ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1

Temat: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Witajcie,
Nie rozmawiałam jeszcze z nikim o moim problemie.
Jestem rozwiedzioną matką 10-letniego chłopca. Miałam kilka związków za sobą w międzyczasie. Wszystkie się posypały, jak mniemam ponieważ żaden nie był wystarczająco odpowiedzialny na związek z matką.
Pierwszy mnie bił, był alkoholikiem, choć wykształcony i mądry...
Drugi Nas olewał. Artysta. Nigdy go nie było. Po 3 latach ani myślał o zamieszkaniu razem.
Teraz jest trzeci... kiedy go poznałam, byłam niemal przekonana, że to tym razem powinno się udać. Jesteśmy razem od roku a ja już załamuję ręce.
Mieszkamy od kilku miesięcy i kłócimy się dzień w dzień. Powody? Pierdoły, ale rozgrywa się wszystko o mojego syna. Niby mają dobry kontakt...ale coś tu jest nie tak...
Mój partner jest uosobieniem ideału. Przystojny, wykształcony, empatyczny, skupiony na mnie i wylewny. Od 3 miesięcy jesteśmy zaręczeni. Problem polega na tym, że wszystko jest dobrze, dopóki ja nie mam jakiegoś "ale".
Podam przykład z dzisiaj rano:
Mój syn się rozchorował. Biegunka, wymioty, gorączka. Nie chcę go zostawiać ani na moment samego, mimo, że jest duzy. Różnie może być, kiedy byłam mała prawie zemdlałam w takim stanie i gdyby nie było dorosłych mogłabym sobie zrobić krzywdę.
Partner tego nie rozumie. Uważa, że powinnam jechać do sklepu i się nie przejmować.
Kiedy widzę jego brak wyobrazni w stosunku do mojego syna to mnie skręca, bo na swojego psa uważa z nadgorliwością.
Miałam jechać dziś do pracy i zostawić syna z nim, więc zmartwiłam się czy umie się zająć chorym dzieckiem. Kiedy przedstawiłam moje wątpliwości i dodała do tego, że jakiś od 2 dni jest wobec niego mało kontaktowy, bo nie wita się z nim rano, nie mówi mu dobranoc wieczorem i że się martwię...odpowiedział:

"przecież wiesz, że mam w tym tygodniu mnóstwo roboty i nie mam czasu na wiele rzeczy. wiedziałem, że ten związek jest bez sensu. wyprowadzam się po skończeniu mojego projektu w pracy. Ten związek się nigdy nie uda"
...
Grzecznie przytaknęłam i poczekałam aż wyjdzie z domu. Rozpłakałam się. Po raz kolejny. Znowu ze mną zrywa. Znowu popełniłam błąd dzieląc się z nim moimi wątpliwościami. Czuję, że już też zaczyna mi brakować sił na to wszystko.

Mój partner jest idealistą. Wszystko musi być bez zastrzeżeń. Nie rozumie, że jak są dzieci to nie zawsze tak się da. Wychował się z samotną matką i rozumie wiele spraw, ale kiedy dorastał, postanowił sobie, że założy rodzinę i w niej wszystko będzie grało. Dlatego też za każdym razem kiedy się ostrzej kłócimy, on mi zabiera pierścionek zaręczynowy, albo zrywa, wyprowadza się... raz się serio cały spakował i kiedy wróciłam z pracy zobaczyłam tylko pudła.
Szybko mu mija i już nie patrzę serio na te zrywania i obrażanie... ale to nie zmienia faktu, że cholernie mnie to boli. Jest ogólnie wspaniałym człowiekiem i muchy by nie skrzywdził z premedytacją, ale nie widzi tego jak mi jest trudno. Mój syn to dla mnie najważniejszy człowiek na świecie i już tak na zawsze pozostanie, dlatego będę zawsze się wypowiadała w jego imieniu i broniła jego dobra. Mój partner chyba nigdy tego nie zrozumie. A jeśli nie on to już nie chcę więcej się z nikim wiązać, bo to tylko oznacza, że żaden związek gdy się posiada dziecko nie jest możliwy do zrealizowania.

