Samotność po śmierci ukochanego męża - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Samotność po śmierci ukochanego męża

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 43 ]

1

Temat: Samotność po śmierci ukochanego męża

Witajcie. Straciłam mojego męża 39 dni temu. Zostałam sama z ośmioletnim synkiem. Nie umiem nawet opisać tego co teraz czuję, to tak jakby ktoś rozdzierał mnie na pół, wyrywał mi serce i duszę a ja nic nie mogę zrobić. Bezradność, lęk i ta straszna tęsknota za Nim i za wszystkim co z Nim związane.
Mam dopiero 33 lata a już straciłam sens mojego życia, wszystko co miałam runęło jak domek z kart. Tak bardzo jest mi źle, samotność przytłacza mnie każdego dnia, nie chce mi się żyć.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Bardzo bardzo Ci współczuję, to straszne kiedy ta osoba odchodzi, a którą się tak kocha....Masz na szczęście kochanego synka, który zawsze będzie Ci męża przypominał, masz po nim żywą pamiątkę i po czasie to dostrzeżesz. On odszedł bo widocznie ktoś u góry tak to zaplanował ( ja nie znajduje innego wytłumaczenia ) i ZAWSZE tłumacze sobie że tym którzy odeszli jest lepiej w tym innym świecie...to przynosi pewnego rodzaju ulgę. Teraz musisz zadbać o synka i o SIEBIE SAMĄ. Moja mama skupiała się właśnie na tej codzienności i dzięki pracy jakoś doszła do siebie. No i oczywiście nasze wsparcie i bliskość. Te wszystkie elementy powoli wyciągnęły ją z depresji, bo w takich okolicznościach wszystko się liczy i wszystko ma znaczenie.
Jeszcze raz bardzo Ci współczuję i na prawdę liczę że uda Ci sie to przezwycieżyć.
Zawsze możesz do mnie napisać.
Pozdrawiam!

3

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Mia999, dla mojego męża nikt nie zaplanował takiego losu, On sam postanowił, że odbierze sobie życie. Tak. Zostawił nas mimo, że twierdził że nas bardzo kocha. Byliśmy przez 9 i pół roku kochającym się małżeństwem, normalną rodziną. Mam tak cholerny mętlik w głowie, że czuję jakbym za chwilę miała zwariować.
Byliśmy ze sobą 17 lat. Myślałam, że Go znam jak nikt inny. On nie miał prawa tego zrobić. Nic nie przeczuwałam, nie miałam za grosz intuicji, żadnego przeczucia. Wręcz przeciwnie, w dniu tragedii czułam, że góry mogę przenosić, miałam od rana dobry humor i czułam się bardzo szczęśliwa. A popołudniu pojechałam tam i Go znalazłam.........................................................
I w tym momencie moje życie się skończyło. Męczę się tylko żyjąc tu i teraz bo tak bardzo chciałabym już być z Nim.

Reklama

4

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

To straszne co piszesz, straszne w jaki sposób odszedł..Nie obwiniaj się o to że nie miałaś intuicji bo w niektórych przypadkach po prostu jej mieć nie można, po części ludzie zabierają tajemnice ze sobą, niektórzy są za słabi, żeby szukać pomocy u kogoś..mój kolega też popełnił samobójstwo, bo dowiedział się że jest nieuleczalnie chory, ale takiego ruchu z jego strony nikt się nie spodziewał. Pamiętam ten ból i twarze tych cierpiących i zdezorientowanych ludzi, pytanie dlaczego?? aż do bólu zadawane, wręcz jesteś pijana od tych myśli, chcesz zasnąć i przynajmniej przez chwilę przestać czuć. Ale musisz zrozumieć, że Ciebie czeka inny los!! INNY. Twój mąż zdecydował się odejść i wziął decyzję na swoją odpowiedzialność. Sam sprawił, że już go nie ma. Gdybyś cokolwiek wiedziała z pewnością byś go odwlokła od takiej decyzji. Jednak tak to ukrył że nie było sposób rozpoznać. To tragiczne. Ale też niezmienne. Nie odwróci się tego. Teraz na pewno będzie boleć, dlatego musisz ROZMAWIAĆ z innymi. Nie zaszywaj się zupełnie w swoim świecie: myśli, złudzeń, pół-snów i tej przeraźliwej ciszy. Musisz rozmawiać. Płakać z najbliższymi, mówić im o wszystkim co czujesz, nawet nie musisz rozmawiać ale po prostu czuć obecność drugiej osoby, bo na pewno nie jesteś sama. Czasami życie wydaje się na prawdę tak zajebiście ciężkie że mówisz sobie - nie dam rady to koniec. Ale uwierz mi że człowiek jest tak skonstruowany że może znieść na prawdę wiele. I potrafi przetrwać najgorsze chwile. Teraz czujesz że twoje życie się skończyło, bo go kochałaś, kochasz..Ale życie toczy się dalej. Twój synek rośnie i potrzebuje swojej mamy. Przecież nie mogłabyś zostawić go zupełnie samego!!Małego chłopca który tak cię kocha. Boli i będzie boleć ale przyjdzie dzień że poczujesz że musisz się dźwignąć. To zaskakujące ale tak właśnie rodzą się nowe etapy w życiu. Pamiętaj ze jesteś tutaj bardzo komuś potrzebna.
Mocno pozdrawiam! Już wiesz - jakby co pisz..

5

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Sama78, po pierwsze, składam wyrazy współczucia.
Następnie chcę Cię namówić na wizytę u psychologa. Byłaś z tym człowiekiem związana bardzo silną więzią i sama możesz nie dać rady.
Mija napisała że można odebrać sobie życie w wyniku otrzymania informacji o chorobie. Ja dodam że on mógł sobie coś ubzdurac i pod wpływem chwili się powiesić.
To nie jest Twoja wina! Jeśli możesz wyprowadz się z domu w którym mieszkaliście, sprzedaj go i wynieście się do innej miejscowości. Moze możesz liczyc na pomoc rodziny? Jeśli tak nie wachaj się wyciągnąć ręki.
Przejdziesz przez to tylko proszę nie izoluj się. Masz dla kogo żyć (synek), jesteś młoda, więc ułożysz sobie życie jeszcze smile
Pozdrawiam Cię serdecznie, pisz co dalej.

