szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 166 do 193 z 193 ]

166 Ostatnio edytowany przez 67Eve (2019-05-17 21:56:22)

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Ela210 napisał/a:

Niekoniecznie go nachodzą bo może sam miał romanse tylko o tym nie trabil. A może wybrał wygodę..

Nie wierzę w to, by sam miał. Może wygoda, a może po prostu taka wielka miłość, że wybaczał. Wierzę w to, że to drugie.

Zobacz podobne tematy :

167

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

.


No i jak?

.

168

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
po drugiej stronie napisał/a:

Witam wszystkich i dziękuję za zagorzałą dyskusję.
Zarówno za pomyje - które pewnie mi sie należą ale radzę sobie z nimi już dobrze i nic nie racjonalizuje jak i refleksje innych osób.

Nie pisałem długo bo... dużo się działo i dzieje. Zaraz będzie 11 miesiąc a My ciągle jak w rollercosterze. Tak tak cały czas walczę chociaż czasem emocje nade mną też biorą górę.
Ale siły cały czas są. Emocje mogą trwać godzinę czy dwie (najdłużej "udało nam się" nie być ze soba i nie kontaktować pewnie koło 48 godzin). Możecie się śmiać lub nie ale ja i tak nie zamieniłbym tej huśtawki uczuć na nic innego. Bo to pokazuje jak wielkie uczucie między nami było (i jest) i jak bardzo skrzywdziłem osobę która tak mnie kochała i zaufała. Nie ma co się rozpisywać co dzieje się między nami - są dni naprawdę bardzo dobre - nawet już zdarza się że żona z własnej woli mnie przytuli (tak przez 10 miesięcy tego nie było - nie wiem czy wszyscy sobie wyobrażają jak wielka to strata). Ale zaraz ma odruch zachowawczy i cofa rękę. Nadal się boi i ucieka, nie chce pokazać sygnału że się otwiera, nie chce być skrzywdzona ponownie. Rozumiem to i choć boli jak cholera to jednak daje mega motywację.

Chciałbym odpowiedzieć na kilka postów - jeżeli jakieś pytania czy kwestie pominąłem przepraszam. To bardzo ciężki i dynamiczny okres w moim życiu i "intelektualnie" niestety nie wróciłem jeszcze do szybkości działania z przed zdrady.

Ela210
to Ty zdradziłeś- wiesz dlaczego? - to pytanie pada z każdej strony i pewnie odpowiadałem na nie setki razy. Ale nie ma tutaj dobrej odpowiedzi. Czynników było kilka:
- egoizm i chęć dostarczenia sobie dreszczu emocji/podbudowania się - wkońcu zbliżam się do 40-tki,
- pozycja zawodowa (myślałem że jak jestem joł na eksponowanym stanowisku i relatywnie dobrze zarabiający to przecież to nic takiego),
- środowisko (właśnie w pracy) - tutaj upatruję największego zatrucia swojego ego (nie zganiam na innych ale rzeczywiście fakt zdrad i zachowań nie mieszczących się w kanonach rodzinnych w miejscu gdzie pracuję był na porządku dziennym i niestety przesiąkłem tym w jakimś stopniu. Dzisiaj już - pomimo dalszej pracy w tym samym miejscu z tym towarzystwem zerwałem kontakt świadomie).
- fakt iż sam nie wierzyłem iż nie będę "rogaczem" do końca życia. Znowu nie usprawiedliwiam się - po prostu był to jeden z czynników, pewnie głupi, płytki, samolubny ale tylko stwierdzam fakt.
- i najważniejsze bez czego do niczego by nie doszło - okazje. Ja zdrady nie szukałem - ona szukała mnie. A więc początki to imprezy, alkohol, wyjazdy itp. To żaden argument zmniejszający moją winę ale teraz już wiem jak minimalizować ryzyko, co dzieje się z moim organizmem np. po alkoholu, jakie bariery puszczają itp. To bardzo ważna wiedza która będzie procentować na przyszłość.
W mojej bowiem ocenie - w przyszłości okazje nadal będą się zdarzać, będą wokół atrakcyjne kobiety być może dające różne sygnały itp. Ale właśnie obecny rok (i pewnie przyszłe lata) pozwala mi zdiagnozować czemu wtedy zachowałem się tak a nie odwróciłem na pięcie i poszedłem do rodziny i jestem pewien że w przyszłości po pierwsze przez swoje działanie zminimalizuje ilość takich "okazji" do minimum, po drugie będę wiedział dokładnie wszystkie za i przeciw i podejmę zawsze właściwą decyzję. Ktoś może powiedzieć że to kalkulacja zysku/strat - nie miłość. Nie zgadzam się. Życie to sztuka wyborów i każdy wybór jest w jakimś stopniu kalkulacją. małżeństwo vs bycie singlem, dziecko vs brak dziecka, mieszkanie z rodzicami/samotnie itd itd. Uczucia nie mają tutaj jedynego znaczenia.

"Skupiasz się na emocjach żony- a powinieneś na sobie.
A jedyne pytanie na które odpowiedż żonę i interesuje to czy będziesz dalej zdradzać. A Ty chyba się w to wgłębiać nie chcesz.
Tylko poczekasz, zdarzy się czy nie. A Ona chce pewności. I chyba jej nie uzyska"

Nie zgadzam się - pracuje nad sobą tak jak pisałem każdego dnia. Ucze się chociaż to trudne. Mam jak to stwierdzono mało empatii - przyczyny znam chociaż to osobny temat (i nazwijmy to obronną reakcją na traumę z dzieciństwa). Ale 10 miesięcy to mało czasu aby wszystko przeanalizować, przepracować. Tym bardziej że nie ma sensu zmieniać się o 180 stopni bo przecież żona nie pokochała mnie za to że jestem inny ale za to jaki jestem - trzeba tylko pewne cechy czy zachowania przekuć na coś lepszego. Wierz mi że wglębiam się w to każdego dnia i nie chcę zdradzać. Widok żony i dziecka cierpiących przeze mnie katuszy, dom przewrócony do góry nogami, dzieciak w wieku szkolnym któremu zdarzyło się posiusiać w nocy przez piekło które zgotowałem daje twarde zderzenie z rzeczywistością. Czy zona uzyska pewność? tego nie wiem. Mam nadzieję. Czy ja mam pewność? Mam nadzieję że tak. W życiu nic nikomu na zawsze nie jest dane więc jak napisze tak mam pewność 100% życie może mnie zweryfikować. Każdy ma prawo uważac co chce ale dopóki życie nie wystawi go na taki czy inny scenariusz - weryfikacji nie ma. To moje zdanie. Dzisiaj wierzę w to że nawet po wyrzuceniu mnie z domu, gdy zaczepi mnie Miss Świata i na siłe będzie ciągnąć do pokoju kusząc perspektywami miłosnych uniesień to.... wyrwę rękę z uścisku, powiem że jest mi miło to słyszeć ale ja mam dla kogo zyć i nie będę krzywdził swojej rodziny i zawalał Naszego życia przez chwile zapomnienia.

Kasia - Kicia - w zasadzie odpowiedziałem również na Twoje pytanie: "Dlaczego Ty zdradziles zone?"

Serdeczna:
"I żeby nie było rozłąka na miesiąc czy dwa to żadna kara i konsekwencja." - może powiem brzydko i bezpośrednio ale jeżeli nie przeżyłaś takiej sytuacji po stronie po której jestem to nie masz pojęcia o czym mówisz. Trudność relacji dla osoby zdradzającej wg mnie - jest odwrotnie proporcjonalny niż dla osoby zdradzanej. Ilość stresu, napięcia, uczuć, emocji jest tak duża że ciężko funkcjonować i nie zwariować.  Znowu nie użalam się - trzeba przyjąć na klatę - ale ten fakt pozostanie ze mną do końca życia - nawet jak żona mi wybaczy czy też odejdzie. To już będzie brzemie zdradzającego - o ile oczywiście jest ze sobą szczery. Nie umniejszam tymsamym tragedii żony i jej traumy która towarzyszy jej przecież każdego dnia. Tylko że ona nic nie musi - a ja muszę - jeżeli chcę ją odzyskać.

smallangel
dziękuję za Twoje posty - są bardzo budujące. Wiele jest w tym racji. Zdaję sobie sprawę że nie wszyscy są w stanie wybaczyć. U nas problem jest taki iż ja jestem kilka kroków dalej w przepracowaniu tego co się stało, żona niestety nadal tkwi w krzywdzie i bólu. Sesje na pewno trochę dają ale żona do tej pory nie bardzo chce skorzystać z indywidualnych - które to znowu bardzo wiele dały mnie. No cóż pożyjemy zobaczymy - chciałbym jej pomóc ale w tej kwestii moja pomoc jest ostatnią której potrzebuje. I tutaj wg mnie jest rola dla dobrej przyjaciółki - ale naprawdę dobrej która wysłucha i pokieruje taką osobą a nie tylko powie: rzuć go, wykorzystaj, daj sobie spokój itp. I nie chodzi mi o to że ma zostać - ale jeżeli ten związek zakończy się teraz (a ona tego nie przepracuje) to będzie jej bardzo trudno jakąkolwiek relacje zbudowac w przyszłości z facetem. Można powiedziec że tutaj już relacja jest przejrzysta, stało się - zrobiłem to co zrobiłem, skrzywdziłem najbardziej jak mogłem. Już nie ma złudzeń, motyli, miłości z bajki. Jest wielkie uczucie i dwa rozdarte serca (w zasadzie 3 bo mała też) które cierpią przez mój egoizm. I ja wierzę że na tym da się jeszcze coś zbudować - a przekonamy się pewnie za 4-5 lat tak jak mówisz.

Leila01 - dzięki za miłe słowa. Mam nadzieję że za 10 lat ktoś napisze tak o nas.

