nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 153 do 177 z 177 ]

153

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża
IsaBella77 napisał/a:

Zdecyduj się wobec tego, czy on Cię całuje po stopach i współdzieli z Tobą obowiązki domowe, czy raczej tak jak pisałaś wcześniej - traktuje Cię zimno i okazuje totalny brak zainteresowania ?
Rozumiem, że się dobrze bawisz, ale kolejnego trollowego wątku zupełnie nam tu nie potrzeba.


Ja nie troluje, po prostu, jak czasami jest dobrze między nami to jest bardzo dobrze, ale generalnie to jest kiepsko i naprawde nie bawiłaby mnie taka zabawa o jaką mnie podejrzewasz.
Poza tym te wszystkie kobiety jego życia spędzaja mi sen z powiek

Zobacz podobne tematy :

154

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża

Bardzo rzadko się zdarza, że uważam któryś z wątków za dzieło trolla, ale w tym przypadku poważnie się nad tym zastanawiam. To nie może być prawda, żeby ktoś taki istniał w realu...

"Któregoś dnia zrozumiesz, że szukasz tego, co już posiadasz."
Anthony de Mello

155

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża
Capricornus napisał/a:

Bardzo rzadko się zdarza, że uważam któryś z wątków za dzieło trolla, ale w tym przypadku poważnie się nad tym zastanawiam. To nie może być prawda, żeby ktoś taki istniał w realu...


Nie rozumiem, ktoś taki jak ja, czy ktoś taki jak mój mąż?

156

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża

Dziewczyny, ja sama w to nie wierze, nie potrafię rozgryźć tego faceta. Nie wiem czy on mnie kocha, nie wiem co właściwie teraz jest między nami.
Na prawdę myślicie, że zarejestrowałam się wczoraj na forum i opisałam tą całą historię, bo mnie fantazja ponosi?
Ja po prostu nie wiem co się dzieje ze mną przed ślubem byłam inny człowiekiem, a teraz jestem wrakiem. Szukam pomocy wszędzie bo nie potrafię funkcjonować.

157

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża

Twój mąż tu nie pisze, nie znam jego wersji wydarzeń, mam na myśli Ciebie.

"Któregoś dnia zrozumiesz, że szukasz tego, co już posiadasz."
Anthony de Mello

158

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża

Agazaga, zapoznając się z regulaminem wiedziałabyś, że umieszczanie postów jeden pod drugim stanowi wyraźne jego złamanie, a jednak robisz to nagminnie. Jeśli chcesz coś do swojej wypowiedzi dopisać, użyj, proszę, funkcji 'edytuj', która znajduje się po prawej stronie każdego z Twoich postów.
Z pozdrowieniami, Olinka

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

159

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża
Olinka napisał/a:

Agazaga, zapoznając się z regulaminem wiedziałabyś, że umieszczanie postów jeden pod drugim stanowi wyraźne jego złamanie, a jednak robisz to nagminnie. Jeśli chcesz coś do swojej wypowiedzi dopisać, użyj, proszę, funkcji 'edytuj', która znajduje się po prawej stronie każdego z Twoich postów.
Z pozdrowieniami, Olinka

Przepraszam to z powodu wielkich emocji, które mi towarzyszą sad

160 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-04-05 13:21:28)

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża

Nie rozumiem jednego... po co Ty za niego wyszłaś, jak on Ci nie odpowiada w żadnej dziedzinie?

Masakra.

Nie gniewaj się, ale masz fanatyczne podejście do religii, związku i seksu w związku. Moim zdaniem powinnaś skorzystać z pomocy terapeuty.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

161

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża
agazaga napisał/a:

Dziewczyny, ja sama w to nie wierze, nie potrafię rozgryźć tego faceta. Nie wiem czy on mnie kocha, nie wiem co właściwie teraz jest między nami.
Na prawdę myślicie, że zarejestrowałam się wczoraj na forum i opisałam tą całą historię, bo mnie fantazja ponosi?
Ja po prostu nie wiem co się dzieje ze mną przed ślubem byłam inny człowiekiem, a teraz jestem wrakiem. Szukam pomocy wszędzie bo nie potrafię funkcjonować.

Po pierwsze - szukasz i oczekujesz rzeczy niemożliwych.
Bo chcesz wymazać całą przeszłość swojego męża, jakąkolwiek by nie była i zastąpić ją szarą plamą kilkudziesięciu lat, podczas których jego życie było wyłącznie oczekiwaniem na to, aż pozna Ciebie.
Tymczasem, jest to niemożliwe. Cokolwiek się stało w Twoim, czy w jego życiu w przeszłości - to się nie odstanie.

Po drugie - zastanawiający jest dla mnie fakt, że w ogóle nie komunikujesz się z mężem. Bynajmniej z tego co piszesz można wyciągnąć taki wniosek.
Pytasz na forum, czy mąż Cię kocha, i co właściwie jest między Wami, zamiast po prostu zapytać jego o to.
Masz przedziwny sposób prowadzenia dialogu, który polega na tym, że rzucasz w zasadzie kilka poszczególnych, sprzecznych ze sobą słówek, a resztę pozostawiasz w domyśle.
O ile rozmawiasz w taki sposób również ze swoim mężem, nie dziwi mnie zupełnie fakt, że on Cię zupełnie nie rozumie.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

162

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża

Ale jak można nie mieć czystej jasności w temacie, kiedy facet Cię otwarcie olewa i uważa za bezpłatną pomoc domową???Trzeba nie mieć nawet dwóch komórek mózgowych obijających się pomiędzy uszami, żeby mieć jakiekolwiek wątpliwości.

Albo być zdesperowaną babą, która uczepiła się portek.

Albo trolem wink

163

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża
agazaga napisał/a:

On twierdzi, że nie chciał o tym mówić bo się ze mna zaręczył planował ślub i nie chciał wracać do przeszłosci, a te wszystkie rzeczy w domu miał, bo nie zwracał na nie uwagi. A na przykład o zdjęciach z podróży mówi, że tak go to wszystko bolało, że nawet nie mógł zdjęć pousuwać z kompa, bo nie mógł na nie patrzeć.

Taaak, a świstak siedzi i zawija je w te sreberka...
Serio wierzysz, że 42 letni facet, który właśnie się ożenił, po poprzednich związkach wciąż ma taką traumę, że nie potrafi uporządkować rzeczy po byłych? Załóżmy jednak, że było/jest tak naprawdę, to wtedy z całą pewnością można uznać, że on wyraźnie tamtego etapu jeszcze za sobą nie zamknął, a jeśli tak, to w ogóle nie powinien wiązać się z Tobą.
I teraz albo naprawdę doskonale bawisz się naszym, albo jesteś do kwadratu naiwna wierząc we wszystko co od niego słyszysz, albo z jego psychiką jest coś bardzo nie tak. Dla mnie żadna z tych opcji nie brzmi dobrze.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

164

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża
Cyngli napisał/a:

Nie rozumiem jednego... po co Ty za niego wyszłaś, jak on Ci nie odpowiada w żadnej dziedzinie?