Reklama

6

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Dziewczyny, ja to wszystko wiem, że mam dla kogo żyć, że muszę się pozbierać. Tylko w praktyce to wszystko wygląda zupełnie inaczej. Każdy dzień to męczarnia przez którą muszę przechodzić, wykonywanie najprostszych czynności sprawia trudność, nie mówiąc już o tym, żeby zrobić coś bardziej wymagającego skupienia i uwagi np. pomóc dziecku w lekcjach. U psychologa byłam, u psychiatry też. Psycholog był głównie po to aby pomóc mi w powiedzeniu synowi prawdy, tzn., że jego tata sam odebrał sobie życie. Dobrze, że zdecydowałam się na tą wizytę bo moim zamiarem było ukryć tę prawdę przed dzieckiem. Psycholog stwierdziła, że muszę powiedzieć jak było bo dziecko nie może być wychowywane w atmosferze tajemnicy. Zajęło mi to miesiąc aby zebrać się na odwagę ale porozmawiałam z synem. Natomiast wizyta u psychiatry był już tylko dla mnie. Chodziło mi głównie o leki, które pomogłyby mi jako tako funkcjonować, bo czułam że naprawdę się sypię. Nie umiałam załatwić prostych spraw np. w urzędzie bo ciągłe ryczałam i trzęsły mi się ręce, nie umiałam nawet wyjąć prawa jazdy z portfela. Leki brałam przez tydzień  i odstawiłam bo czułam się po nich zobojętniała, tak jakby moje życie nie dotyczyło mnie. Dziwne uczucie, nie mogę nawet tego opisać, byłam jakaś dziwnie zawieszona. Muszę męczyć się na "trzeźwo", czasami tylko łykam jakiegoś procha aby wreszcie móc się wyspać bez ciągłego wybudzania się i zrywania z walącym sercem dwie godziny przed budzikiem. Psychiatra namawiała mnie też na psychoterapię ale stwierdziłam, że ta rana zbyt mocno krwawi i że nie jestem jeszcze na to gotowa, może później.
Byłam dzisiaj na cmentarzu i powiedziałam Mu, że nigdy nie pozwolę Mu odejść i że nie wybaczę tego co nam zrobił.

7

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Rozumiem, że jest Ci bardzo ciężko. Przecież przeżyłaś spory szok! Masz prawo tak się czuć!!
Poszukaj normalnego psychiatry a nie konowała który myśli że zamulającymi psychotropami a nie terapią leczy się ludzi!
Może jakaś grupa wsparcia? Poszukaj przez internet, nawet mozna skorzystać z porady on- line.
"powiedziałam Mu, że nigdy nie pozwolę Mu odejść i że nie wybaczę tego co nam zrobił"
to błąd. Przez to będziesz tkwiła w tej sytuacji dłużej niż to konieczne.
Pozdrawiam Ciebie, walcz o swoją przyszłość! smile

8

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Witaj. Mój mąż nie żyje ponad rok odszedł nagle pozostawiając mase niezałatwionych spraw. Jestem od ciebie młodsza i tez mam synka, to nie jest łatwe ja nadal niepotrafię pogodzić się z tym co się stało, choć on nie miał wpływu na nic. Doskonale wiem jednak co czujesz, tego nie można nawet opisać słowami. Mi leki pomogły w miare normalnie funkcjonować, bez nich nie dała bym rady. Psycholog był mniej pomocny ale z chęcią skorzystałabym z dobrej psychoterapi niestety ja nie mam takiej możliwości. Moja teściowa wpadła w tak silną depresję ze bez leków wogóle by niefunkcjonowała bo i z nimi ledwo daje radę a zaczynało się właśnie tak jak u ciebie z wybudzaniem z walącym sercem, którego nie mozna było opanować, więc nie jestem pewna czy z tym samowolnym odstawieniem leków podjełaś słuszną decyzję.
Moją kuzynkę kilka lat temu spotkało to samo co ciebie i też została z maleńkim dzieckiem miała wtedy dwadzieścia kilka lat i świat jej się zawalił. Dała radę bez leków choć było ciężko. Postaraj się mu wybaczyć to przyniesie ci ulgę i pozwoli zrobić krok do przodu. Nie szukaj odpowiedzi, dlaczego? bo jej nie znajdziedz a tylko zadręczysz siebie. Kazdy z nas przychodzi na ziemie tylko na jakiś z góry określony czas, twój mąż też. Przecież on nie chciał cię skrzywdzić, napewno cię kochał sama mówisz że byłaś szczęśliwa niczego nie czułaś. Pomyś że coś lub ktoś popchneło go do tego i nie widział w tamtym momencie innej możliwości. Postaraj się mu wybaczyć dla siebie i dla waszego synka, bo on naprawdę cię teraz potrzebuje. Życzę dużo siły.

9

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Na tym etapie na którym teraz jestem nie umiem Mu przebaczyć, wręcz przeciwnie, kiedy jestem sama wrzeszczę na Niego i odgrażam się, że zrobię to samo co On. Głupie prawda? Tym bardziej, że nie przynosi mi to żadnej ulgi tylko czuję, że coś mnie dusi za gardło, że zaraz braknie tchu, że się uduszę z ogromu mojej rozpaczy. Dzisiaj mija dokładnie dwa miesiące odkąd nie ma Go z nami, czasami myślę, że to już tak długo a czasem wydaje mi się, że to stało się wczoraj. Zaciera się poczucie czasu, nic nie ma znaczenia, żyję bo muszę. Muszę wychować nasze dziecko, muszę kochać za dwoje, ale wiem, że tak nie potrafię. Przecież matka nie może zastąpić dziecku ojca i tego co z Nim związane. Nie mam pojęcia o wędkowaniu i o "Gwiezdnych Wojnach", nie umiem rysować komiksów tak jak On umiał, nie jestem ojcem tylko matką a synowi potrzebna jest obecność taty.
Tak bardzo tęsknię, że boję się że postradam zmysły. Jak mam żyć bez Niego, przecież spędziłam z Nim połowę mojego życia. Ale to nie było przyzwyczajenie tylko najszczersza miłość, obawiam się że tylko z mojej strony bo nie zostawia się osób, które się kocha. Sądzę, że mój mąż nie kochał mnie ani naszego syna, w przeciwnym razie nie odebrałby sobie życia. A może tak mi jest łatwiej kiedy sobie to tłumaczę w ten sposób. Są momenty, że nie mogę uwierzyć w to co się stało, moje życie to jakiś amok. Staram się z całych sił aby jakoś żyć, dla dziecka, ale w głowie ciągle ta tragedia, jestem zatruta tym co się stało, całe moje ciało i umysł przesiąknięte są tym co mnie spotkało. Mimo, że jest coraz gorzej nadal próbuję walczyć i pozbierać moją duszę i serce w jedną całość, z mizernym skutkiem ale ciągle się staram. Boję się bardzo, że nadejdzie taka chwila w moim życiu, że pewnego dnia nie podniosę się z łóżka, że depresja mnie pochłonie i stanę się wrakiem człowieka. Wtedy już nie będzie odwrotu.

