Zdrada sprzed lat i parcie na rozstanie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdrada sprzed lat i parcie na rozstanie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

Temat: Zdrada sprzed lat i parcie na rozstanie

Dzień dobry!

Mam 25 lat, we wrześniu skończyłem studia, dwa dni temu dostałem pracę - to tak w skrócie o mnie (dalej dowiecie się więcej). Na sylwestrze 2011/2012 poznałem najpiękniejszą i najmądrzejszą dziewczynę na świecie. Ja rzuciłem jej pierwszy komplement, a ona zdobyła mój numer. Następnego dnia już ze sobą pisaliśmy. Byłem skupiony na nauce, nie chciałem dziewczyny, ale ona mnie urzekła... I tak po dosyć długim okresie czasu zaczęliśmy się spotykać. Pierwszym ważnym problemem (w mojej głowie, bo ona jest kluczowa w tym wszystkim od początku do końca), był fakt, że swój pierwszy sex zaliczyła z kolegą na imprezie. Od tamtego momentu poczułem piasek w trybach, rozdarcie wewnętrzne. Obwiniałem ją, robiłem jej straszne przykrości. Wszystko przez mój trudny charakter... Przegryzłem to w końcu, wytrwała ze mną. Pierwszy sex mieliśmy kiedy ja byłem na to gotowy. Kiedy poczułem, że ją kocham. Żyło się nam fajnie, jednakże ciągle byłem zazdrosny o każdy telefon od kolegi, o byłych itd. Był też moment, kiedy ona dała numer jakiemuś wychowawcy na wakacjach, który później do niej pisał. Po przyjeździe od razu mi o tym powiedziała, a ja jakoś odpuściłem temat. Obiecała, że skasuje numer.  Niedoświadczony byłem, ale wszystko układałem sobie w głowie. Ja z kolei w następne wakacje, zachowałem się jak skończony pacan. Poznałem tam koleżankę i powiedziałem o niej mojej dziewczynie, ale w sposób taki, żeby spowodować u niej zazdrość (nieświadomy byłem, że tak to ją zaboli). Ja byłem i jestem trochę nieokrzesany i myślałem, że to co mówię jest odbierane przez nią na luzie. Ona też zawsze nie stwarzała pozorów zazdrosnej, była luźną, fajną dziewczyną. Od tego czasu zobaczyłem, że można ją skrzywdzić...  Zaczęły się studia, zamieszkaliśmy razem w jednym pokoju. Dużo nauki, stresy, ale żyliśmy zawsze w zgodzie. Były różne sytuacje sporne, zaczęły się narzekania na mnie, spadki libido. Czułem się co raz gorzej, czułem się tak, jakbym stąpał po cienkiej nitce. Bałem się z nią rozmawiać, mówić co jest grane u mnie. Wolałem rozmawiać z koleżanką z wakacji i innymi ludźmi.  Dziewczyna jest pedantką, wzorową uczennicą. Wolała wszystko robić sama. Ja skupiałem się na pomaganiu w domu, bo tutaj czułem, że ludzie mnie doceniają (mama, rodzeństwo, dziadkowie). Mimo to umiałem ją zawsze rozśmieszyć, fajnie się ze sobą czuliśmy.
Wszystko jakoś się kulało do czasu, aż doznałem napadu lęku po użyciu trawki. Był to jednorazowy wybryk. Nie wiedziałem co mi się stało.. Wtedy się zaczęło...
Nie chcę opisywać całej historii, ale nie byłem wtedy sobą. Wyszła z tego nerwica, depresja i obawa, że dziewczyna mnie zostawi. Na początku bardzo mi pomagała, ale i tak czułem, że ją zawodzę jeszcze bardziej niż zwykle. Stan się pogarszał, na początku robiłem wszystko co w mojej mocy, aby nie dać tego po sobie poznać. Ciągle były z jej strony podteksty odnośnie pierścionka. Zacząłem brać leki, później doszła terapia. Podczas jednej z rozmów, powiedziałem jej, że nie jestem gotowy na pierścionek. Że nie chcę podejmować decyzji w takim stanie, nie wiem co ze mną będzie. Miałem myśli samobójcze i szczerze myślałem o jej dobru, ale też miałem widocznie jakieś wątpliwości co do niej. Znałem jej charakter, czułem, że mam ograniczony dostęp do niej, zero wpływu na nią.
