Gdzie jest granica...? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Gdzie jest granica...?

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 76 z 112 ]

39

Odp: Gdzie jest granica...?

Cóż Jambo,za dostęp do krocza musisz zapłacić...chyba nie myślałeś,że będziesz miał darmowe bzykanko bez zobowiązań.
Beta provider,mówi Ci to coś ?

Stronger and stronger ...
Reklama
Zobacz podobne tematy :

40

Odp: Gdzie jest granica...?
theonlyone napisał/a:

Cóż Jambo,za dostęp do krocza musisz zapłacić...chyba nie myślałeś,że będziesz miał darmowe bzykanko bez zobowiązań.
Beta provider,mówi Ci to coś ?

A mówią, że seks tylko w małżeństwie jest najdroższym interesem : D Jak widać, nie zawsze.

"Bóg stworzył ludzi, Samuel Colt uczynił ich równymi"

41 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2018-01-02 23:42:20)

Odp: Gdzie jest granica...?

Ale co, po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględnia się.
Wyłożyłeś trochę daniny, ofiara została zaakceptowana.
Może nie rokujesz na więcej wg. niej wiec  mógłbyś zwolnić miejsce dla nowego.

Odejdziesz w poczuciu , że to zła kobieta była i wredna i tak musiałeś.
Ona pierwszego dnia kiedy odejdziesz otworzy szampana  i pójdzie na randkę z nowym.

Proponuje korzystać z "życia" , ograniczyć gotówkę i patrzeć jak dokręca śrubę niby z innych powodów.
Zawsze to jakaś rozrywka.

Nie wiadomo jaki ta pani przewidziała finał , no ale niespodzianki tez są fajne.

Jedną z nielicznych zalet głupoty jest to , że nie można nią się zarazić.
Reklama

42

Odp: Gdzie jest granica...?

Czy Wy wszyscy nie przesadzacie? A co w tym zlego czy dziwnego że mężczyzna w zwiazku, jeśli wiecej zarabia to ponosi większe " nakłady". Że kupuje prezenty, rozpieszcza swoją kobietę, ponosi koszty wczasów jesli jej na to nie stać.  Ja akurat wspaniale wspominam prezenty od mojego męża zanim jeszcze sie pobralismy. Bardzo je ceniłam, czułam się kochana i czulam że o mnie dba. Do dzisiaj jestem mu za to wdzięczna i nigdy już żaden prezent nie cieszył mnie tak jak te kupowane gdy bylam panną.

43

Odp: Gdzie jest granica...?

No oczywiście jeśli chodzi o jej reakcję na kradziez syna cz bezczelne teksty kolegi no to bez komentarza. Dno dna. I tu bym się zastanowiła czy ona jest z Tobą czy przeciw Tobie.

Reklama

44

Odp: Gdzie jest granica...?
justa_pl napisał/a:

Czy Wy wszyscy nie przesadzacie? A co w tym zlego czy dziwnego że mężczyzna w zwiazku, jeśli wiecej zarabia to ponosi większe " nakłady". Że kupuje prezenty, rozpieszcza swoją kobietę, ponosi koszty wczasów jesli jej na to nie stać.  Ja akurat wspaniale wspominam prezenty od mojego męża zanim jeszcze sie pobralismy. Bardzo je ceniłam, czułam się kochana i czulam że o mnie dba. Do dzisiaj jestem mu za to wdzięczna i nigdy już żaden prezent nie cieszył mnie tak jak te kupowane gdy bylam panną.

Ok. Ja nie mam nic przeciwko prezentom, ale hasło, że nie jest nauczona płacić za wakacje (zaznaczę że tylko noclegi) ,że zawsze może mieć jak kiedyś (ktoś za nią płaci wszystko). Gdy daje znać że zawsze może zmienić faceta to ja pytam... lepszy facet to ten który więcej da pieniędzy?

Po 5dniach milczenia przerwałem ciszę i chciałem porozmawiać o konflikcie, rozwiązać go i nie dopuścić w przyszłości do podobnej sytuacji.

