Być drugą i macochą - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 187 188 189 190 191 201 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7,145 do 7,182 z 7,626 ]

7,145

Odp: Być drugą i macochą
checiny3108 napisał/a:

Witam. Hmm.. powiatam tak. Ja nie wysmiewam zainteresowń starszej, ale... jesli o serialach, modelkach i innych telewizyjnych programach opoowiadają ci młodsi to jest ok, spoko , rozumiem to, ale ona z racji wieku powinna mieć inne zainteesowania, Chociazby do jakiej szkoły pojdzie, powinna sie zainteresowac. Jak wspomniałam o prawie jazdy, ze jej sie przyda w zyciu, to usłyszałam "phii, ona nie bedzie miec, jej nie potrzebne..." Niestety nie moge przekazac jakim tonem to powiedziala, ale uwierzcie mi , nie wykazala sie dojrzaloscią. Moj partner tez tak uważa, nie tylko ja. Jeśli chodzi o życie wcześniejsze, to też nie było znajomych, nie było chłopaka, tylko spanie popołudniami a potem telewizja. i właśnie o to chodzi. One obie nie miały dużo znajomych, z tego co mi opowiadał partner, tylko "gnicie " w łóżku. Zero sprzątania, zakuow, i niestety to jego wina, bo na to pozwolił. jeśli chodzi o zmiany szkoły to akurat to obie chwałą. Są zadowolone z tych szkół dużo bardziej niż z tamtych. W tym problemu nie ma. ja wręcz namawiam je żeby wychodziły gdzies, umawiały sie z kolezankami, zapraszały do domu, ale wola spac, albo siedziec  z laptopami i w słuchawkach. Jeśli chodzi o młodą, to chodzi o to, że ona jedyna jest towarzyska, wygadana, wstaje o 8 a nie o 11, 12 w wekeendy, lubi towarzystwo. Tylko raz poprosilysmy je że by ja zabrały. Bo jej było przykro jak sobie szeptały a potem wyszły na spacer. Ona uwielbia wychodzic na dwor, nawet do głupiego sklepu. a je jak sie poprosi to pierwsze pytanie jest " dlaczego ja???". To jest denerwujace. to nie jest tak ze ja im narzucam jej towarzystwo, wrecz przeciwnie, chciałabym żeby miały swoje koleżanki. Ale te chce zeby ja traktowały z szacunkiem, jak o cos pyta, to niech odpowiedza. wazam,że dzieci maj swoje obowiazki i nikt mi nie powie, ze maja nic nie robic. Czy moje czy jego. A kobieta która, ma lat 19 powinna robic wg mnie duzo wiecej niz dziecko ktore ma lat 10. I jeszcze raz wróce do tego co było u nich wczesniej , to było tak : szkoła, spanie, troche lekcji, spanie, telewizja, spanie. I nie czaruje. Potwierdza to i moj partner, i ich babcia i ich wujek. To ja chce zeby napraly werwy, checi do wychodzenia spotykania sie z ludzmi.

Może dziewczyny zwyczajnie nie są zbyt towarzyskie, bardziej introwertyczne, i nie potrzebują aż tyle kontaktów z ludźmi? Nie wiem, może zamiast namawiać je do wyjścia z domu lepiej będzie zaproponować im jakąś inną formę spędzania czasu w domu, np. grę planszową. Albo może spróbuj porozmawiać z nimi, czy nie interesowałaby ich nauka programowania albo spróbuj zachęcić je przeczytania jakiejś książki, a potem jak przeczytają to spróbować rozkręcić jakąś dyskusję na ten temat. Jak interesują się serialami, to może znajdźcie jeden do wspólnego oglądania? W internecie można znaleźć ciekawe blogi, np. ten http://zpopk.pl/#axzz4OSVFFAkN poczytać i zobaczyć co mogło by się wam wszystkim w miarę spodobać i potem o tym porozmawiać.

Nie stawiasz im może swojej córki za wzór, bo taka jest towarzyska, itd.?

Czy Twój partner robił cokolwiek, żeby swoje córki czymś zainteresować? Sam ma jakieś zainteresowania?

Reklama
Zobacz podobne tematy :

7,146

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Gabi jest Ci potrzebna terapia, dzieki ktorej bedziesz akceptowac istnienie pasierba i pogodzisz sie z tym ze nie mozesz miec dzieci. Moze kiedys zajdziedz w ciaze i urodzisz zdrowe sliczne dziecko. Na wszystkie dzieci zle reagujesz czy tylko na pasierba? Moze troche wredne co napisze,ale dla kobiety ktora nie moze miec dzieci facet ktory juz ma dzieci jest lepszym kandydatem na partnera niz ten ktorych ich nie ma. Piszesz ze teraz chlopiec bedzie spedzal z wami wiecej czasu pomysl ze za kilka lat, zacznie sie rzadziej spotykac z ojcem.

Gabi, miewałam podobnie. Przeszło, jak dziecko urosło i stało się bardziej samodzielne. Też nie mamy wspólnych dzieci, nie wiem, czy będziemy mieli. Popieram pomysł z terapią. też byłam.

Jestem sobą. I tego się trzymam:-)

7,147

Odp: Być drugą i macochą
checiny3108 napisał/a:

Witam. Jestem tu nowa, Jestem tą drugą na troszkę innych zasadach, niż Wy Panie, przynajmniej na tyle ile tu postów przeczytałam...Nie wiem tylko czy jeszcze ktoś tu zagląda bo posty są stare. Dajcie znać, czy aby nie jestem tu sama. a opowiem swoją historię i jakie nurtuję mnie pytania, problemy...

Witaj.
Jesteśmy:)

Jestem sobą. I tego się trzymam:-)
Reklama

7,148

Odp: Być drugą i macochą

Witam serdecznie mój narzeczony z poprzedniego zwiazku ma dwóch wspaniałych synów których kocham nad życie a oni mnie.W zeszłym roku ich matka porzuciła ich zostawiła u babci mojego partnera mówiąc,ze za dwie godziny wroci.Odezwała się następnego dnia była już w Anglii pisząc,że teraz kolej ojca wychowywać ich bo ona ma dość tych bachorów. Wzięliśmy dzieci i przeprowadziliśmy się do Niemiec. Wszystko było pięknie żyło nam się jak w bajce do czasu aż mój partner dostał wyrok zakazu zbliżania się do najstarszego syna .Nigdy nie uderzyłby swojego dziecka.Matka nagle przypomniała sobie o dzieciach i chce ich nam zabrać,dzieci wielokrotnie mówili jej ze chcą z nami zostać. Dla nas ta kobieta jest chora psychicznie ale prokurator miał gdzieś żeby to sprawdzić.Co my mamy teraz zrobić może ktoś wie?Bardzo proszę o jakiekolwiek informacje

7,149

Odp: Być drugą i macochą

Witam serdecznie mój narzeczony z poprzedniego zwiazku ma dwóch wspaniałych synów których kocham nad życie a oni mnie.W zeszłym roku ich matka porzuciła ich zostawiła u babci mojego partnera mówiąc,ze za dwie godziny wroci.Odezwała się następnego dnia była już w Anglii pisząc,że teraz kolej ojca wychowywać ich bo ona ma dość tych bachorów. Wzięliśmy dzieci i przeprowadziliśmy się do Niemiec. Wszystko było pięknie żyło nam się jak w bajce do czasu aż mój partner dostał wyrok zakazu zbliżania się do najstarszego syna .Nigdy nie uderzyłby swojego dziecka.Matka nagle przypomniała sobie o dzieciach i chce ich nam zabrać,dzieci wielokrotnie mówili jej ze chcą z nami zostać. Dla nas ta kobieta jest chora psychicznie ale prokurator miał gdzieś żeby to sprawdzić.Co my mamy teraz zrobić może ktoś wie?Bardzo proszę o jakiekolwiek informacje

Reklama

7,150

Odp: Być drugą i macochą

Witam serdecznie mój narzeczony z poprzedniego zwiazku ma dwóch wspaniałych synów których kocham nad życie a oni mnie.W zeszłym roku ich matka porzuciła ich zostawiła u babci mojego partnera mówiąc,ze za dwie godziny wroci.Odezwała się następnego dnia była już w Anglii pisząc,że teraz kolej ojca wychowywać ich bo ona ma dość tych bachorów. Wzięliśmy dzieci i przeprowadziliśmy się do Niemiec. Wszystko było pięknie żyło nam się jak w bajce do czasu aż mój partner dostał wyrok zakazu zbliżania się do najstarszego syna .Nigdy nie uderzyłby swojego dziecka.Matka nagle przypomniała sobie o dzieciach i chce ich nam zabrać,dzieci wielokrotnie mówili jej ze chcą z nami zostać. Dla nas ta kobieta jest chora psychicznie ale prokurator miał gdzieś żeby to sprawdzić.Co my mamy teraz zrobić może ktoś wie?Bardzo proszę o jakiekolwiek informacje

