związek i rozwód z socjopatą - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » związek i rozwód z socjopatą

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 77 do 107 z 107 ]

77

Odp: związek i rozwód z socjopatą

i ja też związałam się  z socjopatą ... 10lat znajomości ( bo w sumie ani to związek ani przyjażń ) , dwójka wspaniałych dzieci , mega długi ( dziesiatki tysięcy... nie , setki tysięcy ) , jeszcze nie ma terminu sprawy rozwodowej , on od roku ma kolejną firmę , na kolejną kobietę - raczej nie pełni tylko tej funkcji .. . Na każdym kroku jestem przez niego oszukiwana , mam nagrania rozmów z jakimis ustaleniami i nastepnego dnia na nagraniu jak sie zarzeka ze on tego nie obiecywał . nie da sie tak funkcjonowac , no nieda sie

Reklama
Zobacz podobne tematy :

78

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Witajcie,  i tak sie zdarzyło że się tu pojawiłam. Nie mogłam wytrzymać i szukam zwyczajnie drogi wyjścia z tej patowej sytuacji.  Też, jak Luna33, jestem w zwiazku z socjopata i mam z nim córke (kochana moja nad życie - 6 latek) a do tego dodam "słowo klucz" : były policjant (były bo prowadzi/my obecnie firme a specyfika firmy 'parapolicyjna' wiec za duzo sie nie zmienilo zawodowo plus zarabia lepsze pieniadze).  Nie wiem juz jak unikac z nim kontaltu wszelkich konfrotnacji - stworzyl z naszej rodziny 'komende policji' - tak to nazwalam i tego sie bede trzymac. Dodam ze jestesmy jego druga rodzina... (i kolejna tak niszczy nie wyciagajac wnioskow z błędów przeszlosci.... ale to chyba sztandarowa cecha socjopaty psychopaty prawda?). uwierzylam we wszelkie jego opowiastki o zonie wariatce, ktorej matka (tesciowa tez winna rozpadowi jego malzenstwo i inne same czarne cechy ) lezy sie na schizofrenie, ze zona go zle traktowala, nie rozumiala jego pracy, ze robila awantury o wracanie z pracy po wypijaniu (w pracy 'po akcji' ) alkoholu (aha, oczywiscie mial z tym i nadal ma z tym problem ale ja...nie chcialam tego widziec i usprawiedliwialam go za te ciezkie przezycia z ex w trakcie i po rozwodzie tez.. ) i poddalam sie wszelkim jego technikom manipulacji. i mam za swoje.   jestem w trakcie wypriwadzki, tzn zabieram rzeczy powoli sukcesywnie bo nowe lokum ktore 'sie szykuje' bedzie dostepne na wiosne.... i tyle czekania.  pozwu jeszzce nie zlozylam - tylko on straszy notorycznie ze 'juz zlozyl i zobacze go pw przyszlym tygodniu'. dluga by opowiadac bo i jest tu wazne ze znalazlam poki co pomoc w terapii ale to nie rozwiazuje tej chorej sytuacji w jakiej jestem z corka. tylko daje chwilowa sile na nie poddawanie sie szantazom, przemocy emcojonalenej, ekonomicznej , fizyczna tez byla (2 razy policje juz musialam wezwac ale zrobil ze mnie przed 'kolegami policjantami' wariatke i alkoholiczke. cokolwiek by nie kombinowal i nie opowiadal ja swoje zgloszenie juz mam na policji i koniec. potem byly do mnie pretensje etc ale nie moglam inaczej. w dodatku dziecko na to patzry wiec we mnie niczym we lwice wstapila taki instyknt obronny ze zglosilam na policje jego slowna przmeoc i szarpanine ze mna).  Pisze chaotycznie bo i sytuacja jest tak chaotyczna jak meza osobowosc i jego destrukcyjne zachowanie. Ciesze sie ze wstapilam tutaj bo swiadomosc ze sa kobiety yzjace obecnie tak jak ja, daje mi lekkiego kopa aby wytrwac do wyprowadzki....i rozwodu 
dajcie znac co zrobilyscie w trakcie chwil gdy sie w nim  zbierala chec wywolalnia awantury takimi podlymi zaczepkami.
a jak jeszcze ktoras z Was miala do czynienia z mezem policjantem o takiej psychopatycznej osobowosci to piszcie na email. to masakryczne doswiadczenie mnie dobija (tabletki nasenne juz biore zeby cala noc przespac)

79 Ostatnio edytowany przez iwette82 (2015-02-01 19:06:45)

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Witajcie kochani...doswiadczenia w moim związku i stan w jakim jestem obecnie skierowały moje kroki własnie tutaj...Historia jakze znana i jak często powtarzana a i tak minęło sporo czasu by uswiadomic sobie ze jestem ofiarą...Od niespełna czterech lat zyję w związku z socjopatą.Nie mam zadnej rodziny procz dwojki moich wspaniałych dzieci z poprzedniego związku.Pracuje i mam swoje mieszkanie-moj azyl.Jednak moje zycie to koszmar.Kocham człowieka ktory niszczy mnie kazdego dnia krok po kroku.Mam wrazenie ze moje zycie jest w jego rękach.Odwiedzam psychologa ale wizyty nie bardzo mi pomagają.Od kilku miesiecy staram sie zakonczyc ten zwiazek ale nie potrafie a on wciaż wraca...i koszmar zaczyna sie od momentu gdy znowu otwieram mu drzwi do mojego domu i do mojego zycia.Nie daję juz rady.Mam wrazenie ze moje zycie juz sie skonczylo choc mam dopiero 33 lata.Nie potrafie z nim zyc i nie potrafię zyc bez niego.Potrzebuje pomocy ale nie wiem gdzie jej szukac...Wszystko zaczelo sie tak niewinnie...Bylam w trakcie rozwodu gdy poznalam swojego ukochanego socjopate...Oczarowal mnie od razu!Mnie-tą silną kobiete zawsze z głową na karku!Ten jego urok osobisty i piosenki Krajewskiego ktore nucił mi do ucha,sposob w jaki do mnie mowil w jaki dotykal,bylam szalenczo zakochana!Po kilku tygodniach zaproponowalam by sie wprowadzil i...wszystko szlag z miejsca trafił...Zaczęlo sie pieklo i liczne wyprowadzki z byle jakiego powodu...miesiac w miesiac...Wracal gdy odczuwal moją obojetnosc lub gdy widzial zagrozenie gdy budzilam zainteresowanie w innym mezczyznie.Po kolejnym powrocie gdy bylo naprawde cudownie wpadlismy na szalony pomysl by sie pobrac...porazka!Takiego malzenstwa chyba nikt nigdy nie widzial.Pierscionek zareczynowy dostalam po solidnej awanturze gdzie doszlo do rekoczynow a i tak byl mi wciaz odbierany bo niby nie zasluguje...Od poczatku do konca syf...Zlozylam pozew o rozwod i...wycofalam!Zlozyl go ponownie moj socjopata bo przeciez jego nie wolno porzucic-on moze!Myslalam ze po rozwodzie wszystko sie skonczy ale do dzis tak nie jest.Raz jest cisza potem nagle sie odzywa i najpierw jest bajecznie az wywinie mi jakis numer a potem ja siedze zalana lzami i pytam siebie co znowu zrobilam?Co ze mną jest nie tak?Poczucie winy mnie nie opuszcza...Kim teraz jestem?Nikim...dla niego zwyklym smieciem do ktorego wraca gdy swiat mu sie znudzi...Plucie w twarz,policzkowanie,kradziez mebli z domu-tego doswiadczylam przy najwiekszej milosci w moim zyciu...Pozostaje pytanie-dlaczego nadal w tym tkwię?Przeciez nigdy nie bylam tak bardzo samotna jak w tym czasie gdy bylam jego żoną.I pytanie drugie-kto mi odda moje zapomnienie i ten czas ktory dosłownie mignął mi przed oczami?Co dalej ze mną bedzie?Czy jeszcze bede kiedys szczesliwa lub zakochana?Mam w sobie tyle milosci do przelania,tyle potrafie przekazac czy nauczyc a ze wszystkiego zostalam odarta.Otarłam sie o depresje i gdyby nie moje dzieci pewnie juz by mnie nie bylo...

Reklama

80

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Witam.Bylam w kilku zwiazkach-wiekszosc z tych panow mialo rys psychopatyczny.Najlepszy ,ksiazkowy model psychopaty oddaje moj ostani narzeczony,o ktorym pisze w swoim watku.Interesuje sie psychologia,duzo czytam nt psychopatow.W dziale psychologia zalozylam ciekawy watek pt "Psychopaci sa wsrod nas",gdzie rozne osoby opisuja swoje przezycia z takimi osobami.Serdecznie zapraszam do wpisow w moim watku.O moim bylym mozna by tomy napisac...Nie mial nigdy robionych testoww na osobowosc ,ale jestem pewna,ze mu to dolega.do jego incydentow naleza m.innymi przemoc psychiczna i fizyczna wobec rodzicow,nieustanna zmiana partnerek,pokazowka z ostrymi narzedziami,wyrzucal mnie z samochodu-w ostatniej chwili uruchamial silnik,zniszczyl nozem moj telefon,spalil ukochana przytulanke.Oczywiscie nigdy nie czul sie winny.Inni ludzie sa mu potrzebni wylacznie do osiagania swoich celow.Jego zachowanie jest nacechowane skrajnym egocentryzmem i brakiem empatii.Pzdr.

