Starosc z Narcyzem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 13 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 76 z 481 ]

39

Odp: Starosc z Narcyzem

A jeśli chodzi o Biblię- mnie niezupełnie chodzi o modlenie się chociaż to też byłoby na pewno dobre. Niemniej jednak mnie chodzi o czytanie Biblii a w szczególności o przestudiowaniu przypowieści salomonowych tych odnoszących się do głupoty ludzkiej próżności i zepsucia. Tam można poznać całą mądrość życia jeśli potrafi się czytać Biblię i ją odpowiednio interpretować. To skarbnica wiedzy dla wierzących i niewierzacych. Salomon przestawia swoje wnioski i przemyślenia e bardzo prosty sposób i w niczym się nie myli. Wystarczy kierować się jego radami a na pewno źle się na tym nie wyjdzie.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

40 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-10-05 08:52:30)

Odp: Starosc z Narcyzem

Pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze, Drogie Panie.
Zanim poznałem mroczne strony ludzkiej natury, narcyzm kojarzył mi się jedynie z bezkrytycznym samouwielbieniem połączonym z żądaniem od otoczenia, by utwierdzało narcyza w słuszności jego spojrzenia na swoją osobę.
Po czasie, gdy przeprowadzałem rozmowy z psychologami określającymi profil psychologiczny podejrzanych o przestępstwa, m. in. przeciwko rodzinie zdałem sobie sprawę, że to poważne zaburzenie osobowości, które może objawiać się w wielu aspektach życia w związku i w różnych formach.
Przestraszyłem sie, że i ja obserwowałem u siebie podobne zachowania.
Psycholog uspokoił mnie, że jestem nieco introwertyczny, bo i naiwny. Bo choć wiele o sobie nie mówię i trudno mnie otworzyć, wierzę w ludzi, choć czesto chcą mnie zrobić w konia. A ja i tak tę wiarę w sobie mam. Jednak te porażki swoje zrobiły i introweryzm, choć często jest on wyniesiony z domu, może zostać nabyty, równie nieświadomie.
Współczuję, Drogie Panie. Tobie także, Ludmiłło. Może więc, jeśli miałaś złe doświadczenia z pierwszego małżeństwa, lepiej zostawić sprawę Twojego związku w formie, jaką obecnie sobą przedstawia? Chcesz być szczęśliwa. Ale Twój partner również. Funkcjonujecie tak kilka lat, jest Wam ze sobą dobrze. Czasami miewasz przemyślenia Anny Kareniny, która za wszelką cenę chciała zatrzymać przy sobie Wrońskiego. A Wy oboje, przecież jesteście do siebie podobni.
Po co więc to psuć?

facet po przejściach

41

Odp: Starosc z Narcyzem

To prawda, że wielu ludziom narcyzm aż tak źle się nie kojarzy- ludzie widzą troszkę za bardzo zadufanego w sobie próżnego chłopa, który lubi się chwalić i jak kania dżdżu  potrzebuje komplementów, że w sumie to nic aż tak strasznego ani groźnego. Niestety w naszym kraju zdecydowana większość ludzi jest po prostu niedouczona w zakresie zaburzeń osobowości, my pod tym względem jesteśmy sto lat za Murzynami. Dobrze, że jest ten internet, bo naprawdę można się troszkę dokształcić w zakresie związków z zaburzeńcami. Troszkę też pojawiło się książek na rynku, coś zaczynają przebąkiwać w mediach, więc jakieś strzępy informacji dochodzą tu i ówdzie. Generalnie jest jednak pod tym względem beznadziejnie.
A przecież prawdą jest i faktem bezspornym, że narcyzm jest bardzo groźnym zaburzeniem- to przecież psychopatia, a więc nie ma żartów z tym zjawiskiem.
Najgorsze w narcyzach jest to, że oni kompletnie nie liczą się z losem drugiego człowieka- narcyz albo inny zaburzony (ja nazywam tych ludzi prosciej i bardziej życiowo- dla  mnie to po prostu zwykłe świnie w ludzkiej skórze) potrafi przyssać się do jakiejś kobiety i chociaż nie ma on jej nic do zaoferowania,o czym taki doskonale wie, to jednak będzie zwodził kogoś, okłamywał i robił sobie jaja z życia drugiego człowieka. Będzie z kogoś doił tak długo, jak tylko to możliwe. Nie ma w tych ludziach czegoś takiego, jak jakaś samokrytyka, jakiś wstyd albo autorefleksja na własny temat. Oni są jak te świnie przy korycie, byle nażreć się jak najwięcej, bo skoro jest okazja, to trzeba wykorzystać frajerów. A jeśli frajer przejrzy na oczy i powie "stop proszę jasniego pana, od tej pory nie dostaniesz ode mnie już nic", wtedy narcyz odwraca się na pięcie i bez najmniejszego nawet żalu idzie szukać następnego dawcy. Tragedia a nie człowiek. Ale są tacy wokół nas i co więcej? Mają się oni całkiem dobrze. A kobiety są dzisiaj takie głupie, że ustawa nie przewiduje aż takiej głupoty. Ja byłam jedną z takich głupich kobiet.
Drugą sprawą, która mierzi mnie u narcyzów jest kompletna ich niewdzięczność. Oni przypominają wory bez dna. Nieważne ile by człowiek serca, miłości i dobrych uczynków w nich nie ładował, to wszystko nie znaczy nic. I tak nic nie zostanie przez tych ludzi zauważone ani docenione. Kompletna więc niewdzięczność i pazerność tych ludzi są wręcz odrzucające.
Szkoda, że takie trutnie dostają najlepsze kobiety.

Reklama

42 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-10-05 14:06:11)

Odp: Starosc z Narcyzem

Olivia, dokladnie tak jest jak piszesz. Mialam taka matke, na dodatek z domieszka borderline.
Terror w zywej postaci, zero jakiejkolwiek zdolnosci do refleksji, nienasycony wor bez dna, ktoremu z racji urodzenia wszystko sie nalezy, a inni sa od tego, zeby zapewniac narcyzowi przyjemne zycie. Skupienie tylko na sobie.
To jest ciezkie zaburzenie osobowosci, czesto wynikajace z jakiejs traumy i tacy ludzie niekoniecznie sa szczesliwi. Moja matka nie byla, ale nie bylo najmniejszej mozliwosci jakiejkolwiek pomocy, bo w jej przekonaniu z nia bylo wszystko w porzadku, tylko inni byli zawsze winni.
Potem pociagali mnie faceci z narcystycznymi cechami. Tak to jest, ze mozna sobie powtarzac, ze sie czegos takiego nie chce powtarzac, ale podswiadomosc jest silniejsza, zakodowala sobie wzorek wyboru takiej osoby, ktora w jakis sposob przypomina te pierwsze wazne osoby z wlasnego zycia.
Dopiero jak sobie to wszystko uswiadomilam, zaczelam inaczej patrzec i wybierac. A mimo to nadal, widzac narcystyczna osobe, potrafie czuc sie w pierwszym momencie w jakis sposob przyciagnieta. Na szczescie widze narcyzm na pierwszy rzut oka, bo jestem w tym wytrenowana od urodzenia i jestem juz sporo ostrozniejsza, wiedzac, ze nawet tylko kolezenska znajomosc z kims takim jest zazwyczaj czyms bardzo jednostronnym.
Taki typowy narcyz to byl na przyklad eks minister finansow Grecji - Varoufakis. Okropny typ, ciagle dbajacy tylko o to, zeby byc w centrum zainteresowania, ktoremu wogole nie chodzilo o wypelnienie swojej politycznej roli. Tacy ludzie potrafia narobic duzo zla, gdy dostana do rak wladze sad

Ale istnieja naturalnie lagodniejsze formy, zwlaszcza gdy taki czlowiek jest swiadomy swojego charakteru. Wtedy nie jest juz pelnym narcyzem i moze byc ciekawa osobowoscia, zwlaszcza, ze sa to ludzie pelni energii.
Ja sie w kazdym badz razie do konca nie uwolnilam od wyboru narcyzow i moj maz, z ktorym wedlug wszelkiego prawdopodobienstwa spedze starosc, ma, a jakze, elementy narcystyczne wink. Ale z nim jestem szczesliwa, bo jest to wlasnie swiadomy czlowiek, zdajacy sobie sprawe z pewnych nie zawsze korzystnych cech swojego charakteru i moje uwagi od czasu do czasu, gdy zaczyna mi byc troche za duzo narcyza, sa brane powaznie i wykorzystywane do zmian w zachowaniu.
Moj narcyz kocha i chce byc kochany, wiec sobie takie uwagi zapamietuje tez i na przyszle razy. To jest ciekawa sprawa, bo on niektore rzeczy robi potem inaczej wlasnie tylko dlatego, ze cos zapamietal i nie chce powtorzyc jakichs rzeczy. Z czystego instynktu to nie wynika. Jest w nim czasem brak wlasnie tej empatii. Moglabym to porownac do dziecka wyrywajacego skrzydla muchy, zeby ja poobserwowac, nie odczuwajac przy tym zadnego wspolczucia.
Na szczescie u niego w zasadniczych sprawach jest wystarczajaco wyczucia, a zreszta z latami zaczyna miec mniej z narcyza. Nie wiem, czy to naturalny proces, chyba raczej nie, tylko wynik pracy nad soba samym, ktora u niego jest bardzo intensywna.
Ale juz zawsze potrafil mnie ujac bombastycznymi gestami. Nawet po latach kupuje czasem spontanicznie kwiaty, gdy jest w drodze i przynosi mi na przyklad wielki bukiet roz bez zadnej okazji. Prezenty nigdy nie sa skromne, to nie w stylu narcyza. To ma swoj urok wink A jednoczesnie jest za tymi gestami tez jego chec podkreslenia swojej nadzwyczajnosci, ale to mi nie przeszkadza.
Mysle jednak, ze z narcyza nigdy nie bedzie super emocjonalny i empatyczny czlowiek.
Ale nie kazdy/a partner takiego czlowieka tych cech potrzebuje. Zeby byc szczesliwym z narcystycznym typem, trzeba wiedziec, z czego mozna samemu zrezygnowac, a z czego nie, bo od tego zalezy, czy bedzie sie z nim szczesliwym czy nie.

43

Odp: Starosc z Narcyzem
oliwia9195 napisał/a:

Kalejdoskopko nie została postawiona dla jej dobra - dopisujesz ideologię do podlosci ludzkiej i lajdactwa. Ona została zostawiona dla innej kobiety która narcyzowi wydała się lepsza od kalejdoskopki. Że strony tego faceta był czysty egoizm i zwykła  niegodziwośc. Ona chciałaby jakoś się zemścić bo ciągle jest na tym bardzo niebezpiecznym etapie polegającym na tym że dalej tkwi jedną mogą w byłym związku. Jest po prostu przestraszona i wściekła. Gdy minie jej to wówczas dalszy los lowelasa będzie zwisal jej i powiewal.
Ty lidmiloo jesteś w gorszym położeniu niż kalejdoskopka


Dokladnie jest tak jak piszesz Olivio - on nie myslal tutaj o mnie, tylko o sobie - wydawalo mu sie ze znalazl lepsza opcje i myslal tylko o sobie. (Nie musze chyba dodawac, ze on bedac ze mna caly czas byl otwarty na znalezienie czegos lepszego!! To mi teraz ludzie mowia, i sama tez o tym wiedzialam i widzialam nawet na wlasne oczy, choc myslal, ze tego nie widac). Ta lepsza opcja jest w pewnym sensie podobna do mnie - ma opiekuncze cechy charakteru itp. - czyli idealna i "czysta" ofiara dla narcyza. Ale ta fascynacja z czasem by zmalala, dostrzegl by w niej jakies niedoskonalosci i znudzilby sie nia, i szukalby sobie za kilka lat kolejnej. Szczerze mowiac zadziwia mnie tupet z jakim on to wszystko rozegral - tak jakby byl pewien, ze z nia bedzie, jakby nie bylo opcji, ze ona moglaby go nie chciec. Uroil sobie to w glowie. Tak samo bylo z pewnym wyczynem, ktorego chcial dokonac ostatnio (nie moge napisac zbyt wielu szczegolow, bo ktos moglby rozpoznac o kogo chodzi). W kazdym razie postawil sobie pewien cel - wymagajacy sprawnosci fizycznej i oczywiscie nie dokonal tego. Nie mogl uwierzyc, ze mu sie nie udalo i juz sam fakt, ze postawil sobie taki cel byl dla wszystkich zdziwieniem, bo w jego wieku byloby to niestety niemozliwe.
Olivio, nadal mam trudne momenty tesknoty, z ktorymi sobie nie radze, poczytam sobie te ksiegi, o ktorych piszesz. Co do jego powrotu, wiem z pewnego zrodla, ze ostatnio za mna zatesknil, ale tego samego dnia, zatesknil tez za ta dziewczyna, dla ktorej mnie zostawil - a ktora go nie chciala. O czym to swiadczy?? Wydaje mi sie, ze moze zaluje ze zle sobie to ustawil i zostal teraz z niczym, bo narazie nie ma nikogo? Wiem, ze masz racje, ze lepiej by bylo gdyby sie nie odewal, ale z drugiej strony boli mnie to, ze nawet nie probowal mnie odzyskac. Znajac historie jego poprzednich zwiazkow, nie wydaje mi sie, zeby probowal mnie odzyskac, poniewaz nigdy nie probowal w przeszlosci wracac do zostawionych kobiet - zawsze znajdowal nowe. Raczej woli zaczac cos nowego niz wlozyc jakikolwiek wysilek w to, zeby cos naprawic. On ma swiadomosc tego, ze narobil syfu, wiec musialby przeprosic itd. Poza tym wracajac, musialby oddac troche z tej wladzy i pozycji, ktora zawsze mial w naszym "zwiazku", a ze milosc to dla narcyzow gra - to on z pewnoscia nie znizy sie i nie odda pola. Poza tym on ma baaardzo duza "dume i poczucie godnosci" - oczywiscie sa to wartosci pseudo i pokazywane na zewnatrz. I to nie pozwoliloby mu sie przed nikim ukorzyc, czy tez prosic. Mysle, ze on czekal jeszcze do niedawna, az moze ja sie odezwe...a on laskawie ewentualnie pozwolilby mi wrocic. Co jest kolejnym przejawem jego tupetu! Bo czy on moze oczekiwac, ze to ja moglabym go prosic o powrot??? To juz by zupelnie oznaczalo z mojej strony brak szacunku do siebie -  a on chyba jeszcze mniej by mnie potem szanowal. To juz wogole bylabym dla niego jakims podnozkiem. Powiedz mi, czy dobrze mysle? Bo wiesz, ze w mojej sytuacji nie mysli sie jasno i jest problem z poprawna identyfikacja rzeczywistosci. Nie wiem jak ten twoj Oliwio - wyglada na to, ze prosil cie o powrot wiele razy? Jak to wygladalo?

