Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30 ]

Temat: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

Nie wiem już co robić, dlatego chce poradzić się kogoś obcego. Może ktoś jest lub był w podobnej sytuacji.
Zacznę od tego, że jestem młodą mamą. Mam 26 lat i dwójkę dzieci. Starszy 1 rok 10 mies., młodszy prawie 7 miesięcy. Mam męża 9 lat starszego (po rozwodzie, ma syna 10 letniego-wpadka z poprzednią żoną). Na początku naszego związku była bajka. Przez pierwsze pół roku spotykaliśmy się a potem zamieszkaliśmy razem. Były kłótnie, ale w granicach normy. Z początku mąż bał się, że odrzucę go z powodu syna, ale mi to nie przeszkadzało. Moi rodzice, szczególnie mama pomimo oporów przed tym, że jest to rozwodnik po czasie zaakceptowała go. Z jego synem utrzymuję bardzo dobre relacje. Po 5 miesiącach związku partner oznajmił mi, że ma długi, bał się mi o tym powiedzieć, bo myślał, że go rzucę. Wzięłam dla niego kredyt na 6000 zł, żeby spłacić jego długi. Wtedy zaczęłam pracować, mieszkałam z rodzicami, co zarobiłam to spłacałam kredyt.
Potem jak zamieszkaliśmy razem składaliśmy się na rachunki. Z początku umowa ja płacę za jedzenie i prąd a on odstępne i czynsz. Mój mąż oświadczył mi się na wakacjach, już na początku związku rozmawiałam z nim o dzieciach i mówiłam mu, że zawsze chciałam mieć dwójkę, on mi mówił, że też.
Pytałam go o powód rozstania z poprzednią żoną. Mówił mi, że się nie dogadywali, ona kręciła z innymi facetami, odkrył to na jej portalu społecznościowym. Po czym stracił do niej zaufanie i ich związek zaczął się walić. Ich dziecko patrzyło na ich kłótnie i płakało. Od męża dowiedziałam się, że ona go biła.
Jak było pięknie przez pierwsze dwa lata tak nagle na miesiąc przed ślubem odkryłam drugie oblicze mojego męża którego nigdy nie znałam. Mój mąż był świeżo po zdaniu prawa jazdy(które mu opłaciłam) rozwoziliśmy zaproszenia dla gości. Ja zwykle prowadziłam i nigdy mu to nie przeszkadzało. Nagle gdy nie chciałam go puścić za kierownicę obraził się na mnie i zaczął mnie obrażać. Pomyślałam, że to może przez stres. Auto dostałam od mojej mamy gdy zmieniała je na nowe.
Gdy mój mąż był pierwszy raz za kierownicą skody popłakał się i mówił mi, że nie sądził, że kiedykolwiek będzie na takim miejscu. Mój mąż długo mówił mi, że jak chcemy mieć dzieci to musimy mieć własne mieszkanie i musimy wziąć kredyt. Ja po tym pierwszym kredycie który spłacałam powiedziałam sobie, że nigdy już kredytu nie wezmę. Mój mąż miał wtedy kiepski okres, mówił mi, że nie ma nic własnego, że wszystko żona mu zabrała i że chciałby mieć własny kąt. Co tydzień chodziłam do kościoła i modliłam się, aby był szczęśliwy, bo widziałam wtedy, że chodził zdołowany. Nagle moi rodzice oznajmili mi, że kupią nam mieszkanie jako prezent ślubny. Gdy powiedziałam o tym wtedy mojemu mężowi widziałam w jego oczach łzy szczęścia.
Naciskałam bardzo na męża, żebyśmy mieli psa. Całe życie wychowywałam się ze zwierzętami i jakoś nie wyobrażam sobie życia bez nich. W końcu zgodził się i znalazłam odpowiedniego pieska dla nas.
Miesiąc przed wzięciem psa zaszłam w ciążę. Staraliśmy się z mężem przez 2 miesiące ucieszył się. Potem zaczął się jakiś dramat remontował mieszkanie, co chwile coś mu nie pasowało, narzekał na psa, że wszystko niszczy (tylko, że to jest szczeniak, to trudno żeby nie niszczył). Co pies zniszczył wszystko mu kupowałam. Odkładałam pieniądze na remont mieszkania. Mój mąż nie zarabiał tyle żeby na coś odłożyć. Dużo rzeczy mu kupiłam. Jest to człowiek który patrzy się na markę, nie kupi byle czego. Dużo razy krytykował mój styl ubierania się. Gdy byliśmy przykładowo na zakupach i do botków nie miałam jakich skarpetek założyć to założyłam granatowe, wiedział o tym. Gdy byliśmy w sklepie i rozmawialiśmy o prezencie dla dziecka mojego brata. Mówił mi, że nie potrafi skupić się na tym co mówię, bo patrzy na moje fioletowe skarpetki które ubrałam do eleganckich butów. Było mi głupio przy ludziach, bo wszyscy w tym momencie się obrócili i patrzyli na moje skarpetki.
Przez ostatni czas 2 ciąż nie kupowałam sobie nic nowego, nie tylko ze względu na to, że byłam w ciąży, ale też, że chciałam oszczędzać i kupić sobie w późniejszym czasie coś ładnego. Mój mąż nie ma szacunku do pieniądza, wyda wszystko co ma. Było przez prawie rok tak, że co miesiąc mój mąż pożyczał ode mnie pieniądze 400-500 zł. Ja nie miałam pieniędzy na ubrania dla siebie, on sobie kupował. Inny przykład jego chrześniak miał komunię, on nie miał kasy ja dałam 700 zł, on 300 zł. Nie oddał mi z tego nic. Po pewnym czasie gdy pieniądze zaczęły mi uciekać i nie miałam oszczędności zaczęłam mu wypisywać ile ode mnie pożyczył i chciałam żeby mi oddał. Co miesiąc zbierały się pieniądze i w sumie miał u mnie dług 3.500 tys. Nie zarabiał na tyle, żeby mi oddać, bo musiał popłacić długi i alimenty, do tego składać się po pół na mieszkanie. Na koncie nie zostawało mu nic. W końcu zmienił pracę, zaczął zarabiać więcej. Co miesiąc słyszałam od niego, że go okradam, że jak on ma wyżyć za 200 zł (gdzie ja robię zakupy i wszystkie opłaty są popłacone).
Już samo to mnie nie dobija, bo mnie spłacił. Już przestałam nawet mu wypisywać co więcej wydałam i nie dzieliłam tego na pół. Sama opłacałam żłobek dziecka, nie dzieląc kosztów na dwóch, żeby tylko mógł spłacić dług. A i tak co miesiąc słyszałam, że go okradam.
Na razie pisałam o kwestii pieniędzy, która w sumie jest jeszcze do zniesienia. Gorzej jednak jest teraz ze stosunkiem mojego męża do mnie.

Otóż od ostatniego czasu stracił kompletnie do mnie szacunek. Od "maja" przed ślubem nagle przestałam mu pasować, wiele rzeczy jego zdaniem robiłam źle. Z początku słyszałam krytykę i ocenianie mnie 2-3 razy w tygodniu. Z początku mnie to bolało, potem to zlewałam i jakoś to było. Do czasu... Przy pierwszym dziecku non stop wytykał mi błędy co źle robię. Mam wrażenie, że on jest lepszą matką i ojcem ode mnie. Jest nadopiekuńczy jeżeli chodzi o starsze dziecko. Gdy syn zaczynał siadać zdarzało się, że lądował na główkę, gdy zaczynał raczkować zdarzało się, że spadł z kanapy. Gdy brałam płaczące dziecko na ręce i zaczęłam je uspokajać on wyrywał mi je z rąk, uspokajał je i zaczynał wytykać mi, że jestem złą matką, jak mogłam dziecko nie upilnować, jak mogłam nie przewidzieć, że on spadnie. Starałam się być obojętna na jego krytykę, nie rozumiał, że dziecko może czasem upaść, uderzyć głową. Nigdy nic poważnego mu się nie stało, wszystko było w granicach normy. Mąż przyczepił się do tego, że źle obcinam paznokcie dziecku i on będzie obcinać. Gdy karmiłam piersią mówił mi, że przekarmiam dziecko i nie mogę go karmić tak często. Gdy uspokajałam dziecko cyckiem gdy szły mu ząbki - źle robisz, będzie go brzuszek bolał. Gdy po miesiącu zaczęłam jeść normalnie i karmić syna. Mówił mi, że będę tego żałować, bo będzie miał kolki. Oczywiście syn nigdy kolki nie miał, ale jakikolwiek płacz wtedy - o to na pewno kolka, nie możesz tego jeść. Po tym jak skończyłam karmić piersią mąż uparł się, że on będzie karmić dziecko butelką i kłaść go do łóżka, bo ja nie potrafię, bo źle trzymam dziecko do karmienia, on to robi lepiej. Jak mogę nie odbijać dziecka kiedy ono śpi. Mąż budził dziecko, żeby mu się odbiło, a potem ja musiałam je usypiać. Po czym słyszałam, że płacze przez ciebie, bo mu nie odbiłaś wcześniej. Siedziałam z dzieckiem przez rok w domu, dorywczo pracowałam i zostawiałam go u mojego taty, który się nim zajmował. Po roku poszłam do pracy, w domu nie było zbyt czysto, ciężko było zadbać o porządek. Mój syn do czasu kiedy nie poszedł do żłobka zostawał z tatą. Gdy syn skończył 7 miesięcy zaszłam w drugą ciążę. Mój mąż z początku był w szoku, ale potem stwierdził, że super. Po czasie gdy nie radziłam sobie z porządkami domowymi zaczął mi wytykać, że jak ja sobie to wyobrażam, że nie poradzę sobie z drugim dzieckiem, bo z tym już sobie nie potrafię poradzić. Dzieci będą żyły w syfie. Odkąd pojawił się drugi syn przez długi czas nie zwracał na niego uwagi. Dużo pomagał mi przy starszym synu, gdyż zajmowałam się młodszym dzieckiem. Syn zaczął być wtedy bliżej z mężem niż ze mną, było mi przykro. Teraz mąż urywa się czasem popołudniami, przez co zostaje z dwójką sama.
Sedno problemu jest takie, że mąż jak kiedyś wytykał mi błędy kilka razy w tygodniu, to teraz jest to na początku dziennym 4-5 razy. Uwielbia mnie oceniać, mówi, że:
1) trzymając jedno dziecko w rękach nie potrafię złapać drugiego dziecka w locie spadającego z łóżka - nie potrafię przewidywać sytuacji, każda matka potrafi
2) dziecko ma głęboko zaschnięte kozy w nosie (jak każdy z nas) mój mąż upiera się, że trzeba je wyciągać patyczkiem do uszy, gdy mówię, że tego nie zrobię - jestem złą matką, każda matka dba o nos swojego dziecka
3) dziecko ma lekki katar, muszę zrobić zakupy bo inaczej nie miałabym dać dziecku co jeść, wysyłam go do żłobka - jestem nie odpowiedzialną matką, ważniejsze jest moje widzimisię niż zdrowie dziecka
4) starszy syn był inny od młodszego. Budził się w nocy rzadziej - to przez ciebie młodszy syn jest taki rozdrażniony. To ja wychowywałem starszego syna
5) nie założyłam dziecku rękawiczek przy 5 stopniach Celsjusza - co z ciebie za matka, jak możesz nie zakładać rękawiczek dziecku, nie dbasz o niego
6) myłam podłogę w salonie gdy on miał home office z pracy, kątem oka patrzył na to - źle myjesz podłogę powinnaś myć ją tak, wyrywa mi mopa i pokazuje, że powinnam mocniej tego mopa przyciskać.
7) wsadziłam naczynia do zmywarki, nie dałam tabletki - jak mogłaś nie dać tabletki do zmywarki, teraz wszystkie naczynia są brudne
8) zawsze zgniatam opakowania po mleku i daje do śmieci, raz zdarzyło mi się zapomnieć bo leciałam do dziecka - to ja tylko za każdym razem zgniatam te kartony naucz się to w końcu robić
9) gdy nie miał się o co czepiać nagle zaczął przeszkadzać mu pies - niepotrzebny obowiązek w domu, po co ten pies, czemu ja się na niego zgodziłem
10) miałam problem z usypianiem młodszego syna, mąż uparł się, że on go uśpi smoczkiem (syn nigdy go nie chciał, w dodatku nie można nad nim stać bo dostaje histerii). Mąż po 1,5 godzinie wychodzi z pokoju, masakra z tym dzieckiem, nie da się go uspokoić. Pewnie go brzuch boli, za dużo mleka mu dałaś.