Masakra.

Nie gniewaj się, ale masz fanatyczne podejście do religii, związku i seksu w związku. Moim zdaniem powinnaś skorzystać z pomocy terapeuty.

Ale ja nie napisałam nigdzie, że nie odpowiadał mi w żadnej dziedzinie, napisałam, że jest bardzo mądry, inteligentny, przystojny, przed ślubem bardzo się o mnie troszczył, po prostu zakochałam się, bo własnie był jak mężczyzna marzeń. Wszystko Np to ze mnie okłamał na temat przeszłości, czy np to że miał 3 narzeczone, czy to, że kilka lat chodził na terapię to ze z kimś mieszkał, to wyszło dopiero po ślubie.

A na terapie zaczęłam własnie chodzić sad

165 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-04-05 13:51:24)

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża
IsaBella77 napisał/a:
agazaga napisał/a:

Dziewczyny, ja sama w to nie wierze, nie potrafię rozgryźć tego faceta. Nie wiem czy on mnie kocha, nie wiem co właściwie teraz jest między nami.
Na prawdę myślicie, że zarejestrowałam się wczoraj na forum i opisałam tą całą historię, bo mnie fantazja ponosi?
Ja po prostu nie wiem co się dzieje ze mną przed ślubem byłam inny człowiekiem, a teraz jestem wrakiem. Szukam pomocy wszędzie bo nie potrafię funkcjonować.

Po pierwsze - szukasz i oczekujesz rzeczy niemożliwych.
Bo chcesz wymazać całą przeszłość swojego męża, jakąkolwiek by nie była i zastąpić ją szarą plamą kilkudziesięciu lat, podczas których jego życie było wyłącznie oczekiwaniem na to, aż pozna Ciebie.
Tymczasem, jest to niemożliwe. Cokolwiek się stało w Twoim, czy w jego życiu w przeszłości - to się nie odstanie.

Po drugie - zastanawiający jest dla mnie fakt, że w ogóle nie komunikujesz się z mężem. Bynajmniej z tego co piszesz można wyciągnąć taki wniosek.
Pytasz na forum, czy mąż Cię kocha, i co właściwie jest między Wami, zamiast po prostu zapytać jego o to.
Masz przedziwny sposób prowadzenia dialogu, który polega na tym, że rzucasz w zasadzie kilka poszczególnych, sprzecznych ze sobą słówek, a resztę pozostawiasz w domyśle.
O ile rozmawiasz w taki sposób również ze swoim mężem, nie dziwi mnie zupełnie fakt, że on Cię zupełnie nie rozumie.

Komunikuje się z nim, nie raz rozmawialiśmy, ale on jest raz bardzo przy mnie a raz taki zimno i obojętny, że słabo się robi, a przede wszystkim myśli w większości sytuacji o sobie, a potem dopiero o mnie

Generalnie, mówi mi, ze jego życie było jednym wielkim cierpieniem z powodu rozbitej rodziny, braku ojca itd., że na siłę szukał szczęścia, ale nie mógł go nigdzie znaleźć. Teraz już wszystkie rzeczy powywalał. A zdjęcia z komputera z byłymi sama powywalałam, juz dawno, nie wiem czy się zorientował, czy nie, ale nie było żadnej awantury na ten temat

166

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża

I znowu mi się przypomina powiedzenie "Facet może sobie być jaki chce, bo kobieta i tak kocha swoje wyobrażenie o nim". Ale z czasem przychodzi otrzeźwienie.

167

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża

Agazaga, po raz drugi i ostatni proszę, żebyś nie ignorowała regulaminu zrzucając to na karb emocji. Uprzedzam, że każda cierpliwość ma swoje granice, moja także, dlatego jeśli raz jeszcze zlekceważysz moderatorską prośbę, otrzymasz ostrzeżenie. Używanie funkcji "edytuj" naprawdę nie jest trudne, zaś słowo "przepraszam" wypowiadane po to tylko, by po raz kolejny zrobić dokładnie to samo, zupełnie mija się z celem.
Z pozdrowieniami, Olinka

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

168

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża
agazaga napisał/a:

Od kilku miesięcy mam życiowy problem.

Wyszłam za mąż i wtedy rozpoczął sie największy problem mojego życia. Związałam się z facetem kilkanaście lat ode mnie starszym. On jest już grubo po czterdziestce.

Co nieco dopytywałam o jego przeszłość, ale generalnie był bardzo małomówny w odniesieniu do tych spraw. Dla mnie jednak to było naprawdę szalenie istotne. Jak to jest że taki facet nie ożenił się wcześniej skoro jak mówił tak bardzo chciał mieć żone. Powiedział mi kiedyś, że dwa razy był bardzo blisko małżeństwa, ale się nie zdecydował. Po tym jak mnie się oświadczył zapytałam czy wczesniej miał narzeczone, zapytałam go czy dwie, i on to potwierdził. To był dla mnie jasny sygnał, że ma poważna przeszłość za sobą i nie chciałam za bardzo w takie układy wchodzić. Ale to był naprawdę super facet i trudno było tak po prostu się rozstać. Tym bardziej ze on nie naruszał za bardzo mojej przestrzeni także tej intymnej. U mnie wchodziły też sprawy światopoglądowe, jestem chrześcijanką i ważna była dla mnie kwestia niekochania się przed ślubem. On też tak deklarował, ale jak sam twierdził nawrócił się kilka lat wcześniej, a przedtem miał problemy z dziedzinie "czystości". Ok kto tam nie miał problemów. Tym bardziej, że ja będąc na studiach też byłam z jednym chłopakiem i poszliśmy na całość. Ale generalnie taki układ mi nie pasował, bardzo zbliżyłam się potem do kościoła i w zasadzie to jeden psycholog chrześcijański wyciągnął mnie z dna depresji i znalazłam swój pokój i Bogu i tak chciałam żyć. On też to deklarował.

No ale pozostaje przeszłość. Ja chciałam być transparentna i powiedziałam mu o mojej "przygodzie" On stwierdził, że raz z jedną osobą tez popełnił ten błąd. Raz to raz, w końcu kto nie popełnia błędów. Ale generalnie coś mi tu nie pasowało, że jak raz, a był w tylu związkach. Ale zapewniał mnie, że tak własnie było, że owszem była w jego życiu nieczystość, ale tak bardzo w życiu nie nagrzeszył. Co się robi z takimi słowami od człowieka, którego sie kocha i który własnie poprosił cie o rękę, ja uwierzyłam. Przed ślubem też pytałam czy z kimś mieszkał - nie mieszkał, dawno w innymi mieszkaniu ktoś zostawał na noc, ale w tym nigdy nikt.