81

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Witajcie, ja także chce opowiedzieć swoją historię. Byłam w związku z psycholem 3 lata, z czego półtora roku byliśmy małżeństwem. Czemu tak szybko za niego wyszłam? Bo był dobry, miły, nie pił, nie szlajał się, rodzina była ważna, ja byłam najważniejsza. To oczywiście wszystko były kłamstwa i pozory by mnie owinąć wokół palca. Już przed ślubem były bardzo delikatne sygnały, że coś jest nie tak, ja jednak przymykałam oczy bo stres przed śłubny, stres w pracy, bo zmęczenie. Mój błąd, że nie posłuchałam siebie w środku i nie wymiksowałam się z tej relacji, tylko odbył się ślub. I teraz - na ślubie nie tańczył, bo on takiej muzyki nie lubi i nie będzie robił z siebie idioty. Moja rodzina na pewno dała mniej kasy niż jego, moja rodzina jest głupia, moja mama jest głupia i wszyscy są beznadziejni. Potem i ja byłam do niczego, miałam gotować i sprzątać, a on siedział po pracy na komputerze. Kazał robić sobie do pracy kanapki i sałatki z całym warzywniakiem, a i tak narzekał, że nie ma co jeść i wogóle to nudzi mu się to jedzenie. Gdy nie odpisywałam na sms, lub miałam zamiar gdzieś wyjsć (np do koleżanki na kawę) to wysyłał mi smsy od samego rana "boli mnie brzuch, źle się czuję, nie jem nic bo nie mogę". Na początku się martwiłam, ale potem skojarzyłam ze on źle się czuje tylko w momencie, gdy ja mam gdzieś wyjść. To po prostu była przemoc psychiczna, chciał bym czuła się winna, że on chory a ja wychodzę. Przy jakimś święcie, gdy wypiłam drinka lub lampkę wina mówił przy stole, przy gościach "co, już się nawaliłaś i będziesz teraz mi robić awantury". Zaznaczę, że nie jestem osobą agresywną, a po alkoholu tym bardziej nie. Nie umiał niczego sam załatwić, do lekarza chodził z mama (!), wyzywał ludzi i był bardzo ordynarny w sposobie bycia, bardzo przeklinał, a gdy ktoś zwrócił mu uwagę (a nie daj Boże ja!) to kłótnia gotowa. Bardzo ciężko się żyło z takim człowiekiem, czasem nie wiedziałam czy to ja rzeczywiscie jestem głupia, czy on ma coś z głową. Stracił pracę, nie szukał kolejnej, bo żadna mu nie pasowała i żyliśmy z mojej skromnej pensji. Na wszystko miał gotową odpowiedź, wszyscy byli winni tylko nie on. Słuchalismy innej muzyki i gdy ja włączałam swoją, to on ostetacyjnie zakładał słuchawki i przestawał się do mnie odzywać przez cały wieczór. Po prpstu uraziłam jaśnie pana, że miałam czelnosć włączyć coś co mi się podoba, a w jego mniemaniu "tego tylko downy słuchają"... Ksiażki ktore czytałam były dla debili, muzyka dla debili, filmy dla debili. Moje koleżanki to szmaty i na pewno sprowadzą mnie na złą drogę i odciągną od niego. Szczytem była sytuacja gdy podczas świąt przy stole powiedział mi do ucha bardzo obraźliwą rzecz, a gdy ja powiedziałam że nie życze sobie takich tekstów to wyszło, że jestem jeb... ta i nie znam się na żartach. No i ominął mnie podczas łamania sie opłatkiem, tak ominął swoją żonę, chyba za karę, ze zwróciłam mu uwagę. Nie mogłam wyjsc sama po zakupy, bo się obrażał i wygadywał bzdury, ze pewnie ktoś mnie porwie albo nie daj Boże poderwie! (ludzie, ile ja bym wtedy dała za porwanie smile:):) hehe. Podczas mojego pobytu w szpitalu nie przychodził do mnie, odmawiał pomocy w umyciu się gdy juz byłam w domu (byłam po operacji). Wtedy postanowiłam, ze koniec z tym. Miałam 25 lat, a wyglądałam jakbym miała 75, zmęczona, styrana, beznadziejna. Jaśnie pan się zdenerwował i powiedział, ze na pewno w tym szpitalu mnie naszprycowali i gadam głupoty, ja jednak jeszcze miałam na tyle jasny umysł przed ślubem, że on wprowadził sie do MOJEGO mieszkania i musiał je opuscić. Spakował się i wyjechał do mamusi, a ja jeszcze przez kilka miesięcy dostawałam obraźliwe smsy. Rozwód pdbył się po pół roku od rozstania (pozew złożyłam w ciągu kilku dni od rozstania) i nareszcie jestem wolna.

Reklama

82

Odp: związek i rozwód z socjopatą
black_lies napisał/a:

Witajcie, ja także chce opowiedzieć swoją historię. Byłam w związku z psycholem 3 lata, z czego półtora roku byliśmy małżeństwem. Czemu tak szybko za niego wyszłam? Bo był dobry, miły, nie pił, nie szlajał się, rodzina była ważna, ja byłam najważniejsza. To oczywiście wszystko były kłamstwa i pozory by mnie owinąć wokół palca. Już przed ślubem były bardzo delikatne sygnały, że coś jest nie tak, ja jednak przymykałam oczy bo stres przed śłubny, stres w pracy, bo zmęczenie. Mój błąd, że nie posłuchałam siebie w środku i nie wymiksowałam się z tej relacji, tylko odbył się ślub. I teraz - na ślubie nie tańczył, bo on takiej muzyki nie lubi i nie będzie robił z siebie idioty. Moja rodzina na pewno dała mniej kasy niż jego, moja rodzina jest głupia, moja mama jest głupia i wszyscy są beznadziejni. Potem i ja byłam do niczego, miałam gotować i sprzątać, a on siedział po pracy na komputerze. Kazał robić sobie do pracy kanapki i sałatki z całym warzywniakiem, a i tak narzekał, że nie ma co jeść i wogóle to nudzi mu się to jedzenie. Gdy nie odpisywałam na sms, lub miałam zamiar gdzieś wyjsć (np do koleżanki na kawę) to wysyłał mi smsy od samego rana "boli mnie brzuch, źle się czuję, nie jem nic bo nie mogę". Na początku się martwiłam, ale potem skojarzyłam ze on źle się czuje tylko w momencie, gdy ja mam gdzieś wyjść. To po prostu była przemoc psychiczna, chciał bym czuła się winna, że on chory a ja wychodzę. Przy jakimś święcie, gdy wypiłam drinka lub lampkę wina mówił przy stole, przy gościach "co, już się nawaliłaś i będziesz teraz mi robić awantury". Zaznaczę, że nie jestem osobą agresywną, a po alkoholu tym bardziej nie. Nie umiał niczego sam załatwić, do lekarza chodził z mama (!), wyzywał ludzi i był bardzo ordynarny w sposobie bycia, bardzo przeklinał, a gdy ktoś zwrócił mu uwagę (a nie daj Boże ja!) to kłótnia gotowa. Bardzo ciężko się żyło z takim człowiekiem, czasem nie wiedziałam czy to ja rzeczywiscie jestem głupia, czy on ma coś z głową. Stracił pracę, nie szukał kolejnej, bo żadna mu nie pasowała i żyliśmy z mojej skromnej pensji. Na wszystko miał gotową odpowiedź, wszyscy byli winni tylko nie on. Słuchalismy innej muzyki i gdy ja włączałam swoją, to on ostetacyjnie zakładał słuchawki i przestawał się do mnie odzywać przez cały wieczór. Po prpstu uraziłam jaśnie pana, że miałam czelnosć włączyć coś co mi się podoba, a w jego mniemaniu "tego tylko downy słuchają"... Ksiażki ktore czytałam były dla debili, muzyka dla debili, filmy dla debili. Moje koleżanki to szmaty i na pewno sprowadzą mnie na złą drogę i odciągną od niego. Szczytem była sytuacja gdy podczas świąt przy stole powiedział mi do ucha bardzo obraźliwą rzecz, a gdy ja powiedziałam że nie życze sobie takich tekstów to wyszło, że jestem jeb... ta i nie znam się na żartach. No i ominął mnie podczas łamania sie opłatkiem, tak ominął swoją żonę, chyba za karę, ze zwróciłam mu uwagę. Nie mogłam wyjsc sama po zakupy, bo się obrażał i wygadywał bzdury, ze pewnie ktoś mnie porwie albo nie daj Boże poderwie! (ludzie, ile ja bym wtedy dała za porwanie smile:):) hehe. Podczas mojego pobytu w szpitalu nie przychodził do mnie, odmawiał pomocy w umyciu się gdy juz byłam w domu (byłam po operacji). Wtedy postanowiłam, ze koniec z tym. Miałam 25 lat, a wyglądałam jakbym miała 75, zmęczona, styrana, beznadziejna. Jaśnie pan się zdenerwował i powiedział, ze na pewno w tym szpitalu mnie naszprycowali i gadam głupoty, ja jednak jeszcze miałam na tyle jasny umysł przed ślubem, że on wprowadził sie do MOJEGO mieszkania i musiał je opuscić. Spakował się i wyjechał do mamusi, a ja jeszcze przez kilka miesięcy dostawałam obraźliwe smsy. Rozwód pdbył się po pół roku od rozstania (pozew złożyłam w ciągu kilku dni od rozstania) i nareszcie jestem wolna.