Cały czas jej wzrok był wbity w ziemię. Zaproponowałem wspólne konto, gdzie przelewalibyśmy pensje. NIE. Ona nie bedzie mi się tłumaczyć na co wydaje pieniądze. Powiedziałem to zaproponuj coś. CISZA.

Wywoływanie w mężczyźnie poczucia winy bo kiedyś miałam lepiej a teraz Twoje lipne kilka tysięcy nie pozwala Ci na "zaopiekowanie się mną"
Hasła,że zawsze mogę sobie zmienić. Nie budują związku.

Zapytałem wprost, czy mnie kocha i czy chce walczyć o nas i dogadać się jakoś.
Skwitowała, że robię jakieś hece z rozmowami na nasz temat i czego ja od niej chcę...

Jej koleżanki mają facetów, którzy płacą za wszystko a one swoje pensje mają na drobne wydatki. Tylko ja taki dziwak jestem.

Mam wrażenie , że chyba jestem skąpcem. Czuję się wręcz winny.
W dodatku nadmiernie agresywny bo facet ktory mnie obrażał na Sylwestra tylko żartował nazywając mnie grubym a ja to biorę do siebie.

Powiedziałem na koniec ,żeby wstała i złapała mnie za rękę, pocałowała i powiedziała że damy sobie z tym radę ,ale została siedząc. Skwitowałem żeby spojrzała w lustro ile ma do mnie miłości bo to teraz widać.

Nie wiem czy mogę do niej dotrzeć, czy ona zrozumie mój punkt widzenia.
Zaproponowałem psychologa ale mnie wyśmiała... nie wyparskała mnie.
Po co w ogóle mielibyśmy komuś opowiadać o tych nie-problemach

45 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2018-01-06 17:35:46)

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:

Wywoływanie w mężczyźnie poczucia winy bo kiedyś miałam lepiej a teraz Twoje lipne kilka tysięcy nie pozwala Ci na "zaopiekowanie się mną"
Hasła,że zawsze mogę sobie zmienić. Nie budują związku.

Dorośli ludzie nie potrzebują opieki.
Zostaw ją. To roszczeniowa babka. Dalej w tym niepotrzebnie siedzisz.

46

Odp: Gdzie jest granica...?
Miłycham napisał/a:
Jambo napisał/a:

Wywoływanie w mężczyźnie poczucia winy bo kiedyś miałam lepiej a teraz Twoje lipne kilka tysięcy nie pozwala Ci na "zaopiekowanie się mną"
Hasła,że zawsze mogę sobie zmienić. Nie budują związku.

Dorośli ludzie nie potrzebują opieki.
Zostaw ją. To roszczeniowa babka. Dalej w tym niepotrzebnie siedzisz.

Może tu całe forum pisać:"zostaw ją" a karty rozdaje ona.

Jambo czy widziałeś, żeby ktoś zakochał się w bankomacie?

Niełatwo jest udzielać mądrych rad, lecz jeszcze trudniej umieć ich słuchać i do nich się zastosować.  Mikołaj Gogol.

47

Odp: Gdzie jest granica...?

Nie widziałem.

Mogła na pierwszym spotkaniu spytać o wysokość pensji. Powiedzieć też gdzie jest pułap szczęścia na 10 czy 20tys miesięcznie.

Żeby tylko o kasę chodziło ? nic nie zostało z tych jej słodkich deklaracji z zeszłego roku.

Twierdzi ,że skoro jej nie stać na wakacje to nie będzie na nie jeździć. Ja mówię o wspólnym planowaniu wydatków i oszczędzaniu pieniędzy z naszych pensji. Wtedy będzie kasa na wakacje,auta i inne. Odp : "NIE"

48

Odp: Gdzie jest granica...?

Nie przeciśniesz się przez ucho igielne.

49

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:

Nie widziałem.

Mogła na pierwszym spotkaniu spytać o wysokość pensji. Powiedzieć też gdzie jest pułap szczęścia na 10 czy 20tys miesięcznie.