Mycha66 - wiem o czym piszesz. Brzydko mówiąc ja też teraz mam mniej cierpliwości niż 5 miesięcy temu ale muszę ją mieć i gdzieś znaleźć. Boję się tego wyniszczania - chociaż widzę sporo pozytywów. Naprawdę są dni kiedy z całą odpowiedzialnością mówię iż jest nam lepiej niż było kiedykolwiek. Najgorsze są jednak miejsca i symbole - otóż żona "zmusiła mnie" do powiedzenia wszystkiego ze szczegółami, datami itp (podobno są osoby które nie chcą wiedzieć ale i są takie którym tylko taka informacja dale możliwość zmierzenia się z tym). Natomiast teraz to odbija się rykoszetem gdyż nie da się wszystkiego wymazać z życia. Ok można zmienić miejsce zamieszkania itp ale na ile to ucieczka a na ile decyzja aby budować nowe życie. Wg mnie uciekać przed wszystkim też nie ma sensu.

cdn

Bardzo fajnie to napisałeś smile mówię tu jako kiedyś zdradzona żona.
Dzięki Twojej autoreflejsji, widzę, że jeśli się chce, można przepracować wszystko (zdradzający). Dokładnie takich wniosków  oczekiwałam od męża, a czytając Twój wpis tylko utwierdzam się w przekonaniu, że to, iż tego wymagam jest słuszne i nawet facet (podobno taka bezemocjonalna istota może wejść w siebie i jeszcze takie wnioski wysnuć). Dałeś mi fajny obraz, trochę ściągę, bo u siebie oczekiwałam wniosków, ale do końca nie potrafiłam określić jakich, a tu czarno na białym i na szczęście wiele już jest za nami. Co do roli ofiary, w jakiej tkwiła Twoja żona, to jeśli jesteście na terapii powinni to wyłapać, i pewnie nad tym popracujecie, bo niestety skrzywdzonemu człowiekowi łatwo w tej roli pozostać nawet na długi czas, a przez to sam jest nieszczęśliwy i unieszczęśliwia innych. Życzę wam powodzenia. Pozdrawiam

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /

169

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
pomocna_88 napisał/a:

"Kto nie umie wybaczać niech się nie łudzi, że kiedykolwiek kochał kogoś innego oprócz siebie". To zdanie jest tak prawdziwe... Człowiek został tak stworzony, że najbardziej w życiu pragnie miłości, a jednocześnie tak trudno samemu się na nią zdobyć. Prawdziwą miłość pokazał nam Bóg umierając za naszą zdradę na krzyżu - i my mamy tak czynić. Jeśli uważamy się za dobrych, a zdradzającego najchętniej spalilibyśmy na stosie, to pokazujemy tylko tyle, że w głębi ducha jesteśmy dużo gorsi. To dlatego Pan Jezus powiedział, żeby pierwsi rzucali w cudzołożnicę kamieniami ci, którzy są bez grzechu. I co ? Nikt nie rzucił, bo każdy jest grzesznikiem. Dlatego pilnujmy własnego serca i budujmy miłość i cywilizację miłości MIMO WSZYSTKO.

Nie wmuszaj nam Boga. Boga niema. Zdradzający sam na miejscu zdradzonego by nie wybaczył zdrady tak poskazują wszelkie badania. To są ludzie pozbawieni grosza empatii roszczeniowe królewny i roszczeniowi królewicze.

"Księża będą zawsze wykorzystywać ciemnotę i przesądy ludu. Będą posługiwać się religią jak maską, pod którą kryje się obłuda i zbrodniczość ich poczynań"
Tadeusz Kościuszko
"Religia jest dla ludzi bez rozumu"
Józef Piłsudski

170

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Hrefi napisał/a:
Myszencja123 napisał/a:

Jeszcze chciałam dodać ze zwierzyłam się z mojego romansu dwóm przyjaciółkom, okazało się ze obie również były w romansie, jedna w bardzo krótkim, druga prawie trzyletnim. Na dodatek maja inne koleżanki które również miały romanse...dopiero dotarło do mnie ze żyłam jakiejś ułudzie i myslalam, ze moja zdrada to coś wyjątkowego. A to wszystko wyglada tak samo tylko zakończenia różne. Bardzo dużo jest zdrady dookoła....

Napisz coś więcej jak się żyje w małżeństwie tej co ukryła 3 letni romans i dalej jest z mężem. Ciekawe jak ona to w głowie poukładała, no ale tego się nie dowiemy.

A jak ty to pookładałeś zdradzasz zonę nie odchodzisz bo masz dzieci. Hipokryzja do kwadratu. Potwierdzasz badania z oxfordu i kilku innych uczelni iż zdradzający sami by nie wybaczyli zdrady i doskonale zdają sobie sprawę  z tego co uczynili(nawet wiele bardziej niż osoba zdradzana która targają sprzeczne emocje) dlatego tak się kryją.

"Księża będą zawsze wykorzystywać ciemnotę i przesądy ludu. Będą posługiwać się religią jak maską, pod którą kryje się obłuda i zbrodniczość ich poczynań"
Tadeusz Kościuszko
"Religia jest dla ludzi bez rozumu"
Józef Piłsudski

171

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
authority napisał/a:

Nie wmuszaj nam Boga. Boga niema. Zdradzający sam na miejscu zdradzonego by nie wybaczył zdrady tak poskazują wszelkie badania. To są ludzie pozbawieni grosza empatii roszczeniowe królewny i roszczeniowi królewicze.

Z tym Bogiem to kwestia wiary, dla jednych jest dla innych nie.
Ale idealna definicja zdrajców ☺, już kilkakrotnie czytając różne historie miałam takie wrażenie, że kobiety to rozpieszczone księżniczki, które same nie wiedzą czego chcą, a królewicze, zadufani w sobie, z napompowanym ego, którym brak łechtania.

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /
Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Witam po długiej przerwie.

Dziękuje za informacje dotyczące wątku - widzę iż rozpętała się dyskusja lekko wykraczająca poza główny temat.

Pozwolę sobie na update z mojej strony:

Minęły kolejne 2 miesiące. Status na dzisiaj: koniec związku....

Ostatnie 2 miesiące to pasmo wzlotów i upadków - chociaż tych pierwszych była znaczna przewaga. Myślę że radziliśmy sobie z większością spraw coraz lepiej - jeżeli byliśmy tylko w stanie zapanowac nad emocjami (nie łatwe) i spokojnie porozmawiać - przeganialiśmy największą burzę. Były wspólne wakacje, nawet ja klękający i wręczający (mam nadzieję idealny) pierścionek na nowe życie bez kłamstwa - zresztą przyjęty - w romantycznej scenerii w gronie naszych najbliższych przyjaciół którzy wiele nam pomagają - i naszą ukochaną córeczką jako "Świadkiem". Trzeba byłoby być wielce wyrachowanym aby w takiej chwili przed dzieckiem kłamać i myśleć co innego..... Takich ludzi nigdy nie zrozumiem.

Ale to ciężkie gdyż wielokrotnie sytuacja była stabilna, wydawało mi się mamy super czas po czym po kilku minutach (jak z pogodą) nagle grzmot bez zapowiedzi i powrót do historii i rozpamiętywania.... Z punktu widzenia faceta - kurcze - znowu - co ja zrobiłem przecież było tak dobrze - i zaczynam się wkurzać i mówić sobie to nie fair, nie pozwolę aby za wszystko być winnym i w każdej wymianie zdań ten argument wychodził i był dominujący (można sobie wyobrazić że jeżeli pod koniec dyskusji taki argument jest wyciągany - czytaj a Ty mnie miałeś w d.... jak mnie zdradzałeś - ciężko się wybronić).
Ciekawe jednak w tym (to moje spostrzeżenia - nie wiem czy prawdziwe) jest to, że kobiety (a napewno moja żona) pod wpływem emocji wyrzuca z siebie bardzo dużo komunikatów które są mocne, agresywne i krzywdzące typu: Ty xxxx, spowodwałeś że jestem nikim, już nigdy nie pozwolę sobie aby mnie ktoś tak potraktował, nasze małżeństwo to fikcja i nie było w nim nic dobrego itp itp.
Prosty facet jak słyszy takie komunikaty to włącza mu się ego (oraz logika) i sobie mówi - no zaraz ok zdradziłem ale przecież w życiu robiliśmy to, to i jak zdradzałem np. przez 2 miesiące a żyliśmy ze sobą lat kilkanaście to jak można przekreslić wszystko tym okresem.

Tutaj chyba pojawia się odmienność spostrzegania światów przez obie płci. Kobieta która czuje się mocno upokorzona i zraniona potrzebuje siły a w takim wypadku siłę daje jej ten atak i wyrzucenie z siebie emocji. Najbliższym celem dostępnym jestem ja więc na mnie się to skupia.
Kwestia w tym aby zrozumieć takie intencje będąc mieszanym z błotem (intencje z reguły są dobre - przecież nie jest realne to aby żona miała wobec mnie złe intencje - skoro żyje ze mną rok po takich wydarzeniach i w międzyczasie mamy całą masę dobrych chwil i czułości - a nie walkę o majątek, orzeczenia winy itp).

Kontynuując - dosyć często udaje mi się taki atak przetrwać i wyłuskać z niego komunikat prawdziwy, na nim się skupić i rozmawiać na ten temat (b. rzadko od razu, czasem za kilka/dziesiąt minut, a czasem następnego dnia - jak emocje opadną) w sposób w który ja i żona akceptujemy i na spokojnie wyjaśniamy kwestie, przechodzimy przez nie i mam wrażenie stawiamy malutki kroczek do przodu.
Niestety jestem tylko człowiekiem i są takie chwile kiedy pojawia mi się kontra i wyrzucam z siebie swój punkt widzenia i jak to ja jestem skrzywdzony bo nic nie dostrzega i czego ona właściwie chce. Nikt nikogo do niczego nie zmusza ale obie strony musza chcieć iśc do przodu bo ja sam wszystkiego nie jestem w stanie naprawić i przywrócić. Wtedy jest źle....
Z czasem (jesteśmy już rok w takiej sytuacji) obie strony muszą wkładać inny wysiłek w próbie znalezienia nici porozumienia. Z jednej strony mniejszy (przecież wiadomo jak w przeszłości kończyły się dyskusje i czego oczekuje druga strona) z drugiej większy (bo każdy zadaje sobie pytanie ile razy mam to czy tamto tłumaczyć i każej stronie wydaje się że się poświęca a co więcej to poświęcenie nie jest dostrzeżone przez partnera). Ale jakże to trudne... odsiać emocje i rozmawiać.
Paradoksalnie przy psychoterapeucie czy z osobami 3-mi jest znacznie łatwiej. uważamy je chyba za bezstronne no i mówiąc do nich nie mamy po drugiej strony osoby o której mówimy.