7,151

Odp: Być drugą i macochą

Czesc Wszystkim!
Jestem w związku z facetem 9 lat starszym, ktory ma córkę z poprzedniego małżeństwa-
dodam,że córka ma 9 lat i jest niepełnosprawna. Z dzieckiem dogadujemy się bez dwóch zdań- ona mnie lubi ja ją..
nie ma wogóle tutaj nic konfliktowego. problem polega na tym, że jak jesteśmy w trójke- partner jakby mnie nie zauważa.
Rozmawia i smieje sie tylko z córeczką- a ja.. hmm.. jestem zbędna. a Właściwie przyjeżdża z nią do nas tylko max raz w tygodniu
i wtedy 90 % czasu ja się z nią bawię, a on siedzi i tylko telefon i TV. Widzi się i ma kontakt z córkę praktycznie codziennie:
w poniedzialki, wtorki i środy- ma z nią popołudnia po pracy. dodatkowo we wtorki i srody i tak samo co druga sobote jest tam do wieczora i
czyta młodej i ją usypia (wiec w domu jest kolo 22). natomiast codziennie w kazdy dzien są smsy, snapy i telefony video na dobranoc.
Nie przeszkadza mi to- nie wina dziecka ze rodzice sie nie mogli dogadac.. ale ostatnimi czasy zauwazylam, ze już wogole ja sie chyba nie liczę.
Przykladowo nocleg małej u nas- zapytal mi czy pasuje mi ten i ten weekend.. na prosbe o przesuniecie bo siostra miala urodziny powiedzial, ze nie.
No to powiedzialam, ze mozemy jechać w trojke- też bylo na nie. I ostatecznie wyszlo tak, ze ja sama pojechalam, a on z corka byli u nas w domu.
Ostatnio natomiast juz chyba wszystko mnie przeroslo.. w sobote corka byla u nas. Wrocilam z pracy- zdziwilam sie ze sa tak wczesnie juz u nas w domu, bo mieli
jechac do rodzicow partnera i byc pozniej. Gdy o cokolwiek pytalam partnera- on odburkiwal. Rano przed wyjsciem normalnie ze mna rozmawial- ale jak
juz byl z corka u nas, to do niej ladnie i grzecznie, natomiast ze mna wogole slowa nie zamienil, a jak pytalam o cos to odpowiedzial już zupełnie innym tonem- jakby obrażony.
Gdy pojechał odwieźć córkę do matki napisalam mu smsa czy coś się stalo? Odpowiedzial tylko ze córka była dziś niegrzeczna. I powiem Wam, ze mnie zszokowała odpowiedź.
Córka niegrzeczna?! ale dlaczego na mnie się wyżył? Wrocił do domu, próbowałam rozmawiać ale oczywiście usłyszałam, że jest zmęczony i nie ma ochoty rozmawiać.
Probowałam porozmawiać w niedzielę rano- ale już się zrobiło gorąco i usłyszałam, że teraz to ja go wkur** i że chce mieć święty spokój.  I powiem Wam- pierwszy raz w życiu się zawzięłam.
Nie odzywałam się całą niedzielę .. i dziś tez nic. Rano usłyszałam oschłe "milego dnia, pa" oczywiscie bez tradycyjnego buziaka- myslal chyba ze bede sie upominać a on jak to zwykle bywalo powie
ze nie zasluzylam.. skonczyla sie chyba juz moja dobroc... bo chyba za wiele rzeczy ustepowalam. 2 razy już się rozchodziliśmy- miedzy innymi z powodu tego ze po 2 latach zwiazku oznajmil mi, ze on jednak
nie chce juz wiecej miec dzieci ani slubu.. poszlam na reke- mowiac ze na razie to ja tez nie wybiegam w przyszlosc taka... ale jesli bedzie moj czas to wtedy pogadamy..
ale to co sie dzieje teraz- ze ja juz oficjalnie jestem marginesem- no chyba ze wg was przesadzam?
Zawsze wyobrazalam sobie, ze mozna zyc z takim czlowiekiem z bagazem, ale potrzeba przede wszystkim zrozumienia- i to nie tylko ze strony tej 3ciej osoby, ale tez tego partnera z dzieckiem.
I ze powinno sie liczyc ze zdaniem partenra mimo wszystko- czy jest dziecko czy nie.
powiem Wam, ze juz chyba milosc w nas wygasla i bardziej jest przyzwyczajenie a z jego strony wygoda- bo jak zawsze twierdzil, on nie moglby miec dziecka 24h dobe... 2 tygodnie temu bylismy na urlopie we dwoje-
i bylo super!.. ale po powrocie do domu znowu nastalo to co wyzej opisalam.. mijamy sie przez to ze on codziennie popoludniami do wieczora siedzi u dziecka- mimo ze dziecko przeciez odrabia zadania z matka itp.
a jak jestesmy w 3ke to i tak liczy sie tylko on i corka.. nie wspominam juz o tym, ze od 2och tygodni zero jakiejkolwiek bliskosci... cos chyba wg mnie tu jest nie halo...
jak u Was jest jesli chodzi o liczenie sie z druga osoba? pytanie sie o zdanie? nawet w kwestii swiat czy noclegu dziecka? bo wg mnie chyba powinno sie z partnerem takie rzeczy uzgadniac a nie stawiac przed faktem? prawda??

7,152

Odp: Być drugą i macochą

Proste słowo - Jenny1 - uciekaj
Zostaw tego człowieka - nie dlatego, że ma bagaż - tylko dlatego, że źle Cię traktuje.
Co to znaczy, że On nie chce a Ty na razie nie wybiegasz w przyszłość? Jak zaczniesz wybiegać to może być za późno za rozglądaniem się za partnerem, który będzie chciał dziecka i rodziny z Tobą.
Facet wygodnie się ustawił i korzysta z tego "układu". Tak - jesteś dla niego "wygodnym układem". Jeżeli Ci to pasuje to w nim bądź, ale skoro zadajesz pytania to znaczy, że to Ci NIE PASUJE. Zmień to. Zajmij się sobą i swoim szczęściem, a JEGO i jego nieszczęście zostaw mu.

7,153

Odp: Być drugą i macochą

Pewnie masz racje-  ze dla niego ten uklad jest wygodny.. i pewnie gdybym ja mieszkala u niego to szybciej by sie tonzakonczylo.. dla mnie to nie jest proste "wyrzucic kogos".. juz 2 x sie wyprowadzal i oczywiscie wg niego to ja wyrzucilam go-  tym razem chcialabym zeby on sam zrozumial ze cos sie rozpadlo miedzy nami i chyba pora zadecydowac.. dodam iz od tamtej sb generalnie jest baaaardzo oschle miedzy nami! Ja sie zawzielam sie w sobie i powiedzialam sobie ze koniec z nadskakiwaniem i proszeniem sie o jakiekolwiek gesty bliskosci! Nie na tym polega zwiazek zeby jedna osoba musiala sie prosic o zwykly buziak czy przytulenie..
Odnosze weazenie ze to jak kiedys mnie traktowal i chocby pisal smsy-  trraz tak samo robi corce.. a ja hmm.. chyba gorEj niz kumpel haha.. chce cos zmienic- ale chce zeby on tez poczul co ja! Duzo by opisywac.. przede wszystkim powinien liczyc sie z moim zdaniem! Ostatnimimczasy np zostalam powiadomiona ze bedzie jego corka na wigilii bo matka chyba jej nie chce- wg mnie to chyba powinien swojej ex powiedziec ze najpierw ze mna musi pogadac.. ale moja osoba w tamtym domu jest chyba tematem tabu!! Bynajmniej w jego mniemaniu!! To mnie bardzo boli! A wiecie co wogole jest najzabawniejsze! Ze jesli bylby to koniec to on wg mnie na 99% przeprowadzi sie do swojego mieszkania w ktorym mieszka exz corka.  Haha juz 2x tak bylo!! Bo on uwaza ze to jego mieszkanie wiec ma pelne prawo!! Dla mnie to chorr- po co w takim razie rozwod?! Haha.. ale wiem wiem wtedy juz mnie nie powinno to interesowac.. alempowiedzcir mi- co zrobic zeby pokazac mu ze jest zle.. zeby jemu tez stalo sie tu zle!

7,154

Odp: Być drugą i macochą
Jenny1 napisał/a:

Pewnie masz racje-  ze dla niego ten uklad jest wygodny.. i pewnie gdybym ja mieszkala u niego to szybciej by sie tonzakonczylo.. dla mnie to nie jest proste "wyrzucic kogos".. juz 2 x sie wyprowadzal i oczywiscie wg niego to ja wyrzucilam go-  tym razem chcialabym zeby on sam zrozumial ze cos sie rozpadlo miedzy nami i chyba pora zadecydowac.. dodam iz od tamtej sb generalnie jest baaaardzo oschle miedzy nami! Ja sie zawzielam sie w sobie i powiedzialam sobie ze koniec z nadskakiwaniem i proszeniem sie o jakiekolwiek gesty bliskosci! Nie na tym polega zwiazek zeby jedna osoba musiala sie prosic o zwykly buziak czy przytulenie..
Odnosze weazenie ze to jak kiedys mnie traktowal i chocby pisal smsy-  trraz tak samo robi corce.. a ja hmm.. chyba gorEj niz kumpel haha.. chce cos zmienic- ale chce zeby on tez poczul co ja! Duzo by opisywac.. przede wszystkim powinien liczyc sie z moim zdaniem! Ostatnimimczasy np zostalam powiadomiona ze bedzie jego corka na wigilii bo matka chyba jej nie chce- wg mnie to chyba powinien swojej ex powiedziec ze najpierw ze mna musi pogadac.. ale moja osoba w tamtym domu jest chyba tematem tabu!! Bynajmniej w jego mniemaniu!! To mnie bardzo boli! A wiecie co wogole jest najzabawniejsze! Ze jesli bylby to koniec to on wg mnie na 99% przeprowadzi sie do swojego mieszkania w ktorym mieszka exz corka.  Haha juz 2x tak bylo!! Bo on uwaza ze to jego mieszkanie wiec ma pelne prawo!! Dla mnie to chorr- po co w takim razie rozwod?! Haha.. ale wiem wiem wtedy juz mnie nie powinno to interesowac.. alempowiedzcir mi- co zrobic zeby pokazac mu ze jest zle.. zeby jemu tez stalo sie tu zle!

