Brak chęci życia- iść do psychiatry? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ZDROWIE KOBIETY » Brak chęci życia- iść do psychiatry?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

Temat: Brak chęci życia- iść do psychiatry?

Przepraszam za ten długi wywód, ale muszę to z siebie wyrzucić

Od kilku lat mam problemy z depresją. Ta depresja narodziła się z bardzo głupiego powodu, bo z samotności, ale ktoś, kto sam tego nie przeżył nigdy tego nie zrozumie
Już jako 14-latka było mi ciężko. Miałam tylko jedną koleżankę, która mnie wtedy jeszcze wykorzystywała. Z nią kontakt zerwałam zaraz po gimnazjum.
Myślałam, że w liceum będzie lepiej, ale też niestety nic się nie poprawiło, z resztą mieszkam w małym mieście, więc 70% osób w liceum już znałam, to byli ci sami znajomi co w gimnazjum.
W pierwszej LO jeszcze jakoś to było a od drugiej zaczęło się coś, przez co jeszcze nie do końca mogę dojść do siebie. Przepisała się do innej klasy moja koleżanka, którą bardzo lubiłam a wiadomo, niby chodziła do równoległej, ale kontakt się pogorszył. Dodatkowo dyrektor nie lubił naszej klasy, przez co dostaliśmy najgorszych nauczycieli, do których niestety trzeba było iść z kopertą a ja tego nie wiedziałam, więc miałam zaniżane oceny i nagle w kilka miesięcy ze średniej 4,95 zrobiło mi się 3,41 przy większej ilości czasu poświęconego nauce. Ktoś by mnie mógł wyśmiać, ale ja rekompensowałam sobie brak znajomych dobrą średnią a potem to już nawet tego nie miałam.
Skończyłam liceum, ale nie dostałam się na studia, więc zostałam rok w domu. Ale żałuję tej decyzji. Mam młodszą o 4 lata siostrę, ma w tym roku 16 lat i jest moim największym wrogiem. Przez cały ten rok szkolny potrafiłam ją nawet kilka razy w tygodniu odbierać ze szkoły. Siedziałam nad książkami, a swój wolny czas poświęcałam, wsiadałam w auto i jechałam odebrać siostrę. Żadnego "dziękuję" nie usłyszałam ani razu. Za to wiele razy dostałam opierdziel, że np za daleko stanęłam od szkoły i bidulka zmokła idąc te 20m! Uwierzcie mi, że dla osoby z depresją, która potrzebuje wsparcia jest to straszne. Za to ja zawsze chcąc czy nie chcąc musiałam być wsparciem, choćby ze względu na rodziców. Jak siostra miała jakiś problem np. w szkole przezywały ją koleżanki itp. to ja jej radziłam, pocieszałam, mówiłam, żeby się nie przejmowała za to kiedy mi przykładowo nie poszły matury, było mi źle i chciałam o tym pogadać to zawsze słyszałam "Mam to w d*pie! Co mnie to obchodzi!". Bardzo mi było przykro i powiedziałam mamie, że mnie jest nie miło a ona na to, że ona jest młodsza i głupkowata jeszcze. Tylko, że ja zawsze musiałam być starsza i mądrzejsza, nawet gdy miałam 12 lat a przecież 16 lat to prawie dorosły człowiek.
Sytuacji takich było o wiele więcej. To wszystko przyczyniło się do tego, że mam słabą psychikę, jestem niepewna siebie i mam kompleksy. Od pewnego czasu walczę z tym, oglądam filmiki nagrywane przez psychologów, książki psychologiczne i owszem, z brakiem znajomych jakoś idzie się pogodzić. Mogę się spotykać z kimś raz na miesiąc, ale najgorsza jest rodzina. Bo z rodziną przebywam co dzień. Rodzice przez wiele lat nie wiedzieli, że mam depresję. Ukrywałam to (a miałam wtedy nawet myśli samobójcze). Jednak w zeszłym roku sami twierdzili, że mam depresję, ale gdy pytałam się, co z tym zrobić powiedzieli, że nic, bo samo przejdzie. Pytałam się, czy mogę iść do psychologa, ale stwierdzili, że to mi nic nie da (to była racja, w promieniu 60 km nie ma tu żadnego dobrego psychologa) a jak pytałam, czy mogę iść po psychotropy to stwierdzili, że psychotropy są bardzo złe dla zdrowia, otłumaniają itp. oraz że jak raz się skorzysta z pomocy psychologów czy psychiatrów to potem przy każdym problemie w dorosłym życiu też się będzie z tego korzystać. Rodzice studiowali na Akademii Medycznej, więc wiedzą co mówią (chyba).
Ja już nie wiem, co robić. Mówiłam rodzicom prze łzy jeszcze nie tak dawno, że nie znoszę swojego życia i jestem nieszczęśliwa a na to słyszę tylko odpowiedzi "tak jak każdy" albo "weź nie zachowuj się jak małe dziecko- szczęście nie istnieje" lub "jeszcze po tyłku w życiu nie dostałaś". No ale jestem na wielu grupach na fb i bardzo dużo osób pisało, że nie wyobraża sobie mieć myśli samobójczych i że cieszą się życiem. Ja nie wiem zaś, jak to jest być szczęśliwym, tak na prawdę szczęśliwym. Kiedy potrzebowałam wsparcia np przyjaciółki to jej nie miałam- miałam tylko koleżanki. Kilku chłopaków, którzy mi się podobali też mieli już dziewczyny a jestem pewna, że gdybym miała chociaż chłopaków to nie byłoby ze mną aż tak źle.
Tylko że jak olewają nas znajomi, to my też ich olewamy, ale od rodziny oczekuję wsparcia. Mam czasem trudne momenty i chciałabym pogadać, wyżalić się a tu się nie da. W mojej rodzinie pomoc idzie tylko w jedną stronę, szkoda że tylko ode mnie (przy czym nawet nie ze swojej woli, tylko dla rodziców),
Zastanawiam się, czy nie iść do psychiatry, ale co on może? Wypisze mi leki, ale co jeśli na mnie te leki nie zadziałają i będę chodzić przytłumiona? Znam panią, która brała psychotropy i nie dało się iść do niej na korepetycje, bo zasypiała na lekcji a ja nie chcę taka być, bo idę teraz na studia i muszę się uczyć
Co mam zrobić?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-08-30 20:03:47)

