Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Polecam Wam dziewczyny artykuł, który nieco powinien nam wszystkim zdradzonym ,pomóc nieco zrozumieć..choć wiadomo , ze każda za nas to odrębny kosmos!!!
http://www.zwierciadlo.pl/zycie-wewnetr … -meza.html
Offline
Droga Luizo37, nie straram sie zrozumiec MOJEGO MEZA, tylko stram sie ZNALEZC PROBLEM w naszym zwiazku i uwierz mi bardzo bym chciala, bo pomoglo by mi to choc odrobine winic siebie, a nie cala zlosc i zal przelewac na niego. Przeczytalam w/w artykol i w naszym zwiazku nie bylo nudy, stagnacji, traktowania kogos jak stary wygodny mebel, nie moge sie doszukac ani jednego symptomu wymienionego w tym artkule. Bylismy najzdrowszym malzenstwem, chyba ze zmeczylo go moje wsparcie, gotowosc dzielenia z nim trosk, nasza bliskosc, zrozumienie, gotowosc sluzenia w kazddej mozliwej sprawie i chwili, jak w kazdym zdrowym zwiazku. Wiec nie dziw sie, ze szukam. Mam isc do terapeuty i powiedziec, ze maz mnie zdradzil, bo czul sie dobrze i bezpiecznie? On sam nie umie znalezc powodu. Instynkt, no coz to jest cos charakterystycznego dla zwierzat raczej. Nie wierze, ze tak po prostu moze czlowieka zamroczyc, ze nie wie, co robi. W koncu po to mamy rozum, zeby go uzywac.
Offline
Nie wiem co można na to wszystko napisać, po prostu współczucie, ale ze swojej strony 3maj się!
Offline
Witaj Aga,
Ja tez ciagle szukam odpowiedzi na nurtujace mnie pytania i ciagle nic. To znaczy,teraz jest jedna,bardzo wygodna odpowiedz na wszystko:" jestem chory".
A to doprowadza mnie do furii!
Tak,jak pisalas,czlowiek ma rozum,zeby go uzywac.TYLKO TEN CZLOWIEK MUSI , CHCIEC tego rozumu uzyc!!!
Za mna kilka fatalnych dni.Dalej "lece" z wagi,dalej nie jem i nie spie.
U pracy,szef zasugerowal wizyte u lekarza,bo jak stwierdzil ,nikne w oczach.
W sobote pojechalam odwiedzic przyjaciolke(jedyna,ktora wie o calej sprawie),wypilysmy troche wina,a on przyjechal mnie odebrac.
Kobieto,co za jatka.Jak ona na niego "wsiadla"
Wyzwala go od najgorszych,za to ,co mi zrobil.Powiedziala,ze jest skonczonym, egoistycznym narcyzem i najlepiej byloby,gdyby sie zabil, ale do tego potrzeba jaj,ktore on zostawil w burdelu!!!
On oczywiscie,nie pozostal jej dluzny.Ten mecz na wyzwiska mogl trwac dobre 40ci mniut.I zgadnij,co ja robilam
w tym czasie? NIC. Siedzialam i sluchalam.Teoretycznie,powinnam byla zajac jakies stanowisko,albo stanac po stronie
meza.Ale tego zrobic nie moglam,bo ona uswiadomila mi, z kim naprawde mam doczynienia.
Doszlo do tego,ze wywalila go z domu.
Urazony,wstal od stolu i zazadal,zebym natychmiast z nim wyszla,a jak nie,to mam do domu wrocic pociagiem(bylo po 11tej).
Wrocilam w niedziele,a jego juz nie bylo(znow wyjazd do Danii).
Od tego czasu zamienilismy moze pare zdan.
Ale wiesz co? ja chyba przejrzalam na oczy i wiem,ze moja droga z nim dobiegla konca.
W przyszly wtorek mamy zabukowana (moze ostatnia) sesje z terapeutka.Pojde tam z nim,z tak prozaicznej przyczyny,ze slono za to placimy.
Ja sie poddalam.A najgorsze jest to,ze to ja place najwyzsza cene,za jego nieumiejetnosc trzymania fiuta w gaciach!
Wiesz,jak ja marze o tym,zeby poprostu,zwyczajnie moc sie usmiechnac?
Nie wiem,co bedzie dalej,gdzie i w jakim stanie rzuci mnie los.Ale gorzej juz byc nie moze.
Mam nadzieje,ze u Ciebie to wszystko ma jakis lagodniejszy przebieg i ze znajdziesz na tyle sily,cierpliwosci,milosci
i samozaparcia,zeby wybaczyc.
Aga,
wiesz,co mowia- najlepiej sie uczyc na cudzych bledach.
Ucz sie na moim; przestan sie zadreczac i nie pytaj "dalczego",bo doprowadzisz sie do obledu!!!
Pozdrawiam goraco i trzymam kciuki
Offline
Kochana Malino, dzieki Bogu odezwalas sie. Jasie nie mog pozbierac, a co mowic o Tobie. Takie bomby wybuchajace nagle i niespodziewanie sa najgorsze. Moj maz jest taki kochany, taki zgodny, usluzny, czuky, jak nie moj maz. Zadaje sobie ciagle pytanie z kim zylam przez 18 lat i z kim zyje teraz? Ktory jest prawdziwy, ktorego kocham i ktorego chce? Dziewczyny pisza, ze instynkt, ble, ble.... Co to znaczy instynkt? Czy mam dziekowac Bogu, ze nie mamy corki, bo gwalcilby ja co noc? I tak w kolo. Dzisiaj cos wspomnial o jakichs odleglejszych planach. Po prostu powiedzialam, ze nie patrze tak dalego w przyszlosc, bo nie wiem, kiedy znow odezwie sie w nim kryzys wieku sredniego i kiedy znow zacznie sobie udowadniac swoja meskosc. Prawie sie rozplakal. Moze to okrutne z mojej strony, ale juz nic nie jest takie samo.