No więc czemu jest tak źle skoro było tak dobrze? Wcześniej jeszcze jedna moja obserwacja. Jeżeli za długo jest między nami miło, słodko itp - to mimo wszystko w tyle głowy (chyba obojga z nas) kryje się ten stres, oczekiwanie - tzw. stand-by i on wzbiera na sile. I jak wybucha to wybucha z całą siłą. Paradoksalnie - wcześniej jak chwil złych było więcej - emocje były wyładowywane na bieżąco a teraz uważam że idziemy z jednego ekstremum do drugiego.
Powiem Wam że człowiek jako istota w takich sytuacjach czuje jakby się cofnął w rozwoju. Mamy problemy z planowaniem na dzień do przodu (nikt nie pamięta co jutro ma w kalendarzu, co dzieciak w szkole) nie da się zaplanowac weekendu czy wyjazdu. Organizm jest cały czas w pogotowiu i to bardzo eksploatuje. Czuję jakby pamięc mózgu się wyczerpała - zapominam nawet najprostsze rzeczy, wydajnośc spadła na każdym polu - dopiero teraz po roku widze lekkie światełko w tym że trend się odwraca. Dotyczy to nas obojga - bo rozmawiamy o tym często.

A więc dlaczego źle. Bo znowu emocje wzięły górę i każde okopało się na swoich pozycjach. Żona uważała że pomimo iż ona była agresorem (wg mnie obiektywnie) to ja powinienem zrobić pierwszy krok - a ja powiedziałem że już dosyć ustępowania. Niestety po takim czasie - pomimo emocji ludzie mają tendencję do podejmowania coraz bardziej świadomych decyzji - i tego się obawiam. Za każdym razem kiedy słyszę że to koniec (a słyszę czesto) obawiam się czy to już nie ta ostateczna decyzja.
Ale mija dzień, dwa - siły wracają, optymizm też - w końcu to moje życie i jedno zycie... A więc jak to mówią "koko-dżambo i do przodu" i znowu podnoszę rękawicę i do walki....

Jedni powiedzą że to bezsensu - szarpac się - tyle wylewać przykrości itp. Fakt łatwe to nie jest - ale też nie widząc ile w tym roku - bez względu na to czy się uda czy nie dowiedzieliśmy się sobie samych (i sobie w zajemnie) - ile nowych uczuć fizycznych/psychicznych poznaliśmy... tego nam nikt nie odbierze. I dlatego uważam że warto. Nie zachęcam wszystkich aby próbowali (tym bardziej jak robią to z niższych pobudek niż prawdziwe uczucie i miłośc do drugiej osoby). Ale jak już ktoś spróbuje - to niech włoży w to całą swoją energię i niech to będzie szczere. Bolesne ale prawdziwe - a wtedy jest szansa (nie jestem w stanie ocenić jaka ale jest - myślę że trochę większa niż 6-tka w totka smile aby to przetrwać i coś zbudowac.
Tak więc jak to mówią przegrałem bitwę ale nie wojnę i szykuję swoje rezerwy do kontrataku!!
Pozdro - pewnie jeszcze dam znać bez względu na zakończenie - może moja historia pomoże komuś przed popełnieniem tego glupstwa - a może tym którzy są w podobnej sytuacji da perspektywę do przemyśleń (bez względu na to jaki wynik takowych im wyjdzie).

Na koniec pytanie do damskiej części forum (oraz tych skrzywdzonych przez takich jak ja). Jak poznać że to naprawdę koniec i kiedy przestać się starać.
Gdybym na 100% wiedział że tym co robię krzywdzę mą ukochaną żoną i że nigdy nie zazna przy mnie już szczęścia i spokoju - to pomimo złamanego serca - odszedł bym sam.
Na chwilę obecną moja odpowiedź to.... nigdy nie będziesz wiedział bo na świecie nie ma rzeczy gwarantowanych ani na zawze. Każdemu życie pisze osobną historię i trzeba się z nia za bary złapać + gdzie się da iść z prądem...

173

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
po drugiej stronie napisał/a:

Witam po długiej przerwie.

Dziękuje za informacje dotyczące wątku - widzę iż rozpętała się dyskusja lekko wykraczająca poza główny temat.

Pozwolę sobie na update z mojej strony:

Minęły kolejne 2 miesiące. Status na dzisiaj: koniec związku....

Ostatnie 2 miesiące to pasmo wzlotów i upadków - chociaż tych pierwszych była znaczna przewaga. Myślę że radziliśmy sobie z większością spraw coraz lepiej - jeżeli byliśmy tylko w stanie zapanowac nad emocjami (nie łatwe) i spokojnie porozmawiać - przeganialiśmy największą burzę. Były wspólne wakacje, nawet ja klękający i wręczający (mam nadzieję idealny) pierścionek na nowe życie bez kłamstwa - zresztą przyjęty - w romantycznej scenerii w gronie naszych najbliższych przyjaciół którzy wiele nam pomagają - i naszą ukochaną córeczką jako "Świadkiem". Trzeba byłoby być wielce wyrachowanym aby w takiej chwili przed dzieckiem kłamać i myśleć co innego..... Takich ludzi nigdy nie zrozumiem.

Ale to ciężkie gdyż wielokrotnie sytuacja była stabilna, wydawało mi się mamy super czas po czym po kilku minutach (jak z pogodą) nagle grzmot bez zapowiedzi i powrót do historii i rozpamiętywania.... Z punktu widzenia faceta - kurcze - znowu - co ja zrobiłem przecież było tak dobrze - i zaczynam się wkurzać i mówić sobie to nie fair, nie pozwolę aby za wszystko być winnym i w każdej wymianie zdań ten argument wychodził i był dominujący (można sobie wyobrazić że jeżeli pod koniec dyskusji taki argument jest wyciągany - czytaj a Ty mnie miałeś w d.... jak mnie zdradzałeś - ciężko się wybronić).
Ciekawe jednak w tym (to moje spostrzeżenia - nie wiem czy prawdziwe) jest to, że kobiety (a napewno moja żona) pod wpływem emocji wyrzuca z siebie bardzo dużo komunikatów które są mocne, agresywne i krzywdzące typu: Ty xxxx, spowodwałeś że jestem nikim, już nigdy nie pozwolę sobie aby mnie ktoś tak potraktował, nasze małżeństwo to fikcja i nie było w nim nic dobrego itp itp.
Prosty facet jak słyszy takie komunikaty to włącza mu się ego (oraz logika) i sobie mówi - no zaraz ok zdradziłem ale przecież w życiu robiliśmy to, to i jak zdradzałem np. przez 2 miesiące a żyliśmy ze sobą lat kilkanaście to jak można przekreslić wszystko tym okresem.

Tutaj chyba pojawia się odmienność spostrzegania światów przez obie płci. Kobieta która czuje się mocno upokorzona i zraniona potrzebuje siły a w takim wypadku siłę daje jej ten atak i wyrzucenie z siebie emocji. Najbliższym celem dostępnym jestem ja więc na mnie się to skupia.
Kwestia w tym aby zrozumieć takie intencje będąc mieszanym z błotem (intencje z reguły są dobre - przecież nie jest realne to aby żona miała wobec mnie złe intencje - skoro żyje ze mną rok po takich wydarzeniach i w międzyczasie mamy całą masę dobrych chwil i czułości - a nie walkę o majątek, orzeczenia winy itp).

Kontynuując - dosyć często udaje mi się taki atak przetrwać i wyłuskać z niego komunikat prawdziwy, na nim się skupić i rozmawiać na ten temat (b. rzadko od razu, czasem za kilka/dziesiąt minut, a czasem następnego dnia - jak emocje opadną) w sposób w który ja i żona akceptujemy i na spokojnie wyjaśniamy kwestie, przechodzimy przez nie i mam wrażenie stawiamy malutki kroczek do przodu.
Niestety jestem tylko człowiekiem i są takie chwile kiedy pojawia mi się kontra i wyrzucam z siebie swój punkt widzenia i jak to ja jestem skrzywdzony bo nic nie dostrzega i czego ona właściwie chce. Nikt nikogo do niczego nie zmusza ale obie strony musza chcieć iśc do przodu bo ja sam wszystkiego nie jestem w stanie naprawić i przywrócić. Wtedy jest źle....
Z czasem (jesteśmy już rok w takiej sytuacji) obie strony muszą wkładać inny wysiłek w próbie znalezienia nici porozumienia. Z jednej strony mniejszy (przecież wiadomo jak w przeszłości kończyły się dyskusje i czego oczekuje druga strona) z drugiej większy (bo każdy zadaje sobie pytanie ile razy mam to czy tamto tłumaczyć i każej stronie wydaje się że się poświęca a co więcej to poświęcenie nie jest dostrzeżone przez partnera). Ale jakże to trudne... odsiać emocje i rozmawiać.
Paradoksalnie przy psychoterapeucie czy z osobami 3-mi jest znacznie łatwiej. uważamy je chyba za bezstronne no i mówiąc do nich nie mamy po drugiej strony osoby o której mówimy.

