Długi friendzone - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 57 z 57 ]

39

Odp: Długi friendzone
anderstud napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
anderstud napisał/a:

Mózgi są do czego innego, między innymi do ogarniania zasobów i gadki, którymi możemy Wam imponować.
Żeby każdą zaciągnąć do łóżka smile

Wow, jaka bezpośredniość i szczerość!

Biologia raczej.

Świetnie rozumiem. Doceniam po prostu to, że nie owijasz w bawełnę ;-)

Zobacz podobne tematy :

40 Ostatnio edytowany przez Mordimer (2019-05-05 16:42:17)

Odp: Długi friendzone
anon2019 napisał/a:

Witajcie, jestem 20 latkiem, moja obecność tutaj to przykład krańcowej desperacji. Ubiegam się o względy jednej i tej samej kobiety 5 lat, całość jest jednak nieco bardziej skomplikowana niż jedynie niespełniona miłość szkolna. Od zawsze dzieliła nas odległość wielu kilometrów, ja studiowałem w Polsce, ona mieszkała w UK. Ostatecznie po powrocie do Polski nadal dzieli nas 400km. Jestem atrakcyjnym mężczyzną, łączę studia z zarobkami na siebie, nie mam problemu z przebywaniem w towarzystwie, w zasadzie to nie mam żadnych problemów z wyjątkiem jej-beztroskiej ślicznej blondynki. Jednak w naszej relacji wyjątkowa jest więź dusz-atrakcyjność schodzi na drugie miejsce. Rozumiemy się bez słów, mamy identyczny humor, rozmawiamy telefonicznie po kilka godzin dziennie.
Co do związków, jest z jakimś typem 3 lata? Odrzuciła jego zaręczyny, nie kocha go. Ja w międzyczasie byłem w dwuletnim związku, to nie to. Relacje z innymi dziewczynami nudzą mnie, wiem że chce się angażować tylko w relację z tą jedyną. Oboje odczuwamy ogromną radość z rozmów, często rozmawiamy na bardzo poważne tematy całymi godzinami.
Dnia dzisiejszego dowiedziałem się otwarcie, że nie widzi we mnie nikogo więcej poza przyjacielem. Nie widzi mnie w związku z nią.
Pytanie proste, zapewne były inne wątki ale jestem nazbyt wyczerpany żeby szukać : jak o niej zapomnieć, odciąć się od niej? Całość trwa jak wspomniałem 5 lat, z różnymi częstotliwościami, jednakże dominuje moje życie codziennie, naukę, angażowanie się w inne relacje. W skrócie, wszystko sprowadza się do niej, chociaż mam spory wachlarz możliwości wiem czego chcę, a jednak dostać nie mogę. Nie daje już rady.
Co do niej : wiecznie beztroska bardzo atrakcyjna kobieta, wytrawny, specyficzny zaczepny humor. Pochodzi z małej wsi, ma kilku starszych braci (podejrzewam, że stąd czuje przyciąganie do starszych mężczyzn). Nie boi się wyzwań i przygód, jednak ogranicza ją rodzina która bardzo by chciała żeby została z aktualnym partnerem.
Co do mnie : mam dosyć, chcę się zakochać w kimś innym, z wzajemnością i to tej innej osobie oddawać tyle, ile daje jej. Nigdy nie byłem tak przybity, przepraszam za merytoryczną wartość wypowiedzi, ale ciężko jest przelać emocje "na papier".

Proszę o porady, pytania, przykłady z życia lub opis doświadczenia waszych podobnych sytuacji.
Pozdrawiam

Kończ waść, wstydu oszczędź. Tego kwiatu to pół światu. Szkoda czasu i energii. Zresztą ty i tak jej nie kochasz Twój mózg jest zalany fenyloetyloaminą czyli hormonem "miłości". Po prostu kochasz emocje jakie ona w tobie wywołuje. Raczej potencjalne emocje. Kochasz swoje wyobrażenia o niej samej. I nic po za tym. To wszystko dzieje się w twojej głowie. Zresztą to za długo już trwa. Powtórzę jeszcze raz. Szkoda czasu i energii. I tak nic z tego nie będzie.

"Świat jest teatrem, w którym nie grają zazwyczaj jednej sztuki naraz. Tutaj człowiek przychodzi, by obejrzeć groteskę lub komedię, by pośmiać się i odpocząć, a oto nagle komedia zamienia się w tragedię lub też komedia i tragedia toczą się jednocześnie, czasem nawet z tymi samymi bohaterami występującymi na scenie."