10

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Witam Cie sama78.
Podejrzewam,ze jest Ci bardzo ciezko,chciaz nie przezylam czegos takiego.Ale potrafie sobie to wszytsko wyobrazic.
Mowi sie,ze trzeba miec ogromna odwage ,zeby sobie odebrac zycie.
Zastanwia mnie to czy Twoj maz chociaz zostawil ci list na pozegnanie, i wytlumaczyl dlaczego to zrobil?
Przeciez bez powodu tego nie zrobil.
Jaka sama piszesz jestes swiadoma,ze masz dziecko i ,ze musisz sie wziasc w garsc.Dobrze,ze o tym wiesz.Ale Ty sama dla siebie tez musisz byc wazna.
Nie jest lekko tak z dnia na dzien ulozyc sobie zycie, gdzie pol zycia zylo sie z pewna osoba. Mnie sie zdaje,ze zanim zaczniesz NORMALNIE zyc moze minac nie tygodnie czy miesiace ale  nawet lata...Ale nie mozesz obie pozwolic na to by zamknac sie w sobie. Trzeba sie ogarnac,szukac optynizmu na lepsze zycie.
Nie mysl o tym,ze nie nauczysz syna , tego czy tamtego bo to   niby nalezy   do nauczenia przez ojca. To nie jest tak.
Twoj syn ma 8 lat,to juz w pewnym stopniu duzy chlopiec wiec na pewno rozumie co sie stało.
Wiadomo,ze lepeij gdy dziecko ma obojga rodzicow,ale nic na to nie poradzimy.
Ja nie wiem czy psycholog Tobie pomoze, bo teraz rzadko jest takich psychologow z powołaniem. Bardziej bym sie udała do...ksiedza...Ja wiem,ze to moze wydawac sie absurdalne. Ale ja kiedys gdy mialam problem...to poszłam do zakonnicy...Przychodzilam do niej prawaie codziennie,i ona mi wytłumaczyla co i jak.Pomogla mi.I dziekuje jej bardzo za to.
Mam nadzieje,ze mnie zrozumiesz.Bo tak jak sama piszesz , to ja tez nie chce dopuscic Tego,zeby czasem nie przyszedł taki moment ,ze nie bedziesz miala ochoty wstac z łózka.
Nie mozemy do Tego dopuscic.
Musimy znalezc w sobie sily by udzwignac ten ciezar co nam daje Bóg.Niestey.
Ale miejmy nadzieje,ze kiedys nam za to wszystko zostanie wynagrodzone.
Na pewno przez najblizszy okres bedzie Ci ciezko to wszystko zrozumiec i wybaczyc,i ja Ci sie nie dziwie.
Ale mocno wierze,ze przetrwamy to wszystko co nam przyniosł los.
Pozdrawiam Ciebie Cieplo!
Trzymaj sie!

11

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

AdaMaria, Twoja wypowiedź dodała mi otuchy i za to Ci dziękuję. Tak, mój mąż zostawił list pożegnalny ale dla mnie to nic nie wyjaśnia, wręcz przeciwnie, budzi we mnie jeszcze więcej żalu do Niego.
Masz rację z tym psychologiem, ta pomoc nic nie da bo ciągle, na nowo trzeba rozdrapywać tę ranę poprzez mówienie o tym co się stało, przypominanie, analizowanie. A ja nie zawsze chcę o tym mówić, to są takie wybrane momenty kiedy się otwieram i rozmawiam z kimś bliskim, kto nie prawi morałów tylko mnie wysłucha. Są takie dni, że wcale nie chce mi się płakać bo myślę sobie, że On tak chciał i tak wybrał i nikogo nie pytał o zdanie co mam zrobić. Myślę też, że powinno mi być łatwiej niż kobietom, których mężowie zginęli w wypadkach, zostali zamordowani, po prostu nagle ich życie zostało przerwane mimo ich woli. Oni chcieli żyć ale los zadecydował inaczej a u mnie był odwrotnie, to mój mąż postanowił zakończyć swoje życie i tak też zrobił. To był Jego wybór i Jego decyzja. Powinno mi być łatwiej ale nie jest. Później wraca świadomość, że to nie ważne jak umarł, ważne że już nigdy Go nie zobaczę, nie przytulę, nie porozmawiam. A tak mocno Go kocham. Tęsknię.
Kilka dni temu obudziłam się rano i czułam dziwny przypływ energii, nic mnie nie bolało i byłam spokojna jak nigdy, gdyby nie to walące serce czułabym się po raz pierwszy od Jego śmierci lepiej. Postanowiłam wtedy, że będę żyć. On nie chciał być przy nas, Jego strata. Ja będę walczyć dopóki starczy mi sił.
AdaMaria, wybacz że pytam ale jesteś bardzo młodą osobą, co takiego stał się w Twoim życiu, że musisz się bronić przed depresją tak jak ja?

