Spełnione Marzenia - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 76 z 114 ]

39

Odp: Spełnione Marzenia
Raja napisał/a:

Pantusiu

późno odkryłam tą Twoją cudną  wielowątkową powieść - koniecznie musisz ją dokończyc.
Czyta się wspaniale.
Pozdrawiam Cię.

Dzięki Rajusia
Jak tylko czas pozwoli, to mam zamiar, wciągnąc cię w moje marzenia. A co!

Reklama
Zobacz podobne tematy :

40

Odp: Spełnione Marzenia

Uzależniające smile Tyle powiem, złapałam się na tym, że po pracy, siadam wieczorkiem z herbatką przy oknie i laptopem i czytam Twoją powieść smile To cudowne móc przenieść się do Twojego dworku i posłuchać tej opowieści. Dajesz ludziom fajną historię smile Dzięki !

41

Odp: Spełnione Marzenia
Blair32 napisał/a:

Uzależniające smile Tyle powiem, złapałam się na tym, że po pracy, siadam wieczorkiem z herbatką przy oknie i laptopem i czytam Twoją powieść smile To cudowne móc przenieść się do Twojego dworku i posłuchać tej opowieści. Dajesz ludziom fajną historię smile Dzięki !

Blair 32, dziękuję za ten sympatyczny wpis i cieszę się, że sprawiam Ci przyjemność.
Prawdą jest, że w dzisiejszych, jakże trudnych czasach, uciekamy w świat gdzie ludzie są szczęsliwi, bogaci, piękni i co najważniejsze, wszystko dobrze się kończy. Pisząc tę powieść, zapominam na moment o szarości dzisiejszego dnia i świetnie czuję się w swoim wymarzonym dworku.

Reklama

42

Odp: Spełnione Marzenia
pantusia napisał/a:
Raja napisał/a:

Pantusiu

późno odkryłam tą Twoją cudną  wielowątkową powieść - koniecznie musisz ją dokończyc.
Czyta się wspaniale.
Pozdrawiam Cię.

Dzięki Rajusia
Jak tylko czas pozwoli, to mam zamiar, wciągnąc cię w moje marzenia. A co!

Pantusiu
Wciągnąć mnie w swoje marzenia? Nie mam nic przeciwko temu, może dzięki Tobie mogłyby się spełnić moje...... bocian się pomylił zostawiając mnie nie w tym kominie i w niewłaściwym czasie. Chętnie popracuję  w Twoim dworku.....tylko nie każ mi sprzątać - bo tego nie lubię, ale w kuchni mogę pomóc.
Ponownie przeczytałam kilka fragmentów. Jako czytelniczkę urzeka mnie cudowna atmosfera Twoich  relacji rodzinnych.......takich ciepłych, serdecznych. Czytając, czuję, że siedzę obok i patrzę na wystrój wnętrz, słyszę wiatr za oknem.........
Wątek Antoniny i Konstancji - super wyobraźnia!...... i te....... dialogi.
Zdarza się, że kiedy jestem na cmentarzu, zatrzymuję się przy starych nagrobkach i staram się wyobrazić  jak wyglądało życie osobiste i rodzinne tych osób. Odczytuję napisy ledwie widoczne, patrzę na rysy twarzy wyryte w kamieniu a które już zatarł czas. Czy byli szczęśliwi? co przeżywali? jakie emocje nimi miotały?
Pantusiu - Ty w swojej powieści starasz się odpowiedzieć na te pytania.
Poszperaj dobrze na strychu tego dworku, może znajdziesz więcej pamiątek rodzinnych.

Bujanie w obłokach zostawiam za sobą
    od lat idę twardą, wyboistą drogą.

fragment wiersza ŻYWORÓDKI pt. ŻAŁUJĘ.

43 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-01-15 20:16:17)

Odp: Spełnione Marzenia
Raja napisał/a:
pantusia napisał/a:
Raja napisał/a:

Pantusiu

późno odkryłam tą Twoją cudną  wielowątkową powieść - koniecznie musisz ją dokończyc.
Czyta się wspaniale.
Pozdrawiam Cię.

Dzięki Rajusia
Jak tylko czas pozwoli, to mam zamiar, wciągnąc cię w moje marzenia. A co!

Pantusiu
Wciągnąć mnie w swoje marzenia? Nie mam nic przeciwko temu, może dzięki Tobie mogłyby się spełnić moje...... bocian się pomylił zostawiając mnie nie w tym kominie i w niewłaściwym czasie. Chętnie popracuję  w Twoim dworku.....tylko nie każ mi sprzątać - bo tego nie lubię, ale w kuchni mogę pomóc.
Ponownie przeczytałam kilka fragmentów. Jako czytelniczkę urzeka mnie cudowna atmosfera Twoich  relacji rodzinnych.......takich ciepłych, serdecznych. Czytając, czuję, że siedzę obok i patrzę na wystrój wnętrz, słyszę wiatr za oknem.........
Wątek Antoniny i Konstancji - super wyobraźnia!...... i te....... dialogi.
Zdarza się, że kiedy jestem na cmentarzu, zatrzymuję się przy starych nagrobkach i staram się wyobrazić  jak wyglądało życie osobiste i rodzinne tych osób. Odczytuję napisy ledwie widoczne, patrzę na rysy twarzy wyryte w kamieniu a które już zatarł czas. Czy byli szczęśliwi? co przeżywali? jakie emocje nimi miotały?
Pantusiu - Ty w swojej powieści starasz się odpowiedzieć na te pytania.
Poszperaj dobrze na strychu tego dworku, może znajdziesz więcej pamiątek rodzinnych.

Rajusiu
W moim dworku będziesz gościem, posprzątam i ugotuję sama.
Kiedy tam Cię zabiorę, zapalimy świece i przy lampce dobrego wina poczekamy na Antoninę i jej córkę Konstancję.
Jeśli nie boisz się duchów, to postaram się, jeszcze raz je przywołać, a jak poczujemy zapach fiołków to oznaczać będzie, że są z nami.
A może jeszcze któraś z moich czytelniczek chce do nas dołączyć?
Wybierzemy się razem na strych, są tam jakieś tajemnicze, zakurzone kufry. Wybierzemy się tam nocą, razem będzie raźniej.
Ostatnio kiedy byłam przewietrzyć strych, zauważyłam w podłodze naruszoną klepkę. Czy jest tam jakiś schowek?
Poczekam na was i na ciebie Raju, razem to sprawdzimy.

Reklama

44

Odp: Spełnione Marzenia

http://wgrywacz.pl/images/19932b173c4c67dea3929f9be.gif

  Buziak ogromny dla Pantusi i Rajki, weżcie mnie ze sobą dziewczynki, chętnie pozwiedzam strych Twój Pantusiu i nawet zamurowane lochy w piwnicy o których napewno nie wiesz big_smile

Człowiek naprawdę posiada tylko tyle co jest w nim.


Oscar Wilde

45

Odp: Spełnione Marzenia

Pantusiu, sprawdż swój adres na e-mailu bo nie mogę do Ciebie napisać, mam same zwroty i dostaję informację że jesteś nieprawidłowo zainstalowana.

Człowiek naprawdę posiada tylko tyle co jest w nim.


Oscar Wilde

46

Odp: Spełnione Marzenia
Klaudyna59 napisał/a:

Pantusiu, sprawdż swój adres na e-mailu bo nie mogę do Ciebie napisać, mam same zwroty i dostaję informację że jesteś nieprawidłowo zainstalowana.

Klaudysia, podaję Ci mój adres.
wandasewio@o2 .pl
Czekam na wiadomośc od Ciebie, buziaki!

47

Odp: Spełnione Marzenia

Pantusiu, Witam Cię Serdecznie, nareszcie wróciłaś, zajrzyj na "Witaj zdrówko" tam czekam na Ciebie.

Człowiek naprawdę posiada tylko tyle co jest w nim.


Oscar Wilde

48

Odp: Spełnione Marzenia

Czesc Pantusiu widze,ze juz dawno nikt tutaj nie zaglada,przeczytalam Twoja powiesc Pantusiu jest super!!

"Nawet cien przyjaciela starczy by uczynic czlowieka szczesliwym"

49 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-05-25 20:14:21)

Odp: Spełnione Marzenia

Witam wszystkie moje czytelniczki.
Może nadszedł czas powrócić do naszych Spełnionych marzeń? co wy na to?
Puszczam mały zwiastun dalszej części.

Po śniadaniu, zaproponowałam siostrze spacer.
        - To dobry pomysł ? powiedziała Lucyna, przeciągając się leniwie.
Zabrałyśmy Barego i ciepło ubrane, ruszyłyśmy w stronę lasu. Dzień był wyjątkowo mroźny, ale na szczęście świeciło słońce.
       - Wiesz ? zwróciłam się do siostry, w nocy miałam odwiedziny naszych hrabianek ? powiedziałam.
       - Serio? Lucyna spojrzała na mnie zaskoczona.
       - Tak, pojawiły się, kiedy zmieniałam świece. Czasami myślę, że to wszystko mi się śni. Nie potrafię tego wyjaśnić i wiem jedno, że gdybym opowiedziała o tym komuś innemu, to pewnie wysłałby mnie do psychiatry.
       - Masz rację, to co się dzieje w twoim dworku, jest niewiarygodne, ale ja ci wierzę ? powiedziała Lucyna.
       - Tylko co dalej? Zapytałam. Wygląda na to, że już więcej ich nie zobaczę. Szkoda, bo mimo wszystko, przyzwyczaiłam się do wizyt tych kobiet ? powiedziałam.
       - Pewnie tak, ale sama wiesz, że nie można zatrzymywać dusz. One teraz mogą spokojnie odejść. To ty sprawiłaś, że w końcu odnalazły spokój. Zaopiekowałaś, się miejscem, które bardzo kochały, spełniłaś ich oczekiwania. Dlatego, pozwól im odejść, tam gdzie ich miejsce ? powiedziała Lucyna, patrząc na mnie ze złami w oczach. Wydaje mi się, że myśląc o tych kobietach, nieświadomie je przywołujesz.
       - Masz rację, muszę zacząć żyć normalnie, choć będzie mi ich brakowało. Mam pomysł ? zmieniłam temat. Kiedy robiliśmy remont w dworku, zauważyłam, taką ziemiankę, tuż przy głównym wejściu. Zbyszek nie chciał tego ruszać, obawiając się obsunięcia ziemi. Ale ja cały czas, myślę o tym miejscu. W lecie to było wszystko zarośnięte, jednak wczoraj zauważyłam tam wejście, co ty o tym sadzisz? Zapytałam.
      - Co ja o tym sadzę! Dziewczyno, znasz mnie! Zawołała Lucyna. Musimy to sprawdzić.
      - Ale jak? Zbyszek na pewno się na to nie zgodzi ? ostudziłam zapał mojej siostry.
      - To się jeszcze okaże ? powiedziała moja siostra. Musimy go przekonać, ale teraz wracajmy, bo zmarzłam jak cholera.
      - O, jesteście dziewczyny ? powiedział mój mąż dopijając kawę. Jakie mamy plany na dziś? Zapytał.
      - No... bo tak...
      - Bo tak sobie pomyślasmy, Lucyna przerwała mi w pół słowa, mrugając porozumiewawczo do mnie okiem, że wybierzemy się z Wandą do kościoła, mamy przecież Nowy rok. Czy ktoś do nas dołączy? Zapytała. No, widzę las rąk, okey, pójdziemy same, ale wy macie przygotować obiad ? dodała.
      - Nie teraz, Lucyna szepnęła mi do ucha. Musimy ustalić plan działania. Co nagle to po diable.
Miała rację. Dostać się teraz do tej ziemianki, nie było takie łatwe. Wszystko zasypane śniegiem i zmarznięta ziemia, była sporym utrudnieniem, dlatego zdałam się na siostrę i jej pomysły.
Po mszy udałyśmy się na grób Antoniny i Konstancji. W chwili skupienia, zmówiłyśmy modlitwę i zapaliłyśmy znicze. Opuszczając cmentarz, odwróciłam się jeszcze za siebie. Jedyny grób na którym paliły się świece, to był grób naszych hrabianek.

