Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 66 z 66 ]

39

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

I widzę w kwestii rodzinnej też się dobraliśmy ... dobrze ze jego rodzice po rozwodzie i tez miał nieciekawe dzieciństwo,  bo inaczej mógłby mnie nie wybrać ze względu na mojego ojca .... rly ?

Nie mogę wyjść z podziwu ze jeszcze jemu nikt nie pocisnął ze ma to na co się zgodził, bo w większości postów tutaj - bite zony zasługują na to manto bo nie odchodzą big_smile

A bronię się bo on mnie nie wysyła do psychiatrów, psychologów, przeprasza za to że odpiera moje ataki niemiłymi słowami i ciagle bierze wszystko na klatę. Mówi, ze wszystko zrobiłby inaczej i nie może patrzeć jak się męczę i że mnie podziwia bo on na moim miejscu by nie wybaczył czegoś takiego - chociaż dla wszystkich to niby nie zdrada. A ja zamiast wykorzystywać to, że zawsze po każdej kłótni itak mnie za to przeprasza i robić tak dalej, szukam motywacyjnego kopa chociażby tutaj żebym się zmienić dla niego. Dziękuje za wszystkie komentarze te „milsze” i te całkiem podłe. W chwilach zwątpienia sobie tu zerknę i zamiast jego uderzyć w twarz bądź rzucić w niego obelgą sama się obleje zimnym wiadrem tutejszych komentarzy i się opanuję. Jeśli nie, zgłoszę się do terapeuty.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

40 Ostatnio edytowany przez Olinka (2018-01-13 19:40:41)

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
IsaBella77 napisał/a:
wieloowocowaja napisał/a:

Ok dobra, wszystko rozumiem i przyjmuje jak tyle osób mi mówi, że mam za swoje. Nieraz w komentarzach i opisie to przyznałam. Szkoda ze większość osób zamiast odpowiedzieć na pytania ocenia mnie. O to mi chodziło, zakładałam, że większość osób uzna, że to nie zdrada i że zasłużyłam - myśląc że obiektywne opinie dadzą mi kopa w dupę i w końcu to do mnie dotrze i przestane go szykanować. Widocznie oboje mamy problemy psychiczne bo byłam taka od 1 spotkania a jak się spotykał z nią to mu się znudziła bo robiła wszystko po jego myśli i była za nim za głupia ... a smsy jakie dostawałam w stylu - zrobiłbym wszystko, żeby przyjść po pracy do domu i dostać zjebę od Ciebie za niepozmywane naczynia, bądź wole się kłócić z Tobą niż mieć święty spokój z kimś innym smile Więc, chcąc nie chcąc, naraże się na falę hejtu - jakoś od początku go to rajcowało i sam se mnie taką wziął - a do związku przecież nikt go nie zmuszał ani do oświadczyn smile jakby uważał jak wy, mógłby się rozstać już na początku.

Więc w czym tak naprawdę masz problem ? I po co założyłaś ten wątek ?
Skoro wszystko u Was w związku jest tak cudownie, unosicie się na siódmej chmurce szczęścia, a dokoła brykają tęczowe jednorożce ...


Cel jest taki, że chcę być dla niego lepsza. Zasługuje na więcej niż ma. Jak obcy Ci powie, że robisz [wulgaryzm] bardziej to Ciebie trafia niż jak powie Ci to koleżanka.

41

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Skoro nie jesteś trollem, to naprawdę współczuję Tobie (to nie sarkazm). Współczuję doświadczeń, dzięki któremu masz w sobie tyle żalu, jadu i agresji, że wylewasz je przy każdej okazji, także tutaj.

Teraz przeczytaj zdania z mej sygnatury. Szukasz sposobów czy powodów? Bo, póki co, zasłaniasz się swym dzieciństwem, nieudanymi związkami, winisz swego męża. To wszystko skutecznie oddala Cię od zajęcia się swym zachowania, a początkiem tego byłoby zmierzenie się z trudnymi doświadczeniami i związanymi z nimi emocjami. Możesz to zrobić samodzielnie, możesz skorzystać z pomocy specjalisty - psychoterapeuty. Możesz. Nie musisz.