Ludmillo,
Masz racje, ze sa gorsze typy facetow, co do tego nie ma dwoch zdan, ale jednak nie do konca narcyz jest taki niewinny i skutki bycia z nim moga byc tak samo traumatyczne, jak w przypadku damskiego boksera czy innego psychopaty. Fakt, ze narcyz zazwyczaj jest osoba kulturalna i potrafi sie zachowac w wielu sytuacjach, jest inteligentny i oczytany sprawia tylko, ze trudno jest mu cokolwiek udowodnic. On dziala jak trucizna, ktora zabija cie od srodka, a na zewnatrz nic nie widac. Spustoszenie psychiczne jest ogromne. Ja przez niego trafilam kiedys do szpitala psychiatrycznego i do dzisiaj zazywam antydepresanty. Czy tak powinno to wygladac? I czemu to ja zawsze mam sie dostosowywac do niego, a on nigdy do niczego sie nie nagnie, jesli mu to nie po drodze? On tez mnie nie zostawil w chorobie - ale bylo to zwykle przeziebienie, pomagal mi w takim sensie, ze kupowal mi rzeczy, ktore byly potrzebne w mieszkaniu, pozyczal pieniedzy. Mowilam mu tylko o malych problemach, w ktorych moglby sie jakos wykazac, a o duzych mu nie mowilam, zeby go nie odstraszyc. Na przyklad nie powiedzialam mu o tym szpitalu, bo wiem ze raczej nie chcialby byc z kims kto ma psychiczne problemy, a poza tym nie chcialam go obwiniac, ze to przez niego. Wiem, ze wtedy ucieklby jeszcze szybciej.

44 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-10-05 15:49:00)

Odp: Starosc z Narcyzem
Kalejdoskopka napisał/a:

.... Co do jego powrotu, wiem z pewnego zrodla, ze ostatnio za mna zatesknil

Wydaje mi sie, ze moze zaluje ze zle sobie to ustawil i zostal teraz z niczym, bo narazie nie ma nikogo?

On ma swiadomosc tego, ze narobil syfu, wiec musialby przeprosic itd. Poza tym wracajac, musialby oddac troche z tej wladzy i pozycji, ktora zawsze mial w naszym "zwiazku", a ze milosc to dla narcyzow gra - to on z pewnoscia nie znizy sie i nie odda pola. Poza tym on ma baaardzo duza "dume i poczucie godnosci" - oczywiscie sa to wartosci pseudo i pokazywane na zewnatrz. I to nie pozwoliloby mu sie przed nikim ukorzyc, czy tez prosic.

Mysle, ze on czekal jeszcze do niedawna, az moze ja sie odezwe...


Kalejdoskopko, pozwol, ze dorzuce swoje trzy grosze z moich doswiadczen z narcystami:
To wszystko powyzej to sa TWOJE jeszcze nadzieje, ze moze jednak cos Ci jeszcze skapnie.
Strasznie trudno jest pogodzic sie z tym, ze tam nic nie ma i pewnie nigdy wiele nie bylo, ze czlowiek ciagle odbijal sie od muru.
Zylas okruszkami z panskiego stolu i nadal jeszcze tesknisz za okruszkami, bo innego pozywienia nie znasz.

Najlepiej jednak zaczac rozgladac sie za pelniejszym slolem.

On nie zaluje, nie teskni i nie ma swiadomosci, ze narobil syfu. Przynajmniej jesli jest porzadnym narcyzem - bo wtedy nie lezy to po prostu w jego zasiegu.

Nawet jesli mu TEORETYCZNIE swita, ze TEORETYCZNIE sprawa wynika z jego dzialan, to pozostaje to tylko teoria. On nie ma do tego zadnego dostepu w sferze emocjonalnej. W tym zakresie tacy ludzie sa po prostu kalekami.
Sprawa z narcystami i ich z ich powodu cierpiacymi partnerami to troche podobnie jak z pijakami i wspoluzaleznionymi.

45 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-10-05 16:42:52)

Odp: Starosc z Narcyzem
Kalejdoskopka napisał/a:

Ludmillo, Spustoszenie psychiczne jest ogromne. Ja przez niego trafilam kiedys do szpitala psychiatrycznego i do dzisiaj zazywam antydepresanty. Czy tak powinno to wygladac?

No, to nie jesteś  sama, ja już pisałam, ze tez kiedyś byłam w szpitalu z jego powodu. Tak się wtedy zdenerwowałam, i wyszłam bez czapki szalika itd. I też miałam mu nie mówić. Ale teraz to się ciesze, ze wie. Dlaczego tka jest? No już Ci tłumacze. Jak wspomniałaś narcyz jest inteligenty oczytany umie się zachować z klasą w wielu sytuacjach.
Dlatego tez szuka sobie podobnej kobiety, inteligentnej, mądrej, spokojnej, takiej z której będzie dumny. Bo jest cale mnóstwo takich babo-chłopów, które dra mordy, zachowują się jak prostaczki i mają w d... że facet ich nie kocha, nie okazuje czułości bo same nie umieją okazać. No a tacy faceci są niezwykle przebiegli i raz dwa odróżnią wrażliwej kobiety od babo-chłopów.  Co więcej wbrew pozorom narcyz również jest wrażliwy, zaraz się obraża unosi honorem.
Ale co do tego szpitala, w pewnym dużym stopniu to jego wina, ale to twoja delikatność, wrażliwość, emocje sprawiły. Moja psycholog zna mojego faceta tak z moje opowieści i raz rozmawiała z nim. Ona w sumie mnie do niego nie zniechęca, nie zachęca. Uważa, że większość problemów to problemy z dzieciństwa i wczesnej młodości. To wtedy kształtował się charakter, zachowania, emocje. Zauważ też ze wrażliwe kobiety tak mają, obojętnie z narcyzem czy bez. Przejmujemy się jesteśmy płaczliwe, skłonne do załamań nerwowych.
A może napiszesz nam coś o swojej przeszłości/dzieciństwie lub odpowiedz twierdząco tak/nie czy twoje obecne problemy maja jakiś związek z przeszłością?
Jeżeli tak polecam książkę: DDD Dorosłe Dziewczynki z rodzin Dysfunkcyjnych - Eugenia Herzyk

46

Odp: Starosc z Narcyzem

To są naprawdę bardzo porabani ludzie. Nie potrafią cieszyć się życiem ani tym, co mają. Zawsze wszystko spieprza w pogoni za czymś innym. Większość z tych narcyzow to haremowi- już wcześniej o tym pisalam. Najczęściej mają jedną stałą i na boku kilka innych- pełno jest tych kobieciarzy naokolo i najdziwniejsze jest, że wlasnie takie meny mają największe branie u kobiet.  Weźmy np Anastazję która związała się z kur....em- jak ona skończy z takim facetem? Wiadomo jak. Tak jak każda inna kobieta, która poleciała na kur....rza.
Narcyz za nic ma to, że dana kobieta go kocha i szanuje- on takim dobrem pomiata, bo jest przyzwyczajony do tego że kobiety za nim latają. On nie zna czegoś takiego, że oto ktoś może go odrzucić. On kobiet ma w nadmiarze i do wyboru, i do koloru. I zawsze tak miał, więc niby dlaczego dobra passa miałaby się nagle skończyć?
Narcyz preferuje zasadę carpie diem i nie zastanawia się nad złożonością życia.
Ten mój nigdy nie ponizylby się do tego, by prosić mnie o szansę albo, nie daj boże, za coś przeprosić. Zazwyczaj wyglądało to tak, że najpierw robił mi jakieś swinstwo, ja z nim zrywałam, potem następowały ciche dni, ciche tygodnie a bywało, że i miesiące, aż w końcu on dzwonił do mnie jako niby stary znajomy na zasadzie " co tam słychać". To był taki telefon sondujacy jego aktualne akcje. Później był drugi telefon i trzeci i gdy ją, jak pierwsza naiwna, w końcu mowilam " to co .....możemy spotkać się na chwilę jeśli masz ochotę" oczywiście spotykalismy się i zawsze było tak, jakbysmy nie mieli żadnej przerwy, jak byśmy widzieli się zaledwie wczoraj. Były sieć smichy chichy, zero rozmów wyjaśniających żadnych przeprosin- no stare dobre małżeństwo rozumiejące się bez slow. On znowu był górą a ja byłam szczęśliwa że i tym razem nikt ani nic nie zdołało zniszczyć naszej wielkiej miłości. Aż do następnego raxu. Taki wytworzył się mniej więcej schemat tego wspaniałego związku. Zylam od zerwania do wielkiego powrotu- tak w kółko.
Pewnie że narcyz narcyzowi nierówny, bo tak jak i wśród tzw normalnych są ludzie i ludziska. Jeden narcyz jest złośliwy, inny wesolkowaty, jeszcze inny pamietliwy, inny leniwy albo pracowity, lubiący dania maczne lub miesne- no naprawdę wszelka różnorodność. Mają jednak ci ludzie pewną listę wspólnych dla nich cech. Na czele tej listy jest wynaturzony i obrzydliwy egoizm.
Borderline jest chyba gorsze od narcyzmu, ale z drugiej strony, obie te urocze przypadłości najczęściej idą w parze. Tyle tylko że borderline najczęściej odnosi się do kobiet, a  narcyzm do facetów.
Należy wiać od takich ludzi a nie podkladac się im, jako przekąska.
Kalejdoskopko, pod żadnym pozorem nie odzywaj się do tego faceta. Napompowalabys tylko i tak już rozbujale do granic abdurdu ego tego człowieka, a sama siebie postawilabys w roli słodkiej idiotki ( sorry, ją tak o tobid nie myślę ale on na pewno tak by pomyślał), on z wielką łacha spotkalby się z Tobą i zanim byś się zorientowała znowu robilabys za pannę pt. Koło zapasowe. Takim ludziom jeśli dasz palec, to oni wezmą ci całą rękę bez żadnego skrępowania jeszcze siada ci na głowę by ci na  nią nasrac. Nawet palcem o palec nie kiwnij w kierunku tego pana, bo na własne życzenie zmarnujesz sobie kolejny kawałek życia nie mówiąc o zdrowiu i o nerwach.
Siedz cicho i módl się żeby lowelas szybko znalazł inną a od Ciebie żeby raz na zawsze się odwalil.
Później jeszcze coś napisze.

47 Ostatnio edytowany przez Kalejdoskopka (2015-10-05 16:53:31)

Odp: Starosc z Narcyzem
Kalejdoskopka napisał/a:

Kalejdoskopko, pozwol, ze dorzuce swoje trzy grosze z moich doswiadczen z narcystami:
To wszystko powyzej to sa TWOJE jeszcze nadzieje, ze moze jednak cos Ci jeszcze skapnie.
Strasznie trudno jest pogodzic sie z tym, ze tam nic nie ma i pewnie nigdy wiele nie bylo, ze czlowiek ciagle odbijal sie od muru.
Zylas okruszkami z panskiego stolu i nadal jeszcze tesknisz za okruszkami, bo innego pozywienia nie znasz.

Najlepiej jednak zaczac rozgladac sie za pelniejszym slolem.

On nie zaluje, nie teskni i nie ma swiadomosci, ze narobil syfu. Przynajmniej jesli jest porzadnym narcyzem - bo wtedy nie lezy to po prostu w jego zasiegu.

Nawet jesli mu TEORETYCZNIE swita, ze TEORETYCZNIE sprawa wynika z jego dzialan, to pozostaje to tylko teoria. On nie ma do tego zadnego dostepu w sferze emocjonalnej. W tym zakresie tacy ludzie sa po prostu kalekami.
Sprawa z narcystami i ich z ich powodu cierpiacymi partnerami to troche podobnie jak z pijakami i wspoluzaleznionymi.