50

Odp: Spełnione Marzenia
alfreda napisał/a:

Czesc Pantusiu widze,ze juz dawno nikt tutaj nie zaglada,przeczytalam Twoja powiesc Pantusiu jest super!!

Witaj Alfredko.
Dopiero dzis tu zajrzałam i przeczytałam twój wpis. Cięszę się, że moja powieść ci się podoba.
Dzięki wielkie.

51 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-05-26 06:54:50)

Odp: Spełnione Marzenia

Cd.

Tegoroczna zima, dała się nam nieźle we znaki. Zużyliśmy cały zapas opału do kominka, a rachunek za prąd, przyprawił mnie o zawrót głowy.
      - To są właśnie przyjemności mieszkania na wsi ? powiedział mój mąż. W lecie jest pięknie, kiedy nie trzeba dogrzewać, ale zima? Ufff.... Myślę żono, że na przyszły rok, zmuszeni będziemy przenieść się do salonu i zapomnieć na ten czas, o naszych pokojach na górze.
Zbyszek miał rację. Ogrzać taki dom, kosztuje majątek, ale może zima w przyszłym roku, okaże się łagodna. Jestem dobrej myśli.
W końcu nadeszła wiosna. Za oknem budził mnie radosny śpiew ptaków, zazieleniła się trawa, a na drzewach pojawiły się pierwsze liście. Cały swój wolny czas spędzałam przed domem. Zbyszek skopał mi ziemię, a ja z ochotą zabrałam się za aranżację swojego ogródka. Postanowiłam, że muszę mieć mnóstwo kwiatów. Z dnia na dzień, ku przerażeniu mojego męża, przybywały kolejne skalniaki i nowe gatunki roślin. Z przyjemnością patrzyłam, jak kolorowo robi się przed moim domem. W maju wszystko pięknie zakwitło.
Zbyszek uporządkował drzewa. Powycinał suche gałęzie i wysypał przed wejściem do dworku, drobny żwirek.
          - No, żono, robi się tu coraz ładniej ? powiedział, kiedy usiedliśmy z kawą w naszym leszczynowym zagajniku.
Bary był w swoim żywiole. Co jakiś czas znikał nam z pola widzenia, by po chwili wrócić z umorusanym w ziemi pyskiem.
Jak widać, nie zniechęciła go nawet, przygoda z ławką w zagajniku. Ale mimo wszystko, został mu uraz do tego miejsca, bo omijał go z daleka.
Zbliżał się przedłużony weekend majowy, więc postanowiliśmy z mężem  zaprosić do nas całą rodzinę. Ja zabrałam się do przewietrzenia pokoi moich bliskich, a Zbyszek wybrał się do miasta na zakupy. Kiedy wypucowałam wszystko w domu i zmieniłam pościele, zrobiłam sobie krótką przerwę w pracy. Z wielką przyjemnością patrzyłam na moje kolorowe rabatki. Nawet w najśmielszych oczekiwaniach nie sądziłam, że na stare lata, praca w ogrodzie będzie sprawiać mi taką radość.
Po krótkim odpoczynku, ustaliłam plan na dzisiejszy dzień. Po pierwsze, chciałam upiec ciasto z rabarbarem i kruszonką. To moja specjalność. Zawsze kiedy pojawił się pierwszy rabarbar w warzywniakach, piekłam rodzince ich ulubione ciasto, więc na majówce nie mogło go zabraknąć.
Przed wejściem do domu, spojrzałam na tajemniczą ziemiankę. Teraz porosła mchem i trawą. Przyjrzałam się bliżej, metalowym zardzewiałym drzwiom, na których, tkwił duży skobel zabezpieczony solidnym żelaznym trzpieniem. 
Jaką tajemnicę kryje to wejście? Pomyślałam z wypiekami na twarzy. Czy dowiem się czegoś więcej o moich poprzedniczkach? Te pytania jak na razie, pozostały bez odpowiedzi. Czekałam z niecierpliwością na przyjazd Lucyny, bo tylko z nią mogłam zgłębić tajemnicę tego pomieszczenia. Ale co na to mój mąż? Czy zgodzi się na to by tam wejść? Najważniejsze jest bezpieczeństwo, a według niego, otwarcie tych drzwi, grozi obsunięciem się ziemi, co może zaszkodzić fundamentom dworku. Ale kiedy dokładniej się przyjrzałam, odrywając kolejne kępki mchu, zobaczyłam, że żelazne drzwi, zamocowane są w kamiennym murze. Czyli.... nie jest tak źle? Jak to się stało, ze Zbyszek tego nie zauważył?
      - Zauważyłem, zauważyłem ? powiedział mąż, kiedy zadałam mu to pytanie, po powrocie ze sklepu. Nie mówiłem ci o tym, bo jak cię znam, a znam cię bardzo dobrze, nie odpuścisz i będziesz chciała tam zajrzeć, he,he. A dla mnie to tylko kłopot. Już widzę, jak gonisz mnie do roboty, a ja mam mnóstwo innej, pilniejszej pracy przed domem, więc zapomnij kochana o tej piwniczce, okey?
Tak mi się wydaje, ze mimo wszystko mój małżonek nie zna mnie tak dobrze jak sądzi. Jeśli myśli, że zapomnę? To się grubo myli.

52

Odp: Spełnione Marzenia

Jak to miło Pantusiu że wróciłaś i piszesz . Posiadasz talent pisarski więc pisz a ja z przyjemnością czytam smile

Człowiek naprawdę posiada tylko tyle co jest w nim.


Oscar Wilde

53

Odp: Spełnione Marzenia
Klaudyna59 napisał/a:

Jak to miło Pantusiu że wróciłaś i piszesz . Posiadasz talent pisarski więc pisz a ja z przyjemnością czytam smile

Dzięki Klaudusiu za miłe słowa. Wróciłam do swych marzeń, bo to wspaniałe lekarstwo na doła.

54

Odp: Spełnione Marzenia

Witaski Pantusia  smile

Choć przeczytałam tylko kilka fragmentów
to  powiem super  piszesz. Wciąga ;p
A to już sukces smile Tym bardziej że to
"Fikcja Literacka" Ale jak ma się
Marzenia  i Wspaniałą Wyobraznię smile

Fajnie się czyta takie historie...
Przypomniałaś  mi , książkę o pewnym
starym Domu, w której wnuczka znajduje
w ścianie "Pamiętnik... czyli co się
wydarzyło w Domu Babci.


Pozdrawiam smile A czytanie zacznę  od początku
w tygodniu,bo jeszcze mam wolne. smile

55

Odp: Spełnione Marzenia

Pantusia, swietnie, ze jestes, ze nie zapomnialas o nas:)

czekam na dalsza czesc z niecierpliwoscia:)

16.05.2016 2:12 Majeczka, nasz caly swiat <3<3<3

56

Odp: Spełnione Marzenia

Cieszę sie dziewczyny, że podoba wam się moja powieść. Jutro coś dodam, ale teraz łóżeczko i lulu, bo cały dzionek spędziłam w pracy.
Pozdrawiam was serdecznie i zyczę miłej nocy.

57 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-05-28 21:04:44)

Odp: Spełnione Marzenia

Witam ponownie i wklejam cd.
Miłego dnia.


Sprawę tajemniczej piwniczki odłożyłam do przyjazdu Lucyny. Teraz musiałam przygotować wszystko na grila.
Moi bliscy zjawili się u mnie prawie równocześnie.
Pierwszym który witał gości, był oczywiście Bary. Biegał jak szalony, szczękając przy tym radośnie.
       - Dzień dobry córeczko ? zawołała mama, wysiadając z samochodu Piotra. - Jak tu się zmieniło od ostatniego razu ? powiedziała rozglądając się w koło.   
       - Piotruś otwórz bagażnik ?zwróciła się do mojego syna z tajemniczą miną.
       - Babciu, wszystko po kolei, daj mi się najpierw przywitać z rodzicami ? powiedział Piotrek całując mnie w policzek. Babunia jak zwykle zaczyna rządzić, szepnął mi do ucha.
Poklepałam go po ramieniu, na znak, że to normalka i nikt tego nie zmieni.
- Długo tak będę czekać? Powiedziała moja mama. Kwiatki mi zdechną ? dodała zniecierpliwiona.
Piotrek wiedział, że jak babcia coś chce, to trzeba to prawie natychmiast wykonać. Bez słowa otworzył bagażnik i wyciągnął z niego skrzynki z pięknymi czerwonymi pelargoniami.
        - Mamo! Jakie piękne, klasnęłam w ręce. Właśnie miałam zamiar kupić coś
na parapety okien. Są cudowne! ? powiedziałam, stawiając skrzynki z kwiatami na schodach.
        - Wiedziałam, że się ucieszysz ? powiedziała wyraźnie zadowolona z prezentu dla mnie. Ale widzę, że pięknie zaaranżowałaś swój kwiatowy ogródek ? dodała.
        - No..... przytaknęłam z dumą.
        - Wanda! ? usłyszałam wołanie. Tak się wita gości? Zapytała Lucyna, podchodząc do nas z Tadeuszem. O czym tak tu pytlujecie? Zapytała.
        - Mama podziwia mój rajski ogród? wyjaśniłam. Zapraszam do środka ? powiedziałam.
        - Dzień dobry pani Wando, piękną mamy dziś pogodę ? powiedziała Marzenka, moja przyszła synowa.
        - O tak, pogoda nam się wyjątkowo udała, a gdzie Marcin z Agnieszką? Zapytałam.
        - Zatrzymali się po drodze, żeby kupić piwo ? usłyszałam odpowiedź.
        - Nie potrzebnie, bo mamy wszystko. Idźcie się rozpakować ? oznajmiłam moim gościom.
Marcin z Agnieszką, przyjechali po kilkunastu minutach. Kiedy rodzinka rozlokowała się w swoich pokojach, my ze Zbyszkiem zajęliśmy się przygotowaniami do grila. Stół w leszczynowym zagajniku, powoli zapełniał się smakołykami. Tak dużo tego przygotowałam, że musiałam pomyśleć o dodatkowym stoliku.
        - Zbyszku! - zawołałam do męża, przynieś ten turystyczny stolik.
         - Okey, tylko gdzie on jest? Zapytał.
         - W składziku ? odpowiedziałam.
Kiedy wszystko było już gotowe, zawołałam wszystkich i rozpoczęliśmy grilowanie.
         - Kocham to miejsce ? powiedziała moja siostra, popijając zimne piwo. Może kiedyś i my będziemy mieli taki domek na wsi ? zwróciła się do swojego narzeczonego.
         - Może ? powiedział Tadeusz, przytulając ją serdecznie. Ale wiesz, że mieszkam w Warszawie i musiałbym wszystko zostawić, czyli jak na razie to niemożliwe, czy mam rację? Zapytał.
         - E... nawet pomarzyć nie można ? powiedziała siostra.
         - Wiesz, szepnęłam jej do ucha, by zmienić kłopotliwy temat. Ta piwniczka spędza mi sen z powiek. Przyjrzałam się jej dokładniej i mam dla ciebie dobrą wiadomość.
         - Tak? Lucynie aż zaświeciły się oczy.
         - Te drzwi osadzone są w kamiennym murze, czyli kiedy je otworzymy, to nie obsunie się ziemia, jak sądzi Zbyszek ? wyszeptałam.
         - A co wy tam knujecie siostrzyczki? Zapytał mąż, przewracając mięso na ruszcie.
         - Mamy swoje babskie tematy -  nic, co mogłoby cię zainteresować ? powiedziałam tak niby od niechcenia.
         - He, he, jeśli te babskie sprawy, dotyczą tej ziemianki, to zapomnijcie. Nie szukam kłopotów, a widząc minę mojej żony, śmiem sądzić, że o tym właśnie szepczecie.
          - O jakiej ziemiance mówicie ? Piotrek zainteresował się tematem.
          - No właśnie, Marzena spojrzała w naszą stronę. Też jestem ciekawa o czym mówicie ? dodała.
          - Moja żona nie usiedzi spokojnie na miejscu. Uparła się, żeby zajrzeć do tej piwniczki ? wyjaśnił mąż wskazując ręką w stronę zarośniętych drzwi obok głównego wejścia do domu. Proszę was, wybijcie jej to z głowy, bo ja nie mam zamiaru tam zaglądać ? dodał.
Po tych słowach, spojrzenia wszystkich skierowane były w stronę tajemniczego miejsca.

