Zdrada i wybaczenie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 77 do 82 z 82 ]

Odp: Zdrada i wybaczenie
TypowyCharlie napisał/a:
KasiaKatarzyna89 napisał/a:
TypowyCharlie napisał/a:

Usprawiedliwianie zdrady to już chyba norma, chciałaś i to zrobiłaś. Nikt Cię do tego nie zmusił, wiedziałaś jakie mogą być tego konsekwencje, jednak to zrobiłaś. Dodatkowo nie był to jeden wyskok po pijaku (serio, alkohol nie jest usprawiedliwieniem), a kilka... Jeszcze to że zgodziłaś się na jego zdradę i nawet go popchnęłaś do tego kroku znaczy że tak naprawdę wiele dla Ciebie nie znaczył. On może próbował jakoś się ustabilizować jednak zbyt mocno go to wszystko przytłoczyło. Najlepiej będzie uciąć całkowicie kontakt i zapomnieć, innego wyjścia nie ma. Żeby się udało to wszystko naprawić to trzeba poświęcić sporo czasu i chęci (nie tylko Twoich), a i tutaj nikt nie gwarantuje że się uda. W tym przypadku faceta bardziej to wszystko boli niż Ciebie gdyż to Ty doprowadziłaś do rozpadu związku, a nie on. On się o wszystkim dowiedział, spadło to na niego w jednym momencie, dodatkowo od kogoś "przypadkowego", a nie od kobiety którą kochał.

Mówisz, że na naprawe trzeba duzo czasu. A sadzisz, ze jak naprawdę terapia sie powiedzie i wroci w czerwcu do kraju to będzie wieksza szansa na sukces? Minie troche czasu, zatra sie zle wspomnienia...i bedzie lepsza wersja mnie. Nie wydaje mi sie, aby w pol roku przestał mnie kochac. To uczuciowy facet.

Złe wspomnienia zawsze będą powracać, przy kłótni itp. On może nie przestał Cię kochać, jednak mi się wydaje że z Twojej strony to jedynie zostało przywiązanie i nic więcej. Im rzadziej się widujecie tym bardziej się od siebie odsuwacie, pewna osoba trafnie zauważyła że związki na odległość nie mają porządnego podłoża i szybko się rozwalają.

