Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci". - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 65 z 65 ]

39

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Też mam wrażenie Beato, że w Twoim domu jest przemoc fizyczna i psychiczna. Twój mąż jest toksyczny. A synowi też zdaje się rozleciał się związek i wrócił do Was. I że miał być na chwilę, a mieszka juz długo.
Co chwila piszesz, ze masz dość "błędnego koła", w którym tkwisz. Chyba przyszła pora, żeby coś z tym zrobić.
Twojemu synowi pewnie jest potrzebna psychologiczna pomoc, żeby ruszył z miejsca. Ale to on sam musi tego chcieć, jest dorosły. Możesz mu tylko to podpowiedzieć.
Współczuję Ci, bo tkwisz między młotem a kowadłem, między mężem, a synem, próbując to jakoś uładzić.
Mnie wydaje się, że najlepszym wyjściem dla Ciebie będzie usunięcie się, wyjście z tej sytuacji.
Gdzieś już pisałaś, że sobie poradzisz sama.

Zobacz podobne tematy :

40

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Dziękuję wam za odpowiedzi!  Tak,   jednak widzę że powinnam  zakończyć ten związek z "panem i władcą". Powiem szczerze, że już wiele lat temu miałam taki zamiar.. I może źle że tego wcześniej nie zrobiłam.  Ale zawsze miałam nadzieję, gdyż były i dobre chwile  przez te wszystkie lata. Przywiązanie też swoje robi.. To kawał życia! Inaczej kto by tyle  czasu wytrzymał?!  Radę będę musiała sobie dać. Niedługo przed emeryturą, ale z własnym M  i z dobrym /dzięki Bogu/ zdrowiem, powinnam sobie poradzić. A dziś mężuś nawymyślał synowi od buraków i chamów, za to że syn zjadł coś, na co mężuś miał chęć.  I tak sobie dziś zaczęłam przypominać, czy on kiedyś syna pochwalił?  Nie pamiętam... Rzeczywiście. Namówię syna na pójście do psychoterapeuty. To dobra myśl.

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

41

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Jasne, że sobie poradzisz.
Nie warto tracić kolejnych lat, tym razem w jesieni życia, na zmaganie się z czymś na co nie mamy wpływu.
Jesień życia to czas zbierania plonów i cieszenia się nimi. Zasługujesz na to, żeby pożyć w spokoju.

Nie przeżyjemy życia za nasze dorosłe dzieci, nie pójdziemy ich drogą, trzymając je za rączki i chroniąc przed niebezpieczeństwem. Już zrobiłyśmy dla nich wszystko co potrafiłyśmy. Pewnie robiłyśmy błędy, ale jesteśmy tylko ludźmi. Chciałyśmy jak najlepiej.
Poczucie winy, ze się zafundowało dziecku toksyczne dzieciństwo, to nie najlepszy doradca.
Wszyscy mamy jakieś traumy z dzieciństwa, Ty, ja i nasze dzieci. Jednak poradzenie sobie z nimi to odpowiedzialność człowieka, który je ma.
Każdy musiał sobie z czymś tam poradzić. Można też siąść i płakać na tym, że mamusia lub tatuś skrzywdzili, ale co to da? Życie nie czeka, płynie bez względu na traumy z przeszlości.

Życzę Ci odwagi w zmienianiu swojego zycia.

42

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Dziękuję Ci bardzo Mareno za te słowa!  Czuję się teraz lepiej. Bez względu na to co będzie, zdecydowałam się ostatecznie na ten krok. I choć dziś mężuś zrobił się jakiś "biedny" i ma nieszczęśliwą minę, to nie dam się na to nabrać! Tak już bywało!  Choć mam pracę i swoje M,  mam jedynie trochę wątpliwości co do tego, czy poradzę sobie finansowo. Ale to wtedy, jak będę emerytką..  A na marginesie ci powiem, że dzieciństwo to miałam wspaniałe!  Każdemu takiego życzę!  I chciałam, by syn takie miał.. Pozdrawiam Cię serdecznie!

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

43

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".
marena7 napisał/a:

Nie przeżyjemy życia za nasze dorosłe dzieci, nie pójdziemy ich drogą, trzymając je za rączki i chroniąc przed niebezpieczeństwem. Już zrobiłyśmy dla nich wszystko co potrafiłyśmy. Pewnie robiłyśmy błędy, ale jesteśmy tylko ludźmi. Chciałyśmy jak najlepiej.

no z tym się kompletnie nie moge zgodzić! Życie z jednostką chorą( agresja itepe) to nie jest ochrona i robienie wszystkiego dla dzieci. To jest trwanie w jakiejś chorej zależności ( min dla własnej wygody)- ojakajadzielna, o jak się troszczę o rodzinę, bo mimo że ten mój mąż chce mnie bic kiedy za dużo mówię, bo mimo że wyzywa dziecko, to jak tak dzielnie tę rodzinę(?) scalam. O nie! To tak nie działa.
Beato- chwała ci za to, że postanowiłaś zostawić Pana Strasznego. Popieram w pełni i gratuluję odwagi. Podziwiam.
Ale dopóki na pewne rzeczy nie spojrzysz uczciwie( co ci dawało pozostawanie w takim układzie? co z tego miałaś?) to myślę, że marne są szanse min na poprawę twoich stosunków z synem. Pewnie po tylu latach związku z takim człowiekiem, Tobie też przydałaby się terapia.

marena7 napisał/a:

Wszyscy mamy jakieś traumy z dzieciństwa. Jednak poradzenie sobie z nimi to odpowiedzialność człowieka, który je ma..

jednak uczciwe 'Przepraszam' a przede wszystkim gotowość na w y s ł u c h a n  i e drugiej strony, są niezbędne żeby mówić o jakiejkolwiek możliwości poprawy stosunków.
Oczywiście, że żadne Przepraszam czy uczciwe rozmowy nie są wymagane.
Szczęście, zdrowe relacje to nie obowiązek.