12

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Czesc sama78!
Ciesze sie,ze spojrzałas na to troszke z innej strony,ze uświadomiłąs sobie,ze To jego strata.Ze rezygnując z zycia, w jakims stopniu zrezynował z Ciebie i z syna.
Troche nie fer,nieprawdaż? Ale sądze też,że on w chwili gdy odbierał sobie zycie nie myslał o tym ,jak Ty sobie poradzisz. Troszke samolubny był.
Zostawił Ciebie samą,tak jakby czuł,że dasz sobie rade . Ale to nie jest tak do konca.
Zyjesz bo masz syna.
Budzisz sie przede wszystkim dla niego.
Ale udowodnimy Twojemu męzowi,że jesteś silną kobietą,i sobie tak ułożysz życie,że on patrząc z góry  będzie żałował,że tak łatwo sie poddał życiu.
Dostałas cięzki krzyż do niesienia,ale udźwigniesz go.
Ludzie po takich tragediach stawaja sie bardziej odporni na ból,i potrafią z czasem sie cieszych z małych drobnostek. Są weselsi,i mówie prawde.Nie kłamie.
Człowiek gdy traci kogos ukochanego,zmienia sie na inną postac. Coś w duszy sie umiera,ale za to coś nowego sie rodzi,coś lepszego.
Szkoda tylko,ze musi sie cos zdarzyc,zebysmy mogli zaczac cieszyc sie z Tego co mamy.
Co do mnie ,to nie miałam depresji. Tzn.uchroniłam sie od niej.Dzieki własnie zakonnicy.Gdyby nie ona to nie wiem co by bylo.
Kiedys bylam bardzo nerwowa osoba,szybko  mnie cos potrafilo z równowagi wyprowadzić,łatwo popadałam w złość.A teraz juz nie.
Teraz gdy czym sie zdenerwuje to sie...smieje..heh.Najgorzej gdy ktos mi opowiada o swoich problemach,i zaczyna narzekac jak on ma żle,to ja sie wtedy usmiecham i sobie w głowie mysle,ze "ty jeszcze nie wiesz co tzn.prawdziwe zmartwienie".
Ludzie naprawdę czasami sobie sami stwarzaja problemy. Chocby spojrzmy na to: Dzis stoje sobie w kolejce po 2 jabłka,kolejka dluga,chyba z 6 osób przede mna, kasjerka ma jakis problem z kasa,cos tam sie zacieło czy cos,a  ja stoje i czekam.Autobus mam za 5 minut i cos czuje,ze nie zdaze na niego,a nastepny mam dopiero po 20 minutach ,na dworze deszcz i zimno.No ale co zrobic. Ta pani w tym sklepie ma najlepsze jablka w Poznaniu,wiec czekam cierpliwie. I po chwili slysze jak Pan ,ktory przede mna stoi , wydziera sie na caly sklep "NIE MA PANI NIKOGO DO POMOCY? JA SIE SPIESZE A PANI TO JAKAS NIEDORAJDA ZYCIOWA. JAK PANI NIE UMIE KASOWAC,TO DO DOMU" ,kasjerka sie probuje bronic i wytlumaczyc,ze to nie od niej zalezy,ze kasa sie zacieła itd. a ten Pan dalej swoje " GÓWNO MNIE TO OBCHODZI,JA NIE MAM CZASU,ZARAZ MI AUTOBUS UCIEKNIE,WIEC PROSZE Z ZYCIEM TO NAPRAWIC". A ja co na to? Zaczełam sie smiac,bo nie wytrzymalam.Bo do przesady, takimi krzykami to nic nie zdzialamy,no nie? Wtedy ten Pan na mnie ryknąl,że jestem bezczelna,zeby sie smiac z starszych ludzi(facet mial moze  z 40 lat wiec bez przesady,ale taki stary to on nie jest). I sie wkurzył i wyszedl ze sklepu , i przy wyjsciu powiedzial takie słowa " W DUPIE MAM TEN SKLEP".i wyszedl. W tym momencie kasa sie odblokowała.Dziewczyna szybko sie uporała z 5 przede mną  osobami,i skasowała mnie. Ja wychodze ,i patrze ,ze za 1 minute mam autobus, i spogladam w bok a tam stoi ten uroczy Pan,co zrobil awanture w sklepie,i czeka na ten sam autobus co ja.Heh...I po co to bylo? Zeby popsuc sobie i  kaserce humor? Jak i tak zdazyl na ten autobus.
Ja wiem,ze to co teraz opowiadam to nici z tym co Ty teraz przezywasz ale chodzi mi o to,ze jacy ludzie sa prózni.
Ze na swiecie sa takie problemy,ze to co sie wydarzylo w tym sklepie to bylo nie potrzebne. Bo po co?
Szkoda czasu na nerwy,ja bym chciala aby ludzie zaczeli doceniac to co maja,i byli o niebo spokojniejsi.






A powiedz mi jak Twój synuś sie czuje?

13

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Witam Cię sama78
Dokładnie wiem co przeżywasz... ponieważ przeżywam to samo!
U mnie minie 4 miesiące 4 kwietnia odkąd nie ma ze mną męża... tak samo jak Twój sam odebrał sobie życie i zostawił mnie z 3 letnim synkiem. Wszystko to co przeczytałam co napisałaś to tak jakbym czytała to co ja czuję... ten ból, smutek, tęsknota jest nie do wytrzymania. Ja myślałam że z czasem będzie lepiej a teraz wiem że jest coraz gorzej! Nie brałam żadnych prochów ani u żadnego lekarza nie byłam jakoś leciało zamknęłam to wszystko w sobie. Na dzień zakładałam maskę i wydaję mi się że wszyscy myślą że jakoś sobie radzę.... ale prawda jest inna... w środku już nie wytrzymuję! Wkurzają mnie hasła "masz dla kogo żyć musisz wychować syna itp" tylko żeby jakoś go wychować trzeba pierw poradzić sobie z samym sobą... a jak? jak to zrobić jak tak bardzo to boli? ta mieszanka uczuć... tak jak Ty myślałam czasami że wcale nas nie kochał jeśli to zrobił bo jak można tak po prostu zostawić nas już na zawsze jak mógł to zrobić swojemu synowi!
A za chwilę myśli się coś całkowicie odwrotnego że miał jakiś problem i nie potrafił sobie z tym poradzić że widocznie wbrew pozorom był wrażliwym człowiekiem
Nie wiem jak to będzie dalej... ja też czasem odgrażałam się mu w myślach że zrobię to co on... i na pewno bym to zrobiła... tylko ta myśl że nasze dziecko zostanie sierota i nikogo już  nie będzie miał była nie do zniesienia i... uratowała mnie.
Teraz pozostał straszny ból że już nigdy go nie przytulę, że nie ma już planów na dalsze życie, że synek już nigdy nie zawoła "tata", że nie nauczy go gry w piłkę a kiedyś jak pójdzie do szkoły i przyjdzie dzień taty to tata nie przyjdzie na przedstawienie.... straszny ból i jak o tym myślę to czuję tą straszną gulwę na gardle
Napisz co u Ciebie...

14

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Witajcie!!
Pierwszy raz uczestnicze w tego typu forach,nie wiedziałam ,że jest Was az tyle.......? Kobiet ,ktore straciły mężów.
22 maja br.zmarł moj mąz, niespodziewanie, na zawał,miał 33 lata. Zostałam sama z 4letnim synkiem i nie wiem co dalej....
Co prawda mieszkam z teściami,ale im też nie jest łatwo,po stracie syna.Nie potrafie tego ogarnać,zrozumiec,dlaczego tak sie stało. Staram sie jakoś funkcjonowac i nie plakac przynajmniej przy synku, ale jak juz mam wrazenie,że jest lepiej,że sie do ludzi usmiecham to zaraz mi łzy do oczu sie cisną. Najgorzej jest wieczorem,tak mi go brak........... nie moge nawet o tym pisac, to tak boli. Piszecie dokladnie o tym co ja czuje.tyle mielismy planow, jak bedziesz wiekszy to bedziemy jezdzic na ryby i naucze Cie grac w piłke- tak mówił i co? Jeżdze codziennie na cmentarz i serce mi peka jak patrze na tabliczke.........nie moge pisac,przepraszam..........