Odp: Brak chęci życia- iść do psychiatry?
advokatova napisał/a:

(...) Od kilku lat mam problemy z depresją. Ta depresja narodziła się z bardzo głupiego powodu, bo z samotności, ale ktoś, kto sam tego nie przeżył nigdy tego nie zrozumie (...)

To lekarz postawił diagnozę?


(...)  psychotropy są bardzo złe dla zdrowia, otłumaniają itp. oraz że jak raz się skorzysta z pomocy psychologów czy psychiatrów to potem przy każdym problemie w dorosłym życiu też się będzie z tego korzystać. (...)

Bzdura, bzdura, bzdura.
Nie ma lekarstwa, które pozbawione jest skutków ubocznych. Leki psychotropowe nowej generacji nie powodują tego, co nazywasz otumanieniem. Nieprawdą też jest to, iż ktoś kto skorzystał z pomocy psychiatry/psychologa/psychoterapeuty jest skazany na nich do końca swego życia.


(...) Zastanawiam się, czy nie iść do psychiatry, ale co on może? Wypisze mi leki, ale co jeśli na mnie te leki nie zadziałają i będę chodzić przytłumiona?

Psychiatra nie ma czarodziejskiej różdżki, nie wypowie zaklęcia, które spowodowałoby wieczną Twą szczęśliwość. Może on jednak postawić diagnozę Twego stanu zdrowia (psychicznego) i, jeśli będzie taka potrzeba, zaordynować terapię (albo farmakoterapię, albo psychoterapię, albo i jedno, i drugie). Osobą, która ma decydujący wpływ na to, co z ewentualnej terapii wyniknie jesteś jednak Ty.