Wiem po sobie, ze z czasem wspomnienia nie sprawiaja tyle bolu,ze przychodzi taki dzien, najpierw jeden, kiedy mozg juz po prostu sam nie chce przetwarzac wszystkiego jeszcze raz, potem sa dwa takie dni, za jakis czas tydzien, potem dwa. Ja jestem na tym etapie. Ale kiedy wspomnienia wracaja z cala ochyda smutnej rzeczywistosci, to az kolana sie uginaja. Ale powoli zaczynam sie usmiechac, narazie bardzo niesmialo i rzadko. Wszystko co robie, co mowie do meza wydaje mi sie takie obludne. Ty z pewnoscia bedziesz potrzebowac duzo wiecej czasu, a jak zdecydujesz sie ostatecznie na rozstanie, tym bardziej bedzie to trudne.
Podobnie jak Ty, jestem bliska obledu, choc moze powoli wchodze w faze wycofania i zobojetnienia. Boje sie, wpadne w jakies bledne kolo. Czasem zdaje mi sie, ze moj maz mysli, ze ja po prostu udaje, ze nie uswiadamia sobie, co sie ze mna dzieje. I ze w koncu popchnie mnie to do tego, zeby odwdzieczyc mu sie tym samym. To sa takie drobniutkie procesy, ktore nieustannie zachodza w mojej swiadomosci. Dzis mam gorszy dzien, i wciaz sie zastanawiam,czy jeszcze kiedys bedzie naprawde dobrze. Moze nie tak jak wczesniej, ale chocby dobrze, zeby wspomnienia nie wracaly, zeby czuc tylko czysta milosc bez podstepnych mysli, ze PRZECIEZ ON TO ZROBIL.
Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie, na ile to mozliwe jestem z Toba i z calego serca zycze Ci spokojnej nocy i jeszcze lepszzego dnia
Offline
Stokrotne dzieki Aga.
Potrzebuje spokoju i potrzebuje snu, a sama sie "nakrecam".
Gdzies gleboko,jeszcze tkwi odrobina uczucia( juz nie nazywam tego miloscia-zbyt gornolotne).
A moze ja poprostu myle milosc z przyzwyczajeniem?
Odpowiedz negatywna-kochalam go bardziej niz siebie sama i to chyba doprowadzilo mnie do zguby.
Byl calym moim swiatem i kims,na kim( tak myslalam)moglam polegac w kazdym wzgledzie.
Swietnie to ujelas: "Zadaje sobie ciagle pytanie z kim zylam przez 18 lat i z kim zyje teraz? Ktory jest prawdziwy, ktorego kocham i ktorego chce? "
Ty,przynajmniej zadajesz sobie pytanie,ktorego kochasz.Ja doszlam do sciany i,niestety,zadaje sobie pytanie,czy kogos takiego jak moj maz, mozna kochac.
Aga,
ja zwyczajnie zaczynam sie bac.....
Co on jeszcze ukrywa,czego mi nie mowi,KIM ON JEST NAPRAWDE
BOJE SIE PRZYSZLOSCI, a terazniejszosc tak cholernie boli.
Wiesz,co mowia: jak dotkniesz dna,to jedyne,co mozesz zrobic,to sie od niego odbic,albo na nim poledz.....
Ciekawe,co bedzie moim udzialem.
Aga,
trzymaj sie,bo powoli wychodzisz na prosta. I tak trzymac.Wycierpialas juz swoje.
Jak go kochasz,sprobuj zapomniec(wybaczyc, to juz wyzsza szkola jazdy).
Daj Wam szanse........(przeciez zawsze pozniej mozesz zmienic zdanie).
Raz jeszcze,dzieki za wsparcie,slowa otuchy i za to,ze moge na Ciebie liczyc.
Dobrej nocy i do uslyszenia
Offline
Na pewno nie polegniesz na dnie. Moze na chwile oslabniesz ale tylko po to, zeby zlapac gleboki oddech i wyplynac. Wierze, ze niedlugo i do Ciebie przyjdzie spokoj, ot prosty zwyczajny spokoj na pograniczu z obojetnoscia, ktory pozwoli Ci odpoczac i zebrac sily. Ja tez mialam chwile, ze myslalam, ze juz oszalalam. Wciaz jestem bliska szalenstwa, kiedy wspomnienia wracaja, ale coraz latwiej jest mi je wypedzic z glowy. To dziwne, jak taka wielka, zdawaloby sie niezniszczalna, milosc jest krucha. Myslalam, ze bedzie dla mnie opora do konca zycia, a dzisiaj juz wiem, ze tak naprawde moge polegac tylko na sobie.
Kiedys wydawalo mi sie, ze kochajac tak bardzo niemozliwym jest, zeby chocby myslec o kims innnym, a co dopiero miec jakis intymny kontakt. Widac jednak, ze to jest bardzo proste. Co poniektorych wrecz kreci, co nowe i nieznane.