Chcesz być dla niego lepsza? Zacznij od bycia lepszą dla siebie i swe zachowanie zmień z myślą o sobie. Taka motywacja daje większe efekty niż dokonywanie zmian "dla kogoś".

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski
Reklama

42

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

No ale doradzamy Tobie, a nie jemu.
To jest oczywiste, że gość ma nie wiem co w głowie, skoro się oświadczył komuś, kto go traktuje jak śmiecia.

Jednorożce rzygają teczą, a Wy mówicie o rozwodzie, to chyba jednak nie jest tak kolorowo.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

43

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
Lady Loka napisał/a:

No ale doradzamy Tobie, a nie jemu.
To jest oczywiste, że gość ma nie wiem co w głowie, skoro się oświadczył komuś, kto go traktuje jak śmiecia.

Jednorożce rzygają teczą, a Wy mówicie o rozwodzie, to chyba jednak nie jest tak kolorowo.


On jest dla mnie dobry i wyrozumiały ale boje się ze pęknie jak ostatnio - wtedy bo go gnoiłam, teraz bo robię wyrzuty o inną dziewczynę. Wtedy też się nie zapowiadało, że tak się to potoczy, mówił ze nigdy mnie nie zostawi, a jak już to będzie sam bo jak nie ja to nikt. Wiec teraz choć wydaje się kolorowo ja nie wie co mu się gromadzi pod kopułką i nie chce się przekonywać.

Reklama

44

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
wieloowocowaja napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

No ale doradzamy Tobie, a nie jemu.
To jest oczywiste, że gość ma nie wiem co w głowie, skoro się oświadczył komuś, kto go traktuje jak śmiecia.

Jednorożce rzygają teczą, a Wy mówicie o rozwodzie, to chyba jednak nie jest tak kolorowo.


On jest dla mnie dobry i wyrozumiały ale boje się ze pęknie jak ostatnio - wtedy bo go gnoiłam, teraz bo robię wyrzuty o inną dziewczynę. Wtedy też się nie zapowiadało, że tak się to potoczy, mówił ze nigdy mnie nie zostawi, a jak już to będzie sam bo jak nie ja to nikt. Wiec teraz choć wydaje się kolorowo ja nie wie co mu się gromadzi pod kopułką i nie chce się przekonywać.

Ale z ciebie podla klamczucha. Pare postow wyzej stawiasz siebie w roli wspanialej zony ktora moglaby dalej spokojnie gnoic meza (bo on i tak za to pozniej przeprosi) ale tego nie chcesz i szukasz motywacyjnego kopa a teraz przyznalas o co tak naprawde chodzi. O strach ze przegniesz  palke i on znowu niespodziewanie kopnie cie w d.. jak juz to mialo miejsce. Tak ...boisz sie ze jedyny czlowiek kosztem ktorego moglas podnosic samoocene i poczuc sie lepsza od niego tez wstanie z kolan i dostrzeze wkoncu z kim zwiazal swoj los. 
Zycze ci z calego serca zeby to zrobil bo w  twoja przemiane nie wierze. Z roznymi osobami mialam tu do czynienia, kłamcami, zdradzaczami, egoistami ale ty budzisz we mnie jakas szczegolna odraze hmm

45

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

to co Ty robisz wcale nie jest kolorowe. On jest dobry? Może ma wyrzuty sumienia skoro mu ciągle wkładasz do głowy to, jak bardzo Cię zranił. Gnoiłaś i gnoisz. Ponawiam pytanie, po co wychodziłaś za mąż jeżeli nie umiesz mu tego wybaczyć i zapomnieć?

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

46

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
Lady Loka napisał/a:

to co Ty robisz wcale nie jest kolorowe. On jest dobry? Może ma wyrzuty sumienia skoro mu ciągle wkładasz do głowy to, jak bardzo Cię zranił. Gnoiłaś i gnoisz. Ponawiam pytanie, po co wychodziłaś za mąż jeżeli nie umiesz mu tego wybaczyć i zapomnieć?

Bo to pozwala jej odtwarzac na nowo to co przezyla z ojcem tylko teraz  z tej drugiej strony....wkoncu to ona jest gnojacym i to ja uspakaja, odpreza, poprawia samoocene.