Ps.Beato. Nie piszę tego żeby cię dołować. Moje spojrzenie jest podyktowane moją przeszłością( czyje nie? chciałoby się zapytać). Piszę do ciebie z pozycji dziecka DDD, które swoje problemy w miarę przepracowało. Ciągle przepracowuje. Jeśli będziesz chciała wyciągniesz wnioski.
Jednak muszę się zgodzić, że nagradzanie roszczeniowej postawy syna, jest drogą donikąd. To też forma patologii i przejaw chorego mechanizmu.
Powodzenia i trzymam kciuki!

44

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".
asymptota napisał/a:
marena7 napisał/a:

Nie przeżyjemy życia za nasze dorosłe dzieci, nie pójdziemy ich drogą, trzymając je za rączki i chroniąc przed niebezpieczeństwem. Już zrobiłyśmy dla nich wszystko co potrafiłyśmy. Pewnie robiłyśmy błędy, ale jesteśmy tylko ludźmi. Chciałyśmy jak najlepiej.

no z tym się kompletnie nie moge zgodzić! Życie z jednostką chorą( agresja itepe) to nie jest ochrona i robienie wszystkiego dla dzieci. To jest trwanie w jakiejś chorej zależności ( min dla własnej wygody)- ojakajadzielna, o jak się troszczę o rodzinę, bo mimo że ten mój mąż chce mnie bic kiedy za dużo mówię, bo mimo że wyzywa dziecko, to jak tak dzielnie tę rodzinę(?) scalam. O nie! To tak nie działa.
Beato- chwała ci za to, że postanowiłaś zostawić Pana Strasznego. Popieram w pełni i gratuluję odwagi. Podziwiam.
Ale dopóki na pewne rzeczy nie spojrzysz uczciwie( co ci dawało pozostawanie w takim układzie? co z tego miałaś?) to myślę, że marne są szanse min na poprawę twoich stosunków z synem. Pewnie po tylu latach związku z takim człowiekiem, Tobie też przydałaby się terapia.

marena7 napisał/a:

Wszyscy mamy jakieś traumy z dzieciństwa. Jednak poradzenie sobie z nimi to odpowiedzialność człowieka, który je ma..

jednak uczciwe 'Przepraszam' a przede wszystkim gotowość na w y s ł u c h a n  i e drugiej strony, są niezbędne żeby mówić o jakiejkolwiek możliwości poprawy stosunków.
Oczywiście, że żadne Przepraszam czy uczciwe rozmowy nie są wymagane.
Szczęście, zdrowe relacje to nie obowiązek.

Ps.Beato. Nie piszę tego żeby cię dołować. Moje spojrzenie jest podyktowane moją przeszłością( czyje nie? chciałoby się zapytać). Piszę do ciebie z pozycji dziecka DDD, które swoje problemy w miarę przepracowało. Ciągle przepracowuje. Jeśli będziesz chciała wyciągniesz wnioski.
Jednak muszę się zgodzić, że nagradzanie roszczeniowej postawy syna, jest drogą donikąd. To też forma patologii i przejaw chorego mechanizmu.
Powodzenia i trzymam kciuki!

"Nagradzanie roszczeniowej postawy syna". Możesz mi to dokładniej wytłumaczyć? Nie bardzo rozumiem.  A co mnie trzymało tyle lat w tym związku?  Odpowiadam. Pobraliśmy się z wielkiej miłości. Mąż, przystojny, czuły, kochający. Ja, zakochana po uszy! Potem się zaczęło.. Choć bywało i wspaniale.. Ale teściowa jeszcze przez kilka lat dolewała oliwy do ognia, bo u niej mieszkaliśmy.. Potem byliśmy u siebie i znowu.. były dni bardzo dobre, potem się zaczynało..  A najczęstszy temat kłótni?  Syn!  Wieczna krytyka!  Dlatego kiedyś już napisałam, czy to nie była / i jest!/ zazdrość ze strony męża?!  Międzyczasie miałam z synem kłopoty zdrowotne.  I wszystko było na mojej głowie. Latanie po lekarzach, załatwianie leków.. Kupa stresów. Dużo by jeszcze można pisać. A dobre cechy "pana męża"?  Zaradny, gospodarny, bardzo zadbany i świetnie gotuje!  Uwierzycie w to?!  Dlatego pewnie tyle lat wytrwałam..  Ktoś może powiedzieć :  i takiego chłopa chcesz zostawić?!

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

45 Ostatnio edytowany przez Iwkaaa (2012-08-15 16:03:31)

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".
beata19959 napisał/a:

Witaj iwkaaa. Trochę z poślizgiem odpisuję.. Myślę że twój syn, przechodził taki młodzieńczy bunt chwilowo. I z twego postu można wywnioskować że to dobry chłopak.  Ja ze swoim nie mogę  szczerze pogadać. Jest tajemniczy, niedostępny. Rozmawiamy na różne tematy, ale na takie jak o pogodzie, w sumie bez znaczenia. Widzę ile syn popełnia błędów. Ma dosyć ciężki charakter. I jest /poza fizycznym/, to zupełnym przeciwieństwem własnego ojca... I tu tkwi właściwie główny problem. Mąż chciałby aby syn robił według jego uznania. Natomiast syn, nie ma najmniejszego zamiaru brać przykładu z ojca. Mąż - facet odpowiedzialny, zaradny, zadbany, może tylko główną jego wadą jest krytyka. I syna i mnie. I błędne koło dalej się kręci.. Tylko że ja chcę  je już zatrzymać!  Mam dość.

