Chorobliwa zazdrość, niepewność...? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Chorobliwa zazdrość, niepewność...?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1 Ostatnio edytowany przez aleksandraer (2018-01-10 03:31:24)

Temat: Chorobliwa zazdrość, niepewność...?

3 m-ce temu poznałam fantastycznego chłopaka. Na początku nasza relacja była czysto zawodowa, jednak oboje wiedzieliśmy, że "coś" wisi w powietrzu. Obecnie spotykamy się intensywnie. Dzień w dzień. Randki - kino, knajpki, wzajemne odwiedzanie się, wspólnie spędzony Sylwester. Widzę, że bardzo mu zależy. Jest czuły, przekochany, ma klasę. W zasadzie chyba nigdy dotąd żaden mężczyzna tak o mnie nie zabiegał i nie był tak idealny. No, właśnie... Poza jedną kwestią, która nie daje mi spokoju. I teraz pytanie kieruję do Was, bo być może ze mną jest coś nie tak i to ja nie widzę problemu.
Przykład jeden z wielu, pierwszy z brzegu: pojechaliśmy do sklepu. Rozglądałam się za butami. Stanął między regałami, wyciągnął chusteczkę. Nie chciałam przyglądać się bezczelnie jak wydmuchuje nos, więc oddaliłam się w poszukiwaniu innej pary, zwracając przy tym uwagę czy jest w pobliżu. Jego zachowanie zmieniło się o 180 stopni. Stał się ponury, osowiały. Nie chciał powiedzieć, o co chodzi, ale tak mnie nakierował, że po dłuższej chwili sama zorientowałam się w czym rzecz. Że zostawiłam go, że zapomniałam o nim... Coś w tym rodzaju, bo sam wyraźnie tego nie wyartykuował.
On z jednej strony zdaje sobie sprawę z tego, że czasem przesadza, z drugiej odwołuje się do przeszłości (fatalny wzorzec ojca i kobiet, które go oszukiwały). Poprzednie dwa związki zakończył, gdyż wydawało mu się, że wszystko daje, a dziewczyny wykorzystują go.
Boi się wejść maksymalnie w relację ze mną, jednocześnie dodając, że może już wszedł, skoro tak wszystko przeżywa i analizuje. Bo zranię, skrzywdzę... Przecież to działa w dwie strony. Dał mi do zrozumienia, że cały czas obserwuje moje zachowanie, nie chce bym w sobie nic zmieniała dla niego, ale jeśli nie będę spełniała jego oczekiwań (tak to ujmę), potrafi błyskawicznie zamknąć rozdział. Nie wyobraża sobie, żebym na imprezie rozmawiała z innym chłopakiem, zapominając o nim (zostawiając gdzieś obok). Mówi, że podobam się mężczyznom.
Dodam, że przed znajomością ze mną ostrzegła go dziewczyna, która próbowała go poderwać. Mało tego; z którą kompletnie się nie znam. Powiedziała coś w rodzaju: "Uważaj na nią. Próbuje ze znajomości biznesowych zrobić prywatne." To z pewnością również rzutuje na jego wyobrażenie o mnie.
Co doradzilibyście mi robić w takiej sytuacji? Czy to ma szansę w dalszej perspektywie?
Nieustannie okazuję mu zainteresowanie, uczucie. Widzi, że mi zależy, ale mam wrażenie, że wciąż żąda ode mnie więcej i więcej. Jednego dnia mnie kocha, planuje wyjazdy, drugiego zastanawia się nad sensem relacji. Ze swojej strony nie mam sobie kompletnie nic do zarzucenia. Nigdy nie przekroczyłam żadnych granic, nawet po alkoholu. On powątpiewa i tłumaczy, że wynika to z krótkiego okresu znajomości. Nie oskarża, ale też nie ufa. Pytał o byłe relacje z chłopakami, z którymi byłam w związkach. Tutaj również odniosłam wrażenie, że jest zazdrosny. O przeszłość.
Raz wyrwało mi się "mój", mówiąc o szefie, ale nie dodając tego. Był przekonany, że coś mnie z nim łączy/ łączyło.
Analizuje i myśli w samotności. Boję się, że nagle rzuci wszystko w cholerę, kiedy zakocham się w nim. A może jesteśmy aż takimi przeciwieństwami (ja ogień, on woda), że kompletnie nie pasujemy do siebie?