Żeby tylko o kasę chodziło ? nic nie zostało z tych jej słodkich deklaracji z zeszłego roku.

Twierdzi ,że skoro jej nie stać na wakacje to nie będzie na nie jeździć. Ja mówię o wspólnym planowaniu wydatków i oszczędzaniu pieniędzy z naszych pensji. Wtedy będzie kasa na wakacje,auta i inne. Odp : "NIE"

Ciekawe kto płaci teraz za mieszkanie  i utrzymuje  dwudziestolatka?

Niełatwo jest udzielać mądrych rad, lecz jeszcze trudniej umieć ich słuchać i do nich się zastosować.  Mikołaj Gogol.

50 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-01-06 18:43:46)

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:
justa_pl napisał/a:

Czy Wy wszyscy nie przesadzacie? A co w tym zlego czy dziwnego że mężczyzna w zwiazku, jeśli wiecej zarabia to ponosi większe " nakłady". Że kupuje prezenty, rozpieszcza swoją kobietę, ponosi koszty wczasów jesli jej na to nie stać.  Ja akurat wspaniale wspominam prezenty od mojego męża zanim jeszcze sie pobralismy. Bardzo je ceniłam, czułam się kochana i czulam że o mnie dba. Do dzisiaj jestem mu za to wdzięczna i nigdy już żaden prezent nie cieszył mnie tak jak te kupowane gdy bylam panną.

Ok. Ja nie mam nic przeciwko prezentom, ale hasło, że nie jest nauczona płacić za wakacje (zaznaczę że tylko noclegi) ,że zawsze może mieć jak kiedyś (ktoś za nią płaci wszystko). Gdy daje znać że zawsze może zmienić faceta to ja pytam... lepszy facet to ten który więcej da pieniędzy?

Po 5dniach milczenia przerwałem ciszę i chciałem porozmawiać o konflikcie, rozwiązać go i nie dopuścić w przyszłości do podobnej sytuacji.

Cały czas jej wzrok był wbity w ziemię. Zaproponowałem wspólne konto, gdzie przelewalibyśmy pensje. NIE. Ona nie bedzie mi się tłumaczyć na co wydaje pieniądze. Powiedziałem to zaproponuj coś. CISZA.

Wywoływanie w mężczyźnie poczucia winy bo kiedyś miałam lepiej a teraz Twoje lipne kilka tysięcy nie pozwala Ci na "zaopiekowanie się mną"
Hasła,że zawsze mogę sobie zmienić. Nie budują związku.

Zapytałem wprost, czy mnie kocha i czy chce walczyć o nas i dogadać się jakoś.
Skwitowała, że robię jakieś hece z rozmowami na nasz temat i czego ja od niej chcę...

Jej koleżanki mają facetów, którzy płacą za wszystko a one swoje pensje mają na drobne wydatki. Tylko ja taki dziwak jestem.

Mam wrażenie , że chyba jestem skąpcem. Czuję się wręcz winny.
W dodatku nadmiernie agresywny bo facet ktory mnie obrażał na Sylwestra tylko żartował nazywając mnie grubym a ja to biorę do siebie.

Powiedziałem na koniec ,żeby wstała i złapała mnie za rękę, pocałowała i powiedziała że damy sobie z tym radę ,ale została siedząc. Skwitowałem żeby spojrzała w lustro ile ma do mnie miłości bo to teraz widać.

Nie wiem czy mogę do niej dotrzeć, czy ona zrozumie mój punkt widzenia.
Zaproponowałem psychologa ale mnie wyśmiała... nie wyparskała mnie.
Po co w ogóle mielibyśmy komuś opowiadać o tych nie-problemach

