Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
scorp faceci sa dziwni/.... moim zdaniem boja sie zobowiązan jak czują ze cos zaczyna ich zbyt mocno wiazac podkulaja ogonyi uciekaja.. A moze jakas osoba trzecia namieszala mu w glowie? Ponadto z wlasnego doswiadczeniea juz niestety wiem ze im bardziej kobieta napiera i sie stara tym gorszy to daje efekt.. Zawsze istnieje szansa ze moze przemysli sobie to i owo i w koncu sie odezwie sam... W moim przypadku mam do czynienia jak sie okazalo z gowniarzem i szczerze az mi zbrzydl swoim zachowaniem, bo calemu swiatu, tzn panienkom (nawet tym o ktorychz awsze gadal jakie to one glupie) pbrobuuje pokazac ze jako singiel jest mu tak zarąbiscie ze hej. Dla mnie to typowy objaw szczeniactwa zaczynam sie zastanawiac czy on udaje teraz czy moze udawal ze mna jak to mu bylo cudownie i w ogole, bo oczywiscie do tego sie nikomu nie przyzna... Naprawde nie poznaje tego faceta, ja chyba kocham jego wspomnienie, a moze klamstwo jakim mnie karmil... juz naprawde czuje sie tak zdezorientowana...
Scorps ja mam dopiero 21 lat, w zasadzie zadnych wczesniej doswiadczen w zwiazkach. Wierze ze jakos damy sobie rade
Zycze ci z calego serca abys poczula sie szczesliwa, niech w koncu zrozumie jak wierna partnerke i wielka milosc stracil!
Offline
W zasadzie tez zostalam sama bo nikt nie rozumie dlaczego tesknie i wyplakuje oczy za takim szczeniakiem i dupkiem.. Mówią "idz ze znajomymi", "poznasz jeszcze kogos wyjatkowego". A mnie osobiscie towarzystwo drazni, i nie chce nikogo poznawac po co? mam szukac milosci na sile skoro jedną mam wciaż w sercu?Poza tym tez czuje sie baaaaardzosamotna, czesto chodze wszedzie sama, sama nad jezioro, sama na spacer z psem, troche to przytlacza bo czasem patrze obok i mysle ze jeszcze nieco ponad dwa miesiace temu on byl obok. Wówczas ściska mnie w klatce, czuje sie tak jakby ktoś mi polozyl cos ciezkiego na klatce, aż ciezko sie oddycha. Staram sie unikac totalnej samotnosci bo zaczynaja sie wspomnienia, odwracam uwage, probuje sie czymś zajać z lepszym badz gorszym efektem.. Sport troche pomaga ale to na krotką metę... Przykro mi ze tylu ludzi musi przez to przechodzic... Ale staram sie pokazac twarz i mimo bolu w sercu usmiechac sie, zartowac. Slyszalam ze to nieco zakłoca meska pewnosc siebie, gdy widzą ze jednak ona sie odbila od dna. Zalamana i placzaca kobieta, ktora blaga o powrot tylko dowartosciowywuje ich puste ego. A taka ktora sie odbija sprawia ze mysli "cholera chyba jednak nie bylem az taki fajny skoro wyleczyla sie z milosci do mnie". Choć jeśli twoj mezczyzna byl opanowany to moze po prostu czasu na przemyslenie ze jest gotow na powazny zwiazek... Tylko ten czas tak niemilosiernie sie wlecze prawda?
Offline
oczywiscie zamiast zajac sie czymkolwiek ciagle mysle i .. i doszlam do wniosku ze on chyba poczul sie mocno zraniony i mnie znienawidzil, chcial o mnie zapomniec, nie pamieta zadnych dobrych chwiltylko te zle, i na sile demonstruje to otoczeniu. Fakt ze przyokazjirobi z siebie pajaca troche. Jestem ciekawa czy ten stan moze minac, tudzież czy zniknie zlosc inagle pojawi sie tesknota... Teoretycznie wszyscy mi mowia ze to juz bez szans, ech.. A we mnie wciaz tli sie ta glupia nadzieja...
Offline
U mnie tak samo, czasem tęsknota przeobraża się w nienawiść. BO jak można być taka Idiotką bez uczuć?? Kochałem ją bardzo. Tęsknie każdej chwili. Nie potrafię się z tego unieść. Też mam nadzieje że dostrzeże to kogo przy niej nie ma a kto był i oddał by za nią życie.
Ostatnio edytowany przez Beznadziejny (2012-06-30 21:57:51)
Offline
Skorp,
Napisałaś coś co mi otworzyło oczy na jego problem a mianowicie to, że jest opisany przez psychologów jako osoba z cechami psychopatycznymi.
I tak jak pisałem wcześniej - jest osobą rozchwianą emocjonalnie. Ale nie przez porażkę w życiu lecz chorobę którą trzeba leczyć. Ma mega problem ze sobą i sam sobie z tym nie radzi. Dlatego chce z Tobą utrzymywać kontakt i czasem się spotykać byś Ty była osobą dodającą mu sił w walce z tym problemem.
Co do Ciebie jest podobnie. Może to dla Ciebie brutalnie zabrzmi, ale jesteś na skraju wyczerpania psychicznego i być może jesteś już za progiem depresji. Walczysz o niego, o związek i sama siebie wykańczasz. Takim działaniem ani sobie ani jemu nie pomożesz.
Żeby pomóc jemu musisz najpierw pomóc sobie. I tutaj wskazana jest dla Ciebie pomoc psychologa specjalisty, nie zwykłego psychologa "z ogłoszenia" czy przychodni lekarskiej ale specjalisty.
Skieruj się do poradni psychologicznej, rodzinnej, małżeńskiej - walczysz o związek, który miał być z jego chęci zalegalizowany - więc znajdą na pewno sposób by Tobie pomóc i potem pomóc Wam wspólnie.
Taka poradnia rodzinna działa też czasem przy parafii.
Wołasz o pomoc do Nas w ratowaniu Twojego związku ale wołasz też o pomoc dla siebie.
Może w twojej okolicy działa szpital lub przychodnia MSW (tutaj byle kogo do pracy nie przyjmą a lekarz musi się dokształcać by być na czasie w swojej profesji.)
Staniesz na nogi to wtedy zajmij się nim i też podejmijcie się terapii.
Przykro mi to mówić ale z mojego punktu widzenia, to oboje potrzebujecie fachowej pomocy.
Ziemniaczana...
"nikt nie rozumie dlaczego tesknie i wyplakuje oczy za takim szczeniakiem i dupkiem.. Mówią "idz ze znajomymi", "poznasz jeszcze kogos wyjatkowego". A mnie osobiscie towarzystwo drazni, i nie chce nikogo poznawac po co? mam szukac milosci na sile skoro jedną mam wciaż w sercu???