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Esthere (2018-01-10 10:19:25)

Odp: Chorobliwa zazdrość, niepewność...?
aleksandraer napisał/a:

3 m-ce temu poznałam fantastycznego chłopaka. Na początku nasza relacja była czysto zawodowa, jednak oboje wiedzieliśmy, że "coś" wisi w powietrzu. Obecnie spotykamy się intensywnie. Dzień w dzień. Randki - kino, knajpki, wzajemne odwiedzanie się, wspólnie spędzony Sylwester. Widzę, że bardzo mu zależy. Jest czuły, przekochany, ma klasę. W zasadzie chyba nigdy dotąd żaden mężczyzna tak o mnie nie zabiegał i nie był tak idealny. No, właśnie... Poza jedną kwestią, która nie daje mi spokoju. I teraz pytanie kieruję do Was, bo być może ze mną jest coś nie tak i to ja nie widzę problemu.
Przykład jeden z wielu, pierwszy z brzegu: pojechaliśmy do sklepu. Rozglądałam się za butami. Stanął między regałami, wyciągnął chusteczkę. Nie chciałam przyglądać się bezczelnie jak wydmuchuje nos, więc oddaliłam się w poszukiwaniu innej pary, zwracając przy tym uwagę czy jest w pobliżu. Jego zachowanie zmieniło się o 180 stopni. Stał się ponury, osowiały. Nie chciał powiedzieć, o co chodzi, ale tak mnie nakierował, że po dłuższej chwili sama zorientowałam się w czym rzecz. Że zostawiłam go, że zapomniałam o nim... Coś w tym rodzaju, bo sam wyraźnie tego nie wyartykuował.
On z jednej strony zdaje sobie sprawę z tego, że czasem przesadza, z drugiej odwołuje się do przeszłości (fatalny wzorzec ojca i kobiet, które go oszukiwały). Poprzednie dwa związki zakończył, gdyż wydawało mu się, że wszystko daje, a dziewczyny wykorzystują go.
Boi się wejść maksymalnie w relację ze mną, jednocześnie dodając, że może już wszedł, skoro tak wszystko przeżywa i analizuje. Bo zranię, skrzywdzę... Przecież to działa w dwie strony. Dał mi do zrozumienia, że cały czas obserwuje moje zachowanie, nie chce bym w sobie nic zmieniała dla niego, ale jeśli nie będę spełniała jego oczekiwań (tak to ujmę), potrafi błyskawicznie zamknąć rozdział. Nie wyobraża sobie, żebym na imprezie rozmawiała z innym chłopakiem, zapominając o nim (zostawiając gdzieś obok). Mówi, że podobam się mężczyznom.
Dodam, że przed znajomością ze mną ostrzegła go dziewczyna, która próbowała go poderwać. Mało tego; z którą kompletnie się nie znam. Powiedziała coś w rodzaju: "Uważaj na nią. Próbuje ze znajomości biznesowych zrobić prywatne." To z pewnością również rzutuje na jego wyobrażenie o mnie.
Co doradzilibyście mi robić w takiej sytuacji? Czy to ma szansę w dalszej perspektywie?
Nieustannie okazuję mu zainteresowanie, uczucie. Widzi, że mi zależy, ale mam wrażenie, że wciąż żąda ode mnie więcej i więcej. Jednego dnia mnie kocha, planuje wyjazdy, drugiego zastanawia się nad sensem relacji. Ze swojej strony nie mam sobie kompletnie nic do zarzucenia. Nigdy nie przekroczyłam żadnych granic, nawet po alkoholu. On powątpiewa i tłumaczy, że wynika to z krótkiego okresu znajomości. Nie oskarża, ale też nie ufa. Pytał o byłe relacje z chłopakami, z którymi byłam w związkach. Tutaj również odniosłam wrażenie, że jest zazdrosny. O przeszłość.
Raz wyrwało mi się "mój", mówiąc o szefie, ale nie dodając tego. Był przekonany, że coś mnie z nim łączy/ łączyło.
Analizuje i myśli w samotności. Boję się, że nagle rzuci wszystko w cholerę, kiedy zakocham się w nim. A może jesteśmy aż takimi przeciwieństwami (ja ogień, on woda), że kompletnie nie pasujemy do siebie?

