Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 77 ]

Temat: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

Witam,

Zarejestrowałem się na tej stronie aby poznać Waszą opinię na temat mojego problemu(?). Postaram się przedstawić sytuację w dość krótką historię bo kto chciałby czytać istną książkę? smile

W sierpniu poprzedniego roku poznałem pewną dziewczynę na portalu randkowym, ona mieszka +/- 200 km od mojego miejsca zamieszkania, ale wiadomo, że na samym początku nikt nie zwraca uwagi na to ponieważ nie wiadomo dokąd idzie te znajomość. Rozmawiało nam się bardzo dobrze, złapaliśmy dobry kontakt no i tak dni mijały, przeszliśmy na messengera no,ale po jakimś czasie wrzuciłem pytaniem czy jest szansa się spotkać?
Ona była zainteresowana spotkaniem a ponieważ ma rodzinę w mieście oddalonym od mojego o 25 km to umówiliśmy się, że jak będzie na weekend u nich to po prostu ja przyjadę. Tak też się stało, spędziliśmy sobotnie i niedzielne popołudnie i oboje ocenialiśmy, że było miło i fajnie by było to powtórzyć. Tym razem zaproponowałem żeby przyjechała do mnie, mieszkam sam więc nie musiała by stresować się moimi rodzicami itd, zgodziła się i jakoś we wrześniu wpadła na weekend. Możemy przewinąć teraz do kwietnia/maja bo od tego września do końca marca byliśmy w stałym kontakcie, przyjeżdżała kiedy mogła (miała o wiele łatwiej jeśli chodzi o wolne aniżeli ja dlatego też to ona przyjeżdżała).

Gdzieś przez ten czas wpadł mi pomysł żeby sprzedać swój dotychczasowy domek i kupić coś większego, bliżej centrum miasta i nigdy nie rzuciłem pomysłem żeby ona dobierała kredyt i dokładała się itd, sam chciałem to wziąć na swoje barki,
wstępnie umówiliśmy się, że to ona przeprowadzi się do mnie gdyż no ja mam tutaj pracę już na umowę na czas nieokreślony, swoje mieszkanie no i w mniejszym mieście łatwiej wystartować gdyż mieszkania są tańsze. Gdy przyjeżdżała to starałem się aby zapoznać ją z miastem, często spacerowaliśmy i pokazywałem gdzie co jest. Sama z siebie chciała dołożyć do nowego mieszkania, ale odrzuciłem ten pomysł ze względu na to, że gdy będzie się przeprowadzać to fajnie jak by szukała pracy bez przymusu, że musi ratę kredytu płacić. Rozmawialiśmy na ten temat długo i tłumaczyłem, że jestem w stanie sam dobrać tyle pieniędzy aby kupić większy "kwadrat". Właściwie z dnia na dzień ona zaczęła odpychać od siebie myśl aby tu przyjechać pod pretekstem, że nie wiadomo co z pracą itd starałem się jej przetłumaczyć, że nawet gdyby to możemy zostać w dotychczasowym domu, jest trochę miejsca i może szukać sobie powolutku pracy bez większego ciśnienia a mieszkanie kupilibyśmy jak oboje stanęlibyśmy na nogi, bez pośpiechu... Te argumenty były kiepskie dla niej...

Rzuciła pomysłem żebym ja wyprowadził się do jej miasta, załatwi mi jakaś pracę (ma gdzieś rodzinę wysoko postawioną w jednej z firm). Gdy zapytałem co z mieszkaniem to odpowiedziała, że możemy na start wynająć no i tutaj zaczął się problem, zacząłem jej tłumaczyć, że nie po to mam swój dom aby go sprzedać i płacić komuś trzecią pensję za to, że udostępni mi mieszkanie do życia, że wyjeżdżając tam rzucam wszystko dosłownie (dobrze płatną pracę jak na miasto w którym mieszkam, umowę na czas nieokreślony, która daje mi zdolności kredytowe), sprzedaje dom i koniec końców jadę w totalnie nieznane, na wynajęte mieszkanie, na pracę o charakterze umowy śmieciowej i zapytałem co jak nie wyjdzie nam? Ona wróci do rodziców a ja zostanę sam w wynajętym mieszkaniu właściwie pozostawiony sam sobie, ryzyko było ogromne.

Ona za chwilę rzuciła argumentami, że teraz zostanie jej ostatni rok stiudów, będzie miała jeszcze mniej czasu na przyjeżdżanie do mnie, że też chciałaby żebym był blisko, że ona nie widzi się w tak mały mieście jak moje itd itp.
Rozmowa stanęła w martwym punkcie, ja próbowałem jej tłumaczyć,  że kolejność: wyjanem - ślub - kredyt - kupno mieszkania jest stratą czasu przede wszystkim przez pozycję numer jeden bo ile trwałby wynajem? Minimum rok, później zbieranie pieniędzy na wesele i na szarym końcu My czyli Nasz wspólny dom i ewentualne potomstwo.
W majówkę wybrałem się do jej rodzinnego miasta (ponieważ tak ustaliliśmy wcześniej) i pokazywała mi miasto, poznałem jej rodziców i tak tydzień minął. Właściwie codziennie gdzieś byliśmy, coś widziałem. Miasto piękne, mówiłem jej to,ale
dla ludzi, którzy startują jest cholernie ciężkie do życia (tym bardziej jak jedno z nas byłoby "nie tutejsze". Od momentu mojego powrotu zaczęła zachowywać się inaczej, zaczęła stosować chłodnik więc ja nie pozostając dłużny zrobiłem to samo, pytała o co chodzi itd więc jej wytłumaczyłem, że zauważyłem zmianę w jej zachowaniu...Przez ostatni miesiąc były dni gorsze i lepsze (większa część to jednak ta gorsza) i na dzień dzisiejszy postanowiliśmy odpuścić sobie tą znajomość i od czasu do czasu wysyłamy sobie jakąś wiadomość,ale to już jedna, dwie wiadomości na dzień. Choć zaangażowałem się bardzo (ona również) i poczuliśmy do siebie coś więcej to jednak wymęczyło mnie jej zachowanie, starałem się przez cały miesiąc pokazać jej, że mi zależy, ale też trzeźwo patrzę na pewne rzeczy, uważam, że startując ode mnie po prostu będzie nam łatwiej, przynajmniej na start.
W między czasie wpadł mi jeszcze jeden pomysł, ale o tym już jej nie informowałem, po co skoro ona widzi tylko to, że jej plan jest
OK a cała reszta to blee?

I tutaj pojawia się moje pytanie, nie jak spróbować naprawić czy jak odzyskać kontakt... Bardziej chciałbym poznać Waszą opinię? Czy dobrze, że zostałem przy swoim zdaniu? Pokrótce opiszę to tak:

Jeśli ona przyjechała by do mnie:
- ja zostaje w obecnej pracy i nie martwię się o umowę czy kredyt
- mamy gdzie mieszkać (mieszkanie w żaden sposób nie jest obarczone pożyczkami itd)
- ona powolutku może szukać pracy taką jak by chciała, nie musiałaby łapać pierwszej lepszej
- możliwość kupna większego mieszkania nie za rok, dwa czy pięć tylko właściwie "od ręki"
- znajomość miasta (ona znała poniekąd moje miasto gdyż czasami tu bywała u dalekiej rodziny)

jeśli ja bym wyjechał tam:
- zmiana swojego życia o 180 stopni
- na początku praca na śmieciówkę dopiero później możliwość otrzymania umowy na rok, później dwa i pewnie po tej drugiej przedłużyliby na czas nieokreślony
- brak znajomości miasta jeśli chodzi o mnie
- wynajęte mieszkanie za które TRZEBA PŁACIĆ podejrzewam, że z mediami to całą jedną pensję, z drugiej utrzymanie się
- gdy się coś psuje to ona wraca do rodziców a ja pozostaje sam...
- piękne miasto z wieloma fajnymi miejscami, to ogromny plus, przyznaję

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Rising_Sun (2019-06-12 15:42:09)

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
BezNicku27 napisał/a:

Witam,

W sierpniu poprzedniego roku poznałem pewną dziewczynę na portalu randkowym, ona mieszka +/- 200 km od mojego miejsca zamieszkania, ale wiadomo, że na samym początku nikt nie zwraca uwagi na to ponieważ nie wiadomo dokąd idzie te znajomość.

Ja zwracam tongue nie pisałabym z kimś kto mieszka tak daleko, żeby właśnie nie mieć takich problemów wink

BezNicku27 napisał/a:

Rozmawiało nam się bardzo dobrze, złapaliśmy dobry kontakt no i tak dni mijały, przeszliśmy na messengera no,ale po jakimś czasie wrzuciłem pytaniem czy jest szansa się spotkać?
Ona była zainteresowana spotkaniem a ponieważ ma rodzinę w mieście oddalonym od mojego o 25 km to umówiliśmy się, że jak będzie na weekend u nich to po prostu ja przyjadę. Tak też się stało, spędziliśmy sobotnie i niedzielne popołudnie i oboje ocenialiśmy, że było miło i fajnie by było to powtórzyć. Tym razem zaproponowałem żeby przyjechała do mnie, mieszkam sam więc nie musiała by stresować się moimi rodzicami itd, zgodziła się i jakoś we wrześniu wpadła na weekend. Możemy przewinąć teraz do kwietnia/maja bo od tego września do końca marca byliśmy w stałym kontakcie, przyjeżdżała kiedy mogła (miała o wiele łatwiej jeśli chodzi o wolne aniżeli ja dlatego też to ona przyjeżdżała).

(...) Przez ostatni miesiąc były dni gorsze i lepsze (większa część to jednak ta gorsza) i na dzień dzisiejszy postanowiliśmy odpuścić sobie tą znajomość

Piszesz jakoś tak oschle. Podstawowe pytanie: Kochasz ją? To jest/był związek? Bo nie brzmi tak.

BezNicku27 napisał/a:

Jeśli ona przyjechała by do mnie:
- ja zostaje w obecnej pracy i nie martwię się o umowę czy kredyt
- mamy gdzie mieszkać (mieszkanie w żaden sposób nie jest obarczone pożyczkami itd)
- ona powolutku może szukać pracy taką jak by chciała, nie musiałaby łapać pierwszej lepszej
- możliwość kupna większego mieszkania nie za rok, dwa czy pięć tylko właściwie "od ręki"
- znajomość miasta (ona znała poniekąd moje miasto gdyż czasami tu bywała u dalekiej rodziny)

jeśli ja bym wyjechał tam:
- zmiana swojego życia o 180 stopni
- na początku praca na śmieciówkę dopiero później możliwość otrzymania umowy na rok, później dwa i pewnie po tej drugiej przedłużyliby na czas nieokreślony
- brak znajomości miasta jeśli chodzi o mnie
- wynajęte mieszkanie za które TRZEBA PŁACIĆ podejrzewam, że z mediami to całą jedną pensję, z drugiej utrzymanie się
- gdy się coś psuje to ona wraca do rodziców a ja pozostaje sam...
- piękne miasto z wieloma fajnymi miejscami, to ogromny plus, przyznaję

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja uważam, że w większym mieście są większe możliwości, więc dążyłabym do mieszkania w takim miejscu.
Jak ona się przeprowadzi do Ciebie, to nie ma nic tylko jest na Twojej łasce, aż nie znajdzie pracy z sensowną pensją.
A nie możesz nie sprzedawać swojego domu, tylko go wynająć? Przeprowadzić się do jej miasta, tam razem coś wynajmujecie, a w razie czego masz gdzie wrócić.