Jenny - nie wierzę !!!! To TWOJE mieszkanie???
I Ty sie zastanawiasz jak chłopcu dać do zrozumienia , że się coś wypaliło :-))))))
Weź dziewczyno się ogarnij.
Szkoda życia, na "dawanie do zrozumienia", chłopu trzeba jasno, jak krowie na rowie, bo albo aluzji nie zrozumie, a w Jego konkretnym przypadku, będzie udawał, że aluzji nie rozumie, bo MU TAK WYGODNIE!!!!! Sprawę postaw jasno i niech Cię nie interesuje gdzie ON się wyprowadzi!!!! Ma swoje mieszanie?!  I dobrze,. Zostawił je Byłej żonie i córce.... Jego sprawa jak sobie to zagmatwał, nie Twoja.
Bierz nogi za pas i rozejrzyj się za facetem bez zobowiązań. Da się!!!

7,155

Odp: Być drugą i macochą

Chcesz, żeby jemu też było źle? Żeby zrozumiał?
Nie wystarczy Ci, że Tobie jest źle - więc do widzenia.

Pamiętaj, że wpływa masz tylko na siebie, na swoje czyny, decyzje. Nie zmusisz go, nie zmienisz.

Nie stawiaj go w centrum swojego świata. Nie uzależniaj swojego szczęścia od niego bo to prosta droga do tego co teraz czujesz - nieszczęścia.

Postawiłaś faceta w centralnym miejscu swojego świata - mianowałaś go swoim słońcem. On zachmurzony - Ty też. On słoneczny - Ty też. On wali piorunami - Ty cierpisz.
Po jakiego grzyba dziewczyno? Weź odpowiedzialność za swoje życie i szczęście. Powiedz mu wprost - Jest mi źle - nasz związek mnie nie uszczęśliwia, więc jeżeli nic się nie zmieni - do widzenia.

7,156

Odp: Być drugą i macochą

Witam wszystkich.
Moja historia to coś co spadło na nas jak piorun z jasnego nieba.
Tez jestem ta druga,która nigdy nie została zaakceptowana przez ex mojego męża.
Moj mąż ma syna z pierwszego małżeństwa,jest niepełnosprawny i chory na schizofrenie.
Z synem dogadujemy się doskonale,jestem jego przyjaciółka z którą o wszystkim może pogadać czego nie akceptuje wlasnie ex.
Do tej pory wszystko było ok,aż do momentu gdy syn właśnie zachorował i trafił do szpitala.
Zawsze jej przeszkadzało gdy odbierałam syna w dni wyznaczone do wizyt u ojca,ale dawała mi Go tylko wtedy gdy zaplanowane miała jakieś wyjście,bo tak zawsze wymagała by to ojciec odbierał syna.
Ja to rozumiem jest matka i ma takie prawo,ale nie rozumiem tego jak można mówić po tylu latach,ze mam zły wpływ na jej syna,ze obawia się ,ze ja mogę Go źle ukierunkowywać.
Boli to jak cholera,bo nigdy nic nie mówiłam na temat matki.
Zawsze stawiałam ja na pierwszym miejscu mimo wszystko.
Kiedyś syn mojego męża zapytał mnie czy może mówić do mnie mama skoro do tego Pana co mieszka z nimi musi mówić tata,powiedziałam mu,ze nie bo mama jest jedna ,a do mnie niech mówi po imieniu.
Przyjął to  komentując;,ze teraz ma jedna mamę i dwóch ojców.
Uważam,ze z mojej strony zachowałam się ok,ale nie to chciałam napisać.
Moj problem bycia ta druga polega na tym,ze strasznie przywiązałam się do mojego męża syna i gdy usłyszałam,ze nie mogę go odwiedzać w szpitalu moje serce pękło na pol.
Nie spie,nie jem ciągle myślę tylko o tym jak mu tam jest.
Wiem,ze on za mną tez tęskni,bo ciągle pyta czemu nie przyjeżdżam,co się stało,a ja lojalnie nie chce dziecku mówić,ze to decyzja jego mamy.
Moj mąż często wyjeżdża w delegacje i widuje syna raz na dwa tygodnie i to tylko w szpitalu,bo matka nie wyraża chęci,by ojciec mógł widywać syna gdy zabiera go na weekendy do domu ze szpitala,bo chce się nim sama nacieszyć.

Sytuacja jest strasznie ciężka,bo my starzy sobie jakoś radzimy z emocjami,ale chore dziecko nie umie tego ogarnąć.
W takich sytuacjach bycie ta druga jest jednym wielkim pasmem nieporozumień.
Zastanawiam się czasem czy nie popełniłam błędu gdy pokochałam to dziecko jak swoje.(przenośnia)

Nigdy nie wtrącałam się w konflikty ex i męża.Zawsze stałam z boku i obserwowałam co będzie dalej,ale teraz nie wiem czy dobrze robiłam.

Ex wykorzystuje teraz wszystko co się da by ojciec nie widywał syna.Utrudnia kontakty,mówi dziecku,ze ojciec go nie kocha,bo tak rzadko go widuje,tłumaczy mu,ze nie maja na nic pieniędzy,bo alimenty na nic nie wystarczają(alimenty w wysokości 470 E),dziecko chodzi jak błędna owca bo nie wie komu ma wieżyc.

Opisuje Wam to wszystko bo nie potrafię sobie z tym poradzić,nie wiem jak mam się zachować w danej sytuacji.
Usunąć się czy dalej walczyć o kontakty z dzieckiem.
Dodam jeszcze ,ze mój mąż miał zawal i gdy poinformowałam ex by przywiozła syna do szpitala powiedziała mi ze nie w jej interesie to jest,to ojciec powinien dbać o kontakty z synem.Nie rozumiem tych zachowań.
Czy to nie oboje rodzice powinni dbać o poprawne kontakty?
Czy matka nie ma obowiązku pomagać w tym?
Czy ojciec jest tylko dawca spermy i bankiem?
Gdzie są prawa ojca?
Czemu kobiety nie rozumieją faktu ,ze rozwód jest z nią ,a nie z dzieckiem?

7,157

Odp: Być drugą i macochą
Ania2830 napisał/a:

Witam serdecznie mój narzeczony z poprzedniego zwiazku ma dwóch wspaniałych synów których kocham nad życie a oni mnie.W zeszłym roku ich matka porzuciła ich zostawiła u babci mojego partnera mówiąc,ze za dwie godziny wroci.Odezwała się następnego dnia była już w Anglii pisząc,że teraz kolej ojca wychowywać ich bo ona ma dość tych bachorów. Wzięliśmy dzieci i przeprowadziliśmy się do Niemiec. Wszystko było pięknie żyło nam się jak w bajce do czasu aż mój partner dostał wyrok zakazu zbliżania się do najstarszego syna .Nigdy nie uderzyłby swojego dziecka.Matka nagle przypomniała sobie o dzieciach i chce ich nam zabrać,dzieci wielokrotnie mówili jej ze chcą z nami zostać. Dla nas ta kobieta jest chora psychicznie ale prokurator miał gdzieś żeby to sprawdzić.Co my mamy teraz zrobić może ktoś wie?Bardzo proszę o jakiekolwiek informacje


Ania dlaczego nie pozbawiliście matki praw rodzicielskich?
Prawo jasno mówi,ze w momencie porzucenia jest przesłanka do pozbawienia praw rodzicielskich.

Możesz mi wytłumaczyć dokładnie co prokurator ma gdzieś?
Co zignorował?
Czy oddaliście sprawę do adwokata rodzinnego?
Z tego co wiem to mieszkasz tez w DE ,a tu jest coś takiego jak prawo dziecka do decyzji z kim chce mieszkać od 14 roku życia.(zdrowe dzieci).
Czy mieliście kiedykolwiek do czynienia z JA?

Wyjść jest kilka,ale bez adwokata ani rusz.

Pozdrawiam.