Tych pretensji jest mnóstwo, ocenianie mnie i krytykowanie jest na porządku dziennym. Wyczerpał swój limit i teraz na każde zwracanie uwagi wybucham. W dodatku codziennie słyszę, zrób to, zrób tamto, podaj mi to, przynieś to, posprzątaj, poodkurzaj, wymień pościel. Załóż synowi rajstopy, wyczyść mu nos, nie ubieraj mu tych spodni, ubierz te.
Mam wrażenie, że jestem chodzącym robotem który ma spełniać wszystkie jego zachcianki. Codziennie gotuje, on już nawet w weekend nie ugotuje, bo w tygodniu pracuje, a w weekend musi wypoczywać. Gdy przyjdzie do domu i nie spasuje mu obiad - znowu nie ma nic na obiad. Gdy do skończenia obiadu zostaje mi pół godziny - jestem głodny, jadę po kebaba. Nie ma bułek jest chleb z dnia poprzedniego - nie kupiłaś bułek, nie ma nic na kolację.

Nie wiem co o tym wszystkim sądzić niby pierdoły, ale słysząc różne akcje codziennie mam dość i powiem szczerze, że wolę kiedy mojego męża nie ma w domu niż gdy jest. Gdy go nie ma potrafię nawet się relaksować przy dwójce dzieci. Gdy on jest i mnie krytykuje zaczynam się dobijać i z automatu nie potrafię się uśmiechać do dzieci, ani się z nimi bawić, bo łapię doła.

Ostatnio wiedziałam, że nie ma nic do jedzenia dla młodszego syna. Mówiłam mężowi, że muszę koniecznie jechać do sklepu. Syn nie mógł zasnąć. W końcu wydawało mi się, że usnął i powiedziałam mu, że chciałabym wyjść - chyba oszalałaś, że sama mnie z nim zostawisz. Mijał czas, a za chwile zamknięcie sklepu. Powiedziałam mu dobra wychodzę, na co on - "to wypierdalaj". Zatkało mnie, na następny dzień powiedziałam mu, że należą mi się przeprosiny, na co on powiedział mi, że go sprowokowałam. Ostatnim razem się dowiedziałam, że on uważa, że jeżeli kobieta bije mężczyznę, to dlaczego on miałby jej nie oddać. Jednym słowem dowiedziałam się, że on z byłą żoną regularnie się prali. Ja nigdy przenigdy nikogo bym nie uderzyła choćbym nie wiem jak była zła. Powiedziałam mu, że gdybym wiedziała o tym przed ślubem nigdy bym za niego nie wyszła - nic sobie z tego nie zrobił i powiedział, że przesadzam. Martwię się, że jak dzieci zobaczą, że mąż mnie nie szanuje, to same przestaną mnie szanować. Nawet jego 10 letni syn zauważył, że on cały czas mnie krytykuje i mówił mi, że mu się to nie podoba, że tata w wielu sytuacjach nie ma racji.

Mój mąż stwierdził, że on nie wytrzyma bez krytyki w moją stronę, bo jak się coś mu nie podoba, to musi o tym powiedzieć. Powiedzcie mi czy ta krytyka musi występować 3-5 razy dziennie? Gdy staram się robić to co on mówi, szybko wynajdzie inny problem. Co mam zrobić żeby on mnie zaakceptował taką jaką jestem?
Ja go od samego początku akceptuję w pełni, nie wytykam mu błędów. Gdy mu o tym powiedziałam, to stwierdził, że to dlatego, że nie mam co mu wytykać, bo on jest doskonały.
Ostatnio mąż stwierdził, że gdyby mógł nie mieć dzieci, to by ich nie miał, bo dzieci to jest tylko poświęcenie i wydatek. A mu się marzą podróże i spokojne życie.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

Dużo tego ale powiem że współczuję....Życie dorosłe twego męża przerasta i sobie nie radzi nie potrafi poradzić.Fala krytyki w partnera to nic dobrego kwestia czasu aż osoba pęknie i powie dosyć .Wierz ciężko mi dać Tobie jakąś radę ,nie potrafi się zatroszczyć o was nie potrafi zarobić do tego wymaga a dostał wiele z twojej strony i może to go boli że sam nic nie osiągnął.... Każdy człowiek ma swój limit cierpliwości ,ale każdy powinien się uczyć na błędach.Porada specjalisty razem rozmowa coś trzeba zrobić bo nie wróżę temu przyszłości.
Najgorsze w tym wszystkim że jak będzie za późno człowiek się budzi i rozumie dopiero swoje błędy.

Każdy człowiek powinien dążyć do szczęścia...życie jest za krótkie aby się smucić .Żyj tak aby nie żałować pod koniec życia że czegoś nie zrobiłeś....

3

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

Kurczę mogłam napisać krótszą wiadomość, teraz nie wiem czy komukolwiek będzie chciało sie to czytać.
Chce jeszcze tylko dodać ze od ostatniego czasu nie potrafię rozmawiać z mężem. Gdy próbuje poruszyć jakiś temat od razu słyszę z jego ust krytykę, ze się nie skupiam na tym co mówię, ze nie myślę. Przykładowo chciałam mu opowiedzieć o tym ile ludzi zbiera się pod lidlem w sobotę, gdy niedziela ma być zamknięta. Mowie mu ze kolezanka mi opowiadala, ze jak rano o 8 czy 9 otwiera sklep to.....przerywa mi "jak to od 8 czy 9 co ty za pierdoly odpowiadasz" od razu odechciewa mi sie dalej mowic. On nie reaguje i ma gdzieś co chciałam mu powiedzieć.

4 Ostatnio edytowany przez Makigigi (2018-03-24 01:38:25)

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

Czytałam Twój post :-). Powiem Ci, że dziwię się, że Ty wytrzymujesz takie traktowanie. Mnie by wystarczyło to, co działo się przed Waszym ślubem, żeby go kopnąć w zad i niech leci na Księżyc. Wszystko mu dawałaś, a on nosem kręcił, wielki pan i włatca (sic!). Z tego co opisałaś wnioskuję, że Twój związek nosi cechy przemocy psychicznej. Dodatkowo mam wrażenie, że mąż chciał się ustawić Twoim kosztem.
Myślę, że to nie jest kwestia tego, że on Ciebie nie akceptuje, tylko tego, że on jest pijawką/ wampirem emocjonalnym i dobrze się czuje, gdy Tobie sprawi przykrość. Dowartościowuje się Twoim kosztem. Albo namów go na wspólną terapię, albo jeśli się nie da, to sama idź do terapeuty, ponieważ potrzebujesz się wzmocnić, żeby właściwie pokierować Twoim życiem.
Polecam Ci wątek Marvie, myślę, że jego lektura może dać Ci wspracie :-)
http://www.netkobiety.pl/t98993.html

5

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

No to teraz na własnej skórze się przekonałaś, dlaczego rozwiedli się z byłą żoną... ten facet to dupek, uciekaj, szkoda życia.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

6

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

Z pewnymi rzeczami się zgadzam z innymi nie do końca. Wiem z czego wynika zachowanie mojego męża. Jego ojciec nigdy nie szanował matki, jakiś czas temu dowiedziałam się ze ja bił. Podkradal jej pieniądze przez co ona nie miała na jedzenie dla dzieci i zaczęła pić.
Zauważyłam ze zarówno mój mąż jak i jego rodzeństwo nie potrafią czerpać radości z życia. Mój mąż szuka problemów na sile których tak właściwie nie ma. Ja każdego ranka budze się usmiechnieta, nawet gdy nie śpię przez pół nocy przez młodsze dziecko, to gdy zobaczę jego uśmiech rano wszystko mi to wynagradza. U mojego meza wystarczy teraz głupie zwrócenie mi uwagi a wybucham, sprawia ze odechciewa mi sie wszystkiego i w smutku bawię się z dziećmi.
Nie wiem czy jest on pijawka emocjonalna, po prostu on chce żebym zachowywała sie tak jak on chce, kontroluje to co robie, żeby mieć pewność ze robię to dobrze. Co się tyczy kwestii pieniędzy zmienił prace i więcej zarabia, twierdzi ze ma stresy. Teraz już nie wysluchuje ze za dużo pieniędzy mu biore na szczęście.
Dziękuję za słowa otuchy i watek, od razu tak jakoś lżej mi się zrobiło.

7

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

Z pewnymi rzeczami się zgadzam z innymi nie do końca. Wiem z czego wynika zachowanie mojego męża. Jego ojciec nigdy nie szanował matki, jakiś czas temu dowiedziałam się ze ja bił. Podkradal jej pieniądze przez co ona nie miała na jedzenie dla dzieci i zaczęła pić.
Zauważyłam ze zarówno mój mąż jak i jego rodzeństwo nie potrafią czerpać radości z życia. Mój mąż szuka problemów na sile których tak właściwie nie ma. Ja każdego ranka budze się usmiechnieta, nawet gdy nie śpię przez pół nocy przez młodsze dziecko, to gdy zobaczę jego uśmiech rano wszystko mi to wynagradza. U mojego meza wystarczy teraz głupie zwrócenie mi uwagi a wybucham, sprawia ze odechciewa mi sie wszystkiego i w smutku bawię się z dziećmi.
Nie wiem czy jest on pijawka emocjonalna, po prostu on chce żebym zachowywała sie tak jak on chce, kontroluje to co robie, żeby mieć pewność ze robię to dobrze. Co się tyczy kwestii pieniędzy zmienił prace i więcej zarabia, twierdzi ze ma stresy. Teraz już nie wysluchuje ze za dużo pieniędzy mu biore na szczęście.
Dziękuję za słowa otuchy i watek, od razu tak jakoś lżej mi się zrobiło.