Przeczytałam uważnie, trochę mi to przypomina mój związek na początku. Też jakieś animozje, opowieści o byłych, jakie to niedobre (w umiarkowanym nasileniu, po prostu postawiłam granicę, że sobie takich opowieści nie życzę), do tego stawianie mi wymagan, mowienie, czego to on nie bedzie tolerowal. Ale ze ja mam mocny charakter, nie ugięłam sie przed nim. I jak słusznie zauważyłaś, obawy czy wymagania działają w obie strony. Ja o tym nie zapominałam. Też pokazywalam, że mam dystans, też mówiłam, czego wymagam i co nie jest do przyjęcia.
Jestem pewna, że taka postawa mojego czy Twojego partnera to pozorna siła. On Ci niby dyktuje warunki, a tak naprawdę próbuje odzyskiwac pozycje dominująca żeby poczuć się bezpiecznie. A robi to, bo się nie czuje. Proste. Ty się nie możesz naginać do niego, bo To, że on przenosi na Waszą relację swoje lęki, skrzywdzenia z przeszłości, jest nieprawidłowe. Po prostu nie pozwalaj na to. Nie musisz wysluchiwac o jego byłych. Ty jesteś odrębną osoba - a jemu się wszystko zlewa - dokonuje przeniesienia i projekcji ( poczytaj o tym ), stąd emocjonalne reakcje na mało emocjonalne zdarzenia ( gdy został sam w sklepie ). Krótko mówiąc- to jego problem. Nie daj się w to uwikłac. Stawiaj granice.  Też czegoś wymagaj.  I nie czuj się winna.

Ja tak robiłam, uzmyslawiajac mojemu M, że jestem tu równorzednym partnerem, że pewne rzeczy działają w dwie strony. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Jeśli partner uważa, że to nie jest wystarczające, droga wolna. Jestem szczęśliwa z nim czy bez niego. On to widzi i ma do tego respekt. Ja do niego też mam. Relacja znacznie się poprawiła. Te początki znajomości z osobami, które same nie są w procesie rozwoju samoświadomości, są ciężkie. Twój partner nie rozumie pewnych mechanizmów. Ty go nie naprawisz, ale przynajmniej zadbaj o swoje własne samopoczucie. Wiesz, że jesteś ok, to trzymaj się tego. Nic złego nie zrobiłas i nie daj sobie wmontowac poczucia winy.
Inna kwestia to taka, że to, co obecnie dzieje się w tej relacji, to, jak go postrzegasz, to, co widzisz, jest tym, co bierzesz. Ten facet ma kruche ego, nawet Twoje nic nie znaczące oddalenie się w sklepie potrafi je podkopac, więc pomysl, jak on jest niepewny siebie i zakompleksiony.  To jego gadanie o wymaganiach to przykrywka kompleksów. Niestety życie z taką osobą nie jest łatwe. Przygotuj się na więcej takich absurdalnych sytuacji. Jeśli nadal chcesz być z nim, to po prostu zadbaj o siebie, stawiaj granice.