Tak, wiem ze masz racje, ciagle mam nadzieje, moje uczucia wcale nie wygasly...Ale jest to tak wszechogarniajace, ze nie za bardzo wiem co mam z tym zrobic. Rozgladam sie za kims innym, ale nie widze nikogo, kto moglby go zastapic. Po tak silnych emocjach, nikt nie jest w stanie temu dorownac. Ja wiem, ze te silne emocje to nie jest prawdziwa milosc etc. Nie zmienia to faktu, ze jesli raz sie juz ich poznalo, to nigdy nie da sie zapomniec ich smaku...tak jak z narkotykiem...nic nie jest w stanie przebic takich doznan. Poza tym moje uczucia byly szczere, ja szczerze coraz bardziej sie przywiazywalam, stawalam sie bliska, mysle, ze niewiele odbiegalo to od normalnych zachowan w normalnych zwiazkach. Dawal mi do zrozumienia, ze bedziemy razem, wiec szczerze ufalam.
Z normalnymi facetami jest mi tak zle i nudno, ze az mi z tego niedobrze i czuje sie jak w jakiejs pulapce. Mialam tez wrazenie takiej bliskosci z narcyzem, ze nadal go czuje jakby byl moja czescia, mam wrazenie ze za chwile przyjdzie, albo ze dopiero co przed chwila wyszedl. Nie wiem w jakim stopniu jego zaburzenie jest mocne - ponoc oprocz narcyzmu ma tez borderline, tak jak twoja mama. W kazdym razie wydaje mi sie, ze ma cos na ksztalt wyrzutow sumienia...wiem ze ma takie dluzsze okresy depresji i wcale nie jest mu z nim samym dobrze. On wie, ze ja go rozumialam, mysle ze bylam najblizsza zrozumienia go sposrod wszystkich jego kobiet - tu akurat musisz mi uwierzyc na slowo, ale sprawdzilam to. Nie wiem co mam ze soba zrobic, naprawde. To jest nie

48

Odp: Starosc z Narcyzem
oliwia9195 napisał/a:

Weźmy np Anastazję która związała się z kur....em- jak ona skończy z takim facetem? Wiadomo jak.

O jakiej Anastazji mowa? Bo nie wiem...

oliwia9195 napisał/a:

Ten mój nigdy nie ponizylby się do tego, by prosić mnie o szansę albo, nie daj boże, za coś przeprosić. Zazwyczaj wyglądało to tak, że najpierw robił mi jakieś swinstwo, ja z nim zrywałam, potem następowały ciche dni, ciche tygodnie a bywało, że i miesiące, aż w końcu on dzwonił do mnie jako niby stary znajomy na zasadzie " co tam słychać". To był taki telefon sondujacy jego aktualne akcje. Później był drugi telefon i trzeci i gdy ją, jak pierwsza naiwna, w końcu mowilam " to co .....możemy spotkać się na chwilę jeśli masz ochotę" oczywiście spotykalismy się i zawsze było tak, jakbysmy nie mieli żadnej przerwy, jak byśmy widzieli się zaledwie wczoraj. Były sieć smichy chichy, zero rozmów wyjaśniających żadnych przeprosin- no stare dobre małżeństwo rozumiejące się bez slow. On znowu był górą a ja byłam szczęśliwa że i tym razem nikt ani nic nie zdołało zniszczyć naszej wielkiej miłości. Aż do następnego raxu. Taki wytworzył się mniej więcej schemat tego wspaniałego związku. Zylam od zerwania do wielkiego powrotu- tak w kółko.

No sorry, ale czyja to wina?
Moim zdaniem trochę, a nawet bardzo twoja. Jak dzwonił i pytał co słychać? To trzeba mu było powiedzieć: ty wiesz ,,CO''!!!
Ja tam jak nie moja wina ręki pierwsza nie wyciągnę. Chociaż ja jak jestem zła na tego mojego ale tak zła, że nie wiem jak mu powiedzieć, o co mi chodzi i nie mam w sobie tyle siły. To piszę sms w czym mam problem i to szczerze, że gniewam się bo...no i on wtedy już wie i wie za co ma przeprosić.

49

Odp: Starosc z Narcyzem
Ludmiłaa napisał/a:

No sorry, ale czyja to wina?
Moim zdaniem trochę, a nawet bardzo twoja. Jak dzwonił i pytał co słychać? To trzeba mu było powiedzieć: ty wiesz ,,CO''!!!
Ja tam jak nie moja wina ręki pierwsza nie wyciągnę. Chociaż ja jak jestem zła na tego mojego ale tak zła, że nie wiem jak mu powiedzieć, o co mi chodzi i nie mam w sobie tyle siły. To piszę sms w czym mam problem i to szczerze, że gniewam się bo...no i on wtedy już wie i wie za co ma przeprosić.

Ludmillo, to jest caly mechanizm i ja tez robilam tak jak Olivia, ze udawalam ze wszystko ok. Inaczej wogole by nie doszlo do spotkania, gdybym zaczela mowic ze nie jest ok. Ale potem gdy juz bylismy blizej i bylo miedzy nami dobrze, nauczylam sie mu mowic jesli mnie cos gryzlo. Zazwyczaj pisalam, albo mowilam mu krotko i zwiezle, ze nie podobalo mi sie jakies jego zachowanie, bez awantur i pretensji, bez obwiniania - rzeczowo i konkretnie, w dwoch zdaniach. I powiem ci, ze to naprawde dzialalo - poprawial natychmiast swoje zachowanie, i od razu tak jakby bardziej mnie za to szanowal. Staral sie potem duzo bardziej. Ale z czasem coraz mniej to dzialalo - chociaz nie robilam tego wcale czesto !! Czesto tez zbywal mnie odpowiedziami w stylu, ze przesadzam, az wkoncu juz pod koniec wkurzyl sie i napisal, zebym przestala go meczyc. Widac z tego, ze pod koniec mial mnie juz po prostu gdzies, bo przygotowywal sie do odejscia. Tak wiec, tak jak mowi moja terapeutka, na kogos takiego nie ma sposobu.

50

Odp: Starosc z Narcyzem

Ludmiło, zgadzam się z toba- nie potrafiłam być asertywna (przez całe zycie nie miałam z tym problemów i dalej nie mam, jednak w stosunku do tego faceta, ja zmieniałam się o 180 stopni, byłam taką doopa wołową, że do dzisiaj aż mysleć o tym nie potrafię spokojnie)i sama nauczyłam go, że ze mną on może sobie pogrywać.
Nigdy więcej nie powtórzę już takiego błędu.
Jednak ja wiedziałam, że jesli pokażę mu się, jako mądra kobieta, to on po prostu ze mną zerwie. Bałam sie tego, bałam się kolejnego jego zniknięcia bez słowa, że już nigdy go nie zobaczę i matko święta chyba bym umarła z tej wielkiej tęsknoty. Napisałam wcześniej kilka razy, że doskonale wiem, jaka byłam w układzie z tym człowiekiem, że zdrowa na głowę na pewno wtedy nie byłam.
jako zdrowa na głowę i szanująca się kobieta nie miałam żadnych szans na  to, by to cudo spotykało się ze mną. Chcąc go widywać musiałam za to placić- płaciłam umniejszaniem własnej wartości, robiłam z siebie głupiutką dziewuszkę, chociaż wcale taka nie jestem.
Gdybym miała do czynienia z normalnym mężczyzną, to przecież taki numer na pewno by nie przeszedł.  Normalny facet od razu zorientowałby się, że jest coś nie halo w mojej z nim komunikacji, bo przecież widziałby że ma przed sobą świetnie radzącą sobie w życiu kobietę, osiągającą sukcesy, zaradną i operatywną i ciemię nie bitą. Nie  mógłby pojąć, jak to w takim razie jest, że mądra i zyciowa osóbka, jaką jestem nagle przy nim staje się niekumatą i głupawą dziewuszką, która nie potrafi policzyć ile jest dwa razy dwa, której można wcisnąć ściemę i robić rxeczy, które z innymi babami na pewno by nie przeszły.
Narcyz bardzo często pada ofiarą swojej pychy i naprawdę bardzo łatwo jest nim manipulować. Jeśli tylko dobrze mu się kadzi, to on, mimo że jest taki cwany, nie wyczuje klakierstwa. Tyle tylko, ze w przypadku osobistych układów z narcyzem nie warto być jego klakierem, bo w efekcie końcowym klakier traci  najwięcej.
Strach jest złym doradcą- ja bałam się być za mądrą, bo intuicyjnie wyczuwałam, że akurat z tym facetem muszę zrezygnować z bycia sobą. Inaczej on nie byłby mną zainteresowany. Wykopałam więc dołek sama pod sobą- dziś wzięłam odpowiedzialność za swoją głupotę i niczego się nie wypieram.

51 Ostatnio edytowany przez cb (2015-10-05 18:29:44)

Odp: Starosc z Narcyzem
oliwia9195 napisał/a:

Chcąc go widywać musiałam za to placić- płaciłam umniejszaniem własnej wartości, robiłam z siebie głupiutką dziewuszkę, chociaż wcale taka nie jestem.
(...) bo przecież widziałby że ma przed sobą świetnie radzącą sobie w życiu kobietę, osiągającą sukcesy, zaradną i operatywną i ciemię nie bitą. Nie  mógłby pojąć, jak to w takim razie jest, że mądra i zyciowa osóbka, jaką jestem nagle przy nim staje się niekumatą i głupawą dziewuszką, która nie potrafi policzyć ile jest dwa razy dwa, której można wcisnąć ściemę i robić rxeczy, które z innymi babami na pewno by nie przeszły.

Strach jest złym doradcą- ja bałam się być za mądrą, bo intuicyjnie wyczuwałam, że akurat z tym facetem muszę zrezygnować z bycia sobą. Inaczej on nie byłby mną zainteresowany. Wykopałam więc dołek sama pod sobą- dziś wzięłam odpowiedzialność za swoją głupotę i niczego się nie wypieram.

Poczytuję ten wątek i pierwsze co mi się nasunęło, to że skrajny narcyzm ma w sobie dużo z psychopatii.

Druga rzecz: mogłabym się podpisać pod tymi słowami Oliwio, które zacytowałam. Różnica jest jedynie taka, że teraz wydaje mi się, że jest spora grupa mężczyzn, którzy deklarują bardzo konserwatywne poglądy, próbują podporządkować sobie kobietę, wydają się przerażeni, gdy wykazuje się większą inteligencją (wiadomo, raz jedna osoba jest sprytniejsza a raz druga, jeśli są mniej więcej na tym samym poziomie), próbują odwieść od wszelkich pomysłów, które mogłyby się narodzić jedynie w głowie niezależnej i wiedzącej czego chce kobiety. Kobieta dostosowuje się do takiego mężczyzny i deklarowanych oraz w zasadzie jasno komunikowanych również czynami poglądów na ideał kobiecości (w gruncie rzeczy te poglądy wyznaje ona sama podświadomie również ze względu np. na wychowanie; inaczej nigdy by się nie przyciągnęli), a on później przestaje ją szanować stopniowo i w końcu odchodzi... być może do takiej, która nie da się zastraszyć wizją jego odejścia i pozostaje sobie wierna, będąc przeciwieństwem opisanego wyżej potulnego ideału. Grunt to być świadomą tego, że na dłużą metę taki układ, w którym partnerzy nie są sobie równi i w którym jedno z nich rezygnuje ze swojej niezależności nie ma sensu i się rozsypuje, więc nie ma się co bać jego odejścia smile, bo czego tu żałować. Raczej cieszyć się.
Inna sprawa, że opisywani mężczyźni raczej znajdują sobie jeszcze niedojrzałe kobiety, które łatwo "idą za głosem serca", są łagodne i emocjonalne i tym podobne bzdury, więc na początku następuje zaangażowanie, które jest pogłębiane. A kobieta jak już się zorientuje, na czym to wszystko polega, to musi też niestety odkręcić swoje emocje.
A tak na marginesie, nadmierna emocjonalność, wszelkie histerie biorą się w dużej mierze z tłumienia swoich potrzeb.

52 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-10-05 18:36:52)

Odp: Starosc z Narcyzem

No tak, tez to znam, ze przy prawdziwym narcyzie nie wolno sie pokazywac za madra, bo w zadnym przypadku nie mozna byc wyzej, a nawet na rowni z nim. Tez bylam latami malutka.
I tak, oczywiscie, ze latwo takim manipulowac.
Z moim obecnym juz tak nie musze, no ale ten to juz zaden prawdziwy narcyz wink

Kalejdoskopko, to co piszesz o tych silnych przezyciach pasuje rzeczywiscie bardziej do borderline, tam sa otchlanie, ktorych sie z innymi nie przezyje. Nic nie jest filtrowane i nie ma zadnych tabu. I wszystko jest autentyczne, w tym momencie. Nie ma gry. Tyle, ze w nastepnym momencie jest juz zupelnie inaczej.
To bylo moje dziecinstwo z moja matka. Jesli sie uda z tego wyjsc calym i samemu nie do konca skrzywionym psychicznie, to mozna to pozniej wykorzystac jako wlasna sile.
Pomysl, ze to przeciez byly Twoje przezycia, czyli to wszystko jest w Tobie i nie jestes zalezna od nikogo, zeby nurkowac we wlasnej glebi, tyle ze bez chorych odchylek. Ten czlowiek tylko Ci to uswiadomil.
A tak wogole to popatrz na te swoje sklonnosci do takiego przezywania i dlaczego sobie takiego czlowieka znalazlas. To zaden przypadek.