58 Ostatnio edytowany przez Klaudyna59 (2013-05-28 10:57:26)

Odp: Spełnione Marzenia

Pantusiu, jestes specjalistką od budowania napięcia, muszę wrócić do starego mojego sposobu czytania , raz w tygodniu ale za to będę miała więcej i nie będę się niecierpliwiła co dalej big_smile piszesz świetnie, gratuluję! big_smile

http://wgrywacz.pl/images/392z3341233Q.jpg

Człowiek naprawdę posiada tylko tyle co jest w nim.


Oscar Wilde

59

Odp: Spełnione Marzenia
Klaudyna59 napisał/a:

Pantusiu, jestes specjalistką od budowania napięcia, muszę wrócić do starego mojego sposobu czytania , raz w tygodniu ale za to będę miała więcej i nie będę się niecierpliwiła co dalej big_smile piszesz świetnie, gratuluję! big_smile

http://wgrywacz.pl/images/392z3341233Q.jpg

Dzięki Klaudynko, że pomogłaś mi w ogródku. Teraz, to mogę sobie spokojnie siedzieć pod leszczynami i podziwiać te piękne kwiaty. Antonina i Konstancja, pewnie też sie bardzo cieszą.

60 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-05-30 07:08:16)

Odp: Spełnione Marzenia

Cd.

          - Tato, nie jesteś ciekawy co tam się znajduje? Zapytał Marcin. Przecież ten dom, już nie raz cię pozytywnie zaskoczył ? powiedział.
          - A cóż tam może mnie zaskoczyć ? odparł mąż. Nie jesteśmy jedynymi właścicielami tego dworku. Czy sądzicie, że ci co mieszkali tu przed nami, nie zaglądali tam? Dajcie już spokój.
          - Ale sprawdzić nie zaszkodzi ? powiedziała Lucyna. Taka piwniczka w domu, gdzie mieszka się na stałe, to super sprawa. Wanda planuje tu mały warzywniak, więc będzie gdzie gromadzić płody rolne na zimę. Musimy tam zajrzeć ? dodała wstając z ławki.
          - Dobra! Podaję się krzyknął Zbyszek, podnosząc w górę metalowy widelec z kawałkiem pachnącej karkówki. Ale może najpierw coś zjemy! Bo nie po to tu tkwię od godziny, żeby jakaś stara, zapyziała piwniczka, zaćmiła moje specjały.
Przyznaliśmy mu wszyscy rację. Specjały mojego męża, znikały w mgnieniu oka. A i mnie, dostały się pochwały za pyszne ciasto z rabarbarem.
Kiedy zakończyliśmy już biesiadowanie, uznaliśmy, że czas rozprostować kości.
          - To co, otwieramy? Zapytałam.
          - Otwieramy ? odpowiedzieli wszyscy, prawie równocześnie.
Zbyszek poszedł do przybudówki, po niezbędne narzędzia, a my staliśmy w milczeniu, zastanawiając się, co kryje w sobie to tajemne wejście.
Mąż z pomocą synów, próbował wybić zardzewiały trzpień tkwiący w skoblu metalowych drzwi do piwniczki. Nie było to takie łatwe. Po kilku próbach, w końcu puścił. Napięcie sięgało zenitu. Staliśmy z wypiekami na twarzy. Jedynie moja mama nie wykazywała zainteresowania całą operacją. Dla niej liczył się tylko mój ogródek kwiatowy.
Drzwi zostały w końcu otwarte.
          - To kto pierwszy tam wchodzi? Zapytał Zbyszek.
          - Ja ? odpowiedziałam.
Weszłam ostrożnie na kamienne schodki, które prowadziły do wnętrza piwniczki. W środku wiało chłodem i czuć było zapach stęchlizny.
          - Niech ktoś przyniesie latarkę, bo tu jest strasznie ciemno! Zawołałam.
          - I co mamo tam widzisz? Zapytał Piotr, który stanął tuż za mną, uzbrojony w latarkę.
          - Zaraz zobaczymy ? powiedziałam, kierując strumień światła do wnętrza.
Ściany piwniczki, wyłożone były płaskimi kamieniami. Nie było tam nic szczególnego, co mogło mnie zachwycić. Dwa drewniane regały, stół i długa ława do siedzenia. Na pólkach, stało kilka naftowych lamp, mniejsze i większe świeczniki, oraz dwie kamionkowe misy. Wszystko pokryte szczelnie pajęczynami. W rogu piwniczki, dojrzałam dużą drewnianą skrzynię, z metalowymi okuciami.
          - No co tam jest! Usłyszałam wołanie Lucyny. Możemy już wejść?
          - Tak ? odpowiedziałam.
          - Zobaczcie, jakie śmieszne butelki ? powiedział Marcin oświetlając swoją latarką wiklinowy kosz.
Rzeczywiście, butelki leżące w koszu, miały nietypowy kształt, jak na obecne czasy. Na niktórych z nich widniały jeszcze ślady laku przy smukłych szyjkach. Zapewne służyły do przechowywania wina.
        - Nic nam nie zostawili ?odezwał się mąż.
        - A ty byś zostawił? Powiedziałam rozbawiona, widząc zawiedzioną minę Zbyszka. Kto pierwszy ten lepszy ? dodałam. Ale zajrzyjmy do tej skrzyni, zwróciłam się do rodzinki.
W drewnianej skrzyni, nie znaleźliśmy skarbu, jak kiedyś w kamiennej ławie. W środku, było kilka drewnianych figurek. Jedne wykończone, inne częściowo obrobione, ale wszystkie przedstawiały ludzkie postacie.  Jedna z nich zwróciła moja szczególną uwagę. W drewnie wyrzeźbiono młodą kobietę. I nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że postać tej dziewczyny była nieco zdeformowana. Z bijącym sercem, przyjrzałam się bliżej figurce.
     - Czy myślicie o tym samym, co ja? Zapytałam.
     -  O matko! Szepnęła Lucyna. To chyba Konstancja? Spójrzcie, na ten garb. Ktoś wykonał tę figurkę, na jej podobieństwo ? dodała.
Nie mieliśmy wątpliwości, że postać wyrzeźbiona w drewnie, przedstawiała, córkę Antoniny.
     - Tylko po co? odezwała się Agnieszka, która dotąd milczała. To przecież było jej przekleństwem, kto mógł to zrobić? zapytała
      - A się domyślam, kto mógł to wyrzeźbić ? powiedziałam.
        - To mów! Bo ja nie mam pojęcia ? zagadnęła siostra, obracając w ręku, drewnianą postać.
       - Dziwne, że się nie domyślacie. Przypomnijcie sobie, kto był ojcem Konstancji. Widzę, że nadal nic nie rozumiecie. To ja wam to zaraz wyjaśnię, tylko wyjdźmy na zewnątrz, bo tu strasznie zimno.
Marcin z Piotrkiem, zabrali skrzynię i po chwili znaleźliśmy się wszyscy w leszczynowym zagajniku. Drzwi od piwniczki, zostawiliśmy otwarte, na polecenie męża, bo trzeba było, tam wywietrzyć i osuszyć pomieszczenie z wilgoci.
      - He, he, patrzcie, jak nasza seniorka zgłębia tajemnice z tamtych lat, he, he ? powiedział Zbyszek, próbując opanować śmiech.
Kiedy my, wyszliśmy z piwniczki z wypiekami na twarzy, moja mama, smacznie sobie spała na leżaku, głośno przy tym, pochrapując.
      - Szwagier, masz jeszcze jakieś piwko? Zapytała siostra. Zaschło mi w gardle ? dodała.
       - Oczywiście, że mam. Piotrek skocz do kuchni. Na dole w lodówce chłodzi  się kilka butelek ? powiedział ściszonym głosem mąż, tak by nie zbudzić mamy.
       - Mamuś, może weźmiemy Barusia i pójdziemy na łąki ? zaproponował Piotr.
       - Idę z wami ? odezwał się Tadeusz. Przyznam szczerze, że mam już dość tych rewelacji z dawnych lat. Sadzę, że siostrzyczki tylko marzą o tym, żebyśmy  teraz zostawiły je w spokoju. Mam rację Lucek? Zapytał, głaskając siostrę po twarzy.
        - Czytasz w moich myślach kochanie ? powiedziała Lucyna. Spacer dobrze wam zrobi, nie zatrzymujemy was ? dodała machając ręką, jakby chciała odgonić natrętną muchę.
Po tych słowach, siostra poszła do domu po bluzę od dresu, bo zaszło słońce i zrobiło się chłodno, a ja w tym czasie, dokładniej przyjrzałam się figurce.
Obracałam ja kilkakrotnie w rękach, szukając jakiegoś punku zaczepienia. Wyrzeźbiona postać dziewczyny, wykonana została z niezwykłą precyzją. Wprawdzie czas zrobił swoje i drzewo rozeschło się z powodu upływu lat, mimo panującej wilgoci w piwnicy, ale uwydatniony garb został nienaruszony. Byłam prawie całkowicie pewna, że figurka przedstawiała Konstancję.
       - I co o tym sądzisz ? powiedziała Lucyna, wyciągając z kiszeni dresowej bluzy, swoje nieodzowne, w takich przypadkach wahadełko.
       - Spójrz ? zwróciłam się do siostry. Widzisz ten charakterystyczny znak, o tu w tym miejscu? Zapytałam. Gdzieś już widziałam coś takiego? Wiem! Krzyknęłam, taki sam znak widnieje na drewnianym sercu, no wiesz, tym co wisi w salonie. To prezent wykonany dla Antoniny, przez tego żołnierza. To niesamowite! Poczekaj tu, zaraz wracam, to dopiero odkrycie, krzyknęłam i potykając się na schodach wpadłam do salonu.

