szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 153 do 184 z 184 ]

153

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Hrefi napisał/a:

Sam mam romans od 1.5 roku więc pozwolę sobie napisać tak - poskakanie po kutangu kochanka a następnie powrót do męża wychwalanie jaki to on cudowny i kochany jest wysokim stopniem ....

Nie wiem, ja sobie jeszcze swojego romansu i niechybnego jego końca w głowie jeszcze nie ułożyłem.

Ale gdzieś mi tak głęboko w duszy coś mówi, że nie można tak wrócić do żony i udawać, że wszystko jest cacy. Co teraz? Mam ją pod rękę na spacery prowadzić i buziaki dawać? Udawać kochające się małżeństwo?


Ty poprzez swój romans zaniedbałeś żonę i to konkretnie . Twój powrót do domu będzie możliwy ale w głowie będziesz codziennie sobie wbijał „ ze romansu nie było , ze nic takiego się nie wydarzyło „ będziesz sam sobie zaprzeczał . Będą dni kiedy będziesz sobie radził ale będą dni i tych może być więcej kiedy dostaniesz bumerangiem w głowę i wtedy padniesz . Bumerang to przeszłość i romans czyli same cudowne chwile których w domu już nie będziesz miał . Może sobie z tym poradzisz ale będzie Ci cholernie ciężko . Napewno nie będzie już tak samo i kto wie czy dusząc to wszystko w sobie nie doprowadzisz do rozstania twojego i żony bo przyszłości raczej z nią to ty nie widzisz . Chcesz udawać ze wszystko jest ok ? Proszę bardzo ale uwierz mi ze to jest na krótka metę . Ja nie wiem co bym zrobił na twoim miejscu ale czeka Cię ciężki okres w życiu .

Zobacz podobne tematy :
Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Witam wszystkich i dziękuję za zagorzałą dyskusję.
Zarówno za pomyje - które pewnie mi sie należą ale radzę sobie z nimi już dobrze i nic nie racjonalizuje jak i refleksje innych osób.

Nie pisałem długo bo... dużo się działo i dzieje. Zaraz będzie 11 miesiąc a My ciągle jak w rollercosterze. Tak tak cały czas walczę chociaż czasem emocje nade mną też biorą górę.
Ale siły cały czas są. Emocje mogą trwać godzinę czy dwie (najdłużej "udało nam się" nie być ze soba i nie kontaktować pewnie koło 48 godzin). Możecie się śmiać lub nie ale ja i tak nie zamieniłbym tej huśtawki uczuć na nic innego. Bo to pokazuje jak wielkie uczucie między nami było (i jest) i jak bardzo skrzywdziłem osobę która tak mnie kochała i zaufała. Nie ma co się rozpisywać co dzieje się między nami - są dni naprawdę bardzo dobre - nawet już zdarza się że żona z własnej woli mnie przytuli (tak przez 10 miesięcy tego nie było - nie wiem czy wszyscy sobie wyobrażają jak wielka to strata). Ale zaraz ma odruch zachowawczy i cofa rękę. Nadal się boi i ucieka, nie chce pokazać sygnału że się otwiera, nie chce być skrzywdzona ponownie. Rozumiem to i choć boli jak cholera to jednak daje mega motywację.

Chciałbym odpowiedzieć na kilka postów - jeżeli jakieś pytania czy kwestie pominąłem przepraszam. To bardzo ciężki i dynamiczny okres w moim życiu i "intelektualnie" niestety nie wróciłem jeszcze do szybkości działania z przed zdrady.

Ela210
to Ty zdradziłeś- wiesz dlaczego? - to pytanie pada z każdej strony i pewnie odpowiadałem na nie setki razy. Ale nie ma tutaj dobrej odpowiedzi. Czynników było kilka:
- egoizm i chęć dostarczenia sobie dreszczu emocji/podbudowania się - wkońcu zbliżam się do 40-tki,
- pozycja zawodowa (myślałem że jak jestem joł na eksponowanym stanowisku i relatywnie dobrze zarabiający to przecież to nic takiego),
- środowisko (właśnie w pracy) - tutaj upatruję największego zatrucia swojego ego (nie zganiam na innych ale rzeczywiście fakt zdrad i zachowań nie mieszczących się w kanonach rodzinnych w miejscu gdzie pracuję był na porządku dziennym i niestety przesiąkłem tym w jakimś stopniu. Dzisiaj już - pomimo dalszej pracy w tym samym miejscu z tym towarzystwem zerwałem kontakt świadomie).
- fakt iż sam nie wierzyłem iż nie będę "rogaczem" do końca życia. Znowu nie usprawiedliwiam się - po prostu był to jeden z czynników, pewnie głupi, płytki, samolubny ale tylko stwierdzam fakt.
- i najważniejsze bez czego do niczego by nie doszło - okazje. Ja zdrady nie szukałem - ona szukała mnie. A więc początki to imprezy, alkohol, wyjazdy itp. To żaden argument zmniejszający moją winę ale teraz już wiem jak minimalizować ryzyko, co dzieje się z moim organizmem np. po alkoholu, jakie bariery puszczają itp. To bardzo ważna wiedza która będzie procentować na przyszłość.
W mojej bowiem ocenie - w przyszłości okazje nadal będą się zdarzać, będą wokół atrakcyjne kobiety być może dające różne sygnały itp. Ale właśnie obecny rok (i pewnie przyszłe lata) pozwala mi zdiagnozować czemu wtedy zachowałem się tak a nie odwróciłem na pięcie i poszedłem do rodziny i jestem pewien że w przyszłości po pierwsze przez swoje działanie zminimalizuje ilość takich "okazji" do minimum, po drugie będę wiedział dokładnie wszystkie za i przeciw i podejmę zawsze właściwą decyzję. Ktoś może powiedzieć że to kalkulacja zysku/strat - nie miłość. Nie zgadzam się. Życie to sztuka wyborów i każdy wybór jest w jakimś stopniu kalkulacją. małżeństwo vs bycie singlem, dziecko vs brak dziecka, mieszkanie z rodzicami/samotnie itd itd. Uczucia nie mają tutaj jedynego znaczenia.

"Skupiasz się na emocjach żony- a powinieneś na sobie.
A jedyne pytanie na które odpowiedż żonę i interesuje to czy będziesz dalej zdradzać. A Ty chyba się w to wgłębiać nie chcesz.
Tylko poczekasz, zdarzy się czy nie. A Ona chce pewności. I chyba jej nie uzyska"

Nie zgadzam się - pracuje nad sobą tak jak pisałem każdego dnia. Ucze się chociaż to trudne. Mam jak to stwierdzono mało empatii - przyczyny znam chociaż to osobny temat (i nazwijmy to obronną reakcją na traumę z dzieciństwa). Ale 10 miesięcy to mało czasu aby wszystko przeanalizować, przepracować. Tym bardziej że nie ma sensu zmieniać się o 180 stopni bo przecież żona nie pokochała mnie za to że jestem inny ale za to jaki jestem - trzeba tylko pewne cechy czy zachowania przekuć na coś lepszego. Wierz mi że wglębiam się w to każdego dnia i nie chcę zdradzać. Widok żony i dziecka cierpiących przeze mnie katuszy, dom przewrócony do góry nogami, dzieciak w wieku szkolnym któremu zdarzyło się posiusiać w nocy przez piekło które zgotowałem daje twarde zderzenie z rzeczywistością. Czy zona uzyska pewność? tego nie wiem. Mam nadzieję. Czy ja mam pewność? Mam nadzieję że tak. W życiu nic nikomu na zawsze nie jest dane więc jak napisze tak mam pewność 100% życie może mnie zweryfikować. Każdy ma prawo uważac co chce ale dopóki życie nie wystawi go na taki czy inny scenariusz - weryfikacji nie ma. To moje zdanie. Dzisiaj wierzę w to że nawet po wyrzuceniu mnie z domu, gdy zaczepi mnie Miss Świata i na siłe będzie ciągnąć do pokoju kusząc perspektywami miłosnych uniesień to.... wyrwę rękę z uścisku, powiem że jest mi miło to słyszeć ale ja mam dla kogo zyć i nie będę krzywdził swojej rodziny i zawalał Naszego życia przez chwile zapomnienia.

Kasia - Kicia - w zasadzie odpowiedziałem również na Twoje pytanie: "Dlaczego Ty zdradziles zone?"

Serdeczna:
"I żeby nie było rozłąka na miesiąc czy dwa to żadna kara i konsekwencja." - może powiem brzydko i bezpośrednio ale jeżeli nie przeżyłaś takiej sytuacji po stronie po której jestem to nie masz pojęcia o czym mówisz. Trudność relacji dla osoby zdradzającej wg mnie - jest odwrotnie proporcjonalny niż dla osoby zdradzanej. Ilość stresu, napięcia, uczuć, emocji jest tak duża że ciężko funkcjonować i nie zwariować.  Znowu nie użalam się - trzeba przyjąć na klatę - ale ten fakt pozostanie ze mną do końca życia - nawet jak żona mi wybaczy czy też odejdzie. To już będzie brzemie zdradzającego - o ile oczywiście jest ze sobą szczery. Nie umniejszam tymsamym tragedii żony i jej traumy która towarzyszy jej przecież każdego dnia. Tylko że ona nic nie musi - a ja muszę - jeżeli chcę ją odzyskać.

smallangel
dziękuję za Twoje posty - są bardzo budujące. Wiele jest w tym racji. Zdaję sobie sprawę że nie wszyscy są w stanie wybaczyć. U nas problem jest taki iż ja jestem kilka kroków dalej w przepracowaniu tego co się stało, żona niestety nadal tkwi w krzywdzie i bólu. Sesje na pewno trochę dają ale żona do tej pory nie bardzo chce skorzystać z indywidualnych - które to znowu bardzo wiele dały mnie. No cóż pożyjemy zobaczymy - chciałbym jej pomóc ale w tej kwestii moja pomoc jest ostatnią której potrzebuje. I tutaj wg mnie jest rola dla dobrej przyjaciółki - ale naprawdę dobrej która wysłucha i pokieruje taką osobą a nie tylko powie: rzuć go, wykorzystaj, daj sobie spokój itp. I nie chodzi mi o to że ma zostać - ale jeżeli ten związek zakończy się teraz (a ona tego nie przepracuje) to będzie jej bardzo trudno jakąkolwiek relacje zbudowac w przyszłości z facetem. Można powiedziec że tutaj już relacja jest przejrzysta, stało się - zrobiłem to co zrobiłem, skrzywdziłem najbardziej jak mogłem. Już nie ma złudzeń, motyli, miłości z bajki. Jest wielkie uczucie i dwa rozdarte serca (w zasadzie 3 bo mała też) które cierpią przez mój egoizm. I ja wierzę że na tym da się jeszcze coś zbudować - a przekonamy się pewnie za 4-5 lat tak jak mówisz.