53

Odp: Starosc z Narcyzem

cb, dokładnie tak jest, jak napisałaś. Ja dzisiaj przy swoim stanie świadomości nie bałabym się tego, że jakiś facet odejdzie ode mnie, bo uzna, że ja jestem, jak na jego gust, za mądra. Mądry i dojrzały mężczyzna będzie raczej cieszył się z tego, że trafiła mu się mądra kobieta, bo lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć. Ktoś,  kto ma posprzątane w głowie będzie cenił sobie mądrego partnera, bo w życiu bywa różnie i wiadomo, że lepiej jest mieć mądrego człowieka przy sobie niż kretyna. Jakiż więc facet bedzie bał się mądrej kobiety? No wiadomo jaki. A skoro osioł poszedłby sobie np. z tego właśnie powodu, to chyba nie byłby to powód do smutku. Pozbyć się głupiego faceta, to wielki zysk,  a nie strata.
No cóż- czasem trzeba przeżyć pół wieku, żeby zrozumieć pewne rzeczy i wbić sobie do głowy takie oczywistości.
Ludmiło, Anastazja jest na tym forum- to kochanka, która została zaproszona do małżeństwa przez pewnego żonatego, który to przez cały staż małżeński nie odpuścił żadnej babie, na którą miał ochotę. Anastazja związała się z takim gościem, a ja wspomniałam o niej, ponieważ z góry zakładałam, że będziesz wiedziała o kogo chodzi i podałam ci jej przypadek jako przykład.

54 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-10-05 21:23:48)

Odp: Starosc z Narcyzem
Kalejdoskopka napisał/a:

Rozgladam sie za kims innym, ale nie widze nikogo, kto moglby go zastapic. Po tak silnych emocjach, nikt nie jest w stanie temu dorownac. Ja wiem, ze te silne emocje to nie jest prawdziwa milosc etc. Nie zmienia to faktu, ze jesli raz sie juz ich poznalo, to nigdy nie da sie zapomniec ich smaku...tak jak z narkotykiem...nic nie jest w stanie przebic takich doznan. Poza tym moje uczucia byly szczere, ja szczerze coraz bardziej sie przywiazywalam, stawalam sie bliska, mysle, ze niewiele odbiegalo to od normalnych zachowan w normalnych zwiazkach. Dawal mi do zrozumienia, ze bedziemy razem, wiec szczerze ufalam.

Ja to rozumiem. Ja w sumie nie mam osobiście jakiś traumatycznych przeżyć z małżeństwa. Mogę ostatecznie powiedzieć, ze to nie było to. Oszukiwałam się, że uwierzyłam innym, że to najlepsza bezpieczna opcja mąż dzieci, praca, ot standardowe życie. Czasem sobie zerknę jak żyją typowe polskie rodziny, te problemy w stylu brak kasy, pracy, z kim dzieci zostawić, co gotujecie. Powiem Wam, ze jak czytam takie rzeczy, to się dziwę jak to się ludziom nie znudzi taka codzienność, te banalne codzienne problemy.
Dla mnie to nie do wytrzymania. Zamęczyłabym się w tym.
Ja właśnie potrzebuje takiej nietypowości, silnych emocji.  Ja bym już nie była w stanie i nie chciala nigdy tego zmienić na standardowe układy.
Wiecie co tez zauważyłam, że społeczeństwo nie pozwala nam być szczęśliwym. No bo jak kto? Skoro ktoś nie chce tak zwanej ,,normalnej'' relacji ciepłego czułego faceta, założenia rodziny, i to zaraz coś z nim nie halo. No bo czego szuka?
Ja Wam powiem, przez takie myślenie kiedyś byłam nieszczęśliwa.
Dlatego też uważam, ze kobiety które lgną do takich narcystycznych typów. Nie powinny się za wszelką cenę starać uszczęśliwić przy boku jakieś romantycznego statecznego ojca rodziny. Bo to będzie jak zamienił stryjek siekierkę na kijek. Też nie będą szczęśliwe, a wręcz bardzo nieszczęśliwe bo ciągle będzie im brakować tych emocji, takiej niecodzienności, takiego faceta dla który by ich rozumiał.

Kalejdoskopko mam dla Ciebie taką rade, a propos poszukiwań nowego faceta. Stwórz portret ,,idealnego mężczyzny'' Jaki on jest? Ile jest mniej więcej starszy od Ciebie? Jaki zawód wykonuje? Jakie ma cechy? Możesz wybrać te cechy które najbardziej Cię pociągały u narcyza i dołożyć takie które by dobrze wróżyły na przyszłość. Zastanów się gdzie mogłabyś poznać takiego faceta wink Już powinno być lepiej bo jesteś bogatsza w doświadczenie wiesz jakich błędów nie popełniać.

55 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-10-05 22:42:43)

Odp: Starosc z Narcyzem

Ludmilaa, to jest bardzo ciekawy punkt widzenia. I mysle, ze jest w tym duzo racji.
Gdy spojrze na siebie i swoje zycie pod tym katem, to rzeczywiscie moze to i do mnie pasowac. Jestem po kilku roznych zwiazkach, gdzie wydawalo mi sie, ze szukam wlasnie takiego standartu, jaki propaguje spoleczenstwo. Ale nigdy mi sie to nie udalo. Albo ja z tego uciekalam, albo partner.
A z moim obecnym "uczlowieczonym" narcyzem tez nie prowadzimy typowego standartowego zycia, tylko dosc nietypowe. Przede wszystkim kazdy ma bardzo duzy krag wlasnej swobody i spora czesc wlasnego zycia niezaleznego od partnera. Stateczny ojciec rodziny chyba rzeczywiscie by mnie zadusil. wink
Niektorzy ze znajomych czy rodziny robia czasem uwagi, ze to dziwny zwiazek, ale byc moze dzieki temu wlasnie jest to moj najdluzszy zwiazek, 15 lat i jak do tej pory stabilny i bardzo dobrze sie rozumiemy.

56 Ostatnio edytowany przez milka_a (2015-10-06 10:31:20)

Odp: Starosc z Narcyzem

Moje drogie, czytałam wczoraj Waszą rozmowę, sytuacje które opisywałyście są tak czytelne i typowe dla uzależniających związków z narcyzem/socjopatą. To są niestety schematy toksycznych relacji, a one są często silniejsze niż zdrowa ocena sytuacji. W takich układach zawsze kalka jest ta sama, ktoś jest ofiarą, a ktoś sprawcą - i to nigdy (NIGDY) się nie zmieni. Jednak pociesza i daje nadzieję fakt, że jeśli się naprawdę chce - każdy schemat można przerwać. To jak rzucanie palenia. Trzeba odkryć w sobie rebelianta. Albo dziecko, jak w bajce pt "Nowe szaty cesarza". Pamiętacie?

"Przed wieloma laty żył cesarz, który niezwykle cenił sobie piękne stroje i stawiał je ponad ludzi. Wszystkie pieniądze wydawał właśnie na szaty, a później chętnie prezentował się w nich ubogim poddanym. Z tego względu nie spędzał czasu ani w urzędach, ani na łowach, ani w teatrze, lecz przede wszystkim w garderobie. Któregoś dnia zdobył "ubranie", które miało mieć magiczną właściwość – nie mógł ich zobaczyć ten, kto był zupełnie głupi i nic nie wart. Urzędnicy, będący pod wielkim wrażeniem stroju, którego tak naprawdę nie było, doradzali władcy, aby ubrał go na nadchodzącą wielką procesję. Pomysł ten przypadł mu do gustu bo był wyjątkowo próżny i łakomy na umizgi. Władca przybrał nowy strój i udał się na paradę. Szli za nim ludzie niosący tren, wykonywali takie ruchy, jakby naprawdę to robili. Wszyscy mieszkańcy powtarzali, jak piękne są nowe szaty cesarza. W końcu jakieś dziecko krzyknęło: „Patrzcie, przecież on jest nagi!”. Ludzie zaczęli to dostrzegać i powtarzać, lecz wtedy władca wyprężył się jeszcze mocniej i zaczął kroczyć jeszcze pewniej. Idący za nim, najwierniejsi dworzanie, nadal „zmagali się” z nieistniejącym trenem, uginając się pod ciężarem peleryny, która przecież nigdy nie istniała"

57

Odp: Starosc z Narcyzem
Excop napisał/a:

Pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze, Drogie Panie.
Zanim poznałem mroczne strony ludzkiej natury, narcyzm kojarzył mi się jedynie z bezkrytycznym samouwielbieniem połączonym z żądaniem od otoczenia, by utwierdzało narcyza w słuszności jego spojrzenia na swoją osobę.
Po czasie, gdy przeprowadzałem rozmowy z psychologami określającymi profil psychologiczny podejrzanych o przestępstwa, m. in. przeciwko rodzinie zdałem sobie sprawę, że to poważne zaburzenie osobowości, które może objawiać się w wielu aspektach życia w związku i w różnych formach.
Przestraszyłem sie, że i ja obserwowałem u siebie podobne zachowania.
Psycholog uspokoił mnie, że jestem nieco introwertyczny, bo i naiwny. Bo choć wiele o sobie nie mówię i trudno mnie otworzyć, wierzę w ludzi, choć czesto chcą mnie zrobić w konia. A ja i tak tę wiarę w sobie mam. Jednak te porażki swoje zrobiły i introweryzm, choć często jest on wyniesiony z domu, może zostać nabyty, równie nieświadomie.
Współczuję, Drogie Panie. Tobie także, Ludmiłło. Może więc, jeśli miałaś złe doświadczenia z pierwszego małżeństwa, lepiej zostawić sprawę Twojego związku w formie, jaką obecnie sobą przedstawia? Chcesz być szczęśliwa. Ale Twój partner również. Funkcjonujecie tak kilka lat, jest Wam ze sobą dobrze. Czasami miewasz przemyślenia Anny Kareniny, która za wszelką cenę chciała zatrzymać przy sobie Wrońskiego. A Wy oboje, przecież jesteście do siebie podobni.
Po co więc to psuć?

Excop,

Dobrego zwiazku nawet malzenstwo nie zepsuje.

58 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-10-06 18:23:38)

Odp: Starosc z Narcyzem
Kalejdoskopka napisał/a:

Excop,

Dobrego zwiazku nawet malzenstwo nie zepsuje.

To prawda, Kalejdoskopko, ale biorąc pod uwagę ogląd własnej osoby prezentowany przez Ludmiłłę oraz podany przez nią opis cech charakterologicznych partnera uważam, że forsowanie zaślubin nie jest najlepszym pomysłem.
Jak dotąd, Ludmiłła chwaliła sobie zycie w takiej postaci związku.
Oboje chadzają własnymi drogami. Dlatego napisałem, że są do siebie podobni.
Zadowoleni, że partner nie wtyka za bardzo nosa w sprawy drugiej strony.
Czy są szczęśliwi? Nie wiem. Sądzę natomiast, że sformalizowanie ich relacji zburzy obecną, stabilną równowagę wzajemnych wymagań i oczekiwań.

