Pogodzić się ze śmiercią? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Pogodzić się ze śmiercią?

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 47 z 47 ]

39

Odp: Pogodzić się ze śmiercią?
Misinx napisał/a:

A jak wyobrażałaś sobie pomoc terapeutki ? Wiesz dobrze, że żaden terapeuta nie uleczy bólu po stracie bliskiej osoby. Ten ból jest naturalny i trzeba go po prostu przeżyć. Natomiast Twoje reakcje są faktycznie czymś znacznie więcej i mają źródło w czymś zdecydowanie innym, niż sama śmierć dziadków.

Wiem. Ale ja tam poszłam po to, żeby mi pomogła zacząć wychodzić z domu bez paniki, że jak mnie nie będzie to komuś coś się stanie. I uważam, że to zostało bardzo mocno zbagatelizowane.
Paradoksalnie pomogła mi wtedy po prostu rozmowa z księdzem, który zamiast rzucać slogany na temat mojej relacji z matką pozwolił mi przez godzinę mówić o tym, co czuję w związku z tymi wydarzeniami. Tylko i wyłącznie dzięki niemu jestem w stanie wyjechać na dłuższe wakacje i się nie martwić.

Pustka i ból przychodzą i znikają w zależności od dnia, od nastroju. Ale potrafię wyjść z domu, potrafię zaplanować sobie wyjazd i funkcjonować w miarę normalnie.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.
Zobacz podobne tematy :

40

Odp: Pogodzić się ze śmiercią?
Lady Loka napisał/a:
Misinx napisał/a:

A jak wyobrażałaś sobie pomoc terapeutki ? Wiesz dobrze, że żaden terapeuta nie uleczy bólu po stracie bliskiej osoby. Ten ból jest naturalny i trzeba go po prostu przeżyć. Natomiast Twoje reakcje są faktycznie czymś znacznie więcej i mają źródło w czymś zdecydowanie innym, niż sama śmierć dziadków.

Wiem. Ale ja tam poszłam po to, żeby mi pomogła zacząć wychodzić z domu bez paniki, że jak mnie nie będzie to komuś coś się stanie. I uważam, że to zostało bardzo mocno zbagatelizowane.
Paradoksalnie pomogła mi wtedy po prostu rozmowa z księdzem, który zamiast rzucać slogany na temat mojej relacji z matką pozwolił mi przez godzinę mówić o tym, co czuję w związku z tymi wydarzeniami. Tylko i wyłącznie dzięki niemu jestem w stanie wyjechać na dłuższe wakacje i się nie martwić.

Pustka i ból przychodzą i znikają w zależności od dnia, od nastroju. Ale potrafię wyjść z domu, potrafię zaplanować sobie wyjazd i funkcjonować w miarę normalnie.

Terapeuci są różni i ciężko trafić na kogoś kto ci spasuje. Wiem coś o tym. Teraz jestem w terapii małżeńskiej i też nie jestem póki co zachwycony terapeutką.

41

Odp: Pogodzić się ze śmiercią?

Widocznie ksiądz jest świadomy a terapeutka chciała się popisać widzą
Są ludzie świadomi tego że"głębokie słuchanie, słuchanie pełne współczucia, nie ma na celu analizowania, czy nawet odkrywania tego, co się wydarzyło w przeszłości. Przede wszystkim słucha się po to, aby druga osoba poczuła ulgę, żeby mogła się wygadać, żeby poczuła, że w końcu ktoś ją zrozumiał. Głębokie słuchanie jest takim rodzajem słuchania, które pomaga nam zachować  prawdziwe współczucie w czasie, kiedy ktoś mówi - a może to trwać pół godziny, godzinę czy czterdzieści pięć minut. W tym czasie niech cię prowadzi tylko jedna idea, jedno pragnienie: słuchać tak, żeby druga osoba miała okazję mówić i żeby przyniosło to jej ulgę w cierpieniu. To jest twoim jedynym celem. Inne rzeczy, takie jak analizowanie, czy zrozumienie przeszłości, mogą być produktem ubocznym tej pracy. Przede wszystkim jednak słuchaj ze współczuciem. "

Dobrze że są tacy ludzie jak ten ksiądz można się uczyć od takich ludzi i nie ważne że to ksiądz.