15

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża
maja17 napisał/a:

Witajcie!!
Pierwszy raz uczestnicze w tego typu forach,nie wiedziałam ,że jest Was az tyle.......? Kobiet ,ktore straciły mężów.
22 maja br.zmarł moj mąz, niespodziewanie, na zawał,miał 33 lata. Zostałam sama z 4letnim synkiem i nie wiem co dalej....
Co prawda mieszkam z teściami,ale im też nie jest łatwo,po stracie syna.Nie potrafie tego ogarnać,zrozumiec,dlaczego tak sie stało. Staram sie jakoś funkcjonowac i nie plakac przynajmniej przy synku, ale jak juz mam wrazenie,że jest lepiej,że sie do ludzi usmiecham to zaraz mi łzy do oczu sie cisną. Najgorzej jest wieczorem,tak mi go brak........... nie moge nawet o tym pisac, to tak boli. Piszecie dokladnie o tym co ja czuje.tyle mielismy planow, jak bedziesz wiekszy to bedziemy jezdzic na ryby i naucze Cie grac w piłke- tak mówił i co? Jeżdze codziennie na cmentarz i serce mi peka jak patrze na tabliczke.........nie moge pisac,przepraszam..........

Kurcze.. ja nawet nie wiem, jakie słowa napisac, bys chociaz przez sekundę poczuła się lepiej. Nie byłam nigdy w takiej sytuacji ale mogę się domyślić, jak musi Ci być ciężko. jaką masz pustkę teraz, może nawet nie dowierzasz.
Nie będę Cię klepać po ramieniu i pocieszać, bo masz prawo się wypłakać i nie rozumieć, dlaczego tak się stało.
Masz jednak syna, który zawsze będzie Ci męża przypominał.
Wychowaj go tak, żeby mąż był z niego dumny. Pozdrawiam i tule ciepło!

Pewien indiański chłopiec zapytał kiedyś dziadka:   Co sądzisz o sytuacji na świecie?
Dziadek odpowiedział:   Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. Jeden jest pełen złości i nienawiści. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.
-Który zwycięży? - chciał wiedzieć chłopiec -    Ten, którego karmię - odrzekł na to dziadek.

16

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Witam. Mam 25 lat i 26 maja mój mąż popełnił samobójstwo jest mi tak źle.....:( wiem jak się czujecie.

17 Ostatnio edytowany przez porzucona (2011-07-10 21:41:05)

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Witam,19 dni temu w naszym domu powiesił się mój mąż,którego kochałam ponad wszystko.Pozostawił zrozpaczone dzieci i wnuki,nie potrafię bez niego żyć,ale muszę żyć dla dzieci,bo one również nie mogą pogodzić sie z jego śmiercią.Ciągle zadaję sobie pytanie dlaczego nas zostawił,mieliśmy kryzys w naszym związku,ale ostatnio układało nam się dobrze,obwiniam za wszystko siebie,ciągle szukam przyczyny,nie wiem jak dalej żyć bez niego,zastanawiam sie co przeoczyłam,czym go zraniłam.Wiem ,że ostatnio był zmęczony praca,był dosyć rozdrażniony i agresywny,ale nie chciał słyszeć o jakiejkolwiek pomocy.Odszedł,pozostawiając po sobie ogromną pustkę i ból.Nie potrafię bez niego żyć,zawsze byliśmy być razem.Mieliśmy jeszcze tyle wspólnych planów...

18 Ostatnio edytowany przez pusta (2011-07-23 20:47:18)

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Ja też... moje gg 23553303 jak ktoś chce porozmawiać. Mam 28 lat i zostałam z dwulatkiem. Modlę się o śmierć, żeby przyszła po mnie sama żeby nikt z rodziny nie czuł tego co ja. A teraz wegetacja... tylko dlatego, że jest dziecko... gdyby nie to poszłabym za mężem. Tylko czasami myślę, może już to zrobić samej bo mały jest w tym wieku, że nie zapamięta i  nie odczuje tego jak ktoś starszy. Bo w sumie po co mu taka matka. Odkąd nie ma mojego słońca nie umiem nawet na siłę uśmiechnąć się do tego biednego dzieciątka, nie mówiąc już o zabawie. A wiem, że rodzina się nim zaopiekuje. To niesprawiedliwe. Czemu te żule spod sklepu się nie wieszają a dobrych ludzi nie ma z nami przedwcześnie???!!!
Sama78
Podziwiam Cie, że umiesz odliczać dni... Ja nawet nie wiem jaki jest dzisiaj. Często z resztą jak nie zapytam to nie wiem. Wiem, że minęło ok 2 miesięcy. Ja teraz nawet robiąc dziecku mleko muszę na palcach ilość miarek odliczać. Głowa nie pracuje...

19 Ostatnio edytowany przez porzucona (2011-07-24 19:22:47)

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Minął już miesiąc,i wcale nie jest łatwiej,wydaje mi się nawet,że coraz trudniej .Może,jakos podświadomie liczyłam na to,że on wróci,że moja samotność się skończy,Jutro sa jego imieniny,nie wiem,jak wytrzymam,stawiając mu w prezencie kwiatki na grobie.Czasem myslę,że z bólu serce mi pęknie,ale nie pęka,nie wiem,jak to wszystko znosze.Bardzo żal mi dzieci,szczególnie syna,bo niedługo zostanie ojcem.Niestety mój mąż nie zdążył mu pogratulować,a wiedział już,że znowu będzie dziadkiem.Córka zdązyła nacieszyć się widokiem dziadka bawiącego się z wnuczką,a syn nie.I chyba to najbardziej mnie boli.Dlatego dla dzieci muszę być dzielna,nigdy nie byłam silna,ale teraz muszę.Staram się żyć z dnia na dzień,czasami robię wiele rzeczy automatycznie,biorę leki,pracuję,i ciągle walczę z bólem i wyrzutami sumienia.Nawet,gdy czasem się z czegoś ucieszę,np.z uśmiechu wnuczki,to od razu jest mi przykro,ze mój mąż tego nie widzi.Jest mi bardzo ciężko,w domu jestem zupełnie sama,nie wyobrażam sobie przyszłości,ale na razie jakoś żyję.Odliczam dni,bo czekam kiedy skończy się ta samotność,teraz juz wiem,że nigdy.Ale nie można myśleć o samobójstwie,pamiętaj,że wiele osób cie kocha,i nie mamy prawa zadawac im tyle bólu.jestes młoda,wiem,że wcale nie jest łatwo,bo życie nabiera zupełnie innego wymiaru,ale to życie wciąż w nas jest.Bądz dzielna,wiem,że to nie jest łatwe,ja bez przerwy płacze,przez tydzień nie jadłam,z początku nie chciałam brac żadnych leków,ale w pracy nie wytrzymywałam,dlatego wybrałam się do psychiatry,może udaj się po poradę do jakiegoś psychologa.Trzymam za ciebie kciuki,walcz o siebie i dziecko.