7,158

Odp: Być drugą i macochą

Witam, chciałabym prosić o ocenę sytuacji.
Mój mąż jest ode mnie dużo starszy i ma syna z poprzedniego zwiazku. Syn ma już 20 lat. Z mężem jestem od 8 lat rok temu się pobraliśmy. Przez te wszystkie lata zmagałam się z faktem że on ma syna i nie było to dla mnie łatwe - weszłam w ten związek jako 18-latka. W międzyczasie dojrzałam i zrozumiałam że moje obawy są niesłuszne i starałam się nawiązać kontakt z synem mojego męża.
Ponieważ matka się nim nigdy nie interesowała - wazne były tylko alimenty- szkoła chłopca kontaktowała się zawsze że mną, to ja przeprowadzałam wywiadówki, rozamawiałam z nim o dojrzewaniu i o uczuciach. Niestety wielokrotnie syn męża zawiódł moje zaufanie. Czara przelała się w ostatnie Boże Narodzenie kiedy chłopak dostając od nas notebooka i inne prezenty ukradł mi laptopa. Rozmawiałam z nim wielokrotnie na ten temat mówiąc że mógł poprosić o pomoc finansową. Mówiłam jak się czuję w tej sytuacji. Obiecał że odda pieniądze jak pójdzie do pracy - pracuje już pół roku a ja wciąż czekam na propozycje oddania jakiejkolwiek sumy. W międzyczasie przekonałam się po raz kolejny że nie zależy mu na niczym nawet na własnym ojcu. Zawiodłam się już tyle razy że teraz ten człowiek jest dla mnie skreślony, nie lubię go i czuje się oszukana materialnie i emocjonalnie. Mąż chce go zaprosić do nas ponownie na święta. Ja po ostatnich wypadkach kategorycznie się na to nie zgadzam. Nie mam ochoty na Boże Narodzenie i kilka dni spędzonych z kimś kto poszukuje zysków i kłamie nie licząc się z rodziną. Czy mam prawo odmówić? Czy przesadzam?

7,159

Odp: Być drugą i macochą
irasiad napisał/a:

Witam, chciałabym prosić o ocenę sytuacji.
Mój mąż jest ode mnie dużo starszy i ma syna z poprzedniego zwiazku. Syn ma już 20 lat. Z mężem jestem od 8 lat rok temu się pobraliśmy. Przez te wszystkie lata zmagałam się z faktem że on ma syna i nie było to dla mnie łatwe - weszłam w ten związek jako 18-latka. W międzyczasie dojrzałam i zrozumiałam że moje obawy są niesłuszne i starałam się nawiązać kontakt z synem mojego męża.
Ponieważ matka się nim nigdy nie interesowała - wazne były tylko alimenty- szkoła chłopca kontaktowała się zawsze że mną, to ja przeprowadzałam wywiadówki, rozamawiałam z nim o dojrzewaniu i o uczuciach. Niestety wielokrotnie syn męża zawiódł moje zaufanie. Czara przelała się w ostatnie Boże Narodzenie kiedy chłopak dostając od nas notebooka i inne prezenty ukradł mi laptopa. Rozmawiałam z nim wielokrotnie na ten temat mówiąc że mógł poprosić o pomoc finansową. Mówiłam jak się czuję w tej sytuacji. Obiecał że odda pieniądze jak pójdzie do pracy - pracuje już pół roku a ja wciąż czekam na propozycje oddania jakiejkolwiek sumy. W międzyczasie przekonałam się po raz kolejny że nie zależy mu na niczym nawet na własnym ojcu. Zawiodłam się już tyle razy że teraz ten człowiek jest dla mnie skreślony, nie lubię go i czuje się oszukana materialnie i emocjonalnie. Mąż chce go zaprosić do nas ponownie na święta. Ja po ostatnich wypadkach kategorycznie się na to nie zgadzam. Nie mam ochoty na Boże Narodzenie i kilka dni spędzonych z kimś kto poszukuje zysków i kłamie nie licząc się z rodziną. Czy mam prawo odmówić? Czy przesadzam?

Moim zdaniem masz prawo odmówić, bez dwóch zdań. Kradzież, oprócz rzeczy materialnych pozbawia człowieka również godności i poczucia bezpieczeństwa, więc jak najbardziej masz prawo powiedzieć "nie". Poza tym, czy Twój mąż usiłował rozmawiać z synem o tym co zrobił? próbował jakoś nakłonić do oddania sprzętu, lub pieniędzy...? Sytuacja naprawdę nie fair dla Ciebie, mąż powinien przemówić synowi do rozsądku.

Jestem sobą. I tego się trzymam:-)

7,160

Odp: Być drugą i macochą
irasiad napisał/a:

Witam, chciałabym prosić o ocenę sytuacji.
Mój mąż jest ode mnie dużo starszy i ma syna z poprzedniego zwiazku. Syn ma już 20 lat. Z mężem jestem od 8 lat rok temu się pobraliśmy. Przez te wszystkie lata zmagałam się z faktem że on ma syna i nie było to dla mnie łatwe - weszłam w ten związek jako 18-latka. W międzyczasie dojrzałam i zrozumiałam że moje obawy są niesłuszne i starałam się nawiązać kontakt z synem mojego męża.
Ponieważ matka się nim nigdy nie interesowała - wazne były tylko alimenty- szkoła chłopca kontaktowała się zawsze że mną, to ja przeprowadzałam wywiadówki, rozamawiałam z nim o dojrzewaniu i o uczuciach. Niestety wielokrotnie syn męża zawiódł moje zaufanie. Czara przelała się w ostatnie Boże Narodzenie kiedy chłopak dostając od nas notebooka i inne prezenty ukradł mi laptopa. Rozmawiałam z nim wielokrotnie na ten temat mówiąc że mógł poprosić o pomoc finansową. Mówiłam jak się czuję w tej sytuacji. Obiecał że odda pieniądze jak pójdzie do pracy - pracuje już pół roku a ja wciąż czekam na propozycje oddania jakiejkolwiek sumy. W międzyczasie przekonałam się po raz kolejny że nie zależy mu na niczym nawet na własnym ojcu. Zawiodłam się już tyle razy że teraz ten człowiek jest dla mnie skreślony, nie lubię go i czuje się oszukana materialnie i emocjonalnie. Mąż chce go zaprosić do nas ponownie na święta. Ja po ostatnich wypadkach kategorycznie się na to nie zgadzam. Nie mam ochoty na Boże Narodzenie i kilka dni spędzonych z kimś kto poszukuje zysków i kłamie nie licząc się z rodziną. Czy mam prawo odmówić? Czy przesadzam?

Moim zdaniem masz prawo odmówić,  ja się też zastanawiam zawsze ile człowiek jest w stanie znieść ile można wybaczyć i gdzie jest ta granica po przekroczeniu której nie ma już o czym rozmawiać.  Jeśli czujesz że to się stało to się nie zgadzaj,  zrobisz tylko sobie krzywdę.

7,161

Odp: Być drugą i macochą

Witam wszystkich,  cieszę się że znalazłam takie forum.  Chciałabym Was prosić o opinię.  Jestem z mężczyzną który ma dorosłą córkę.  Spotykamy się już półtora roku a on mi o niej powiedzial dopiero 8 miesięcy temu.  Byłam zdruzgotana ale mu wybaczylam. Dziewczyny jeszcze nie poznałam, bo studiuje za granicą.  Mimo to zdecydowalismy się na dziecko,  jestem w pierwszym trymestrze. Zbliżają się świta,  miał z nią porozmawiać i tego nie zrobil.  Ona chce aby świata spędzili razem,  z jego była żoną.  Tak też zrobil rok temu o czym nie wiedziałam.  Zrobiłam awanture.  Nie wyobrażam sobie ze ja w ciąży siedzę z moją rodziną,  a ona jakby nigdy nic spędza je z córką (z czym nie mam problemu)  i z była żoną i jej rodzina!  Do dziecka nic nie mam,  nawet jej nie znam.  On boi się jej zawieść,  ale no sorry,  mamy mieć dziecko!  To chyba jest ciut inna sytuacja?  Co mam zrobić?

7,162

Odp: Być drugą i macochą

Sylwia masz prawo czuc sie zle z tym ze twoj partner chce spedzic swieta z byla zona. Naturalne ze chce je spedzic z corka,ale to jest dorosla kobieta wiec powinna zrozumiec ze po rozwodzie nie da rady spedzic swiat z obojgiem rodzicow. Zwlaszcza gdy jedno z nich mieszka w innym kraju. Gdyby to chodzilo o male dziecko to sytuacja by byla inna. Jak dziewczyna chce spedzic swieta z ojcem to niech przyleci do kraju na czas swiat.

7,163

Odp: Być drugą i macochą

To jasne Sylwia ze nie mozesz dopuścic do sytuacji w ktorej spędzacie Święta osobno,tylko dlatego że dorosła dziewczyna ma ochotę spędzić je z obojgiem rodzićów. Twój partner powinien jej uświadomić i to jak najszybciej że jest w nowym związku i teraz juz nie ma takiej możliwości. No chyba że zdecydujecie sie na święta Patchworkowe ale na to pewnie zdecydowanie za wcześnie. Musisz koniecznie z nim porozmawiac o swoich odczuciach co do tego pomysłu. Ja też jestem w związku z mężczyzną z tzw. bagażem i sama takowy posiadam. Roznica jest tylko taja ze ja jestem po rozwodzie i wychowuje 4 letniego syna a mój partner nie miał ślubu ale ma syna którego wychowuje jego poprzednia partnerka. O jego ograniczonych przez matke kontaktach z synem mozna by ksiazke napisac natomiast ja z moim ex nam bardzo poprawne relacje. Jesteśmy ze sobą od ponad dwóch lat i zdecydiwaliśmy sie na wspólne dziecko. I o ile od samego poczatku gdy go poznalam wiedzialam ze w koncu trafilam na odpowiedniego czlowieka i nie wiem jak moglam zyc wczesniej bez niego o tyle teraz bedac w 18 tc nie umiem sobie poradzic z ciaglymi myslami na temat przyszlych relacji jego syna z naszym wspolnym dzieckiem, obawiam sie ze matka jeszcze bardziej utrudniani mu kontakt z synem. Dodam ze jego syna przez ten caly czas widzialam raz i to przez godzine... wiec juz sie przyzwyczailam ze zadnych relacji z nim nie bede miala ale szkoda mi mojego partnera. On tez jeszcze nie powiedzial synowi ze bedzie mial rodzenstwo... Powiedzialam mu ze to blad bo syn "nie chcacy" moze sie dowiedziec od matki, ktora to moze uslyszec od ich wspolnych znajomych o mojej ciazy. A to bylby najgorszy scenariusz z mozliwych. Pozdrawuam Sylwia i daj znac jak sie sytuacja rozwinela u Ciebie