Na pocieszenie: te zachowania są podyktowane także lękiem przed zranieniem. Na początku lęk jest duży, bo jeszcze nie ma takiego zaufania, zaangażowania. W miarę rozwoju relacji powinno być trochę lepiej. Niestety cały czas będziesz musiała tą relacją w pewien sposób " zarządzac" i ją moderować. To będzie energetycznie wyczerpujace.  Może ten Pan ma zalety, które Ci to zrekompensuja.  A może stwierdzisz, że to jednak za duży kompromis z Twojej strony. Odpowiedź jest w Tobie. W tym, jak się z tym czujesz. Czy to Cię osłabia? Czy relacja dodaję Ci energii czy podcina skrzydła? Czy przeżywasz lęk o to, że znów okazesz się niewystarczająco dobra? I wreszcie, czy w historii życia było tak, że musiałaś komuś udawadniać swoją wartość i bardzo się starać być grzeczna dziewczynka żeby sobie " zasłużyć " na miłość i akceptację? Ja tu widzę, że troszkę wchodzisz w taką rolę. Chcesz być bez zarzutu w nadziei, że on to doceni...Ale wybrałaś sobie trudny materiał do tego eksperymentu. Kogoś, kto ma szanse często generowac Ci poczucie, że nie jesteś ok taka jaka jesteś. Może odtwarzasz tu jakiś wzorzec relacji z ktoryms rodzicem. Zastanów się nad tym.

3

Odp: Chorobliwa zazdrość, niepewność...?

Mnie to pachnie zaborczym facetem i toksykiem...
Zrezygnowałabym raczej z takiej znajomości już na samym początku...

JEŚLI Ci zależy, to stawiaj granice. Może się uda.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa
Reklama

4 Ostatnio edytowany przez Esthere (2018-01-10 11:00:06)

Odp: Chorobliwa zazdrość, niepewność...?
Cyngli napisał/a:

Mnie to pachnie zaborczym facetem i toksykiem...
Zrezygnowałabym raczej z takiej znajomości już na samym początku...

JEŚLI Ci zależy, to stawiaj granice. Może się uda.

To są głównie jego kompleksy i zranienia. Ale masz rację. Pachnie też, w konsekwencji powyższego, jego zaborczoscią.  Facet musi być na obserwowanym.

Przezylam coś podobnego, partner był zazdrosny np że jest zajęte gdy on do mnie dzwoni. Były komentarze : " o, nie można się do Ciebie dodzwonic" ( takim tonem pretensjonalnym i z takim żalem jak bym nie wiem co złego zrobila )  i takie tam. Trochę taka próba wzbudzenia poczucia winy. Nigdy się nie tłumaczyłam kto dzwoni i po co. Jego też nie wypytuje.  Przestał wiec komentować.
Co do dostępności SMS/ tel/ komunikator To nauczyłam że nie wisze na telefonie cały dzień, mam swoje zajęcia. Nie obserwuje już prób kontroli i nacisku. smile. Ale też widzę, że w miarę jak on zaobserwował moje zaangażowanie ( które było odpowiedzią na jego zaangażowanie) , poczuł się bezpieczniej. Nie ma tematu ex. Nie ma animozji o pierdoły. A zaczęło się ciężko.
Jest lepiej bo ja zmieniłam ( za sprawą forum ) swoje podejście. A rada dla mnie było: przestać analizować partnera, zająć się sobą. To samo radzę Autorce tematu. Niech się nie kręci tak wokół niego. Niech tak nie myśli dużo co ON i jak ON. Jak on się czuje. Skąd to wynika. Co zrobić żeby się czuł lepiej. Co zrobić żeby był zadowolony. Niech Autorka zejdzie z niego, niech ma swoje życie. Niech częściej analizuje : Jak JA się czuje, czy MI odpowiada jego zachowanie, co JA myślę o nim jako odpowiednim ( lub nie ) partnerze.  On to zauważy i może przestanie być taki do przodu.