...Przykro mi ze tylu ludzi musi przez to przechodzic... Ale staram sie pokazac twarz i mimo bolu w sercu usmiechac sie, zartowac. Slyszalam ze to nieco zakłoca meska pewnosc siebie, gdy widzą ze jednak ona sie odbila od dna. Zalamana i placzaca kobieta, ktora blaga o powrot tylko dowartosciowywuje ich puste ego. A taka ktora sie odbija sprawia ze mysli "cholera chyba jednak nie bylem az taki fajny skoro wyleczyla sie z milosci do mnie". Choć jeśli twoj mezczyzna byl opanowany to moze po prostu czasu na przemyslenie ze jest gotow na powazny zwiazek... Tylko ten czas tak niemilosiernie sie wlecze prawda?
Święte słowa, tego nikt nigdy nie zrozumie, bo nie potrafi się postawić w Naszej sytuacji. Nie potrafi dostrzec Nas w sobie, by zrozumieć to, co cierpimy. Spojrzeć na problem z naszego punktu widzenia - zobaczyć siebie w drugim człowieku i drugiego człowieka w sobie.
Mi się wali związek przypieczętowany ślubem kościelnym przez teściową, toksyczną teściową - a ludzie mający zwykły ślub cywilny, niekiedy po rozwodzie z powodu byle pierdoły, sami nie potrafili zawalczyć i ratować swój związek czy też sami ze sobą mają problem radzą mi... bym swoją partnerkę kopnął w 4 litery, bo na mnie nie zasługuje; zostaw ją i daj sobie spokój a znajdziesz sobie lepszą, bo tego kwiatu to pół światu.
Nie mają zielnego pojęcia o takiej patologii, problemów w związkach z DDA i temu podobnych, o tragediach, z powodu których młode małżeństwa się rozpadają - ja wytrwałem 9 m-cy i dalej walczę z wielką nadzieją uratowania związku z pomocą księdza - a mają siebie za doradczych omnibusów pokroju Einsteina w tej materii. PARANOJA
Co z tego że z zewnątrz wyglądasz jak osoba z pierwszych stron gazet, skoro rozpierducha w głębi duszy jak po 3 wojnie światowej. Człowiek staje na czubku włosów by ratować za wszelką cenę związek, wychodzi z siebie i staje obok a tu "dobrzy ludzie" radzą by dać na luz i poznawać kogoś nowego. JAK??? Jak na prostym przykładzie ma się sakrament ślubu kościelnego do zwykłej regułki ślubu cywilnego? Potrafią oni sami sobie na to pytanie odpowiedzieć? NIE!!!
Ale od udzielania dobrych rad, to mają się za geniuszy w tych tematach.
Marti83
Cytowanie to nie problem, piszesz jak każdego posta.
Sztuką jest odczytać z nich ich przesłanie, dostrzec to drugie dno, ich drugie znaczenie i przewodnią myśl autora - czasami anonima. dodając parę słów można "dorobić" ideologię do nich, by w prosty sposób okazać ich wielką wartość.
Zamienić słowa miejscami, wstawić inne i zabawa jest na prawdę przednia. Nauczysz się kilku takich tekstów/cytatów na pamięć, przy jakieś okazji wstawisz je z sensem w swoją wypowiedź a słuchaczom "szczena z podziwu rypnie o glebę i zarysuje kafelki"
Niech się wali, niech się pali a ja i tak ognisko pod wodą rozpalę. A co!!!
Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych - takie robię w 7 dni a cuda w tydzień.
Kto nie chce, kiedy może, nie będzie mógł, kiedy będzie chciał. -dobre motto życiowe, daje do myślenia i zachęca do działania.
Pozytywne myślenie daje pozytywne efekty... a optymizm jest motorem postępu.
Zanim się opamiętasz - kołyska, ołtarz i cmentarz. I robisz smutne odkrycie, że to już minęło Ci całe życie.
PRZYKŁAD brutalnej odpowiedzi:
Twoje poglądy drogi przyjacielu są mi obrzydliwe, ale przemilczę to byś mógł je głosić, Bo nie sądzę by ktoś mógł mnie przedstawić w gorszym, świetle niż sam siebie widzę. Gdyż zobaczyć siebie w drugim człowieku i drugiego człowieka w sobie jest nie lada sztuką, ale nawet tak proste zadanie niektórych przerasta, by nie powiedzieć, że przeraża. Poza tym szkoda mi czasu na polemikę z ludźmi, którzy całe życie spędzają na krytykowaniu innych.
Ciarki idą po polecach... ![]()
I najważniejsze dla mnie w tym całym wyścigu szczurów jest przede wszystkim to, by być pierwszorzędnym oryginałem siebie a nie nieudaną kopią kogoś, kto nie zna swojej wartości.
I mógłbym tak sypać takimi tekstami jak z rękawa.
Dobre 100 stron A4 mam zebrane przez ponad 10 lat i jak widać powyżej - można cuda zdziałać zwykłym zdaniem.
Śmiech, płacz i "wqrwienie" - za przeproszeniem - a to tylko zwykły cytat, jakaś przerobiona wypowiedz i mamy cały wachlarz możliwości.
Słowo jest podobno wierzchołkiem góry lodowej. Ale ono ma w sobie wielką moc - potrafi okazać wiele radości, wiele przykrości a w odpowiedni sposób użyte - dowali drugiej osobie w formie bezdotykowej.
Aby do tego dojść, trzeba się z czasem nauczyć czytać między słowami w czyichś myślach, wypowiedziach, tekstach pisanych.
Opanujesz to, to nawet zwykłym zdaniem wyrwanym z kontekstu wypowiedzi rozmówcy czy pisma/tekstu/listu
- wrogo nastawionej do Ciebie osoby, dorzucisz parę słów od siebie lub jakiś cytat i... z uśmiechem na ustach spuścisz mu jego słowami lanie.
Z początku będzie się śmiał razem z Tobą, ale z czasem jak "zakuma" co mu się powiedziało, to będzie wściekły sam na siebie - "dostałem tym co sam powiedziałem i to z jakimś gratisem jeszcze??" i wróci mu szacunek do Ciebie przez duże S.
Takich tekstów z użyciem cytatów znajdziesz sporo w moich postach a czytając uważnie wypowiedzi innych internautów też tych perełek jest multum.
Coś na zakończenie listu/meila: Z wyrazami należytego szacunku - jedno słowo dostawione do standardowej wypowiedzi i adresat ma nie lada zagwozdkę - ZONK jak nic ![]()
Offline
a ja uwazam, ze takie pograzanie sie w smutku nie ma sensu. jasne, po rozstaniu trzeba swoje przeplakac i przemyslec, ale co ma nam niby dac takie nieustanne dolowanie sie? to na pewno nie sprawy, ze byly/byla zechca do nas wrocic. litosc nie jest dobra podstawa do odnawiania zwiazku. im szybciej siepogodzimy z rozstaniem i staniemy na nogi, tym lepiej. tylko zeby to zrobic, trzeba wykonac pewna prace nad soba, a wielu osobom sie wydaje, ze to dla nich za trudne i wola tak tkwic w swoim chronicznym bolu i sie meczyc. to jest glupota. prawda jest taka, ze kazdy ma na swoim konce jakies nieudane zwiazki, dlatego wlasnie sa to byle zwiazki. i ja uwazam, ze rada mowiacaq o tym, zeby wyjsc do ludzi i spotykac sie ze znajomymi jest bardzo dobra. to nie chodzi o to, zeby zwywieszonym jezykiem na sile poznawac nowych ludzi i szukac kogos nowego. chodzi o to, zeby nasze mysli chociaz na chwile odciagnac od bylego/bylej i rozstania, zeby poprzebywac z ludzmy, ktorych lubimy i cenimy i poczuc sie waznymi.
