakt (bo czemu nie?), ale raczej żeby na nic nie liczył, bo nadal utrzymuję swoje stanowisko przy tym, że potrzebuję osoby "na miejscu". Ale tak sobie pisaliśmy i pisaliśmy, aż wreszcie zadeklarował, że przyjedzie. No i przyjechał na 2 dni (w mieście w którym mieszkam ma mamę). Spotkanie odbyło się w miłej atmosferze. Poszliśmy na spacer a później do kawiarni. Po spotkaniu napisał smsa, że dziękuje itd. Po jakiejś godzinie napisał, że przyjedzie ponownie za 2 tygodnie. Na drugi dzień pojechał znowu do Niemiec. Mówił, że jest tam już 7 lat, że chce zostać na stałe i, że stara się o obywatelstwo.  No i tak sobie znajomość kwitła przez te 2 tygodnie w oczekiwaniu na ponowne spotkanie. Do ponownego spotkania po tych dwóch tygodniach nie doszło, bo powiedział, że niestety musi pracować. I zadeklarował się, że postara się jak najszybciej przyjechać. I tak za chwilę minie drugi miesiąc jego cotygodniowych deklaracji, że "za tydzień/dwa" przyjedzie. Ciągle tłumaczy się pracą. Pracuje od poniedziałku do piątku (czasem w soboty). Odkąd tylko pamiętam, to te "czasem soboty" zamieniły się na "każde soboty". Miał na "100%" być tydzień temu, ponieważ szef wysłał go do Polski po jakieś auto służbowe. Oczywiście w dzień przyjazdu oznajmił, że szef jednak powiedział, że auto jeszcze nie jest zrobione i w tą sobotę pracował. Deklarował się, że na miliard % przyjedzie na moją obronę (22 września), żeby mnie wspierać, być obok mnie. Dziś się dowiedziałam, że oczywiście nie przyjedzie, bo będzie pracować.
Nie odzywałam się do niego od zeszłej niedzieli, bo po prostu mam już po dziurki w nosie tych jego nic niewartych deklaracji. On codziennie pisał rano smsa, że "dzień dobry, jak się czujesz?" dzień w dzień. Ja mu nie odpisywałam, bo po prostu jestem tym wszystkim już zmęczona. Dziś kolejny raz napisał "dzień dobry..." i po tych paru dniach milczenia odpisałam, że właśnie się uczę i czy przyjedzie na obronę. Wyżej napisałam jaka była odpowiedź.

Proszę mi napisać trzeźwym okiem, czy jest sens kontynuować znajomość? Skoro on praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać? Jeżeli chodzi o mnie, to na chwilę obecną jestem uziemiona w Polsce i nie mogę pojechać do niego.. zresztą, po co miałabym jechać, skoro on praktycznie nigdy na nic nie ma czasu? A i tak widzieliśmy się tylko raz.
Żony raczej nie ma, dziewczyny pewnie też. Choć tydzień temu (jak jeszcze mu odpisywałam) spytał się mnie, jak na fb w opcjach zablokować możliwość widzenia znajomych..., bo powiedział, że nie wszyscy muszą wiedzieć co się u niego w życiu prywatnym dzieje.

Proszę o radę. Czy dobrze postąpiłam olewając go przez te parę dni? Czy jest sens kontynuować znajomość z kimś, kto wiecznie nie ma czasu? Naprawdę jestem w kropce.


"Jolka, Jolka pamiętasz... żebrząc wciąż o benzynę, gnałem przez noc, silnik rzęził ostatkiem sił..."

Jak ktoś chce, to może.
A tak w ogóle; Gdzie te chłopy? smile

4

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

Rozmawialiśmy o tym, czy przeprowadziłabym się w razie czego do niego. Nie widzę z tym problemów. Ba, nawet chciałam wyjechać za granicę.
Choć trochę wydaje mi się to podejrzane, że chłop.. tak jakby baardzo "napalił" się na znajomość ze mną. Powiedziałam mu, że ja nie chcę w nic się bawić, że jestem już za stara na nie wiadomo co. Chcę normalnego, dojrzałego związku i w końcu zostać mamą, bo lata lecą a zegar biologiczny tyka. Lecz chcę te wszystkie sprawy/rzeczy robić wspólnie z kimś, kto mnie nie zostawi. I on tak deklarował, że będę idealną matką, żoną... tamto, sramto w zasadzie nie znając mnie.
Dziś mi pisał, że "to nie tak, że mi nie zależało, ja po prostu musiałem pracować", "chcę mieć z Tobą kontakt", że musimy się dogadać, porozumieć... itd, a jak mu napisałam, że jest strasznie niesłowny, że zapewnia na 100% że będzie, że nasza znajomość już zawsze będzie opierać się tylko na pisaniu i że tamta dziewczyna z listopada pewnie zakończyła z nim znajomość, bo tak samo się zachowywał - mówił, że przujedzie a nie przyjeżdżał. Nie odpisał na to. W zasadzie po raz pierwszy nie odpisał na moją wiadomość.

Więc coś w tym jest, że jak się chce to się przyjedzie...