A może to ja jestem zbyt czepialska? Na pewno mam problem z tym, że się wszystkim zamartwiam i za dużo myślę. Szczególnie o moim synu. Im jest starszy tym bardziej się o niego martwię. Moje związki mogą go ranić i ta myśl nie daje mi spokoju. Chciałabym wychować go bez deficytów i problemów emocjonalnych, ale moje usilne próby niczego dobrego nie przynoszą. A może poświęcić się tylko macierzństwu? Tylko czy syn będzie szczęśliwy z matką, która nie ma swoich spraw poza nim, pracą, domem?

czy macie może jakieś refleksje na temat mojej sytuacji?
pozdrawiam
Lotta.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-05-14 10:36:22)

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Wydaje mi się, że chory 10-latek może zostać sam przez pół godziny-godzinę, żebyś Ty w tym czasie mogła zrobić zakupy czy skoczyć do apteki. Do łazienki sam chyba trafi żeby się załatwić i do kuchni też, żeby wziąć sobie wody.

Wydajesz mi się odrobinę przewrażliwiona, może dlatego, że syna wychowujesz sama.

Co do partnera... nie wydaje się być dobrym materiałem na towarzysza życia i potencjalnego opiekuna dla Twojego syna. Nie przepada za Twoim dzieckiem, a Ciebie też nie traktuje z szacunkiem, skoro ciagle z Tobą zrywa praktycznie bez powodu, a potem wraca.

Daj sobie czas, pobądź trochę sama. Twojej wartości nie określa fakt, że masz faceta przy sobie, tylko raczej to, ile już przeżyłaś, jaką jesteś kobietą i matką. Bez pośpiechu, ktoś to w końcu doceni i pokocha Cię właśnie za to.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

3

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Dziękuję za odpowiedź.
Paradoksalnie, mam wrażenie, że jestem bardziej wrażliwa na punkcie swojego syna odkąd jestem w związku. Oczywiście poszłam do sklepu i zostawiałam syna na chwilę. Przełamuję moje lęki i wcale nie uchodzę za nadopiekuńczą matkę. Ja z kolei miałam nadopiekuńczych rodziców i mimo, że uważam to za krzywdę to trochę brakuje mi od strony partnera tej opiekuńczości w kierunku mojego dziecka. Bo z tego co zauwazylam, on bardziej się o mnie martwi, a nie o dziecko.
Fasadowo - bo o mój ból przez to rozstawanie się już się mniej martwi.
Chciałabym dać sobie czas sama, naprawdę chciałabym. Tylko my mieszkamy razem i to by się wiązało z przeprowadzką - sama nie utrzymam wynajmu.

4

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Więc jesteś od niego zależna?

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

5

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Raczej on ode mnie wink
Po prostu wynajmujemy mieszkanie, na ktore samej nie byloby mnie stać. Musiałabym wynajac mniejsze i tansze. On by wrocil do swojej mamy, bo tylko sie dorzuca do opłat. To wynika z tego, że jest na stażu słabo płatnym.
Wyprowadzka to by było rozwiązanie, ale ja nie chcę juz fundowac mojemu synowi tylu zmian. Dopiero sie wprowdzilismy....

6 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-05-14 11:50:54)

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Nie chcesz fundować synowi tylu zmian, a chcesz mu zafundować opiekuna, który go ledwo akceptuje i nieszczęśliwą matkę...

Zastanów się i podlicz, co będzie lepsze, a co gorsze dla Twojego dziecka, ale również dla Ciebie samej.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

7

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

W moim odczuciu to twój facet jest toksyczny i zabiera tylko tobie radość życia Jest niestabilny emocjonalnie ale ty mu pozwalasz na wprowadzanie się i wyprowadzanie i jego fochy Myślę że właśnie dla dobra twojego dziecka powinnaś zakończyć tą znajomość Nie szukaj faceta na siłę bo to bez sensu Lepiej być samotnym i wieść spokojne życie niż znosić upokorzenia jakiegoś faceta który chce cię od siebie uzależnić