Jambo wybacz ale Ty chyba lekko uposledzony jestes bo nie docieraja do Ciebie jasne komunikaty. Ona sie wyrazila jasno. Ty masz placic za wszystko a ona swoja pensje ma na "waciki". Jak Ci ten uklad nie pasuje to zawsze znajdzie sie inny ktoremu bedzie pasowal. A Ty...prosisz ja by Cie przytulila i proponujesz psychologa big_smile Chyba dla siebie bo to Ty masz problem z poczuciem wartosci i zagubionymi jajami. Ona ma sie swietnie. Zrozum chlopie ze ona nie ma zadnych rozterek typu zalezy mi na nim i zle sie czuje z tym ze nam sie nie uklada. Dla niej wsio jest jasne, placisz- jestesmy, nie placisz - nie ma nas i czuje sie zazenowana ze Ty tu o jakis uczciach gadasz ( w jej jezyku robisz hece). Naprawde tego nie widzisz??
Ale jak sie tak zastanowic to w sumie nie ma Cie co zalowac. Bo Ty nie trzymasz tej baby kurczowo z milosci do niej tylko dlatego ze Ci na ambicje wjezdza ze jestes nieudolnym golodupcem co to nie umie dogodzic kobiecie finansowo. Chcesz jej tak na sile udowodnic ze sie myli ze  kredyt zaciagniesz a pokazesz jej ze Cie na  Kanary na 2 tygodnue  stac. Takze siedz cicho, plac i trzymaj fason ( ten w swoim mniemaniu bo w przynajmniej  mojej ocenie zalosne jest to co robisz).

51

Odp: Gdzie jest granica...?

Przypomniało mi się, że znałam podobny przypadek. Jej zachciało się modernizacji domu, on zaciągnął kredyty, a potem ukrywał się przed komornikami. Uciekł za granicę i za parę lat powrócił wyleczony z "miłości".

Niełatwo jest udzielać mądrych rad, lecz jeszcze trudniej umieć ich słuchać i do nich się zastosować.  Mikołaj Gogol.

52 Ostatnio edytowany przez Jambo (2018-01-06 19:21:30)

Odp: Gdzie jest granica...?

Nie nie... ja wyznaczam granicę mówię, że nie będzie sponsoringu ,sorry opieki. Robię to na co mnie stać pomimo iż jak to dzisiaj ponownie zaznaczyła, to niewiele. Wprowadziłem się do niej i płacimy czynsz i media po połowie, ale tymi  kilkaset złotymi to podobno  łaski nie robię. "Nie ma wielkiego wow"

Nie zaciągnę kredytu, chyba że na moje własne mieszkanie do którego zwieję.

Liczę, że ona zmądrzeje i w obliczu mojego odejścia zechce rozmawiać o planowanych wydatkach i współpracy w związku. Może zastanowi się i zrozumie że ja szukam rozwiązań aby każdy w związku był szczęśliwy.

Tymczasem robi ze mnie winnego sylwestrowej kłótni bo :
A) obruszylem się na kiepskie żarty kolegi
B) w obliczu jej pretensji powiedziałem tak że słyszeli to wszyscy znajomi,że gdybym ją sponsorował to byłbym popierany i "kochany". Czym zrobiłem z nią (tu jej słowa) puszczalską a ona jest mi wierna

Kto płaci ? No my, ja ona. On swoją pensję przepuszcza w expresowym tempie. Wcześniej pożyczał ode mnie kasę, którą oddawał , ale teraz nie ma odwagi poprosić.

53

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:

Nie nie... ja wyznaczam granicę mówię, że nie będzie sponsoringu ,sorry opieki. Robię to na co mnie stać pomimo iż jak to dzisiaj ponownie zaznaczyła, to niewiele. Wprowadziłem się do niej i płacimy czynsz i media po połowie, ale tymi  kilkaset złotymi to łaski nie robię. "Nie ma wielkiego wow"

Nie zaciągnę kredytu, chyba że na moje własne mieszkanie do którego zwieję.

Liczę, że ona zmądrzeje i w obliczu mojego odejścia zechce rozmawiać o planowanych wydatkach i współpracy w związku. Może zastanowi się i zrozumie że ja szukam rozwiązań aby każdy w związku był szczęśliwy.