8

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

Nie chce uciekac bo wydaje mi się to najprostszym jak i najtrudniejszym rozwiązaniem. Jest wspaniałym ojcem, a nie chce go zabierać dzieciom. Chce mu pomóc W jakiś sposób. Ciężko tylko to zrobić gdy on kilka razy dziennie mnie krytykuje lub mną dyryguje.

9

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

On Cię traktuje jak zło konieczne. Jak chcesz w takiej atmosferze dobrze wychować dzieci?

On w ogóle widzi coś złego w swoim zachowaniu?

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

10

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

Asiek, jak CZUJESZ, dlaczego twój mąż wciąż i coraz bardziej ciebie krytykuje? Co wg ciebie leży u podłoża takiego jego zachowania?

11

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?
Cyngli napisał/a:

On Cię traktuje jak zło konieczne. Jak chcesz w takiej atmosferze dobrze wychować dzieci?

On w ogóle widzi coś złego w swoim zachowaniu?

Niestety w sobie nie widzi nic złego, a to dlatego, ze ja na niego nie narzekam, nie oceniam go tylko akceptuje w pełni. Gdy mu powiedziałam, ze w stosunku do siebie nie ma nic do zarzucenia odpowiedział mi ze on wszystko robi dobrze. Gdy mnie się spytal co on robi zle, nie potrafilam mu odpowiedziec.

12

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?
summerka88 napisał/a:

Asiek, jak CZUJESZ, dlaczego twój mąż wciąż i coraz bardziej ciebie krytykuje? Co wg ciebie leży u podłoża takiego jego zachowania?

Do końca nie wiem. On chce żebym robiła wszystko tak jak on uważa. Nie mogę popelniac błędów i sama oceniać ze zrobiłam źle, bo on to zrobi za mnie. Nie mogę czegoś robic po swojej myśli, bo on myśli inaczej. Nie wiem może chce żebym była damska wersja jego. Albo może faktycznie jestem beznadziejna i nie potrafię zrobic wiele rzeczy tak jak powinny one wyglądać. Tylko kiedyś jakoś mnie akceptowal, szanował, a teraz nie wiem co sie podziało.

13

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

Z drugiej strony mąż mówił mi, ze jestem najlepszą kobieta jaka dotychczas miał i ze jestem najwyższym co mógł osiągnąć

14 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2018-03-24 10:23:10)

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?
Asiek92 napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Asiek, jak CZUJESZ, dlaczego twój mąż wciąż i coraz bardziej ciebie krytykuje? Co wg ciebie leży u podłoża takiego jego zachowania?

Do końca nie wiem. On chce żebym robiła wszystko tak jak on uważa. Nie mogę popelniac błędów i sama oceniać ze zrobiłam źle, bo on to zrobi za mnie. Nie mogę czegoś robic po swojej myśli, bo on myśli inaczej. Nie wiem może chce żebym była damska wersja jego. Albo może faktycznie jestem beznadziejna i nie potrafię zrobic wiele rzeczy tak jak powinny one wyglądać. Tylko kiedyś jakoś mnie akceptowal, szanował, a teraz nie wiem co sie podziało.

Asiek, to nie w tobie jest źródło problemów. Zachowania, które opisujesz u swojego męża są typowe dla osoby, której osobowość zorganizowana jest wokół pragnienia potrzymania swojej samooceny i potwierdzania własnej wartości przez źródła zewnętrzne.
To nie jest tak, że twój mąż kiedyś cię akceptował i szanował, a teraz to uleciało. Po prostu jakiś czas temu byłaś dla niego kimś, dzięki komu mógł się czuć bardziej wartościowy. Sama piszesz, że podejmowałaś i zresztą nadal podejmujesz wiele działań, dzięki którym twój mąż może wydawać się kimś bardziej zaradnym, czy po prostu lepszym niż jest w rzeczywistości.
Problem z osobami o niskim poczuciu własnej wartości (które oczywiście wszystkimi swoimi zachowaniami i postawami próbują sobie i całemu światu udowodnić, że tak nie jest) polega na tym, co już na forum pisałam wielokrotnie, że niedowartościowana osoba prędzej czy później będzie też niedowartościowana związkiem spostrzegając partnera jako gorszego niż inni, a w perspektywie wieloletniej zwiększa się ryzyko zdrady, której celem jest dowartościowanie się.

15

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

W swoim poprzednim temacie pisałaś, że Twój mąż absolutnie nie chciał mieć drugiego dziecka i szukałaś sposobów i porad na to - jak go na drugie dziecko namówić.
W tym wątku zaś piszesz, że kiedy Wasz starszy syn miał 7 miesięcy, Ty zaszłaś w ciążę, na co Twój mąż zareagował szokiem. Domyślam się więc, że była to z Twojej strony tzw. "kontrolowana wpadka".
Podobnie rzecz ma się z psem - Ty chciałas pieska, a mąż nie chciał, macie więc pieska wink

Będąc z kimś w związku i tworząc rodzinę, nie podejmujesz tak ważnych decyzji tylko za siebie i dla siebie.
Robi się to w imieniu i dla całej rodziny, bo konsekwencje pewnych posunięć, wyborów - dotykają całą rodzinę, a nie tylko jednostki.
Dlatego tak poważne decyzje, jak powołanie na świat kolejnego dziecka, czy przygarnięcie zwierzęcia, powinny być szczerą wolą obu stron, a nie tylko przyslowiowym przeciąganiem liny.

Z tego co piszesz wynika, że w Waszym małżeństwie jest więcej podziałów niż wspólnoty.
Nawet z wydatków rozliczacie się tak, jakbyście byli kolegą i koleżanką ze wspólnoty mieszkaniowej.

Nie przyszło Ci do głowy, że krytykanctwo i irytacja Twojego męża wynika z faktu, że nie akceptuje on decyzji i wyborów, do jakich został przez Ciebie niejako zmuszony ?

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

16

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?
IsaBella77 napisał/a:

W swoim poprzednim temacie pisałaś, że Twój mąż absolutnie nie chciał mieć drugiego dziecka i szukałaś sposobów i porad na to - jak go na drugie dziecko namówić.
W tym wątku zaś piszesz, że kiedy Wasz starszy syn miał 7 miesięcy, Ty zaszłaś w ciążę, na co Twój mąż zareagował szokiem. Domyślam się więc, że była to z Twojej strony tzw. "kontrolowana wpadka".
Podobnie rzecz ma się z psem - Ty chciałas pieska, a mąż nie chciał, macie więc pieska wink

Będąc z kimś w związku i tworząc rodzinę, nie podejmujesz tak ważnych decyzji tylko za siebie i dla siebie.
Robi się to w imieniu i dla całej rodziny, bo konsekwencje pewnych posunięć, wyborów - dotykają całą rodzinę, a nie tylko jednostki.
Dlatego tak poważne decyzje, jak powołanie na świat kolejnego dziecka, czy przygarnięcie zwierzęcia, powinny być szczerą wolą obu stron, a nie tylko przyslowiowym przeciąganiem liny.

Z tego co piszesz wynika, że w Waszym małżeństwie jest więcej podziałów niż wspólnoty.
Nawet z wydatków rozliczacie się tak, jakbyście byli kolegą i koleżanką ze wspólnoty mieszkaniowej.

Nie przyszło Ci do głowy, że krytykanctwo i irytacja Twojego męża wynika z faktu, że nie akceptuje on decyzji i wyborów, do jakich został przez Ciebie niejako zmuszony ?

Może to tak wyglada, ale nie była to kontrolowana wpadka. Planowałam zajść w ciążę we wrześniu, zaszlam rok wcześniej w grudniu i urodziłam we wrzesniu. Jeżeli chodzi o psa to namawialam bo na niego przez długie miesiące i w końcu się zgodził. On kocha tego psa, ale niekiedy nagle przestaje mu pasować gdy np ja chce z nim wyjść na spacer na 10 min, a on w tym czasie musi zostać z dwojka dzieci. Tylko od samego początku gdy za mnie wychodził wiedział ze chce mieć dzieci. Sam nawet powiedział ze zrobi te dzieci dla mnie. Nie trzymałam go na sile, mógł odejść i poszukać kogoś innego.
Ja chciałam psa, gdy on wczesniej chciał kota nie protestowalam. On nie siedzi w domu pod kluczem kiedy chce może wyjść ze znajomymi, na mecz ze starszym synem itp.

17

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?
Asiek92 napisał/a:
Cyngli napisał/a:

On Cię traktuje jak zło konieczne. Jak chcesz w takiej atmosferze dobrze wychować dzieci?

On w ogóle widzi coś złego w swoim zachowaniu?

Niestety w sobie nie widzi nic złego, a to dlatego, ze ja na niego nie narzekam, nie oceniam go tylko akceptuje w pełni. Gdy mu powiedziałam, ze w stosunku do siebie nie ma nic do zarzucenia odpowiedział mi ze on wszystko robi dobrze. Gdy mnie się spytal co on robi zle, nie potrafilam mu odpowiedziec.

Więc skoro nie mówisz mu, że obecna sytuacja Ci nie odpowiada i dlaczego, to jak ma się cokolwiek zmienić?

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

18

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?
Cyngli napisał/a:
Asiek92 napisał/a:
Cyngli napisał/a:

On Cię traktuje jak zło konieczne. Jak chcesz w takiej atmosferze dobrze wychować dzieci?

On w ogóle widzi coś złego w swoim zachowaniu?

Niestety w sobie nie widzi nic złego, a to dlatego, ze ja na niego nie narzekam, nie oceniam go tylko akceptuje w pełni. Gdy mu powiedziałam, ze w stosunku do siebie nie ma nic do zarzucenia odpowiedział mi ze on wszystko robi dobrze. Gdy mnie się spytal co on robi zle, nie potrafilam mu odpowiedziec.

Więc skoro nie mówisz mu, że obecna sytuacja Ci nie odpowiada i dlaczego, to jak ma się cokolwiek zmienić?

Mowie dużo razy mówiłam, ze cały czas mnie krytykuje, ze źle mnie traktuje. Ze czuje sie jakbym była beznadziejna. Ze on zachowuje się jakby był lepszym ojcem i matka w jednym. Ze wszystko to się we mnie pietrzy i w końcu powiem dosc i go kopne w tyłek. Zamiast zastanawiać się wtedy ze coś jest złego w jego zachowaniu I cos musi zmienić, zaczął szukać mieszkania. Gdy mu powiedziałam żeby spróbował mnie nie krytykować powiedział mi ze on nie wytrzyma, ze jak mu cos nie pasuje to musi to powiedzieć.
Z ta akceptacja chodzi mi o to ze akceptuje jego nawyki, wybrednosc, inne zdanie.