Witam Cie.Czytam Twojego posta i naprawde widze ogromne podobienstwo do mojego zwiazku z psycholem.Ta nieustanna krytyka,manipulacje,czepianie sie wszystkiego ,szukanie problemow,ktore dla zdrowych ludzi nie istnieja.Moj eks tez mial "poczucie humoru"-np dusil mnie albo wymachiwal przede mna nozem -i mial pretensje,ze nie rozumiem jego zartow.Ludzie,ktorzy mnie znaja wiedza,ze jestem osoba dowcipna,ale nie moj byly!On nazywal mnie "zimna analiza"-smieszne...Nie mial za grosz dystansu do siebie,nie rozumial przenosni(ogolnie malo czytal),a zarty z jego osoby nie wchodzily w gre !Zawsze bylam przy nim spieta,musialam wazyc slowa.Czas spedzalismy wylacznie tak jak on chcial-nigdy nie dostosowal sie do mnie.No i ta jego -przepraszam za slowo-pierdolina pijacka-w kolko to samo,powtarzanie idiotycznych zartow.Pamietam jak na poczatku zwiazku robil mi glupie zdjecia,np jak bylam za potrzeba za krzaczkiem albo jak mialam maseczke na twarzy.Stale mna manipulowal,wykorzystywal doswoich celow.Byl gorszy od choroby.Pzdr.

83

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Szkoda, że 30 lat temu nie było takiego wątku,może nie straciłabym tych 30 lat na małżeństwo z psychopatą.Na szczęście jestem już po rozwodzie ,żyję w spokoju ale dalej go kocham ale potrafię już racjonalnie myśleć i nigdy z nim nie będę.Próbował jeszcze wrócić po wielu zdradach/moja to wina/,ale po poł roku od wyprowadzki do innej zaczęłam myśleć i nie pozwalałam sobie na jakikolwiek kontakt z nim. Gdy się przekonał że jestem znowu silna,samodzielnie myśląca i juz mnie nie zabajeruje/a umiał to robić świetnie/odpuścił. Zyję swoim życiem , w spokoju chociaż już nikomu nie zaufam bo wiem  jak można się na początku kamuflować.Zyczę wszystkim wytrwałości i konsekwencji bo tylko tak można z nimi wygrać. Jestesmy silne , a oni słabi tylko  żywią się naszą energią,dowartościowują się poniżając innych.To są wampiry energetyczne.W chwili gdy widzą ,że ofiara się wymyka to płaczą, kajają się , przepraszają,aż dopną swego i znowu to samo.Aby się uwolnić to należy zerwać kontakt i stać się silną, zdecydowaną,aby ich manipulacja nie działała.To moje przemyślenia po 30 kilku latach życia z super inteligentnym socjopatą.Dacie radę , ale to nie łatwe , ale osiągalne. POWODZENIA!!!!!

84

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Wydaje mi sie ze równiez miałam doczynienia z osobnikiem którego mozna określic mianem socjopaty
Przez pewien dosc krótki związek pólroczny wiem ze do dzis odbija sie on czkawką ( w ogole co mi sie czkawką z gorycza nie odbija) Dzis jestem we fajnym związku ale przez to co wydarzylo sie dwa lata szukam u mojego partnera na sile oznak czy aby na pewno z nim wszystko w porzadku ze starchu by znow nie wejsc w to samo bagno..a on to cierpliwie znosi.. temat rzeka bo po tym co przeszlam dwa lata temu wylądowałam u psychiatry i dzis caly czas zmagam sie sama ze sobą. zapytałam mojego partenra czy ma ochote zrobic mi prezent bez okazji, zapytał jaki, mowie ze mógłby mi zakupic ksiazke "moje dwie głowy" i juz nie dlugo bedzie ona moja wisienka na torcie z tej calej wiedzy jaka posiadam poprzez godzinowe szukanie informacji na temat socjopatów.
Ale o co mi chodzi,
bo tu nie chodzi o to ze socjopata nas okradnie z pieniedzy, dóbr materialnych to zawsze mozna odzyskac, ale ciezko odzyskac pozniej godnosc do siebie, wiare w mezczyzn, ciezko pozniej zaufac jezeli nie przepracuje sie siebie na 100%, jesli sie tego nie zrobi  ciezko jest zyc normalnie
to jak taki zwiazek wyniszcza psychike pojecie maja tylko ci co to przeszli i niech nikt nie mowi ze o moglas cos stwierdzic wczesniej, odejsc wczesniej glupia bylas, ale ci co tak mowia nie maja pojecia jak ci ludzie klamia, jak manipuluja, ale wiadomo ze zwiaku nie przekresla sie od razu, na poczatku sie walczy, rozmawia z druga osoba, dopiero pozniej dochodzi sie do wniosku nie nie bede tu w tym zwiazku szczesliwa wiec odchodze
ten czlowiek ktory wedlug mnie był dobrze zaburzony mowil do mnie zawsze : twoi znajomi chca nas rozdzielic, to nie on jest winny jakiejs sytuacji tylko moi znajomi, zadna wersja wspolna mu sie nie zgadzała, raz mowil ze chce miec psa a zaraz mowil ze ma uczulenie alergie na siersc, a jakie on mial sytuacje zyciowe, ze zemdla przy szefie bo byl chory w pracy i szef go zwolnil do domu a za chwile mowil ze go karetka z pracy zabrała, co miesiac mial inna prace która tak na prawde sobie zmyslał,
dobra teraz przyznaje sie bez bicia
moze ktos z was czytal tu watek o pseudonimie areksis o tytule zwiazek na odległość, czy cos takiego poznałam go w internecie juz nie pamietam
tak to byłam ja
zostałam nawet zbanowana wtedy
bo ten czlowiek wkradl sie na moj komputer, i zastraszył mnie ze nie mam prawa pisac o nim w internecie i pierwszy raz uderzyl w punkt który nie powinien
ciagnełam te znajomosc jeszcze do stycznia resztkami sil..
jaka ja glupia bylam wtedy ze do dzis sobie nie moge wydarowac ze odwalilam taki bandycki wzwód w moim zyciu i do dzis sie tego wstydze chociaz to on powienien sie wstydzic
a i to wlasciwie wtedy smile tu na forum uswiadomiono mnie ze to jakis psychofag normalnie jest smile szkoda ze was nie posluchałam od razu smile
i tak
dzis juz wiem ze zycie jest tak nie przewidywalne ze jak sie samemu nad soba nie panuje to dup..a zbita smile

85

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Witam!
Jestem po rozwodzie z socjopatą ,tylko dzięki dobremu prawnikowi udało mi się udowodnić jego winę.
Teraz przechodzę piekło z podziałem majątku,powiedział,że zniszczy wszystko a mnie wytoczy jeszcze 6 spraw
i "dotrzymuje słowa"-mam już ich trzy,praktycznie życie spędzam w sądach-koszmar,koszmar,koszmar!!!!!
Co mogę radzić?-zanim podejmiesz decyzję o rozwodzie należy dobrze  przygotować się do tego,nie informować oprawcy o swoich planach,przygotować się też materialnie!!nagrywać kamerką jego zachowanie,wszystkie złośliwości a jest nimi przepełniony ale w sądzie powie,że to on jest nękany.Zbierać dowody na kłamstwa,zakładać niebieskie karty,mieć świadków  i nigdy ma nie widzieć Twoich łez ani wzburzenia czy poirytowania jego nagannym zachowaniem.W każdej prowokującej sytuacji należy wykazać spokój i opanowanie-żywi się złością ofiary i to go bardzo cieszy gdy wyprowadzi ofiarę z równowagi.Podstęp jest jego siłą,jeśli jest czegoś niepewny lub miałby coś materialnego stracić  to należy bardzo uważać gdy mieszka się razem- stanowi zagrożenie dla życia,najlepiej nie przechowywać żywności w lodówce, do której ma dostęp-to nie jest moje wyolbrzymianie-byłam faszerowana środkami odurzającymi,które spowalniały moją spostrzegawczość a torsje i biegunki po posiłkach,wypadanie włosów ,duża utrata wagi-  przypisywałam nerwicy.
Przez terapie nauczyłam się nie reagować na jego podstępne prowokacje ,wyprowadziłam się mieszkać do przyjaciółki to wniósł o urzędowe  wymeldowanie mnie z mieszkania mimo,że byłam współwłaścicielem-oczywiście nie udało mu się to ale sama procedura sprawdzania z urzędu-przesłuchiwanie  sąsiadów,wywiad policji trwało sześć miesięcy a on miał z tego świetną zabawę.
Do prokuratury wniósł fałszywe zawiadomienie,że go nękam,zrobił ze mnie "szambo"kupił fałszywych świadków-znów wyjaśnienie trwało osiem miesięcy oczywiście zostało umorzone ale on żadnych konsekwencji za to nie poniósł  a mnie wystarczająco upokorzył.Od dwóch lat jestem pod stałą opieką psychiatry i psychologa.
Uciekajcie od takich potworów!!!

86

Odp: związek i rozwód z socjopatą
123 kaktus napisał/a:

Witam wszystkich
Szukam kontaktu z osobami  ktore są lub były w związku z socjopatą.Chcę poruszyć ten problem  ponieważ tylko my wiemy  jakie szkody on wyrządza. Stworzyć grupę wsparcia i  zainteresować  ludzi tym tematem, ktory jest często ukrywany w nas  .Dużo się mówi na temat przemocy fizycznej  a przemoc psychiczna nie zostawia śladów na ciele ale w duszy.
Więc zwracam się do takich osób o pomoc w  realizacji mojego pomysłu
Proszę o kontakt





I proszę żartowniśów o nie pisanie jest  to za poważny problem aby z niego żartowac.