Nie wiem co mam zrobić z tą znajomością hmm Nudzi mnie to już. Na początku była euforia, ekscytacja "o jak fajnie, i w ogóle" a teraz? jeden wielki za przeproszeniem pośladek.

5

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

nie warto, związek to bliskość. a czy on ciebie do siebie choć np na weekend zaprosil?

6 Ostatnio edytowany przez Ysera (2018-09-20 20:45:57)

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać
sosenek napisał/a:

nie warto, związek to bliskość. a czy on ciebie do siebie choć np na weekend zaprosil?

Ogólnie jako takiego zaproszenia wprost nie było, ponieważ teraz skupiałam się na pracy i na nauce do obrony. Nie miałam fizycznie jak pojechać. Wspominał co prawda, że będziemy do siebie jeździć na zmianę, jak tylko będę miała jak.
Po prostu denerwuje mnie to, że mam wrażenie, że on sobie nic nie robi z tego, że powiedział że przyjedzie, a tu nagle zmienia plany, bo praca.
Jak tej jedyny raz przyjechał do mnie, to opowiadał mi, że jego rodzice co prawda są małżeństwem, ale mieszkają osobno. Ojciec w Niemczech, matka w Polsce. Widują się tylko na jakieś święta, bo inaczej - jak to określił - pozjadaliby się żywcem. Mam wrażenie, że on wyniósł z domu właśnie taki wzorzec rodziny. Że każdy żyje osobno i dla niego nie jest problemem nie widzenie się, nie przyjeżdżanie.
W każdym razie od kiedy mu dziś dosadnie napisałam co o tym wszystkim myślę, to milczy. Mam wrażenie, że to chyba koniec znajomości.
A tak mówił, co by było gdyby... że bym z nim zamieszkała, kupiłby psa, urządził mieszkanie tak jakbym chciała, kupił jakieś kwiatki na balkon i ciągle tłumaczył się pracą.
Pracuje nieregularnie, ale od samego rana między 3-8 do 19-20. Przyjeżdża do domu po 20, chwilę popiszemy i nagle idzie spać... nawet jak ma na 8. Zawsze pisze rano smsa, czasem dzwoni jak jest w trasie (ogólnie to pracuje jako kierowca ciężarówki). Niedziele ma wolne. i ciągle mówi, że nie ma czasu bo praca, praca, praca. Zwala winę na szefa.

Nie rozumiem po prostu tych deklaracji, i że nic sobie nie robi z tego, że nie przyjedzie. Ni stąd, ni zowąd pisze co słychać, jak się czuję.. a jak się przyczepię do tego, że z n o w u nie przyjechał, to oznajmia "przecież mówiłem, że nie zawszę mogę przyjechać".

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać
Ysera napisał/a:

A tak mówił, co by było gdyby... że bym z nim zamieszkała, kupiłby psa, urządził mieszkanie tak jakbym chciała, kupił jakieś kwiatki na balkon

Dobrze kojarzę, że tylko raz się spotkaliście?

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

8

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

jedno spotkanie. to dokładnie tyle samo razy co ja z milionem ludzi na świecie. naprawdę warto zaprzątać sobie głowę facetem z którym widziałaś się raz i więcej mu się nie chce przyjeżdżać? on pisze do ciebie z nudy kiedy akurat ma wolne chwile. tyle.

9

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

No właśnie.. spotkaliśmy się TYLKO RAZ a już snuje plany aż po grobową deskę. To też mnie bardzo zastanawia. Tak się nie robi, gdy kogoś traktuje się poważnie... wszystko przychodzi stopniowo. A tu coś takiego.

też tak pomyślałam, że mógłby pisać do mnie z nudy, w wolnym czasie. tylko po cholerę, te wszystkie deklaracje? te niepotrzebne zawracanie głowy, mydlenie oczu, że przyjedzie?

10

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

żeby mieć twoją uwagę, atencje, żeby sobie milutko powymieniać słodkie sms. nawijał ci makaron na uszy, wykorzystał cię. tacy bywają niestety ludzie, przykro mi że na takiego trafiłaś.

11

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

Dzisiaj rano znów napisał. "Fajnie mnie oceniłaś, miłego dnia i owocnej nauki".
Mam wrażenie, że on sobie kompletnie nic nie robi z tego, że nie przyjeżdża i z tego, że ja mam jakieś "ale".

Może serio... nie ma jak przyjechać? Mówił, że podobno planował przyjazd, szefa uprzedził wcześniej, było niby wszystko ok, a tu nagle szef mówi, że on ma pracować?
Nie rozumiem... po prostu nie rozumiem.

Kiedyś mi wspomniał, że pomagał szefowi w przemeblowaniu? przeprowadzce? nie pamiętam. W każdym razie w jakichś prywatnych domowych sprawach. Potem jeszcze była jakaś akcja z paczką na dworcu (dla szefa), że miał po nią pojechać wieczorem, kiedy NIBY miał wolną sobotę (ale to zanim się spotkaliśmy).
Powiedziałam mu, że z boku wygląda to, jakby był chłopcem na posyłki, to odparł że nie tylko on "takie coś w firmie robi'.