(...) Co mam zrobić?

Uświadomić sobie, że jesteś (czy tego chcesz czy nie) odpowiedzialna za swe życie, za podejmowane decyzje (brak decyzji też jest decyzją). Nikt za Ciebie życia nie przeżyje. Możesz jednak (bo któż Ci tego zabroni) dalej być osobą zależną psychicznie.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski
Odp: Brak chęci życia- iść do psychiatry?

Wiem jak sie czujesz.
Checi posiadania znajomych
wygadania sie i oczekiwanie na wsparcie a nie zmieszanie z blotem. Mam tak samo. Akurat jestem w takim dzis stanie ze nawet nie mam sily dalej odp. Gdy sie troche podbuduje dopisze reszte...

4

Odp: Brak chęci życia- iść do psychiatry?
Wielokropek napisał/a:
advokatova napisał/a:

(...) Od kilku lat mam problemy z depresją. Ta depresja narodziła się z bardzo głupiego powodu, bo z samotności, ale ktoś, kto sam tego nie przeżył nigdy tego nie zrozumie (...)

To lekarz postawił diagnozę?


(...)  psychotropy są bardzo złe dla zdrowia, otłumaniają itp. oraz że jak raz się skorzysta z pomocy psychologów czy psychiatrów to potem przy każdym problemie w dorosłym życiu też się będzie z tego korzystać. (...)

Bzdura, bzdura, bzdura.
Nie ma lekarstwa, które pozbawione jest skutków ubocznych. Leki psychotropowe nowej generacji nie powodują tego, co nazywasz otumanieniem. Nieprawdą też jest to, iż ktoś kto skorzystał z pomocy psychiatry/psychologa/psychoterapeuty jest skazany na nich do końca swego życia.


(...) Zastanawiam się, czy nie iść do psychiatry, ale co on może? Wypisze mi leki, ale co jeśli na mnie te leki nie zadziałają i będę chodzić przytłumiona?

Psychiatra nie ma czarodziejskiej różdżki, nie wypowie zaklęcia, które spowodowałoby wieczną Twą szczęśliwość. Może on jednak postawić diagnozę Twego stanu zdrowia (psychicznego) i, jeśli będzie taka potrzeba, zaordynować terapię (albo farmakoterapię, albo psychoterapię, albo i jedno, i drugie). Osobą, która ma decydujący wpływ na to, co z ewentualnej terapii wyniknie jesteś jednak Ty.


(...) Co mam zrobić?

Uświadomić sobie, że jesteś (czy tego chcesz czy nie) odpowiedzialna za swe życie, za podejmowane decyzje (brak decyzji też jest decyzją). Nikt za Ciebie życia nie przeżyje. Możesz jednak (bo któż Ci tego zabroni) dalej być osobą zależną psychicznie.

"To lekarz postawił diagnozę?"- yyyy no tak a kto inny miał postawić? Przecież psycholog nie ma takich uprawnień z tego co wiem.

"Nie ma lekarstwa, które pozbawione jest skutków ubocznych. Leki psychotropowe nowej generacji nie powodują tego, co nazywasz otumanieniem. Nieprawdą też jest to, iż ktoś kto skorzystał z pomocy psychiatry/psychologa/psychoterapeuty jest skazany na nich do końca swego życia."- serio nie ma takiego otłumanienia? Tylko że sama znałam osobę, która na psychotropach wyglądała jakby ją z krzyża zdjęli

Dziękuję za radę. Wiem, że powinnam się ogarnąć, ale sama nie wiem co robić. Czy radzić sobie sama czy skorzystać z pomocy lekarza, ale zaś jestem nieufna i raczej nie potrafiłabym w 100% otworzyć się przed obcym człowiekiem. Ale czasami mam takiego doła, że nie mam siły na nic

5

Odp: Brak chęci życia- iść do psychiatry?
advokatova napisał/a:

yyyy no tak a kto inny miał postawić? Przecież psycholog nie ma takich uprawnień z tego co wiem. (...)