Leila01 - dzięki za miłe słowa. Mam nadzieję że za 10 lat ktoś napisze tak o nas.

Mycha66 - wiem o czym piszesz. Brzydko mówiąc ja też teraz mam mniej cierpliwości niż 5 miesięcy temu ale muszę ją mieć i gdzieś znaleźć. Boję się tego wyniszczania - chociaż widzę sporo pozytywów. Naprawdę są dni kiedy z całą odpowiedzialnością mówię iż jest nam lepiej niż było kiedykolwiek. Najgorsze są jednak miejsca i symbole - otóż żona "zmusiła mnie" do powiedzenia wszystkiego ze szczegółami, datami itp (podobno są osoby które nie chcą wiedzieć ale i są takie którym tylko taka informacja dale możliwość zmierzenia się z tym). Natomiast teraz to odbija się rykoszetem gdyż nie da się wszystkiego wymazać z życia. Ok można zmienić miejsce zamieszkania itp ale na ile to ucieczka a na ile decyzja aby budować nowe życie. Wg mnie uciekać przed wszystkim też nie ma sensu.

cdn

155

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
po drugiej stronie napisał/a:

Witam wszystkich i dziękuję za zagorzałą dyskusję.
Zarówno za pomyje - które pewnie mi sie należą ale radzę sobie z nimi już dobrze i nic nie racjonalizuje jak i refleksje innych osób.

Nie pisałem długo bo... dużo się działo i dzieje. Zaraz będzie 11 miesiąc a My ciągle jak w rollercosterze. Tak tak cały czas walczę chociaż czasem emocje nade mną też biorą górę.
Ale siły cały czas są. Emocje mogą trwać godzinę czy dwie (najdłużej "udało nam się" nie być ze soba i nie kontaktować pewnie koło 48 godzin). Możecie się śmiać lub nie ale ja i tak nie zamieniłbym tej huśtawki uczuć na nic innego. Bo to pokazuje jak wielkie uczucie między nami było (i jest) i jak bardzo skrzywdziłem osobę która tak mnie kochała i zaufała. Nie ma co się rozpisywać co dzieje się między nami - są dni naprawdę bardzo dobre - nawet już zdarza się że żona z własnej woli mnie przytuli (tak przez 10 miesięcy tego nie było - nie wiem czy wszyscy sobie wyobrażają jak wielka to strata). Ale zaraz ma odruch zachowawczy i cofa rękę. Nadal się boi i ucieka, nie chce pokazać sygnału że się otwiera, nie chce być skrzywdzona ponownie. Rozumiem to i choć boli jak cholera to jednak daje mega motywację.

Chciałbym odpowiedzieć na kilka postów - jeżeli jakieś pytania czy kwestie pominąłem przepraszam. To bardzo ciężki i dynamiczny okres w moim życiu i "intelektualnie" niestety nie wróciłem jeszcze do szybkości działania z przed zdrady.

Ela210
to Ty zdradziłeś- wiesz dlaczego? - to pytanie pada z każdej strony i pewnie odpowiadałem na nie setki razy. Ale nie ma tutaj dobrej odpowiedzi. Czynników było kilka:
- egoizm i chęć dostarczenia sobie dreszczu emocji/podbudowania się - wkońcu zbliżam się do 40-tki,
- pozycja zawodowa (myślałem że jak jestem joł na eksponowanym stanowisku i relatywnie dobrze zarabiający to przecież to nic takiego),
- środowisko (właśnie w pracy) - tutaj upatruję największego zatrucia swojego ego (nie zganiam na innych ale rzeczywiście fakt zdrad i zachowań nie mieszczących się w kanonach rodzinnych w miejscu gdzie pracuję był na porządku dziennym i niestety przesiąkłem tym w jakimś stopniu. Dzisiaj już - pomimo dalszej pracy w tym samym miejscu z tym towarzystwem zerwałem kontakt świadomie).
- fakt iż sam nie wierzyłem iż nie będę "rogaczem" do końca życia. Znowu nie usprawiedliwiam się - po prostu był to jeden z czynników, pewnie głupi, płytki, samolubny ale tylko stwierdzam fakt.
- i najważniejsze bez czego do niczego by nie doszło - okazje. Ja zdrady nie szukałem - ona szukała mnie. A więc początki to imprezy, alkohol, wyjazdy itp. To żaden argument zmniejszający moją winę ale teraz już wiem jak minimalizować ryzyko, co dzieje się z moim organizmem np. po alkoholu, jakie bariery puszczają itp. To bardzo ważna wiedza która będzie procentować na przyszłość.
W mojej bowiem ocenie - w przyszłości okazje nadal będą się zdarzać, będą wokół atrakcyjne kobiety być może dające różne sygnały itp. Ale właśnie obecny rok (i pewnie przyszłe lata) pozwala mi zdiagnozować czemu wtedy zachowałem się tak a nie odwróciłem na pięcie i poszedłem do rodziny i jestem pewien że w przyszłości po pierwsze przez swoje działanie zminimalizuje ilość takich "okazji" do minimum, po drugie będę wiedział dokładnie wszystkie za i przeciw i podejmę zawsze właściwą decyzję. Ktoś może powiedzieć że to kalkulacja zysku/strat - nie miłość. Nie zgadzam się. Życie to sztuka wyborów i każdy wybór jest w jakimś stopniu kalkulacją. małżeństwo vs bycie singlem, dziecko vs brak dziecka, mieszkanie z rodzicami/samotnie itd itd. Uczucia nie mają tutaj jedynego znaczenia.

"Skupiasz się na emocjach żony- a powinieneś na sobie.
A jedyne pytanie na które odpowiedż żonę i interesuje to czy będziesz dalej zdradzać. A Ty chyba się w to wgłębiać nie chcesz.
Tylko poczekasz, zdarzy się czy nie. A Ona chce pewności. I chyba jej nie uzyska"

Nie zgadzam się - pracuje nad sobą tak jak pisałem każdego dnia. Ucze się chociaż to trudne. Mam jak to stwierdzono mało empatii - przyczyny znam chociaż to osobny temat (i nazwijmy to obronną reakcją na traumę z dzieciństwa). Ale 10 miesięcy to mało czasu aby wszystko przeanalizować, przepracować. Tym bardziej że nie ma sensu zmieniać się o 180 stopni bo przecież żona nie pokochała mnie za to że jestem inny ale za to jaki jestem - trzeba tylko pewne cechy czy zachowania przekuć na coś lepszego. Wierz mi że wglębiam się w to każdego dnia i nie chcę zdradzać. Widok żony i dziecka cierpiących przeze mnie katuszy, dom przewrócony do góry nogami, dzieciak w wieku szkolnym któremu zdarzyło się posiusiać w nocy przez piekło które zgotowałem daje twarde zderzenie z rzeczywistością. Czy zona uzyska pewność? tego nie wiem. Mam nadzieję. Czy ja mam pewność? Mam nadzieję że tak. W życiu nic nikomu na zawsze nie jest dane więc jak napisze tak mam pewność 100% życie może mnie zweryfikować. Każdy ma prawo uważac co chce ale dopóki życie nie wystawi go na taki czy inny scenariusz - weryfikacji nie ma. To moje zdanie. Dzisiaj wierzę w to że nawet po wyrzuceniu mnie z domu, gdy zaczepi mnie Miss Świata i na siłe będzie ciągnąć do pokoju kusząc perspektywami miłosnych uniesień to.... wyrwę rękę z uścisku, powiem że jest mi miło to słyszeć ale ja mam dla kogo zyć i nie będę krzywdził swojej rodziny i zawalał Naszego życia przez chwile zapomnienia.

Kasia - Kicia - w zasadzie odpowiedziałem również na Twoje pytanie: "Dlaczego Ty zdradziles zone?"

Serdeczna:
"I żeby nie było rozłąka na miesiąc czy dwa to żadna kara i konsekwencja." - może powiem brzydko i bezpośrednio ale jeżeli nie przeżyłaś takiej sytuacji po stronie po której jestem to nie masz pojęcia o czym mówisz. Trudność relacji dla osoby zdradzającej wg mnie - jest odwrotnie proporcjonalny niż dla osoby zdradzanej. Ilość stresu, napięcia, uczuć, emocji jest tak duża że ciężko funkcjonować i nie zwariować.  Znowu nie użalam się - trzeba przyjąć na klatę - ale ten fakt pozostanie ze mną do końca życia - nawet jak żona mi wybaczy czy też odejdzie. To już będzie brzemie zdradzającego - o ile oczywiście jest ze sobą szczery. Nie umniejszam tymsamym tragedii żony i jej traumy która towarzyszy jej przecież każdego dnia. Tylko że ona nic nie musi - a ja muszę - jeżeli chcę ją odzyskać.

smallangel
dziękuję za Twoje posty - są bardzo budujące. Wiele jest w tym racji. Zdaję sobie sprawę że nie wszyscy są w stanie wybaczyć. U nas problem jest taki iż ja jestem kilka kroków dalej w przepracowaniu tego co się stało, żona niestety nadal tkwi w krzywdzie i bólu. Sesje na pewno trochę dają ale żona do tej pory nie bardzo chce skorzystać z indywidualnych - które to znowu bardzo wiele dały mnie. No cóż pożyjemy zobaczymy - chciałbym jej pomóc ale w tej kwestii moja pomoc jest ostatnią której potrzebuje. I tutaj wg mnie jest rola dla dobrej przyjaciółki - ale naprawdę dobrej która wysłucha i pokieruje taką osobą a nie tylko powie: rzuć go, wykorzystaj, daj sobie spokój itp. I nie chodzi mi o to że ma zostać - ale jeżeli ten związek zakończy się teraz (a ona tego nie przepracuje) to będzie jej bardzo trudno jakąkolwiek relacje zbudowac w przyszłości z facetem. Można powiedziec że tutaj już relacja jest przejrzysta, stało się - zrobiłem to co zrobiłem, skrzywdziłem najbardziej jak mogłem. Już nie ma złudzeń, motyli, miłości z bajki. Jest wielkie uczucie i dwa rozdarte serca (w zasadzie 3 bo mała też) które cierpią przez mój egoizm. I ja wierzę że na tym da się jeszcze coś zbudować - a przekonamy się pewnie za 4-5 lat tak jak mówisz.