Nic z tego nie rozumiem.

12

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

Po co tyle rozkminiasz człowieka, który nie ma dla Ciebie czasu, niezależnie, z jakiego powodu? Nie wspominając o tym, że jest niesłowny i nie dotrzymuje obietnic.

Swoją drogą, to może być tak, że tam na miejscu ma dziewczynę, a nie pracę, a Ciebie traktuje jako opcję na pobyt w Polsce. W ogóle gościa nie znasz.

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.

13

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

po prostu nie chciałabym tak od razu go skreślać.
Może być tak, że faktycznie ma tam kogoś, ale może być też tak, że ma mało czasu na cokolwiek. Ciągle mi powtarza "dobrego trudne początki". Wydaje się być raczej ogarniętym człowiekiem. Na fb jest raczej mało aktywny, o ile w ogóle można nazwać to aktywnością. Mało zdjęć, a jak już to dodane pare miesięcy temu z jakichś targów samochodowych. Mało dodanych znajomych, bo 60 z kawałkiem, trochę lajków pod jego zdjęciami. Z profili tych osób, które lajkowały raczej żadnej domniemanej jego dziewczyny/żony nie ma, a bynajmniej nic na to nie wskazuje. Tylko ostatnio zablokował możliwość widoku listy znajomych i wydaje mi się to trochę dziwne. Na tyle ile mogłam i ile informacji o nim miałam, to go zlustrowałam.
Niecale 2h temu napisał "ja mam cię w d...ie? rewelacyjne podejście. naprawdę będziemy się teraz spierać o takie coś?" - i znów mam wrażenie, że umniejsza swoją "winę", o ile można nazwać to winą. Ten cholerny brak przyjazdu.

14

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać
santapietruszka napisał/a:

Po co tyle rozkminiasz człowieka, który nie ma dla Ciebie czasu, niezależnie, z jakiego powodu? Nie wspominając o tym, że jest niesłowny i nie dotrzymuje obietnic.

Swoją drogą, to może być tak, że tam na miejscu ma dziewczynę, a nie pracę, a Ciebie traktuje jako opcję na pobyt w Polsce. W ogóle gościa nie znasz.

Dokładnie to samo pomyślałam.
Autorko, weź do ręki takie proste narzędzie, jak nożyczki i utnij to raz na zawsze.
W tej całej historii nie ma nic pozytywnego dla Ciebie. Nic a nic.

"Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono" /W. Szymborska/

15

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

Chyba macie racje, zwłaszcza że odechciewa mi się powoli drążyć temat i suszyć mu głowę. Odczuwam brak chęci pisania z nim i kontynuowania znajomości na jakimś głębszym etapie.
Dziś po raz kolejny napisałam mu, że jest niesłowny. Mówi jedno, robi drugie a trzecie myśli. Dodałam, że nie zamierzam dalej o nic wypytywać, o nic prosić. Po czym on do mnie "aż nie wiem co napisać. jesteś idealną kobietą" - ja tak sobie myślę, że o co mu chodzi?! Znowu jakieś dziwne teksty wyssane z palca, nie wnoszące nic do rozmowy. Po czym on po chwili, że on chciałby być ze mną.... w związku! :OOOOOOOOO Chłop ma 33 lata.... a w takich momentach mam wrażenie, że mentalnie zatrzymał się na poziomie 15 latka. Nie znamy się praktycznie, widzieliśmy się R A Z w życiu, on nigdy nie ma czasu/chęci/nie wiem czego tam, żeby przyjechać i nagle taki desperacki tekst?
Powoli do mnie dochodzi, że typ ma coś z głową chyba, albo robi sobie ze mnie jaja.

16

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

też mam wrażenie, że ciśnie z ciebie bekę bo kiedy on cie zlewa to ty dalej do niego piszesz i domagasz się uwagi.

17

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

Sprawa jest prosta.
Jesteś niekonsekwentna.
Sama określiłas na początku swoje wymagania co do relacji pisząc że nie chcesz związku na odległość. Do tego momentu wszystko trzyma się kupy. A potem pozwalasz sobie zamydlic oczy kolesiowi i dajesz się urabiac.

Nie ma tu winy faceta oprócz tego że mu nie do końca zależy. Ale to też nie wina.

To Ty robisz błąd przekraczajac własne granice. Świadomie weszłas w cos przeciwnego swoim deklaracjom i potrzebom i teraz jest frustracja.  Masz dokładnie to czego nie chcesz. Przestań się łudzić. Szanuj siebie i swoje wymagania. Ten pan nie da Ci tego czego chcesz i nie mocuj się z tym. No chyba że w relacji z nim odtwarzasz coś z dzieciństwa.
Twoi rodzice byli przystępni emocjonalnie czy musiałaś walczyć i zabiegać o ich czas i uwagę?

Pytam bo generalnie jak ktoś mówi że czegoś nie chce a dokładnie to robi- to drugie dno w tym jest na 100 %.
To by znaczyło że jesteś w jakiś sposób przywiązania do takich odczuć- bliskości na dystans, trochę odrzucenia.