Psycholog, być może nie każdy (podobnie z lekarzem), postawi.

(...) serio nie ma takiego otłumanienia? Tylko że sama znałam osobę, która na psychotropach wyglądała jakby ją z krzyża zdjęli (...)

Znasz jedną osobę, która tak zareagowała (być może miała jeszcze nie dość dobrze dobrane leki, być może niewłaściwie je zażywała) i na podstawie jednostkowego przypadku stosujesz uogólnienia?

(...) Czy radzić sobie sama czy skorzystać z pomocy lekarza, ale zaś jestem nieufna i raczej nie potrafiłabym w 100% otworzyć się przed obcym człowiekiem. Ale czasami mam takiego doła, że nie mam siły na nic

Skoro dotychczasowe Twe wysiłki, by 'samej się ogarnąć' nie przyniosły rezultatu... .
Nie chcesz się "otwierać" (jakkolwiek dziwnie brzmi to słowo) to się nie otwieraj. Hoduj w sobie złość, zazdrość i zawiść do wszystkich. Wiedz jednak, że ludzie dość dobrze rozpoznają postawę innych i starają się szerokim łukiem omijać niesympatyczne osoby.

Z innego Twego wątku:

(...) Lubię pomagać innym, nawet bezinteresownie, ale ZAWSZE oczekuję coś w zamian a w 100% to oczekiwanie to szacunek. Jeśli komuś pomagam nawet bezinteresownie, to chciałabym chociaż szacunku wobec mnie (...)

Albo, albo. Albo ktoś robi coś bezinteresownie, albo w zamian za swe działanie oczekuje (choćby) szacunku.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

6

Odp: Brak chęci życia- iść do psychiatry?

Minęła północ, więc nie mogę edytować. hmm

Napisałaś, że to lekarz stwierdził u Ciebie depresję. Stwierdził i nie zalecił żadnego leczenia? Na pewno trafiłaś do właściwego lekarza? A może zaproponował jakąś terapię, a Ty jej nie podjęłaś?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

7

Odp: Brak chęci życia- iść do psychiatry?

Daj sobie spokój. Nie tracisz wzroku ani słuchu jednocześnie,więc czym się dołujesz? A co ja mam powiedzieć? Rodzina o mnie nie pamięta, żaden facet mnie nie chce i do tego ujawniła się choroba, której nigdzie nie można leczyć.

Spędzam każdy weekend samotnie a ona z moim ukochanym robi wszystko, co ja powinnam robić. ;(

8

Odp: Brak chęci życia- iść do psychiatry?
Wielokropek napisał/a:
advokatova napisał/a:

yyyy no tak a kto inny miał postawić? Przecież psycholog nie ma takich uprawnień z tego co wiem. (...)

Psycholog, być może nie każdy (podobnie z lekarzem), postawi.

(...) serio nie ma takiego otłumanienia? Tylko że sama znałam osobę, która na psychotropach wyglądała jakby ją z krzyża zdjęli (...)

Znasz jedną osobę, która tak zareagowała (być może miała jeszcze nie dość dobrze dobrane leki, być może niewłaściwie je zażywała) i na podstawie jednostkowego przypadku stosujesz uogólnienia?

(...) Czy radzić sobie sama czy skorzystać z pomocy lekarza, ale zaś jestem nieufna i raczej nie potrafiłabym w 100% otworzyć się przed obcym człowiekiem. Ale czasami mam takiego doła, że nie mam siły na nic

Skoro dotychczasowe Twe wysiłki, by 'samej się ogarnąć' nie przyniosły rezultatu... .
Nie chcesz się "otwierać" (jakkolwiek dziwnie brzmi to słowo) to się nie otwieraj. Hoduj w sobie złość, zazdrość i zawiść do wszystkich. Wiedz jednak, że ludzie dość dobrze rozpoznają postawę innych i starają się szerokim łukiem omijać niesympatyczne osoby.

