Czy jest jeszcze dla mnie szansa życia? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy jest jeszcze dla mnie szansa życia?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

Temat: Czy jest jeszcze dla mnie szansa życia?

Witam wszystkich.
Ten wywód będzie bardzo dlugi...
Mianowicie, zmarnowalam swoje życie.
Nie szukam wsparcia, chyba bardziej potępienia i wstrząsu.
Bylam ze swoim facetem 5,5roku. Trzy lata były piękne, oświadczył sie. Odkąd skończyliśmy studia nie umielismy utrzymać związku, zgadzalam sie na wszystko.Byłam bardzo potulna, wspierałam go w karierze. Jednakże jego rodzice zaczęli wtrącać się w Nasz związek. Wyjechaliśmy pod przymusem do Anglii, pojechałam za nim z miłości. Szybko wróciliśmy po pół roku bo nie chcieliśmy tego. Po rozmowie z partnerem wymusilam aby jego rodzice się nie wtracali, jednak po czasie znowu to zrobili. Przez moment z braku finansów mieszkaliśmy z nimi. Jego matka byla wiecznie niezadowolona. Nastawiali jego przeciwko mnie. Upokarzali mnie tym, ze moi rodzice są biedni. Kiedy partner miał po znajomości ogarnieta dobra pracę okazało się, ze dla mnie nie było tam miejsca. Chciałam miec cos swojego, wiec poszlam na staz. Jego rodzice nosem kręcili i dowiedziałam się, ze jestem leniwa, toksyczna, nieambitna, kariery nie zrobię i mogę w tesco na kasie pracować. on wszystko słyszał i nie zrobil z tym nic. Powiedział, ze moge sie wyprowadzic bo on musi zostac z matka. Kiedy go prosiłam o reakcje to stwierdził, ze wszystko demonizuje, a oni chcą dobrze. Trwało to tak rok. Ciągła walka, prosiłam go o zdecydowanie i terapię dla par. wysmial mnie. Bylo to bezskuteczne. Twierdził, ze jak chce to mogę iść do innego. Bolalo. Ciągle mnie oklamywal gdzie jest. Jeździł do rodziców. Wracal z pracy był zmęczony,kiedy ja byłam w dwóch, ale ja tylko gotowałam, sprzatalam i podawałam. Do tego stopnia, ze myłam podłogę na kolanach ryczac. Upokarzal mnie publicznie swoim niezadowolenie jak np. Coś źle odłożyłam w sklepie lub w knajpie. Mimo to, ciągle kochałam i byłam przy nim. Ugotowane, uprane i przyniesione. My nawet nie uprawialismy seksu przez pół roku i tylko byliśmy lokatorami w zasadzie.
W czerwcu coś we mnie pękło, flirtowal ze mną kolega z pracy. Na początku się zadurzylam, ale do niczego nie doszło, otrzasnelam się. Potem on wyjechał, więc życie wróciło do normy. Kryzys pogłębiał się. W listopadzie byliśmy lokatorami. Byłam tak zmęczona i nieskuteczna w rozmowie z nim, że miałam ciągle nerwowa bóle głowy. Jednak nie potrafiłam tego zakończyć. Związek teoretyczny. W końcu opracowalam plan ucieczki. Jednak po drodze kiedy nadal byłam w zwiazku zaczęłam randkowac z dwoma innymi. Jeden chciał być ze mną, ale w końcu udałam kogoś lodowatego i się wystraszył bo kochalam nadal partnera. Drugi jak to bywa w standardzie zaciągnął mnie do łóżka, trwało to chwilę. Czułam się okropnie. Powiedziałam o tym partnerowi był wściekły. Kiedy z nim o tym rozmawiałam wyzywal mnie i ublizal. Stwierdził,ze związek Nasz był dobry, a ja to zniszczylam.
Zdecydowaliśmy się na terapię. Ciągle bylo tylko jego ego. "Ja, ja,ja". Byłam bezsilna. Problem w tym, ze nadal coś do siebie czujemy. Zrezygnowaliśmy z terapii. Na razie odpoczywamy od siebie. I on ma podjąć decyzje co dalej z nami.
Co o tym sądzicie?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy jest jeszcze dla mnie szansa życia?