Po tej rozmowie zaczęła się jeszcze bardziej oddalać. Ja w chorobie miałem co raz ciężej.
Ona skupiała się na sobie, została starościną na studiach. Znalazła sobie koleżanki, oraz kolegę też starostę. Potem poleciało... Smsy z nim, spotkania pod pretekstem "Wzajemnej pomocy starostów". Doszło do tego, że ogłupiałem z zazdrości. Upiłem się i postanowiłem zrobić szopkę, że skoczę z balkonu jeśli mnie zostawi. Pierwsza i ostatnia głupia akcja w moim życiu, ale skończyło się na tym, że kazała koleżance wezwać policję i skończyłem na wytrzeźwiałce.  Po paru dniach napisała, że chce się spotkać. Zerwała. Były prośby, były smsy, były wiersze, prośby żebym się mógł wyleczyć dla niej, a nie z miłości do niej... istna masakra. ;D W końcu zgodziła się, że zostaniemy w separacji. Po kilku dniach poprosiła o spotkanie, gdzie oznajmiła, że uprawiała z nim sex dzień wcześniej. Byłem wtedy na lekach, jakby nie to to bym sobie strzelił w głowę ;P  Było to 4 lata temu.
Historia się przedłużyła, więc postaram się krócej.
Po tym czasie pisała do mnie, nachodziła, błagała, przepraszała, ale nie było żadnych wyjaśnień. Sam musiałem ciągnąć za język, a i tak mało się dowiedziałem.  Ja już spokojniejszy (bo stało się najgorsze) chciałem jej pomóc, bo wiedziałem, że moja choroba też była dla niej trudna i nie jest w najlepszym stanie. Niestety nie umiałem do niej wrócić. Czułem jednak w środku, że chcę z nią być, że może z czasem mi przejdzie. Chciałem ją trzymać przy sobie, ale też nie inwestować w nią tyle uczuć. Chciałem ją wybielać, brałem wszystko na siebie, tłumaczyłem sobie po nocach, że to logiczne co zrobiła. W tym czasie spotykaliśmy się w celach rozrywkowych... I tak kilka miesięcy. Ja  żyłem własnym życiem (imprezy, studia), ona żyła swoim (głównie nauka i praca z tego co wiem). Jak się odgrodziłem od niej szybko wyszedłem ze swoich problemów. Jednakże, ciągle utrzymywaliśmy kontakt.W pewnym momencie postanowiłem się zbliżyć bardziej. Spotykaliśmy się głównie u mnie. Nie mogłem jakoś spojrzeć w oczy jej rodzicom. Co raz bardziej się przywiązywałem, jednakże widziałem, że znowu zaczyna się podobna bajka. Ja powoli znowu byłem na pozycji niezadowalającego elementu związku... Ja miałem się starać. Starałem się, na tyle na ile pozwalały mi blokady: Lęk przed zaufaniem, lęk przed jej nieobliczalnością itd . Byłem blisko niej, ale jakaś swoja przestrzeń zostawała. Nie chciałem powtórzyć błędu zżycia się ponad wszystko. Do tego ona kompletnie nie miała znajomych. Ja też nie jestem mega oblegany, ale kumpli mam. Niestety nie wychodziliśmy nigdzie razem z nimi, jakoś byłem przekonany, że to nie jej klimaty. Zawsze tylko my dwoje. Wtedy nie widziałem, że coś jest nie tak. Uważałem, że wszystko się układa. Byliśmy na imprezach rodzinnych, na wakacjach. Po wakacjach miałem się bronić. 5 dni przed obroną sms od niej, że z nami koniec. 2 dni pózniej mielismy iść na wesele jej brata. Okazało się, że poszła z kolegą z pracy, z którym kilka dni później w swoje urodziny była na randce. Ja przez półltorej miesiąca nie szukałem nawet pracy, tylko smsy do niej, po 200 dziennie, różne próby umawiania się z nią itd. Napisała mi  "Mam znajomych, wychodzę, czuję, że zyję". Potem zdecydowałem się odpuścić, ucichłem. Ona się odezwała po 3 dniach. Sielanka od nowa, wszystko z pozoru dobrze, tak jak przecież chciałem.