41

Odp: Długi friendzone
Znerx napisał/a:
Monoceros napisał/a:

Czy w każdej kobiecie się facet zakochuje? W każdej ładnej koleżance? Nieatrakcyjna koleżanka nie ma co liczyć na pomoc we wniesieniu mebli?

Czy każda poznana kobieta zostaje Twoją przyjaciółką?
Nie? No widzisz... ale jak się spędza razem czas, jest fajnie, dobrze się rozmiecie, itd...

No to przełóż to na relacje damsko-męskie. Jak mężczyzna spotyka się z kobietą, dobrze się rozumieją, czas spędza się ciekawie, ogólnie fajnie to co się stanie? wink Zaraz się skończy zauroczeniem, jednej ze stron, albo romansem.

No i tu się rozmijamy. Owszem, czasem tak, mocniej bije serce... czasem tak, a czasem się takie miłe spędzanie czasu razem w nic nie przeradza, nie ma chemii i już. Nie masz takich koleżanek, z którymi fajnie się spędza czas, miło, ciekawie, a jednak nic do łóżka nie ciągnie? Trudno mi to sobie wyobrazić, że nie masz big_smile Poważnie, jakkolwiek do tej pory mi było super jeździć na wypady w góry, chodzić na piwo, przytulać się i gadać o wszystkim, to ani mi ani mojemu przyjacielowi w naszą stronę nic nie drgęło (a w sumie szkoda, bo całkiem rozsądny facet), a dogadujemy się lepiej niż on ze swoją obecną dziewczyną.

Nie wiem, jak to jest, bo miałam relacje gdzie bliskość emocjonalna przechodziła w zauroczenie, a czasem nie. Więc moim zdaniem - nie musi być tak jak piszesz "zaraz skończy się zauroczeniem".

Jestem ciekawa, czy mężczyźni dlatego unikają przyjaźni z kobietami, bo są przekonani, że zakochanie jest nieuniknione, a chcą sobie tego oszczędzić? Czy dlatego kulturowo kobieta dla mężczyzny może pełnić rolę matki, siostry lub kochanki i nikogo więcej, bo tak się o tym mówi?

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

42 Ostatnio edytowany przez Mystery_ (2019-05-05 17:05:45)

Odp: Długi friendzone
Monoceros napisał/a:

Jestem ciekawa, czy mężczyźni dlatego unikają przyjaźni z kobietami, bo są przekonani, że zakochanie jest nieuniknione, a chcą sobie tego oszczędzić?

Ja tak. Raz się sparzyłem i mi wystarczy. Gdy spotykam fajną, ładną dziewczynę i dowiaduje się, że ma chłopaka to od razu załącza mi się instynkt samozachowawczy i wychładzam relacje.

Serce mówi bardzo spokojnym, cichym głosem, nie krzyczy.

43

Odp: Długi friendzone
Monoceros napisał/a:

No i tu się rozmijamy. Owszem, czasem tak, mocniej bije serce... czasem tak, a czasem się takie miłe spędzanie czasu razem w nic nie przeradza, nie ma chemii i już.

Tylko trzeba być jeszcze "wyglednym" wink w takim ogólnym sensie, nie żadne tam miss/ter instagrama czy coś. W końcu jak ktoś jest całkowicie na "nie" to spędzanie czasu nie pomoże.
Przecież najwięcej związków jest/było w czasach przed tinderowych właśnie z takich sytuacji: praca, szkoła, uczelnia, kursy, itd... Romansów też jest (pewnie?) najwięcej z ludźmi z pracy. Czyli, jak spędzasz z kimś dużo czasu to szanse na "chemię" rosną.   

Nie masz takich koleżanek,

Tylko tam było o "przyjaźnieniu się", a nie o koleżankach np.: z pracy. Chyba, że dla Ciebie znajomy/kolega/przyjaciel to synonimy.

, przytulać się i gadać o wszystkim, to ani mi ani mojemu przyjacielowi w naszą stronę nic nie drgęło (a w sumie szkoda, bo całkiem rozsądny facet), a dogadujemy się lepiej niż on ze swoją obecną dziewczyną.

Daj mu tylko jakiś znak, że jesteś gotowa na wejście z nim w związek/pójście do łóżka. Jak się nie skusi to przyznamy Ci komisyjnie racje.

nie musi być tak jak piszesz "zaraz skończy się zauroczeniem".

