Być drugą i macochą - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 213 214 215 216 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8,133 do 8,170 z 8,172 ]

8,133

Odp: Być drugą i macochą

Dziekuje Wam za odpowiedzi. Na pewno trochę mi one uświadomiły. To, że ta sytuacja jest dla mnie niewygodna jest oczywiście prawdą i sama też od dawna zdaję sobie z tego sprawę... Jednak jak pewnie się domyślacie w grę wchodzi zaangażowanie, zaufanie i potrzeba bliskości, więc radykalne decyzje są dla mnie trudne, choć od dawna je rozważam. To, że obowiązek opieki nad dzieckiem istnieje oczywiście wiem nie od dziś, jednak nasza historia jest długa i zawiła, a na samym początku nasze życie wyglądało zupełnie inaczej, moje nastawienie również.  Partner staje na rzęsach, żeby nie dopuścić do rozstania. To daje mi jakieś tam wewnętrzne przekonanie o słuszności tego związku - wiem, że z jego strony jest to szczere i jestem dla niego bardzo ważna. Tylko pytanie, czy to wystarczające, aby być w życiu szczęśliwym. Paręnaście lat cyrku z tym dzieckiem brzmi jak wyrok. Niestety. Nie wiem, czy ja wyjątkowo źle znoszę tę sytuację, czy czujecie podobnie..?

Zobacz podobne tematy :

8,134

Odp: Być drugą i macochą
sunrider napisał/a:

Dziewczyny mają rację. Miej świadomość że "Twoje" dziecko zawsze będzie gorsze i będziesz musiała się pogodzić z tym że starszemu wszyscy będą starali się wynagrodzić to że jest biednym, biednym dziciątkiem z rozbite rodziny. Nieważne czy będzie miał 5, 15 czy 25 lat.


Nie wiem, czy tak musi być. Znam przypadki, w których ojciec wręcz odwrotnie - zwraca się w stronę nowej rodziny, a dziecko z poprzedniego związku jest zaniedbywane i spychane na boczny tor.
Nie uważam bynajmniej, żeby to było słuszne podejście. Chcę tylko zauważyć, że różnie te relacje się układają.
W każdym razie dziękuję za wypowiedź, traktuję ja jako przestrogę..

8,135

Odp: Być drugą i macochą
Evelyn_E napisał/a:
sunrider napisał/a:

Dziewczyny mają rację. Miej świadomość że "Twoje" dziecko zawsze będzie gorsze i będziesz musiała się pogodzić z tym że starszemu wszyscy będą starali się wynagrodzić to że jest biednym, biednym dziciątkiem z rozbite rodziny. Nieważne czy będzie miał 5, 15 czy 25 lat.


Nie wiem, czy tak musi być. Znam przypadki, w których ojciec wręcz odwrotnie - zwraca się w stronę nowej rodziny, a dziecko z poprzedniego związku jest zaniedbywane i spychane na boczny tor.
Nie uważam bynajmniej, żeby to było słuszne podejście. Chcę tylko zauważyć, że różnie te relacje się układają.
W każdym razie dziękuję za wypowiedź, traktuję ja jako przestrogę..

Masz rację, sunrider przedstawiła problem w czarnych barwach, być może ma takie doświadczenia, ale ile osób, tyle różnych sytuacji.
Każda jest inna, jednak prawdą jest, że w zdecydowanej większości dzieci rozwiedzionych rodziców są pokrzywdzone przez los i przeżywają traumę często przez wiele lat.
Nie napisałaś wiele o stosunku jaki ma Twój partner do dziecka, ale wydaje się być człowiekiem konkretnym, który nie pozwala żeby syn wchodził mu na głowę (na podstawie akcji z remontem). Istotne jest też to, jak dogaduje się z byłą żoną, czy w kwestii dziecka doszli do porozumienia, czy np pałają do siebie niechęcią, a to nie ułatwia dobrych stosunków.
Jeżeli założysz rodzinę z partnerem, to jego syn będzie jej częścią i gdyby (nie daj boże) zabrakło matki, to chłopiec zamieszka z Wami, podobnie, jeśli ona np będzie musiała wyjechać na jakiś czas, czy poważnie rozchoruje się, bo chłopiec nie jest półsierotą, ma ojca.
Wiele zależy od Twojego nastawienia i oczywiście także od zachowania partnera, jednak nie możesz oczekiwać tego, że ze względu na Twój foch on ograniczy kontakty z synem. Jeśli nie lubisz tego chłopca, drażni Cię to obawiam się, że nie będziesz szczęśliwa w tym związku.
Jego syn zawsze będzie obecny w Waszym życiu, nawet, gdy będzie już dorosły.

8,136

Odp: Być drugą i macochą
Evelyn_E napisał/a:

Metaksa, chce uciekać stąd, dzięki wielkie za odpowiedzi. Rzeczywiście to wszystko całkiem rozsądnie brzmi, poki nie ma sje zobowiazan i jest sie samodzielnym.
tylko pytanie co kiedy my będziemy mieć wspolne dziecko?
Ono ma być poszkodowane i pozbawione ojca A ja wszelkiej pomocy, bo starszy brat sobie przyjezdza? To jest chore...

No wiesz, z drugiej strony jego syn na codzien jest "poszkodowany i pozbawiony ojca". I tak, zgadzam sie, ze to chore. Uwazam, ze dzieci powinny wychowywac sie w pelnej rodzinie.

A czemu tak nie lubisz jego syna?

8,137

Odp: Być drugą i macochą

Tak, wiem, że jest poszkodowany. Wiem, że całe życie wychowywał się z kuzynka i rodzicami partnera i jest bardzo z tym domem zżyty. I tak uważam, że chłopiec bardzo dobrze sobie radzi z sytuacja i na szczęście w jego pierwszym domu wszystko się poukładalo pomyślnie z tego,co mi wiadomo.

Tak, jak mówiłam to jest długa historia..
Na początku naszego zwiazku moj kontakt z tym dzieckiem był znakomity.. Ale też sytuacja była inna. Mieszkaliśmy z partnerem w domu jego rodziców a chłopiec był pół na pół z matką i ojcem. To znaczy, że w tygodniu  poniedziałek, środa i co drugi weekend był z nami. Wtedy mogliśmy liczyć na dużą pomoc "teściów" to ojciec faceta jeździł po chłopca do przedszkola (kończył pracę o 15 a mój partner czasem i o 20 dopiero pojawia się w domu,bo prowadzi własną firmę)

Moje nastawienie do małego było zupełnie inne. Czułam się wręcz odpowiedzialna za pomoc przy nim. Mieliśmy wspólne tematy i zabawy. Chodziliśmy razem na basen. Sporadyczne odwożenie chłopca do przedszkola sprawiało mi przyjemność.

Ale to wszystko zaczęło się psuć, kiedy zauważyłam że mój partner kiedy w końcu pojawiał się w domu w ogóle nie poświęcał mi czasu, tylko skupiał się na NIM. Że nie było go, kiedy go potrzebowałam przez niego. W końcu zaczęłam się zastanawiać kim jestem w tym naszym życiu i co jest w nim tak naprawdę dla mnie.. pomyślałam o sobie, własnych pasjach i potrzebach, które zaniedbałam i poczułam się poszkodowana. To wszystko narastalo. Wydawało mi się być zbyt skomplikowane - jak tu stworzyć nową rodzinę na zgliszczach starej..? Wkurzała mnie ta cholerna przeszłośc.. drobiazgi.. Że natknęłam się na ślubny album na strychu, że pijany wujek na rodzinnej imprezie pomylił moje imię z JEJ...że on się z nią spotyka, że z nią żartuje..myślałam, na ile to uczucie nie wygasło..
Od razu zaznaczam, że to była żona mojego partnera od niego odeszła, my się wtedy nawet nie znaliśmy...
Poklocilismy się o inną rzecz i wróciłam z rzeczami do własnego domu.
Po długo trwającej refleksji uznałam, że nie jestem w stanie tego znosić. Bycia na cholernym drugim miejscu i że jeszcze mam trochę czasu na ułożenie sobie życia..

Ostateczne stało się tak, że znów jesteśmy razem (nie chcę katować superdługim tekstem wink)

Czy partner jest osoba zdecydowaną i stawajaca granicę synowi? Nie posadzalabym go o to hmm raczej zawsze był ciepła klucha, spełniająca każda jego zasrana zachcianke. To mój wpływ na niego, że nie zawsze jest tak, jak dziecko sobie wymyśli. Staram się obojgu wbić do głowy, że sytuacja się zmieniła i muszą brać pod uwagę również moje zdanie, bo jestem bezpośrednio zaangażowana w sytuację.