Z innego Twego wątku:

(...) Lubię pomagać innym, nawet bezinteresownie, ale ZAWSZE oczekuję coś w zamian a w 100% to oczekiwanie to szacunek. Jeśli komuś pomagam nawet bezinteresownie, to chciałabym chociaż szacunku wobec mnie (...)

Albo, albo. Albo ktoś robi coś bezinteresownie, albo w zamian za swe działanie oczekuje (choćby) szacunku.

Psycholodzy nie są uprawnieni do stawiania diagnoz, oni są po studiach humanistycznych, więc o funkcjonowaniu organizmu nie wiedzą za dużo, ale tak, lekarz nie ma problemu z podstawieniem diagnozy
To znaczy ja znam jeden może 2 takie przypadki, ale słyszałam tą teorię od znajomej pielęgniarki, która jednak ma jakieś pojęcie na ten temat, ja nie siedzę w tym temacie, ale skoro ktoś jest po uniwersytecie medycznym i takie przypadki widywał to chyba wie co robi? Poza tym- tak jak napisałam wyżej- ja znam taką jedną czy 2 osoby. I tak, mogą to być pojedyncze przypadki, ale co jeśli ja będę je brać i akurat na 100 osób będę właśnie tą jedną, która miała pecha?
No widzisz, nie rozumiesz jak dla takiej osoby jak ja trudno jest się zwierzyć. Jeśli ktoś ma bliskiego przyjaciela i dzielenie się z nim problemami to dla niego norma to ok, ale ja takiego nigdy nie miałam. Zawsze jak się komuś zwierzałam to potem obracało się to przeciwko mnie. Dlatego tym bardziej trudno jest ot tak przyjść i opowiedzieć o tak na prawdę przykrej dla siebie sytuacji komuś zupełnie obcemu
Tak, nie da się pomagać komuś totalnie bezinteresownie. Przyznaj- czy pomagałbyś komuś, kto nie powie "dziękuję" tylko będzie cię dodatkowo obrażał i poniżał? Nie, nie zrobisz tego. Pomożesz raz i jak usłyszysz wyzwiska to kopniesz przysłowiowo taką osobę w tyłek. Dobrze pamiętam, jak byłam trochę młodsza i pomagałam wnosić zakupy na 4 piętro starszej pani- sąsiadce dziadków. Wymagało to trochę wysiłku, trochę chęci i czasu. Nie dostawałam pieniędzy, bo robiłam to "bezinteresownie", a uśmiech tej pani i serdeczne "dziękuję" wynagradzało wielokrotne wchodzenie z ciężkimi reklamówkami po tych schodach. I tak, ta pani odwdzięczała się uśmiechem a ja właśnie to uważałam za ten szacunek w zamian za niesioną pomoc (choć to wcale nie tak wiele) a tymczasem gdybym została jeszcze wyzwana od g*wniar- myślisz że bym jej pomogła? Nie. I nikt inny też nie. Bo nie ma zupełnie bezinteresownej pomocy.
Zupełnie się z tobą zgadzam w kwestii, że ludzie omijają niesympatyczne osoby i dlatego szacunek w zamian za pomoc to jest bezinteresowna pomoc, bo bez tego szacunku nikt nam pomocy nie da
A ja jako osoba, która często bywała uśmiechnięta, lubiąca rozmawiać z ludźmi, nieść pomoc oczekiwała tak niewiele- szacunek.
I niestety go nie dostałam. To prawda, że osoby najwięcej się śmiejące najwięcej płaczą po nocach. Ja właśnie tak mam. To właśnie ja teoretycznie powinnam omijać wszystkie osoby naładowane negatywnymi emocjami, bo to one sprawiły, że jestem w tym stanie co jestem, ale u nas jest taka zdecydowana większość (osoby miłe też są, nie powiem, ale to zdecydowana mniejszość). Takie wampiry emocjonalne, dla których ja jestem miła a oni potem nie odpowiadają "cześć" na chodniku, nie mówiąc o zaproszeniu na imprezę. Miałam taką sytuację w klasie maturalnej, że mieliśmy 2 godziny polskiego pod rząd, więc część osób wyszła z klasy, do której drzwi były otwarte a część została w środku. Ja wyszłam na chwilę do toalety a jak wróciłam to koleżanka z ławki miała w ręce zaproszenie na urodziny, które oglądała, spojrzała w stronę tylnych ławek więc wiedziałam, że to któraś z tamtych osób, ale to było bardzo niemiłe, szczególnie że się kolegowaliśmy z tą osobą
No niby mogę iść do lekarza, ale co mi to da? Czy psychotropy wymarzą z pamięci to co było i zastąpią przyjaciół? Bo nawet nie wiem, czy jest sens się po prostu truś psychotropami