20

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Jak Wy sobie radzicie? Ja nie radzę sobie wcale. Dostałam jakichś dodatkowych lęków i fobii Nie myję się nie czeszę nie dbam o siebie tak jak kiedyś. A wcześniej codziennie makijaż, fryzurka, a teraz po co. Nie mam na nic siły, nic mi się nie chce. Dostałam jakieś leki od psychiatry ale wcale mi to nie pomaga. Czuję, że zwariuję

21

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Witajcie dziewczyny! Ja tak jak Wy też jestem wdową, więc zapraszam Was na stronkę,,śmierć męża- jak sobie poradzić. Jest tam mnóstwo kobiet z takimi problemami jak wy i nawzajem wszystkie się wspieramy!
Pozdrowienia!  smile

22

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Czasem mam wrażenie,że im więcej czasu mija od śmierci mojego męża,tym gorzej jest ze mną.Mam strasznie zmienne nastroje.Nieraz potrafię kogos słuchać,nawet się uśmieczam,a za chwilę staram się gdzies uciec,aby nikt nie widział moich łez.Wydaje mi się,że wychodząc do ludzi,do pracyzakładam maskę, a potem jak jestem sama,pękam ,torturuję sie przypominając wszystkie chwile,gdy byliśmy razem.Nie pogodzę się nigdy ze śmiercią męża,mam żal,że zostawił mnie samą,z załamanymi dziećmi.Z drugiej strony jestem załamana,że tak bardzo cierpiał ,skoro wolał odebrać sobie życie,niż walczyć o to aby było mu dobrze.Najgorsze jest to ,że nigdy nie dowiem się dlaczego...Pozdrawiam wszystkie wdowy,walczmy o każdy dzień

23

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Znowu mam potwornego doła,nic nie jestem w stanie robić,leki nie pomagają.Unikam ludzi,wolę być sama,nie moge uwierzyc,ze już go nigdy nie zobaczę,ja chyba oszaleję,jak mozna to wszystko znieść,w nocy nie śpię,w dzień ciągle czekam,kiedy ten koszmar się skończy,i jeszcze musze udawać przed bliskimi,że jakoś sobie radzę.

24

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Witaj porzucona! Na tej stronce o której Ci wcześniej pisałam , jest też inna kobieta, wdowa po mężu ,który odebrał sobie życie.
Nawet jeśli nie będziesz chciała pisać z Nami, to choć zajrzyj i poczytaj!
Miłego dnia!!!   smile

25

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Witaj jola6319,czytałam polecaną stronę,widzę ,że jest nas wiele,samotnych kobiet ,próbujących ułożyć sobie życie na nowo.Dobrze jest czasem porozmawiać z kimś,kto rozumie

26 Ostatnio edytowany przez selenea (2011-10-10 21:18:14)

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

witaj sama 78 ,doskonale wiem co czujesz ,ja tez bylam w szczęśliwym małzenstwie przez 16 lat ,mielismy wszystko czego mozna w zyciu chciec  ,dom ,wspaniałe zdrowe dzieci ,mąż popełnił samobójstwo ,to było straszne ,znalazłam go starałam się ratować ,to było jak zły sen ...co rano budząc sie (o ile udało mi sie zasnąć)odwracałam sie do męża mowiac ,skarbie ależ mialam koszmar ,ale to nie był koszmar to  byla rzeczywistość ....dziś mineło od tego dnia 2i pół roku ,przez pierwszy starałam sie być silna ....przy życiu trzymała mnie zlość na niego..robiłam wszystko na przekór temu co bylo nam bliskie...licząc na to ze ON będzie zły na mnie i przyjdzie ,chocby we śnie....dziś juz nawet zlosć nie pomaga ,wciąż mi go brak i choc nie zamknełam sie w domu ..trudno mi zacząć od nowa ,przeciwnie coraz częściej trace wiare i siły na jaką kolwiek przyszłość ,corar częściej  ogarnie mnie bezsilnosć,pytania dlaczego ?,czy nas kochał ,jak mogł w taki sposób zostawic swoje dzieci ?????

27

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Witajcie
Dwa miesiące temu odebrał sobie życie moj ukochany mężczyzna. Najgorsza według mnie jest tęsknota. Za głosem, usmiechem, za zapachem,usmiechem. Za ws;pólnymi dniami i nocami. Za spacerami, żartani, nawet za klotniami. Za nim całym. Mysle też codziennie czy warto tak cierpieć, czy zostawic to wszystko ,,,

Wieczny płomień naszej miłości

28

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Dlaczego ludzie popełniają samobójstwo? Nie wierzę w to, ze to jest decyzja, to chyba chwila totalnego zalamania. Nie wierze tez w to, ze nie ma PRZYCZYNY ze ludzie to robią, tak jak i bez powodu ludzie  nie cpaja, nie piją alkoholu?
Dziewczyna mojego przyjaciela tez to zrobila jakis czas temu - powiesila sie, mając 27 lat i gość się podniósł, zyje, pracuję, z czasem zaczal sie umawiac z  innymi kobietami.

Niech ten bajzel niech płonie, niech płonie, niech płonie....