Offline
Kochana Malino, dzisiaj ja jetem w dziurze tak ciemnej, ze juz ni moge oddychac. Bez powodu zaczelam klotnie, ktora ciagnelam cala noc, chyba nie ma wyzwiska ktorego bym nie powiedziala i uslyszala. Wzystko mi sie rozpadlo, aj nawet nie wiem, czy mamochote cos z tym zrobic. Moj maz jest w trasie, a ja cala noc sle mu zdjecia tej kretynki, jakies glupie smsy. Serce mam tak scisniete, ze nie moge oddychac. Ja tego po prostu nie udzwigne
Offline
Aga,
z jaka przykroscia czytam,co piszesz i tak strasznie mi Cie zal......
Wiem dokladnie,przez co przechodzisz.U mnie jest tak samo.
Wiem,ze zmagasz sie z tym dluzej niz ja.
Po tych siedmiu miesiacach,naprawde myslalam,ze bede w stanie to jakos okielznac,ale sie przeliczylam.
To swinstwo na dobre zadomowilo sie w mojej glowie i ni z cholery nie moge sie tego pozbyc.Wraca z potrojna sila,w momencie,kiedy najmniej tego potrzebuje.
My tez po potwornej awanturze,bo powiedzialam mu,ze nie wierze w ani jedno jego slowo.A to podzialalo jak plachta na byka.........Widocznie nie powiedzial mi wszystkiego,skoro tak zareagowal.
Kochana,ja tez jestem u kresu sil.
Agus,
naprawde nie wiem,jak Cie podniesc na duchu.Ja probuje modlitwy i czekam na cud.
Zalaczam modlitwe do Sw.Rity,patronki rodzin i spraw beznadziejnych.
Modlitwa do św. Rity
Pozdrawiam cię święta Rito, napełniona miłością i pokojem, przykładzie każdej wszelkiej cnoty, wierna uczennico Chrystusa. Pomóż nam, patronko rodziny i przebaczenia, uwierzyć, że dla Boga wszystko jest możliwe i wspomagaj nas w każdej potrzebie. Amen
Wiesz,ze w kazdej chwili mozesz na mnie liczyc.
Trzymaj sie i jesli mnie potrzebujesz,pisz.....
Glowa do gory!!! Damy rade!!!!
Offline
Kochana Malino, mam nadzieje ze czujesz sie choc troche lepiej. U mne calkiem niezle, po kazdym szalenstwie jest lepiej. Postanowilam zapomniec, wyrzucic z pamieci, zaczac zyc dniem dzisiejszym, by moc budowac nowe lepsze jutro. Dziekuje Ci za modlitwe, nieraz zwracam sie do Boga poddajac sie Jego woli. Mam nadzieje, ze powoli zaczne odzyskiwac dawny spokoj, zwlaszcza, ze mam wciaz wiecej i wiecej milosci mojego meza. Musialby byc naprawde dobrym aktorem i wytrwalym.
Kochana, z calego serca zycze Ci, abys i Ty odnalazla swoj spokoj. Mam nadzieje, ze sie wszystko pouklada, napewno sie pouklada. Damy rade
Offline
Aga,
nie masz pojecia,jak sie ciesze,ze wyszlas ze smugi cienia i wchodzisz w swiatlo!!!
I tak trzymac!
Byliscie szczesliwi przez tyle lat i wierze,ze tyle jeszcze przed Wami.
Wiesz,ze on Cie kocha,bo udowodnil to tyle razy.Ty jego tez,bo przeciez w dalszym ciagu jestescie razem.
Prosze Cie,
nie zawracaj sobie glowy przeszloscia
Bylo-minelo i juz......
Kochana, zycze Wam wszystkiego dobrego,wytrwalosci,milosci,wzajemnego wsparcia, masy czulosci i wzajemnej tolerancji.Z calego serca,zycze Ci,zeby Wasz zwiazek podniosl sie jak Fenix z popiolow i kwitl.
Aga,
wierze,ze wyszliscie na prosta i prosze, zebys zawsze miala w sobie te pozytywna energie i optymizm.
Trzymam za Was kciuki.
U mnie kiepsciutko,ale nie zamierzam Cie teraz dolowac.
Masz racje,wszysto,predzej czy pozniej,jakos sie pouklada.
DAMY RADE!!!
Spij spokojnie i mam nadzieje do uslyszenia
Offline
Kochan, ciezko mi czytac o tym, ze u Ciebie kiepsko, ale tez i dostalas niemaly wor kamieni na plecy. Wlasnie przed sekunda dotarlo do mnie, ze caly ten czas poswiecony na rekonwalescencje po takim traumatycznym wydarzeniu, to jest stracony czas, ja juz go tyle stracilam, dom, praca, szkola, dzieci. Najgorzej w szkole, bo zaczynaja sie egzaminy, a ja dopiero teraz widze ile musze uzupelnic.
Naprawde nie wiem,co zrobilabym na Twoim miejscu, nie wiem ile czasu trzeba, zeby po czyms takim moc spojrzec trzezwo na swiat. I wciaz czkac na jakas bombe. Jedynie mam nadzieje, ze czas usmierzy Twoj bol, zlagodzi cierpienie i pozwoli nabrac dystansu.A ty sama sprubuj marnowac go jak najmniej, bo nie mlodniejemy z kazdym dniem. A moze zamykajac sie na zycie w tej wlasnie jednej krotkiej, ulotnej chwili tracimy cos cennego, nieuchwytnego, cos co mogloby uczynic nasze zycie jeszcze bogatszym, lepszym.