Po ślubie wprowadziłam się do jego mieszkania. Pierwszej nocy zapytałam czy z kimś spał w tym łóżku, zapewniał, że nie. Miałam się tam czuć jak u siebie, ale... w kuchni w szafce było pudełeczko po pierścionku zaręczynowym. Między książkami były zdjęcia z byłymi. W książkach były dedykacje i karteczki od ukochanych, kubki dla Ukochanego, w innym miejscu znowu pudełeczko na pierścionek, tym razem z zawartością. Na jakiejś szafce na wierzchu były karty pokładowe z wyjazdów wakacyjnych z innymi, karteczki - pomoce w kursie przedmałżeńskim. To było tak po prostu nie schowane, można było to dostrzec zwyczajnie w bez żadnej uwagi. Skoro tak wszystko leżało to co by było gdybym otworzyła szufladę - znowu jakieś pamiątki, zdjęcia, karty pokładowe z wyjazdów wakacyjnych, wiele nazwisk się powtarzało, a kilka było pojedynczych. Naliczyłam ok 10 rożnych nazwisk. Zacząłem podpytywać. Co chwile wychodziły nowe rzeczy. Na początku, że narzeczonych było więcej, tylko ja przekręciłam, że chodził wiele lat na terapie, że wozi ze sobą jakieś historie choroby nerek, o której nie wiedziałam (podobno jest już zdrowy dlatego nie powiedział).

To mnie całkowicie zaczęło rozwalać. Wprowadziłam się do innego mieszkania, miałam rozpakowywać swoje rzeczy, a tu co chwile wychodzą nowe kwiatki. Pracowałam zazwyczaj zdalnie, bo przeprowadziłam się na jakieś obrzeża wielkiego miasta prawie z centrum, nagle dojazd gdziekolwiek zajmował mi ponad godzinę. Prawie każdego dnia byłam w domu niemal całkowicie sparaliżowana, tym bardziej, że mój mąż traktował mnie wtedy jakbym miała być  jego służąca, a nie żoną. Wieczorami jak on wracał z pracy to ja wychodziłam na spacer i godzinami  siedziałam na przystankach, żeby tylko z nim nie być. Ja się chciałam kochać, a on był cały czas zmęczony. Mówił, że ubieram się nieseksownie i on jest na mnie zły i nie może. To budziło coraz większą moją frustrację tym bardziej ze co chwile znajdowałam jakieś pamiątki po ex. Zaczęłam kopać w mieszkaniu. Znalazłam w jego komputerze smsy z 10 lat. Jasno z nich wynikało, że przynajmniej przez kilka lat kochał się z tymi kobietami na całego, że z każdą planował ślub i dzieci, co chwile wyjeżdżał na egzotyczne wakacje. Każda byla kobietą jego marzeń.

Tak dopytywałam, że się do wszystkiego przyznał, sam wszystko opowiedział. Tylko twierdzi, że sex z zabezpieczaniem, to nie sex, że poza tym on z prezerwatywą nie mógł bo od razu mu więdł, a poza tym ich było tylko 3. Dlatego niby powiedział prawdę, ze z jedną bo z jedną się w ogole nie zabezpieczał, a ten raz to jeden przypadek, Teraz okazało się, że jednak ich było 5.

On jednak twierdzi, że to wszystko robił z samotności, że sex traktował jak sport, że niby się oświadczał, a to wszystko było nieprzemyślane, że tylko mnie kocha. Że się nawrócił i czuje obrzydzenie do tego bo było.  Ale ja totalnie ześwirowałam, to że nie powiedział mi prawdy cholernie boli, a wiem że nie związałabym się z nim jakbym wiedziała to wszystko, dlatego dopytywałam na początku zebym miała jasność w co wchodzę. I niby to teraz akceptuje niby z tym zyje, ale przy byle okazji wymiękam i rzucam w niego tym, że miał tyle kobiet, a ja nie potrafie z tym życ. Kilka razy juz podejmowaliśmy decyzje o rozstaniu, ale jakoś tak nas do siebie ciągnie jednak, ale ta przeszłość mnie prześladuje i znowu wyciągam. Tym bardziej, ze on mi nic nie pomaga, ja mam wszystko zrobić łacznie z przygotowaniem mu śniadania zanim wyjdę do pracy, bo jak nie to potem jest awantura, mam przynosić zakupy do domu jadąc autobusem, bo on nie ma jak zaparkować jak jedzie samochodem itd. Ja mam wszystko wysprzątać w domu, a on może nic nie robić, bo on zarabia na dom. I zarabia 5 razy wiecej ode mnie, ale często jak trzeba zapłacić za zakupy, to on mówi mi przy kasie żebym ja zapłaciła, bo on coś tam. Utrzymuje nas zeby nie było i często płaci, ale najpierw chce u mnie wyzerowac konto a potem dopiero od siebie. Kupił mi samochód i zapłacił ileś tam tysięcy za niego, ale to ja miałam zatankować bo on nie ma.

Kocham go ale nie mam siły z nim zyć. Co chwile maniakalnie dobijam siebie jego przeszłością, a potem dobijam też jego bo nie mogę sobie z tym poradzić.

--



Kawaler po 40-tce zawsze był, jest i będzie "dziwolągiem" ponieważ : ma swoje przyzwyczajenia, nawyki, nie umie żyć w gronie bo ciągle czuje się wolnym człowiekiem,nikt go nie nauczył inaczej żyć.  Teraz masz pretensje i to do niego ,no nie wiem czy nie powinnaś mieć do siebie, bo zanim zdecydowałaś się za niego wyjść za mąż należało dowiedzieć się o nim wszystkiego przed ślubem,a nie już po.Jest takie powiedzenie : " widziały gały co brały " i jest jeszcze jedno powiedzenie dosyć istotne  "co było,a nie jest nie pisze się w rejestr"  to, że on kiedyś miał wiele kobiet,to było kiedyś,teraz jesteś Ty i to poślubiona.Jeśli chcesz z nim być musisz szczerze porozmawiać, a przede wszystkim wyrzucić z siebie to co leży Tobie na wątrobie .Jeszcze nigdy nic samo się nie rozwiązało,żaden problem.Szczera rozmowa załatwi tę sprawę albo w jedną, albo w drugą stronę.Nie ma co się szarpać i niszczyć własnego zdrowia. Powodzenia. smile

Nawet mały gest życzliwości nigdy się nie marnuje
- Ezop -

169

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża

Po pierwsze pan jest po 40 i to jest wiek kiedy libido zaczyna spadać. Jesteś na tyle niedoświadczona,ze pozwalasz sie o to obwiniać.
Po drugie prawdopodobnym jest ,ze z jego strony Wasze małżeństwo jest czystą kalkulacją .Mam tu na myśli jego domniemane myślenie: młoda jest - urobi się .Góruję nad nią finansami  .Może dziecko mi urodzi?wszelkie gospodarcze sprawy /prowadzenie domu/ dla jedynaka z pozycją zawodową i kasą.
Niepokojący jest brak jasnych ustaleń co do ponoszonych wydatków na utrzymanie domu .Kto oplaca mieszkanie?
O ile nie jesteś trollem....to jak na 30 letnią panią jesteś słodko naiwna i zyjąca na jakiejś dziwnej planecie. Poznaliście się na gruncie zawodowym?