Przyszły święta i jakaś zmiana biegu na wsteczny w mojej głowie. Myśli "Chłopie, przecież ona Cię zostawiła już dwa razy, zdradziła Cię z innym, wezwała policję. Przecież Ty naprawdę robiłeś dużo jak na Ciebie, żeby starać się ją zadowolić i nie krzywdzić siebie. Przecież znowu jak tylko pojawili się znajomi to Cię zostawiła. Chciałeś rozmowy, terapii, wszystko dla was. Ona chce iść dalej... Czy ty jesteś w stanie zaczynać życie z takim bagażem? Przecież ta zdrada śni Ci się po nocach. Zżera Cie w podświadomości. Kochasz ją... ale czy nie warto pozwolić jej być szczęśliwym z kim innym? Sam nie jesteś gotowy, jesteś w trakcie terapii, a odkąd z nią jesteś bliżej znowu obserwujesz, że się pogorszyło.” Kocham ją bardzo, od zawsze była moim przyjacielem. Kiedy wróciła usłyszałem coś w stylu, że ona jednak nie umie być sama. Jakby chciała zwiać, ale nie była w stanie. Do tego teraz się przyznała, że wtedy razem z nową koleżanką zerwały z chłopakami, a teraz obie są znowu z nimi. Ja czuję, że nie sprostam jej wymaganiom. Ona nie dostrzega najprostrzych starań… Jak wracała do mieszkania, to zamiast przywitać mnie uśmiechem, to ona zawsze musiała odpocząć, a dopiero potem mogła ze mną rozmawiać. Zawsze najważniejsze było, żeby ona miała wszystko porobione na gotowo, dopiero potem mogła się zainteresować mną. Teraz mówi, żę się jej pozmieniało, że to presja rodziców i w ogóle. Ale ja nie wiem, czy ja jej w ogóle jestem potrzebny. Jak zapytałem, to powiedziała, że wystarczy, że jestem. Niby nie obawia się zajść ze mną w ciążę, co widać, ale pytanie do czego ja jej będę potrzebny… Ja od zawsze dużo więcej gadam, a ona dużo sobie myśli, przez co ja zawsze musiałem się domyślać. Potem już robiłem to źle i przez to też obrywałem. Ja cokolwiek nie zrobię, to zawsze się zastanawiam, czy ona by tego chciała. Już zboczenie mam…  Dodam, że jestem świadomy bycia DDA, oraz że mam pewne zaburzenia osobowości. Mam wrażenie, że przez kontakty z nią, moja osobowość, która zostaje odkrywana na terapiach, znowu gdzieś mi umyka. Czuję, jakby ona pamiętała jaki byłem kiedyś, a jestem sto mil dalej. Najgorsze jest poczucie, że ta zdrada to by nóż w serce, na moim łóżku… oficjalnie chłop sobie chodził po moim mieszkaniu, wiedząc, że możemy się minąć.  Mój kręgosłup moralny tego nie unosi… Potem, żeby z nią być chciałem zmienić przekonania. Chciałem ją zdradzić, żeby być na jednym „poziomie”, ale to się mija z celem. Teraz przemyślałem wszystko w trakcie świąt. Ona chce iść dalej, a ja przeciągałem wszystko, tkwiąc dalej w miejscu zdrady. Zastanawiam się, czy to ma jakiś sens. Czy nie lepiej ją puścić wolno, bo ja nie chcę się z tym użerać i bać całe życie. Teraz po sylwestrze powiedziałem jej, że mam silną nerwicę i nie mogę sięz nią widywać. Że nie mogę jej trzymać, że ma się skupić na sobie. Żeby poszła na terapię, bo od dawna mówi, że z nią też nie jest dobrze. Wcześniej zaproponowałem jej terapię dla par. Teraz jej o niej przypomniałem i stwierdziła, że załatwi. Oczywiście i tak ja szukałem co i jak. Pytanie moje – czy jest sens tej terapii? Ja jestem rozerwany, ale bliżej sensowna jest myśl, żeby pozwolić jej być szczęśliwym gdzie indziej. Jednakże rozstać się też nie umiemy…