Rozumiem, z tymże zanim wyjechal, bylismy już razem 3.5 roku, więc ten fundament zdążył powstać. Wylecial 1.5 roku temu, plakaliamy razem, byla cala rodzina jak wyjezdzal, potem zaprosili mnie do siebie jeszcze na ciasto. Dzwonilismy do siebie pół drogi, wymieniliśmy się listami, które otworzylismy po wyjechaniu. Cały tydzień pierwszy leżałam w łóżku i ryczałam, rozchorowalam się z tego wszystkiego. Zamiast go wspierać w nowym miejscu, (a warunki dostal słabe i przesiedzial tam do 1szej wyplaty, zeby zmienic chatę), to on wspierał mnie, potrzebowalam tego, nie moglam funkcjonować. Odliczalam dni... Kupilam lot i juz po miesiącu z hakiem u niego bylam, 1szy raz. Kiedy sie zobaczyliśmy, ryczelismy oboje ze szczęścia, nie moglismy się od siebie odkleic, już udało mu się z moja pomoca zmienić chatkę. Zwiedzalismy, kleilismy się do siebie bezustannie. W ogóle cofajac sie w tym związku do wcześniejszych lat, naprawdę byliśmy wyjątkowi. Każdy to widział i oboje zgodnie tak uważalismy. Żadne z nas nie lubi i nie umie tańczyć, depcze innym zawsze po nogach i nie lubie tego a jak tanczyny ze sobą, to zgrywamy się idealnie. On sam kiedyś uznal, ze pasujemy do siebie jak puzzle, mozemy leżeć i sie całować pół dnia i nie nudzi nas to. Kiedys jego kumpel nas widzial na zakupach to akurat sie przytulalismy między alejkami, mowil mu potem, że szedl za nami kawalek i cudowny obrazek to byl. Inne pary czytaja z kartki zakupy, kloca sie, który makaron wybrać, ewentualnie trzymaja sie za ręce i to wszystko. A my co chwila wtuleni, zacalowani i usmiani z żartów, które sobie robimy... I to nie byl sam początek. Tak było latami. Ten wyjazd schrzanil wszystko... Ale nie moglam z nim jechac. Niby planował juz wczesniej, bo mówił, ze ciezko z alimentami i obecna praca, a chciałby odlozyc na nasza przyszłość. Ale pomysl jakos sie odwlekal w czasie. Ja zdążyłam się rozwinąć i otworzyć salon (nieduży, ale jednoosobowy- nie mogę zatrudniać pracowników, gdybym mogla to nie byloby tematu, zostaeilabym firmę i leciala z nim). Ale nie mogłam...strasznie nie chcialam, żeby jechal, jakos trwalismy, dużo telefonow, wysylania sobie zdjęć, wideo rozmow. Raz on byl w kraju, raz ja lecialam do niego. Ale z czasem cos się popsulo. Sama nie wiem jakim cudem. On stal sie nerwowy a mnie jako osobe z zaburzeniem bardziej dotyka nerwowość, biorę wszystko do siebie i brak mi dystansu często... Gdybym mogla przeżyć to jeszcze raz, walnelabym w pysk koledze po 1szej probie złapania mojej ręki, a najlepiej w ogóle nie poszła. Nie nalegalam na to spotkanie, nie planowałam nic... Napisal do mnie kilka miesiecy wcześniej, Potem ponowil pytanie. Olewalam, serio mialam go gdzieś. Lubilismy się, ale nigdy nie był dla mnie żadnym obiektem zainteresowania. Pamietam, ze wtedy partner mnie czymś bardzo zdenerwował. Ale to nie było na zasadzie "wkurzyłes mnie, wiec Cie zdradzę", tylko chcialam sie po prostu oderwać i spotkać. Rzucilam do kumpla, ze możemy się wreszcie zobaczyć w weekend (kilka dni wczesniej ta rozmowa byla), on caly chętny i umowilismy się. Mój ukochany zawsze byl zazdrosny, ale udalo mi sie go przekonac, ze u mnie przyjazn damsko-meska funkcjonuje od zawsze bez najmniejszych podtekstów i przestał się czepiać choć zawsze rzucał coś w stylu żebym byla grzeczna i zadzwonila jak dojade i wrócę. Nadal uważam, ze potrafie sie zachować, mnie sciagal na dno alkohol. Zawsze. Nawet jak potem na trzeźwo do czegoś dochodziło, zawsze jednak gdzies mi te procenty towarzyszyły, jakby zmieniły już świadomość. Rozpisalam się jak szalona, ale po prostu miałam potrzebę.
Ciesze sie, ze w końcu facet sie wypowiedzial w moim wątku, bo choć inne odp sa dla mnie tez ważne, jednak to na męskiej opinii zależy mi najbardziej, bo musi być jakiś wspólny mianownik, który łączy Wasze myślenie i odczuwanie...

A więc zadam pytanie... Co musiałaby zrobić kobieta, żebyś wybaczyl jej takie świństwa? Musi coś być... Przecież, jeśli miłość była silna, jeśli ma się tyle dobrych wspomnień, tak głęboko wniknie w rodziny... Jego dziecko już nas rysowalo razem i mowilo mi, ze szkoda, że nie jestem jego mamą... Uwielbiam te rodzinę, to dziecko, kocham go. Kocham nasze zycie, jakie mieliśmy wczesniej sad poradz mi, co mogę zrobić? Walka? Czas? Pozorne odejście, żeby zostal sam z myslami a potem wrócić i pokazać sie z jak najlepszej strony? Nie wiem czy wytrzymam... Dzień bez rozmow jest dla mnie trudny do przeżycia, trzesa mi się ręce, mam koszmary w nocy. Nie widzę sensu juz w niczym sad

Zobacz podobne tematy :

78

Odp: Zdrada i wybaczenie
KasiaKatarzyna89 napisał/a:
TypowyCharlie napisał/a:
KasiaKatarzyna89 napisał/a:

Mówisz, że na naprawe trzeba duzo czasu. A sadzisz, ze jak naprawdę terapia sie powiedzie i wroci w czerwcu do kraju to będzie wieksza szansa na sukces? Minie troche czasu, zatra sie zle wspomnienia...i bedzie lepsza wersja mnie. Nie wydaje mi sie, aby w pol roku przestał mnie kochac. To uczuciowy facet.

Złe wspomnienia zawsze będą powracać, przy kłótni itp. On może nie przestał Cię kochać, jednak mi się wydaje że z Twojej strony to jedynie zostało przywiązanie i nic więcej. Im rzadziej się widujecie tym bardziej się od siebie odsuwacie, pewna osoba trafnie zauważyła że związki na odległość nie mają porządnego podłoża i szybko się rozwalają.