61

Odp: Spełnione Marzenia

Sympatycznie się czyta. Pisarz ma to do siebie, że doskonali swój fach z każdą stroną, rozdziałem i książką smile
Jedyne, co kuleje to ortografia i interpunkcja tongue

62

Odp: Spełnione Marzenia
Catwoman napisał/a:

Sympatycznie się czyta. Pisarz ma to do siebie, że doskonali swój fach z każdą stroną, rozdziałem i książką smile
Jedyne, co kuleje to ortografia i interpunkcja tongue

To prawda. Od kiedy sięgam pamięcią, ortografia i interpunkcja, były moją słabą stroną. Taka już się urodziłam, hi, hi i nic na to nie poradzę.

63 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-05-30 15:56:14)

Odp: Spełnione Marzenia

Z góry przepraszam wszystkie moje czytelniczki i obiecuję, że jak skończę swoją powieść, to zabiorę się solidnie za poprawki. Ale teraz idę na żywioł, a to oznacza tylko jedno, gramatycznie i ortograficznie, do bani.

Cd.

Zdjęłam ze ściany płaskorzeźbę i uważnie przyjrzałam się znakowi na jej tylnej części. To nie był jakiś szczególny znak, raczej wyglądało na to, że są to inicjały rzeźbiarza, który wykonał to serce.
*MJ  -
      - MJ ? co to może znaczyć? Pomyślałam. Zaraz, zaraz, przecież to M, może oznaczać początek imienia. No tak.... zgadza się, przecież ten chłopak miał na imię Marcel, a J to zapewne pierwsza litera jego nazwiska. Tak, tak.... on tym imieniem podpisywał się w listach do Antoniny. Z tym odkryciem wróciłam do siostry, która podczas mojej nieobecności, przeglądała pozostałe figurki.
     - Lucyna, to nie znak, tylko inicjały ? powiedziałam. Sama zobacz.
Podstawiłam siostrze rzeźbę prosto pod nos
     - No może masz rację, ale na tej figurce, jest KJ.
     - To wszystko wyjaśnia ? stwierdziłam. Konstancja J, czyli córka naszej hrabianki, wiedziała o ojcu. Wyrzeźbiła pierwsza literę swojego imienia, a J to skrót nazwiska ojca.
     - Ale ja jaszcze coś innego odkryłam ? powiedziała Lucyna, tajemniczym głosem. Spójrz. Ta figurka przedstawiająca kobietę, ma to charakterystyczne uwypuklenie na plecach, a te pozostałe, nie mają. Wygląda na to, że ta biedna dziewczyna, nie mogła do końca pogodzić się ze swoim kalectwem, o czym świadczą jej pozostałe figurki. Jeżeli to jej dzieło, bo jasności nie mamy. I jeszcze jedno, co zauważyłam. Wśród tych kobiecych postaci, jest jedna przedstawiająca mężczyznę, ale aż ciarki przechodzą mi po plecach.
- Z jakiego powodu? Zapytałam, zaskoczona odkryciem siostry, z jakiego powodu przechodzą ci ciarki.
       - Zobacz, ten mężczyzna jest bez twarzy.
       - Może nie dokończyła tej rzeźby z jakiegoś powodu, próbowałam znaleźć jakieś rozsądne wytłumaczenie.
       - Nie wydaje mi się ? odparła siostra, odkładając figurkę do skrzyni. Wszystko jest raczej dopracowane, więc, tylko jedno mi przychodzi na myśl. Po prostu, Konstancja nigdy nie widziała ojca, dlatego jego podobizna, pozbawiona jest twarzy. A już tak na marginesie ? dodała siostra, nad wszystkimi figurkami, wahadełko szaleje, a stoi jedynie nad tą z garbem. To ciekawe, prawda?
     - Masz rację, to dziwne, ale jakoś nie wierzę w to twoje wahadełko ? powiedziałam. No, dosyć tego, młodzi wracają, chodźmy do domu, bo strasznie zmarzłam.
Wróciłyśmy do salonu w którym, mama z moim mężem prowadzili dosyć ożywioną dyskusję. Wolałam nie wiedzieć na jaki temat rozmawiają, bo musiałabym się wtrącić. Znając mojego męża, który bez względu na wszystko, zawsze miał rację, wolałam przerwać tę konwersację. Ile razy spotkali się z mamą, zawsze były kwasy. Zbyszek atakował moją mamuśkę, a ona nie była mu dłużna.
     - A co tobie stało się w rękę? Zapytałam, widząc bandaż na dłoni.
     - Skaleczyłem się.
    - Skaleczyłeś się? Kiedy? Zapytałam zdziwiona.
    - Jak otwierałem te cholerne drzwi od piwniczki ? odpowiedział. Wbiłem sobie w rękę ten metalowy trzpień ? wyjaśnił.
    - Nic nie mówiłeś. A odkaziłeś dokładnie ranę? Bo to wszystko było zardzewiałe - powiedziałam
    - Tak, odkaziłem, daj już spokój, dobrze.
    - Ja jednak chciałabym zobaczyć to skaleczenie ? zwróciłam się do męża i nie zwracając uwagi na jego gadanie, odwinęłam bandaż.
    - To bardzo głęboka rana ? stwierdziłam z przerażeniem. Musimy jechać na pogotowie.
Oczywiście mój małżonek nie chciał słyszeć o jakimś pogotowiu, uparł się, że to nie pierwsze jego skaleczenie i oświadczył wszystkim obecnym, że jak zwykle zdziwiam. Mama, widząc jego upór, zaparzyła mu szałwię i zrobiła okład.
Ale najgorsze dopiero miało nastąpić. Zbyszek obudził mnie w nocy. Miał dreszcze. Kiedy zmierzyłam mu temperaturę, okazało się, że ma prawie 40 stopni. Natychmiast obudziłam chłopców i pojechaliśmy do miejscowego szpitala.

64

Odp: Spełnione Marzenia

Pantusiu, masz okazję pokazać cechy męskie posługując się Zbyszkiem, zachowania facetów jak mają wypadek są łatwe do przewidzenia, jak najdalej od lekarza a dopiero jak żle się dzieje to na żonę scedują tę przyjemność naprawienia szkody , nawet jeśli chodzi o ich zdrowie. Czekam pantusiu na ciąg dalszy... big_smile pozdrawiam  big_smile

Człowiek naprawdę posiada tylko tyle co jest w nim.


Oscar Wilde

65 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-05-31 17:52:47)

Odp: Spełnione Marzenia

Cd.

Na miejscu, zaraz zajęli się nim lekarze. Dostał zastrzyk przeciw tężcowy i zdecydowano, że musi zostać na oddziale, bo nadal utrzymywała się wysoka temperatura.
       - Proszę wracać do domu ? powiedział lekarz. Jeśli gorączka nie spadnie w ciągu dwóch godzin, włączymy mężowi antybiotyk ? dodał.
W powrotnej drodze wyrzucałam sobie, że to wszystko przeze mnie. Uparłam się na otwarcie tej piwnicy, a on był od samego początku przeciwny.
     - Mamo, daj spokój, przecież to nie twoja wina ? powiedział Piotr. Stało się i tyle. Będzie dobrze, jest już pod dobrą opieką ? dodał.
W domu, oprócz mojej mamy, nikt nie spał.
      - I co z panem Zbyszkiem?? Zapytała Agnieszka.
      - Zostawili go w szpitalu ? odpowiedziałam, usiłując opanować płacz.
      - Wanda, przestań się mazać ? wtrąciła Lucyna. Będzie dobrze, a teraz chodźmy spać ? dodała.
Nie zmrużyłam oka do samego rana. Modliłam się, żeby było tak jak mówiła siostra. Bary wyczuwając mój nastrój, leżał u moich stóp i co jakiś czas, patrzył na mnie smutnymi psimi oczami.
Odczekałam do ósmej rano i nie czekając jak wszyscy pojawią się na śniadaniu, pojechałam do szpitala.
      - Dzień dobry ? zwróciłam się do przechodzącej pielęgniarki. Wczoraj przyjęto tu mojego męża, czy coś już wiadomo? Zapytałam.
     - Chodzi o pana Zbigniewa?
     - Tak ? odpowiedziałam.
     - Mąż dostał antybiotyk, ale resztę dowie się pani od lekarza, zaraz po wizycie ? powiedziała młoda kobieta. Proszę poczekać na poczekalni ? dodała.
Usiadłam na jednej z ławek i pełna niepokoju, czekałam na lekarza.
      - Pan doktor prosi panią do gabinetu ? zwróciła się do mnie pielęgniarka, z którą rozmawiałam na korytarzu.
       - Sytuacja opanowana ? oznajmił lekarz. Proszę mi powiedzieć, jak do tego doszło, bo z mężem nie mieliśmy wczoraj żadnego kontaktu.
       -  Otwierał drzwi od piwnicy i skaleczył się w rękę, ale nic nikomu nie powiedział ? odparłam, usiłując opanować drżenie w głosie. Gdybym wcześniej o tym wiedziała, to natychmiast przyjechalibyśmy do szpitala, ale on jest taki uparty. Jak się czuje? Zapytałam.
       - Dziś jest już dobrze. W ranę wdało się zakażenie, ale antybiotyk zaczął działać i powinno być dobrze ? powiedział lekarz, stukając długopisem w blat biurka.
        - Czy mogę go zobaczyć?
        - Tak, leży w piątce, niech pani do niego zajrzy na chwilkę, bo to nie jest jeszcze czas odwiedzin ? wyjaśnił.
Odszukałam salę w której leżał Zbyszek i na trzęsących się nogach, weszłam do środka.
         - Cześć zwróciłam się do męża, który siedział na łóżku. Dobrze się czujesz? Zapytałam.
          - Tak. Jak to miło, że jesteś ? odpowiedział. Dziś jest lepiej, ale wczoraj, to nie było tak różowo. Wystraszyłaś się, co? Hi, hi, - zaśmiał się nerwowo, poprawiając poduszkę. Chcę do domu, wiesz jak nie znoszę szpitali.
       - To nie jest śmieszne ? powiedziałam do męża. Nieźle nas wystraszyłeś. Czy ty zawsze musisz z wszystkiego żartować? Zapytałam zdenerwowana.
       - A co, mam płakać? Odpowiedział. Najważniejsze, że piwniczka otwarta ? dodał.
Wróciłam do domu totalnie wykończona. Skutki nieprzespanej nocy, i mocno nadszarpnięte nerwy do granic możliwości, sprawiły, że padałam dosłownie z nóg. Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło i mąż ma być jutro wypisany do domu. Moi goście właśnie zbierali się do powrotu.
     - Dzięki siora - powieadziała Lucyna. Majówka była udana, oczywiście pomijając incydent ze Zbyszkiem. Ale przecież mówiłam, że wszystko będzie dobrze.
     - No właśnie ? wtrąciła się mama. Złego diabli nie wezmą ? dodała, malując usta, krwisto czerwoną szminką.
Do takich złośliwych stwierdzeń, ze strony matki już zdążyłam się przyzwyczaić. Po prostu, nie nadawali z zięciem na tych samych falach.
Kiedy wszyscy już odjechali, usiadłam w salonie i rozkoszowałam się cudowną, niczym nie zmąconą ciszą. Tak jak siedziałam, tak usnęłam. Dopiero rano, obudził mnie Bary, sygnalizując cichym skomleniem, że czas na siusiu.
Po śniadaniu, zadzwonił Zbyszek z wiadomością, że wypisują go o dwunastej w południe.