Dziękuję Pozdrawiam

Witaj!jak sobie poradziłaś z Twoim gnębicielem,jestem po rozwodzie z takim typem ,obecnie w trakcie podziału majątku-koszmar!
pozdrawiam

87 Ostatnio edytowany przez nibyja (2015-09-30 14:44:15)

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Witam, czytam to co piszecie i poprostu nie wierzę.
Sama nie wiem co mam robić, nie wiem czy wydaje mi się czy facet z którym się związałam jest socjopatą czy to ze mną coś nie tak. 
Poznałam go w sumie nie dawno, bo w kwietniu. pracowaliśmy wtedy za granicą oboje. wróciliśmy razem do polski i tu zaczęły się schody. myślałam że jestem najszczęśliwsza na świecie, był kochany, ciepły i troskliwy jednak strasznie zazdrosny gdyż podobno kiedyś ktoś go skrzywdził. Zauważyłam u niego dziwne zachowania jednak tłumaczyłam to sobie tym co przeżył, ma przeskoki myślowe, mówi różne dziwne rzeczy że kogoś nienawidzi że zabije ich wszystkich, na początku myślałam że mowi o mnie, że to podteksty skierowane do mnie, zawsze mówił że to co mówi nie ma nic wspólnego ze mną.
przywiązał mnie tak do siebie że gdy mnie pierwszy raz zostawił (oczywiście mówiąc ze to moja wina bo go niby zdradzam) błagałam go żeby wrocił.
Do czasu poznania go, moje zycie było dość niestandardowe, dużo podróżowałam stopem bez konkretnego miejsca na ziemi i byłam naprawdę szczęśliwa, spełniałam marzenia. Dla niego postanowiłam się zmienić, jego rodzice pomogli mi zrobić kursy zawodowe, on twierdził że jest szczęśliwy że zaczynam "żyć normalnie". Nawet nie zauważyłam kiedy, wszyscy się ode mnie odsuneli, mówili mi że z nim coś nie tak a ja w to nie chciałam uwierzyć. niejednokrotnie chciałam z nim porozmawiać że wydaje mi się że coś z nim nie tak, nie dało się z nim porozmawiać na poważne tematy bo zawsze się kończyło tym że oskarżał mnie o zdrady i o to że to ze mną nie da się rozmawiać. Niedawno podjęłam najgorszą decyzję w życiu. przeprowadziłam się do niego a właściwie z nim do jego rodziców. Zawsze starałam się jak najbardziej mogłam robić wszystko tak by nie mógł mieć do mnie żadnych pretensji. Zauważyłam tutaj jego drugiie oblicze które okazało się dla mnie straszne. nie jest przywiązany do nikogo, on chyba nie odczuwa żadnych więzi nawet z rodzicami mimo że to wspaniali ludzi i starają się pomóc mu jak mogą, on ich wykorzystuje finansowo i w ogóle nie szanuje.  zawsze mówil o nich że to jego najwięksi wrogowie, jednak od kiedy tu mieszkam widzę że jest zupełnie inaczej niż on mówi. no i też wszystko się zmieniło między nami. Poinformował mnie ostatnio że między nami koniec a za powód podał to że według niego nie jesteśmy sobie pisani. (zaznaczam że dzień wcześniej rozmawialiśmy o dziecku i mieliśmy niedługo wyprowadzać się na swoje). stwierdził że ubzdurałam sobie coś i że nigdy nie byliśmy razem i to moj problem że go pokochałam bo on mi nigdy nic nie obiecywał. oczywiście wielkodusznie pozwolił mi tu mieszkać (nie mam dokąd się wynieść, straciłam przez niego nielicznych przyjacół ktorzy mogliby mi pomóc) więc czekam teraz na 1wszą wypłatę (czyli za miesiąc) żeby się wyprowadzić. na szczęście jego rodzice nie mają nic przeciwkotemu żebym tu była bo inaczej musiałabym iść na ulicę mieszkać. nie mam wyjścia muszę spędzić z nim jeszcze miesiąc w jednym domu, co nie jest łatwe. wczoraj, powiedział że nie zna uczucia miłości ale wszystko co robił było dla mojego dobra. bo chciał żebym wyszła na ludzi, znalazła pracę i żyła jak człowiek. na pytanie  czemu nie skończył tego wcześniej skoro nic do mnie nie czuł, powiedział że dla mojego dobra, żebym czegoś nie odwaliła.
Czy to możliwe żeby socjopata chciał komuś pomagać? z tego co wiem jego poprzednia "dziewczyna" przeżyła z nim coś podobnego. Wyciągnął ją z problemów rozkochał i zostawił. ona do tej pory nie może się pozbierać.
Stwierdził że chce być moim SUPERBOHATEREM i nic więcej.  szczerze mówiąc to nie wiem czy ze mną coś nie tak, nie umiem się pozbierać, dla niego to takie proste jakby rzeczywiście to moja wina była, jakby był nożem o który sama się zraniłam "bo przecież wiedziałaś że nic między nami nie będzie."
najgorsze jest to że mam nadal nadzieję że doceni kim dla niego jestem i zmieni się i zmieni zdanie. kocham go jak nikogo i puki tu mieszkam to daję radę, żeby mu udowodnić ale nie wiem jak dam radę to wszystko pociągnąć jak go zabraknie i się wyprowadzę. wszystko co zmieniłam w swoim zyciu zrobiłam dla niego a on nie chce tego docenic i dać mi szansy na "normalność" którą myślałam że przy nim zdobędę.
nie wiem co robić, starać się czy nie? to z nim jest coś nie tak czy ze mną?
wydaje mi się że kocham go najbardziej na świecie i nie chce go stracic, za każdym razem jak o tym myślę to wybucham płaczem, ze mną też cośnie tak chyba.. miewam nawet myśli samobójcze na myśl o tym że go stracę, nie dam rady. jak mam to skonczyc?

muszę jeszcze dodać że często oskarża mnie o to ze jestem po złej stronie, że chce mu zniszczyć życie... że zepsułam mu np motocykl i chciałam go tym zabić itp. często mówi też takie rzeczy jak: kocham Cię malutka, to wszystko to nie ja tylko on. czy to może być jakaś socjopatia z rozdwojeniem jażni? tak właśnie mi się kojaży z smigolem z władcy pierscieni...

88

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Nikt ci tutaj nie zdiagnozuje tego człowieka, ale to co na jego temat napisas raczej przemawia za tym by poradzic ci jedno - zakoncz tę znajomość bo nic dobrego z tym facetem Ciebie nie spotka. Może jego rodzice wiedzą dokładnie na co chory jest ich syn? I może właśnie dlatego tak ciepło Cię przyjęli? Skoro inni ludzie mówią ci że ten facet ma coś z głową i na dodatek Ty sama na własnej skórze doswiadczasz skutków jego obłędu, to ją się Ciebie pytam- o co ci jeszcze chodzi dziewczyno? Czy mało masz swoich kłopotów że chcesz rozwiązywać jakieś chore zsgadki? Nieważne czy masz do czynienia ze schizofrenikiem, z bordem albo z paranoikiem. To bez znaczenia. Ważne jest tylko to, że Ty powinnas uciekać z tej znajomości bo wiazac die z chorym psychicznie kiedys narodzisz chorych na głowę dzieci, sama się nameczysz i tyle będziesz miała z tego życia.
Czy imponuje ci to, że twój facet jest inny? Czy uwazasz go za ekscentryka, czy za dziwadlo ? Jeśli uwazasz go za ekscentryka to znaczy że będziesz chciała z nim zostac- tragedia. Jeśli uwazasz go za dziwadlo to ją widzę dla Ciebie szansę na ucieczkę od czubka.
Powodzenia i oprzytomnij jak najszybciej.

89

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Witam.
Najgorsze jest to że potrafią się dobrze kamuflowac i sprzedać,  jeżeli ktoś nie ma na codzien kontaktu z takim typem to poprostu osobie pokrzywdzonej nie uwierzy chyba nikt. Ja żyłam 13 lat z takim człowiekiem i nie wiedziałam że tacy ludzie istnieją,  mało nie doprowadził mnie do grobu z reszta cały czas to robi jeszcze nie mamy rozwodu. Mamy dzieci i co najgorsze są z nim-dlaczego? To baaardzo dużo pisania, jak to przetrwam napisze książkę . A narazie brakuje mi już siły..... I wiary w sprawiedliwość na świecie!!!!!!!!!

90

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Najgorsze, że są mili, uprzejmi. Ale jak ich wyczuć? Ja po mej ex czuję manipulację na milę... bo manipulują, gdy czegoś chcą, oczarują cię, nałożą mgłe na oczy... a potem rzucą jak śmiecia, wykorzystają, wyplują.
Gnidy!!!

