moje cudowne życie po rozwodzie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » moje cudowne życie po rozwodzie

Strony Poprzednia 1 390 391 392

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14,859 do 14,890 z 14,890 ]

14,859

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

No, widzisz, Piotrze, ja wiem, co dobre smile
Swoją drogą duży syn i jego garderoba to też fajna sprawa. Z jednej takiej bluzy już wyrósł, więc z radością ją zaanektowałam na rowerowe wyprawy, tudzież szybkie wyskoki do Biedronki.
A jakie fajne skarpety są na stoiskach dla chłopaków. Uwielbiam takie zrywające oczy w różne durnowate wzorki smile Właśnie dzisiaj byilśmy wreszcie na ciuchowych zakupach. Z przyjemnością stwierdzam, że konkretny chłopak z Młodego: szast-prast i zakupy zrobione. To lubię!

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Zobacz podobne tematy :

14,860

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Ja mam takie hi hi
https://images.app.goo.gl/ePb9EYAtMEjjomN26

14,861 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-04-16 17:28:59)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

O, takie niejednakowe są genialne!  Może kiedyś zaszaleję, bo są droższe niż przeciętne,  więc trochę mi szkoda kasy.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

14,862 Ostatnio edytowany przez Astral Shadow (2019-04-17 18:41:52)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Witam dawno mnie  tu nie było ,ogólnie ostatnio mam kiepski nastrój. Wiosna idzie a mnie ostatnio nic nie cieszy  chyba dopada mnie jakiś marazm , w pracy czuje się wypalony  a 3 miesiące temu zmieniłem firmę. Wszystko mi zobojętniało , pojawiło się uczucie niesamowitej wewnętrznej  pustki. Najgorsze jest to że sam nie wiem o co mi chodzi normalnie tragedia...

Chyba się potwierdza cytat Nietzsche " Jeśli zbyt długo patrzysz w otchłań  ,otchłań zaczyna patrzeć na ciebie"

Nic tu nie pomoże cytat " Co nas nie zabije to wzmocni" bo nie nikt nie przemyślał że  są rzeczy które nie zabiją a mogą złamać człowieka

" Rzuć mnie na pożarcie wilkom  a powrócę dowodząc watahą "

14,863 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-04-17 19:19:30)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Astral, może to przejściowe.
Mnie tak dopadło kilka tygodni temu. Potrzymało i puściło.  Żeby się czymś zająć i nie pogrążać w pustce, przetrwać ten czas, wróciłam do  pisania bloga, bo  forum jakoś -mam wrażenie - wyczerpuje się.
Jestem też zdania, że takiej pustce warto się przyjrzeć, zamiast przed nią uciekać.
Dość często obserwuje to u osób po rozwodach: zagłuszyć pustkę, rzucić się w wir aktywności,  a przecież czasami zdrowo jest po prostu usiąść i pozwolić sobie na gorszy moment.
To mówię ja, która sama się wkurzam na własne sławetne zniżki wink

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

14,864

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

W święta zabawiłem się w ratowanie ludzkiego życia. Dość zabawne motywy mną kierowały. Sytuacja wyglądała momentami dość makabrycznie. Po wszystkim pomyślałem sobie, że jednak sam siebie nie przestanę zaskakiwać. W żadnym momencie nie straciłem zimnej krwi, zauważyłem, że w takich sytuacjach włącza mi się jakieś superego - myślę szybciej, w lot podejmuję decyzje, komenderuję ludźmi, a oni się słuchają. Znalazłem wspólny język z panami z pogotowia, fajne, wyluzowane chłopaki wink Może minąłem się z powołaniem? Nie, nie pogotowie wink Jednak chyba mogłem iść na tego żołnierza jak kiedyś marzyłem.

Kacie, kacie widzę uśmiech na twej twarzy, proszę powiedz, że mogę odjechać, Jechać wiele mil, mil, mil. O tak, masz wspaniałą siostrę, rozgrzała moją krew, doprowadziła ją do stanu wrzenia aby uratować cię od szubienicy, szubienicy, szubienicy, tak. Twój brat przywiózł mi srebro, twoja siostra ogrzała mą duszę, ale ja śmieję się teraz i ciągnę mocno
I widzę cię dyndającego na szubienicy.