Wiem, że nie powinno tak być, ale dla mnie to ciągła walka o własną pozycję w tym układzie.
Gdybym uległa, to za chwilę byłabym na szarym końcu w hierarchii priorytetów. Byc może wyolbrzymiam, ale czasem tak czuję. Że muszę mieć nad tym wszystkim kontrolę,bo ta była wejdzie nam na łeb...

Nikt mi nie mówił, że dorosłe życie będzie takie ciężkie. sad

8,138

Odp: Być drugą i macochą

Życie nie jest ciężkie, to ludzie uwielbiają sobie je komplikować. Chce Ci się pół życia  spędzić na walce o pozycję w tym układzie - Twoja wola. Szkoda, że nie widzisz bezsensu kontrolowania, pouczania i "wychowywania" dorosłego człowieka. Zakładam, że ten zapł edukacyjny wynika racji młodego wieku. Moim zdaniem, jeśli na tym etapie Waszego związku do szczęścia daleko, a ma się ono pojawić ewentualnie po Twoich "nerwowych" działaniach, to chyba warto poważnie zastanowić się nad sensem ciągnięcia takiego związku. Siłowo w dłuższej perspektywie niczego trwałego nie uzyskasz. Przy takiej postawie swojego partnera, wszystko na co z biegiem lat możesz liczyć, to order wrednej macochy.

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,139

Odp: Być drugą i macochą

Volver,
Czyli receptą na szczęście ma być rozstanie?
Prócz tego "problemu" jest wiele rzeczy przemawiających za naszą wspólną przyszłością..
A pierwszej wiosny już nie jestem, w tym roku lat 29.

8,140 Ostatnio edytowany przez Volver (2019-01-20 13:57:51)

Odp: Być drugą i macochą

A jakie sensowne rozwiązanie dla tej sytuacji widzisz Ty ? Pisząc swój komentarz założyłam, że etap rozmów na ten trudny temat, macie już za sobą. Skoro szukasz porad na forum, to  owe rozmowy ewidentnie niewiele wniosły do realnego życia. Napisałaś, że nie chcesz być na drugim miejscu, a raczej będziesz na to skazana. Co w takiej sytuacji oprócz akceptacji faktów  lub zmiany partnera może wchodzić w grę ? Tabletek lub cudownych maści na tego rodzaju "dolegliwości" na rynku nie ma...

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

8,141

Odp: Być drugą i macochą

Evelyn, nie chcę karmić Cię złudną nadzieją, bo decyzję o tym co dalej, musisz podjąć sama, jednak w kilku kwestiach chcę Cię pocieszyć. "Album ślubny na strychu" i co z tego, każdy ma jakąś przeszłość, gorzej gdybyś ten album znalazła w pierwszej szufladzie na wierzchu. "Spotyka się z ex i żartuje z nią", hmm, jednocześnie nie ukrywa, że zależy mu na związku z Tobą. To raczej dobrze, że ma pokojowy układ z ex, gorzej, gdyby byli w stanie wojny, co z pewnością odbijałoby się na Waszym związku, chyba, że te kontakty są częste i nieuzasadnione?
Czujesz, że jesteś na drugim miejscu, masz prawo do swoich odczuć, ale on zapewne widzi to inaczej. Nie jesteś na drugim miejscu, znajdujesz się na zupełnie innej płaszczyźnie niż jego syn, Ty jesteś partnerką, a młody dzieckiem...i tu wracamy do punktu wyjścia.
Wiedziałaś z kim się wiążesz i jeżeli liczyłaś, że zepchniesz jego syna na margines jego życia, tzn, że oszukiwałaś się od samego początku. Nie możesz liczyć na szczęśliwą przyszłość z nim nie akceptując tego układu. Przez połowę czasu masz partnera dla siebie, drugą połową musisz dzielić się z jego synem. Dwa dni w tygodniu i co drugi weekend, to standard, czasami jakiś dzień nadprogramowo, inaczej nie będzie i Twoja walka w tej kwestii jest z góry przegrana, zwłaszcza, że czujesz się pokrzywdzona, a jego dziecko Cię drażni.
Cała reszta, tzn jego uleganie kaprysom syna, gotowość na każde zawołanie, niedostrzeganie Cię gdy jest z dzieckiem, to niemal klasyka gatunku. Z drugiej jednak strony, gdy on wraca z pracy o 20, to wiadomo, że raczej te trochę czasu wieczorem,w tygodniu poświęci synowi, dla Ciebie jest noc.
Gdybyście mieli wspólne dziecko, to licz się z tym, że będą też wspólne wakacje i ferie, a jeśli nie lubisz wspólnych weekendów z jego dzieckiem, to co drugi będziesz musiała sama sobie zagospodarować, co może  być nawet z korzyścią dla Ciebie, wszystko zależy od Twojego nastawienia i zaakceptowania sytuacji.
W przeciwnym razie będziesz walczyła z wiatrakami.

8,142

Odp: Być drugą i macochą

Evelyn, czyli nie jest tak, ze nie lubisz dziecka, tylko przeszkadza Ci, w jaki sposob traktuje go Twoj facet (ze na wszystko mu pozwala, ze stawia go na pierwszym miejscu, itp.) Tak podejrzewalam, stad moje pytanie. Przenioslas swoja niechec do faceta na dziecko. To nie jego wina, ze mu ojciec na kazdym kroku ustepuje.

A jak Ty bys chciala, zeby to wygladalo?

8,143

Odp: Być drugą i macochą

Cześć dziewczyny po długiej przerwie.

Parę moich spostrzeżeń odnośnie ostatnich postów i sytuacji Evelyn.
Kurna, denerwuje mnie robienie z dzieci z rozbitych rodzin największych nieszczęśników na świecie. Owszem sytuacja nie jest do pozazdroszczenia, fajnie mieć przy sobie oboje rodziców i wychowywać się w pełnej rodzinie, ale z drugiej strony nie ma nic gorszego niż wpajanie dziecku że skoro jest z rozbitej rodziny to jest pokrzywdzone przez los i wszystko mu się za to należy, jako rekompensata. Takie robienie z dziecka przez oboje rodziców często i przez dziadków - życiowej sieroty, wcale nie jest ok.
Nie piszę tego żeby dać sobie upust bo wpienia mnie pasierbica (wręcz odwrotnie), ja znam to po prostu od tej drugiej strony. Ojciec odszedł od naszej rodziny a wszyscy nad naszymi głowami biadolili jacy my jesteśmy biedni i dysfunkcyjni. Mnie niestety przekonali w tym. Wiecie czego mi wtedy brakowało- normalności. Normalnego podejścia i traktowania bez żadnych ulg.

Kochane macoszki, jeśli się mylę to mnie poprawcie, ale wydaje mi się że początkiem jak i końcem naszych problemow macochowania jest postawa naszych mężczyzn.
Chociaż by Pani matka była z tych najgorszych, a pasierb nie do zniesienia to jak mamy po swojej stronie partnera, który nie musi wszystkiego wyczuć od razu, ale rozmawia i potrafi coś zmienić w swoim zachowaniu, to można byc szczęśliwym w takim związku.
I w drugą stronę chociaż byśmy stawały na rzesach, ale facet uporczywie dawał się manipulować eks i dziecku, to niestety nie będzie życia tylko ciągła męczarnia i walka.

Droga Evelyn, stać na to twojego mężczyznę?
Jeśli tak, ja bym walczyła. Jeśli masz wątpliwości - zostaw te siły na nowy związek.
To jest moja opinia i wiem że nie każda się z tym będzie zgadzać, ale dla mnie jest to wyznacznik.

8,144

Odp: Być drugą i macochą
Aloha92 napisał/a:

Kochane macoszki, jeśli się mylę to mnie poprawcie, ale wydaje mi się że początkiem jak i końcem naszych problemow macochowania jest postawa naszych mężczyzn.
Chociaż by Pani matka była z tych najgorszych, a pasierb nie do zniesienia to jak mamy po swojej stronie partnera, który nie musi wszystkiego wyczuć od razu, ale rozmawia i potrafi coś zmienić w swoim zachowaniu, to można byc szczęśliwym w takim związku.
I w drugą stronę chociaż byśmy stawały na rzesach, ale facet uporczywie dawał się manipulować eks i dziecku, to niestety nie będzie życia tylko ciągła męczarnia i walka.

Zgadzam sie z tym.

A'propos manipulacji - miesiac temu ojciec dostaje wiadomosc ze szkoly, ze corka non stop siedzi na telefonie. Co robi ojciec? Kupuje corce najnowszego iphona big_smile Nie wiem, jak go do tego namowila, ale skuteczna jest skubana big_smile
Dobrze, ze przez te wszystkie lata nabralam dystansu do tej calej sytuacji bo inaczej to "rynce opadajo".

8,145

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Dobrze, ze przez te wszystkie lata nabralam dystansu do tej calej sytuacji bo inaczej to "rynce opadajo".