Oczywiście, że nie musi ale taka jest "psychologiczna prawidłowość". wink

44

Odp: Długi friendzone
anderstud napisał/a:
beacia96 napisał/a:

CatLady- z tym "dostępem o krocza" to się z Tobą zgodzę. Odnoszę wrażenie, że dla facetów to priorytet- przymilić się, a potem wykorzystując zdobyte zaufanie zaciągnąć do łóżka. To jest obrzydliwe...

Czyżby? Jeśli to jest takie obrzydliwe, to jak w takim razie nazwać to, że przecież każda z Was doskonale zdaje sobie z tego sprawę
i bez mrugnięcia okiem ten fakt wykorzystuje, chociaż oczywiście żadna się nigdy nie przyzna, czego nawet nie oczekuję, bo nie o to tu chodzi.
Ja swoje wiem i nikt mnie nie przekona,

Ciężko dyskutować, gdy operuje się wyrażeniami typu 'każda kobieta'. Nie każda. Nie każda to zauważy. Nie każda z tych, które zauważą, będzie chciała to wykorzystywać. Dla mnie przyjaźń to jest coś bardzo cennego w życiu, czy z mężczyzną, czy z kobietą. Nie przyjaźnię sięz facetami, by skrycie ich w sobie rozkochiwać i wykorzystywać do wnoszenia szaf i lodówek. Ale Ciebie nikt nie przekona, bo swoje wiesz i uważasz, że tak tylko się wykręcam. Znowu wina kobiet, że faceci głupi i że zachowują się jak psy na widok suki w rui...

Beacia96,
też tak to odbieram - brzydzi mnie takie podejście. Dla mnie przyjaźń to wartość sama w sobie, ale dla faceta droga do celu - wiadomo jakiego. Ciężko uwierzyć w męską szczerość i życzliwość, jeśli, jak twierdzi Anderstud, facetom zawsze chodzi o jedno.

45

Odp: Długi friendzone
CatLady napisał/a:

Znowu wina kobiet, że faceci głupi i że zachowują się jak psy na widok suki w rui...

Przychodzi roztacza swoje feromony z powabem, i zabawia ciekawą rozmową. A potem twierdzi, że nie wie o co chodzi. I kto tu jest głupi big_smile

Serce mówi bardzo spokojnym, cichym głosem, nie krzyczy.

46

Odp: Długi friendzone
CatLady napisał/a:
anderstud napisał/a:
beacia96 napisał/a:

CatLady- z tym "dostępem o krocza" to się z Tobą zgodzę. Odnoszę wrażenie, że dla facetów to priorytet- przymilić się, a potem wykorzystując zdobyte zaufanie zaciągnąć do łóżka. To jest obrzydliwe...

Czyżby? Jeśli to jest takie obrzydliwe, to jak w takim razie nazwać to, że przecież każda z Was doskonale zdaje sobie z tego sprawę
i bez mrugnięcia okiem ten fakt wykorzystuje, chociaż oczywiście żadna się nigdy nie przyzna, czego nawet nie oczekuję, bo nie o to tu chodzi.
Ja swoje wiem i nikt mnie nie przekona,

Ciężko dyskutować, gdy operuje się wyrażeniami typu 'każda kobieta'. Nie każda. Nie każda to zauważy. Nie każda z tych, które zauważą, będzie chciała to wykorzystywać. Dla mnie przyjaźń to jest coś bardzo cennego w życiu, czy z mężczyzną, czy z kobietą. Nie przyjaźnię sięz facetami, by skrycie ich w sobie rozkochiwać i wykorzystywać do wnoszenia szaf i lodówek. Ale Ciebie nikt nie przekona, bo swoje wiesz i uważasz, że tak tylko się wykręcam. Znowu wina kobiet, że faceci głupi i że zachowują się jak psy na widok suki w rui...

Beacia96,
też tak to odbieram - brzydzi mnie takie podejście. Dla mnie przyjaźń to wartość sama w sobie, ale dla faceta droga do celu - wiadomo jakiego. Ciężko uwierzyć w męską szczerość i życzliwość, jeśli, jak twierdzi Anderstud, facetom zawsze chodzi o jedno.