Beatko dziękuję za odpowiedź. Napisałam tak w skrócie o swoim synu. Nie jest tak różowo, zaczynamy się dogadywać ale są różne problemy. Syn jest uparty, nie lubi krytyki. I na tym tle mam różne spięcia. Też było podobnie jak opisujesz swojego syna. Gdy mieszkaliśmy z mężem razem, ten wyzywał syna, często słyszał "ty debilu" i lał go po głowie. Moja mama była tego świadkiem. Kłóciliśmy się z mężem, żeby go tak nie traktował. Spokojnie się rozmawiać nie dało, bo do męża to nie docierało.Chłopak był bardzo nerwowy-nerwy wyładował np, na szybie od okna, którą rozwalił, albo szyba od szafki w kuchni.Już widziałam, że się źle dzieje.  W domu była nerwowa atmosfera, tym bardziej że mąż miał pociąg do alkoholu, a jak popił włanczał mu się agresor.  Jeśli chodzi o aktualnie już byłego męża podobnie było w jego domu, dla ojca był kretynem, debilem, a matka go chroniła, najlepiej jak umiała. Kryła różne wybryki  syna, wspólnie okłamywali ojca, żeby ten nie wpadł w szał. I to niestety przeniósł na nasze małżeństwo. Swoje problemy rozwiązywał kłamstwem, później sobie uświadomiłam, że tą osobą, którą trzeba okłamywać jestem ja. Z ojcem paradoksalnie poprawiły mu się relacje, bo nie mieszkali razem. A ja jako żona miałam swoje wymagania, chciałam dla dzieci odpowiedzialnego ojca, dla siebie męża, na którym mogę polegać. I się rozminęliśmy z mężem  w oczekiwaniach. Byłam kłębkiem nerwów. Dzieci to widziały, a syn zaczął dojrzewać.
Dziś jest lepiej, syn się uspokoił, bo nie ma w domu wiecznych kłótni. I tak uważam, że zniósł to w  miarę dobrze. Zajął się sportem, i całą swoją agresję wyładowywał na treningach. I zaczął się wyciszać.

Odkąd pojawiły się dzieci, nigdy nie dałam się wmanewrować w prośby syna typu "Tylko nie mów tacie". Wolałam rozmawiać o tym co się dzieje z mężem, uświadamiając mu że każdy ma prawo do błędów. Tego uczę dzieci. Bo poczułam na własnej skórze jaki to miało wpływ na mojego męża. Nie winię teściowej, nie mam prawa. Sama jest schorowaną kobietą i radziła sobie jak umiała. Były mąż do dziś kłamie, jeszcze niedawno mi powiedział, że będzie kłamał zawsze, bo to mu ratuje życie. Ja mam nadzieje, że mój już "dorosły syn" wyjdzie na ludzi i będzie umiał brać odpowiedzialność za siebie i swoją rodzinę, którą może kiedyś stworzy. Jego ojcu się to nie udało, niestety.

Jeśli chodzi o konsekwencję, o której piszesz we wcześniejszych postach, brakuje mi jej. Gubi mnie właśnie miękkie serce i brak konsekwencji w działaniu. Myślę, że to charakterystyczne jest dla matek. Kochają bezinteresownie. Czytając Twoje przeżycia, uświadamiam sobie również własne błędy.

46

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Dzięki za odpowiedź!  Jak czytałam twój post, to chwilami jak bym czytała o mnie. Tak, to miękkie serce! Właśnie u matek!  Zastanawiam się od pewnego czasu nad tym wszystkim i dochodzę do wniosku, że jednak mam wszystkiego dość.. Może to kryzys wieku dojrzałego?!   Żartuję!  Jednak coś mnie zaczęło odpychać od męża..  Jakaś dziwna siła. Nie wiem, może to wszystko przez tą krytykę tyle lat?  Marzę o wolności i swobodzie jak nigdy przedtem! Oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. I choć nie mam swojej rodziny, nie mam wsparcia u najbliższych, to chciałabym zacząć żyć bez żadnych nacisków, wiecznego mnie oceniania. A syn, cóż, bardzo go kocham i martwię się co będzie dalej, jak ułoży sobie dalej życie z takimi problemami, z takim obciążeniem  finansowym /alimenty, bank/ i jeszcze do końca wakacji ma termin na wyprowadzkę od nas. A na wynajęcie czegokolwiek teraz go nie stać. Tylko ja wiem, że kiedyś trzeba przeciąć pępowinę i skoro mógł się tyle czasu bawić i kasa na te zabawy się znajdowała, to teraz musi wreszcie być odpowiedzialny i sobie poradzić. My dajemy mu dach nad głową i życie gratis, już tak długo, więc dokąd mieli byśmy utrzymywać i pomagać ponad 30-letniemu chłopu? I widzisz, takie to dylematy człowiek ma.. A u ciebie też było "nieźle"!  Twój mąż miał bardzo podobnie w rodzinnym domu jak nasz syn. A taki model wychowania nie jest dobry!  Z jednej strony karność i pas, z drugiej - ochrona i miękkie serce. Rodzice powinni mówić jednym głosem! Tylko jak to pogodzić, jeżeli się w kwestii wychowania nie zgadzają?

Mów o dobrych rzeczach wieczorem, jutro, codziennie. Wówczas złe uciekną.

47

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witam. Jestem nowa na netkobiety. Cieszę sie, ze trafiłam na ten wątek. Poczytałam i czuję sie lepiej, bo juz zaczęłam znowu popadać w depresję. Ja tak na forum nie potrafię napisać szczegółowo o moich problemach z dziećmi, tzn. nie chcę, ale dziękuję, bo Wasze drogie panie posty bardzo mi pomogły.