EDIT : Strasznie mnie irytuje, jak facet na początku hojraczy, stawia warunki, robi z siebie takie bóstwo, że tylko klęknij na kolana i bij pokłony. Bo on taki skrzywdzony i on sobie już nie pozwoli, on już jest taki mądry, nie zrobi już tego błędu, on się nie da oszukać, zranić, on już tak nie zaufa. I ta biedna kobieta słysząc to, dwoi się i troi, żeby na Pana zaufanie zarobić, zapracować, bo przecież taki " cud" jak on musi być wartościowy. A ona tym bardziej wartościowa sie czuje im on na nią łaskawiej spojrzy. Paranoja. 
Obawiam się, że u Autorki taki właśnie układ się konstytuuje.  Ale jest jeszcze czas na rewers. Moj facet próbował takiego czegoś, ale go sprowadzilam na ziemię. Poza tym widzę że pomimo pozycji zawodowej, prestiżu, gadki szmatki, takiego lekkiego wywyzszania się i stawianie warunków, w środku jest bezbronny, podatny na zranienie, i tylko się modli, żeby teraz mu się wreszcie związek udał i żeby była z tego rodzina. Wcale nie jest taki pewny siebie i Autorki partner to też taki kolos na glinianych nogach. Jeśli jej zależy, to inteligentnie może poprowadzić tę relację w takim kierunku, w jakim będzie chciała.  Inna sprawa, czy jej się chce. Ja życzyłabym i Autorce, i sobie, i wszystkim jednak takich relacji, w których wszystko rozwija się naturalnie, z serca i szczerze. Relacji, w których oboje partnerzy są świadomi i dojrzali.  To jest jednak taki ideał, trudny do znalezienia. Więc zostaje nam kompromisy. Dopóki czujemy, że one nie wchodzą w zakres granic, ok. Ale nawet obrona granic jest konsumpcyjna energetycznie. Tak jak napisałam, może Pan ma inne zalety, które to zrekompensuja. Ja takie znalazłam , ale za wcześnie jeszcze na bilans, potrzeba czasu, obserwacji. I to samo zalecam autorce.

5

Odp: Chorobliwa zazdrość, niepewność...?
aleksandraer napisał/a:

(...) Nie chciałam przyglądać się bezczelnie jak wydmuchuje nos, więc oddaliłam się w poszukiwaniu innej pary, zwracając przy tym uwagę czy jest w pobliżu. Jego zachowanie zmieniło się o 180 stopni. Stał się ponury, osowiały. Nie chciał powiedzieć, o co chodzi, ale tak mnie nakierował, że po dłuższej chwili sama zorientowałam się w czym rzecz. Że zostawiłam go, że zapomniałam o nim... Coś w tym rodzaju, bo sam wyraźnie tego nie wyartykuował. (...)

Biedny, zagubiony misio.


(...) On z jednej strony zdaje sobie sprawę z tego, że czasem przesadza, z drugiej odwołuje się do przeszłości (fatalny wzorzec ojca i kobiet, które go oszukiwały). Poprzednie dwa związki zakończył, gdyż wydawało mu się, że wszystko daje, a dziewczyny wykorzystują go. (...)

Jeśli faktycznie wiedział, że przesadza, to by z tymi uwagami skończył.



(...) Boi się wejść maksymalnie w relację ze mną, jednocześnie dodając, że może już wszedł, skoro tak wszystko przeżywa i analizuje. Bo zranię, skrzywdzę... (...)

Posłużę za tłumacza. Powiedział nie wprost: "Popatrz, jaki jestem delikatny, wrażliwy, jakie mam niezagojone blizny. Nie ufam Ci."


(...) Dał mi do zrozumienia, że cały czas obserwuje moje zachowanie, nie chce bym w sobie nic zmieniała dla niego, ale jeśli nie będę spełniała jego oczekiwań (tak to ujmę), potrafi błyskawicznie zamknąć rozdział. Nie wyobraża sobie, żebym na imprezie rozmawiała z innym chłopakiem, zapominając o nim (zostawiając gdzieś obok). Mówi, że podobam się mężczyznom. (...)

"Jeśli będziesz grzeczna, czyli robić będziesz to, co ja chcę i to, co ja uznam za stosowne, to będziesz 'cacy', w przeciwnym razie wyrzucę Cię z klatki."

(...) Nieustannie okazuję mu zainteresowanie, uczucie. Widzi, że mi zależy, ale mam wrażenie, że wciąż żąda ode mnie więcej i więcej. Jednego dnia mnie kocha, planuje wyjazdy, drugiego zastanawia się nad sensem relacji. (...)