odnoszac sie do samego tematu tego watku,czyli 'jak faceci zachowuja sie po rozstaniu', jak wiadomo, pewnie kazdy inaczej. ja ze swoim ostatnim bylym mam coraz czestszy kontakt. po rozstaniu, czyli trzy miesiace temu bylo mi strasznie ciezko, nie bylam w stanie mu odpisywac na jego oschle smsy. z czasem jednak stanelam na nogi, bo musialam. choroba mamy, problemy w pracy, na uczelni, przeprowadzka do innego miasta zmusily mnie, zebym sie wziela w garsc i przestala uzalac sie nad soba. teraz juz, kiedy wszytsko zaczyna sie powoli ukladac znowu coraz czesciej mysle o nim. zastanawiam sie, dokad zmierza nasza znajomosc. czy bedzie chcial mnie odzyskac (to zaqwsze on inicjuje kontakt), czy moze widzi we mnie swoja przyjaciolke, albo moze pisze o mnie zeby sie pozbyc wyrzutow sumienia, ze mnie zostawil w ciezkim dla mnie momencie zycia?
Offline
Też się zastanawiam czy ma jakieś wyrzuty sumienia po tym jak zostawiła mnie w bardzo ciężkim dla mnie okresie. Ważyła się w nim moja przyszłość i prawie ją spartoliłem, jeszcze nie wiem nawet czy wyszedłem z tym na prostą... Ta obojętność jest według mnie najgorsza.
Offline
widzisz vanilla moj problem polega na tym ze spedzalismy zawsze czas we dwoje, dwojka najlepszych przyjaciol, codziennie, w kazdą wolna chwilę... W zasadzie malo mielismy znajomych - i lubilam to jak nawzajem poswiecalismy sobie ten czas. A teraz gdy go nie ma zwyczajnie nie mam co robic, niby mam znajomych ale ich towarzystwo mi go nie zastepuje bo i tak i tak mysle o nim. Zadna forma rozrywki nie zastępuje mi chwil z nim.
Bolimnie tez strasznie brak kontaktu z nim,on totalnie mnie olał, wiem "nie zasluguje na mnie" i w ogole ale tak ciezko rezygnowac z wlasnych marzen... Niestety jestem jedna z tych osob ktore zbyt mocno przywiązuja sie do ludzi....i wiem ze bede baaardzo dlugo to przezywac i na niego czekac....
Ostatnio edytowany przez ziemniaczana (2012-07-01 18:59:06)
Offline
To po co go zostawiałaś ?
Offline
Masz rację vanila, bolesnymi emocjami po rozstaniu/rozpadzie związku nikt nie wygrzebie się z dołka. W tej sytuacji świadomość, że coś się skończyło musi wziąć górę nad cierpieniem i bolesnymi emocjami. Ale niestety, w takim przypadku trzeba przerobić to rozstanie na zasadzie zbliżonej - zaznaczam zbliżonej - do żałoby po pogrzebie kogoś bliskiego. I tutaj łatwo jest to powiedzieć, określić słowami konkretnie i do bólu, ale nie oszukujmy się - każdemu z nas trudno to zrobić i wyjść z takiej traumy na prostą.
Tak samo trudno jest oderwać się myślami od wspomnień z partnerem i zacząć funkcjonować nawet tymczasowo samemu - jeśli partner za jakiś czas zechce jednak wrócić.
Są wspomnienia, poczucie pustki ponieważ - powołując się na wypowiedź zniemniaczanej: spędzało się zawsze czas we dwoje, dwójka najlepszych przyjaciół "do tańca i do różańca", codziennie i w każdej wolnej chwili partner był przy nas, dotrzymywał nam kroku i towarzystwa poświęcając wzajemnie swój wolny czas. A po jego odejściu gdy go nie ma zwyczajnie nie mamy co z sobą zrobić, czym wypełnić tą pustkę i bolesne emocje z powodu jego braku. Zwykła znajomość czy związek małżeński i nagły ich rozpad - dla wielu jest taką samą tragedią. Czasami Ludzie z zewnątrz dają "dobre rady", ale one są o kant 4 liter potłuc, bo nie kumają istoty naszego problemu, przez który związek się rozpadł.
Niby każdy ma jakichś tam swoich znajomych, tą potocznie mówiąc zgraną paczkę, ale ich towarzystwo - w większości przypadków już się rozpadło, bo każdy założył swoją rodzinę i poszedł w swoją stronę - i braki w takim towarzystwie nie wypełnią tego, co partner nam dawał swoją obecnością. Żadna "zastępcza" forma rozrywki nie zastąpi tego, choćby nie wiem jak to nasze towarzystwo stare i nowe się starało.
Człowiek cierpi, zamyka się w 4 ścianach, zamyka się w sobie mając nadzieję, że to tylko zły sen, partner za chwilę stanie w drzwiach i dalej będzie jak dawniej. Pogodzić się z faktem, że to niestety jest realny finał, że nie będzie już tak jak dawniej, że to co było to już przeszłość - z tym każdy z nas ma największy problem.
Partner wraca, niby wszystko się zaczyna układać jak powinno, ale niestety ślad po tej traumie ciągle mamy przed oczami i przejść nad tym do porządku dziennego w związku po "reanimacji' również jest cholernie trudno.
Ostatnio edytowany przez bags (2012-07-01 21:43:29)
Offline
Dla mnie najgorsza jest obojętność, to najbardziej boli. Spędzasz ze swoją miłością każdy wolny czas, wieczór, cieszysz się na spotkanie, i zawsze mało, za szybko . Wspólne tematy, śmiech, pierdoły, intymność i wreszcie zaśnięcie. My mogliśmy spędzać czas wieczorami, więc wszystko ustawiałam tak w moim zajętym życiu, żeby wieczór był nasz. I jak można nagle zapomnieć, nie tęsknić, niebrakować, czegoś co było codziennie. Ja nie mogę już dać rady, zbliża się wieczór, mnie ściska w żołądku. A czemu jemu tego nie brakuje, jeżeli każdego wieczoru najpierw się pytał czy może przyjść, a ja czekałam. Nie ogarniam tego po prostu.
Każda para ma swoje zwyczaje, swoje małe sprawy któe ich łączą, czy to możliwe, że można tak łatwo wyrzucić do śmieci. Porady ludzi, może i szczere z dobroci, ale nie wiele dają w samotną noc. Każdy wraca do swojego ułożonego życia, przytula się do bliskiej osoby i zasypia spokojny. Przychodzi czas, że człowiek mniej płaczę, musi się ogarnąć zacząć żyć, wyrzucić z serca itd. Tylko co dalej... Mnie to przeraża, bo wracam do pustego domu i nikt tam nie czeka. Mam ochotę pogadać tak zwyczajnie, pochwalić się sukcesami, A w głowie siedzi przeszłość, wspomnienia. Wychodzenie do ludzi, na imprezę daje odskocznię, odsuwa w czasie to co nieuniknione samotność aż do bólu.