Sądzę, że ten facet to totalny cham i prostak, a Ty marnujesz sobie życie u jego boku.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

3

Odp: Czy jest jeszcze dla mnie szansa życia?
Polalola1006 napisał/a:

Witam wszystkich.
Ten wywód będzie bardzo dlugi...
Mianowicie, zmarnowalam swoje życie.
Nie szukam wsparcia, chyba bardziej potępienia i wstrząsu.
Bylam ze swoim facetem 5,5roku. Trzy lata były piękne, oświadczył sie. Odkąd skończyliśmy studia nie umielismy utrzymać związku, zgadzalam sie na wszystko.Byłam bardzo potulna, wspierałam go w karierze. Jednakże jego rodzice zaczęli wtrącać się w Nasz związek. Wyjechaliśmy pod przymusem do Anglii, pojechałam za nim z miłości. Szybko wróciliśmy po pół roku bo nie chcieliśmy tego. Po rozmowie z partnerem wymusilam aby jego rodzice się nie wtracali, jednak po czasie znowu to zrobili. Przez moment z braku finansów mieszkaliśmy z nimi. Jego matka byla wiecznie niezadowolona. Nastawiali jego przeciwko mnie. Upokarzali mnie tym, ze moi rodzice są biedni. Kiedy partner miał po znajomości ogarnieta dobra pracę okazało się, ze dla mnie nie było tam miejsca. Chciałam miec cos swojego, wiec poszlam na staz. Jego rodzice nosem kręcili i dowiedziałam się, ze jestem leniwa, toksyczna, nieambitna, kariery nie zrobię i mogę w tesco na kasie pracować. on wszystko słyszał i nie zrobil z tym nic. Powiedział, ze moge sie wyprowadzic bo on musi zostac z matka. Kiedy go prosiłam o reakcje to stwierdził, ze wszystko demonizuje, a oni chcą dobrze. Trwało to tak rok. Ciągła walka, prosiłam go o zdecydowanie i terapię dla par. wysmial mnie. Bylo to bezskuteczne. Twierdził, ze jak chce to mogę iść do innego. Bolalo. Ciągle mnie oklamywal gdzie jest. Jeździł do rodziców. Wracal z pracy był zmęczony,kiedy ja byłam w dwóch, ale ja tylko gotowałam, sprzatalam i podawałam. Do tego stopnia, ze myłam podłogę na kolanach ryczac. Upokarzal mnie publicznie swoim niezadowolenie jak np. Coś źle odłożyłam w sklepie lub w knajpie. Mimo to, ciągle kochałam i byłam przy nim. Ugotowane, uprane i przyniesione. My nawet nie uprawialismy seksu przez pół roku i tylko byliśmy lokatorami w zasadzie.
W czerwcu coś we mnie pękło, flirtowal ze mną kolega z pracy. Na początku się zadurzylam, ale do niczego nie doszło, otrzasnelam się. Potem on wyjechał, więc życie wróciło do normy. Kryzys pogłębiał się. W listopadzie byliśmy lokatorami. Byłam tak zmęczona i nieskuteczna w rozmowie z nim, że miałam ciągle nerwowa bóle głowy. Jednak nie potrafiłam tego zakończyć. Związek teoretyczny. W końcu opracowalam plan ucieczki. Jednak po drodze kiedy nadal byłam w zwiazku zaczęłam randkowac z dwoma innymi. Jeden chciał być ze mną, ale w końcu udałam kogoś lodowatego i się wystraszył bo kochalam nadal partnera. Drugi jak to bywa w standardzie zaciągnął mnie do łóżka, trwało to chwilę. Czułam się okropnie. Powiedziałam o tym partnerowi był wściekły. Kiedy z nim o tym rozmawiałam wyzywal mnie i ublizal. Stwierdził,ze związek Nasz był dobry, a ja to zniszczylam.
Zdecydowaliśmy się na terapię. Ciągle bylo tylko jego ego. "Ja, ja,ja". Byłam bezsilna. Problem w tym, ze nadal coś do siebie czujemy. Zrezygnowaliśmy z terapii. Na razie odpoczywamy od siebie. I on ma podjąć decyzje co dalej z nami.
Co o tym sądzicie?