19

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

Twój mąż popełnia prawie wszystkie grzechy główne w związku. Ciągłe krytykanctwo, przypisywanie winy, odpowiedzialności za całe zło (rzeczywiste i wyimaginowane), narzeka, jest namolny. Wieczny malkontent. Tak jak pisała Summerka jest to powiązane z niskim poczuciem własnej wartości. Na początku mówił Ci, że jesteś najlepszym co mogło go spotkać, bo tak było w jego oczach i co tu dużo mówić drugiej takiej zaślepionej jeśli chodzi o jego charakter to ze świecą musiałby szukać... Osoby z niską samooceną w związku dochodzą szybko do wniosku, że z partnerem jest coś mocno nie tak, skoro zdecydował się na związek z nimi. Ponadto jesteś cały czas pod ręką i nie musi daleko szukać kogoś na kim mógłby poskakać i tym samym wybić się w górę wink Typ niereformowalny, ale którego zapędy można ograniczyć jeśli będzie się go prowadziło żelazną ręką. Ty takiej nie posiadasz. Zresztą co to byłby za związek jeśli drugą osobą trzeba mocno i systematycznie potrząsać wink Choć niektórzy odnajdują się w takich...
Dlatego czarno widzę przyszłość tego związku. Najbardziej ucierpisz Ty i wasze dzieci. On będzie skakał, z czasem dzieci również posłużą za odskocznię dla jego kruchego ego. Też dosięgnie ich ciągła krytyka. Będzie skakał coraz wyżej...

20

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?
Jedentaki napisał/a:

Dużo tego ale powiem że współczuję....Życie dorosłe twego męża przerasta i sobie nie radzi nie potrafi poradzić.Fala krytyki w partnera to nic dobrego kwestia czasu aż osoba pęknie i powie dosyć .Wierz ciężko mi dać Tobie jakąś radę ,nie potrafi się zatroszczyć o was nie potrafi zarobić do tego wymaga a dostał wiele z twojej strony i może to go boli że sam nic nie osiągnął.... Każdy człowiek ma swój limit cierpliwości ,ale każdy powinien się uczyć na błędach.Porada specjalisty razem rozmowa coś trzeba zrobić bo nie wróżę temu przyszłości.
Najgorsze w tym wszystkim że jak będzie za późno człowiek się budzi i rozumie dopiero swoje błędy.

Tu masz racje. Jak z poczatku był szczęśliwy ze mamy wspólne mieszkanie tak teraz go to dobija, ze nie ma on własnego. A rodzice przepisza mieszkanie na mnie. On chce kupić jakieś mieszkanie żeby mieć coś swojego - nie żeby w nim mieszkać. Zauważyłam ze ma bardzo duże parcie na posiadanie czegoś swojego. Chociaż u nas w mieszkaniu dołożył dużo bo wziął telewizor, kanapę i kilka mebli na kredyt który splacil. Dalej mu mało jak z początku bardzo się cieszył ze to miał tak nagle jakby o tym zapomniał i narzeka ze nie ma czegoś innego. Zauważyłam ze on cieszy sie czymś tylko przez jakiś czas. On uważa ze szczęście dają mu rzeczy materialne, tak nie jest i nie wiem jak mu pokazać, ze coś innego go będzie bardziej cieszyć jak tylko inaczej ukierunkuje swoje myśli.
Mi zawsze szczęście dają ludzie, kocham ten ich błysk w oku jak coś im sie uda i sa szczęśliwi. Chce uszczęśliwić mojego męża ale nie wiem jak.

21 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2018-03-24 17:14:30)

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?
Asiek92 napisał/a:

Tu masz racje. Jak z poczatku był szczęśliwy ze mamy wspólne mieszkanie tak teraz go to dobija, ze nie ma on własnego. A rodzice przepisza mieszkanie na mnie. On chce kupić jakieś mieszkanie żeby mieć coś swojego - nie żeby w nim mieszkać. Zauważyłam ze ma bardzo duże parcie na posiadanie czegoś swojego. Chociaż u nas w mieszkaniu dołożył dużo bo wziął telewizor, kanapę i kilka mebli na kredyt który splacil. Dalej mu mało jak z początku bardzo się cieszył ze to miał tak nagle jakby o tym zapomniał i narzeka ze nie ma czegoś innego. Zauważyłam ze on cieszy sie czymś tylko przez jakiś czas. On uważa ze szczęście dają mu rzeczy materialne, tak nie jest i nie wiem jak mu pokazać, ze coś innego go będzie bardziej cieszyć jak tylko inaczej ukierunkuje swoje myśli.
Mi zawsze szczęście dają ludzie, kocham ten ich błysk w oku jak coś im sie uda i sa szczęśliwi. Chce uszczęśliwić mojego męża ale nie wiem jak.

Nie jesteś w stanie go uszczęśliwić na dłuższa metę. Każda rzecz, każda atencja, każdy sukces dowartościuje go tylko na chwilę. Wiesz to i przerabiałaś wielokrotnie. On będzie stałe głodny i potrzebujący potwierdzania swojej władzy, znaczenia i ważności dla innych. Nic nigdy nie da mu prawdziwego spełnienia. Nigdy go nie nakarmisz do syta. Skończyły się nawet twoje moźliwości zaspakajania jego pierwszego, najbardziej potrzebującego zaspokojenia głodu, co odczuwasz. Możesz się dwoić i troić a i tak na końcu zdewaluuje ciebie, że nie jesteś idealna i „wszystko” psujesz. Czym szybciej to zrozumiesz i zaczniesz działać, tym lepiej dla ciebie i waszych dzieci.

22

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

Ja się Tobie naprawdę dziwie, czy aż tak nisko siebie cenisz , że wybierasz sobie takiego faceta na męża ?
Niezaradny ten facet. Znalazł sobie sponsorkę - jest straszy od Ciebie a nawet w w swoim życiu nie zarobił na samochód? mieszkanie ? Co on chce dzieciom dać ?

A Ty bierzesz kredyty na niego, pożyczasz mu co miesiąc pieniądze a wielkiemu Panu nawet wstyd nie jest. Zero wdzięczności i na dodatek Cię wiecznie krytykuje.

Albo niech się facet ogarnie albo go wypieprz z SWOJEGO domu.

Dobro zawsze wraca :-)

23

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?
Asiek92 napisał/a:

Wcześniej już pisałam dokładniej w dwa lata temu w lutym o tym, że jestem nieszczęśliwa w związku. Szukam porady, wiem, że większość z Was pewnie mi powie uciekaj, ale chyba nie potrafię się zebrać w sobie, żeby to zrobić. Tym bardziej, że obiecałam. Mam tak, że jak coś obiecam to dotrzymuje słowa. A obiecałam mężowi, że będę z nim do końca życia i nigdy go nie opuszczę.
Jak w każdym związku wszystko na początku było pięknie, dogadywaliśmy się bardzo dobrze, czułam się przy nim szczęśliwa, bezpieczna i co ważniejsze byłam sobą, zawsze radosna i uśmiechnięta, potrafiąca wszystko co złe obrócić w dobre.
Mąż zaczął mi ubliżać już od maja, miesiąc przed ślubem 2015r., nigdy go takiego nie znałam. Byłam pewna, że się stresuje. A potem się zaczęło... krytykował mnie co chwile, że coś źle robię. Nigdy nie byłam orłem w sprzątaniu, nie nauczyli mnie tego w domu. Sprzątam tak jak potrafię, wierzcie mi to jak się zabieram do sprzątania teraz a wcześniej, to niebo a ziemia. Wyrobiłam już w sobie jakąś obowiązkowość, zwłaszcza, że są dzieci. Krytykował moje sprzątanie, zachowanie, opiekę nad dziećmi. W lipcu zeszłego roku zaczęłam już go szczerze nienawidzić, po pierwsze mnie nie szanował, ubliżał mi, mówił, że sobie bez niego nie poradzę. Bardzo chciałam, żeby się wyprowadził, bo miałam już go dość. Mówiłam mu, żeby odszedł. A on wtedy mówił mi "Ty jesteś cwana, bo masz mieszkanie po mamusi, a ja co mam. Zostanę z niczym" i tak się to ciągnęło. We wrześniu na 1,5 miesiąca zaczęło nam się znowu układać, było super. Zaczął mnie szanować, złego słowa na mnie nie powiedział. Znowu zaczęłam mieć nadzieję, że będzie lepiej...

