Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 66 ]

Temat: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Poraniona wieloma beznadziejnymi związkami, wzięłam sobie zwykłego, szarego chłopaczka, który myślał, że Boga za nogi złapał jak się z nim umówiłam. Właził mi do tyłka bez mydła, starał się jak nikt nigdy, żeby ze mną być. Robił wspaniałe niespodzianki, kwiatki, obiadki, kabarety, wakacje, drogie prezenty - co bym nie wymarzyła to miałam. A przez to, że mój ojciec nie przebierał w słowach w stosunku do mnie i znęcał się psychicznie nad całą moją rodziną, również zaczęłam mówić co mi ślina na język przyniesie – nie szanując go za bardzo. Sporadycznie wyśmiewałam jego ubiór, fryzurę, przejęzyczenia, brak znajomości języka angielskiego, mówiłam że dany prezent był nie taki o jakim marzyłam etc… Zawsze jednak żałowałam swoich słów i starałam mu się to wynagradzać. Naprawdę potrafiłam przyjść do niego z płaczem i powiedzieć, że lepszego prezentu nigdy nie dostałam, że jest wspaniałym chłopakiem, że przepraszam go i kocham całym sercem i nie wiem czemu jestem czasem taką suką - jednak słów się nie da odpowiedzieć i widocznie nie dało się już tego ponaprawiać. (Jak sama staram siebie wytłumaczyć, skoro ojciec nigdy nie był ze mnie zadowolony, a jestem wykształconą osobą, która nigdy nie sprawiała kłopotów wychowawczych - po prostu takie nie bycie zadowoloną miałam we krwi). Jednak mimo wszystko, większość czasu było dobrze, nie widzieliśmy świata poza sobą – a przynajmniej tak mi się wydawało…

Doszło do tego, że zaczęliśmy chodzić razem na zakupy i wybierałam mu ciuchy, wymieniliśmy mu całą szafę w kilka miesięcy. Pokazałam mu fryzury, w których będzie mu do twarzy i z szarego chłopaczka stał się naprawdę atrakcyjnym i ponadprzeciętnie wyglądającym facetem, za którym zaczęły oglądać się dziewczyny i to chyba trochę za bardzo dodało mu skrzydeł. Już nie był taki dobry jak przedtem, praktycznie nawet nie pomagał mi w domu jak do niego jeździłam. Często miał pretensje, że jego kumple w pracy uprawiają seks codziennie, a ja chcę tylko co parę dni i jestem nienormalna bo „on ma 23 lata i swoje potrzeby, które powinnam spełniać”. Pomieszkiwaliśmy ze sobą, jednak gdy skończyłam studia, znalazłam pracę w jego miejscowości i przeprowadziłam się tam na stałe.
W Tym czasie, kupił mieszkanie, które mój dziadek za śmieszne pieniądze remontował bo się tym zajmuje, a ja mu je urządzałam (wszystko jego pieniądze). Nowa praca u mnie, mieszkanie, które projektowałam po nocach, praktycznie brak czasu wolnego, bo chcieliśmy odbębnić remont jak najszybciej, aby tam zamieszkać – wiązało się to z kupą stresu, kłótni, nieporozumień i niepotrzebnych słów. Padały z moich ust słowa „jesteś dla nikim” „jesteś zerem” „nie wiem czy cię kocham” – głównie wtedy jak naprawdę byliśmy pokłóceni, nie mogliśmy na siebie patrzeć, a on dopominał się seksu – bo mu się należy - a nie rozumiał, że dla mnie musi być między nami dobrze, żeby o jakimkolwiek seksie mogła być mowa. Oczywiście te wszystkie oblegi były rzucane przeze mnie bezmyślnie bo byłam do takich przyzwyczajona i nie sądziłam, że na nim odbiją takie piętno. Cały remont (który trwał miesiąc), żarliśmy się o wszystko, bo przestał ustępować jak kiedyś, teraz to ja byłam ta, która chciała aby było dobrze - poświęcała się, zagryzała zęby i nie otrzymywała tego samego ( bo ile można, wiem). Wyniosłam się zaraz po tym jak przenieśliśmy się na nowe bo zaczynaliśmy rzucać w siebie przedmiotami. Już wcześniej bywały takie rozstania, lecz zawsze dzwonił w ten sam dzień, przyjeżdżał, płakał i wracaliśmy do siebie. Jednak tym razem tak się nie stało…                                   
Pewnego dnia pożaliłam się jego kuzynowi, że dzwonię do O. z płaczem a on nie wzruszony… na co on mi, bo on od miesiąca pisał na facebooku z jakąś laską i dzień po Twojej wyprowadzce pokazywał mi jej zdjęcia, mówił że ona go docenia, jest wpatrzona jak w obrazek - a ode mnie tego nie miał. Wszystko runęło mi na głowę bo to on zawsze był wpatrzony we mnie. Ignorował moje telefony 2 miesiące, to dałam mu spokój. Ta jego dziunia nie oszczędzała mnie wrzucając na Instagram co chwilę jakieś zdjęcia z jego miejscowości, z „naszych miejsc”, spała u niego, chodzili na imprezy z jego znajomymi (na co nawet ja go nie mogłam namówić), po prostu wrzucała wszystko co robili razem. Nie wiem, może żeby mi coś udowodnić, bo jego na tych zdjęciach nie było, tylko hasztagi sugerowały co robi i z kim.

Prosiłam tylko, żeby ją jakoś opanował bo mi przykro jak to widzę i nie umiem normalnie funkcjonować, pracować, ciągle leżę w łóżku i wyję (nie prosiłam o powrót bo zasługiwałam na rozstanie, lecz tylko na rozstanie,  a nie na to, aby ktoś o mnie zapomniał w tydzień i bzykał inną) na co odpisywał mi tylko, że to nie tak jak wygląda i mam się opanować (on nie dodawał nic na żadne społecznościówki ale czasem skomentował jej zdjęcie no i jej tego nie zabronił – inaczej, niby zabronił ale itak dodawała…). Po tych 2 miesiącach, to on zaczął do mnie dzwonić z płaczem, że wie jak to wyglądało, ale że to nie było tak. Mówił, że zaczął się z nią spotykać, żeby o mnie nie myśleć, bo jak był sam to wpadał w histerię i nie radził sobie sam ze sobą. Że on jej nie traktuje poważnie, a to, że robią coś razem to, po to by nie musiał kolejny raz siedzieć w domu sam i myśleć o mnie. Mówił, że ciągle za mną łka nocami, że ciągle dzwoni do mamy bo nie wie co ma ze sobą zrobić, że wie, że to wszystko spieprzył, że chciałby to naprawić - ale ja ostro i stanowczo obstawałam przy tym, że jak mnie zdradził pisząc z nią po kryjomu i spał z nią po tygodniu od rozstania, to nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Ale po kolejnych 2 m-cach, zaczął do mnie przyjeżdżać do pracy na hotel, siedział całe noce i płakał, przepraszał, mówił, że do końca życia będzie żałował tego co zrobił, ze oddałby wszystko co ma, żeby przyjść do domu i dostać ode mnie ochrzan za niezmyte gary. Wiedział, że nigdzie nie jadę na majówkę i było mi z tego powodu przykro, bo wszystkie koleżanki gdzieś jechały, więc przyjechał spakowany i zabrał mnie niezobowiązująco na 2 dni nad morze… I tak jakoś to wszystko wróciło, poczułam się wyjątkowo, że to jednak mnie wybrał, że jednak nie jestem taka beznadziejna jak mówił mi ojciec. Jak się od niego wyniosłam to wróciłam do rodziców, umieścili mnie w salonie i notorycznie pytali kiedy się wyniosę bo "nie jestem u siebie"… Więc jak wróciliśmy do siebie i po tygodniu się oświadczył, to nawet się nie zastanawiałam.