47

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
Lady Loka napisał/a:

to co Ty robisz wcale nie jest kolorowe. On jest dobry? Może ma wyrzuty sumienia skoro mu ciągle wkładasz do głowy to, jak bardzo Cię zranił. Gnoiłaś i gnoisz. Ponawiam pytanie, po co wychodziłaś za mąż jeżeli nie umiesz mu tego wybaczyć i zapomnieć?


Przed ślubem mnie to tak nie bolało. Wszystko działo się szybko i nie miałam czasu o tym myśleć. Umysł splatal mi figla i myślenie przyszło z czasem, jakbym wiedziała ze tak się będę czuć - dałabym mu spokój od razu i do dziś już każdemu by przeszło.

48 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-01-13 15:35:09)

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
wieloowocowaja napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

to co Ty robisz wcale nie jest kolorowe. On jest dobry? Może ma wyrzuty sumienia skoro mu ciągle wkładasz do głowy to, jak bardzo Cię zranił. Gnoiłaś i gnoisz. Ponawiam pytanie, po co wychodziłaś za mąż jeżeli nie umiesz mu tego wybaczyć i zapomnieć?


Przed ślubem mnie to tak nie bolało. Wszystko działo się szybko i nie miałam czasu o tym myśleć. Umysł splatal mi figla i myślenie przyszło z czasem, jakbym wiedziała ze tak się będę czuć - dałabym mu spokój od razu i do dziś już każdemu by przeszło.

Nie nie moja droga. Slub w twoim mniemaniu dal ci  gwarancje ze teraz mozesz juz bezkarnie po nim jezdzic, wkoncu to wiazace zobowiazanie. A tu nagle zonk okazuje sie ze "szarak" dopuszcza opcje rozwodu czyli trzebaby troche przykrocic szmacenie go....tylko jak skoro przez lata juz przywyklas do tego.
EDIT: poza tym fakt ze to ciebie poprowadzil do oltarza dal ci zapewne  dzika  satysfakcje przed jego eks. Wkoncu to ciebie wybral, ty zostalas jego zona, okazalas sie ta lepsz. Ale jak to w przypadku osob z poczuciem wartosci pelzajacym przy ziemi ktore lubia sobie je podnosic medotami niskich lotow dalo ci to krotkotrwala satysfkacje.

49

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
feniks35 napisał/a:
wieloowocowaja napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

No ale doradzamy Tobie, a nie jemu.
To jest oczywiste, że gość ma nie wiem co w głowie, skoro się oświadczył komuś, kto go traktuje jak śmiecia.

Jednorożce rzygają teczą, a Wy mówicie o rozwodzie, to chyba jednak nie jest tak kolorowo.


On jest dla mnie dobry i wyrozumiały ale boje się ze pęknie jak ostatnio - wtedy bo go gnoiłam, teraz bo robię wyrzuty o inną dziewczynę. Wtedy też się nie zapowiadało, że tak się to potoczy, mówił ze nigdy mnie nie zostawi, a jak już to będzie sam bo jak nie ja to nikt. Wiec teraz choć wydaje się kolorowo ja nie wie co mu się gromadzi pod kopułką i nie chce się przekonywać.

Ale z ciebie podla klamczucha. Pare postow wyzej stawiasz siebie w roli wspanialej zony ktora moglaby dalej spokojnie gnoic meza (bo on i tak za to pozniej przeprosi) ale tego nie chcesz i szukasz motywacyjnego kopa a teraz przyznalas o co tak naprawde chodzi. O strach ze przegniesz  palke i on znowu niespodziewanie kopnie cie w d.. jak juz to mialo miejsce. Tak ...boisz sie ze jedyny czlowiek kosztem ktorego moglas podnosic samoocene i poczuc sie lepsza od niego tez wstanie z kolan i dostrzeze wkoncu z kim zwiazal swoj los. 
Zycze ci z calego serca zeby to zrobil bo w  twoja przemiane nie wierze. Z roznymi osobami mialam tu do czynienia, kłamcami, zdradzaczami, egoistami ale ty budzisz we mnie jakas szczegolna odraze hmm



Nie boje się ze mnie zostawi tylko nie chcę go złamać kolejny raz. Nie chce żeby znowu miał takie niskie poczucie wartości, nie chce żeby czuł się przezemnie zle i niedoceniany. Nie chce. Jakbym mogła cofnąć czas i nie wracać mając to doświadczenie co mam i wiedzę ze tak mnie to będzie dręczyć teraz, to bym nie wyszła za mąż dla jego i swojego dobra i zdrowia. Skoro to zrobiliśmy i podjęliśmy decyzje o wspólnym życiu podejmuje kroki, chociażby te tip tutaj aby tym razem wyglądało to lepiej.