8

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Autorko, twój facet jest osobą, która lubi, by wszystko i wszyscy tańczyli, jak on zagra. Mieszkał sam z matką i tam pewnie nauczył się, że zawsze ktoś musi być kierownikiem. Jeśli w jego domu rodzinnym kierownikiem była matką , to on znane mi wzorce postępowania przenosi na wasz dom i w waszym związku jest po prostu swoją matką. Jeśli natomiast on rządził w domu rodzinnym, to chce, żeby tak było dalej i w waszym stadku.
Wy dopiero zaczynacie wspólne życie i nie macie jeszcze wypracowanych swoich pozycji wobec siebie i ról.
Wygląda na to, że w dość przykry sposób docueracue się po prostu i jeśli ty zrezygnujesz z marzeń o partnerskim związku i całkowicie mu się poddasz, wtedy być może on będzie zadowolony, bo będzie miał władzę nad matką i twoim synem.
Te jego zrywania, straszenie cię odejściem od ciebie są zwykłym szantazowaniem ciebie, żebyś wreszcie nauczyła się z nim rozmawiać, by nie działać mu na nerwy. Czyli czeka cię całkowite podporządkowanie w każdych kwestiach waszego życia.
On do kobiety z dzieckiem absolutnie się nie nadaje. Nie wiadomo czy za jakiś czas on znienawidzi twojego chłopca, bo znając ciebie on wie doskonale, że syn jest i będzie dla ciebie najważniejszy.

9

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Znam to jak przy każdej kłótni o byle pierdołę on pakuje walizki i mówi że to koniec i że się wyprowadza. To po pierwsze jest dziecinne a po drugie to jest szantaż żebyś zrobiła tak jak on chce. I tak jak ci inni piszą - w każdej dziedzinie tak będzie. Jak człowiek chce to się psiego ogona przyczepi i może szantażować o wszystko. Dorośli zdrowi ludzie nie wpadają w histerię i nie pakują walizy przy każdym nieporozumieniu tylko siadają i kulturalnie rozwiązują problem przez rozmowę. I dają sobie spokój z szantażami, manipulacjami, odwracaniem kota ogonem i innymi takimi zagrywkami. Uważaj na niego. Może usiądźcie i powiedz mu żeby spokojnie ci powiedział jak się czuje i co potrzebuje w tym konkretnym momencie kiedy już widzisz że znowu się zaczyna pakować. Ale jeżeli to dłużej potrwa to zwariujesz, przecież nie wiesz kiedy na prawdę się wyprowadzi...ciężko żyć w takiej niepewności. Myślę, że twojemu synowi też.

10 Ostatnio edytowany przez SaraS (2019-05-19 08:55:03)

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Zagrywki z wyprowadzaniem się, zrywaniem i obrażaniem - dziecinne i żałosne. Jeśli on tak reaguje na większość problemów, słabo to widzę.

Z drugiej strony wydaje mi się, że do pewnego stopnia można go zrozumieć (nie to, co robi, ale - dlaczego to robi). Piszesz, że Twoje dziecko jest dla Ciebie najważniejsze, sprawiasz wrażenie osoby nieco nadopiekuńczej (dziesięciolatek z biegunką, który nie może zostać na chwilę sam?), do tego chciałabyś, żeby partner okazywał więcej troski względem Twojego syna; stwierdziłaś, że on się bardziej martwi o Ciebie niż o niego.
Rozumiem, że chciałabyś idealnej rodziny, w której partner kocha i troszczy się o Twoje dziecko tak samo, jak Ty. Z drugiej strony - w związkach, gdzie żadna ze stron dzieci nie ma - naturalnym jest, że to partnerzy stają się dla siebie najważniejszymi osobami. Zgaduję, że dla Twojego partnera to nie jest najwygodniejsza na początku sytuacja - bo raczej nikt, wyobrażając sobie potencjalny związek, nie myśli "poznam miłą panią z dzieckiem, które będzie dla niej ważniejsze ode mnie, i ja o to dziecko przede wszystkim będę się troszczył" - a tu nie dość, że musi się z tym oswoić (co innego nie mieć nic przeciwko "na sucho", w rozmowie, a co innego - przekonywać się, jak to wygląda w praktyce), to jeszcze Ty życzysz sobie/wymagasz/chcesz, żeby on przejawiał więcej, powiedzmy, ojcowskich zachowań. Choćby z tą troską: musi się pogodzić, że Ty będziesz się bardziej troszczyła o dziecko niż o niego, podczas gdy u niego Ty będziesz na pierwszym miejscu... a Ty, zamiast już w tej kwestii zauważyć, że to nie jest dla partnera idealna sytuacja, chciałabyś jeszcze więcej, chciałabyś, żeby i on większą uwagę przykładał do Twojego dziecka. Przecież wy mieszkacie razem dopiero od paru miesięcy. To trochę krótko, żeby oczekiwać większej zażyłości na linii partner - dziecko. On nie miał jeszcze czasu, żeby się przywiązać i zacząć przejmować (a obawiam się, że takie próby narzucania mu tego, tylko pogarszają sytuację). Ot, generalnie brakuje mi tutaj zrozumienia z Twojej strony względem sytuacji, w której znalazł się partner, i jego emocji.