A ja nie nabrałam i chyba już nie nabiorę.
Nawrzeszczalabym na swojego, co on z tym dzieckiem wyprawia.
Miałam już kilka takich sytuacji i u mnie poskutkowało.
Córka nie przyjeżdża do nas co 2 tygodnie na wakacje. Owszem przyjemności i nagrody powinny być, ale są też normalne obowiązki, jak choćby podlewanie kwiatów, czy sprzątanie pokoju.
Do niedawna ze strony  pasierbicy  (6,5)była i histeria bo coś sie nie udało, bo coś poszło nie po jej myśli. Nie raz, nie dwa, ale 10 razy wytłumaczyliśmy że nie ma co się denerwować i naprawdę jest super poprawa. I dziecko mniej zestresowane i my spokojniejsi.
Ale działaliśmy razem i konsekwentnie.
Czas i nauczenie dziecka czegoś nowego jest lepszą nagrodą niż telefony, tablety, milion zabawek, które ojciec będzie dawał swojemu dziecku bo ma poczucie winy wobec niego.

8,146

Odp: Być drugą i macochą

Wiesz co, ja sie w to zupelnie nie wtracam. W koncu M i jego ex sa doroslymi ludzmi, niech sami wychowuja swoje dzieci i ponosza tego konsekwencje. U mnie jest troche inaczej, bo ja tych dzieci nie spotykam regularnie. Pewnie gdyby przyjezdzaly co dwa tygodnie, to bylaby inna gadka.

"Czas i nauczenie dziecka czegoś nowego jest lepszą nagrodą niż telefony, tablety, milion zabawek, które ojciec będzie dawał swojemu dziecku bo ma poczucie winy wobec niego."
Ja to wiem i Ty to wiesz. Ale jak glosi przyslowie: "Nie probuj uczyc swini spiewu, bo i czas stracisz, a i swinie zdenerwujesz". Niektorym nie przetlumaczysz. Co zrobic jak nic nie zrobisz wink

8,147 Ostatnio edytowany przez NotAgirlNotYetAwoman (2019-02-05 15:47:55)

Odp: Być drugą i macochą

Cześć Dziewczyny, na forum nie jestem nowa, ale daaawno nie pisałam, aktualnie moja życiowa sytuacja mnie przerosła. Pisałam na innym wątku, ale dziewczynki tu mnie skierowały, bo jestem drugą i macochą i ta sytaucja jest na pewno jednym z powodów obecnego kryzysu.

- poznaliśmy się dwa lata temu, on -  4 lata po rozwodzie, syn od piątku do niedzieli u niego co tydzień, ja - po kilkuletnim nieudanym związku, bez dzieci

- od początku nawiązał się dobry kontakt między mną a synem partnera, który ma stwierdzony Zespół Aspergera, ale na pierwszy rzut oka nie rzuca się to bardzo w oczy, problem dotyczy takich spraw jak: pisanie literami drukowanymi, nieumiejętność jazdy na rowerze, zła koordynacja ruchowa, nieprzestrzeganie pewnych zasad towarzyskich typu głośne mówienie, głośne śmianie się, wybuchy złości, niechęć do zmian

- szybko razem zamieszkalismy i szybko też zaszłam w ciążę, bo już natura mnie bardzo wzywa

- po urodzeniu naszego wspólnego synka sytuacja się trochę zmieniła, bo:

      * przechodziłam depresje poporodową, było mi cholernie cieżko z maluchem
      * cała opieka w tygodniu nad maluchem spadła na mnie
       * wkurzałam się, że gdy przychodził weekend, zamiast pomocy od partnera mam jeszcze dodatkowe problemy związane z opieką nad pierworodnym synem mojego partnera, który bądź co bądź wymaga odpowiedniego, umiejętnego podejścia wychowawczego i dużo nadzoru, typu - wytrzyj nos, umyj ręce, nie kichaj na bobasa, nie trzaskaj drzwiami
       
Niektóre związku rozpadają się przez samo pojawienie się dziecka, a u nas problemy zaczęły się mnożyć:

- problemy finansowe, pomimo, że oboje zarabiamy, jesteśmy wykształceni, ale weszliśmy w związek z długami i kredytami, ponadto alimenty partnera, w międzyczasie partner doznał urazu mechanicznego i przechodził operację za operację w odległym mieście, nie był ubezpieczony, więc wszystko z własnej kieszeni, a ja na urlopie macierzyńskim i 80% pensji sad

- była żona partnera - osoba pewna siebie, wyszczekana ,wyrachowania, kłamliwa i manipulująca (rozwód z orzeczeniem o jej winie, przyczyny - zdrady, obecnie dobrze prosperująca finansowo, mieszkająca z rodzicami swoimi, robiąca z dziecka osobę niepełnosprawną, podczas, gdy Zespołu Aspergera nie można traktować jak choroby, są na ten temat kampanie społeczne, ale w każdym razie do szkoły dziecka nie wozi, bo zabiera chlopca bus dla osob niepelnosprawnych sad ), nieprzestrzegająca godzin ciszy nocnej jeśli chodzi o telefony do syna, wiecznie atakująca słownie mojego partnera i mnie, w końcu strasząca sądem o podwyższenie alimentów i w końcu założyła sprawę - chce 1000 zł. Podczas gdy sytuacja wygląda tak, że my utrzymujemy syna partnera od piątku po szkole do niedzieli wieczór, mama utrzymuje go od niedzieli wieczór do piątku rano. Do wszystkich wydatków partner dokładał sie po połowie (jest honorowy) oraz płacił alimetny poza tym, żeby mamie było łatwiej utrzymać małego w dniach, w których jest u niej, nam jednak nikt alimentów nie płacil na piątek sobotę i niedzielę, gdy dziecko spędza u nas cały dzień i noce.

- tak więc sprawa sądowa na to wszystko, gdzie sąd widząc w wyroku: miejsce zamieszkania przy matce (choc zameldowanie jest u nas), orzekł podwyższenie alimentów, przez co zabrano nam, a dano jej, więc wychodzi na to, że nas nie stać na utrzymywanie syna partnera od piatku do niedzieli, gdyby partner był wyrachowany to by nie brał syna wobec tego na weekendy już, ale on go kocha i to by było nieludzkie, a nas już naprawde nie stać na nic, korzystamy z pomocy rodzin naszych i mamy długi

- problemy z emocjami zarówno i moje  i partnera, partner radzi sobie codziennie po pracy kupując wino, a ja nie mogę, bo karmię piersią, i dobrze, bo uważam, że używaki to nie jest sposób, poszłam na terapię. terapuetka zasugerowała mocno terpaię par, żebyśmy się nauczyli lepiej ze soba komunikować

- częste, coraz częstsze kłótnie  między nami , z racji braku umiejętności panowania nad emocjami coraz bardziej poniżające nas oboje, kończące się zawsze albo krzykami albo moją wyprowadzką do rodziców, bo się nawet zaczęłam bać już reakcji partnera, który jest przewrażliowiony na prawie już każdym punkcie, a już najbardziej na punkcie swojego pierworodnego syna, bo ostatnio wykrzyczał mi, że wszystko jest przez to, że ja go nienawidzę (fakt, dużo trudnych emocji doświadczyłam, i zazdrość o jego matkę i o parntera, duzo partnerowi tym natrulam nerwow, poszłam przez to na terapię, ale, żeby zaraz nienawidzę, skoro zawsze starałam się dbać o niego, kupuje mu rózne rzeczy, wyposażam pokoj, ktory ma u nas , pomimo, że mamy tylko trzy pokoje, to jeden stoi i czeka zawsze na syna pierworodnego, nasz syn nie ma nawet swojego pokoju, miedzy nimi jest za duza roznica wieku -, by dzielic pokoj - 10 lat, bawię się, dbam o wspomnienia, wywołuje mu zdjęcia do albumu, nawet z jego własna mama której szczerze nie cierpię, mialam swego czasu aspiracje, by zaczac mu pomagac w nauce, cwiczyc go w tym, w czym sobie nie radzi, moja praca jest zwiazana z nauczaniem, pomaganiem, ale skutecznie mnie zniechecila postawa jego matki: "ni zycze sobie aby w jakikolwiek sposob ingerowala Pani w zycie moje i mojego syna", oraz to, ze kazde moje proby konczyly sie tym, ze pierworodny mial zly nastroj, bo nie lubi byc zmuszany do niczego u taty, pobyt u taty kojarzy mu sie z wolnym czasem i jesli mialam byc przyczyna starc, to odpuscilam. Teraz po prostu przygladam sie, jak gra na konsoli smile moj partner w zwiazkach nigdy nie byl strona dominujaca, wiec on nie ma umiejetnosci motywowania i trzymania pieczy nad nauka i cwiczeniami, nie naciska na syna.