Pobraliśmy się po 2 miesiącach. Teraz minęło pół roku od powrotu i 2 m-ce od ślubu.
Jak zaczęliśmy razem być, był studentem mieszkającym u mamy - ja mu pomogłam z pracą, z mieszkaniem, zaczął przy mnie wyglądać jak super facet i to wszystko, tą całą ciężką pracę sprzątnęła mi jakaś dziunia sprzed nosa… Jak może mówić, że ciągle mnie kochał i płakał za mną, że nic dla niego nie znaczyła jak pieprzył ją przez ten cały czas, przedstawił ją swoim znajomym, chodził z nią po swoim rodzinnym mieście, spała w łóżku, i chodziła po mieszkaniu, które chwilę temu kupione było dla nas…. W odpowiedzi na to mówił, że nie wie jak mógł być tak głupi, jego najczęstszy argument brzmi „NIE MYŚLAŁEM wtedy o niczym, wszystko było mi obojętne” , że robił to by zapomnieć i odreagować, że w ogóle tej dziewczyny nie szanował, że mam wierzyć, że nie chciałabym tak przedmiotowego seksu, że Ci znajomi wiedzieli, że to nie na poważnie, że myślał, że już mnie nie interesuje i nie wiedział, że zapraszając ją do domu wyrządza mi taką krzywdę... bla bla bla. Teraz pieprzy się przez to nasze małżeństwo, bo ciągle kłębi mi się to wszystko w głowie, te fakty do siebie nie pasują po prostu… A on nie za bardzo chce do nich wracać i po raz setny je opowiadać i tłumaczyć... Nie sądził sam, że będziemy dalej razem, dlatego ją zapraszał do domu, bo przecież jak dzwonił do mnie, to ciągle mu odmawiałam, mówiąc, że nie będziemy już razem po tym co zrobił… Więc nie miał nic do stracenia. Ponoć po każdym seksie było mu źle… tak źle że robił to kilka razy??? A na jej Instagram miał ponoć wywalone, bo nie było tam jego twarzy, nikt go z nią nie utożsamiał, więc miał w dupie co ona wrzuca i opowiada innym, bo dawał jej do zrozumienia, że to nie jest nic poważnego. Po prostu zawsze była chętna przyjechać i zająć czas, bo była za nim taka głupia… A jak miał co robić, nawet jej nie odpisywał. Co prawda teraz jest lepiej, bo sam zrozumiał, że codzienny seks nie jest potrzebny, że wystarczy rzadziej, ale z miłości, z kimś kogo się kocha… Już na to wcale nie naciska, strasznie się stara odbudować moje zaufanie, na każdy mój lament o nią mnie uspokaja mówi, że to nie tak że o tym nie myśli, że często patrzy na mnie jak śpię i nie może uwierzyć jak mnie skrzywdził, że będzie go to trapić do końca jego dni…

W głowie cały czas kołatają mi się myśli, że przekreślił całe nasze 2 lata, mój wysiłek i poświęcenia dla niego… Byłam przy nim przy dobrych chwilach i tych złych… jak się nie dostał do wojska walczyliśmy, jeździliśmy po lekarzach aby dostał zdolność do służby, przeprowadziłam się 100 km od domu do miejsca gdzie jestem SAMA gdy go nie ma, żeby mógł spełniać marzenia o wojsku – byłam naprawdę dobrą dziewczyną z wielkim sercem i zaufaniem do innych ludzi, jego rodzice mnie uwielbiali, bo zawsze robiłam wszystko inaczej i głębiej niż inni… np. jak pożyczałam książki od jego mamy zostawiałam w nich miłe karteczki, jemu liściki do śniadań i w ogóle…pisałam do niego listy miłosne, na które odpisywał mi rok… Nie o to chodzi aby się wybielać…czasem miałam niewyparzony język i okazywałam za dużo niezadowolenia z tego co się dookoła dzieje więc może to jest przyczyna… Poświęcił to co budowaliśmy 2 lata dla seksu z jakąś dziunią bez matury… Mam napady, w różnych miejscach, coś mi się skojarzy i zaczynam płakać, czasem w domu rzucam się na niego w amoku z pięściami, przeważnie wtedy gdy zamiast uspokajać mnie mówi, że jakbym była lepsza to by się nie stało… Jak łapie mnie za tyłek to mam przed oczami obraz, że niedawno łapał tak za tyłek ją i mnie to brzydzi… jak się kochamy to widzę jak robi to z nią w ten sam sposób i znowu obrzydzenie i niechęć zbliżeń… On przeprasza, mówi, że będzie mi to wynagradzał do końca życia… Ale tylko w połowie przypadków… Kolejne pół polega na tym, że robi mi wyrzuty i pretensje, że go zamęczam, że go wykończę, że jak wróciłam to mam o tym nie gadać, że to moja wina była bo byłam dla niego zła a on chciał w końcu być dla kogoś kimś…

Często, żebym się uspokoiła, mówi mi, że powinnam się też zastanowić nad sobą i powodem tego co zrobił. Że on słysząc że jest nikim, zerem, że wiecznie źle coś robi, chociaż wziął nawet dla nas mieszkanie na kredyt i pozwolił mi je urządzić po swojemu, już nie mógł znieść wiecznych pretensji i niezadowolenia. Napatoczyła się dziewczyna, która mówiła, że chciałaby żeby ją tak ktoś kochał i chwaliła to, co ja krytykowałam i po prostu poczuł potrzebę poczucia się facetem i poprawienia swojej samooceny… Chciał się poczuć kimś, a nie nikim i przez chwilę ona mu dała tą złudną nadzieję. Mnie boli, że nawet tego nie ukrywał, że pozwolił mi na to patrzeć co oni razem robią… ale ponoć sypiał z nią jak z dziwką i ciągle miała pretensje jak mówił o mnie… a on wtedy odwracał się na pięcie, a ona za nim biegła jak niegdyś on za mną…ALE CO Z TEGO… gdzie ta wielka miłość… czyny nie wskazywały, że tak za mną płakał…a przynajmniej nie w momentach kopulacji z tą głupią dzi*wką… Która w dodatku jak do niego pisała wiedziała, że ze mną mieszka… jednak dalej pozwoliła sobie pisać skoro odpisywał… Co lepsze, jak do mnie wrócił obrzuciła mnie obelgami i wyśmiała, że życzy mi powodzenia aby mnie nie zdradzał znów. Ja dla odgryzienia napisałam, że zapraszam na wesele, znowu mnie wyśmiała i napisała, że nie przyjdzie bo jeszcze wyglądałaby lepiej ode mnie... Jakim kurwa prawem… obraża mnie jakbym to ja odebrała go jej i normalnie szczyci się tym, co zrobiła… paskudna persona…

2 pytania:
1.    To była zdrada czy nie? Poznał ją jak byliśmy razem a skończyło się seksie po rozstaniu… Może jakby nie ona miałby większe chęci na naprawę? On tłumaczy, że nie byliśmy razem i mógł robić co chciał… Z tym, że rozstawaliśmy się wcześniej z 3 razy na kilka dni i jakoś nikt nigdy wtedy z nikim nie spał… Mówi, że jak byliśmy razem pisał  z nią jak z koleżanką i wręcz radził się jej jak byliśmy pokłóceni co ma robić aby było lepiej – jakoś ciężko mi w to uwierzyć… Jak się z nią spotkał 1 raz 2 tyg. po rozstaniu to nie zakładał, że to się tak skończy, traktował jak koleżankę, ale na 2 spotkaniu dobrała  mu się do spodni i tak jakoś wyszło…
2.    Czy faktycznie jest tak jak mówi i nie powinnam mieć do niego pretensji bo przyczyniłam się do tego co zrobił swoim niezadowoleniem i obrazami? Jak mi nie przejdzie, wykończę nas oboje moimi lamentami co 2 dni…

Ps. Po co za niego wyszłam? dobre pytanie, może po to żeby się poczuć lepiej tak jak on, gdy poszedł do innej... Na początku się tak nie czułam, byłam szczęśliwa z tego powrotu…
Kocham go, jest dobrym człowiekiem, jest mężem, jakiego chciałaby niejedna z was, we wszystkim pomaga, sprząta, prasuje, wyręcza mnie, zabiera na randki... ale boję się, że nigdy mi nie przejdzie i nigdy nie będzie tak samo... że odejdzie dręczony pytaniami i atakowany o to co zrobił…

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Nie byliście razem. Więc to nie zdrada.
Ty za dużo myślisz i za bardzo. Wyszłaś za niego za mąż, po co to zrobiłaś, skoro nie mogłaś przeboleć tego, że nie wył za Tobą cały czas?

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

1. to nie była zdrada.
2. przestań jojczyć. wyszłaś za mąż z braku laku i żeby do innej nie poszedł... To teraz się męcz. dobrze ci tak.

Reklama

4

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
czekoladazfigami napisał/a:

1. to nie była zdrada.
2. przestań jojczyć. wyszłaś za mąż z braku laku i żeby do innej nie poszedł... To teraz się męcz. dobrze ci tak.

Niestety, ale prawdziwe...

Do tego na początku związku traktowałaś go jak szmatę. Dziwię się jemu, ze się ożenił z taką kobietą.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

5

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

A ja Ciebie doskonale rozumiem. Zaczął pisać za Twoimi plecami jak byliście jeszcze razem. Po co niby do niej pisał? Przecież to nie była koleżanka ze studiów, od której chciał pożyczyć notatki. Dla mnie pisanie z obcą babą za placami dziewczyny to zdrada. Tym bardziej, że zaraz po waszym rozstaniu przespał się z nią, więc chyba nie masz złudzeń w jakim celu ze sobą pisali.
To, że po nim jeździłaś było mega słabe, ale tu Cie trochę rozumiem, z Twojego opisu wynika, że miałaś podobnego ojca jak ja, niestety dorastanie w takim domu sprawiło, że również jestem pyskata. Z tym się moja droga da walczyć jeśli się chce wink

Mój mąż zaczął mnie zdradzac pół roku po ślubie, próbowałam wybaczyć ale tak jak Ty nie mogłam zapomnieć. Z tego co piszesz również wydaje mi się, że Ty także tego nie zapomnisz. Będziesz tak jak ja meczyc się, wspominać, robić wyrzuty. Najlepiej będzie jak się rozstaniecie, bo w przeciwnym wypadku zatrujesz życie jemu i sobie. Nie będziecie już w takim układzie szczęśliwi. Na pocieszenie dodam, że ja również wzięłam ślub w wieku 25 lat, a rok później byłam już rozwódką, także Tobie rozniez życzę podjęcia rozsądnej decyzji wink.

