On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » KULTURA » On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 77 do 113 z 113 ]

77

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Jeśli chodzi o Greya to nie wiem sama czy jest to aż tak tragiczne czy swoje przysłowiowe "pięć groszy" dołożyła beznadziejna tłumaczka... Tak czy siak - kupiłam na lotnisku rok temu jak leciałam na wakacje jako równowagę dla Irvinga (ah, kocham!) i Masłowskiej (nie kocham, wręcz nie lubię ale ciekawość musiałam zaspokoić - przy okazji nie zdziwiłam się pozytywnie, dla mnie najnowsza Masłowska jest najsłabsza) i przydał się tylko na to, że czytałam fragmenty  na głos mężowi i turlaliśmy się oboje ze śmiechu...
I w kwestii tłumaczenia - ja mam niepokojące wrażenie, że tłumaczka korzystała z google translate... Nagle w połowie książki pan Grey staje się panem Szarym... yikes

Co do wracania do książek - ja wracam średnio co kilka lat do sagi Sapkowskiego. Teraz resztą właśnie wyszła nowa książka o Wiedźminie więc już zacieram ręce żeby ją zakupić smile
Ah, i jeszcze - ostatnio przy okazji odmalowywania przedpokoju gdzie stoi część naszych rodzinnych ksiąg (mamy tego od groma) trafiłam na wciśniętą Siesicką i wchłonęłam ją w ramach wspomnień o pierwszych "prawie że dorosłych" tytułach wink

Are you an idiot? No, sir, I'm a dreamer
Reklama
Zobacz podobne tematy :

78

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać
pennylane napisał/a:

I w kwestii tłumaczenia - ja mam niepokojące wrażenie, że tłumaczka korzystała z google translate... Nagle w połowie książki pan Grey staje się panem Szarym... yikes

Naprawdę. Przyznam się, ze odpadłam po kilku rozdziałach. Za bardzo bawiło mnie czytanie tych wszystkich o "dłuuugich" rzeczach. Miało to pewnie na celu zerotyzowanie tekstu - wyszło komicznie. XD
Jest Szary do końca ?

79

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać
Vian napisał/a:
muzykaduszy napisał/a:

Co do e-booków, osobiście naprawdę ich nie cierpię.
Nie dość, że oczy mi się męczą i bolą od patrzenia w monitor to nie ma już takiej radości z trzymania książki w ręku, wąchania stron i takiej intymności ze swoją wyobraźnią. Niestety, nie wszystkie książki, które chcę przeczytać są w bibliotece a na kupno nowych nie mam zwyczajnie tyle pieniędzy, chyba że to naprawdę dobra książka to kupię ją, żeby kiedyś do niej wrócić. No i skutek tego taki, że ostatecznie zostaje e-book albo nic.

Czytnik, dobry czytnik koniecznie e-ink w solidnej okładce, żaden tablet, telefon, ekran komputera. To jest inwestycja, ale naprawdę warto. Jeśli nie jesteś przekonana, popytaj wśród znajomych, może ktoś ma czytnik z e-papierem i Ci pożyczy na parę dni. Czyta się jak książkę z tym, że strony same przerzucają się kliknięciem i są zapisane tylko po jednej stronie. ;-)

Moja nauczycielka od angielskiego ma takie coś, pokazywała nam na lekcji i zachęcała, żeby sobie takie coś sprawić, że jest super.
Rzeczywiście, nieźle się prezentuje ale jakoś ciężko mi się przekonać do elektroniki a w to musiałabym trochę zainwestować a mam ważniejsze wydatki. Jakaś taka staroświecka jestem. wink

Reklama

80 Ostatnio edytowany przez WitchQueen (2013-12-29 22:44:18)

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Szczerze mówiąc jak ktoś niczego konkretnego nie czyta to nie zrozumie mojej miłości do literatury. Można rozmawiać o różnych innych rzeczach oczywiście, ale ja bardzo cenię sobie fakt, że z moim facetem można pogadać solidnie o literaturze, zwłaszcza, że czytamy podobne książki.
Ja czytam głównie fantastykę i s.f. ale bywa, że mnie najdzie czasami na romans jak muszę się mocno oderwać od rzeczywistości.
Nienawidzę natomiast takiego nadęcia w stylu "Ja czytam tylko dobre książki, czyli Coehlo, Whartona, Dostojewskiego, Sienkiewicza itp." Nie cierpię serdecznie Coehlo, nie mogę znieść jego twórczości. Wharton spoko, ale to nie są książki, do których wrócę. Rozumiem, że coś wyznaczyło jakieś nowe standardy w literaturze, ale to nie oznacza, że musi mi się podobać, bo tak uchodzi tongue
Jeśli zaś chodzi o fantastykę, to przyznam szczerze, że jakkolwiek twórczość Tolkiena jest klasykiem gatunku, to ja nie będę udawać, że mi się podoba, bo męczy mnie niesamowicie i wolę prozę w wykonaniu Sapkowskiego, albo chociaż George'a Martina, choć ten ostatni też bywa męczący jak szlag. Ja wychodzę z założenia, że książka ma być dla mnie przyjemna i mnie bawić. Jak chcę poszerzyć horyzonty to czytam artykuły naukowe, dokumenty, gazety w stylu "Focus" albo "Świat Wiedzy", a książki czytam dla przyjemności tylko i wyłącznie, choć nie przeczę, że z niejednej fajnej powieści wyniosłam sporo wiedzy na różne tematy.
Fantastyki, zwłaszcza polskiej pochłaniam masę i mam całe półki książek, kupuję ich więcej niż nadążam czytać.
Kiedyś byłam wierna formie tylko i wyłącznie papierowej, natomiast odkąd przypadkowo stałam się właścicielką tableta, to doceniłam mocno formę elektroniczną. Wygodne, nie muszę wydawać kasy na książki, co ostatnio jest bardzo dużym plusem i co najważniejsze nie muszę ze sobą targać 700 stronicowych ksiąg na uczelnię i łatwiej się z tym schować na nudnych zajęciach i czytać. Jak nie ma światła w autobusie, czy pociągu to też żaden problem, bo podświetlone. Same plusy póki co.

A "Grey" to jest straszliwy przykład patologicznego grafomaństwa nawet w porównaniu z większością najgłupszych harlequinów i obawiam się, że tłumaczenie nie ma tu nic do rzeczy, choć dobre to ono też nie jest.

"Si vis pacem - para bellum"

81

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Chyba zależy od zainteresowań. Moja eks jest bardzo inteligentna, ma wysoką pozycję w dużej firmie, magister inżynier + business degree, a nie czytała nic. Codziennie poza pracą to chińskie telenowele (no w końcu jest Chinką), 9gag, plotki na YouTube o beyonce, Jenifer Lopez oraz programy o gotowaniu. Czy była głupia? NIE, nudna, tymbardziej NIE wink od czytania wolała boksować worek na siłowni lub ćwiczenia ze mną w łóżku

Reklama

82

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Ja dużo czytam, ale o tych książkach rozmawiam tylko z przyjaciółką. Zaczęłam czytać serię kryminałów i pożyczyłam jej pierwszą część, to się wciągnęła. Czytanie to szeroki temat, można czytać książki fabularne, albo na przykład wiadomości/felietony o polityce, czy o czymkolwiek. Ja nie widzę np. 30-50 latków rozmawiających o fabule książki fantasy, albo czymś podobnym. Myślę, że my Polacy lubimy rozprawiać o polityce, o przyziemnych sprawach. A czytanie samo w sobie pomaga zebrać zasób słownictwa, polepsza go.

83 Ostatnio edytowany przez Excop (2017-06-05 19:37:19)

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Odświeżę wątek, jeśli można?

Olinka, zapytując o nasz pogląd w kwestii oczytania, miała na myśli raczej kwestię nie o czym, a jak rozmawiać z kimś, komu dotąd wystarczał zasób słów przyswojony w domu i niekiedy pono " na siłę" - w szkole.
Który nie będzie zlepkiem slangowych wyrażeń zaczerpniętych z Sieci lub podwórka, często zresztą, mało zrozumiałych dla artykułujących je osób.
Nie ma znaczenia, co się czyta, póki potrzeba czytania będzie w człowieku w podobnym zakresie obecna co potrzeba odczuwania jedzenia ładnie podanej potrawy.
Moim zadaniem, romanse napisane porządnie, nie ustępują niszowej, tzw. ambitnej twórczości, nie wiadomo w sumie, dla kogo pisanej, o ile wątek miłosno-skandalizujący wpleciony jest w obserwację społeczno-obyczajowej rzeczywistości danych czasów. Wystarczy wspomnieć "Annę Kareninę" chociażby. smile
Przesłanie lub moralny wykład można przemycić w różnej postaci. W bajce, baśni, czy w skeczu.
"Skąpiec" Moliera, to klasyka (również ta "przymusowa", bo szkolna). W szkole, z trudnością przełknąłem tę tragifarsę. Po latach sięgnąłem ponownie po tę pozycję. Czytało mi się świetnie.
Tak samo jak "Pana Tadeusza", gdy doszedłem do wniosku, że rytmika poezji nie zakłóca wcale "wejścia w buty" bohaterów, gdy tak się do tego podejdzie.
I to lata temu przed ekranizacją pod dowództwem św. pamięci pana Andrzeja Wajdy. smile
Dlatego, czytać warto; "papierowo", czy w formie elektronicznej.
Bo moment odsiewu wartościowej literatury od badziewia, przyjdzie sam.
Tyle, że to nasz gust powinien określać, co w literaturze owym badziewiem jest.

facet po przejściach

84

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać
Olinka napisał/a:

I teraz pytanie: jak postrzegacie osoby, które nie czytają książek? Czy świadomość tego faktu powoduje, że tracą w Waszych oczach? Dlaczego?
Czy uważacie, że osoba, która nie czyta, zwykle w ogóle niewiele ma do powiedzenia? Czy brak kontaktu z książką można zastąpić czymś innym?