Od października zeszłego roku zaczęłam pracę w nowej firmie, dzieci są w żłobku. Po dwóch ciążach z roku na rok postanowiłam, że jak zacznę nową pracę będę się lepiej ubierać, bardziej sportowo-elegancko. Zwłaszcza, że teraz pracuję z kobietami, a wcześniej jak zachodziłam w ciążę pracowałam z samymi facetami. Zakupiłam ubrania, zaczęłam tak chodzić do pracy. Mąż się pytał dlaczego tak się zaczęłam ubierać, że jest to podejrzane. Mówiłam, że chcę w końcu dobrze wyglądać. W połowie października była impreza integracyjna 2 dniowa. Cieszyłam się, że w końcu wyjdę z domu, poznam nowych ludzi, pogadam. Mąż zabraniał mi iść, ale się uparłam (odkąd zaczęło nam się wcześniej psuć, zawsze stawiałam na swoim). Mąż wziął do pomocy swoją mamę. Wtedy kiedy byłam na imprezie integracyjnej zaczął jej wpajać, że ja się dziećmi nie zajmuje, że mam tylko tę imprezę w głowie. Wróciłam szczęśliwa, ze statuetką, bo wygrałam w pokera. Gdy przyjechałam do domu usłyszałam od niego, że on się wyprowadza, że ch* wie co ja na tej imprezie wyprawiałam, ubliżanie i wyzywanie, czemu mu nie odpisałam na smsa o treści "Widzę, że burdel firmowy trwa w najlepsze. Miłej imprezki żono" (wróciłam po 1.00 do pokoju, odechciało mi się odpisywać i poszłam spać. . Kiedy wyszedł weszłam w historię i okazało się, że on przeglądał strony o zdradach na imprezach integracyjnych. Wtedy wychodził i wracał i tak cały czas. Wtedy chyba po raz pierwszy widziałam, że mu zależy. Po szóstym razie wrócił i szczerze mnie przeprosił, powiedział, że przesadził i że teraz wszystko się zmieni, będzie wszystko lepiej. Rozumie, że zrobił błąd, że był okropny wobec mnie i nie doceniał to co ma. Cieszyłam się, chcieliśmy wtedy iść do łóżka i wtedy zdarzyło się to.... miałam siniaki odciśnięte na udzie, wyglądały jak dłoń faceta. On wpadł w histerię zaczął płakać, mówił skąd mam te siniaki, że on w to nie wierzy, że ja na pewno go zdradziłam. Żeby było jasne nie zdradziłam go, a gdy to zobaczyłam pomyślałam, że chyba Bóg nie chce żebyśmy byli razem.
Po kilku dniach dopiero doszłam co to jest. Na imprezie spaliśmy w hotelu, byłam w pokoju z koleżanką. Nie wzięłam ze sobą piżamy i spałam w ubraniu. Miałam nowe spodnie które bardzo mnie cisnęły. W nocy co chwile się budziłam, bo bolały mnie nogi. Często śpię tak, że mam ręce złożone między nogami. Mam predyspozycje do siniaków, do tego piłam alkohol, więc to na pewno było to, mam 100% pewność.
Powiedziałam mu o tym, on mi mówił, że mi nie wierzy. Kazał mi ściągać spodnie i za każdym razem przykładał mi dłoń do tych siniaków, robił zdjęcia, pokazywał je kolegom. Rzecz jasna jego kolegom też wydaje się to podejrzane, ma w nich pełną aprobatę. Ubliżał mi mówił, że jestem ku*, że się zeszmaciłam, że kochana żona. Po raz pierwszy miałam tak, że tak mi naubliżał, zwyzywał, że zaczęłam się go bać, że zaraz mnie uderzy, doszczętnie zniszczy. Cała drgałam ze strachu. Chyba najgorszy moment w moim życiu. Chciałam iść do anestezjologa, żeby zbadał te siniaki i spisał raport, że to nie są jednak siniaki od męskiej dłoni, byłam nawet gotowa zapłacić prywatnie te 300 zł. Ale on mi powiedział, że on by w to nie uwierzył i dla niego jedynym rozwiązaniem jest wariograf. Zgodziłam się praktycznie od razu, bo nie mam nic do ukrycia. Zaczęło się to ciągnąć, on czekał z tym wariografem, zaczął mnie nim straszyć, co chwile pytał czy chcę mu może coś powiedzieć przed, kilka rzeczy mu powiedziałam. Mianowicie o moich byłych i o tym, że za nastolatki musiałam się wyszaleć. Spałam z kimś tylko jak byłam w związku. Jedynie co to całowałam się z różnymi chłopakami, ale tylko wtedy gdy nie byłam w związku. Potem przez plotkarzy zostałam okrzyknięta dzi*, wtedy nie byłam z nikim w związku przez rok i nie spotykałam się z żadnym chłopakiem. W wieku 17 lat chciałam już poważnego związku. Zaczęłam wtedy wkraczać w poważne związki, w których byłam szczęśliwa. Niestety nie udawały się po czasie. Różnice charakterów, moje zbytnie zaangażowanie, chodzenie w krok w krok jak przylepa. Mój mąż przez to zaczął szukać informacji o mnie na temat tego jaka kiedyś byłam. Zaczął rozmawiać z ludźmi z którymi ja nawet nigdy nie gadałam z miasteczka w którym mieszkamy. Zgadnijcie komu uwierzył? Im. Mówiłam mu, żeby porozmawiał z ludźmi którzy mnie znają praktycznie od maleńkości. Mam dwie bliskie przyjaciółki którym żale się ze wszystkiego. Żadna z nich nigdy nie pomyślałaby, że coś takiego mnie spotka. Wiedzą, że ja nie uznaje czegoś takiego jak zdrada i jak wkraczam w związek to w nim trwam.
To co powiedziałam mężowi, co dla mnie było kompletnie bez znaczenia, to to gdy zaczęłam pracować w firmie z samymi facetami. To był początek naszego związku, byliśmy ze sobą miesiąc. Ja pracowałam w biurze z takim kolegą który zajmował się rysunkami technicznymi, a ja sprawami kadrowymi. Siedzieliśmy w jednym pokoju i codziennie ze sobą rozmawialiśmy, dobrze nam się ze sobą gadało. On zaczął kupować codziennie po kawałku ciasta dla mnie i dla siebie. Zauroczyłam się... wiedziałam, że tak nie może być bo jestem w związku. Przez tydzień do tego kolegi się mało odzywałam, cały czas sobie mówiłam masz teraz mężczyznę i to z nim chcesz być. Zauroczenie przeszło. Potem przenieśli mnie do innego pokoju, gdzie miałam własne biuro. Cieszyłam się.
Powiedziałam o tym mężowi, wkurzył się i powiedział mi jak to możliwe, że byłaś we mnie tak zakochana wtedy i się zauroczyłaś. Powiedziałam mu to co Wam teraz. Podziękował mi za szczerość, ale miał do mnie żal, że mu o tym nie powiedziałam. Dla mnie osobiście relacja z tym kolegą była bez większego znaczenia, nie flirtowaliśmy ze sobą, nie mieliśmy żadnego zbliżenia. Nie uważałam to za istotną rzecz którą powinnam mu powiedzieć. Nie wiem być może zrobiłam źle...

Mąż prawie codziennie mi ubliżał z przebłyskami. W grudniu on już twierdził, że wszystko już dopiął na ostatni guzik, że idziemy na komisariat i tam mi zrobią ten wariograf. Jechaliśmy autem, starałam się z nim rozmawiać, bezskutecznie. Przed wyjściem z auta zapytał się mnie czy jest coś co chce mu powiedzieć, że jeżeli to powiem teraz przed wariografem to to puści mimo uszu, bo się przyznam. Powiedziałam mu, że nie mam nic do ukrycia i chcę iść na wariograf. Wyszliśmy z auta, a on.... zabrał mnie do restauracji. Byłam zdruzgotana i zła, bo byłam już gotowa na to, że pójdziemy na ten wariograf i ten cały koszmar się skończy.
Po czasie mi przeszło, bo było miło.... kupił mi drogie kolczyki na przeprosiny. Znowu zaczęłam się cieszyć.

Potem wymyślił fenomen czwartku, że zawsze w czwartki się ładnie ubieram i dla kogo to robię. Robiłam to dla siebie, a akurat tak wychodziło w czwartki, że przez deficyt ubrań zostawały mi same eleganckie rzeczy. Potem sobie wpoił, że na pewno go zdradzam z takim przedstawicielem z firmy, bo jest przystojny i akurat on zawsze jest w czwartki. W każdy czwartek przeżywałam koszmar, przestałam już zwracać uwagę na to jak ubieram się do pracy. Co mi wpadnie w ręce to ubieram.

Codziennie żyję w stresie zwłaszcza gdy jesteśmy ze sobą pogodzeni, bo wiem, że tak będzie tylko do czasu. Mówi mi cały czas, że go okłamuje. A ja już po prostu nie wiem, co mam powiedzieć, żeby było dobrze. O wielu ważnych sprawach już zapominam i jest mi z tym źle. Mało już się dla niego staram, bo nie mam siły. W łóżku mam blokadę, kocham się trochę na siłę, żeby tylko w jakimś stopniu było dobrze.
Zdarza mu się wpajać, że specjalnie zmieniam majtki do pracy na inne ładniejsze. A ja już w tygodniu staram się nosić najgorsze majtki jakie mam. Zaczęłam przez to wszystko kąpać się co tydzień. Co gorsza nie mogę się kąpać w sobotę ani w niedzielę, bo od razu jest wpajanie, że robię to dla kogoś, ooo... pewnie czerwony staniczek założyłaś dla tego przedstawiciela. Doszło nawet do tego, że w aucie zaczął mi szukać majtek, bo był pewny, że rano jeszcze miałam inne. On chce przyjechać do mnie do firmy, żeby wszystkim się przyjrzeć, a ja nie bardzo tego chcę, bo boję się, że przez swoją zazdrość narobi mi obciachu. Dzisiaj przyjechał pod firmę, mieliśmy zawalony parking bo byli przedstawiciele. Powiedziałam mu, że szukam kluczy od bramy. Wyszłam otworzyłam, a on powiedział, że już odjechał i nie będzie mnie zmuszać do tego, że przyjdzie, jak ja tego nie chcę. Wcześniej mówiłam mu, że jest mi to obojętne czy przyjedzie.

Jego mama w Niemczech ma złamaną nogę, tam jest z 1200 km. On jedzie razem z bratem, chociaż chciał żebym z nim jechała. W sobotę mam wieczór panieński, na który bardzo chcę iść(ostatnim razem byłam 4 lata temu), dzieci zostają u dziadków. Denerwował się, że z nim nie jadę. Może to zabrzmi trochę nieczule i brutalnie ale to jest daleka podróż. Co wtedy jak coś się nam stanie i nasze dzieci stracą obojga rodziców? Mój mąż się tym załamał - mówił: to znaczy, że ja się nie liczę.
Dzisiaj mieliśmy rocznicę, o której powiem szczerze zapomniałam. Jestem na siebie zła. Cała ta sytuacja mnie wewnętrznie dobija. Wszystko co powiem albo jest kłamstwem albo jest czymś co pasuje mu do układanki, że go zdradzam.
Proponowałam mu terapię, to raz mówił, że chce a innym razem, że to mu nie odpowie na pytanie czy mówię prawdę.
Według niego: do pracy nie mogę się ładnie ubierać, kąpać mogę się jedynie w piątek, mam dla niego cały czas być oparciem, mówić, że go kocham i udowadniać mu to.
Ja chyba tak nie potrafię... już wewnętrznie zaczynam się wypalać. Dzisiaj rzucił mi w twarz ręcznikiem, bo się na mnie wkurzył (nigdy wcześniej nie miałam takiej sytuacji). Za każdym razem kiedy mówię mu, że mnie obraża mówi mi, że każdy facet postąpiłby tak jak on i żebym się nie dziwiła, bo się wkurzył.
Mówi mi prosto w twarz, że mi nie ufa, że według niego jestem pusta, bez uczuć.

Proszę dajcie mi jakąś radę, dodajcie słowa otuchy albo powiedzcie co robię źle.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