66 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-06-02 16:08:04)

Odp: Spełnione Marzenia

Witam serdecznie.
Słoneczko świeci na dworze, więc zaparaszam wszystkie czytelniczki na kawę do mojego dworku.
Popijając kawusię, opowiem wam co było dalej.

Chory chłop w domu, to tragedia narodowa. To mi podaj, to mi przynieś, miałam naprawdę dość tego usługiwania. Na moje szczęście, ręka goiła się dość szybko, i po dwóch tygodniach zdjęto mu opatrunek.
Mijał dzień za dniem. Młodzi zajęci byli przygotowaniami do ślubu. Zaliczyli już nauki przedmałżeńskie i czekała ich tylko wizyta w Poradni Małżeńskiej. Dziewczyny, biegały na kolejne przymiarki swoich ślubnych sukien, a chłopcy wybrali odpowiednie fraki na tę okazję. Ja zajęłam się resztą. Zamówiłam zaproszenia w stylu Retro i udało mi się nawiązać kontakt, z jednym z okolicznych mieszkańców w sprawie dorożek, które miały nas zawieźć do kościoła. Teraz przyszła kolej na dopracowanie ogrodu. Śluby moich synów zaplanowane były na 20 sierpnia, więc miałam niewiele czasu. Wpadłam na pomysł postawienia stylowej altanki w leszczynowym zagajniku, ale szybko z niego zrezygnowałam. To szczególne miejsce, nie powinno być zmienione. Tu znaleźliśmy kosztowności, i tu sto lat temu, odpoczywała Antonina z córką. Zbyszek przyciął trochę leszczyny, a reszta została nienaruszona.
Zamówiłam prowizoryczne drewniane stoły i ławy do siedzenia. Kupiłam belę białego lnianego płótna. Mama obiecała, że uszyje mi obrusy, jak tylko podam jej wymiary stołów. W Internecie, znalazłam firmę która produkuje lampiony na różne okazje. Wybrałam kolorowe kule, wykonane z cieniutkiej bibuły. Na każdej z nich, wypisane miały być imiona młodych. Lampiony, miały być wypełnione gazem, który po wypuszczeniu wznosił je w górę. Wymyśliłam, że zamiast flakonów na kwiaty, kupię duże szklane misy. Wypełnię je, rzecznymi kamykami i wodą, oraz uciętymi główkami kwiatów, a w ogrodzie miałam ich wiele. Pozostały mi świeczniki, jednak tym się nie martwiłam. Można było je kupić w tanich sklepach za psie pieniądze. Grażyna dała mi namiary na kobietę z naszej okolicy, która piecze ciasta i torty na wesela. Znalazłam w Internecie restaurację zajmującą się, przygotowaniem posiłków na wesela. Po wstępnej degustacji, spisaliśmy umowę i wybrałam sobie menu. Zbyszek obiecał zainstalować oświetlenie w ogrodzie i  miał się rozglądnąć w mieście, za jakimś zadaszeniem. Dlatego kiedy oznajmił mi, że wybiera się do Krakowa w tym celu i ma zamiar odwiedzić swoja mamę, nawet się ucieszyłam, że zostanę na chwilę sama w domu. Przyznam, że ostatnie dni, z chorym mężem nie były dla mnie najłatwiejsze.
         - Myślę, Wanda, że zostanę na noc u mamy ? powiedział wsiadając do samochodu. Prosiła mnie już kilka razy, żeby poprawić coś na grobowcu taty. Podobno obramowanie się ukruszyło.
- No jasne ? powiedziałam z ulgą. Nie jestem małą dziewczynką i mogę zostać sama w domu ? dodałam z uśmiechem na twarzy.
- Polemizowałbym co do twojej dorosłości, he, he. Sądząc po tym co wyprawiasz, z tymi swoimi pomysłami, i tu wskazał ręką na piwniczkę, mam obawy czy mogę spokojnie cię tu zostawić ? dodał zamykając drzwi od samochodu.
Uff.... zostałam w końcu sama, no nie całkiem sama, bo Baruś był przecież ze mną. Ale on był tak mało absorbujący.
Popijając kawę w zagajniku, przypomniałam sobie o figurkach. Przez to całe zamieszanie z wypadkiem mojego męża, całkiem o nich zapomniałam. Wyciągnęłam skrzynię z werandy i zajrzałam tam ponownie.
Ustawiłam figurki na kamiennym stole i zaczęłam się im dokładnie przyglądać.
Zauważyłam, że wszystkie miały ze sobą coś wspólnego. Każda z nich, u podstawy, miała charakterystyczny wzór. To były uwypuklenia w kształcie kiści winogron. Takie samo wykończenie, miało drewniane serce.
Czyli......? Konstancja tym samym wzorem, jaki był na sercu wykonanym dla jej matki, oznaczała swoje rzeźby. Przerażała mnie postać mężczyzny bez twarzy i jedna z figurek z zaznaczonym garbem na plecach. Reszta z nich, miała normalny wygląd dziewczyny, o długich splecionych w gruby warkocz włosach.
Myślę, że Konstancja, rzeźbiąc kolejne figurki, chciała przynajmniej w taki sposób zapomnieć o swoim kalectwie.
Niezmącona cisza, panująca w leszczynowym zagajniku, sprzyjała moim rozmyślaniom na nurtujące mnie tematy. Zamknęłam oczy i próbowałam wyobrazić sobie, w jaki sposób, córka dowiedziała się o swoim ojcu. Zamknęłam oczy i przeniosłam się myślami w tamte klimaty.
*************************************************************************************************************

      - Mamo, najwyższy czas, bym dowiedziała się coś na temat mojego ojca ? powiedziała Konstancja do Antoniny. Nie jestem już małą dziewczynką i chyba powinnam znać całą prawdę, bez względu na to, jaka ona by nie była ? dodała, siadając na kamiennej ławie, obok swojej matki.
Kobieta, odłożyła na stół książkę, którą właśnie czytała, i spojrzała smutnym wzrokiem na swoja córkę.
    - To przykre wspomnienia ? powiedziała, usiłują ukryć przed Konstancją napływające do oczu łzy. Ale skoro nalegasz, to posłuchaj.
Kobieta, opowiedziała całą historię, jaką ja już znałam z przekazów Grażyny. Co jakiś czas, robiła przerwę, ocierając haftowaną chusteczką zapłakane oczy. Płakały obie, a i mnie się chyba udzieliło i poczułam jak moje oczy robią się wilgotne, bo nagle uświadomiłam sobie, jak nieszczęśliwa była Antonina, ile przeszła, jak bardzo cierpiała, myśląc, że ukochany o niej zapomniał. Kiedy skończyła, Konstancja przytuliła się do matki i powiedziała.
      - Dlaczego dziadkowie tak postąpili? Dlaczego nie zaakceptowali waszego związku, dlaczego? ? zapytała.
     - Takie czasy, córeczko, takie czasy ? odpowiedziała matka. Zawiodłam ich, naraziłam na wstyd, ale byłam przecież taka młoda ? dodała głaszcząc Konstancję po dłoni. Mieli prawo tak postąpić, honor był najważniejszy. Szlachciance nie wolno było popełnić mezaliansu, a związek z mężczyzną niewiadomego pochodzenia, był takim właśnie mezaliansem. I jeszcze ta ciąża. Kiedyś miałam  wielki żal do swoich rodziców, ale teraz w pełni rozumem ich postępowanie.
- A, czy próbowałaś go odszukać mamo?? Zapytała dziewczyna.
- Wiele razy o tym myślałam, ale tak byłam tobą zajęta, że liczyłam na to, iż on mnie odnajdzie. I odnalazł, ale kiedy pojawił się u moich rodziców, oni skłamali, mówiąc mu, że zmarłam na gruźlicę. Niestety dowiedziałam się o tym od ojca, dopiero wtedy, gdy leżał na łożu śmierci. Wtedy zwrócił mi, listy od mojego ukochanego. Ty byłaś już dużą dziewczynką, a dla niego umarłam, więc postanowiłam zostawić to tak, jak było. Pozostały mi tylko wspomnienia i myśl, że ułożył sobie jakoś życie i jest szczęśliwy.
      - Zadecydowałaś za nas dwie mamo ? dziewczyna wydawała się być bardzo wzburzona. Wstydziłaś się swojego kalekiego dziecka! Czy mam rację? Zapytała podniesionym głosem. Jeśli go kochałaś, to powinnaś  zrobić wszystko, by go odszukać i przynajmniej wyjaśnić, dlaczego nie odpowiadałaś na jego listy. Ale ty bałaś się jego reakcji, kiedy dowie się, że jego córka jest garbata.
      - Mylisz się Konstancjo ? powiedziała Antonina. Przecież minęło wiele lat, zanim dowiedziałam się prawdy. Czy miałam prawo, rujnować mu życie, czy miałam takie prawo? Pomyśl sama i nie osadzaj mnie źle. W tym czasie mógł się ożenić, założyć rodzinę, czy nadal myślisz, że źle zrobiłam? - Zapytała patrząc córce prosto w oczy. Ale Konstancja nie chciała słuchać już słów swojej matki. Zdenerwowana wstała z ławy i potykając się o wystające kamienie, którymi wyłożona była droga do domu, zamknęła za sobą drzwi od werandy, zostawiając zapłakaną matkę.
*****************************************************************************************************************