9

Odp: Brak chęci życia- iść do psychiatry?
Wielokropek napisał/a:

Minęła północ, więc nie mogę edytować. hmm

Napisałaś, że to lekarz stwierdził u Ciebie depresję. Stwierdził i nie zalecił żadnego leczenia? Na pewno trafiłaś do właściwego lekarza? A może zaproponował jakąś terapię, a Ty jej nie podjęłaś?

Tak jak najbardziej lekarz zlecił mi wizytę u psychiatry i to tak na prawdę mnie do niej namawiał, ale ja jestem psychicznie w takim dołku że nawet nie chce mi się do żadnego iść
Poza tym w okolicy nie ma żadnego godnego zaufania psychiatry

10

Odp: Brak chęci życia- iść do psychiatry?
ASeyfried napisał/a:

Daj sobie spokój. Nie tracisz wzroku ani słuchu jednocześnie,więc czym się dołujesz? A co ja mam powiedzieć? Rodzina o mnie nie pamięta, żaden facet mnie nie chce i do tego ujawniła się choroba, której nigdzie nie można leczyć.

Spędzam każdy weekend samotnie a ona z moim ukochanym robi wszystko, co ja powinnam robić. ;(

Przykre jest to co piszesz
Ale widzę problem tu właśnie. Ze mną jest teraz lepiej, bo też myślałam jeszcze nie tak dawno, że mam najgorzej na świecie i problemy innych w porównaniu do moich to pikuś
Tobie życzę, byś również wyszła z tego dołka

11

Odp: Brak chęci życia- iść do psychiatry?

Hm... .
Jeśli ktoś, kto oczekuje (oczekuje?) pomocy krańcowo inaczej ją rozumie niż ja, to z pomagania - tak jak tutaj - rezygnuję, bez kopania tej osoby w cokolwiek.


Życzę Ci, byś była zadowoloną z życia, z siebie, z kontaktów z innymi ludźmi, osobą.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

12

Odp: Brak chęci życia- iść do psychiatry?
Wielokropek napisał/a:

Hm... .
Jeśli ktoś, kto oczekuje (oczekuje?) pomocy krańcowo inaczej ją rozumie niż ja, to z pomagania - tak jak tutaj - rezygnuję, bez kopania tej osoby w cokolwiek.


Życzę Ci, byś była zadowoloną z życia, z siebie, z kontaktów z innymi ludźmi, osobą.

Heh, chodziło mi o przysłowiowe kopanie kogoś, nie dosłownie smile Kopanie w sensie olanie
Dziękuję za pomoc

13 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-03-28 13:33:02)

Odp: Brak chęci życia- iść do psychiatry?

Udałam się po pomoc w Gdyni do  spam. Wizyta u psychiatry to nie wstyd, a często może diametralnie odmienić nasze życie. W moim przypadku właśnie tak było.

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ZDROWIE KOBIETY » Brak chęci życia- iść do psychiatry?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018