Leila01 - dzięki za miłe słowa. Mam nadzieję że za 10 lat ktoś napisze tak o nas.

Mycha66 - wiem o czym piszesz. Brzydko mówiąc ja też teraz mam mniej cierpliwości niż 5 miesięcy temu ale muszę ją mieć i gdzieś znaleźć. Boję się tego wyniszczania - chociaż widzę sporo pozytywów. Naprawdę są dni kiedy z całą odpowiedzialnością mówię iż jest nam lepiej niż było kiedykolwiek. Najgorsze są jednak miejsca i symbole - otóż żona "zmusiła mnie" do powiedzenia wszystkiego ze szczegółami, datami itp (podobno są osoby które nie chcą wiedzieć ale i są takie którym tylko taka informacja dale możliwość zmierzenia się z tym). Natomiast teraz to odbija się rykoszetem gdyż nie da się wszystkiego wymazać z życia. Ok można zmienić miejsce zamieszkania itp ale na ile to ucieczka a na ile decyzja aby budować nowe życie. Wg mnie uciekać przed wszystkim też nie ma sensu.

cdn



To był twój wybor i twoja decyzja i nikt nie ma prawa tego krytykować . Nigdy nie mów nigdy to stare powiedzenie ale jak potrafi człowieka skołować to nie jeden już się przekonał . Za kilka lat będziesz widział efekty swojej pracy i oby to przyniosło efekty . Jedynym minusem tego wszystkiego jest to ze twoja żona kiedyś jak weźmie rewanż to Ci powie ze ty tez mogłeś to i ja tez mogłam i wtedy zobaczysz jak to jest poczuć być zawiedzionym . Oczywiście nie życzę Ci tego ale często tak bywa . Trzymaj się i powodzenia życzę .

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

dzięki Szary 80.
No cóż to iż żona może wziąć rewanż trzeba wziąc z dobrodziejstwem inwentaża. Z jednej - egoistycznej strony wydaje się to nie takie straszne. W teorii pozwala wybielić się albo zgubić poczucie winy. Chociaż nigdy bym tego nie chciał (pomimo tego co już wiem to i tak nie wiem jak bym się czuł w takiej sytuacji - gdybanie tutaj nie da odpowiedzi). Z drugiej strony jednak nie życzyłbym tego żonie. Bo potem (o ile mielibyśmy być razem) to już doskonale wiem z czym by się borykała - nawet jeżeli jej wyrzuty po odwecie byłyby znacznie mniejsze.

Dodam jeszcze tym osobom które mówią że udaję, że idę na wygodnictwo itp - myślę że nie wiele osób zdaje sobie sprawę z tego na jaką wojnę taki zdradzający się szykuje chcąc zawalczyć.
Trzeba: spojrzeć w twarz:
- rodzinie (tak rodzice, teściowie wiedzą i myślą swoje)
- dziecku - to jest najtrudniejsze bo ono kocha bezgranicznie a tak bardzo się boi
- przyjaciołom - paradoksalnie okazuje się jak dużo ich jest jak odsiejesz tych którzy sami żyją w zakłamaniu małżeńskim
- jeżeli jesteś głową domu to trzeba to wszystko pogodzić z obowiązkami, wsparciem dla żony, pozytywnym nastawieniem i robieniem 2x więcej rzeczy niż wczesniej. I tak ma być - nie narzekam - to wybór.

Odejście jest proste:
- mógłbym przecież dalej spotykac się z wieloma kobietami i miec dreszczyk emocji
- nie musiałbym akceptować wybuchów żony czy też pewnych zachowań które mi przeszkadzają
- finansowo poradzę sobie bez problemów - nawet jakby było orzeczenie o winie na moją niekorzyść (żona ma dowody - sam jej ich dostarczyłem)
- dziecko jest rzeczywiscie wielkim dylematem - ono mocno trzyma bo nie jest niczemu winne - chociaż teoretycznie wiem że jeżeli np. kłótnie byłyby codziennie czy sztuczny dom - to dla dziecka to żadna pozytywna sytuacja - już lepiej osobno rodzice ale spokój

Ale zrozumiałem że kocha się za to kim jest dana osoba a nie za to kim chcielibyśmy aby była. I jak wieje wiatr w oczy to paradoksalnie czujesz że żyjesz i walczysz. Kto wie może przed nami rok życia, może dziesięć a może pięcdziesiat. Drugi raz w taką miłość nie wierzę (może się mylę ale sprawdzać nie mam zamiaru).

I ostatnie - na bazie swojego doświadczenia - rzeczywiście ważne jest postanowienie i wybór w momencie gdy zdrada ujrzy światło dzienne. Ja natomiast nie miałem nigdy nawet złudzenia że chce jakkolwiek wiązać się z kochanką (co może wcale dobrze o mnie nie świadczy gdyż można uznać iż poniekąd wykorzystałem również ją. Niemniej jednak układ był od początku jasny i żadnych obietnic nie było - wręcz przeciwnie komunikat był jasny że rodzinę mam.) Słabe to i powodu do dumy nie przynosi - ale sprowadza na ziemię. Etap wybielania się czy wyparcia mam za sobą - tak jak i etap poczucia winy (ok on nigdy w 100% nie zniknie). Teraz jestem w etapie budowania i pokazywania najdroższym jak bardzo mi zależy a jak będzie zobaczymy.
P.S. Właśnie sms od żony po wczorajszej "kłótni" że chyba nic z tego ale... cóż dopóki piłka w grze..... I bynajmniej nie jestem natrętem czy psycholem który nachodzi czy terroryzuje.
Dla tych co kibicują - trzymajcie kciuki - dla pozostałych - no cóż każda historia inna i nie ma co mierzyć ją skalą własnych doświadczeń.
Pokora to fajne słowo i mam szansę jej się nauczyć bo karma wraca i zycie weryfikuje nawet największych "cwaniaków".
Ja wracam do swojej walki - a wszystkich którzy wchodzą na forum "przed" bo coś tam czują że się zadziać może - kategorycznie ostrzegam aby tego nie robili bo to KATASTROFA!! Ale... czy ja bym posłuchał??.... Mądry Polak po szkodzie. 3majcie się

157

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
po drugiej stronie napisał/a:

dzięki Szary 80.
No cóż to iż żona może wziąć rewanż trzeba wziąc z dobrodziejstwem inwentaża. Z jednej - egoistycznej strony wydaje się to nie takie straszne. W teorii pozwala wybielić się albo zgubić poczucie winy. Chociaż nigdy bym tego nie chciał (pomimo tego co już wiem to i tak nie wiem jak bym się czuł w takiej sytuacji - gdybanie tutaj nie da odpowiedzi). Z drugiej strony jednak nie życzyłbym tego żonie. Bo potem (o ile mielibyśmy być razem) to już doskonale wiem z czym by się borykała - nawet jeżeli jej wyrzuty po odwecie byłyby znacznie mniejsze.

Dodam jeszcze tym osobom które mówią że udaję, że idę na wygodnictwo itp - myślę że nie wiele osób zdaje sobie sprawę z tego na jaką wojnę taki zdradzający się szykuje chcąc zawalczyć.
Trzeba: spojrzeć w twarz:
- rodzinie (tak rodzice, teściowie wiedzą i myślą swoje)
- dziecku - to jest najtrudniejsze bo ono kocha bezgranicznie a tak bardzo się boi
- przyjaciołom - paradoksalnie okazuje się jak dużo ich jest jak odsiejesz tych którzy sami żyją w zakłamaniu małżeńskim
- jeżeli jesteś głową domu to trzeba to wszystko pogodzić z obowiązkami, wsparciem dla żony, pozytywnym nastawieniem i robieniem 2x więcej rzeczy niż wczesniej. I tak ma być - nie narzekam - to wybór.

Odejście jest proste:
- mógłbym przecież dalej spotykac się z wieloma kobietami i miec dreszczyk emocji
- nie musiałbym akceptować wybuchów żony czy też pewnych zachowań które mi przeszkadzają
- finansowo poradzę sobie bez problemów - nawet jakby było orzeczenie o winie na moją niekorzyść (żona ma dowody - sam jej ich dostarczyłem)
- dziecko jest rzeczywiscie wielkim dylematem - ono mocno trzyma bo nie jest niczemu winne - chociaż teoretycznie wiem że jeżeli np. kłótnie byłyby codziennie czy sztuczny dom - to dla dziecka to żadna pozytywna sytuacja - już lepiej osobno rodzice ale spokój

Ale zrozumiałem że kocha się za to kim jest dana osoba a nie za to kim chcielibyśmy aby była. I jak wieje wiatr w oczy to paradoksalnie czujesz że żyjesz i walczysz. Kto wie może przed nami rok życia, może dziesięć a może pięcdziesiat. Drugi raz w taką miłość nie wierzę (może się mylę ale sprawdzać nie mam zamiaru).

I ostatnie - na bazie swojego doświadczenia - rzeczywiście ważne jest postanowienie i wybór w momencie gdy zdrada ujrzy światło dzienne. Ja natomiast nie miałem nigdy nawet złudzenia że chce jakkolwiek wiązać się z kochanką (co może wcale dobrze o mnie nie świadczy gdyż można uznać iż poniekąd wykorzystałem również ją. Niemniej jednak układ był od początku jasny i żadnych obietnic nie było - wręcz przeciwnie komunikat był jasny że rodzinę mam.) Słabe to i powodu do dumy nie przynosi - ale sprowadza na ziemię. Etap wybielania się czy wyparcia mam za sobą - tak jak i etap poczucia winy (ok on nigdy w 100% nie zniknie). Teraz jestem w etapie budowania i pokazywania najdroższym jak bardzo mi zależy a jak będzie zobaczymy.
P.S. Właśnie sms od żony po wczorajszej "kłótni" że chyba nic z tego ale... cóż dopóki piłka w grze..... I bynajmniej nie jestem natrętem czy psycholem który nachodzi czy terroryzuje.
Dla tych co kibicują - trzymajcie kciuki - dla pozostałych - no cóż każda historia inna i nie ma co mierzyć ją skalą własnych doświadczeń.
Pokora to fajne słowo i mam szansę jej się nauczyć bo karma wraca i zycie weryfikuje nawet największych "cwaniaków".
Ja wracam do swojej walki - a wszystkich którzy wchodzą na forum "przed" bo coś tam czują że się zadziać może - kategorycznie ostrzegam aby tego nie robili bo to KATASTROFA!! Ale... czy ja bym posłuchał??.... Mądry Polak po szkodzie. 3majcie się


Głowa do góry . Powodzenia życzę .