facet po przejściach

59

Odp: Starosc z Narcyzem

A ja uważam, że Ludmiłaa ma patową sytuację- oczywiście bazuję tylko na tym, co przeczytałam, więc mogę się mylić.
Zacznę od tego, że to, czego chce Ludmiłaa w jej związku z tym facetem akurat nie jest najważniejsze- ona raczej dostosowuje się do tego człowieka i widać to przecież wyraźnie. Liczy się głównie to, czego chce albo czego nie chce ten facet. Jej potrzeby są wtórne.
Kobieta, która jest aż tak uzależniona psychicznie i emocjonalnie od swojego faceta jak Ludmiłaa i taka, która w swoim związku tak naprawdę ma gofno do powiedzenia często wmawia w siebie różne rzeczy, które tak naprawdę wcale nie są jej, nie wypływają z jej serca i pragnień, lecz są tak naprawdę jej faceta. Minęły już dwa lata od zaręczyn, a przecież ona nawet nie wie czy dojdzie do ślubu i kiedy ewentualnie. Z tego, co napisała Ludmiłaa  wynika wyraźnie, że gdyby rzecz zależała od niej, to do tego ślubu już dawno by doszło. Tymczasem ona nawet boi się normalnie rozmawiać z tym facetem na ten temat, bo jak się domyślam, ona boi się, by nie spłoszyć  pana i władcy, by on nie poczuł się przypadkiem za mocno przyciśnięty do muru. Biorąc pod uwagę choćby tę sprawę widać wyraźnie, jaką pozycję ma Ludmiłaa w tym cudownym związku.
W grę wchodzą poważne sprawy życiowe, a ona nawet nie wie, co ją czeka i na co właściwie ma liczyć, a co ma wybić sobie z głowy.
Ja pierniczyłabym taki interes i podziękowałabym władcy za nadmiar łaski.
Dalej- jeśli faktycznie dojdzie do ślubu między tą dwójką, to ja nie wyobrażam sobie, jak dokładnie miałoby wyglądać to malżeństwo.
Facet lubi kobitki, a po ślubie nadal miałby mieszkać sam. Pewnie nie codziennie bedzie miał ochotę oglądać swoją żonę. Najpierw będzie ona do niego przychodziła codziennie albo on do niej. Po pracy oboje pobawią się w dom, czyli coś tam sobie wspólnie upichcą, pogadają sobie, posmieja się, pożartują, zaliczą jakieś bzykanko, a potem każde zbierze doopę w troki i pójdzie do siebie. Dla mnie coś takiego byłoby nie do zaakceptowania.
Z czasem pan będzie chciał coraz częściej odpoczywać od swojej wiecznie zakochanej i wielbiącej go zony. Zacznie wiec regulować częstotliwość ich małżeńskich randeczek. Będą coraz rzadsze. Pan lubi kobitki. Chętnych, by rozłozyć się przed żonatym nie brakuje i póki co, raczej nigdy nie zabraknie- idealna sytuacja dla pana. Z jednej strony bezcenna dupa pana zabezpieczona na stare lata, bo w razie choroby, bidy albo czegokolwiek, jest kochająca, uczciwa i oddana żoneczka, a póki co można używać też innych kobitek.
Ludmiłaa chociaż jest na punkcie tego faceta nawiedzona, to przecież głupia nie jest i przyjdzie taki moment, że zacznie widzieć pewne rzeczy. Coś zacznie jej przeszkadzać, czegoś bedzie brakowało- nie ma mozliwości, by człowiek ciągle zadowalał się ochłapami.
Nie sądzę, by taki model małżeństwa był dla Ludmiły odpowiedni.
Człowiek po to  wchodzi z kimś w związek, by polepszyć sobie życie, chociaż troszeczkę, ale jednak, by to życie sobie polepszyć. Rzadko kto chce sobie pogorszyć. Każdy normalnie myślący człowiek spodziewa się po swoim związku rzeczy najlepszych. Tymczasem w przypadku Ludmiły będzie to świadome zgodzenie sie na pogorszenie sobie jakości życia.
Dlatego uważam, że sytuacja Ludmiły jest patowa, bo jakby się ona za siebie nie oglądała, to dupa zawsze będzie zimna.
Tak to właśnie jest, gdy człowiek stawia na złego konia, czyli upiera się na spędzenie życia z niewłaściwym człowiekiem. Nie bez powodu Ludmiłaa wylądowała w szpitalu- widać co to za związek i jak fatalnie wpływa na Ludmiłę.
Za złe wybory płaci się w życiu, a im dalej w  las, tym więcej drzew.
Ludmiłaa nie wycofa się z tej znajomości- pat.
Wyjdzie za niego za mąż- pat.
Bedzie tak jak do tej pory?- tragedia.
Ludmiło kochana, zaznaczam jeszcze raz, że mogę się mylić. Bazuję tylko na tym, co napisałaś i na własnym doświadczeniu. Oby moje krakanie się nie sprawdziło.
Baśń Andersena "Nowe szaty cesarza" bardzo adekwatna.

60

Odp: Starosc z Narcyzem

A ty Kalejdoskopko zmądrzej w trybie pilnym- dobrze ci radzę. Zamiast wypłakiwać oczy za lowelasem, który zostawił cię dla jakiejś kobiety zacznij w końcu mysleć i postępować rozsądnie. Nic dobrego z szukania wydumanych i dziwacznych facetów dla ciebie nie wyniknie. Skoro jesteś młodą jeszcze kobietą i jak napisałaś interesuja się tobą normalni mężczyźni, to ty zamiast mysleć o dyrdymałach i szukac wiatru w polu, zainteresuj się jakims facetem,który ma posprzątane w głowie. nie ustawiaj się do normalnych mężczyzn na nie, bo źle na tym wyjdziesz. Nie urodziłas się chyba po to, by dokarmiać rozwydrzeńców. Nie ma żadnego powodu, by imponowali ci tacy ludzie. Zacznij mysleć dziewczyno i przestań zjadać wreszcie swój własny ogon. Co ci da związek z zaburzonym i egoistycznym lowelasem? Jaki ty los sobie chcesz dziewczyno zgotować?
Facet traktował cię przez całe lata jako koło zapasowe, ty dowiedziałas sie o tym i zamiast obrazić się jak normalny człowiek i odskoczyć na kilometr od zwyklego zmanierowanego łajdaka, to ty dalej o nim myslisz?Znajdź sobie porządnego faceta, z którym d się żyć pod jednym dachem i takiego, który bedzie akceptował cię, kochał i szanował taką, jaka jesteś. Przestań myśleć o wydumanym facecie, bo taki szklanki herbaty tobie nie poda, gdy bedziesz w potrzebie. wprost przeciwnie- gdy tobie przydarzy sie cos złego, to lowelas pokaże ci wtedy, gdzie zgina się dziób pingwina. Chciałabyś tkwić w takim związku, jaki ma albo nie Ludmiłaa? Zejdź dziewczyno na ziemię i zacznij normalnie myśleć i normalnie zyć. Nie kręć nosem na normalnych i porządnych facetów, bo zycie bywa bardzo przewrotne i może zdarzyć się i tak, że opatrzność da ciw końcu upragnionego lowelasa, nie tego konkretnie, ale jakiegoś kolejnego. nie igraj więc z zyciem i nie wywołuj wilka z lasu.
Zmądrzej w końcu, bo dość już tego.
a jesli  chodzi o to czy toksyczny zapłaci, czy nie zapłaci, to ja powiem ci tak- prawdopodobnie nie zapłaci. Najczęściej bowiem sa to bardzo cwani ludzie i wiedzą jak mają sie ustawić, żeby to im było z kimś wygodnie a nie odwrotnie. Ty będziesz rozmyślała o jakimś lowelasie, a on w   tym czasie będzie np. rżnął jakąś gwiazdę albo będzie głosno pierdział po wielkim obiedzie, bedzie robił cokolwiek, ale o tobie na pewno nie będzie myslał. Gdyby zależało mu na tobie, to on nosiłby cię na rękach i dbałby o twoje dobre samopoczucie (tak jak robiłaś to ty, bo zależało ci na nim)- zamiast tego on ciebie zwodził, okradał  z twojego zycia i cennego czasu i gorliwie szukał innych, bo ty, według jego standardów, nie dorastałaś mu nawet do piet. Więc za kim i za czym ty tesknisz dziewczyno?

61

Odp: Starosc z Narcyzem

I jeszcze kalejdoskopko zwroce ci uwagę na jedno. Ten twój ma na  karku 60-ke, wiele on już obrócił w swoim życiu różnych kobiet. Najprawdopodobniej były to kobiety porządne z klasą coś sobą reprezentujące, chociaż i zwykłych dziewoj on też na pewno nie unikał. Wybxykal ten podstarzały młodzieniec wiele dupeczek. Jedne były rozczarowanie inni padały jak muchy pod wrażeniem inne zakochiealy się w ruchaczu- no wielką pewnie dominowała w jego niezwykle interesującym życiu różnorodność obiektów i doznań. Facet jest już dość leciwy ludzie go znają więc pewnie i reputację ma ten gościu odpowiednią. I xauwaz jak to jest - facet ma opinię kurwia...a a przecież ruch w interesie u niego wielki. Kobiety lecą ma takich facetów. Taka jest prawda. Im większy kurwiarz tym większe ma branie. On ma tym swoim stylu źle nie wyszedł i dalej też będzie kosil. Jego złoży tylko i wyłącznie jakieś ciężkie chorobsko. Zła reputacja mu nie zaszkodzi.
Ty natomiast moją droga masz zupełnie inną sytuację i akurat tobie zła reputacja może zaszkodzić. Może być bowiem tak że pójdzie za Tobą smród w postaci gamy na twój temat że głupia z Ciebie baba bo ciagasz się że znanym lowelasem że się nie szanujesz. Ludzie widza przecież różne rzeczy i czasem wiedzą o Tobie rzeczy jakich Ty sama o sobie nie wiesz. Pójdzie więc za Tobą FAMA i jaki madry mężczyzna zainteresuje się Tobą. Znowu zaczną kręcić się koło Ciebie różne dziwolagi
Zacznij więc myśleć bardziej życiowo i na własną korzyść a nie na cudzą. Dobranoc.

62

Odp: Starosc z Narcyzem
oliwia9195 napisał/a:

A ja uważam, że Ludmiłaa ma patową sytuację- oczywiście bazuję tylko na tym, co przeczytałam, więc mogę się mylić.
Zacznę od tego, że to, czego chce Ludmiłaa w jej związku z tym facetem akurat nie jest najważniejsze- ona raczej dostosowuje się do tego człowieka i widać to przecież wyraźnie. Liczy się głównie to, czego chce albo czego nie chce ten facet. Jej potrzeby są wtórne.
Kobieta, która jest aż tak uzależniona psychicznie i emocjonalnie od swojego faceta jak Ludmiłaa i taka, która w swoim związku tak naprawdę ma gofno do powiedzenia często wmawia w siebie różne rzeczy, które tak naprawdę wcale nie są jej, nie wypływają z jej serca i pragnień, lecz są tak naprawdę jej faceta. Minęły już dwa lata od zaręczyn, a przecież ona nawet nie wie czy dojdzie do ślubu i kiedy ewentualnie. Z tego, co napisała Ludmiłaa  wynika wyraźnie, że gdyby rzecz zależała od niej, to do tego ślubu już dawno by doszło. Tymczasem ona nawet boi się normalnie rozmawiać z tym facetem na ten temat, bo jak się domyślam, ona boi się, by nie spłoszyć  pana i władcy, by on nie poczuł się przypadkiem za mocno przyciśnięty do muru. Biorąc pod uwagę choćby tę sprawę widać wyraźnie, jaką pozycję ma Ludmiłaa w tym cudownym związku.
W grę wchodzą poważne sprawy życiowe, a ona nawet nie wie, co ją czeka i na co właściwie ma liczyć, a co ma wybić sobie z głowy.
Ja pierniczyłabym taki interes i podziękowałabym władcy za nadmiar łaski.
Dalej- jeśli faktycznie dojdzie do ślubu między tą dwójką, to ja nie wyobrażam sobie, jak dokładnie miałoby wyglądać to malżeństwo.
Facet lubi kobitki, a po ślubie nadal miałby mieszkać sam. Pewnie nie codziennie bedzie miał ochotę oglądać swoją żonę. Najpierw będzie ona do niego przychodziła codziennie albo on do niej. Po pracy oboje pobawią się w dom, czyli coś tam sobie wspólnie upichcą, pogadają sobie, posmieja się, pożartują, zaliczą jakieś bzykanko, a potem każde zbierze doopę w troki i pójdzie do siebie. Dla mnie coś takiego byłoby nie do zaakceptowania.
Z czasem pan będzie chciał coraz częściej odpoczywać od swojej wiecznie zakochanej i wielbiącej go zony. Zacznie wiec regulować częstotliwość ich małżeńskich randeczek. Będą coraz rzadsze. Pan lubi kobitki. Chętnych, by rozłozyć się przed żonatym nie brakuje i póki co, raczej nigdy nie zabraknie- idealna sytuacja dla pana. Z jednej strony bezcenna dupa pana zabezpieczona na stare lata, bo w razie choroby, bidy albo czegokolwiek, jest kochająca, uczciwa i oddana żoneczka, a póki co można używać też innych kobitek.
Ludmiłaa chociaż jest na punkcie tego faceta nawiedzona, to przecież głupia nie jest i przyjdzie taki moment, że zacznie widzieć pewne rzeczy. Coś zacznie jej przeszkadzać, czegoś bedzie brakowało- nie ma mozliwości, by człowiek ciągle zadowalał się ochłapami.
.

W tym wątku Ludmiłła rzeczywiście dość mocno się odkryła. Nie chcę już wracać do jej wpisów sprzed roku, bo i nie o to chodzi, by dezawuować jej wcześniej prezentowane poglądy na temat związków.
Po prostu, z wielu jej postów wyzierała, jak dla mnie, prośba o potwierdzenie, że  jest panią swego losu.
Zapewne, sama zainteresowana pośle mnie do wszystkich diabłów za ten tekst. Może i słusznie, ale pozwolę sobie na stwierdzenie, że potrafię jednak czytać między wierszami. W końcu, mam praktykę. smile

facet po przejściach

63 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-10-07 20:31:54)

Odp: Starosc z Narcyzem
oliwia9195 napisał/a:

A ja uważam, że Ludmiłaa ma patową sytuację- oczywiście bazuję tylko na tym, co przeczytałam, więc mogę się mylić.
Zacznę od tego, że to, czego chce Ludmiłaa w jej związku z tym facetem akurat nie jest najważniejsze- ona raczej dostosowuje się do tego człowieka i widać to przecież wyraźnie. Liczy się głównie to, czego chce albo czego nie chce ten facet. Jej potrzeby są wtórne.
Kobieta, która jest aż tak uzależniona psychicznie i emocjonalnie od swojego faceta jak Ludmiłaa i taka, która w swoim związku tak naprawdę ma gofno do powiedzenia często wmawia w siebie różne rzeczy, które tak naprawdę wcale nie są jej, nie wypływają z jej serca i pragnień, lecz są tak naprawdę jej faceta. Minęły już dwa lata od zaręczyn, a przecież ona nawet nie wie czy dojdzie do ślubu i kiedy ewentualnie. Z tego, co napisała Ludmiłaa  wynika wyraźnie, że gdyby rzecz zależała od niej, to do tego ślubu już dawno by doszło. Tymczasem ona nawet boi się normalnie rozmawiać z tym facetem na ten temat, bo jak się domyślam, ona boi się, by nie spłoszyć  pana i władcy, by on nie poczuł się przypadkiem za mocno przyciśnięty do muru. Biorąc pod uwagę choćby tę sprawę widać wyraźnie, jaką pozycję ma Ludmiłaa w tym cudownym związku.
W grę wchodzą poważne sprawy życiowe, a ona nawet nie wie, co ją czeka i na co właściwie ma liczyć, a co ma wybić sobie z głowy.
Ja pierniczyłabym taki interes i podziękowałabym władcy za nadmiar łaski.