29

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Witajcie, Teraz 3/12/2011 minie trzy miesiace jak moj maz zmarl na zawal. Dlatego doskonale Was wszystkie doskonale rozumie co przezywacie., Ja tez nie moge sobie znalesc miejsca. Spie z Jego pizama i mowie do Jego fotografi. Nic mnie nie cieszy. Najgorsze sa noce , trudno mi jest samej zasnac. Przez jakis czas bylam na srodkach uspakajajacych ale stwierdzilam ze, nie tedy droga. Bardzo sie postarzalam i w dalszym ciagu nie umie sobie zorganizowac czasu bez Niego chociaz sie staram.Kazdy mowi ze, czas leczy rany napewno jest w tym wiele prawdy ale ile go musi uplynac zeby poczuc sie lepiej. Pozdrawiam Was wszystkie bardzo serdecznie . Mam nadzieje ze, jakos to przetrwamy i los sie do nas usmiechnie ponownie.

30

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

bardzo mi przykro i  współczuje wam, bo ja też to przeżyłam

31

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża
KOTWBUTACH napisał/a:

Witajcie
Dwa miesiące temu odebrał sobie życie moj ukochany mężczyzna. Najgorsza według mnie jest tęsknota. Za głosem, usmiechem, za zapachem,usmiechem. Za ws;pólnymi dniami i nocami. Za spacerami, żartani, nawet za klotniami. Za nim całym. Mysle też codziennie czy warto tak cierpieć, czy zostawic to wszystko ,,,

Witaj,mój maż odebrał sobie życie 7 miesięcy temu,myslę,że tęsknie za wszystkim,co z nim związane,i ani dzieci,ani wnuki nie potrafia wypelnić tej pustki.Im więcej czasu upływa od jego śmierci,tym bardziej tęsknie,nie daje sobie rady,biore leki antydepresyjne,aby móc pracowac,ale nie pomagaja mi za bardzo,ciagle szukam w myslach męża,nie potrafię pogodzić się z faktem,ze go już tu nie ma,pozdrawiam Joanna

32

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Witaj sama78 wiem i rozumiem o czym piszesz, ja prawie pół roku temu tak samo jak ty straciłam w ten sposób męża. Też zostałam z siedmioletnim synkiem sama i do dziś nie rozumiem DLACZEGO? najpierw byłam zdruzgotana, a teraz po tym czasie raz nie mogę z tęsknoty za nim wytrzymać a za chwilę jestem wściekła na niego, że mnie tak zostawił. Mieliśmy wszystko miłość, synka którego ubóstwiał, pracę i finansowo dobrze nam się powodziło. Ja też nic nie przeczuwałam mąż do końca nic po sobie nie pokazał, Zastanawiałam się nad tym wszystkim już po śmierci wpadałam w otchłań i im dłużej się zastanawiałam tym większy miałam mętlik w głowie, uwierz mi my tego nie rozwiążemy a oni już nam tego nie powiedzą, a choć to bardzo boli tak już zostanie, ta niewiadoma która męczy nas każdego dnia jak wstajemy. Mówią nam czas leczy rany to nie prawda nie leczy,to my z czasem musimy nauczyć się z tym żyć, nikt kto tego nie doświadczył nie zrozumie nas, inaczej jest jak ktoś umiera śmiercią naturalną on nie miał wyjścia, nasi mężowie mieli ale z jakiegoś powodu nie chcieli żyć.Życzę ci wiele sił bo wiem jak to potrzebne w naszej sytuacji, staraj się codziennie zobaczyć choć malutkie światełko w tunelu jakiś promyczek radości a będzie ci lżej i z dnia na dzień będziesz coraz silniejsza. Musisz nauczyć się znowu być pogodną, jeśli ty jesteś smutna twój synek jest dwukrotnie smutny bo nie ma taty i widzi jak mama cierpi, pamiętaj jesteś silna

33 Ostatnio edytowany przez mwdowa81 (2012-09-14 13:35:25)

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Jestem nowa czytałam Wasze forum kilka razy teraz odważyłam się napisać. Jestem wdową od 2,5 miesiąca. Nie jest łatwo bo to dopiero początek. Niektórzy ludzie wcale nie pomagają, bardzo przykre bo to ponoć najbliższa rodzina. Tylko wysłuch*ję bo nie jestem ubrana na czarno, bo się uśmiechnęłam, bo wychodzę do ludzi. Bo jestem "zarobiona' bo dostałam odszkodowanie po smierci mojego męża bo moja córcia ma rentę. Cholera przecież to My się ubezpieczaliśmy za nasze pieniądze. Tylko to ja nie mam męża a moja córka taty. I nie będzie go mieć jak pójdzie do przedszkola, do szkoły do I Komuni Świętej ale ludzie tego nie widzą-widzą tylko zera jakie dostałam z odszkodowania. Każdy mówi, że mam dla kogo żyć owszem mam dla córki, ale przecież jesteśmy kobietami młodymi kobietami. Ludzie nie mogą zrozumieć, że nam kobietą i naszym dzieciom jest potrzebny mężczyzna w domu, każdy od nas oczekuje wdowieństwa do końca życia. Ja nie wiem jakie kłody mi życie podrzuci pod nogi, ale postawcie się na naszym miejscu. Szczerze moim zdaniem rozwódki mają łatwiej bo im można sie śmiać, bo im można załozyć bluzkę z żółtym kwiatkiem bo im można iść na basen w kostiumie. Nikt nie widzi trudy losu codziennego, że nie ma siły na codzień. Trzeba zrobić zakupy, opłacić rachunki, zaprowadzić dziecko do przedszkola wszystko samemu nie wspomnę już jak coś w domu trzeba zrobić. Ale nie ty musisz.
Czy Wy też tak miałyście te "niby wsparcie po śmierci męża" bo ja mam już wszystkiego dość tych dobrych rad. Mnie wszystko w środku boli ale wolę ryczeć w domu do poduszki a nie na pokaz przy ludziach. Moje uczucia są schowane głęboko pod żelazną maską i niech tak zostanie. Zawsze lubiłam przyjmować znajomych i też lgnę do ludzi jak mucha do lepu ale niektórym to się nie podoba bo za wcześnie bo jeszcze nie czas. Pytam się wtedy czy za rok coś się zmieni czy już nie będziemy pamietać, że ON był, żył. Dla ludzi ten śmieszny rok  żałoby trzeba odwalić a później pytam się co później. Tłum ludzi, pogrzeb , śmieszne kondolencje niby z rodziny, którą widziałm poraz pierwszy na pogrzebie. Pytam się gdzie są wszyscy teraz 2,5 miesiąca po smierci, mało kto przyjdzie na kawę pogadać już nie wspomnę o pomocy /mieszkam sama w domu z działką/ sami wiecie ile pracy potrzeba.