42

Odp: Pogodzić się ze śmiercią?
paslawek napisał/a:

Widocznie ksiądz jest świadomy a terapeutka chciała się popisać widzą
Są ludzie świadomi tego że"głębokie słuchanie, słuchanie pełne współczucia, nie ma na celu analizowania, czy nawet odkrywania tego, co się wydarzyło w przeszłości. Przede wszystkim słucha się po to, aby druga osoba poczuła ulgę, żeby mogła się wygadać, żeby poczuła, że w końcu ktoś ją zrozumiał. Głębokie słuchanie jest takim rodzajem słuchania, które pomaga nam zachować  prawdziwe współczucie w czasie, kiedy ktoś mówi - a może to trwać pół godziny, godzinę czy czterdzieści pięć minut. W tym czasie niech cię prowadzi tylko jedna idea, jedno pragnienie: słuchać tak, żeby druga osoba miała okazję mówić i żeby przyniosło to jej ulgę w cierpieniu. To jest twoim jedynym celem. Inne rzeczy, takie jak analizowanie, czy zrozumienie przeszłości, mogą być produktem ubocznym tej pracy. Przede wszystkim jednak słuchaj ze współczuciem. "

Dobrze że są tacy ludzie jak ten ksiądz można się uczyć od takich ludzi i nie ważne że to ksiądz.

Wiesz, z drugiej strony można powiedzieć, że ksiądz może nie miał po prostu nic do powiedzenia, więc pomyślał "niech się kobita wygada, to jej może ulży".

43

Odp: Pogodzić się ze śmiercią?

Może tak Lady mówiąc o swoich obawach uczuciach miała okazje w tym czasie usłyszeć swoje myśli bez osądzania ich ,a to  w jakiś dziwny sposób przynosi ulgę.
Nie jest to oczywiście jedyny sposób na wyzdrowienie są inne i dobrze.

44

Odp: Pogodzić się ze śmiercią?
paslawek napisał/a:

Może tak Lady mówiąc o swoich obawach uczuciach miała okazje w tym czasie usłyszeć swoje myśli bez osądzania ich ,a to  w jakiś dziwny sposób przynosi ulgę.
Nie jest to oczywiście jedyny sposób na wyzdrowienie są inne i dobrze.

Terapeuci też nie osądzają. Nie wolno im tego robić. To właśnie raczej ze strony księdza prędzej usłyszysz umoralniającą gadkę. To że Lady mówienie o swoich uczuciach i lękach jest absolutnie potrzebne nie ulega żadnej wątpliwości. Bardzo możliwe, że nie trafiła na terapeutkę dla siebie. Trzeba szukać dalej. Problem jak już wcześniej pisałem jest głębszy. Zresztą Lady ma najwyraźniej tego świadomość, albo to wewnętrznie czuje. Dwa lata to naprawdę wystarczający czas, żeby odbyć taką psychiczną "żałobę" po stracie bliskiej osoby i żeby umieć już żyć dalej. A tu faktycznie jakby coś "tkwiło w trybach" i ten proces stanął w miejscu. Znamienne są dla mnie słowa Lady "milion razy bardziej wolałabym sama umrzeć, a żeby oni żyli". Gdyby tak powiedziała np. matka wobec śmierci swojego dziecka to uznałbym to za całkiem naturalne, ale tu jest mowa o dziadkach. Bez urazy Lady. Jakby nie była bliska relacja między Lady a dziadkami to jednak odejście ich jest dużo bardziej wpisane w psychikę, niż np. odejście rodzica. Tak oceniając na zimno, to komu by miało coś dać takie hipotetyczne poświęcenie ze strony wnuczki na rzecz swoich dziadków ?
Lady nie obraź się na mnie za to co tu piszę. Rozumiem Twój ból. Tylko jak sama zresztą zauważyłaś coś w tym jest nie tak.

45

Odp: Pogodzić się ze śmiercią?

Ze śmiercią osoby bliskiej jest się bardzo ciężko pogodzić. Każdy inaczej radzi sobie z taką stratą.

Sklepy, zakupy, biznesy http://cs-otwock.com.pl/

46

Odp: Pogodzić się ze śmiercią?
Misinx napisał/a:

Zresztą Lady ma najwyraźniej tego świadomość, albo to wewnętrznie czuje. Dwa lata to naprawdę wystarczający czas, żeby odbyć taką psychiczną "żałobę" po stracie bliskiej osoby i żeby umieć już żyć dalej. A tu faktycznie jakby coś "tkwiło w trybach" i ten proces stanął w miejscu. Znamienne są dla mnie słowa Lady "milion razy bardziej wolałabym sama umrzeć, a żeby oni żyli". Gdyby tak powiedziała np. matka wobec śmierci swojego dziecka to uznałbym to za całkiem naturalne, ale tu jest mowa o dziadkach. Bez urazy Lady. Jakby nie była bliska relacja między Lady a dziadkami to jednak odejście ich jest dużo bardziej wpisane w psychikę, niż np. odejście rodzica. Tak oceniając na zimno, to komu by miało coś dać takie hipotetyczne poświęcenie ze strony wnuczki na rzecz swoich dziadków ?
Lady nie obraź się na mnie za to co tu piszę. Rozumiem Twój ból. Tylko jak sama zresztą zauważyłaś coś w tym jest nie tak.