Zobacz podobne tematy :
Odp: Zdrada sprzed lat i parcie na rozstanie

Dla mnie trawa i skakanie z balkonu byłoby dyskwalifkujące. Walizki za drzwi i nie dzwoń do mnie...

3

Odp: Zdrada sprzed lat i parcie na rozstanie

Bardzo wiele "dramatów" między Wami. Zajmij się sobą, swoją terapią. Odpuść związek z nią.

4 Ostatnio edytowany przez Fearoftrust (2019-01-07 10:55:23)

Odp: Zdrada sprzed lat i parcie na rozstanie

Tak jak napisałem, trawa byla jednorazowa w ramach świętowania sukcesu na studiach. Wtedy to uruchomiła się nerwica. Nie mam żadnych nałogów, nawet kawy nie pije. Ale nie o to tu chodzi. Też mam świadomość, że te dramaty były, ale to był młodzieńczy zwìązek i w porównaniu ze związkami znajomych my świeciliśmy przykładem. Przedstawiłem je bo nie mam porównania do innych moich związków, bo to mój jedyny. Nie wiem, czy faktycznie dużo się wydarzyło, czy nie, ale wiem, że jestem już przewrażliwiony, że ją stracę znowu w najmniej spodziewanym momencie. Przez ten miesiac strasznie duzo pracowalismy ze soba. Duzo omowilismy z przeszlosci, wiekszosc nawet. Wszystko sie klarowalo, do momentu aż doszło do wapominania zdrady. Rana mi sie otworzyła na nowo i dlatego cierpiałem. Chiałem z nią być, a bałem się znowu zakochać.

5

Odp: Zdrada sprzed lat i parcie na rozstanie
Fearoftrust napisał/a:

Przyszły święta i jakaś zmiana biegu na wsteczny w mojej głowie. Myśli "Chłopie, przecież ona Cię zostawiła już dwa razy, zdradziła Cię z innym, wezwała policję. Przecież Ty naprawdę robiłeś dużo jak na Ciebie, żeby starać się ją zadowolić i nie krzywdzić siebie. Przecież znowu jak tylko pojawili się znajomi to Cię zostawiła. Chciałeś rozmowy, terapii, wszystko dla was. Ona chce iść dalej... Czy ty jesteś w stanie zaczynać życie z takim bagażem? Przecież ta zdrada śni Ci się po nocach. Zżera Cie w podświadomości. Kochasz ją... ale czy nie warto pozwolić jej być szczęśliwym z kim innym? Sam nie jesteś gotowy, jesteś w trakcie terapii, a odkąd z nią jesteś bliżej znowu obserwujesz, że się pogorszyło.”

Tutaj sam sobie odpowiadasz. Będąc z nią jest Ci gorzej. Starałeś się, walczyłeś. Wszystko fajnie, ale nie swoim kosztem/

Fearoftrust napisał/a:

Kiedy wróciła usłyszałem coś w stylu, że ona jednak nie umie być sama.

Laska ma CHCIEĆ BYĆ Z TOBĄ, a nie być z Tobą, bo nie chce być sama.