Czy tak było? Tego nie wiem, ale tak właśnie sobie to wyobraziłam. Być może, było całkiem inaczej. Może Antonina w inny sposób przekazała córce swoją historię, ale tego już nigdy się nie dowiem.
Odstawiłam figurki z powrotem do skrzyni i wróciłam do planów, związanych z weselem moich synów.
Zaplanowałam sobie wyjazd do Krakowa. Chciałam kupić jeszcze parę drobiazgów i odwiedzić studentki, którym wynajmowałam mieszkanie. Bo w miedzy czasie, córka kuzynki, mojej koleżanki, stwierdziła, że czynsz jest za wysoki i za moją zgodą, wprowadziły się tam jeszcze dwie dziewczyny.
Będąc w Krakowie, musiałam wstąpić na Plac Żydowski, gdzie prawie codziennie, można było, poszperać w starociach, które wystawiali kolekcjonerzy na swoich stołach.
Odszukałam mojego znajomego, u którego za niewielkie pieniądze, nabyłam nie jedno cudeńko do mojego dworku.
         - Dzień dobry, panie Józiu ? zwróciłam się do starszego pana, który prowadził ożywioną rozmowę z jakąś kobietą.
         - O, witam pani Wando ? powiedział, szczerze ucieszony moim widokiem.
         - Ma pan coś dla mnie? Zapytałam spoglądając na stół zapełniony różnościami, z każdego okresu.
         - Mam tu coś, co pewnie pani się spodoba ? powiedział tajemniczym głosem.  Po czym, nachylił się nad swoją przepastną torbą i wyciągnął z niej starą kryształową cukiernicę
Istne cacko. Mosiężna postać kobiety, odziana raczej skromnie, trzymała w rękach kryształową różę. Naprawdę piękna robota.
              - No..... panie Józiu, pan to wie czym mnie zachwycić ? powiedziałam. Aż boję się zapytać, ile pan sobie zakrzyczy za to cudeńko? Bo jak dużo, to zapomnijmy ? powiedziałam posyłając mężczyźnie zalotny uśmiech.
             - No cóż, jak dla pani to sto złotych, niech będzie moja strata ? powiedział, udając łaskawego. Ale to była tylko taka poza, którą przybierał mój znajomy, za każdym razem, kiedy cos u niego kupowałam. Ja wiedząc, że jestem w jego typie, czyli postawna babka, mam czym oddychać i na czym siedzieć, miałam nad nim przwagę. Gdybym słyszała to z ust innego mężczyzny to, przyjęłabym takie określenia jako obraźliwe, ale w ustach pana Józia, brzmiały tak naturalnie, że mogłam mu na to pozwolić. Zatrzepotałam rzęsami, zrobiłam zmartwioną minę i odstawiając cukiernicę na stół, zwróciłam się do  starszego pana.
            - Sto zł, to dla mnie za dużo. Może kiedyś ją kupię, jeśli oczywiście nie znajdzie wcześniej nabywcy ? Powiedziałam, wpatrując się w pana Józia, z nadzieją, że zmieni zdanie co do ceny.
            -  Dobra ? machnął ręką. Niech będzie moja strata. Ostatecznie, sześćdziesiąt złotych i niech ją pani zabiera, zanim się rozmyślę.
Tym sposobem, cukiernica wyładowała w mojej torbie, a pan Józiu nie wyglądał na poszkodowanego, co nieco uspokoiło moje sumienie. Kiedy już miałam odchodzić od stoiska ze starociami, uwagę moją przykuła drewniana rzeźba.
Odłożyłam torbę na ziemię, i wzięłam figurkę do ręki. Był to sporej wielkości ptak, z rozłożonymi szeroko skrzydłami. Z bijącym sercem, dojrzałam znajomy mi motyw. To były kiście winogron, takie same, jak na sercu, wiszącym w naszym salonie i wszystkich figurkach, które znaleźliśmy w piwniczce.
         - Panie Józiu, skąd pan to ma? Zapytałam drżącym z przejęcia głosem.
         - A co? Interesują panią, takie rzeczy? Zapytał zdziwiony.
         - Tak, właśnie jestem w posiadaniu podobnych figurek, z takim motywem ? wyjaśniłam, wskazując wzór na podstawie rzeźby.
          - Był tu kiedyś taki starszy mężczyzna i zostawił mi to, w tak zwany komis. Powiedział, że ma jeszcze wiele takich figurek. Ale jak do tej pory, nie udało mi się znaleźć nabywcy ? dodał. Jeśli jest pani zainteresowana, to oddam ją za trzydzieści złotych.
         - To ja biorę ? zwróciłam się do znajomego. Ale mam prośbę do pana. Jeżeli zjawi się u pana właściciel tej rzeźby, to proszę mu powiedzieć, że chciałabym się z nim spotkać ? powiedziałam, zapisując swój numer telefonu na kawałku gazety.
         - Dobrze pani Wando. Jak tylko się tu pojawi, przekażę mu pani telefon.
Pożegnałam poczciwego Józia i nie zwracając uwagi na godzinę, pojechałam prosto do Lucyny. Pojawił się następny trop, a tylko z nią mogłam o tym porozmawiać.

67

Odp: Spełnione Marzenia

Pantusiu
cieszę się bardzo, że po długiej przerwie wznowiłaś Spełnione Marzenia.
Czytałam z wypiekami na twarzy. Ciekawe gdzie zaprowadzi Cię trop z motywem na figurkach. Starszy Pan oddający figurki w komis jest bardzo intrygujący.
Skrzynia w piwniczce może na samym dnie zawiera jakieś pamiętniki...........kiedyś, wszyscy chętnie je pisali.........oj! ciekawe, co tam dalej się będzie działo.
Nadal jestem zauroczona życiem rodzinnym obecnych właścicieli dworku. Przygotowania do wesela.........dekoracja planowana - istne cudo!


                                       http://wgrywacz.pl/images/558czerwnone_kwiaty_w_waz.gif

Bujanie w obłokach zostawiam za sobą
    od lat idę twardą, wyboistą drogą.

fragment wiersza ŻYWORÓDKI pt. ŻAŁUJĘ.

68 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-06-02 17:11:05)

Odp: Spełnione Marzenia

Dzięki Rajusia, że wpadłaś do mojego tajemniczego dworku. Dzisiaj miałam wenę, więc spędziłam dobrych parę godzin przed komputrem. Ale już, powiedziałam sobie dość!!!!!

Wysyłam nastepny fragment i życzę spoknego wieczoru i miłych snów.

         - Wanda? Co ty tu robisz ? zapytała siostra, widząc mnie stojącą w drzwiach. Mogłaś przynajmniej zadzwonić, to zrobiłabym jakiś obiad ? powiedziała.
- E... co tam obiad, odepchnęłam siostrę, która nadal trzymała mnie na wycieraczce, przed drzwiami. Długo tak będę tu stała? Gościnna to ty raczej nie jesteś siostrzyczko.
- Masz coś do picia zimnego? Zapytałam siadając na otomanie, strasznie mi zaschło w gardle.
Kiedy ona coś tam zrzędziła w kuchni, ja wyjęłam drewnianego ptaka i postawiłam na stole.
        - Co to? Znów coś kupiłaś u pana Józia? Zapytała podając mi szklankę, z zimnym sokiem pomarańczowym.
       - Ale to nie taki zwykły ptak, jak sobie myślisz. Przyjrzyj mu się z bliska.
       - No... piękna robota, ale..... nadal nie pojmuję co w niej takiego niezwykłego ? oznajmiła siostra, obracając figurkę w różne strony.
       - Wybaczam ci, masz prawo nie pamiętać. Przez ten wypadek Zbyszka, nie miałaś okazji się dokładniej przyjrzeć  tamtym figurkom. Widzisz ten wianuszek z kiści winogron? Zapytałam, stukając palcem w podstawę rzeźby.
      - No widzę, ale..... przecież takie winogrona można zobaczyć, na wielu antycznych meblach. O! Na przykład na szufladach twojej komody.
       - Zgadza się ? przytaknęłam siostrze, ale czy to nie dziwne, że Marcel, ukochany Antoniny, ozdobił tym motywem wykonane dla niej serce. A Konstancja, bo nadal wierzymy, że to ona rzeźbiła te kobiece figurki i tą, przedstawiającą mężczyznę bez twarzy, ozdobiła je wszystkie u podstawy, tym właśnie motywem, kumasz?
       - Chyba już zajarzyłam ? powiedziała Lucyna. Ktoś, być może z dalekiej rodziny, ze strony Marcela, jest w posiadaniu kolekcji, która nas interesuje. Czy dobrze myślę? Zapytała i usiadła obok mnie. Daj łyka, bo teraz to mnie zaschło w gardle ? dodała, wypijając do dna cały sok.
Zrobiło się późno, więc musiałam zamówić taksówkę, żeby zdążyć na ostatniego busa.
      - Zdzwonimy się, zawołałam już ze schodów. Może wpadniesz do mnie! Krzyknęłam, ale nie wiem czy usłyszała.
W domu miałam solidna awanturę. Zbyszek, aż kipiał ze złości, że tak późno wróciłam.
     - Wykonałem do ciebie, chyba ze sto telefonów, ale ty nawet jednego nie odebrałaś, bo po co? Myślałem, że coś ci się stało  - wrzeszczał tak głośno, że wystraszył psa, który z podkulonym ogonem uciekł do kuchni.
Wciągnęłam telefon z torebki i stwierdziłam, że jest rozładowany, dlatego nie mogłam odebrać połączeń od męża.
      - Przepraszam, kochanie, wiem zawaliłam, ale popatrz, telefon mi padł ? powiedziałam, pokazując mu czarny ekran w swojej komórce. No, już się nie gniewaj, okey?
       - Mam się nie gniewać? Ty wiesz co ja tu przeżywałem? Gdzie ty kobieto tak długo byłaś? Możesz mi to wyjaśnić?
        - Zasiedziałam się u Lucyny i jakoś tak zeszło ? powiedziałam udając skruszoną. Bo co, miałam mu powiedzieć o wizycie na targu staroci, o figurce, i moich przypuszczeniach. O nie! To byłaby ostania rzecz, którą bym zrobiła. Wtedy dopiero by się wściekł. Bo tak naprawdę, to złapałam się na tym, że coraz bardziej zajmuję się życiem hrabianek, niż swoim. A to już graniczyło z obłędem.  Obiecałam sobie w duchu, że aż do wesela, nie poruszę już tematów z tamtych lat. Obiecałam, i co z tego. Postanowienia, postanowieniami, a życie, życiem. Nie upłynęło wiele czasu, gdy znów musiałam wrócić do historii z przed stu lat.

69

Odp: Spełnione Marzenia

Cd.