Excop, fajnie, że odkopałeś, bo temat ciekawy. c:

Kiedyś bym pewnie powiedziała, że traci, a dziś wychodzę z założenia, że jeden pasjonuje się książkami, zaś drugi woli np iść do teatru, oglądać obrazy czy filmy, za którymi kryje się zazwyczaj o wiele więcej niż fabuła i akcja. ;> Sama jestem najbardziej "książkowa".

85 Ostatnio edytowany przez Excop (2017-06-05 21:09:49)

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać
Iris7 napisał/a:
Olinka napisał/a:

I teraz pytanie: jak postrzegacie osoby, które nie czytają książek? Czy świadomość tego faktu powoduje, że tracą w Waszych oczach? Dlaczego?
Czy uważacie, że osoba, która nie czyta, zwykle w ogóle niewiele ma do powiedzenia? Czy brak kontaktu z książką można zastąpić czymś innym?

Excop, fajnie, że odkopałeś, bo temat ciekawy. c:

Kiedyś bym pewnie powiedziała, że traci, a dziś wychodzę z założenia, że jeden pasjonuje się książkami, zaś drugi woli np iść do teatru, oglądać obrazy czy filmy, za którymi kryje się zazwyczaj o wiele więcej niż fabuła i akcja. ;> Sama jestem najbardziej "książkowa".

Witaj, Iris. smile
To prawda, że istnieją inne formy prowadzące do rozwoju wyrobienia estetycznego i ogólnie pojętej kultury słowa.
Tyle, że tak się składa, iż lwia część sztuk scenicznych, filmów lub bogato okraszonych muzyką operowych spektakli opierała się i opiera jednak, jak słusznie zauważyłaś, na wcześniejszych dokonaniach ich literackich pierwowzorów. Nie zawsze pisanych z myślą o adaptacji scenicznej, czy filmowej.
Może to naiwne w moim myśleniu, lecz uważam, że możliwość porównania obrazów wytworzonych przez wyobraźnię każdego z czytelników podczas obcowania z książką a później z jej teatralną lub filmową adaptacją, to dopiero temat do rozmowy!

facet po przejściach

86

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz rozmawiałam z kimś o czytaniu. Może raz w przeciągu ostatniego miesiąca. Sama czytam mnóstwo i niemal non stop, ale że czytam głównie fanfiction w ilościach hurtowych, i to jeszcze tylko po angielsku, to nie mam z kim o tym rozmawiać. Ale wcześniej, kiedy z taką samą intensywnością pożerałam książki fantastyczne (takie wydrukowane i w ogóle), to też niespecjalnie o nich rozmawiałam.
Dużo więcej rozmawiam o filmach i serialach, ba, nawet o teatrze.

Jak widzę osoby, które nie czytają? Trochę ich nie rozumiem, bo dla mnie książki (opowiadania) to tlen. Spora część mojego życia dzieje się w mojej wyobraźni. Trochę szkoda mi ludzi, którzy nie przeżywają tego co ja dzięki książkom. Ale to tylko moje egoistyczne podejście poparte tylko i wyłącznie moim doświadczeniem. Ktoś inny może mi współczuć, że ja nie przeżywam w tańcu tego co on.

"Nie proś o miłość. O prawdziwą nie musisz. O fałszywą nie warto."

"Miłość to spotkanie dwóch świadomych, pelnych i zaspokojonych uczuciowo osób, które szukają towarzyszy w rozwoju a nie powerbanków do emocjonalnego ładowania" (Tokarz)

87 Ostatnio edytowany przez adiaphora (2017-06-06 11:18:44)

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Czytanie ksiazek na pewno rozwija wyobraźnię i wzbogaca słownictwo, więc to niezaprzeczalne zaleta.
W sumie nie interesuje mnie czy ktoś czyta. Poznając nowych ludzi nie zadaje im pytań czy i co czytają. Wkrótce i tak się okazuje czy fajnie mi się z nimi gada i ogólnie czy nadajemy na podobnej fali. Zazwyczaj przecież i tak się nie dyskutuje o przeczytanych książkach. Ja zresztą nie lubię takich wynurzen i refleksji.  Wiadomo, ze każdy ma jakieś swoje wrazenia, ale nie interesuje mnie to aż tak, żeby o tym prowadzić dyskusje.
A do książek jako takich, się nie przywiązuje. Ulubione zostawiam, bo lubię do nich wracać, reszty pozbywam się bez żalu, nie lubię robić z domu biblioteki.

88

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

A ja wręcz przeciwnie - nie wyobrażam sobie przyjaźnić się z kimś, kto nie czyta książek.
A rozmowy o książkach są ważną częścią wszelkich moich rozmów z ludźmi.

89

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Pięknie, że ktoś odgrzebał ten temat! (Pomijając kwestię, że przypomniało mi to, że jestem na forum od pięciu lat tongue )

Interesującym było przekonać się jak zmienił się mój punkt widzenia pod wpływem pewnych czynników. Może nie diametralnie, ale jednak.

Otóż od ponad dwóch lat książek niemal nie czytam. Nie, oczywiście nie dlatego, że przestałam to lubić, ale dlatego, że  szkoda mi na to czasu. Tak, tak po prostu szkoda mi na to czasu, bo czytanie jest procesem bardzo powolnym. Czas potrzebny na przeczytanie średniej objętosci książki to przynajmniej kilka godzin. Godzin, które mogę przeznaczyć na wiele innych zajęć.

Czasem mnie to frustruje, bo jednak czuję, że coś tracę, ale jednak nie jest to tak silne uczucie, bym po książkę sięgnęła.(Jeśli to robię to tylko w okreslonych, pozarozrywkpwych celach ja na przyklad doskonalenie języków).

Dlatego zaczęłam rozumieć lepiej osoby, które książek nie czytają (oczywiście pomijam tu przypadki osob, dla ktorych czytanie jest zbyt trudnym intelektualnie wyzwaniem wink )

Jeżeli ktoś ma mało czasu wolnego i dużo zainteresowań to czasem jest żal poswiecic go na czytanie. I tak jest teraz w moim przypadku - trzymam sie od ksiazek z daleka, bo wiem, ze jak zaczne to cos innego na tym ucierpi bo doba ma niestety tylko 24 godziny.

Myślę, że swoją osobowość, wiedzę, umiejętność wysławiania się, kreatywność, duchowość, światopogląd etc. mozna rozwijac na wiele sposobow i czytanie jest tylko jednym z elementow. Niekoniecznie najwazniejszym.

Dlatego teraz, po tych kilku latach odpowiedzialabym, że fakt, że ktoś nie czyta książek nie ma dla mnie wiekszego znaczenia o i l e jest to zrekompensowane w inny sposob.

Tak wiec mozna zyc bez czytania, mozna tez z osobami nieczytajacymi rozmawiac na ciekawe tematy (ale o tym to akurat wiedzialam od zawsze smile )

Nic tu nie ma ;P

90

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

No właśnie, jest zasadnicza różnica pomiędzy tymi, którzy nie czytają, bo to dla nich zbyt duży wysiłek intelektualny a tymi, którzy nie czytają z innych względów, bo np. juz się w życiu wystarczajaco naczytali i maja teraz ciekawsze zajęcia.

91

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

"już się w życiu wystarczająco naczytali"  big_smile big_smile big_smile

sorry, adiaphora, ale siedzę w pracy i ryczę ze śmiechu big_smile
już dawno mnie tak nic nie ubawiło szczerze big_smile

92 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-06-06 14:58:46)

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać
_v_ napisał/a:

"już się w życiu wystarczająco naczytali"  big_smile big_smile big_smile

sorry, adiaphora, ale siedzę w pracy i ryczę ze śmiechu big_smile
już dawno mnie tak nic nie ubawiło szczerze big_smile


Ale dlaczego? Jest w tym dużo prawdy.

Jezeli przeczytanie 1000 książek to za malo żeby mozna sie dalej rozwijać bez czytania, to przeczytanie kolejnych kilku setek nie pomoże.
(O ile wciąż dyskutujemy o literaturze, a nie książkach naukowych, poradnikach itp.)