18

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

Daj sobie z nim spokój, to nie jest facet dla Ciebie, bawi się Tobą a na 99% na miejscu ma inną / inne. Jest niesłowny i niekonsekwentny - po co Ci ktoś taki? a na koniec powiem Ci, że związki na odległość są ciężkie i zwykle nic z nich nie wychodzi. Szukaj kogoś miejscowego. smile

19 Ostatnio edytowany przez Ysera (2018-09-24 14:13:04)

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

No właśnie problem w tym, że nie za bardzo piszę do niego, a bynajmniej nie sama z siebie. Moje pisanie do niego polega na tym, że on coś napisze, to ja.. czaaaaaasem mu odpiszę, a moje odpowiedzi wyglądają trochę, jak takie referaty. Dziś rano mi napisał, że "dzień dobry, spokojnego dnia Ci życzę :*", na co ja nie odpisałam. Później dzwonił 2 razy - nie odebrałam, później cały czas zaczął wydzwaniać, jak jakiś nienormalny - też nie odebrałam. Więc to nie jest tak, że ja zasypuje go wiadomościami. Denerwuje mnie ta sytuacja i oddaliłam się, nie ciągnie mnie już tak do tej znajomości.
Wydaje mi się, że mimo iż potrzebuję kogoś na miejscu, to z początku zaangażowałam się w tą znajomość, bo chciałam w jakiś sposób dać jemu i sobie szansę. A to dlatego, bo baaardzo dawno temu byłam dwa razy w związku na odległość. Wiem, jak to jest. Znam wady i zalety jakich znajomości. Jednak zaczęło zastanawiać mnie, jakby postąpiła inna osoba na moim miejscu. Skoro postanowiła dać szansę komuś, kto mieszka w innym państwie ok 4h drogi, a mimo to ciągle tłumaczy się, że tak naprawdę, to ma 1 dzień wolnego tygodniu i nigdy nie ma jak przyjechać.
jeśli chodzi o moje dzieciństwo.. trudno powiedzieć w zasadzie jakie było. Nie do końca miałam dobry kontakt z ojcem, mimo iż jestem kropka w kropkę jak on. Rodzice byli i są raczej ok. Co prawda nie są idealni, bo mają swoje za uszami. Potrafili mi naprawdę czasami ubliżyć. Ale matka bardzo mnie kontrolowała. Sprawdzała moje szafki, przeszukiwała pokój, czytała moje pamiętniki. Raczej nie stworzyłam z mamą relacji przyjacielskiej. Ale w trudnych chwilach mimo wszystko zawsze stawała (a przynajmniej starała się) po mojej stronie. Wiem, że rodzice chcieli zawsze dla mnie jak najlepiej. Jestem ich jedynym dzieckiem, ale nie wydaje mi się, żeby ta relacja z nimi miała jakikolwiek wpływ na tą znajomość z tym panem.
Bardziej wydaje mi się, że (gdzieś tam wyżej napisałam) on jest przyzwyczajony do takich relacji na odległość i rzadkiego spotykania się. Jego rodzice są małżeństwem na odległość. Matka w Polsce, ojciec w Niemczech. Widują się tylko na święta. Czy kogoś mają na boku, tego nie wiem. I wydaje mi się, że on przejął taki wzorzec rodziny od nich. Że każdy żyje sobie na swój rachunek, daleko i widuje się sporadycznie. Może w tym tkwi problem?