11

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Cyngli zapytała, czy jesteś zależna od niego finansowo:

Koko88 napisał/a:

Raczej on ode mnie wink
Po prostu wynajmujemy mieszkanie, na ktore samej nie byloby mnie stać. Musiałabym wynajac mniejsze i tansze. On by wrocil do swojej mamy, bo tylko sie dorzuca do opłat. To wynika z tego, że jest na stażu słabo płatnym.
..

To znaczy, że częściowo go dofinansowujesz. Czy tylko w opłatach? A jaki ma współudział finansowy w prowadzeniu gospodarstwa domowego?
Może stąd jego powroty, bo rozstanie z tobą, po prostu mu się  nie kalkuluje.

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

12 Ostatnio edytowany przez Koko88 (2019-05-21 22:45:06)

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?
ulle napisał/a:

Autorko, twój facet jest osobą, która lubi, by wszystko i wszyscy tańczyli, jak on zagra. Mieszkał sam z matką i tam pewnie nauczył się, że zawsze ktoś musi być kierownikiem. Jeśli w jego domu rodzinnym kierownikiem była matką , to on znane mi wzorce postępowania przenosi na wasz dom i w waszym związku jest po prostu swoją matką. Jeśli natomiast on rządził w domu rodzinnym, to chce, żeby tak było dalej i w waszym stadku.

Ulle, dziękuję za odpowiedź. Rzeczywiście odkąd z nim jestem ciągle się przewija wątek władzy, jak nigdy w żadnym moim związku tego tematu nie podejmowałam wcześniej. Znamienne jest, że rozstał się z ex po 7 latach i poszło o jej zdradę ale i ogromny problem pt. rywalizacja w związku. Taka rywalizacja to nie moja bajka i dlugo trwało zanim mi uwierzył, że nie planuję walczyć o wszystko. Kiedy jednak to zrozumiał poczułam się wykorzystywana. Dziwne...

Sara S: dziękuję za wyczerpującego posta. Rzeczywiście musi mu być ciężko. Staram się o tym pamiętać na codzień, jednak kiedy są takie sytuacje jak dzisiaj (znowu była kłótnia), trudno mi go bronić. Poszło znowu o syna, którego postanowił przepytać z angielskiego. Mój syn po swoim ojcu niestety bywa zarozumiały, dlatego w którymś momencie poprawił w czymś mojego partnera, bo się przejęzyczył. Dla mnie normalna sytuacja - dla niego obraza majestatu. Starałam się jakoś załagodzić sytuację, ale on już był w stanie pt "gnojek nie będzie pyskował, nie ma za grosz szacunku do dorosłych, będzie takim samym chamem bezuczuciowym jak jego ojciec" - mówił to poza obecnością mojego syna. W pewnym momencie powiedziałam mu, że też nie zawsze jest wrażliwy, na przykład teraz wobec mnie, bo właśnie obraża moje dziecko i że sam się dziecinie uniósł honorem a nic takiego się nie stało. Na co on powiedział, że sama jestem dziecinna i się obraził.