50

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Nikt nie kazał Ci wychodzić za mąż tak szybko. Mogliście poczekać. On też zrobił głupotę, że nie poczekał dłużej. Ty też.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

51

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
feniks35 napisał/a:
wieloowocowaja napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

to co Ty robisz wcale nie jest kolorowe. On jest dobry? Może ma wyrzuty sumienia skoro mu ciągle wkładasz do głowy to, jak bardzo Cię zranił. Gnoiłaś i gnoisz. Ponawiam pytanie, po co wychodziłaś za mąż jeżeli nie umiesz mu tego wybaczyć i zapomnieć?


Przed ślubem mnie to tak nie bolało. Wszystko działo się szybko i nie miałam czasu o tym myśleć. Umysł splatal mi figla i myślenie przyszło z czasem, jakbym wiedziała ze tak się będę czuć - dałabym mu spokój od razu i do dziś już każdemu by przeszło.

Nie nie moja droga. Slub w twoim mniemaniu dal ci  gwarancje ze teraz mozesz juz bezkarnie po nim jezdzic, wkoncu to wiazace zobowiazanie. A tu nagle zonk okazuje sie ze "szarak" dopuszcza opcje rozwodu czyli trzebaby troche przykrocic szmacenie go....tylko jak skoro przez lata juz przywyklas do tego.


On mi rozwodem nie grozi tylko mówi ze jak się mecze sama mogę odejść żeby było i lepiej on to zrozumie. Nigdzie nie napisałam ze on mi grozi rozwodem, on mi nie grozi niczym. To ja ciagle mówię ze może byłoby lepiej się rozwieźć, on nie dopuszcza takiej myśli. Fajnie jak w końcu zauważysz ze to moja inicjatywa ta chęć zmiany a nie wynik jego gróźb bo czegoś takiego nie ma!!!

52

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
wieloowocowaja napisał/a:
feniks35 napisał/a:
wieloowocowaja napisał/a:

Przed ślubem mnie to tak nie bolało. Wszystko działo się szybko i nie miałam czasu o tym myśleć. Umysł splatal mi figla i myślenie przyszło z czasem, jakbym wiedziała ze tak się będę czuć - dałabym mu spokój od razu i do dziś już każdemu by przeszło.

Nie nie moja droga. Slub w twoim mniemaniu dal ci  gwarancje ze teraz mozesz juz bezkarnie po nim jezdzic, wkoncu to wiazace zobowiazanie. A tu nagle zonk okazuje sie ze "szarak" dopuszcza opcje rozwodu czyli trzebaby troche przykrocic szmacenie go....tylko jak skoro przez lata juz przywyklas do tego.


On mi rozwodem nie grozi tylko mówi ze jak się mecze sama mogę odejść żeby było i lepiej on to zrozumie. Nigdzie nie napisałam ze on mi grozi rozwodem, on mi nie grozi niczym. To ja ciagle mówię ze może byłoby lepiej się rozwieźć, on nie dopuszcza takiej myśli. Fajnie jak w końcu zauważysz ze to moja inicjatywa ta chęć zmiany a nie wynik jego gróźb bo czegoś takiego nie ma!!!

Daruj sobie te wykrzykniki. Ja to nie twoj maz zeby na mnie krzyczec.

53

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
wieloowocowaja napisał/a:

(...) nie chcę go złamać kolejny raz. Nie chce żeby znowu miał takie niskie poczucie wartości, nie chce żeby czuł się przezemnie zle i niedoceniany. Nie chce. (...)