Męczy mnie, to żeby osiągnąć swój cel radzi się udawać, trzymać pozory, na dystans, nie pokazywać, że zależy, itp. historie. Dlaczego nie można być szczerym, powiedzieć, że boli, że się kocha, nie bawić się wiecznie w gierki. Nie znoszę tego, czy nie byłoby prościej i spokojniej. Z facetami wiecznie jak za jajkiem, żeby tylko nie poczuł się że zabierasz mu jego świętą wolność, żeby nie spanikował, a czasami wcale się tego nie chce, naruszać wolności, Choć słyszałam, że mam prawo do wszystkiego, starałam się nie naruszać jego prywatności, bo szanuję, sama też mam lekką schizę w tym temacie, a i tak było źle. Boże ja nigdy bez zaproszenia nie poszłam do jego domu, nie przyjełam kluczy.
Męczą mnie te pozory, bo wczoraj niespodziewanie rano zadzwonił gdy wyłam w kuchni przy stole, że nie dam rady wyjść z domu. I zaczyna ze mną rozmawiać, jakby nic, co słychać itd. mniałam ochotę krzyczeć "facet cierpię, porozmawiajmy wreszcie" no tak ale, wkurzy się wystraszy, czyli opowiadam mu wydarzenia ostatnich dni, byleby się nie wyłączył. Może, jestem dziwna, ale nie lubię niewyjaśnionych sytuacji aktorstwa, bo to nieprawdziwe a daje złudne nadzieje. Po co komplikować, udawać.
Kobiety raczej zawsze dążą, żeby było dobrze, po kłótniach, złych momentach nie chcą stracić, dają wielokrotnie szanse. I naiwnie czekają.
Offline
dokladnie ! to wlasnie jest najdziwniejsze jak ktos moze tak poprostuzapomniec i zyc sobie dalej - TAK MY TEZ POWINNYSMY, bierzmy z nich przyklad. Ale ja nie lubie pustych rad. Dobija mnie to jak piekna pora roku jest, tak czekalismy na wakacje, na nasza 3cia rocznice ... Te dni samotnosci duzo mnie nauczyly..mianowicie ze nie ma co sie unosic honorem, ze lepiej jestsie czasem ugiąć i byc szczesliwym niz udawać i tworzyc problemy ... tak bardzo sie zmienilam a nawet nie mam juz okazji i boje sie ze nigdy nie bede miala tego pokazac.... Nie zycze mu zle, ale chcialabym wlasnie zeby pobyl sam troche, zobaczyl jak to jest... Jesli byloby mu smutno najchetniej pobieglabym go pocieszac ale on nie chce mojego towarzystwa juz, przyjazni, nic... Przy rozstaniu powiedzial mi ze niby bylam najwieksza miloscia jego zycia, ze nikogo tak nie pokocha... ale czuje ze to czcze gadanie, tak sie boje tego ze on pewnie kogos znajdzie ja dowiem sie i...i nawet sobie nie wyobrazam co wtedy poczuję,... Swadomosc ze teraz z kim innym bedzie dzielil smutki i radosci, to mnie chyba zabije od srodka... Codziennie mi sie sni , ze wracamy do siebie,rozmawiamy,przytulamy sie... i ten ból po przebudzeniu....a to forum hmm... chyba bardziej ma sluzyc temu zeby kazdy mogl sie wyzalic, niz dobrym radom, bo z wlasnego doswiadczenia bynajmniej wiem co POWINNAM robic (zapomnij ciesz sie zyciem to nie koniec swiata itd), ale jakos malo sie do tego stosuje... I popieram poprzedniczke -wieczory sa najgorsze, umnie wsyzstko krecilo sie wokol zwiazku, tez przegadane godziny o niczym i wszystkim zarazem.. nie dociera do mnie wciaz ze to juz koniec...
Po co zerwalam? Pisalam juz. bo balam sie ze w obojgu nas sie wypalilo, ze to nie to samo, choć zawsze bylam pewna jego i tego ze nie pozwoli mi odejść. Tak obiecywal ze on nigdy sie nie podda i zawsze bedzie walczyl nawet jesli ja nie bede miala sil (wczesniej nie ukladalo nam sie bo mialam watpliwosci odnosnie swoich uczuc, powiedzialam mu o tym i mielismy sobie z tym razem jakos poradzić, zawsze byl moim najlepszym przyjacielem i mowilam mu o wszystkim, uwazalam ze nigdy nie ma sytuacji bez wyjscia).
Nie musicie mi pisac ze bylam idiotką bo to doskonale wiem i nienawidze sie tak bardzo jak tylko mozna. Chcialam naprawic swoj blad, lecz bylo chyba juz za pozno... On stwierdzil ze mnie nie kocha i nie moze sie ze mna spotykac bo bedzie mnie tylko tym ranic, choć jak dla mnie to bylo cos w stylu "ejj nie mieszaj sie w moje zycie juz, koniec, mam cie gdzies i twoje lzy, jakos sie pozbierasz". Swoja drogą nawet jesli go zranilam - to da sie nagle wszystko zapomniec?! Tak reaguje facet ktory rzekomo mnie tak bardzo kochal?
Ostatnio edytowany przez ziemniaczana (2012-07-01 22:13:56)
Offline
Scorp tak bardzo ci zycze żeby wam sie jakos udalo, zreszta jak wszystkim tutaj ...Zawsze glupio wierzylam ze prawdziwa milosc przezwyciezy wszystko i predzej czy pozniej wylazi na wierzch... Ludziom zdarzaja sie watpliwosci, wiem to po sobie, walczylam z nimi pol roku, zreszta ogolnie mialam sporo problemow w tym okresie..Dopiero brak tej ukochanej osoby mi uswiadomil jak drogocenna byla kazda, nawet najzwyklejsza i najnudniejsza chwila... Slyszalam o facetach ktorzy wracaja (kobietach tez)... Ja bylabym najszczesliwsza osoba gdyby mnie spotkala chociaz taka szansa... Ale juz nic nie moge zrobic,moge tylko ryczec w poduszke patrzec wstecz i pluc sobie w brode ze nie zachowalam sie inaczej...Choć jego reakcja tez daje sporo do myslenia odnosnie szczerosci jego uczucia...
Offline
Skorp napisał:
Dla mnie najgorsza jest obojętność, to najbardziej boli. Spędzasz ze swoją miłością każdy wolny czas, wieczór, cieszysz się na spotkanie, i zawsze mało, za szybko . Wspólne tematy, śmiech, pierdoły, intymność i wreszcie zaśnięcie. My mogliśmy spędzać czas wieczorami, więc wszystko ustawiałam tak w moim zajętym życiu, żeby wieczór był nasz. I jak można nagle zapomnieć, nie tęsknić, niebrakować, czegoś co było codziennie. Ja nie mogę już dać rady, zbliża się wieczór, mnie ściska w żołądku. A czemu jemu tego nie brakuje, jeżeli każdego wieczoru najpierw się pytał czy może przyjść, a ja czekałam. Nie ogarniam tego po prostu.