- partner wykazuje niechęć wobec terapii, raz niby się zgodził, ale nic konkretnie nie ustalilismy i znow bylo tylko gorzej, w tygodniu malo mi pomaga, bo nie ma na nic sily i motywacji do zycia zero, czasem pomaga i nawet gotuje, ale dla mnie w sytuacji wykonczenia dzieckiem, to jest za malo, a od piatku juz mamusia pierworodnego ingeruje, partner jest wobec niej malo asertywny i woli nie wchodzic z nia w szranki dla dobra syna, bo boi sie, ze jak sie z nia pokloci, to ta mu nie da syna na weekedn, moglby go zabrac sila, ale po co dziecku gotowac taki los, wiec musimy trzymac troche jezyk za zebami, dla dobra dziecka pierworodnego. We mnie emocje az kipia, sama mam dziecko male i nerwy w strzepkach.

- zawsze staraliśmy się dbać o nasz związek, wspólne gtowanie, dużo rozmawialiśmy, ale tez nie stać nas na niewiadomo co, np. wycieczke gdzies dalej, w weekedny z reguły zawsze jest syn pierworodny, raz tylko była sytaucja, że był u mamy i wtedy zawiozłam naszego wspólnego do moich rodziców i pojechalismy się zrelaksowac, ale przy tej ilosci problemow i nerwow w strzepach obecnie mamy bardzo duzy kryzys

Skończyło się tak, że w ostatniej kłótni powiedzialam, ze sie wyprowadzam do rodzicow (nie pierwszy raz) , usłyszalam od partnera w zlosci, ze mam wyp...  wykrzyczał mi, że wszystko przez to, że nienawidze jego syna, przy swoich rodzicach to mowil zreszta i ja sie wyprowadzilam. jestem tak rozchwiana emocjonalnie obecnie, ze nie pomaga mi juz ani bieganie, ani nic, planuje isc do lekarza po antydepresanty i nie wyobrazam sobie wracac do mieszkania do nich. Jestem ze swoim synem u rodzicow, nie stac mnie na wynajecie niczego, ale nie wyobrazam sobie znosic tych wszsytkich emocji związanych chocby z weekendami obecnie.

Oboje z parterem tesknimy za soba, ale oboje widzimy, ze ta sytaucja jest tragiczna. Byl czas ze bylismy umowieni, ze spedzam z moim partnerem czas od pn do pt a na weekedny jade do rodzicow, ale czulam sie jak uciekinier. Obecnie najchetniej kupilabym kawalerke i byloby tak, ze partner by mnie odwiedzal, a w weekedn mialabym swiety spokoj  z jego byla zona, emocjami, jakie sie z tym wiązą. sad((

           Nie jestem tez bez wad, ale ja coś przynajmniej ze soba staram sie robic, terapia itp. czasem bylam tak wsciakla na partnera i moj los, ze fantazjowalam, ze drugie dziecko bede miala juz z innym i wtedy on poczuje, co to znaczy musiec sie dostosowywac do kogos innego i odczuje ta zazdrosc. Dodam jeszcze, ze duzo pomagam partnerowi, nawet w kwestii spraw sadowych, ale on moim zdaniem jest niewdzieczny, cala wina obarcza mnie, wyzywa w klotniach od chorych psychicznie i nawet w zlosci okreslil mnie mianem zlej matki lub
delikatnie ujmujac "kobiety lekkich obyczajow". Uwazam, ze duzo frustracji przenosi z poprzedniego zwiazku na nasz, bo ja go nie zdradzam, a wysluchuje obelgi, uwazam, ze on sam potrzebuje terapii, ale nie udalo mi sie go namowic na to jak do tej pory.
          Uwazam, ze faworyzuje emocjonalnie pierworodnego, niby tego nie okazuje jawnie, ale bylo kilka sytuacji, ze wyraznie wzial strone pierworodnego, nawet jesli chodzilo o naszego wspolnego syna, ze starszy go zaczal przezywac.
          Po urodzeniu dziecka bylam bardzo sfrustrowana faktem, ze mj partner nie wykazywal jakiejs specjalnej radosci, entuzjazmu, a raczej bardziej zrezygnowanie i przytloczenie problemami, wiem, ze pierwszego syna ze swoja byla zona planowali, ze bardzo sie angazuje cale zycie w wychowanie jego teraz oraz jak byl niemowleciem, bo tamta matka czesto wybywala z domu ,a u nas jest tak, ze cale wychowanie spada na mnie i nie cieszy sie tym naszym malym (choc wiem, ze go kocha) tak, jakbym chciala, moze to przez wszechobecne problemy.


Tak więc obecnie mieszkam u swoich rodziców, nie wyobrażam sobie w moim stanie psychicznym wracać do partnera, i po tym, co mi powiedzial, czuje, ze nie udźwigne naszej rodziny patchworkowej, latwiej mi chyba bedzie byc samotna matką sad((   

PS a mieszkamy/mieszkalismy w mieszkaniu partnera, w ktorym mieszkal on kiedys z ta byla zona, nawet na porzadny remotnt nas nie stac, co tez mnie dobijalo zawsze, bo ubrania trzymam w tej samej wielkiej szafie, co ona trzymala, gotuje w tej samej kochni, myje sie w tej samej wannie. Porazka. sad(( Ddam, ze jestem jedynaczka i zawsze wiele rzeczy w zyciu bylo po mojemu, mialam swoj osobny pokoj od dziecka, do 30 roku zycia wszystk co zarobilam wydawalam na siebie w sesnie nauka szkolenia itp, a teraz nie dosc ze musze brac pod uage byla zone, pierworodnego, to jeszcze sama zostalam matka i jest mi trudno i jeszcze brak kasy, no degradacja totalna, pomimo, iz mamy kazde wyzsze wyksztalcenie. sad((((

PS2 Nasz biedny wspolny synek na tym cierpi bardzo, bo tak naprawde to o nim sie "mowi najmiej", bo zarowno moj partner, jak i ja, jak i rodzice partnera zyja obecnie sprawami zwiazanymi z pierworodnym, na szczescie moi rodzice maja jedynego wnuka i sie bardzo angazuja w mjego synka, dodam, ze pierworodny pokochal bardzo przyrodniego braciszka, wiec to duzy plus, maly tez zawsze do niego lgnie.


Ratunku, co robić, jak zyć....

NotAgirlNotYetAwoman - obecnie już dawno 'Woman' smile

8,148

Odp: Być drugą i macochą

NotAgril...

ja powiem Ci z własnego doświadczenia …  przeszłam te fazy co Ty ….


Przestań patrzeć na to co on robi dla innych … ile kasy, czasu, uwagi....
Skup się na sobie i swoim dziecku - wymagaj dla siebie i swojego dziecka - czasu, uwagi, kasy...ale bez zazdrości bo tam daje tyle czy tyle !
Przestań wchodzić w dooopę partnerowi i jego dziecku i czekać ze Cię doceni ktokolwiek....
przestań narzekać że masz źle - bo to Twoje / wasze decyzje zaprowadziły was w to miejsce
przestań zazdrościć ex partnera i ich dziecku - bo czy naprawdę jest czego ??? zastanów się ??? czy rzeczywiście chciałabyś tego dla siebie i swojego dziecka ???
jesteś zdrowa , dziecko zdrowe ??? to najważniejsze !

Jeśli partner nie interesuje się dzieckiem waszym - idź po alimenty ! nie potrafi traktować dzieci na  równo … to go naucz !
Co do spędzania czasu - to czas dla ojca z synem , ty jeśli chcesz to uczestnicz, ale nie zmuszaj się do tego.... ale miej tez na uwadze że to brat Twojego dziecka …
Ustalcie budżet na waszą rodzinę … albo ile ma dawać ….


przestań pomagać i dawać energię tam gdzie nie chcą … masz swoje życie i swoje obowiązki … a konsekwencje życia ex...to jego obowiązki NIE twoje.... nie musisz ich brac na siebie ….  możesz pomóc ale nie musisz!

dla mnie sytuacja z weekendami jest chora ! wygląda jak opieka naprzemienna ! w tyg. dziecko jest w szkole … wiec opieka matki jest podobna lub mniejsza .
Ale to moim zdaniem sprawa partnera - ty możesz i o ile chcesz , wyrazić opinię - jakbyś chciała …..a czy on coś z tym zrobi ???

Z alimentami podobnie - 1000 + zakupy na pół ? plus utrzymanie wszystkie weekendy ?? … partner wydaje się być  rozrzutny.... pytanie czyim kosztem ??

Szkoda mu dziecka i chce by miało ok- to niech zarobi na to ! ma kolejne dziecko i rodzinę - na to też trzeba środków … waszego dziecka mu nie szkoda ???


Weź się w garść … masz dziecko na głowie.

i dorośnij.... szafa po ex.. wanna po ex... to tylko rzeczy !!!