7,164

Odp: Być drugą i macochą

Gabi byłam w podobnej sytuacji i niestety powiem Ci nie ma ratunku. Jeżeli nie ma szans na posiadanie własnego dziecka a masz niańczyć cudze - bo tak to się skończy to nie jest związek dla Ciebie. Wiem z doświadczenia jak pojawi się twoje dziecko inaczej będziesz patrzeć na pasierba. I jeżeli faktycznie jesteś bezpłodna terapia nic tutaj nie pomoże, związek i tak się skończy. Niestety nie zrozumie syty głodnego.. Domyślam się że życie miałaś już poukładane i zmieniły się zasady "gry.." Uświadomienie sobie na terapii że jesteś zazdrosna itp.. nic nie pomoże. To nie leży w naszej naturze, nie ma altruistów i ludzi którzy dobro innych stawiają powyżej własnego. Kompromis to coś innego niż skazywanie się na dożywotne cierpienie, bo niestety tak będzie. Serce będzie Ci pękać jak będziesz widzieć jak twój mąż się realizuje jako ojciec, a ty możesz tylko pomarzyć o byciu mamą. Powinnaś się zastanowić nad rozwiązaniem problemu bezdzietności - leczenie, IVF, adopcja lub nad przyszłością tego związku. Powtórzę jeszcze raz nie jesteś złą osobą a uświadomienie sobie emocji jakie tobą targają nie zmienią nic bo terapia nie doprowadzi do posiadania dziecka. Szanse na zaakceptowanie sytuacji są nikłe...  bo nie posiadanie potomstwa z wyboru, albo bo się przegapiło moment to coś innego niż bezpłodność. A osoby które nigdy nie były w takiej sytuacji niech się lepiej nie wypowiadają..

7,165

Odp: Być drugą i macochą

dziewczyny jak wy sobie z tym radzicie?
Jestesmy razem ponad 2lata. on jest ode mnie sporo starszy ale to bylo takie...od 1wejrzenia. Było miedzy nami różnie. Nawet bardzo, bardzo źle ale jakoś tak się trzymamy razem.
Od samego początku wiem że w bardzo młodym wieku miał wpadkę. Rodzice kazali to by też ślub. Teraz ma prawie 18letnia córkę i ex żonę. Stare dzieje ale cóż...dzieci nie znikają.
Kontakt ma średni bo dawno temu wyjechał na emigracje (rzucił szkołę żeby robić na dziecko, a później to cóż..... ciężko zarobić w PL)
Teraz wraca a mnie dopadło

Mam 32lata. w sumie ostatni dzwonek na cokolwiek.
Z nim ślubu nigdy mieć nie będę. Co innego decydować a co innego musieć. I tak sobie przy byle obiadkach w pracy słucham opowieści jak to inni ludzie w moim wieku układają sobie życie i cóż..... no słucham, wiedząc że mnie to nie będzie dotyczyło nigdy.

Córka ma niby 18lat ale jest.... cóż.... taka dziwna. Jej matka z nią wyprowadziły się do innego miasta lata temu a ona co chwile ciągnie się x h pociągami do dziadków bo koleżanek nie ma.
On o naszych ewentualnych dzieciach mówi.... ze w sumie to ze mną to pierwszy raz by chciał (jak się poznawalśmy to było że nigdy w życiu). Ale z drugiej strony ja coraz bardziej się upewniam że nigdy chcieć nie będę. W sensie... kurde.... pies ogrodnika. nie chce miec swoich ale boli mnie to że on ma, wiec nie jestesmy na tej samej karcie. Już teraz mam fazę na to, że a może sobie zrobimy ale jako że ja dzieci nie chce i nie lubie, wiec moze on bedzie wychowywał itp a ja będę do pracy chodzić.
Ale przecież to chore

moze gdyby była masa kasy..... ale co.... on przez to wszystko ani szkoły ani zawodu. teraz dostał ode mnie kopa ale logiczne ze to czasu zajmie troche. i co? zapisze sie do szkoły a dziecku coś wypadnie i co? zrezygnuje znowu?

Nie radzę sobie z tym wszystkim. Czuje się komletnie pozbawiona wyboru i .... cóż.... no ta druga. on zawsze będzie ten co poznał co to ślub czy małżeństwo. zawsze będą złączeni razem tym dzieckiem. On zawsze będzie rodzicem, więc jak spotka się ze znajomymi to będą opowieści " jak to moja córa rośnie" a ja będę tylko tą dziunią stojącą obok i ładnie się uśmiechającą.

Próbowałam to wszystko zerwać. Próbowałam wkręcić się w coś innego. Nie umiem nawet popatrzeć na innego faceta. Ale z tym też życ nie potrafię. On za to zakochany na milion %.
więc to ja jestem ta zła....

naprawdę was dziewczyny podziwiam sad

7,166

Odp: Być drugą i macochą

dinkaa, witaj w klubie wink

moze masz chwilowy kryzys, moze przejdzie wink

takie rozkminki, ze on mial slub i dziecko do niczego nie prowadza. czy gdyby nie mial slubu, byloby Ci latwiej?

piszesz, ze Twoi znajomi ukladaja sobie zycie - ale Ty tez sobie ukladasz. to, ze inaczej niz oni, nie znaczy, ze gorzej. skad wiesz, moze za pare lat oni beda sie rozwodzic? wink

zawsze jest jakis wybor. nie rozumiem, czemu piszesz, ze go nie masz. za duzo rozkminiasz. po prostu odpowiedz sobie na pytanie, czy chcesz z nim byc, czy nie. tylko tyle.



hej hej macoszki, co tak cicho siedzicie? big_smile

7,167

Odp: Być drugą i macochą

ehhh
czy moi znajomi beda sie rozwodzic? no pewnie beda. ich sprawa. ale to oni sie beda rozwodzic - ich wybor. ja takich wyborow miec nie bede
tak samo, tak.... byloby mi lepiej. Ja wiem ze wpadka, ze laska miala 17lat jak wpadli. i sluby brac trzeba bylo bo konieczne. ale dla mnie to....czuje sie gorsza nawet od takiej patologii (bo dla mnie to jest patologia)

strasznie mnie to wszystko boli. próbowałam odejsc ale on dostaje histerii i jakoś tak trwam. a przyznam... chyba wole byc sama(tak, próbowałąm pójść w coś innego ale dla mnie albo on albo nikt. i chyba wole zeby nikt)

Ogólnie jestem na granicy histerii i totalnej depresji. Poki co bylo fajnie. Poznalismy sie w dalekich krajach. pomieszkalismy sobie tam. teraz on rzuca wszystko i przyjezdza. jak przyjezdzal na wakacje to przyjezdzal do mnie a nie do córki. Wiem, ze jestem wazna.... ale nigdy najwazniejsza nie bede.

Nie radze sobie z tym wszystkim. Serio, kompletnie sobie nie radze. Czuję się jakby mi się klatka nad głową zamykała

2,5roku... nikt ze znajomych czy nawet rodziny nie wie.... zebym nie wiem co miała zrobić - nie przyznam się.

Wiem ze jego krzywdze bo on kocha na maxa. Ja kocham tez, ale dla mnie to jest nie do przejścia.

Nie wiem... moze gdym planowała dzieci. Ale ja dzieci nie chce miec. Chociaz przyznam, ze sie złapałam na myslach typu - a moze sobie zrobie, bede miala to zglowy i moze to cos naprawi. Ale zaraz mysl jest taka...po co mi to skoro ja naprawdę nie chcę? on by musiał z tym siedzieć, bo ja z pracy nie zrezygnuje i nie zamknę się z pieluchami.
Slub? nie chce slubu. Za stara jestem na białe kiecki. Ale boli mnie ze to nie jest wspolna decyzja. Ze to nie jest cos co nas laczy. Ze za kazdym razm on bedzie mogl powiedziec - slub jest do kitu - próbowałem. Albo spotykajac znajomych bedzie opowiadal jak to im dzieci czy wnuki dorastaja. A ja bede sobie tak stac obok jako element rozrywkowy.....

Pojutrze psychiatra. Jezeli on mi nie pomoze to juz nie wiem co mam robic. jestem w takim dole, ze juz wszystko poszlo. doktora lezy porzucony, do pracy mi sie nie chce chodzic. bo jak sobie pomysle ze taka mnie przyszlosc czeka, to mi sie nawet nie chce noga ruszyc

serio.... podziwiam wasza sile i naprawde, strasznie zazdroszcze. albo nie... nie zaluje... zaluje czegos innego sad

7,168

Odp: Być drugą i macochą

Wydaje mi sie, ze Twoj glowny problem to problem ze soba, a reszta to tylko tego efekty.