Każda para ma swoje zwyczaje, swoje małe sprawy któe ich łączą, czy to możliwe, że można tak łatwo wyrzucić do śmieci. Porady ludzi, może i szczere z dobroci, ale nie wiele dają w samotną noc. Każdy wraca do swojego ułożonego życia, przytula się do bliskiej osoby i zasypia spokojny. Przychodzi czas, że człowiek mniej płaczę, musi się ogarnąć zacząć żyć, wyrzucić z serca itd. Tylko co dalej... Mnie to przeraża, bo wracam do pustego domu i nikt tam nie czeka. Mam ochotę pogadać tak zwyczajnie, pochwalić się sukcesami, A w głowie siedzi przeszłość, wspomnienia. Wychodzenie do ludzi, na imprezę daje odskocznię, odsuwa w czasie to co nieuniknione samotność aż do bólu.
Męczy mnie, to żeby osiągnąć swój cel radzi się udawać, trzymać pozory, na dystans, nie pokazywać, że zależy, itp. historie. Dlaczego nie można być szczerym, powiedzieć, że boli, że się kocha, nie bawić się wiecznie w gierki. Nie znoszę tego, czy nie byłoby prościej i spokojniej. Z facetami wiecznie jak za jajkiem, żeby tylko nie poczuł się że zabierasz mu jego świętą wolność, żeby nie spanikował, a czasami wcale się tego nie chce, naruszać wolności, Choć słyszałam, że mam prawo do wszystkiego, starałam się nie naruszać jego prywatności, bo szanuję, sama też mam lekką schizę w tym temacie, a i tak było źle. Boże ja nigdy bez zaproszenia nie poszłam do jego domu, nie przyjełam kluczy.
Męczą mnie te pozory, bo wczoraj niespodziewanie rano zadzwonił gdy wyłam w kuchni przy stole, że nie dam rady wyjść z domu. I zaczyna ze mną rozmawiać, jakby nic, co słychać itd. mniałam ochotę krzyczeć "facet cierpię, porozmawiajmy wreszcie" no tak ale, wkurzy się wystraszy, czyli opowiadam mu wydarzenia ostatnich dni, byleby się nie wyłączył. Może, jestem dziwna, ale nie lubię niewyjaśnionych sytuacji aktorstwa, bo to nieprawdziwe a daje złudne nadzieje. Po co komplikować, udawać.
Kobiety raczej zawsze dążą, żeby było dobrze, po kłótniach, złych momentach nie chcą stracić, dają wielokrotnie szanse. I naiwnie czekają.
Skorp, idealnie określiłaś to, co i ja czułam/czuję nadal. Dokładnie te same odczucia. Obojętność z jego strony, taka jakby inna rzeczywistość, matriks, inna osoba... My też mieliśmy wspólne słówka, wspólne określone zachowania i nie umiem sobie wyobrazić, że on teraz poznając kogoś innego będzie mówił do niej w ten sam sposób, przytulał tak samo, śmiał się z tych samych rzeczy, zabierał w te same miejsca do swojej rodziny. I nie chodzi o zazdrość tylko o zniszczenie czegoś, co wydawało się być tylko dla mnie...
Dziewczyny przejdziemy przez to!
Offline
Szczere wyrazy podziękowania ziemniaczana.
Skorp ma tragedię - nie jestem psychologiem ale potrafię po swoim przypadku wyczuć co się dzieje z Nią, jej partnerem i związkiem. Tragedię z którą sama sobie nie poradzi bez pracy najpierw nad sobą.
Ciebie podobnie jak mnie - partner zapewniał, że stanie na głowie ale będzie walczył o związek do samego końca.
Ja od swojej partnerki jeszcze na początku tego roku słyszałem takie miłosne zapewnienie. Przetrwamy wszystko, nawet najgorsze chwile, bo nie po to się pobraliśmy by się od tak rozstać. Nie było nawet trzeciej osoby z zewnątrz, najmniejszego podejrzenia zdrady. Cała ta tragedia dla mnie rozegrała się w 4 ścianach. nie minęło pół roku i co? mama jej zrobiła takie pranie mózgu, że zona zmierza ku rozwodowi - cała historia jest w moim wątku.
Dojdzie do rozwodu, żona przejrzy na oczy jakie spustoszenie jej matka w życiu zrobiła i w tym momencie obecna sytuacja, jaką ma Skorp to będzie pikuś przy mojej obecnej żonie. Ja może z tego małżeństwa wyjdę na wolność "wygrany" ale moja świadomość tego, co czeka w przyszłości "eks-żonę" mnie przeraża. Nie mam już sił, pomysłów i sposobów, by osobiście jej na tą kosmiczną dla niej patologię oczu otworzyć i jeszcze zawczasu uratować. Dla niej i matki jestem kretynem delikatnie mówiąc.
Ostatnia deska ratunku dla mnie to ksiądz - z Nim żona jest gotowa iść nawet na kolanach na pielgrzymkę - może Jemu się to uda dokonać na czym ja poległem.
Żyje nadzieją, że z tego małżeństwa coś jeszcze będzie, nadzieją, która z jednej strony jest matką głupich, a z drugiej - kościelnej strony - umiera ostatnia.
Wielka miłość,wielkie wspólne plany i nadzieje... pstryknięcie palcami i wielkie NIC. Nic nie było, nic nie ma i nic nie będzie - już cię nie kocham! 3 lata wy.......e z życiorysu - jak to można w normalny i trzeźwy sposób zrozumieć???
Offline
Dobra więc ja napiszę coś od siebie. Jako że chyba każdy zna tutaj moją historię. Cóż ziemniaczana widzisz ja swojej też dałem poczucie bezpieczeństwa, komfortu bycia. Wiedziała że może na mnie liczyć o każdej porze dnia i nocy - wiadomo, w sumie każdy może, qumple też jak coś się dzieje. Była pewna moich uczuć, ja swoich też byłem, choć miałem nieraz chwile słabości gdy mnie denerwowała do łez. Mówiłem sobie "tego kwiatu jest pół światu" zostaw ją, ale nie mogłem tego zrobić. Teraz chyba wiem już czemu, po prostu nie znałem własnej wartości. Kochałem ją również, naprawdę. Wiecie co dobrze koi to wszystko ? Muzyka, taka prawdziwa muzyka. Ale wicie co teraz czuję ? Zdarza się mieć dołek to prawda ale czuję że teraz mam jaja, każdy facet musi przez to przejść by zrozumieć czego potrzebuje Kobieta, ja już wiem czego. Zdawało mi się że rozumiałem to, myliłem się. Tak naprawdę widzę po swoim zachowaniu że dorosłem do końca. Prócz chwilowych dołków trzymam się całkiem nieźle jak na siłę uczucia.