14,865 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-04-22 21:40:51)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Gratuluję, Snake, zimnej krwi.
Mnie z kolei przed świętami emocje rozbujały się na maksa. Sama siebie nie rozumiem, mam jakiś potężny kompleks. Z jednej strony czuję wewnętrzną presję, by święta były jak z obrazka i kina familijnego, z drugiej strony wcale nie mam ochoty na odgrywanie tego całego cyrku dla bliźnich. Popadam w drugą skrajność i rzeczywiście święta mam byle jakie, wpadam w niezadowolenie z siebie. A gdy już święta mają się ku końcowi, z ulgą myślę: "Uuuuufff! Wreszcie normalnie". I wtedy to nawet chce mi się upiec sernik, za który nie mogłam zabrać się przed świętami. Zrobiłam dziś taki szybki na życzenie syna, bo mazurek i nieudana babka, już "wyszły".
Mam też rozterki a propos syna i tego, co mu przekazuję.
Katolik ze mnie jak z koziej d... trąba. Ważna jest dla mnie duchowość, nie odżegnuję się od Boga, nie zanegowałam całkowicie religii, w które wyrosłam, ale od lat w kościele tylko bywam, nie praktykując w pełni. Natomiast obiecałam wychować syna według tego, co wpajał mu tatuś i jego rodzina. Nigdy mi to nie przeszkadzało i nie przeszkadza. Tyle że syn ma już swoje lata i głupi nie jest. Widzi, że matka posyła go do bierzmowania, a sama nie spowiada się, nie przyjmuje komunii. Nie będę przecież udawać kogoś, kim nie jestem. No i rodzą się dylematy. Młody coraz częściej zadaje mi niewygodne pytania, buntuje się, że "musi" iść na mszę, a ja przecież nie jestem gorliwa w praktykowaniu. Tłumaczę mu jak umiem, że chcę, by poznał religię taty, a gdy będzie starszy, zdecyduje sam, ale sama się nieraz mocno zastanawiam, czy postępuję uczciwie. Widzę, że nie można przekonać dzieci do tego, do czego sami nie jesteśmy przekonani. Wcześniej "odpowiedzialność" za te sprawy spoczywala na moim byłym. To on był tym wierzącym, praktykującym, a ja po prostu nie miałam nic przeciwko temu.

P.S. Astral, lepiej Ci już?

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

14,866

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Hmmm... wybaczcie, że tyle gadam, ale kipi coś we mnie, jak to we mnie, i szuka ujścia.
Mam jakiś okres burzy i naporów smile Podobno człowiek co 7 lat się zmienia, a zdaje się że 42 to podzielna liczba wink
Więc podważam swoje stare schematy, czuję chęć zmian, bunt wobec stagnacji zawodowej i życiowe, przeciw spełnianiu nieswoich oczekiwań (to z tymi świętami na przykład), a jeszcze tkwi we mnie stare i karci, opieprza, przywołuje do porządku. Dojrzewają jednak we mnie pewne decyzje, oczywiście w ramach rozsądku, bo przecież nie o to chodzi, żeby rzucić wszystko i jadać korzonki gdzieś w Bieszczadach.
Mam takie wrażenie, że "stara" Marta walczy o pierwszeństwo z nową. Ale z tą nową jeszcze się poznajemy, jeszcze, że tak powiem, rodzi się w bólach smile
Nie chodzi mi o spektakularne i doniosłe zmiany, burzliwe rewolucje. Ale kilka małych kroczków chcę wreszcie odważyć się postawić.
Wy często o tym piszecie: Astral, zdaje się, szalał z motocyklem, remontował dom, Piotr gra na cytrze i też coś tam z domem kombinował. Ajsi to już w ogóle zaszalała smile Czasem nawet taka symboliczna zmiana wnosi trochę świeżości.
Ja na razie nie chcę się chwalić, jeszcze nie jestem gotowa, bo najpierw chcę zakończyć kilka obrzydliwie przyziemnych spraw. Ale jestem już zdecydowana. Najogólniej powiem, że chcę poszerzyć swoje kwalifikacje zawodowe, praca za biurkiem, schematyczna do bólu i po prostu nudna wyłazi mi już bokiem. Nie rzucę jej z dnia na dzień, bardzo prawdopodobne, że w ogóle nie rzucę, bo jest stabilna i bezpieczna, ale chcę poczuć, że na niej świat się nie kończy.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