170

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża
natolinka napisał/a:
agazaga napisał/a:

Od kilku miesięcy mam życiowy problem.

Wyszłam za mąż i wtedy rozpoczął sie największy problem mojego życia. Związałam się z facetem kilkanaście lat ode mnie starszym. On jest już grubo po czterdziestce.

Co nieco dopytywałam o jego przeszłość, ale generalnie był bardzo małomówny w odniesieniu do tych spraw. Dla mnie jednak to było naprawdę szalenie istotne. Jak to jest że taki facet nie ożenił się wcześniej skoro jak mówił tak bardzo chciał mieć żone. Powiedział mi kiedyś, że dwa razy był bardzo blisko małżeństwa, ale się nie zdecydował. Po tym jak mnie się oświadczył zapytałam czy wczesniej miał narzeczone, zapytałam go czy dwie, i on to potwierdził. To był dla mnie jasny sygnał, że ma poważna przeszłość za sobą i nie chciałam za bardzo w takie układy wchodzić. Ale to był naprawdę super facet i trudno było tak po prostu się rozstać. Tym bardziej ze on nie naruszał za bardzo mojej przestrzeni także tej intymnej. U mnie wchodziły też sprawy światopoglądowe, jestem chrześcijanką i ważna była dla mnie kwestia niekochania się przed ślubem. On też tak deklarował, ale jak sam twierdził nawrócił się kilka lat wcześniej, a przedtem miał problemy z dziedzinie "czystości". Ok kto tam nie miał problemów. Tym bardziej, że ja będąc na studiach też byłam z jednym chłopakiem i poszliśmy na całość. Ale generalnie taki układ mi nie pasował, bardzo zbliżyłam się potem do kościoła i w zasadzie to jeden psycholog chrześcijański wyciągnął mnie z dna depresji i znalazłam swój pokój i Bogu i tak chciałam żyć. On też to deklarował.

No ale pozostaje przeszłość. Ja chciałam być transparentna i powiedziałam mu o mojej "przygodzie" On stwierdził, że raz z jedną osobą tez popełnił ten błąd. Raz to raz, w końcu kto nie popełnia błędów. Ale generalnie coś mi tu nie pasowało, że jak raz, a był w tylu związkach. Ale zapewniał mnie, że tak własnie było, że owszem była w jego życiu nieczystość, ale tak bardzo w życiu nie nagrzeszył. Co się robi z takimi słowami od człowieka, którego sie kocha i który własnie poprosił cie o rękę, ja uwierzyłam. Przed ślubem też pytałam czy z kimś mieszkał - nie mieszkał, dawno w innymi mieszkaniu ktoś zostawał na noc, ale w tym nigdy nikt.

Po ślubie wprowadziłam się do jego mieszkania. Pierwszej nocy zapytałam czy z kimś spał w tym łóżku, zapewniał, że nie. Miałam się tam czuć jak u siebie, ale... w kuchni w szafce było pudełeczko po pierścionku zaręczynowym. Między książkami były zdjęcia z byłymi. W książkach były dedykacje i karteczki od ukochanych, kubki dla Ukochanego, w innym miejscu znowu pudełeczko na pierścionek, tym razem z zawartością. Na jakiejś szafce na wierzchu były karty pokładowe z wyjazdów wakacyjnych z innymi, karteczki - pomoce w kursie przedmałżeńskim. To było tak po prostu nie schowane, można było to dostrzec zwyczajnie w bez żadnej uwagi. Skoro tak wszystko leżało to co by było gdybym otworzyła szufladę - znowu jakieś pamiątki, zdjęcia, karty pokładowe z wyjazdów wakacyjnych, wiele nazwisk się powtarzało, a kilka było pojedynczych. Naliczyłam ok 10 rożnych nazwisk. Zacząłem podpytywać. Co chwile wychodziły nowe rzeczy. Na początku, że narzeczonych było więcej, tylko ja przekręciłam, że chodził wiele lat na terapie, że wozi ze sobą jakieś historie choroby nerek, o której nie wiedziałam (podobno jest już zdrowy dlatego nie powiedział).

To mnie całkowicie zaczęło rozwalać. Wprowadziłam się do innego mieszkania, miałam rozpakowywać swoje rzeczy, a tu co chwile wychodzą nowe kwiatki. Pracowałam zazwyczaj zdalnie, bo przeprowadziłam się na jakieś obrzeża wielkiego miasta prawie z centrum, nagle dojazd gdziekolwiek zajmował mi ponad godzinę. Prawie każdego dnia byłam w domu niemal całkowicie sparaliżowana, tym bardziej, że mój mąż traktował mnie wtedy jakbym miała być  jego służąca, a nie żoną. Wieczorami jak on wracał z pracy to ja wychodziłam na spacer i godzinami  siedziałam na przystankach, żeby tylko z nim nie być. Ja się chciałam kochać, a on był cały czas zmęczony. Mówił, że ubieram się nieseksownie i on jest na mnie zły i nie może. To budziło coraz większą moją frustrację tym bardziej ze co chwile znajdowałam jakieś pamiątki po ex. Zaczęłam kopać w mieszkaniu. Znalazłam w jego komputerze smsy z 10 lat. Jasno z nich wynikało, że przynajmniej przez kilka lat kochał się z tymi kobietami na całego, że z każdą planował ślub i dzieci, co chwile wyjeżdżał na egzotyczne wakacje. Każda byla kobietą jego marzeń.

Tak dopytywałam, że się do wszystkiego przyznał, sam wszystko opowiedział. Tylko twierdzi, że sex z zabezpieczaniem, to nie sex, że poza tym on z prezerwatywą nie mógł bo od razu mu więdł, a poza tym ich było tylko 3. Dlatego niby powiedział prawdę, ze z jedną bo z jedną się w ogole nie zabezpieczał, a ten raz to jeden przypadek, Teraz okazało się, że jednak ich było 5.