Nie patowa sytuacja to nie jest. Bo mam własne mieszkanie, sama się utrzymuje. Mam rodzinę także i liczyć na kogo poza nim mam.
Co tego, że ja się dostosowuje, no zależy jak na to spojrzeć i w której kwestii. Bo na przykład fragment:

oliwia9195 napisał/a:

Najpierw będzie ona do niego przychodziła codziennie albo on do niej. Po pracy oboje pobawią się w dom, czyli coś tam sobie wspólnie upichcą, pogadają sobie, posmieja się, pożartują, zaliczą jakieś bzykanko, a potem każde zbierze doopę w troki i pójdzie do siebie. Dla mnie coś takiego byłoby nie do zaakceptowania.

To jest układ którego sama poniekąd jestem autorką i bardzo mi odpowiada. Długo szukałam faceta do takiego układu. Bo ja też jestem typem samotnika. Lubię czasem pobyć sama, sama decydować o tym jak urządzę mieszkanie, ile kasy na co wydaje itd.
Oliwia, Exop to, że dla Was to by było nie do zaakceptowania nie znaczy, że mnie to też nie pasuje.
Właśnie ja nie lubię zbyt rodzinnych narzucających się facetów. Naprawdę nie wytrzymałabym tego gdyby mi się facet narzucał wszystko chciał robić i decydować wspólnie. Nie potrafiłabym tak.

Co do ślubu.  Dla mnie to byłoby bardziej przeżycie wewnętrzne uczuciowe, duchowe niż praktyczne. Ale to nie jest tak, że musi być już teraz. Na przykład nie postawię sprawy tak: że ślub albo koniec. Bo wolę być z nim nawet bez ślubu niż sama znów być samotna.   

Exop napisał/a:

W tym wątku Ludmiłła rzeczywiście dość mocno się odkryła. Nie chcę już wracać do jej wpisów sprzed roku, bo i nie o to chodzi, by dezawuować jej wcześniej prezentowane poglądy na temat związków.

Ale zasadnicza sprawa. Ja ogólnie co do związków mam dość chyba jasno określone zdanie. Że najgorsza z możliwych opcji to jak kobieta daje się wrobić w rolę kury domowej sprząta, gotuje, dźwiga siaty. A ja mu już na początku zaznaczyłam że ja nie umiem gotować, że nie mogę dźwigać i nie garnęłam się specjalnie do roboty w domu żeby sobie nie myślał. Kobieta jest do kochania smile nie do harowania. Największym atutem jest tez to, ze nie ma i nie będzie u nas małych dzieci już. Więc możemy być tylko dla siebie i dużo czasu spędzać tak jak lubimy, bez nadmiaru obowiązków. Ja uważam, że nawet jeżeli tak jest że ja w jakimś stopniu się do niego dopasowuje to i tak to nie jest jakoś dla mnie wielce krzywdzące. Krzywdzące to by było jakbym ja po pracy biegła po zakupy i z siatami biegiem dymała robić obiad a on sobie wrócił i tv oglądał, nie no wtedy to by kamień na kamieniu nie pozostał. A tak to przecież poza nim dalej mam uporządkowane życie pracę, zakupy, spotkania z rodziną. Także nic tak znów nie musiałam dramatycznie zmieniać ani poświęcać.
Dramat to mają te młode matki które całymi dniami siedzą z dziećmi bez pracy, perspektyw życia towarzyskiego i nawet na porządne zakupy w galerii ich nie stać. To jest dopiero pat i dramat pod każdym względem. Wiecie nigdy na świecie nie zamieniłabym tego co mam na statecznego męża i stabilne standardowe małżeństwo.

64

Odp: Starosc z Narcyzem
oliwia9195 napisał/a:

I jeszcze kalejdoskopko zwroce ci uwagę na jedno......
Ty natomiast moją droga masz zupełnie inną sytuację i akurat tobie zła reputacja może zaszkodzić. Może być bowiem tak że pójdzie za Tobą smród w postaci gamy na twój temat że głupia z Ciebie baba bo ciagasz się że znanym lowelasem że się nie szanujesz. Ludzie widza przecież różne rzeczy i czasem wiedzą o Tobie rzeczy jakich Ty sama o sobie nie wiesz. Pójdzie więc za Tobą FAMA i jaki madry mężczyzna zainteresuje się Tobą. Znowu zaczną kręcić się koło Ciebie różne dziwolagi
Zacznij więc myśleć bardziej życiowo i na własną korzyść a nie na cudzą. Dobranoc.

Oliwia no to ważniejsze od szczęścia jest to co ludzie powiedzą?
Chcesz powiedzieć, że dla Kalejdoskopki odpowiedni byłby ,,mądry mężczyzna'' bo i zadbałby o nią i miałby dobrą opinię i ludzie byliby zadowoleni. Tylko taki jeden przerywnik, czy ona byłaby szczęśliwa? No bo skoro tacy nie są w jej typie, to by musiała się zmusić, bo inni mówią, że to dla jej dobra.
I najważniejsze, to byłoby krzywdzące dla tego ,,mądrego mężczyzny'' bo mimo jego starań, szczerej być może miłości byłby zawsze w cieniu playboya.
Kobiecie brakowałoby tamtych emocji, tamtego życia i na próżno szukałaby podobieństw.
Więc nie wiem co gorsze czy taki ,,dziwny związek''
Czy tkwienie w ,,normalny związku'' i bycie nieszczęśliwym, ale wmawianie sobie, że to właśnie jest szczęście.
Dla mnie ta druga opcja nie do przyjęcia

65 Ostatnio edytowany przez Kalejdoskopka (2015-10-07 20:47:06)

Odp: Starosc z Narcyzem

Staram sie zmadrzec Oliwio...momentami jest lepiej np. kiedy czytam twoje posty, kiedy rozmawiam z przyjaciolkami, z terapeutka albo czytam te wszystkie madre ksiazki. Ale potem przychodza momenty tesknoty. Staram sie sama nie przywolywac wspomnien o nim, ale naprawde bylo mi z nim dobrze i mialam wielkie nadzieje. Kochalam tego lobuza, jego sposob bycia, poczucie humoru, rozmowy, wspolnie spedzany czas. Ja tez nie jestem typem kury domowej, tez lubie chwile samotnosci i odpowiadal mi ten zwiazek pod wieloma wzgledami. Ale nie ukrywam, ze jednak mialam nadzieje na to, ze kiedys wezmiemy slub i zamieszkamy razem. I ze jednak bedziemy troche blizej ze soba niz bylismy. Nie chodzi mi o stworzenie klasycznej polskiej rodziny, ale po prostu chcialabym miec w zyciu mezczyzne, z ktorym bede blisko, z ktorym bede spedzac czas, ktory bedzie przyjacielem itp. itd. Nigdy nie mialam zamiaru go ograniczac, tylko ze jak widac on chcial robic rzeczy, ktorych nawet w zwiazku na odleglosc trudno byloby zaakceptowac, wiec mieszkanie razem krzyzowaloby moze jego plany. Z tego co wiem Oliwio, to on teraz nie ma nikogo, mysle ze jak narazie zostaly mu tylko dziwki - co robil tez bedac ze mna, jak sie pozniej dowiedzialam. Wcale tych chetnych kobiet nie ma az tak wiele, wyglada na to, ze jego powodzenie slabnie. A on jakby z desperacji stara sie byc podobno bardziej towarzyski, goni za sympatia ludzi, co jest podobno dosc zalosne. Poprawilas mi humor tym, co napisalas do Ludmilly, opisem mozliwych rozwiazan w przypadku slubu z narcyzem albo w przypadku braku slubu...tak, to jest patowa sytuacja. Sorry Ludmillo, ale tak sie zastanawiam, skoro wszystko jest u ciebie ok z tym facetem i ten zwiazek daje ci taka satysfakcje, to skad sie wzielas w dziale pt. Trudne Zwiazki? Bardzo sie ciesze, ze napisalas, i twoja historia bardzo mi pomaga, ale jest cos niepokojacego, ze tu jestes. Troche tak jak napisal Exop, ze chyba szukasz potwierdzenia, ze u ciebie jest dobrze. Tez sie tak oszukiwalam.

66

Odp: Starosc z Narcyzem

Znaleźliśmy idealny układ dla nas. Ale chciałabym mieć poczucie, ze to coś trwałego. Nie, że za dwa miesiące czy 3 lata, to się skończy i on sobie odejdzie, a ja znów będę sama.
- Lubię mieć uporządkowane życie, stałą pracę, pewne mieszkanie i....męża. Mój maż. Czyli jestem mężatką , mam męża, nie jestem sama, nie muszę kombinować, martwić się.
- Ja nie lubię niespodzianek, niewyjaśnionych sytuacji. A ta taka jest ożeni się czy nie ożeni...
- W sprawach formalnych też by wiele ułatwiło bo tak to nie jestem żoną więc wiecie nawet mi lekarz informacji nie chciał udzielić.
- Ostatnia sprawa chciałabym wreszcie być szczęśliwa, wyjść za maż z miłości i stworzyć wreszcie takie małżeństwo i taki związek o jakim zawsze marzyłam. Udowodnić sobie i innym, że potrafię. Ślub byłby dla mnie wyjątkowy, bo to byłby ślub z miłości a nie ,,bo tak trzeba''.

A ja się zwyczajnie boję co będzie dalej...
Mam taką sytuacje narcyza w otoczeniu. Małżeństwo po prawie 30 latach. Dzieci, wspólny majątek, pozycja zawodowa. A nagle on wyjechał z kolegami na wakacje, tam poznał jakąś kobietę. Wrócił spakował walizki i wręczył żonie papiery rozwodowe. Wtedy wypomniał jej wszystko co mu isę nie podało, a dotąd milczał, że się zaniedbała, że seks mu nie odpowiadał, że on się z nią dusi, że jest nieszczęśliwy. I odszedł. Jego żona nawet nei wini tamtej kobiety, tylko obwiania siebie, że to jej wina, i nadal liczy że on jednak wróci, odwleka rozwód. A tymczasem on już nową ,,zonę'' przestawił u rodziców i znajomych. I jego rodzice to zaakceptowali, nawet nie wspominają eks synowej, dalsza rodzina i znajomi też nikt nie pyta nikt nie ma na tyle cywilnej odwagi, żeby coś powiedzieć na ten temat przy nim. Mnie przerażają takie historie.

Ludmiło, chyba jednak nie do końca wiesz, czego tak dokładnie chcesz.

67

Odp: Starosc z Narcyzem
oliwia9195 napisał/a:

Znaleźliśmy idealny układ dla nas. Ale chciałabym mieć poczucie, ze to coś trwałego. Nie, że za dwa miesiące czy 3 lata, to się skończy i on sobie odejdzie, a ja znów będę sama.
- Lubię mieć uporządkowane życie, stałą pracę, pewne mieszkanie i....męża. Mój maż. Czyli jestem mężatką , mam męża, nie jestem sama, nie muszę kombinować, martwić się.
- Ja nie lubię niespodzianek, niewyjaśnionych sytuacji. A ta taka jest ożeni się czy nie ożeni...
- W sprawach formalnych też by wiele ułatwiło bo tak to nie jestem żoną więc wiecie nawet mi lekarz informacji nie chciał udzielić.
- Ostatnia sprawa chciałabym wreszcie być szczęśliwa, wyjść za maż z miłości i stworzyć wreszcie takie małżeństwo i taki związek o jakim zawsze marzyłam. Udowodnić sobie i innym, że potrafię. Ślub byłby dla mnie wyjątkowy, bo to byłby ślub z miłości a nie ,,bo tak trzeba''.

A ja się zwyczajnie boję co będzie dalej...
Mam taką sytuacje narcyza w otoczeniu. Małżeństwo po prawie 30 latach. Dzieci, wspólny majątek, pozycja zawodowa. A nagle on wyjechał z kolegami na wakacje, tam poznał jakąś kobietę. Wrócił spakował walizki i wręczył żonie papiery rozwodowe. Wtedy wypomniał jej wszystko co mu isę nie podało, a dotąd milczał, że się zaniedbała, że seks mu nie odpowiadał, że on się z nią dusi, że jest nieszczęśliwy. I odszedł. Jego żona nawet nei wini tamtej kobiety, tylko obwiania siebie, że to jej wina, i nadal liczy że on jednak wróci, odwleka rozwód. A tymczasem on już nową ,,zonę'' przestawił u rodziców i znajomych. I jego rodzice to zaakceptowali, nawet nie wspominają eks synowej, dalsza rodzina i znajomi też nikt nie pyta nikt nie ma na tyle cywilnej odwagi, żeby coś powiedzieć na ten temat przy nim. Mnie przerażają takie historie.