20 Ostatnio edytowany przez Ysera (2019-07-07 17:35:30)

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

Witajcie ponownie,
postanowiłam chłopakowi dać szansę. Zastanawiam się, czy pisać na forum o swoich problemach. Znając życie i tak nikt nic sensownego nie napisze, no ale.. spróbuję.
Z owym facetem mam trochę problemów. Nawarstwiło się ich naprawdę sporo. Wiadomo, jednym z nich jest odległość, ale nie o tym chcę teraz napisać. Wydaje mi się (choć bardzo chciałabym się mylić), że jednym z hmm... "problemów"(?) jest jego matka. Może wyolbrzymiam, demonizuję tę kobietę, jednak mimo iż jej NIE poznałam (i za bardzo jakoś nie mam ochoty poznawać), ale czuję że jest między mną a nią jakieś napięcie.
Zacznę od tego, że X (bo tak go nazwę) w głównej mierze był wychowywany przez matkę. Z ojcem miał mały kontakt, ponieważ jego rodzice mimo tego, że nadal są małżeństwem to mieszkają/żyją osobo. Matka w Polsce, ojciec w Niemczech. Najwidoczniej tak im jest wygodnie, mimo iż oboje są już na emeryturze. Są to osoby dość starsze, mają 70 lat. Chłop ma 34.
Na wakacje facet jeździł do ojca, później jakiś czas zamieszkał z nim, ponieważ chciał pracować razem z nim. Jakoś po 3 latach wyprowadził się od ojca i sam zamieszkał. Mieszka w tym samym mieście co tata, jednak na jego drugim końcu. Mama natomiast wciąż mieszka w Polsce. Do swojego męża w ogóle nie jeździ, jedynie do syna. W tym czasie na parę dni przyjeżdża również jego ojciec i tak siedzi 3-4 dni razem z żoną i synem, po czym jedzie do siebie. Jego matka przyjeżdża do niego mniej więcej na 2 tygodnie, czasem na dłużej.
Mój problem, o ile w ogóle mogę tak go nazwać, polega na tym, że mam odczucie iż jego matka mnie nie lubi. Mimo iż nigdy mnie nie poznała, tylko widziała na zdjęciach, to chyba chce się mnie pozbyć. Naprawdę chciałabym się mylić, że tak jest!!!
Wydaje mi się, że albo szuka dla niego idealnej kandydatki (jej kuzyn wyjechał do Tajlandii czy gdzie i kupił sobie żonę), ponieważ zaproponowała mu, że chciałaby mieć egzotycznego wnuka/wnuczkę i może on również chciałby wyjechać do Azji kupić sobie jakąś Azjatkę (brzmi to komicznie, że matka wpadła na taki pomysł), choć wiem, że X ma fioła na punkcie Azjatek, albo syn zastępuje jej męża i chce mieć go tylko dla siebie(?) i robi wszystko, żeby żadna inna kobieta się nim nie zainteresowała(?). Przykładem na to, może być sytuacja z jego ex. X opowiadał mi, jak pierwszy raz pojechał ze swoją ówczesną wtedy dziewczyną do swojej matki, żeby się poznały. Jego ex zwróciła mu uwagę, żeby nie pił coli (zresztą bardzo słuszną uwagę, ponieważ z tego picia coli wyszły ogromne problemy zdrowotne). Jego matce bardzo się to nie spowodowało, że jego dziewczyna zwróciła mu uwagę, co do coca coli. I z tego wszystkiego wiem, że jego matka bardzo nie lubiła tej dziewczyny, a zaczęło się właśnie od tej coca coli.
Wracając do "czasów współczesnych". Ja również zwracam uwagę X na to, żeby nie pił coca coli. Lekarz do którego chodzi również zwrócił mu uwagę, że wszystkie problemy, które ma ze zdrowiem wynikają z coca coli (a pił ją litrami!!!!!!!!). Więc poprosiłam X, żeby zaczął pić wodę niegazowaną, że to dobrze na niego wpłynie, i żeby ograniczył picie coli. Więc kupił sobie zgrzewkę wody niegazowanej. W pewnym momencie przyjechała do niego matka i powiedziała mniej więcej takie słowa "a co to za woda? przecież ty wody w ogóle nie pijesz tylko cole, znowu jakaś dziewczyna mówi ci co masz robić?".