To nie jest tak, że zawsze chodzi o jedno, przyjaźń damsko-męska zdarza się, ale taka prawdziwa przyjaźń bez podtekstów i liczenia na seks, ma miejsce raczej tylko wtedy, gdy ta kobieta nie pociąga faceta seksualnie; tyle, że tu znów jest problem, bo większość mężczyzn nie będzie w ogóle skłonnych utrzymywać bliższych relacji z kobietą, na którą w ten sposób nie patrzą. To można odbierać przykro, ale niestety, zazwyczaj tak działa. Więc przyjaźnie są wyjątkowe, mężczyźni, którzy je utrzymują, też w jakiś sposób wyjątkowi, tak trzeba to widzieć. I warto o te przyjaźnie dbać. Przyjaźń może być też po związku, kiedy uczucia już wygasły, ale nadal ludzie się lubią, rozumieją i mają o czym rozmawiać. Ja się przyjaźnię z ex. Ale to jest pierwsza tego typu sytuacja.
Zwykła życzliwość, bycie pomocnym, uczynnym - w tym niekoniecznie musi chodzić o seks. Nie przesadzajmy z tym noszeniem szaf... smile

/Każdy może na ciebie spojrzeć, lecz spotkanie kogoś, kto widzi ten sam świat co ty, jest zjawiskiem dość rzadkim./

47

Odp: Długi friendzone

Nie ma sensu się w takiej sytuacji przyjaźnić chyba że tylko po to, żeby się zamęczać. Zawsze gdzieś będzie nadzieja, że ta druga osoba się zakocha, ale obiektywnie szanse na to nie są za duże skoro już sie trochę znacie.

48

Odp: Długi friendzone
Majusza napisał/a:

Nie ma sensu się w takiej sytuacji przyjaźnić chyba że tylko po to, żeby się zamęczać. Zawsze gdzieś będzie nadzieja, że ta druga osoba się zakocha, ale obiektywnie szanse na to nie są za duże skoro już sie trochę znacie.

O mnie piszesz?
Jeśli tak, to nie wiem, czym ktoś kogoś tu zamęcza. Nie ma żadnych 'nadziei' po żadnej stronie.

/Każdy może na ciebie spojrzeć, lecz spotkanie kogoś, kto widzi ten sam świat co ty, jest zjawiskiem dość rzadkim./

49

Odp: Długi friendzone

CatLady, daj sobie wreszcie powiedzieć, że Ty najwidoczniej nigdy nie byłaś w kimkolwiek zakochana(a już na pewno nie bez wzajemności), więc nie masz najmniejszego pojęcia, o czym piszesz. I nie będziesz miała, dopóki nie zakochasz się bez wzajemności i nie przeżyjesz tego okrutnego cierpienia. Póki co, to rozmowa z Tobą jest niczym rozmowa z niewidomym(od urodzenia) o kolorach.

Zresztą, kilka osób trafnie przybliżyło problem, a Ty nadal swoje, zupełnie jak grochem o ścianę.

Gdyby tylko chodziło o dostęp do krocza, to sprawa byłaby łatwiejsza do załatwienia: Nie ta, to inna.

Najpierw się nieszczęśliwie zakochaj, najlepiej w zajętym facecie i próbuj się z nim "przyjaźnić" z a dopiero potem się wypowiadaj na ten temat.
-------------------------

Za to Ty Mordimer napisałeś w samo sedno. Widzę że nawet dobrze znasz prawdę nt. działania mechanizmu zakochania się.
Przydałoby się, żeby życie "naćpało" CatLady dużą ilością fenyloetyloaminy oraz dużymi dawkami dopaminy oraz adrenaliny. smile

Prawdziwa przyjaźń damsko-męska istnieje tylko między bratem i siostrą oraz między gejem i lesbijską.

50

Odp: Długi friendzone
X77 napisał/a:

CatLady, daj sobie wreszcie powiedzieć, że Ty najwidoczniej nigdy nie byłaś w kimkolwiek zakochana(a już na pewno nie bez wzajemności), więc nie masz najmniejszego pojęcia, o czym piszesz. I nie będziesz miała, dopóki nie zakochasz się bez wzajemności i nie przeżyjesz tego okrutnego cierpienia. Póki co, to rozmowa z Tobą jest niczym rozmowa z niewidomym(od urodzenia) o kolorach.

Zresztą, kilka osób trafnie przybliżyło problem, a Ty nadal swoje, zupełnie jak grochem o ścianę.

Gdyby tylko chodziło o dostęp do krocza, to sprawa byłaby łatwiejsza do załatwienia: Nie ta, to inna.