Reklama

6

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Dla mnie masz problemy psychiczne wymagajace leczenia. Byc moze trudne dziecinstwo i relacje z ojcem faktycznie przyczynily sie do tego.
Wogole nie powinnas brac slubu z tym chlopakiem. Przeciez ty go nie kochasz, i nie nie bylas dobra wspierajaca dziewczyna tylko interesowna dziewucha ktora przyczepila sie do "szaraka" czy jak go okreslilas z pogarda chlopaczka bo zmeczona bylas lepszymi partiami ktore cie olaly. Uznalas ze taki sredniak bedzie Cie po stopach calowal z wdziecznosci ze zechcialas go i latal wkolo Ciebie jak pies. No i latał.... tylko tobie to nie wystarczylo. Upokarzalas go, obrazalas, mowilas ze nie kochasz jest nikim. Szybko o tym zapomnialas skoro teraz stawiasz siebie w pozycji cudownej dziewczyny ktora miala czasem "uwagi" do niego.
Nie zmienilas tez jego wygladu dla jego dobra i potrzeb a dla wlasnych. Musial wygladac godnie przy tobie a nie jak szarak.
Nie dziwie sie ze cie zostawil. Dziwie za to ze wrocil ale pewnie tak jak ojciec ciebie wypral z poczucia wartosci tak ty wypralas z poczucia wartosci jego i uznal ze na nic lepszego nie zasluguje tylko na bycie z dziewczyn ktora nim jawnie gardzi. Mial tez prawo spac z tamta nawet dzien po zerwaniu jesli nie byliscie razem. No i nie osmieszaj sie pretensjami ze on powinien zabraniac tamtej wstawiac zdjecia na portale. To jest jak mniemam dorosla kobieta i nikt nie ma jej prawa zabraniac niczego, nawet partner.
Jakos mi ciebie prawie nie zal bo zniszczylas zycie temu chlopakowi. Najpierw dwa lata traktowalas jak guano a potem wyszlas za maz tylko dlatego ze nie moglas wyrobic w rodzinnym domu. Gdybys go chociaz troche kochala to decyzje o slubie podjelabys uczciwie i albo wybaczyla to co bylo albo odmowila wiedzac ze urazona duma wygra nad cala reszta. Ty natomiast zgodzilas sie na slub by go teraz torturowac emocjonalnie. Brak mi na to slow. 
Jesli Ci chociaz odrobine na nim zalezy to idz do specjalisty i lecz swoje deficyty psychiczne i emocjonalne. Jesli nie stac cie na taki wysilek to daj mu wolnosc. Poplacze, pocierpi ale odzyje z czasem i pozna byc mize kogos kto go bedzie kochal naprawde.

7

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Jeden temat nie wystarcza?

8 Ostatnio edytowany przez wieloowocowaja (2018-01-12 21:10:35)

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
feniks35 napisał/a:

Dla mnie masz problemy psychiczne wymagajace leczenia. Byc moze trudne dziecinstwo i relacje z ojcem faktycznie przyczynily sie do tego.
Wogole nie powinnas brac slubu z tym chlopakiem. Przeciez ty go nie kochasz, i nie nie bylas dobra wspierajaca dziewczyna tylko interesowna dziewucha ktora przyczepila sie do "szaraka" czy jak go okreslilas z pogarda chlopaczka bo zmeczona bylas lepszymi partiami ktore cie olaly. Uznalas ze taki sredniak bedzie Cie po stopach calowal z wdziecznosci ze zechcialas go i latal wkolo Ciebie jak pies. No i latał.... tylko tobie to nie wystarczylo.
Upokarzalas go, obrazalas, mowilas ze nie kochasz jest nikim. Szybko o tym zapomnialas skoro teraz stawiasz siebie w pozycji cudownej dziewczyny ktora miala czasem "uwagi" do niego.
Nie zmienilas tez jego wygladu dla jego dobra i potrzeb a dla wlasnych. Musial wygladac godnie przy tobie a nie jak szarak.
Nie dziwie sie ze cie zostawil. Dziwie za to ze wrocil ale pewnie tak jak ojciec ciebie wypral z poczucia wartosci tak ty wypralas z poczucia wartosci jego i uznal ze na nic lepszego nie zasluguje tylko na bycie z dziewczyn ktora nim jawnie gardzi. Mial tez prawo spac z tamta nawet dzien po zerwaniu jesli nie byliscie razem. No i nie osmieszaj sie pretensjami ze on powinien zabraniac tamtej wstawiac zdjecia na portale. To jest jak mniemam dorosla kobieta i nikt nie ma jej prawa zabraniac niczego, nawet partner.
Jakos mi ciebie prawie nie zal bo zniszczylas zycie temu chlopakowi. Najpierw dwa lata traktowalas jak guano a potem wyszlas za maz tylko dlatego ze nie moglas wyrobic w rodzinnym domu. Gdybys go chociaz troche kochala to decyzje o slubie podjelabys uczciwie i albo wybaczyla to co bylo albo odmowila wiedzac ze urazona duma wygra nad cala reszta. Ty natomiast zgodzilas sie na slub by go teraz torturowac emocjonalnie. Brak mi na to slow. 
Jesli Ci chociaz odrobine na nim zalezy to idz do specjalisty i lecz swoje deficyty psychiczne i emocjonalne. Jesli nie stac cie na taki wysilek to daj mu wolnosc. Poplacze, pocierpi ale odzyje z czasem i pozna byc mize kogos kto go bedzie kochal naprawde.


Czyli jak ktoś jest w tak popieprzonym związku jak my byliśmy i się rozchodziliśmy na pare dni bo byliśmy porywczy oboje, to w tym czasie każdy mógł się ruchac i później wracać do siebie jak gdyby nigdy nic i to nie jest zdrada ? Od początku się u nas działo i nikt w tym czasie rozłąki tak nie robił bo było logiczne ze będzie powrót - tak jak i tym razem.

A druga sprawa, nie chodzi mi o zakazywanie wrzucania czegoś, ale kiedy po 2 latach związku , ktoś tydzień po rozstaniu chełpi się ze mój ex już nie jest ze mną a spotyka się z nią, to raczej nie jet normalne i w porządku. Jakby nie mogła się tym cieszyć bez publikacji tylko rozdrapywać moje rany...

9

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Kobiety, przeczytajcie sobie uważnie słowa wieloowocowej... ku przestrodze.

wieloowocowaja napisał/a:

... zaczęłam mówić co mi ślina na język przyniesie – nie szanując go za bardzo. Sporadycznie wyśmiewałam jego ubiór, fryzurę, przejęzyczenia, brak znajomości języka angielskiego, mówiłam że dany prezent był nie taki o jakim marzyłam etc…

wieloowocowaja napisał/a:

Padały z moich ust słowa „jesteś dla [mnie] nikim” „jesteś zerem” „nie wiem czy cię kocham”...

wieloowocowaja napisał/a:

Oczywiście te wszystkie oblegi były rzucane przeze mnie bezmyślnie bo byłam do takich przyzwyczajona i nie sądziłam, że na nim odbiją takie piętno.

To jest dobry przepis na zamordowanie serca mężczyzny.  Ciągłe gnojenie ze strony ukochanej kobiety zniszczy każdego mężczyznę.  Mężczyzna potrzebuje szacunku od swojej kobiety tak jak ona potrzebuje miłości od niego.  Gdy kobieta go szanuje i wspiera w jego przedsięwzięciach, ona daje mu skrzydeł i wówczas on ma szansę stać się najlepszą wersją siebie.  Dla kobiety ma on szansę stać się jej wymarzonym partnerem.  Kiedy jednak kobieta oferuje mu tylko cierpkie słowa, poniżenie i upokorzenie, wówczas jego serce umrze.  Nawet mężczyzna, który był tak na początku szczęśliwy jak mąż wieloowocowej, nie wytrzyma takiego bombardowania.