158

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Autorze,

Fajnie się to czyta, naprawdę...
Człowiek nie jest nieomylny, nie jest ideałem, popełnia błędy.
Ważne jednak aby umieć się zmierzyć z tymi błędami, wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje życie.
Nie każdego stać na taką autorefleksję i autoanalizę. B!a czasem do końca życia trwają w wyparciu, że przecież to nie ich wina....
Ty umiałeś odrzeć się z tej obłudy i jesteś na dobrej drodze aby stać się innym człowiekiem, lepszym człowiekiem.
I tego Ci życzę.

159

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
po drugiej stronie napisał/a:

smallangel
dziękuję za Twoje posty - są bardzo budujące. Wiele jest w tym racji. Zdaję sobie sprawę że nie wszyscy są w stanie wybaczyć. U nas problem jest taki iż ja jestem kilka kroków dalej w przepracowaniu tego co się stało, żona niestety nadal tkwi w krzywdzie i bólu. Sesje na pewno trochę dają ale żona do tej pory nie bardzo chce skorzystać z indywidualnych - które to znowu bardzo wiele dały mnie. No cóż pożyjemy zobaczymy - chciałbym jej pomóc ale w tej kwestii moja pomoc jest ostatnią której potrzebuje. I tutaj wg mnie jest rola dla dobrej przyjaciółki - ale naprawdę dobrej która wysłucha i pokieruje taką osobą a nie tylko powie: rzuć go, wykorzystaj, daj sobie spokój itp. I nie chodzi mi o to że ma zostać - ale jeżeli ten związek zakończy się teraz (a ona tego nie przepracuje) to będzie jej bardzo trudno jakąkolwiek relacje zbudowac w przyszłości z facetem. Można powiedziec że tutaj już relacja jest przejrzysta, stało się - zrobiłem to co zrobiłem, skrzywdziłem najbardziej jak mogłem. Już nie ma złudzeń, motyli, miłości z bajki. Jest wielkie uczucie i dwa rozdarte serca (w zasadzie 3 bo mała też) które cierpią przez mój egoizm. I ja wierzę że na tym da się jeszcze coś zbudować - a przekonamy się pewnie za 4-5 lat tak jak mówisz.

I to jest clou wszystkiego, tego rollercoastera.
Twoja Żona tkwi w pozycji ofiary, póki z tego nie wyjdzie, nie zrozumie pewnych spraw - tak będzie wyglądało Wasze życie.
Wiem, bo sama to przeszłam.
Nie mniej w poczuciu krzywdy, bólu, cierpenia, w braku wiary w drugiego człowieka, w miłość osoby, którą się kocha a zdradził - zrozumienie pewnych spraw przychodzi bardzo trudno.
Twoje cierpliwość i wyrozumiałość - ma tu ogromne znaczenie, mam nadzieje, że masz w sobie duże pokłady smile

Jeśli chodzi o przyjaciółkę, jeśli ma się poczucie, że straciło się godność (a mam wrażenie, że u Twojej Żony tak jest - błędnie swoją drogą) - to niestety wstyd nie pozwoli Jej powiedzieć o wszystkim. Co więcej dobrze by było gdyby ten ktoś rozumiał nas, kogoś kogo zdradzono. Inaczej... puste słowa.

Powodzenia smile

160

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Moi rodzice to przykład takiego związku, w którym zdrada zakończyła się happy endem. Chyba 25 lat po ostatniej zdradzie, do dziś są razem i piękna z nich para starszych zakochanych w sobie ludzi.

161

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

67Eve piękne co napisałaś smile Moje demony pojawiają się rzadko ale za to w najmniej oczekiwanym momencie.

162

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Ale ja nie twierdzę, że mojego taty nie nachodzą demony. Zwłaszcza, że mężczyźni gorzej od nas znoszą bycie zdradzonymi.

163

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Niekoniecznie go nachodzą bo może sam miał romanse tylko o tym nie trabil. A może wybrał wygodę..

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

164

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Dopóki nie weszłam na stronę netkobiety i nie przeczytałam tego co wypisują "zdradzacze" wierzyłam , że można. Czas naprawdę goi rany. Goi chociaż one pozostają. Jestem 13 lat po tym jak się dowiedziałam. Mąż wydawał się wiarygodny w swoim żalu albo ja wierzyłam w to co tak bardzo pragnęłam wierzyć. Tak czy inaczej dzięki jego uporowi i walce jestem szczęśliwa.
Chciałam w odwecie zrobić to samo, ale zbyt mocno szanuję siebie , żeby zrobić z siebie ścierkę.
Uważam,że to łajdactwo zostawać z żoną z wygody, poczucia obowiązku czy czegokolwiek innego niż miłość.

165

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Sama od kilkunastu miesiecy wiem o zdradzie meza. Może gdyby walczyl tak jak ty opisujesz swoja walke udałoby sie nam. Niestety u nas jest inaczej. Żadna terapia mu nie pomaga. Chodzimy tez razem ale on jak slyszy ze powinien cos zmienic to wychodzi.  Dlatego nie mam juz zludzen ze musi odejsc.

166 Ostatnio edytowany przez 67Eve (2019-05-17 21:56:22)

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Ela210 napisał/a:

Niekoniecznie go nachodzą bo może sam miał romanse tylko o tym nie trabil. A może wybrał wygodę..

Nie wierzę w to, by sam miał. Może wygoda, a może po prostu taka wielka miłość, że wybaczał. Wierzę w to, że to drugie.

167

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

.


No i jak?

.

168

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
po drugiej stronie napisał/a:

Witam wszystkich i dziękuję za zagorzałą dyskusję.
Zarówno za pomyje - które pewnie mi sie należą ale radzę sobie z nimi już dobrze i nic nie racjonalizuje jak i refleksje innych osób.

Nie pisałem długo bo... dużo się działo i dzieje. Zaraz będzie 11 miesiąc a My ciągle jak w rollercosterze. Tak tak cały czas walczę chociaż czasem emocje nade mną też biorą górę.
Ale siły cały czas są. Emocje mogą trwać godzinę czy dwie (najdłużej "udało nam się" nie być ze soba i nie kontaktować pewnie koło 48 godzin). Możecie się śmiać lub nie ale ja i tak nie zamieniłbym tej huśtawki uczuć na nic innego. Bo to pokazuje jak wielkie uczucie między nami było (i jest) i jak bardzo skrzywdziłem osobę która tak mnie kochała i zaufała. Nie ma co się rozpisywać co dzieje się między nami - są dni naprawdę bardzo dobre - nawet już zdarza się że żona z własnej woli mnie przytuli (tak przez 10 miesięcy tego nie było - nie wiem czy wszyscy sobie wyobrażają jak wielka to strata). Ale zaraz ma odruch zachowawczy i cofa rękę. Nadal się boi i ucieka, nie chce pokazać sygnału że się otwiera, nie chce być skrzywdzona ponownie. Rozumiem to i choć boli jak cholera to jednak daje mega motywację.

Chciałbym odpowiedzieć na kilka postów - jeżeli jakieś pytania czy kwestie pominąłem przepraszam. To bardzo ciężki i dynamiczny okres w moim życiu i "intelektualnie" niestety nie wróciłem jeszcze do szybkości działania z przed zdrady.

Ela210
to Ty zdradziłeś- wiesz dlaczego? - to pytanie pada z każdej strony i pewnie odpowiadałem na nie setki razy. Ale nie ma tutaj dobrej odpowiedzi. Czynników było kilka:
- egoizm i chęć dostarczenia sobie dreszczu emocji/podbudowania się - wkońcu zbliżam się do 40-tki,
- pozycja zawodowa (myślałem że jak jestem joł na eksponowanym stanowisku i relatywnie dobrze zarabiający to przecież to nic takiego),
- środowisko (właśnie w pracy) - tutaj upatruję największego zatrucia swojego ego (nie zganiam na innych ale rzeczywiście fakt zdrad i zachowań nie mieszczących się w kanonach rodzinnych w miejscu gdzie pracuję był na porządku dziennym i niestety przesiąkłem tym w jakimś stopniu. Dzisiaj już - pomimo dalszej pracy w tym samym miejscu z tym towarzystwem zerwałem kontakt świadomie).
- fakt iż sam nie wierzyłem iż nie będę "rogaczem" do końca życia. Znowu nie usprawiedliwiam się - po prostu był to jeden z czynników, pewnie głupi, płytki, samolubny ale tylko stwierdzam fakt.
- i najważniejsze bez czego do niczego by nie doszło - okazje. Ja zdrady nie szukałem - ona szukała mnie. A więc początki to imprezy, alkohol, wyjazdy itp. To żaden argument zmniejszający moją winę ale teraz już wiem jak minimalizować ryzyko, co dzieje się z moim organizmem np. po alkoholu, jakie bariery puszczają itp. To bardzo ważna wiedza która będzie procentować na przyszłość.
W mojej bowiem ocenie - w przyszłości okazje nadal będą się zdarzać, będą wokół atrakcyjne kobiety być może dające różne sygnały itp. Ale właśnie obecny rok (i pewnie przyszłe lata) pozwala mi zdiagnozować czemu wtedy zachowałem się tak a nie odwróciłem na pięcie i poszedłem do rodziny i jestem pewien że w przyszłości po pierwsze przez swoje działanie zminimalizuje ilość takich "okazji" do minimum, po drugie będę wiedział dokładnie wszystkie za i przeciw i podejmę zawsze właściwą decyzję. Ktoś może powiedzieć że to kalkulacja zysku/strat - nie miłość. Nie zgadzam się. Życie to sztuka wyborów i każdy wybór jest w jakimś stopniu kalkulacją. małżeństwo vs bycie singlem, dziecko vs brak dziecka, mieszkanie z rodzicami/samotnie itd itd. Uczucia nie mają tutaj jedynego znaczenia.