Najpierw się nieszczęśliwie zakochaj, najlepiej w zajętym facecie i próbuj się z nim "przyjaźnić" z a dopiero potem się wypowiadaj na ten temat.
-------------------------

Za to Ty Mordimer napisałeś w samo sedno. Widzę że nawet dobrze znasz prawdę nt. działania mechanizmu zakochania się.
Przydałoby się, żeby życie "naćpało" CatLady dużą ilością fenyloetyloaminy oraz dużymi dawkami dopaminy oraz adrenaliny. smile

X77, Ty śmieszny jesteś, wiesz? Ale w taki mało zabawny sposób.

Spotykałam się kiedyś z żonatym. Przez pierwsze kilka miesięcy pojęcia nie miałam, po tym jak się dowiedziałam to po kilku tygodniach zerwałam. Miałam jakieś 22 lata. Przecierpiałam i żyję dalej. A jak jakieś idiotki lubią się włóczyć za żonatymi i całe lata marnują czekając na obietnice, to, no cóź, głupie są.

Niektórzy ludzie mają rozum i wiedzą jak go używać, ale to ćpunów nie dotyczy. Tacy biedni bezradni wobec miłości... na nic rozsądek... zaślepieni... nieważne, że żonaty.. nieważne, że jej się nie podobasz... będą padać do stóp - bo tak ciężko pomyśleć, prawda? Nikt nikomu nie każe sie zakochiwać w żonatych facetach. Każdej bym doradziła: widzisz, że żonaty to go odstaw, najlepiej jak najszybciej. To, że laska kontynuuje taką relację, to jest decyzja - najczęsciej wynikająca z naiwności i głupoty. To, że jakiś koleś wzdycha do laski 5 lat - tak samo. Na dobrą sprawę po 6 miesiacach mógł się zorientować, ze nie ma chemii i zainteresowania z jej strony. Mógł to zakończyć dawno. Nie pamietam też, czy autor wspominał, kiedy owa panna dowiedziała się o jego uczuciach. Mogło być tak, że ona pojęcia o tym nie miała, a on wyskoczył z tym za późno - może jakby uderzał wcześniej, to miałby szansę, a tak, 5 lat przyjaźni poszło w pi**u, bo on wyskoczył z wielką miłością.

Do tego radziłabym Ci doczytać o co chodzi zanim zaczniesz się unosić - mój post odnosił się bezpośrednio do posta anderstuda, który pierwszy wspomniał o dostępie do krocza, jako o sednie problemu.

Zresztą, czytając Twoje posty, nie sądzę, byś miał jakiekolwiek pojęcie jeśli chodzi o związki.

51 Ostatnio edytowany przez X77 (2019-05-09 17:24:34)

Odp: Długi friendzone

CatLady, to nie miało byś śmieszne, bo to śmieszne jednak nie jest.

Wyjaśnię jednak to, co zostało naukowo udowodnione:

Pod wpływem działania feromonów "odpowiedniej" osoby, w mózgu automatycznie uruchamia się ten mechanizm zakochania się - zaczynają się przede wszystkim wydzielają się takie substancje w organizmie jak fenyloetyloamina(główny winowajca) oraz większe niż zwyjczajnie dawki dopaminy i adrenaliny(możliwe że jeszcze inne). To właśnie wtedy w mózgu i całym organizmie człowieka zaczyna się burza chemiczna, co totalnie upośledza i sieje prawdziwe spustoszenie w psychice. A działanie tych substancji są syntetyczne do koktajlu  składającego się z amfetaminy, kokainy, extasy, oraz nawet opium. 
Wtedy właśnie człowiek jest na mocnym HAJU EMOCJONALNYM(ta nazwa tu doskonale pasuje), postrzega tą drugą osobę całkowicie przez różowe okulary, zupełnie nie widzi(i nie chce widzieć) w niej żadnych wad, jakichkolwiek argumentów przeciw, czuje się przy niej mega szczęśliwym, w pełni uniesiony itp. Ta osoba staje się wtedy "ideałem" mimo iż w normalnych warunkach mogłaby nigdy nie wzbudzić jakiegokolwiek zainteresowania.
Niestety, takie coś bardzo szybko poważnie uzależnia, do tego stopnia, że człowiek nawet nie jest w stanie już sobie wyobrazić zerwania z obiektem uczuć(a tym samym ze stanami emocjonalnymi, które ona wywołuje). Zerwanie z tym jest długie, męczące i bardzo bolesne. Nie rzadko potrzebna jest pomoc innej osoby bądź silny czynnik zewnętrzny, a taka osoba przez długi czas okropnie cierpi.

Taki zakochany człowiek nie jest do końca sobą, bardzo ciężko jest mu myśleć rozsądnie, podświadomie mózg podsuwa mu nadzieje i inne fałszywe obrazy tej drugiej osoby jak i jej zamiarów itp.