Po iluś tam dziesiątkach lat czytania człowiek powinien byc raczej na etapie odczuwania potrzeby pisania, tworzenia własnych historii niz jedynie wchłaniania cudzych wizji.

Co mi da przeczytanie k o l e j n e g o  opisu przyrody, kolejnego problemu psychologicznego, kolejnego dramatu? Te same bodzce intelektualne moge osiagnac czytajac wiadomosci, ogladajac przyrode, słuchając opowieści prostych ludzi.  Czy historia życia mojej sasiadki opowiedziana przez nia samą jest mniej warta uwagi niż spisana przez pisarza? Czy to może  moja intelektualna słabość, skoro do zauważenia jej znaczenia potrzebuje by ktos mi to ubral w odpowiednie slowa bo nie potrafie tego dostrzec sama?

Ja mam dokladnie takie odczucie jak adiaphora - naczytalam sie tyle, ze mi wystarczy na dlugo tongue

(I nie, nie dlatego, że jestem taka mądra, tylko dlatego, że jezeli to, co przeczytalam mi nie wystarczy, to kolejne kilkaset ksiazek tez mi nie pomoze tongue)

Nic tu nie ma ;P

93 Ostatnio edytowany przez adiaphora (2017-06-06 14:59:37)

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

No chciałam to jakoś krótko zobrazować smile
Brzmi śmiesznie, ale co w tym smiesznego? Są ludzie, którzy przeczytali taka ilość książek, ze juz bardziej oczytani nie beda a fakt, ze teraz czytają malo albo w ogóle nic nie znaczy. Nie uwstecznia się z tego powodu.

Mam wrażenie, ze to jakieś faux pas przyznac sie  publicznie, ze np.czytallo się książkę ostatni raz 5 lat temu. Jest jakaś norma roczna, która trzeba wyrobić czy jak?

94

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać
adiaphora napisał/a:

(...) Nie uwstecznia się z tego powodu.

No mam nadzieję! Okaże się niedlugo lol

Nic tu nie ma ;P

95

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać
_v_ napisał/a:

A ja wręcz przeciwnie - nie wyobrażam sobie przyjaźnić się z kimś, kto nie czyta książek.
A rozmowy o książkach są ważną częścią wszelkich moich rozmów z ludźmi.

Bo? Co jest z nimi aż tak bardzo nie tak, że nie jesteś w stanie się zaprzyjaźnić? Jest przecież tyle innych tematów do rozmów, a przyjaźń, czy nawet dobra znajomość, opiera się na czymś więcej niż rozmowy na wybrany temat, w tym przypadku książki.

Edit:

Iceni napisał/a:

Myślę, że swoją osobowość, wiedzę, umiejętność wysławiania się, kreatywność, duchowość, światopogląd etc. mozna rozwijac na wiele sposobow i czytanie jest tylko jednym z elementow. Niekoniecznie najwazniejszym.
Dlatego teraz, po tych kilku latach odpowiedzialabym, że fakt, że ktoś nie czyta książek nie ma dla mnie wiekszego znaczenia o i l e jest to zrekompensowane w inny sposob.

Mam dokładnie takie samo zdanie. Ważne, aby coś w życiu robić, rozwijać się, doskonalić, obserwować otaczający świat, mieć jakieś pasje, zainteresowania, wtedy i tematy do ciekawych rozmów się znajdą, i osobowość będzie się kształtować w pozytywny sposób. Czytanie jest niezwykłą przygodą, rozwijającą intelekt, ale ten sam efekt można osiągnąć na wiele innych sposobów.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz.

96

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Nie grozi Ci, nawet jak będziesz tylko komiksy oglądać smile

97

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

może zamiast odpowiadać na wszystkie pytania, wrzucę coś do PRZECZYTANIA big_smile big_smile big_smile

artykuł ze strony kawerna.pl

Badania naukowe wskazują, że czytając, dosłownie ćwiczymy nasz mózg, niemal jak mięśnie na siłowni!

Okazuje się, że nie bez powodu w starożytnej bibliotece aleksandryjskiej widniały słowa „Książki to lekarstwo dla umysłu”. Rację można też przyznać Wisławie Szymborskiej, mawiającej, że „czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła”. Od pierwszych dni naszego życia czytanie (nam, a później – przez nas) daje nam w zasadzie same korzyści. Przyjrzyjmy się im się uważniej i zastanówmy się, czym tak naprawdę jest czytanie i jak odbywa się z perspektywy naszych struktur mózgowych?

Mózgowa ekwilibrystyka

Dla naszych mózgów czytanie jest prawdziwym wyzwaniem. Nie, nie mamy w nich nigdzie żadnego „ośrodka czytania”, który wyróżniałby nas z grona pozostałych, niepiśmiennych zwierząt. W naszych czaszkach nie ma żadnej struktury, która odpowiadałaby wyłącznie za czytanie i którą moglibyśmy sobie ćwiczyć, połykając kolejne tomy. M. Spitzer, niemiecki psychiatra i neurobiolog, podobnie jak wielu innych ludzi nauki, twierdzi wręcz, że dla naszego mózgu czytanie jest czynnością… nienaturalną.

W swojej (skądinąd godnej polecenia) książce „Jak uczy się mózg” (2012), Spitzer posługuje się obrazową analogią, pisząc następująco: „Nasz mózg nie jest stworzony do czytania. Powstawał długo przed wynalezieniem pisma i na skutek warunków życiowych, które z dzisiejszymi niewiele miały wspólnego. Na pewno tych czasów nie charakteryzowała jedna rzecz: wszechogarniające pismo. Ktoś, kto czyta, maltretuje więc najpierw swój układ percepcyjny, wykonując czynność niedostosowaną do naszego gatunku, tak jak glazurnik maltretuje swoje kolana, czołgając się po łazienkach, albo ktoś, kto gra w tenisa, maltretuje swoje łokcie, każąc im przyjmować więcej ciężaru, niż są w stanie wytrzymać. Jeszcze raz, inaczej formułując: mózg ma się do czytania jak traktor do wyścigu formuły 1, gdy na przygotowanie do startu dostaniemy dwie godziny” (s. 177).

OK, ale czy to znaczy, że powinniśmy zaprzestać czytania? Spotykamy czasem osoby, które twierdzą, że czegoś robić nie należy, bo to jest „wbrew naturze”. Wygląda na to, że jeśli chcą być konsekwentne, powinny natychmiast przestać czytać! Wierzę nawet, że niemało z nich tak właśnie postąpiło, choć zapewne z innych pobudek. Ale dość dygresji – wróćmy do kwestii, czy czytać należy, czy nie.

Należy, rzecz jasna! Człowiek zdołał wyewoluować w istotę myślącą (mimo rozmaitych mankamentów tego myślenia) właśnie dlatego, że nieustannie próbował wykraczać poza swoje dotychczasowe możliwości. Nasza współczesna wiedza neurologiczna pozwala z całym przekonaniem stwierdzić, że stymulowanie mózgu do pracy pobudza jego rozwój –nie tylko w perspektywie ewolucji gatunkowej, ale też w ciągu naszego życia. Zawdzięczamy to tzw. neuroplastyczności, czyli zdolności mózgu do rozwoju i przekształceń. Kiedyś uważano, że człowiek przychodzi na świat z „gotowym” mózgiem i jeśli coś się w nim zmienia, to najwyżej to, że komórki nerwowe obumierają i jest ich coraz mniej. Dziś (i to od stosunkowo niedawna) wiemy, że przez całe nasze życie mogą tworzyć się w naszych mózgach nowe komórki nerwowe, a także, co bardzo ważne, nowe połączenia neuronalne, które zmieniają te komórki we współpracujące „sieci”. Tego i wielu innych odkryć dokonano w ostatniej dekadzie XX wieku, która była przełomowa dla neuronauk i z tego powodu została okrzyknięta „dekadą mózgu”.

Elastyczność mózgu

Neuroplastycznośćpolega na zachodzących w mózgu trwałych zmianach właściwości komórek nerwowych zachodzących pod wpływem bodźców zewnętrznych, płynących ze środowiska (Kossut, 2012). Ta zdolność naszego mózgu pozwalamuna adaptację, zmienność i samonaprawę (w pewnym zakresie) w razie uszkodzeń; pozwala nam uczyć się i tworzyć zapisy pamięciowe – czyli gromadzić wspomnienia. Mózg ludzki nie jest tu zresztą wcale wyjątkiem, bo zdolność tę zaobserwowano w całym świecie zwierzęcym już od poziomu robaków płaskich. Patrząc z tej perspektywy, wyraźnie można zauważyć, że mózgi każdej i każdego z nas są wyjątkowe, unikatowe właśnie dlatego, że przez całe nasze życie dopasowują się do zewnętrznych warunków i okoliczności - w tym sensie są kształtowane przez nasze życiowe doświadczenia.