Sądzę, że musiałaś upaść na głowę i solidnie ją potłuc, jeśli rozważasz powrót do... no właśnie do czego tak właściwie??

4 Ostatnio edytowany przez InzP (2019-01-12 03:10:02)

Odp: Czy jest jeszcze dla mnie szansa życia?

Wszyscy pomijają fakt że, w sumie zaliczyła trzech innych, gość zły bo czuł pismo nosem. Zmęczona gotowaniem,prasowaniem, obiadem ale czas znalazła na inną miłość i wypięcie się innemu. I standardowe nie jestem jak wszystkie, bo to nie było już to, nie dbałeś o mnie itd itp. Nie martw się puszczanie jest modne w tych czasach, zawsze znajdzie się pretekst wink Nie pierwszy i nie ostatni raz, tak trzymaj. A z tego związku nic nie będzie, może do czasu aż pozna facet kogoś wartego uwagi.

5

Odp: Czy jest jeszcze dla mnie szansa życia?
InzP napisał/a:

Wszyscy pomijają fakt że, w sumie zaliczyła trzech innych, gość zły bo czuł pismo nosem. Zmęczona gotowaniem,prasowaniem, obiadem ale czas znalazła na inną miłość i wypięcie się innemu. I standardowe nie jestem jak wszystkie, bo to nie było już to, nie dbałeś o mnie itd itp. Nie martw się puszczanie jest modne w tych czasach, zawsze znajdzie się pretekst wink Nie pierwszy i nie ostatni raz, tak trzymaj. A z tego związku nic nie będzie, może do czasu aż pozna facet kogoś wartego uwagi.

Z pierwszym nic mnie nie łączyło. Widzieliśmy się w pracy kilka razy. I to wszystko. Prywatnie nigdy się nie spotkaliśmy. Nawet się nie dotknelisny. Spodobał mi się tylko zwyczajnie jak to chłopak na ulicy.
Z tym drugim było dziwnie on chciał, widziałam się z nim prywatnie na kawie 2 razy. Pisaliśmy dużo. Chciał abym zostawiła partnera dla niego. Początkowo miałam mętlik, ale koniec końców nie zgodzilam się. Bardzo się wkurzyl i zirytowal. Z trzecim coś mnie połączyło dopiero. W sumie tylko seks bo emocjonalnie nie.
Te dwie osoby były w moim życiu w tym samym praktycznie okresie czasu.
Nie mam kontaktu z żadnym i mieć nie zamierzam.
Czuję się bardzo podle. Jak zwykła dziwka.  Nie wiem dlaczego tak reagowalam na to wszystko?
Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca.
Do dzisiaj bardzo żałuję i mam niesamowite poczucie winy bo jakby nie patrzeć to był mój facet z którym miałam wziąć ślub.
Chociaż on to z każdym rokiem odwlekal.
A puszczać się nie zamierzam z nikim bo nie chce.

6

Odp: Czy jest jeszcze dla mnie szansa życia?