Ludmiło, chyba jednak nie do końca wiesz, czego tak dokładnie chcesz.

No ale, akurat w tym poście przedstawiłam dwie różne sytuacje. Swoją, że zależy mi na ślubie.
I taką, niestety smutną, że ślub też nie daje 100% gwarancji w końcu są rozwody.
Ale po prostu uważam, że każdy ma swoja definicję szczęścia. I dla każdego udany związek i fajny facet to zupełnie co innego.

68

Odp: Starosc z Narcyzem
Ludmiłaa napisał/a:

To jest układ którego sama poniekąd jestem autorką i bardzo mi odpowiada. Długo szukałam faceta do takiego układu. Bo ja też jestem typem samotnika. Lubię czasem pobyć sama, sama decydować o tym jak urządzę mieszkanie, ile kasy na co wydaje itd.
Oliwia, Exop to, że dla Was to by było nie do zaakceptowania nie znaczy, że mnie to też nie pasuje.
Właśnie ja nie lubię zbyt rodzinnych narzucających się facetów. Naprawdę nie wytrzymałabym tego gdyby mi się facet narzucał wszystko chciał robić i decydować wspólnie. Nie potrafiłabym tak.

Co do ślubu.  Dla mnie to byłoby bardziej przeżycie wewnętrzne uczuciowe, duchowe niż praktyczne. Ale to nie jest tak, że musi być już teraz. Na przykład nie postawię sprawy tak: że ślub albo koniec. Bo wolę być z nim nawet bez ślubu niż sama znów być samotna.   

Exop napisał/a:

W tym wątku Ludmiłła rzeczywiście dość mocno się odkryła. Nie chcę już wracać do jej wpisów sprzed roku, bo i nie o to chodzi, by dezawuować jej wcześniej prezentowane poglądy na temat związków.

Ale zasadnicza sprawa. Ja ogólnie co do związków mam dość chyba jasno określone zdanie. Że najgorsza z możliwych opcji to jak kobieta daje się wrobić w rolę kury domowej sprząta, gotuje, dźwiga siaty. A ja mu już na początku zaznaczyłam że ja nie umiem gotować, że nie mogę dźwigać i nie garnęłam się specjalnie do roboty w domu żeby sobie nie myślał. Kobieta jest do kochania smile nie do harowania. Największym atutem jest tez to, ze nie ma i nie będzie u nas małych dzieci już. Więc możemy być tylko dla siebie i dużo czasu spędzać tak jak lubimy, bez nadmiaru obowiązków. Ja uważam, że nawet jeżeli tak jest że ja w jakimś stopniu się do niego dopasowuje to i tak to nie jest jakoś dla mnie wielce krzywdzące. Krzywdzące to by było jakbym ja po pracy biegła po zakupy i z siatami biegiem dymała robić obiad a on sobie wrócił i tv oglądał, nie no wtedy to by kamień na kamieniu nie pozostał. A tak to przecież poza nim dalej mam uporządkowane życie pracę, zakupy, spotkania z rodziną. Także nic tak znów nie musiałam dramatycznie zmieniać ani poświęcać.
Dramat to mają te młode matki które całymi dniami siedzą z dziećmi bez pracy, perspektyw życia towarzyskiego i nawet na porządne zakupy w galerii ich nie stać. To jest dopiero pat i dramat pod każdym względem. Wiecie nigdy na świecie nie zamieniłabym tego co mam na statecznego męża i stabilne standardowe małżeństwo.

Widocznie dałaś sobie spokój z moim wcześniejszym postem, Ludmiłło.
Pisałem tam, że lepiej nie zmieniać tego, co dobre, dla tylko hipotetycznie jednak, lepszego (owe "lepsze" to małżeństwo, oczywiście). Choćby miało to oznaczać duchowy symbol związku.
Stwierdziłem również, że oboje z partnerem jesteście do siebie podobni. I niczego z złego przecież nie miałem na myśli.
Sam żyję na kocią łapę od wielu lat. Dotąd nie mieliśmy z tym problemu, ale uznałem, że "w razie czego", muszę zapewnić mojej partnerce godziwą rentę po mnie. Więc zamierzam poprosić ją o rękę, jakkolwiek śmiesznie to brzmi po 17 latach związku. smile

facet po przejściach

69

Odp: Starosc z Narcyzem

Chcesz powiedzieć, że dla Kalejdoskopki odpowiedni byłby ,,mądry mężczyzna'' bo i zadbałby o nią i miałby dobrą opinię i ludzie byliby zadowoleni. Tylko taki jeden przerywnik, czy ona byłaby szczęśliwa? No bo skoro tacy nie są w jej typie, to by musiała się zmusić, bo inni mówią, że to dla jej dobra.
I najważniejsze, to byłoby krzywdzące dla tego ,,mądrego mężczyzny'' bo mimo jego starań, szczerej być może miłości byłby zawsze w cieniu playboya.
Kobiecie brakowałoby tamtych emocji, tamtego życia i na próżno szukałaby podobieństw.
Więc nie wiem co gorsze czy taki ,,dziwny związek''
Czy tkwienie w ,,normalny związku'' i bycie nieszczęśliwym, ale wmawianie sobie, że to właśnie jest szczęście.

Ludmiło, to co napisałaś w tym fragmencie, to według mnie czysta demagogia i naginanie argumentów pod twoje, aktualne akurat w dniu dzisiejszym, poglądy (ja już się przekonałam, że ty dość szybko zmieniasz poglądy- ciężko jest sie połapać w tym, co ty piszesz), bo gdzie i przez kogo jest napisane lub powiedziane, że bycie z poważnym i odpowiedzialnym mężczyzną, czyli z tzw. normalnym jest nudne i niesatysfakcjonujące dla kobiety. To, według ciebie, lepiej jest związać się z zaburzonym bufonem, który za nic ma los i uczucia drugiego człowieka?
O jakich emocjach ty piszesz?
Ja znam doskonale te wielkie emocje i wiem, jak czułam się, gdy facet traktował mnie z buta i pokazywał, że ja w jego zyciu zajmuję dokładnie ostatnie miejsce w szeregu. Nie zapomnę, do końca zycia nie zapomnę tych zasranych emocji. Za żadne pieniądze, za żadne skarby nie chciałabym już nigdy więcej tak  się czuć, jak wtedy.
Ty Ludmiło najwyraźniej za mało dostałaś jeszcze w kość od zycia, że ciągle podskakujesz jak pchła na grzebieniu. Pogubiłaś się dziewczyno totalnie.
Kalejdoskopko, już wcześniej pisałam ci o tym, że jest rzeczą normalną, że tęsknisz, jednak pamiętaj- to minie.
Jutro napiszę do ciebie troszkę szerzej.Dzisiaj nie mam juz czasu.
Głowa do góry.

70

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopko, ja też w jakimś tam sensie ciągle tęsknię za tym swoim facetem i  wiem doskonale o tym, że gdybym nie zdecydowała się na zmianę miejsca zamieszkania, dość daleko, to mój układ osobisty dalej by trwał. Ja wprawdzie nie zachowywałabym się już tak, jak dawniej, ale wątpię w to, bym miała na tyle siły, by całkowicie zrezygnować ze spotkań. Bardzo dużo zainwestowałam w tego faceta, więc pewnie ciężko byłoby mi rzucić to wszystko. Włożyłam w tę znajomość wiele lat swojego życia, wielką miłość i przede wszystkim marzenia. Facet ten  bardzo mi się podobał i pociągał mnie jako mężczyzna w sposób niesamowity, odpowiadało mi w nim wszystko, jednak co z tego, skoro on nie nadaje się do życia na co dzień, do budowania z nim związku, że nawet gdyby on też chciał poważnego związku ze mną ( a on takiego związku od samego początku nie chciał, chociaż mówił coś zupełnie innego i jak się domyślam, teraz  tym bardziej nie chce), to przecież ja nie powinnam się na to zgodzić, dla własnego dobra nie powinnam wiązać się z tym człowiekiem.
Nie musiałam się wyprowadzać, ale zrobiłam to, ponieważ doszłam do wniosku, że tak będzie dla mnie lepiej. W sprawach zawodowych niczego sobie nie polepszyłam ani nie pogorszyłam, ale względy osobiste przechyliły szalę, skorzystałam z okazji i najzwyczajniej w świecie uciekłam. Gdybym została, to wiem, że nadszedłby dzień, że ten chłop po prostu by mnie wykończył. Ja umarłabym przez tę znajomość- tak strasznie wyniszczająca mnie psychicznie była ta znajomość. To wprost nie do opisania, jak ja męczyłam sie w tym pseudo związku.
Jestem bardzo wrażliwą osobą, uczuciową i niestety zawsze wszystko biorę sobie do serca. Ten facet w sposobie bycia był bardzo urokliwy, uśmiechnięty, elokwentny i bardzo obyty, spędzałam z nim naprawdę bardzo miłe chwile. Jednak mój problem z nim polegał na czym zupełnie innym. Wykańczała mnie ta relacja nie dlatego, że on odnosił się do mnie po chamsku, lecz dlatego, że on nie traktował poważnie naszego związku,że był worem bez dna, że prowadził podwójne życie, że był w stosunku do nie zwykłą świnią. To była drogą donikąd. Uciekłam więc fizycznie i mentalnie, i dzisiaj czuję się wielką bohaterką. Średnio wyobrażam sobie, bym dalej do niego jeździła, jako nie wiadomo kto i nie wiadomo po co ani dlaczego. Czasem wyobrażam sobie, że oto nadszedł dzień, gdy umówiłam się z nim, więc szykuję się do wyjazdu, pakuję jakieś rzeczy do torby i już za chwilę mam wyruszyć- na samą myśl o czyms takim robi mi się niedobrze i taka sytuacja jest dla tak absurdalna, że aż sama z siebie się śmieję. Nigdy do czegoś takiego nie dojdzie. On był pewny, że ja tak własnie będę robiła i śmiał się, że nie minie tydzień, jak do niego przyjadę. Mówiłam mu, że tego nie zrobię, ale on bimbał sobie z moich słów. Tak bardzo był mnie pewny, tak bardzo pewny był siebie. Powiedziałam mu przed wyjazdem i potem przez telefon, gdy dzwonił, że nie będę ciągnęła takiego układu, że to nie ma przyszłości itd. że chociaż dalej są w moim sercu uczucia do niego, to jednak ja pewnej granicy już nie przekroczę, bo to i tamto. On doskonale wie, że tym razem miarka się przebrała i że ja na pewno nie ustapię. Jest więc w tej chwili tak, że albo on całkowicie ze mnie zrezygnuje (tak byłoby dla mnie najlepiej), albo za jakiś czas złamie się i wystartuje z propozycją wspólnego zycia np. z oświadczynami. Ten facet zawsze lubił stawiać na swoim i jeśli z jakiegoś powodu on uzna, że nie chce mnie sobie odpuszczać, to taka opcja jest całkiem możliwa. Teraz jest na mnie wściekły - ja nie ustępuję i nigdy tego nie zrobię, więc zobaczymy, co dalej z tego wyniknie. Oficjalnie nie jesteśmy zerwani, ale jest teraz między nami syfiaście. Ja z jednej strony tęsknię więc za nim, rozumowo skreślam tego faceta, ale w głębi serca i czuję to pod skórą, gdzieś tam tli się we mnie maleńka iskierka nadziei. Wiem, że z moje strony to kompletny debilizm, ale nie zmienia to faktu, że czegoś tam jeszcze bym ze strony tego faceta oczekiwała. Tak naprawdę to najbardziej chroni mnie odległość.  Żenada, ale piszę szczerze. Dlatego Kalejdoskopko, ja doskonale ciebie rozumiem i wiem, jak to jest. Gdy rozum mówi swoje, a głupie serce ciągle się jeszcze wyrywa na zatracenie. Trzymam kciuki za to, żeby ten twój lowelas nigdy nie przypomniał sobie o tobie i trzymam też kciuki za to, by ten mój też o mnie zapomniał. Jesli stanie się inaczej, to ja za siebie, za to, co zrobię raczej nie ręczę. Pewnie poleciałabym do niego, jak na skrzydłach, bo chociaż wiedziałabym, że robię źle, to przecież żadna siła chyba nie powstrzymałaby mnie przed tym, by do niego pobiec, jeśli on miałby mi do zaoferowania poważny związek, bo jesli dalej miałoby być takie nie wiadomo co, to ja pewno do niego nie frunę. Prędzej zdechnę niż w tym temacie mu ustąpię.
Trzymaj się twardo swojego zdania i niczego się nie bój. Jeśli ten facet będzie chciał z tobą być, to on znajdzie sposób na to, by ciebie odzyskać, a jeśli nie, to ty siedź cicho, jak mysz pod miotłą i nie rób niczego w jego kierunku.
Dzisiaj mam słabszy dzień, bo obudziłam się od rana w jakimś sentymentalnym nastroju. Mam nadzieję, że za kilka godzin znowu będę bojowniczką.