14,867

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

W starym piecu diabel napalil. Wczoraj ogladalem sobie romantyczny film bo zwyczajnie bylo mi milo sobie popatrzec. Bywaly okresy kiedy marzylem zeby takie miec zycie potem nienawidzilem wszelkich sladow nibymilosci. Teraz chyba sie uspokoiło i po prostu tylko czerpalem przyjemnosc bo film byl smieszny. Rodzaca sie milosc nie przeszkadzala mi w tym. Dla jasnosci -Pisze o tym by powiedziec ze cenne dla mnie w zyciu jest uspokojenie i harmonia. Regularne formy dowolnej aktywnosci wspomagaja ten stan. Takze grupa przyjaciol i spotkania z nimi.
Co do nastolatkow - mam zasade ze nalezy ich traktowac jak partnerow czyli mozna im powiedziec wszystko o swoich odczuciach wierze braku dowodow czy logiki , przeczuciach itp itd. Moim zdaniem to odslania nas jako normalnych ludzi. Uczy myslenia i podejmowania wyborow i ze nic nie jest czarno biale.

14,868 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-04-26 18:41:10)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

"Jeśli mówisz prawdę, niczego nie musisz pamiętać" - to Mark Twain. Uważam, że taka postawa zawsze się obroni. Mimo to miewa się wątpliwości. Ale chyba dam radę smile Wątpliwości też są prawdziwe i ludzkie.
Z romantycznych filmów przypomniałam sobie ostatnio "Amelię", bardzo mi kiedyś bliską. Nadal lubię magię tego filmu, zachwyt nad puszczaniem kaczek na Sekwanie i zanurzaniem ręki między ziarna fasoli, to są dla mnie te "smaczki" życia. Jednak cała reszta jakoś mnie nie "ruszyła".
Wątek rodzącej się miłości podobał mi się w "Róży". Tak bym chyba chciała: zwyczajnie, w środku codzienności (niekoniecznie tak okrutnej jak w tym filmie), bez "kombinacji alpejskich", bez przymusu... Ot, samo przyszło...
No i to uspokojenie oraz harmonia - tak, to cenne. Dla mnie to już jest szczęście i czułam je wczoraj, wieszając pranie na podwórku, gdzie pod nogami plątał mi się kot, a nad głową ćwierkały i gwizdały ptaki. A dookoła młoda zieleń smile

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

14,869

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

u mnie już lepiej ,wiosna pełną parą. Pierwsze koszenie trawy w tym sezonie za mną. rodzinka była na święta ,ogólnie jakoś poszło

" Rzuć mnie na pożarcie wilkom  a powrócę dowodząc watahą "

14,870

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Ja dziś miałem kolejne doświadczenie wzbogacające moją wiedzę o funkcjonowaniu społeczeństwa, jak też istnieniu czegoś takiego jak samiec alfa i jego relacji z kobietami lol

Kacie, kacie widzę uśmiech na twej twarzy, proszę powiedz, że mogę odjechać, Jechać wiele mil, mil, mil. O tak, masz wspaniałą siostrę, rozgrzała moją krew, doprowadziła ją do stanu wrzenia aby uratować cię od szubienicy, szubienicy, szubienicy, tak. Twój brat przywiózł mi srebro, twoja siostra ogrzała mą duszę, ale ja śmieję się teraz i ciągnę mocno
I widzę cię dyndającego na szubienicy.

14,871 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-04-27 23:59:25)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Snake, z grubsza się domyślam relacji samca alfa z kobietami, ale czy mógłbyś rozwinąć wypowiedź? smile Ciekawa jestem.
Ja miałam dzisiaj fajny, dobrze wykorzystany dzień. Znalazł się czas i na zaległe prace, i na odrobinę przyjemności czyli "kominki" u znajomych. Byłam na chwilkę u Ulubionej Sąsiadki (z wcześniejszego mieszkania), odbyłyśmy współny spacerek, bo właśnie wychodziła z domu. Potem wpadłam do brata, a wieczorkiem odbyłam rundkę celem domowych zakupów. Nie oparłam się przy okazji pokusie i w Biedronce nabyłam w kolejną książkę Katarzyny Miller. Bardzo lubię ją czytać. Miałam też propozycję wspólnej przejażdżki od koleżanki poznanej na rajdzie rowerowym, ale dziś się do rowerowych szaleństw nie nadawałam, więc odmówiłam, każąc o mnie pamiętać następnym razem.
Przykrym akcentem była wiadomość o kolejnej śmierci. Tym razem mama innej, dawno niewidzianej, choć bardzo przeze mnie lubianej koleżanki. Nazwisko niezbyt częste w moim mieście, w każdym razie ja nie znam innych osób, które je noszą, okazało się, że to ona. No, cóż... niewesoły pretekst do odnowienia kontaktu.