Kolejną rzeczą jest to, że powiedziałam X, że w jego mieszkaniu jest ponuro, że czuję się, jakbym mieszkała w katakumbach. Cały czas ma pozasłaniane okna. Ściany w bardzo ciemnym szarym kolorze. X powiedział, że bardzo chciałby, żebym pozmieniała coś w jego mieszkaniu, żeby było czuć, że mieszka w nim też kobieta (przyjeżdżam do niego co jakiś czas). Więc wpadłam na pomysł, żeby przemalował kolory ścian na jakieś jaśniejsze. Wziął zatem białą farbę i przemalował przedpokój na biało. Od razu w mieszkaniu zrobiło się jaśniej i przytulniej. Przyjechała jego matka i zbeształa go, że co to ma znaczyć, że to jest moja wina, że on przemalował przedpokój.
Dalej. Pojechaliśmy do jakiegoś sklepu i były tam kwiatki. Kupiliśmy parę kwiatków i doniczki. W międzyczasie przemeblowaliśmy nieco pokój. Pojechałam do Polski. Nie widzieliśmy się dwa miesiące. Po jakimś czasie przyjechała do niego matka. Po dwóch tygodniach pojechała i przyjechałam ja. Z kwiatków został tylko jeden storczyk. A wszystkie doniczki, które kupiłam (a było ich 5) zostały odstawione na bok, a storczyk wsadzony do innej doniczki (którą ona kupiła). A to, jak przemeblowałam pokój, to ona i tak zrobiła po swojemu. Także nie zostało nic z tego co zrobiłam. Oprócz tego storczyka w innej doniczce.
Zostawiłam parę swoich ubrań. Ona je wyjęła z półki i przełożyła w inne miejsce.
X zrobił mi parę zakupów. Kupił dwie apaszki, jakieś kosmetyki, coś tam jeszcze. Zapakował je do torby. Kiedy jego matka przyjechała do niego przeszperała mu tę torbę. Na drugi dzień powiedziała do niego słowa "widziałam co masz w torbie". Jak mi X o tym powiedział, to odebrałam to tak, jakby go w jakiś sposób zaatakowała, że jak on w ogóle śmie cokolwiek mi kupować. Z tego co mi X powiedział, to spodobała się jej jedna apaszka i chciała sobie ją wziąć, ale ostatecznie poszli razem do sklepu i kupił jej taką samą.
Dalej. Będąc u niego ostatnio dostał od niej wiadomość o treści "to nie jest odpowiedni czas na gości". Mimo iż ona sama u niego chwilę wcześniej była, to nie spodobało jej się to, że kiedy wyjechała to przyjechałam ja. Wiem to stąd, że X dostał powiadomienie na telefon i poprosił, żebym spojrzała co to, a że co chwila przychodziły powiadomienia od jego matki, to powiedziałam że ona pisze. Nie skomentowałam w ogóle jej słów. Lecz zrobiło mi się bardzo przykro. Bo ona sobie może do niego przyjeżdzać i jest wszystko cacy, a jak ja mam przyjechać, to już jej coś nie pasuje? Wydaje mi się, że napisała tak, bo poprosiła go o to, żeby wysłał jej dość sporą sumę pieniędzy, bo chciała zrobić sobie remont w mieszkaniu. A że ja przyjechałam, to już mniej pieniążków jej wyśle.... nie wiem, może się mylę hmm
Rozmawiałam o tym wszytskim ze swoją babcią. Powiedziała mi, że jego matka może być o mnie zazdrosna. Że X znalazł sobie kobietę i już ona nie jest jedyna w jego życiu.
Czasem mam wrażenie, że ona chce zatrzymać go tylko dla siebie. I tu przychodzi mi na myśl ta nieszczęsna cola. Jego matka ciaągle go karmi i podaje pod nos coca colę, albo inne świństwa tak, żeby inna kobieta się nim nie zainteresowała. Nie dość, że ta coca cola wyrządziła mu ogromną krzywdę, to jeszcze ta kobieta chce go jak najbardziej utuczyć.
Czy to ja mam coś z głową? Wyolbrzymiam? Powinnam odpuścić? Wiem, że nie będę z tą kobietą brać ślubu itd, tylko z nim... ale to wszystko mi mówi, że ta kobieta chce się mnie pozbyć. Proszę o pomoc.