Kobieto, jeśli nie szanujesz swojego partnera, możesz oczekiwać jednego z kilku rezultatów.  Jeśli on szanuje samego siebie i jest wystarczająco pewny siebie, to on ciebie z hukiem przepędzi i nie spojrzy w tył.  Jeśli on ma niską samoocenę, wówczas zostanie z tobą i będzie mizerny.  Przestanie dbać o siebie, będzie mu sporo obojętne, może popaść w nałogi, intymność między wami zaniknie, wasze życie nie będzie zmierzać w żadnym konkretnym kierunku.  Wszytko będzie byle-jakie, a ty go znienawidzisz.

Taki zgnojony mężczyzna jest bardzo podatny na uroki innych kobiet.  One nawet nie muszą być ładne.  Wystarczy że taka kobieta potraktuje go lepiej, będzie się śmiała z jego głupich dowcipów, będzie go chwalić za cokolwiek, będzie mu prawić komplementy, będzie go pocieszać w chwilach zwątpienia i on poczuje się jakby nie był w stanie niż zrobić przy niej źle.  Poczuje przy niej nowy wiatr w żaglach.  Poczuje się na nowo mężczyzną... ale przy niej a nie przy tobie.  I tak się stało z mężem wieloowocowej.  On może nawet twierdzić że nie wie dlaczego to zrobił, że głupio postąpił itd.  Tu nie chodzi o logikę tego postępowania.  Tu chodzi o to jak on się przy niej czul.

wieloowocowaja napisał/a:

Mam napady, w różnych miejscach, coś mi się skojarzy i zaczynam płakać, czasem w domu rzucam się na niego w amoku z pięściami, przeważnie wtedy gdy zamiast uspokajać mnie mówi, że jakbym była lepsza to by się nie stało… Jak łapie mnie za tyłek to mam przed oczami obraz, że niedawno łapał tak za tyłek ją i mnie to brzydzi… jak się kochamy to widzę jak robi to z nią w ten sam sposób i znowu obrzydzenie i niechęć zbliżeń… On przeprasza, mówi, że będzie mi to wynagradzał do końca życia… Ale tylko w połowie przypadków… Kolejne pół polega na tym, że robi mi wyrzuty i pretensje, że go zamęczam, że go wykończę, że jak wróciłam to mam o tym nie gadać, że to moja wina była bo byłam dla niego zła a on chciał w końcu być dla kogoś kimś…

wieloowocowa, masz tylko trzy wyjścia:

  1. Możesz związek zakończyć i przynajmniej mieć nadzieję że rozstaniecie się bez większych uraz, co dałoby wam szansę na nowy związek z kimś innym.

  2. Możesz z nim pozostać i kontynuować go gnoić za to kim jest i za to co zrobił.  Wasz związek albo rozpadnie się za kilka lat, albo dojedziecie tak w nienawiści do końca.

  3. Możesz z nim pozostać i zacząć go traktować z szacunkiem.  Musisz zapomnieć o tym epizodzie z inna kobietą i skupić się tylko na przyszłości.  Musisz przestać mu cokolwiek wypominać, żadnych pretensji.  Wtedy masz szanse na udany związek z nim.

Rozwiązanie nr. 2 jest zdecydowanie najgorsze.

wieloowocowaja napisał/a:

Często, żebym się uspokoiła, mówi mi, że powinnam się też zastanowić nad sobą i powodem tego co zrobił. Że on słysząc że jest nikim, zerem, że wiecznie źle coś robi, chociaż wziął nawet dla nas mieszkanie na kredyt i pozwolił mi je urządzić po swojemu, już nie mógł znieść wiecznych pretensji i niezadowolenia.

Prawdę ci mówi.  Twoje akcje odpychają go od ciebie, zatruwają go.

wieloowocowaja napisał/a:

Chciał się poczuć kimś, a nie nikim i przez chwilę ona mu dała tą złudną nadzieję.

Nawet wprost ci powiedział czego mu potrzeba - bycia mężczyzną a nie śmieciem.

wieloowocowaja napisał/a:

... mój ojciec nie przebierał w słowach w stosunku do mnie i znęcał się psychicznie nad całą moją rodziną

wieloowocowaja napisał/a:

Jak sama staram siebie wytłumaczyć, skoro ojciec nigdy nie był ze mnie zadowolony, a jestem wykształconą osobą, która nigdy nie sprawiała kłopotów wychowawczych - po prostu takie nie bycie zadowoloną miałam we krwi.

To jest przestroga dla rodziców.  Rodzice, szanujcie swoje dzieci!  Obowiązkiem rodzica jest przygotowanie dziecka do życia dorosłego tak aby ono odniosło sukces we wszystkich dziedzinach życia, włącznie z przygotowaniem do stworzenia szczęśliwego związku.

wieloowocowa, to przykre że ciebie ojciec źle traktował, ale to nie usprawiedliwia twojego zachowania.  Jesteś dorosła, w pełni świadoma i odpowiadasz za swoje postępowanie.  Weź się w garść i przestań jęczeć że wszystko przez ojca.  Życie rozdało ci paskudne karty.  Rozegraj je tak żebyś była z siebie dumna i żeby twoje dzieci były ci wdzięczne.

Z wyjątkiem dzieci, każdy ma takie życie na jakie zasługuje.

10

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Czyli jak ktoś ma potrzebę skoku w bok to wystarczy że zerwie sobie na jeden dzień bo przecież nie był wtedy z tą osobą??? A potem przychodzi i mówi, że przecież to nie była zdrada więc czemu się nie schodzimy ?

11 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-01-12 21:22:35)

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
wieloowocowaja napisał/a:

Czyli jak ktoś jest w tak popieprzonym związku jak my byliśmy i się rozchodziliśmy na pare dni bo byliśmy porywczy oboje, to w tym czasie każdy mógł się ruchac i później wracać do siebie jak gdyby nigdy nic i to nie jest zdrada ? Od początku się u nas działo i nikt w tym czasie rozłąki tak nie robił bo było logiczne ze będzie powrót - tak jak i tym razem.

A druga sprawa, nie chodzi mi o zakazywanie wrzucania czegoś, ale kiedy po 2 latach związku , ktoś tydzień po rozstaniu chełpi się ze mój ex już nie jest ze mną a spotyka się z nią, to raczej nie jet normalne i w porządku. Jakby nie mogła się tym cieszyć bez publikacji tylko rozdrapywać moje rany...

No, jak się rozchodziliście, to chyba logiczne, że się rozchodziliście, a nie, że powrót będzie?
A dziewczynie nie masz prawa niczego zakazywać i o nic mieć pretensji, ona się ma prawo cieszyć tak, jak jej się podoba.
Albo sama wyluzujesz, albo idź na terapię. Bo to nie jest normalne, co wypisujesz - jeśli tak czujesz naprawdę, a nie tylko przyszłaś sobie ponarzekać. W każdym razie jesteś strasznie niedojrzała - do niczego, a już na pewno nie nadajesz się do bycia w związku, dopóki czegoś ze sobą nie zrobisz.

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.
gg 63442251

12 Ostatnio edytowany przez wieloowocowaja (2018-01-12 21:27:34)

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
KaktusTX napisał/a:

Kobiety, przeczytajcie sobie uważnie słowa wieloowocowej... ku przestrodze.

wieloowocowaja napisał/a:

... zaczęłam mówić co mi ślina na język przyniesie – nie szanując go za bardzo. Sporadycznie wyśmiewałam jego ubiór, fryzurę, przejęzyczenia, brak znajomości języka angielskiego, mówiłam że dany prezent był nie taki o jakim marzyłam etc…

wieloowocowaja napisał/a:

Padały z moich ust słowa „jesteś dla [mnie] nikim” „jesteś zerem” „nie wiem czy cię kocham”...

wieloowocowaja napisał/a:

Oczywiście te wszystkie oblegi były rzucane przeze mnie bezmyślnie bo byłam do takich przyzwyczajona i nie sądziłam, że na nim odbiją takie piętno.

To jest dobry przepis na zamordowanie serca mężczyzny.  Ciągłe gnojenie ze strony ukochanej kobiety zniszczy każdego mężczyznę.  Mężczyzna potrzebuje szacunku od swojej kobiety tak jak ona potrzebuje miłości od niego.  Gdy kobieta go szanuje i wspiera w jego przedsięwzięciach, ona daje mu skrzydeł i wówczas on ma szansę stać się najlepszą wersją siebie.  Dla kobiety ma on szansę stać się jej wymarzonym partnerem.  Kiedy jednak kobieta oferuje mu tylko cierpkie słowa, poniżenie i upokorzenie, wówczas jego serce umrze.  Nawet mężczyzna, który był tak na początku szczęśliwy jak mąż wieloowocowej, nie wytrzyma takiego bombardowania.

Kobieto, jeśli nie szanujesz swojego partnera, możesz oczekiwać jednego z kilku rezultatów.  Jeśli on szanuje samego siebie i jest wystarczająco pewny siebie, to on ciebie z hukiem przepędzi i nie spojrzy w tył.  Jeśli on ma niską samoocenę, wówczas zostanie z tobą i będzie mizerny.  Przestanie dbać o siebie, będzie mu sporo obojętne, może popaść w nałogi, intymność między wami zaniknie, wasze życie nie będzie zmierzać w żadnym konkretnym kierunku.  Wszytko będzie byle-jakie, a ty go znienawidzisz.