Przesyłam wam świetny link http://www.youtube.com/watch?v=mpviRJSq5y4 Rockiego znałem dobrze ale dopiero teraz zrozumiałem cały przekaz. Zawsze uważałem się faceta przez rzeczy dla kobiety głupie i nie zrozumiałe. A jednak ta sytuacja mnie zniszczyła totalnie ale "nie ważna jak mocno możesz uderzyć ważne jak mocno możesz dostać i walczyć dalej". Dużo się nauczyłem przez te tygodnie, nauczyłem się że to tak naprawdę walka, walka z samym sobą, z własnym sumieniem i uczuciem. To wszystko tak fajnie się czyta, gdy się czyta to się przez chwile o tym nie myśli, jednak gdy staje się przed samym sobą tak fajnie nie jest. Wiem coś o tym. Jednak pamiętajcie, im szybciej się pozbieracie tym szybciej możecie stawić swoim słabościom czoło. Jeżeli tylko chcecie możecie odzyskać swoich facetów tylko musicie to dobrze rozegrać. Każdy z nas decyduje sercem o tym z kim chce być, dlatego staram się tu nie mówić jak ktoś ma postąpić (chyba że okazuje się ktoś drugi totalnym dupkiem) ale pokazać różne drogi i naprowadzić. Pamiętajcie gdy dostaniecie cios musisz się pozbierać jak najszybciej by stać i walczyć dalej albo będziecie dalej dostawać lanie. Według mnie musicie dać dla partnera zatęsknić za swoją osobą, pokazać że dobrze się bawicie, nie możecie robić tego tylko na pokaz bo to go wkurzy i przyniesie odwrotny skutek. Po prostu jak napisze bądźcie chłodne. Dodatkowo podczas uprawienia sportu wytwarzają się hormony (czy coś w tym stylu) szczęścia 50 min biegu i wracacie do domu ubite oraz szczęśliwe. Niestety po pustkowiu w nocy pobiegać same nie możecie, ale osobiście bardzo polubiłem ten spokój i ciszę podczas nocnego biegu po odludziu - można również drzeć ryja (opcja dla facetów) Nie możecie być też na każde zawołanie. I patrzcie sercem a nie radami z forum ale serce ma być na równi ze świadomością.
Ostatnio edytowany przez Beznadziejny (2012-07-02 00:09:47)
Offline
gdybym ja miala chociaz jakakolwiek nadzieje ze on wciaz cos do mnie czuje, ze cokolwiek z niego zostalo... Ale on zachowuje sie naprawde jak totalny szczeniak, widze ze zgrywa z siebie maczo, choć zawsze byl typem cichego i romantycznego faceta, wolał spokoj a teraz tylko imprezy w glowie i wypisywanie do panienek ... Do seksu tez mial podejście ze tylko jesli kogos sie naprawde kocha -nie wiem niestety ile zostalo z jego starych zasad... Mozliwe ze pokryla sie tu urazona duma + jego mlody wiek i "zerwanie ze smyczy". To dziwne nigdy nie probowala go ograniczac i wszystko rzekomo robił z wlasnej inicjatywy (codziennie spotkania, wychodzenie tylko razem itd). Najgorsze jednakze jest to ze on teraz na mnie zwala wiekszosc rzeczy - ze niby bylam zaborcza, ze na nic munie pozwalalam, ze chcialam go miec tylko dla siebie - tez uwazam ze ktos mu tu troche dogadal... Dostaje szału gdy mysle o tym ze nigdy prawdopodobnie juz mnie nie przytuli, bylismy tak idealna parą, nawet nie jako chlopak i dziewczyna tylko przyjaciele wlasnie... Najsmieszniejsze jest to ze on zawsze unikal portali typu facebook, a teraz nagle zrobil sie niezwykle aktywny i to w naprawde prymitywny sposob (wlasnie struganie owego maczo). PRzepraszam nie mam gdzie sie wyzalic rodzina ma juz mnie chyba dość bo tylko o jednym ciagle gadam, nie chce im zatruwac zycia, a mysle ze wy tez jestescie w podobnej sytuacji. Kto lepiej zrozumie bolące serce niż inna osoba w podobnej sytuacji ![]()
Offline
Czesc wszystkim prosze wysluchajcie i podpowiedzcie,co sie dzieje waszym zdaniemw mojej historii. rok wstecz, kiedy poznalam obecnego ukochanego to moj byly zaczal do mnie wydzwaniac ze mnie kocha. Byla masakra. Ze strachu zeby nie stracic obecnego chlopaka odpisalam do ex, ze kocham go na swoj sposob, ale to juz jest koniec...niech idzie swoja droga, i zycze mu zeby sobie poukladal zycie. ..piszac tutaj w skrocie..no ale wyszlo na jaw i stracilam zaufanie w oczach mojego nowego.
Rozstalismy sie pol roku temu raz, drugi az wkoncu 2 miesiace temu zerwal ze mna bo nie potrafi odbudowac zaufania. Z pokora dalam mu odejsc...po 2 tygodniach zaczal do mnie dzwonic..pisac spotykac sie calowac..i znowu sie wycofal..tym razem skrzywdzil mnie. Teraz spotkalam gow ten sam dzien kiedy sie rozstalismy napisal : nie mam na tyle sily zeby to wszystko wymazac i zyc jak kiedys, zle mi z tym. probowalem i jestem na to za slaby pomysl o mnie czasem i nie badz na mnie zla........poczym wyslal mi kolejnego smsa ,ze bylam jeste i zawsze bede jemu bliska osoba i wyjatkowa kobieta. ze nie chce o mnie zapomniec i zawsze bede mial cie w swoim sercu" starcilam go? czy jest jescze szansa..co on czuje o co chodzi?
Offline
troszke nie rozumiem... Twoj "obecny" mial pretensje o to ze pisalas z bylym czy o to ze kochasz go na swoj sposob? Wiem ze zaufanie latwo stracic ale mysle ze zawsze jest jakas szansa...W koncu nie zdradzilas go, ani nic w tym stylu, troszke dziwnie sie zachowal, rozumiem ze mogł miec zal ale zrywac definitywnie? w sumie sama raz zerwalam z chlopakiem bo nakrylam go na pisaniuz inna(niby to tylkozarty ale afera wyszla jak nie wiem). Bardzo dlugo mnie to bolalo ale wiedzialam zekochalam swojego chlopaka i mimo to wolalam byc z nim. Te wczesniejsze zerwania z tego samego powodu?
