Spór o ... jedzenie... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Spór o ... jedzenie...

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 77 do 92 z 92 ]

77

Odp: Spór o ... jedzenie...
Swanen napisał/a:

Nie wyobrażam sobie, tak normalnie technicznie, że przywożę sobie jakies jedzenie, jem je potem a mój partner siedzi i patrzy, a ja go nie częstuję. Dziwne.

Bo normalny czlowiek nie potrafi sobie tego wyobrazic.

No popatrz, tesciowa przynosi ciasto i jedza je z Twoim mezem nie oferujac Ci ani kawalka. Przeciez to patologia. Zwyczajnie jak sie wiktualy do domu przynosi, to wiadomo, ze sa prezentem dla wszystkich. Tylko, ze w rodzinie partnera Autorki oni sa jak plemie, ktore krzywym okim patrzy na kazdych spoza stada, a wiec obmurowuja jedzenie i wykluczaja z towarzystwa.

Zobacz podobne tematy :

78

Odp: Spór o ... jedzenie...

Autorko, z tego co piszesz wynika, że nie prowadzicie wspólnego gospodarstwa domowego, chociaż mieszkasz od dwóch lat u partnera, bo każde z was ma swoją póŁkę w lodówce. Mam jeszcze pytanie, jak wygląda sprawa pŁatności za  mieszkanie, prąd, TV, środki czystości...itd...itp...?
I dalej, jaki jest między wami podziaŁ w zakresie prac porządkowych w mieszkaniu,... a kubki po herbacie każde z was sobie myje?

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

79 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2017-03-16 09:04:58)

Odp: Spór o ... jedzenie...
Beyondblackie napisał/a:

Gagatka, co do tego, ze nie reaguje na chamskie zachowania brata, to vide co napisalam powyzej i na co jeszcze lepiej zwrocila uwage Ela. Dla niego brat jest bardziej wart szacunku, nawet jak sie zachowuje jak buc, niz jego kobieta. Tu nie chodzi o to, ze powinien zabronic bratu odwiedzin ani robic jakies ostre akcje, ale wypadalo by, zeby JAKOS reagowal. Przynajmniej powinien grzecznie bratu zwrocic uwage, ze nie ma checi znosic ponizania swojej dziewczyny.

Moim zdaniem nie wtrącenie się nie zawsze jest tożsame z tym, że się partnerki nie kocha czy nie szanuje, to tylko zdrowy rozsądek każe nie opowiadać się przeciw któremuś. Przecież obie te osoby są mu bliskie. A partnerce/partnerowi nie należy się obrona z automatu, bo nadrzędne jest dla mnie, kto w tym sporze tak naprawdę ma rację.
Jeśli wiem, że partnerka jest przewrażliwiona, egzaltowana, i ma tendencję do wyolbrzymiania,  lub jeśli obie strony sporu nie mają racji i są niereformowalne,  zachowałabym neutralność, bo wtrącenie może  się źle skończyć. Jeśli partnerka atakowana jest niesłusznie i chamsko, faktycznie warto interweniować. Ale szczerze, moim zdaniem, tu zachodzi pierwszy przypadek.
Pomijam fakt, że traktuję partnera jak dorosłego i nie robię za jego adwokata czy bodyguarda smile Sam zacznie, to niech się sam broni. No chyba ze dojdzie do rękoczynów,  wtedy trzeba ich rozdzielić.

"Gdy się kogoś kocha, to kocha się całego człowieka, takiego jaki jest, a nie takiego, jakim by się go mieć chciało."
Lew Tołstoj

80

Odp: Spór o ... jedzenie...

Tutaj nie chodzi o kwestię dostępu do żywności "z zewnątrz".
Para, o której mówi Autorka, że rzekomo tworzy związek z tym maminsynkowatym gościem, owego związku nie tworzy.
To jakieś qui pro quo, w którym jedynym ożywczym elementem jest ów chamski "szwagier" Autorki.
Żyją jak współlokatorzy jedynie. Bo i seksu nie ma a i rycerskości w "obronie czci".
Moim zdaniem, Autorka powinna samą siebie zapytać, po co tkwi w takiej dziwnej relacji, skoro religijne zakazy w jednej sprawie są dla niej nie do przeskoczenia, zaś w drugiej żąda chrześcijańskiego "podziel się" od człowieka, który być może ma własne spojrzenie na taki stosunek do bliźniego. Diametralnie różne od jej widzenia związku nieformalnego?