3

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
BezNicku27 napisał/a:

Jeśli ona przyjechała by do mnie:
- ja zostaje w obecnej pracy i nie martwię się o umowę czy kredyt
- mamy gdzie mieszkać (mieszkanie w żaden sposób nie jest obarczone pożyczkami itd)
- ona powolutku może szukać pracy taką jak by chciała, nie musiałaby łapać pierwszej lepszej
- możliwość kupna większego mieszkania nie za rok, dwa czy pięć tylko właściwie "od ręki"
- znajomość miasta (ona znała poniekąd moje miasto gdyż czasami tu bywała u dalekiej rodziny)

jeśli ja bym wyjechał tam:
- zmiana swojego życia o 180 stopni
- na początku praca na śmieciówkę dopiero później możliwość otrzymania umowy na rok, później dwa i pewnie po tej drugiej przedłużyliby na czas nieokreślony
- brak znajomości miasta jeśli chodzi o mnie
- wynajęte mieszkanie za które TRZEBA PŁACIĆ podejrzewam, że z mediami to całą jedną pensję, z drugiej utrzymanie się
- gdy się coś psuje to ona wraca do rodziców a ja pozostaje sam...
- piękne miasto z wieloma fajnymi miejscami, to ogromny plus, przyznaję

Zacytuję jeden fragment tylko.
Ale odniosę się do całości. Ty naprawdę nie widzisz, że sam też przyjmujesz tylko jeden możliwy scenariusz i olewasz inne? Plus podejście masz co najmniej dziwne...

Jeżeli ona wyjedzie do Ciebie:
- zmienia swoje życie o 180stopni
- brak znajomości miasta
- umowa na śmieciówce, potem na rok, potem przedłużona...
- gdy się coś psuje, ona musi znaleźć sobie nowe miejsce w tym mieście, pewnie coś sama wynająć
- małe miasto, mniejsze perspektywy.

Kiedy Ty jedziesz do niej:
- wynajmujesz swoje obecne mieszkanie i za kasę, którą dostaniesz wynajmujesz coś razem z nią
- większe miasto, więcej możliwości
- gdy coś się psuje, oboje lądujecie miękko - ona u rodziców, Ty w małym mieście (lub w innym wynajętym mieszkaniu)
- z racji, że już pracowałeś wcześniej, mało prawdopodobne, że dostaniesz śmieciówkę. Prawdopodobnie dostaniesz standardowe 3-12 miesięcy, a potem nieokreślony (ja przy pierwszej pracy miałam 3 miesiące, a potem od razu nieokreślony)

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

4

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

"Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja uważam, że w większym mieście są większe możliwości, więc dążyłabym do mieszkania w takim miejscu.
Jak ona się przeprowadzi do Ciebie, to nie ma nic tylko jest na Twojej łasce, aż nie znajdzie pracy z sensowną pensją.
A nie możesz nie sprzedawać swojego domu, tylko go wynająć? Przeprowadzić się do jej miasta, tam razem coś wynajmujecie, a w razie czego masz gdzie wrócić."


Z tym wynajmem nie jest tak różowo bo okazuje się, że różni ludzie wynajmują mieszkania, np gdybym wynajął młodej parze z małym dzieckiem i oni by nie płacili mi to nawet jak bym stanął przed drzwiami domu z policją to nie mogę ich usunąć z mieszkania...takie przepisy. Mało ludzi dba o wynajęte mieszkania i jeśli miałbym do wyboru sprzedać je teraz za taką cenę za jakąś uważam, że jest warte i jechać z "czystą kartą" tam a wynająć i sprzedać za rok lub dwa o 20 tyś mniej biorąc to wybieram pierwszą opcję.
Mieszkanie w jej miejscowości jest kuszące, ale pytanie brzmi czy mi z jednej pensji będziemy mogli sobie pozwolić na to wszystko? Nie wiem jak Ty, ale ja uważam, że łatwiej byłoby zamieszkać tutaj nawet na rok,dwa, niech ona nabierze doświadczenia w pracy, odłożymy pieniądze, które pakowalibyśmy w wynajem na np ślub i wyjechać za rok, dwa z jakąś pulą pieniężną, być może już po ślubie i tam wziąć kredyt i dołożyć do wymarzonego M. Czy ona byłaby na mojej łasce? Tego tak bym nie nazwał bo sam zadeklarowałem, że oboje Nas bym utrzymał spokojnie, czy ja nie byłbym na łasce jej tam? Byłbym i to chyba jeszcze większej bo w przeciwieństwie do Niej ja nie znam zupełnie jej miasta, ona kojarzy ulice, miejsca "u mnie".

5

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
Lady Loka napisał/a:
BezNicku27 napisał/a:

Jeśli ona przyjechała by do mnie:
- ja zostaje w obecnej pracy i nie martwię się o umowę czy kredyt
- mamy gdzie mieszkać (mieszkanie w żaden sposób nie jest obarczone pożyczkami itd)
- ona powolutku może szukać pracy taką jak by chciała, nie musiałaby łapać pierwszej lepszej
- możliwość kupna większego mieszkania nie za rok, dwa czy pięć tylko właściwie "od ręki"
- znajomość miasta (ona znała poniekąd moje miasto gdyż czasami tu bywała u dalekiej rodziny)

jeśli ja bym wyjechał tam:
- zmiana swojego życia o 180 stopni
- na początku praca na śmieciówkę dopiero później możliwość otrzymania umowy na rok, później dwa i pewnie po tej drugiej przedłużyliby na czas nieokreślony
- brak znajomości miasta jeśli chodzi o mnie
- wynajęte mieszkanie za które TRZEBA PŁACIĆ podejrzewam, że z mediami to całą jedną pensję, z drugiej utrzymanie się
- gdy się coś psuje to ona wraca do rodziców a ja pozostaje sam...
- piękne miasto z wieloma fajnymi miejscami, to ogromny plus, przyznaję

Zacytuję jeden fragment tylko.
Ale odniosę się do całości. Ty naprawdę nie widzisz, że sam też przyjmujesz tylko jeden możliwy scenariusz i olewasz inne? Plus podejście masz co najmniej dziwne...

Jeżeli ona wyjedzie do Ciebie:
- zmienia swoje życie o 180stopni
- brak znajomości miasta
- umowa na śmieciówce, potem na rok, potem przedłużona...
- gdy się coś psuje, ona musi znaleźć sobie nowe miejsce w tym mieście, pewnie coś sama wynająć
- małe miasto, mniejsze perspektywy.

Kiedy Ty jedziesz do niej:
- wynajmujesz swoje obecne mieszkanie i za kasę, którą dostaniesz wynajmujesz coś razem z nią
- większe miasto, więcej możliwości
- gdy coś się psuje, oboje lądujecie miękko - ona u rodziców, Ty w małym mieście (lub w innym wynajętym mieszkaniu)
- z racji, że już pracowałeś wcześniej, mało prawdopodobne, że dostaniesz śmieciówkę. Prawdopodobnie dostaniesz standardowe 3-12 miesięcy, a potem nieokreślony (ja przy pierwszej pracy miałam 3 miesiące, a potem od razu nieokreślony)

Nie do końca tak jest jak piszesz. Odnośnie wynajmu napisałem Pani wyżej co myślę na temat wynajmu ludziom, których nie znam a niestety historie z niepłaceniem, niszczeniem znam (może nie z autopsji,ale od znajomych). Odnośnie jej pracy to ona kończy studia po której będzie celowała w pracę państwową, wiadomo, że tam nie ma takich cyrków jak w prywatnych zakładach pracy. Czy oboje lądujemy miękko? W drugą stronę mogę napisać to samo, przecież nie dobiera kredytu do mieszkania, nie jest obarczona pożyczkami i wraca do "siebie". Odnośnie mojej pracy w tej konkretnej firmie to właśnie byłaby to śmieciówka, nawet jeśli tylko na rok lub pół, gdyby coś się komuś z nas stało to co wtedy? Za mieszkanie trzeba zapłacić a ponieważ ona obecnie pracuje na śmieciówkę to czy perspektywa obu osób na śmieciówce w wynajętym mieszkaniu jest aż tak dobra i kusząca? Mi nikt też nie jest w stanie zapewnić, że na pewno po 12-stu miesiącach dostanę umowę..

6

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
BezNicku27 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
BezNicku27 napisał/a:

Jeśli ona przyjechała by do mnie:
- ja zostaje w obecnej pracy i nie martwię się o umowę czy kredyt
- mamy gdzie mieszkać (mieszkanie w żaden sposób nie jest obarczone pożyczkami itd)
- ona powolutku może szukać pracy taką jak by chciała, nie musiałaby łapać pierwszej lepszej
- możliwość kupna większego mieszkania nie za rok, dwa czy pięć tylko właściwie "od ręki"
- znajomość miasta (ona znała poniekąd moje miasto gdyż czasami tu bywała u dalekiej rodziny)

jeśli ja bym wyjechał tam:
- zmiana swojego życia o 180 stopni
- na początku praca na śmieciówkę dopiero później możliwość otrzymania umowy na rok, później dwa i pewnie po tej drugiej przedłużyliby na czas nieokreślony
- brak znajomości miasta jeśli chodzi o mnie
- wynajęte mieszkanie za które TRZEBA PŁACIĆ podejrzewam, że z mediami to całą jedną pensję, z drugiej utrzymanie się
- gdy się coś psuje to ona wraca do rodziców a ja pozostaje sam...
- piękne miasto z wieloma fajnymi miejscami, to ogromny plus, przyznaję

Zacytuję jeden fragment tylko.
Ale odniosę się do całości. Ty naprawdę nie widzisz, że sam też przyjmujesz tylko jeden możliwy scenariusz i olewasz inne? Plus podejście masz co najmniej dziwne...

Jeżeli ona wyjedzie do Ciebie:
- zmienia swoje życie o 180stopni
- brak znajomości miasta
- umowa na śmieciówce, potem na rok, potem przedłużona...
- gdy się coś psuje, ona musi znaleźć sobie nowe miejsce w tym mieście, pewnie coś sama wynająć
- małe miasto, mniejsze perspektywy.

Kiedy Ty jedziesz do niej:
- wynajmujesz swoje obecne mieszkanie i za kasę, którą dostaniesz wynajmujesz coś razem z nią
- większe miasto, więcej możliwości
- gdy coś się psuje, oboje lądujecie miękko - ona u rodziców, Ty w małym mieście (lub w innym wynajętym mieszkaniu)
- z racji, że już pracowałeś wcześniej, mało prawdopodobne, że dostaniesz śmieciówkę. Prawdopodobnie dostaniesz standardowe 3-12 miesięcy, a potem nieokreślony (ja przy pierwszej pracy miałam 3 miesiące, a potem od razu nieokreślony)

Nie do końca tak jest jak piszesz. Odnośnie wynajmu napisałem Pani wyżej co myślę na temat wynajmu ludziom, których nie znam a niestety historie z niepłaceniem, niszczeniem znam (może nie z autopsji,ale od znajomych). Odnośnie jej pracy to ona kończy studia po której będzie celowała w pracę państwową, wiadomo, że tam nie ma takich cyrków jak w prywatnych zakładach pracy. Czy oboje lądujemy miękko? W drugą stronę mogę napisać to samo, przecież nie dobiera kredytu do mieszkania, nie jest obarczona pożyczkami i wraca do "siebie". Odnośnie mojej pracy w tej konkretnej firmie to właśnie byłaby to śmieciówka, nawet jeśli tylko na rok lub pół, gdyby coś się komuś z nas stało to co wtedy? Za mieszkanie trzeba zapłacić a ponieważ ona obecnie pracuje na śmieciówkę to czy perspektywa obu osób na śmieciówce w wynajętym mieszkaniu jest aż tak dobra i kusząca? Mi nikt też nie jest w stanie zapewnić, że na pewno po 12-stu miesiącach dostanę umowę..