Fearoftrust napisał/a:

Ona nie dostrzega najprostrzych starań… Jak wracała do mieszkania, to zamiast przywitać mnie uśmiechem, to ona zawsze musiała odpocząć, a dopiero potem mogła ze mną rozmawiać. Zawsze najważniejsze było, żeby ona miała wszystko porobione na gotowo, dopiero potem mogła się zainteresować mną. Teraz mówi, żę się jej pozmieniało, że to presja rodziców i w ogóle.

Co mają rodzice do jej braku szacunku do Ciebie?

Fearoftrust napisał/a:

Najgorsze jest poczucie, że ta zdrada to by nóż w serce, na moim łóżku… oficjalnie chłop sobie chodził po moim mieszkaniu, wiedząc, że możemy się minąć.  Mój kręgosłup moralny tego nie unosi… Potem, żeby z nią być chciałem zmienić przekonania. Chciałem ją zdradzić, żeby być na jednym „poziomie”, ale to się mija z celem. Teraz przemyślałem wszystko w trakcie świąt. Ona chce iść dalej, a ja przeciągałem wszystko, tkwiąc dalej w miejscu zdrady.

Musisz to "przepracować", ale dla siebie. Nie dla niej czy dla Was. Nie masz z nią dzieci, nie jesteście rodziną. Ja myślę, że nie ma sensu ciągnąć tego wszystkiego dalej. Za dużo się stało, za wiele macie problemów każde ze sobą.
Przebolej, przepłacz, przepracuj na terapii ten związek. Jak będziesz "zdrowy" to na pewno znajdziesz kobietę, którą pokochasz i z którą związek będzie piękny i "prosty".

6 Ostatnio edytowany przez Fearoftrust (2019-01-07 12:45:46)

Odp: Zdrada sprzed lat i parcie na rozstanie

Tak, dostrzegam to. Jedynie cały czas mam w głowie to, że tak dużo zrozumieliśmy. Że prawdopodobnie ona faktycznie już by nigdy nie zdradziła. Że właśnie kończy te stresujące studia, że ktoś będzie z nią szczęśliwy i to nie będę ja ;P. Mam pretensje do siebie, że tyle czasu to trwało. Że musiała tyle cierpieć, kiedy ja balowałem. No i standardowo (chyba) myśli, że takiej laski już nie znajdę ;p Wiadomo, że włożona praca zawsze na plus, nie ma czego żałować. Ludzie mi się dziwią, że tyle czasu o nią walczyłem, a teraz mam wątpliwości. To się stało z dnia na dzień, byłem w szoku, straciłem coś co zawsze miałem. Dopiero jak emocje opadły, przyszła refleksja.

Czyli ta terapia dla par nie ma sensu? Ja jej obiecałem te terapię... Myślałem, że może to coś zmieni. Że albo się połączymy tam albo rozstaniemy. Na mojej grupie już zapowiedziałem, że będę poruszał ten temat. Dziewczyna teraz do mnie pisze na dobranoc, ale ja ostatkiem sił powstrzymuję się przed odpisywaniem. Nie chcę jej znowu latami trzymać w niepewności...

7

Odp: Zdrada sprzed lat i parcie na rozstanie

Wg mnie najpierw musiałbyś poukładać sobie wszystko w swojej głowie, żeby cokolwiek próbować z nią (czy z jakąkolwiek inną) . Myślę, że za dużo się między stało, żeby można było to tak łatwo "posklejać". Zwłaszcza, że oboje nie jesteście stabilni emocjonalnie.