Nie jestem złośliwa - to rady po 11 latach w podobnym związku .

swoja droga polecam byś została u rodziców  … ochłonęła emocje - idź na terapię sama... bo masz problem z emocjami …. atakujesz partnera … szkodzisz sobie …

On ma swoje za uszami...ale może być tak iż Twoja zmiana , spokój , - wpłyną na niego pozytywnie … i na wasz związek ( u mnie tak jest smile) …


i nie piszę tego złośliwie - jako jedynaczka wszystko było zawsze dla ciebie , byłaś najważniejsza i nie musiałaś się dzielić- to najprawdopodobniej powoduje u Cb te skrajne emocje . .. podszyte zazdrością i eliminacją przeszłości ….
A wiesz że nie da się jej zmienić ( historii )… ale możemy popracować nad sobą , nad zrozumieniem emocji ,nad kierowaniem swoimi myślami i czynami i słowami …


Wierzę że spotyka nas w życiu to co musimy przepracować tongue..

Znalazłam swoja wadę...- Łatwo się nie poddaję ....

8,149 Ostatnio edytowany przez NotAgirlNotYetAwoman (2019-02-07 01:36:44)

Odp: Być drugą i macochą

Chceuciekacstad... Dziękuję Ci za tą odpowiedź, czytam Twoje slowa i czuje, ze ktos mnie naprawdę rozumie. Wezme sobie Twoje rady głęboko do serca, a nawet jutro sobie napisze je w punktach... nie odebralam niczego złośliwie, masz racje, uderzylas w sedno, ze wiele emocji wyolbrzymiam i odczuwam skrajnie z racji doświadczeń jedynaczki. Juz jestem po terapii, ale to juz wiem troche skad inad, ze na efekty terapii trzeba często czekac dluzej. Nie myslalam, ze tkwią we mnie az takie ograniczenia i ze te emocje będą tak bolesne. Masz rację, ze powinnam przez jakis czas zostac u rodziców z uwagi na mój stan psychiczny, zamierzam sie troche wyciszyć i dojsc do równowagi, a oni sie zgodzili mi pomóc. Żeby wrócić musze czuc ze mam sile mierzyc sie z tym wszystkim. Nawet Pani psycholog mowila mi, ze zmiana we mnie może zaowocować zmiana w partnerze... Tak, wiem, ze to niedojrzale i dziecinne, ta szafa, wanna itp, dziekuje, że mi to podkreslilas, bo chyba dzieki temy przestanę naprawdę sie tym przejmowac, a kiedys w koncu zarobie na upragniony remont, w koncu chyba... dziękuję raz jeszcze, jeśli masz chęć to napisz mi co nieco jeszcze z Twojego doświadczenia i sytaucji, dla otuchy i ukierunkowana, bo bardzo mi potrzeba doswiadczen kogoś kto mial ma podobnie i dal rade

NotAgirlNotYetAwoman - obecnie już dawno 'Woman' smile

8,150

Odp: Być drugą i macochą
NotAgirlNotYetAwoman napisał/a:

Chceuciekacstad... Dziękuję Ci za tą odpowiedź, czytam Twoje slowa i czuje, ze ktos mnie naprawdę rozumie. Wezme sobie Twoje rady głęboko do serca, a nawet jutro sobie napisze je w punktach... nie odebralam niczego złośliwie, masz racje, uderzylas w sedno, ze wiele emocji wyolbrzymiam i odczuwam skrajnie z racji doświadczeń jedynaczki. Juz jestem po terapii, ale to juz wiem troche skad inad, ze na efekty terapii trzeba często czekac dluzej. Nie myslalam, ze tkwią we mnie az takie ograniczenia i ze te emocje będą tak bolesne. Masz rację, ze powinnam przez jakis czas zostac u rodziców z uwagi na mój stan psychiczny, zamierzam sie troche wyciszyć i dojsc do równowagi, a oni sie zgodzili mi pomóc. Żeby wrócić musze czuc ze mam sile mierzyc sie z tym wszystkim. Nawet Pani psycholog mowila mi, ze zmiana we mnie może zaowocować zmiana w partnerze... Tak, wiem, ze to niedojrzale i dziecinne, ta szafa, wanna itp, dziekuje, że mi to podkreslilas, bo chyba dzieki temy przestanę naprawdę sie tym przejmowac, a kiedys w koncu zarobie na upragniony remont, w koncu chyba... dziękuję raz jeszcze, jeśli masz chęć to napisz mi co nieco jeszcze z Twojego doświadczenia i sytaucji, dla otuchy i ukierunkowana, bo bardzo mi potrzeba doswiadczen kogoś kto mial ma podobnie i dal rade


Dziewczyno, popracuj nad sobą , swoją siłą i wartością . To nam daje spokój !
ludzie przychodzą i odchodzą … tak jak uczucia . a życie toczy się dalej . Pokochaj siebie i rób dobrze dla siebie -bo to jedyna osoba która będzie z tobą do końca tongue .

Nie wiem jaką terapię miałaś , i kto zdecydował że już koniec … czuję Twoje zagubienie … i rozpacz .
To wspaniale że rodzice chcą Ci pomóc , potrzebujecie z dzieckiem spokoju i bezpieczeństwa by dojść do siebie .
Co do partnera - nie odpychaj go (jeśli nie chcesz ) , ale ustal granice . Najpierw uzgodnij z sobą samą czego chcesz , spisz sobie to i z tego wyjdzie Ci czego oczekujesz dla dziecka od jego ojca i ewentualnie dla siebie od Partnera jeśli będziecie kontynuowali związek.

I daj sobie i życiu czas....  to najlepszy lekarz tongue)


Poczytaj Maria Król Fijewska  "stanowczo, łagodnie bez lęku " … można znaleźć pdf w sieci .

Znalazłam swoja wadę...- Łatwo się nie poddaję ....

8,151

Odp: Być drugą i macochą

chceuciekacstad...

        Ze mną to od zawsze jest taki problem, albo raczej sama ze sobą taki problem mam, że jestem bardzo wrażliwą osobą ze zmiennymi nastrojami, jednego dnia się czuję super, drugiego już nie mam siły z łożka wstać, trochę takie zaburzenia dwubiegunowe, ale nigdy nie zdiagnozowane. I choćbym chciała stworzyć najlepszą rodzinę, to pomimo starań w paradę wchodzi jeszcze właśnie moja emocjonalność i problemy z tym związane, bo często to ja sama potrzebuję wsparcia i troski, podczas gdy mój partner jest również osobą, która wsparcia i troski potrzebuje bardzo. Gdy się poznaliśmy, to bardzo dużo mu tego wsparcia dawałam niesiona na skrzydłach zakochania, a on to przyjmował, a po urodzeniu dziecka swojego sytuacja zaczęła się dla mnie robić na tyle trudna, że sama zaczęłam oczekiwać, a on nie bardzo potrafi dawać tego, ile ja potrzebuję.

       Co do terapii to nie jest to moja pierwsza terapia, bo korzystałam z pomocy różnych psychoterapeutów na przestrzeni swojego życia, a ta terapia była to terapia krótkoterminowa, kilkanaście spotkań, oczywiście u certyfikowanego terapeuty, z tymże, zdecydowałam się na terapię odpłatną, bo z różnych względów nie  chciałam na fundusz, a ta terapeutka umawia się z klientami konkretnie na jakiś cel, nad którym chce się pracować i określa mniej więcej ilość spotkań. Być może mogłabym pochodzić do niej dłużej, ale ona znała moja trudną sytaucję finansową i raczej była za tym, żeby zrobić to co się da w ustalonym czasie, bo - jak to zrozumiałam - nie chciała, by moje uczęszczanie na terapię było z drugiej strony pogrążaniem się finansowym dla mnie. Także zrobiłam tylko to, co mogłam zrobić przez okres kilkunastu spotkań. jednak tak sobie myślę, że jak będę na wizycie u psychiatry po te antydepresanty, to byc może będę mogła dostać jakieś skierowanie na fundusz i może się przełamię i skorzystam z dłuższej psychoterapii, jednak moim problemem jest to od zawsze, że ja pracuję w bardzo pokrewnym zawodzie i znam osoby psychoterapeutów pracujące na etatach w moim regionie oraz jest ryzyko, że spotkam w poczekalni osoby, którym ja sama pomagałam lub je tam kierowałam i zawsze miałam z tym problem.

        Nie chciałabym się rozstawać, jestem za pracą nad związkiem, zobaczymy, co czas przyniesie... "Daj sobie  i życiu czas - to najlepszy lekarz" - taaak. Właśnie.