Żyworodka: dorzuca się do opłat. Ja opłacam jakieś 80%. Niestety tak to wyglada narazie i sama się na to zgodziłam po to, żeby być ze sobą blisko. Inaczej się nie da, ale za rok będzie miał normalne dochody.

13

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Hm, to jest trudna sytuacja, więc ja może nie chcę radzić, a tylko zwrócić na coś uwagę. Jak tak obserwuję dzieciate koleżanki i często słyszę różnego rodzaju skargi na ich partnerów - że się za mało zajmują, za mało pomagają, generalnie - za mało wszystko. A znowuż jak mam okazję być u nich i naocznie sprawdzić, jak wygląda sytuacja, to często jest tak, że facet robi z dzieckiem coś tam, a potem słyszy, że zrobił źle - zabawa o zbyt późnej godzinie, nie takie ubranka, nieodpowiedni posiłek itd. I zawsze mnie to zastanawia - z jednej strony chcą, żeby oni, jako ojcowie, poświęcali dzieciom więcej uwagi, z drugiej - nie pozwalają im podejmować decyzji/krytykują je. Innymi słowy, mężczyzna ma mieć obowiązki ojca, ale prawa - nie. Co śmieszne, pracuję z parą, która wychowuje dziecko dziewczyny z poprzedniego związku. Ile bym rozmów nie słyszała, z każdej wynika, że mężczyzna ma do powiedzenia tyle samo w kwestii dziecka, co matka, która je urodziła. I twierdzi, że je kocha jak swoje. Znaczy - da się. wink Ale założę się, że nigdy - nawet jako argument niewypowiedziany, ale taki, którego wszyscy są świadomi - nie padło, że ostateczna decyzja należy do niej, bo ona jest matką.

I teraz tak. Ja absolutnie nie uważam, że wszystko się ułoży, jeśli dasz partnerowi "prawo (równoważnego) głosu" w kwestii dziecka, bo dla mnie zachowania tego mężczyzny są, jak pisałam wcześniej, dziecinne i żałosne, więc dobrze bym się nad tym zastanowiła. Tak mi się tylko rzuca w oczy to, że Ty z jednej strony byś chciała, żeby więcej uwagi poświęcał dziecku, z drugiej - nie bardzo podoba Ci się to, co on chciałby zrobić (zostawienie dziecka w domu, reakcja na zwrócenie uwagi itd.). W takim układzie to nie wyjdzie po prostu, bo nikt nie będzie chciał być tatusiem, jeśli miałoby to polegać wyłącznie na spełnianiu obowiązków względem dziecka, jednocześnie bez żadnych praw, decyzji, będąc ostatecznie zależnym od tego, co powiesz Ty - trochę tak, jakby miał wypełniać Twoją wolę i nic ponadto. A przecież i biologiczni rodzice nie zawsze zgadzają się ze sobą. Niestety, coś za coś.

I tak na marginesie, znowu - zachowanie Twojego partnera po zwróceniu uwagi przez dziecko - idiotyczne. Ale z drugiej strony (ja chyba mam zadatki na adwokata diabła, przepraszam!) też trudno oceniać po jednej sytuacji. Co innego zwrócić uwagę na błąd (co się powinno przyjąć na klatę i jeszcze podziękować), a co innego czepiać się oczywistego przejęzyczenia, co zresztą przez zarozumiałość dziecka mogło być zwyczajnie bezczelne/przemądrzałe/nieprzyjemne w jakikolwiek inny sposób i pewnie stało się nie pierwszy raz. Tu już oczywiście zgaduję, ale skoro dziecko jest zarozumiałe, to bardzo prawdopodobne. I dla wszystkich innych pewnie dużo bardziej rażące niż dla Ciebie - bo Ty jednak to dziecko kochasz. Tutaj zamiast wielkiej obrony dziecka i krytyki zachowania partnera można było zaproponować coś innego - wspólną pracę nad tą zarozumiałością z jednoczesnym zaznaczeniem, że pewne reakcje na takie zachowanie dziecka są przesadą.