To aspiruj w lepszą pracę, w której nie dostaniesz śmieciówki. Uwierz mi, takie naprawdę istnieją. I wcale nie są trudne do złapania.
A co do wynajmu, to przecież Ty decydujesz, komu chcesz mieszkanie wynająć. Wcale mu aż tak wartość nie spanie, a jak lokatorów będziesz miał normalnych, to i problemów nie powinno być.
Prawda jest taka, że znacie się krótko, niecały rok, to jest bardzo mało i ja nie ryzykowałabym, będąc na jej miejscu, pójścia na utrzymanie faceta. Zresztą w żadnym momencie bym czegoś takiego nie ryzykowała, bo to zawsze jest ryzyko. Tobie się dobrze mówi, ale nikt nie chce być na utrzymaniu drugiej osoby w mieście daleko od rodziny, praktycznie bez perspektyw.
Poza tym to Twoja wina, że nie znasz jej miasta. Też mogłeś do niej jeździć, a widocznie wygodniej i praktyczniej było, jak ona przyjeżdżała do Ciebie.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

7 Ostatnio edytowany przez mallwusia (2019-06-12 16:15:02)

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

Nie widzę wad Twojej propozycji. Widocznie zbyt słabo jej zależy na Tobie.

Co zaś do wynajmu masz absolutną rację, przy naszym prawodawstwie, gdzie prawo chroni najemcę, a nie właściciela, jest to obarczone ryzykiem. Przerabiałam niedawno temat, pomagając przyjacielowi.

8

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
Lady Loka napisał/a:
BezNicku27 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Zacytuję jeden fragment tylko.
Ale odniosę się do całości. Ty naprawdę nie widzisz, że sam też przyjmujesz tylko jeden możliwy scenariusz i olewasz inne? Plus podejście masz co najmniej dziwne...

Jeżeli ona wyjedzie do Ciebie:
- zmienia swoje życie o 180stopni
- brak znajomości miasta
- umowa na śmieciówce, potem na rok, potem przedłużona...
- gdy się coś psuje, ona musi znaleźć sobie nowe miejsce w tym mieście, pewnie coś sama wynająć
- małe miasto, mniejsze perspektywy.

Kiedy Ty jedziesz do niej:
- wynajmujesz swoje obecne mieszkanie i za kasę, którą dostaniesz wynajmujesz coś razem z nią
- większe miasto, więcej możliwości
- gdy coś się psuje, oboje lądujecie miękko - ona u rodziców, Ty w małym mieście (lub w innym wynajętym mieszkaniu)
- z racji, że już pracowałeś wcześniej, mało prawdopodobne, że dostaniesz śmieciówkę. Prawdopodobnie dostaniesz standardowe 3-12 miesięcy, a potem nieokreślony (ja przy pierwszej pracy miałam 3 miesiące, a potem od razu nieokreślony)

Nie do końca tak jest jak piszesz. Odnośnie wynajmu napisałem Pani wyżej co myślę na temat wynajmu ludziom, których nie znam a niestety historie z niepłaceniem, niszczeniem znam (może nie z autopsji,ale od znajomych). Odnośnie jej pracy to ona kończy studia po której będzie celowała w pracę państwową, wiadomo, że tam nie ma takich cyrków jak w prywatnych zakładach pracy. Czy oboje lądujemy miękko? W drugą stronę mogę napisać to samo, przecież nie dobiera kredytu do mieszkania, nie jest obarczona pożyczkami i wraca do "siebie". Odnośnie mojej pracy w tej konkretnej firmie to właśnie byłaby to śmieciówka, nawet jeśli tylko na rok lub pół, gdyby coś się komuś z nas stało to co wtedy? Za mieszkanie trzeba zapłacić a ponieważ ona obecnie pracuje na śmieciówkę to czy perspektywa obu osób na śmieciówce w wynajętym mieszkaniu jest aż tak dobra i kusząca? Mi nikt też nie jest w stanie zapewnić, że na pewno po 12-stu miesiącach dostanę umowę..

To aspiruj w lepszą pracę, w której nie dostaniesz śmieciówki. Uwierz mi, takie naprawdę istnieją. I wcale nie są trudne do złapania.
A co do wynajmu, to przecież Ty decydujesz, komu chcesz mieszkanie wynająć. Wcale mu aż tak wartość nie spanie, a jak lokatorów będziesz miał normalnych, to i problemów nie powinno być.
Prawda jest taka, że znacie się krótko, niecały rok, to jest bardzo mało i ja nie ryzykowałabym, będąc na jej miejscu, pójścia na utrzymanie faceta. Zresztą w żadnym momencie bym czegoś takiego nie ryzykowała, bo to zawsze jest ryzyko. Tobie się dobrze mówi, ale nikt nie chce być na utrzymaniu drugiej osoby w mieście daleko od rodziny, praktycznie bez perspektyw.
Poza tym to Twoja wina, że nie znasz jej miasta. Też mogłeś do niej jeździć, a widocznie wygodniej i praktyczniej było, jak ona przyjeżdżała do Ciebie.

Widzę, że uderzasz w jedną stronę, przecież to nie jest tak, że mieszkam w mieście gdzie jest tylko sklep spożywczy Pani Helenki i jedna szkoła podstawowa, jest to średniej wielkości miasto, które się rozwija. Piszesz tak jak by miała być na tym utrzymaniu przez rok, dwa lub pięć. A może byłaby tylko przez np miesiąc bo dostałaby pracę? Czy ja decyduję komu komu wynajmuję? Owszem, ale kto powie mi przy rozmowie na temat mieszkania: hmm..wie Pan co? Bo tak na prawdę to mamy małe dziecko i u nas to różnie z pieniędzmi więc no Pan nie oczekuje cudów. Prawda jest taka, że najczęściej w wynajem celują ludzie młodzi z dzieckiem, więc prawnie nie do ruszenia choćby się waliło i paliło. Pytanie czy chciałbym też mieszkać tam i zamartwiać się co tutaj się dzieje? Czy dbają o dom, podwórko? Odnośnie przyjazdów to też nie jest tak, że ja mógłbym przyjeżdżać do niej kiedy tylko chcę ze względu na ograniczoną ilość dni urlopowych, ona takowych nie miała, po prostu jak nie było jej w pracy. Byłem teraz w maju, następny termin to był sierpień kiedy mam zaplanowany urlop wypoczynkowy i jeszcze 7 dni do zagospodarowania więc myślę, że koło października, listopada odwiedziłbym ją znowu na kilka dni. Po prostu kiedy się poznaliśmy to ja już od września miałem tych dni jak na lekarstwo i czekałem na nowy rok aby mieć pełną pulę urlopu. Dodatkowo problemem była jej szkoła, ja w weekendy nie pracuję zaś ona np w tym półroczu była właściwie co weekend w szkole..

9

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

Ona ma swoje racje i Ty masz swoje, jeśli nie będziecie skłonni pójść na ustępstwa, to nie da się tego pogodzić.

BezNicku27 napisał/a:

Gdzieś przez ten czas wpadł mi pomysł żeby sprzedać swój dotychczasowy domek i kupić coś większego, bliżej centrum miasta i nigdy nie rzuciłem pomysłem żeby ona dobierała kredyt i dokładała się itd, sam chciałem to wziąć na swoje barki (...)

Tu masz rację, na obecnym etapie znajomości i to bez względu na to jak by się między Wami nie układało, bardzo nierozsądne z Twojej strony, żeby nie nazwać tego głupotą, byłoby sprzedać nieruchomość, która jest w pełni Twoją własnością i kupić nową wiążąc się kredytem z kimś, z kim na dobrą sprawę związek w każdej chwili może się rozlecieć. 

Rising_Sun napisał/a:

A nie możesz nie sprzedawać swojego domu, tylko go wynająć? Przeprowadzić się do jej miasta, tam razem coś wynajmujecie, a w razie czego masz gdzie wrócić.

Moim zdaniem to jest najlepsza opcja.
Dziś załatwia się to w taki sposób, że przed podpisaniem umowy prosisz o udokumentowanie zarobków, a ponadto u notariusza spisuje się oświadczenie wynajmującego, że w przypadku problemów z płatnościami ma adres, pod którym w razie potrzeby może zamieszkać, a równocześnie druga strona swoim podpisem deklaruje gotowość do jego przyjęcia. To jest coraz częściej praktykowane właśnie dlatego, by uniknąć ewentualnych problemów z lokatorami. Jeśli zaś chodzi o ewentualne zniszczenia, to przecież na ich poczet pobiera się kaucję.

BezNicku27 napisał/a:

Nie wiem jak Ty, ale ja uważam, że łatwiej byłoby zamieszkać tutaj nawet na rok,dwa, niech ona nabierze doświadczenia w pracy, odłożymy pieniądze, które pakowalibyśmy w wynajem na np ślub i wyjechać za rok, dwa z jakąś pulą pieniężną, być może już po ślubie i tam wziąć kredyt i dołożyć do wymarzonego M. Czy ona byłaby na mojej łasce? Tego tak bym nie nazwał bo sam zadeklarowałem, że oboje Nas bym utrzymał spokojnie, czy ja nie byłbym na łasce jej tam? Byłbym i to chyba jeszcze większej bo w przeciwieństwie do Niej ja nie znam zupełnie jej miasta, ona kojarzy ulice, miejsca "u mnie".

Na jej miejscu za nic nie zgodziłabym się na bycie na Twoim utrzymaniu. Jeśli już, to niech najpierw poszuka pracy, a potem się do Ciebie przeprowadzi, ewentualnie odłoży jakieś pieniądze na to, by przez ten miesiąc, dwa czy trzy jej to wystarczyło przynajmniej na pokrycie kosztów pobytu u Ciebie.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

10

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
mallwusia napisał/a:

Nie widzę wad Twojej propozycji. Widocznie zbyt słabo jej zależy na Tobie.

Co zaś do wynajmu masz absolutną rację, przy naszym prawodawstwie, gdzie prawo chroni najemcę, a nie właściciela, jest to obarczone ryzykiem. Przerabiałam niedawno temat, pomagając przyjacielowi.

Dokładnie, najemca to osoba święta no bo jak to tak wyrzucić i co? Nikt nie patrzy na ludzi, którzy wynajmują, którzy tez mają swoje zobowiązania finansowe związane np ze swoim mieszkaniem. Rozważałem obie opcje, na prawdę to nie jest tak, że tylko brałem swoją opcję pod uwagę i żadną inną, ale uważam, że po prostu jeśli wybralibyśmy opcję u mnie to mamy łatwiejszy start i mniejsze ryzyko.

11

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
Olinka napisał/a:

Ona ma swoje racje i Ty masz swoje, jeśli nie będziecie skłonni pójść na ustępstwa, to nie da się tego pogodzić.

BezNicku27 napisał/a:

Gdzieś przez ten czas wpadł mi pomysł żeby sprzedać swój dotychczasowy domek i kupić coś większego, bliżej centrum miasta i nigdy nie rzuciłem pomysłem żeby ona dobierała kredyt i dokładała się itd, sam chciałem to wziąć na swoje barki (...)