91

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Witajcie kochani -Ja już wiem sad nie potrafiłam tego okreslic kim jest człowiek który dał mi tyle miłości a potem odszedł brutalnie bo czułam jakbym się mu znudziła . Wszystkie watki przeczytałam i jestem w szoku . Nie wiem czemu trafiłam na te forum ale już dziekuje Bogu za ta dziewczyne która zapoczątkowała ten temat Ii Bogu za to prowadzenie- bo jestem w chwilach dla mnie trudnych , cierpienie i ból jest nie do zniesienia Jestem u kresu sił jak trafiłam na ten temat Na razie nie mam czasu żeby pisać o mojej sytuacji bo jest już późno Ale mam wiele do przekazania z mojej znajomości 3 letniej z takim oto osobnikiem  Zatem dziewczyny odzywajcie się jak macie meile to tez chętnie odpisze Nie zostawiajcie tego tematu bez echa bo cały czas sa wśród Nas osoby takie jak Ja które potrzebują Waszej pomocy Pozdrawiam was gorąco

92

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Na Wasze forum trafiłam wczoraj -próbując sobie poradzić ze sobą.
Byłam w bardzo burzliwym związku z socjopatą (najlepsze jest to ,ze to on jakis czas temu postawił diagnozę -że też wówczas nie uciekłam...).
W sumie 5,5 roku...Rok temu udało mi się od niego uwolnić -po wielkich bojach i problemach (na pewno to znacie - tysiace smsów ,setki połączeń - raz przymialnie ,raz groźby ,innym razem branie na litość).Nie ugięłam się.We wrześniu się odezwał-po 9 m-cach,niby niewinnie...
W Wigilię powiedział,że on jednak tak nie może bo wciąż myśli o tym z kim się spotykalam jak nie byłam z nim, później stwierdził ,że chciał tylko sprawdzić jak zareaguję i czy mi na nim zależy -czy będę go zatrzymywać.
Mam bardzo duże poczucie dumy i nigdy pierwsza nie wyciągałam ręki,ale jeśli on się odezwał -leciałam jak ćma do świecy sad
Wczoraj znowu się odezwał -że jednak najlepiej mu samemu ,ale mnie lubi i lubi ze mną gadać i może zostańmy przyjaciółmi. Szlag mnei trafił i już nie umiałam być spokojna- dzisiaj jadę kupić telefon z możliwością blokowania numerów (mój aparat tego nie ma) .
Tylko boję się,że za kilka miesięcy on się znowu odezwie ,a ja...
Dlatego potrzebuję Was -kogoś kto mnie kopnie w doopę i powstrzyma przed kolejną głupotą ,jaką będzie powrót do niego sad
Cała nadzieja w tym ,ze juz sie nie odezwie (ale to złudna nadzieja-jeśli byłyście z takimi ludźmi to wiecie ,że zabawa w niszczenie komuś psychiki ich bawi).

93

Odp: związek i rozwód z socjopatą

a po co odbierasz połączenia?

ja mam zasadę, że nie odbieram żadnych połączeń z numerów, których nie mam na liście - nawet jeśli to są kurierzy na przykład (jak nie odbieram, to piszą smsa) - na pewno mniejszym obciążeniem psychicznym będzie nieodbieranie połączeń niż rozmowy z nim.

94

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Nie odbieram -wystarczy ,że zobaczę że to on dzwoni i zaraz mi sie ręce trzęsą.To wszystko napisał mi w sms-ach.
P.S. Odbieram wszystkie telefony ,których nie mam zapisanych ponieważ to telefon służbowy.

95

Odp: związek i rozwód z socjopatą
wrobelkarolina napisał/a:

Nie odbieram -wystarczy ,że zobaczę że to on dzwoni i zaraz mi sie ręce trzęsą.To wszystko napisał mi w sms-ach.
P.S. Odbieram wszystkie telefony ,których nie mam zapisanych ponieważ to telefon służbowy.

- smsy tez możesz zablokować,
- zapisz jego nr w służbowym telefonie, chyba nie masz zakazu ? wtedy wyświetli Ci się nazwa kiedy on będzie dzwonil i będziesz mogła uniknąć niechcianej rozmowy,

Całkowity brak kontaktu w takiej sytuacji ma działanie wręcz terapeutyczne.
Jest zbawienny i leczniczy.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

96

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Widzę,że się nie zrozumiałyśmy smile
Dzisiaj kupuję nowy telefon -ten stary nie ma takiej funkcji jak blokowanie. Kupuję go właśnie po to żeby zablokować polączenia i wiadomości od niego. Z wymianą telefonu czekałam do momentu kiedy będę mogła go zmienić wraz z abonamentem-ten dzień właśnie nastąpił big_smile
Druga sprawa - mam go zapisanego w kontaktach i tak jak napisałam wcześniej -sam fakt ,że widzę iż dzwoni powoduje u mnie drżenie rąk ,krótki oddech i wielki stres.

97

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Witam Panie, przepraszam ale jestem mężczyzną który był w związku 8 lat z socjopatką. Oszukiwała, bez uczuć, zimna jak głaz, robiła wszystko aby tylko jej było dobrze. dawałem się wiele razy zmanipulować, kochałem ją i nadal kocham, nawet jak miała innych facetów też nie potrafiła się do tego przyznać, zawsze to była tylko moja wina. Jest mi strasznie ciężko, niedługo podejmę terapie. Nie rozumiałem jak można nie mieć serca, nie rozumiałem jak można mówić kocham ale tego wcale nie okazywać, teraz jestem psychicznie zrujnowany, nie mogę się podnieść

98

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Socjopatami sa i kobiety i mężczyźni. Przykre jest to jak można druga osobę tak gnębić. I nie jest to niechcący a przemyślane i długotrwałe.  Nawet zwierzęta tak nie robią.
No ale cóż człowiek gorszy.
Miałam taką przyjemność.  6 lat z socjopatą, ktory dodatkowo okazał się kryptogejem.
To był koszmar. Teraz kiedy udało mi się od niego uciec, dociera do mnie co on mi zrobił.  Kłamstwa,  podporządkowanie się na każdym kroku, kłótnie, ciche dni trwające tygodniami. Potem kary. Szarpanie. Kilka razy mnie uderzył. Udawalo mu się doprowadzać mnie do histeri.
Nie wiedziałam,  że ja jestem zdolna do czegoś takiego.Raz w tygodniu miałam napad histerii, po czym kilka godzin dochodziłam do siebie. Leżałam prawie nieprzytomna.
Uwielbiał to, byłam zdania wtedy tylko na niego.
Zero znajomych. Zero rodziny.
Teraz po 8 miesiącach nie jestem sobą.  Nie potrafię.  Rodzina i znajomi mnie wspieraja. Nawet mam nowego faceta. Ale jeśli on użyje jakiegos zwrotu takiego jak tamten to kuje mnie bardzo i chce uciekać. Nie potrafię się zaangażować. Boje się. Nadal czuje się śmieciem. Nic nie warta. Nie wiem po co on chce ze mną być. Mówi ze kocha. A ja nie wierzę. Jestem nikim. Chciałabym usiąść w kącie i zniknąć. Prób samobójczych miałam kilka w tamtym związku.  Teraz na szczęście już mi minęły. Wiec jestem bezpieczna. Powiedzcie mi, ile będę dochodzić do siebie ?
Kiedy będę normalnie żyć?

99

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Przerażające, chyba nie powinnaś wchodzić w żadne związki zanim nie przepracujesz przeszłości.

100

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Jak wynika ze źródeł ezoterycznych które śledzę od wielu lat, wiele badań pacjentów w stanie hipnozy (youtube=>Calogero Grifasi), wiele informacji historycznych i pochodzących z przekazów, nasza cywilizacja jest stajnią do karmienia się negatywną energią przez istoty zamieszkujące wyższe światy. One nakłaniają ludzi żeby inkarnowali tutaj i cierpieli bo to ma rzekomo pomagać ludziom w rozwoju. Ludzie zgadzają się na to i w efekcie tak się to kończy. Część ludzi ma podczepione implanty które uszkadzają im samopoczucie, i zachowują się nienormalnie a część ma zakodowane za ich zgodą programy autodestrukcyjne, w efekcie czego taki człowiek wiąże się z osobą agresywną a unika dobrych ludzi. Jeśli taki program autodestrukcyjny nie byłby zaimplementowany, to po tygodniu nastąpiłoby rozstanie z agresywnym partnerem. Obecność tego programu powoduje że takie relacje ciągną się latami.

101

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Witajcie,
3 dni temu wywalilam z domu socjopatę z którym byłam 1,5 roku. Człowiek "serce na dłoni" uczynny, błyskotliwy i przeinteligentny a jednocześnie oszust,mitoman i zdrajca.
Wykorzystywał mnie przez ten cały czas..manipulowal i dalej próbuje to robić. Boję się że się znamię i dam mu 10374 szansę..
Jest to człowiek który zdradzał mnie emocjonalnie przynajmniej raz w miesiącu. Miał konta na chyba wszystkich portalach randkowych i erotycznych i tam nawiązywał znajomości. Nie umiem sobie dać z tym rady ale wiem że to się nigdy nie zmieni. I chociaż go kocham bardzo, nie chcę już z nim być -ale sama wątpię czy jeszcze potrafię... Proszę trzymajcie kciuki za mnie ;(

102

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Sweet malina, trzymam kciuki za Ciebie i za siebie. Ja wlasnie w trakcie rozwodu z takim samym geniuszem seksu. hmm u nas na zdradach tylko przez internet sie nie skonczylo. Niestety przelozylo sie to na zdrowie fizyczne i psychiczne. Choc w pozwie moj M i tak nadmienil ze caly rozklad malzenstwa przypisuje mi! Socjopata nigdy sie nie przyzna, do niczego. MOj M mi powtarzal... jak Cie zlapia za reke mow ze to nie Twoja reka. Zycze wiele sily i wytrwalosci.... uciekaj jak najdalej i jak najszybciej. Walcz o siebie i swoje szczescie.