Trochę elaborat mi wyszedł, ale temat jest dla mnie interesujący. Bo owszem, zachowania partnera są często nieodpowiednie, ale jednocześnie gdzieś mi tam cały czas przebija to, że cały czas okazujesz, że syn jest dla Ciebie ważniejszy. Dużo ważniejszy. I to pewnie naturalne, tylko że w tych "starciach" właściwie wychodzi na to, że przy tym wszystkim partner jest mało ważny. Ot, jak mu się nie spodoba zachowanie Twojego syna, to Ty weźmiesz dziecko w obronę - i niby fajnie, tylko nikt nie będzie chciał żyć w domu, w którym a) ewidentnie jest najmniej liczącą się ze wszystkich osobą, b) jego odczucia (np. syn go uraził, jakkolwiek głupio to brzmi w kwestii dziecka i dorosłego faceta; prawo do emocji niech ma każdy) również są nieistotne, jeśli przyjdzie im konkurować z odczuciami kogoś innego.

Ale, jak mówię, to żadne rady, takie przemyślenia raczej - bo sytuacja skomplikowana, partner, powiedziałabym, średnio umie w relacje, o dziecku myśleć trzeba, ale o partnerze - skoro już się takiego wybrało - też. A rozstać się zawsze zdążycie.

14

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?
Koko88 napisał/a:

.. .Rzeczywiście odkąd z nim jestem ciągle się przewija wątek władzy, jak nigdy w żadnym moim związku tego tematu nie podejmowałam wcześniej. Znamienne jest, że rozstał się z ex po 7 latach i poszło o jej zdradę ale i ogromny problem pt. rywalizacja w związku. Taka rywalizacja to nie moja bajka i dlugo trwało zanim mi uwierzył, że nie planuję walczyć o wszystko. . .

...Żyworodka: dorzuca się do opłat. Ja opłacam jakieś 80%. Niestety tak to wyglada narazie i sama się na to zgodziłam po to, żeby być ze sobą blisko. Inaczej się nie da, ale za rok będzie miał normalne dochody.

To on walczy o władzę w domu.
Za władzą idą pieniądze,  a on jest w tym cieniutki. Stąd jego frustracje, poczucie niższości,  bo zdaje sobie sprawę,  że  ty ciągniesz ten wóz. Moim zdaniem
,czuje się  sponsorowany,  niczym utrzymanek. Jego ego cierpi.
Pytanie: prawda,  czy fałsz?

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

15 Ostatnio edytowany przez BulgGirl (2019-05-23 22:27:18)

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Przeczytałam początek. I... jak to mówię, do 3 razy sztuka. Szukaj u siebie problemu, nie u innych.

@SaraS bardzo mądre obserwacje z Twojej strony.