48 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2012-09-11 08:49:26)

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witam. Wy borykacie się ze swoimi dziećmi a ja z pasierbem.
Mam w domu 18-letniego chłopaka. Jego mama nie pracowała. Jak rodzice rozwiedli się, zamieszkał z mamą i rodzeństwem u dziadków. Jako najmłodszy nigdy nie miał żadnych obowiązków. Był oczkiem w głowie całej rodziny. Niestety jego ojciec też uczestniczył czynnie w usługiwaniu i wyręczaniu dzieci. Kilka lat temu poślubiłam jego ojca. W ubiegłym roku ich mama wyjechała. Najstarszy mój pasierb  ma już swoją rodzinę średni pomieszkuje u nas (studiuje i wraca do "domu" na ferie, święta itp.) a najmłodszy jeszcze licealista zamieszkał z nami. No i mam z nim problem. Chłopak cały dzień siedzi w komputerze. Kiedy go proszę o pomoc to potrafił odpowiedzieć "a muszę". Po wielu kłótniach z mężem (zbyt narosła frustracja) i jego rozmowach z synem w końcu zaczął być grzeczniejszy. Tak naprawdę chłopak jest grzeczny, tylko swoje odzywki uważał za żart. Ponoć mama też tak uważa. A ojciec wciąż go we wszystkim wyręczał tłumacząc, że chłopak jest zagubiony, to nowa dla niego sytuacja. Tylko ja myślę trochę inaczej. Zna mnie od ośmiu lat. Często pomieszkiwał z nami (gdy mama wyjeżdżała, gdy był chory). Razem spędzaliśmy wszystkie weekendy, święta i sporo urlopów. Bez poroblemu potrafi zrobić sobie jeść i to wymyślone (jeśli ma na coś ochotę). Buszując po kuchni bo ma na coś apetyt nie jest dla niego problem. Jednakże poproszony przez nas o pomoc - masakra. Męzowi udało się go wciągnąć w pomoc przy sprzątaniu. Choć pierwsza odpowiedź była pytaniem "a dlaczego ja mam to robić". Mąż odpowiedział mu "bo tu mieszkasz". Zamknął buzię. Wyciera naczynia po obiedzie, sprząta swój pokój, w soboty sprzątnie łazienkę i odkurzy mieszkanie. W zakupach nie pomaga. W wakacje udało się "zagnać" do obrania ziemniaków. Generalnie nic więcej go nie obchodzi. A i tak łazienkę ostatni poprawiał dwukrotnie. Miał umyć naczynia to opłukał pod kranem. Z wracam uwagę ale on odpowiada że nię są tłuste i gąbka z płynem nie potrzebna. Ręce mi opadają. Cokolwiek ma zrobić robi na odchran i zawsze ma swoją racje. Ja mam dzieci, już dorosłe ale nigdy nie odpowiadali mi w ten sposób, a jeśłi tak to powtórzyłam - popraw to proszę i robił. Na tego to nie działa. Powiedział co uważa na tym koniec. Przyznaję, mąż dopiero w to lato zauważył że wychowujemy aspołecznego człowieka. Wziął się na niego ale ... Wczoraj miał nam pomóc przy robieniu wędlin. Raptem byłoby pół godziny. Wracamy z mężem do domu i od razu słyszymy  - kurcze jak ja mam dużo zadane. Popatrzyliśmy z mężem na siebie i czekamy co dalej. Cały obiad siedział z nosem w talerzu bo jak on się wyrobi. No dobra mówimy, masz dużo zadane to trudno. Idź się ucz. Wzieliśmy się za robotę. Co chwila podglądamy go a on oczywiście grzebie w internecie, a to film, a to wiadomości czyta. W końcu mąż staje nad nim i pyta go jak tam idą lekcej. "muszę odpocząć bo móżg mi się lansuje" Już posępnej miny nie ma. Jak kończyliśmy wędliny wziął się za lekcje. Była godz.18,30. A o 20-tej mąż idzie do niego a on gra w necie. "Już odrobiłeś lekcje - tak, a nauczyłeś się wszystkiego? - tak" Parsknęłam śmiechem. Do 23-eciej grał a w między czasie przeszukał kuchnię za plackiem który upiekłam. W ubiegłym tygodniu była dwa razy taka sytuacja. W sobotę mąz był w pracy. Wiedział, że będę od rana robiła zaprawy i miał zająć się sprzataniem. Wstał o 12-tej. Nim zjadł śniadanie to mąż zdążył wrócić z pracy. Mąż ironicznie "widzę że za wcześnie wróciłem bo nie zdążyłeś posprżątać" - odp. cisza i włącza komuter. Mąż "widzę że do nocy nie skończysz" - odp. Ale ja o 15-tej wychodzę, już się umówiłem. Mąż nie odpowiedziął, ale nie zabronił mu wyjść. Posprzątał razem z nim. Ręce mi opadają na niego. Mąż coś mu przygada ale on nie reaguje na to.
Ja wychowywałam moje dzieci twardą ręką. Miały obiwiązki i musiały wywiązać się z nich należycie. Wiedziały, że jak zrobią za pierwszym razem źle to stracą więcej czasu bo będą musiały poprawić. Miesliśmy taką zasadę - najpierw obowiązkli potem przyjemności. Owszem wiele razu robiłam coś sam abo się uczyli ale oni uczyli się faktycznie a nie 1,5 godz dziennie. Z tym cłopakiem nie radzę sobie. Nie mam odwagi byc stanowacza i konsekwenta bo to nie moje dziecko. Mąż uważa że w koncu chłopak załapie jego docinki, ja nie wierzę w to.
Rozpisałam się i pewnie nie zrozumiecie wiele ale może jednak ktoś jest w stanie poradzić mi jak pstępować aby chłopak zmienił swoje podejście do obowiązków domowych?

matka, teściowa, babcia, macocha, eks i obecna żona.
Nikt nie obiecywał że będzie łatwo.