Jestes jakas bezwolna, nie masz wyboru, jaka przyszlosc na Ciebie czeka, na nic nie masz wplywu, nawet chlopa rzucic nie mozesz bo on "dostaje histerii i jakoś tak trwam".

Takze wydaje mi sie, ze psychiatra to dobry pomysl. Powodzenia smile

7,169

Odp: Być drugą i macochą

Troche uproszczenie ale tez moze nie do konca dobrze sie wypowiedzialam.
To było totalne i absolutne love stroy i ja dalej uważam ze to ten jeden i jedyny. Ale nie umiem lyknac tej całej sytuacji. Do tej pory to nie był problem w jakiś tam sposób. Wszystko było wyjazdowe. A zycie na emigracji to… to nie zycie. Wszystko jest takie…tymczasowe i bez większego znaczenia. Realny swiat był tylko na wyjazdach ale wtedy jaki to problem ustawić wszystkie spotkania żeby takie sprawy poukrywać? Poza tym nie myśli się wtedy jakos o takich sprawach.
No i tak przez 2,5 roku było planowanie swietlanej przyszłości. Ja wrocilam do PL, poszlam do pracy, zaczelam jakos to swoje zycie ukladac już „po dorosłemu”. Teraz on ma przyjechać (wraca po 12latach)i mamy cos budowac.
Ale do mnie w tym czasie dotarlo wiele spraw. Pracuje z ludzmi w moim wieku, mam znajomych itp. Ludzie planują jakies sluby itp. a ja…. Ja siedze i się uśmiecham.  Bo wiem ze przez jego przeszlosc mnie to dotyczyc nie będzie.
Dziecka tez nie chce. Na początku znajomości to było ze on pod zadnym pozorem nie chce a ja bylam otwarta  na „gdyby się zdarzylo”. Jednak przy okazj wpadki to ja sprawę zalatwilam. Teraz on mowi ze w zasadzie to by chciał a ja wiem ze nie. Bo nie dość ze nie chce jako tak, to mnie odrzuca sama myśl o tym ze to nie byłoby po równo. Nie przezywalibysmy tego tak samo. Dla mnie bylby to pierwszy raz. Dla niego nie. I to mnie dobija i jest czyms czego nie zniose.
Z tym ze wolalabym się rozstać. Tak, tak bym wolala. Ale to nie dlatego ze go nie kocham czy ze nie chce z nim być. Ja po prostu nie jestem w stanie znieść tej sytuacji. Ja się psychicznie sypie i nie daje sobie rady z tymi kwestiami. Ja nie wyobrażam sobie zyc w takim układzie i sytuacji. Po prostu nie. Dlatego wole odejść i nawet samej być (bo z nikim innym nie chce). Wtedy by było coz… poryczałabym, poryczała ale w końcu bym się ogarnela. Każdy by sobie jako szycie ulozyl. A tak, to trwa. Bo ja nie mam jaj żeby to ostatecznie skonczyc a on walczy w druga strone.
Zgadzam się… specjalista potrzebny bo oszaleje. Od ilus miesięcy jestem wrakiem człowieka. A jak slysze „to pierdoly, czy milosc nie jest wazniejsza?” to mnie szlag trafia. Bo tak, wiem ze wazniejsza ale zadowolenie z samej siebie tez jest ważne.
Tak, jestem zazdrosna jak jasny pieron ze on ma rodzine, której ja mieć nie będę. Tak, zawsze się będę czula dodatkiem. Bo coz…. Z zona czy dzieckiem związany będzie zawsze. A my to coz…. Poki jesteśmy to jesteśmy, jak nie będziemy to nie będziemy. I tyle mojej roli
Przeszlismy razem bardzo wiele. Tak serio, serio. Ale tutaj ja walczyc nie umiem bo wiem, ze tu nie ma możliwości wygranej

7,170

Odp: Być drugą i macochą

Slub - piszesz, ze z racji jego przeszlosci pozamiatane, ale wyzej napisalas, ze za stara jestes na biala suknie, wiec o co chodzi tak naprawde? Chcialabys tego slubu czy nie? Cywilny przeciez mozecie wziac.

Dzieci - ze on juz ma i dla niego to by nie byl pierwszy raz.. Kurde no.. To tak jakby miec zal, ze nie bylo sie czyjas pierwsza partnerka w lozku wink Niestety ludzie w pewnym wieku maja juz jakas historie za soba, jest to nieuniknione i nic sie nie da z tym zrobic. Moim zdaniem za bardzo sie skupiasz na nim, ze on, ze cos, zamiast na sobie. No i co, ze on juz mial dzieci i nie bedzie tego przezywac jak za pierwszym razem? To jego problem, nie Twoj. Ty bylabys matka po raz pierwszy. Jesli juz, to niech on zaluje wink Akurat mowie teoretycznie, bo jak sama twierdzisz, nie chcesz dziecka.

A czemu do tej pory nie powiedzialas o nim nikomu? Wstydzisz sie jego sytuacji?

Wiesz, ja psychologiem nie jestem, wiec nie bede Ci tu doradzac, ale jestem zdania, ze jesli nam cos nie pasuje, to trzeba to zmienic.

A on ma jakies intensywne kontakty z ta swoja corka, ze tak Ci to przeszkadza? Z ex zona tez sie nadal kontaktuje? Jak by to mialo wygladac, zebys byla zadowolona? Dopuszczasz w ogole do mysli jakis kompromis?

7,171

Odp: Być drugą i macochą

W sumie wiesz… ze slubem nie jest pozamiatane bo nie ma problem ktorego by nie można bylo rozwiazac ale to już nie to. Poza tym to kasa której on nie ma.
Tak, nie chce  slubu bom to już nie wiek na takie kiecki. Ale co innego kiedy to jest na zasadzie „ moja decyzja”. Bo za swoje decyzje sama biore odpowiedzialność. Rok temu nawet o tym nie myslalam ale moje zycie idzie do przodu. Teraz mi przeszkadza i nie umiem mieć sufitu nad glowa mowiacego mi „ nie będziesz miała bo on już ma”. Bo może chciałabym mieć taka możliwość, żeby sobie pewnego dnia stwierdzić – a chodz sobie strzelimy jakiś.
Cywilny nie ma dla mnie zadnego znaczenia, wiec nawet nie ma opcji.  Nie wpakuje się prawnie w cos takiego. Jedyne na czym mi by zalezalo to wlasnie taki, który jest jeden jedyny i na zawsze. Bo to ma dla mnie znaczenie. A nie cywilny, który widać tylko w dokumentach a który rozwiazuje się szybciej niż zawiazuje.
Z zona nie ma zadnego kontraktu. Laska miała 17lat jak zaszla w ciaze. Rodzice zmusili do slubow ale idąc do kościoła dokumenty rozwodowe już były przygotowane (ale przecież trzeba dziecku chrzest zalatwic). On rzucil szkole, zarabial na dziecko. 12 lat temu wyjechal. I tyle ze znajomości. Z dzieckiem ma kontakt taki… no ma mocny nawet, chociaż w sumie to ja się z nia lepiej dogadywalam. Ale to jednak zawsze będzie jego corka ever after. Czyli zawsze bardziej rodzina niż taka ja z doskoku.
Moi znajomi i rodzina wiedza o nim, znaja i lubia ale nie wiedza ze ma zone czy corke. I ja już zapowiedziałam ze prędzej umre niż się do tego przyznam. Wiec ma nawet nie smiec się z tym wychylać. Pewnie kiedyś wyjdzie ale wole to jak najbardziej odlozyc.
Tak, wiem ze jak się nie podoba to się zmienia. U mnie jest problem ze mi się wszystko podoba z wyjątkiem tego. Czyli tego co jest jego czescia a ja nie jestem w stanie zaakceptować. I nie, nie porównujmy przygod lozkowych do dziecka. Rozne rzeczy robiłam w zyciu ale moje wcześniejsze zycie nie ma na niego zadnego wpływu. A w druga strone już owszem

7,172

Odp: Być drugą i macochą
dinkaa napisał/a:

Rok temu nawet o tym nie myslalam ale moje zycie idzie do przodu. Teraz mi przeszkadza (...)

Czyli jest szansa, ze za kolejny rok znow Ci sie odwidzi wink


dinkaa napisał/a:

Cywilny nie ma dla mnie zadnego znaczenia, wiec nawet nie ma opcji.  Nie wpakuje się prawnie w cos takiego. Jedyne na czym mi by zalezalo to wlasnie taki, który jest jeden jedyny i na zawsze. Bo to ma dla mnie znaczenie. A nie cywilny, który widać tylko w dokumentach a który rozwiazuje się szybciej niż zawiazuje.

Co Ty opowiadasz. Jak widac na zalaczonym obrazku niektorzy nie maja problemu isc do oltarza z zamyslem rozwodu, majac nawet dziecko - wiec ani slub, ani dziecko niczego nikomu nie gwarantuja.

Rozumiem, ze jestes bardzo wierzaca. Ale w takim razie nie rozumiem, czemu w ogole weszlas w ten zwiazek wiedzac, jaka pan ma przeszlosc I slub koscielny, skoro to bylo / jest dla Ciebie takie wazne?


dinkaa napisał/a:

Ale to jednak zawsze będzie jego corka ever after. Czyli zawsze bardziej rodzina niż taka ja z doskoku.

