Tęsknię po rozstaniu, ale nie za nim... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Tęsknię po rozstaniu, ale nie za nim...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 ]

1 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-01-12 16:58:18)

Temat: Tęsknię po rozstaniu, ale nie za nim...

Cześć, dziewczyny,
Widzę, że moja ściana tekstu odniosła taki skutek, jakiego się spodziewałam big_smile A uwierzcie mi, że po napisaniu wszystkiego jeszcze starałam się to skrócić! A to dlatego, że nie mam komu wszystkiego opowiedzieć, więc chciałam wylać to wszystko chociaż na jakimś forum. Teraz widzę, że da się wszystko zawrzeć w 10 razy krótszej formie, ale przecież dla "pierwszej osoby" każdy szczegół jest taaaaaaaaki ważny roll
Także oto wersja TL;DR dla tych, które może by się chciały wypowiedzieć, ale nie są w stanie pokonać tego potworka:

Z mężczyzną opisanym w poprzednim temacie, wbrew temu, co radziłyście i wbrew wszelkiemu rozsądkowi dalej byłam, chociaż toksyczność związku wywaliło poza skalę. Były jego napady agresji, potem moje ataki paniki (brak możliwości poruszenia się, powiedzenia czegoś, pomyślenia), potem jego drwienie z ataków paniki (Krasnoludki ci język zabrały?), potem jego dziwaczna relacja z moją kuzynką (- Dlaczego kiedy ona jest smutna, robisz wszystko, żeby jej pomóc, a kiedy mi jest źle, denerwuje cię to? -Bo ona jest milsza i lepsza dla mnie). Obniżanie mojej samooceny - Jak ty wyglądasz? Pamiętaj, że wcale nie jesteś taka ładna. Masz niesymetryczną twarz (ledwo zauważalnie i przez bolesną chorobę). Wstydzę się z Tobą wyjść, kiedy tak się ubierasz (za duża koszula). Nie umiesz się zachować przy innych! - i tym podobne.
Kiedy się to wszystko odpowiednio nazbierało, BAM! Convallaria się odkochała, ale nie odeszła, jak to robią rozsądne kobiety i mimo, że zakochała się już w innym - współlokatorze, który był przyjacielem chłopaka - przyjęła oświadczyny. Po kilku latach trudno było odejść, a i zauroczenia nie brałam na poważnie, w końcu to jego przyjaciel, nie ma szans. Była też paczka znajomych, których znałam w większości jeszcze przed tym związkiem, a których uwielbiałam. Organizowaliśmy sobie cotygodniowe sesje RPG, organizowałam dla nich wycieczkę za granicę. Pewnie część z Was pomyśli, że to nic wielkiego, ale dla hiper-ekstrawetyczki taka paczka to raj na Ziemi. Ale... byli to jego znajomi, nawet, jeśli część znałam jeszcze przed związkiem. Dlatego też bałam się rozstać.

Ostatecznie lokator nieumyślnie przemówił mi do rozsądku i postanowiłam zakończyć związek. Znajomości z "paczką", poza byłym, dalej utrzymały się na w miarę dobrym poziomie, rozmowy, spotkanie, pomimo tego, że ex opowiadał wszystkim, jaka ja jestem najgorsza (ja rozważnie trzymałam się wersji "nie wyszło nam, ja trochę dałam ciała, trochę on, nie ma co rozważać"). Po jakimś czasie zaczęłam się "spotykać" z lokatorem, co spowodowało opadnięcie szczęk wszystkich tak mniej więcej do kostek. No, prawie wszystkich. Dziewczyna dowiedziała się o tym, spotykając nas idących za rękę - przystanęła, zapytała, co u nas. Potem było spotkanie przy piwku i również kumpel "z paczki" jako jedyny całkowicie swobodnie do mnie podchodził, rozmawialiśmy normalnie, mimo całej tej atmosfery. Cóż, wiem, że jego znajomi mogli tak zareagować, ale mimo wszystko ta dwójka nic sobie nie robiła z tej sytuacji, traktowała nas dalej jak dobrych znajomych... Póki wiedzieli tylko oni. Kiedy były się dowiedział, zrobił mały armagedon. Wybuchy złości takie, że ci znajomi wręcz się go bali. Płacz i zgrzytanie zębów. Groźby. Po wszystkim wymusił na każdym, poza trzema osobami, zerwanie ze mną kontaktów - co ciekawe, tylko ze mną, nie z lokatorem. Chłopak-kumpel unika ze mną kontaktów, pewnie przez to, że został zeswatany z moją kuzynką, która teraz trzyma z byłym, a dziewczyna "unika problemów". Była też osoba, którą uważałam za przyjaciółkę - poznałam ją przez niego, ale potem to ja ją zapraszałam, ja z nią wychodziłam, ja z nią rozmawiałam. Po zerwaniu trzymała moją stronę, ale po wejściu w nowy związek postanowiła się odciąć od całej naszej trójki, bo nie jesteśmy warci jej czasu. Ja jestem "niemoralną k****", luby jest "p**** bez jaj", a ex jest "niedojrzałym dzieciakiem". Prawie nikt nie zna mojej wersji, bo nie chciałam o tym mówić, za to wszyscy znają jego, bo papla o tym do teraz, mimo, że szybko znalazł sobie nową.

Tak, wiem, że gdyby im zależało albo gdyby umieli postawić na swoim, nie byłoby tak i skoro tak się stało, to nie powinnam rozpaczać. Ale strasznie tęsknię za nimi, za regularnymi sesjami, za możliwością wyjechania gdzieś z paczką znajomych. Nie mam już innych, którzy grają, ani żadnej tak zgranej paczki, żebym mogła ich razem zaprosić na taki wyjazd. Mam przyjaciółkę i przyjaciela, ukochanego i mnóstwo znajomych na wyjście raz na jakiś czas - to dużo i wielu by mi pozazdrościło, wiem. Wiem też, że może mi się należało, to w końcu zdrada, również emocjonalna, chociaż nikt o tym nie wie. Cóż, karma. Tylko ja po prostu tak tęsknię i mimo, że od tamtego czasu minęło już dobrze ponad pół roku, nie potrafię tego przepracować i pogodzić się z tym. W czasie tych sesji RPG czy planując wyjazd, czułam się najszczęśliwsza na świecie.

Zobacz podobne tematy :

Posty [ 1 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Tęsknię po rozstaniu, ale nie za nim...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018