49

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Rzeczywiscie, chyba niewiele zwojujesz, bo to nieTwoje dziecko. Mozesz tylko wymagać od jego ojca, a swojego męża. Pasierb nie zrobi, niech zrobi jego ojciec za niego. Może się sam zreflektuje i postawi swojego syna do pionu?

50

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".
marena7 napisał/a:

Rzeczywiscie, chyba niewiele zwojujesz, bo to nieTwoje dziecko. Mozesz tylko wymagać od jego ojca, a swojego męża. Pasierb nie zrobi, niech zrobi jego ojciec za niego. Może się sam zreflektuje i postawi swojego syna do pionu?

Dzięki Morena, toś mnie pocieszyła! A ja myślałam, że jest cudowny srodek na tego lenia.
Mąż podjął się "stawiani go do pionu tyle, że jest bardzo cierpliwym i tolerancu=yjnym człowiekiem. O tym, że młody przegina to już wie, tyle, że nim potrząsnie nim to pewnie miną jeszcze lata świetlne. Mąż uważa, że to młody zauważy sam i się poprawi.

Muszę jednak trochę się wygadać. Wybaczcie. A może jedak któraś walczyła z takim nastolatkiem? Ja wiem, on ma 18-ście lat ale dal mnie to on zachowuje się jak 14-ście.

Wczoraj mąż przerwał mu odpoczynek i zagnał do pomocy w kuchni (a już właśnie miał się uczyć). Po pół godzinie mielenia maszynką elektryczną mięsa był tak zmęczony, że musiał odpoczywac kolejne dwie aby potem przez pół godziny odrobić lekcje. Zaplanowaliśmy z mężem na sobotę mycie okien i usłyszeliśmy , że on w piątek wychodzi do kolegi na imprezę do ogródka i wróci w sobotę przed obiadem. Nawet nie zapytał się ojca czy moze. Mąż powiedział : w takim razie do nocy zdążysz lub umyjesz dwa w piątek przed wyjściem - ale ja mam lekcje do 17-ej. Potem sprawdzamy plan na stronie szkoły? - lekcje kończy o 13-tej i do 14,30 ma fakultety. Mąż zwraca mu uwagę, że źle nam powiedział i co słyszymy? "ja jeszcze umówiłem się z kolegami na siłownię". Mąz - to musisz z czegoś zrezygnować bo się nie wyrobisz - Okna umyję kiedy indziej.
Wymiękam, nie daję rady. Wprawdzie mąż zmierzył go wzrokiem i mam nadzieję, że zrozumiał, że ojciec nie ustąpi. Ale znam go i wiem, że faktycznie potrafi wogóle nie wrócić ze szkoły albo wpadnie zrzucić książki nim wrócimy z pracy a w sobotę zadzwonić o 13-ej, że zaspał i będzie o 17-ej.

matka, teściowa, babcia, macocha, eks i obecna żona.
Nikt nie obiecywał że będzie łatwo.

51

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Taki nastolatek to dziś norma..  Twój pasierb może opornie, ale cokolwiek pomaga.  Żeby moje dziecię tylko takie było!  Była bym szczęśliwa.  W wieku 18 lat takie zachowanie to nie nowość!

Można być wolnym nosząc kajdany.

52

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witam . Trafiłam dziś na to forum po ciężkiej przeprawie z moim 20 letnim synem. Otóż jest on studentem, na szczęście zamieszkującym   2rok w mieście położonywm 120km   od domu. , jednak w domu jest statystycznie co 2tyg na weekendy. Jestem matką z niezwykle miękkim sercem , spolegliwą , niekonsekwentną.....co spowodowało obecne problemy. Tomek będąc w domu nie tylko nic nie robi, ale nawet na planowane posiłki z premedytacją spóźnia się, wielokrotnie ponaglany tel....ta sytucja trwa od lat, ponadto ma roszczeniową postawę ,uważa, że wszystko mu się należy, krytykuje np. żel który kupiłam bo nie jest markowy itp. Codzienna szarpanina. Ja od roku nie pracuję, nasza sytuacja finansowa jest niewesoła, mąż bierze prace zlecone, zaharowuje się by syn mógł kontynuować studia, na moją prośbę by spróbował załatwić sobie stypendium by nas odciąźyć z mordą odparował, że chcielibyśmy pozbyć się obciążenia finansowego i zwlekał ze złożeniem papierów ponad tydzień. Wszystko jest dla niego za trudne, zbyt go przerasta, nie wykonuje od razu poleceń tylko odwleka w nieskończoność a zrobi kiedy mu odpowiada. Od 2  lat ma dziewczyną, z rozbitej rodziny, matka ją porzuciła jak laska miała 15 lat i wyjechała z Cyganem, ojciec pracuje za granicą.Młoda praktycznie mieszka sama, doraźnie z babką.  Długo spotykali się w tajemnicy( bo spr mojego syna są dla nas wielką tajemnicą, strach o cokolwiek pytać , bo się oberwie inwektywami bądź chamstwem)od kilku m-cy przyprowadza ją do domu. Przyjełam miło, były wspólne kolacje, obiady , rozmowy , oglądanie filmów i choć nie podobało nam się jej zachowanie(raz nocowała u nas bez naszej wiedzy i zgody- Tomek ją zaprosił bo tak chciał, na moje pytanie parsknął śmiechem, że nic nie muszę wiedzieć, ), przychodzi b wcześnie z rana w weekendy kiedy my jeszcze śpimy i zastaje nas w piżamach , siedzi godzinami , wychodząc b późno, mizdrzy sięi całuje na naszych oczach  wprawiając mojego męża i córką w zażewnowanie, a ma dopiero 17 lat! Tomek nic złego nie widzi w tym zachowaniu, nie da sobie nic powiedzieć, jakakolwiek próba zwrócenia mu uwagi kończy się chamską awanturą z jego str,Ma być tak jak on chce , mimo, że jest u nas w domu. Sterroryzował cały dom, każdy dla św spokoju schodzi mu z drogi. Zero szacunku, miłości i zrozumienia. Egoista. Przedwczoraj na moją próbę pogadania spreparował mega awanturą , wyzywając mnie od plotkar, bezrobotnych , a na końcu rzekł, że już nigdy do domu nie przyjedzie i nie jestem jego matką.Wydzierał się jak nigdy. Tego dnia miał wracać do siebie , dałam mu pół godz na wyprowadzenie się i pojechał gardząc kasą na studia. Trochę się z mężem martwiliśmy, ale następnego dnia poprosił męża o pieniądze, przelaliśmy. Wczoraj tknięta matczyną miłością wysłałam pojednawczego sms a, odparł, że nigdy mi nie wybaczy słów, które mówiłam nt jego dziewczyny, wielokrotnie podkreślał, że ona jest dla niego najważniejsza i nigdy mi nie wybaczy w związku z czym nie widzi przysłości dalszego ze mną kontaktu. . A mnie się otwarły oczy, wychowałam potwora. Jeszcze jestem w szoku, widziałam pewne sygnały , często reagowałam przeciwstawiając się mu, ale ost wydarzenia mnie zszokowały. To chłopa k pozbawiony wszelkich wyższych uczuć, traktujący rodzinę jak zło konieczne. Napisałam mu , że w związku z tym nie chcę go widzieć dopóki nie spotka się z rozumem i finansowo niech radzi sobie sam,, Czas odciąć pępowinę, co o tym sądzicie?