Nie chcesz? Świetnie. Nie zmuszaj się do podłego traktowania go. Zacznij (i nie przestawaj) szanować go.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

54

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Chęci nie poprawią sytuacji, poprawi ją działanie - a w tym przypadku to zaniechanie niektórych działań. Znajdź sobie dobrą koleżankę z przejściami i wylewajcie sobie żale przy winie, bo żaden związek nie będzie trwał w nieskończoność przy takim maratonie pretensji, psychicznych jazd i wyniszczania.

I am Jack's complete lack of surprise.

55

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
wieloowocowaja napisał/a:

Cel jest taki, że chcę być dla niego lepsza. Zasługuje na więcej niż ma. Jak obcy Ci powie, że robisz [wulgaryzm] bardziej to Ciebie trafia niż jak powie Ci to koleżanka.

Nie wiem czy miałaś okazję zapoznać się z regulaminem forum, ale nie używamy tu wulgaryzmów.
Niestety - u mnie to tak nie działa. Jakoś na szczęście, jak mam kiepskie efekty swojego zachowania, czy postępowania - to potrafię w porę się zreflektować na tyle, żeby zauważyć konsekwencje tego co sama robię źle.
Jeśli zaś tego nie dostrzegam - to nie ma dla mnie różnicy w tym, czy powie mi o tym, że okropnie się zachowuję koleżanka, czy ktoś obcy. Przecież efekt jest taki sam.
Stopień zażyłości z osobą, która zwraca mi uwagę nie przekłada się na intensyfikację mojej poprawy, czy na świadomość problemu.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

56

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
wieloowocowaja napisał/a:

Dziękuję, na prawdę. Aczkolwiek szkoda ze nie wziąłeś pod uwagę tego, jak on skopał moje poczucie władnej seksualności i kobiecości, tylko wybielasz go w 100%. Mówienie komuś ze koledzy się ruchają codziennie, a on co 3 dni i musi się przezemnie masturbować jak 15 latek, też było średnio w porządku.  Tak jak on nie powinien czuć się śmieciem przezemnie, tak ja nie powinnam czuć poczucia winy, ze nie chce codziennie się kochać. Mam nadzieje ze chociaż dostrzegasz 1% jego złej strony.

Napisałem mój post aby dać tobie i innym kobietom wgląd w męską psychikę.  Mnie mało interesuje wskazywanie winowajców i wyznaczanie kar.  Gdybyś z mężem poszła na jakąś terapię par to byś zobaczyła że terapeuta to nie sędzia który wskaże kto jest winien i kto ma jak za winy zapłacić.  Terapeuta jedynie by probował was popychać we właściwym kierunku i pokonywać bariery.  Przeszłości nie zmienisz, a jaką będziesz miała przyszłość jest kompletnie pod twoją kontrolą.

Wskazałem ci trzy alternatywne drogi.  Traktuj to jak bezduszny drogowskaz przy drodze.  Wybierz tą drogę która prowadzi do takiego celu jaki chcesz osiągnąć.

On skopał twoje poczucie seksualności i kobiecości chcąc ciągle seksu?  Widzisz, a ja tu się naczytałem bzdur w dziale "Seks, Seksualność, Psychologia", że kobiety tracą pewność siebie, poczucie wartości i kobiecości gdy ich partnerzy nie chcą uprawiać z nimi seksu.  One mówią że chciałyby aby ich partner je pożądał.  Kłamczuchy no...

A może tobie chodzi o jakiś wulgaryzm w stylu "koledzy się ruchają codziennie".  Poślubiłaś w końcu żołnierza - czego się spodziewałaś?  A może on jest oficerem z niewyparzoną gębą?

wieloowocowaja napisał/a:

Co prawda teraz jest lepiej, bo sam zrozumiał, że codzienny seks nie jest potrzebny, że wystarczy rzadziej, ale z miłości, z kimś kogo się kocha…

No to już będzie coraz rzadziej.  Raz w tygodniu, potem raz w miesiącu, raz na 3-6 miesięcy, raz na rok...  Za kilka lat dopiszesz nam w wątku "Żony aseksualnych mężczyzn", że na początku było aż za dużo a teraz wieje w sypialni chłodem.  A czy on w ogóle jest dla ciebie atrakcyjny, bo wątpię?

wieloowocowaja napisał/a:

Śmiał się z niej że 8 raz podchodziła do matury i ciagle do niej mówił moim imieniem smile wiec nie sądzę że się tak sobą cieszyli - raczej ona nim.