Tu masz rację, na obecnym etapie znajomości i to bez względu na to jak by się między Wami nie układało, bardzo nierozsądne z Twojej strony, żeby nie nazwać tego głupotą, byłoby sprzedać nieruchomość, która jest w pełni Twoją własnością i kupić nową wiążąc się kredytem z kimś, z kim na dobrą sprawę związek w każdej chwili może się rozlecieć.

Rising_Sun napisał/a:

A nie możesz nie sprzedawać swojego domu, tylko go wynająć? Przeprowadzić się do jej miasta, tam razem coś wynajmujecie, a w razie czego masz gdzie wrócić.

Moim zdaniem to jest najlepsza opcja.
Dziś załatwia się to w taki sposób, że przed podpisaniem umowy prosisz o udokumentowanie zarobków, a ponadto u notariusza spisuje się oświadczenie wynajmującego, że w przypadku problemów z płatnościami ma adres, pod którym w razie potrzeby może zamieszkać, a równocześnie druga strona swoim podpisem deklaruje gotowość do jego przyjęcia. To jest coraz częściej praktykowane właśnie dlatego, by uniknąć ewentualnych problemów z lokatorami. Jeśli zaś chodzi o ewentualne zniszczenia, to przecież na ich poczet pobiera się kaucję.

BezNicku27 napisał/a:

Nie wiem jak Ty, ale ja uważam, że łatwiej byłoby zamieszkać tutaj nawet na rok,dwa, niech ona nabierze doświadczenia w pracy, odłożymy pieniądze, które pakowalibyśmy w wynajem na np ślub i wyjechać za rok, dwa z jakąś pulą pieniężną, być może już po ślubie i tam wziąć kredyt i dołożyć do wymarzonego M. Czy ona byłaby na mojej łasce? Tego tak bym nie nazwał bo sam zadeklarowałem, że oboje Nas bym utrzymał spokojnie, czy ja nie byłbym na łasce jej tam? Byłbym i to chyba jeszcze większej bo w przeciwieństwie do Niej ja nie znam zupełnie jej miasta, ona kojarzy ulice, miejsca "u mnie".

Na jej miejscu za nic nie zgodziłabym się na bycie na Twoim utrzymaniu. Jeśli już, to niech najpierw poszuka pracy, a potem się do Ciebie przeprowadzi, ewentualnie odłoży jakieś pieniądze na to, by przez ten miesiąc, dwa czy trzy jej to wystarczyło przynajmniej na pokrycie kosztów pobytu u Ciebie.


Nie napisałem tego wyżej, ale jest też taka sprawa, że mam kupca na swój domek, który przyjedzie w niedziele z umową i zaliczką... Dlatego niejako wynajem jest niemożliwy.. Domek wystawiłem na sprzedaż w kwietniu, przed tym ogólnym kwasem. Nie wiem dziewczyny co Wy macie z tym "utrzymaniem". Rachunki tak czy siak płacę więc dlaczego miałaby się poczuć, że jest na utrzymaniu? Jeśli chodzi o jedzenie? Przecież to żaden problem jeśli dołożę jedną reklamówkę więcej jedzenia, czy wszystko musi opierać się na pieniądzu? Ale OK, to wtedy odkłada sobie przez jakiś czas na swoje wydatki i w czym problem żeby szukała pracy? No żaden

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

Jak najemca nie chce płacić to szukasz kilku karków, którym zapłacisz za to aby mieszkali w tym mieszkaniu i np. puszczali muzykę na full itp. smile
Albo pod nieobecność lokatorów dyskretnie wmurowujesz jajko w ścianę, gips, malujesz tak żeby nie było widać i czekasz aż zgnije, maks 2 tygodnie i sami opuszczą lokum smile

Gdyby mi nie płacili za wynajem, to wynająłbym koksów którzy wzięliby ich za szmaty, wyrzucili z mieszkania, w tym czasie szybko wymienić zamki w drzwiach do momentu przyjazdu policji i po prostu sobie idziesz, a to, że ich klucz nie pasuje do mieszkania to już Cie to lotto smile

13

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Jak najemca nie chce płacić to szukasz kilku karków, którym zapłacisz za to aby mieszkali w tym mieszkaniu i np. puszczali muzykę na full itp. smile
Albo pod nieobecność lokatorów dyskretnie wmurowujesz jajko w ścianę, gips, malujesz tak żeby nie było widać i czekasz aż zgnije, maks 2 tygodnie i sami opuszczą lokum smile

Gdyby mi nie płacili za wynajem, to wynająłbym koksów którzy wzięliby ich za szmaty, wyrzucili z mieszkania, w tym czasie szybko wymienić zamki w drzwiach do momentu przyjazdu policji i po prostu sobie idziesz, a to, że ich klucz nie pasuje do mieszkania to już Cie to lotto smile


Haha, jest to dość KARKOłomne rozwiązanie. Problem pojawia się gdyż jest to domek jednorodzinny więc głośnika muzyka nikogo nie przestraszy, o waleniu w rury nie ma mowy. Jest to bardzo spokojna dzielnica domków więc... No,ale ogólnie właśnie o tym pisałem wyżej - nie chcę będąc tam myśleć i jeździć co weekend tutaj by załatwiać sprawy związane z domem. Wolałbym z "wolną" głową wyjechać.

14

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Jak najemca nie chce płacić to szukasz kilku karków, którym zapłacisz za to aby mieszkali w tym mieszkaniu i np. puszczali muzykę na full itp. smile
Albo pod nieobecność lokatorów dyskretnie wmurowujesz jajko w ścianę, gips, malujesz tak żeby nie było widać i czekasz aż zgnije, maks 2 tygodnie i sami opuszczą lokum smile

Gdyby mi nie płacili za wynajem, to wynająłbym koksów którzy wzięliby ich za szmaty, wyrzucili z mieszkania, w tym czasie szybko wymienić zamki w drzwiach do momentu przyjazdu policji i po prostu sobie idziesz, a to, że ich klucz nie pasuje do mieszkania to już Cie to lotto smile


lepiej abyś się nie wypowiadał w temacie, o którym nie masz zielonego pojęcia

15 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-06-12 20:04:23)

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
BezNicku27 napisał/a:

Witam,

Zarejestrowałem się na tej stronie aby poznać Waszą opinię na temat mojego problemu(?). Postaram się przedstawić sytuację w dość krótką historię bo kto chciałby czytać istną książkę? smile

W sierpniu poprzedniego roku poznałem pewną dziewczynę na portalu randkowym, ona mieszka +/- 200 km od mojego miejsca zamieszkania, ale wiadomo, że na samym początku nikt nie zwraca uwagi na to ponieważ nie wiadomo dokąd idzie te znajomość. Rozmawiało nam się bardzo dobrze, złapaliśmy dobry kontakt no i tak dni mijały, przeszliśmy na messengera no,ale po jakimś czasie wrzuciłem pytaniem czy jest szansa się spotkać?
Ona była zainteresowana spotkaniem a ponieważ ma rodzinę w mieście oddalonym od mojego o 25 km to umówiliśmy się, że jak będzie na weekend u nich to po prostu ja przyjadę. Tak też się stało, spędziliśmy sobotnie i niedzielne popołudnie i oboje ocenialiśmy, że było miło i fajnie by było to powtórzyć. Tym razem zaproponowałem żeby przyjechała do mnie, mieszkam sam więc nie musiała by stresować się moimi rodzicami itd, zgodziła się i jakoś we wrześniu wpadła na weekend. Możemy przewinąć teraz do kwietnia/maja bo od tego września do końca marca byliśmy w stałym kontakcie, przyjeżdżała kiedy mogła (miała o wiele łatwiej jeśli chodzi o wolne aniżeli ja dlatego też to ona przyjeżdżała).

Gdzieś przez ten czas wpadł mi pomysł żeby sprzedać swój dotychczasowy domek i kupić coś większego, bliżej centrum miasta i nigdy nie rzuciłem pomysłem żeby ona dobierała kredyt i dokładała się itd, sam chciałem to wziąć na swoje barki,
wstępnie umówiliśmy się, że to ona przeprowadzi się do mnie gdyż no ja mam tutaj pracę już na umowę na czas nieokreślony, swoje mieszkanie no i w mniejszym mieście łatwiej wystartować gdyż mieszkania są tańsze. Gdy przyjeżdżała to starałem się aby zapoznać ją z miastem, często spacerowaliśmy i pokazywałem gdzie co jest. Sama z siebie chciała dołożyć do nowego mieszkania, ale odrzuciłem ten pomysł ze względu na to, że gdy będzie się przeprowadzać to fajnie jak by szukała pracy bez przymusu, że musi ratę kredytu płacić. Rozmawialiśmy na ten temat długo i tłumaczyłem, że jestem w stanie sam dobrać tyle pieniędzy aby kupić większy "kwadrat". Właściwie z dnia na dzień ona zaczęła odpychać od siebie myśl aby tu przyjechać pod pretekstem, że nie wiadomo co z pracą itd starałem się jej przetłumaczyć, że nawet gdyby to możemy zostać w dotychczasowym domu, jest trochę miejsca i może szukać sobie powolutku pracy bez większego ciśnienia a mieszkanie kupilibyśmy jak oboje stanęlibyśmy na nogi, bez pośpiechu... Te argumenty były kiepskie dla niej...

Rzuciła pomysłem żebym ja wyprowadził się do jej miasta, załatwi mi jakaś pracę (ma gdzieś rodzinę wysoko postawioną w jednej z firm). Gdy zapytałem co z mieszkaniem to odpowiedziała, że możemy na start wynająć no i tutaj zaczął się problem, zacząłem jej tłumaczyć, że nie po to mam swój dom aby go sprzedać i płacić komuś trzecią pensję za to, że udostępni mi mieszkanie do życia, że wyjeżdżając tam rzucam wszystko dosłownie (dobrze płatną pracę jak na miasto w którym mieszkam, umowę na czas nieokreślony, która daje mi zdolności kredytowe), sprzedaje dom i koniec końców jadę w totalnie nieznane, na wynajęte mieszkanie, na pracę o charakterze umowy śmieciowej i zapytałem co jak nie wyjdzie nam? Ona wróci do rodziców a ja zostanę sam w wynajętym mieszkaniu właściwie pozostawiony sam sobie, ryzyko było ogromne.

Ona za chwilę rzuciła argumentami, że teraz zostanie jej ostatni rok stiudów, będzie miała jeszcze mniej czasu na przyjeżdżanie do mnie, że też chciałaby żebym był blisko, że ona nie widzi się w tak mały mieście jak moje itd itp.
Rozmowa stanęła w martwym punkcie, ja próbowałem jej tłumaczyć,  że kolejność: wyjanem - ślub - kredyt - kupno mieszkania jest stratą czasu przede wszystkim przez pozycję numer jeden bo ile trwałby wynajem? Minimum rok, później zbieranie pieniędzy na wesele i na szarym końcu My czyli Nasz wspólny dom i ewentualne potomstwo.
W majówkę wybrałem się do jej rodzinnego miasta (ponieważ tak ustaliliśmy wcześniej) i pokazywała mi miasto, poznałem jej rodziców i tak tydzień minął. Właściwie codziennie gdzieś byliśmy, coś widziałem. Miasto piękne, mówiłem jej to,ale
dla ludzi, którzy startują jest cholernie ciężkie do życia (tym bardziej jak jedno z nas byłoby "nie tutejsze". Od momentu mojego powrotu zaczęła zachowywać się inaczej, zaczęła stosować chłodnik więc ja nie pozostając dłużny zrobiłem to samo, pytała o co chodzi itd więc jej wytłumaczyłem, że zauważyłem zmianę w jej zachowaniu...Przez ostatni miesiąc były dni gorsze i lepsze (większa część to jednak ta gorsza) i na dzień dzisiejszy postanowiliśmy odpuścić sobie tą znajomość i od czasu do czasu wysyłamy sobie jakąś wiadomość,ale to już jedna, dwie wiadomości na dzień. Choć zaangażowałem się bardzo (ona również) i poczuliśmy do siebie coś więcej to jednak wymęczyło mnie jej zachowanie, starałem się przez cały miesiąc pokazać jej, że mi zależy, ale też trzeźwo patrzę na pewne rzeczy, uważam, że startując ode mnie po prostu będzie nam łatwiej, przynajmniej na start.
W między czasie wpadł mi jeszcze jeden pomysł, ale o tym już jej nie informowałem, po co skoro ona widzi tylko to, że jej plan jest
OK a cała reszta to blee?