Hmmm... Jak tak czytam to, co napisałam, uświadamiam sobie, że otacza mnie sporo ludzi i sporo mam tych więzi. Dobrze to wiedzieć.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

14,872

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Astral Shadow napisał/a:

u mnie już lepiej ,wiosna pełną parą. Pierwsze koszenie trawy w tym sezonie za mną. rodzinka była na święta ,ogólnie jakoś poszło

Będzie dobrze. Trzymam kciuki smile

Jak ja nie cierpię tych warczących kosiarek smile Ale taką wredną maszyną sąsiad wymordował dzisiaj chwasty w moim ogródku. W poniedziałek wreszcie biorę się za kopanie. W niedzielę tego robić nie będę, bo sąsiedzi dostaliby zawału smile

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

14,873

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Piegowata'76 napisał/a:

Snake, z grubsza się domyślam relacji samca alfa z kobietami, ale czy mógłbyś rozwinąć wypowiedź? smile Ciekawa jestem.

A taka prosta sytuacja socjologicznie z epoki kamienia łupanego albo jeszcze wcześniej wink Grupka w sumie obcych sobie ludzi, która nagle znajduje się bez przewodnictwa właściwej, kompetentnej i decyzyjnej osoby. Chaos, widmo nadciągającej katastrofy i blamażu. Demokratycznie nic się nie da zrobić, bo tu demokracja na nic. Trzeba podejmować decyzje, wydawać dyspozycje, żeby nie powiedzieć polecenia. Trzeba wydzierać mordę tongue
I tu spostrzeżenie społeczno - socjologiczne. Większość ludzi na co dzień robi co może żeby unikać odpowiedzialności i być decyzyjnym wobec innych ludzi. W kontekście starego jak świat problemu zdobywania władzy, to w zasadzie władza leży na ziemi i należy się tylko po nią schylić. Walka jest tylko z innymi wybrańcami, którzy również odważą się po tą władze schylić. Zdecydowana reszta ludzi będzie mniej lub bardziej biernie ten proces obserwować, wręcz z ulgą, że ktoś to jednak zrobił i z ulgą przejdą pod komendę tego czy owego śmiałka, który jest w stanie podejmować decyzje. W tym momencie pojawia się samiec alfa, czyli osobnik wg mnie z naturalną potrzebą dominacji nad innymi osobnikami. Są to naturalni kandydaci do przejmowania władzy i przewodzenia.
W sytuacji jaka mi się zdarzyła samca alfa zabrakło. W obliczu klęski, nie widząc nikogo chętnego do wystąpienia w tej roli z westchnieniem zrezygnowania to ja zacząłem wydawać polecenia i zebrałem ludzi w garść. To westchnienie, bo nie jestem samcem alfa jw., bo nie mam za grosz potrzeby podporządkowywania sobie ludzi. Przynajmniej świadomie wink Wręcz przeciwnie, wolę wszystko zrobić sam niż komenderować ludźmi. Tu się nie dało. Westchnienie, bo to nie pierwszy raz mi się zdarza, traktuję to wręcz w kategoriach "czekamy aż wychyli się jakiś jeleń, który weźmie na siebie odpowiedzialność". No i często trafia mi się bycie takim jeleniem od podejmowania decyzji i brania na siebie odpowiedzialności.
Tu przechodzimy do pań wink Otóż panie, a przynajmniej większość w grupie od razu gromadzą się wokół samca decyzyjnego, czyli samca alfa lub jego namiastki. Reszta samców staje się dla nich w tym momencie przezroczysta. Samiec alfa w takiej sytuacji staje się przedmiotem adoracji, konfidencji, przynosi mu się zdobyte w okolicy smakołyki i takie tam wink Samce alfa konkurencyjnych grup społecznych niezawodnie rozpoznają takiego samca i komunikują się tylko z nim, olewając resztę grupy.
Bardzo to zabawne na żywo tak to obserwować ze świadomością, że nie dzieje się nic nowego czego nie doświadczał mocno owłosiony praprzodek z pochylonym czołem i maczugą w łapie...