103

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Niestety takich ludzi trochę żyje na naszej planecie.
osobowość dyssocjalna to około 1,66% populacji z czego 70% to mezczyzni a 30% kobiety.
osobowość borderline(emocjonalnie niestabilna) to 1,6% populacji z czego 3 razy więcej jest kobiet niż mężczyzn.
osobowość narcystyczna mniej niż 1% populacji z czego 3 razy więcej jest mężczyzn niż kobiet.

"Księża będą zawsze wykorzystywać ciemnotę i przesądy ludu. Będą posługiwać się religią jak maską, pod którą kryje się obłuda i zbrodniczość ich poczynań"
Tadeusz Kościuszko
"Religia jest dla ludzi bez rozumu"
Józef Piłsudski

104

Odp: związek i rozwód z socjopatą

W związku z socjopatą byłam pięć miesięcy. Krótko zachowywał pozory. Dwa tygodnie. Sprawiał wrażenie ideału, któremu nie powodzi się w miłości. Zauroczył mnie sobą a później rozkochał w sobie. On na wysokim stanowisku, inteligentny, czarujący, ja wg mnie zwykła.
Po dwóch tygodniach odkrył się, ale dużo czasu potrzebowałam żeby od niego odejść. Taki związek to ciągłe awantury i miesiące miodowe. Na przemian. Wszystko robiłam źle. Wszystko! od mycia rąk, przez prowadzenie auta, ubieranie, gotowanie, składanie ubrań do wycierania zlewu. Każdy powód był dobry do awantury. ZAWSZE była moja wina. Moja bądź innych osób. Nigdy jego. Musiałam robić tak jak on chce albo podnosił głos. Tak to był pierwszy sygnał po którym należało uciekać- podnoszenie głosu (tłumaczył, że to sprzeczka i każdy tak ma).
Nie dbał o mnie. Lodówka zawsze pusta- on najadł się w pracy a gdy wieczorem mówiłam że jestem głodna zarzucał mi że wciąż tylko mówię o jedzeniu a on wcale głodny nie jest (ja jestem szczupła a on gruby). Potrafił mnie zostawić na wakacjach czy w górach. Po prostu zostawić- poszedł sobie; wchodziłam na szczyt i schodziłam sama. Bardzo wierzący katolik. Bardzo. W domu pełno świętych obrazków. Wie że jestem niewierząca a mimo to do śniadania puszczał mi katolicką muzykę. Gdy zgłaszałam sprzeciw- awantura- że boi się że zawsze będę mu nakazywać i zakazywać wszystkiego, nawet muzyki. Po kilku miesiącach chodziłam zaszczuta. Bałam się jego telefonów- gdy nie odebrałam i oddzwoniłam MINUTĘ PÓŹNIEJ zrobił mi awanturę! Sugerował, że coś jest ze mną nie tak, skoro zwykłe sprzeczki nazywam awanturami. Gdy weszłam na drażliwy dla niego temat robił się agresywny. Gdy o tym mówiłam wpadał w szał. Zawsze musiał mieć rację. Zawsze musiało być po jego. Nawet jeżeli było wszystko ok i tak znalazł pretekst- "masz minę kota srającego na puszczy", "nie usiadłaś obok mnie a więc na pewno jesteś na mnie obrażona" itd itd. Nigdy nie widział swojej winy. Robił z siebie ofiarę złych kobiet. Do tego playboy. Chwalił się jak to kobiety za nim szaleją i ile kobiet nie miał. Do tego demon seksu. Każda kobieta podczas każdego stosunku miała orgazm a Ty nie masz! obarczał mnie winą że nie mam z nim orgazmu, a gdy tracił wzwód mówił że to moja wina bo widzi, że mnie nie pociąga. Nie dbał o mnie. Podczas wizyt u mnie w domu przeszukiwał mi szuflady. Gdy zapytałam co robi wyłgał się, że była otwarta. Gdy dałam mu swojego laptopa żeby coś sprawdził, pierwsze co zrobił to sprawdził mi historię wyszukiwarki a później musiałam wyśmiewał i komentował gdzie się logowałam i ile czasu tam straciłam. Muzykę słuchałam słabą, gotować nie umiałam, ubrać się nie umiałam, moje zainteresowania były słabe. Takiemu człowiekowi nie dogodzisz. Dopiero jak zaczęłam pokazywać że przestaje i na nim zależeć z dnia na dzień się zmienił. Jestem pewna że to poza. Kłamał i ubarwiał rzeczywistość. Mówił coś a później zaprzeczał i wmawiał mi że mam problemy z pamięcią i że wymyślam. SMS interpretował po swojemu. Wpędzał w poczucie winy do tego stopnia, że całymi dniami chodziłam zdołowana- najlepsze jest to, że ja naprawdę chodziłam już u niego na palcach, wszystko miał podane pod nos i nawet nie zdążył o czymś pomyśleć a ja już to zrobiłam.
Dziewczyny chcecie porozmawiać napiszcie maila: polihymniaa małpa tlen.pl. Wczoraj od niego odeszłam. Na pożegnanie wykrzyczał mi że będę jeszcze błagać i płakać za nim, że zobaczymy jakiego sobie znajdę ideał i że cyt. "ty im nie mów czy i kogo ja sobie znajdę a kogo nie, to moja sprawa i nic ci do tego"- to akurat standard. Zawsze podczas kłótni mówił, że to czy tamto to nie moja sprawa. Kiedyś wykrzyczał mi "wara od mojego boga" smile a więc luz. smile Jestem atrakcyjną kobietą. Wysoką, elegancką, inteligentną, wykształconą, ambitną, mężczyźni się za mną oglądają i często otrzymywałam propozycje randek. Mój były chciał żebym myślała o sobie, że jestem stara, brzydka i mam cellulit a więc nikt się mną nie zainteresuje. To normalne. Do tego miał alergię na moją przyjaciółkę i chciał żebym tylko z nim spędzała czas- pracując u niego na działce. Grabki wrosły mi w rękę przez te 5 miesięcy. :-) Miałam już kilku mężczyzn i żaden nie zaserwował mi takiej huśtawki i takiego wbijania w poczucie winy co mój były.
Jeżeli macie wątpliwości czy wasz facet (bądź partnerka) ma problemy z głową piszcie. Porównamy doświadczenia.

105

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Szukam pomocy, chcę rozwieść się z socjopatą ( wczoraj dowiedziałam się iż jestem jego szóstą żoną). Jest emerytem SB, am depresję, jestem zdołowana. Mogłabym napisać książkę o jego postępowaniu wobec mnie...ostrzec inne kobiety.
Chcę podać o rozwód z orzekaniem o winie. Szukam osób, którym się udało wygrać walkę w sądzie z psychopatą- socjopatą. Pomocy, mam dosyć wszystkiego.

106 Ostatnio edytowany przez Agn. (2017-11-13 20:04:14)

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Witajcie dziewczyny...

Pierwszy post... Próba podniesienia się po związku z .... socjopatą? psychofagiem? czy normalnym człowiekiem, a to ja jestem nienormalna...?
Już wariuję tu, siedząc sama, myśląc i analizując.

Czy jest tu ktoś, kto może mi pomóc?