I tutaj pojawia się moje pytanie, nie jak spróbować naprawić czy jak odzyskać kontakt... Bardziej chciałbym poznać Waszą opinię? Czy dobrze, że zostałem przy swoim zdaniu? Pokrótce opiszę to tak:

Jeśli ona przyjechała by do mnie:
- ja zostaje w obecnej pracy i nie martwię się o umowę czy kredyt
- mamy gdzie mieszkać (mieszkanie w żaden sposób nie jest obarczone pożyczkami itd)
- ona powolutku może szukać pracy taką jak by chciała, nie musiałaby łapać pierwszej lepszej
- możliwość kupna większego mieszkania nie za rok, dwa czy pięć tylko właściwie "od ręki"
- znajomość miasta (ona znała poniekąd moje miasto gdyż czasami tu bywała u dalekiej rodziny)

jeśli ja bym wyjechał tam:
- zmiana swojego życia o 180 stopni
- na początku praca na śmieciówkę dopiero później możliwość otrzymania umowy na rok, później dwa i pewnie po tej drugiej przedłużyliby na czas nieokreślony
- brak znajomości miasta jeśli chodzi o mnie
- wynajęte mieszkanie za które TRZEBA PŁACIĆ podejrzewam, że z mediami to całą jedną pensję, z drugiej utrzymanie się
- gdy się coś psuje to ona wraca do rodziców a ja pozostaje sam...
- piękne miasto z wieloma fajnymi miejscami, to ogromny plus, przyznaję

Macie twardy orzech do zgryzienia.
Pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy, to twoja wizyta w jej domu rodzinnym, poznanie rodziców itd. Jeśli dobrze doczytałam, to wasze oddalanie się od siebie zaczęło się chyba po tej wizycie?
Jeśli tak było, to nie jest wykluczone, że w sprawę weszli rodzice tej dziewczyny. Ona opowiedziała im zapewne o twoich planach, o jej ewentualnej wyprowadzce do ciebie i być może rodzice zaczęli odradzać jej ten pomysł. Dlaczego? Wylicze ci potencjalne powody.
1. Chcieliby mieć córkę bliżej siebie, by na bieżąco wiedzieć czy jest szczęśliwa, czy układa jej się z tobą.
2. Na pewno biorą też pod uwagę, że pojawi się dziecko, więc jest logiczne, że woleliby mieć wnuka bliżej siebie. Jej mogli też powiedzieć, że będzie mogła liczyć na ich pomoc przy dziecku, a jak jest z teściowymi to różnie bywa.
3. Mogli wylumaczyc jej, że dla jakiegoś faceta rzuciłaby się na głęboką wodę, a w życiu, jak każdy doświadczony człowiek wie doskonale, że facet dzisiaj jest, a jutro go nie ma, więc nigdy nie wolno uzależniać się od faceta.
4. Mogli powiedzieć jej, że póki co krótko się znacie, że nie macie ślubu ani nawet nie jesteście zaręczeni, więc cały ten twój plan jest pisany patykiem na wodzie. 
5. Mogli zwrócić uwagę na to, że tak usilnie bronisz się przed tym, by ona była współwłaścicielem mieszkania, które chcesz kupić, że nie chcesz by partycypowała w kosztach, czyli wniosek z tego, że ona przyjechałaby w jednej koszuli i w tej jednej koszuli mogłaby zostać wykopana z hukiem. Niestety, ale w życiu bywa różnie, a jej rodzice na pewno z niejednego pieca chleb jedli i patrzą na rzecz pod kątem dobra swojej córki. 
6. Na pewno zwrócili jej też uwagę na to, że mało kto decyduje się wyprowadzac z dużego miasta do małego. Ludzie mają raczej kierunek odwrotny. Do małej mieściny łatwo jest się dostać, ale spróbuj zamieszkać w dużym mieście. Oczywiście że się da, tyle tylko że start w dużym mieście jest znacznie trudniejszy. Ty na wyprowadzce do jej miasta bardzo byś zyskal ( oczywiście w pewnej perspektywie czasowej), ale ona po prostu by straciła. Nie sądzę, by kiedykolwiek zdołała zaaklimatyzować się w małym miasteczku. Byłaby nieszczęśliwa.
To tyle na razie. Jeśli przyjdzie mi jeszcze coś do głowy, to napiszę.

16

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

To o czym pisze Olinka to wynajem okazjonalny. Warto poczytać, bo przed niepłacącymi można się zabezpieczyć.
Rozumiem, że mieszkania w dużym mieście są droższe. Dlaczego, skoro nie chcesz wynajmować nie kupisz czegoś? To może być na początek coś mniejszego niż obecnie, do tego możesz wykorzystać swoją obecną zdolność kredytową do wzięcia kredytu, co z pieniędzmi ze sprzedaży powinno wystarczyć.
Rata na pewno będzie niższa niż wynajem a większe miasto to większe możliwości.

17 Ostatnio edytowany przez Rumunski_Zolnierz (2019-06-12 20:47:14)

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
mallwusia napisał/a:
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Jak najemca nie chce płacić to szukasz kilku karków, którym zapłacisz za to aby mieszkali w tym mieszkaniu i np. puszczali muzykę na full itp. smile
Albo pod nieobecność lokatorów dyskretnie wmurowujesz jajko w ścianę, gips, malujesz tak żeby nie było widać i czekasz aż zgnije, maks 2 tygodnie i sami opuszczą lokum smile

Gdyby mi nie płacili za wynajem, to wynająłbym koksów którzy wzięliby ich za szmaty, wyrzucili z mieszkania, w tym czasie szybko wymienić zamki w drzwiach do momentu przyjazdu policji i po prostu sobie idziesz, a to, że ich klucz nie pasuje do mieszkania to już Cie to lotto smile

lepiej abyś się nie wypowiadał w temacie, o którym nie masz zielonego pojęcia

Proszę mi pokazać, gdzie napisałem nie mając o czymś pojęcia w tym temacie, inaczej będzie to tylko pomówienie.
Podałem skuteczne metody pozbywania się lokatorów niedotrzymujących umowy, Ty zapewne wolałabyś się ciągać po sądach przez 3 lata? smile

18

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

Zdecydowanie działałabym zgodnie z prawem. Prawnik siedzi  obok mnie.

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
mallwusia napisał/a:

Zdecydowanie działałabym zgodnie z prawem. Prawnik siedzi  obok mnie.

Prawnik siedzi koło Ciebie
Ale nie każdy ma taką możliwość.
Wiadomo, że jak ktoś przebywa w otoczeniu prawników, prokuratorów czy adwokatów to może działać tak jak piszesz.
Ale niektórzy nie mają pieniędzy na prawników, do tego najemca mieszkania nie płaci np. rok przez co dodatkowo mieszkanie jest zadłużone (np. niepłacony czynsz) oraz otrzymuje stratę w wyniku nieotrzymanego przychodu.

Dlatego moje rozwiązania uważam za bardzo korzystne, zobacz jak kiedyś w TV pokazywali w jakichś programach jak to wynajmujący miesiącami nie płacili i nie mogli się ich pozbyć, że aż do mediów musieli uderzyć, tak więc...

20

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

Chyba nie zauważyłeś, że to nieaktualne:

"ale jest też taka sprawa, że mam kupca na swój domek, który przyjedzie w niedziele z umową i zaliczką... Dlatego niejako wynajem jest niemożliwy.."

21

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

Jesteś egoistycznym D.. dlatego widzisz to tak jak widzisz

22

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
stokrotka88 napisał/a:

Jesteś egoistycznym D.. dlatego widzisz to tak jak widzisz

Tak samo egoistycznie zapewne myśli o sobie dziewczyna asekuruje się ,jest ostrożna ,wygodna nie chce ryzykować ,rozważa/kalkuluje, żal jej opuszczać rodzinne miasto, ma mnóstwo przywiązań i powiązań oraz różnych wątpliwości, chce być niezależna tak jak Autor - samo życie kompromisy i poświęcenia ,rezygnacje ,roszczenia ,oczekiwania i wyobrażenia uczucia to co ma się dla kogoś zaufanie pewność odwaga i obawy trudne decyzje Już samo wspólne zamieszkanie weryfikuje wzajemne oczekiwania i wyobrażenia a oni słabo jednak się znają ,jak rozwiążą wspólny problem dwojga ludzi nieidealnych egoistycznych to będą do przodu dlaczego zaraz D..... przesada mocna .Związek "na miejscu" bywa ryzykiem tak to jest .
Takie konflikty to nic niezwykłego żadna patologia.Rozsądek vs uczucia .Po latach można dopiero ocenić czy to miłość  bo miłość jak wiadomo "to nie pluszowy miś" .

23

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

Dobrze zrobiłeś, że po krótkiej znajomości nie wiążecie się wspólnym kredytem. I tyle by było dobrego.
Wykazujesz sztywność myślenia i nie chcesz zrobić kroku w jej stronę. Wyolbrzymiasz nieszczęścia, które miałyby Cię spotkać- jak bieda, lokatorzy patologia co się zasiedzą..
jakbyś chciał wiedzieć to kawalerka w centrum City to zawsze lepsza inwestycja niż dom w małym mieście.
Po prostu boisz się zmian.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

24

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
BezNicku27 napisał/a:

Nie napisałem tego wyżej, ale jest też taka sprawa, że mam kupca na swój domek, który przyjedzie w niedziele z umową i zaliczką... Dlatego niejako wynajem jest niemożliwy.. Domek wystawiłem na sprzedaż w kwietniu, przed tym ogólnym kwasem.

No nie napisałeś wink, a to jednak zmienia postać rzeczy.
W sumie to już siłą rzeczy musisz teraz podjąć jakąś decyzję i chyba nie masz na nią specjalnie dużo czasu. O ile oczywiście potencjalny kupiec się nie rozmyśli, bo takie rzeczy się zdarzają.

BezNicku27 napisał/a:

Nie wiem dziewczyny co Wy macie z tym "utrzymaniem". Rachunki tak czy siak płacę więc dlaczego miałaby się poczuć, że jest na utrzymaniu? Jeśli chodzi o jedzenie? Przecież to żaden problem jeśli dołożę jedną reklamówkę więcej jedzenia, czy wszystko musi opierać się na pieniądzu? Ale OK, to wtedy odkłada sobie przez jakiś czas na swoje wydatki i w czym problem żeby szukała pracy? No żaden

Dla Ciebie to może nie stanowić problemu, ale patrzysz na to wyłącznie swoimi oczami. Ja sama będąc na jej miejscu czułabym się co najmniej niekomfortowo nie mogąc dołożyć się do budżetu i to bez względu na argument, że czynsz oraz media i tak musisz opłacić. I nie, to nie chodzi o to, że wszystko opiera się na pieniądzu, bo ona w tym czasie mogłaby ogarniać te wspomniane zakupy, czekać na Ciebie z obiadem i tak dalej, aby w jakiś sposób Ci to zrekompensować, ale może ona wcale nie czułaby się z tym dobrze. Tak po prostu, bo tak ma i nie ma co dorabiać do tego wielkiej filozofii.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

25

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

Ja myślę, że pozbywanie się domu to bardzo zły pomysł. Powiedzmy, że go sprzedasz, przeprowadzisz się do niej, a po dwóch miesiącach związek się Wam posypie. Pewnie będziesz chciał wrócić do swojej miejscowości i będziesz żałował sprzedaży.