     U rodziców też nie jest idealnie, wiadomo, człowiek degraduje się do roli dziecka chcąc nie chcąc, no ale z dwojga złego, to lepsze teraz dla mnie rozwiązanie, zanim się nie wzmocnię i nie dojdę do równowagi. Przynajmniej mam dużo pomocy z ich strony, której tak bardzo potrzebuję. Analizowałam ostatnio, na czym polega różnica w opiece nad dzieckiem, gdy mieszkam z partenerm, a na czym wtedy, gdy jestem u rodziców i sprawa jest bardzo prosta. Mój synek jest takim akurat dzieckiem, że często lui sobie postękać, popłakać, pomarudzić, "wiesza się na mnie", "napastuje mnie", gdy coś chce, ja z reguły nie ulegam, jestem dość chłodna mamą pod tym względem, ale na czym polega różnica (a to istotna kwestia, bo jest przyczyna często mojego tzw. wykończenia psychicznego"), otóż:

- u rodziców w czasie, gdy przygotowuję posiłki dla małego lub przygotowuje kąpiel lub zajmuje się innymi sprawami takimi jak pranie, ogarnięcie jakiegoś bałaganu, przygotowanie mleka w butelce, moja mam lub tata "bawią" małego.

- u nas (czyli u parntera i mnie), gdy ja przygotowuję te wszystkie rzeczy mały z reguły płacze w tym czasie, a partner leży na kanapie, mały często stęka i marudzi, więc nawet, jeśli partner pobawi się z nim 15 minut w ciągu dnia, gdy wróci z pracy, to i tak jeszcze jest wiele sytuacji w ciągu dnia do nocy, że mały marudzi, zawodzi, ja siłą rzeczy sie nie rozdwoję, nie mam siły, by małego trzymać wciąż na rekach (mieszkamy na 4 piętrze, także swoje się nanoszę i tak), więc po takim dniu jestem totalnie wykończona psychicznie, chyba bardziej tym płakaniem, stękaniem. Do tej pory małego karmiłam piersią, powoli juz odstawiam, ale do tej pory było tak, ze ja osobiście za bardzo z małym nie mogłam sie bawić, bo on pobawił sie ze mna minutę i zaraz na mnie właził, bo sobie przypominał, że przecież ja = cyc. I do tej frustracji związanej z takimi sytuacjami dodac jeszcze całą gamę pozostałych problemów, różne sytuacje związane z pierworodnym, który też ma swój charakterek i humorki i trzeba z nim jak z jajem  - załamanie nerwowe gotowe sad
Gdyby mój partner angażował się  pomoc mi, tzn. gdyby go chociaż na rękach trzymał, żeby on nie płakał nasze zycie możnaby rzec, byłoby usłane różami. Ale jest to jakies nie do przeskoczenia, bo partner nie lubi za długo bawić malucha, zresztą sam mi powiedział, ze jest to dla niego wyczerpujące psychicznie, umie go świetnie zabawiać, bo wiele razy widziałam, ale ma na to siły przez krótki czas - maksymalnie 25 minut po pracy hmm, a ja, gdy siedze z małym do 16 sama, to potem siłą rzeczy potrzebuję wsparcia, bo do nocy jeszcze daleko. Nie wymagam, by robił cokolwiek, ale by go chociaż zabawił w czasie, gdy ja wszystko robię. Będę musiała z nim pod tym kątem porozmawiać.

         Poczucie własnej wartosci - chyba pójdę na jakieś warsztaty dla kobiet, jak będę miała kasę wink "Ludzie przychodzą i odchodzą, tak jak uczucia...: - tak, prawda to ,zgadzam się i trzeba sobie to wziąć do serca - czyli stoicyzm ponad wszystko smile a książkę przeczytam na pewno smile

NotAgirlNotYetAwoman - obecnie już dawno 'Woman' smile

8,152

Odp: Być drugą i macochą

Witam wszystkie "macochy" bardzo proszę o radę co mam zrobić. Mam dwóch synów z pierwszego małżeństwa. Rok temu wyszłam za mąż po raz drugi. Mąż ma 13 letnią córkę z poprzedniego związku, która mieszka z nami. Matka ją oddała. Mój problem jest taki że jego córka mnie nie chce zaakceptować. Uważa że ja nie mogę zwracać jej uwagi ale mam robić wszystko tak jak ona chce. Mąż we wszystko jej wierzy przez co krytykuje mnie i moich synów. Chłopcy pomagają mi w domu,ona niestety nie musi nic robić. Niestety mąż kupuje jej wszystko co ona chce a my nie możemy nic.17 letni syn chce się wyprowadzić bo ma dość. Co by nie zrobił w oczach męża (potrafi tylko grać i oglądać filmy. Proszę powiedzieć co mam zrobić. Tym bardziej że sama zaczynam myśleć o odejściu od niego.

8,153

Odp: Być drugą i macochą

Hej Basiu, witaj na naszym watku smile

Basia 75 napisał/a:

Mój problem jest taki że jego córka mnie nie chce zaakceptować.

Nie, Twoj problem to:

Basia 75 napisał/a:

Mąż we wszystko jej wierzy przez co krytykuje mnie i moich synów.
mąż kupuje jej wszystko co ona chce
Co by nie zrobił w oczach męża (potrafi tylko grać i oglądać filmy

Zachowanie corki Twojego meza to pochodna jego poblazliwego podejscia do niej. Ona tak Cie traktuje, bo wie, ze moze.

Jak zawsze, masz dwie opcje - albo te sytuacje zaakceptowac, albo zmienic.
1) zaakceptowac, wiadomo, wszystko zostaje po staremu, a Ty i Twoi synowie zyjecie swoim zyciem. Raczej trudne do wykonania mieszkajac na kupie pod wspolnym dachem.
2) zmienic - wypadalo by popracowac nad mezem, ale nie masz na niego wplywu, jesli on nie widzi problemu. Wtedy tylko wyprowadzka a on z corka "robta co chceta".

Wiec moja rada to na poczatek porozmawiac z mezem o tym, co Cie boli. A jesli to nie przyniesie efektu to ewakuowac sie czym predzej. Szkoda czasu.

8,154

Odp: Być drugą i macochą

Cześć wszystkim.  Jestem tu po raz pierwszy. Chciałabym porozmawiac z dziewczynami w podobnej sytuacji do mojej. Tak jestem tą drugą i macochą, chociaż to za dużo powiedziane. Jego syn jest dopiero na etapie poznawania mnie lepiej . Początki były trudno.  Za każdym razem gdy widział nas razem lub gdy zauważył jak jego tata mnie całuje  to był komentarz " nie wolno możesz tylko moją mamę całować ". Chłopak ma 7 lat i zdaję sobie sprawę, że nie do końca wszystko rozumie.  Jednak teraz jest dużo lepiej.  Sama jestem wdową z dzieckiem i musiałam obserwować reakcję swojej córki.  Na szczęście bardzo polubiła partnera i się świetnie dogadają.  Myślę, że jego syn z czasem też mnie polubi. Jedyny mój problem to jego była.  Wiem, że może wyjdę na jędze ale nie potrafię zaakceptować jej zachowania.  Ciągle zasłania się dzieckiem i potrzebuje co chwila pomocy. A gdy jego syn jest z nami to potrafi dzwonić kilka razy dziennie na wideorozmowe niby z nim porozmawiać.  Tylko on wcale się nie odzywa i wtedy rozmawia z jego ojcem. Wkoncu miałam dość i powiedziałam, że ma sprawić aby była jak najmniej obecna w naszym życiu.  Nie mieszkamy razem. On pracuje zagranica i przyjeżdża na 2-3 tygodnie do mnie z synem. Zamiast cieszyć się jego obecnością to muszę słuchać ich rozmów.  Teraz są raz dziennie i partner nie uczestniczy w rozmowach.  Powiedziałam, że 7latek potrafi trzymać telefon i nie musi mu w tym pomagać.  Wiem, że nim manipuluje tekstami jak było im dobrze.  Piszę, że ich syn nie chce nowego taty A ona nie potrafi z nikim innym być.  Mam wrażenie, że chce aby do niej wrócił.  Wiem , że tak się nie stanie i ufam mu zupełnie.  Jednak jej zachowanie mnie czasami przerasta. Wiem , że to głupie ale potrafiłam mu powiedzieć że mnie nie rozumie bo u mnie nie ma byłego partnera. Ostatnio zadzwoniła do niego , bo ich syn jej powiedział coś dziwnego w jej ocenie.  "Tata kocha bardziej Justynę  ode mnie".  Nie wierzę, że tak było bo gdy jest z nami jest naprawdę szczęśliwy.  Podczas jednej z rozmów powiedział do niej " u taty jest mi lepiej i chciałbym mieć taki dom " . Rozłączyła się, gdy to usłyszała.  Myślę, że jest zazdrosna i boję się że będzie coraz bardziej wchodzić w nasze życie.  Musiałam się wygadać. Może coś mi doradzicie? Mam siedzieć cicho czy jak postępować? Z góry dziękuję

8,155

Odp: Być drugą i macochą

Justyna, niestety bardzo często tak jest, że byłe żony są obecne nadal w życiu naszych partnerów. A gdy mają wspólne dzieci to jest to nieuniknione. Tu wszystko zależy od partnera gdzie postawi granice i jak bardzo pozwoli być ex w swoim nowym życiu. Musisz szczerze i stanowczo z nim porozmawiać co jest dla ciebie ok, co ci się nie podoba. Ale efekty rozmowy mogą być różne. Wyobraź sobie, że ja spotykałam się z wdowcem i ta jego zmarła żona też była cały czas obecna w naszych relacjach. W pewnym momencie doszło nawet do tego,że chciał żebym chodziła w jej rzeczach. A jego 10-cio letnia córka  powiedziała że tata zdradza ze mną jej mamę i nawet siedzieć przy stole nie wolno mi było obok bo ona musi siedzieć obok. Oczywiście reakcji tatusia nie było na to żadnej, nawet po moich grzecznych uwagach. Ja też jestem wdową z dziećmi ale moje dzieci nigdy się tak nie zachowały względem niego. Jak widzisz to wszystko zależy od partnera. Jak chcesz pogadać to pisz na priv. Pozdrawiam cieplutko.