InzP- czytaj ze zrozumieniem, bo dziewczyną nuebzaliczyła trzech- to po pierwsze.
A po drugie: wiele osób (nieważne jakiej płci) wiedzą psy na zdradzających, ale nie weźmie pod uwagę faktu, że przez pół roku taki człowiek żył w celibacie, choć był w związku. Już pomijam tu fakt, że związek autorki od jakiegoś czasu nie miał już sensu.
Polalola- co to za tytuł? Swoje życie traktujesz na równi ze związkiem? Dziewczyno, obudź się smile

Na tym właśnie polega problem z rajem. Nic tak nie przyciąga złego.
,,Na końcu tęczy''

7

Odp: Czy jest jeszcze dla mnie szansa życia?
evalougo napisał/a:

InzP- czytaj ze zrozumieniem, bo dziewczyną nuebzaliczyła trzech- to po pierwsze.
A po drugie: wiele osób (nieważne jakiej płci) wiedzą psy na zdradzających, ale nie weźmie pod uwagę faktu, że przez pół roku taki człowiek żył w celibacie, choć był w związku. Już pomijam tu fakt, że związek autorki od jakiegoś czasu nie miał już sensu.
Polalola- co to za tytuł? Swoje życie traktujesz na równi ze związkiem? Dziewczyno, obudź się smile

Związek związkiem. Jako człowiek zawiodłam. Nigdy nie miałam syndromu zdrady. Unikalam więc innych facetów. Czuję się jak grzesznik (mimo ze, z kościołem mi nie po drodze). Mam do siebie wstręt i obrzydzenie.  Chce odkupić swoje winy . Boję się, ze to będzie rzutowac na moje dalsze życie. I nikt mi więcej nie zaufa jako kobiecie. Jestem bardzo roztrzesiona tym co sie stało. Zawsze jako dziewczyna byłam bardzo niewinna i zasadncza. Trudno mivzatem sobie wytłumaczyć to, co sie stało w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy. Czuję, ze nie mam po co żyć i nie mam na myśli związku, ale swojej wartości jako człowiek. Jestem teraz bardzo niepewna, brak mi określonej wartości siebie.  Najchętniej bym umarła.

8

Odp: Czy jest jeszcze dla mnie szansa życia?
InzP napisał/a:

Wszyscy pomijają fakt że, w sumie zaliczyła trzech innych, gość zły bo czuł pismo nosem. Zmęczona gotowaniem,prasowaniem, obiadem ale czas znalazła na inną miłość i wypięcie się innemu. I standardowe nie jestem jak wszystkie, bo to nie było już to, nie dbałeś o mnie itd itp. Nie martw się puszczanie jest modne w tych czasach, zawsze znajdzie się pretekst wink Nie pierwszy i nie ostatni raz, tak trzymaj. A z tego związku nic nie będzie, może do czasu aż pozna facet kogoś wartego uwagi.

Idź trollować gdzie indziej.

9

Odp: Czy jest jeszcze dla mnie szansa życia?

Tym, czego potrzebujesz, nie jest powrót do tego faceta lub do jakiegokolwiek innego, tylko dobry terapeuta. Spójrz, co z tobą zrobił. Grzesznica, dziwka. Ludzie tak o sobie nie mówią! Związek on zniszczył na długo przed Twoją zdradą. Nie wracaj do niego, bo zrobisz sobie krzywdę i będziesz jeszcze większym wrakiem człowieka, niż już jesteś - bo jesteś, chociaż na to nie zasługujesz. Nie uważam co prawda życia w celibacie jako usprawiedliwienia dla zdrady, ale różne rzeczy się zdarzają. Wiesz, że zbrodniarz może uniknąć więzienia, jeśli nie był w pełni władz umysłowych, a zamiast tego zostać skierowanym na leczenie? To się tyczy również Ciebie. Gdybyś zdradziła "na zimno", bo pragniesz, bo Ci nudno, bo masz większe potrzeby, bo w związku Ci nie wychodzi i w ogóle to 'uj z nim - wtedy być może byłabyś dziwką i grzesznicą. Ale jesteś tak zniszczona przez tego człowieka, że nie wiesz, co robisz. Zasługujesz przede wszystkim na terapię. Pójdź do jakiegoś specjalisty i Twój tok myślenia się zmieni, będziesz szczęśliwa i poznasz kogoś, kto będzie Cię dobrze traktował. Trzymam kciuki!

10 Ostatnio edytowany przez Promyczek87 (2019-01-12 12:00:05)

Odp: Czy jest jeszcze dla mnie szansa życia?