71

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwio, czy on kiedyś wyciągnął do Ciebie pierwszy rękę na zgodę, bez podchodów, wprost?

72

Odp: Starosc z Narcyzem

Też byłam w krótkotrwałej "relacji" z narcyzem. Ale mój szybko okazał się niezłym psycholem więc trudno tak naprawdę powiedzieć jakie dokładnie zaburzenia odegrały tu kluczową rolę. To ja przerwałam znajomość bo skala absurdalnych zachowań była już dla mnie nie do zniesienia. Za chwile z nim spędzone zapłaciłam 7 mcami nękania, wypisywania non stop chorych wiadomości i siania pomówień. Co najciekawsze, mimo że wiele osób poznało go z tej strony (również jego najbliższe otoczenie), do dziś facet z powodzeniem poszerza swój harem i miewa się całkiem dobrze. W pracy poważany za profesjonalizm. Każdy kto go nie zna i spojrzy z boku pomyślałby, że oto ma przed sobą błyskotliwego, dobrze sytuowanego dziennikarza. Przystojnego, zaradnego, z poczuciem humoru. Kulturalny. Żadnego alkoholu w rodzinie, a tata i mama to nobliwe małżeństwo. Pomyślałby, facet po prostu nie ma szczęścia - chciałby już znaleźć odpowiednią kobietę i mieć dzieci ale coś mu się nie układa. Zła narzeczona zostawiła go po 12 latach związku, bardzo boleśnie to przeżył. Teraz szuka takiej, z którą wreszcie zbuduje dom, będzie miał dla kogo pracować, żyć (jego słowa). Ten wizerunek - sądząc po jego kolejnych sukcesach zawodowych i podbojach - nadal kupuje wiele osób. Mało tego, są kobiety, które nieustannie trzyma na smyczy - wraca i "odchodzi". A one "kochają go" i "czekają". Wierzcie mi, poznałam dobrze oblicze tego człowieka i trudno mi pojąć co kieruje dziewczynami, które się łudzą, że to właśnie przy nich "zbuduje ten swój wymarzony dom i zasadzi drzewo"

73

Odp: Starosc z Narcyzem

Może więc - wracając do topiku i odpowiadając na pytanie Kalejdoskopki - tak właśnie wygląda starość z narcyzem: wieczne czekanie, utrata własnej godności, litościwe lub kpiące spojrzenia znajomych z otoczenia, brak ich komentarzy na Wasz temat .. Wieczna rywalizacja o jego uwagę z innymi kobietami. Życzę Ci żebyś uciekła jak najdalej i uodporniła się na jego syreni śpiew. Bo, o ile uważał Cię za cennego przydupasa, jeszcze zaśpiewa o miłości, z refrenem "ja się zmienię", "nie wiem co mną kierowało, "to był ostatni raz" smile

74

Odp: Starosc z Narcyzem

cb, on nigdy nie wyciągnął do mnie ręki na zgodę tak, jak zwykli robić to normalni ludzie, którzy szanuja jakieś ogólnie uznawanie zasady dobrego wychowania chociażby. To zawsze wyglądało tak, że najpierw dostawałam w najmniej oczekiwanym momencie cios poniżej pasa, naprawdę wielką chamówę z jego strony, ja w odpowiedzi uderzałam w wielkie dzwony i zrywałam z pełnym patosem i dramatyzmem, on nigdy nie odnosił się do tych moich wielce teatralnych zerwań, tylko zawsze troszkę sobie odczekał, kilka dni, kilka tygodni albo nawet miesięcy (w tym czasie obracał inne, bo oprócz mnie były też inne, o czym dowiedziałam się po koniec, gdy juz ledwo dyszałam z umordowania tą znajomoscia i sama na własną rękę zaczęłam drązyć o co chodzi z tym jego znikaniem) i potem dzwonił sobie do mnie, jako stary znajomy. Ja przez ten czas przerwy zyłam w wielkim napięciu, bo nigdy nie byłam pewna czy on jeszcze się do mnie odezwie, czy już nigdy, czy może cos m sie stało, jak zachowam się, gdy on ewentualnie się odezwie, co zrobię- no koszar za zycia, ale tak było. Z czasem nauczyłam się odruchów Pawłowa i wiedziałam, że on sie odezwie, tyle tylko że nigdy nie wiedziałam kiedy. Kilka razy zmieniałam numer swojego telefonu, ale dla niego zdobycie mojego numeru telefonu nie stanowiło żadnego problemu. Milion razy zarzekałam się, że ja już nigdy z nim i w ogóle nic, ale wystarczyło, że usłyszałam jego głos w słuchawce i juz wymiekkałam.To było opętanie i najgorsza jazda, jaka przydarzyła mi sie w zyciu. I tak to właśnie funkcjonowało. Dlatego własnie uciekłam dleko, bo czułam, że dłużej nie zniosę już tej znajomości, że ten facet, że ta znajomość zerże mnie w końcu. Nikomu nie zyczę takiej relacji, nawet najgorszemu wrogowi.
Teraz trzymam sie dzielnie, ale są takie momenty, gdy z przerażeniem stwierdzam, że troszkę wymiękkam. Wtedy biorę się w garść, jak to się mówi i znowu stawiam samą siebie do pionu. Dlatego własnie przypadek Ludmiły działa na mnie, jak błachta na byka. nie chcę skończyć tak, jak ona. Ostatniej rzeczy, jakiej bym sobie dla siebie życzyła byłoby związanie się z psycholem. Panicznie boję się chorób, a przecież ten niby mój zawsze miał i zapewne dalej ma cały harem głupich kobiet, które tylko czekają na jego gwizdnięcie.
Z jednej strony modlę się wręcz o to, by on odpuścił mnie sobie, już tak na amen, ale z drugiej strony jest mi żal tego wszystkiego.
Związki z takimi facetami są bardzo niebezpieczne i mogą prowadzić nawet do tragedii. Ja o tym wszystkim wiem i dlatego teraz bardzo sie w sobie zawzięłam. Nie ma mowy, żebym ustapiła. Niestety nie jestem jeszcze na takim etapie, żebym była siebie aż tak bardzo pewna. Jeśli przyszłoby co do czego, to nie gwarantowałabym sama za siebie. Być może oszalałabym doszczętnie i polazłabym już tak do końca na żer. Dzisiaj mam słabszy dzień.
Dziewczyny, to wszystko jest tak beznadziejne, że słów brakuje.
Za kilka godzin przejdzie mi ta chwilowa słabość- masakra. W co ja się wpierdoliłam.

75

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwia, zostawi Cię w spokoju jak swoją konsekwencją nauczysz go, że nie ma już czego u Ciebie szukać. Wtedy przyczepi się do kolejnej ofiary (albo wyciągnie jakąś z archiwum, to bardziej prawdopodobne). Jednak z Twoich postów wynika, że przez wiele lat zdążył przekonać się, że "te parę smsów zawsze na Ciebie działało". Będziesz miała pewnie trudniej - jak gadzina zorientuje się że wielokrotnie wypróbowany już, jeden ruch karateki nie działa, może być prawdziwy cyrk. Nie ma że boli - zasada zero kontaktu skutecznie dyskwalifiluje ludzi tego pokroju. Nie ma innego wyjścia dlatego radzę Ci zerwać wszelkie kontakty i definitywnie się odciąć

oliwia9195 napisał/a:

cb, on nigdy nie wyciągnął do mnie ręki na zgodę tak, jak zwykli robić to normalni ludzie, którzy szanuja jakieś ogólnie uznawanie zasady dobrego wychowania chociażby. To zawsze wyglądało tak, że najpierw dostawałam w najmniej oczekiwanym momencie cios poniżej pasa, naprawdę wielką chamówę z jego strony, ja w odpowiedzi uderzałam w wielkie dzwony i zrywałam z pełnym patosem i dramatyzmem, on nigdy nie odnosił się do tych moich wielce teatralnych zerwań, tylko zawsze troszkę sobie odczekał, kilka dni, kilka tygodni albo nawet miesięcy (w tym czasie obracał inne, bo oprócz mnie były też inne, o czym dowiedziałam się po koniec, gdy juz ledwo dyszałam z umordowania tą znajomoscia i sama na własną rękę zaczęłam drązyć o co chodzi z tym jego znikaniem) i potem dzwonił sobie do mnie, jako stary znajomy. Ja przez ten czas przerwy zyłam w wielkim napięciu, bo nigdy nie byłam pewna czy on jeszcze się do mnie odezwie, czy już nigdy, czy może cos m sie stało, jak zachowam się, gdy on ewentualnie się odezwie, co zrobię- no koszar za zycia, ale tak było. Z czasem nauczyłam się odruchów Pawłowa i wiedziałam, że on sie odezwie, tyle tylko że nigdy nie wiedziałam kiedy. Kilka razy zmieniałam numer swojego telefonu, ale dla niego zdobycie mojego numeru telefonu nie stanowiło żadnego problemu. Milion razy zarzekałam się, że ja już nigdy z nim i w ogóle nic, ale wystarczyło, że usłyszałam jego głos w słuchawce i juz wymiekkałam.To było opętanie i najgorsza jazda, jaka przydarzyła mi sie w zyciu. I tak to właśnie funkcjonowało. Dlatego własnie uciekłam dleko, bo czułam, że dłużej nie zniosę już tej znajomości, że ten facet, że ta znajomość zerże mnie w końcu. Nikomu nie zyczę takiej relacji, nawet najgorszemu wrogowi.
Teraz trzymam sie dzielnie, ale są takie momenty, gdy z przerażeniem stwierdzam, że troszkę wymiękkam. Wtedy biorę się w garść, jak to się mówi i znowu stawiam samą siebie do pionu. Dlatego własnie przypadek Ludmiły działa na mnie, jak błachta na byka. nie chcę skończyć tak, jak ona. Ostatniej rzeczy, jakiej bym sobie dla siebie życzyła byłoby związanie się z psycholem. Panicznie boję się chorób, a przecież ten niby mój zawsze miał i zapewne dalej ma cały harem głupich kobiet, które tylko czekają na jego gwizdnięcie.
Z jednej strony modlę się wręcz o to, by on odpuścił mnie sobie, już tak na amen, ale z drugiej strony jest mi żal tego wszystkiego.
Związki z takimi facetami są bardzo niebezpieczne i mogą prowadzić nawet do tragedii. Ja o tym wszystkim wiem i dlatego teraz bardzo sie w sobie zawzięłam. Nie ma mowy, żebym ustapiła. Niestety nie jestem jeszcze na takim etapie, żebym była siebie aż tak bardzo pewna. Jeśli przyszłoby co do czego, to nie gwarantowałabym sama za siebie. Być może oszalałabym doszczętnie i polazłabym już tak do końca na żer. Dzisiaj mam słabszy dzień.
Dziewczyny, to wszystko jest tak beznadziejne, że słów brakuje.
Za kilka godzin przejdzie mi ta chwilowa słabość- masakra. W co ja się wpierdoliłam.

76

Odp: Starosc z Narcyzem

Idziesz w dobrym kierunku. Osobiście miałam podobną sytuację pod względem próby zerwania kontaktu. Wymyślał najbardziej absurdalne powody, żeby się ze mną skontaktować. Teraz minęło już dużo czasu i jest coraz lepiej! Proces był długotrwały, ale była to stopniowa poprawa. W pewnym momencie przestał na mnie robić wrażenie jego głos, mimo to nadal to kontaktowanie się budziło we mnie masę różnych emocji, ale starałam się obserwować swoje reakcje i wyciągać wnioski. Przełomowy był moment, kiedy stwierdziłam, że nie będę z siebie więcej robić ofiary i wychodzę z tej relacji dręczyciel/wybawca/ofiara. Teraz jak się kontaktuje to nawet mam satysfakcję, bo np. reaguje inaczej niż wcześniej i to dodaje mi właśnie siły.

Zauważyłam, że to jest taki efekt kuli śnieżnej: możesz się staczać w kierunku bezradności > ofiary > niskiego poczucia własnej wartości lub wybrać przeciwną drogę i powiedzieć sobie, że są rzecyz na które masz obiektywnie wpływ, czyli tak jak Ty zrobiłaś, np. wyprowadziłaś się. Dodało Ci to siły. Idź w tym kierunku dalej i nawet jak on się do Ciebie odezwie, to nie wchodź w ten sam układ.
Są rzeczy na które nie ma się wpływu no i trudno. Uczucia... Emocje to co innego... Ale uczucia, co zrobisz jak nadal kochasz go? No nic. Trzeba iść do przodu. smile Dla mnie to oznacza być może samotność jeszcze kolejnych kilka lat, ale jest we mnie więcej spokoju i zadowolenia wbrew obiektywnie takiej sobie rzeczywistości. Robię co mogę, aby siebie zmieniać i moją rzeczywistość na lepsze.
Natomiast satysfakcja z niezależności, bycia sobą jest bezcenna. smile Gorsze chwile się trafiają. Może poczytaj coś co się zwykle podnosi na duchu? Ja lubię książki motywacyjne, Ty mówiłaś o Biblii... Na pewno masz swój sposób na to. Nie daj się smile

Posty [ 39 do 76 z 481 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 13 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016