Czesto korzystam z madrosci La Que Sabe. To chyba ona napisla kiedys, ze kazdy z nas dostaje taki krzyz jaki moze uniesc. Bardzo mi sie to spodobalo. Nieraz sobie to powtarzam, ze skoro juz dostalam ten balast to musze go przyjac i dzwigac a z czasem napewno stanie sie tylko lzejszy a byc moze kiedys zmieni sie w blogoslawienstwo, dzieki ktoremu moje malzenstwo przetrwa a nasz zwiazek stanie sie tylko pelniejszy, trwalszy, bardziej dojrzaly. Moze pomimo tego potwornego bolu jaki przezywasz, chorej bezsensownosci tego, co sie stalo, wciaz jest cos,co warto ratowac miedzy Wami, co Was jeszcze bardziej zblizy do siebie a nie podzieli.
Co bys nie zrobila, nie postanowila, zawsze jestem tu, wiec pisz ilekroc bedziesz czula, ze choc troche Ci to pomoze
Wstaje nowy dzien, aby przyniosl Ci cos dobrego.
Offline
Aga,
jak dobrze,ze jestes.
Za kazdym razem,kiedy czytam Twoje posty,znajduje w nich cos budujacego.
Wiesz,az Ci zazdroszcze,ze znalazlas w sobie tyle sily i determinacji,zeby sie "pozbierac".
I masz calkowita raje,zmarnowalysmy juz i tak zaduzo czasu i energii.....
Ciesze sie niezmiernie,ze dalas Wam szanse i gleboko wierze,ze sie uda.
Ja mialam dzisiaj "dzien znieczulenia"(tak nazywam dni,kiedy to wszystko ani mnie parzy,ani ziebi.Taki anastetyk.
Tak bym chciala,zeby tak zostalo juz zawsze.......
Aga,nie wiem,czy to cos miedzy nami ma jeszcze jakakolwiek szanse na reanimacje i powrot do zycia.
Czasem wydaje mi sie,ze moze....,a potem dzwoni moja przyjaciolka i kladzie mi do glowy kawalki typu:
"uciekaj dziewczyno od tego s......la,zatrzasnij za soba drzwi i sie nie ogladaj".
Wiec w dalszym ciagu wiem,ze nie wiem,co zrobic.
Zdaje sobie sprawe,ze bedziesz zajeta(egzaminy) i dla tego jestem Ci jeszcze bardziej wdzieczna za to,ze moge na Ciebie liczyc i do Ciebie napisac.
Raz jeszcze,dziekuje i powodenia na egzaminach.
Mam nadzieje,ze jutrzejszy dzien przynajmniej nie bedzie gorszy od dzisiejszego,a to juz bedzie maly sukces.
Tobie rowniez zycze udanego dnia
Offline
Nie wiemco Ci napisac.Jestem popaprana idealistka i to mnie gubi a moze ratuje. Odpowiedz czy jest jeszcze jakis sens, czy jest jeszcze cos co warto ratowac, reanimowac, odbudowywac, wskrzeszac, przywolywac spowrotem do zycia i pielegnowac, znajdziesz tylko w sobie samej. Kolezanka, nawet najlepsza Ci nie pomoze i nie powinna Ci dawac takich rad. Raczej powinna Cie wspierac i pozwolic podjac decyzje Tobie, bo to Twoje zycie, to ktore juz przezylas i to, ktore wciaz jest przed Toba. Ja osobiscie tysiace razy robilam bilans dobrego i zlego, i jak bym nie wymyslala po stronie dobrego zawsze bylo wiecej i to duzo wiecej. Nie ma co ukrywac, w sercu tkwi zadra wielka jak palac kultury, i pewnie dlugo bedzie tkwila, byc moze do konca zycia, ale moze wlasnie ten bol jest cena za nadmiar dotychczasowego szczescia?
NieuwWazasz, ze ten popaprany swiat zmierza w kierunku samozglady? Mezczyzni bez zasad, szukajacy uciech, bez moralnych kregoslupow, odpowiedzialnosci, szukajacy uciech, kobiety sprzedajace swoje ciala w kazdy mozliwy sposob, bez szacunku dla siebie i innych, jakby prowadzily jakas chora gre, ktora zaliczy wiecej facetow, a najlepiej zonatych. Jesli zostawimy to, co mamy, jaka mamy szanse na znalezienie kogos normalnego? Moze to wlasnie ci nasi, sa w miare normalni wsrod nienormalnych?
Wiem, ze w Twoim przypadku bylo inaczej, ze to nie byla jedna, ale tak naprawde zadna z nich nie miala twarzy, tak ze to moglaby byc jedna twarz. Wiem, ze to jest chore robic cos takiego najdrozszemu czlowiekowi, ale moze to wlasnie ten chory swiat przyczynil sie do tego, ze w wyniku mutacji jakichs popapranych genow saczonych przez radio i telewizje, pokazywanych wszedzie gdzie tylko mozliwe na bilbordach,plakatach, wyklula sie taka paskudna choroba, moze czlowiek osaczony zewszad seksualnoscia, nagoscia, zaczyna postrzegac seks w krzywym zwierciadle. Latwo jest komus krytykowac, dawac dobre rady, ale tak naprawde czlowiek nie wie jak sie zachowa w danej sytuacji, dopoki sie w niej nie znajdzie.