Dziś odwiedziła mnie Grażyna. Ostatnio nie miałyśmy okazji, żeby się spotkać, bo na pewien czas przenieśli ją do Warszawy.
          - Co u was? Zapytała, kiedy usiadłyśmy w salonie.
Bez owijania w bawełnę, opowiedziałam przyjaciółce o ostatnich wydarzeniach. O piwniczce, wypadku Zbyszka i tajemniczym mężczyźnie od figurek.
         - Wiesz co Wandziu......to intrygujące co mówisz ? powiedziała, wyciągając z torebki, duży czerwony notes. Jeśli, ten pan od figurki, jest w jakiś sposób powiązany z Marcelem, to...., to..... ile on może mieć teraz lat?  Grażyna, zamyśliła się na chwilę. Zaraz..... jeśli Antonina w tym czasie miała przypuszczalnie siedemnaście lat, a ten chłopak tyle samo, to.... zaraz, zaraz, musimy obliczyć ? powiedziała, zapisując w notesie daty urodzin i śmierci kobiet. Gdybyśmy przyjęły taką hipotezę, że Marcel po wiadomości o śmierci swojej ukochanej, za jakiś czas się ożenił i miał dzieci, lub dziecko, to być może? Ufff, strasznie to trudne ? powiedziała. Myślę, że nie ma sensu, kombinować, tylko czekać na wiadomości od twojego znajomego. Przecież, ten mężczyzna pojawi się kiedyś u pana Józia, by sprawdzić, czy figurka znalazła nabywcę. Musimy uzbroić się w cierpliwość ? dodała chowając notes.
        - Tez tak myślę ? przyznałam rację przyjaciółce. Czas pokaże ? dodałam zmieniając temat.
Szybko, przeszłyśmy do spraw, związanych z uroczystością ślubną moich synów.
        - Taki śub w stylu Retro, to wspaniały pomysł ? powiedziała Grażyna. Jeszcze czegoś takiego nie było w naszej okolicy. Myślę, że okoliczni mieszkańcy, tłumnie przybędą na tę uroczystość. To będzie niezwykłe wydarzenie. A ty też masz zamiar wystąpić w sukni z  tamtego okresu? Zapytała.
- Oczywiście, nie może być inaczej ? powiedziałam. Moja znajoma krawcowa, wynalazła wzór sukni, z tamtych lat. Już jestem po pierwszych przymiarkach. To będzie, naprawdę szykowna suknia. Cała z koronek, w kolorze turkusowym, wcięta w pasie, z gorsetem ozdobionym białymi perełkami. Miałyśmy spory problem, ze znalezieniem właśnie tych perełek, ale w jednej z hurtowni sztucznej biżuterii, udało się nam, wyszperać kilka takich naszyjników. Pani Jadzia stanęła na wysokości zadania i zrobiła z tych koralików ozdobę gorsetu mojej sukni. Oko ci zbieleje, kochana ? powiedziałam. Suknia, będzie naprawdę piękna.
   - No! Tylko żebyś nie przesadziła, he, he ? zaśmiała się Grażyna. Teściowa, nie może wyglądać ładniej od synowej, a w twoim przypadku, od synowych ? dodała.
Opowiedziałam przyjaciółce o moich planach, zorganizowania przyjęcia w ogrodzie.
           - Ale bierzesz pod uwagę, że może być różnie ? powiedziała. Nie wiesz jak będzie pogoda? A jak będzie padał deszcz? To co zrobicie?
          - Pomyśleliśmy o wszystkim. Zbyszek kupił specjalną folię i zrobi zadaszenie. Będzie oświetlenie, nad którym już pracuje. To przecież złota rączka, he, he. Ale mamy też plan B. Jeśli pogoda pokrzyżuje nam plany, przeniesiemy się do domu. Nie będzie dużo gości, jakieś pięćdziesiąt osób, więc jakoś się pomieścimy.
          - To dobrze ? powiedziała Grażyna. Ale na mnie już czas ? dodała podnosząc się z sofy. Daj znać, jak będziesz miała jakieś wiadomości od pana Józia.
          - O, Grażynka? Powiedział mąż, który wyszedł z przybudówki, w chwili, kiedy odprowadzałam przyjaciółkę do bramy. Dlaczego mnie nie zawołałaś? Zapytał z wyrzutem w głosie.
           - Witaj Zbyszku, wpadłam tylko na chwilkę. Twoja żona, to mistrzyni w dostarczaniu niesamowitych wiadomości.
          - O jakich wiadomościach mówisz? Zapytał mąż, przeszywając mnie wzrokiem.
        - No jak to o jakich? To ty nic nie wiesz? Powiedziała Grażyna, nieco zdziwiona. No ta figurka.... no... psss, wygląda na to, że ty naprawdę nic nie wiesz ? dodała zmieszana. No nic, muszę już lecieć ? dodała widząc moją wystraszoną minę.
       - Czy coś przeoczyłem żono? Zapytał Zbyszek. Chyba masz mi coś do powiedzenia ? powiedział zamykając bramę za naszym gościem.
Oj, czekała mnie trudna rozmowa.

70

Odp: Spełnione Marzenia

http://wgrywacz.pl/images/35220120925195916_00064_s.jpg

Pantusiu, dam Ci w prezencie drewnianą figurkę do ogrodu, może bedzie Ci pasowała?

Człowiek naprawdę posiada tylko tyle co jest w nim.


Oscar Wilde

71

Odp: Spełnione Marzenia
Klaudyna59 napisał/a:

http://wgrywacz.pl/images/35220120925195916_00064_s.jpg

Pantusiu, dam Ci w prezencie drewnianą figurkę do ogrodu, może bedzie Ci pasowała?

No jasne, że będzie pasowała!! Postawią ją na drzewie w ogrodzie. Dzięki dobra duszyczko.

72 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-06-07 06:04:32)

Odp: Spełnione Marzenia

Witam w moim dworku.
Trzymajcie za mnie kciuki, bo nie jest dobrze.
Cd,

Mąż słuchał mnie w całkowitym milczeniu. Opowiedziałam mu o wizycie u pana Józia, o figurce i  tajemniczym właścicielu. A kiedy skończyłam, spojrzał na mnie i powiedział.
         - Wanda, tak dalej być nie może. Zaczynam żałować, że zgodziłem się na ten dworek. Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że więcej czasu poświęcasz tym hrabiankom, niż własnej rodzinie? Kiedy się w końcu opamiętasz? Już niedługo ślub naszych synów, tyle jeszcze pracy w związku z przyjęciem weselnym. Odpuść sobie i zajmij się tym, co teraz najważniejsze ? powiedział Zbyszek.
- Masz rację, może trochę przesadzam, ale czy mam być obojętna, kiedy pojawił się kolejny trop? Ten mężczyzna może nam wiele wyjaśnić. Jestem prawie przekonana, że figurka, która kupiłam za grosze, ma jakiś związek z historią z tamtych czasów. Nie zaprzeczysz chyba, że jesteśmy coś im winni? To dzięki kosztownościom, które nam się dostały, możemy tu mieszkać. Czy nadal uważasz, że powinnam dać sobie spokój? Czy aż tak bardzo zaniedbuję ciebie i naszych synów? Powiedz, ale tak szczerze.
- Wszystko z umiarem żono ? odezwał się Zbyszek. Teraz mamy inne sprawy na głowie i sam się z tym nie uporam. Dlatego jeszcze raz cię proszę, zostaw zamierzchłe czasy i wróć do teraźniejszości ? dodał.
Zrozumiałam. Mój maź miał rację.
Postanowiłam na jakiś czas, nie zajmować się już zgłębianiem tajemnicy z przed stu lat, do chwili, kiedy odebrałam telefon od właściciela figurki.
Kiedy Zbyszek zajmował się w ogrodzie montowaniem zadaszenia, ja robiłam w tym czasie listę niezbędnych rzeczy związanych z przyjęciem weselnym.
Świeczniki na stół, szklane misy z kwiatami, obrusy ? mam. Została mi jeszcze zastawa obiadowa i sztućce. Nie miałam tego na tyle, więc wpadłam na pomysł, że wypożyczę to wszystko od koleżanki, która jest kierowniczką w Kole Gospodyń Wiejskich. Już z nią rozmawiałam na ten temat, więc ten problem miałam z głowy. Zostały mi jeszcze tylko same drobiazgi. Włożyłam listę do torebki i zajęłam się przygotowaniem obiadu. Nagle zadzwonił telefon. Pewnie Lucyna ? pomyślałam.
          - Słucham powiedziałam.
          - Dzień dobry, nazywa się Jakub Jaskulski ? usłyszałam w słuchawce męski głos.
          - Tak, słucham pana, w czym mogę pomóc ? zapytałam?
          - Dostałem ten numer od sprzedawcy staroci, podobno chciała się pani ze mną skontaktować? Usłyszałam.
Jakub Jaskulski? Myślałam gorączkowo. Marcel J, Konstancja J, Jakub J. Boże, to nie może być prawdą.
          - Halo, jest pani tam? ? Zapytał mężczyzna.
          - Tak, jestem, ale mam jakieś problemy z telefonem ? skłamałam, by zyskać na czasie. Oddzwonię do pana ? dodałam.
          - Dobrze, czekam na telefon ? powiedział i połączenie zostało przerwane.
Spojrzałam z przerażeniem przez okno. Mąż mocował zieloną plandekę i był tak zajęty, tym co robi, że miałam okazję porozmawiać spokojnie z nieznajomym.
Postanowiłam przeprowadzić tę rozmowę, w swoim pokoju na piętrze, na wypadek, gdyby Zbyszek potrzebował coś z domu. Nie chciałam, żeby słyszał z kim rozmawiam.
Usiadłam, już nieco uspokojona na otomanie i zadzwoniłam do pana Jskulskiego.
          - Przepraszam za te zakłócenia ? powiedziałam, próbując opanować drżenie w głosie. Jak pan już wie, kupiłam jedną z figurek z pana kolekcji. Czy może mi pan powiedzieć, skąd pan je ma? Zapytałam.
         - A dlaczego tak panią interesują te rzeźby? zapytał
         - No tak, należą się panu jakieś wyjaśnienia ? powiedziałam. Jestem właścicielką starego dworku i  robiąc porządki, znalazłam w piwniczce podobne figurki. Śmiem twierdzić, że mają ze sobą coś wspólnego.
         - To znaczy? Zapytał pan Jakub. Po czym pani tak sądzi?
         -Ten ornament na podstawie każdej z rzeźb, czyli kiście winogron. Na tych co są w moim posiadaniu i na tej od pana, jest taki sam ? wyjaśniłam.
         - Rozumiem ? usłyszałam słuchawce. Czyli sądzi pani, że wykonawca tych rzeźb to ten sam człowiek? Zapytał.
         - Nie do końca, panie Jakubie. Wygląda na to, że wykonawców było dwóch i to mnie w tej chwili najbardziej zastanawia. Ja ? kontynuowałam, mam kilkanaście takich rzeźb, ale nie od jednego wytwórcy.
         - To ciekawe, co pani mówi. W takim razie musimy się spotkać.
         - Też tak sadzę ? odparłam i zapewniłam mojego rozmówcę, że zadzwonię do niego, w sprawie ewentualnego spotkania.

73

Odp: Spełnione Marzenia

Cd.

Teraz czekała mnie rozmowa z mężem.
Jak mam mu o tym powiedzieć? Przecież się wścieknie. Co zrobić? Myślałam. Mam! Ucieszyłam się w duchu. Stary niezawodny sposób. Przez żołądek do serca, to jedyne, co przyszło mi do głowy.
         - Kochanie ? zawołałam z werandy. Może zrobisz sobie przerwę na obiad. Wszystko gotowe ? dodałam.
        - Dobry pomysł ? odparł mąż. Właściwie to zgłodniałem ? powiedział, ocierając pot z czoła. Tylko wezmę prysznic, okay?
Pierwsze koty za płoty ? pomyślałam, i wróciłam do kuchni.
       - Mmm.... czuję fasolową? Powiedział mój luby.
       - Zgadłeś. Fasolowa i ruskie pierogi.
       - Ruskie? Kobieto zaskakujesz mnie ? powiedział mieszając łyżką, gorącą zupę. Kiedy zdążyłaś zrobić te pierogi? Zapytał.
He, he, jedni robią w ogrodzie, a inni w kuchni ? powiedziałam, polewając ruskie skwarkami.
Mój mąż to przysłowiowa złota rączka i nikt mu nie dorówna. Ale ja króluję w kuchni. Każdy wolny czas, staram się wykorzystać. Kiedy robię pierogi to jak dla wojska. Część wykorzystuje na bieżąco, a część zamrażam. To samo jest z bigosem i pieczonym mięsem. Nie zawsze jest czas, by przygotować szybki obiad. Dlatego staram się mieć coś w zapasie. I dziś, właśnie z niego skorzystałam.
      - Pycha, ale się objadłem ? powiedział Zbyszek.
      - To jeszcze nie wszystko zakomunikowałam. Mam dla ciebie niespodziankę ? powiedziałam. Czy życzy sobie pan lody na deser?
       - Zaraz, zaraz, jeśli masz na myśli te z ajerkoniakiem, to zaczynam się niepokoić. Co zmalowałaś? Zapytał.
       - Dlaczego, od razu musiałam coś zmalować? Zwykły codzienny obiad i deser. O co ci chodzi? Zapytałam udając zaskoczoną.
     - Kochanie, znam cię nie od dziś, więc mów o co chodzi.
Poddałam się. Wiedziałam, że na nic się zdał mój chytry plan. W telegraficznym skrócie, zrelacjonowałam mężowi dzisiejszą rozmowę z panem Jakubem.
Kiedy salaterka po lodach była pusta, Zbyszek rozparł się na kuchennym stołku i zapytał.
     - Czy umówiłaś się już z tym panem? Bo jak cię znam, to nie przepuściłabyś takiej okazji.
     - Jeszcze nie ? odparłam zgodnie z prawdą. Obiecałam mu, że zadzwonię.
    - Wiesz co Wandula ? powiedział mąż. Choćbym cię straszył, groził, gniewał się i tak zrobisz po swojemu. Dlatego nie pozostało mi nic innego, jak przyzwyczaić się do twoich szalonych pomysłów i działań.
- To znaczy, że się nie gniewasz? Spojrzałam na męża.
- A mam inne wyjście.
- Nie, hi, hi, - zaśmiałam się, zarzucając mu ręce na szyję. Jesteś taki wyrozumiały ? dodałam, całując go w czoło.
Wygląda na to, że odniosłam sukces. Mąż obiecał nie wtrącać się już w moje poszukiwania, a ja obiecałam robić to tak, by wilk był syty i owca cała. Najważniejsze było to, aby rodzina na tym nie ucierpiała. Dostałam więc wolną rękę i nie czekając na to, aż mąż zmieni zdanie, zadzwoniłam do Pana Jakuba.
Spotkanie miało się odbyć u nas w domu. Natychmiast, powiadomiłam o tym siostrę i  umówiliśmy się na sobotę.