Kacie, kacie widzę uśmiech na twej twarzy, proszę powiedz, że mogę odjechać, Jechać wiele mil, mil, mil. O tak, masz wspaniałą siostrę, rozgrzała moją krew, doprowadziła ją do stanu wrzenia aby uratować cię od szubienicy, szubienicy, szubienicy, tak. Twój brat przywiózł mi srebro, twoja siostra ogrzała mą duszę, ale ja śmieję się teraz i ciągnę mocno
I widzę cię dyndającego na szubienicy.

14,874

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Bo historia kołem się toczy smile
Iście socjologiczne poczyniłeś obserwacje i wnioski.
Myślę, że silny charakter nie musi zaraz oznaczać zamiłowań przywódczych.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

14,875

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

witam, ogólnie sprawy nabierają pozytywnego rozpędu i to w taki sposób jaki się nie spodziewałem smile Właściwie dostałem dobrą pracę oraz głupio zabrzmi to stwierdzenie ale mam dziewczynę big_smile

" Rzuć mnie na pożarcie wilkom  a powrócę dowodząc watahą "

14,876

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Astral Shadow napisał/a:

witam, ogólnie sprawy nabierają pozytywnego rozpędu i to w taki sposób jaki się nie spodziewałem smile Właściwie dostałem dobrą pracę oraz głupio zabrzmi to stwierdzenie ale mam dziewczynę big_smile

Była w pakiecie z pracą ? wink

14,877

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie
Misinx napisał/a:
Astral Shadow napisał/a:

witam, ogólnie sprawy nabierają pozytywnego rozpędu i to w taki sposób jaki się nie spodziewałem smile Właściwie dostałem dobrą pracę oraz głupio zabrzmi to stwierdzenie ale mam dziewczynę big_smile

Była w pakiecie z pracą ? wink


heheh , wpierw poznałem dziewczynę a później dostałem propozycję dobrej pracy
big_smile

" Rzuć mnie na pożarcie wilkom  a powrócę dowodząc watahą "

14,878

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

My tu gadu gadu a Astral tymczasem nie zasypia gruszek w popiele wink

14,879 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-05-30 18:14:22)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Astral, ale się ucieszyłam!
Jest to dla mnie potwierdzeniem przekonania, że życie jest pełne niespodzianek i nie ma sensu niczego w nim zakładać., stawiać sobie jakichś umownych granic. Trzeba tylko cierpliwie robić swoje.
Brakuje mi tej naszej porozwodowej kafejki. Choć zdaję sobie sprawę, że nie zastąpi interakcji na żywo, dawała mi sporo wsparcia i przyjemnosci.
Ja sobie żyję jak żyłam. Ślamazarnie mi idzie urządzanie się w mieszkaniu, ale stwierdziłam, że nie będę się tym przejmować. U siebie jestem i nikomu nic do tego. Choroba daje o sobie znać i czasami o paskudnego doła przyprawia, ale gdy tylko jest lepiej, zaczynam podskakiwać wink
W związku jak nie byłam, tak nie jestem i pewnie jeszcze długo z moim charakterem (oraz tym cholernym Sjogrenem) nie będę. Ale wszak bywają niespodzianki., ja natomiast wcale nie jestem zdecydowana, czy naprawdę chciałabym związku, nie ma we mnie przeświadczenia, że to samo szczęście. Za to przeświadczona jestem, że nie jedyne to szczęście i może dlatego jakoś niespecjalnie mi zależy.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

14,880

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Dzień dobry! Cisza, czyli (mam nadzieję) wszystko w porządku. U mnie czas płynie szybko, dzień za dniem , dopiero co był Sylwester, a już połowa lipca. Ja jeszcze przed urlopem. Z dobrych nowin to chyba ta, że wreszcie udało mi się osiągnąć tzw, work-life balance. Wreszcie, po tylu latach umiem zachować równowagę pomiędzy sprawami zawodowymi a życiem prywatnym. Dużo lepiej się tak żyje, bez zbędnych emocji. Nie oznacza to, że pracą zupełnie się nie przejmuję, ale przestała ona być definicją mnie.
Poza tym żyję jak żyłam, może trochę bardziej uważam na dietę (co oznacza, że jem więcej sezonowych warzyw i serów, a mniej mięsa). Nie potrafię za to ograniczyć kawy, uwielbiam ją, a i ponoć badacze odkrywają jej korzystny wpływ na organizm.
Nadal nie chcę się wiązać, jest mi dobrze, tak jak jest teraz. Nie chcę niczego zmieniać. Czasem się zastanawiam, dlaczego tak jest i przesłanki są naprawdę rozmaite, nawet o podłożu katolickim. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że nic nie robię wbrew sobie.