Dzięki, Misinx, ale nie wyznaczałabym 'wystarczającego czasu', jednak. Patrzenie na powolne umieranie może doliczyć 'czas patrzenia' do 'czasu żałoby', jak mi się wydaje.
@Lady, Misinx chyba prawidłowo zdiagnozował, że coś 'nie tak jest'.

47 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2019-02-24 17:18:57)

Odp: Pogodzić się ze śmiercią?
Lady Loka napisał/a:

Na dokładnie tej samej zasadzie komentowali moi wierzący znajomi. "Ciesz sie, bo jest w niebie". No nie. Nie cieszę się. Byli przy mnie i ich nie ma. I cieszenie się tego nie zmieni.

Zmieni. Tylko Ty nie chcesz w tych kategoriach myśleć. Przywiązanie się (zbytnie) do rzeczy i ludzi tu na ziemi, jest zniewoleniem. Nie ma ich praktycznie, ale są duchowo, niefizycznie. Gdyby mogli dać Ci komunikat, to jestem przekonana, że kazaliby Tobie żyć normalnie i za nimi nie płakać. Śmierć nie jest niczym złym, to przejście na drugą stronę.

Uważam podobnie jak magdalena, ze masz problem z poczuciem samotności. Prawdo podobnie nie umiesz żyć sama dla siebie, nie lubisz siebie na tyle, by się czuć dobrze sama ze sobą. Przywiązanie do innych ludzi odwraca od tego problemu Twoją uwagę.  Przesadne przywiązanie daje Ci złudzenie normalności. Dlatego wpadasz w panikę.


Lady Loka napisał/a:

Chociaż ja mam dużo żalu do siebie i do rodziny, że nie zrobiliśmy więcej niż mogliśmy.
Jeden z dziadków zmarł na raka i niestety zawiedliśmy. Gdyby zrobił tomografię 2 tygodnie wcześniej, kiedy pojawiły się objawy nawrotu, to może dałoby się jeszcze coś zdobić. Wprawdzie nie wiem czy służba zdrowia wycięłaby guza z dnia na dzień, ale zbagatelizowaliśmy wszyscy, poczekaliśmy i dwa tygodnie potem guz na kręgosłupie uciskał rdzeń kregowy i był już nie do ruszenia.

Żałuję bardzo, że nic nie zrobiłam, nie powiedziałam, żeby się ruszyć tylko siedziałam biernie i pozwoliłam starszym wszystko załatwiać.
Czuję ciągle, że mogliśmy walczyć zamiast się poddać.

Czyli trzymają Cie też wyrzuty sumienia. Jestem przekonana, ze od śmierci nie uciekniesz. Dziadkowi jedynie przedłużylibyście życia (kto wie czy nie cierpienie, a to pozytywne nie jest), ale i tak umarłby, jeśli nadszedł na niego czas. Może on sam nie życzyłyby sobie żebyś się tak umartwiała. Pomyślałaś o tym jaką mu moze sprawiasz przykrość, gdy na Ciebie patrzy?

Lady Loka napisał/a:

Z jednej strony nie chcę ich zapomnieć, a z drugiej te napady smutku są przytłaczające i nie wiem co z nimi zrobić i jak nie pozwolić im na zbytnie wpływanie na mnie.

Nie zapomnisz i nawet warto pamiętać jeśli były to miłe wspomnienia. Natomiast te napady mają związek z tym co napisałam wyżej. Czyli zbytnim przywiązywaniem się do ludzi, aby zatuszować problemy ze sobą oraz wyrzuty sumienia.
Napady znikną lub nie będą na Ciebie wpływać w taki sposób, gdy sobie uświadomisz źródło ich pochodzenia i zrobisz coś z nim. Nie ma innej drogi.

Polecam ten film oparty na książce pewnego medium:

Może pomoże Ci zrozumieć pewne rzeczy dotyczące śmierci i umarłych. Tymczasem zadbaj o siebie.

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

Posty [ 39 do 47 z 47 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Pogodzić się ze śmiercią?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018