Offline
Wiecie coraz czesciej sobie uswiadamiam wiele rzeczy. Wiem ze przez ostatnie miesiące zwiazku nie bylam sobą. Mianowicie bylam cholerna perfekcjonistką i tak o wszystko sie martwilam zeby bylo idealnie ze az to spieprzylam. A wystarczylo wyluzowac, dac sobie czas, przeciez bledy to cos normalnego. w koncu przestalam byc soba, mialam nerwice natręctw i rozne dziwne mysli. Dopiero teraz to widzę. Nareszcie czujesie sobą, jednak bardzo zaluje ze ta milosc sie skonczyla. Czasem chcialabym do niego napisac, powiedziec ze teraz jestem taka osobą jak ta która poznal na poczatku ale wiem ze to raczej bez sensu bo on odbierze to jaka kolejną probę zblizenia sie do niego i ze pewnie znowu chce go namawiac do powrotu. W istocie bardzo chcialabym zebysmy wrocili, ale czuje ze on juz zapomnial i zyje wlasnym zyciem, nie moge mu sie mieszac (to ze zachowuje sie jak szczeniak pomine). Czasem korci mnie zaproponowac mu wspolne spotkanie, tak czysto kolezenskie ale wiem ze on sie nie zgodzi bo wczesniejsze proby spełzły na niczym. No nic bede dalej zyc, starac sie ulozyc wszystko. Odnalazlam w koncu siebie, widze ze dlugo nie bylam sobą. I no coz... byc moze on kiedys sie odezwie, choć tak bardzo chcialabym zeby zobaczyl ze sie zmienilam, a raczej stalam na nowo osobą w ktorej sie kiedys zakochal. Bardzo brakuje mi kontaktu z nim ale na to niestety juz nic nie poradze ![]()
Offline
u mnie jednego dnia bylo wszystko ladnie pięknie kochał mnie podobno i nigdy by nie zostawil a jednak dwa dni później stwierdzil ze nie pasujemy do siebie. nie mial innej. po prostu tak stwierdzil.
Offline
bags,
w twoich wypowiedziach odczytać można, że masz nieźle poukładane w głowie, przede wszystkim bierzesz odpowiedzialność za swoje słowa, obietnice złożoną przed ołtarzem, bo to powinno być "święte".
Teraz tak łatwo ludzie mówią, że kochają, zapewniają cuda a potem wycofują się jakby nic, jednemu mężczyźnie zapewniłam miłość, bo jestem tego pewna. Powiedziałam mu na początku znajomości i na końcu jak żegnałam, .... mój były mąż nigdy tego nie usłyszał, nie czułam, nie chciałam oszukiwać.
Przykro, gdy druga strona nie ma klasy, dyskrecji. Ziemniaczana współczuję Ci, w tak ciezkim okresie nie oczekuję się takiego zachowania, jak dokopanie leżącego. Nie wiem, czy to go przerosło, może się ocknie, zostaje napewno niesmak. Ale jak się kocha to kocha i tyle, dla tego jednego uśmiechu wszystko staje się nieważne.
A ja wczoraj oczywiście wieczorem napisałam smsa,dzisiaj od rana wymyślam kolejny scenariusz i nowy sms, który może zadziała. Tęsknie tak zwyczajnie. I proszę siebie w duchu, żebym nie zmiękła i niewygłupiła się znowu.
Nasza historia i bycie razem, kosztowało wysiłku i to nie mało, z mojej jak i jego strony. Wiele też wycierpiałam, widząc jego upadki, załamania, czekanie po nocach na niego gdzieś na mieście, bo dzwonił, że mnie potrzebuje, ale nigdy nie poddałam się, wchodził w moje życie buciorami, wieczna podejrzliwość, sprawdzanie, zazdrość ..... czasami byłam zmęczona, ale i na to znalazłam sposób, przede wszystkim przeczekać, Bo to bardziej było na pokaz, krzywdy fizycznie mi nie zrobił, parę rzeczy rozwalił, no i sąsiedzi chyba byli zmęczeni. Jego sąsiedzi go nie znoszą. A teraz mija 6 tydzień, i cisza, gdzie jego chociażby zazdrość, wcześniej nie było takiej możliwości, żebym sama była nocą. Często byłam też rozliczana z każdego nieodebranego tel. i to nie było fajne, musiał wiedzieć wszystko, oj dziwnie mi się to piszę bo wydawało mi się to w miarę normalne, nie jestem z tych czepialskich obrażających się, niewypominającą, najważniejsze dla mnie było, żeby się dogadać. I nic naprawdę to nie dało, słyszałam tylko,że jestem w porządku i złego słowa nigdy nie powie o mnie. A mnie te słowa w głowie męczą najbardziej i bolą.
Rozpisałam się, ale boję się, że poddam i znowu napiszę, że brakuje, że tęsknie.
Tak sobie myśle, że to moja jakaś zła karma, czy byłam bez niego czy z nim, zawsze cierpiałam i będę cierpieć. Może we wcześniejszym życiu zrobiłam mu krzywde, .. tak sobie wymyślam.
Offline
Scorp też wierzę w karmę
Czlowiek zawsze szuka jakiejkolwiek przycxzyny "dlaczego tak cierpię". Ale z drugiej strony ja nie zrobilam niczego chyba AZ tak złego ... więc staram się być dobrym człowiekiem i liczę że karma sie odwróci:) Wczoraj jak zwykle obudzilam sie w parszywym humorze, aczkolwiek z dnia na dzien coraz wiecej sobie uswiadamiam, układam w głowie. Po mału zaczynam tez akceptowac to ze musze być sama. A jeśli chodzi o Ciebie pisz na forum gdy dopadnie Cie mega tęsknota. Jeśli on sie nie odzywa widocznie nie ma ochoty na kontakt. 6 tygodni .. to tak dużo i malo jednoczesnie. Nię będę pisac "wszystko sie ulozy, zapomnij o nim, jeszcze sie zakochasz" bo to bez sensu, mnie do wsciekłości doprowadzają takie komentarze
Niektórzy po prostu już tak mają że przywiązują się bardzo mocno i nie chcą zapomnieć, ale to przeciez nasza decyzja prawda? Jeśli masz ochotę liczyć na to ze wrocicie do siebie to będziesz liczyć i już.
Scorp czy on odpisuje na wiadomosci? Wiesz w ogole co u niego?
I nie mow że jesteś zła bo na pewno nie. Jeszcze się karma odwróci na dobre
Jeśli masz kogoś bliskiego, kogo towarzystwo Cię nie męczy staraj sie nie spędzać czasu sama, szukaj zajęcia bo bezczynność zabija najbardziej. Choć w moim przypadku do kazdego jestem jakoś uprzedzona, bo spędzając czas z kimkolwiek czuję, że to nie ta osoba z która chcialabym spędzać czas. Tęsknie nawet za nudą z nim. Za glupimi oczywistymi rzeczami jak pocalunek w czolo, czy zlapanie za rękę. Za wszystkim.
Wiem że to idiotycznie zabrzmi, ale serio staram sie teraz być lepszym człowiekiem. Tzn. zaczełam zauważać mase swoich błędów, które popelnialam i mysle - ale bylam idiotką. Samotność duzo mi uswiadomiła i nadal w sumie uswiadamia. Czasem mam taką malą nadzieję, ze moze to rozstanie bylo potrzebne wlasnie po to bym ja nauczyla sie doceniac szczęscie i stała na powrót sobą. Nerwica mi przeszła momentalnie po zerwaniu, chodź obsesją stalo sie myslenie o nim, o nas;). I generalnie odkad sie rozeszlismy nie czułam się ani razu szczęsliwa, tylko wtedy gdy na chwilę do siebie wrocilismy... Nie wazne co robie, z kim robie - wiem ze gdybym mogla wybrac sposob w jaki chcialabym spedzac czas to wybralabym cokolwiek byle z nim.