On jednak twierdzi, że to wszystko robił z samotności, że sex traktował jak sport, że niby się oświadczał, a to wszystko było nieprzemyślane, że tylko mnie kocha. Że się nawrócił i czuje obrzydzenie do tego bo było.  Ale ja totalnie ześwirowałam, to że nie powiedział mi prawdy cholernie boli, a wiem że nie związałabym się z nim jakbym wiedziała to wszystko, dlatego dopytywałam na początku zebym miała jasność w co wchodzę. I niby to teraz akceptuje niby z tym zyje, ale przy byle okazji wymiękam i rzucam w niego tym, że miał tyle kobiet, a ja nie potrafie z tym życ. Kilka razy juz podejmowaliśmy decyzje o rozstaniu, ale jakoś tak nas do siebie ciągnie jednak, ale ta przeszłość mnie prześladuje i znowu wyciągam. Tym bardziej, ze on mi nic nie pomaga, ja mam wszystko zrobić łacznie z przygotowaniem mu śniadania zanim wyjdę do pracy, bo jak nie to potem jest awantura, mam przynosić zakupy do domu jadąc autobusem, bo on nie ma jak zaparkować jak jedzie samochodem itd. Ja mam wszystko wysprzątać w domu, a on może nic nie robić, bo on zarabia na dom. I zarabia 5 razy wiecej ode mnie, ale często jak trzeba zapłacić za zakupy, to on mówi mi przy kasie żebym ja zapłaciła, bo on coś tam. Utrzymuje nas zeby nie było i często płaci, ale najpierw chce u mnie wyzerowac konto a potem dopiero od siebie. Kupił mi samochód i zapłacił ileś tam tysięcy za niego, ale to ja miałam zatankować bo on nie ma.

Kocham go ale nie mam siły z nim zyć. Co chwile maniakalnie dobijam siebie jego przeszłością, a potem dobijam też jego bo nie mogę sobie z tym poradzić.

--



Kawaler po 40-tce zawsze był, jest i będzie "dziwolągiem" ponieważ : ma swoje przyzwyczajenia, nawyki, nie umie żyć w gronie bo ciągle czuje się wolnym człowiekiem,nikt go nie nauczył inaczej żyć.  Teraz masz pretensje i to do niego ,no nie wiem czy nie powinnaś mieć do siebie, bo zanim zdecydowałaś się za niego wyjść za mąż należało dowiedzieć się o nim wszystkiego przed ślubem,a nie już po.Jest takie powiedzenie : " widziały gały co brały " i jest jeszcze jedno powiedzenie dosyć istotne  "co było,a nie jest nie pisze się w rejestr"  to, że on kiedyś miał wiele kobiet,to było kiedyś,teraz jesteś Ty i to poślubiona.Jeśli chcesz z nim być musisz szczerze porozmawiać, a przede wszystkim wyrzucić z siebie to co leży Tobie na wątrobie .Jeszcze nigdy nic samo się nie rozwiązało,żaden problem.Szczera rozmowa załatwi tę sprawę albo w jedną, albo w drugą stronę.Nie ma co się szarpać i niszczyć własnego zdrowia. Powodzenia. smile


No ale właśnie ja chciałam się dowiedzieć wszystkiego przed ślubem, a on mnie okłamał. Już nie raz mówiłam mu co mi leży na wątrobie, ale on kompletnie mnie nie rozumie, bo niby powiedział mi co trzeba, a o reszcie mowi, że to nie ma znaczenia.


Po pierwsze pan jest po 40 i to jest wiek kiedy libido zaczyna spadać. Jesteś na tyle niedoświadczona,ze pozwalasz sie o to obwiniać.
Po drugie prawdopodobnym jest ,ze z jego strony Wasze małżeństwo jest czystą kalkulacją .Mam tu na myśli jego domniemane myślenie: młoda jest - urobi się .Góruję nad nią finansami  .Może dziecko mi urodzi?wszelkie gospodarcze sprawy /prowadzenie domu/ dla jedynaka z pozycją zawodową i kasą.
Niepokojący jest brak jasnych ustaleń co do ponoszonych wydatków na utrzymanie domu .Kto oplaca mieszkanie?
O ile nie jesteś trollem....to jak na 30 letnią panią jesteś słodko naiwna i zyjąca na jakiejś dziwnej planecie. Poznaliście się na gruncie zawodowym?

Mieszkanie on opłaca, ale ja najczęściej robie zakupy.
No teraz dopiero wiszę, że jestem jak to napisałaś słodko naiwna, ale on wiedział, że taka jestem, a wiedząc jakie on ma doświadczenie, powinien w ogole nie zawracać mi głowy.
Poznaliśmy się na jakies konferencji, ale nie zawodowej. Potem o dziwo spotkałam go na imprezie u wspólnych znajomych (nawet nie wiedziałam ze takich mamy, mieszkamy w dość duzym mieście) ale potem się okazało ze on był wtedy z inną, ale zachowywał się jakby był wolny, bo niby ten związek się juz konczył. Potem po kilku miesiącach, znowu na siebie wpadliśmy i już zostaliśmy razem.

171

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża

W idealnym świecie każdy, zawsze mówi prawdę. W realu natomiast jest z tym różnie i dlatego Bóg dalnam gały, uszy i mózg by rzeczywistość ogarniać. Jeżeli Ty widzisz, że facet zachowuje się jak pierwszej wody pies na baby, to po jasna ciasną nagle uznałaś, że to dobry materiał na partnera? Bo on Ci powiedział??? Ty się czytasz wogóle???

Nie, on nie miał obowiązku mówić Ci prawdy (chociaż ładnie by było gdyby był uczciwy), ale Ty miałaś obowiązek WOBEC SIEBIE, żeby wyciągać wnioski z jego zachowania. I jak przymykałaś oczy na jego babiarstwo, bo tak byłaś na chłopa zdesperowana, to dziś wyłącznie miej do siebie pretensje.

172

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża

Przeszłość się nie liczy liczy się przyszłość a ta wygląda z tym panem moim zdaniem delikatnie to ujmując nieciekawie.

"Księża będą zawsze wykorzystywać ciemnotę i przesądy ludu. Będą posługiwać się religią jak maską, pod którą kryje się obłuda i zbrodniczość ich poczynań"
Tadeusz Kościuszko
"Religia jest dla ludzi bez rozumu"
Józef Piłsudski

173

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża

No szczerze mówiąc nie wiem które kłamstwo jest gorsze sad
- to kiedy facet przed ślubem mowi , że miał tylko jedna dziewczynę a po ślubie okazuje się, że miał ich pięć razy więcej,
- czy to kiedy facet przed ślubem mówi np. że ma doktorat i jest miłośnikiem zwierzątek futerkowych a po ślubie okazuje się , że zajmuje się deratyzacja a doktorat to ma jego kuzyn smile

A może po prostu, kłamstwo jest kłamstwem. Zapodanym w celu zmanipulowania Ciebie do roli osobistej sluzacej.