No więc czemu jest tak źle skoro było tak dobrze? Wcześniej jeszcze jedna moja obserwacja. Jeżeli za długo jest między nami miło, słodko itp - to mimo wszystko w tyle głowy (chyba obojga z nas) kryje się ten stres, oczekiwanie - tzw. stand-by i on wzbiera na sile. I jak wybucha to wybucha z całą siłą. Paradoksalnie - wcześniej jak chwil złych było więcej - emocje były wyładowywane na bieżąco a teraz uważam że idziemy z jednego ekstremum do drugiego.
Powiem Wam że człowiek jako istota w takich sytuacjach czuje jakby się cofnął w rozwoju. Mamy problemy z planowaniem na dzień do przodu (nikt nie pamięta co jutro ma w kalendarzu, co dzieciak w szkole) nie da się zaplanowac weekendu czy wyjazdu. Organizm jest cały czas w pogotowiu i to bardzo eksploatuje. Czuję jakby pamięc mózgu się wyczerpała - zapominam nawet najprostsze rzeczy, wydajnośc spadła na każdym polu - dopiero teraz po roku widze lekkie światełko w tym że trend się odwraca. Dotyczy to nas obojga - bo rozmawiamy o tym często.

A więc dlaczego źle. Bo znowu emocje wzięły górę i każde okopało się na swoich pozycjach. Żona uważała że pomimo iż ona była agresorem (wg mnie obiektywnie) to ja powinienem zrobić pierwszy krok - a ja powiedziałem że już dosyć ustępowania. Niestety po takim czasie - pomimo emocji ludzie mają tendencję do podejmowania coraz bardziej świadomych decyzji - i tego się obawiam. Za każdym razem kiedy słyszę że to koniec (a słyszę czesto) obawiam się czy to już nie ta ostateczna decyzja.
Ale mija dzień, dwa - siły wracają, optymizm też - w końcu to moje życie i jedno zycie... A więc jak to mówią "koko-dżambo i do przodu" i znowu podnoszę rękawicę i do walki....

Jedni powiedzą że to bezsensu - szarpac się - tyle wylewać przykrości itp. Fakt łatwe to nie jest - ale też nie widząc ile w tym roku - bez względu na to czy się uda czy nie dowiedzieliśmy się sobie samych (i sobie w zajemnie) - ile nowych uczuć fizycznych/psychicznych poznaliśmy... tego nam nikt nie odbierze. I dlatego uważam że warto. Nie zachęcam wszystkich aby próbowali (tym bardziej jak robią to z niższych pobudek niż prawdziwe uczucie i miłośc do drugiej osoby). Ale jak już ktoś spróbuje - to niech włoży w to całą swoją energię i niech to będzie szczere. Bolesne ale prawdziwe - a wtedy jest szansa (nie jestem w stanie ocenić jaka ale jest - myślę że trochę większa niż 6-tka w totka smile aby to przetrwać i coś zbudowac.
Tak więc jak to mówią przegrałem bitwę ale nie wojnę i szykuję swoje rezerwy do kontrataku!!
Pozdro - pewnie jeszcze dam znać bez względu na zakończenie - może moja historia pomoże komuś przed popełnieniem tego glupstwa - a może tym którzy są w podobnej sytuacji da perspektywę do przemyśleń (bez względu na to jaki wynik takowych im wyjdzie).

Na koniec pytanie do damskiej części forum (oraz tych skrzywdzonych przez takich jak ja). Jak poznać że to naprawdę koniec i kiedy przestać się starać.
Gdybym na 100% wiedział że tym co robię krzywdzę mą ukochaną żoną i że nigdy nie zazna przy mnie już szczęścia i spokoju - to pomimo złamanego serca - odszedł bym sam.
Na chwilę obecną moja odpowiedź to.... nigdy nie będziesz wiedział bo na świecie nie ma rzeczy gwarantowanych ani na zawze. Każdemu życie pisze osobną historię i trzeba się z nia za bary złapać + gdzie się da iść z prądem...

Jestem pod wrażeniem. Jakbym czytała o sobie, po zdradzie i rozstaniu, tak wyglądało półtora roku mojego życia. Dokładnie, nawet podobne wyrzuty z mojej strony, oprócz jednej rzeczy, postanowiłam nie rzucać już słów na wiatr, i stwierdziłam że jeśli już powiem że to koniec to tak będzie. Od około roku jest spokojniej, nie ma scen, ale przychodzą gorsze momenty. Mam wrażenie że one będą już zawsze, tylko nie wywracaja już flaków do góry nogami i przy odrobinie dobrej woli że strony zdradzonej osoby, można sobie z tym poradzić. Ale tego już ONA musi chcieć.

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /

174 Ostatnio edytowany przez fryt (2019-05-21 15:10:05)

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Dlatego właśnie poskładanie relacji w całość po zdradzie jest tak ciężkie. Ponieważ te obrazy wracają w najmniej oczekiwanym momencie.
Jedno jest pewne, jeśli przebaczyło się i chce się próbować budować na nowo, nie wolno wracać do przeszłości - nigdy!
Aby jednak było to możliwe należy ten kryzys przepracować wzdłuż i wszerz.
Jeśli po roku się to nadal pojawia tzn. że żona jeszcze nie przepracowała tego co jej zafundowałeś a idąc dalej nie przepracowaliście porządnie tematu razem, tak aby można było go zamknąć i nigdy do niego nie wracać. To cholernie trudna sztuka, ale możliwa do realizacji. Wymaga jednak wiele wysiłku, dobrej woli, realnej chęci, świadomości, że nigdy nie będzie tak samo i poniekąd poświęcenia.

175

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Skoro osoba zdradzona wraca do tematu, jest Kilka możliwości, ale na chwilę obecną do głowy przychodzi mi:
- nie przepracowala tego w głowie do końca, może nawet chce, ale nie potrafi się z tym pogodzić albo
- dobrze jej w roli ofiary, dzięki której ma się zawsze lekka przewagę albo
-postawa osoby zdradzającej, tzn. tak na nią wpływa, że nie jest w stanie do końca tego wyrzucić z głowy, pomimo wielu rozmów, i wydawałoby się nici porozumienia albo
- to akurat moja wersja, na akceptację, zrozumienie i docenienie postawy osoby, która zdradziła potrzeba po prostu czasu, oraz cholernie żmudnej i ciężkiej pracy obu stron, życie z takim bagażem doświadczeń jest bardzo trudne, czasem po prostu przy braku argumentów, to As w rękawie, bo po tym druga strona nie ma nic do powiedzenia, chociaż to najbardziej słabe, jeśli ktoś decyduje się ratować związek.

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /
Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

witam.

Szybkie podsumowanie z mojej strony.

Otóż minął rok i wszystkie "daty" już za nami. Toretycznie powinno być lepiej bo rok to jak mówią terapeuci krytyczny czas - po tym czasie już daty mają mniejszą moc.
A jak jest - bez zmian - trochę spokojniej emocjonalnie (mniej krzyków, kłótni itp) natomiast nadal nie widać światełka jak zasypać wyrwę w sercu, zaufaniu i zawodzie jaki sprawiłem żonie. Nie znalazłem sposobu póki co na to aby w jakimś stopniu odciąć grubą kreską to co było i próbować iść do przodu.
Rana cały czas jest otwarta i przychodzi w najmniej spodziewanym momencie. Niestety albo stety - już bardziej na chłodno.

Niedawno żona przesłała mi kopię komunikacji z kochanką (tak ma część korespondencji) oraz zdjęcia miejsc i symbolicznych rzeczy które wtedy były częścią romansu - i powiem Wam że strasznie się na to patrzy. Gdyby mi ktoś powiedział 5 lat temu że będę takie głupoty pisał albo tak się zachowywał to sam sobie bym nie uwierzył.
To tragikomiczne nie wiadomo czy się śmiać czy płakać ale jak ja to czytam lub na to patrzę to jakbym dostał młotkiem w głowę...   Eh.... gdyby można było cofnąć czas...
No ale się nie da - zresztą cofnięcie czasu dałoby tylko coś z tą świadomością którą mam dzisiaj. Bez niej i prawdziwego trzęsienia ziemi w ostatnim roku -  może nadal żyłbym w swoim świecie mając swój plan na życie w małżeństwie i małe skoki w bok poza.

No cóż na pewno to WIELKIE doświadczenie życiowe które wiele wnosi i zmienia percepcję. Najlepsze jest to iż obecnie naprawdę obiektywnie patrząc z boku - myślę że spełniam rolę dobrej partii w sposób lepszy niż 95% osób i robię to bo chcę a nie dlatego że mam coś do stracenia czy kalkuluję. I wiem że gdyby nie pamięć o moich przewinieniach - żona byłaby najszczęśliwszą osobą w moich ramionach - bo dałbym jej to szczęście w każdym aspekcie.

Nie twierdzę że nie może znaleźć szczęścia na zewnątrz - pewnie jest to możliwe - i pewnie tego też się boję.

Póki co jest klops - zobaczymy co przyniosą następne tygodnie. Ta huśtawka uczuć jest wykańczająca i niestety wpływa na mnie czasem w taki sposób iż chwilowo odpuszczam. Tego się najbardziej boję - że przywyknę/przywykniemy do tego i już nikt z żadnej strony nie będzie chciał się starać.
Na razie przechodzi mi to po kilku godzinach - najpóźniej po dniu i wracam aby walczyć o swoje szczęście z najdroższą mi osobą.
Nie wiem na ile to strach, na ile ból, na ile testowanie mnie czy dam sobie spokój a na ile jak ktoś napisał osadzenie siebie w roli ofiary aby mieć przewagę ale czuję jakbyśmy zabrnęli w ślepy zaułek i ciężko znaleźć koło awaryjne...

Czas sam pokaże co w/w sytuacja przyniesie Nam obojgu razem albo każdemu z osobna. Póki co nie wyobrażam sobie życia bez niej więc muszę zebrać myśli i wysilić się jeszcze w inny sposób aby relacja przynajmniej podążała torami we właściwą stronę...