Głowa do góry. Zrobiłaś i nie zrobiłaś nic złego. Zdrada zawsze będzie pietnowana więc twoje odczucia są nadwymiar normalne ale w zadnyn wypadku nie powinnaś się za to tak biczowac.
On niw dba o Ciebie i związek , wielokrotnie bylam w podobnych relacjach i zazwyczaj w takich chwilach czlowiek potrzebuje iskry niekoniecznie dostaje ją od partnera.
Ja naleze do osób średnio przywiazanych do drugiej osoby ale może dlatego że mialam w zasadzie jednego wieloletniego partnera który tez szukal szczęścia na boku , co nauczyło mnie ze nie zawsze warto być uczciwym.
I tylko w jednym zwiazku bylam na 100% wylacznie dla faceta. Emocjonalnie, uczuciowo, ciałem - uwazam go za moją milosc najlepsza która mnie spotkała i co? I on zdradził mnie, tzn. Zostawił a chwilę po juz byle inna więc dla mnie wszystko jest jasne .  Niczym się nie przejmuj!!! I juz napewno nie mow ze życie nie ma sensu bo też tak jeszcze niedawno myślałam. A jednak na ogromny sens.

11

Odp: Czy jest jeszcze dla mnie szansa życia?
convallaria napisał/a:

Tym, czego potrzebujesz, nie jest powrót do tego faceta lub do jakiegokolwiek innego, tylko dobry terapeuta. Spójrz, co z tobą zrobił. Grzesznica, dziwka. Ludzie tak o sobie nie mówią! Związek on zniszczył na długo przed Twoją zdradą. Nie wracaj do niego, bo zrobisz sobie krzywdę i będziesz jeszcze większym wrakiem człowieka, niż już jesteś - bo jesteś, chociaż na to nie zasługujesz. Nie uważam co prawda życia w celibacie jako usprawiedliwienia dla zdrady, ale różne rzeczy się zdarzają. Wiesz, że zbrodniarz może uniknąć więzienia, jeśli nie był w pełni władz umysłowych, a zamiast tego zostać skierowanym na leczenie? To się tyczy również Ciebie. Gdybyś zdradziła "na zimno", bo pragniesz, bo Ci nudno, bo masz większe potrzeby, bo w związku Ci nie wychodzi i w ogóle to 'uj z nim - wtedy być może byłabyś dziwką i grzesznicą. Ale jesteś tak zniszczona przez tego człowieka, że nie wiesz, co robisz. Zasługujesz przede wszystkim na terapię. Pójdź do jakiegoś specjalisty i Twój tok myślenia się zmieni, będziesz szczęśliwa i poznasz kogoś, kto będzie Cię dobrze traktował. Trzymam kciuki!

Dziękuję za te słowa. Ja już nie umiem funkcjonować. Jestem załamana. Mam na pewno wielki problem emocjonalny. Sama czuję się jakas "niepelna osoba." być może dlatego też chce to ratować? Rodzina mojego pochodzenia nie jest szczęśliwa (bicie, wyzwiska) dlatego pragnelam swojej własnej tak bardzo mocno.

12

Odp: Czy jest jeszcze dla mnie szansa życia?
Promyczek87 napisał/a:

Głowa do góry. Zrobiłaś i nie zrobiłaś nic złego. Zdrada zawsze będzie pietnowana więc twoje odczucia są nadwymiar normalne ale w zadnyn wypadku nie powinnaś się za to tak biczowac.
On niw dba o Ciebie i związek , wielokrotnie bylam w podobnych relacjach i zazwyczaj w takich chwilach czlowiek potrzebuje iskry niekoniecznie dostaje ją od partnera.
Ja naleze do osób średnio przywiazanych do drugiej osoby ale może dlatego że mialam w zasadzie jednego wieloletniego partnera który tez szukal szczęścia na boku , co nauczyło mnie ze nie zawsze warto być uczciwym.
I tylko w jednym zwiazku bylam na 100% wylacznie dla faceta. Emocjonalnie, uczuciowo, ciałem - uwazam go za moją milosc najlepsza która mnie spotkała i co? I on zdradził mnie, tzn. Zostawił a chwilę po juz byle inna więc dla mnie wszystko jest jasne .  Niczym się nie przejmuj!!! I juz napewno nie mow ze życie nie ma sensu bo też tak jeszcze niedawno myślałam. A jednak na ogromny sens.