Technicznie rzecz biorąc, czytanie jest więc dla naszych mózgów piekielnie trudną sztuką. Dziś już tego tak nie odczuwamy, spróbujmy jednak przypomnieć sobie czasy żmudnej nauki czytania w dzieciństwie, trudu poznawania liter, składania ich w sylaby i układania sylab w słowa. Człowiek potrzebuje czasu liczonego w latach i codziennych ćwiczeń (i to w okresie swoich największych zdolności uczenia się, czyli w dzieciństwie!), by w miarę biegle opanować tę umiejętność. Później, by się ona nie osłabiła, musi nadal ćwiczyć (praktykując choćby weekendową lekturę dla przyjemności czy przeglądając gazetę). To, że zdołaliśmy opanować zdolność czytania na tak biegłym poziomie, jest właśnie przykładem ogromnej elastyczności mózgu, który potrafi przystosować się nawet do czynności, do których nie jest naturalnie stworzony (jak czytanie czy prowadzenie samochodu).

Elastyczność mózgu polega – w dużym uproszczeniu – na tym, że te jego części i struktury, które są częściej używane, są „ćwiczone”, w efekcie czego tworzy się w nich więcej połączeń nerwowych między komórkami a nawet samych komórek(a te połączenia, których przestajemy używać, zanikają). W ten sposób następuje rozwój tych struktur. Połączenia nerwowe wzmacniają się za każdym razem, kiedy się je aktywuje. Dlatego np. łatwiej nam przypomnieć sobie coś, co często sobie przypominamy, a to, do czego nie wracamy, ulega zapomnieniu – bo zanika połączenie nerwowe skierowane do tych wspomnień. Kiedy jednak wracamy do czegoś, czego kiedyś się uczyliśmy, a co zapomnieliśmy, przypominamy to sobie dużo szybciej (bo ten ślad pamięciowy wciąż tam jest, tylko prowadzi do niego bardzo słabe połączenie), niż gdybyśmy mieli się tego uczyć od początku. Dotyczy to również umiejętności (nie tylko wiedzy deklaratywnej) – im częściej ćwiczymy grę na fortepianie, tym lepiej nam idzie, a kiedy przestajemy ćwiczyć, umiejętność stopniowo ulega zapominaniu, osłabiają się odpowiedzialne za nią połączenia neuronalne. Kiedy więc czytamy, ćwiczymy się w tym i jesteśmy coraz lepsi w czytaniu. Okazuje się jednak – i to jest niezwykłe odkrycie – że czytając, ćwiczymy nie tylko samo czytanie, ale też wiele innych umiejętności!

Podglądanie mózgu

2012 rok przyniósł fascynujące wyniki badań pewnego zespołu z Uniwersytetu Stanforda (Goldman, 2012). Zespół ten postanowił wykorzystać (za pomocą tzw. funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, w skrócie fMRI)możliwość „podglądania” mózgów osób zajętych czytaniem „Mansfield Park”–znanej powieści Jane Austen, XVIII-wiecznej brytyjskiej pisarki. W ten sposób odkryto niezwykłą rzecz – otóż lektura powieści aktywizuje dokładnie te rejony w naszych mózgach, które byłyby aktywne w sytuacji, w której sami przeżywalibyśmy przygody będące udziałem opisywanego bohatera czy bohaterki.

Jest to możliwe za sprawą istniejących w naszych mózgach tzw. neuronów lustrzanych (Bauer, 2015) – one również nie są charakterystyczne tylko dla ludzi, bo odkryto je też w świecie zwierząt, np. u małp czy psów. Neurony lustrzane pozwalają nam naśladować cudze zachowanie (to dzięki nim małe dzieci chcą naśladować rodziców i w ten sposób uczą się wszystkiego), ale też zrozumieć czyjeś uczucia, emocje, motywy, myśli i pragnienia. Neurony lustrzane pozwalają nam współodczuwać, są kluczowe dla zdolności empatii i intuicji. A mechanizm empatii dosłownie polega na tym, że w naszym mózgu (za sprawą neuronów lustrzanych) aktywizują się te same struktury, które aktywizują się u osoby, którą obserwujemy w danej sytuacji, np. kiedy płacze lub się boi. W jednym z eksperymentów z udziałem makaków (to takie sympatyczne nieduże małpki), wykazano, że te same struktury mózgu (m.in. ośrodki ruchu i przyjemności) aktywowały się u tych osobników, które sięgały po orzech z zamiarem jego zjedzenia, jak i u tych, które tylko patrzyły na inne małpki sięgające po orzech! Jak widać nie ogranicza się to tylko do odzwierciedlania uczuć, ale również ruchu – kiedy widzimy osobę sięgającą po orzech (lub np. idącą z wyraźnym bólem w niewygodnych butach), aktywizują się nam też ośrodki ruchu, a w drugim przypadku dodatkowo bólu, co może powodować w nas wrażenie „czuję, jak tę osobę to boli”. Te same neurony lustrzane pozwalają nam współodczuwać z bohaterkami i bohaterami powieści czy postaciami historycznymi, o których życiu czytamy.

Wracając do „Mansfield Park” – z badania wynikło wręcz, że lektura powieści pobudza nasz mózg do tego stopnia, jakbyśmy dosłownie wskoczyli w fabułę i zaczęli zupełnie fizycznie jej doświadczać. Jak się okazuje, tego typu zdolność aktywizowania naszych mózgów mają w zasadzie wszystkie historie (powieści, opowiadania), z zwłaszcza te charakteryzujące się wartką, wciągającą akcją. Wykazano to znów dzięki zastosowaniu fMRI, a dokonał tego zespół badawczy z Emory University w Atlancie w USA (Woźniak, 2014). W tym badaniu dwunastu ochotników przez kolejnych dziewięć dni wieczorem czytało jeden rozdział (ok. 30 stron) książki „Pompeja” - wciągającego thrillera autorstwa brytyjskiego powieściopisarza Roberta Harrisa. Następnie następnego ranka oglądano ich mózgi za pomocą fMRI. Zaobserwowano dzięki temu podwyższony poziom aktywnościkory skroniowej lewej półkuli - części mózguodpowiadającej za rozumienie i przetwarzanie komunikatów językowych.

Co w tym niezwykłego? Otóż identyczne pobudzenie tych struktur obserwuje się również u osób aktywnie czytających w momencie czytania. Choć sami badani zaprzestali już czytania, po dwunastu godzinach ich mózgi wciąż przetwarzały przeczytaną historię, jakby „opowiadając ją sobie”. Aktywna była przy tym również kora ruchowa odpowiadająca m.in. za doznania dotykowe. Badacze stwierdzili, że ten stan pobudzenia może utrzymywać się nawet 5 dni po zakończeniu lektury! A utrzymuje się tym dłużej, im bardziej wciągająca i oddziałująca na nas była historia opisana w książce. Lektura w trakcie i po niej działała dla naszych mózgów jak symulator rzeczywistości, a nasz mózg reaguje na tę rzeczywistość jak na prawdziwą. Najwyraźniej rację miał Umberto Eco, mówiąc, że „kto czyta książki, żyje podwójnie”, a nawet i George R.R. Martin, który napisał w „Tańcu ze smokami”, że „czytelnik może żyć życiem tysiąca ludzi, zanim umrze.(…)Człowiek, który nie czyta, ma tylko jedno życie”.

Są też i dobre wieści dla miłośniczek i miłośników poezji czy też poetyckiej prozy - w innych badaniach wykazano, że również metafory i treści nieoczywiste (tych w poezji nie brak) działają pobudzająco na nasz mózg, w tym na rejony odpowiedzialne nie tylko za funkcje poznawcze, ale też za przetwarzanie zmysłowe: słuchowe, wzrokowe, dotykowe.

Wyniki tych badań są ważnym głosem w dyskusji o tym, czy warto czytać „popularne” czy „niewiele wnoszące” powieści. Okazuje się, że jak najbardziej tak – z punktu widzenia pobudzania struktur mózgowych działają one na nas bardzo dobrze. Należy jednak pamiętać, że nie jest to jedyny istotny punkt widzenia – z lektury może bowiem płynąć wiele innych korzyści, których takie książki nie zawsze nam zapewniają. Najlepiej więc czytać książki różnorodne, na zmianę „mądre” woluminy, popularne powieści z wartką akcją (nawet tak pogardzane przez niektórych romanse!) czy poezję.

Nasz mózg a e-książka

Już dość dawno zauważyłam, że nie przepadam za lekturą e-booków. O ile jeszcze mogę w ten sposób czytać powieść, to już uczenie się z e-książki całkowicie mi nie odpowiada. Okazuje się (to miła świadomość), że mój brak entuzjazmu znajduje pewne uzasadnienie w wynikach badań.