Dobrze, ze zaczynaja do Ciebie przychodzic te obojetne dni, dadz Ci troche wytchnienia. Ale nie wierze, ze chcialabys aby tak bylo zawsze. Napewno znow chcialabys sie smiac, czuc zapach kwiatow i cieplo slonca na twarzy, te malenkie cuda codzziennego zycia. Do mnie powoli zaczynaja wracac. Zaczna wracac tez i do Ciebie. Mozesz mi powiedziec, jak uklada sie miedzy Wami, czy Twoj maz walczy o Ciebie, zabiega, przeprasza Cie, czy czeka biernie az podejmiesz jakas decyzje? Mam nadzieje, ze chociaz prubuje.
Jestem tu zawsze, wiec czy lepiej czy gorzej zawsze mozesz pisac, a ja zawsze znajde czas, zeby sie odezwac. Zycze Ci spokijnej nocy, choc to juz blizej rana. Wiec mam nadzieje, ze bedziesz miala dobry dzien
Offline
Droga Alexytymino, mam nadzieje, ze zagladasz tutaj. Co do badania wlosow na narkotyki. Oczywiscie powiedzialam mezowi. Nie cudowal, nie wymyslal, nie wysmiewal sie, po prostu powiedzial, ze jesli mi to pomoze nie ma nic przeciwko temu, ile bede chciala. Nie bylo zadnych podchodow, unikow, wymowek, pytan, przytykow, nic, po prostu pelna zgoda bez zastrzezen. Tylko, ze raczej taki test nie bedzie mial sensu, bo wlos musialby byc z tamtego czasu, to znaczy ma to zastosowanie przy dlugich wlosach jesli chodzi o badanie wstecz. Moj maz od tego czasu scinal wlosy kilkanascie razy. Moze jescze bylaby szansa u mnie, ale ja tez scielam wlosy i nie wiem, czy obecnie mialyby dostateczna dlugosc. Musialabym to jeszcze potwierdzic w jakims laboratorium. Moze wchodzilyby w gre wlosy np z klatki piersiowej? Nie wiem. Tak wlasciwie to on ani razu jej nie obwinil, przynajmniej w tym sensie ze go sprowokowala wjakis sposob, ze to jej wina, ze ona cos chciala. Po prostu, stwierdzil fakt, ze sie dziwnie czul i zrobil co zrobil, choc nie wie dlaczego. Mam nadzieje, ze czas zlagodzi wspomnienia, pozwoli im odejsc i sprawi, ze juz nie beda wydawaly sie takie wazne. Albo znow stanie sie cos, co juz nie pozostawi mi wyboru. Wiem jedno, juz jestem przygotowana na wszystko. Pozdrawiam Cie cieplutko
Offline
Aga, no cóż, z włosem z klatki piersiowej czy innym:) włos to włos...ale o to musisz zapytać się specjalisty. Bo jeśli nie narkotyk, to chyba pozostaje tylko chęć skoku w bok...nie wątpię, że on teraz bardzo żałuje swojego postępowania, że chce naprawić i odbudować coś co legło przez jego głupotę w gruzach.
Ale tu chodzi przede wszystkim o ciebie, o to czy ty dasz radę pójść do przodu, czy ten związek nie będzie cię dalej niszczył psychicznie...z czasem na pewno się wszystko zmieni, ale nigdy tego nie zapomnisz, myśli będą wracać tylko mogą wywoływać już inne emocje zamiast wściekłości, chęci zemsty np smutek czy żal. Moje zdanie znasz, ja bym odeszła, ponieważ dla mnie zdrada byłaby czymś tak poniżającym i bolesnym, że nie potrafiłabym ponownie zaufać partnerowi, nie czuła bym się przy nim bezpiecznie, zawsze miałabym obawę, że znów to zrobi (tylko się po prostu nie przyzna), straciłabym do niego szacunek i czuła bym obrzydzenie. Ale każda z nas jest inna, inaczej podchodzi do zdrady, jedne odchodzą inne ratują związek, każda z tych decyzji jest trudna dlatego ciężko jest powiedzieć co dla ciebie będzie najlepsze. Łatwiej na pewno jest odejść jeśli przed zdradą w związku nie było dobrze, gorzej jeśli kobieta żyje z kimś i jest szczęśliwa, a pewnego dnia to się kończy bo nie wiadomo czemu partner okazał się zdrajcą. pojawiają się pytania typu " czy żyłam z kłamcą, czy ja go w ogóle znam, czemu to zrobił przecież dawałam mu wszystko i wiele innych ...podziwiam twoją wytrwałość tylko zadaję sobie pytanie czy nie zapłacisz za tą miłość zbyt dużej ceny (chodzi mi tu twoje zdrowie psychiczne i fizyczne, poczucie bezpieczeństwa itd). Ale to ty sama musisz sobie na nie odpowiedzieć.
Offline
Alexytymia dobrze pisze. Wybaczcie drogie panie, że zarejestrowałem się na damskie forum, ale temat mnie zaciekawił... Gdy zdradzi was mąż, a wy odkryjecie zdradę, a on stara się udowodnić jakie to jesteście dla niego ważne i że tamto było pomyłką... To nie robi tego dla tego, że tak myśli, tylko by zaprószyć, uspokoić sytuacje... Uważa, że jak naopowiada wam jak mu na was zależy, jak was kocha, to wy w to uwierzycie i przestaniecie podejrzewać, a on dalej będzie hasał po babeczkach... Pamiętajcie drogie Panie, że 90% zdrad to coś nie teges we wspólnym łóżku... I to się tyczy Panów jak i Pań... Gdy nam coś nie odpowiada to szukamy czegoś lepszego...