Bardzo mi przykro usłyszeć o tym co Cie spotkało. Kobiety sa silne . Pamiętaj

13 Ostatnio edytowany przez convallaria (2019-01-12 12:56:01)

Odp: Czy jest jeszcze dla mnie szansa życia?
Polalola1006 napisał/a:

Dziękuję za te słowa. Ja już nie umiem funkcjonować. Jestem załamana. Mam na pewno wielki problem emocjonalny. Sama czuję się jakas "niepelna osoba." być może dlatego też chce to ratować? Rodzina mojego pochodzenia nie jest szczęśliwa (bicie, wyzwiska) dlatego pragnelam swojej własnej tak bardzo mocno.

I u mnie to samo - bicie, wyzwiska w rodzinie. Szkolna miłość, podobna do twojej - poniżanie, agresja, wyzwiska. Chciałam mieć kogoś kochającego, a on, pomiędzy tym całym paskudztwem, zapewniał mnie o wielkiej miłości. I nie potrafiłam odejść, póki nie poznałam kogoś nowego, a to trwało dwa lata. Mogłam poznać kogoś nowego dopiero wtedy, kiedy zmieniłam środowisko i poznałam innych ludzi, którzy byli dla mnie oparciem. Znalazłam kogoś nowego, ale historia się powtórzyła - agresja, poniżanie, upokarzanie, gnojenie, zdrada emocjonalna. I od niego nie umiałam odejść przez 3 lata, nawet przyjęłam od niego pierścionek. Ale kiedy miarka się przebrała, znalazłam w sobie siłę, wróciłam do życia skupiłam się na kimś innym. Na osobie, która była "w pobliżu" przez kilka lat, a ja jej nie widziałam. W końcu spojrzałam na niego i był w opłakanym stanie, jak ja. Najpierw ja pomogłam jemu, potem on pomógł mi, a na koniec zostaliśmy szczęśliwą parą i nie ma już żadnej agresji, poniżania, tylko wzajemny szacunek; kłótni - są nieporozumienia, które są w mgnieniu oka rozwiązywane w rozmowie pełnej miłości i zrozumienia. Tak więc po 5 latach marnowania życia u boku chłopców lub mężczyzn, którzy traktowali mnie jak popychadło, to się wreszcie skończyło i jeśli tylko znajdziesz sobie siłę, żeby odejść i nie wpakujesz się w związek z kimś, kogo nie "przetestujesz" (bo prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a dobry partner to dobry przyjaciel), to i u Ciebie wszystko wyjdzie na dobre.
Nie daj sobie też wmówić, że te nieporozumienia to Twoja wina, że nie umiesz rozmawiać. Może tak być, ale to nieprawdopodobne. Nie szukaj też winy w nim - jesteście po prostu niedopasowani i jest to dla Was niemożliwe. Nie dogadasz się z nim, ale dogadasz się z kimś innym i on też.

14

Odp: Czy jest jeszcze dla mnie szansa życia?

Witam.
za namową znajomych odwiedziłam psychoterapeutę i psychiatrę.
Wcześniej leczyłam się na bezsenność i depresję.
Po analizie tandemu (psychiatra i psychoterapeuta) podejrzewają Chorobę Afektywną Dwubiegunową. Stąd depresja - między innymi rozczarowanie związkiem bo tak naprawdę niektóre problemy były do rozwiązania. Faza manii - zdrady, zmiana pracy i bardzo wysoka aktywność psychoruchowa. No, cóż można powiedzieć... Człowiek przegrał życie.

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy jest jeszcze dla mnie szansa życia?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018