Całe te zjawisko jest łudząco podobne do naćpania się narkotykowego środkami psychoaktywnymi i silnego uzależnienia się od nich, więc tak właśnie należy traktować zakochanych.
Bardzo łatwo powiedzieć takiemu, by się wziął w garść, żeby dał sobie spokój z taką osobą, moralizować itp. gdy samemu nie jest się w takim stanie, o wiele trudniej zrobić, będąc w takowym.
Owszem, z zakochaniem da się walczyć i trzeba, ale do tego trzeba niezwykle silnej woli i zawsze to się dzieje ogromnym kosztem. W końcu jest to swoisty rodzaj DETOKSU, podczas którego stale obecna jest silna chęć sięgnięcia po "narkotyk".

Także łatwo powiedzieć że "nikt nie każe się zakochiwać", ale TAK TO NIE DZIAŁA!
Tak naprawdę, jedynym, skutecznym środkiem zapobiegawczym jest trwała izolacja za wczasu od potencjalnej osoby, która mogłaby spowodować taki stan. Najlepiej w ogóle do takiej osoby nie pochodzić, żeby podczas oddychania nie wciągnąć nosem jej feromonów(będących bezpośrednim zapalnikiem uruchamiającym całą tą narkotyczną chorobę).

Chyba najgorszym w tym wszystkim jest to, że z racji tego, w jaki sposób się to wszystko zaczyna, dzieje się to bez względu na to, jaka ta druga osoba jest, ile ją znamy(im mniej/krócej tym szanse są większe, bo tajemniczość może pociągać) oraz jej stanu cywilnego. Z cudem graniczy też rozpoznanie tej osoby, co do której może grozić zakochanie się w niej, gdyż ta osoba może nawet z początku rzekomo zniechęcać.

Ten cały mechanizm istniejący w człowieku(jak i pewnie wielu innych istotach żyjących - a przynajmniej ssaków) ma oczywiście na celu łączenia w pary i rozmnażanie się, ale jak już sama może zauważyłaś, jest cholernie wadliwy.

Co do przykładu tego chłopca to pewnie dodatkowo był nieśmiały, a zakochanie się może to jeszcze potęgować. Żeby przyznać się tej drugiej osobie i tym samym pchnąć całą sytuację w kierunku kontynuacji bądź końca trzeba niesamowitej odwagi, a strach przed odrzuceniem nierzadko jest paraliżujący. Choć fakt, że jakby ten chłopak od samego początku miał tą odwagę, to pewnie trochę szybciej mógłby wyjść z tej choroby.

A TY/WY często masz/macie pretensje do wszystkich, którzy po dostaniu kosza i propozycji "przyjaźni", wolą zerwać kontakt, niż trwać w tej "przyjaźni", okrutnie męcząc się przy tym.  To nawet nie jest to żadna przyjaźń, a zwykłe FriendZone.
A to właśnie całkowite odcięcie jest koniecznym warunkiem do tego, aby [szybciej] wyjść z tego obłędnego stanu zakochania się.

I nie muszę już mieć jakiekolwiek pojęcią jeśli chodzi o związki - wystarczy, pojęcie o tym, jak najskuteczniej nie doprowadzać do sytuacji kolejnego zakochania się. Defensywna postawa to podstawa.

Prawdziwa przyjaźń damsko-męska istnieje tylko między bratem i siostrą oraz między gejem i lesbijską.

52

Odp: Długi friendzone

Nie wiem, może jestem upośledzona, albo nieczuła, albo odporna na narkotyki, ale żadne zakochanie na mnie tak nie działało. Ale wiem, że niektóre moje koleżanki przeżywały zakochanie tak jak opisujesz. Może to kwestia osobnicza, ale w ogóle się z tym nie utożsamiam, bo u mnie to wygląda zupełnie inaczej i momenty "haju" z powodu zakochania skończyły się po okresie dojrzewania. Teraz jest to nadal przyjemne, spędzanie czasu z osobą, w której się zakochałam się jest cudowne, wzbudza motylki i milion uczuć... ale nie do tego stopnia, żebym czuła, że nie mam nad tym kontroli, albo  że zerwanie kontaktu z tą osobą byłoby cierpieniem na ogromną skalę. Gdyby ta relacja trwała długi czas, pojawiłoby się przywiązanie, zaufanie, bliskość... to tak, trudno z takiej relacji zrezygnować, ale samo zakochanie? U mnie jest inaczej.