Offline
No coz, niesadze zeby akurat ,ojego meza stac bylo na 10 miesiecy skaknia kolo mnie, niespenia w nocy, tulenia, ocierania lez, tylko po to, zeby zatuszowac sprawe i skakac po babeczkach. Juz raczej pozwolilby mi odejsc, lub sam by odszedl, zeby nie byc narazonym na ten cyrk. Ale zeby poznac cala sprawe musialbys zajrzec na moj watek. To i tak nie ma znaczenia. Alexytymina pisze bardzo dobrze i ja to wszystko wiem. I najdziwniejsze jest to, ze tak naprawde nigdy nie przestalam czuc jego milosci, a to co sie stalo to raczej wyglada na to, ze cos mu sie pozajaczkowalo w glowie a nie nizej. Bo zeby ja bzyknal juz by mnie tu nie bylo. Nie wiem, czy dam rade poukladac odpowiednio moje uczucia. Kiedy poczuje, ze mnie to przeroslo, spakuje jedna walizke i odejde. A moze wypale sie w srodku, wyschne i rzuce w ramiona pierwszego swizo poznanego pocieszyciela. Nie wiem. Najgorsze jest to, ze nie umiem sobie poradzic z niewiedza. A moze czas zadziala na moja korzysc, a moze po prostu go zdradze w odwecie, moze nie dzis, moze nie jutro... Sama chcialabym znac odpowiedz na te pytania.
Tezetwu, piszesz, ze najczestszy powod zdrady to jest cos nieteges w lozku. No coz, nie mielismy z tym problemow, kochalismy sie prawie codziennie, a przy lepszych porywach nawet kilka razy dziennie. Mysle, ze gdyby bylo cos nieteges, to przynajmniej czestotliwosc bylaby mniejsza. Czasem zdarzaly sie dni, ze bylismy zbyt zmeczeni, wtedy jedno wtulalo sie w drugie i zasypialismy z ppoczuciem zaspokojenia innego rodzaju.
Offline
" Gdy nam coś nie odpowiada to szukamy czegoś lepszego....."
Ok szukacie na boku, ale czemu potem wracacie do żony błagacie o wybaczenie i chcecie dalej tkwić w związku, który wam nie odpowiada, poszukując czegoś lepszego.Ile lat można szukać.
Offline
Powiem tak problemy się rozwiązuje, a nie od nich ucieka (szukając pocieszenia u kochanka czy kochanki). A jeśli ktoś za swoją zdradę obwinia partnera/kę to niech najpierw sam zastanowi się nad sobą czy zrobił wszystko by rozwiązać problem i w ten sposób uratować związek, czy zwyczajnie jak tchórz poszedł szukać szczęścia gdzie indziej...
Offline
Wiesz dlaczego Ella, bo tak jest wygodniej.
W dalszym ciagu istnieje"parawanik" normalnego zycia.
Rodzina,zona,praca.
A na boku,rownolegle istnieje cos,co im daje "kopa" i co wazniejsze,nalezy tylko do nich.
Pytasz,ile mozna szukac.Tez chcialabym znac odpowiedz na to pytanie.
Mam nadzieje,ze odezwie sie jakis facet,ktory bedzie w stanie odpowiedziec na to pytanie
Offline
Szuka sie cale zycie. Ludzie wiaza sie ze soba zeby bylo lepiej i rozstaja sie dokladnie z tego samego powodu.
Offline
Witam Oen,
coz za niespodzianka,mezczyzna zabiera w tej sprawie glos.Dzieki.
Odpowiedz nieco lakoniczna,nie mniej strzal w dziesiatke.
A tak na marginesie, skad mezczyzni wiedza,ze tym razem,to "to"?
Pozdrawiam
PS
Ciekawe,czy czytales moj post(jak zyc z czlowiekiem uzaleznionym od sexu)
Jezeli tak,prosze,podziel sie opinia,bo nieczesto sie zdarza,ze moge poznac opinie mezczyzny na ten temat.
Bede wdzieczna za odpowiedz
Offline
Przeczytalem. Kazdy facet powinien byc seksoholikiem, ale tylko ze swoja kobieta
. A Twoj maz - ot, taki maly kombinatorek. Prawdopodobnie nawet Cie kocha, a ze "zapomnial" wspomniec o swoim nietypowym hobby? Coz, teraz wypije piwo, ktorego nawarzyl. Jesli robi to od tylu lat, to nawet nie sposob zliczyc z iloma kobietami Cie zdradzil. Odejdz od niego, przyszlosci tu nie ma.
Offline
Dzieki za szczera odpowiedz.
Wiem,ze masz racje-przyszlosci tu nie ma.
Tylko tak ciezko zebrac sie na odwage i zaczac wszystko od nowa........
Pozdrawiam i mam nadzieje,ze nigdy sie nie zmienisz i bedziesz tylko i wylacznie dla swojej kobiety
Offline
malina5512 napisał:
Tylko tak ciezko zebrac sie na odwage i zaczac wszystko od nowa........
Wiem, ze bedzie ciezko. To dokladnie tak, jak z wizyta u dentysty - zlorzeczysz na caly swiat, wiesz, ze dostaniesz niezle po dupie, odwlekasz w nieskonczonosc, ale w pewnym momencie dochodzisz do sciany. MUSISZ to zrobic
. Final jest taki, ze konczysz bez zeba lub bez meza - ulga ta sama
.