Jak tam jego deklarowane chrześcijańskie zamiłowanie do miłości bliźniego.  ?

Z Twojego opisu wynika, że pozostał na etapie „jak się siebie samego”....

174

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża
Secondo1 napisał/a:

No szczerze mówiąc nie wiem które kłamstwo jest gorsze sad
- to kiedy facet przed ślubem mowi , że miał tylko jedna dziewczynę a po ślubie okazuje się, że miał ich pięć razy więcej,
- czy to kiedy facet przed ślubem mówi np. że ma doktorat i jest miłośnikiem zwierzątek futerkowych a po ślubie okazuje się , że zajmuje się deratyzacja a doktorat to ma jego kuzyn smile

A może po prostu, kłamstwo jest kłamstwem. Zapodanym w celu zmanipulowania Ciebie do roli osobistej sluzacej.

Jak tam jego deklarowane chrześcijańskie zamiłowanie do miłości bliźniego.  ?

Z Twojego opisu wynika, że pozostał na etapie „jak się siebie samego”....

Ale przecież ona przed ślubem wiedziała, że on raczej lekką ręką do kobiet podchodzi, bo niby był na imprezie z partnerką, a zachowywal sie jak singiel. No to jak, gały nie wiedziały co biorą? Czy też raczej Autorka wolała przymykać oczy na to, bo desperacja by złapać faceta ją zdominowała.

175 Ostatnio edytowany przez agazaga (2019-04-08 17:10:11)

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża
Beyondblackie napisał/a:
Secondo1 napisał/a:

No szczerze mówiąc nie wiem które kłamstwo jest gorsze sad
- to kiedy facet przed ślubem mowi , że miał tylko jedna dziewczynę a po ślubie okazuje się, że miał ich pięć razy więcej,
- czy to kiedy facet przed ślubem mówi np. że ma doktorat i jest miłośnikiem zwierzątek futerkowych a po ślubie okazuje się , że zajmuje się deratyzacja a doktorat to ma jego kuzyn smile

A może po prostu, kłamstwo jest kłamstwem. Zapodanym w celu zmanipulowania Ciebie do roli osobistej sluzacej.

Jak tam jego deklarowane chrześcijańskie zamiłowanie do miłości bliźniego.  ?

Z Twojego opisu wynika, że pozostał na etapie „jak się siebie samego”....

Ale przecież ona przed ślubem wiedziała, że on raczej lekką ręką do kobiet podchodzi, bo niby był na imprezie z partnerką, a zachowywal sie jak singiel. No to jak, gały nie wiedziały co biorą? Czy też raczej Autorka wolała przymykać oczy na to, bo desperacja by złapać faceta ją zdominowała.

na imprezie, na której się spotkaliśmy był sam jeden (napisałam, że był wtedy z kimś innym w sensie w związku z kimś innym, co się okazało dużo, dużo później).
I nie nie szukałam desperacko faceta, bo nie należę do tego typu kobiet, co ja nie było w pobliżu kogoś, to padała i nie umiała nic sama zrobic)

176

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża
agazaga napisał/a:

Od kilku miesięcy mam życiowy problem.

Wyszłam za mąż i wtedy rozpoczął sie największy problem mojego życia. Związałam się z facetem kilkanaście lat ode mnie starszym. On jest już grubo po czterdziestce.

Co nieco dopytywałam o jego przeszłość, ale generalnie był bardzo małomówny w odniesieniu do tych spraw. Dla mnie jednak to było naprawdę szalenie istotne. Jak to jest że taki facet nie ożenił się wcześniej skoro jak mówił tak bardzo chciał mieć żone. Powiedział mi kiedyś, że dwa razy był bardzo blisko małżeństwa, ale się nie zdecydował. Po tym jak mnie się oświadczył zapytałam czy wczesniej miał narzeczone, zapytałam go czy dwie, i on to potwierdził. To był dla mnie jasny sygnał, że ma poważna przeszłość za sobą i nie chciałam za bardzo w takie układy wchodzić. Ale to był naprawdę super facet i trudno było tak po prostu się rozstać. Tym bardziej ze on nie naruszał za bardzo mojej przestrzeni także tej intymnej. U mnie wchodziły też sprawy światopoglądowe, jestem chrześcijanką i ważna była dla mnie kwestia niekochania się przed ślubem. On też tak deklarował, ale jak sam twierdził nawrócił się kilka lat wcześniej, a przedtem miał problemy z dziedzinie "czystości". Ok kto tam nie miał problemów. Tym bardziej, że ja będąc na studiach też byłam z jednym chłopakiem i poszliśmy na całość. Ale generalnie taki układ mi nie pasował, bardzo zbliżyłam się potem do kościoła i w zasadzie to jeden psycholog chrześcijański wyciągnął mnie z dna depresji i znalazłam swój pokój i Bogu i tak chciałam żyć. On też to deklarował.

No ale pozostaje przeszłość. Ja chciałam być transparentna i powiedziałam mu o mojej "przygodzie" On stwierdził, że raz z jedną osobą tez popełnił ten błąd. Raz to raz, w końcu kto nie popełnia błędów. Ale generalnie coś mi tu nie pasowało, że jak raz, a był w tylu związkach. Ale zapewniał mnie, że tak własnie było, że owszem była w jego życiu nieczystość, ale tak bardzo w życiu nie nagrzeszył. Co się robi z takimi słowami od człowieka, którego sie kocha i który własnie poprosił cie o rękę, ja uwierzyłam. Przed ślubem też pytałam czy z kimś mieszkał - nie mieszkał, dawno w innymi mieszkaniu ktoś zostawał na noc, ale w tym nigdy nikt.

Po ślubie wprowadziłam się do jego mieszkania. Pierwszej nocy zapytałam czy z kimś spał w tym łóżku, zapewniał, że nie. Miałam się tam czuć jak u siebie, ale... w kuchni w szafce było pudełeczko po pierścionku zaręczynowym. Między książkami były zdjęcia z byłymi. W książkach były dedykacje i karteczki od ukochanych, kubki dla Ukochanego, w innym miejscu znowu pudełeczko na pierścionek, tym razem z zawartością. Na jakiejś szafce na wierzchu były karty pokładowe z wyjazdów wakacyjnych z innymi, karteczki - pomoce w kursie przedmałżeńskim. To było tak po prostu nie schowane, można było to dostrzec zwyczajnie w bez żadnej uwagi. Skoro tak wszystko leżało to co by było gdybym otworzyła szufladę - znowu jakieś pamiątki, zdjęcia, karty pokładowe z wyjazdów wakacyjnych, wiele nazwisk się powtarzało, a kilka było pojedynczych. Naliczyłam ok 10 rożnych nazwisk. Zacząłem podpytywać. Co chwile wychodziły nowe rzeczy. Na początku, że narzeczonych było więcej, tylko ja przekręciłam, że chodził wiele lat na terapie, że wozi ze sobą jakieś historie choroby nerek, o której nie wiedziałam (podobno jest już zdrowy dlatego nie powiedział).