facet po przejściach

81

Odp: Spór o ... jedzenie...
Excop napisał/a:

Tutaj nie chodzi o kwestię dostępu do żywności "z zewnątrz".
Para, o której mówi Autorka, że rzekomo tworzy związek z tym maminsynkowatym gościem, owego związku nie tworzy.
To jakieś qui pro quo, w którym jedynym ożywczym elementem jest ów chamski "szwagier" Autorki.
Żyją jak współlokatorzy jedynie. Bo i seksu nie ma a i rycerskości w "obronie czci".
Moim zdaniem, Autorka powinna samą siebie zapytać, po co tkwi w takiej dziwnej relacji, skoro religijne zakazy w jednej sprawie są dla niej nie do przeskoczenia, zaś w drugiej żąda chrześcijańskiego "podziel się" od człowieka, który być może ma własne spojrzenie na taki stosunek do bliźniego. Diametralnie różne od jej widzenia związku nieformalnego?

Bo podejście do seksu nie jest tu przyczyną, tylko objawem, narzędziem walki o swoje miejsce. To nigdy nie jest dobra droga w związkach, operacja się udaje, ale pacjent umiera.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

82

Odp: Spór o ... jedzenie...
EeeTam napisał/a:

CatLady
A gdzie ty widzisz manipulację? Odniosłem się tylko do tego, kto zaczął awanturę. A że go przeprosiła... Przeprosiny mają to do siebie, że nie muszą być przyjęte.

Manipulacja była w tym, że wyciąłeś sobie pół zdania, które pasuje do Twojej opinii - że ona zaczęła. Skoro zaczęła, to ma.

Owszem, przeprosiny nie muszą być w teorii przyjęte. Każdy ma prawo do końca życia zachowywać się jak naburmuszony, obrażony dzieciak, albo jak jaśnie wielmożny pan, którego śmiertelnie obrażono. Tylko po co? Trzeba też umieć rozróżnić sytuacje: bywa tak, że ktoś nam tak dopiekł, że nie da rady mu wybaczyć, ale chowanie urazy, bo ktoś kiedyś zachował się nietaktownie, obrażanie się, dokuczanie tej osobie, mimo że przeprosiła, jest żałosne i bardzo niskich lotów. Zauważyłam też, co się czasami zdarza: ktoś kogoś obrazi i nie przeprosi, wtedy ten obrażony siedzi cicho, omija tego drugiego, ale nie daj boże w tej sytuacji przeprosić - wtedy temu obrażonemu odwala, czuje się górą, uważa, że ma prawo do zemsty. Bardzo burackie, ale częste zachowanie.

Na miejscy autorki oczekiwałabym, że mój partner zainterweniuje. Nawet jeśli nie chce się opowiadać po żadnej ze stron, powinien ochrzanić oboje. Powiedzieć: słuchaj, to jest moja dziewczyna/mój brat, oczekuje od Was wzajemnego szacunku, kochać się nie musicie, ale zachowujcie się grzecznie wobec siebie. Chociaż, w sumie jak tak myślę, to to jest żenujące, żeby musieć dorosłym ludziom mówić takie rzeczy. Gdyby mój partner nie interweniował, a tamten zamierzał po mnie jeździć bez końca, to wymiksowałabym się z tego układu. To nie jest związek. Oni się okopali po swoich stronach i walczą. Ona seksem, a on żarciem. Nie widzę celu kontynuacji tego czegoś. Nie wiem, co ona tam jeszcze robi. Honoru za grosz...

83

Odp: Spór o ... jedzenie...
calineczka2 napisał/a:

Ja się przeniosłam do jego miasta i wprowadziłam do niego.

Tak, wie, dlaczego nie ma seksu, wolałby, żeby był, chce, żeby był, ale respektuje mnie.

Nie chodzi mi o to, aby rozwiązać przez forum wszystkie problemy między nami - chodziło mi o Waszą opinię odnośnie wątku, który opisałam powyżej. Uważacie, że skoro nie ma seksu to się na mnie mści sprawiając mi ból? Że kobieta ma dawać, kiedy pan sobie zażyczy, a jak już nie da, to może być traktowana bez szacunku?

Proszę o Wasze opinie odnośnie opisanego wątku i z góry dziękuję.

Wiesz, tu nie chodzi o mszczenie się, tylko jedno może być z drugim powiązane.