Jestem DDA. Od tego zacznę ... nigdy nie układało mi się w związkach. Zawsze było coś nie tak. Dużo wycierpiałam. W końcu poznałam przyszłego męża, Araba... pomyłka na całego. Kłamał, zdradzał, w końcu się rozeszliśmy...
Po jakimś czasie poznałam X. Niech będzie mu tak na imię. Poznaliśmy się w internecie, oczywiście. Świetnie nam się rozmawiało, mnóstwo podobieństw od pierwszych wiadomości, maili. Dużo pisał, często dzwonił i opowiadał o sobie,  o tym, jak minął jego dzień..
Dużo dzwonił. Zasypiał nawet wieczorami ze słuchawką przy uchu i rozmawiał ze mną. Grał na gitarze.... NO IDEAŁ !!  W weekendy chciał mnie widywać - mieszkaliśmy w innych miejscowościach. Wolał mnie zamiast kolegów. NO IDEAŁ !!
Zraniony - po siedmioletnim związku zdradziła go (i odeszła od niego) dziewczyna (nazwijmy ją Z). Ale on dalej o nią walczył. Wybaczyłby jej. Chciał do niej wrócić. Ale już miał założony profil na portalu randkowym i spotykał się z innymi dziewczynami, idąc do łóżka na pierwszej randce.
Dziewczyna zła – Z – wpadła do niego… właściwie do wspólnego ich mieszkania, bo na pół kupili, razem kredyt brali, meblowali, wykańczali… po resztę swoich rzeczy. Kiedy X nadal się starał, prosił, błagał o powrót… Niestety, Z miała pecha, bo drzwi otworzyła jej obca osoba płci żeńskiej YY(to ta poznana na portalu, z którą na pierwszej randce poszedł do łóżka). X tłumaczył, że przecież chce pokój wynająć, że to osoba zainteresowana przyszła oglądać mieszkania, a X musiał koniecznie pilnie gdzieś wyskoczyć z domu. No i tak … Prosił, błagał, ale Z odeszła…
X próbował jeszcze szukać jakichś dziewczyn, kilka nawet znalazł. YY była z nim cały czas .. chociaż ona się zakochała i nie chciała przestać do niego wypisywać (taka jest wersja X. Co się okazało, on także do niej pisał. Ale nie przy mnie. Nazywał ją „Kociu”, „Myszko”, itp. – te same słowa, którymi i ja byłam nazywana, jak się później okazało.  Tęsknił za nią i chciał jej twarz widzieć w kamerce, bo przecież tak dawno jej nie widział…
Moja znajomość z X kwitła, miłość kwitła. Choć miałam być ostrożna. No ale słowa X „Proszę, nie okłamuj mnie. Pamiętaj, że prawda jest najważniejsza. Wszystko trzeba budować na prawdzie. Ja już zostałem zraniony….” sprawiły, że ufałam coraz bardziej. NO IDEAŁ !!  Ufałam bardziej i bardziej. Coraz bardziej Bo przecież wolał spotykać się ze mną, niż z kolegami… NO IDEAŁ !! „Skąd Ty się wzięłaś? Gdzie Ty tyle czasu się ukrywałaś?” pytał …
Mówił, że pewni znajdę sobie innego, a potem go zostawię. Bo kobiety lubią być pewne, że kogoś mają i odchodzą. Że na pewno w innym się zakocham...
I tak przeprowadziłam się do wielkiego miasta, gdzie on mieszkał. Znalazłam pracę. Pomógł mi znaleźć mieszkanie. W sumie to jeździł, oglądał i wybrał najładniejsze. Wyremontował je – tzn odnowił, pomalował ściany. Ba, pomógł się przeprowadzić !! NO IDEAŁ !!
No i tak wszystko było idealne… Przeprowadziliśmy mnie i rozpoczęliśmy się spotykać. No ale tak się stało, że X mieszkał u mnie… albo ja u X. Dość szybko zdecydowaliśmy się (zdaje się, że za namową X) poszukać wspólnego mieszkania – bo po co utrzymywać dwa, skoro można płacić za jedno wspólne…. (o tym później)
No i tak pomieszkiwaliśmy sobie raz u mnie, raz u niego.. W końcu X postanowił pójść z kolegą na piwo. Myślę sobie – pewnie, niech idzie. Wróciłam ze szkoły (studiowałam zaocznie kolejny kierunek), X siedzi i pije z kolegą wódkę. Wróciłam, poznałam jego przyjaciela, pożartowaliśmy (sympatyczny gość)… Kolega mówił, że mogę z nimi iść w sumie, ale X się to bardzo nie podobało. Pamiętam, że się pokłóciliśmy o coś i wyszli na to piwo. X jeszcze wrócił przepraszać za kłótnię. Że kolega nawet z byłą X zawsze się świetnie dogadywali, że on to się lubi skumać, a potem z niego żartować… Ale przeprasza i ucieka już do kolegi.. Zadowolona, szczęśliwa, poszłam spać . Ba, X dzwonił w środku nocy. Ostatni telefon wykonał koło 23 (o ile dobrze pamiętam). Mówił, że jest super, że chodzą po mieście i on właśnie załatwia chłopakom (bo dołączył do nich jakiś inny) dziewczyny. Przyjaciel X był żonaty. Potem nie było z X kontaktu. Dzwoniłam, pisałam.. na dwa telefony. Nic. Cisza. X zadzwonił do mnie o 8 rano. Chyba nawet po 8. Pijany nadal. Twierdził, że nie wie, co z nim się działo… Nie pamięta, film mu się urwał. Wściekła byłam, ale postanowiłam to wyjaśnić. Płakał, stał ledwo na nogach, śpiewał mi piosenkę taką trochę naszą. Potem wpadł w histerię. Że już nie ma siły, że przeprosił, a ja ciągle się nad nim znęcam, że on już nie może… Poszedł spać. Ja zawaliłam szkołę, zostałam z nim. (SIC!)
I tak coraz mniej podobały mi się jego wyjścia, ale nie było ich wcale jeszcze tak dużo. Raczej wracał do siebie czasami i mówił, że on to musi się wcześnie spać położyć, wypocząć i urywał się kontakt o około 20. Podejrzane… Nic to, rozumiałam, choć było mi smutno.
Słyszałam, że jak to możliwe, że ja nie mam pretensji o nic (o wylane piwo, zbitą szklankę, cokolwiek), że on to przyzwyczajony do pretensji ciągłych jest ….
Po 2,5 miesiąca postanowiliśmy zamieszkać razem. Po co utrzymywać dwa maleńkie mieszkanka, kiedy można zapłacić za jedno i mieszkać u siebie? Znaleźliśmy ładne mieszkanko, postanowiliśmy je wynająć.
Ja miałam swoje mieszkanie w swojej mieścinie rodzinnej, on swoje (tzn na pół kupione na kredyt z Z). Każde z nich było wynajmowane.  X namówił mnie do sprzedaży, zdecydował się sprzedać swoje. Sprzedaliśmy mój samochód, bo po co nam dwa. Za te pieniążki spłaciliśmy Z (tzn. X spłacił – to, co należało się jej za udziały w mieszkaniu). No ale tak… myślę- ma rację.
Sprzedało się jego mieszkanie, namówił mnie na sprzedaż mojego. Przecież możemy inwestować w nieruchomości tu, w dużym mieście i zarabiać z tego więcej. „Dźwignia finansowa” mówił…. „Wkład własny, resztę na kredyt, najemcy będą spłacać, a my zarabiać. I tak możemy sobie dużo mieszkań kupić”. Bałam się, ale po zapewnieniach (po około roku znajomości) „Ja już duży jestem, trochę przeżyłem, wiem, czego chcę od życia.” Zaufałam, sprzedałam swoje mieszkanie i wszystko poszło gotówką do jego rąk.
I tak kupił sobie pierwsze mieszkanie na wynajem. Potem moje. Oba z minimalnym wkładem własnym. Później kolejne swoje… Ja samochodu nadal nie miałam, bo on kupował różne rzeczy i sprzedawał. Mieliśmy wspólne konto oszczędnościowe, na które oboje wpłacaliśmy pieniążki, ale on tylko wypłacał, używał, „inwestował”. (no ok., pewnie coś tam zarabiał).
Osobiście się psuło. Od początku… w sumie. Kiedyś zajrzałam mu do telefonu. Bo dziwiły mnie te jego wizyty u koleżanek – często zostawał na noc, bo one przecież tak daleko mieszkają. I zazdrości o mnie… Nie odbierał telefonów od koleżanek przy mnie – odrzucał, mówiąc, że nie chce mu się rozmawiać. Miał urodziny… nie zapomnę słów do jednej koleżanki „A, u mnie nic nowego. Przeprowadziłem się . (… chwila ciszy, koleżanka pewnie o coś zapytała)… No tak jakoś wyszło”… Koleżanki na oczy nie widziałam. Okazało się w tym telefonie, że wtedy kiedy szedł do siebie spać (kiedy jeszcze nie byliśmy razem), to wychodził pić na miasto. O 2 czy 3 w nocy z koleżankami się ustawiał… mówił, że ma dla nich prezenty… itp…
Wszystko to pamiętam… wzbudzało to wszystko we mnie podejrzenia, szukałam dalej. I wyszukiwałam kolejne kłamstwa. Wszystko jakoś tłumaczył…
Kłótnia goniła kłótnię.. kolejne kłamstwa, dziewczyny… Jedna była nazwana imieniem przyjaciela, do którego szedł na noc… okazało się (bo zostawił telefon, a ja zobaczyłam), że kolega jest płci żeńskiej… Ta płeć żeńska przewijała się bardzo długo. Ostatecznie nie spotkał się wtedy z płcią żeńską.  Owa „płeć żeńska” przewijała coraz częściej ….
X bardzo lubił wychodzić na „piwo” z kolegami. Lubił wracać o dziwnych, rannych godzinach z numerami telefonów nowych kobiet… zdjęciami kobiet w telefonie. Strasznie tego nie lubiłam. Ale on zapewniał, że tylko „poznaje ludzi”. Że nieważne, czy to mężczyzna czy kobieta – czego ja się czepiam – człowiek to człowiek. Ok – myślałam – może się czepiam. Sytuacji takich było coraz więcej… Oczywiście, telefonów ode mnie nie odbierał – bo ja go nękam, bo się czepiam, bo mam pretensje… Każdy inny telefon odebrał, każdy obcy numer. Ale nie mój.
On wychodził sam. Nigdzie razem do towarzystwa nie wychodziliśmy. Jeśli już – rzadko – to tylko z moimi znajomymi. I wtedy potrafił „odwalić”. Kiedyś do dziewczyny w pubie zaczął się odzywać, nazywając mnie swoją siostrą..
Wróćmy do „płci żeńskiej”…. Oj… to była historia. Okazało się, że zdradzał mnie z tą dziewczyną konkretnie. Wyjeżdżałam do rodzinnego miasteczka, na weekend z mamą (co strasznie mu się podobało), on spotykał się z nią. Ciągle ona. Ukrywał, wszystko hasłował. Hasło w komórce zmieniał chyba codziennie ! Powiadomienia smsów od koleżanek powyłączane… Każda prosba o szczerość, podważenie jego wersji kończyło się awanturą i wmówieniem mi, że się czepiam.
W końcu, kiedy zaczęłam rzucać jak z rękawa cytatami jego rozmów z ową „płcią żeńską” przyznał się do zdrady.
Przez ponad 3 lata związku nie poznałam ani jednej jego koleżanki. Jeździł do nich, spotykał się z nimi, kłamiąc, że jedzie do najlepszego kumpla. Ba… jedna wstawiła nawet na fb zdjęcie dwóch całujących się osób (ich cieni w sumie)… z podpisem „today.. tonight”. Traf chciał, że X wtedy był akurat u niej … Nawet kiedy on jechał na spotkanie z koleżanką do centrum.. i ja do centrum na spotkanie z kimś na tę samą godzinę, NIE MOGLIŚMY jechać tą samą taksówką.
Każda kłótnia kończyła się tak samo.. Zawsze obracał wszystko tak, że jest to moja wina, że on zna te zagrywki, że jestem opętana, że mnie nienawidzi. Każda kłótnia to było rozstanie.
Słyszałam, że obiecywał sobie, że grubej dziewczyny nie będzie miał, a tu mu się taka trafiła. W Boże Narodzenie powiedział, że jak nie schudnę do końca lutego, to ode mnie odejdzie…
Słyszałam ciągle „ale ci się fajny miś trafił” – kiedy przeglądał się lustrze. „Miś to dobry człowiek” … itp…
Rybiki były w domu, bo nie sprzątam i syf jest. Że jestem bałaganiarą, że nie ogarniam…
Mieszkaliśmy 5 min drogi od jego pracy. Ja miałam 1,5 -2 godz. drogi do pracy w jedną stronę. On jeździł autem, ja komunikacją, „bo gdzie ty zaparkujesz”….
Sprzątanie, gotowanie (oczywiście, większość dań ugotowanych przeze mnie była…. średnia), pranie… nie miałam sił codziennie latać i układać rzeczy, odkurzać i myć podłóg…
Wszystkie próby zwrócenia mu uwagi, zauważenia, że zrobił coś inaczej niż powinien… To wszystko odbierane było za atak i pretensje. Wszystko kończyło się awanturą.
Dochodziło do rękoczynów…
Nie mam już  sił. Ciągle mówił o rozstaniu, o odejściu . Bo ja jestem zła, bo ja nie daję mu spokoju, czasu dla niego itp. Itd…
Im bardziej on uciekał, tym bardziej moja podświadomość chciała z nim być. Chciałam razem na wakacje wyjeżdżać (on wolał z chłopakami, każdy wyjazd był okupiony kłótnią i awanturą).  Kiedy jednak wychodziłam z domu, on siedział i pił piwo, grał na konsoli, oglądał youtube…
Urodzin, imienin i dnia kobiet też nigdy nie miałam zachwycających. I zawsze to była moja wina.