21

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać
Ysera napisał/a:

Witajcie ponownie,
postanowiłam chłopakowi dać szansę. Zastanawiam się, czy pisać na forum o swoich problemach. Znając życie i tak nikt nic sensownego nie napisze, no ale.. spróbuję.
Z owym facetem mam trochę problemów. Nawarstwiło się ich naprawdę sporo. Wiadomo, jednym z nich jest odległość, ale nie o tym chcę teraz napisać. Wydaje mi się (choć bardzo chciałabym się mylić), że jednym z hmm... "problemów"(?) jest jego matka. Może wyolbrzymiam, demonizuję tę kobietę, jednak mimo iż jej NIE poznałam (i za bardzo jakoś nie mam ochoty poznawać), ale czuję że jest między mną a nią jakieś napięcie.
Zacznę od tego, że X (bo tak go nazwę) w głównej mierze był wychowywany przez matkę. Z ojcem miał mały kontakt, ponieważ jego rodzice mimo tego, że nadal są małżeństwem to mieszkają/żyją osobo. Matka w Polsce, ojciec w Niemczech. Najwidoczniej tak im jest wygodnie, mimo iż oboje są już na emeryturze. Są to osoby dość starsze, mają 70 lat. Chłop ma 34.
Na wakacje facet jeździł do ojca, później jakiś czas zamieszkał z nim, ponieważ chciał pracować razem z nim. Jakoś po 3 latach wyprowadził się od ojca i sam zamieszkał. Mieszka w tym samym mieście co tata, jednak na jego drugim końcu. Mama natomiast wciąż mieszka w Polsce. Do swojego męża w ogóle nie jeździ, jedynie do syna. W tym czasie na parę dni przyjeżdża również jego ojciec i tak siedzi 3-4 dni razem z żoną i synem, po czym jedzie do siebie. Jego matka przyjeżdża do niego mniej więcej na 2 tygodnie, czasem na dłużej.
Mój problem, o ile w ogóle mogę tak go nazwać, polega na tym, że mam odczucie iż jego matka mnie nie lubi. Mimo iż nigdy mnie nie poznała, tylko widziała na zdjęciach, to chyba chce się mnie pozbyć. Naprawdę chciałabym się mylić, że tak jest!!!
Wydaje mi się, że albo szuka dla niego idealnej kandydatki (jej kuzyn wyjechał do Tajlandii czy gdzie i kupił sobie żonę), ponieważ zaproponowała mu, że chciałaby mieć egzotycznego wnuka/wnuczkę i może on również chciałby wyjechać do Azji kupić sobie jakąś Azjatkę (brzmi to komicznie, że matka wpadła na taki pomysł), choć wiem, że X ma fioła na punkcie Azjatek, albo syn zastępuje jej męża i chce mieć go tylko dla siebie(?) i robi wszystko, żeby żadna inna kobieta się nim nie zainteresowała(?). Przykładem na to, może być sytuacja z jego ex. X opowiadał mi, jak pierwszy raz pojechał ze swoją ówczesną wtedy dziewczyną do swojej matki, żeby się poznały. Jego ex zwróciła mu uwagę, żeby nie pił coli (zresztą bardzo słuszną uwagę, ponieważ z tego picia coli wyszły ogromne problemy zdrowotne). Jego matce bardzo się to nie spowodowało, że jego dziewczyna zwróciła mu uwagę, co do coca coli. I z tego wszystkiego wiem, że jego matka bardzo nie lubiła tej dziewczyny, a zaczęło się właśnie od tej coca coli.
Wracając do "czasów współczesnych". Ja również zwracam uwagę X na to, żeby nie pił coca coli. Lekarz do którego chodzi również zwrócił mu uwagę, że wszystkie problemy, które ma ze zdrowiem wynikają z coca coli (a pił ją litrami!!!!!!!!). Więc poprosiłam X, żeby zaczął pić wodę niegazowaną, że to dobrze na niego wpłynie, i żeby ograniczył picie coli. Więc kupił sobie zgrzewkę wody niegazowanej. W pewnym momencie przyjechała do niego matka i powiedziała mniej więcej takie słowa "a co to za woda? przecież ty wody w ogóle nie pijesz tylko cole, znowu jakaś dziewczyna mówi ci co masz robić?".
Kolejną rzeczą jest to, że powiedziałam X, że w jego mieszkaniu jest ponuro, że czuję się, jakbym mieszkała w katakumbach. Cały czas ma pozasłaniane okna. Ściany w bardzo ciemnym szarym kolorze. X powiedział, że bardzo chciałby, żebym pozmieniała coś w jego mieszkaniu, żeby było czuć, że mieszka w nim też kobieta (przyjeżdżam do niego co jakiś czas). Więc wpadłam na pomysł, żeby przemalował kolory ścian na jakieś jaśniejsze. Wziął zatem białą farbę i przemalował przedpokój na biało. Od razu w mieszkaniu zrobiło się jaśniej i przytulniej. Przyjechała jego matka i zbeształa go, że co to ma znaczyć, że to jest moja wina, że on przemalował przedpokój.
Dalej. Pojechaliśmy do jakiegoś sklepu i były tam kwiatki. Kupiliśmy parę kwiatków i doniczki. W międzyczasie przemeblowaliśmy nieco pokój. Pojechałam do Polski. Nie widzieliśmy się dwa miesiące. Po jakimś czasie przyjechała do niego matka. Po dwóch tygodniach pojechała i przyjechałam ja. Z kwiatków został tylko jeden storczyk. A wszystkie doniczki, które kupiłam (a było ich 5) zostały odstawione na bok, a storczyk wsadzony do innej doniczki (którą ona kupiła). A to, jak przemeblowałam pokój, to ona i tak zrobiła po swojemu. Także nie zostało nic z tego co zrobiłam. Oprócz tego storczyka w innej doniczce.
Zostawiłam parę swoich ubrań. Ona je wyjęła z półki i przełożyła w inne miejsce.
X zrobił mi parę zakupów. Kupił dwie apaszki, jakieś kosmetyki, coś tam jeszcze. Zapakował je do torby. Kiedy jego matka przyjechała do niego przeszperała mu tę torbę. Na drugi dzień powiedziała do niego słowa "widziałam co masz w torbie". Jak mi X o tym powiedział, to odebrałam to tak, jakby go w jakiś sposób zaatakowała, że jak on w ogóle śmie cokolwiek mi kupować. Z tego co mi X powiedział, to spodobała się jej jedna apaszka i chciała sobie ją wziąć, ale ostatecznie poszli razem do sklepu i kupił jej taką samą.
Dalej. Będąc u niego ostatnio dostał od niej wiadomość o treści "to nie jest odpowiedni czas na gości". Mimo iż ona sama u niego chwilę wcześniej była, to nie spodobało jej się to, że kiedy wyjechała to przyjechałam ja. Wiem to stąd, że X dostał powiadomienie na telefon i poprosił, żebym spojrzała co to, a że co chwila przychodziły powiadomienia od jego matki, to powiedziałam że ona pisze. Nie skomentowałam w ogóle jej słów. Lecz zrobiło mi się bardzo przykro. Bo ona sobie może do niego przyjeżdzać i jest wszystko cacy, a jak ja mam przyjechać, to już jej coś nie pasuje? Wydaje mi się, że napisała tak, bo poprosiła go o to, żeby wysłał jej dość sporą sumę pieniędzy, bo chciała zrobić sobie remont w mieszkaniu. A że ja przyjechałam, to już mniej pieniążków jej wyśle.... nie wiem, może się mylę hmm
Rozmawiałam o tym wszytskim ze swoją babcią. Powiedziała mi, że jego matka może być o mnie zazdrosna. Że X znalazł sobie kobietę i już ona nie jest jedyna w jego życiu.
Czasem mam wrażenie, że ona chce zatrzymać go tylko dla siebie. I tu przychodzi mi na myśl ta nieszczęsna cola. Jego matka ciaągle go karmi i podaje pod nos coca colę, albo inne świństwa tak, żeby inna kobieta się nim nie zainteresowała. Nie dość, że ta coca cola wyrządziła mu ogromną krzywdę, to jeszcze ta kobieta chce go jak najbardziej utuczyć.
Czy to ja mam coś z głową? Wyolbrzymiam? Powinnam odpuścić? Wiem, że nie będę z tą kobietą brać ślubu itd, tylko z nim... ale to wszystko mi mówi, że ta kobieta chce się mnie pozbyć. Proszę o pomoc.