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

53 Ostatnio edytowany przez Mystery_ (2019-05-10 01:05:17)

Odp: Długi friendzone
Monoceros napisał/a:

Nie wiem, może jestem upośledzona, albo nieczuła, albo odporna na narkotyki, ale żadne zakochanie na mnie tak nie działało. Ale wiem, że niektóre moje koleżanki przeżywały zakochanie tak jak opisujesz. Może to kwestia osobnicza, ale w ogóle się z tym nie utożsamiam, bo u mnie to wygląda zupełnie inaczej i momenty "haju" z powodu zakochania skończyły się po okresie dojrzewania. Teraz jest to nadal przyjemne, spędzanie czasu z osobą, w której się zakochałam się jest cudowne, wzbudza motylki i milion uczuć... ale nie do tego stopnia, żebym czuła, że nie mam nad tym kontroli, albo  że zerwanie kontaktu z tą osobą byłoby cierpieniem na ogromną skalę. Gdyby ta relacja trwała długi czas, pojawiłoby się przywiązanie, zaufanie, bliskość... to tak, trudno z takiej relacji zrezygnować, ale samo zakochanie? U mnie jest inaczej.

Pod tym względem kobiety i mężczyźni mocno się różnią. Z tego co ja widzę to biologia zafundowała oddzielne pułapki dla każdej płci. We friendzonie cierpią mężczyźni, a po kobietach to spływa. Za to w relacjach seks bez zobowiązań cierpią kobiety, a po mężczyznach to spływa. Taka równowaga naturalna wink

Serce mówi bardzo spokojnym, cichym głosem, nie krzyczy.

54

Odp: Długi friendzone

Jak to ze wszystkimi uogólnieniami bywa, nie oddają prawdy, a niosą ze sobą stereotypy, z którymi trudno się walczy. Mimo że bez uogólnień rzadko da się prowadzić rozmowy, to mam trochę alergię na wszystkie "kobiety mają tak... mężczyźni mają tak..." i wolę mówić o sobie. Bo często "kobiety mają tak..."opisuje zjawiska które nijak się mają do mnie. smile

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

55

Odp: Długi friendzone
Monoceros napisał/a:

Nie wiem, może jestem upośledzona, albo nieczuła, albo odporna na narkotyki, ale żadne zakochanie na mnie tak nie działało. .

Na mnie też nie - ale X77 zaraz nam napisze, że nigdy nie kochałyśmy prawdziwie tongue

rozumiem, że chemia, że procesy... itd, ale nigdy nie zachowywałam się jakbym była naćpana środkami psychoaktywnymi. Owszem, ekscytacja, te tzw motylki, radość itd, ale nie do tego stopnia, żebym zachowywała sie jak potencjalna pacjentka psychiatryka - a tak odbieram opis X77.

Druga sprawa, że ten stan - nawet jakby był bardzo ekstremalny - trwa stosunkowo krótko, a więc nie można o nim mówić w przypadku autora, bo 5 lat takie silne bodźce nie trwają. W tym wypadku to już jest decyzja, czy raczej jej brak i usilne trwanie w czymś co nie działa i wiara w mrzonki, że może za rok, za 2, za 5 jej się odmieni. A potem obwinia się dziewczynę, ze go "zwodzi", że na pewno się bawi, że traktuje jak narzędzie do pompowania sobie ego. To mnie w tym najbardziej irytuje.

Są ludzie, którzy zakochują sie tylko w niedostępnych osobach. Osób, z ktorymi miałyby szanse coś stworzyć nawet nie zauważają. Miałam taką znajomą, która wiecznie wzdychała do kogoś, a to za czasów nastoletnich do jakiegoś nieosiągalnego kolesia spoza naszego towarzystwa, który był dla niej niemiły, a to do żonatego, albo zajętego... Kto wie, czy tak trochę nie jest z autorem.



Mystery po kobietach friendzone nie tyle spływa, co kobiety cenią sobie przyjaźń z mężczyznami, a dla mężczyzn przyjaźń z kobietą nie istnieje.

56 Ostatnio edytowany przez dorias (2019-05-11 06:04:59)

Odp: Długi friendzone

Cat lady  przyjaźń damsko męska jest tak rzadkim zjawiskiem, nie istnieje praktycznie. Nie wiem czemu niektóre kobiety wmawiają sobie, że jednak istnieje i jest na porządku dziennym? Otóż nie facet rzadko będzie się spotykać z kobieta, która go nie pociąga w żaden sposób, czy też przysłowiowo będzie dobrym samarytaninem i za każdym razem w potrzebie się pojawi i pomoże, czy też do późnych godzin będzie pisać bo tak swietnie się rozmawia. Kobiety które w ten sposób myślą same siebie się oklamuja, A to z jednego powodu prostego facet woli spędzić piątkowy wieczór z kumplami, partnerką.