Rozumiem, z tymże zanim wyjechal, bylismy już razem 3.5 roku, więc ten fundament zdążył powstać. Wylecial 1.5 roku temu, plakaliamy razem, byla cala rodzina jak wyjezdzal, potem zaprosili mnie do siebie jeszcze na ciasto. Dzwonilismy do siebie pół drogi, wymieniliśmy się listami, które otworzylismy po wyjechaniu. Cały tydzień pierwszy leżałam w łóżku i ryczałam, rozchorowalam się z tego wszystkiego. Zamiast go wspierać w nowym miejscu, (a warunki dostal słabe i przesiedzial tam do 1szej wyplaty, zeby zmienic chatę), to on wspierał mnie, potrzebowalam tego, nie moglam funkcjonować. Odliczalam dni... Kupilam lot i juz po miesiącu z hakiem u niego bylam, 1szy raz. Kiedy sie zobaczyliśmy, ryczelismy oboje ze szczęścia, nie moglismy się od siebie odkleic, już udało mu się z moja pomoca zmienić chatkę. Zwiedzalismy, kleilismy się do siebie bezustannie. W ogóle cofajac sie w tym związku do wcześniejszych lat, naprawdę byliśmy wyjątkowi. Każdy to widział i oboje zgodnie tak uważalismy. Żadne z nas nie lubi i nie umie tańczyć, depcze innym zawsze po nogach i nie lubie tego a jak tanczyny ze sobą, to zgrywamy się idealnie. On sam kiedyś uznal, ze pasujemy do siebie jak puzzle, mozemy leżeć i sie całować pół dnia i nie nudzi nas to. Kiedys jego kumpel nas widzial na zakupach to akurat sie przytulalismy między alejkami, mowil mu potem, że szedl za nami kawalek i cudowny obrazek to byl. Inne pary czytaja z kartki zakupy, kloca sie, który makaron wybrać, ewentualnie trzymaja sie za ręce i to wszystko. A my co chwila wtuleni, zacalowani i usmiani z żartów, które sobie robimy... I to nie byl sam początek. Tak było latami. Ten wyjazd schrzanil wszystko... Ale nie moglam z nim jechac. Niby planował juz wczesniej, bo mówił, ze ciezko z alimentami i obecna praca, a chciałby odlozyc na nasza przyszłość. Ale pomysl jakos sie odwlekal w czasie. Ja zdążyłam się rozwinąć i otworzyć salon (nieduży, ale jednoosobowy- nie mogę zatrudniać pracowników, gdybym mogla to nie byloby tematu, zostaeilabym firmę i leciala z nim). Ale nie mogłam...strasznie nie chcialam, żeby jechal, jakos trwalismy, dużo telefonow, wysylania sobie zdjęć, wideo rozmow. Raz on byl w kraju, raz ja lecialam do niego. Ale z czasem cos się popsulo. Sama nie wiem jakim cudem. On stal sie nerwowy a mnie jako osobe z zaburzeniem bardziej dotyka nerwowość, biorę wszystko do siebie i brak mi dystansu często... Gdybym mogla przeżyć to jeszcze raz, walnelabym w pysk koledze po 1szej probie złapania mojej ręki, a najlepiej w ogóle nie poszła. Nie nalegalam na to spotkanie, nie planowałam nic... Napisal do mnie kilka miesiecy wcześniej, Potem ponowil pytanie. Olewalam, serio mialam go gdzieś. Lubilismy się, ale nigdy nie był dla mnie żadnym obiektem zainteresowania. Pamietam, ze wtedy partner mnie czymś bardzo zdenerwował. Ale to nie było na zasadzie "wkurzyłes mnie, wiec Cie zdradzę", tylko chcialam sie po prostu oderwać i spotkać. Rzucilam do kumpla, ze możemy się wreszcie zobaczyć w weekend (kilka dni wczesniej ta rozmowa byla), on caly chętny i umowilismy się. Mój ukochany zawsze byl zazdrosny, ale udalo mi sie go przekonac, ze u mnie przyjazn damsko-meska funkcjonuje od zawsze bez najmniejszych podtekstów i przestał się czepiać choć zawsze rzucał coś w stylu żebym byla grzeczna i zadzwonila jak dojade i wrócę. Nadal uważam, ze potrafie sie zachować, mnie sciagal na dno alkohol. Zawsze. Nawet jak potem na trzeźwo do czegoś dochodziło, zawsze jednak gdzies mi te procenty towarzyszyły, jakby zmieniły już świadomość. Rozpisalam się jak szalona, ale po prostu miałam potrzebę.
Ciesze sie, ze w końcu facet sie wypowiedzial w moim wątku, bo choć inne odp sa dla mnie tez ważne, jednak to na męskiej opinii zależy mi najbardziej, bo musi być jakiś wspólny mianownik, który łączy Wasze myślenie i odczuwanie...