Dla faceta związek = seks. Jak nie ma seksu to związek upada. Facetowi o wiele bardziej doskwiera jego brak i może być Ci to ciężko wytłumaczyć. Ty podjełaś sobie decyzję z jakiś dziwnych religijnych powodów i jeszcze jakiś? (jeszcze nie doczytałem czy zdradziłaś o co chodzi?) A co z nim? Kobietom o wiele łatwiej jest zrezygnować z seksu. Myślałaś o nim? Czy respektujesz jego potrzeby?

I wyobraź sobie, że dla niego związek upada, wszystko trzeszczy, a Ty jescze masz pretensje bo on sobie zjadł ulubione jedzenie z domu i o Tobie nie pomyślał. Jeżeli się nie układa, to mógł nawet nieświadomie nie pomyśleć o Tobie. Może czuć się pokrzywdzony, więc mniej się stara i nie przejmuje aż tak dzieleniem itp. No ale jednak pisałaś, że ostatnio zrobił dla Was wszystkich jedzenie, więc nie jest aż tak źle. Myślę, że to właśnie ten Twój największy problem, czyli brak dzielenia się może być tylko skutkiem większych problemów w związku.

To Infinity and Beyond!

84

Odp: Spór o ... jedzenie...

Poniekąd znam problem z autopsji. Na początku mojego związku z byłym mężem było mnóstwo akcji typu "Pijesz moją colę?!"
Szybko jednak rozwiązałam problem. Zrobiłam obiad, usiadłam do stołu i jadłam sama, nie zostawiając w garnkach nawet okrucha. Jakież było jego zdziwienie kiedy w spokoju konsumowałam makaron ze szpinakiem stwierdzając, że nie rozumiem co go tak dziwi. W końcu jem MÓJ obiad.

Nie rozumiem takiego postępowania. Jak można mieć osobne półki w lodówce będąc w związku? Jak można nie dzielić się z ukochaną osobą jedzeniem? To dla mnie jeden z większych sposobów na okazanie drugiej osobie miłości i szacunku. Niby "głupie żarcie" ktoś by rzekł, a jednak przysparza tylu trosk.

Mamy moc, by znaleźć wyjazd ze ślepej uliczki.
Na każdy szczyt dojść, tam gdzie dochodzą nieliczni.

85

Odp: Spór o ... jedzenie...

https://youtu.be/Yo9cgvrxUns

calineczko2 Twój facet, to egoista..Nie rokuje to przyszłościowo dla Ciebie dobrze.Zastanów się poważnie nad tym, czy chcesz resztę życia z nim spędzić.Bo potem będziesz żałować, lepiej dokonaj właściwego wyboru.Mężczyzna, który kocha swoją połóweczkę dba o nią i troszczy się...A nawet sam odda swoje jedzonko dla ukochanej.

https://youtu.be/W8EM0Cs9r1g

...z najlepszych muzyków sceny Polskiej.

86

Odp: Spór o ... jedzenie...

Jesli chodzi o jedzenie, to   miałam problemy jedynie ze współlokatorami na studiach.  A mężowi raczej sama gotuje i z tego co widzę, to jest zadowolony.

87

Odp: Spór o ... jedzenie...
Clementine8 napisał/a:

Jesli chodzi o jedzenie, to   miałam problemy jedynie ze współlokatorami na studiach.  A mężowi raczej sama gotuje i z tego co widzę, to jest zadowolony.

Ja gotowałem swojej żonie ale to nie pomogło big_smile

88

Odp: Spór o ... jedzenie...
ronnypaua napisał/a:
calineczka2 napisał/a:

Ja się przeniosłam do jego miasta i wprowadziłam do niego.

Tak, wie, dlaczego nie ma seksu, wolałby, żeby był, chce, żeby był, ale respektuje mnie.

Nie chodzi mi o to, aby rozwiązać przez forum wszystkie problemy między nami - chodziło mi o Waszą opinię odnośnie wątku, który opisałam powyżej. Uważacie, że skoro nie ma seksu to się na mnie mści sprawiając mi ból? Że kobieta ma dawać, kiedy pan sobie zażyczy, a jak już nie da, to może być traktowana bez szacunku?

Proszę o Wasze opinie odnośnie opisanego wątku i z góry dziękuję.

Wiesz, tu nie chodzi o mszczenie się, tylko jedno może być z drugim powiązane.

Dla faceta związek = seks. Jak nie ma seksu to związek upada. Facetowi o wiele bardziej doskwiera jego brak i może być Ci to ciężko wytłumaczyć. Ty podjełaś sobie decyzję z jakiś dziwnych religijnych powodów i jeszcze jakiś? (jeszcze nie doczytałem czy zdradziłaś o co chodzi?) A co z nim? Kobietom o wiele łatwiej jest zrezygnować z seksu. Myślałaś o nim? Czy respektujesz jego potrzeby?