26

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

a próbowaliście już konkretnie znaleźć jakąś pracę ona u ciebie albo ty u niej? Oglądaliście jakieś mieszkania i sprawdzaliście ceny wynajmu? Wiesz ile dostałbyś za wynajem domu w twoim mieście i czy próbowałeś dać ogłoszenie żeby zobaczyć czy ktokolwiek będzie zainteresowany? Planować sobie możesz co chcesz ale życie życiem a jeżeli chodzi o dobrą pracę to często właśnie dla niej trzeba się przeprowadzić bo okazuje się że na miejscu nie ma możliwości.

Argument z tym że nie znasz miasta to jest aż zabawny... wybacz ale przeprowadzałam się z 4 razy do miast których wcześniej nie widziałam na oczy :DD i to sama za pracą albo studiami, nikt mnie tam za rączkę nie oprowadzał. Po miesiącu ogarniesz nawet jeżeli by to była Warszawa.

27

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
Rising_Sun napisał/a:

Ja myślę, że pozbywanie się domu to bardzo zły pomysł. Powiedzmy, że go sprzedasz, przeprowadzisz się do niej, a po dwóch miesiącach związek się Wam posypie. Pewnie będziesz chciał wrócić do swojej miejscowości i będziesz żałował sprzedaży.

Popieram.
Na taki krok zawsze jest czas.
Jeszcze nie jesteście małżeństwem, a luba ma przed sobą rok do ukończenia studiów, to też ją pewnie wiąże z jej miejscem zamieszkania.
Po drodze może dużo się zdarzyć.
Na chwlę obecną oboje myślicie przede wszystkim o sobie. Nie widzę w tym nic złego.
Ale "w tym właśnie jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz "- tego samego.

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum
Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

Umowy sprzedaży nie podpisałeś, więc możesz się wycofać.

Ja jednak trzymam stronę dziewczyny. Jak pisałeś, został jej rok studiów, jak miałaby je skończyć, jeśli zamieszkałaby 200 km od uczelni?
Ona dopiero zaczyna swoją drogę zawodową, po studiach łatwiej jej będzie znaleźć pracę w większym mieście, Ty, skoro masz dobrą pracę, to masz i doświadczenie, może warto rozejrzeć się na rynku pracy?

Aczkolwiek, jesteście w związku na odległość, ona przyjeżdżała na weekendy, Ty dopiero niedawno poznałeś jej rodziców, a już planujesz następne 20 lat?
Wy się nawet dobrze nie znacie. Nie masz pewności, że jak zamieszkacie ze sobą, to wszystko będzie super. Głupotą jest sprzedaż domu.

Poza tym, uderzyło mnie, że Ty nie wynajmiesz komuś mieszkania, bo nie płacą, niszczą, ale sam poszedłbyś na wynajem. Pachnie mi egoizmem.

Kobieta jest organizmem ultradoskonałym.
Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach.
Przetrwa wszystko.

29 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-06-13 09:17:18)

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

Przyszło mi też do głowy, że tak naprawdę nie ma sensu, byś musiał spieszyć się z czymkolwiek.
Biorę pod uwagę fakt, że znacie się dość krótko, a przed dziewczyna jeszcze rok studiów.
Może więc dajcie sobie na wstrzymanie ten rok jej studiowania? Przez rok wiele się może zdarzyć. Ona będzie skoncentrowana głównie na nauce, więc przed wami namnozy się trochę trudności. Będziecie mogli sprawdzić ile jest wart wasz związek.
Na ten moment wydaje się wszystko postawione na głowie. Przez rok ty będziesz mógł poznać bliżej jej rodzinę, jej srodowisko, ona też lepiej pozna twoje realia.
Ze sprzedażą domu bym się wstrzymała, bo jeśli dojdziecie do wniosku, że jednak zamieszkacie u ciebie, to życie rodziny w domu z ogródkiem ( mam na myśli także to, że może pojawić się dziecko) jest sto razy lepsze niż mieszkanie w bloku. Własny ogródek przy małym dziecku to bajka, więc nie lekceważ tego aspektu.
Jednak prawdę mówiąc, gdybym ja była na twoim miejscu, to raczej nastawialabym się na wyprowadzkę do dużego miasta. Teraz wszystko może cię przerażać, bo masz trochę mentalność ludzi z małych miasteczek, ale potem szybko byś się wdrożył do nowych warunków, a po kilku latach za żadne skarby nie chciałbyś wracać do swojej mieściny. Tak to już jest.
Na miejscu mielibyście pomoc jej rodziców, dla dziewczyny to lepsze rozwiązanie być przy swoich rodzicach niż liczyć na teściów. Ona byłaby szczęśliwa, bo byłaby w swoim mieście, a więc i ty miałbyś z tego korzyść, bo miałbyś zadowolona kobietę u swojego boku. W twoim mieście ona mogłaby czuć się jak cudzoziemka, bo ciężko jest człowiekowi z dużego miasta nagle odnaleźć siebie w małej mieścinie. Wszystkiego jej by tam brakowało, a ty non stop musiałbyś słuchać jej marudzenia. Zaczęłyby się wycieczki do jej rodziców, duże utrudnienia, a gdy byłoby małe dziecko, to już w ogóle nie dałbyś sobie z nią rady. Takie jest życie.
Przez rok zdecydowalbyscie na ewentualny ślub i wtedy rozmowa z jej rodzicami też byłaby zupełnie inna niż teraz, gdy jesteś praktycznie obcym dla nich człowiekiem, który ni z gruszki, ni z pietruszki nagle chce dokonać rewolucji w życiu ich córki.
Musisz troszkę wczuć się w ich sytuację i zrozumieć.
Kto wie czy z czasem nie byłoby was stać na to, by twoje pieniądze i wspólny kredyt wykorzystać na zakup domu w jej miescie, gdzieś na obrzeżach miasta?
Przemyśl moją propozycję.

30 Ostatnio edytowany przez mallwusia (2019-06-13 12:54:06)

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
ulle napisał/a:
BezNicku27 napisał/a:

Witam,

Zarejestrowałem się na tej stronie aby poznać Waszą opinię na temat mojego problemu(?). Postaram się przedstawić sytuację w dość krótką historię bo kto chciałby czytać istną książkę? smile

W sierpniu poprzedniego roku poznałem pewną dziewczynę na portalu randkowym, ona mieszka +/- 200 km od mojego miejsca zamieszkania, ale wiadomo, że na samym początku nikt nie zwraca uwagi na to ponieważ nie wiadomo dokąd idzie te znajomość. Rozmawiało nam się bardzo dobrze, złapaliśmy dobry kontakt no i tak dni mijały, przeszliśmy na messengera no,ale po jakimś czasie wrzuciłem pytaniem czy jest szansa się spotkać?
Ona była zainteresowana spotkaniem a ponieważ ma rodzinę w mieście oddalonym od mojego o 25 km to umówiliśmy się, że jak będzie na weekend u nich to po prostu ja przyjadę. Tak też się stało, spędziliśmy sobotnie i niedzielne popołudnie i oboje ocenialiśmy, że było miło i fajnie by było to powtórzyć. Tym razem zaproponowałem żeby przyjechała do mnie, mieszkam sam więc nie musiała by stresować się moimi rodzicami itd, zgodziła się i jakoś we wrześniu wpadła na weekend. Możemy przewinąć teraz do kwietnia/maja bo od tego września do końca marca byliśmy w stałym kontakcie, przyjeżdżała kiedy mogła (miała o wiele łatwiej jeśli chodzi o wolne aniżeli ja dlatego też to ona przyjeżdżała).

Gdzieś przez ten czas wpadł mi pomysł żeby sprzedać swój dotychczasowy domek i kupić coś większego, bliżej centrum miasta i nigdy nie rzuciłem pomysłem żeby ona dobierała kredyt i dokładała się itd, sam chciałem to wziąć na swoje barki,
wstępnie umówiliśmy się, że to ona przeprowadzi się do mnie gdyż no ja mam tutaj pracę już na umowę na czas nieokreślony, swoje mieszkanie no i w mniejszym mieście łatwiej wystartować gdyż mieszkania są tańsze. Gdy przyjeżdżała to starałem się aby zapoznać ją z miastem, często spacerowaliśmy i pokazywałem gdzie co jest. Sama z siebie chciała dołożyć do nowego mieszkania, ale odrzuciłem ten pomysł ze względu na to, że gdy będzie się przeprowadzać to fajnie jak by szukała pracy bez przymusu, że musi ratę kredytu płacić. Rozmawialiśmy na ten temat długo i tłumaczyłem, że jestem w stanie sam dobrać tyle pieniędzy aby kupić większy "kwadrat". Właściwie z dnia na dzień ona zaczęła odpychać od siebie myśl aby tu przyjechać pod pretekstem, że nie wiadomo co z pracą itd starałem się jej przetłumaczyć, że nawet gdyby to możemy zostać w dotychczasowym domu, jest trochę miejsca i może szukać sobie powolutku pracy bez większego ciśnienia a mieszkanie kupilibyśmy jak oboje stanęlibyśmy na nogi, bez pośpiechu... Te argumenty były kiepskie dla niej...

Rzuciła pomysłem żebym ja wyprowadził się do jej miasta, załatwi mi jakaś pracę (ma gdzieś rodzinę wysoko postawioną w jednej z firm). Gdy zapytałem co z mieszkaniem to odpowiedziała, że możemy na start wynająć no i tutaj zaczął się problem, zacząłem jej tłumaczyć, że nie po to mam swój dom aby go sprzedać i płacić komuś trzecią pensję za to, że udostępni mi mieszkanie do życia, że wyjeżdżając tam rzucam wszystko dosłownie (dobrze płatną pracę jak na miasto w którym mieszkam, umowę na czas nieokreślony, która daje mi zdolności kredytowe), sprzedaje dom i koniec końców jadę w totalnie nieznane, na wynajęte mieszkanie, na pracę o charakterze umowy śmieciowej i zapytałem co jak nie wyjdzie nam? Ona wróci do rodziców a ja zostanę sam w wynajętym mieszkaniu właściwie pozostawiony sam sobie, ryzyko było ogromne.