Offline
Swietnie piszesz,
stoje przed ta sciana i nie wiem,co lepsze,przeskoczyc,czy obejsc(bo juz wiem,ze glowa jej nie przebije).
Porownanie dobre,tylko pamietaj,zebow ma sie wiecej.Jak pozbedziesz sie jednego,wciaz mozesz gryzc
Offline
Oen - czyżby dopiero, gdy zabraknie nam zębów, nie będziemy kąsać ? Wstawimy sobie sztuczne, które wprawdzie nie przegryzą ogórka, ale pokaleczyć jeszcze mogą dotkliwie. Świetny komentarz, w smutnym kontekście rozbawił mnie do łez i nie sądźcie, że jestem nieczuła, wręcz przeciwnie, także jestem tu po moich zawirowaniach życiowych. Ilu ludzi, tyle historii męsko-damskich, w innych konfiguracjach nie mam żadnego doświadczenia. Wątek w wymowie dramatyczny, ale starajmy się znaleźć spojrzenie obiektywne. Jutrzejszy dzień, przyniesie pogodniejsze rozwiązania. Pozdrawiam.
Offline
Kochana Malino,
Mam nadzieje, ze czas jes Twoim sprzymierzencem. Nie mam pojecia, ile go potrzebujesz, zeby otrzasnac sie z takiego szoku. Ja dopiero po prawie 10 miesiacach zaczynam na tyle panowac nad swoimi myslami, ze kiedy przychodza te najciemniejsze, najgorsze, najbolesniejsze, potrafie je odpedzic, zaczynam uczyc sie myslec o tym wszystkim w taki sposob, ze nie sprawia mi to juz tyle bolu. Wiem, ze juz nigdy nie bedzie tak samo, ze juz nic nie bedzie albo biale albo czarne, ze za kazdym razem, kiedy moj maz cos powie, zawsze bede miec w podswiadomosci to pytanie: czy aby napewno tak jest? Moze jeszcze kiedys naucze sie mu ufac bezgranicznie i kochac go bezwarunkowo, ale napewno na to potrzeba czasu.
On jest cudowny, ale czy to wystarczy? Kilka dni temu musialam w pracy wylaczyc telefon. Moj maz napisal do mnie esemesa (troche prowokojucego, bo akurat mielismy jakies starcie) i nie odpisalam mu. I tak przez cztery godziny az do przerwy. Kiedy wlaczylam telefon mialam dziescia nieodebranych polaczen i tylez samo esemesow. Blaganie o przebaczenie, przeproszenie, prosba o odpowiedz. Kiedy wrocilam do domu wpadl w histerie. Dziekowal, ze wrocilam, przepraszal i krzyczal, ze juz nie ma nic, ze sobie na to zasluzyl, ze juz nie wie, co ma robic, zebym zapomniala i mu wybaczyla. To sie wydawalo takie szczere. Tak go kochalam wtedy, a potem swidomosc tego co sie stalo, watpliwosci... Czy mozna cos takiego udawac, czy mozna tak zalowac, gdyby cos miedzy nami bylo nie tak? Ile czasu trzeba, zeby w sercu przywrocic rownowage po czyms takim?
Czy w ogole kiedys to nastapi?
Powiedz mi prosze, co u Ciebie? Mam nadzieje, ze jakos trzymasz sie kupy i zbierasz powoli. Mam nadzieje, ze podobnie jak ja, stajesz na nogi i idziesz do przodu. Ja zaczynam znow czuc, jak wiele milosci mam do zaoferowania, jak cudowne jest zycie pomimo bolu, a moze wlasnie dzieki niemu. Czuje, jak swiadomosc tego co sie stalo odchodzi gdzies w dalsze zakamarki mojego umyslu wreszcie robiac miejsce na nowe i mam nadzieje, ze to nowo bedzie piekne. I Tobie zycze z calego serca tego samego.
Ostatnio edytowany przez aga333 (2010-06-01 03:04:53)
Offline
Witaj Aga,
tak sie ciesze,ze sie odezwalas i ze wsztstko u Ciebie zmierza ku lepszemu.Jestes pelna optymizmu i pozytywnej energii tak trzymaj !.
Wiesz,czego mi najbardziej brakuje?
Utraconej wiary w czlowieka i jego intencje.
Do tej pory bylam tak niwana,ze wierzylam w MILOSC,taka prawdziwa i do konca.Ba,wierzylam,ze jest ona moim udzialem...........
Zderzenie wyobrazen z rzeczywistoscia bywa bardzo bolesne.
Bol,w dalszym ciagu ten sam,nie mniej,staram sie go jakos oswoic.
Przeraza mie moja pragmatycznosc(nigdy taka nie bylam).Zaczynam,powoli,oswajac sie ze scenariuszem B)czyli rozwod.
We wtorek mam spotkanie z adwokatem.
Wiem,ze to bedzie okropne,ale musze wiedziec,"na czym stoje" + przeraza mnie wizja opowiadania obcemu czlowiekowi intymnych szczegolow naszego zwiazku,Nie cierpie publicznego prania brudow...
Oddalamy sie coraz bardziej.Ja juz nie mam w sobie sily i ochoty,zeby widziec go w lepszym swietle.