Tymczasem robi ze mnie winnego sylwestrowej kłótni bo :
A) obruszylem się na kiepskie żarty kolegi
B) w obliczu jej pretensji powiedziałem tak że słyszeli to wszyscy znajomi,że gdybym ją sponsorował to byłbym popierany i "kochany". Czym zrobiłem z nią (tu jej słowa) puszczalską a ona jest mi wierna

Kto płaci ? No my, ja ona. On swoją pensję przepuszcza w expresowym tempie. Wcześniej pożyczał ode mnie kasę, którą oddawał , ale teraz nie ma odwagi poprosić.

Czyli nie jest tak najgorzej. No, to życzę powodzenia w przekonywaniu, oby tylko nie trwało parę lat.

Niełatwo jest udzielać mądrych rad, lecz jeszcze trudniej umieć ich słuchać i do nich się zastosować.  Mikołaj Gogol.

54

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:

Liczę, że ona zmądrzeje i w obliczu mojego odejścia zechce rozmawiać o planowanych wydatkach i współpracy w związku. Może zastanowi się i zrozumie że ja szukam rozwiązań aby każdy w związku był szczęśliwy.

Tyy chyba czegoś nie zrozumiałeś. Twoje podejście Ją unieszczęśliwia. Mnie dziwi jedno dlaczego tak długo już od dawna widząc Ich zachowanie dalej wmawiasz Sobie pierdoły typu miłość.

Napisz mi co spowodowało, że wybrałeś właśnie Ją i tak się trzymasz? Dlaczego jesteś typem mężczyzny co doskonale wpisuje się w tezę, iż mężczyźni kochają zołzy?

55

Odp: Gdzie jest granica...?

Twoje podejście Ją unieszczęśliwia.

Nie bardzo rozumiem.

Mnie dziwi jedno dlaczego tak długo już od dawna widząc Ich zachowanie dalej wmawiasz Sobie pierdoły typu miłość.

Znam ludzi ,którzy docierają się i mają problemy, kłócą się o pieniądze, ale mimo wszystko się kochają.

Napisz mi co spowodowało, że wybrałeś właśnie Ją i tak się trzymasz? Dlaczego jesteś typem mężczyzny co doskonale wpisuje się w tezę, iż mężczyźni kochają zołzy?

Wybrałem ją bo mój wcześniejszy związek to był związekz zołzą. Pesymistka, ktora wszystkiego się czepia. Rozlicza z pomyłek, a na wszelkie czułości prycha. Uważa, że kobieta nie musi dla faceta nic zrobić, dbanie o faceta urąga dumie kobiety. Taka feministka nie posiadająca koleżanek.

Ta obecna była czuła, chciała dla mnie zrobić wiele, takie pierdoły jak obiad na stole były dla mnie objawem chęci dbania o mnie i moje potrzeby.
Do tego ładna, wesoła, wyluzowana, podobne temperamenty w łóżku.

Dlatego gdy dokładnie rok temu zaproponowała wprowadzkę zgodziłem się. Tym bardziej , że bywała zazdrosna o to co mogę wyprawiać mieszkając gdzie indziej. Zakochałem się.
Czułem, że jest typem gdzie ważna jest kasa , ale sądziłem że jest do tego rozsądna. Skoro jej zależy ,tak odbierałem jej zachowanie, to moje zarobki powinny ją satysfakcjonować.

Teraz siedzi na łóżku i zamknięta ( nogi, ręce skrzyżowane, wzrok wbity w ziemię) i nie chce podejmować rozmowy. Mówię że chcę wiedzieć czego  ona chce od życia. Na to pada ,,Nie wiem"

Tłumaczę, ze szkoda życia na przepychanki, marnujemy swój czas jeśli nie będziemy razem o to dbali. Nie kasa jest najważniejsza. Ważniejsze jest wzajemne wspieranie się partnerów, miłość, zrozumienie.

Wkurzylem się gdy okazała ignorancję gdy powtarzałem jej słowa, że zna wielu co zarabiają kupę kasy i opiekują się kobietami. Ignorancję, gdy powiedziałem ,,to co tu jeszcze robisz" Odpowiedziala z przekąsem :"no nie wiem"
Później powtarzała ,że jeszcze jej zależy.