16

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Serdecznie dziękuje dziewczyny za Wasze opinie.
Sara: czy nie jesteś czasem psychologiem? Albo wróżka jakaś? wink wyobraź sobie, ze jeszcze tego samego dnia kiedy przeczytałam Twojego posta, mój facet powiedział mi szczerze o swoich odczuciach i powiedział w 100% to samo co napisałaś. Od tamtego czasu postanowiłam się zmienić i przestać się czepiać i doszukiwać oznak jego braku zaangażowania. To zaprocentowało i nagle stał się w ciągu kilku dni wspaniałym człowiekiem dla mojego dziecka. Kiedy byliśmy w sklepie i kupował deser dla siebie i dla mnie a dla mojego syna już nie to nic nie powiedziałam. Normalnie bym pokazała poirytowanie ale tym razem postarałam się potraktować to jak troska o jego zdrowie. W domu podzielił się z nim swoim deserem smile to działa.
Niestety wczoraj wszystko się posypało znowu ale tym razem nie poszło o dziecko. Byliśmy na imprezie u znajomych. Spotkałam tam stara znajoma i przegadalysmy pół godziny nieco odizolowane od reszty ponieważ opowiadała mi o swoich problemach w małżeństwie. Być może faktycznie należało się umówić i pogadać osobno ale wiecie jak to jest.. nie ma nigdy czasu a wino i rozmowy mocno idą w parze. Było ok, mój facet zaśmiał się ze znowu udzielam porad psychologicznych a inna koleżanka odpowiedziała mu „ona zawsze tak”. Namienie, ze mam problem z grupowymi rozmowami bo trudno mi się skupić na takiej wielogłosowość dlatego zawsze preferowałam rozmowy indywidualne. Było miło i kiedy wróciliśmy do domu mój narzeczony był jakiś nie w sosie. Zaczęłam go ciągnąć za język i się przyznał, ze zostawiłam go na pół godziny i nie gadałam ze wszystkimi tylko z ta jedna znajoma i użył takich słów „to niekulturalne, a poza tym nikt tak nie robi, ja się z czymś takim w życiu nie spotkałem”. Właściwie to wykrzyczał to. Ja oczywiście zareagowałam nerwowo i tylko rzuciłam „odwal się”. Od tamtego czasu już nic nie mówiłam a on zaczął mi wyciągać wszystkie najgorsze brudy typu „jesteś egoistka, ty zawsze najbardziej poświęcasz uwagę koleżaneczkom, zachowujesz się beznadziejnie, niby jesteś antropologiem a nie rozumiesz, ze komuś może takie zachowanie przeszkadzać” itp. Strasznie mnie to zabolało, ponieważ jak zwykle powołał się na moje wartości aby mnie skrytykować. Tak już było wiele razy.
Dziewczyny naprawdę chciałabym bardzo usłyszeć, ze to ze mną jest coś nie tak, bo wtedy bym wiedziała nad czym pracować. Co o tym z kolei myślicie? Jestem chamska i nerwowa? Czy może to on jest czepialski? Już nie daje rady psychicznie...

17

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Ani wróżką, ani psychologiem, do tego poziom empatii mam pewnie gdzieś w okolicy zera. ;p A na poważnie - fajnie, że ten element się zaczął układać. smile

Tak sobie przeczytałam to, co napisałaś, i myślę, że wy przede wszystkim macie problem z komunikacją (nie roztrząsam na razie, kto sytuację sprowokował, tylko samą... metodę rozmów, powiedzmy): on milczy, Ty naciskasz, on krzyczy, Ty odpowiadasz tak samo... Ja wiem, że emocje, ale, cholera, wszystko nie tak. Milczy - może foch, a może po prostu potrzebuje trochę czasu na przemyślenia przed rozmową? Jeśli to drugie, to powinien Cię o tym poinformować, żeby Cię uspokoić i żebyś nie miała, hm, potrzeby tak naciskać. Potem on krzyczy - no to jest trochę dramat, w ogóle z Twoich postów wynika, że on dużo krzyczy, ale Ty na to - to samo, "odwal się" i po sprawie. A może jakieś "nie podnoś na mnie głosu", wypowiedziane chłodno i spokojnie, zamiast tego?

I teraz druga sprawa - jak zawsze, trudno takie coś oceniać i radzić, bez znajomości wszystkiego, co się za tym kryje. Bo to mogło być niepowiązane z niczym i facet sobie pokrzyczał "bo tak". Ale może jednak coś się za tym kryje? (Tzn. zakładam, że gdyby po prostu był palantem i awanturnikiem, to byś z nim nie była wink). Może źle się czuje zostawiony sam w towarzystwie? Może nawet o tym wspominał? A może nie wspominał, bo uznał, że skoro idziecie razem, to bawicie się razem, więc nie sądził, że trzeba o tym mówić? A może... cokolwiek, co sprawiło, że dla niego Twoje zniknięcie z koleżanką na dłuższy czas, było czymś gorszym, niż można by się spodziewać? Ja go nie usprawiedliwiam, nie, ale jednak winy doszukiwałabym się w tym, jak wyglądają Wasze rozmowy... On coś krzyknie, Ty się złościsz i odpowiadasz tym samym... Tym bym się zajęła na Waszym miejscu; kwestia spędzenia czasu z koleżanką to przy tym małe piwo.

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018