Ona za chwilę rzuciła argumentami, że teraz zostanie jej ostatni rok stiudów, będzie miała jeszcze mniej czasu na przyjeżdżanie do mnie, że też chciałaby żebym był blisko, że ona nie widzi się w tak mały mieście jak moje itd itp.
Rozmowa stanęła w martwym punkcie, ja próbowałem jej tłumaczyć,  że kolejność: wyjanem - ślub - kredyt - kupno mieszkania jest stratą czasu przede wszystkim przez pozycję numer jeden bo ile trwałby wynajem? Minimum rok, później zbieranie pieniędzy na wesele i na szarym końcu My czyli Nasz wspólny dom i ewentualne potomstwo.
W majówkę wybrałem się do jej rodzinnego miasta (ponieważ tak ustaliliśmy wcześniej) i pokazywała mi miasto, poznałem jej rodziców i tak tydzień minął. Właściwie codziennie gdzieś byliśmy, coś widziałem. Miasto piękne, mówiłem jej to,ale
dla ludzi, którzy startują jest cholernie ciężkie do życia (tym bardziej jak jedno z nas byłoby "nie tutejsze". Od momentu mojego powrotu zaczęła zachowywać się inaczej, zaczęła stosować chłodnik więc ja nie pozostając dłużny zrobiłem to samo, pytała o co chodzi itd więc jej wytłumaczyłem, że zauważyłem zmianę w jej zachowaniu...Przez ostatni miesiąc były dni gorsze i lepsze (większa część to jednak ta gorsza) i na dzień dzisiejszy postanowiliśmy odpuścić sobie tą znajomość i od czasu do czasu wysyłamy sobie jakąś wiadomość,ale to już jedna, dwie wiadomości na dzień. Choć zaangażowałem się bardzo (ona również) i poczuliśmy do siebie coś więcej to jednak wymęczyło mnie jej zachowanie, starałem się przez cały miesiąc pokazać jej, że mi zależy, ale też trzeźwo patrzę na pewne rzeczy, uważam, że startując ode mnie po prostu będzie nam łatwiej, przynajmniej na start.
W między czasie wpadł mi jeszcze jeden pomysł, ale o tym już jej nie informowałem, po co skoro ona widzi tylko to, że jej plan jest
OK a cała reszta to blee?

I tutaj pojawia się moje pytanie, nie jak spróbować naprawić czy jak odzyskać kontakt... Bardziej chciałbym poznać Waszą opinię? Czy dobrze, że zostałem przy swoim zdaniu? Pokrótce opiszę to tak:

Jeśli ona przyjechała by do mnie:
- ja zostaje w obecnej pracy i nie martwię się o umowę czy kredyt
- mamy gdzie mieszkać (mieszkanie w żaden sposób nie jest obarczone pożyczkami itd)
- ona powolutku może szukać pracy taką jak by chciała, nie musiałaby łapać pierwszej lepszej
- możliwość kupna większego mieszkania nie za rok, dwa czy pięć tylko właściwie "od ręki"
- znajomość miasta (ona znała poniekąd moje miasto gdyż czasami tu bywała u dalekiej rodziny)

jeśli ja bym wyjechał tam:
- zmiana swojego życia o 180 stopni
- na początku praca na śmieciówkę dopiero później możliwość otrzymania umowy na rok, później dwa i pewnie po tej drugiej przedłużyliby na czas nieokreślony
- brak znajomości miasta jeśli chodzi o mnie
- wynajęte mieszkanie za które TRZEBA PŁACIĆ podejrzewam, że z mediami to całą jedną pensję, z drugiej utrzymanie się
- gdy się coś psuje to ona wraca do rodziców a ja pozostaje sam...
- piękne miasto z wieloma fajnymi miejscami, to ogromny plus, przyznaję

Macie twardy orzech do zgryzienia.
Pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy, to twoja wizyta w jej domu rodzinnym, poznanie rodziców itd. Jeśli dobrze doczytałam, to wasze oddalanie się od siebie zaczęło się chyba po tej wizycie?
Jeśli tak było, to nie jest wykluczone, że w sprawę weszli rodzice tej dziewczyny. Ona opowiedziała im zapewne o twoich planach, o jej ewentualnej wyprowadzce do ciebie i być może rodzice zaczęli odradzać jej ten pomysł. Dlaczego? Wylicze ci potencjalne powody.
1. Chcieliby mieć córkę bliżej siebie, by na bieżąco wiedzieć czy jest szczęśliwa, czy układa jej się z tobą.
2. Na pewno biorą też pod uwagę, że pojawi się dziecko, więc jest logiczne, że woleliby mieć wnuka bliżej siebie. Jej mogli też powiedzieć, że będzie mogła liczyć na ich pomoc przy dziecku, a jak jest z teściowymi to różnie bywa.
3. Mogli wylumaczyc jej, że dla jakiegoś faceta rzuciłaby się na głęboką wodę, a w życiu, jak każdy doświadczony człowiek wie doskonale, że facet dzisiaj jest, a jutro go nie ma, więc nigdy nie wolno uzależniać się od faceta.
4. Mogli powiedzieć jej, że póki co krótko się znacie, że nie macie ślubu ani nawet nie jesteście zaręczeni, więc cały ten twój plan jest pisany patykiem na wodzie. 
5. Mogli zwrócić uwagę na to, że tak usilnie bronisz się przed tym, by ona była współwłaścicielem mieszkania, które chcesz kupić, że nie chcesz by partycypowała w kosztach, czyli wniosek z tego, że ona przyjechałaby w jednej koszuli i w tej jednej koszuli mogłaby zostać wykopana z hukiem. Niestety, ale w życiu bywa różnie, a jej rodzice na pewno z niejednego pieca chleb jedli i patrzą na rzecz pod kątem dobra swojej córki. 
6. Na pewno zwrócili jej też uwagę na to, że mało kto decyduje się wyprowadzac z dużego miasta do małego. Ludzie mają raczej kierunek odwrotny. Do małej mieściny łatwo jest się dostać, ale spróbuj zamieszkać w dużym mieście. Oczywiście że się da, tyle tylko że start w dużym mieście jest znacznie trudniejszy. Ty na wyprowadzce do jej miasta bardzo byś zyskal ( oczywiście w pewnej perspektywie czasowej), ale ona po prostu by straciła. Nie sądzę, by kiedykolwiek zdołała zaaklimatyzować się w małym miasteczku. Byłaby nieszczęśliwa.
To tyle na razie. Jeśli przyjdzie mi jeszcze coś do głowy, to napiszę.


Odniosę się do tego jako osoba, która przeprowadziła się ponad 400 km od domu do zupełnie obcego miasta, zostawiając rodzinę i przyjaciół na drugim końcu Polski.

1. Owszem, ale też bez przesady, 200 km to nie jest duża odległość, a dzieciom trzeba w końcu odciąć pępowinę. Bardzo dużo tutaj zależy od tego, jacy są rodzice, czy lepiej być blisko, czy też lepiej się oddalić, bo za bardzo ingerują.

2. Z pomocą rodziców przy dziecku jest o niebo łatwiej, absolutnie zgoda.
Niemniej jednak różnie to bywa. Moja kuzynka się przeniosła do miasta męża i nie mogła tam liczyć na pomoc pracujących teściów, więc przyjeżdżali do niej jej emerytowani rodzice, ok. 150 km.

3. zgoda

4. zgoda

5. nic nie stałoby na przeszkodzie, aby ona oszczędzała, przecież nie byliby jeszcze wtedy małżeństwem, a koszty życia miałaby minimalne. Potem by mogli zacząć odkładać wspólnie.

6. to zależy od człowieka. Ja np. nie znoszę bardzo wielkich miast i nie widzę w nich żadnych zalet. Kupno domu blisko centrum jest praktycznie poza zasięgiem, mieszkanie w domu na peryferiach to porażka (ciągłe tracenie cennego czasu w korkach i dojazdach).
Mieszkanie w bloku nigdy nie zastąpi domku z ogródkiem. Poza tym smród spalin, koszmarny smog zimą, hałas i gorsza jakość życia. Pensje są wyższe, ale co z tego, skoro m2 mieszkania nawet 2x droższy, nie wspominając o cenach atrakcyjnych działek pod dom. Jak dla mnie osobiście to same minusy, no ale każdy jest inny i ma inne priorytety smile



żyworódka napisał/a:
Rising_Sun napisał/a:

Ja myślę, że pozbywanie się domu to bardzo zły pomysł. Powiedzmy, że go sprzedasz, przeprowadzisz się do niej, a po dwóch miesiącach związek się Wam posypie. Pewnie będziesz chciał wrócić do swojej miejscowości i będziesz żałował sprzedaży.

Popieram.
Na taki krok zawsze jest czas.
Jeszcze nie jesteście małżeństwem, a luba ma przed sobą rok do ukończenia studiów, to też ją pewnie wiąże z jej miejscem zamieszkania.
Po drodze może dużo się zdarzyć.
Na chwlę obecną oboje myślicie przede wszystkim o sobie. Nie widzę w tym nic złego.
Ale "w tym właśnie jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz "- tego samego.


I ja popieram. Moim zdaniem możesz kiedyś bardzo żałować sprzedaży domu w spokojnej dzielnicy

31

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

Od wczoraj przybyło kilka postów i odniosę się w jednym wątku do wszystkiego.

Dzięki @stokrotka88 za ten komplement o egoistycznym dupku, mogłaś sobie darować, ale niech będzie Ci lepiej.

Sprzedaż domu akurat pokryła się z poznaniem jej, niezależnie od tego co będzie dalej to ja i tak chciałbym miejsce zamieszkania, dlaczego? Z kilku powodów, jednym z nich jest brak możliwości rozbudowy domu a jeśli założyłbym rodzinę to na pewno potrzebna byłaby dobudowa dodatkowych pomieszczeń, drugą sprawą jest to, że chciałbym zamieszkać w centrum swojego miasta aby mieć bliżej do takich rzeczy jak apteka, poczta ponieważ w tym momencie bez auta człowiek mieszkający jest poniekąd inwalidą uzależnionym od autobusów.

Ktoś tu pytał o ceny najmu u niej i sprawa wygląda tak, że mniej więcej jedna z Naszych pensji szła by na ten wynajem + media, druga byłaby na życie, ubranie się, atrakcje itd czy szukaliśmy pracy dla mnie u niej? Mówiła mi, że miałaby pracę dla mnie w jednej z firm, ale co do wynagrodzenia i obowiązków nie wiem nic, to musiałbym się dowiedzieć osobiście. Czy u mnie byłaby praca dla niej? Nie wiem czy od razu, ale myślę, że prędzej czy później tak.

@Pokręcona Owieczka - to nie jest tak, że ona studiuje w swoim mieście, ze swojego domu także dojeżdża do innego miasta i odnośnie wynajmu to źle zrozumiałaś, ja jestem totalnym przeciwnikiem wynajmu, niezależnie o której stronie mówimy, po prostu ceny wynajmu tych klitek są tak absurdalne, że to dla mnie osobiście chore jest. Dlatego też nie brałem NIGDY pod uwagę wynajmu swojego domu, nie chcę siedząc gdzieś myśleć czy lokatorzy dbają nie tylko o domek mieszkalny, dochodzi jeszcze ogród o który trzeba dbać, kwestia szczęścia na jakich ludzi się trafi.

ulle - wszystko co napisałaś brzmi bardzo rozsądnie, być może jest to jakieś wyjście z tej sytuacji, będzie potrzebna rozmowa.

Ogólnie widzę,że nie do końca rozumiecie mojej sprawy z domem, sprzedaż domu i tak będzie, niezależnie od tego co wyjdzie z dziewczyną, nie jestem zmuszony tuż po sprzedaży szukać "na gwałt" mieszkania, mam miejsce gdzie mogę zatrzymać się na dłuższy czas więc to nie jest tak, że sprzedaż zamyka mi furtkę do czegokolwiek. Ktoś jeszcze napisał, że nie wszystkim odpowiada życie w wielkim mieście i trzeba się z tym zgodzić, podam swój przykład - średnio do i z pracy mam 10-15 min autem, ona wraca blisko godzinę a to i tak podobno nie jest źle. Czas poświęcony "w korku" mógłbym przeznaczyć na odbiór dziecka ze szkoły, zakupy itd, ale to melodia przyszłości.