53

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Masajka71, tak, masz rację - czas odciąć pępowinę....
Jednak to łatwo powiedzieć, a bardzo trudno zrobić...
Bo to jest jednak nasze dziecko, nasz mały synuś o którym jeszcze pamiętamy, że tak niedawno przytulał nas i mówił, ze kocha. I że dla naszych dzieci zawsze chcemy jak najlepiej, zawsze chcemy im jak najbardziej ułatwić życie... I tak bardzo boimy się, że jednak odwróci się od nas....
Życzę wytrwałości w postanowieniu i tego, żeby syn jak najszybciej zrozumiał.

"W związku z tym, że wraca moda na rzeczy retro mam nadzieję, że zdrowy rozsądek i inteligencja znowu wrócą do łask."

54

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Dzięki bbasia, muszę coś zmienić, bo naprawdę mam dość. Zdaję sobie sprawę,że to trudne, ale potrzebne. Czas zastosować twardą miłość zamiast bezwarunkowej miłości. Mam nadzieję, że wytrwam.Zastanawiam się gdzie ja przez lata miałam oczy?

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".
Masajka71 napisał/a:

Dzięki bbasia, muszę coś zmienić, bo naprawdę mam dość. Zdaję sobie sprawę,że to trudne, ale potrzebne. Czas zastosować twardą miłość zamiast bezwarunkowej miłości. Mam nadzieję, że wytrwam.Zastanawiam się gdzie ja przez lata miałam oczy?

Zostały zasłonięte przez matczyną/bezwarunkową miłość. Potężna to siła.

Hrvatska Ljubavi Te!
Wierzę w miłość od pierwszego spojrzenia,
Serca ukojenia
Non omnis moriar?

56

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

BYĆ konsekwenną?
Do tego trzymać wspólny front z drugim z rodziców?
JAK tu szanować "mysz, która sama się pcha w pułapkę"?

Masajka71 napisał/a:

Zero szacunku, miłości i zrozumienia. Egoista. Przedwczoraj na moją próbę pogadania spreparował mega awanturą , wyzywając mnie od plotkar, bezrobotnych , a na końcu rzekł, że już nigdy do domu nie przyjedzie i nie jestem jego matką.Wydzierał się jak nigdy. Tego dnia miał wracać do siebie , dałam mu pół godz na wyprowadzenie się i pojechał gardząc kasą na studia. Trochę się z mężem martwiliśmy, ale następnego dnia poprosił męża o pieniądze, przelaliśmy.?

NAWET długo prosić NIE MUSIAŁ.
Ba - warunku: "jak przeprosisz matkę" też nie było... o jakim szacunku może być mowa - czy ktoś szanuje bankomat?
JAKO "książę" robi Wam zaszczyt zniżając się do Waszego poziomu - i daje temu wyraz.
To ostatni dzwonek by ową "bezwarunkową" czyli głupią miłość, przekuć w jakiś solidny fundament więzi...
JESZCZE da się pokazać książęciu, że dorosłość to coś więcej niż DOGADZANIE sobie na wszelkie sposoby. WARTO... by nie zostać "z ręką w nocniku" na stare lata. Jako popychło i ofiara przemocy domowej

"Panie, daj mi SIŁĘ, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi CIERPLIWOŚĆ, abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi MĄDROŚĆ, bym odróżnił jedno od drugiego."F.C. Oetinger