"Skupiasz się na emocjach żony- a powinieneś na sobie.
A jedyne pytanie na które odpowiedż żonę i interesuje to czy będziesz dalej zdradzać. A Ty chyba się w to wgłębiać nie chcesz.
Tylko poczekasz, zdarzy się czy nie. A Ona chce pewności. I chyba jej nie uzyska"

Nie zgadzam się - pracuje nad sobą tak jak pisałem każdego dnia. Ucze się chociaż to trudne. Mam jak to stwierdzono mało empatii - przyczyny znam chociaż to osobny temat (i nazwijmy to obronną reakcją na traumę z dzieciństwa). Ale 10 miesięcy to mało czasu aby wszystko przeanalizować, przepracować. Tym bardziej że nie ma sensu zmieniać się o 180 stopni bo przecież żona nie pokochała mnie za to że jestem inny ale za to jaki jestem - trzeba tylko pewne cechy czy zachowania przekuć na coś lepszego. Wierz mi że wglębiam się w to każdego dnia i nie chcę zdradzać. Widok żony i dziecka cierpiących przeze mnie katuszy, dom przewrócony do góry nogami, dzieciak w wieku szkolnym któremu zdarzyło się posiusiać w nocy przez piekło które zgotowałem daje twarde zderzenie z rzeczywistością. Czy zona uzyska pewność? tego nie wiem. Mam nadzieję. Czy ja mam pewność? Mam nadzieję że tak. W życiu nic nikomu na zawsze nie jest dane więc jak napisze tak mam pewność 100% życie może mnie zweryfikować. Każdy ma prawo uważac co chce ale dopóki życie nie wystawi go na taki czy inny scenariusz - weryfikacji nie ma. To moje zdanie. Dzisiaj wierzę w to że nawet po wyrzuceniu mnie z domu, gdy zaczepi mnie Miss Świata i na siłe będzie ciągnąć do pokoju kusząc perspektywami miłosnych uniesień to.... wyrwę rękę z uścisku, powiem że jest mi miło to słyszeć ale ja mam dla kogo zyć i nie będę krzywdził swojej rodziny i zawalał Naszego życia przez chwile zapomnienia.

Kasia - Kicia - w zasadzie odpowiedziałem również na Twoje pytanie: "Dlaczego Ty zdradziles zone?"

Serdeczna:
"I żeby nie było rozłąka na miesiąc czy dwa to żadna kara i konsekwencja." - może powiem brzydko i bezpośrednio ale jeżeli nie przeżyłaś takiej sytuacji po stronie po której jestem to nie masz pojęcia o czym mówisz. Trudność relacji dla osoby zdradzającej wg mnie - jest odwrotnie proporcjonalny niż dla osoby zdradzanej. Ilość stresu, napięcia, uczuć, emocji jest tak duża że ciężko funkcjonować i nie zwariować.  Znowu nie użalam się - trzeba przyjąć na klatę - ale ten fakt pozostanie ze mną do końca życia - nawet jak żona mi wybaczy czy też odejdzie. To już będzie brzemie zdradzającego - o ile oczywiście jest ze sobą szczery. Nie umniejszam tymsamym tragedii żony i jej traumy która towarzyszy jej przecież każdego dnia. Tylko że ona nic nie musi - a ja muszę - jeżeli chcę ją odzyskać.

smallangel
dziękuję za Twoje posty - są bardzo budujące. Wiele jest w tym racji. Zdaję sobie sprawę że nie wszyscy są w stanie wybaczyć. U nas problem jest taki iż ja jestem kilka kroków dalej w przepracowaniu tego co się stało, żona niestety nadal tkwi w krzywdzie i bólu. Sesje na pewno trochę dają ale żona do tej pory nie bardzo chce skorzystać z indywidualnych - które to znowu bardzo wiele dały mnie. No cóż pożyjemy zobaczymy - chciałbym jej pomóc ale w tej kwestii moja pomoc jest ostatnią której potrzebuje. I tutaj wg mnie jest rola dla dobrej przyjaciółki - ale naprawdę dobrej która wysłucha i pokieruje taką osobą a nie tylko powie: rzuć go, wykorzystaj, daj sobie spokój itp. I nie chodzi mi o to że ma zostać - ale jeżeli ten związek zakończy się teraz (a ona tego nie przepracuje) to będzie jej bardzo trudno jakąkolwiek relacje zbudowac w przyszłości z facetem. Można powiedziec że tutaj już relacja jest przejrzysta, stało się - zrobiłem to co zrobiłem, skrzywdziłem najbardziej jak mogłem. Już nie ma złudzeń, motyli, miłości z bajki. Jest wielkie uczucie i dwa rozdarte serca (w zasadzie 3 bo mała też) które cierpią przez mój egoizm. I ja wierzę że na tym da się jeszcze coś zbudować - a przekonamy się pewnie za 4-5 lat tak jak mówisz.

Leila01 - dzięki za miłe słowa. Mam nadzieję że za 10 lat ktoś napisze tak o nas.

Mycha66 - wiem o czym piszesz. Brzydko mówiąc ja też teraz mam mniej cierpliwości niż 5 miesięcy temu ale muszę ją mieć i gdzieś znaleźć. Boję się tego wyniszczania - chociaż widzę sporo pozytywów. Naprawdę są dni kiedy z całą odpowiedzialnością mówię iż jest nam lepiej niż było kiedykolwiek. Najgorsze są jednak miejsca i symbole - otóż żona "zmusiła mnie" do powiedzenia wszystkiego ze szczegółami, datami itp (podobno są osoby które nie chcą wiedzieć ale i są takie którym tylko taka informacja dale możliwość zmierzenia się z tym). Natomiast teraz to odbija się rykoszetem gdyż nie da się wszystkiego wymazać z życia. Ok można zmienić miejsce zamieszkania itp ale na ile to ucieczka a na ile decyzja aby budować nowe życie. Wg mnie uciekać przed wszystkim też nie ma sensu.

cdn

Bardzo fajnie to napisałeś smile mówię tu jako kiedyś zdradzona żona.
Dzięki Twojej autoreflejsji, widzę, że jeśli się chce, można przepracować wszystko (zdradzający). Dokładnie takich wniosków  oczekiwałam od męża, a czytając Twój wpis tylko utwierdzam się w przekonaniu, że to, iż tego wymagam jest słuszne i nawet facet (podobno taka bezemocjonalna istota może wejść w siebie i jeszcze takie wnioski wysnuć). Dałeś mi fajny obraz, trochę ściągę, bo u siebie oczekiwałam wniosków, ale do końca nie potrafiłam określić jakich, a tu czarno na białym i na szczęście wiele już jest za nami. Co do roli ofiary, w jakiej tkwiła Twoja żona, to jeśli jesteście na terapii powinni to wyłapać, i pewnie nad tym popracujecie, bo niestety skrzywdzonemu człowiekowi łatwo w tej roli pozostać nawet na długi czas, a przez to sam jest nieszczęśliwy i unieszczęśliwia innych. Życzę wam powodzenia. Pozdrawiam

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /

169

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
pomocna_88 napisał/a:

"Kto nie umie wybaczać niech się nie łudzi, że kiedykolwiek kochał kogoś innego oprócz siebie". To zdanie jest tak prawdziwe... Człowiek został tak stworzony, że najbardziej w życiu pragnie miłości, a jednocześnie tak trudno samemu się na nią zdobyć. Prawdziwą miłość pokazał nam Bóg umierając za naszą zdradę na krzyżu - i my mamy tak czynić. Jeśli uważamy się za dobrych, a zdradzającego najchętniej spalilibyśmy na stosie, to pokazujemy tylko tyle, że w głębi ducha jesteśmy dużo gorsi. To dlatego Pan Jezus powiedział, żeby pierwsi rzucali w cudzołożnicę kamieniami ci, którzy są bez grzechu. I co ? Nikt nie rzucił, bo każdy jest grzesznikiem. Dlatego pilnujmy własnego serca i budujmy miłość i cywilizację miłości MIMO WSZYSTKO.

Nie wmuszaj nam Boga. Boga niema. Zdradzający sam na miejscu zdradzonego by nie wybaczył zdrady tak poskazują wszelkie badania. To są ludzie pozbawieni grosza empatii roszczeniowe królewny i roszczeniowi królewicze.

"Księża będą zawsze wykorzystywać ciemnotę i przesądy ludu. Będą posługiwać się religią jak maską, pod którą kryje się obłuda i zbrodniczość ich poczynań"
Tadeusz Kościuszko
"Religia jest dla ludzi bez rozumu"
Józef Piłsudski

170

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Hrefi napisał/a:
Myszencja123 napisał/a:

Jeszcze chciałam dodać ze zwierzyłam się z mojego romansu dwóm przyjaciółkom, okazało się ze obie również były w romansie, jedna w bardzo krótkim, druga prawie trzyletnim. Na dodatek maja inne koleżanki które również miały romanse...dopiero dotarło do mnie ze żyłam jakiejś ułudzie i myslalam, ze moja zdrada to coś wyjątkowego. A to wszystko wyglada tak samo tylko zakończenia różne. Bardzo dużo jest zdrady dookoła....

Napisz coś więcej jak się żyje w małżeństwie tej co ukryła 3 letni romans i dalej jest z mężem. Ciekawe jak ona to w głowie poukładała, no ale tego się nie dowiemy.

A jak ty to pookładałeś zdradzasz zonę nie odchodzisz bo masz dzieci. Hipokryzja do kwadratu. Potwierdzasz badania z oxfordu i kilku innych uczelni iż zdradzający sami by nie wybaczyli zdrady i doskonale zdają sobie sprawę  z tego co uczynili(nawet wiele bardziej niż osoba zdradzana która targają sprzeczne emocje) dlatego tak się kryją.

"Księża będą zawsze wykorzystywać ciemnotę i przesądy ludu. Będą posługiwać się religią jak maską, pod którą kryje się obłuda i zbrodniczość ich poczynań"
Tadeusz Kościuszko
"Religia jest dla ludzi bez rozumu"
Józef Piłsudski

171

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
authority napisał/a:

Nie wmuszaj nam Boga. Boga niema. Zdradzający sam na miejscu zdradzonego by nie wybaczył zdrady tak poskazują wszelkie badania. To są ludzie pozbawieni grosza empatii roszczeniowe królewny i roszczeniowi królewicze.

Z tym Bogiem to kwestia wiary, dla jednych jest dla innych nie.
Ale idealna definicja zdrajców ☺, już kilkakrotnie czytając różne historie miałam takie wrażenie, że kobiety to rozpieszczone księżniczki, które same nie wiedzą czego chcą, a królewicze, zadufani w sobie, z napompowanym ego, którym brak łechtania.