Wczoraj kolezanka mi fajna rzecz powiedziala "faceci są jak boomerang - zawsze wracają". Chciałabym móc to kiedys potwierdzić. Może to glupie ale ja ciagle uwazam, ze tym razem by sie nam udało, zwlaszcza teraz kiedy sie zmienilam. No ale coż do tego potrzeba by też jego chęci, a nie tylko mojej.
Ostatnio edytowany przez ziemniaczana (2012-07-03 09:59:47)
Offline
Wszyscy partnerzy - bez względu na płeć - są jak boomerang i "zawsze" wracają. Ale niekiedy ze zdwojoną siłą. Siłą by ratować to, co uświadomili sobie, że spartolili, lub by dokopać... leżącemu.
W teorii to się zgadza, ale praktyka pozostawia wiele do życzenia.... Takie życie.
Offline
baks.Dokopac lezacemu,tak.Ale w jakim celu,z jakich pobudek,co jest sila przewodnia takiego postepowania kobiety.Narcyzm,chore ambicje,akt zemsty,desperacja.'ogrodnictwo'.Mozna wylamac chyba kazdego faceta wracajac do niego i po 5 dniach odchodzac,bez powodu,bedac 'ksiezna na jego dworze'?.Uwaznie przeczytam komentarz.
Offline
Porzucenie boli, kurcze boli strasznie i strach, że nie ma odwrotu, pytanie co zrobić, jak uratować, nie opuszcza. Obijanie się po ścianach i na głos zadawane pytanie, paraliżujący strach....jak sobie poradzić samemu. Jestem osobą niepewną, zdecydowanie zbyt skupiona na perfekcji. Analizowanie każdego błędu, każdego słowa.
Wczoraj nawaliłam, przyznaje. Pierwszy raz wyszłam z domu, wypiłam sporo, wróciłam do domu, w środku nocy przyszedł został do rana, ale nic nie poszło dobrze, był nerwowy, zły, ja próbowałam trzymać fason, choć w głowie się kręciło, chciałam wszystko zapamiętać. I znowu słuchałam, że długo nie przyjdzie, jakieś przykre słowa, że nie jesteśmy razem, w jedną nutę. Niewiele się odzywałam, prosiłam, żeby nic nie mówił, nie w takim stanie. Rano tylko poprosiłam, żebyśmy wreszcie spokojnie porozmawiali, jedno zdanie.
Offline
ojj Scorp lepiej uwazac na spotykanie sie po alkoholu.
A ja postanowilam ze od dziś dość! Dośc dowartosciowywania sie moim kosztem. Zamierzam zacisnąć zęby i udawac że juz mi przeszlo - ale nie w taki szczeniacki sposob jak moj byly, po prostu ze zrozumialam i zaakceptowalam obecny stan rzeczy. A w domu trudno najwyzej bede ryczec w poduszke i uzalac sie na forum ![]()
Offline
mayk222 napisał:
baks.Dokopac lezacemu,tak.Ale w jakim celu,z jakich pobudek,co jest sila przewodnia takiego postepowania kobiety.Narcyzm,chore ambicje,akt zemsty,desperacja.'ogrodnictwo'.Mozna wylamac chyba kazdego faceta wracajac do niego i po 5 dniach odchodzac,bez powodu,bedac 'ksiezna na jego dworze'?.Uwaznie przeczytam komentarz.
Przykro mi mayk222,ale z takim zapytaniem trzeba się udać do odchodzącego partnera. Ja na to odpowiedzi nie znam.
Albo człowiek się rozstaje z klasą albo jest kawał ............... . Najczęściej Ci drudzy są wtedy wielce zdziwieni, że eks partner nie ma zamiaru "po rozwodzie" utrzymywać kontaktu nawet na stopie koleżeńskiej. I to mnie wcale nie dziwi, po prostu trzeba się pogodzić z tym, że "piękno" okazywane przez os. porzuconą względem takiego bydlaka za sposób rozstania, odpłaca się mu za to "nadobnym" - bydlakowi -. .. i zupełnym brakiem chęci do jakiejkolwiek formy kontaktu z nim.
Ostatnio edytowany przez bags (2012-07-03 16:42:01)
Offline
chyba zaczynam rozumiec ze ten facet nie byl dla mnie, ze wciaz mnie oklamywal i ze jest zwyczajnym szczeniakiem... zmienia obiekty westchnień co pare dni wypisujac przy tym litanie jaka to kazda jest niesamowita i niezwykla... co za dzieciak. Chyba mowiac kocham nie mial pojecia co to milosc, bynajmniej bardzo szybko mu przeszla. A moze to normalne u facetow ze teraz zakochuje sie w kazdej? Zerwanie ze smyczy? Szukanie na sile zwiazku skoro pisze wszystkim jak to mu dobrze ze jest sam? Litości...![]()
Chyba pora zaczać zyc wlasnym zyciem i zapomniec... Trudno przeszlosc to przeszlość. Na nowo staram sie odnaleźć siebie. Oby sie udało. Skoro on tak szybko zapomnial to i mi powinno sie udać ![]()
Ostatnio edytowany przez ziemniaczana (2012-07-03 16:58:12)
Offline
ech i znów namącone w glowie... Pewna osoba powiedziala mi ze to mlodziencze lata, zeby nie rezygnowac tak szybko bo sie zdziwie bo on sie wyszaleje i pewnie bedziemy razem .. Ale do cholery co to ja jestem zabawka? Moze zaliczy pare panienek a ja niby mialabym do niego wrocic? Powiedzialam tej osobie ze ja go juz skreslilam ze dla mnie to przeszlosc(fakt moze nie do konca szczerze ale moze sama zaczne w to wierzyc)
Swoja drogą czy ktoś mial taka sytuacje? Ze facet "wyszalal sie" a potem skamlał zeby wrocic? dodam ze on 19 lat ma ....
Ostatnio edytowany przez ziemniaczana (2012-07-04 15:40:56)
Offline
Zajmij się sobą. Ja po 4-5 miesiącach zmądrzałem. Niemniej nie możesz tak na to patrzeć, koleś musi pobzykać wszystko co się rusza i nie stać go na stałą relację. Tak mamy, hormony buzują.
Ja mam łatwiej, 26 lat w tym roku ![]()
Offline
rozwalilo mnie to ... "bo tak mają" . To po cholere pieprzenie o milosci i o tej jednej jedynej, po cholere?! nikt nie jest zabawką... Nie moglabym do niego po czyms takim wrocic mimo ze go kocham (tak wiem idiotka
)...Az sie boje tego jak mnie to zaboli gdybym sie dowiedziala ze faktycznie tak zrobil, wiem to chore bo nie jestesmy razem ale... no wlasnie. chyba juz taka glupia jestem ze wciaz sie nim przejmuje:)
Niutek co rozumiesz przez "zmadrzalem"?
Ostatnio edytowany przez ziemniaczana (2012-07-04 16:17:42)
Offline
O ja yebie, wychodzi na to, że jestem idealny - nigdy żadnej nie zostawiłem.......bo nigdy żadnej nie dałem cienia nadziei na związek tylko "friends with benefits", bo jednorazowo zapoznanych w ogóle nie biorę pod uwagę.
Offline