Jest nienasyconą ssawą, Ciebie zaś wsadził na emocjonalną huśtawkę. Uważaj na torsje.

(...) On powątpiewa i tłumaczy, że wynika to z krótkiego okresu znajomości. Nie oskarża, ale też nie ufa. Pytał o byłe relacje z chłopakami, z którymi byłam w związkach. Tutaj również odniosłam wrażenie, że jest zazdrosny. O przeszłość. (...)

Póki co drzwi klatki są otwarte, choć powoli je przymyka. Jeszcze trochę i zatrzaśnie, a wówczas spowiadać się będziesz z każdej minuty poza domem i każdego, choćby służbowego, kontaktu z innymi.

(...) Boję się, że nagle rzuci wszystko w cholerę, kiedy zakocham się w nim. (...)

Nie bój się tego, nie rzuci; zamknie tylko klatkę a klucz schowa w sejfie szwajcarskiego banku.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski
Reklama

6 Ostatnio edytowany przez Esthere (2018-01-10 11:34:46)

Odp: Chorobliwa zazdrość, niepewność...?
Wielokropek napisał/a:
aleksandraer napisał/a:

(...) Nie chciałam przyglądać się bezczelnie jak wydmuchuje nos, więc oddaliłam się w poszukiwaniu innej pary, zwracając przy tym uwagę czy jest w pobliżu. Jego zachowanie zmieniło się o 180 stopni. Stał się ponury, osowiały. Nie chciał powiedzieć, o co chodzi, ale tak mnie nakierował, że po dłuższej chwili sama zorientowałam się w czym rzecz. Że zostawiłam go, że zapomniałam o nim... Coś w tym rodzaju, bo sam wyraźnie tego nie wyartykuował. (...)

Biedny, zagubiony misio.


(...) On z jednej strony zdaje sobie sprawę z tego, że czasem przesadza, z drugiej odwołuje się do przeszłości (fatalny wzorzec ojca i kobiet, które go oszukiwały). Poprzednie dwa związki zakończył, gdyż wydawało mu się, że wszystko daje, a dziewczyny wykorzystują go. (...)

Jeśli faktycznie wiedział, że przesadza, to by z tymi uwagami skończył.



(...) Boi się wejść maksymalnie w relację ze mną, jednocześnie dodając, że może już wszedł, skoro tak wszystko przeżywa i analizuje. Bo zranię, skrzywdzę... (...)

Posłużę za tłumacza. Powiedział nie wprost: "Popatrz, jaki jestem delikatny, wrażliwy, jakie mam niezagojone blizny. Nie ufam Ci."


(...) Dał mi do zrozumienia, że cały czas obserwuje moje zachowanie, nie chce bym w sobie nic zmieniała dla niego, ale jeśli nie będę spełniała jego oczekiwań (tak to ujmę), potrafi błyskawicznie zamknąć rozdział. Nie wyobraża sobie, żebym na imprezie rozmawiała z innym chłopakiem, zapominając o nim (zostawiając gdzieś obok). Mówi, że podobam się mężczyznom. (...)

"Jeśli będziesz grzeczna, czyli robić będziesz to, co ja chcę i to, co ja uznam za stosowne, to będziesz 'cacy', w przeciwnym razie wyrzucę Cię z klatki."

(...) Nieustannie okazuję mu zainteresowanie, uczucie. Widzi, że mi zależy, ale mam wrażenie, że wciąż żąda ode mnie więcej i więcej. Jednego dnia mnie kocha, planuje wyjazdy, drugiego zastanawia się nad sensem relacji. (...)

Jest nienasyconą ssawą, Ciebie zaś wsadził na emocjonalną huśtawkę. Uważaj na torsje.

(...) On powątpiewa i tłumaczy, że wynika to z krótkiego okresu znajomości. Nie oskarża, ale też nie ufa. Pytał o byłe relacje z chłopakami, z którymi byłam w związkach. Tutaj również odniosłam wrażenie, że jest zazdrosny. O przeszłość. (...)