Taki zgnojony mężczyzna jest bardzo podatny na uroki innych kobiet.  One nawet nie muszą być ładne.  Wystarczy że taka kobieta potraktuje go lepiej, będzie się śmiała z jego głupich dowcipów, będzie go chwalić za cokolwiek, będzie mu prawić komplementy, będzie go pocieszać w chwilach zwątpienia i on poczuje się jakby nie był w stanie niż zrobić przy niej źle.  Poczuje przy niej nowy wiatr w żaglach.  Poczuje się na nowo mężczyzną... ale przy niej a nie przy tobie.  I tak się stało z mężem wieloowocowej.  On może nawet twierdzić że nie wie dlaczego to zrobił, że głupio postąpił itd.  Tu nie chodzi o logikę tego postępowania.  Tu chodzi o to jak on się przy niej czul.

wieloowocowaja napisał/a:

Mam napady, w różnych miejscach, coś mi się skojarzy i zaczynam płakać, czasem w domu rzucam się na niego w amoku z pięściami, przeważnie wtedy gdy zamiast uspokajać mnie mówi, że jakbym była lepsza to by się nie stało… Jak łapie mnie za tyłek to mam przed oczami obraz, że niedawno łapał tak za tyłek ją i mnie to brzydzi… jak się kochamy to widzę jak robi to z nią w ten sam sposób i znowu obrzydzenie i niechęć zbliżeń… On przeprasza, mówi, że będzie mi to wynagradzał do końca życia… Ale tylko w połowie przypadków… Kolejne pół polega na tym, że robi mi wyrzuty i pretensje, że go zamęczam, że go wykończę, że jak wróciłam to mam o tym nie gadać, że to moja wina była bo byłam dla niego zła a on chciał w końcu być dla kogoś kimś…

wieloowocowa, masz tylko trzy wyjścia:

  1. Możesz związek zakończyć i przynajmniej mieć nadzieję że rozstaniecie się bez większych uraz, co dałoby wam szansę na nowy związek z kimś innym.

  2. Możesz z nim pozostać i kontynuować go gnoić za to kim jest i za to co zrobił.  Wasz związek albo rozpadnie się za kilka lat, albo dojedziecie tak w nienawiści do końca.

  3. Możesz z nim pozostać i zacząć go traktować z szacunkiem.  Musisz zapomnieć o tym epizodzie z inna kobietą i skupić się tylko na przyszłości.  Musisz przestać mu cokolwiek wypominać, żadnych pretensji.  Wtedy masz szanse na udany związek z nim.

Rozwiązanie nr. 2 jest zdecydowanie najgorsze.

wieloowocowaja napisał/a:

Często, żebym się uspokoiła, mówi mi, że powinnam się też zastanowić nad sobą i powodem tego co zrobił. Że on słysząc że jest nikim, zerem, że wiecznie źle coś robi, chociaż wziął nawet dla nas mieszkanie na kredyt i pozwolił mi je urządzić po swojemu, już nie mógł znieść wiecznych pretensji i niezadowolenia.

Prawdę ci mówi.  Twoje akcje odpychają go od ciebie, zatruwają go.

wieloowocowaja napisał/a:

Chciał się poczuć kimś, a nie nikim i przez chwilę ona mu dała tą złudną nadzieję.

Nawet wprost ci powiedział czego mu potrzeba - bycia mężczyzną a nie śmieciem.

wieloowocowaja napisał/a:

... mój ojciec nie przebierał w słowach w stosunku do mnie i znęcał się psychicznie nad całą moją rodziną

wieloowocowaja napisał/a:

Jak sama staram siebie wytłumaczyć, skoro ojciec nigdy nie był ze mnie zadowolony, a jestem wykształconą osobą, która nigdy nie sprawiała kłopotów wychowawczych - po prostu takie nie bycie zadowoloną miałam we krwi.

To jest przestroga dla rodziców.  Rodzice, szanujcie swoje dzieci!  Obowiązkiem rodzica jest przygotowanie dziecka do życia dorosłego tak aby ono odniosło sukces we wszystkich dziedzinach życia, włącznie z przygotowaniem do stworzenia szczęśliwego związku.

wieloowocowa, to przykre że ciebie ojciec źle traktował, ale to nie usprawiedliwia twojego zachowania.  Jesteś dorosła, w pełni świadoma i odpowiadasz za swoje postępowanie.  Weź się w garść i przestań jęczeć że wszystko przez ojca.  Życie rozdało ci paskudne karty.  Rozegraj je tak żebyś była z siebie dumna i żeby twoje dzieci były ci wdzięczne.




Dziękuję, na prawdę. Aczkolwiek szkoda ze nie wziąłeś pod uwagę tego, jak on skopał moje poczucie władnej seksualności i kobiecości, tylko wybielasz go w 100%. Mówienie komuś ze koledzy się ruchają codziennie, a on co 3 dni i musi się przezemnie masturbować jak 15 latek, też było średnio w porządku.  Tak jak on nie powinien czuć się śmieciem przezemnie, tak ja nie powinnam czuć poczucia winy, ze nie chce codziennie się kochać. Mam nadzieje ze chociaż dostrzegasz 1% jego złej strony.

13

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

To czemu go nie zostawiłaś wcześniej, skoro tak Cię ranił? Raniliście się wzajemnie, a potem wyszłaś za niego za mąż. Gdzie tutaj jest logika?

14

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
Lady Loka napisał/a:

To czemu go nie zostawiłaś wcześniej, skoro tak Cię ranił? Raniliście się wzajemnie, a potem wyszłaś za niego za mąż. Gdzie tutaj jest logika?


Jak rozstaliśmy się na dłużej 1 raz i pare razy się spotkaliśmy w odstępie miesięcznym, jak przywoził mi resztę moich rzeczy to każde z nas miało łzy w oczach za każdym razem. Widziałam ile straciłam przez własna głupotę. Nie mogliśmy bez siebie żyć i każdy żałował - on jej - a ja nie szanowania go i pustych dla mnie słów, które go raniły. Teraz nasz związek jest całkiem inny szanuję go, zawsze wręcz bronię gdy ktoś ma do niego jakieś uszczypliwości bo dotarło do mnie, że taki facet to skarb i inne kobiety to dostrzegają wiec powinnam się ogarnąć. On już nie ma pretensji o seks -jest tylko gdy oboje chcemy. Wszystko jest jak w bajce, kocham go do szaleństwa, jestem dumna że mogę mieć go u swojego boku. Wszystko jest takie dopóki nie zaczyna mi odbijać, są wtedy kłótnie, a raczej mój płacz i monologi jak on mógł, on się wścieka, że wiedziałam przed ślubem i jak nie mogę z tym żyć to mam się rozwieźć. Aczkolwiek rano zawsze mówi „głupia nigdy Ci nie dam rozwodu za bardzo Cię kocham”... piszę bo boje się ze kiedyś któraś kłótnia przeleje czarę goryczy ... wiem, że potrzebuje pomocy... chociaż obiektywnego komentarza na tą chwilę albo kopa w dupę jak ten...

15 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2018-01-12 21:42:03)

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
wieloowocowaja napisał/a:
KaktusTX napisał/a:

Kobiety, przeczytajcie sobie uważnie słowa wieloowocowej... ku przestrodze.

wieloowocowaja napisał/a:

... zaczęłam mówić co mi ślina na język przyniesie – nie szanując go za bardzo. Sporadycznie wyśmiewałam jego ubiór, fryzurę, przejęzyczenia, brak znajomości języka angielskiego, mówiłam że dany prezent był nie taki o jakim marzyłam etc…

wieloowocowaja napisał/a:

Padały z moich ust słowa „jesteś dla [mnie] nikim” „jesteś zerem” „nie wiem czy cię kocham”...

wieloowocowaja napisał/a:

Oczywiście te wszystkie oblegi były rzucane przeze mnie bezmyślnie bo byłam do takich przyzwyczajona i nie sądziłam, że na nim odbiją takie piętno.

To jest dobry przepis na zamordowanie serca mężczyzny.  Ciągłe gnojenie ze strony ukochanej kobiety zniszczy każdego mężczyznę.  Mężczyzna potrzebuje szacunku od swojej kobiety tak jak ona potrzebuje miłości od niego.  Gdy kobieta go szanuje i wspiera w jego przedsięwzięciach, ona daje mu skrzydeł i wówczas on ma szansę stać się najlepszą wersją siebie.  Dla kobiety ma on szansę stać się jej wymarzonym partnerem.  Kiedy jednak kobieta oferuje mu tylko cierpkie słowa, poniżenie i upokorzenie, wówczas jego serce umrze.  Nawet mężczyzna, który był tak na początku szczęśliwy jak mąż wieloowocowej, nie wytrzyma takiego bombardowania.