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /
Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Witam po długiej przerwie.

Dziękuje za informacje dotyczące wątku - widzę iż rozpętała się dyskusja lekko wykraczająca poza główny temat.

Pozwolę sobie na update z mojej strony:

Minęły kolejne 2 miesiące. Status na dzisiaj: koniec związku....

Ostatnie 2 miesiące to pasmo wzlotów i upadków - chociaż tych pierwszych była znaczna przewaga. Myślę że radziliśmy sobie z większością spraw coraz lepiej - jeżeli byliśmy tylko w stanie zapanowac nad emocjami (nie łatwe) i spokojnie porozmawiać - przeganialiśmy największą burzę. Były wspólne wakacje, nawet ja klękający i wręczający (mam nadzieję idealny) pierścionek na nowe życie bez kłamstwa - zresztą przyjęty - w romantycznej scenerii w gronie naszych najbliższych przyjaciół którzy wiele nam pomagają - i naszą ukochaną córeczką jako "Świadkiem". Trzeba byłoby być wielce wyrachowanym aby w takiej chwili przed dzieckiem kłamać i myśleć co innego..... Takich ludzi nigdy nie zrozumiem.

Ale to ciężkie gdyż wielokrotnie sytuacja była stabilna, wydawało mi się mamy super czas po czym po kilku minutach (jak z pogodą) nagle grzmot bez zapowiedzi i powrót do historii i rozpamiętywania.... Z punktu widzenia faceta - kurcze - znowu - co ja zrobiłem przecież było tak dobrze - i zaczynam się wkurzać i mówić sobie to nie fair, nie pozwolę aby za wszystko być winnym i w każdej wymianie zdań ten argument wychodził i był dominujący (można sobie wyobrazić że jeżeli pod koniec dyskusji taki argument jest wyciągany - czytaj a Ty mnie miałeś w d.... jak mnie zdradzałeś - ciężko się wybronić).
Ciekawe jednak w tym (to moje spostrzeżenia - nie wiem czy prawdziwe) jest to, że kobiety (a napewno moja żona) pod wpływem emocji wyrzuca z siebie bardzo dużo komunikatów które są mocne, agresywne i krzywdzące typu: Ty xxxx, spowodwałeś że jestem nikim, już nigdy nie pozwolę sobie aby mnie ktoś tak potraktował, nasze małżeństwo to fikcja i nie było w nim nic dobrego itp itp.
Prosty facet jak słyszy takie komunikaty to włącza mu się ego (oraz logika) i sobie mówi - no zaraz ok zdradziłem ale przecież w życiu robiliśmy to, to i jak zdradzałem np. przez 2 miesiące a żyliśmy ze sobą lat kilkanaście to jak można przekreslić wszystko tym okresem.

Tutaj chyba pojawia się odmienność spostrzegania światów przez obie płci. Kobieta która czuje się mocno upokorzona i zraniona potrzebuje siły a w takim wypadku siłę daje jej ten atak i wyrzucenie z siebie emocji. Najbliższym celem dostępnym jestem ja więc na mnie się to skupia.
Kwestia w tym aby zrozumieć takie intencje będąc mieszanym z błotem (intencje z reguły są dobre - przecież nie jest realne to aby żona miała wobec mnie złe intencje - skoro żyje ze mną rok po takich wydarzeniach i w międzyczasie mamy całą masę dobrych chwil i czułości - a nie walkę o majątek, orzeczenia winy itp).

Kontynuując - dosyć często udaje mi się taki atak przetrwać i wyłuskać z niego komunikat prawdziwy, na nim się skupić i rozmawiać na ten temat (b. rzadko od razu, czasem za kilka/dziesiąt minut, a czasem następnego dnia - jak emocje opadną) w sposób w który ja i żona akceptujemy i na spokojnie wyjaśniamy kwestie, przechodzimy przez nie i mam wrażenie stawiamy malutki kroczek do przodu.
Niestety jestem tylko człowiekiem i są takie chwile kiedy pojawia mi się kontra i wyrzucam z siebie swój punkt widzenia i jak to ja jestem skrzywdzony bo nic nie dostrzega i czego ona właściwie chce. Nikt nikogo do niczego nie zmusza ale obie strony musza chcieć iśc do przodu bo ja sam wszystkiego nie jestem w stanie naprawić i przywrócić. Wtedy jest źle....
Z czasem (jesteśmy już rok w takiej sytuacji) obie strony muszą wkładać inny wysiłek w próbie znalezienia nici porozumienia. Z jednej strony mniejszy (przecież wiadomo jak w przeszłości kończyły się dyskusje i czego oczekuje druga strona) z drugiej większy (bo każdy zadaje sobie pytanie ile razy mam to czy tamto tłumaczyć i każej stronie wydaje się że się poświęca a co więcej to poświęcenie nie jest dostrzeżone przez partnera). Ale jakże to trudne... odsiać emocje i rozmawiać.
Paradoksalnie przy psychoterapeucie czy z osobami 3-mi jest znacznie łatwiej. uważamy je chyba za bezstronne no i mówiąc do nich nie mamy po drugiej strony osoby o której mówimy.

No więc czemu jest tak źle skoro było tak dobrze? Wcześniej jeszcze jedna moja obserwacja. Jeżeli za długo jest między nami miło, słodko itp - to mimo wszystko w tyle głowy (chyba obojga z nas) kryje się ten stres, oczekiwanie - tzw. stand-by i on wzbiera na sile. I jak wybucha to wybucha z całą siłą. Paradoksalnie - wcześniej jak chwil złych było więcej - emocje były wyładowywane na bieżąco a teraz uważam że idziemy z jednego ekstremum do drugiego.
Powiem Wam że człowiek jako istota w takich sytuacjach czuje jakby się cofnął w rozwoju. Mamy problemy z planowaniem na dzień do przodu (nikt nie pamięta co jutro ma w kalendarzu, co dzieciak w szkole) nie da się zaplanowac weekendu czy wyjazdu. Organizm jest cały czas w pogotowiu i to bardzo eksploatuje. Czuję jakby pamięc mózgu się wyczerpała - zapominam nawet najprostsze rzeczy, wydajnośc spadła na każdym polu - dopiero teraz po roku widze lekkie światełko w tym że trend się odwraca. Dotyczy to nas obojga - bo rozmawiamy o tym często.

A więc dlaczego źle. Bo znowu emocje wzięły górę i każde okopało się na swoich pozycjach. Żona uważała że pomimo iż ona była agresorem (wg mnie obiektywnie) to ja powinienem zrobić pierwszy krok - a ja powiedziałem że już dosyć ustępowania. Niestety po takim czasie - pomimo emocji ludzie mają tendencję do podejmowania coraz bardziej świadomych decyzji - i tego się obawiam. Za każdym razem kiedy słyszę że to koniec (a słyszę czesto) obawiam się czy to już nie ta ostateczna decyzja.
Ale mija dzień, dwa - siły wracają, optymizm też - w końcu to moje życie i jedno zycie... A więc jak to mówią "koko-dżambo i do przodu" i znowu podnoszę rękawicę i do walki....

Jedni powiedzą że to bezsensu - szarpac się - tyle wylewać przykrości itp. Fakt łatwe to nie jest - ale też nie widząc ile w tym roku - bez względu na to czy się uda czy nie dowiedzieliśmy się sobie samych (i sobie w zajemnie) - ile nowych uczuć fizycznych/psychicznych poznaliśmy... tego nam nikt nie odbierze. I dlatego uważam że warto. Nie zachęcam wszystkich aby próbowali (tym bardziej jak robią to z niższych pobudek niż prawdziwe uczucie i miłośc do drugiej osoby). Ale jak już ktoś spróbuje - to niech włoży w to całą swoją energię i niech to będzie szczere. Bolesne ale prawdziwe - a wtedy jest szansa (nie jestem w stanie ocenić jaka ale jest - myślę że trochę większa niż 6-tka w totka smile aby to przetrwać i coś zbudowac.
Tak więc jak to mówią przegrałem bitwę ale nie wojnę i szykuję swoje rezerwy do kontrataku!!
Pozdro - pewnie jeszcze dam znać bez względu na zakończenie - może moja historia pomoże komuś przed popełnieniem tego glupstwa - a może tym którzy są w podobnej sytuacji da perspektywę do przemyśleń (bez względu na to jaki wynik takowych im wyjdzie).

Na koniec pytanie do damskiej części forum (oraz tych skrzywdzonych przez takich jak ja). Jak poznać że to naprawdę koniec i kiedy przestać się starać.
Gdybym na 100% wiedział że tym co robię krzywdzę mą ukochaną żoną i że nigdy nie zazna przy mnie już szczęścia i spokoju - to pomimo złamanego serca - odszedł bym sam.
Na chwilę obecną moja odpowiedź to.... nigdy nie będziesz wiedział bo na świecie nie ma rzeczy gwarantowanych ani na zawze. Każdemu życie pisze osobną historię i trzeba się z nia za bary złapać + gdzie się da iść z prądem...

173

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
po drugiej stronie napisał/a:

Witam po długiej przerwie.

Dziękuje za informacje dotyczące wątku - widzę iż rozpętała się dyskusja lekko wykraczająca poza główny temat.

Pozwolę sobie na update z mojej strony:

Minęły kolejne 2 miesiące. Status na dzisiaj: koniec związku....

Ostatnie 2 miesiące to pasmo wzlotów i upadków - chociaż tych pierwszych była znaczna przewaga. Myślę że radziliśmy sobie z większością spraw coraz lepiej - jeżeli byliśmy tylko w stanie zapanowac nad emocjami (nie łatwe) i spokojnie porozmawiać - przeganialiśmy największą burzę. Były wspólne wakacje, nawet ja klękający i wręczający (mam nadzieję idealny) pierścionek na nowe życie bez kłamstwa - zresztą przyjęty - w romantycznej scenerii w gronie naszych najbliższych przyjaciół którzy wiele nam pomagają - i naszą ukochaną córeczką jako "Świadkiem". Trzeba byłoby być wielce wyrachowanym aby w takiej chwili przed dzieckiem kłamać i myśleć co innego..... Takich ludzi nigdy nie zrozumiem.