Otóż wygląda na to, że podczas korzystania z tekstów pisanych w formie elektronicznej (w tym e-booków) nasz mózg pracuje nieco inaczej (Dzieliński, 2014). Z badań neurologicznych wynika, że kiedy patrzymy na ekran, to nawet jeśli jest tam treść książki, nasz mózg nie czyta płynnie, ale „skacze” po całej stronie, nie mogąc się „uspokoić”. Zachowuje się tak samo, jak wówczas, kiedy przeglądamy strony internetowe czy feeda na Facebooku. Książki tradycyjne czytamy liniowo, elektroniczne – nieliniowo. Oczywiście nie uświadamiamy sobie tej różnicy, bo procesy te przebiegają w sposób automatyczny i nieuświadomiony. Przekłada się to niestety jednak na skuteczność przyswajania treści. Po prostu to, co przeczytamy z czytnika, słabiej zapamiętujemy (np. gorzej przypominamy sobie kolejność opisanych wydarzeń w porównaniu z czytaniem książki papierowej). E-czytanie jest „płytkie”, pochodzące z niego treści są płycej, bardziej powierzchownie przetwarzane przez mózg, a to może prowadzić na dłuższą metę nawet do zatracenia umiejętności „głębokiego” przetwarzania i czytania ze zrozumieniem. Jeśli więc czytać e-booki, to raczej tylko dla rozrywki i nie wyłącznie w tej formie, uczyć się zaś lepiej jest metodą czytania „tradycyjnego”.

Czytanie a pamięć, koncentracja i stres

Ze względu na neuroplastyczność mózgu i fakt, że czytanie prowadzi do tworzenia się nowych połączeń neuronalnych, a także ćwiczy hipokamp (strukturę mózgu odpowiedzialną za zapamiętywanie przyswojonych treści), czytanie książek i innych tekstów pisanych usprawnia naszą pamięć. W mózgu zachodzi również mechanizm uczenia się polegający na tym, że nowo przyswojone treści są integrowane z tymi, które już wcześniej przyswoiliśmy, a które się z nimi w jakiś sposób wiążą. Np. kiedy czytamy o konkretnej rasie kota, jej cechach i zwyczajach, nie tylko zapamiętujemy nowe informacje (dotyczące tej rasy), ale również aktywizujemy (a więc przypominamy i tym samym wzmacniamy połączenia neuronalne) sobie naszą dotychczasową wiedzę o kotach – zarówno ogólną, która będzie bazą dla nowych, szczegółowych treści, jak i szczegółową (np. dotyczącą innej znanej nam już rasy, do której porównujemy w myślach tę nowopoznaną). W ten sposób przyswajanie nowych informacji pozwala nam utrwalać dotychczasową wiedzę. Dodatkowo, ponieważ czytanie wymaga od nasdużego zaangażowania (i fizycznie, w związku z koniecznością trzymania książki i śledzenia wzrokiem tekstu, i psychiczne – poprzez angażowanie naszych emocji, wyobraźni i pamięci), zwiększa ono naszą zdolność do skupienia uwagi (a więc poprawia koncentrację) i to nie tylko podczas czytania, ale też wykonywania wszelkich innych czynności. Jeśli więc macie pracę wymagającą skupienia i precyzji, tym bardziej powinniście czytać!

Jednak korzystny wpływ czytania na pamięć na tym się nie kończy. Zespół badawczy pod kierownictwem dr. RobertaFreidlanda wykazał, że czytanie (jako czynność w wysokim stopniu aktywizująca pracę naszego mózgu), podobnie jak np. gra w szachy, może w znacznym stopniu chronić nas przed zapadaniem na chorobę Alzheimera (warto tu zaznaczyć, że badaczki i badacze są przekonani, że zapadalność na tę chorobę tylko w minimalnym stopniu wiąże się z czynnikami genetycznymi, a w bardzo dużym – z naszym stylem życia i wpływem środowiska, działania profilaktyczne mają więc ogromny sens). Ze wspomnianego badania wynikło, że ryzyko zachorowania na chorobę Alzheimera jest 2,5 razy mniejsze u tych osób, które regularnie czytają.

Udowodniono wreszcie, że czytanie, zwłaszcza beletrystyki (fikcji), w dużym stopniu pomaga nam radzić sobie ze stresem. W momencie, kiedy po stresującym dniu przenosimy się do fikcyjnych światów choćby tylko na 6 minut, poziom stresu może się nam zmniejszyć nawet o 68% (dla porównania – słuchanie muzyki zmniejsza go o ok. 61%, a spacer o 42%). Udowodnił to w badaniu w 2009 roku zespół badawczy z Uniwersytetu Sussex pod kierunkiem dr. Davida Lewisa. Jego zdaniem to właśnie to, że czytając, „przenosimy się” do innych światów, pozwala nam dosłownie oderwać się od stresującej rzeczywistości i wyciszyć. To bardzo ważne, bo skuteczne przeciwdziałanie stresowi jest niezwykle korzystne nie tylko dla naszego samopoczucia, ale również dla zdrowia.

Czytanie a rozwój społeczny

W Internecie krążą popularne memy z hasłami typu „Przez książki jestem aspołeczna/-ny. Mam poczucie honoru, zdrowy rozsądek, własne zdanie i umiem być sobą”. Z naukowego punktu widzenia należy go jednak traktować ze sporym przymrużeniem oka – i to na wielu poziomach.

Zacznijmy od tego, że „poczucie honoru” (czymkolwiek ono jest; ja preferuję jednak „poczucie humoru”), „zdrowy rozsądek” (to zabawne – każdy twierdzi, że go ma), posiadanie własnego zdania i umiejętność „bycia sobą” nie są bynajmniej równoznaczne z aspołecznością, ani nawet jej nie sugerują. To zwykłe, „zdrowe” cechy czy przymioty, które każdy i każda z nas ma w jakimś natężeniu. „Osoba aspołeczna to taka, która wycofała się z życia społecznego”, podaje „Słownik Psychologii” A. Rebera (s. 60) a aspołeczność to niebranie pod uwagę kwestii społecznych (np. wartości, zwyczajów) ani społeczeństwa (ale już nie postępowanie mu wbrew – to jest zarezerwowane dla pojęcia antyspołeczności). Jako aspołeczność można też rozumieć „pozbawienie wrażliwości na zwyczaje panujące w danym społeczeństwie”, to jednak już bliższe jest antyspołeczności, ponieważ zakłada się, że taki brak wrażliwości może mieć efekty szkodliwe dla otoczenia (brak zahamowań w naszym zachowaniu). Wreszcie terminu „aspołeczny” używa się czasem wobec osób słabo uspołecznionych, mających braki w tzw. socjalizacji (czyli w procesie, który od początku naszego życia, poprzez nasze obcowanie z ludźmi, przystosowuje nas do życia wśród innych).

Co jednak najważniejsze w tym kontekście - specjalistki i specjaliści są zgodni, że czytanie książek raczej wspomaga nasz rozwój społeczny, niż w nim przeszkadza. Dzięki książkom możemy poznawać zasady działania psychiki i umysłu innych (poprzez poznawanie uczuć, myśli i działań bohaterek i bohaterów) oraz rozwijać empatię, wczuwając się w sytuację postaci i starając się zrozumieć a nawet przewidzieć ich zachowania. W efekcie osoby czytające – zwłaszcza fikcję – mogą być nawet bardziej empatyczne i lepiej rozumieć ludzi, niż osoby, które nie czytają lub czytają bardzo mało.

Jest to ważne w kontekście naszego rozwoju od najmłodszych lat - powieści i opowiadania pomagają nam w nazywaniu i rozumieniu emocji a także uświadamiają samo ich istnienie oraz znaczenie w życiu człowieka. Lektura książek dostarcza też cennych inspiracji zwłaszcza dla dopiero rozwijających się dzieci i młodzieży, m. in. poprzez przedstawianie wzorców osobowych czy też pokazywania, jak można rozwiązywać konflikty i trudności w swoim życiu.

Ale uwaga: jednego książki nas nie nauczą – realnych umiejętności społecznych, zachowywania się w bezpośrednim kontakcie z człowiekiem, komunikacji z nim, ale też np. reagowania na zmiany w jego zachowaniu czy mimicznej ekspresji. Tego nie da się nauczyć bez ćwiczeń, dlatego kochane Mole Książkowe, jeśli chcecie być dobre w komunikacji, dyskusji, asertywności, współpracy czy rozwiązywaniu konfliktów – musicie czasem wyjść do ludzi i poćwiczyć „na żywo”… Pamiętajcie jednak, że dzięki czytaniu macie ku temu wielkie predyspozycje!

Rozwój umiejętności językowych i rozumienia świata

To, że czytana (i słuchana) literatura znacząco zwiększa nasze zasoby językowe i podnosi kompetencje lingwistyczne, wydaje się oczywiste, trudno to jednak pominąć. Zwłaszcza u najmłodszych czytanie rymowanek (wierszyków) ułatwia uczenie się języka (m.in. uchwycenie rytmu, melodii i akcentu oraz różnicowanie brzmienie sylab) oraz przeciwdziała dysleksji. Jeśli więc kiedykolwiek zadawaliście sobie pytanie „po co dzieciom wierszyki?” – to właśnie po to. Oczywiste jest też, że czytanie książek ułatwia nabywanie kompetencji związanych z prawidłową gramatyką i ortografią.