57

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

To prawda ,zadziałaliśmy szybko wysyłając kasę, ale jednak po 3 dniach syn ogarnął się i przeprosił. Może to mało istotne, ale wyjątkowo dobitnie się o sobie wyrażał. Skruszony zapytał czy może przyjechać na weekend do domu, zgodziłam si.ę niejako wbrew sobie, bo dopiero co odzyskałam spokój, traktowałam go chłodno i z rezerwą , bo jednak coś się wypaliło. I było ok. Natomiast w sobotę spędził czas u swojej dziewczyny, bezustannie 12 godzin, wróciło złe:( ale ja miałam zaplanowane zajęcia i nie czekałam na niego, natomiast on tak...po to by poinformować nas, że dziś śpi u swojej dziewczyny. Zmilczałam. , ale w nocy znów nie mogłam spać , wróciły złe wspomnienia , całe wydarzenie sprzed 3 tyg. Rano po rozmowie z mężem naświetliłam młodemu spr , jak się my jako rodzice czujemy, wypomniałam mu jego chamskie zachowanie i konsekwencje z tego płynące, moje stanowcze nie na jego dalsze odwiedziny w domu nawet na święta. Mąż włączył się w dyskusję tym razem stając po mojej str, pokazał mu konsekwencje jego zachowania....I pojechał. Jest niesmak , kolejne rozczarowanie, uraz do kontaktów z nim ...aż mi trudno uwierzyć, że to mój syn. Jestem tak rozżalona, mam wrażenie, że przestałam go kochać , że jest mi obojętny- co zresztą mu powiedziałam. Zanegowałam również związek z jego dziewczyną , chodzą pogłoski, że to cichodzjka, współżyje z moim synem od 15 rż , więc to możliwe. dupa świat mu przesłoniła, ....niestety. Bardzo chciałabym być konsekwentna do bólu, wyobrażam sobie święta bez młodego , mąż nie i mam wrażenie , że obwinia mnie o całą sytuację, bo on dla św spokoju wolałby odpuścić. Ja jednak mam dość! Coś się wypaliło, pękło i bezpowrotnie zmieniło. Co Wy na to dziewczyny?

58

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".
Masajka71 napisał/a:

...Skruszony zapytał czy może przyjechać na weekend do domu, zgodziłam si.ę niejako wbrew sobie, bo dopiero co odzyskałam spokój, traktowałam go chłodno i z rezerwą , bo jednak coś się wypaliło. I było ok. Natomiast w sobotę spędził czas u swojej dziewczyny, bezustannie 12 godzin, wróciło złe:( ale ja miałam zaplanowane zajęcia i nie czekałam na niego, natomiast on tak...po to by poinformować nas, że dziś śpi u swojej dziewczyny(...)Rano po rozmowie z mężem naświetliłam młodemu spr , jak się my jako rodzice czujemy, wypomniałam mu jego chamskie zachowanie i konsekwencje z tego płynące, moje stanowcze nie na jego dalsze odwiedziny w domu nawet na święta.
(...)Bardzo chciałabym być konsekwentna do bólu, wyobrażam sobie święta bez młodego , mąż nie i mam wrażenie , że obwinia mnie o całą sytuację, bo on dla św spokoju wolałby odpuścić. Ja jednak mam dość! Coś się wypaliło, pękło i bezpowrotnie zmieniło. Co Wy na to dziewczyny?

Gratuluję konsekwencji... ale czy fakt spania poza domem, u dziewczyny to POWÓD do AŻ takiej reakcji? O Święta mi chodzi...
CZY Ty po prostu nie dążysz do rozbicia ich związku... bo panienka Ci nie pasuje?
Uwzględniasz uczucia syna?
Bo co innego jej niestosowne zachowania w waszym domu (jakby nie było- skąd niby miała czerpać wzorce?) co innego JEGO życie uczuciowe. No nie wiem... Będąc na studiach poza domem TEZ sypia jak dorosły człowiek. Znaczy - gdzie chce. Chyba ja już się w tym trochę pogubiłam. Ty nie?

"Panie, daj mi SIŁĘ, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi CIERPLIWOŚĆ, abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi MĄDROŚĆ, bym odróżnił jedno od drugiego."F.C. Oetinger

59

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Tak, pogubiłam się, niestety. Za dużo złych rzeczy się ostatnio wydarzyło.....do tego mój brak konsekwencji. W którym sklepie można ją kupić , ktoś wie? A tak na poważnie , szybko mięknę , targają mną wyrzuty sumienia za słowa czy gesty do tego stopnia , że jestem w stanie zapomnieć o doznanej krzywdzie....dla spokoju; pozornego jak widzę. Jak wyjść z tej sytuacji?

60

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

"jestem w stanie zapomnieć o doznanej krzywdzie"
Witam wszystkich w tej kafejce serdecznie. Masajko, a tak na marginesie, to Ty uważasz się za osobę pokrzywdzoną przez syna? A w jaki sposób On Ciebie skrzywdził? Twój brak tolerancji wręcz poraża. Chlopak 20-letni ma prawo do wlasnych uczuć, miłości i wyboru dziewczyny. To, że spędza z Nią więcej czasu niż z Rodzicami jest normą. Ja również mam 20 letniego syna, który nie jest aniołkiem, ale jest dla mnie rzeczą normalną, że spotyka się ze swoją sympatią, sypia z nią pod Naszym dachem {bo niby gdzie mieliby sypiać ze sobą} w parku, na ławce? Poprosiłam męża o to, aby porozmawiał z synem na temat antykoncepcji, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, aby plotek na temat Jego dziewczyny wysłuchiwać od kogokolwiek.
   A tak na marginesie to chyba jeszcze pamiętasz jak to Ty byłaś młoda? U Rodziców amnezja na temat ich własnej młodości i przeżywanych uczuć jest wprost porażająca!
Przeczytałam uważnie wszystko co napisałaś w "temacie", chciałabyś uchodzić za dobrą i kochającą Mamę? To ja się Ciebie pytam, jaka Mama wygania własne dziecko z domu? Owszem Syn jest na Waszym utrzymaniu, ale nie myśl, że w ten sposób utrzymasz Go w domu, studenci mają wiele sposobów, aby dorobić i nie wszyscy są na utrzymaniu Rodziców, jednakże gdyby wystąpił do sądu z alimentami, to bez większego problemu uzyskałby je.
   Ja tu naprawdę żadnej krzywdy nie widzę, ale brak tolerancji i chęci pogodzenia się z tym, że Twój Syn jest już osobą pełnoletnią i z tego co napisałaś nie znosi ingerencji we własne życie. To co się obecnie w Twoim domu dzieje nieuchronnie prowadzi do katastrofy, to znaczy zerwania jakichkolwiek więzi, a nawet utraty Syna, wiem co piszę, wychowywałam się w podobnym środowisku domowym. Nie wytrzymałam - uciekłam!