34

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

To mój pierwszy wpis tutaj. Kiedy tak czytam to o czym piszecie, mogłabym powiedzieć, że mam to już za sobą. Ale to tylko pusty frazes. Od śmierci męża minęły już cztery lata, a ja czasami nadal czuję sie tak jak w punkcie wyjścia. To nie jest do końca tak, że czas leczy rany... raczej człowiek staje sie wobec pewnych rzeczy bardziej obojętny, a o innych trochę jakby zapomina. Czas może i leczy rany, ale pozostają po nich blizny. Brakuje mi tej dawnej dziewczyny, która byłam, kiedy potrafiłam bardziej wszystko przeżywać, nawet płakać z byle powodu, a teraz jestem taka jakaś wyzuta z uczuć.
Najgorsze chwile przychodzą wtedy, kiedy dzieci zadają pytania. Albo kiedy jestem tylko ja na szkolnym przedstawieniu, a na widowni tłoczą sie mamusie i tatusiowie, kiedy mój syn zacina sie i nie chce nic powiedzieć, bo przecież nie ma dla kogo zaśpiewać piosenki na dzień ojca. I kiedy udaję, że jestem taka cholernie dzielna, bo dzieciaki nie powinny widzieć, że jest inaczej.
Nikt tego nie zrozumie poza mną. Nawet ta najbliższa rodzina. I jest mi tak cholernie przykro, kiedy okazuje sie, że zostają mi odebrane świadczenia rodzinne na trójkę dzieci, bo zarobki przekraczają mi jakieś śmieszne progi, a od najbliższych z wiadomej strony słyszę, że inni też tego nie mają. Moi rodzice w życiu by mnie tak nie dobili.
Ale odkryłam też w sobie coś bardzo ważnego. Teraz wiem, jak wiele potrafię zrobić, jeśli tylko zostaję postawiona w przysłowiowej sytuacji bez wyjścia. I chyba tylko samotne kobiety potrafią to zrozumieć.

35

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Witam
mam tak samo myślałam, że matce samotnie wychuwującej dziecko będzie łatwiej otrzymać świadczenia niestety myliłam się. Tak samo słysze jak Ty w koło, że inni nie mają a żyją kiedyś od Państwa nic się nie dostało i trzeba było przeżyć. Miła jest rodzina....:( Ja najbardziej boję się zimy, mieszkam na peryferiach miasta, odsnieżanie, palenie w piecu czasami mi się auto zakopie w śniegu aż ciarki przechodzą mi po plecach.

36

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Witam
Rzeczywiście, zima w domku jest wyzwaniem dla samotnej kobiety, zwłaszcza, gdy można liczyć tylko na siebie. Po śmierci męża zamieszkałam z powrotem z rodzicami, dlatego jest mi trochę łatwiej niż na przykład Tobie. No i dzięki temu jakoś łatwiej oswoiłam moją samotność. Mam praktycznie pełen dom... a moja urocza trójca nie tylko motywuje mnie do życia, ale i totalnie obdziera z wolnego czasu w którym mogłabym rozmyślać o swojej samotności.
Czasami tylko myślę, że to  wszystko niesprawiedliwe. I te komentarze, że moje dziecko miało pierwszeństwo przy zapisie do przedszkola, bo półsierota..., że pewnie mam nie wiadomo jakie zasiłki na nie.
Gdyby państwo nie dawało nikomu, tak jak kiedyś, uznałabym, że to w miarę sprawiedliwe, ale w naszym kraju sytuacja wygląda tak, że zazwyczaj pieniądze dostają Ci, którzy umieją zakombinować, a nie ci którzy potrzebują ich naprawdę.
Kiedyś usłyszałam od koleżanki pytanie, jak to jest, że minął dopiero rok, a ja sie uśmiecham, jestem pełna życia i nie wpadłam w depresję. Prawie tak, jakby to był obowiązek każdej wdowy. Ja wiem, że ona nie miała nic złego na myśli, ale zaczęłam sie potem zastanawiać, czy inni ludzie nie osądzają mnie, że ja w ogóle nie kochałam mojego męża, skoro mimo wszystko sie uśmiecham, żyję dalej i całkiem dobrze sobie radzę.
Dzięki, że się do mnie odezwałaś.

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

Witam

Jestem tutaj po raz pierwszy. Od śmierci samobójczej mojego męża minęło już 2.5 roku. Nadal jest to dla mnie trudny czas aczkolwiek może to będzie pocieszeniem dla Was dziewczyny jest już inaczej. Nie piszę lepiej ( bo lepiej już nie może być) ale z czasem nauczycie się żyć. Będą nawet chwile, w których będziecie śmiały się i żartowały. Jest to jednak bardzo długa i kręta droga. Z moich doświadczeń mogę powiedzieć, że dwa lata były dla mnie koszmarem ( przez rok brałam leki na sen i na depresję) bez nich nie dałabym rady. Teraz nauczyłam się " żyć sama" a nie jest to łatwe. Jestem z Wami w tych trudnych chwilach

38

Odp: Samotność po śmierci ukochanego męża

WITAJCIE MAM 34 LATA I TROJE WSPANIALYCH DZIECI MOJ MAZ ZMARL NA ZAWAL  DZIS GDY ZNOW OGLADAM NASZE ZDJECIA  W NASZYM NOWYM DOMU NIE MOGE UWIERZYC ZE MOJ SKARB NAWET W NIM NIE ZAMIESZKA. A TAK SIE CIESZYL ZE JUZ NIEDLUGO BEDZIEMY NA SWOIM. MOJ BOZE TAK MI GO BRAK.W SOBOTE MINA 4 MIESIACE GDY DOSTALAM TEN STRASZNY TELEFON. A JESZCZE 2 GODZINY PRZED SMIERCIA DZWONIL DO MNIE,ROZMAWIALISMY, SMIALISMY SIE .A POTEM JUZ TYLKO LZY I TEN STRASZY BOL. BRAKUJE MI JEGO ZAPACHU, DOTYKU,JAK MNIE WOLAL WSZEDZIE GO WIDZE NIE POTRAFIE SIE Z TYM POGODZIC.YAWSZE BYLAM RADOSNA WYSTARCZYLO ZE BYL. Z NIM NIE BALAM SIE ZYCIA NIE MUSIAL WIELE ROBIC. WYSTARCZYLO ZE BYL.... A TERAZ NIE WIEM JAK ZYC. TAK BARDZO GO KOCHAM

Posty [ 1 do 38 z 43 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Samotność po śmierci ukochanego męża

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016