A więc zadam pytanie... Co musiałaby zrobić kobieta, żebyś wybaczyl jej takie świństwa? Musi coś być... Przecież, jeśli miłość była silna, jeśli ma się tyle dobrych wspomnień, tak głęboko wniknie w rodziny... Jego dziecko już nas rysowalo razem i mowilo mi, ze szkoda, że nie jestem jego mamą... Uwielbiam te rodzinę, to dziecko, kocham go. Kocham nasze zycie, jakie mieliśmy wczesniej sad poradz mi, co mogę zrobić? Walka? Czas? Pozorne odejście, żeby zostal sam z myslami a potem wrócić i pokazać sie z jak najlepszej strony? Nie wiem czy wytrzymam... Dzień bez rozmow jest dla mnie trudny do przeżycia, trzesa mi się ręce, mam koszmary w nocy. Nie widzę sensu juz w niczym sad


Z alkoholem to chyba od dawna masz problemy, może jakaś terapia? Chyba niejednokrotnie Ciebie facet pod ręką odprowadzał. Zazdrość się potęguje w człowieku gdy nie ma fizycznego kontaktu z ukochaną osobą, przychodzą myśli itp, zaufał Tobie, a tutaj nie wyszło. Z ludźmi trzeba uważać, kontakty ot tak mało kto odnawia, zazwyczaj mają jakieś podłoże. Dziwi mnie że po tym pierwszym nadal go zdradzałaś, przecież dobrze wiedziałaś co robisz. To że byliście razem tutaj ma małe znaczenie, gdy nadchodzi rozłąka to trzeba zbudować grunt od podstaw. Dużo się w tym czasie zmienia, dopiero wtedy wychodzi na wierzch czy ten związek może przetrwać. Dla mnie co byś nie zrobiła to by był koniec, w żadne schodzenie się, mszczenie bym się nie bawił. Straciłbym całkowicie zaufanie, a z drugiej strony głowy cały czas byłaby niepewność czy to się nie powtórzy. Przerwa wam dobrze zrobi, Ty musisz sobie wszystko poukładać w życiu i on. Aktualnie to zapewne przez rozmowy tylko sobie o wszystkim przypominacie i tak w kółko. Niech minie trochę czasu i dopiero dojdźcie do wniosku co zamierzacie dalej robić. Na siłę nikogo nie zatrzymasz.

79

Odp: Zdrada i wybaczenie

Autorko, najważniejsze jest, żebyś dalej kontynuowała terapię, bo ewidentnie jej potrzebujesz.
Oczywiście że patologia to nie tylko zapijaczeni brudni i bezzębni żule, ale też ludzie wykształceni i tacy niby na poziomie.
Na poziomie oczywiście tylko na zewnątrz, bo gdyby zajrzeć do ich domów, to włos zjezylby się na głowie.
Moja główna intencją było uświadomienie ci, że nie nauczono cię normalnych reakcji, normalnych zachowań w sytuacjach dla ciebie trydnych.

A teraz posłuchaj mnie uwaznie- skoro tak bardzo chcesz, to jedz sobie do niego w lutym, jednak przekonasz się, że to i tak nic ci nie da. Nawet jeśli padniecie sobie w ramiona i będziecie zalewać się łzami oraz cieszyć się sobą przez wszystkie te dziesięć dni, to potem wrócisz do domu i za jakiś czas znowu będziesz miała problemy z tym facetem. Nie wyobrażaj sobie bowiem, że tak łatwo jest zapomnieć o zdradzie. Coś takiego siedzi w człowieku latami, a bywa, że i do końca życia.
Dlaczego?
Otóż dlatego, że po zdradzie całkowicie traci się zaufanie do człowieka, który zdradził. To jest tak silny uraz, że naprawdę nie można dać sobie z tym rady, choćby człowiek bardzo tego chciał. Często jest tak, że ludzie wracają do siebie i całymi latami niby jakoś się układa. Ktoś patrzący z boku mógłby powiedzieć, że nic już tej parze nie grozi, jednak to tylko pozory, bo w osobie zdradzonej siedzi wszystko gdzieś głęboko ukryte, zakopane, a przychodzi moment i wracaja wspomnienia, te okropne uczucia, których doznaje się na wiadomość o zdradzie. Ludzie rozstają się albo żyją obok siebie, bo nie mają wyjścia albo boją się coś zmienic.
Tobie wydaje się, że puscilas się raz czy dwa po pijaku i że minie jakiś czas, facetowi przejdzie i w końcu zapomni, a potem między wami będzie istna sielanka.