Troche dramatyzujesz moim zdaniem. Zeby byc jego "bardziej rodzina" musialabys byc jego corka wink Bo (ex) zona to nie rodzina podobno wink


dinkaa napisał/a:

  I nie, nie porównujmy przygod lozkowych do dziecka. Rozne rzeczy robiłam w zyciu ale moje wcześniejsze zycie nie ma na niego zadnego wpływu. A w druga strone już owszem

Roznica jest jedynie w tym, ze Twoj facet mial odrobine miej szczescia niz Ty I zaliczyl wpadke przy pracy. Tobie sie to nie moglo przytrafic?



Mam nadzieje, ze ten psycholog pomoze Ci to wszystko poukladac, bo po co masz meczyc tak siebie i jego. Woz albo przewoz. Zycie jest za krotkie na takie szarpanie niewiadomo o co.

Corka jest I on jej nie wymaze gumka myszka. Gdyby nawet mu sie to udalo, to zostaje ten nieszczesny slub koscielny. OK, wsiada w wehikul czasu i nie ma slubu koscielnego - ide o zaklad, ze na bank wymyslisz cos nowego wink

7,173

Odp: Być drugą i macochą

troche checi i kasy i koscielnego tez nie ma. W tym przypadku przynajmniej

Nie. nie jestem wirzaca. Nawet wcale. Ale koscielny to dla mnie cos co ma symbol. symbol taki, ze jak sie go zrobi normalnie to jest niewymazywalny. Niczego innego nie potrzebuje, bo z prawnego stanu wolnego rezygnowac bez sensu nie chce. Symbol chociazby tego ze to ona jest zona - nawet ex ale zawsze i zawsze bedzie. A ja bede.... konkubina? partnerka? no ogolnie kims takim, kto w zasadzie jest a pozniej go nie ma. i tyle z historii

tak zaliczyl wpadke. nie oceniam i nie wnikam. Ale to jego zycie i jego wpadka. Ja tez przeciez swieta nie jestem i nie ukrywam - sama wpadke zaliczylam.
Za mna sie nic nie ciagnie bo tak wybralam. On wybrał inaczej. Nie widze tutaj gorszego czy lepszego rozwiazania.

Ale fakt... jakkolwiek go kocham i uwielbiam nie umiem sie odnalezc w takiej sytuacji. Czytam tutaj posty i opowiesci i dobijam sie do reszty. Nie chce zeby moje zycie tak wygladalo.
On za 2tygodnie przyjezdza do PL. Juz na zawsze i mialo byc ze do mnie. Dlatego czuje sie w potrzasku. Niech ten psychiatra kurde da mi sile na "w te albo we wte"

moze tez gdybysmy porozmawiali.... a ja ciagle slysze tylko o wielkiem milosci i ze jemu by to nie przeszkadzalo....w kolko i w kolko

7,174

Odp: Być drugą i macochą

No teraz to juz w ogole Cie nie rozumiem - skoro nie jestes wierzaca, to na kiego tak sie upierasz przy tym slubie koscielnym??? Dziwne masz myslenie powiem Ci. Zalezy Ci bardziej na slubie koscielnym, czy na tym konkretnym osobniku, ktorego podobno kochasz i uwielbiasz?

A moze to chodzi o to, ze on tu wraca na stale, z kasa niewesolo - jak wnioskuje z Twoich postow. Czemu nie zostaliscie obydwoje za granica?

Dzis psychiatra? Powodzenia, napisz jak bylo.

7,175

Odp: Być drugą i macochą

1)    Jak mowilam – slub ma dla mnie znaczenie symboliczne i tyle. Nie mam potrzeby biegania po urzędach, bo taki slub nie ma absolutnie zadnej wartości. Za to ten drugi ma i jest symbolem tego ze masz jedna, jedyna szanse i oddajesz ja drugiej osobie. Wiedzac ze już never-ever. Zwlaszcza ze jak mowie – zona będzie zona. Czy ex czy nie ex. A ja mam być na zasadzie…. Kogo? „dziewczyny” – bo tak się do mnie K zwraca.
2)    Po co wracaliśmy? Ja wracałam do swojego zycia. Z własnej potrzeby, wyjechałam tam na 4miesiace (wtedy się poznaliśmy) dawno temu. Pozniej zawiesiłam wszystkie swoje rzeczy i dostosowalam cale zycie do tego żeby jakos o to walczyc. Wyjechalam bo mnie potrzebowal. Zdecydowanie nie dla przyjemności i bardzo dużo mnie to kosztowalo. Ale tez jest granica do której możesz trzymać zycie w zawieszeniu. Dlatego wrocilam prawie rok temu i staram się jakos to swoje zycie tutaj skladac. On wraca po 12latach. Wraca do mnie, chociaż od samego dnia pierwszego mowilam ze powinien dla siebie. Emigracja mu wyszla tak, jak znacznej części ludzi…. Czyli średnio. Wraca i dobrze dla niego ze wraca.
3)    Kasa – kasa jest problemem, chociaż nie z mojej strony. Nie mam absolutnie problemu w kwestiach inwestycji w siebie. Powinien isc do szkoły, musi porobić kursy, musi znaleźć jakas prace. Ja to wiem i wiem ze na początek będzie ciężko. Ale panicznie się boje tego, ze ja będę zaciskac pasa dla niego. A na koniec on mi rzuci szkole bo corka będzie potrzebowala cos tam.
4)    Ja się serio czuje z tym zle. Ja wiem ze nie powinnam była się nigdy w to wkrecac. Bo wiedziałam itp. Ale to było daleko od zycia. W UK zycia nie było. To ze on tam wyslal kase na dziecko nie miało wpływu na nic. Ani nie było jakichś większych potrzeb ani problemu z podstawowymi. Temat corki ograniczal się do poziomu pogadania na skype czy fb i nie miał realnego wpływu na moje zycie. I ja glupia skupiłam się tylko na „ty i ja”. A teraz on przyjezdza i do mnie dotarlo ze to nie będzie tylko „ty i ja”.
5)    Problem bardzo się rozkrecil jakies pol roku temu. Od tej pory jest ciagle „ ale z czym ty masz problem, wiedzialas 2lata temu, ale milosc, ale jak tak możesz, bądź ze mna, jesteś najwazniesza, bądź taka jak kiedyś”.  On przyjechal tutaj 2razy z czego raz wywaliłam go z domu i wyslalam do jego rodziny. Ja byłam tez tam. Rozmowa?Bylo pocieszanie i w/w teksty kiedy mi się ulewało i wpadałam w histerie. Bez tego, udawanie ze wszystko jest ok. bo skoro ja się uśmiecham to temat nie istnieje. I wszystko jest ciagle….”ja to zalatwie, tylko bądź ze mna. I bądź taka jak kiedyś….”

Taak….. psychiatra będzie dzisiaj.  Byle do tej 20wytrwac……


P.S. Dzieki ze do mnie piszesz bo ja serio. Szczerze mowiac jakos w dziwny sposob to pomaga smile

7,176

Odp: Być drugą i macochą

Ciesze sie, ze pomaga smile Moze piszac tu na forum poukladasz sobie w glowie, co chcesz powiedziec na dzisiejszej wizycie.


Mowiac "prawdziwe zycie w Polsce" masz na mysli znajomych i rodzine? Boisz sie, co powiedza na Twoj zwiazek z rozwodnikiem z dzieckiem, bez slubu koscielnego?

Odwazna decyzja z jego strony, zeby wrocic do Polski i zaczynac wszystko od zera praktycznie. Moze przytlacza Cie odpowiedzialnosc, bo on twierdzi, ze robi to dla Ciebie, a Ty wcale nie jestes pewna, co z tego wyjdzie? Nie mysleliscie, zeby raczej budowac swoje zycie w UK? Nie chcialas tam zostac z nim na stale?

Czyli on za te 2 tygodnie wprowadzi sie do Ciebie? A corka mieszka w tej samej miejscowosci co Ty? Przepraszam, ze tak sie dopytuje, ale chce jak najlepiej zrozumiec Twoja sytuacje.