Czyżby był chamem żeby się tak naśmiewać z kobiety z którą był?  A może jemu po prostu jaj brakuje żeby ci powiedzieć, że tamta dała mu to czego ty jemu nie dałaś?  Teraz się kaja przed tobą i psy będzie wieszał na tamtej byle ciebie zadowolić.

wieloowocowaja napisał/a:

... a smsy jakie dostawałam w stylu - zrobiłbym wszystko, żeby przyjść po pracy do domu i dostać zjebę od Ciebie za niepozmywane naczynia, bądź wole się kłócić z Tobą niż mieć święty spokój z kimś innym

To już pantoflarz.  23 lata a już dał się rozjechać.

wieloowocowaja napisał/a:

...jakoś od początku go to rajcowało i sam se mnie taką wziął - a do związku przecież nikt go nie zmuszał ani do oświadczyn smile jakby uważał jak wy, mógłby się rozstać już na początku.

Jak był zakochany to nie widział wad.  Swoją drogą, coraz częściej dochodzę do wniosku że małżeństwa zaaranżowane to jednak lepszy system, bo rodzice nie są tacy ślepi. 

wieloowocowaja napisał/a:

Nie boje się ze mnie zostawi tylko nie chcę go złamać kolejny raz. Nie chce żeby znowu miał takie niskie poczucie wartości, nie chce żeby czuł się przezemnie zle i niedoceniany. Nie chce.

On już ma niskie poczucie wartości.

wieloowocowaja napisał/a:

On mi rozwodem nie grozi tylko mówi ze jak się mecze sama mogę odejść żeby było i lepiej on to zrozumie.

Facet tak mówi gdy chce się rozstać ale brak mu jaj żeby kobiecie to powiedzieć.  Woli poczekać aż "problem sam się rozwiąże" zamiast działać.  On jest nieasertywny.

Z wyjątkiem dzieci, każdy ma takie życie na jakie zasługuje.

57

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
wieloowocowaja napisał/a:

To widocznie ze mną jest coś nie tak.

Zdecydowanie.  Nieprzerwanie zresztą od 2012 roku i Twojego pierwszego tematu. Psychikę masz w strzępach i sama jej nie poskładasz.
Dlatego opcje są raczej tylko dwie. Pierwsza, którą zasugerowała Ci Feniks czyli leczenie. Druga (zdecydowanie mój faworyt) - kolejne nieudane próby łatania siebie związkami i kolejny wątek tutaj, ale chyba wcześniej niż za kolejne sześć wiosen...

Cała reszta dywagacji o ruchaniu i instagramie moim zdaniem zbędna.

58

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Oboje pochodzicie z dysfunkcyjnych rodzin.
Ty Jesteś DDD, maz DDRR.
Oboje macie zaburzone emocje w postrzeganiu otoczenia.

Oboje potrzebujecie terapii żeby wyjść z problemów domów rodzinnych. Ale najpierw musicie sobie uświadomić konieczność pomocy.
Poczytaj "Dorosłe Dzieci Rozwidzionych Emocjonalnie lub Formalnie Rodziców "- J. Connway. Znajdziesz .PDF w sieci.
O Dorosłych Dzieciach Rodzin Dysunkcyjnych tez poczytasz w sieci.

59

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
wieloowocowaja napisał/a:

Poraniona wieloma beznadziejnymi związkami, wzięłam sobie zwykłego, szarego chłopaczka, który myślał, że Boga za nogi złapał jak się z nim umówiłam.

I w tym momencie można przestać czytać dalej, bo wszystko jest już raczej jasne.
Miałaś "wiele" beznadziejnych związków. O czym to świadczy? Że wszyscy faceci są źli? Może jednak to Ty na takich "lecisz". Z jakiegoś powodu Ci imponują albo specjalnie wybierasz takich "żeby się nie udało", bo podświadomie wierzysz, że nie zasługujesz na udany związek/miłość.
Jakieś problemy z dzieciństwa, ojciec alkoholik, rozwód rodziców i inne takie nieciekawe sprawy.
Tylko to trzeba samemu/ze specjalistą przepracować.