To, co już jednak jest oczywiste mniej, to fakt, że nasze bogate zasoby lingwistyczne (w tym kwieciste słownictwo) nie stanowią tylko „sztuki dla sztuki”, ale też mają ogromne znaczenie praktyczne – umożliwiają nam bowiem lepsze zrozumienie rzeczywistości. Dzieje się tak, ponieważ uwewnętrznienie słów sprzyja tworzeniu się w naszych umysłach bardziej złożonych i trafnych reprezentacji i schematów rozmaitych czynności, obiektów czy też obrazów. Wraz z rozwojem systemu pojęć, nasze rozumienie świata wchodzi więc na coraz wyższy poziom.

Dodatkowo bajki, baśnie i wszelkie inne historie, które pokazują związki przyczynowo-skutkowe między różnymi zdarzeniami czy czynnikami, ułatwiają nam (a zwłaszcza dzieciom) zrozumienie podobnych zależności obecnych w realnym życiu. Z kolei poznawanie klasyki (lektury szkolne!) umożliwia nam zrozumienie świata kulturowego i społecznego, który nas otacza, poznanie jego podstaw i ewolucji.

Nie można wreszcie pominąć ogromnego znaczenia czytania tzw. literatury faktu, książek i artykułów naukowych i popularnonaukowych (takich, jak choćby, nieskromnie pisząc, niniejszy), które pozwalają nam na uczenie się bez bezpośredniego doświadczenia, na czerpanie wiedzy z imponującego dorobku pracowitej i ciekawskiej ludzkości, na poznawanie faktów (z różnych dziedzin wiedzy) a także zależności między nimi.

Sprawność umysłowa, inteligencja i kreatywność

Wiele pisarek i pisarzy zaznacza, że aby pisać książki, trzeba dużo czytać. Jest w tym całe mnóstwo słuszności, bo czytanie książek to kopalnia inspiracji – nie tylko do pisania, czy szerzej: tworzenia, ale też w bardziej prozaicznych dziedzinach życia. Badaczki i badacze zagadnienia są dziś zgodni, że czytanie książek pozwala trenować bardzo wiele różnych zdolności umysłowych, m.in. porównywanie, ocenianie, wnioskowanie, planowanie i przewidywanie czy wspomnianą już koncentrację uwagi,znacząco rozwija wyobraźnię i kreatywność. Wspomniane wcześniej badania (oraz wiele innych) prowadzone z użyciem technik neuroobrazowania (najczęściej przy zastosowaniu fMRI) dowodzą, że czytanie intensywnie ćwiczy i w efekcie rozwija jednocześnie bardzo wiele różnych obszarów mózgu, usprawniając tym samym jego ogólne funkcjonowanie. Dzieje się tak dlatego, że czytanie wymaga koordynacji wielu złożonych funkcji poznawczych, a każde ich uruchomienie jest „ćwiczeniem” dla mózgu.

Jak więc widać, lista powodów, dla których warto regularnie czytać, jest bardzo długa. Na jej czele dla wielu z nas znajduje się przyjemność (i często bywa ona argumentem całkowicie wystarczającym do sięgnięcia po lekturę), jednak dobrze jest mieć świadomość, że sprawiając sobie tę przyjemność, robimy jednocześnie coś bardzo cennego dla naszego mózgu, intelektu, życia społecznego a nawet zdrowia. I to również wtedy, kiedy czytamy te mniej ambitne powieści! Kiedy więc następnym razem ktoś zarzuci Wam, że czytając popularną fantastykę, tracicie czas, wiecie co odpowiedzieć… Pamiętajcie tylko, że dla naszych mózgów najlepszą i bardziej wszechstronną gimnastyką będzie różnorodność lektury –czytajcie więc to, co lubicie, ale eksperymentujcie też z gatunkami, po które sięgacie rzadko lub wcale. Na zmianę czytajcie fantastyczne powieści i literaturę faktu, sięgajcie też po książki naukowe i popularnonaukowe (zwłaszcza, jeśli nadal się kształcicie, ale nie tylko wtedy!). A od czasu do czasu wychodźcie do ludzi, choćby po to, by pogadać o przeczytanych książkach – to zrobi dobrze nawet zadeklarowanym introwertyczkom i introwertykom.

I pamiętajcie:

„Umysł (…) potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli ma oczywiście zachować ostrość”.
- George R.R. Martin, “Gra o tron”

98

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Ależ nikt nie kwestionuje, że czytanie książek jest samym dobrem, o ile, rzecz jasna, czytamy wartościowe pozycje, ale równocześnie pozwolę sobie zauważyć, że nie dotyczy to wyłącznie książek, bo czytanie można przenieść także na inne formy słowa pisanego. Jeśli zaś chodzi o ćwiczenie umysłu, to jest to także jedna spośród wielu dostępnych form. Bardzo cenna, wartościowa, ale nie jedyna.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz.

99

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Qrcze, nie mam za bardzo czasu, żeby się rozpisywać, dlatego wszystkie moje posty są krótkie tongue

Ale odpowiem:

Jeśli komuś zależy tylko na rozmowach o dupie Maryni, czy tzw. życiowych (cokolwiek to znaczy), to ok.
Jednak ja wymagam od znajomości czegoś więcej. Nie chodzi mi o to, ze każdy z moich znajomych czy przyjaciół powinien być omnibusem, ale czytanie książek (i nie tylko, również artykułów - ale nie tych z Faktu wink ) wpływa ogólnie dobrze na całokształt życia.

Jest bardzo fajna scena w filmie Mr. Fantastic, gdzie rodzina jedzie busem i jedno z dzieci czyta "Lolitę". Ojciec najpierw mówi, że nie zalecił tej lektury, a później pyta o wrażenia. Córka odpowiada: jest interesująca.
I większość rozmów z ludźmi, którzy nie czytają (czegokolwiek) kończy się niestety na etapie - no tak, fajny film; no oglądałam, ciekawe; no słyszałam o  tym, rzeczywiście super. Ba! Ludzie często nie znają podstawowych dzieł literatury - polskiej i światowej, a powiedzmy sobie szczerze - one opisują podstawowe relacje międzyludzkie właśnie.

Wracając do filmu: pozostałe dzieci zaczynają krzyczeć, bo ich siostra użyła zakazanego słowa. Samo stwierdzenie, ze coś jest ciekawe nic tak naprawdę nie mówi. Dopiero zachęcona przez rodzinę opowiada o swoich odczuciach odnośnie głównego bohatera. Mówi jak go odbiera, czy go lubi, czy nienawidzi i uzasadnia dlaczego. I tak właśnie robią ludzie, którzy czytają. Potrafią nie tylko powiedzieć, że coś im się podoba, ale również to uzasadnić. Bo umieją analizować, wyciągać wnioski, argumentować; płynnie poruszają się w szeroko pojętym świecie kultury, sztuki, odkryć, polityki, spraw społecznych. 

Nawiążę jeszcze do osobistych odczuć. Ostatnio mam mniej czasu na czytanie (choć to bardziej kwestia mojego lenistwa) i niestety zauważyłam, że się uwsteczniam. Dopada mnie wtórny analfabetyzm. Zapominam słów, których dawno nie używałam. Nie zauważam nieraz błędów w tekstach. I coraz częściej łapię się na tym, że jedyne, co mogę powiedzieć o czymś to "to interesujące".

I tak! Jak rozmawiam ze znajomym o filmie "Interstellar", to fajnie jest nie tylko mówić o tym, że główny aktor nieźle zagrał. Równie ciekawe jest dyskutowanie o tym, jak działa czarna dziura, czym jest czas itp. id. A po obejrzeniu "Arrival" bardzo inspirujące było dyskutowanie o tym, czym jest gra o sumie niezerowej i jak to wykorzystać w codziennym życiu. Tak naprawdę z każdym z moich partnerów mogłam podyskutować na tematy filozoficzne, społeczne, religijne, naukowe i mnóstwo, mnóstwo innych - dużo się od nich dzięki temu nauczyłam, wiele tematów zgłębiałam potem samodzielnie. Nie uważam się za jakąś super inteligentną osobę, ale przez to, że celowałam zawsze w znajomości z ludźmi oczytanymi, i ja stawałam się bardziej oczytana i otwarta.
Niestety takie dyskusje nie są możliwe bez czytania.

100 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-06-06 16:29:55)

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Przypominam, że rozmawiamy tu (chyba?) o czytaniu literarury.

Czy  czytanie SF poszerzyło moją wiedzę z zakresu fizyki, robotyki, chemii czy nauki w ogole? Cóż z tego, ze poznałam nowe słowa jak bez podstawowej WIEDZY nie rozumialabym ich znaczenia?  Co mi da czytanie choćby Trylogii Sienkiewicza jak bez podstawowej znajomosci historii nie bede potrafila rozróżnić co jest faktem, a co wytworem wyobrazni autora?

Mogę sobie czytać książki o podrozach do Afryki, ale ma sie to nijak do odbycia tej podroży samodzielnie.

Dla mnie DOSWIADCZENIE zawsze bedzie przed opisem.