Jest też ważna kwestia pracy, akurat tak się złożyło, że pracuję w firmie gdzie weekendy mam wolne i mam tylko dwie zmiany, wielu znajomych pracuje na tzw "czterobrygadówkach" czyli weekend pracujący (i święta!) a np wolna środa, czwartek, jaki system pracy byłby tam? Tego nie wiem, może okazałoby się, że żeby zarobić na życie i przyjemności musiałbym pracować we wszystkie dni z czerwoną kartką? Ona raczej celuje w pracę państwową więc niezależnie czy tu czy tam u niej praca nie różni się niczym od siebie.

To nie jest tak, że ja zamykam się na wyjazd,ale wydaje mi się, że jest trochę za wcześnie na takie ryzyko by rzucić totalnie wszystko i zaczynać tam od totalnego parteru

32

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

To postawiles na swoim i od parteru zaczniesz z nową Panią. taką dla której może będzie chciało się Ci cokolwiek poświęcić.
czy dobrze zrobiłeś ?
tak.
Lepiej teraz odkryć karty niż po latach

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

33

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
Ela210 napisał/a:

To postawiles na swoim i od parteru zaczniesz z nową Panią. taką dla której może będzie chciało się Ci cokolwiek poświęcić.
czy dobrze zrobiłeś ?
tak.
Lepiej teraz odkryć karty niż po latach


Dlaczego uważasz, że teraz też wystartuję również od parteru? Nie wiem czy dobrze myślę, ale w tym momencie to jestem ustawionym człowiekiem, którego stać na utrzymanie się, wzięcie kredytu i kupno mieszkania takiego jakie będę chciał, wyjeżdżając tam "cofam się" bo on nowa będę musiał pracować na wszystko co mam teraz, ceny mieszkań są dużo większe (przy podobnym standardzie)

34

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
BezNicku27 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

To postawiles na swoim i od parteru zaczniesz z nową Panią. taką dla której może będzie chciało się Ci cokolwiek poświęcić.
czy dobrze zrobiłeś ?
tak.
Lepiej teraz odkryć karty niż po latach


Dlaczego uważasz, że teraz też wystartuję również od parteru? Nie wiem czy dobrze myślę, ale w tym momencie to jestem ustawionym człowiekiem, którego stać na utrzymanie się, wzięcie kredytu i kupno mieszkania takiego jakie będę chciał, wyjeżdżając tam "cofam się" bo on nowa będę musiał pracować na wszystko co mam teraz, ceny mieszkań są dużo większe (przy podobnym standardzie)

Na jakiś czas na pewno byś się cofnął, to nie ulega wątpliwości.
Twoje argumenty są słuszne, ale trzeba przyznać, że i dziewczyna ma sporo racji.
Najgorsze jest to, że ona już teraz mówi, że nie widzi siebie w małym mieście. Takie jej nastawienie pachnie kłopotami w przyszłości, bo na pewno wszystkiego będzie jej w twoim małym mieście brakowało. Wiem, jak to jest, bo sama kilka lat temu na skutek wielu okoliczności przeprowadziłam się z jednego z najpiękniejszych dużych miast w Polsce do małego miasta i zapewniam cię, że ciężko jest mi zaaklimatyzować się tutaj. Brzydota tego miasteczka jest nokautujaca, ale co zrobić, mleko się rozlało. Oczywiście dostrzegam plusy takiej zamiany, głównie względu mieszkaniowe, ale to mam jedynie tak na pocieszenie. Normalnie jednak czuje się tu beznadziejnie i gdybym mogła odwrócić sytuację, to zrobiłabym to bez wahania. Twoja dziewczyna też może mieć z czymś takim problem, a niestety to może odbić się na waszym związku, bo ona będzie chodziła przybita, będzie ci marudziła i non stop wszystko krytykowała, tak jak ja to często robię.
Myślę, że powinniście dać sobie czas, porozmawiać ze sobą i trochę lepiej się poznać. Tak naprawdę nie zdazyliscie się nawet ze sobą zżyć, więc na takie decyzje jest jeszcze stanowczo za wcześnie.
Ona ma przed sobą ostatni rok studiów, więc mnóstwo nauki i szarpaniny przed sobą. Wydaje mi się, że nie jest to dobry moment na dokonywanie tak wielkich życiowych zmian.
Tobie też trudno się dziwić, że nie chciałbyś rzucać wszystkiego, co masz i gnać za, być może, ułudą.
Czas wszystko zweryfikuje, więc dajcie go sobie.
Takie mam zdanie.

35 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-06-13 19:15:47)

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

Roztropny z Ciebie facet bardzo,ale (teraz będzie trochę filozofii ) tylko kalkulując,unikając popełnienia błędu i ryzyka to przeżywasz tylko cząstkę życia i to dość jednowymiarowo tak nie bardzo się da z wieloma aspaktami a zwłaszcza przeżyć  kilkanaście lat z kobietą żoną (i w vice versa z mężczyzną) ponieważ życie w związku jest na swój sposób nieracjonalne nielogiczne w bardzo wielu sferach.Rozwaga jest dobra ale to nie jedyne co można stosować w myśleniu i czym się kierować .To co się sprawdza w pracy nie koniecznie sprawdzi się w związku.Dziecko to już w ogóle irracjonalna sprawa kalkulacja nie działa zwłaszcza jak ma się córkę (ja mam-  syna nie mam to nie wiem)
Ponieważ jedno co jest pewne to zmiany (oprócz śmierci i podatków)dobrze czuć się bezpiecznie dobrze też czuć się odważnie z marginesem na porażkę i błędy i niczego nie żałować jak się jest starszym panem że się czegoś nie zrobiło.Z Twoim podejściem wcale nie musisz rezygnować z marginesu na błąd nie ma co się okopywać i stawiać zasieki przed zmianami w życiu.
Poznajcie się lepiej za szybko i niecierpliwie to u Was wygląda jak tylko możesz teraz Ty odwiedzaj dziewczynę.Start od zera da się przeżyć i wytrzymać  wiem o czym pisze i moja żona też wie smile.

36

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?
ulle napisał/a:
BezNicku27 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

To postawiles na swoim i od parteru zaczniesz z nową Panią. taką dla której może będzie chciało się Ci cokolwiek poświęcić.
czy dobrze zrobiłeś ?
tak.
Lepiej teraz odkryć karty niż po latach


Dlaczego uważasz, że teraz też wystartuję również od parteru? Nie wiem czy dobrze myślę, ale w tym momencie to jestem ustawionym człowiekiem, którego stać na utrzymanie się, wzięcie kredytu i kupno mieszkania takiego jakie będę chciał, wyjeżdżając tam "cofam się" bo on nowa będę musiał pracować na wszystko co mam teraz, ceny mieszkań są dużo większe (przy podobnym standardzie)

Na jakiś czas na pewno byś się cofnął, to nie ulega wątpliwości.
Twoje argumenty są słuszne, ale trzeba przyznać, że i dziewczyna ma sporo racji.
Najgorsze jest to, że ona już teraz mówi, że nie widzi siebie w małym mieście. Takie jej nastawienie pachnie kłopotami w przyszłości, bo na pewno wszystkiego będzie jej w twoim małym mieście brakowało. Wiem, jak to jest, bo sama kilka lat temu na skutek wielu okoliczności przeprowadziłam się z jednego z najpiękniejszych dużych miast w Polsce do małego miasta i zapewniam cię, że ciężko jest mi zaaklimatyzować się tutaj. Brzydota tego miasteczka jest nokautujaca, ale co zrobić, mleko się rozlało. Oczywiście dostrzegam plusy takiej zamiany, głównie względu mieszkaniowe, ale to mam jedynie tak na pocieszenie. Normalnie jednak czuje się tu beznadziejnie i gdybym mogła odwrócić sytuację, to zrobiłabym to bez wahania. Twoja dziewczyna też może mieć z czymś takim problem, a niestety to może odbić się na waszym związku, bo ona będzie chodziła przybita, będzie ci marudziła i non stop wszystko krytykowała, tak jak ja to często robię.
Myślę, że powinniście dać sobie czas, porozmawiać ze sobą i trochę lepiej się poznać. Tak naprawdę nie zdazyliscie się nawet ze sobą zżyć, więc na takie decyzje jest jeszcze stanowczo za wcześnie.
Ona ma przed sobą ostatni rok studiów, więc mnóstwo nauki i szarpaniny przed sobą. Wydaje mi się, że nie jest to dobry moment na dokonywanie tak wielkich życiowych zmian.
Tobie też trudno się dziwić, że nie chciałbyś rzucać wszystkiego, co masz i gnać za, być może, ułudą.
Czas wszystko zweryfikuje, więc dajcie go sobie.
Takie mam zdanie.

Staram się rozumieć ją i chciałbym podjąć najlepszą decyzję bo jak to się mówi: lepiej jak jest dwoje rannych aniżeli jeden zabity... Na pewno moim mocnym argumentem jest fakt, że zaczynając życie u mnie nie wiążemy się z żadnymi kredytami, pożyczkami czy wynajmem, możemy spokojnie żyć przez jakiś czas w moim domu i odkładać sobie na ślub. Po ślubie moglibyśmy pomyśleć o zmianie miejsca zamieszkania i potomstwie, wyjeżdżając o czym będziemy myśleć? Aby tylko zdrowie było i żeby chodziło się do pracy bo wiadomo jak to jest na umowę śmieciową - jesteś w pracy masz pieniądz, nie masz to nie dostajesz...

Dodatkowo ona tak czy siak zmieni pracę po studiach, nie ryzykuje utraty pracy, która jest satysfakcjonująca, w moim wypadku już jest inaczej bo tak jak napisałem wyżej - może trafię do zakładu pracy gdzie będę pracował weekendy i wtedy pojawią się pretensje, że nigdzie nie możemy wyjechać bo oczywiście praca...

37

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

Dodatkowo między nami od momentu tej rozmowy w jej mieście zauważyłem zmianę w jej podejściu, między nami pojawił się dystans, ale nie robiłem z tego powodu jakiejś wielkiej dramy, próbowałem wszystkiego lecz bezskutecznie, ostatnio napisałem, że miesiąc walki o powrót do normalności to już zbyt wiele i jeśli ma tak to wyglądać to ja wolę odpuścić. Odpisała, że nie chce mnie przekonywać na siłę do mieszkania w jej mieście, że jej przykro, że wyszło jak wyszło no i że ogólnie to Nas poróżniło, ale w jakiś nieśmiały sposób co jakiś czas zaczepi jakąś wiadomością itd.. Z jednej strony napisała, że będzie tęskniła za mną a z drugiej jakoś nie bardzo kwapi się żeby znaleźć jakieś rozwiązanie tej sprawy... W zamian napisałem jej, że mi też jest przykro, ale jak będziemy się ze sobą kontaktowali to wcale nie polepszy Naszej sytuacji i będzie nam ciężko wrócić do normalności..

38

Odp: Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

A kasę ze sprzedaży mieszkania miałbyś do Wisły czy jakiejś świtezianki wrzucić? Bo piszesz, że od 0 zaczynałbyś?
ekonomicznie to co piszesz się nie broni- klitka w dużym mieście zyska więcej na wartosci niz dom w małej.
Myślę, że temat jest inny - chcesz by było po Twojemu i już. To chyba nie z tą.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

Posty [ 1 do 38 z 77 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Postawiłem na swoim, dobrze zrobiłem.. ?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018