I wyobraź sobie, że dla niego związek upada, wszystko trzeszczy, a Ty jescze masz pretensje bo on sobie zjadł ulubione jedzenie z domu i o Tobie nie pomyślał. Jeżeli się nie układa, to mógł nawet nieświadomie nie pomyśleć o Tobie. Może czuć się pokrzywdzony, więc mniej się stara i nie przejmuje aż tak dzieleniem itp. No ale jednak pisałaś, że ostatnio zrobił dla Was wszystkich jedzenie, więc nie jest aż tak źle. Myślę, że to właśnie ten Twój największy problem, czyli brak dzielenia się może być tylko skutkiem większych problemów w związku.

Nie zgodzę się.
Skoro dla Ciebie związek to tylko seks to współczuje Twojej partnerce.
Seks jest ważny ale nie najważniejszy. Są choroby, problemy, niechęci....
Jeżeli sprowadzasz wszystko do seksu to niestety strasznie płytkie wartości prezentujesz...

89

Odp: Spór o ... jedzenie...

Dziękuję Wam wszystkim za odpowiedzi. Macie czasem mocno rozbieżne zdania, ale dziękuję za wszystkie, przeczytałam je kilka razy i dały mi wiele do myślenia.
Dziękuję szczególnie tym, którzy wykazali się zrozumieniem, nie zaś manipulacją moich słów, bez względu na to, czy się zgadzali z moimi pogladami czy nie.
Minęło trochę czasu, mniejsze starcia o to jedzenie pojawiły się znowu.  To było już wcześniej, tylko, że zawsze po załamaniu, wszystko wracało do normy. Po prostu mam już tego dosyć.

JEszcze raz dzięki za wsparcie.

90

Odp: Spór o ... jedzenie...
calineczka2 napisał/a:

Dziękuję Wam wszystkim za odpowiedzi. Macie czasem mocno rozbieżne zdania, ale dziękuję za wszystkie, przeczytałam je kilka razy i dały mi wiele do myślenia.
Dziękuję szczególnie tym, którzy wykazali się zrozumieniem, nie zaś manipulacją moich słów, bez względu na to, czy się zgadzali z moimi pogladami czy nie.
Minęło trochę czasu, mniejsze starcia o to jedzenie pojawiły się znowu.  To było już wcześniej, tylko, że zawsze po załamaniu, wszystko wracało do normy. Po prostu mam już tego dosyć.

JEszcze raz dzięki za wsparcie.


opisz może co się stało i jak to wyglądało to ktoś Ci coś jeszcze poradzi smile

91

Odp: Spór o ... jedzenie...
calineczka2 napisał/a:

Jeśli ja wchodzę z pracy do mieszkania, a oni siedzą sobie w kuchni i brat zajada wędlinę mamy, uważam, że powinien mnie mój chłopak poczęstować.

lol

calineczka2 napisał/a:

Jak ma t pierogi, które stoją dwa dni w lodówce i znikają, jak nie widzę - powiedzieć chociażby - reszta dla ciebie.

Ludzkość ciągle zaskakuje big_smile

92

Odp: Spór o ... jedzenie...

Kontynuacja tematu:

calineczka2 napisał/a:

Witajcie,
Chciałabym prosić Was o opinię, bo sama tonę w dezorientacji.


Chodzi o to, że rodzina (mama, brat i jego dziewczyna) mojego chłopaka mnie lekceważy. Zaczęło się kilka lat temu od drobnostki. Nie chcę przytaczać całej długiej historii tutaj - rozmawiałam z kilkoma osobami i wszystkie potwierdziły mi, że głupota. Nietakt z mojej strony. Zaraz po tym sama się przyznałam do "czynu", przeprosiłam. Ale rodzinka uniosła się dumą. Przepraszałam 4 razy i było na nic. Brat K. jeździł psychicznie po mnie robiąc i mówiąc mi ciągle uszczypliwości oraz msząc się na mnie i robiąc mi na złość. Pech, że byliśmy u brata K. na urlopie. Mieszka we Francji. Mój chłopak dopiero z nim porozmawiał o jego traktowaniu mnie, jak zobaczył, że płaczę i szukam hotelu, by poczekać do końca wyjazdu. Zostałam...