Moge sobie przeczytać sto  ksiazek o fotografii, ale poki nie spojrze przez oniektyw będę fotograficznie "slepa". Kolejny romans nie zastapi milosci, kolejny wiersz nie przygotuje na to, czym jest smierc przyjaciela.

Tak, slowa sa cudowne, ale sluza tylko do opisywania.

To samo mozna uzyskac muzyka, malowaniem obrazow, fotografowaniem lub chocby uprawianiem ogrodka...


Ludzie nie czuja dlatego, ze czytaja, ludzie pisza, dlatego że czuja.. to jest jedyna wazna istota literatury - ludzie czuja potrzebe wyrzucenia z siebie mysli. Czytanie jest juz czynnością wtórna, bo ta mysl tworcza musiala pojawic sie najpierw, a wiec nie byly do tego potrzebne slowa, a PRZEŻYCIE.

Nic tu nie ma ;P

101

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

_V_, ja naprawdę doskonale rozumiem co masz na myśli, dziwi mnie tylko, że tak wielką wagę przywiązujesz do książek jako takich, tak jakby stanowiły jedyne źródło wiedzy i podnoszenia naszej samoświadomości. Oglądanie programów popularnonaukowych czy czytanie mądrych czasopism też jej przecież dostarcza. Z kolei umysł można ćwiczyć poprzez naukę języków, gry słowne, a oprócz tego jest mnóstwo innych metod i sposobów.

Podam dla przykładu - od czasu do czasu pisuję artykuły na zlecenie, czasem muszę ogarnąć spory zakres nowej dla siebie wiedzy, aby nie było w nich przekłamań, a przekazane informacje były rzetelne i merytorycznie poprawne. W tym celu rzadko czytam książki, a raczej sięgam do opracowań naukowych, proszę o konsultacje specjalistów czy też po prostu eksploruję zasoby sieci. Nie wydaje mi się, aby mi to coś odbierało, a na pewno otrzymuję większy zakres wiedzy tzw. użytecznej niż przeczytanie setnego romansu czy kryminału. 

Oczywiście oprócz tego czytam wiele innych rzeczy, a beletrystyka nie jest mi obca, przy czym po tę ostatnią sięgam w absolutnie wolnym czasie i traktując już wyłącznie jak przyjemność i rozrywkę. Czy jej wartość jest większa? Jest ogromna, ale nie czuję, że właśnie ona daje mi najwięcej.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz.

102 Ostatnio edytowany przez _v_ (2017-06-06 16:46:23)

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

a książka naukowa przestaje być książka? wink

a do Iceni: nie masz i nigdy nie bedziesz miała możliwości przezycia wszystkiego,co jest do przezycia - takie sa fakty. poza tym nawet jesli zwiedzilabys te wszystkie kraje, przezyla setke prawdziwych milosci czy ze trzy smierci najlepszych przyjsciol, to niektórych rzeczy nie zrobisz, chocbys sie uparla - np. nie polecisz w kosmos.

to raz

dwa: wiele ksiazek powstaje wlasnie na podstawie OPISU PRZEŻYĆ ich autorow smile
więc jak mialabym do wyboru:
a) rozmowe z Jankiem z bloku obok, który wspomnienia z pobytu w Tunezji podsumowal: gorąco bylo
b) ksiazke kogos, kto tę Tunezje zwiedzil, a potem to opisal

to wybieram b) wink

a jakbyś PRZECZYTALA artykul, który wrzucilam,to bys nie pisała takich bzdur jak w ostatnim akapicie. Zostalo udowodnione naukowo, ze ludzki mozg doslownie przezywa to, o czym czyta. Więc Twoja teoria w ogole nie ma pokrycia w rzeczywistosci wink

edit: aaaa, jeszcze mi się przypomniało...
czasem fajnie jest po prostu poznac inny punkt widzenia, czy to, jak ktoś inny coś odbiera, odczuwa - tak po prostu, dla poszerzenia swoich horyzontów czy otwarcia umysłu.

103

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać
_v_ napisał/a:

a książka naukowa przestaje być książka? wink

No nie przestaje, ale mimo wszystko przez cały czas miałam wrażenie, że mowa jest o literaturze pięknej wink.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz.

104

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Nie zgadzam sie, ze czytanie "elektroniczne" jest plytkie. Mam dostep do ksiazek po polsku glownie w internecie. Zawsze uzupelniam lekture wiadomosciami z sieci. Np. czytajac o Beksinskich szukalam wiadomosci, ogladalam obrazy, sluchalam audycji. W wiekszosci wypadkow otwieram sobie google mapy i sprawdzam polozenie wszystkich miejsc. Ostatnia lektura- dwie biografie Katarzyny Wielkiej - jednej bylo mi malo. Dopiero jak sie zobaczy jakie odleglosci wchodzily w gre mozna docenic te czasy. 800 koni do wymiany na postoju, znalazlam 400 km dziennie wg. dzisiejszej mapy. W zimie, przy kilkudziesieciostopniowym mrozie. Znam sie na koniach.

.

105 Ostatnio edytowany przez Excop (2017-06-06 21:59:30)

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Moi Państwo!
Wsadziłem kij w mrowisko. Przyznaję, że rozmyślnie.
W chwili opublikowania tego wątku przez Olinkę, nie było mnie jeszcze na Forum. I tylko dzięki zeszłorocznemu wpisowi Przyszłego_Męża nań natrafiłem. I dobrze. Że ma się to szczęście wzięcia udziału w interesującej dyskusji o podstawowej formie komunikacji - rozmowie. O wszystkim, o niczym. Również o pośladach jakiejś, bo bliżej nie określonej Maryni. smile.
Uważam, że uciekamy od głównej tezy wątku. A jednocześnie unikamy odpowiedzi na rodzące się pytanie: Co mnie skłoniło, by zainteresować się rozmową z kimś, kto nie wie, kto to, dajmy na to, Balzac, Schiller.I o Słowackiego wizycie na szczycie Mont Blanc nic nie wie. A już, kto to Marquez, czy Fuentes albo Vargas Llosa, to nie ma pojęcia. To kosmici jacyś chyba?
Konkluzja? Taka owoż, że jeśli z góry zakładamy, że ów ktoś, kto nie jest bibliofilem nie ma nic do powiedzenia, to i rozmowa kleić się nie będzie.
Z drugiej strony zaś stwierdzenie, że czas na czytanie minął dla niektórych, bo ważniejsze sprawy są, nie jest wytłumaczeniem.
To prawda, że książka to złodziej czasu. Umysłowi jednak moim zdaniem, nie wystarcza jedynie porcja białka i tlenu dla mózgu, by jego właściciel mógł czuć się dobrze z samym sobą nawet.
Nie dam sobie wmówić zatem, że elokwencja jest przyrodzoną cechą.
Nie wyobrażam sobie tygodnia bez książki i świadomości, że przez to - nieuchronnie wszakże, "tracił będę czas". smile

facet po przejściach

106

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Wychodzę z założenia, że nie ma ludzi, którzy wiedzą wszystko. Jednego będzie fascynować literatura, innego fizyka jądrowa, kogoś trzeciego zagadnienia związane z historią, sztuką czy biologią. Ważne, aby mieć jakąś pasję i z pasją o niej opowiadać, wtedy będziemy dla rozmówców, oczywiście tych ciekawych świata i dostrzegających coś więcej niż czubek własnego nosa, potencjalnie interesujący. Istnieje tu jednak pułapka, a właściwie ważny warunek do spełnienia - musimy potrafić ze sobą rozmawiać.
Problem osobisty zaczyna się wówczas, jeśli z daną osobą przebywamy bardzo dużo i często, a jednak coś znam nie zgrzyta, bo rozmówca skupiony jest na sobie, prowadzi monologi, jest monotematyczny albo zwyczajnie nudny. Przy czym uważam, że jak najbardziej można być nawet bardzo oczytanym, posiadać ogromny zasób wiedzy, słów, ale równocześnie być nieziemsko nudnym. Można też po prostu nie potrafić dyskutować, czyli na przykład nie szanować rozmówcy, na siłę forsować własne zdanie, każde odmienne traktując przy tym jak gwałt na własnej osobie, obrażać się, szybko irytować. Wówczas nawet przeczytanie miliona ksiąg nie uczyni z nas interesującego rozmówcy, z którym będzie można miło spędzać czas, wymianiając się uwagami na temat otaczającego świata i kolejnych przeczytanych tomów.

Ogólnie jednak twierdzę, że jeśli ktoś jest ciekawy drugiego człowieka, to może czerpać niemal z każdej rozmowy. Nawet ta dyskusja jest przecież na swój sposób interesująca (gdyby nie była, to nas również zapewne by tu nie było) - pozwala wymienić się spostrzeżeniami, poznać różne punkty widzenia.

P.S.

Excop napisał/a:

W chwili opublikowania tego wątku przez Olinkę, nie było mnie jeszcze na Forum.

Ostatnio coraz częściej dociera do mnie, że niektóre z wątków, które założyłam, mają już po kilka lat. Dziwne to uczucie, bo wydaje się, jakby to było wczoraj wink.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz.