On nie zapomni i żadnej sielanki między wami nie będzie.
Jesteś osobą dorosłą, więc weź to wszystko na klate.
Zdradę idzie wybaczyć, ale nie ma takiej możliwości, by ją zapomnieć.
I moja rada- gdy będziesz miała kolejnego faceta, to po pierwsze nie puszczaj się na boku, a po drugie nigdy nie opowiadaj mu, że kogoś zdradziłaś, bo od razu go do siebie zniechęcisz.

80 Ostatnio edytowany przez Psycholog Na Niby (2019-01-31 14:53:23)

Odp: Zdrada i wybaczenie

Dlaczego Ty zakładasz że Twoje życie już nigdy nie będzie udane bez niego? Kochasz go czy boisz się tego "nieznanego"?. Popełniłaś błąd ale każdy je popełnia i to nie jest powód żeby się biczować do końca życia tylko wyciągać wnioski i iść dalej. To co wyprawia twój były facet to jakaś forma przemocy psychicznej i jeżeli tego nie przerwiesz to być może nadejdzie dzień kiedy nie napiszesz już żadnego posta. Miłość tak nie wygląda, to zbyt duża toksyczna forma przywiązania do drugiej osoby która ma wpływ na to jak się czujesz i jak wygląda Twoje życie manipulując (przyciąga, odpycha). Tęsknota jest i będzie bo tak się dzieje kiedy na czymś nam kiedyś zależało i jeżeli tego nie urwiesz to będziesz tęsknić cały czas. Cień szansy widzę w urwaniu kontaktu kiedy on zda sobie sprawę ze wszystkiego i przewartościuje swoje życie i to Ci radze pomimo pokus odzewu ect. Bylem w podobnej sytuacji, z tym że moja partnerka nie zdradziła mnie jednorazowo tylko z dnia na dzień zamieszkała z kimś innym na okres pół roku. Żałowała, przepraszała ja wybaczyłem ale nie dałem szansy bo wiem że bym o tym ciągle myślał i męczył ją jak on teraz Ciebie. Po roku czasu wszystko jest super, zaczęło mi się układać i jest lepiej niż przed moim związkiem - reasumując rozstanie to nie koniec świata tylko nowy etap. Wiem że może wszystko to tak ładnie i łatwi brzmi, ale byłem w podobnym stanie jak Ty teraz i nie wierzyłem że kiedyś będzie dobrze, a nie miałem wsparcia terapeuty, szczerze to nie miałem żadnego wsparcia bo moja była dziewczyna była jedyną bliską mi osobą przez różne okoliczności życiowe. A co musi się stać żeby wybaczyć? nie ma reguły, każdy ma inny system wartości, moją cnotą jest szacunek, lojalność i słowność nie tylko w związku ale w też w relacjach przyjacielskich i biznesowych. Drugą kwestią jest "przewinienie", osobiście ja bym bardziej zrozumiał chwile zwątpienia i jednorazowe skoki w bok bo wiem ze człowiek jest wadliwy z natury. Ale nagłe zamieszkanie z człowiekiem którego ledwo się znało? Nie, sorry. Jeżeli chcesz poznać mój męski punkt widzenia w twojej sprawie, ja osobiście bym Ci wybaczył bo widzę duże wyrzuty sumienia, widzę że kochasz i rozumiem dlaczego zrobiłaś to co zrobiłaś.

Odp: Zdrada i wybaczenie
Psycholog Na Niby napisał/a:

Dlaczego Ty zakładasz że Twoje życie już nigdy nie będzie udane bez niego? Kochasz go czy boisz się tego "nieznanego"?. Popełniłaś błąd ale każdy je popełnia i to nie jest powód żeby się biczować do końca życia tylko wyciągać wnioski i iść dalej. To co wyprawia twój były facet to jakaś forma przemocy psychicznej i jeżeli tego nie przerwiesz to być może nadejdzie dzień kiedy nie napiszesz już żadnego posta. Miłość tak nie wygląda, to zbyt duża toksyczna forma przywiązania do drugiej osoby która ma wpływ na to jak się czujesz i jak wygląda Twoje życie manipulując (przyciąga, odpycha). Tęsknota jest i będzie bo tak się dzieje kiedy na czymś nam kiedyś zależało i jeżeli tego nie urwiesz to będziesz tęsknić cały czas. Cień szansy widzę w urwaniu kontaktu kiedy on zda sobie sprawę ze wszystkiego i przewartościuje swoje życie i to Ci radze pomimo pokus odzewu ect. Bylem w podobnej sytuacji, z tym że moja partnerka nie zdradziła mnie jednorazowo tylko z dnia na dzień zamieszkała z kimś innym na okres pół roku. Żałowała, przepraszała ja wybaczyłem ale nie dałem szansy bo wiem że bym o tym ciągle myślał i męczył ją jak on teraz Ciebie. Po roku czasu wszystko jest super, zaczęło mi się układać i jest lepiej niż przed moim związkiem - reasumując rozstanie to nie koniec świata tylko nowy etap. Wiem że może wszystko to tak ładnie i łatwi brzmi, ale byłem w podobnym stanie jak Ty teraz i nie wierzyłem że kiedyś będzie dobrze, a nie miałem wsparcia terapeuty, szczerze to nie miałem żadnego wsparcia bo moja była dziewczyna była jedyną bliską mi osobą przez różne okoliczności życiowe. A co musi się stać żeby wybaczyć? nie ma reguły, każdy ma inny system wartości, moją cnotą jest szacunek, lojalność i słowność nie tylko w związku ale w też w relacjach przyjacielskich i biznesowych. Drugą kwestią jest "przewinienie", osobiście ja bym bardziej zrozumiał chwile zwątpienia i jednorazowe skoki w bok bo wiem ze człowiek jest wadliwy z natury. Ale nagłe zamieszkanie z człowiekiem którego ledwo się znało? Nie, sorry. Jeżeli chcesz poznać mój męski punkt widzenia w twojej sprawie, ja osobiście bym Ci wybaczył bo widzę duże wyrzuty sumienia, widzę że kochasz i rozumiem dlaczego zrobiłaś to co zrobiłaś.

Dziękuję za zrozumienie. Wiem, że do wybaczenia musi minąć jeszcze trochę czasu. Nie potrafię działać aż tak niezgodnie z własnym sumieniem, muszę dac sobie sama te szansę. Zauwazam drobne postępy odkąd nie wybucham. Nadzieja umiera ostatnia. Będę walczyć o ten związek dopóki starczy mi sił i dopóki będę widziała cień szansy. Inaczej dopiero wtedy bym żałowała. Miłość nie zna honoru. Zreszta spieprzylam to próbuję naprawić. Trzymajcie kciuki...

Odp: Zdrada i wybaczenie

Aktualizacja tematu. Mój 4 dzień u niego zagranicą. Oczywiście, że była kłótnia, ale jest dobrze. Są wyznania, uczucia, plany. Obecnie rozważamy mój przyjazd tu. Trochę się boję, bo wiązałoby się to z wieloma zmianami jeśli wchodzi o formalności (dom, firma, rodzina, mój ukochany zwierzak), jednak chcę ponieść to ryzyko i wyzwanie. Klientki wrócą, będą nowe, a ja muszę spróbować. Niech i dla mnie będzie to sprawdzian. Jestem słabo zorganizowana, trudno mi rano wstać, często coś przekładam z lenistwa. Naprawdę chcialabym spróbować. Kochamy się. Jutro wziął dla nas wolne w pracy i mamy spędzić super dzień z okazji walentynek plus niespodzianka smile jak przyjechałam była impreza z domownikami. Tańce, rozmowy, drineczki. Gdy bylismy na dworze na fajce w 4- ja, on i inna starsza od nas para, powiedzieli mi, że mial dla mnie ten pierścionek zaręczynowy naprawdę i plakal im na ramieniu, kiedy sie dowiedzial. Oboje plakalismy, a oni wzięli nas w kółko i wszyscy razem w 4 się przytulilismy, oni powiedzieli, ze swietnie do siebie pasujemy i On naprawde mnie kocha i musi sie nam udac. Moj powiedział, ze bardzo tego chce. To była niezapomniana chwila. Nie zmarnuje kolejnej szansy. Nie mówię hop, ale chciałam opisać sytuację, jakoze większość z Was watpila w sam sens mojego przyjazdu tutaj. A ja widzę, że już wiele się poprawiło. Trzymajcie kciuki za dalsze losy i piszcie coś czasem:)

Posty [ 77 do 82 z 82 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018