P.S. Kiedyś żona poprosiła mnie o to abym zabrał je w te miejsca w których się spotykałem. Uważałem to za glupie i coś co przyniesie jeszcze więcej bólu - ale z drugiej strony i tak wie gdzie to jest mniej więcej więc efekt miejsc tak czy tak działa. Jakiś czas temu proponowałem pojechanie ale nie była na to gotowa - ostatnio powiedziała że już jest. Ciekaw jestem Waszych opinii (szczególnie kobiet) na ten temat - czy wg Was to dobry pomysł czy nie. Nadmieniam tylko że moja żona jest z tych osób (tak mówi) którym bardziej działa wyobraźnia jak coś niedopowiedziane, pominięte lub niezobrazowane niż konretna odpowiedź czy konkretny sygnał.
W zasadzie jestem zdecydowany pojechać z nią tam i właśnie w tych miejscach próbować (pomimo pewnie wielkich emocje jakich tam oboje doświadczymy) przełamać to negatywne oddziaływanie i przekuć w coś lepszego, coś dla Nas poprzez jasne deklaracje i szczerą do bólu rozmowę.

Zobaczymy
Trzymajcie się

177

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Najwyraźniej Twoja żona nadal chce się w tym babrać. Według mnie to beznadziejny pomysł, żona na nowo posypie rany solą i wrócicie do punktu wyjścia.

"Któregoś dnia zrozumiesz, że szukasz tego, co już posiadasz."
Anthony de Mello
Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Capricornus.

Dzięki. Ad miejsc - próbuje to też analizować inaczej. Te miejsca i tak są znane tylko nie dokładnie. A póki mieszkamy gdzie mieszkamy zdarzają się sytuacje w których przejeżdzamy obok. I to nawet gdy nic nie mówimy podnosi mocno atmosferę podświadomie chyba nam obojgu. Dlatego taka terapia szokowa z jednej strony dla mnie wydaje się sensowna gdyż przerywasz magię tych miejsc (zakładam że żona uważa że są zarezerwowane tylko dla mnie i kochanki) - a poza tym okazuje się że to zwykłe miejsca i nie ma się czego obawiać. A przejeżdzając w okolicy być może ten strach czy stres będzie mniejszy - bo wtedy będzie już wiadomo że to jedno konkretne miejsce, ulica, parking a nie cała dzielnica. Dzisiaj to jest tak że jak w mieście przejeżdżam na 2-gą stronę Wisły to już jest niepokój bo to ta "zła strona". A na tej "złej stronie" mieszka milion osób...

179 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-06-14 16:07:27)

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
po drugiej stronie napisał/a:

Capricornus.

Dzięki. Ad miejsc - próbuje to też analizować inaczej. Te miejsca i tak są znane tylko nie dokładnie. A póki mieszkamy gdzie mieszkamy zdarzają się sytuacje w których przejeżdzamy obok. I to nawet gdy nic nie mówimy podnosi mocno atmosferę podświadomie chyba nam obojgu. Dlatego taka terapia szokowa z jednej strony dla mnie wydaje się sensowna gdyż przerywasz magię tych miejsc (zakładam że żona uważa że są zarezerwowane tylko dla mnie i kochanki) - a poza tym okazuje się że to zwykłe miejsca i nie ma się czego obawiać. A przejeżdzając w okolicy być może ten strach czy stres będzie mniejszy - bo wtedy będzie już wiadomo że to jedno konkretne miejsce, ulica, parking a nie cała dzielnica. Dzisiaj to jest tak że jak w mieście przejeżdżam na 2-gą stronę Wisły to już jest niepokój bo to ta "zła strona". A na tej "złej stronie" mieszka milion osób...

wiesz co? Twoja żona ma sadystyczny, psychopatyczny rys.
I powiem Ci że to co Ona robi nie m nic wspólnego z przebaczaniem czy dążeniem do niego. Zostaw tę głupią babę.
a  może Ciebie też w jakiś sposób to rajcuje? Może jakieś akcesoria kupcie i pobawcie się w sypialni, to chociaż dzieci nie będą musiały tych chorych gier oglądać.?
Albo jesteś jakimś nawiedzonym trollem, co chce pokazać, jak złe są romanse. Jeśli tak przegiąłeś z osobowością bohaterów.. wink

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

180

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

A potem pokaż jej jak to robiłeś tongue. Ludzie opamiętajcie się.

-

181

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Twoja kobieta ma zapędy masochistyczne.
Ja rozumiem, że powinieneś odkupić swoje winy, ale to już przesada. Postaw wyraźną granicę.
Czy ona zawsze lubiła samobiczowanie?

182

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Po drugiej stronie,
Powiem Ci tyle, kiedy emocje mną szarpaly i myślałam że jeśli będę wiedzieć wszystko, co, gdzie, kiedy,bo też miałam wyobraźnię, która szalała i w końcu w którejś rozmowie padło kilka szczegółów, na chwilę wróciło wszystko znowu, to było bardzo trudne doświadczenie, i do niczego nie potrzebne. To nic nie zmieniło.  Nie było ani odrobinę lepiej, ani mnie, tym bardziej i jemu. Nie chciałam się już nigdy więcej tak nad nim pastwić.
Jak dla mnie, wykonałeś kawał dobrej roboty, jako człowiek, który przerabia temat i próbuje dotrzeć do zranionego serca kobiety. Być może to nie uda się już nigdy. Dlaczego? Może nie jest psychopatka, może nie jest masochistka, ale dobrze jej jest w tej pozycji i w tym miejscu. Może się bardzo boi kolejnego zranienia, a może tylko testuje ile wytrzymasz. Może Cię kocha i nienawidzi jednocześnie i sama nie wie, co gorsze żyć z Tobą i tym bagażem czy bez Ciebie. Jak sam widzisz dużo tych niewiadomych.  Każdy ma swoje granice, myślę że powinna usłyszeć od Ciebie kilka słów gorzkiej prawdy na temat obecnego zachowania, a przede wszystkim, żeby pomyślała o tym, że kiedy ona wielkodusznie postanowi pochylić się i dostrzec Ciebie w tym wszystkim, Tobie może zwyczajnie przestać się chcieć i co wtedy? Czy zaklada taką ewentualność, że ty w końcu przestaniesz zabiegać i odejdziesz?

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /

183

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Twoja żona czerpie jakąś niezrozumiałą satysfakcję z całej tej sytuacji. Podejrzewam, że nieświadomie, ale jednak cały czas chce ciebie ukarać. Mam znajomych, którzy mają podobne doświadczenia, udało im się. Niestety tobie nie wróżę powodzenia.

184

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Twoja strategia starania się ciągłego o żonę jest zła. Namęczysz się tylko na marne.

To tak nie działa. Powinieneś odpuścić, żona musi poczuć zagrożenie, że jesteś już zmęczony i możesz odejść. Ona ma czuć, że może Ciebie stracić.

Powinna zacząć się starać w podobny sposób jak ty. To nie ma prawa działać jak tylko jednej stronie zależy a druga, obrażona strona tylko oczekuje starań.

W końcu jednak nie wybrałeś kochanki tylko żonę. Niech więc teraz żona pokaże, że to był słuszny wybór z twojej strony.

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

dzięki za komentarze.

Staram się wszysztko analizować - ale jak to w życiu nie ma tylko koloru czarnego i białego.
Zakładam jednak że żona nie czerpie z tego przyjemności ani nie ma z tej sytuacji satysfakcji a tylko rzeczywiście jest zraniona bardziej niż "statystycznie". Obecne doświadczenie bowiem nie jest łatwe dla żadnej ze stron i to nie jest tak że ona "Pani i władczyni" a ja pokorny sługa który kaja się bo coś zrobił w przeszłości i teraz cały czas pokutuje.

Ale rzeczywiście następuje zmęczenie materiału z obu stron i coraz mniej decyzji mimo wszystko jest podejmowane "emocjonalnie" a coraz więcej racjonalnie.
Niestety na decyzje racjonalne przekładają się też to że przeszłości nie da się wymazać a pogodzić z nią trudno. Tym bardziej że w 100% z całym środowiskiem i otoczką nie mam możliwości się odciąć. Dlatego jedną z naturalnych reakcji wydaje się ucieczka od tego - czyli zakończenie związku. Teoretycznie to łatwy krok jednak ani ja ani żona nie jesteśmy w stanie przewidzieć konsekwencji takiego kroku - a uważam że znacznie więcej stracimy niż zyskamy (oczywiście to moje zdanie).

RangeRove - na razie najbliżej mi do Twojej interpretacji - chociaż inne też szanuje i staram się wkomponować w swój pogląd. Wydaje mi się iż sesje indywidualne żonie bardzo by pomogły - była na 2 i rzeczywiście po nich następowało wyciszenie i analiza. Jednak z własnej woli nie widzę chęci ich kontynuowania a ja oczywiście nie jestem osobą która może jej to doradzić bo efekt jest odwrotny. Tutaj właśnie rola koleżanek, przyjaciółek czy też forum takiego jak to (pełniące funkcje terapii) ale i zmotywowanie aby dla siebie poszukać pomocy. Na końcu to bez znaczenia czy będziemy razem czy nie - ważne aby każde z nas dążyło do bycia "szczęśliwym" i wykonało właściwych wyborów. A takich najlepiej dokonuje się świadomie w zgodzie ze sobą - a nie pod wpływem emocji czy humoru.

Hrefi - może maz rację ale to nie jest sposób którego chcę próbować. Znam zależności i wiem jak poprzez swoje postępowanie można próbować wpływac na drugą stronę, ba nawet przeczytałem x podręczników n/t uwodzenia (i skorzystałem z rad niestety przy moich przygodach) ale jakoś wydaje mi się to nie do końca fair. Cel niby uświęca środki tym bardziej jeżeli robi się to w "dobrej woli", jednak jakoś mi ciężko pewne działania podjąc tylko po to, aby efekt był "korzystniejszy" dla mnie.
Może jeszcze mnie to zweryfikuje ale na razie chcę być transparentny i mimo wszystko pokazywać że mi zależy, że może żona na mnie polegać. Z czasem zapewne bedzie się to zmieniać. Tak dzisiaj nasze pozycje nie są "równe". W przeszłości też nie były bo to ja trochę byłem "dyktatorem" teraz ja na świeczniku. Balans docelowo trzeba znaleźć albo się samo skończy.