Terapia tez prowadzi donikad........Gadka ciagle o tym,jaki on jest chory( wg mnie,chory,to ktos kto ma angine,swinka,raka, a nie ktos,kto lazi po burdelach.......)
Nie,jeszcze nie jestem w "pionie",ale zmierzam w tym kierunku.
Cokolwiek sie stanie,nie moze byc gorsze od tego,w czym tkwie.
Pozdrawiam Cie goraco i jestem pelna wiary w to, ze przed Wamie jest przyszlosc.
Ostatnio edytowany przez malina5512 (2010-06-04 01:10:08)
Offline
Jesatem z Toba droga Malino, co bys nie zdecydowala. Podziwiam Cie, uwierz mi, z calego serca. Jestes dzielna, wspaniala kobietoa a on wszystko przegral. Kazdy jest kowalem swego losu. Dziekuje Ci za Twoje cieple slowa. Wszystko sie we mnie wycisza, najgorzej jest jak lapie dola. Wtedy moglabym wstac, zostawic dzieci, jego, odejsc, w sen, cisze, nic. Ale kiedy podnosze wzrok na koncu tunelu widze jego wyciagnieta reke i slysze glos, ktory mnie wola i zawsze bede szla w tamta strone. I wierze, ze w koncu wszystkie ciemne tunele zostawie za soba.
Kochana Malino, Ty JUZ jestes w pionie. I dobrze. Moze jeszcze sobie z tego nie zdajesz sprawy, ale juz jestes na prostej. Wierze, ze wszystko co najlepsze, wciaz jest przed Toba. Powiedz mi, jesli mozesz, czy Twoj maz w ogole nie walczy o Ciebie? Choc co tu duzo mowic, powinien liczyc sie z Twoimi uczuciami za wczasu. W kazdym razie wierze, ze juz niedlugo wszystko sie pouklada.
Offline
Witaj Aga,
nie masz pojecia,jak pare slow,moze podniesc czlowieka na duchu:
"Wierze, ze wszystko co najlepsze, wciaz jest przed Toba."
Dziekuje.
Truchleje,i tak sie boje jutrzejszego dnia.Powinnam sie przygotowac na rozmowe z adwokatem,a w glowie pustka.....
Pojde na zywiol,powiem cala prawde i zobaczymy,co z tego wyniknie.
Pytasz,czy on o mnie walczy............
Duzo gada,powtarza mi 20cia razy dziennie,jak to niby mnie kocha.
Nie czuje tego.
Slowa sa najtansza waluta swiata. Ja moge podejsc do przygodnie spotkanego goscia na ulicy i tez mu powiedziec,ze go kocham.
Co na tym trace? A to,ze to nic nie znaczy ,to juz inna bajka.
Wiesz,co mnie martwi?
Od tygodnia znow jest w Danii,a ja tak sie ciesze,ze nie musze na niego patrzec i byc z nim w tym samym domu.
To chyba nie rokuje najlepiej.....
Ja tez zyja nadzieja,ze to wszystko sie pouklada.MUSI,NIE MA INNEGO WYJSCIA!!!!
W tej chwili,staram sie myslec tylko o sobie i tym ,co tylko dla mnie jest dobre.
Pierwszy priorytet,pozbierac sie po tym wszystkim fizycznie(na wypadek batalii w sadzie,bede potrzebowala sily...).
Powiem Ci,nawet odnosze malutkie sukcesy.Zredukowalam palenie do 30tu dziennie, a dzisiaj biegalam przez godzine
(w jakim stanie dotarlam do chalupy,to juz inna sprawa).
Aga,przeszlas tak dluga i tak ciezka droge......
To,co sie stalo,ukradlo Ci dziesiec miesziecy zycia.Pewnie,ze bedzisz "lapala"doly,ale beda one coraz rzadsze.
Pamietaj,ciagle go kochasz,masz mase dowodow,ze on kocha Ciebie.Masz fajna rodzine.
Raz dostal"glupawki" i wierze,ze to sie nie powtorzy.
Poza tym,po czyms takim(mam na mysli "klasyczna"zdrade),zawsze mozna cos znalezc....
Po prostytutce,sladu,niestety nie ma.
Zycze Wam obojgu masy milosci i cierpliwosci,i wierze,ze za rok,o tym samym czsie ciagle bedziecie razem.
Blizej siebie,bogatsi o pewne doswiadczenia i swiadomi,co mogliscie stracic....
Pozdrawiam Cie goraco.
PS
Swiat naprawde zwariowal.
Rozmawialam z kumplem,ktory tez(jak sie okazalo),uprawia ten "sport".I zgadnij co? Wg. niego, to zupelnie normalne!
90% zonatych chopow lazi po burdelach albo zdradza partnerki z innymi paniami.
Powiedzial mi,ze mam przestac histeryzowac,bo takie wlasnie jest zycie.......
Daje do myslenia.
Offline
No wlasnie, Malino, i to wlasnie z tym, ze taki jest swiat nie moge sie pogodzic. Jesli ta ki jest swiat, to lepiej zyc jako singiel, nie pokladac w nikim nadziei, nie liczyc na nikogo. Od czasu do czasu umowic sie z kims na niezobowiazujacy seks. Kiedys myslalam, ze jest to niemozliwe, ze nie moglabym sobie spojrzec w oczy, gdyby ktos inny mnie dotknal, pocalowal, ale dzis zaczynam sie nad tym zastanawiac. Jesli ten swiat jest wlasnie taki, to zmiana partnera nie jest taka trudna.
Offline