Kobieto, jeśli nie szanujesz swojego partnera, możesz oczekiwać jednego z kilku rezultatów.  Jeśli on szanuje samego siebie i jest wystarczająco pewny siebie, to on ciebie z hukiem przepędzi i nie spojrzy w tył.  Jeśli on ma niską samoocenę, wówczas zostanie z tobą i będzie mizerny.  Przestanie dbać o siebie, będzie mu sporo obojętne, może popaść w nałogi, intymność między wami zaniknie, wasze życie nie będzie zmierzać w żadnym konkretnym kierunku.  Wszytko będzie byle-jakie, a ty go znienawidzisz.

Taki zgnojony mężczyzna jest bardzo podatny na uroki innych kobiet.  One nawet nie muszą być ładne.  Wystarczy że taka kobieta potraktuje go lepiej, będzie się śmiała z jego głupich dowcipów, będzie go chwalić za cokolwiek, będzie mu prawić komplementy, będzie go pocieszać w chwilach zwątpienia i on poczuje się jakby nie był w stanie niż zrobić przy niej źle.  Poczuje przy niej nowy wiatr w żaglach.  Poczuje się na nowo mężczyzną... ale przy niej a nie przy tobie.  I tak się stało z mężem wieloowocowej.  On może nawet twierdzić że nie wie dlaczego to zrobił, że głupio postąpił itd.  Tu nie chodzi o logikę tego postępowania.  Tu chodzi o to jak on się przy niej czul.

wieloowocowaja napisał/a:

Mam napady, w różnych miejscach, coś mi się skojarzy i zaczynam płakać, czasem w domu rzucam się na niego w amoku z pięściami, przeważnie wtedy gdy zamiast uspokajać mnie mówi, że jakbym była lepsza to by się nie stało… Jak łapie mnie za tyłek to mam przed oczami obraz, że niedawno łapał tak za tyłek ją i mnie to brzydzi… jak się kochamy to widzę jak robi to z nią w ten sam sposób i znowu obrzydzenie i niechęć zbliżeń… On przeprasza, mówi, że będzie mi to wynagradzał do końca życia… Ale tylko w połowie przypadków… Kolejne pół polega na tym, że robi mi wyrzuty i pretensje, że go zamęczam, że go wykończę, że jak wróciłam to mam o tym nie gadać, że to moja wina była bo byłam dla niego zła a on chciał w końcu być dla kogoś kimś…

wieloowocowa, masz tylko trzy wyjścia:

  1. Możesz związek zakończyć i przynajmniej mieć nadzieję że rozstaniecie się bez większych uraz, co dałoby wam szansę na nowy związek z kimś innym.

  2. Możesz z nim pozostać i kontynuować go gnoić za to kim jest i za to co zrobił.  Wasz związek albo rozpadnie się za kilka lat, albo dojedziecie tak w nienawiści do końca.

  3. Możesz z nim pozostać i zacząć go traktować z szacunkiem.  Musisz zapomnieć o tym epizodzie z inna kobietą i skupić się tylko na przyszłości.  Musisz przestać mu cokolwiek wypominać, żadnych pretensji.  Wtedy masz szanse na udany związek z nim.

Rozwiązanie nr. 2 jest zdecydowanie najgorsze.

wieloowocowaja napisał/a:

Często, żebym się uspokoiła, mówi mi, że powinnam się też zastanowić nad sobą i powodem tego co zrobił. Że on słysząc że jest nikim, zerem, że wiecznie źle coś robi, chociaż wziął nawet dla nas mieszkanie na kredyt i pozwolił mi je urządzić po swojemu, już nie mógł znieść wiecznych pretensji i niezadowolenia.

Prawdę ci mówi.  Twoje akcje odpychają go od ciebie, zatruwają go.

wieloowocowaja napisał/a:

Chciał się poczuć kimś, a nie nikim i przez chwilę ona mu dała tą złudną nadzieję.

Nawet wprost ci powiedział czego mu potrzeba - bycia mężczyzną a nie śmieciem.

wieloowocowaja napisał/a:

... mój ojciec nie przebierał w słowach w stosunku do mnie i znęcał się psychicznie nad całą moją rodziną

wieloowocowaja napisał/a:

Jak sama staram siebie wytłumaczyć, skoro ojciec nigdy nie był ze mnie zadowolony, a jestem wykształconą osobą, która nigdy nie sprawiała kłopotów wychowawczych - po prostu takie nie bycie zadowoloną miałam we krwi.

To jest przestroga dla rodziców.  Rodzice, szanujcie swoje dzieci!  Obowiązkiem rodzica jest przygotowanie dziecka do życia dorosłego tak aby ono odniosło sukces we wszystkich dziedzinach życia, włącznie z przygotowaniem do stworzenia szczęśliwego związku.

wieloowocowa, to przykre że ciebie ojciec źle traktował, ale to nie usprawiedliwia twojego zachowania.  Jesteś dorosła, w pełni świadoma i odpowiadasz za swoje postępowanie.  Weź się w garść i przestań jęczeć że wszystko przez ojca.  Życie rozdało ci paskudne karty.  Rozegraj je tak żebyś była z siebie dumna i żeby twoje dzieci były ci wdzięczne.




Dziękuję, na prawdę. Aczkolwiek szkoda ze nie wziąłeś pod uwagę tego, jak on skopał moje poczucie władnej seksualności i kobiecości, tylko wybielasz go w 100%. Mówienie komuś ze koledzy się ruchają codziennie, a on co 3 dni i musi się przezemnie masturbować jak 15 latek, też było średnio w porządku.  Tak jak on nie powinien czuć się śmieciem przezemnie, tak ja nie powinnam czuć poczucia winy, ze nie chce codziennie się kochać. Mam nadzieje ze chociaż dostrzegasz 1% jego złej strony.

Trzeba było odejść, a nie wychodzić za niego za mąż.
Sama podjęłaś decyzję.
Ty go szmaciłaś źle go traktując, on Ciebie zeszmacił posuwając inną. Jesteście kwita.

Albo oboje się zmienicie i zaczniecie od nowa, albo to nie ma żadnego sensu.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

16

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Po rozstaniu zawsze są klapki na oczach i chce się wracać do osoby, którą się zostawiło. Bo było tak dobrze, a teraz trzeba być samemu. Oj straszne.

Mogłaś poczekać ze ślubem. Nikt nie kazał Ci go brać po pół roku. Wchodzenie w związek małżeński z taką sprawą, której ciągle nie potrafisz wybaczyć było chore. Albo pracuj nad sobą, albo daj facetowi spokój. Bo go wykończysz. Jeżeli jesteś niestabilna emocjonalnie to wio do terapeuty.

17 Ostatnio edytowany przez wieloowocowaja (2018-01-12 21:55:19)

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

To widocznie ze mną jest coś nie tak. Jak ja bym się zakochała w facecie co dopiero co się rozstał albo rozstał się w jakimś stopniu przez znajomość ze mną, przy całej mojej sukowatości - nie dokladalabym jego byłej zdjęciami. To moim zdaniem jest dojrzałe, przynajmniej w tej jednej sytuacji.

18

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Kolejny troll.

Nie czynię dobra którego chce, ale czynię to zło, którego nie chcę.

19 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-01-12 22:04:10)

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
wieloowocowaja napisał/a:

To widocznie ze mną jest coś nie tak. Jak ja bym się zakochała w facecie co dopiero co się rozstał albo rozstał się w jakimś stopniu przez znajomość ze mną, przy całej mojej sukowatości - nie dokladalabym jego byłej zdjęciami. To moim zdaniem jest dojrzałe, przynajmniej w tej jednej sytuacji.

Wybacz, ale nie bardzo rozumiem. A co kogo obchodzi czyjaś była?
A że jest z Tobą coś nie tak, to już Ci napisaliśmy, w tym i w tym drugim wątku, mam nadzieję, że moderacja połączy - ale nie chodziło o fotki na FB.

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.
gg 63442251

20

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
santapietruszka napisał/a:
wieloowocowaja napisał/a:

To widocznie ze mną jest coś nie tak. Jak ja bym się zakochała w facecie co dopiero co się rozstał albo rozstał się w jakimś stopniu przez znajomość ze mną, przy całej mojej sukowatości - nie dokladalabym jego byłej zdjęciami. To moim zdaniem jest dojrzałe, przynajmniej w tej jednej sytuacji.

Wybacz, ale nie bardzo rozumiem. A co kogo obchodzi czyjaś była?
A że jest z Tobą coś nie tak, to już Ci napisaliśmy, w tym i w tym drugim wątku, mam nadzieję, że moderacja połączy - ale nie chodziło o fotki na FB.