Fryt - nie nie lubiła samobiczowania ale sama przyznaje że miała zaburzoną samoocenę (nie wiem dlaczego bo jest b. atrakcyjną kobietą) i miała oparcie we mnie. Ja w dużym stopniu dawałem jej pewność siebie (to wprost mówi mi wielokrotnie).
Teraz więc to uderza w nią ze zdwojoną siłą bo osoba która dawała jej siłę najbardziej ją zawiodła. Nie będę się tutaj rozpisywał na ten temat ale żona zanim zaczęliśmy się spotykać została poważnie skrzywdzona w poprzednim związku i stad wydaje mi się wpływ na samoocenę. Były to młodzieńcze lata ale konsekwencje napewno zostały.
Rozumiem stwierdzenie że żona powinna czuć moje zmęczenie, zagrożenie, że mogę odejść. Tylko nie znam odpowiedzi na pytanie ile taka sytuacja jak obecnie może i powinna trwać. I pewnie nie ma tu statystyki. Wszyscy zgodzą się że jak za szybko się przejdzie do porządku dziennego i nie wyklaruje od A do Z to się zamiata pod dywan i to wypłynie. Z drugiej strony rok to dużo - ale wiele historii które tutaj czytałem kończyło się stwierdzeniem że dopiero po kilku latach związek "oczyścił" się z tej atmosfery i się poukładało. Pewnie nie ma reguły bo to skompliowane. Jakby nie patrzeć ja spowodowałem że żona żyła w "zakłamanym związku" przez dłuższy czas niż jeden rok w związku z czym może to nie tak długo....

Burzowy - też rozumiem podejście. Znowu staram się drugą stronę zrozumieć. Mnie osobiście by połowa rzeczy do głowy nie przyszła. Ba jakbym się dowiedział że mnie zdradza to nie pytałbym w ogóle ile razy, jak, gdzie itp bo po prostu szczegółów chyba jakichkolwiek nie chciałbym znać. Ale czy to znaczy że to jest standard? Pewnie nie bo mnie daleko do "statystycznej osoby" ze wszystkimi plusami i minusami.

ok zmykam i odezwę się za jakiś czas... jeszcze raz dzięki za komentarze.

186

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Napisze jako kobieta, którą mąż zdradził 3 miesiące temu i bardzo się stara odzyskać mnie. Jestem kobietą, która do kwietnia była bardzo szczęśliwa, pewna siebie, miała swoje zdanie...To, co nam zdrady zabierają to poczucie bezpieczeństwa i pewność siebie. Ja jestem na etapie kwestionowania siebie, swoich poglądów, wyborów. Wydaje mi się, że to co mi się na różne tematy wydawało - dziś nie jest pewne. I nie tylko jesli chodzi o związki damsko-męskie, lecz ogólnie. Ja, optymistka, kochająca ludzi, usmiechająca się do nich na ulicach - dziś świat widzę w czarnych barwach. I powiem Ci, ze to najbardziej boli. Nawet nie wyrwa w relacji, lecz to, że ktoś zabrał nam naszą tożsamość, wziął nasze ego i pociachał siekierą...U mnie minęły 3 miesiące, lecz każdego dnia powtarzam sobie, że to przejściowy etap i minie. Jestem i zawsze byłam dumną kobietą, faceci o mnie zabiegali - dlatego tak trudno mi przełknąć to wszystko, bo jest nijako zniewagą. Tak, tu w dużej mierze chodzi o ego i poczucie własnej wartości...To tak, żebyś zrozumiał co przechodzi żona. Ja na przykłąd siebie nie poznaję i prztznam, że mam nadzieje, ze wroce do dawnej siebie - wesołej, rozmownej, kochającej ludzi, kreatywnej, interesującej się wieloma rzeczami. Teraz nie czuję "siebie" i to mnie boli najbardziej. Ja akurat chodze na psychoterapię indywidualną, bo priorytetem jest dla mnie odzyskanie dawnego spokoju ducha i tej wewnetrznej radości i ciepła, które było "moje".
A teraz o Tobie. Zrobiłeś to, co mój mąż (aczkolwiek moj maz mial tylko jednorazowy skos w bok po duuużej ilości alko na imprezie firmowej - cóż za banał - i PODOBNO nie doszło do ...yyyyy..penetracji), lecz czytając Twoje wynurzenia naprawdę nie umiem być na Ciebie zła. Ale może to dlatego, ze ja zawsze byłam ufna i CHCĘ NADAL być ufna do ludzi i Twoja szczerosc i ogrom pracy, autorefleksja - u mnie zdecydowanie  działałyby na korzyść i sądzę, że umiałabym przetrawić swoj OGROMNY ból i wybaczyć. Myślę, że popełniłeś błąd, lecz go dogłębnie przeanalizowałeś, chcesz być innym człowiekiem, wziąłes na klatę wszystkie konsekwencje, widać Twoją WIELKĄ miłość do żony - dla mnie nie jesteś złym czlowiekiem. Dałeś d***, ale już tego raczej nigdy nie powtórzysz. Ja bym Ci umiała zaufać. Ale to ja, bo ja ogólnie jestem ufna i lubię ludzi, którzy są szczerzy i autorefleksyjni:) Mój mąż również się stara BARDZO, choc nie wiem czy ma aż tak dogłębne autorefleksje - ale czuję jego miłość i jego starania.
I wiesz co sobie  myślę o Twojej sytuacji? Twoja żona utknęła. Mimo, ze u mnie minęły dopiero 3 miesiace, ja nadal czuję się jak wrak - to jednak ja CHCĘ przebaczyć. CHCĘ znowu mu wierzyć. Jeśli zrobi coś podobnego raz jeszcze - to nawet na niego nie spojrzę wręczając mu pozew. Ale na ten moment CHCĘ zamknąć tamte drzwi i musze zaryzykować choć MEGA się boję. Musze zaryzykować i zaufać w szczerość jego intencji i tego, co mi obiecuje. I wiesz co? Nawet nie dla niego i nie dla nas. Dla siebie. Bo nie chcę stać się zgorzkniała i nie chcę żyć tą sytuacją. Życie ma do zaoferowania dużo więcej. Większość ludzi nie jest zła, tylko popełnia błędy i ląduje w dziwnych sytuacjach. Chcę nadal być ufna do świata i wolna od nienawiści, złości, żalu - a to się nie stanie dopóki nie powiem: "OK, z***eś, ale daję Ci ostatnią szansę i PODEJMUJĘ DECYZJĘ, by Ci uwierzyć. Jak to spieprzysz - znaczy, ze nie jestes tego wart i nie bede miala po kim płakać. Póki co daję Ci kredyt zaufania i wykorzystaj go dobrze, kochanie". Mysle, ze Twoja żona potrzebuje pomocy, by uporać się samej ze sobą. Ja jej ból rozumiem, ale ona jest autodestrukcyjna. Naprawde po wyrażeniu bólu, złości, wypłakaniu się - trzeba, trzeba zacząć przechodzić do etapu uwalniania się od tych emocji. A to chyba tylko poprzez wybaczenie. Dla samej siebie. Żeby żółć nie zalała.
I tak jak czytam to co napisałeś to...fajny z Ciebie człowiek. Pisze jako zdradzona żona, więc doceń;) Ja bym Ci dała szansę, bo to co piszesz naprawdę wzrusza. Pomyślałam sobie, że może daj jej przeczytać te wpisy? Do mnie mój mąż napisał list, szczery i wzruszający. I powiem Ci, że to naprawdę troszkę otworzyło moje serce na niego. Bo zobaczyłam, że on - na co dzień zamknięty, nie mówiący o emocjach- ma w sobie ogrom uczuć do mnie. To mi bardzo pomogło w tym, by postarać się mu wybaczyć.
I moja rada - ona moze Cie odpychac, ranić, krzyczec - ale ona nie chce, bys przestał się starać. To ją trzyma, wiem po sobie. Tyle, ze efekt moze to miec tez odwrotny bo ona nie moze przez to wyjsc z roli ofiary, a Ty zbitego, skruszonego psa. Myślę, ze okazuj jej duzo milosci, lecz powiedz szczerze co czujesz. Ja bym jej pokazała Twoje wpisy. Jesli to nie roztopi jej serca to chyba faktycznie ona sie na Ciebie kompletnie zamknęła. I sądzę, że potzrebuje psychologa. To co przechodzi to OGROMNA trauma. Ja nie przezywałam tak śmierci mojego ukochanego (!) taty jak przeżywam zdradę, i to jednorazową. Nie sądzilam nigdy, ze tak mogloby mną zatrząść. Nigdy. Ja, silna, pewna siebie...Ale to bardzo pierwotne rzeczy wiesz - poczucie bezpieczeństwa, pewność jutra. To wszystko się burzy w jednej chwili. Dlatego to tak boli. Dla mnie przechodzenie tego szamba bez wsparcia jest po prostu dużym błędem, serio.
trzymaj się i życzę Ci, by udało Ci się dotrzec do serca żony. Bo naprawde masz w sobie wielką miłość do niej i to widać.
Mam nadzieje,ze Ci sie uda!