Tak, masz coś z głową, uczepiłaś się go jakby był ostatnim facetem na świecie a ten wasz pseudozwiązek to jakaś patologia.

22

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać
Szkot napisał/a:

Tak, masz coś z głową, uczepiłaś się go jakby był ostatnim facetem na świecie a ten wasz pseudozwiązek to jakaś patologia.

Skąd wniosek, że jest on dla mnie ostatnim facetem na świecie? I dlaczego uważasz, że ten jak to określiłeś pseudozwiązek to patologia? Pytam, bo może jest coś, czego ja nie widzę. Chętnie poznam różne opinie osób trzecich.

23

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać
Ysera napisał/a:
Szkot napisał/a:

Tak, masz coś z głową, uczepiłaś się go jakby był ostatnim facetem na świecie a ten wasz pseudozwiązek to jakaś patologia.

Skąd wniosek, że jest on dla mnie ostatnim facetem na świecie? I dlaczego uważasz, że ten jak to określiłeś pseudozwiązek to patologia? Pytam, bo może jest coś, czego ja nie widzę. Chętnie poznam różne opinie osób trzecich.

Po przeczytaniu Twoich postów bo widzę tylko Twoją inicjatywę, ostatnim facetem w sensie nie ma już innych więc się go uczepiłaś. Patologia bo konkurujesz o faceta z jego matką smile która na dobitkę chce aby on sobie żonę kupił... co to jest w ogóle za chora rodzina w którą się pakujesz. Chcesz mieć dziecko z tym facetem?

24

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać
Szkot napisał/a:

Po przeczytaniu Twoich postów bo widzę tylko Twoją inicjatywę, ostatnim facetem w sensie nie ma już innych więc się go uczepiłaś. Patologia bo konkurujesz o faceta z jego matką smile która na dobitkę chce aby on sobie żonę kupił... co to jest w ogóle za chora rodzina w którą się pakujesz. Chcesz mieć dziecko z tym facetem?

Z tym kupnem żony to podobno było tak, że jego matka mu to zaproponowała, że skoro jej kuzyn pojechał gdzieś tam do Azji, to on też mógłby pojechać i sobie żonę kupić.. "bo fajnie byłoby mieć takiego egzotycznego wnuka". Przyznam, że co nieco mi opadło, gdy usłyszałam to z jego ust.
Może mi się po prostu wydaje, że ona jest taka dziwna? Że za bardzo ją demonizuję, czy wyolbrzymiam niektóre sytuacje? Po prostu wydaje mi się to wszystko aż nieprawdopodobne, żeby matka tak zawładnęła życiem syna.
Przykład z dziś.
W sobotę przyjechała do niego, mimo iż wiedziała, że na chwilę obecną trochę krucho u niego z pieniędzmi. X ma do opłacenia rachunki, jakiś kredyt, chce kupić auto, wysłał jej tydzień temu 300 euro (robi to co miesiąc) + mamuśka chciała pieniądze od niego na ten remont mieszkania (wszystkie jego oszczędności zebrane w przeciągu 8 czy 9 lat odkąd mieszka w DE). Mimo to wepchała się do niego na 2 tygodnie, bo jej się nudzi w PL.

Czy chcę z nim dziecko? Coraz bardziej zaczynam się nad tym zastanawiać, czy to na pewno jest odpowiedni facet.. zwłaszcza, że jego mamusia przyjeżdża do niego co chwilę. A nie widzi mi się tej kobiety widywać co 2-3 miesiące.

25

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

Matka jest jaka jest, tego nie zmienisz, może Cię nie lubić Ty możesz nie lubić jej. Jest patologicznie zazdrosna o syna, więc kochać się nie bedziecie. Natomiast martwi mnie raczej Twój chłop, gdzie on jest w tym wszystkim? dlaczego pozwala matce grzebać sobie w torbach/przestawiać rzeczy w mieszkaniu? Masakra.. on to chyba uciekł od tej matki do Niemiec.

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język - po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili.

26

Odp: Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać
chomik9911 napisał/a:

Matka jest jaka jest, tego nie zmienisz, może Cię nie lubić Ty możesz nie lubić jej. Jest patologicznie zazdrosna o syna, więc kochać się nie bedziecie. Natomiast martwi mnie raczej Twój chłop, gdzie on jest w tym wszystkim? dlaczego pozwala matce grzebać sobie w torbach/przestawiać rzeczy w mieszkaniu? Masakra.. on to chyba uciekł od tej matki do Niemiec.

I tu jest chyba największy problem. Jak facet ma jaja, to w pewnym wieku powie mamusi gdzie jej miejsce i albo mamusia to akceptuje albo mamusia wraca do swojego domku i żyje po swojemu. Rodzic ma prawo nie zauważyć że dziecko dorosło, ale jak dziecko nie ma tej świadomości, to jest znacznie gorzej. Facet nie umie przeciąć pępowiny, więc partnera/męża z niego nie będzie.

Posty [ 26 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Praktycznie nigdy nie ma czasu, żeby przyjechać

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018