Ale Ty niestety zrobiłaś następny błąd. Zamiast spróbować wyjść z problemów to złapałaś sobie następnego faceta. Nawet jeżeli starałaś się wybrać "szarego chłopaczka" co to "będzie Ci jadł z ręki i nie zostawi, ani nic...", to i tak kiepsko wyszło. Decyzje w oparciu o kompleksy/problemy emocjonalne rzadko są dobre. Więc znowu wybrałaś "złego" faceta", może tym razem w drugą stronę, no i oczywiście sama też będziesz wszystko sabotować "jakby za dobrze szło".

Serio, zastanów się nad jakimś specjalistą.

60 Ostatnio edytowany przez wieloowocowaja (2018-01-14 19:22:41)

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
Znerx napisał/a:
wieloowocowaja napisał/a:

Poraniona wieloma beznadziejnymi związkami, wzięłam sobie zwykłego, szarego chłopaczka, który myślał, że Boga za nogi złapał jak się z nim umówiłam.

I w tym momencie można przestać czytać dalej, bo wszystko jest już raczej jasne.
Miałaś "wiele" beznadziejnych związków. O czym to świadczy? Że wszyscy faceci są źli? Może jednak to Ty na takich "lecisz". Z jakiegoś powodu Ci imponują albo specjalnie wybierasz takich "żeby się nie udało", bo podświadomie wierzysz, że nie zasługujesz na udany związek/miłość.
Jakieś problemy z dzieciństwa, ojciec alkoholik, rozwód rodziców i inne takie nieciekawe sprawy.
Tylko to trzeba samemu/ze specjalistą przepracować.

Ale Ty niestety zrobiłaś następny błąd. Zamiast spróbować wyjść z problemów to złapałaś sobie następnego faceta. Nawet jeżeli starałaś się wybrać "szarego chłopaczka" co to "będzie Ci jadł z ręki i nie zostawi, ani nic...", to i tak kiepsko wyszło. Decyzje w oparciu o kompleksy/problemy emocjonalne rzadko są dobre. Więc znowu wybrałaś "złego" faceta", może tym razem w drugą stronę, no i oczywiście sama też będziesz wszystko sabotować "jakby za dobrze szło".

Serio, zastanów się nad jakimś specjalistą.


Trafione w sedno. Jak jest za dobrze to czasem z tego powodu odczuwam taki niepokój ze szok, serce wali jakby miało wyskoczyć. A jak znalazłam sobie faceta dobrego - to sama sobie go zepsułam swoim zachowaniem. Mój mąż powinien dostać medal za to ze mi przynosi śniadania do łóżka i powtarza tysiąc razy dziennie kocham Cię wiesz ? A ja zamiast w szczęściu, to w stresie to przyjmuje, ze coś jest za dobrze to pewnie zaraz się spieprzy. Jak się nie pieprzy to zamiast się cieszyć z tego śniadanka to go opieprzam ze syf w kuchni zostawił. Do psychologa jakoś mi wstyd iść ... bo wstyd mi za cześć rzeczy, które robię...

61

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

idź na terapię. Najwyższy czas.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

62

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Czytam ten wątek od początku i zgadzam się z przedmówcami. Idź na terapię, nie ma się czego wstydzić. Tylko tak możesz sobie pomóc. Zawalcz o siebie, nawet największa miłość drugiego człowieka Ci nie pomoże jeżeli sama nie będziesz chciała się zmienić!

63

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
wieloowocowaja napisał/a:

(...) Do psychologa jakoś mi wstyd iść ... bo wstyd mi za cześć rzeczy, które robię...

Hm..., dziwnie pojmujesz pojęcie wstydu. Psycholog (zachęcałabym do skorzystania z pomocy psychoterapeuty, nie każdy psycholog nim jest) niejedno widział i o niejednym słyszał.


(...) A ja zamiast w szczęściu, to w stresie to przyjmuje, ze coś jest za dobrze to pewnie zaraz się spieprzy. Jak się nie pieprzy to zamiast się cieszyć z tego śniadanka to go opieprzamy ze syf w kuchni zostawił. (...)