Ale to ciężkie gdyż wielokrotnie sytuacja była stabilna, wydawało mi się mamy super czas po czym po kilku minutach (jak z pogodą) nagle grzmot bez zapowiedzi i powrót do historii i rozpamiętywania.... Z punktu widzenia faceta - kurcze - znowu - co ja zrobiłem przecież było tak dobrze - i zaczynam się wkurzać i mówić sobie to nie fair, nie pozwolę aby za wszystko być winnym i w każdej wymianie zdań ten argument wychodził i był dominujący (można sobie wyobrazić że jeżeli pod koniec dyskusji taki argument jest wyciągany - czytaj a Ty mnie miałeś w d.... jak mnie zdradzałeś - ciężko się wybronić).
Ciekawe jednak w tym (to moje spostrzeżenia - nie wiem czy prawdziwe) jest to, że kobiety (a napewno moja żona) pod wpływem emocji wyrzuca z siebie bardzo dużo komunikatów które są mocne, agresywne i krzywdzące typu: Ty xxxx, spowodwałeś że jestem nikim, już nigdy nie pozwolę sobie aby mnie ktoś tak potraktował, nasze małżeństwo to fikcja i nie było w nim nic dobrego itp itp.
Prosty facet jak słyszy takie komunikaty to włącza mu się ego (oraz logika) i sobie mówi - no zaraz ok zdradziłem ale przecież w życiu robiliśmy to, to i jak zdradzałem np. przez 2 miesiące a żyliśmy ze sobą lat kilkanaście to jak można przekreslić wszystko tym okresem.

Tutaj chyba pojawia się odmienność spostrzegania światów przez obie płci. Kobieta która czuje się mocno upokorzona i zraniona potrzebuje siły a w takim wypadku siłę daje jej ten atak i wyrzucenie z siebie emocji. Najbliższym celem dostępnym jestem ja więc na mnie się to skupia.
Kwestia w tym aby zrozumieć takie intencje będąc mieszanym z błotem (intencje z reguły są dobre - przecież nie jest realne to aby żona miała wobec mnie złe intencje - skoro żyje ze mną rok po takich wydarzeniach i w międzyczasie mamy całą masę dobrych chwil i czułości - a nie walkę o majątek, orzeczenia winy itp).

Kontynuując - dosyć często udaje mi się taki atak przetrwać i wyłuskać z niego komunikat prawdziwy, na nim się skupić i rozmawiać na ten temat (b. rzadko od razu, czasem za kilka/dziesiąt minut, a czasem następnego dnia - jak emocje opadną) w sposób w który ja i żona akceptujemy i na spokojnie wyjaśniamy kwestie, przechodzimy przez nie i mam wrażenie stawiamy malutki kroczek do przodu.
Niestety jestem tylko człowiekiem i są takie chwile kiedy pojawia mi się kontra i wyrzucam z siebie swój punkt widzenia i jak to ja jestem skrzywdzony bo nic nie dostrzega i czego ona właściwie chce. Nikt nikogo do niczego nie zmusza ale obie strony musza chcieć iśc do przodu bo ja sam wszystkiego nie jestem w stanie naprawić i przywrócić. Wtedy jest źle....
Z czasem (jesteśmy już rok w takiej sytuacji) obie strony muszą wkładać inny wysiłek w próbie znalezienia nici porozumienia. Z jednej strony mniejszy (przecież wiadomo jak w przeszłości kończyły się dyskusje i czego oczekuje druga strona) z drugiej większy (bo każdy zadaje sobie pytanie ile razy mam to czy tamto tłumaczyć i każej stronie wydaje się że się poświęca a co więcej to poświęcenie nie jest dostrzeżone przez partnera). Ale jakże to trudne... odsiać emocje i rozmawiać.
Paradoksalnie przy psychoterapeucie czy z osobami 3-mi jest znacznie łatwiej. uważamy je chyba za bezstronne no i mówiąc do nich nie mamy po drugiej strony osoby o której mówimy.

No więc czemu jest tak źle skoro było tak dobrze? Wcześniej jeszcze jedna moja obserwacja. Jeżeli za długo jest między nami miło, słodko itp - to mimo wszystko w tyle głowy (chyba obojga z nas) kryje się ten stres, oczekiwanie - tzw. stand-by i on wzbiera na sile. I jak wybucha to wybucha z całą siłą. Paradoksalnie - wcześniej jak chwil złych było więcej - emocje były wyładowywane na bieżąco a teraz uważam że idziemy z jednego ekstremum do drugiego.
Powiem Wam że człowiek jako istota w takich sytuacjach czuje jakby się cofnął w rozwoju. Mamy problemy z planowaniem na dzień do przodu (nikt nie pamięta co jutro ma w kalendarzu, co dzieciak w szkole) nie da się zaplanowac weekendu czy wyjazdu. Organizm jest cały czas w pogotowiu i to bardzo eksploatuje. Czuję jakby pamięc mózgu się wyczerpała - zapominam nawet najprostsze rzeczy, wydajnośc spadła na każdym polu - dopiero teraz po roku widze lekkie światełko w tym że trend się odwraca. Dotyczy to nas obojga - bo rozmawiamy o tym często.

A więc dlaczego źle. Bo znowu emocje wzięły górę i każde okopało się na swoich pozycjach. Żona uważała że pomimo iż ona była agresorem (wg mnie obiektywnie) to ja powinienem zrobić pierwszy krok - a ja powiedziałem że już dosyć ustępowania. Niestety po takim czasie - pomimo emocji ludzie mają tendencję do podejmowania coraz bardziej świadomych decyzji - i tego się obawiam. Za każdym razem kiedy słyszę że to koniec (a słyszę czesto) obawiam się czy to już nie ta ostateczna decyzja.
Ale mija dzień, dwa - siły wracają, optymizm też - w końcu to moje życie i jedno zycie... A więc jak to mówią "koko-dżambo i do przodu" i znowu podnoszę rękawicę i do walki....

Jedni powiedzą że to bezsensu - szarpac się - tyle wylewać przykrości itp. Fakt łatwe to nie jest - ale też nie widząc ile w tym roku - bez względu na to czy się uda czy nie dowiedzieliśmy się sobie samych (i sobie w zajemnie) - ile nowych uczuć fizycznych/psychicznych poznaliśmy... tego nam nikt nie odbierze. I dlatego uważam że warto. Nie zachęcam wszystkich aby próbowali (tym bardziej jak robią to z niższych pobudek niż prawdziwe uczucie i miłośc do drugiej osoby). Ale jak już ktoś spróbuje - to niech włoży w to całą swoją energię i niech to będzie szczere. Bolesne ale prawdziwe - a wtedy jest szansa (nie jestem w stanie ocenić jaka ale jest - myślę że trochę większa niż 6-tka w totka smile aby to przetrwać i coś zbudowac.
Tak więc jak to mówią przegrałem bitwę ale nie wojnę i szykuję swoje rezerwy do kontrataku!!
Pozdro - pewnie jeszcze dam znać bez względu na zakończenie - może moja historia pomoże komuś przed popełnieniem tego glupstwa - a może tym którzy są w podobnej sytuacji da perspektywę do przemyśleń (bez względu na to jaki wynik takowych im wyjdzie).

Na koniec pytanie do damskiej części forum (oraz tych skrzywdzonych przez takich jak ja). Jak poznać że to naprawdę koniec i kiedy przestać się starać.
Gdybym na 100% wiedział że tym co robię krzywdzę mą ukochaną żoną i że nigdy nie zazna przy mnie już szczęścia i spokoju - to pomimo złamanego serca - odszedł bym sam.
Na chwilę obecną moja odpowiedź to.... nigdy nie będziesz wiedział bo na świecie nie ma rzeczy gwarantowanych ani na zawze. Każdemu życie pisze osobną historię i trzeba się z nia za bary złapać + gdzie się da iść z prądem...

Jestem pod wrażeniem. Jakbym czytała o sobie, po zdradzie i rozstaniu, tak wyglądało półtora roku mojego życia. Dokładnie, nawet podobne wyrzuty z mojej strony, oprócz jednej rzeczy, postanowiłam nie rzucać już słów na wiatr, i stwierdziłam że jeśli już powiem że to koniec to tak będzie. Od około roku jest spokojniej, nie ma scen, ale przychodzą gorsze momenty. Mam wrażenie że one będą już zawsze, tylko nie wywracaja już flaków do góry nogami i przy odrobinie dobrej woli że strony zdradzonej osoby, można sobie z tym poradzić. Ale tego już ONA musi chcieć.

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /

174 Ostatnio edytowany przez fryt (2019-05-21 15:10:05)

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Dlatego właśnie poskładanie relacji w całość po zdradzie jest tak ciężkie. Ponieważ te obrazy wracają w najmniej oczekiwanym momencie.
Jedno jest pewne, jeśli przebaczyło się i chce się próbować budować na nowo, nie wolno wracać do przeszłości - nigdy!
Aby jednak było to możliwe należy ten kryzys przepracować wzdłuż i wszerz.
Jeśli po roku się to nadal pojawia tzn. że żona jeszcze nie przepracowała tego co jej zafundowałeś a idąc dalej nie przepracowaliście porządnie tematu razem, tak aby można było go zamknąć i nigdy do niego nie wracać. To cholernie trudna sztuka, ale możliwa do realizacji. Wymaga jednak wiele wysiłku, dobrej woli, realnej chęci, świadomości, że nigdy nie będzie tak samo i poniekąd poświęcenia.

175

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Skoro osoba zdradzona wraca do tematu, jest Kilka możliwości, ale na chwilę obecną do głowy przychodzi mi:
- nie przepracowala tego w głowie do końca, może nawet chce, ale nie potrafi się z tym pogodzić albo
- dobrze jej w roli ofiary, dzięki której ma się zawsze lekka przewagę albo
-postawa osoby zdradzającej, tzn. tak na nią wpływa, że nie jest w stanie do końca tego wyrzucić z głowy, pomimo wielu rozmów, i wydawałoby się nici porozumienia albo
- to akurat moja wersja, na akceptację, zrozumienie i docenienie postawy osoby, która zdradziła potrzeba po prostu czasu, oraz cholernie żmudnej i ciężkiej pracy obu stron, życie z takim bagażem doświadczeń jest bardzo trudne, czasem po prostu przy braku argumentów, to As w rękawie, bo po tym druga strona nie ma nic do powiedzenia, chociaż to najbardziej słabe, jeśli ktoś decyduje się ratować związek.

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /
Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

witam.

Szybkie podsumowanie z mojej strony.