187

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Outofthebox napisał/a:

Napisze jako kobieta, którą mąż zdradził 3 miesiące temu i bardzo się stara odzyskać mnie. Jestem kobietą, która do kwietnia była bardzo szczęśliwa, pewna siebie, miała swoje zdanie...To, co nam zdrady zabierają to poczucie bezpieczeństwa i pewność siebie. Ja jestem na etapie kwestionowania siebie, swoich poglądów, wyborów. Wydaje mi się, że to co mi się na różne tematy wydawało - dziś nie jest pewne. I nie tylko jesli chodzi o związki damsko-męskie, lecz ogólnie. Ja, optymistka, kochająca ludzi, usmiechająca się do nich na ulicach - dziś świat widzę w czarnych barwach. I powiem Ci, ze to najbardziej boli. Nawet nie wyrwa w relacji, lecz to, że ktoś zabrał nam naszą tożsamość, wziął nasze ego i pociachał siekierą...U mnie minęły 3 miesiące, lecz każdego dnia powtarzam sobie, że to przejściowy etap i minie. Jestem i zawsze byłam dumną kobietą, faceci o mnie zabiegali - dlatego tak trudno mi przełknąć to wszystko, bo jest nijako zniewagą. Tak, tu w dużej mierze chodzi o ego i poczucie własnej wartości...To tak, żebyś zrozumiał co przechodzi żona. Ja na przykłąd siebie nie poznaję i prztznam, że mam nadzieje, ze wroce do dawnej siebie - wesołej, rozmownej, kochającej ludzi, kreatywnej, interesującej się wieloma rzeczami. Teraz nie czuję "siebie" i to mnie boli najbardziej. Ja akurat chodze na psychoterapię indywidualną, bo priorytetem jest dla mnie odzyskanie dawnego spokoju ducha i tej wewnetrznej radości i ciepła, które było "moje".
A teraz o Tobie. Zrobiłeś to, co mój mąż (aczkolwiek moj maz mial tylko jednorazowy skos w bok po duuużej ilości alko na imprezie firmowej - cóż za banał - i PODOBNO nie doszło do ...yyyyy..penetracji), lecz czytając Twoje wynurzenia naprawdę nie umiem być na Ciebie zła. Ale może to dlatego, ze ja zawsze byłam ufna i CHCĘ NADAL być ufna do ludzi i Twoja szczerosc i ogrom pracy, autorefleksja - u mnie zdecydowanie  działałyby na korzyść i sądzę, że umiałabym przetrawić swoj OGROMNY ból i wybaczyć. Myślę, że popełniłeś błąd, lecz go dogłębnie przeanalizowałeś, chcesz być innym człowiekiem, wziąłes na klatę wszystkie konsekwencje, widać Twoją WIELKĄ miłość do żony - dla mnie nie jesteś złym czlowiekiem. Dałeś d***, ale już tego raczej nigdy nie powtórzysz. Ja bym Ci umiała zaufać. Ale to ja, bo ja ogólnie jestem ufna i lubię ludzi, którzy są szczerzy i autorefleksyjni:) Mój mąż również się stara BARDZO, choc nie wiem czy ma aż tak dogłębne autorefleksje - ale czuję jego miłość i jego starania.
I wiesz co sobie  myślę o Twojej sytuacji? Twoja żona utknęła. Mimo, ze u mnie minęły dopiero 3 miesiace, ja nadal czuję się jak wrak - to jednak ja CHCĘ przebaczyć. CHCĘ znowu mu wierzyć. Jeśli zrobi coś podobnego raz jeszcze - to nawet na niego nie spojrzę wręczając mu pozew. Ale na ten moment CHCĘ zamknąć tamte drzwi i musze zaryzykować choć MEGA się boję. Musze zaryzykować i zaufać w szczerość jego intencji i tego, co mi obiecuje. I wiesz co? Nawet nie dla niego i nie dla nas. Dla siebie. Bo nie chcę stać się zgorzkniała i nie chcę żyć tą sytuacją. Życie ma do zaoferowania dużo więcej. Większość ludzi nie jest zła, tylko popełnia błędy i ląduje w dziwnych sytuacjach. Chcę nadal być ufna do świata i wolna od nienawiści, złości, żalu - a to się nie stanie dopóki nie powiem: "OK, z***eś, ale daję Ci ostatnią szansę i PODEJMUJĘ DECYZJĘ, by Ci uwierzyć. Jak to spieprzysz - znaczy, ze nie jestes tego wart i nie bede miala po kim płakać. Póki co daję Ci kredyt zaufania i wykorzystaj go dobrze, kochanie". Mysle, ze Twoja żona potrzebuje pomocy, by uporać się samej ze sobą. Ja jej ból rozumiem, ale ona jest autodestrukcyjna. Naprawde po wyrażeniu bólu, złości, wypłakaniu się - trzeba, trzeba zacząć przechodzić do etapu uwalniania się od tych emocji. A to chyba tylko poprzez wybaczenie. Dla samej siebie. Żeby żółć nie zalała.
I tak jak czytam to co napisałeś to...fajny z Ciebie człowiek. Pisze jako zdradzona żona, więc doceń;) Ja bym Ci dała szansę, bo to co piszesz naprawdę wzrusza. Pomyślałam sobie, że może daj jej przeczytać te wpisy? Do mnie mój mąż napisał list, szczery i wzruszający. I powiem Ci, że to naprawdę troszkę otworzyło moje serce na niego. Bo zobaczyłam, że on - na co dzień zamknięty, nie mówiący o emocjach- ma w sobie ogrom uczuć do mnie. To mi bardzo pomogło w tym, by postarać się mu wybaczyć.
I moja rada - ona moze Cie odpychac, ranić, krzyczec - ale ona nie chce, bys przestał się starać. To ją trzyma, wiem po sobie. Tyle, ze efekt moze to miec tez odwrotny bo ona nie moze przez to wyjsc z roli ofiary, a Ty zbitego, skruszonego psa. Myślę, ze okazuj jej duzo milosci, lecz powiedz szczerze co czujesz. Ja bym jej pokazała Twoje wpisy. Jesli to nie roztopi jej serca to chyba faktycznie ona sie na Ciebie kompletnie zamknęła. I sądzę, że potzrebuje psychologa. To co przechodzi to OGROMNA trauma. Ja nie przezywałam tak śmierci mojego ukochanego (!) taty jak przeżywam zdradę, i to jednorazową. Nie sądzilam nigdy, ze tak mogloby mną zatrząść. Nigdy. Ja, silna, pewna siebie...Ale to bardzo pierwotne rzeczy wiesz - poczucie bezpieczeństwa, pewność jutra. To wszystko się burzy w jednej chwili. Dlatego to tak boli. Dla mnie przechodzenie tego szamba bez wsparcia jest po prostu dużym błędem, serio.
trzymaj się i życzę Ci, by udało Ci się dotrzec do serca żony. Bo naprawde masz w sobie wielką miłość do niej i to widać.
Mam nadzieje,ze Ci sie uda!

Napisałaś dokładnie to, co sobie kiedyś myślałam, że jeśli ktoś wykazuje tyle pracy nad sobą i autorefleksji to nie można tego, tak po prostu pominąć.
Po drugiej stronie, może to jakaś myśl jest, żeby twoja żona przeczytała Twoje myśli, w formie pisemnej zawsze inaczej, bez emocji i dodatkowych ozdobników.

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /

188

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Mój mąż mnie zdradzał przez rok. Z kobietą starszą od niego i ode mnie. Z dwójką dzieci nastoletnich ( ona rozwódka). Dzieliła mnie i męża odległość ponad 200 km ( praca męża dobre zarobki syn ma problemy z dostosowaniem się do zmian ma cechy ze spectrum autyzmu przeprowadzka nie wchodziła w grę) mieszkaliśmy tak dwa lata. Romans podejrzewałam wcześniej gdy przyjezdzałam to ja namawiałam męża na sex on był opryskliwy nerwowy na wiecznym fochu. Zajmował się synem rewelacyjnie jest super ojcem. Romans wydał się przypadkiem kolejny raz nie miał ochoty na seks. Poszedł spać sprawdziłam telefon znalazłam ją instruktorkę z siłowni przyciśnięty do muru zaprzeczał a jednocześnie krzyczał że mnie nie kocha. Wyjechałam do domu rozmawiałam z tą kobietą przez telefon zaprzeczyła ale tego samego wieczoru mąż się przyznał że ma romans ze zna jej rodzinę córki rodziców znajomych że zabierał ją na wyjazdy kupował prezenty ba był nawet u adwokata zapytać o rozwod. Nastepnego dni ja skontaktowałam się ze znajomą adwokatką. Od męża chciałam rozwodu z orzeczeniem o winie przedstawiłam mu na sucho swoją propozycje alimentów i podziału majątku plus kontakty z synem...i co następnego dnia mąż się obudził jak z amoku skomplał prosił żałował. Ja zainwestowałam reszte swoich zaskórniaków w detektywa po kilku dniach miałam informacje o tej kobiecie m.in gdy my bylismy na wakacjach ona miała romans z innym pozniej okazało się że to jej 3 żonaty kochanek jeden pracował w firmie męża po romansie rzucił pracę i wyjechał. Kobieta bez grosza przy duszy szukała sponsora z materiałam pojechałam do męża. Zbladł. Długo rozmawialiśmy zaproponował przeprowadzkę pomoc w znalezieniu dla mnie pracy i niezbędnej pomocy dla syna. Po kolejnych dwoch tygodniach zgodziłam się. Romans zakonczył sms-em. Przez rok miał szpiegujący program w iphonie. Sprawdzałam bez jego wiedzy co gdzie jak i po co przez rok spokój ideał faceta. Ja zapisałam się na siłownie przez rok gnębiłam tą kobiete swoim widokiem kiepsko to znosiła