7,177

Odp: Być drugą i macochą

Ja nigdy typem emigranta nie bylam. Nie chce wyjezdzac. Mam jakies swoje zyciowe ambicje i nie chce ich przekreslac. Poza tym, to tez nie jest tak ze on tam ma jakas zawrotna karierę. Po prostu zyje w wersji ultra podstawowej, z tym ze go stać na dziecko. To tez nie jest poziom do którego ja daze i na jakim poziomie chce zyc. Poza tym UK jest moim znienawidzonym państwem  szarym i miałkim 
Co do tej prawdziwości zycia… tak. Wstydze się jego zony i dziecka. Wstydze się jak zaraza. Ale mniej niż przed znajomymi wstydzę się przed sobą. 
I tak…. Czuje ogromna presje zwiazana z tym wszystkim. Bo wszystko fajnie, smiesznie ale chyba nie do końca zdawalam sobie sprawę w co się pakuje. Dotarlo do mnie w sierpniu…. Z tym ze wszystkie moje obawy były w zasadzie spychane – milosc, milosc, milosc (serio, rzygam jak slysze wyraz na „m”), ulozy się… teraz sa ważniejsze problemy. I ja wiem, ze on przyjezdzajac i walcząc o kursy, szkoły, prace itp. tez nie będzie miał czasu się nimi zajac. I tak w zasadzie zostałam sama z „musisz sobie z tym poradzić”(to moje słowa). Bo przecież związek z cudzym dzieckiem i zona jest najnaturalniejsza sprawa na swiecie. 
Moja siostra zyje bez slubu, dzieci itp. Tak zdecydowali i tak maja. Sa tylko i wyłącznie dla siebie bo sa dla siebie rodzina. Tutaj to nie jest tak samo. On zawsze będzie miał swoja corke, swoja zone. W kwestii zony on miał wybor a ja jestem go pozbawiona. On może powiedzieć: niiieee małżeństwo jest do kitu. Probowalem . w sumie tak mi mowil na początku – nie popelnia się 2razy tych samych bledow. Ja mogę powiedzieć…. Nie miałam wyboru…W kwestii dziecka, to to on zawsze będzie miał rodzine. Będzie miał zawsze mnie + osobe dla siebie najwazniejsza. Ja będę miała kogo?
Druga siostra ma nieślubne dzieci, zwiazala się z facetem, który tez ma dziecko z poprzedniego małżeństwa  i jest git. Się poszarpią o to czasami ale tez każdy jest na tej samej pozycji.
A tutaj? Ja już serio myslalam o tym, ze kurde…. Zrobmy. Za jakies 2-3 lata planuje zrobić zmiane w pracy, będzie wtedy chwila. Machnie się, posiedze w domu z pol roku a reszte niech on bierze urlop i niech siedzi. Ale później się lapie…. Przecież to głupie. Ja ani dzieci nie lubie ani nie chce mieć. Tzn chciałabym, jak już będę stara i znudzona. Ale biorac ta cala sytuacje ja czuje wlasnie ta presje. Ze zawsze będzie jego rodzina + ja.
Już nawet nie wspominam, ze sporo terapii by mnie czekalo, zebym miała z nim jakies ciaze przezywac. Nie chce miec nic wspólnego z jego zona, wiec tu by mnie skrecalo jakakolwiek opcja porównania. Nawet taka nigdy nie wypowiedziana. Wiem, ze irracjonalne ale serio…. o 17letnich cpajacych matkach mam zdanie takie a nie inne i … no kurde ciężko.
Co do lokacji… Jestesmy obydwoje z jednego Wroclawia. Jego zona z corka lata temu wyprowadzily się do Opola (chociaż corka mimo ze prawie 18letnia praktycznie na każdy weekend jeździ do dziadkow bo nie umie sobie koleżanek znaleźć ). Ja na kolejne kilka lat zamieszkałam w Krakowie. Za jakies 2-3lata wracam do Wrocka. Czyli corka mieszka teraz idealnie pośrodku.

7,178

Odp: Być drugą i macochą

Jejku....wiesz że ja tu w paru postach powiedziałam więcej niż przez pół roku codziennych awantur?
"Przecież ja codziennie byłem"
Tak....opowieściami o kolorze moich majtek czy skarpetek
Każdy mój tekst był zbywany "Ale ja Cię kocham nad życie, dla Ciebie wracam, bądź wreszcie taka jak kiedysto, bądź wreszcie sobą, bądźmy wreszcie razem"
Ciągle miałam wrażenie że on mnie nawet nie słucha bo "kocham Cię" było odpowiedzią na wszelkie pytanie.
Mówię:Masz dziecko na utrzymaniu, ani zawodu  ani pieniędzy. Usiądź i zrób ta cv żeby łatwiej pracę znaleźć..... pierwsza ja zrobiłam. Teraz trzeba poprawić... Od pół roku....
Zasiłek.....żona złożyła 4lata temu...niech sama sobie załatwia.
Rozwód? Załatwię.....
.....
...
Do mnie nigdy nie dotrze dlaczego ja w tym dalej trwam

7,179

Odp: Być drugą i macochą

dinkaa, a czy Ty nie masz wrażenia, że facet chce na Tobie jakby "zawisnąć" ? W znacznym stopniu zrzucić na Ciebie odpowiedzialność za własne życie ? Chce być "zaopiekowany" i szuka ciepłego kąta oraz kandydatki na stanowisko opiekunki. Przyznam, że zupełnie się nie dziwie Twoim obawom i sądzę, że Ty podskórnie również to wyczuwasz. Myślę, że w pewien sposób czujesz się za niego i jego decyzje o przeprowadzce odpowiedzialna (bo niby to dla Ciebie)  stąd masz problem, żeby się z tej relacji wycofać. Myśl o sobie, bo on o Tobie nie pomyśli... chyba, że interesuje Cię życie samą miłością wink

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

7,180 Ostatnio edytowany przez dinkaa (2017-01-25 23:05:28)

Odp: Być drugą i macochą

nie wiem czy masz ceftyfikat wrozki ale serio podziwiam, ze z takiej niewielkiej ilosci informacji wyciagnelas tyle....

bycie opiekunka.... zanim przeszlo na histerie o zonach i dzieciach to byl moj podstawowy tekst. ze czuje sie jak jego matka, ktora chodzi i pilnuje ale ktora sie spuszcza na drzewo tekstem "tak, tak zrobilem"

badz taka jak bylas, taka cie pokochalem, badz tam dla mnie.....

ooo tak .... "bądź tam dla mnie" to chyba nawet częstsze niż wszystko inne.
A ja chodze z wyrzutami sumienia, że faktycznie on ma teraz dużo stresów a ja się rozklejam....

jestem po lekarzu.....

lekarz ze mna pogadal, popatrzyl, zlapal sie za glowe i pierwsze co, to powiedzial ze powinnam polozyc sie w szpitalu na conajmniej 2tygodnie.....
radosnie dorobilam sie bardzo ciezkiej depresji i nerwicy lękowej......
od jutra tabletki szczęścia i jakoś to będzie. Teraz tylko wykopać spod ziemi kase na terapie z psychologiem

szczerze to wielkie dzięki dziewczyny.... potrzebowałam miejsca żeby się wygadać i gdzie nie będzie" jessu jessu jak śmiesz mieć takie problemy. jesteś złym człowiekiem, bo jak się kocha to w całości"

7,181

Odp: Być drugą i macochą

Zanim wydasz pieniądze na prywatne terapie, sprawdź na co możesz liczyć  z kasy chorych.  W poradniach zdrowia psychicznego finansowanych z kasy chorych też prowadzone  są terapie smile

Napiszę Ci tylko jedną rzecz... pamiętaj, że nie jesteś odpowiedzialna za cały świat smile Naucz się kochać siebie i dbać o własne interesy bez poczucia winy. To naprawdę nie grzech wink Póki co masz w planach uwięzienie siebie samej... ja bym się poważnie nad tym krokiem zastanowiła, bo będzie to  krok wybitnie destrukcyjny. Nagniesz się na jakiś czas... ale to i tak czkawką Ci się odbije... tyle, że agonię związku rozciągniesz w czasie. Myślę, że chciałabyś partnera, a póki co stworzyłaś  związek z dzieckiem. Wy macie się wspierać na wzajem, a nie wisieć na sobie. On oczywiście ma prawo nie dorosnąć nigdy, ale Ty masz również prawo nie chcieć związku z takim partnerem. Odnoszę wrażenie, że Ty go nieustannie próbujesz ratować i sądząc po jego czynach ( albo raczej ich braku wink ) jakby wbrew jego woli... Daj mu spokój. Niech sobie chłopak żyje jak lubi wink

Nie da się przeżyć życia tak, żeby nigdy nikogo nie zranić. Szczerość może być bolesna, ale dopóki jest właściwa i pozbawiona złośliwości, to nie ma potrzeby, byś musiała czuć się z tego powodu winna. Uważam, że powinnaś otwarcie mu powiedzieć dlaczego nie widzisz z nim wspólnej przyszłości... że ta relacja jest dla Ciebie toksyczna. I te  jego teksty mające na celu wzbudzenie u Ciebie poczucie winy... "bądź taka jaką cię pokochałem"...  Czyli siedź cicho,uśmiechaj się mile, nie poruszaj niewygodnych tematów, bo przez Ciebie i Twoje gadanie wszystko się psuje... Masakra jakaś... wink

"Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,  nie obleka tego faktu w słowa"

7,182

Odp: Być drugą i macochą
Volver napisał/a:

"bądź taka jaką cię pokochałem"...  Czyli siedź cicho,uśmiechaj się mile, nie poruszaj niewygodnych tematów, bo przez Ciebie i Twoje gadanie wszystko się psuje...

Zapomnialas o najwazniejszym - "i pokochaj moje dzieci jak swoje" wink

O tak, ja tez pare razy uslyszalam, ze sie zmienilam i ze juz nie jestem taka jak na poczatku. No nie jestem, bo zaczelam prosto z mostu mowic, co mi sie nie podoba i nie lykac wszystkiego jak mlody pelikan, zeby misia nie zranic.

Wychodzi na to dinkaa, ze tak naprawde to nie chodzi ani o ten slub, ani o corke czy zone, tylko o to, jakim on jest czlowiekiem - prawda? Sprawiasz wrazenie bardziej ogarnietej od niego, mimo, ze jestes mlodsza i to pewnie Ty bedziesz ciagnac caly ten kram jak pan sie zwiezie z majdanem za dwa tygodnie.

No i co Ty o tym wszystkim myslisz po wizycie u psychiatry? Masz juz jakis plan, co z tym dalej zrobic?

Posty [ 7,145 do 7,182 z 7,626 ]

Strony Poprzednia 1 187 188 189 190 191 201 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016