To mnie całkowicie zaczęło rozwalać. Wprowadziłam się do innego mieszkania, miałam rozpakowywać swoje rzeczy, a tu co chwile wychodzą nowe kwiatki. Pracowałam zazwyczaj zdalnie, bo przeprowadziłam się na jakieś obrzeża wielkiego miasta prawie z centrum, nagle dojazd gdziekolwiek zajmował mi ponad godzinę. Prawie każdego dnia byłam w domu niemal całkowicie sparaliżowana, tym bardziej, że mój mąż traktował mnie wtedy jakbym miała być  jego służąca, a nie żoną. Wieczorami jak on wracał z pracy to ja wychodziłam na spacer i godzinami  siedziałam na przystankach, żeby tylko z nim nie być. Ja się chciałam kochać, a on był cały czas zmęczony. Mówił, że ubieram się nieseksownie i on jest na mnie zły i nie może. To budziło coraz większą moją frustrację tym bardziej ze co chwile znajdowałam jakieś pamiątki po ex. Zaczęłam kopać w mieszkaniu. Znalazłam w jego komputerze smsy z 10 lat. Jasno z nich wynikało, że przynajmniej przez kilka lat kochał się z tymi kobietami na całego, że z każdą planował ślub i dzieci, co chwile wyjeżdżał na egzotyczne wakacje. Każda byla kobietą jego marzeń.

Tak dopytywałam, że się do wszystkiego przyznał, sam wszystko opowiedział. Tylko twierdzi, że sex z zabezpieczaniem, to nie sex, że poza tym on z prezerwatywą nie mógł bo od razu mu więdł, a poza tym ich było tylko 3. Dlatego niby powiedział prawdę, ze z jedną bo z jedną się w ogole nie zabezpieczał, a ten raz to jeden przypadek, Teraz okazało się, że jednak ich było 5.

On jednak twierdzi, że to wszystko robił z samotności, że sex traktował jak sport, że niby się oświadczał, a to wszystko było nieprzemyślane, że tylko mnie kocha. Że się nawrócił i czuje obrzydzenie do tego bo było.  Ale ja totalnie ześwirowałam, to że nie powiedział mi prawdy cholernie boli, a wiem że nie związałabym się z nim jakbym wiedziała to wszystko, dlatego dopytywałam na początku zebym miała jasność w co wchodzę. I niby to teraz akceptuje niby z tym zyje, ale przy byle okazji wymiękam i rzucam w niego tym, że miał tyle kobiet, a ja nie potrafie z tym życ. Kilka razy juz podejmowaliśmy decyzje o rozstaniu, ale jakoś tak nas do siebie ciągnie jednak, ale ta przeszłość mnie prześladuje i znowu wyciągam. Tym bardziej, ze on mi nic nie pomaga, ja mam wszystko zrobić łacznie z przygotowaniem mu śniadania zanim wyjdę do pracy, bo jak nie to potem jest awantura, mam przynosić zakupy do domu jadąc autobusem, bo on nie ma jak zaparkować jak jedzie samochodem itd. Ja mam wszystko wysprzątać w domu, a on może nic nie robić, bo on zarabia na dom. I zarabia 5 razy wiecej ode mnie, ale często jak trzeba zapłacić za zakupy, to on mówi mi przy kasie żebym ja zapłaciła, bo on coś tam. Utrzymuje nas zeby nie było i często płaci, ale najpierw chce u mnie wyzerowac konto a potem dopiero od siebie. Kupił mi samochód i zapłacił ileś tam tysięcy za niego, ale to ja miałam zatankować bo on nie ma.

Kocham go ale nie mam siły z nim zyć. Co chwile maniakalnie dobijam siebie jego przeszłością, a potem dobijam też jego bo nie mogę sobie z tym poradzić.

--


Mam nadzieję, że jesteś troliskiem, bo trudno mi jakieś uwierzyć w istnienie tak nierozgarniętej 30-letniej kobiety. Bo jak to prawda, to mi z wrażenia wszystko opadło. Ile Wy się znaliście przed ślubem, tydzień? Nie bez powodu ludzie bywają w związkach latami, zanim zdecydują się na ślub, bo do tego to się trzeba trochę znać. I nie mówię o tym, że facet w przeszłości kogoś miał, bo to najmniejszy problem. Problemem jest to, że Ciebie traktuje jak gó#no.

177

Odp: nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża
Entropia napisał/a:
agazaga napisał/a:

Od kilku miesięcy mam życiowy problem.

Wyszłam za mąż i wtedy rozpoczął sie największy problem mojego życia. Związałam się z facetem kilkanaście lat ode mnie starszym. On jest już grubo po czterdziestce.

Co nieco dopytywałam o jego przeszłość, ale generalnie był bardzo małomówny w odniesieniu do tych spraw. Dla mnie jednak to było naprawdę szalenie istotne. Jak to jest że taki facet nie ożenił się wcześniej skoro jak mówił tak bardzo chciał mieć żone. Powiedział mi kiedyś, że dwa razy był bardzo blisko małżeństwa, ale się nie zdecydował. Po tym jak mnie się oświadczył zapytałam czy wczesniej miał narzeczone, zapytałam go czy dwie, i on to potwierdził. To był dla mnie jasny sygnał, że ma poważna przeszłość za sobą i nie chciałam za bardzo w takie układy wchodzić. Ale to był naprawdę super facet i trudno było tak po prostu się rozstać. Tym bardziej ze on nie naruszał za bardzo mojej przestrzeni także tej intymnej. U mnie wchodziły też sprawy światopoglądowe, jestem chrześcijanką i ważna była dla mnie kwestia niekochania się przed ślubem. On też tak deklarował, ale jak sam twierdził nawrócił się kilka lat wcześniej, a przedtem miał problemy z dziedzinie "czystości". Ok kto tam nie miał problemów. Tym bardziej, że ja będąc na studiach też byłam z jednym chłopakiem i poszliśmy na całość. Ale generalnie taki układ mi nie pasował, bardzo zbliżyłam się potem do kościoła i w zasadzie to jeden psycholog chrześcijański wyciągnął mnie z dna depresji i znalazłam swój pokój i Bogu i tak chciałam żyć. On też to deklarował.