Hobby... Miałam swoje ... ale co nie próbowałam o nich mówić, zawsze ignorował, odpowiadając czymś o jego hobby. I przestałam czuć , że moje hobby jest wartościowe, że moja muzyka jest wystarczająco dobra. I że wszystko, co moje jest.. wartościowe i dobre. Że moje zachcianki sa w porządku. Bo on na sowich zarabia, a moje to marnotractwo pieniędzy ...
Popadał z euforii i Żabek, Myszek, Kotków i Kochaniów w jakieś dziwne depresje..
Poszłam do psychologa, bo wierzyłam, że coś ze mną nie tak. Błagałam o terapię dla par. „Nikt nie będzie mi mówił, co mam robić” słyszałam… Wszystko… każde moje słowo, każde spojrzenie powodowało kłótnie, bo przeciez miałam pretensje. Potem płakał.. bo był przecież ofiarą i ja go „gnoiłam”…
Słyszałam, że tylko o wszystko mam pretensje, że w poprzednim związku tak nie było (przypominam, co mówił na początku – że przyzwyczajony był do wiecznych pretensji o wszystko)…..
W końcu wyznaczył datę odejścia… lokatorom wypowiedziałam umowę, na co on tak bardzo nalegał. Ja ciągle chciałam wierzyć, że może być dobrze. Bo było, kiedy się nie kłóciliśmy…
Lokatorzy nie mogli znaleźć nowego mieszkania. Termin się mógł przesunąć. Na co X krzyczał „ umawialiśmy się na taki, a nie inny termin. Teraz będą tam w nieskończoność mieszkać.”
Udało się, wyprowadzili się, a ja… 5 dni po terminie postanowiłam się przenieść – wtedy, kiedy go nie było w domu. Wiedział o tym. Ale i tak mówił: „pokażę ci jak wrócę, opowiem, jak wrócę”.
To był dla mnie dramat, tragedia. Mówił, że kocha, ale nie może być razem ze mną, bo go to truje od środka. Płakał, kiedy wrócił i zastał list pożegnalny. Oj, jak płakał. Mówił, że jestem dla niego najbliższa, najważniejsza. Ale nie wrócimy do siebie, nie teraz. Ciągle byłam Żabką. Zaprosił w pierwszy weekend na obiad … Potem już nie ..
Ale mówił, że nie wyklucza, że wrócimy do siebie. Odzywał się ciągle. Codziennie. Nadal odzywa..
Mówił, że z nikim się nie spotyka, a jak coś, to będę pierwszą osobą, którą się o tym dowie…
I tak… 3 dni temu wróciłam po swoje rzeczy do mieszkania, w którym mieszkaliśmy, a tam otworzyła mi drzwi dziewczyna. Jego nowa dziewczyna ….. (pamiętacie Z, której drzwi do mieszkania otworzyła YY?? )…. Oczywiście X nie było w domu. Był na imprezie.. Firmowa- mówił jej. Ale nie – to była jego urodzinowa impreza, na którą zaprosił samych kumpli. Są ze sobą od miesiąca…. A ja nie mieszkałam z X raptem miesiąc i 4 dni .. szok …
Powiedziałam jej, że jeszcze 3 dni temu pisał, że jestem bardzo ważna… 2 tygodnie temu pisał, że nadal mnie kocha. Poprosiła, bym jej pokazała.. pokazałam. Dziewczyna była w szoku..
Ale pożegnałyśmy się…
Nie wiedziałam, że kogoś ma (choć tak czułam i pytałam go o to)… A 3 dni przed poznaniem prawdy był u mnie. Przytulał całym sobą.. ciepło, mocno. Całował po szyi, czole, policzkach… dotykał pupę, włożył ręce pod majtki i pod koszulkę. Dla mnie ot było cos pięknego – nadzieja na powrót. Wierzyłam, że coś w nim pęka. Czerpałam każdą milisekundę z tego. Ale buziaka w usta nie chciał dać (zresztą 2 tyg po rozstaniu już nie chciał… )….. Zdradzić jej nie chciał? A to, co robił, to nie zdrada?? hmm
On nadal obwinia mnie za wszystko. Że zrujnowałam jego życie… Już ona jest najważniejsza, nie ja… To ją kocha… Ja już nie jestem najbliższa… jedyną jego bliską osobą…
Ba… płakał mi „znowu będę sam…. Znowu będę wracał do pustego domu…” On, on, on… zawsze liczyło się to, co on czuje, co chce, jak woli… jego zdanie..
Teraz mnie musi spłacić. Nie chce spłacić wszystkiego….

Nie mam sił… nie wiem, czy to ja jestem psychicznie chora, czy on…
Tak, sprawdzałam go. Tak, nie pozwalałam mu za dużo wychodzić. Bo bałam się, że będą kolejne dziewczyny… Ale pod koniec związku odpuściłam. Żeby tylko było dobrze. Żeby miał „wolność”, której chce… i nadal było niedobrze…
A ja nie umiem sobie poradzić z tym rozstaniem ….
: (
Pomocy …..

107

Odp: związek i rozwód z socjopatą

Moja historia jest bardzo podobna do Twojej...
15 lat żyłam w iluzji małżeństwa ..zdrady kłamstwa ponirzanie ..psychiczne molestowanie..przemoc finansowa i seksualna  na koniec  przemoc fizyczną ...
Zawsze była moja wina za wszystko ....
Zdrady  nocne powroty ..kochanki ...
Nie będę pisać szczegółów  bo już nie chce do tego wracać. ...
Znosilam to wszystko aż jednego dnia nie wytrzymałam ...
Wnoislam sprawę o rozwód ..
Wtedy dopiero zaczął się koszmar mojego życia ..zostałam wyrzucona z własnego domu na ulice jak pies ..bez niczego po tylu latach życia ...
Zaczynałam od zera z dwójką  dzieci ...od kubka do kawy ....miałam tylko moje ubrania ..zero pamiątek zdjęć NIC....Zostałam ze  strasznymi długami które na moje nazwisko pobierał ..
jestem rok po rozwodzie ....ogarnelam mieszkanie ...nie poddalam sie  ....terapia pomaga ..jestem już drugi rok na terapii. ..
Napisałam tylko dlatego żeby wszystkie kobiety zrozumiały ze ON się nie zmieni. ..trzeba uciekać jak najdalej ..I nie dawać kolejnych szans ...on bawi się na całego Twoją  psychika i wykańcza aż do samego końca aż spadniesz na samo dno ... ..
Zawsze można zacząć walkę o swoje życie ..I spokój psychiczny ...wracają wspomnienia  Ale z każdym dniem jest lepiej i łatwiej ...
Dałam radę . TY też  DASZ ...zaufaj sobie samej ..chociaż jest trudno bo ONI niszczą nasze poczucie wartości ....
Pamiętaj że to Ty jestes Panią swojego życia a uczucie które myślisz że to miłość to nie jest miłość tylko silne uzależnienie jak narkotyk ..
Miłość daje szczęście i radość A nie ból cierpienie i smutek  ..
Zawalcz o sama siebie ...pozdrawiam i życzę wytrwałości i siły ...

Posty [ 77 do 107 z 107 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » związek i rozwód z socjopatą

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016