107

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Znam osoby które książki z własnej woli nigdy w ręku nie miały, a są dużo lepszymi rozmówcami od oczytanych.

108

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać
lilly25 napisał/a:

Znam osoby które książki z własnej woli nigdy w ręku nie miały, a są dużo lepszymi rozmówcami od oczytanych.

A jednak.
Ksiazka popularnonaukowa, naukowa, literatura fachowa dostarcza informacji; wiedzy niezbednej do tego aby stac sie fachowcem w jakiejs dziedzinie.
Beletrystyka rozwija dusze. Czytajac ja rozwijamy nasze slownictwo, poznajemy nowe formy gramatyczne. Czytajac ksiazke odczuwamy zupelnie inaczej niz ogladajac film, czy nawet bedac w ogniu zdarzen. Wyobraznia daje nam zupelnie inny sposob widzenia swiata i zdarzen ktore maja na nim miejsce. Czytajac trylogie w szkole, kazdy z nas inaczej widzial Olenke czy Hajduczka. Kazdy Kmicic byl inny. Wyobraznia maluje swiat bardziej, mocniej i szerzej. Przezywajac historie bohaterow budujemy swiat w naszej glowie. Dzieki temu wnetrze tej glowy musi byc coraz wieksze.
Czytajac monografie naukowe poznajemy te same informacje ktore mozemy znalezc przez google. Tyle ze dzieki google znajdujemy konkretna informacje. Dzieki monografii poznajemy calosc zjawiska. Nikt nie kupuje ksiazki by przeczytac dwa zdania. Czytamy cala, albo obszerne fragmenty.
Kto nie czyta jest ubozszy i to jego ubostwo wynika tylko i wylacznie z jego winy.

109 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2017-06-11 09:49:55)

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać
lilly25 napisał/a:

Znam osoby które książki z własnej woli nigdy w ręku nie miały, a są dużo lepszymi rozmówcami od oczytanych.

A ja-nie znam.Nieraz fakt nieczytania widać  od pierwszego słowa.

"Brak seksu flustruje" smile
z cyklu: mądrości forumowe smile

110 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-06-11 10:46:23)

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Nieraz fakt czytania też nie pomaga.

smile

Bo, bądźmy szczerzy, sam fakt, że ktoś czyta o niczym jeszcze nie swiadczy.

Typowa beletrystyka intelektualnie nie rozwija - to są pozycje niczym nie rozniace sie od holywoodzkiego kina, jedyna roznica - ubrane są w słowa, a nie w obraz.

Czy ktoś, kto zaczytuje się Mastertonem, Kingiem, Koontzem, Brownem, Grishamem etc. rozwija się intelektualnie? No proszę ja was... big_smile

Zeby się rozwijać trzeba czytać ŚWIADOMIE. Świadomie wybierać pozycje, które niekoniecznie sprawia nam przyjemnosc w trakcie samego czytania, ale pozostawia po sobie ślad.

Dlatego samo czytanie, w celach typowo rozrywkowych, nie swiadczy o niczym. Jedynie może świadczyć o osobach, które szufladkują innych na podstawie mało istotnego czynnika.

Czy ja mam czuć się dumna z tego, że przeczytałam kilka tysiecy ksiazek? No i co z tego? Owszem, potrafię szybko czytac wiec mogę "wchłaniać" słowa w znacznie większej ilości niż przeciętny czlowiek.

Czy to sprawilo, że jestem jakas bardziej inteligentna, mądrzejsza, czy cokolwiek innego bo "zaliczyłam" ogrom swiatowej klasyki literatury? Co z tego? Dziesiec razy wiecej pozostalo do przeczytania smile

Ba, potrafie czytac w trzech jezykach, mam nadzieje, że wkrótce w czterech   - NO I CO Z TEGO?

Nic tu nie ma ;P

111

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Są obszary, które znacznie bardziej mogą różnić dwie osoby. Ba, nawet jak oboje czytają namiętnie, ale ona uwielbia dramaty psychologiczne i książki podróżnicze, a on fantastykę i sci-fi, to i tak mogę nie mieć o czym rozmawiać. Według mnie jak już to ważniejsze są obszary zainteresowań.

112

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać
Iceni napisał/a:

Nieraz fakt czytania też nie pomaga.

smile

Bo, bądźmy szczerzy, sam fakt, że ktoś czyta o niczym jeszcze nie swiadczy.

Typowa beletrystyka intelektualnie nie rozwija - to są pozycje niczym nie rozniace sie od holywoodzkiego kina, jedyna roznica - ubrane są w słowa, a nie w obraz.

Czy ktoś, kto zaczytuje się Mastertonem, Kingiem, Koontzem, Brownem, Grishamem etc. rozwija się intelektualnie? No proszę ja was... big_smile

Zeby się rozwijać trzeba czytać ŚWIADOMIE. Świadomie wybierać pozycje, które niekoniecznie sprawia nam przyjemnosc w trakcie samego czytania, ale pozostawia po sobie ślad.

Dlatego samo czytanie, w celach typowo rozrywkowych, nie swiadczy o niczym. Jedynie może świadczyć o osobach, które szufladkują innych na podstawie mało istotnego czynnika.

Czy ja mam czuć się dumna z tego, że przeczytałam kilka tysiecy ksiazek? No i co z tego? Owszem, potrafię szybko czytac wiec mogę "wchłaniać" słowa w znacznie większej ilości niż przeciętny czlowiek.

Czy to sprawilo, że jestem jakas bardziej inteligentna, mądrzejsza, czy cokolwiek innego bo "zaliczyłam" ogrom swiatowej klasyki literatury? Co z tego? Dziesiec razy wiecej pozostalo do przeczytania smile

Ba, potrafie czytac w trzech jezykach, mam nadzieje, że wkrótce w czterech   - NO I CO Z TEGO?

Nie krzycz bo to nie ladnie.
A co z tego? Ladnie sie wyrazasz. Masz spory zasob slow, ladnie budujesz zdania, ortografia, interpunkcja, skladnia tez sa na odpowiednim poziomie. Dbasz o jezyk ktorym sie poslugujesz. Walczysz na argumenty, twoje wywody sa zrozumiale i logiczne. Tyle widze ja. Do tego dochodzi to czego nie widze bo cie praktycznie nie znam. Masz wyobraznie, sporo wieksze potrzeby niz piwo z kolegami/kolezankami, szybki numerek w barowej toalecie i ladna fura u faceta. To z tego.

113 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2017-06-24 19:18:27)

Odp: On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Mimo wszystko obstaję przy swoim zdaniu bo znam takie tj. nieczytające a będące lepszymi rozmówcami osoby. Jednak jedna mała uwaga: te które mam na myśli nie miały co prawda w ręku (a przynajmiej tak twierdzą) ani jednej pozycji z literatury pięknej, ale czytały inne rzeczy (choćby podręczniki/strony internetowe). Znam również takie którym oczytanie w tej (tj. komunikacji) kwestii nie pomogło; ciągle gubią ogólny sens wypowiedzi, mają problemy z 'wyjęciem' kluczowych jej elementów, i poskładaniem w całość, wszystko co się mówi odnoszą do siebie (ale to już raczej podpada pod jakąś chorobę...), nie rozróżniają komplementów od ironii, 'zacinają' się na jednym, konkretnym porównaniu nie mającym znaczenia dla tego co chciał przekazać rozmówca (dość częsta przypadłość), wmawiają innym rzeczy których nie powiedzieli, brak im kultury osobistej, odnoszą się do rozmówcy mając tak naprawdę na myśli jednostkowe wyobrażenie członka grupy do jakiej należy zamiast patrzeć na to co naprawdę napisał (bardzo częsta przypadłość) itd. itp. Tak na marginesie - to o czym teraz wspomniałam nie zawsze wynika ze złej woli; czasami ludzie po prostu nie wykazują odpowiedniego talentu, i pomimo starań im nie wychodzi. Znam osobę która najzwyczajniej w świecie nie potrafi rozpoznać kiedy ktoś pisze coś dla żartu, a kiedy na poważnie pomimo tego że swego czasu bardzo się starała. Jest to osoba, która lubi czytać.


Można poszerzać swoją wiedzę na rózne sposoby np. podróżując, obserwując środowisko, wykonując pewne eksperymenty etc. Czytanie książek jest tylko jednym z nich.

Przyglądajac się ludziom muszę również przyznać że nie każdemu czytanie pomaga w zgrabniejszym posługiwaniu się językiem. Przypomniała mi się w tym momencie pewna dziewczyna, której 'szkielet' wypowiedzi wyjątkowo kulał na tle większości, a której czytanie (co prawda lekkich rzeczy, ale nie ma to tutaj właściwie znaczenia) było ulubionym zajęciem. Nie każdy posiada wrodzony dryg do operowania słowami.

Posty [ 77 do 113 z 113 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » KULTURA » On nie czyta książek, a ja nie wiem o czym z nim rozmawiać

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016