Póki co drzwi klatki są otwarte, choć powoli je przymyka. Jeszcze trochę i zatrzaśnie, a wówczas spowiadać się będziesz z każdej minuty poza domem i każdego, choćby służbowego, kontaktu z innymi.

(...) Boję się, że nagle rzuci wszystko w cholerę, kiedy zakocham się w nim. (...)

Nie bój się tego, nie rzuci; zamknie tylko klatkę a klucz schowa w sejfie szwajcarskiego banku.

Tak to właśnie wygląda. Dziewczyna już wchodzi gładko w tę rolę. Oto Pan i jego Podwładna. Ona już robi się grzeczna i ułożona, on testuje do jakich granic może się posunąć. Już stosuje metody wychowawcze. Zaczyna się niewinnie- jakiś foch, karanie złym humorem za jej rzekomą " niesubordynacje".
I teraz jest czas na reakcje. Czas najwyzszy. Bo jak nie bedzie Autorki reakcji to ani sie obejrzy, a znajdzie się w jego klatce. Już w niej jest jedną nogą.
Ale drugą może tupnac. To niełatwe bo to test dla Autorki. Na ile sama czuje się wartościowa? Czy jestem w stanie zaryzykować utratę tego " cudu" żeby obronić swoje granice? Czy jestem osoba, która tez wymaga, czy tez z lęku przed byciem samą zaakceptuje każde zachowanie faceta, który okaże mi zainteresowanie i którego ja uważam za atrakcyjnego?

Autorko...Jeśli wiesz, że jesteś ok...Jeśli wiesz, że jesteś fajna....To czuj To, emanuj tym. Jesli Twoja wartość jest w Tobie utwierdzona, to nie obawiaj się, że cos mu się nie spodoba i on Cię zostawi. Jeśli naprawdę czujesz się dobrze że sobą to nie będziesz go oceniać wyżej od siebie. Myśl o tym, czego TY wymagasz. Czego TY potrzebujesz. I czy on spełnia TWOJE kryteria. Tu się wszystko niebezpiecznie przechyla na jego stronę. Ustawiasz się pod niego swoim kosztem.

Jak poznałam swojego obecnego Partnera to mu powiedziałam, że mam swoją Mapę Marzeń. Że zwizualizowalam swój szczęśliwy związek a nawet napisałam na dwóch kartkach A4 jakiego partnera szukam. Był w szoku. " Jak to można tak pisać o cechach partnera? " - pytał pretensjonalnie.
" A można Kochanie " - odpowiedziałam. " Bo trzeba wiedzieć czego się chce."

Od tamtej pory, poprzez takie i inne sytuacje, on mnie szanuje bardziej. Wie że mam też swoje kryteria.

Ty na razie idziesz w złą stronę. Ale nie jest za późno na korektę. Sygnały masz wyraźne. Masz też swoje emocje, które słusznie Ci podpowiadają, co jest nie tak. Zrobisz właściwie wsluchujac się, co To, co czujesz mówi Ci o tym, co jest...I jak To, co jest zaspokaja Twoje potrzeby....O ile uznasz, że one są ważne.

7 Ostatnio edytowany przez Klio (2018-01-10 11:52:48)

Odp: Chorobliwa zazdrość, niepewność...?

Czyli odpowiedzialność za jego zachowanie ponosisz Ty, jego ojciec, byłe, pewna nieznana Ci kobieta itd.
Typ człowieka, który usprawiedliwi każde swoje krzywdzące zachowanie argumentacją w stylu „bo zupa była za słona”, bo jest ślepy w stosunku do siebie. Ślepy z własnej woli bo obraz jaki by zobaczył do ładnych nie należy. Jeżeli dla Ciebie „fantastyczny chłopak” to taki, który nie ma żadnej autorefleksji to odnosząc się do Twojego ostatniego pytania uważam, że pasujecie do siebie. Fakt ten powinien Cię nieco otrzeźwić i skłonić do refleksji nad sobą... Zastanów się czy Tobie też jej czasem nie brakuje...

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Chorobliwa zazdrość, niepewność...?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018