61 Ostatnio edytowany przez monika112 (2018-11-25 22:53:42)

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Witam. Przeczytałam wasze historie i szczególnie jedna mnie zaciekawiła, a także trochę zszokowała, gdyż przypomina mi trochę moją sytuację. To historia beaty19959. Ja również mam syna i również popełniłam trochę błędów wychowawczych. Syn ma w tej chwili 38 lat i od pół roku nie odzywa się do nas. Ja też byłam matką o miękkim sercu, a mąż wolał raczej dyscyplinę, choć kocha syna i wiele razy pomógł wyjść mu z długów. Syn mając ponad 20 lat ożenił się, ale małżeństwo nie przetrwało. Potem znów zamieszkał z nami i wtedy się zaczęło.. Zaczął prowadzić rozrywkowy tryb życia, szastał pieniędzmi wziętymi na kredyt, a my kilka razy wyciągaliśmy go z długów. Chcieliśmy żeby się wyprowadził do mieszkania po babci, ale on nie miał zamiaru! W końcu w mieszkaniu tym zamieszkała jego siostra z mężem. Po pewnym czasie syn wynajął sobie mieszkanie, a właściwie pokój przy rodzinie i sytuacja się uspokoiła. Nie na długo. Któregoś razu zadzwonił do mnie i zrobił mi awanturę, że nie ma własnego domu! To już przeszło wszelkie pojęcie! Od tego czasu kontakty z synem zrobiły się rzadsze, a od pół roku w ogóle przestał się z nami kontaktować. Ja dzwoniłam do niego przez ten czas 3 razy nie odzywając się, żeby sprawdzić czy nic się nie stało. Skoro odbiera, to oznacza że może do nas zadzwonić tylko nie chce.. Nie wiem co robić. My też mamy swoją godność i nie chcemy prosić żeby syn nas na siłę odwiedzał, lub choć zadzwonił! Tęsknię za synem i martwię się o niego. Zbliżają się święta, wigilia..  Jak myślicie, może popełniamy błąd? Proszę o odpowiedzi.

62

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Błąd popełniliscie spłacając dlugi syna lata temu. To go nauczyło ze rodzice są od dosterczania kasy wiec dlaczego teraz nie mieliby mu sprezentowac domu. Drugi błąd dajac córce mieszkanie po babci. Miedzy dzieci należy ZAWSZE i WSZYSTKO dzielic równo.

63

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".
foggy napisał/a:

Błąd popełniliscie spłacając dlugi syna lata temu. To go nauczyło ze rodzice są od dosterczania kasy wiec dlaczego teraz nie mieliby mu sprezentowac domu. Drugi błąd dajac córce mieszkanie po babci. Miedzy dzieci należy ZAWSZE i WSZYSTKO dzielic równo.

   Myśmy chcieli aby wyprowadził się do mieszkania po babci. Mąż miał mu przed przeprowadzką to mieszkanie odnowić i prosił syna by mu pomógł. Syn jednak nie chciał ojcu pomóc /a przecież w końcu to miało być dla niego!/ i w ogóle nie chciał tego mieszkania. Wyprowadzić od nas też się nie chciał. Dlatego jego siostra tam zamieszkała. Potem miał pretensje że nie ma własnego domu! Mieszkanie z nami coraz bardziej zaczęło mu przeszkadzać, gdyż stanowczo wymagaliśmy od niego porządku /wcześniej patrzyliśmy na to trochę przez palce/ i żeby zachował higienę, gdyż wtedy było z tym na bakier. Syn na własne życzenie popadł w długi, wydając pieniądze na hulaszczy tryb życia. Od dorosłości nie dokładał nam się do czynszu, ani innych świadczeń i miał wszystko za darmo. Ale to było przez pierwszych kilka lat. Jak zaczęliśmy od niego wymagać żeby 1/3 dokładał do świadczeń, wtedy zaczęły się konflikty i pretensje. Po śmierci babci planowaliśmy aby tam zamieszkał, ale tak jak już pisałam, on nie chciał. Córka wynajmowała z mężem mieszkanie i po prawie roku, gdy syn się nie zdecydował, ona tam zamieszkała. Nie wiem co robić, czy czekać że syn się odezwie? Przykra sytuacja. Za miesiąc wigilia, więc dobrze byłoby się pogodzić. Uważam, że to chyba nie my powinniśmy nawiązać kontakt. On przez pół roku nie zadzwonił i nie spytał czy żyjemy!  Proszę o odpowiedzi.

64

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Przejdzie mu jak dorośnie. Na razie to strzelił focha jak 16 latek - mentalnie tyle pewnie ma. Sam musi przetrawic sytacje i sie ogarnac.

65

Odp: Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Jeżeli się obraził, to uważam że pretensje powinien mieć sam do siebie! My chcieliśmy aby miał własne mieszkanie, pomagalismy kilka razy w wyjściu z długów. Zresztą on już jako dziecko, gdy dostawał od nas jakiś prezent, nigdy nie był za bardzo zadowolony. Myślę, że to już taki charakter. Nie wiem dlaczego, ale on przeważnie miał do nas dystans i nigdy nie miał w stosunku do nas dobrego serca. Tak się zastanawialiśmy, za co mamy teraz takie "podziękowanie"? Może byliśmy za dobrzy?

Posty [ 39 do 65 z 65 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Netkafejka dla mam dorosłych "dzieci".

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018