14,881

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Witaj Symbi smile
Nieraz miałam ochotę tu się odezwać, ale nie chciałam wybiegać przed orkiestrę. Ciekawe, co słychać u innych forumowiczów z tego wątku.
Ja mam dziwny czas. Sama nie wiem, o co mi chodzi, nastroje takie jakieś nieokreślone. W sumie nie jest źle, cieszę się niejednym, ale i miewam kiespkie dni, bo Sjogren, trochę uspokojony lekami, jednak nie odpuszcza. Zmęczenie to chleb powszedni w tym paskudztwie. Zrobienie obiadu dla siebie i dziecka bywa wyzwaniem. Dopada też coś, czego nie nazwałabym depresją, ale normalny stan też to nie jest. Nazywam to zniżkami, jak wiecie. Jakoś, kurde, staram się dawać radę, łatwo nie jest.
Za dobry związek się nie obrażę, ale nie gonię za tym. Nie odżegnuję się od nawiązywania znajomości, spotkań, ale jak zacięta płyta powtarzam, że większość ludzkości kocha złudzenia, a ja złudzeń nie chcę. Nie jest mi też związek niezbędny do szczęścia, a poza tym czuję potrzebę zajęcia się sobą, swoim zdrowiem i innymi sprawami. Mam też świadomość, że nie każdy "pisze się" na związek z osobą chorującą.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

14,882

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

P.S. Chyba się powtarzam.
A w sobote jestem zaproszona na ślub Meczowego i Ulubionej Sąsiadki smile Cieszę się ich szczęściem.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

14,883

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Cóż Piegowata. Z nudów reanimowałam profil na znanym portalu randkowym i umówiłam się na spotkanie. Trafił mi się poszukiwacz luźnej relacji seksualnej, już jak zaczął mówić o swoich ulubionych propozycjach na spędzanie wolnego czasu, zorientowałam się, o co mu chodzi. W sumie to dobrze, że się jasno od początku określił, bo inaczej oboje stracilibyśmy czas. Chętnie poznam nowe osoby, ale nie w takich kategoriach, o jakie mu chodziło - nie mam ochoty na eksplorację ciał począwszy od drugiego czy nawet pierwszego spotkania. Tu nawet nie chodzi o zasady moralne, ale bardziej o kwestie zdrowotne - panowie nie zawsze dbają o prawidłowe zabezpieczenie, a ja nie chcę, żeby spychali to na mnie. Poza tym - do czego się spieszyć, skoro miałoby być bez zobowiązań?
Super, że ten ślub Sąsiadki i Meczowego się  odbędzie, to takie podniosłe, że w dzisiejszych konsumpcyjnych czasach ludzie zdobywają się na takie przyrzeczenia.

14,884

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Czyz zycie w lecie nie jest bardziej optymistyczne? Pomimo ze rok 2019 bedzie na zawsze naznaczony czestymi wizytami u ortopedow [niech ich szlag trafi poza jednym] i ciągłą rekonwalescencja to chyba te przezycia ostatecznie zamknely rozdzial w historii pt "moje zycie nie ma sensu i dlatego jestem zalamany" uswiadamiajac mi jak jeszcze duzo gorzej moze być  yikes . Moze to i glupie ale moje cialo w koncu stalo sie moim przyjacielem a nie maszyna do pracy. Moje marzenie to obecnie dlugi pieszy spacer , rower. Ale np taki kajaczek to juz niedlugo bedzie owszem mozliwy wiec juz umawiam terminy . Oczywiscie bez przyjaciol bym sie nie wybral lecz ich mam i nie zawaham sie ich uzyc! Hurra!