24

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

Wcześniej już pisałam dokładniej w dwa lata temu w lutym o tym, że jestem nieszczęśliwa w związku. Szukam porady, wiem, że większość z Was pewnie mi powie uciekaj, ale chyba nie potrafię się zebrać w sobie, żeby to zrobić. Tym bardziej, że obiecałam. Mam tak, że jak coś obiecam to dotrzymuje słowa. A obiecałam mężowi, że będę z nim do końca życia i nigdy go nie opuszczę.
Jak w każdym związku wszystko na początku było pięknie, dogadywaliśmy się bardzo dobrze, czułam się przy nim szczęśliwa, bezpieczna i co ważniejsze byłam sobą, zawsze radosna i uśmiechnięta, potrafiąca wszystko co złe obrócić w dobre.
Mąż zaczął mi ubliżać już od maja, miesiąc przed ślubem 2015r., nigdy go takiego nie znałam. Byłam pewna, że się stresuje. A potem się zaczęło... krytykował mnie co chwile, że coś źle robię. Nigdy nie byłam orłem w sprzątaniu, nie nauczyli mnie tego w domu. Sprzątam tak jak potrafię, wierzcie mi to jak się zabieram do sprzątania teraz a wcześniej, to niebo a ziemia. Wyrobiłam już w sobie jakąś obowiązkowość, zwłaszcza, że są dzieci. Krytykował moje sprzątanie, zachowanie, opiekę nad dziećmi. W lipcu zeszłego roku zaczęłam już go szczerze nienawidzić, po pierwsze mnie nie szanował, ubliżał mi, mówił, że sobie bez niego nie poradzę. Bardzo chciałam, żeby się wyprowadził, bo miałam już go dość. Mówiłam mu, żeby odszedł. A on wtedy mówił mi "Ty jesteś cwana, bo masz mieszkanie po mamusi, a ja co mam. Zostanę z niczym" i tak się to ciągnęło. We wrześniu na 1,5 miesiąca zaczęło nam się znowu układać, było super. Zaczął mnie szanować, złego słowa na mnie nie powiedział. Znowu zaczęłam mieć nadzieję, że będzie lepiej...
Od października zeszłego roku zaczęłam pracę w nowej firmie, dzieci są w żłobku. Po dwóch ciążach z roku na rok postanowiłam, że jak zacznę nową pracę będę się lepiej ubierać, bardziej sportowo-elegancko. Zwłaszcza, że teraz pracuję z kobietami, a wcześniej jak zachodziłam w ciążę pracowałam z samymi facetami. Zakupiłam ubrania, zaczęłam tak chodzić do pracy. Mąż się pytał dlaczego tak się zaczęłam ubierać, że jest to podejrzane. Mówiłam, że chcę w końcu dobrze wyglądać. W połowie października była impreza integracyjna 2 dniowa. Cieszyłam się, że w końcu wyjdę z domu, poznam nowych ludzi, pogadam. Mąż zabraniał mi iść, ale się uparłam (odkąd zaczęło nam się wcześniej psuć, zawsze stawiałam na swoim). Mąż wziął do pomocy swoją mamę. Wtedy kiedy byłam na imprezie integracyjnej zaczął jej wpajać, że ja się dziećmi nie zajmuje, że mam tylko tę imprezę w głowie. Wróciłam szczęśliwa, ze statuetką, bo wygrałam w pokera. Gdy przyjechałam do domu usłyszałam od niego, że on się wyprowadza, że ch* wie co ja na tej imprezie wyprawiałam, ubliżanie i wyzywanie, czemu mu nie odpisałam na smsa o treści "Widzę, że burdel firmowy trwa w najlepsze. Miłej imprezki żono" (wróciłam po 1.00 do pokoju, odechciało mi się odpisywać i poszłam spać. . Kiedy wyszedł weszłam w historię i okazało się, że on przeglądał strony o zdradach na imprezach integracyjnych. Wtedy wychodził i wracał i tak cały czas. Wtedy chyba po raz pierwszy widziałam, że mu zależy. Po szóstym razie wrócił i szczerze mnie przeprosił, powiedział, że przesadził i że teraz wszystko się zmieni, będzie wszystko lepiej. Rozumie, że zrobił błąd, że był okropny wobec mnie i nie doceniał to co ma. Cieszyłam się, chcieliśmy wtedy iść do łóżka i wtedy zdarzyło się to.... miałam siniaki odciśnięte na udzie, wyglądały jak dłoń faceta. On wpadł w histerię zaczął płakać, mówił skąd mam te siniaki, że on w to nie wierzy, że ja na pewno go zdradziłam. Żeby było jasne nie zdradziłam go, a gdy to zobaczyłam pomyślałam, że chyba Bóg nie chce żebyśmy byli razem.
Po kilku dniach dopiero doszłam co to jest. Na imprezie spaliśmy w hotelu, byłam w pokoju z koleżanką. Nie wzięłam ze sobą piżamy i spałam w ubraniu. Miałam nowe spodnie które bardzo mnie cisnęły. W nocy co chwile się budziłam, bo bolały mnie nogi. Często śpię tak, że mam ręce złożone między nogami. Mam predyspozycje do siniaków, do tego piłam alkohol, więc to na pewno było to, mam 100% pewność.
Powiedziałam mu o tym, on mi mówił, że mi nie wierzy. Kazał mi ściągać spodnie i za każdym razem przykładał mi dłoń do tych siniaków, robił zdjęcia, pokazywał je kolegom. Rzecz jasna jego kolegom też wydaje się to podejrzane, ma w nich pełną aprobatę. Ubliżał mi mówił, że jestem ku*, że się zeszmaciłam, że kochana żona. Po raz pierwszy miałam tak, że tak mi naubliżał, zwyzywał, że zaczęłam się go bać, że zaraz mnie uderzy, doszczętnie zniszczy. Cała drgałam ze strachu. Chyba najgorszy moment w moim życiu. Chciałam iść do anestezjologa, żeby zbadał te siniaki i spisał raport, że to nie są jednak siniaki od męskiej dłoni, byłam nawet gotowa zapłacić prywatnie te 300 zł. Ale on mi powiedział, że on by w to nie uwierzył i dla niego jedynym rozwiązaniem jest wariograf. Zgodziłam się praktycznie od razu, bo nie mam nic do ukrycia. Zaczęło się to ciągnąć, on czekał z tym wariografem, zaczął mnie nim straszyć, co chwile pytał czy chcę mu może coś powiedzieć przed, kilka rzeczy mu powiedziałam. Mianowicie o moich byłych i o tym, że za nastolatki musiałam się wyszaleć. Spałam z kimś tylko jak byłam w związku. Jedynie co to całowałam się z różnymi chłopakami, ale tylko wtedy gdy nie byłam w związku. Potem przez plotkarzy zostałam okrzyknięta dzi*, wtedy nie byłam z nikim w związku przez rok i nie spotykałam się z żadnym chłopakiem. W wieku 17 lat chciałam już poważnego związku. Zaczęłam wtedy wkraczać w poważne związki, w których byłam szczęśliwa. Niestety nie udawały się po czasie. Różnice charakterów, moje zbytnie zaangażowanie, chodzenie w krok w krok jak przylepa. Mój mąż przez to zaczął szukać informacji o mnie na temat tego jaka kiedyś byłam. Zaczął rozmawiać z ludźmi z którymi ja nawet nigdy nie gadałam z miasteczka w którym mieszkamy. Zgadnijcie komu uwierzył? Im. Mówiłam mu, żeby porozmawiał z ludźmi którzy mnie znają praktycznie od maleńkości. Mam dwie bliskie przyjaciółki którym żale się ze wszystkiego. Żadna z nich nigdy nie pomyślałaby, że coś takiego mnie spotka. Wiedzą, że ja nie uznaje czegoś takiego jak zdrada i jak wkraczam w związek to w nim trwam.
To co powiedziałam mężowi, co dla mnie było kompletnie bez znaczenia, to to gdy zaczęłam pracować w firmie z samymi facetami. To był początek naszego związku, byliśmy ze sobą miesiąc. Ja pracowałam w biurze z takim kolegą który zajmował się rysunkami technicznymi, a ja sprawami kadrowymi. Siedzieliśmy w jednym pokoju i codziennie ze sobą rozmawialiśmy, dobrze nam się ze sobą gadało. On zaczął kupować codziennie po kawałku ciasta dla mnie i dla siebie. Zauroczyłam się... wiedziałam, że tak nie może być bo jestem w związku. Przez tydzień do tego kolegi się mało odzywałam, cały czas sobie mówiłam masz teraz mężczyznę i to z nim chcesz być. Zauroczenie przeszło. Potem przenieśli mnie do innego pokoju, gdzie miałam własne biuro. Cieszyłam się.
Powiedziałam o tym mężowi, wkurzył się i powiedział mi jak to możliwe, że byłaś we mnie tak zakochana wtedy i się zauroczyłaś. Powiedziałam mu to co Wam teraz. Podziękował mi za szczerość, ale miał do mnie żal, że mu o tym nie powiedziałam. Dla mnie osobiście relacja z tym kolegą była bez większego znaczenia, nie flirtowaliśmy ze sobą, nie mieliśmy żadnego zbliżenia. Nie uważałam to za istotną rzecz którą powinnam mu powiedzieć. Nie wiem być może zrobiłam źle...
Mąż prawie codziennie mi ubliżał z przebłyskami. W grudniu on już twierdził, że wszystko już dopiął na ostatni guzik, że idziemy na komisariat i tam mi zrobią ten wariograf. Jechaliśmy autem, starałam się z nim rozmawiać, bezskutecznie. Przed wyjściem z auta zapytał się mnie czy jest coś co chce mu powiedzieć, że jeżeli to powiem teraz przed wariografem to to puści mimo uszu, bo się przyznam. Powiedziałam mu, że nie mam nic do ukrycia i chcę iść na wariograf. Wyszliśmy z auta, a on.... zabrał mnie do restauracji. Byłam zdruzgotana i zła, bo byłam już gotowa na to, że pójdziemy na ten wariograf i ten cały koszmar się skończy.
Po czasie mi przeszło, bo było miło.... kupił mi drogie kolczyki na przeprosiny. Znowu zaczęłam się cieszyć.
Potem wymyślił fenomen czwartku, że zawsze w czwartki się ładnie ubieram i dla kogo to robię. Robiłam to dla siebie, a akurat tak wychodziło w czwartki, że przez deficyt ubrań zostawały mi same eleganckie rzeczy. Potem sobie wpoił, że na pewno go zdradzam z takim przedstawicielem z firmy, bo jest przystojny i akurat on zawsze jest w czwartki. W każdy czwartek przeżywałam koszmar, przestałam już zwracać uwagę na to jak ubieram się do pracy. Co mi wpadnie w ręce to ubieram.
Codziennie żyję w stresie zwłaszcza gdy jesteśmy ze sobą pogodzeni, bo wiem, że tak będzie tylko do czasu. Mówi mi cały czas, że go okłamuje. A ja już po prostu nie wiem, co mam powiedzieć, żeby było dobrze. O wielu ważnych sprawach już zapominam i jest mi z tym źle. Mało już się dla niego staram, bo nie mam siły. W łóżku mam blokadę, kocham się trochę na siłę, żeby tylko w jakimś stopniu było dobrze.
Zdarza mu się wpajać, że specjalnie zmieniam majtki do pracy na inne ładniejsze. A ja już w tygodniu staram się nosić najgorsze majtki jakie mam. Zaczęłam przez to wszystko kąpać się co tydzień. Co gorsza nie mogę się kąpać w sobotę ani w niedzielę, bo od razu jest wpajanie, że robię to dla kogoś, ooo... pewnie czerwony staniczek założyłaś dla tego przedstawiciela. Doszło nawet do tego, że w aucie zaczął mi szukać majtek, bo był pewny, że rano jeszcze miałam inne. On chce przyjechać do mnie do firmy, żeby wszystkim się przyjrzeć, a ja nie bardzo tego chcę, bo boję się, że przez swoją zazdrość narobi mi obciachu. Dzisiaj przyjechał pod firmę, mieliśmy zawalony parking bo byli przedstawiciele. Powiedziałam mu, że szukam kluczy od bramy. Wyszłam otworzyłam, a on powiedział, że już odjechał i nie będzie mnie zmuszać do tego, że przyjdzie, jak ja tego nie chcę. Wcześniej mówiłam mu, że jest mi to obojętne czy przyjedzie.
Jego mama w Niemczech ma złamaną nogę, tam jest z 1200 km. On jedzie razem z bratem, chociaż chciał żebym z nim jechała. W sobotę mam wieczór panieński, na który bardzo chcę iść(ostatnim razem byłam 4 lata temu), dzieci zostają u dziadków. Denerwował się, że z nim nie jadę. Może to zabrzmi trochę nieczule i brutalnie ale to jest daleka podróż. Co wtedy jak coś się nam stanie i nasze dzieci stracą obojga rodziców? Mój mąż się tym załamał - mówił: to znaczy, że ja się nie liczę.
Dzisiaj mieliśmy rocznicę, o której powiem szczerze zapomniałam. Jestem na siebie zła. Cała ta sytuacja mnie wewnętrznie dobija. Wszystko co powiem albo jest kłamstwem albo jest czymś co pasuje mu do układanki, że go zdradzam.
Proponowałam mu terapię, to raz mówił, że chce a innym razem, że to mu nie odpowie na pytanie czy mówię prawdę.
Według niego: do pracy nie mogę się ładnie ubierać, kąpać mogę się jedynie w piątek, mam dla niego cały czas być oparciem, mówić, że go kocham i udowadniać mu to.
Ja chyba tak nie potrafię... już wewnętrznie zaczynam się wypalać. Dzisiaj rzucił mi w twarz ręcznikiem, bo się na mnie wkurzył (nigdy wcześniej nie miałam takiej sytuacji). Za każdym razem kiedy mówię mu, że mnie obraża mówi mi, że każdy facet postąpiłby tak jak on i żebym się nie dziwiła, bo się wkurzył.
Mówi mi prosto w twarz, że mi nie ufa, że według niego jestem pusta, bez uczuć.
Proszę dajcie mi jakąś radę, dodajcie słowa otuchy albo powiedzcie co robię źle.