Praktycznie zawsze jest tak że któraś strona chce czegoś więcej i w fałszywej przyjaźni czeka na dogodny moment który nie nadejdzie.

Powiedzmy sobie tak facet który jedzie pół Polski na kawę i spacer ewentualnie pogadać  do przyjaciółki na 99% liczy na coś więcej, sporo facetów to przerabialo więc skądś to się wzięło.

Anderstud uproscil to wszystko do jednego przez co ma mocniejszy wydźwięk, że facet bezinteresownie nie działa w relacjach z kobietami.

Nigdy nie wiesz jak silny jesteś, dopóki bycie silnym nie stanie się jedynym wyjściem jakie masz.
=Bob Marley=

57

Odp: Długi friendzone
CatLady napisał/a:
Monoceros napisał/a:

Nie wiem, może jestem upośledzona, albo nieczuła, albo odporna na narkotyki, ale żadne zakochanie na mnie tak nie działało. .

Na mnie też nie - ale X77 zaraz nam napisze, że nigdy nie kochałyśmy prawdziwie tongue

rozumiem, że chemia, że procesy... itd, ale nigdy nie zachowywałam się jakbym była naćpana środkami psychoaktywnymi. Owszem, ekscytacja, te tzw motylki, radość itd, ale nie do tego stopnia, żebym zachowywała sie jak potencjalna pacjentka psychiatryka - a tak odbieram opis X77.

Bo to, z jaką siłą oraz ile czasu działa na nas stan zakochania, jest w dużej mierze sprawą indywidualną, ale zależy też od różnych czynników takich, jak choćby wrażliwość emocjonalna bądź ogólne doświadczenie. Często siła oddziaływania tego stanu jest tak mocna, że osoba może się nie obejść bez ew. pomocy z zewnątrz(przynajmniej tak długo, aż ten stan minie). Nie często zdarzają się takie osoby, które są na to całkowicie odporne, u których ten mechanizm prawdopodobnie nie działa. Coś na podobnej zasadzie, jak u osób aseksualnych występuję brak potrzeb seksualnych.

Oczywiście cały ten stan zakochania się na szczęście nie trwa wiecznie(inaczej nieszczęśliwie zakochana osoba wykończyła by się psychicznie) tylko od 1 roku do 5 lat, w zależności od osoby, sytuacji, okoliczności itp.
Istotną rzeczą jest jeszcze to, że jeszcze podczas trwania zakochania, albo już po, w mózgu zaczyna się wydzielać hormon przywiązania się, tzw. oksytocyna. To właśnie on odpowiada za utrzymywanie się związku(bez tego zwariowanego stanu zakochania), przywiązanie i uczucie zaufania. Jeśli ten stan jest dobrze i starannie pielęgnowany, to może się utrzymywać nawet do końca życia.
Jednak nie zawsze to się zdarza i nie zawsze u dwojga osób jednocześnie, dlatego tak wiele związków się rozpada po kilku latach(gdy stan zakochania się mija.).
Powklejałbym tu kilka linków, żeby nie być gołosłownym, ale zaraz by je usunęli, ale można też wygoglować.

CatLady napisał/a:

(...) po kobietach friendzone nie tyle spływa, co kobiety cenią sobie przyjaźń z mężczyznami, a dla mężczyzn przyjaźń z kobietą nie istnieje.

Nie. Po prostu ci mężczyźni nie są dla kobiet atrakcyjni, nie podobają im się ani fizycznie ani emocjonalnie, ale np. świetnie się z nimi rozmawia, spędza czas itp.
Przyjaźń między dwojgiem osób, gdzie tylko jedna strona się podoba dla drugiej nie istnieje i dotyczy to obu płci.
Z otyłą i nieatrakcyjną dla mnie koleżanką to i ja potrafiłbym się przyjaźnić.

Jeśli już to przyjaźń damsko-męska jest najbardziej cenna i pożądana w związku/małżeństwie.

Prawdziwa przyjaźń damsko-męska istnieje tylko między bratem i siostrą oraz między gejem i lesbijską.

Posty [ 39 do 57 z 57 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018