8,156

Odp: Być drugą i macochą

Cześć.  Bardzo chętnie porozmawiam prywatnie z każdym kto jest w podobnej sytuacji.  Czasami bardzo dobrze pomaga rozmowa a ja niestety nie mam z kim o tym porozmawiać.  Moje gg to 66444885

8,157

Odp: Być drugą i macochą

Hej dziewczyny,
czytam regularnie i z zapalem co piszecie. Wkrotce czeka mnie pierwszy wspolny wyjazd z moim partnerem, jego dzieckiem i moim dzieckiem. Roznica wieku miedzy dziecmi to dwa lata. Moje dziecko zna partnera, widuja sie czasem. Jego dziecko mnie zna slabo. Ja postanowilam zabrac moje dziecko na krotki urlop zagraniczny. Szczegolow z partnerem nie omowilam, poniewaz on i tak nigdy nie wykazywal checi spedzania czasu wspolnie we czworke a co tu mowic o dalszych wyjazdach. Moim zdaniem moje dziecko na jego niezdecydowaniu cierpiec nie moze, bo wielokrotnie proponowalam aktywnosci we czworo a odzew byl zerowy. Jednak dowiedziawszy sie, ze planuje wyjechac sama bez niego chyba wlaczyl mu sie pies ogrodnika bo teraz chce zabrac swoje dziecko i leciec z nami. Ja sie ciesze, moje dziecko tez. Tym niemniej, zwlaszcza ze jego dziecko zna mnie tylko troche - czego sie wystrzegac? Na co zwracac uwage? Jak sie zachowac w przypadku konfliktow miedzy dziecmi? Czy to zbyt karkolomne? Wyjazdu nie chce odpuszczac bo zaplanowalam go z mysla o wakacjach z synem, to ze partner sie w koncu zaangazowal i chce w to wlaczyc swoje dziecko jest dla mnie pozytywna informacja. Wiadomo, ze nie bede krytykowac jego matki i zle sie o niej wyrazac, tego mowic nie trzeba. Natomiast chcialabym, zeby kazdy czul sie komfortowo. Dla mnie wazne jest tez, zebym miala momenty z wlasnym dzieckiem sam na sam a partner ze swoim, intuicyjnie wyczuwam, ze dla dzieci tez bedzie to komfortowe. Podzielcie sie doswiadczeniami smile

8,158

Odp: Być drugą i macochą

Moim zdaniem kiepski pomysł z tym wspólnym wyjazdem, jeśli nie docieraliście się wcześniej. Może się okazac, że dzieci będą o siebie zazdrosne, nie polubią się, będą ze sobą rywalizować. Wtedy marnie widzę ten Wasz wspólny wypoczynek. Ale jeśli już klamka zapadła i nie wypada się teraz wycofać ze wspólnego wyjazdu to weź chociaż się zorientuj czy w razie klopotow bedziesz mogła wynająć dla siebie i dziecka oddzielny pokój.

Swoją drogą , bardzo podoba mi się Twoje podejście do tematu. Skoro partner nie wykazywal chęci , zorganizowałaś wyjazd dla siebie i dziecka. I tak trzymaj. Nie podporządkowywuj swojego (i dziecka) życia pod niezdecydowanego partnera. Przynajmniej jak nic z tego nie wyjdzie, nie będziesz żałować straconego czasu. Rób swoje. Na wyjeździe również. Dbaj o komfort swój i dziecka. A jeśli przy ojazji partner ze swoim dzieckiem będą z Wami dobrze się bawić , to będzie cudnie. Powodzenia.

8,159

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie,
Jestem nowa na forum. Wątek znalazłam przez Google szukając wypowiedzi kobiet będących w podobnej sytuacji jak ja i trafiłam na ten wątek. Krótko: bardzo zastanawiam się nad sensem mojego związku. Nie chciałabym tego stracić ale chyba przez byłą żonę i dziecko mojego partnera zmierza to ku końcowi. Jesteśmy razem około pół roku,  żony i dziecka nie znam ale sytuacje które mają miejsce wyprowadzaja mnie z równowagi. Jeśli więc miałabym zakończyć związek to lepiej teraz niż później jak wszystko dodatkowo się skomplikuje.Dlatego też zaczynam czytać Was od początku- może gdzieś tam jest jakaś wskazówka dla mnie.
Pozdrawiam serdecznie smile

8,160

Odp: Być drugą i macochą
_Malina napisał/a:

Witajcie,
Nie chciałabym tego stracić ale chyba przez byłą żonę i dziecko mojego partnera zmierza to ku końcowi.

Hej Malina, to juz z gory Ci powiem, zanim przeczytasz caly watek i wyciagniesz wnioski - jesli stracisz zwiazek to nie przez byla zone i dziecko, tylko przez spolegliwego misia wink

Jakie to sytuacje wyprowadzaja Cie z rownowagi? Moze podasz jakies przyklady?

8,161

Odp: Być drugą i macochą

Metaxa,
Jest tego dużo. Sprawy od mojego wpisu skomplikowaly się tak mocno że zrezygnowałam. Po prostu. Zamknęłam się, zablokowalam go wszędzie.
Jesteśmy ze sobą kilka miesięcy.  On po rozwodzie od października nadal mieszka z żoną bo opiekują się wspólnie córką (2,5 roku) i dopóki nie sprzedadzą mieszkania (jest wystawione na sprzedaż) to tak miałoby pozostać. Ogólnie rzecz biorąc wygląda to tak że wieczorem jak mała idzie spać przyjeżdża do mnie i rano jedziemy razem do pracy. I tak dzień w dzień. Czasami spędzamy że sobą weekendy.
Ostatnio jego żona która w ogóle się nie odzywała nigdy gdy był poza domem, szuka ewidentnie powodów do kontaktu gdy jest u mnie. A to małą brzuszek boli, a to to a to sramto. Męczy mnie to ich mieszkanie razem.  Wiem że jest sposób żeby tak nie było ale on zasłania się dzieckiem. Muszę przyznać że wiele zmienił od czasu kiedy się poznaliśmy bo nie lata już na jej zawołanie, to fakt. Ale mimo wszystko to za mało. Dodam jeszcze że mimo iż większość dni siedzi z malutką sam, a mieszkamy od siebie około 5km, nigdy jego córki nie poznałam. Raz zaproponował jak gdzieś z nią był żebym przyjechała do nich ale to na tyle. Daje mi to do myślenia. I chyba świadczy o tym że nie jestem na tyle ważna aby mnie taki zaszczyt spotkał poznania jego córki.
Jego ex ma kogoś od bardzo dawna choć nadal twierdzi że to tylko przyjaciel (powód rozwodu) i chyba tak trochę jest ze nie odciął się całkowicie od niej a tylko chciał udowodnić (po 2 latach jej zdrad z przyjacielem)  i jej i sobie ze ma jaja i dlatego wniósł pozew.
Ciężka sytuacja. Chyba się poddalam.

8,162

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Hej Malina, to juz z gory Ci powiem, zanim przeczytasz caly watek i wyciagniesz wnioski - jesli stracisz zwiazek to nie przez byla zone i dziecko, tylko przez spolegliwego misia wink

Jak widzisz nie trzeba czytać ponad 8tysięcy postów, żeby wnioski wyciągnąć. Metaksa powiedziała Ci jaki jest główny powód rozpadu "takich" związków. To nie przez "byłą żonę" . Nieczemu też nie są winne dzieci! Główną przyczyną kłopotów w takich związkach i tym, że czujemy się w nich jako te "drugie" jest zachowanie spolegliwego, niezdecydowanego, często bez jaj naszego Misia ukochanego.
Po przeczytaniu Twojego drugiego posta nie mam wątpliwości. Dobrze, że odcinasz sie od Misia tak szybko. Takie życie w czworokącie, to tylko strata Twojego czasu i nerwow. Powodzenia. Zapewniam, że życie z dala od tego czworokąta , przyniesie Ci jeszcze wiele radości.