No ale pozostaje przeszłość. Ja chciałam być transparentna i powiedziałam mu o mojej "przygodzie" On stwierdził, że raz z jedną osobą tez popełnił ten błąd. Raz to raz, w końcu kto nie popełnia błędów. Ale generalnie coś mi tu nie pasowało, że jak raz, a był w tylu związkach. Ale zapewniał mnie, że tak własnie było, że owszem była w jego życiu nieczystość, ale tak bardzo w życiu nie nagrzeszył. Co się robi z takimi słowami od człowieka, którego sie kocha i który własnie poprosił cie o rękę, ja uwierzyłam. Przed ślubem też pytałam czy z kimś mieszkał - nie mieszkał, dawno w innymi mieszkaniu ktoś zostawał na noc, ale w tym nigdy nikt.

Po ślubie wprowadziłam się do jego mieszkania. Pierwszej nocy zapytałam czy z kimś spał w tym łóżku, zapewniał, że nie. Miałam się tam czuć jak u siebie, ale... w kuchni w szafce było pudełeczko po pierścionku zaręczynowym. Między książkami były zdjęcia z byłymi. W książkach były dedykacje i karteczki od ukochanych, kubki dla Ukochanego, w innym miejscu znowu pudełeczko na pierścionek, tym razem z zawartością. Na jakiejś szafce na wierzchu były karty pokładowe z wyjazdów wakacyjnych z innymi, karteczki - pomoce w kursie przedmałżeńskim. To było tak po prostu nie schowane, można było to dostrzec zwyczajnie w bez żadnej uwagi. Skoro tak wszystko leżało to co by było gdybym otworzyła szufladę - znowu jakieś pamiątki, zdjęcia, karty pokładowe z wyjazdów wakacyjnych, wiele nazwisk się powtarzało, a kilka było pojedynczych. Naliczyłam ok 10 rożnych nazwisk. Zacząłem podpytywać. Co chwile wychodziły nowe rzeczy. Na początku, że narzeczonych było więcej, tylko ja przekręciłam, że chodził wiele lat na terapie, że wozi ze sobą jakieś historie choroby nerek, o której nie wiedziałam (podobno jest już zdrowy dlatego nie powiedział).

To mnie całkowicie zaczęło rozwalać. Wprowadziłam się do innego mieszkania, miałam rozpakowywać swoje rzeczy, a tu co chwile wychodzą nowe kwiatki. Pracowałam zazwyczaj zdalnie, bo przeprowadziłam się na jakieś obrzeża wielkiego miasta prawie z centrum, nagle dojazd gdziekolwiek zajmował mi ponad godzinę. Prawie każdego dnia byłam w domu niemal całkowicie sparaliżowana, tym bardziej, że mój mąż traktował mnie wtedy jakbym miała być  jego służąca, a nie żoną. Wieczorami jak on wracał z pracy to ja wychodziłam na spacer i godzinami  siedziałam na przystankach, żeby tylko z nim nie być. Ja się chciałam kochać, a on był cały czas zmęczony. Mówił, że ubieram się nieseksownie i on jest na mnie zły i nie może. To budziło coraz większą moją frustrację tym bardziej ze co chwile znajdowałam jakieś pamiątki po ex. Zaczęłam kopać w mieszkaniu. Znalazłam w jego komputerze smsy z 10 lat. Jasno z nich wynikało, że przynajmniej przez kilka lat kochał się z tymi kobietami na całego, że z każdą planował ślub i dzieci, co chwile wyjeżdżał na egzotyczne wakacje. Każda byla kobietą jego marzeń.

Tak dopytywałam, że się do wszystkiego przyznał, sam wszystko opowiedział. Tylko twierdzi, że sex z zabezpieczaniem, to nie sex, że poza tym on z prezerwatywą nie mógł bo od razu mu więdł, a poza tym ich było tylko 3. Dlatego niby powiedział prawdę, ze z jedną bo z jedną się w ogole nie zabezpieczał, a ten raz to jeden przypadek, Teraz okazało się, że jednak ich było 5.

On jednak twierdzi, że to wszystko robił z samotności, że sex traktował jak sport, że niby się oświadczał, a to wszystko było nieprzemyślane, że tylko mnie kocha. Że się nawrócił i czuje obrzydzenie do tego bo było.  Ale ja totalnie ześwirowałam, to że nie powiedział mi prawdy cholernie boli, a wiem że nie związałabym się z nim jakbym wiedziała to wszystko, dlatego dopytywałam na początku zebym miała jasność w co wchodzę. I niby to teraz akceptuje niby z tym zyje, ale przy byle okazji wymiękam i rzucam w niego tym, że miał tyle kobiet, a ja nie potrafie z tym życ. Kilka razy juz podejmowaliśmy decyzje o rozstaniu, ale jakoś tak nas do siebie ciągnie jednak, ale ta przeszłość mnie prześladuje i znowu wyciągam. Tym bardziej, ze on mi nic nie pomaga, ja mam wszystko zrobić łacznie z przygotowaniem mu śniadania zanim wyjdę do pracy, bo jak nie to potem jest awantura, mam przynosić zakupy do domu jadąc autobusem, bo on nie ma jak zaparkować jak jedzie samochodem itd. Ja mam wszystko wysprzątać w domu, a on może nic nie robić, bo on zarabia na dom. I zarabia 5 razy wiecej ode mnie, ale często jak trzeba zapłacić za zakupy, to on mówi mi przy kasie żebym ja zapłaciła, bo on coś tam. Utrzymuje nas zeby nie było i często płaci, ale najpierw chce u mnie wyzerowac konto a potem dopiero od siebie. Kupił mi samochód i zapłacił ileś tam tysięcy za niego, ale to ja miałam zatankować bo on nie ma.

Kocham go ale nie mam siły z nim zyć. Co chwile maniakalnie dobijam siebie jego przeszłością, a potem dobijam też jego bo nie mogę sobie z tym poradzić.

--


Mam nadzieję, że jesteś troliskiem, bo trudno mi jakieś uwierzyć w istnienie tak nierozgarniętej 30-letniej kobiety. Bo jak to prawda, to mi z wrażenia wszystko opadło. Ile Wy się znaliście przed ślubem, tydzień? Nie bez powodu ludzie bywają w związkach latami, zanim zdecydują się na ślub, bo do tego to się trzeba trochę znać. I nie mówię o tym, że facet w przeszłości kogoś miał, bo to najmniejszy problem. Problemem jest to, że Ciebie traktuje jak gó#no.

Nie jestem troliskiem ;(

Posty [ 153 do 177 z 177 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » nie potrafię sobie poradzić z przeszłością mojego męża

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018