Wróciłam z wyjazdu zupełnie rozbita. Po 2 m-cach byłam gotowa z bratem K. sobie wyjaśnić sprawy, ale przez jakieś 2-3 lata K., mój chłopak, nie pozwolił mi tego zrobić. Dodam, że przyjeżdża 2-3 razy w roku. W końcu nadszedł ten dzień, za zgodą K. porozmawialiśmy sobie. Bez wyzwisk, kulturalnie, ale prosto w oczy i z żalem. Zrobiła się z tego jeszcze większa sprawa, wciągnięta została dziewczyna brata mojego K., ale tak naprawdę obydwie strony miały pretensje o głupoty i urażoną dumę - przeprosiliśmy się, podaliśmy sobie ręce i sprawa się zakończyła.

Pozornie. Kiedy pojechałam do przyszłej teściowej, wtrąciła się ona między nas. Bartek, brat K. się jej poskarżył. Nie mogła mi darować, że miałam pretensje do jej synka. Od tamtej pory do niej nie jeźdżę. Ani ona nie zaprasza, ani ja się nie wpraszam. Minęły kolejne dwa lata.


Problem polega na tym, że kiedy Bartek przyjeżdża do Polski, zatrzymują się u nas. Mieszkanie jest K., ja mieszkam z nim. Zarówno Bartek ,brat  K., jak i jego dziewczyna mnie lekceważą, ale ta kobieta bardziej. A co ciekawe, ja jej absolutnie NIC nie zrobiłam!!! Kiedy wchodzi lub wychodzi, nawet nie mówi "dzień dobry" czy "cześć", nawet, jeśli w tym momencie jestem niemalże obok niej, (no, chyba, że jest więcej osób obok mnie, wtedy się odezwie). Kontakt z Bartkiem jest bardzo sztywny. Konczy się na pozdrowieniu.

Ja kilka razy wyszłam z drobną inicjatywą - zapytałam, czy zrobić mu herbaty lub powiedziałam, żeby się poczęstował tym czy tamtym (jej akurat nie było). Od niego nigdy tego nie usłyszałm. Wręcz zdarzyło się, że wszedł do pokoju gdzie byłam z K. i zapytał TYLKO jego, czy zrobić MU kawy, bo przywiózł bardzo dobrą. Ja siedziałam obok....


Największy problem polega na tym, że K. nie reaguje. Nie wie jak i boi się stanąć w mojej obronie, bo boi się konfrontacji z bratem. Uważa, że ma on trudny charakter i boi się, że się przez to pokłócą. Woli, żeby się rozwiązało "samo". Kiedy mu tłumaczę, że "sama" to narasta niechęć i złość, nie mówi nic. Ja nie chcę, żeby się tu ktoś z kimś kłócił - ale chcę, czuć, że chłopak staje w mojej obronie i nie pozwoli im mnie ignorować. Mówię mu, że ja też mam wiele powodów, żeby być obrażona - poniżanie na urlopie, poskarżenie się mamusi, gdy podał mi rękę, ciągłe ignorowanie mnie. Ale mimo wszystko uważam, że to głupie siedzenie każdy w swoim pokoju powinno się zakończyć (oczywiście K. jest raz z nimi raz ze mną). Kilka razy, gdy wszyscy byli w kuchni o czymś żywo rozmawiając, przyszłam do nich. Ale ani oni mnie nie zauważają, ani ja się w ich rozmowy o francuskiej ekonomii nie wtrącam.

To ja mu tłukę do głowy, że to wszystko nie jest normalne, że powinniśmy przy jednym stole siąść i z rodzicami i z bratem. Po roku takiego gadania, zadzwoniła jego mama i mnie zaprosiła do sobie. Pojedziemy zobaczymy.

Ale z bratem i szwagrową poprawy nie ma i jestem tym już bardzo zmęczona. Sprawa ciagnie się kilka lat, poszło o głupotę. Rozważam powiedzieć mu jasno jeszcze raz, że dla mnie ta sytuacja jest nieakceptowalna. I jeśli nie zareaguje na poważnie, po prostu zakończyć ten związek.

Proszę, widzicie tę sytuację z zewnątrz, co o tym sądzicie? Z jednej strony głupio kończyć poważny związek przez brak "dzień dobry", z drugiej, chodzi tu o coś więcej - o bierność K., gdy widzi, że jestem lekceważona i wręcz ignorowanie moich uczuć - dla mnie to trochę jak zdrada emocjonalna. Czy przesadzam?

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

Posty [ 77 do 92 z 92 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Spór o ... jedzenie...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018