8,163

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
metaksa napisał/a:

Hej Malina, to juz z gory Ci powiem, zanim przeczytasz caly watek i wyciagniesz wnioski - jesli stracisz zwiazek to nie przez byla zone i dziecko, tylko przez spolegliwego misia wink

Jak widzisz nie trzeba czytać ponad 8tysięcy postów, żeby wnioski wyciągnąć. Metaksa powiedziała Ci jaki jest główny powód rozpadu "takich" związków. To nie przez "byłą żonę" . Nieczemu też nie są winne dzieci! Główną przyczyną kłopotów w takich związkach i tym, że czujemy się w nich jako te "drugie" jest zachowanie spolegliwego, niezdecydowanego, często bez jaj naszego Misia ukochanego.
Po przeczytaniu Twojego drugiego posta nie mam wątpliwości. Dobrze, że odcinasz sie od Misia tak szybko. Takie życie w czworokącie, to tylko strata Twojego czasu i nerwow. Powodzenia. Zapewniam, że życie z dala od tego czworokąta , przyniesie Ci jeszcze wiele radości.

Ktoś te jaja musi mieć. Nie ma ich on, będę miała ja. Nie samą miłością człowiek żyje.  A obietnic bez pokrycia mam dość. Autentycznie, czuję się jak jego kochanka a nie partnerka:) aż się sama z siebie śmieję jak naiwna byłam i cieszę jednocześnie że oczy otworzyłam po kilku miesiącach a nie latach, a nie daj Boże po jakimś kredycie czy wspólnym dziecku. Pomyliłam chyba  jego mega poczucie odpowiedzialności które na każdym kroku tak dobitnie podkreślał z funkcjonowaniem jako podnóżek. No cóż...kolejna życiowa lekcja smile a teraz chyba mi pozostało:  ahoj przygodo!

8,164 Ostatnio edytowany przez metaksa (2019-03-20 07:09:44)

Odp: Być drugą i macochą

Malina, moim zdaniem Twoj Mis jeszcze nie jest gotowy na nowy zwiazek. Jest w rozkroku - chcialby byc i z nimi, i z Toba, a tak sie nie da na dluzsza mete. Musi najpierw pozamykac stare sprawy. Ich dziecko jest jeszcze male, takze sporo czasu w Wisle uplynie zanim przyjdzie co do czego. Po prostu spotkaliscie sie o kilka(nascie?) lat za wczesnie. Tak to widze. Nie uwazam, ze Mis jest zly w sam sobie, moze za pare lat beda z niego ludzie, ale na te chwile dalabym sobie z nim spokoj.

A tak na marginesie, gdybym ja teraz miala szukac faceta, to mam taka awersje do tatusiow, ze nawet gdyby mial zlote jaja to nie ma $uja we wsi! Pozdrawiam dziewczyny big_smile

8,165

Odp: Być drugą i macochą

Sprawy trochę się odwróciły, a właściwie to wyjaśniły. Rozmawialiśmy długo i szczerze. Ponieważ został postawiony pod murem (wie że jak powiem A to będzie B i że nie rzucam słów na wiatr), dowiedziałam się wszystkiego.
Okazało się że naprawdę ma związane ręce i na ten moment nie ma możliwości rozwiązania problemu dopóki nie sprzedadzą mieszkania. Nie mogę pisać za dużo bo zwyczajnie nie chcę zostać skojarzona, ale powiem jedno: jego była zona to naprawdę cwany, wyrachowany i bezlitosny gracz. Udupila go tak że nie ma wyjścia z sytuacji na ten moment.  Chętnie bym którejś z was opowiedziała na czym rzecz polega ale bardziej w prywatnej korespondencji. A może macie jakąś grupę tajną do której mogłabym dołączyć?
Będę wdzięczna za info albo za dobrą duszyczkę która zechce pogadać
Pozdrawiam serdecznie smile

8,166

Odp: Być drugą i macochą

Drogie Panie,
Zdecydowałam się założyć konto na forum by nie być tylko biernym czytelnikiem smile
Trochę o mnie: rocznik 94, od pewnego czasu spotykam się z mężczyzną, który ma dziecko z poprzedniej relacji. Mała ma 4 lata i poznałam ją bardzo szybko (po 1 miesiącu znajomości). Po kilku miesiącach związku stchórzyłam. Sytuacja zaczęła mnie przerastać mimo że córka spędza u taty co drugi weekend i widują się w każdą środę. Czułam pewnego rodzaju zazdrość o kontakty z byłą i bardzo przeszkadzał mi fakt, że nasz czas jest zależny od innych osób. Rozstaliśmy się na kilka miesięcy. On jednak nie dał za wygraną i postanowił zaproponować spotkanie, na które się zgodziłam. Poprosił o szansę i... Uległam. Jesteśmy razem 1.5 miesiąca i zapowiada się całkiem nieźle. Oczywiście, nie jest idealnie. Mam załamania, ale wtedy mówię mu że nie myślę wtedy logicznie. Muszę sobie czasami przypomnieć, że miłość do córki nie ma wpływu na uczucie w stosunku do mnie.
I wiecie? Staram się myśleć pozytywnie. Małą uwielbiam, ona lubi mnie. (Dziś mi nawet wyznała miłość). Mam nadzieję, że się nie mylę i to naprawdę może zadziałać. Trzymajcie proszę kciuki smile

8,167 Ostatnio edytowany przez kjim (2019-03-21 13:38:33)

Odp: Być drugą i macochą
_Malina napisał/a:

Okazało się że naprawdę ma związane ręce i na ten moment nie ma możliwości rozwiązania  tego problemu (........)  jego była zona to naprawdę cwany, wyrachowany i bezlitosny gracz. Udupila go tak że nie ma wyjścia z sytuacji na ten moment.

Malina...z każdej sytuacji jest wyjście!!! Jeśli tylko zechce się takiego wyjścia poszukać. Zapewne ta sytuacja bez wyjścia jest powiązana ze sprawą majątkową (związana z tym sprzedawanym mieszkaniem). ALlle w pozostalym zakresie to jak twój facet wyjaśnił Ci fakt, że nie poznał Cię jeszcze ze swoją córką i przed dzieckiem w domu wciąż udają kochającą się, pełną rodzinę. Usprawiedliwia to dobrem dziecka??? :-) Moim zdaniem facet na przeczekanie nawinął Ci makaron na uszy :-)   
Acha i zauważ, że z Jego opowieści już wyłania sie ta zła, okrutna, cwaniara -jego była żona. A on biedny Misio jest zaszachowany przez tą bestię. :-)

8,168

Odp: Być drugą i macochą

Myślę że twoja sytuacja jest znacznie prostsza bo nie masz swoich dzieci i będzie ci o wiele łatwiej zaakceptować dziecko partnera Niezależnie od wieku dziecka matki mu nigdy nie zastąpisz ale twoje relacje z nim mogą być bardzo dobre Wiele rodzin układa sobie życie ponownie po rozwodzie i jest szczęśliwa Jestem zdania że jeśli ludzie naprawdę się kochają to będa ze sobą niezależnie od wszystkiego dlatego nie warto martwić się na zapas

8,169

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Malina...z każdej sytuacji jest wyjście!!! Jeśli tylko zechce się takiego wyjścia poszukać. Zapewne ta sytuacja bez wyjścia jest powiązana ze sprawą majątkową (związana z tym sprzedawanym mieszkaniem). ALlle w pozostalym zakresie to jak twój facet wyjaśnił Ci fakt, że nie poznał Cię jeszcze ze swoją córką i przed dzieckiem w domu wciąż udają kochającą się, pełną rodzinę. Usprawiedliwia to dobrem dziecka??? :-) Moim zdaniem facet na przeczekanie nawinął Ci makaron na uszy :-)   
Acha i zauważ, że z Jego opowieści już wyłania sie ta zła, okrutna, cwaniara -jego była żona. A on biedny Misio jest zaszachowany przez tą bestię. :-)

Kurczę chciałabym Ci napisać jak naprawdę to wygląda ale sytuacja jest naprawdę bardzo specyficzna i nie chciałabym zostać skojarzona. Jeśli chciałabyś popisać na priv to bardzo chętnie smile
Na ten moment wygląda to tak że spotykamy się. On snuje plany - ja obserwuję.  Dziewczyny, tworzę grupę całkowicie tajną na fb i liczę na to że dołączycie. Szczegóły jak coś na priv.
Życzę pięknego weekendu smile

8,170

Odp: Być drugą i macochą

Malina, napisałam do ciebie priv w sprawie grupy na fb smile

Posty [ 8,133 do 8,170 z 8,172 ]

Strony Poprzednia 1 213 214 215 216 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018