25

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

przecież on Ciebie wogóle nie szanuje...nie docenia tego ze sprzątasz i opiekujesz sie dziecmi.Zupełnie jakbym swoja siostre widziala w wersji meskiej, bez przerwy wyzwiska ponizanie i obrazanie, ja tego nie wytrzymalam a Ty jak dlugo pozwolisz mu na takie cos ?? Jeszcze ta zazdrosc o bylych że co, ze z kims spalas albo calowalas jak jego nie znalas ?? czyli co teraz za szczerosc jest kara? no bez komentarza juz wogóle...moze Ty na niego tak zacznij mowic niech zobaczy jak to jest... smile

Zuza K

26 Ostatnio edytowany przez Marata (2019-06-07 11:20:34)

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

To, co opisujesz nazywa się przemocą psychiczną. Owszem istnieje taki rodzaj przemocy. Zobacz, jak on destrukcyjnie wpływa na Ciebie. Z pewnej siebie, zadbanej kobiety stałaś się szarą, niedbającą o siebie, zahukaną myszką.
Zabrania Ci się nawet kąpać!

Na początek idź najpierw sama do terapeuty.
Wiesz, ja bym nie stosowała jego metod, bo to nie rozwiąże sytuacji, a jedynie ją może zaognić. Poza tym, po co masz uczyć się być taka jak on? Przemoc łatwo rozwiązuje problemy ze słabszymi od nas osobami. Ale nic jej nie tłumaczy.

Masz kilka dni na przemyślenie na spokojnie Twojej sytuacji i podjęcie decyzji, jak chcesz żyć dalej.
W takich warunkach, z takim toksycznym dziadem, Twoje życie będzie ciężkie.

Edit:
On ma tyle nad Tobą kontroli, ile sama mu dajesz.
Nie dyskutowała bym z nim, na temat mojego wyglądu, częstości mycia się i tego, z kim i kiedy się spotykam. Robiła bym swoje.
Za każdym razem ignorowała bym go, a jeśli byłby natarczywy - wychodziła bym do innego pokoju, zabierała bym dzieci na spacer itp. A robiła bym i tak to, co chcę. Nie dała bym się prowokować, nie dała bym się zaczepiać, nie dała bym się wciągać w słowne gierki, nie tłumaczyła bym się z niczego.  W chwili, gdyby pojawiały się wobec mnie jakieś oskarżenie - ignorowała bym to i całą rozmowę.

Było by dużo ciekawszych rzeczy do zrobienia niż wdawanie się w dyskusje i dawanie sobą poniewierać przez jakiegoś psychola:
- książki, gotowanie, głupie gadki przez telefon i na kompie
- sporty, siłownia, basen z dzieciakami, spacer z psem

On nie musi Ci na nic pozwalać. Nigdy nie musiał. Oddałaś mu część niezależności i teraz pora ją odebrać.

27

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

Jedyna rada to zacząć zbierać materiały do rozwodu. Twój mąż jest paranoikiem i przemocowcem psychicznym. Tu nawet terapia małżeńska nie pomoże. Zresztą wątpię, żeby on w ogóle chciał iść na terapię. To jest równia pochyła i tu nie ma już praktycznie innej alternatywy. Wykończysz się psychicznie i nerwowo w takim związku.

28 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2019-06-07 12:30:28)

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

Twój mąż jest psychicznym przemocowcem, co było już nawet widać przed ślubem. Ponieważ ma niskie poczucie własnej wartości, gnębi Ciebie by sobie podbudować ego. Mogłabyś być perfekcyjną panią domu, idealną matką i wcieloną boginią, a on i tak by się do czegoś przyczepił, bo Twoje zachowanie jest tu zupełnie bez znaczenia- jego celem jest znalezienie zaczepki i upokorzenie Cię.

Od początku na Tobie żerował, przesuwał granice, brał na litość, kontrolował, szantażował i okazywał zero szacunku. Chciał z Ciebie zrobić totalną niewolnicę. Jego ostatnie wyskoki z podejrzeniami zdrady są przedłużeniem tego zachowania. Po prostu używa eskalacji nacisku.

Jeżeli zostaniesz w tym związku, będziesz wrakiem. Ty się, kobieto, nawet kąpać boisz! To ma być normalne??? Twój mąż powinien się leczyć, bo wykazuje wiele cech zaburzenia osobowości, ale wątpię czy kiedykolwiek pójdzie do psychiatry- tego typu narcyzi rzadko uważają, że z nimi jest coś nie halo- bo to wszyscy dookoła są winni, nie on.

Na Twoim miejscu wykopałabym gada z domu bez sekundy zastanowienia. Jego zachowanie się nie zmieni, jedynie nasili. A Tobie polecam znalezienie dobrego terapeuty w celu leczenia swojego współuzależnienia od tego dupka i odbudowania swojej psychiki.

29

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?
Asiek92 napisał/a:

Wcześniej już pisałam dokładniej w dwa lata temu w lutym o tym, że jestem nieszczęśliwa w związku. Szukam porady, wiem, że większość z Was pewnie mi powie uciekaj, ale chyba nie potrafię się zebrać w sobie, żeby to zrobić. Tym bardziej, że obiecałam. Mam tak, że jak coś obiecam to dotrzymuje słowa. A obiecałam mężowi, że będę z nim do końca życia i nigdy go nie opuszczę.
Jak w każdym związku wszystko na początku było pięknie, dogadywaliśmy się bardzo dobrze, czułam się przy nim szczęśliwa, bezpieczna i co ważniejsze byłam sobą, zawsze radosna i uśmiechnięta, potrafiąca wszystko co złe obrócić w dobre.
Mąż zaczął mi ubliżać już od maja, miesiąc przed ślubem 2015r., nigdy go takiego nie znałam. Byłam pewna, że się stresuje. A potem się zaczęło... krytykował mnie co chwile, że coś źle robię. Nigdy nie byłam orłem w sprzątaniu, nie nauczyli mnie tego w domu. Sprzątam tak jak potrafię, wierzcie mi to jak się zabieram do sprzątania teraz a wcześniej, to niebo a ziemia. Wyrobiłam już w sobie jakąś obowiązkowość, zwłaszcza, że są dzieci. Krytykował moje sprzątanie, zachowanie, opiekę nad dziećmi. W lipcu zeszłego roku zaczęłam już go szczerze nienawidzić, po pierwsze mnie nie szanował, ubliżał mi, mówił, że sobie bez niego nie poradzę. Bardzo chciałam, żeby się wyprowadził, bo miałam już go dość. Mówiłam mu, żeby odszedł. A on wtedy mówił mi "Ty jesteś cwana, bo masz mieszkanie po mamusi, a ja co mam. Zostanę z niczym" i tak się to ciągnęło. We wrześniu na 1,5 miesiąca zaczęło nam się znowu układać, było super. Zaczął mnie szanować, złego słowa na mnie nie powiedział. Znowu zaczęłam mieć nadzieję, że będzie lepiej...
Od października zeszłego roku zaczęłam pracę w nowej firmie, dzieci są w żłobku. Po dwóch ciążach z roku na rok postanowiłam, że jak zacznę nową pracę będę się lepiej ubierać, bardziej sportowo-elegancko. Zwłaszcza, że teraz pracuję z kobietami, a wcześniej jak zachodziłam w ciążę pracowałam z samymi facetami. Zakupiłam ubrania, zaczęłam tak chodzić do pracy. Mąż się pytał dlaczego tak się zaczęłam ubierać, że jest to podejrzane. Mówiłam, że chcę w końcu dobrze wyglądać. W połowie października była impreza integracyjna 2 dniowa. Cieszyłam się, że w końcu wyjdę z domu, poznam nowych ludzi, pogadam. Mąż zabraniał mi iść, ale się uparłam (odkąd zaczęło nam się wcześniej psuć, zawsze stawiałam na swoim). Mąż wziął do pomocy swoją mamę. Wtedy kiedy byłam na imprezie integracyjnej zaczął jej wpajać, że ja się dziećmi nie zajmuje, że mam tylko tę imprezę w głowie. Wróciłam szczęśliwa, ze statuetką, bo wygrałam w pokera. Gdy przyjechałam do domu usłyszałam od niego, że on się wyprowadza, że ch* wie co ja na tej imprezie wyprawiałam, ubliżanie i wyzywanie, czemu mu nie odpisałam na smsa o treści "Widzę, że burdel firmowy trwa w najlepsze. Miłej imprezki żono" (wróciłam po 1.00 do pokoju, odechciało mi się odpisywać i poszłam spać. . Kiedy wyszedł weszłam w historię i okazało się, że on przeglądał strony o zdradach na imprezach integracyjnych. Wtedy wychodził i wracał i tak cały czas. Wtedy chyba po raz pierwszy widziałam, że mu zależy. Po szóstym razie wrócił i szczerze mnie przeprosił, powiedział, że przesadził i że teraz wszystko się zmieni, będzie wszystko lepiej. Rozumie, że zrobił błąd, że był okropny wobec mnie i nie doceniał to co ma. Cieszyłam się, chcieliśmy wtedy iść do łóżka i wtedy zdarzyło się to.... miałam siniaki odciśnięte na udzie, wyglądały jak dłoń faceta. On wpadł w histerię zaczął płakać, mówił skąd mam te siniaki, że on w to nie wierzy, że ja na pewno go zdradziłam. Żeby było jasne nie zdradziłam go, a gdy to zobaczyłam pomyślałam, że chyba Bóg nie chce żebyśmy byli razem.
Po kilku dniach dopiero doszłam co to jest. Na imprezie spaliśmy w hotelu, byłam w pokoju z koleżanką. Nie wzięłam ze sobą piżamy i spałam w ubraniu. Miałam nowe spodnie które bardzo mnie cisnęły. W nocy co chwile się budziłam, bo bolały mnie nogi. Często śpię tak, że mam ręce złożone między nogami. Mam predyspozycje do siniaków, do tego piłam alkohol, więc to na pewno było to, mam 100% pewność.
Powiedziałam mu o tym, on mi mówił, że mi nie wierzy. Kazał mi ściągać spodnie i za każdym razem przykładał mi dłoń do tych siniaków, robił zdjęcia, pokazywał je kolegom. Rzecz jasna jego kolegom też wydaje się to podejrzane, ma w nich pełną aprobatę. Ubliżał mi mówił, że jestem ku*, że się zeszmaciłam, że kochana żona. Po raz pierwszy miałam tak, że tak mi naubliżał, zwyzywał, że zaczęłam się go bać, że zaraz mnie uderzy, doszczętnie zniszczy. Cała drgałam ze strachu. Chyba najgorszy moment w moim życiu. Chciałam iść do anestezjologa, żeby zbadał te siniaki i spisał raport, że to nie są jednak siniaki od męskiej dłoni, byłam nawet gotowa zapłacić prywatnie te 300 zł. Ale on mi powiedział, że on by w to nie uwierzył i dla niego jedynym rozwiązaniem jest wariograf. Zgodziłam się praktycznie od razu, bo nie mam nic do ukrycia. Zaczęło się to ciągnąć, on czekał z tym wariografem, zaczął mnie nim straszyć, co chwile pytał czy chcę mu może coś powiedzieć przed, kilka rzeczy mu powiedziałam. Mianowicie o moich byłych i o tym, że za nastolatki musiałam się wyszaleć. Spałam z kimś tylko jak byłam w związku. Jedynie co to całowałam się z różnymi chłopakami, ale tylko wtedy gdy nie byłam w związku. Potem przez plotkarzy zostałam okrzyknięta dzi*, wtedy nie byłam z nikim w związku przez rok i nie spotykałam się z żadnym chłopakiem. W wieku 17 lat chciałam już poważnego związku. Zaczęłam wtedy wkraczać w poważne związki, w których byłam szczęśliwa. Niestety nie udawały się po czasie. Różnice charakterów, moje zbytnie zaangażowanie, chodzenie w krok w krok jak przylepa. Mój mąż przez to zaczął szukać informacji o mnie na temat tego jaka kiedyś byłam. Zaczął rozmawiać z ludźmi z którymi ja nawet nigdy nie gadałam z miasteczka w którym mieszkamy. Zgadnijcie komu uwierzył? Im. Mówiłam mu, żeby porozmawiał z ludźmi którzy mnie znają praktycznie od maleńkości. Mam dwie bliskie przyjaciółki którym żale się ze wszystkiego. Żadna z nich nigdy nie pomyślałaby, że coś takiego mnie spotka. Wiedzą, że ja nie uznaje czegoś takiego jak zdrada i jak wkraczam w związek to w nim trwam.
To co powiedziałam mężowi, co dla mnie było kompletnie bez znaczenia, to to gdy zaczęłam pracować w firmie z samymi facetami. To był początek naszego związku, byliśmy ze sobą miesiąc. Ja pracowałam w biurze z takim kolegą który zajmował się rysunkami technicznymi, a ja sprawami kadrowymi. Siedzieliśmy w jednym pokoju i codziennie ze sobą rozmawialiśmy, dobrze nam się ze sobą gadało. On zaczął kupować codziennie po kawałku ciasta dla mnie i dla siebie. Zauroczyłam się... wiedziałam, że tak nie może być bo jestem w związku. Przez tydzień do tego kolegi się mało odzywałam, cały czas sobie mówiłam masz teraz mężczyznę i to z nim chcesz być. Zauroczenie przeszło. Potem przenieśli mnie do innego pokoju, gdzie miałam własne biuro. Cieszyłam się.
Powiedziałam o tym mężowi, wkurzył się i powiedział mi jak to możliwe, że byłaś we mnie tak zakochana wtedy i się zauroczyłaś. Powiedziałam mu to co Wam teraz. Podziękował mi za szczerość, ale miał do mnie żal, że mu o tym nie powiedziałam. Dla mnie osobiście relacja z tym kolegą była bez większego znaczenia, nie flirtowaliśmy ze sobą, nie mieliśmy żadnego zbliżenia. Nie uważałam to za istotną rzecz którą powinnam mu powiedzieć. Nie wiem być może zrobiłam źle...
Mąż prawie codziennie mi ubliżał z przebłyskami. W grudniu on już twierdził, że wszystko już dopiął na ostatni guzik, że idziemy na komisariat i tam mi zrobią ten wariograf. Jechaliśmy autem, starałam się z nim rozmawiać, bezskutecznie. Przed wyjściem z auta zapytał się mnie czy jest coś co chce mu powiedzieć, że jeżeli to powiem teraz przed wariografem to to puści mimo uszu, bo się przyznam. Powiedziałam mu, że nie mam nic do ukrycia i chcę iść na wariograf. Wyszliśmy z auta, a on.... zabrał mnie do restauracji. Byłam zdruzgotana i zła, bo byłam już gotowa na to, że pójdziemy na ten wariograf i ten cały koszmar się skończy.
Po czasie mi przeszło, bo było miło.... kupił mi drogie kolczyki na przeprosiny. Znowu zaczęłam się cieszyć.
Potem wymyślił fenomen czwartku, że zawsze w czwartki się ładnie ubieram i dla kogo to robię. Robiłam to dla siebie, a akurat tak wychodziło w czwartki, że przez deficyt ubrań zostawały mi same eleganckie rzeczy. Potem sobie wpoił, że na pewno go zdradzam z takim przedstawicielem z firmy, bo jest przystojny i akurat on zawsze jest w czwartki. W każdy czwartek przeżywałam koszmar, przestałam już zwracać uwagę na to jak ubieram się do pracy. Co mi wpadnie w ręce to ubieram.
Codziennie żyję w stresie zwłaszcza gdy jesteśmy ze sobą pogodzeni, bo wiem, że tak będzie tylko do czasu. Mówi mi cały czas, że go okłamuje. A ja już po prostu nie wiem, co mam powiedzieć, żeby było dobrze. O wielu ważnych sprawach już zapominam i jest mi z tym źle. Mało już się dla niego staram, bo nie mam siły. W łóżku mam blokadę, kocham się trochę na siłę, żeby tylko w jakimś stopniu było dobrze.
Zdarza mu się wpajać, że specjalnie zmieniam majtki do pracy na inne ładniejsze. A ja już w tygodniu staram się nosić najgorsze majtki jakie mam. Zaczęłam przez to wszystko kąpać się co tydzień. Co gorsza nie mogę się kąpać w sobotę ani w niedzielę, bo od razu jest wpajanie, że robię to dla kogoś, ooo... pewnie czerwony staniczek założyłaś dla tego przedstawiciela. Doszło nawet do tego, że w aucie zaczął mi szukać majtek, bo był pewny, że rano jeszcze miałam inne. On chce przyjechać do mnie do firmy, żeby wszystkim się przyjrzeć, a ja nie bardzo tego chcę, bo boję się, że przez swoją zazdrość narobi mi obciachu. Dzisiaj przyjechał pod firmę, mieliśmy zawalony parking bo byli przedstawiciele. Powiedziałam mu, że szukam kluczy od bramy. Wyszłam otworzyłam, a on powiedział, że już odjechał i nie będzie mnie zmuszać do tego, że przyjdzie, jak ja tego nie chcę. Wcześniej mówiłam mu, że jest mi to obojętne czy przyjedzie.
Jego mama w Niemczech ma złamaną nogę, tam jest z 1200 km. On jedzie razem z bratem, chociaż chciał żebym z nim jechała. W sobotę mam wieczór panieński, na który bardzo chcę iść(ostatnim razem byłam 4 lata temu), dzieci zostają u dziadków. Denerwował się, że z nim nie jadę. Może to zabrzmi trochę nieczule i brutalnie ale to jest daleka podróż. Co wtedy jak coś się nam stanie i nasze dzieci stracą obojga rodziców? Mój mąż się tym załamał - mówił: to znaczy, że ja się nie liczę.
Dzisiaj mieliśmy rocznicę, o której powiem szczerze zapomniałam. Jestem na siebie zła. Cała ta sytuacja mnie wewnętrznie dobija. Wszystko co powiem albo jest kłamstwem albo jest czymś co pasuje mu do układanki, że go zdradzam.
Proponowałam mu terapię, to raz mówił, że chce a innym razem, że to mu nie odpowie na pytanie czy mówię prawdę.
Według niego: do pracy nie mogę się ładnie ubierać, kąpać mogę się jedynie w piątek, mam dla niego cały czas być oparciem, mówić, że go kocham i udowadniać mu to.
Ja chyba tak nie potrafię... już wewnętrznie zaczynam się wypalać. Dzisiaj rzucił mi w twarz ręcznikiem, bo się na mnie wkurzył (nigdy wcześniej nie miałam takiej sytuacji). Za każdym razem kiedy mówię mu, że mnie obraża mówi mi, że każdy facet postąpiłby tak jak on i żebym się nie dziwiła, bo się wkurzył.
Mówi mi prosto w twarz, że mi nie ufa, że według niego jestem pusta, bez uczuć.
Proszę dajcie mi jakąś radę, dodajcie słowa otuchy albo powiedzcie co robię źle.

Minęły dwa lata, co zrobiłaś, by sytuację zmienić?
Zaszłaś w ciążę, wspaniale, ciachnij sobie jeszcze parę dzieci z nim i zakładaj co rok-dwa lata tematy, co Twój Luby Ci jeszcze zgotował i zarzuca.
Wynajmnij detektywa i udowadniaj, że jesteś porządną żoną i matką. Idź sama na wariograf. Pokaż jemu wynik. Ale nie wiem, czy w zaistniałej sytuacji Ci uwierzy...
Musisz mu to udowodnić, inaczej sama widzisz, jaki los zgotowałaś sobie przez swoje wybryki.

Zabierz męża do sklepu i kup mu coś na raty, na pocieszenie. Np. Konsolę, nowy telefon, parę technicznych gadżetów. Ubierz go też, w markowe ubrania.

Koniecznie zatrudnij się jeszcze na drugi etat, by na wszystkie wasze potrzeby starczyło.

Pozdrawiam, czekam, co jeszcze odwalisz, by rozwalić swoje zgodne małżeństwo i zaprzepaścić tą wielką miłość do końca życia.

30

Odp: Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

Niebieska karta + rozwód

Wolność nie zstąpi do ludzi, to ludzie muszą wznieść się ku wolności.
Anarchizm wyzwala człowieka z więzów religii, spod panowania własności i władzy; to obrona równości społecznej opierającej się na wolności stowarzyszania się jednostek
www.youtube.com/watch?v=nggMDsjh-ys 1 z 3 części oraz drugi film www.youtube.com/watch?v=Pne2fzGj17Y

Posty [ 30 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Wiecznie niezadowolony i krytykujący mąż. Jak uratować małżeństwo?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018