Jest człowiekiem którego boli odejście ukochanej osoby, po co jej dokładać? Wsxedzie trzeba wciskać zdjęcia i hasztagi? Wczuć się czasem trzeba, czy my po rozstaniu w wielkim cierpieniu chciałybyśmy oglądać swojego ex, którego się jeszcze kocha w towarzystwie nowej kobiety... rozumiem ze jak byś się rozstała z facetem to nie przeszkadzałyby Ci jego zdjęcia z nową dziunią po tygodniu.

21

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Bez różnicy czy FB czy instagram, teraz prawie każdy ma to i to.

22

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Nie zauważyłam szufladki o zdradach, wiec dodałam drugi sądząc, że poprzedni usunę. Niestety nie umiem, więc śmiało możecie mnie pokierować lub zgłaszać... łatewer

23

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

dlatego po rozstaniu się byłego blokuje w mediach społecznościowych, żeby nowych zdjęć nie widzieć smile myślisz, że ktokolwiek z nich wtedy myślał o Tobie? Cieszyli się sobą i tyle. Nikt wtedy się nie zastanawia co czuje opuszczona osoba.

24 Ostatnio edytowany przez wieloowocowaja (2018-01-12 22:30:51)

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
Lady Loka napisał/a:

dlatego po rozstaniu się byłego blokuje w mediach społecznościowych, żeby nowych zdjęć nie widzieć smile myślisz, że ktokolwiek z nich wtedy myślał o Tobie? Cieszyli się sobą i tyle. Nikt wtedy się nie zastanawia co czuje opuszczona osoba.


Zarzeka się, że cały czas płakał, a spotkania z nią były dlatego, że itak ciągle mu mówiłam, że nie wrócę ze względu na nią i na to, że z nią pisał jak ze mną był wiec itak nie miał nic do stracenia. Spotykali się bo nie miał tam znajomych a ona przylatywala na życzenie - po seksie ja odwoził na dworzec wink widziałam smsy jak ona się obraza bo on jej mówił, że czegoś nie robi tak dobrze jak ja i że to ja byłam dobrym materiałem na żonę ale się nie dogadywaliśmy. Śmiał się z niej że 8 raz podchodziła do matury i ciagle do niej mówił moim imieniem smile wiec nie sądzę że się tak sobą cieszyli - raczej ona nim. Wiec tym bardziej nie rozumiem po co się godził z powiązaniem z nią jakiekolwiek w mediach, bo mówił, ze wiedział ze nic z tego nie będzie i jak tylko powiedziałam, ze jest szansa na powrót powiedział jej żeby więcej nie dzwoniła. A jej zdjęcia to były zwykle selfie twarzy z podpisem miasta w którym mieszkał żeby mi pokazać gdzie jest, a nie jak jej dobrze w jego objęciach wink ja nie musiałam wiedzieć o każdym momencie, w którym była u niego w domu i ja pieprzył bo zdjęć miasta z hasztagu nie było ani ćwierć.

25

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Ale Ty masz pretensje do tej babki, do swojego faceta czy do kogo, bo ja przestałam kumać? Na Twoim miejscu miałabym do siebie. Boli, że podnóżek nagle z kolan wstał? No, cóż, life is brutal, full of zasadzkas i bywa... sama na to zasłużyłaś...

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.
gg 63442251

26

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
santapietruszka napisał/a:

Ale Ty masz pretensje do tej babki, do swojego faceta czy do kogo, bo ja przestałam kumać? Na Twoim miejscu miałabym do siebie. Boli, że podnóżek nagle z kolan wstał? No, cóż, life is brutal, full of zasadzkas i bywa... sama na to zasłużyłaś...


Nie że wstał, tylko ta pokazówka w necie w dodatku fałszywa.

27 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2018-01-12 23:20:36)

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
wieloowocowaja napisał/a:

Nie że wstał, tylko ta pokazówka w necie w dodatku fałszywa.

Jaka pokazówka dziewczyno ?
On żadnej pokazówki nie robił.
Równie dobrze możesz być wściekła o to, że np. ja wstawiam w mediach społecznościowych zdjęcia i hasztaguję - bo dokładnie tyle wspólnego z Tobą mają wpisy owej dziewczyny, co i moje.
Czyli wielkie NIC.
W jej wpisach nie było nic fałszywego - bo ona naprawdę tak spędzała czas jak to pokazywała i jak o tym pisała.
Ale jakim cudem wpadłaś na to, że ona jest Ci winna szacunek czy wzgląd, to w głowę zachodzę.
To jest dziewczyna, która przez jakiś czas pozostawała w relacji z Twoim obecnym mężem, a kilkukrotnym byłym chłopakiem.
Co więcej działo się to z jego nieprzymuszonej, dobrej woli.

Nie jesteś bóstwem, które należy czcić i uważać, żeby bóstwa nie rozgniewać.
Taka postawa przyniesie Ci dużo więcej rozczarowań w życiu, niż zmierzenie się z konsekwencjami TWOICH własnych wyborów, postępowania, czy podejścia do ludzi.
Czas zejść z wyimaginowanego piedestału i przyjąć na klatę odpowiedzialność za sytuację, którą na równi ze swoim byłym/obecnym współtworzyłaś.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

28

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Jeżeli mu niewybaczylas to dlaczego wyszłaś za niego za maz ?

Teraz rozstrzasasz czy to była zdrada, dlaczego ta dziewczyna umieściła zdjęcia na instagramie itd.

Po to wychodziłaś za maz , żeby mieć na kim wyładować swoją frustracje ?

Nie ma takiego człowieka na świecie który w nieskończoność wytrzymywały takie zachowanie partnera.

Moja szczera rada , zrób coś dla siebie.
Popracuj dla siebie, nad sobą .

Masz ewidentne kłopoty emocjonalne ze sobą , masz potrzebę nieskończonej akceptacji , nawet za cenę poniżania innych.
Być może problem wynika z Twojego domu rodzinnego, Twojego dzieciństwa - pisałaś o ojcu tyranie.

To nie wstyd iść po pomoc do psychologa.
Skorzystaj z tego, dla siebie.

Kwestie związane z mężem ON musi rozwiązać sam.
Nie zajmuj się nim, zajmij się sobą

29

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Zgodnie z regulaminem dublowanie wątków jest zabronione, dlatego Twoje, Wielooowocowaja, zostały ze sobą połączone. Biorąc pod uwagę, że obydwie dyskusje toczyły się równolegle (zupełnie nie wiem co miało to na celu), może się okazać, że w pewnych miejscach wystąpią jakieś niespójności, ale uznałam, że z uwagi na ilość napisanych postów i tak jest to korzystniejszym rozwiązaniem niż usunięcie całego wątku, czyli de facto połowy wypowiedzi.
Proszę o zapoznanie się z naszymi zasadami i stosowanie do ich zapisów, co pozwoli w przyszłości takich sytuacji uniknąć.
Z pozdrowieniami, Olinka

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz.

30

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Żal bierze jak sie czyta ciebie autorko. Nie dosc ze egoistyczna i niedojrzala to jeszcze zaburzona na maxa.
Przyszlas na to forum z pytaniem czy swoim zachowaniem doprowadzilas do tych wszystkich zlych sytuacji. 99% ludzi odpowiedzialo ci ze tak wiec o co ci jeszcze chodzi??  Prawda boli ? I jeszcze placzesz sie sama w tym co piszesz bo masz pretensje do swego faceta ze jego ex wrzucala ich wspolne zdjecia. Serio takie to trudne zeby pojac ze ewentualne pretensje mozesz miec tylko do tej dziewczyny bo to ona wrzucala zdjecia ?? Ale nie ty nadal powielasz swoj stary schemat i za cudze krzywdy wyzywasz sie na niewinnych. Ojciec cie zle traktowal - wyzywalas sie na chlopaku szaraku. Inni faceci cie rozczarowali- wyzywals sie na chlopaku szaraku. Jego ex ci dowalila - wyzywalas sie ponownie na nim. Na dodatek wzielas z nim slub chyba tylko po to zeby moc sie wyzywac regularnie od rana do wieczora. Jesli uwazalas ze byl takim ...ujem i tak cie zdradzil i oszukal to trzeba bylo siedziec na tylku w domu z rodzicami a jemu dac spokoj. Ale przekalkulowalas z premedytacja ze lepiej  sie przykleic do naiwnego jelenia i jego mieszkania i pouzywac sobie na nim nadal.
Pierwszy post sugerowal ze masz jakies przeblyski swiadomosci i swojej wiadacej roli w tym calym koszmarze ale nie ty tu przyszlas porobic z siebie dalej ofiare. Nikt nie wspolczuje, nikt nie wiesza wraz z toba psow na twoim mezu. W zwiazku z tym mozesz juz sobie stad isc...najlepiej do dobrego psychiatry bo zameczysz ludzi wkolo siebie i sama siebie tez.

31

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Dwa kluczowe fragmenty posta rozpoczynającego wątek.

wieloowocowaja napisał/a:

(...) wzięłam sobie zwykłego, szarego chłopaczka, który myślał, że Boga za nogi złapał jak się z nim umówiłam. (...)