Powiedziałem ,że wywołuje we mnie poczucie bycia gorszym. Mówiąc, że ten stan rzeczy może zmienić i sugerując ,że może pójść do kogoś innego robię się zazdrosny o każdego kolegę smile to kurde chore.

56

Odp: Gdzie jest granica...?
justa_pl napisał/a:

A co w tym zlego czy dziwnego że mężczyzna w zwiazku, jeśli wiecej zarabia to ponosi większe " nakłady". Że kupuje prezenty, rozpieszcza swoją kobietę, ponosi koszty wczasów jesli jej na to nie stać.  Ja akurat wspaniale wspominam prezenty od mojego męża zanim jeszcze sie pobralismy. Bardzo je ceniłam, czułam się kochana i czulam że o mnie dba. Do dzisiaj jestem mu za to wdzięczna i nigdy już żaden prezent nie cieszył mnie tak jak te kupowane gdy bylam panną.

Jest różnica pomiędzy Twoją postawą, a postawą tej pani. Ty się tych prezentów i innych korzyści (jak mniemam przynajmniej) nie dopominałaś. Nie traktowalaś ich jako obowiązku partnera względem siebie. I dlatego byłaś wdzięczna za wszystko, co dostałaś i co partner dla Ciebie zrobił, umiałaś to docenić. Jednym zdaniem: Twoja postawa nie była roszczeniowa.
A tutaj? Pani ma postawę typowo roszczeniową, czeka na kasę i prezenty jako na coś należnego sobie, taką "daninę dla księżnej pani", przy czym nie ma tu właśnie za wiele wdzięczności i zrozumienia dla partnera. Ona traktuje go z góry, jakby była kimś lepszym, komu wszystko "należy się". Za sam fakt swego zaje*istego istnienia i ogromnej łaski, że z nim jest smile W końcu ma ona tylu innych, czekających na podorędziu wink
I dlatego też jest taka sztywna w swoich decyzjach, w ogóle nie bierze pod uwagę co on by chciał, no bo przy takim instrumentalnym traktowaniu człowieka, to raczej ciężko sie spodziewać empatii i zrozumienia...

feniks35 napisał/a:

Ty masz problem z poczuciem wartosci i zagubionymi jajami.

No właśnie też to zauważyłam wink Taka marionetka na wodzy ludzi z otoczenia. I nawet nie potrafi odpyskować innemu facetowi, tylko czeka, że kobieta zrobi to za niego smile
Też podejrzewam, że coś musiało być mocno nie halo w rodzinnym domu. Jakaś przesadnie kontrolująca matka, a może ojciec alkoholik i stąd może jakiś taki syndrom nadopiekuńczego syna alkoholika...? Coś w tym stylu, zgaduję, bo takie postawy się z czegoś w końcu biorą...

57

Odp: Gdzie jest granica...?

Nie no problemów nie miałem w domu żadnych. Ani alko ani matka... z rodzicami mam kontakt, ale niezbyt mocny. Dużo pracy i też szanujemy swój czas.

Jestem nauczony kultury, trenowałem sztuki walki 20lat i nie pyskuje, bo z tego są dymy, a potem to ja mam kłopoty, bo to ja powinienem być mądrzejszy.

Do niej się zwróciłem, bo to jej znajomi byli,a ją to tak strasznie bawiło. Teraz wiem, zee na jej empatię nie mogę liczyć i nie mogę jej brać na adwokata, tylko sam załatwiać swoje sprawy.

Zalatwiajac samemu swoje sprawy i  wystartowalem do jej syna to powiedziała,ze mam nie być taki agresywny.

Gdy na pewnej imprezie zwróciłem uwagę jednemu panu aby nie łapał za tyłek żony mojego kolegi, która była kompletnie pijana, to też dostałem ochrzan, że niepotrzebnie się wtrącam. Jegomość mnie zaatakował i szybko sprawa wyjaśniła się na ziemi, ale to ja byłem winny. Ja bo się odezwałem.