74

Odp: Spełnione Marzenia

Pantusiu
ucieszyłam się, że masz "wolną rękę" w swoich poszukiwaniach big_smile.
Czekam bardzo na ciąg dalszy.

Bujanie w obłokach zostawiam za sobą
    od lat idę twardą, wyboistą drogą.

fragment wiersza ŻYWORÓDKI pt. ŻAŁUJĘ.

75

Odp: Spełnione Marzenia

Pantusiu pomożemy Ci w przygotowaniach z Rajką do wesela, a Ty pisz cd.

Człowiek naprawdę posiada tylko tyle co jest w nim.


Oscar Wilde

76 Ostatnio edytowany przez pantusia (2013-06-10 05:16:41)

Odp: Spełnione Marzenia

Dzięki, dziewczyny. Wiedziałam, że mogę na was liczyć.

Cd.


Teraz miałam w końcu czas na dopieszczenie wszystkiego, co dotyczyło przyjęcia weselnego. Zbyszek zakończył już prace nad zadaszeniem i oświetleniem. Przyznam, że zrobił to profesjonalnie. Małe kolorowe żarówki w kształcie kwiatów, rozmieszczone wokół zadaszenia, dawały delikatne światło. Do tego doda się jeszcze świeczniki na stoły i szklane misy z kwiatami. Będzie pięknie ? pomyślałam, kiedy zrobiliśmy generalną próbę w ogrodzie.
W końcu nadeszła oczekiwana sobota. Lucyna przyjechała zaraz z rana.
         - O której się umówiłaś z tym facetem? Zapytała, siadając w leszczynowym zagajniku.
         - O piętnastej ? odparłam. Jak myślisz? Zagadnęłam. Czy to może być jakiś potomek Marcela?
        - Wszystko możliwe ? siostra zamyśliła się na chwilę. Sądząc po datach, to można przypuszczać, że pan Jakub mógłby być wnukiem Marcela. Czyli....? ukochany Antoniny nie długo rozpaczał po stracie Antoniny.
         - No przestań ? zwróciłam się do siostry. Dowiedział się od jej rodziców, że zmarła, więc miał całe życie rozpaczać? Zapytałam.
         - Nad czym tak rozprawiacie białogłowy? Zapytał mąż, który stanął nagle przy nas, niczym duch.
        - O, cześć szwagier ? Lucyna wstała z ławki, witając się ze Zbyszkiem. Tak się zastanawiamy z Wandą, czy ten tajemniczy pan ma coś wspólnego z naszymi hrabiankami ? powiedziała, przesuwając się na skraj ławki tak by, mógł usiąść obok niej.
- To, że jest w posiadaniu tych figurek, jeszcze o niczym nie świadczy ? wyjaśnił mąż. Może je od kogoś kupił lub dostał, więc uzbrójcie się w cierpliwość i poczekajcie, jak sam wam to wyjaśni. A jak ci się podoba wystrój naszego ogrodu ? zapytał Zbyszek zmieniając temat.
       - No cóż, przypomina mi to trochę poligon wojskowy ? skrytykowała siostra.
  - To jest wersja robocza ? wyjaśnił mój mąż, nieco poirytowany. Wszystko będzie ozdobione kwiatami. Zadaszenie zostanie przybrane gałązkami leszczyny, tak by wyglądało jak szałas. Resztą, zajmie się Wanda.
  - Tak, to prawda ? próbowałam bronić męża. Dzień przed przyjęciem, pojedziemy na giełdę kwiatową i kupimy odpowiednią ilość kwiatów do ozdoby. Zobaczysz siostra jak będzie cudnie.
- No chyba, że tak - odpowiedziała. Bo jak na razie, to dla mnie poligon wojskowy, sory szwagier ? dodała.
Postanowiłam przerwać tę kłopotliwą dyskusję i zaproponowałam siostrze spacer do lasu. Zabrałyśmy Barego i  zostawiając zniesmaczonego męża, ruszyłyśmy w drogę.
        - Mogłaś sobie darować te twoje szczere do bólu, uwagi ? powiedziałam, kiedy byłyśmy już w odpowiedniej odległości. Chłopisko tak się starało, a ty to wszystko skrytykowałaś, oj siora, nagrabiłaś sobie, oj nagrabiłaś.
- A cóż ja takiego złego powiedziałam? ? Lucyna aż przystanęła. Czy sądzisz, że zadaszenie w takim stanie wygląda imponująco? Zapytała.
- To tylko konstrukcja ? próbowałam jej wyjaśnić. Mamy jeszcze dużo czasu na dopracowanie wszystkiego. Zobaczysz, oko ci zbieleje jak to  przystroję kwiatami. Ale co tam u ciebie? Zapytałam widząc skwaszoną minę siostry. Piszesz coś nowego? Zapytałam.
- Tak, kończę właśnie * Barmana i szamankę* - odpowiedziała Lucyna, już nieco uspokojona. Ale jak pomyślę nad poprawkami, to dostaję gęsiej skórki ? dodała.
- Powiedz mi ? zagadnęłam. Jak to jest? Piszesz coś i potem trzeba to poprawiać. Czy nie można robić tego w trakcie pisania? Zapytałam.
- Już ci to kiedyś wyjaśniłam. Pisząc, nie zastanawiasz się nad pewnymi zdaniami, bo ważne jest wtedy to, co przychodzi ci do głowy. Dopiero potem, widzisz powtórzenia, źle sformułowane zdania. Właśnie po to są poprawki ? wyjaśniła siostra. A co z twoja powieścią? Zapytała.
- Na razie sobie odpuściłam. Teraz nie mam głowy, no wiesz, ta uroczystość, przygotowania, brak mi czasu ? odpowiedziałam.
- No tak, to nie są warunki do pisania ? przytaknęła Lucyna. Ale to wszystko pikuś, bo czeka nas wizyta tajemniczego pana i wszystko inne idzie na bok.
Zmęczone długim spacerem, wróciłyśmy do domu. Ja zajęłam się przygotowaniami do obiadu, a Lucyna rozłożyła sobie leżak i wystawiła twarz do słońca.
        - Wiesz co, wkurzyła mnie ta twoja siostra ? usłyszałam za plecami głos męża. Znalazła się znawczyni ? powiedział z nutką ironii w głosie. Łatwo kogoś krytykować, tylko gorzej jak samemu trzeba coś wymyślić ? powiedział Zbyszek zaglądając mi przez ramię do garnka, w którym gotował się gulasz na dzisiejszy obiad.
       - Oj! Przestań się tak jeżyć! Jest po prostu szczera i tyle. Przyznasz chyba, że jak na razie, widok zielonej plandeki nie powała z nóg. Zmieni zdanie, jak zobaczy to w innej szacie. Mam już wszystko gotowe, zjemy pod leszczynami? Zapytałam.
     - Tak, do dobry pomysł ? odpowiedział mąż. To co? nakrywać do stołu? Zapytał.
    - Tak, zanieś talerze i wazę z zupą, ja tylko odcedzę ziemniaki i zaraz do was dołączę.
   - Lucyna, zapraszamy na obiad ? usłyszałam na zewnątrz wołanie męża.
Podczas posiłku, nie poruszaliśmy drażliwego tematu. Lucyna opowiadała o ostatnim spotkaniu z literatkami w Bydgoszczy. Atmosfera na szczęście się oczyściła i po chwili żartowaliśmy już sobie, zapominając o tamtej rozmowie.
Do wizyty pana Jakuba, była jeszcze cała godzina. Postanowiłam w tym czasie, przygotować wszystko, co miało związek z Antoniną i Konstancją. Wyciągnęłam listy od Marcela i ustawiłam na stole w salonie, figurki. Na tę okoliczność, zawiesiłam na szyi medalion z wizerunkiem Antoniny, a siostrę poprosiłam, żeby włożyła medalion ze zdjęciem Konstancji. Tak wystrojone i podniecone tym, co zaraz usłyszymy, czekałyśmy na naszego gościa. Zbyszek zapowiedział już wcześniej, że nie ma zamiaru uczestniczyć w tym spotkaniu i pod przykrywką załatwienia pewnej ważnej sprawy w mieście, wsiadł do samochodu i odjechał.
        - Dobrze, że nie będzie go z nami ? zagadnęła Lucyna, polerując irchową szmatką, zdjęcie Małej Konstancji. Spójrz, była taka urocza ? powiedziała siostra przekazując mi medalion. Jakie okrutne  potrafi być życie, szczególnie w jej przypadku.
        - To prawda ? powiedziałam. Kocham te stare czasy, ale jak sobie pomyślę o twardych zasadach panujących w szlacheckich rodzinach, o kojarzących pary, rodzinach, by połączyć majątki, to chyba wolę żyć w teraźniejszości ? stwierdziłam.
W pewnej chwili, Bary zerwał się na równe nogi i podbiegając do bramy wejściowej, oznajmił głośnym szczekaniem, że mamy gościa.
Na poboczu zatrzymało się czarne BMW, z którego wysiadł dystyngowany starszy pan, w nienagannie skrojonym garniturze.
       - Pani Wanda? Zapytał.
       - Tak to ja. Witam pana i zapraszam do środka ? powiedziałam, prowadząc gościa do salonu.
       - Jakub Jaskulski ? przedstawił się mężczyzna, całując z wielką nonszalancją, każdą z nas w dłoń.
Po przedstawieniu się, usiedliśmy wszyscy na sofie.
       - Napije się pan czegoś? Zapytałam.
       - Jeśli można, to coś zimnego ? odpowiedział, rozpinając guziki od marynarki.

Posty [ 39 do 76 z 114 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016