Otóż minął rok i wszystkie "daty" już za nami. Toretycznie powinno być lepiej bo rok to jak mówią terapeuci krytyczny czas - po tym czasie już daty mają mniejszą moc.
A jak jest - bez zmian - trochę spokojniej emocjonalnie (mniej krzyków, kłótni itp) natomiast nadal nie widać światełka jak zasypać wyrwę w sercu, zaufaniu i zawodzie jaki sprawiłem żonie. Nie znalazłem sposobu póki co na to aby w jakimś stopniu odciąć grubą kreską to co było i próbować iść do przodu.
Rana cały czas jest otwarta i przychodzi w najmniej spodziewanym momencie. Niestety albo stety - już bardziej na chłodno.

Niedawno żona przesłała mi kopię komunikacji z kochanką (tak ma część korespondencji) oraz zdjęcia miejsc i symbolicznych rzeczy które wtedy były częścią romansu - i powiem Wam że strasznie się na to patrzy. Gdyby mi ktoś powiedział 5 lat temu że będę takie głupoty pisał albo tak się zachowywał to sam sobie bym nie uwierzył.
To tragikomiczne nie wiadomo czy się śmiać czy płakać ale jak ja to czytam lub na to patrzę to jakbym dostał młotkiem w głowę...   Eh.... gdyby można było cofnąć czas...
No ale się nie da - zresztą cofnięcie czasu dałoby tylko coś z tą świadomością którą mam dzisiaj. Bez niej i prawdziwego trzęsienia ziemi w ostatnim roku -  może nadal żyłbym w swoim świecie mając swój plan na życie w małżeństwie i małe skoki w bok poza.

No cóż na pewno to WIELKIE doświadczenie życiowe które wiele wnosi i zmienia percepcję. Najlepsze jest to iż obecnie naprawdę obiektywnie patrząc z boku - myślę że spełniam rolę dobrej partii w sposób lepszy niż 95% osób i robię to bo chcę a nie dlatego że mam coś do stracenia czy kalkuluję. I wiem że gdyby nie pamięć o moich przewinieniach - żona byłaby najszczęśliwszą osobą w moich ramionach - bo dałbym jej to szczęście w każdym aspekcie.

Nie twierdzę że nie może znaleźć szczęścia na zewnątrz - pewnie jest to możliwe - i pewnie tego też się boję.

Póki co jest klops - zobaczymy co przyniosą następne tygodnie. Ta huśtawka uczuć jest wykańczająca i niestety wpływa na mnie czasem w taki sposób iż chwilowo odpuszczam. Tego się najbardziej boję - że przywyknę/przywykniemy do tego i już nikt z żadnej strony nie będzie chciał się starać.
Na razie przechodzi mi to po kilku godzinach - najpóźniej po dniu i wracam aby walczyć o swoje szczęście z najdroższą mi osobą.
Nie wiem na ile to strach, na ile ból, na ile testowanie mnie czy dam sobie spokój a na ile jak ktoś napisał osadzenie siebie w roli ofiary aby mieć przewagę ale czuję jakbyśmy zabrnęli w ślepy zaułek i ciężko znaleźć koło awaryjne...

Czas sam pokaże co w/w sytuacja przyniesie Nam obojgu razem albo każdemu z osobna. Póki co nie wyobrażam sobie życia bez niej więc muszę zebrać myśli i wysilić się jeszcze w inny sposób aby relacja przynajmniej podążała torami we właściwą stronę...

P.S. Kiedyś żona poprosiła mnie o to abym zabrał je w te miejsca w których się spotykałem. Uważałem to za glupie i coś co przyniesie jeszcze więcej bólu - ale z drugiej strony i tak wie gdzie to jest mniej więcej więc efekt miejsc tak czy tak działa. Jakiś czas temu proponowałem pojechanie ale nie była na to gotowa - ostatnio powiedziała że już jest. Ciekaw jestem Waszych opinii (szczególnie kobiet) na ten temat - czy wg Was to dobry pomysł czy nie. Nadmieniam tylko że moja żona jest z tych osób (tak mówi) którym bardziej działa wyobraźnia jak coś niedopowiedziane, pominięte lub niezobrazowane niż konretna odpowiedź czy konkretny sygnał.
W zasadzie jestem zdecydowany pojechać z nią tam i właśnie w tych miejscach próbować (pomimo pewnie wielkich emocje jakich tam oboje doświadczymy) przełamać to negatywne oddziaływanie i przekuć w coś lepszego, coś dla Nas poprzez jasne deklaracje i szczerą do bólu rozmowę.

Zobaczymy
Trzymajcie się

177

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Najwyraźniej Twoja żona nadal chce się w tym babrać. Według mnie to beznadziejny pomysł, żona na nowo posypie rany solą i wrócicie do punktu wyjścia.

"Któregoś dnia zrozumiesz, że szukasz tego, co już posiadasz."
Anthony de Mello
Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Capricornus.

Dzięki. Ad miejsc - próbuje to też analizować inaczej. Te miejsca i tak są znane tylko nie dokładnie. A póki mieszkamy gdzie mieszkamy zdarzają się sytuacje w których przejeżdzamy obok. I to nawet gdy nic nie mówimy podnosi mocno atmosferę podświadomie chyba nam obojgu. Dlatego taka terapia szokowa z jednej strony dla mnie wydaje się sensowna gdyż przerywasz magię tych miejsc (zakładam że żona uważa że są zarezerwowane tylko dla mnie i kochanki) - a poza tym okazuje się że to zwykłe miejsca i nie ma się czego obawiać. A przejeżdzając w okolicy być może ten strach czy stres będzie mniejszy - bo wtedy będzie już wiadomo że to jedno konkretne miejsce, ulica, parking a nie cała dzielnica. Dzisiaj to jest tak że jak w mieście przejeżdżam na 2-gą stronę Wisły to już jest niepokój bo to ta "zła strona". A na tej "złej stronie" mieszka milion osób...

179 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-06-14 16:07:27)

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
po drugiej stronie napisał/a:

Capricornus.

Dzięki. Ad miejsc - próbuje to też analizować inaczej. Te miejsca i tak są znane tylko nie dokładnie. A póki mieszkamy gdzie mieszkamy zdarzają się sytuacje w których przejeżdzamy obok. I to nawet gdy nic nie mówimy podnosi mocno atmosferę podświadomie chyba nam obojgu. Dlatego taka terapia szokowa z jednej strony dla mnie wydaje się sensowna gdyż przerywasz magię tych miejsc (zakładam że żona uważa że są zarezerwowane tylko dla mnie i kochanki) - a poza tym okazuje się że to zwykłe miejsca i nie ma się czego obawiać. A przejeżdzając w okolicy być może ten strach czy stres będzie mniejszy - bo wtedy będzie już wiadomo że to jedno konkretne miejsce, ulica, parking a nie cała dzielnica. Dzisiaj to jest tak że jak w mieście przejeżdżam na 2-gą stronę Wisły to już jest niepokój bo to ta "zła strona". A na tej "złej stronie" mieszka milion osób...

wiesz co? Twoja żona ma sadystyczny, psychopatyczny rys.
I powiem Ci że to co Ona robi nie m nic wspólnego z przebaczaniem czy dążeniem do niego. Zostaw tę głupią babę.
a  może Ciebie też w jakiś sposób to rajcuje? Może jakieś akcesoria kupcie i pobawcie się w sypialni, to chociaż dzieci nie będą musiały tych chorych gier oglądać.?
Albo jesteś jakimś nawiedzonym trollem, co chce pokazać, jak złe są romanse. Jeśli tak przegiąłeś z osobowością bohaterów.. wink

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

180

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

A potem pokaż jej jak to robiłeś tongue. Ludzie opamiętajcie się.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!

181

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Twoja kobieta ma zapędy masochistyczne.
Ja rozumiem, że powinieneś odkupić swoje winy, ale to już przesada. Postaw wyraźną granicę.
Czy ona zawsze lubiła samobiczowanie?

182

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Po drugiej stronie,
Powiem Ci tyle, kiedy emocje mną szarpaly i myślałam że jeśli będę wiedzieć wszystko, co, gdzie, kiedy,bo też miałam wyobraźnię, która szalała i w końcu w którejś rozmowie padło kilka szczegółów, na chwilę wróciło wszystko znowu, to było bardzo trudne doświadczenie, i do niczego nie potrzebne. To nic nie zmieniło.  Nie było ani odrobinę lepiej, ani mnie, tym bardziej i jemu. Nie chciałam się już nigdy więcej tak nad nim pastwić.
Jak dla mnie, wykonałeś kawał dobrej roboty, jako człowiek, który przerabia temat i próbuje dotrzeć do zranionego serca kobiety. Być może to nie uda się już nigdy. Dlaczego? Może nie jest psychopatka, może nie jest masochistka, ale dobrze jej jest w tej pozycji i w tym miejscu. Może się bardzo boi kolejnego zranienia, a może tylko testuje ile wytrzymasz. Może Cię kocha i nienawidzi jednocześnie i sama nie wie, co gorsze żyć z Tobą i tym bagażem czy bez Ciebie. Jak sam widzisz dużo tych niewiadomych.  Każdy ma swoje granice, myślę że powinna usłyszeć od Ciebie kilka słów gorzkiej prawdy na temat obecnego zachowania, a przede wszystkim, żeby pomyślała o tym, że kiedy ona wielkodusznie postanowi pochylić się i dostrzec Ciebie w tym wszystkim, Tobie może zwyczajnie przestać się chcieć i co wtedy? Czy zaklada taką ewentualność, że ty w końcu przestaniesz zabiegać i odejdziesz?

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /

183

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Twoja żona czerpie jakąś niezrozumiałą satysfakcję z całej tej sytuacji. Podejrzewam, że nieświadomie, ale jednak cały czas chce ciebie ukarać. Mam znajomych, którzy mają podobne doświadczenia, udało im się. Niestety tobie nie wróżę powodzenia.

184

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Twoja strategia starania się ciągłego o żonę jest zła. Namęczysz się tylko na marne.

To tak nie działa. Powinieneś odpuścić, żona musi poczuć zagrożenie, że jesteś już zmęczony i możesz odejść. Ona ma czuć, że może Ciebie stracić.

Powinna zacząć się starać w podobny sposób jak ty. To nie ma prawa działać jak tylko jednej stronie zależy a druga, obrażona strona tylko oczekuje starań.

W końcu jednak nie wybrałeś kochanki tylko żonę. Niech więc teraz żona pokaże, że to był słuszny wybór z twojej strony.

Posty [ 153 do 184 z 184 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018