Odzwierciedla sposób myślenia autorki o swym mężu.



(...) boję się, że nigdy mi nie przejdzie i nigdy nie będzie tak samo... że odejdzie dręczony pytaniami i atakowany o to co zrobił…

Ukazuje jej decyzję o dalszym zachowaniu wobec niego.






Reszta jest biciem piany przez autorkę, oby trolla.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.

32

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
Wielokropek napisał/a:

Dwa kluczowe fragmenty posta rozpoczynającego wątek.

wieloowocowaja napisał/a:

(...) wzięłam sobie zwykłego, szarego chłopaczka, który myślał, że Boga za nogi złapał jak się z nim umówiłam. (...)

Odzwierciedla sposób myślenia autorki o swym mężu.



(...) boję się, że nigdy mi nie przejdzie i nigdy nie będzie tak samo... że odejdzie dręczony pytaniami i atakowany o to co zrobił…

Ukazuje jej decyzję o dalszym zachowaniu wobec niego.






Reszta jest biciem piany przez autorkę, oby trolla.

Racja Wielokropku. Ona decyzje co do dalszego swego postepowania podjela juz dawno. Bez sensu cos tu tlumaczyc. No i tez mam nadzieje ze to troll bo wierzyc mi sie nie chce ze naprawde istnieja ludzie ktorym sie wydaje ze maja prawo innych traktowac jak scierwo a sami oczekuja od nich szacunku.

33

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

No przecież przeróżne rzeczy wydziwiają ludzie. Niektórych stać na to. Nie bądźmy toll'ofobiczni znów.

Co do drugiego punktu autorki wątku, to powinnaś mieć pretensje i do siebie i do niego... Generalnie ręce mi opadają.

34

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Idź do psychiatry, Autorko, bo masz szansę na niezdiagnozowane borderline. A od borderek wszystko co żyje i nosi spodnie powinno uciekać jak najdalej smile
Tak to jest, Panowie, gdy nie trzyma się ramy, nie ustali granic, nie egzekwuje konsekwencji ich przekroczenia i daje sobie wejść na głowę na początku związku. Pan jak widzę połknął czerwoną pigułkę i otrzeźwiał - chwała mu, może zachowa zdrowie psychiczne smile

I tak na przyszłość - jak chcecie się żenić, poznajcie dobrze rodzinę Pani/Pana. I uciekać jak najdalej od patologii/przemocowców/gold diggerek/niestabilnych psychiczne itd. Chcesz wiedzieć, jak za X jak będzie zachowywać się Twoja żona? Popatrz na jej matkę, popatrz na relacje, jakie łączą ją z jej ojcem. To naprawdę nie wyższa matematyka.

"Bóg stworzył ludzi, Samuel Colt uczynił ich równymi"

35

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Ale dlaczego panowie? Może panie też powinny uciekać?
Unreal jak chcesz takie teksty rzucać to idź do BS.

36

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Ok dobra, wszystko rozumiem i przyjmuje jak tyle osób mi mówi, że mam za swoje. Nieraz w komentarzach i opisie to przyznałam. Szkoda ze większość osób zamiast odpowiedzieć na pytania ocenia mnie. O to mi chodziło, zakładałam, że większość osób uzna, że to nie zdrada i że zasłużyłam - myśląc że obiektywne opinie dadzą mi kopa w dupę i w końcu to do mnie dotrze i przestane go szykanować. Widocznie oboje mamy problemy psychiczne bo byłam taka od 1 spotkania a jak się spotykał z nią to mu się znudziła bo robiła wszystko po jego myśli i była za nim za głupia ... a smsy jakie dostawałam w stylu - zrobiłbym wszystko, żeby przyjść po pracy do domu i dostać zjebę od Ciebie za niepozmywane naczynia, bądź wole się kłócić z Tobą niż mieć święty spokój z kimś innym smile Więc, chcąc nie chcąc, naraże się na falę hejtu - jakoś od początku go to rajcowało i sam se mnie taką wziął - a do związku przecież nikt go nie zmuszał ani do oświadczyn smile jakby uważał jak wy, mógłby się rozstać już na początku.

37 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2018-01-13 13:32:59)

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Chcesz kolejnej odpowiedzi (miałam nadzieję, że jesteś trollem)? Proszę.

wieloowocowaja napisał/a:

(...) 1.    To była zdrada czy nie? Poznał ją jak byliśmy razem a skończyło się seksie po rozstaniu… Może jakby nie ona miałby większe chęci na naprawę? On tłumaczy, że nie byliśmy razem i mógł robić co chciał… Z tym, że rozstawaliśmy się wcześniej z 3 razy na kilka dni i jakoś nikt nigdy wtedy z nikim nie spał… Mówi, że jak byliśmy razem pisał  z nią jak z koleżanką i wręcz radził się jej jak byliśmy pokłóceni co ma robić aby było lepiej – jakoś ciężko mi w to uwierzyć… Jak się z nią spotkał 1 raz 2 tyg. po rozstaniu to nie zakładał, że to się tak skończy, traktował jak koleżankę, ale na 2 spotkaniu dobrała  mu się do spodni i tak jakoś wyszło… (...)

Nie. Nie była to zdrada, skoro wasz związek został zakończony. To, że do siebie wróciliście nie ma znaczenia. To, że podczas poprzednich kilkudniowych rozstań (a może "rozstań"), nie miał żadnej partnerki seksualnej też nie ma znaczenia.


(...) 2.    Czy faktycznie jest tak jak mówi i nie powinnam mieć do niego pretensji bo przyczyniłam się do tego co zrobił swoim niezadowoleniem i obrazami? Jak mi nie przejdzie, wykończę nas oboje moimi lamentami co 2 dni…  (...)

Po rozstaniu mógł robić to, co chciał, także w sprawach seksualnych. Przeczytaj to, co napisałaś o traktowaniu go. Dalej masz jakieś wątpliwości?


I jeszcze kilka zdań komentarza

(...) Kocham go, jest dobrym człowiekiem, jest mężem, jakiego chciałaby niejedna z was, we wszystkim pomaga, sprząta, prasuje, wyręcza mnie, zabiera na randki... ale boję się, że nigdy mi nie przejdzie i nigdy nie będzie tak samo... że odejdzie dręczony pytaniami i atakowany o to co zrobił…

Jeśli prawdą jest to, że go kochasz, to masz bardzo dziwny sposób okazywania miłości i traktowania kochanego przez siebie człowieka. Strach pomyśleć o Twym zachowaniu wobec osoby, której nie lubisz.
Zdanie, które zacytowałam także we wcześniejszym poście, o tym, że owe zachowania "nie przejdą Ci", wiele mówi o Tobie. Bo, wbrew temu co napisałaś, masz wpływ na swoje zachowanie, także wobec męża. Możesz dalej udawać, że nie masz wpływu ani na swoje myślenie, ani traktowanie innych i odpowiedzialnymi za nie osobami są Twoi bliscy i dalej być toksycznym, agresywnym człowiekiem. Możesz też i swe myślenie, i zachowanie zmienić. Możesz, nie musisz. Każda z tych decyzji ma swe konsekwencje.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.

38

Odp: Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...
wieloowocowaja napisał/a:

Ok dobra, wszystko rozumiem i przyjmuje jak tyle osób mi mówi, że mam za swoje. Nieraz w komentarzach i opisie to przyznałam. Szkoda ze większość osób zamiast odpowiedzieć na pytania ocenia mnie. O to mi chodziło, zakładałam, że większość osób uzna, że to nie zdrada i że zasłużyłam - myśląc że obiektywne opinie dadzą mi kopa w dupę i w końcu to do mnie dotrze i przestane go szykanować. Widocznie oboje mamy problemy psychiczne bo byłam taka od 1 spotkania a jak się spotykał z nią to mu się znudziła bo robiła wszystko po jego myśli i była za nim za głupia ... a smsy jakie dostawałam w stylu - zrobiłbym wszystko, żeby przyjść po pracy do domu i dostać zjebę od Ciebie za niepozmywane naczynia, bądź wole się kłócić z Tobą niż mieć święty spokój z kimś innym smile Więc, chcąc nie chcąc, naraże się na falę hejtu - jakoś od początku go to rajcowało i sam se mnie taką wziął - a do związku przecież nikt go nie zmuszał ani do oświadczyn smile jakby uważał jak wy, mógłby się rozstać już na początku.

Więc w czym tak naprawdę masz problem ? I po co założyłaś ten wątek ?
Skoro wszystko u Was w związku jest tak cudownie, unosicie się na siódmej chmurce szczęścia, a dokoła brykają tęczowe jednorożce ...

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

Posty [ 1 do 38 z 66 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mam 25 lat, mąż 23. Ślub pół roku temu, a już mówimy o rozwodzie...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016