14,885 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-07-18 12:59:56)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Hmmm... A moje ciało... Ostatnio jest dla mnie mało przyjazne, choć oczywiście mogłoby być dużo gorzej. Tracę urodę i zdrowie.
Dzisiaj szukałam w szmateksie sukienki na ślub moich przyjaciół (znalazłam smile ), a przy okazji wpadł mi w ręce fantastyczny kombinezon. No, po prostu fantastyczny, ale... z nogawkami do pół łydki - a moje łydki całe w wybroczynach, czerwonych cętkach. Noszę już wyłącznie długie spodnie i sukienki do ziemi, na szczęście bardzo lubię maksi. Pojęcia nie mam, czy te wątpliwe ozdoby moich kończyn znikną wreszcie, ale jeśli nawet, to nieprędko. Koło domu oczywiście olewam i ganiam też w krótszych portkach, choć i tu bez przesady.
Kombinezon został w sklepie.
Wiem, że są większe problemy, większe nieszczęścia, ale nie ukrywam, że czegoś żal. I nie chodzi tu o durny kawałek szmaty.
Samopoczucie dziś na szczęście mam całkiem niezłe, niedawno wróciłam od Ulubionej Sąsiadki.
Miło być świadkiem, że są jeszcze ludzie, którzy są dla siebie ważni, wiedzą czego chcą i tego się trzymają.
Wobec mnie Meczowy kiedyś się nie popisał, delikatnie mówiąc, coś mu totalnie odbiło, a teraz obserwuję ich oboje i widzę, jak wygląda facet, któremu naprawdę na kobiecie zależy. To ewidentne, choć nie zawsze spektakularne.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

14,886

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Hej! Jak żyjecie?
Koniecznie muszę się Wam pochwalić: pierwszy raz w życiu płynęłam wczoraj kajakiem po rzece Wieprz na Roztoczu. Cudowna rzecz! smile
Pozdrawiam ferajnę z "cudownego", napiszta coś czasem smile

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

14,887 Ostatnio edytowany przez Piotr Introwertyk (2019-08-09 20:16:28)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Kajaki sa fajne bo wsiadasz , ruszasz , jeszcze gasna za toba halasy cywilizacji i.... jestes w innym świecie
https://youtu.be/4-htBDTdWic

14,888 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-08-09 21:05:26)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Super są. Muszę jeszcze syna "zarazić". Tym razem wybrałam się bez niego, bo zabrakło miejsc (za długo zwlekałam), a on tego lata już zaliczył fajny weekend na Węgrzech z rodziną swojego taty.
Dziś miałam się wybrać na film pod chmurką, ale tak mi się jakoś fajnie siedzi w domu, że odpuściłam, bo ma być kryminał, a te niespecjalnie mnie kręcą.
Za to capnęłam ze świeżutkich bibliotecznych zakupów trzy książki "Rudej" (Katarzyny Miller). Uwielbiam ją czytać.

Cudne słoneczniki własnego siewu zaglądają w okna mojego "salonu" i do syna.

P.S. Uwielbiam Antosię! Dziękuję! smile

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

14,889

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

witam załogę więc u mnie idzie wszystko w pozytywnym kierunku smile Czuję że powracam do żywych w sercu sama radość . Tego samego wam kochani życzę a co tam u was?

" Rzuć mnie na pożarcie wilkom  a powrócę dowodząc watahą "

14,890 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-08-14 11:07:16)

Odp: moje cudowne życie po rozwodzie

Super, Astral. Zobacz, co znalazłam na pulpicie komputera koleżanki w pracy:

https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTfsQe8wlbF61QfXPDwUjpj-XyxeWFNIUmN9J2MKEedFZ4YHIni

Też sobie to ściągnęłam na tapetę smile

U mnie zwyczajność do kwadratu, ale lubię zwyczajność.
Trochę choruję, ale żyję.
Narzekałam tu na mankamenty urody spowodowane chorobą, a przedwczoraj sąsiad mnie uraczył takim komplementem, że śmieje mi się gębusia, bo komplement był totalnie spontaniczny (zacytował kolegę, który się zdziwił, że sąsiad ma taką ładną sąsiadkę).
Jeszcze nie zginął duch w narodzie! big_smile



Odkryłam muzykę solfeżową. Cudny spokój smile Przygrywa mi do pracy i pięknie komponuje się z deszczem za oknem.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Navigare necesse est, vivere non est necesse.

Posty [ 14,859 do 14,890 z 14,890 ]

Strony Poprzednia 1 390 391 392

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » moje cudowne życie po rozwodzie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018