189

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Mój mąż mnie zdradzał przez rok. Z kobietą starszą od niego i ode mnie. Z dwójką dzieci nastoletnich ( ona rozwódka). Dzieliła mnie i męża odległość ponad 200 km ( praca męża dobre zarobki syn ma problemy z dostosowaniem się do zmian ma cechy ze spectrum autyzmu przeprowadzka nie wchodziła w grę) mieszkaliśmy tak dwa lata. Romans podejrzewałam wcześniej gdy przyjezdzałam to ja namawiałam męża na sex on był opryskliwy nerwowy na wiecznym fochu. Zajmował się synem rewelacyjnie jest super ojcem. Romans wydał się przypadkiem kolejny raz nie miał ochoty na seks. Poszedł spać sprawdziłam telefon znalazłam ją instruktorkę z siłowni przyciśnięty do muru zaprzeczał a jednocześnie krzyczał że mnie nie kocha. Wyjechałam do domu rozmawiałam z tą kobietą przez telefon zaprzeczyła ale tego samego wieczoru mąż się przyznał że ma romans ze zna jej rodzinę córki rodziców znajomych że zabierał ją na wyjazdy kupował prezenty ba był nawet u adwokata zapytać o rozwod. Nastepnego dni ja skontaktowałam się ze znajomą adwokatką. Od męża chciałam rozwodu z orzeczeniem o winie przedstawiłam mu na sucho swoją propozycje alimentów i podziału majątku plus kontakty z synem...i co następnego dnia mąż się obudził jak z amoku skomplał prosił żałował. Ja zainwestowałam reszte swoich zaskórniaków w detektywa po kilku dniach miałam informacje o tej kobiecie m.in gdy my bylismy na wakacjach ona miała romans z innym pozniej okazało się że to jej 3 żonaty kochanek jeden pracował w firmie męża po romansie rzucił pracę i wyjechał. Kobieta bez grosza przy duszy szukała sponsora z materiałam pojechałam do męża. Zbladł. Długo rozmawialiśmy zaproponował przeprowadzkę pomoc w znalezieniu dla mnie pracy i niezbędnej pomocy dla syna. Po kolejnych dwoch tygodniach zgodziłam się. Romans zakonczył sms-em. Przez rok miał szpiegujący program w iphonie. Sprawdzałam bez jego wiedzy co gdzie jak i po co przez rok spokój ideał faceta. Ja zapisałam się na siłownie przez rok gnębiłam tą kobiete swoim widokiem kiepsko to znosiła

190

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Mój mąż mnie zdradzał przez rok. Z kobietą starszą od niego i ode mnie. Z dwójką dzieci nastoletnich ( ona rozwódka). Dzieliła mnie i męża odległość ponad 200 km ( praca męża dobre zarobki syn ma problemy z dostosowaniem się do zmian ma cechy ze spectrum autyzmu przeprowadzka nie wchodziła w grę) mieszkaliśmy tak dwa lata. Romans podejrzewałam wcześniej gdy przyjezdzałam to ja namawiałam męża na sex on był opryskliwy nerwowy na wiecznym fochu. Zajmował się synem rewelacyjnie jest super ojcem. Romans wydał się przypadkiem kolejny raz nie miał ochoty na seks. Poszedł spać sprawdziłam telefon znalazłam ją instruktorkę z siłowni przyciśnięty do muru zaprzeczał a jednocześnie krzyczał że mnie nie kocha. Wyjechałam do domu rozmawiałam z tą kobietą przez telefon zaprzeczyła ale tego samego wieczoru mąż się przyznał że ma romans ze zna jej rodzinę córki rodziców znajomych że zabierał ją na wyjazdy kupował prezenty ba był nawet u adwokata zapytać o rozwod. Nastepnego dni ja skontaktowałam się ze znajomą adwokatką. Od męża chciałam rozwodu z orzeczeniem o winie przedstawiłam mu na sucho swoją propozycje alimentów i podziału majątku plus kontakty z synem...i co następnego dnia mąż się obudził jak z amoku skomplał prosił żałował. Ja zainwestowałam reszte swoich zaskórniaków w detektywa po kilku dniach miałam informacje o tej kobiecie m.in gdy my bylismy na wakacjach ona miała romans z innym pozniej okazało się że to jej 3 żonaty kochanek jeden pracował w firmie męża po romansie rzucił pracę i wyjechał. Kobieta bez grosza przy duszy szukała sponsora z materiałam pojechałam do męża. Zbladł. Długo rozmawialiśmy zaproponował przeprowadzkę pomoc w znalezieniu dla mnie pracy i niezbędnej pomocy dla syna. Po kolejnych dwoch tygodniach zgodziłam się. Romans zakonczył sms-em. Przez rok miał szpiegujący program w iphonie. Sprawdzałam bez jego wiedzy co gdzie jak i po co przez rok spokój ideał faceta. Ja zapisałam się na siłownie przez rok gnębiłam tą kobiete swoim widokiem kiepsko to znosiła

191

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Mój mąż mnie zdradzał przez rok. Z kobietą starszą od niego i ode mnie. Z dwójką dzieci nastoletnich ( ona rozwódka). Dzieliła mnie i męża odległość ponad 200 km ( praca męża dobre zarobki syn ma problemy z dostosowaniem się do zmian ma cechy ze spectrum autyzmu przeprowadzka nie wchodziła w grę) mieszkaliśmy tak dwa lata. Romans podejrzewałam wcześniej gdy przyjezdzałam to ja namawiałam męża na sex on był opryskliwy nerwowy na wiecznym fochu. Zajmował się synem rewelacyjnie jest super ojcem. Romans wydał się przypadkiem kolejny raz nie miał ochoty na seks. Poszedł spać sprawdziłam telefon znalazłam ją instruktorkę z siłowni przyciśnięty do muru zaprzeczał a jednocześnie krzyczał że mnie nie kocha. Wyjechałam do domu rozmawiałam z tą kobietą przez telefon zaprzeczyła ale tego samego wieczoru mąż się przyznał że ma romans ze zna jej rodzinę córki rodziców znajomych że zabierał ją na wyjazdy kupował prezenty ba był nawet u adwokata zapytać o rozwod. Nastepnego dni ja skontaktowałam się ze znajomą adwokatką. Od męża chciałam rozwodu z orzeczeniem o winie przedstawiłam mu na sucho swoją propozycje alimentów i podziału majątku plus kontakty z synem...i co następnego dnia mąż się obudził jak z amoku skomplał prosił żałował. Ja zainwestowałam reszte swoich zaskórniaków w detektywa po kilku dniach miałam informacje o tej kobiecie m.in gdy my bylismy na wakacjach ona miała romans z innym pozniej okazało się że to jej 3 żonaty kochanek jeden pracował w firmie męża po romansie rzucił pracę i wyjechał. Kobieta bez grosza przy duszy szukała sponsora z materiałam pojechałam do męża. Zbladł. Długo rozmawialiśmy zaproponował przeprowadzkę pomoc w znalezieniu dla mnie pracy i niezbędnej pomocy dla syna. Po kolejnych dwoch tygodniach zgodziłam się. Romans zakonczył sms-em. Przez rok miał szpiegujący program w iphonie. Sprawdzałam bez jego wiedzy co gdzie jak i po co przez rok spokój ideał faceta. Ja zapisałam się na siłownie przez rok gnębiłam tą kobiete swoim widokiem kiepsko to znosiła

192

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Mój mąż mnie zdradzał przez rok. Z kobietą starszą od niego i ode mnie. Z dwójką dzieci nastoletnich ( ona rozwódka). Dzieliła mnie i męża odległość ponad 200 km ( praca męża dobre zarobki syn ma problemy z dostosowaniem się do zmian ma cechy ze spectrum autyzmu przeprowadzka nie wchodziła w grę) mieszkaliśmy tak dwa lata. Romans podejrzewałam wcześniej gdy przyjezdzałam to ja namawiałam męża na sex on był opryskliwy nerwowy na wiecznym fochu. Zajmował się synem rewelacyjnie jest super ojcem. Romans wydał się przypadkiem kolejny raz nie miał ochoty na seks. Poszedł spać sprawdziłam telefon znalazłam ją instruktorkę z siłowni przyciśnięty do muru zaprzeczał a jednocześnie krzyczał że mnie nie kocha. Wyjechałam do domu rozmawiałam z tą kobietą przez telefon zaprzeczyła ale tego samego wieczoru mąż się przyznał że ma romans ze zna jej rodzinę córki rodziców znajomych że zabierał ją na wyjazdy kupował prezenty ba był nawet u adwokata zapytać o rozwod. Nastepnego dni ja skontaktowałam się ze znajomą adwokatką. Od męża chciałam rozwodu z orzeczeniem o winie przedstawiłam mu na sucho swoją propozycje alimentów i podziału majątku plus kontakty z synem...i co następnego dnia mąż się obudził jak z amoku skomplał prosił żałował. Ja zainwestowałam reszte swoich zaskórniaków w detektywa po kilku dniach miałam informacje o tej kobiecie m.in gdy my bylismy na wakacjach ona miała romans z innym pozniej okazało się że to jej 3 żonaty kochanek jeden pracował w firmie męża po romansie rzucił pracę i wyjechał. Kobieta bez grosza przy duszy szukała sponsora z materiałam pojechałam do męża. Zbladł. Długo rozmawialiśmy zaproponował przeprowadzkę pomoc w znalezieniu dla mnie pracy i niezbędnej pomocy dla syna. Po kolejnych dwoch tygodniach zgodziłam się. Romans zakonczył sms-em. Przez rok miał szpiegujący program w iphonie. Sprawdzałam bez jego wiedzy co gdzie jak i po co przez rok spokój ideał faceta. Ja zapisałam się na siłownie przez rok gnębiłam tą kobiete swoim widokiem kiepsko to znosiła

193

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Urwało mi post. Koniec końców nadal jesteśmy razem było mi bardzo ciężko terapia leki alkohol. Rok lizałam rany nigdy nie wypominałam zdrady. Zadbałam o siebie psychicznie siłownia książki praca nad sobą. Jestem bardziej pewna siebie zdrada mnie rozwaliła a potem się poskładałam. Wiele nocy przepłakałam w łazience gryząc ręcznik żeby on nie usłyszał. Dziś kilka lat później jestesmy bardziej szczerzy otwarci spedzamy kazda wolna chwile razem we 2 i 3 ( z synem) przebaczyłam nie zapomniałam. Mąż się bardzo zmienił smiejemy się razem rozmawiamy jest inaczej albo tak jak było kilka lat przed zdradą. On wie że kolejnej szansy nie dostanie to był jedyny taki jego „wybryk”.

Posty [ 166 do 193 z 193 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018