Typowa, niestety, reakcja osoby nieprzywykłej do dobrego traktowania.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

64

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Wszystko jasne.
Księżniczką jakoś nikt atrakcyjny zainteresować się nie chciał (o dziwo, haha) więc wzięła prostaka na którego można patrzyć z góry, urobić go.Co nie było trudne bo raz ze to dzieciak a dwa niezbyt atrakcyjny - wiec pewnie sam się zdziwił ze ktoś go chce.
Oświadczyny przyjęła bo wie, że to jedna taka szansa na sto. Potem szybki ślub zanim się rozmyslil.
Ale nawet ten nieatrakcyjny dzieciak wymyka jej się z rąk, co więcej,  radośnie bzyka się z inną i nawet nie musiał szukać miesiącami - wystarczy mu jeden dzień.
A więc księżniczka w szoku że nawet ten z najniższą punktacją na rynku niezbyt ją cenił.
Czy są jakikolwiek szanse że to małżeństwo przetrwa? Mniejsze juz 0.
Koleś też jest nieźle kopnięty ze w ogóle ją toleruje, ale przecież nie pozostanie taki głupi kolejne 50 lat.
BTW jesteś identyczna jak była żona mojego brata. Wypisz wymaluj. Jeszcze dużo numerów my odwalisz,  zwłaszcza jak już będzie chciał się rozejsc.
Mój brat też wziął ślub w takim młodym wieku ale w wieku 25 lat już był po rozwodzie i mówi że tamten ślub to była najgorsza decyzja w jego życiu. A dlaczego ja podjął?  Bo na tamtym etapie miał tak niską samoocenę że myślał że nikt lepszy go nigdy nie zechce. Jak widać mylił się wink bo ma teraz druga szczęśliwą rodzinę a tamta dalej w nienawiści gryzie każdego kto do niej podejdzie i od lat jest sama (ma prawie 40 lat).

65 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2018-01-17 22:58:38)

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

jejku costy narobila ta zdrada to pikus w porownaniu do tych slow! ja parenascie razy bylam deklem, downem, mialam morde, gebe i co?za kazdym razem wypominam to, chyba wolałabym zdrade niz uslyszec ze jestes nikim dla mnie.nawet ja tego nie powiedzialam po tych zlych slowach, owszem stwierdzenie nie kocham cie i to nie w klotni padlo ale to byla prawda a nie dazenie do zranien.uwazam ze chłopak powinien poszukac kogos kto go bedzie szanowal;(   bo ty sie bedziesz tlumic i wybuchac jak moj partner ktory np miesiac temu wrocil do starych zachowan i kazal mi wynosic sie z samochodu a jak nie to mnie wyrzuci.zepsul swieta i nie spimy juz piaty tydzien.zycie.tak nie wolno...nie mozna tak ludzi nie szanowac.bo on jak sie odbije i np bedziesz uziemniona na wychowawczym to ci sie odegra i bedzie w ciebie jechal az bedziesz plakala.

'Netkobiety są kompasem w moim życiu'

"mam czas dla każdego absurdu"

66

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Hmm ciekawy temat ale i też zagmatwana sprawa. Myślę, że ludzie piszący powyżej wyczerpali temat. Zdrada jest paskudna ale jakoś mu się nie dziwię. Po takim szmaceniu jeszcze wziął z tobą ślub ? Masakra jakaś. On musi mieć strasznie niską samoocenę. Musisz być bardzo ładna skoro wytrzymał takie szmacenie. Zniszczyłaś mu poczucie własnej wartości. Jesteście młodzi. Chciał się z tobą kochać jak najczęściej. Powinnaś być dumna, że cię pożąda i chce seksu jak najwięcej. Chyba lepsze to niż mężczyzna z niskim libido. Jesteście młodzi więc korzystajcie z tych przywilejów młodości.

Myśleliście nad jaką terapią dla par ?  Zgadzam się z KaktusemTX.

"Świat jest teatrem, w którym nie grają zazwyczaj jednej sztuki naraz. Tutaj człowiek przychodzi, by obejrzeć groteskę lub komedię, by pośmiać się i odpocząć, a oto nagle komedia zamienia się w tragedię lub też komedia i tragedia toczą się jednocześnie, czasem nawet z tymi samymi bohaterami występującymi na scenie."

Posty [ 39 do 66 z 66 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018