8 Ostatnio edytowany przez Fearoftrust (2019-01-07 12:28:21)

Odp: Zdrada sprzed lat i parcie na rozstanie

Nie planuję żadnej innej. Jeśli nie ta, to wolność. W głowie układam już od bardzo dawna z pomocą terapeutek i widzę duże postępy. Mam co raz lepszy dostęp do tego co czuję i umiem to wyrażać. Uświadomiłem sobie, że jednym z konfiliktów wewnętrznych jakie mam jest kwestia dziewczyny i hamulec w postaci tego co się wydarzyło. Do tego poczułem, że nie jestem gotowy na poważny związek, a nie mam prawa trzymać kogoś w niepewności. Bardzo mi na tej dziewczynie zależy, jest moją przyjaciółką. Od zdrady minęło kilka lat i nie mogę dalej się za to złościć. Dlatego nie wiem jak to rozwiązać... Ponoć nie da się obniżyć poziomu relacji (przyjaźń - burzliwa miłość - przyjaźń). Czy mam się oderwać całkowicie? Wytłumaczyłem jej, że chcę być sam, że nie mogę jej trzymać. Że chcę, żeby skupiła się na sobie, poszła do psychologa (w końcu mi się udało ją namówić), bo ona nie ma z kim rozmawiać zbytnio. Skupiam cały swój czas na tym związku, żeby nie popełnić znowu jakichś błędów...

9

Odp: Zdrada sprzed lat i parcie na rozstanie

Gdyby mnie ktoś zdradził, nie miałby powrotu, nawet jeśli byłoby to 10 lat temu. Dla mnie takie osoby od razu są przekreślane z miejsca.

Musisz sobie odpowiedzieć na dwa pytania:
1) Czy jesteś w stanie jej zaufać?
2) Czy jesteś w stanie to zaakceptować?

Bo jeśli nie spełnisz ani jednego z tych dwóch pytań, to będziesz się zadręczał tym do końca życia. Nie akceptujesz = odejdź.
Rozumiem, że kochasz tę kobietę, ale zastanów się, czy nie możesz mieć kogoś, kto będzie Cię wspierał w chorobie (a ona tego nie zrobiła, nie zaakceptowała i postanowiła iść i sobie poszaleć) a tym bardziej będzie lojalny w stosunku do Ciebie?
Gdy się kogoś naprawdę kocha, to się nigdy nie zdradza. NIGDY. Nie ma wytłumaczenia.

Gdy czujesz się wypalony, pamiętaj, że feniks odradza się z popiołów.

10

Odp: Zdrada sprzed lat i parcie na rozstanie

Czuję, że bardzo mnie to boli mimo upływu lat. Do tego nie czuje się z nią bezpiecznie. To co mnie trzyma to fakt, że zaczęliśmy rozmawiać ze sobą z dużym sukcesem w skutek moich próśb. Do tego tłumaczę ją w sposób taki, że dużo ze mną wycierpiała, ale na miłość Boską... Przecież gdy ona miała mega problemy z trądzikiem, bała się gdziekolwiek wychodzić, na myśl mi nie przyszło, żeby jej nie pomóc, albo nie daj Boże zostawić. Teraz także prosiłem ją o czas.. Wróciłem z pracy w niemczech, gdzie przeżyłem straszny mobbing i byłem nieco drażliwy. Do tego praca magisterska i obrona na dniach. Sesja za plecami. Co ona zrobiła? Zerwała na kilka dni przed obroną... Co w sytuacji, kiedy przyjdą prawdziwe problemy... Nie chcę być ograniczony lękiem...
Czy ktoś mi podpowie jak to rozwiązać? Ona do mnie pisze, obiecalem jej przyjazn, ale pytanie co dalej... Czy ta terapia dla par coś nam obojgu wyjaśni? Boję się, że za jakis czas zapomnę co ustaliłem, i będę chciał do niej wracać ;/

11

Odp: Zdrada sprzed lat i parcie na rozstanie

Nie rozkminiaj, idzcie na terapię i wtedy zadecydujesz. Jeśli się nie uda, to będziesz spokojniejszy, że dołożyłeś szczególnej staranności. I tyle, nie miotaj się, poszukajcie pomocy, ułóżcie sobie to w głowach.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zdrada sprzed lat i parcie na rozstanie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018