58

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:

Nie no problemów nie miałem w domu żadnych. Ani alko ani matka... z rodzicami mam kontakt, ale niezbyt mocny. Dużo pracy i też szanujemy swój czas.

Jestem nauczony kultury, trenowałem sztuki walki 20lat i nie pyskuje, bo z tego są dymy, a potem to ja mam kłopoty, bo to ja powinienem być mądrzejszy.

Do niej się zwróciłem, bo to jej znajomi byli,a ją to tak strasznie bawiło. Teraz wiem, zee na jej empatię nie mogę liczyć i nie mogę jej brać na adwokata, tylko sam załatwiać swoje sprawy.

Zalatwiajac samemu swoje sprawy i  wystartowalem do jej syna to powiedziała,ze mam nie być taki agresywny.

Gdy na pewnej imprezie zwróciłem uwagę jednemu panu aby nie łapał za tyłek żony mojego kolegi, która była kompletnie pijana, to też dostałem ochrzan, że niepotrzebnie się wtrącam. Jegomość mnie zaatakował i szybko sprawa wyjaśniła się na ziemi, ale to ja byłem winny. Ja bo się odezwałem.

Widzisz, mnie kiedyś ktoś powiedział na podobne zachowania (obrona kogoś trzeciego ), że nie moja sprawa więc po co się wtrącam... nikt nie podziękuje Ci za to co robisz zgodnie z kulturą , szacunkiem .... ludzie "szanują" tych którzy ostro stawiają swoją granicę , wolą im się nie narażać i muszą się z nimi liczyć w kontakcie. To dotyczy również relacji w związku.
Im więcej chcesz zrozumieć partnera i masz za wysoki poziom empatii tym bardziej oberwiesz. Powinieneś na jej potrzeby kiecki za 1700 mówić " kochanie ależ oczywiście że kup sobie , za swoje " oczywiście po opłaceniu rachunków. Wiem że to trudne ....
Miałam / mam podobnie w związku..... tyle że jestem kobietą.
To że mam kasę według mojego faceta oznacza że mam go sponsorować - bo mam więcej. On nie ma na nasze wspólne sprawy ale ma na swoje "prywatne" . I to nie tak że on nie zarabia, ale dla niego priorytetem jest kolejny gadżet dla niego lub syna . Potrzebami w domu się nie przejmuje - według niego powinien je finansować ten co ma kasę... czyli ja. On nawet nie dołoży części bo ma inne plany. Ale korzystać chce jak najbardziej, i śmieszy mnie jak mówi że kupimy samochód dla mnie ( ja zapłacę ) ale będzie wspólny. Już szuka jaki mu się podoba....
I nie było by z tym problemu, gdyby nie roszczenia - co mi kupiłaś, ile mi dasz z premii ... Próbowałam podobnie jak ty - ale słabo działa .
Jestem w trudniejszej  sytuacji bo mamy wspólny dom na kredyt -

Z perspektywy czasu powiem że takiej postawy ludzie nie zmieniają... Tobie będzie pewnie trudno żyć na dłuższą metę w związku w którym ciągle będziesz musiał przywoływać druga osobę do ustalonych zasad- u mnie bynajmniej każde sytuacje na ostrzu noża - ustalaliśmy zasady po czym nie wiadomo kiedy on po cichutku wrócił do swojego... i tak w kółko..

Znalazłam swoja wadę...- Łatwo się nie poddaję ....

59 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2018-01-07 12:08:06)

Odp: Gdzie jest granica...?

Jumbo, przeczytałam twój wątek z zainteresowaniem. Pouczająca lektura.
Myślę, że na podstawowym poziomie nie jest dla ciebie problemem to, że w pewnym sensie i w jakimś zakresie sponsorujesz swoją partnerkę, ale to, że nie czujesz jej troski o ciebie i zaangażowania w waszą relację. Zdaje się, że nie miałbyś większych obiekcji przed partycypacją finansową, gdybyś widział z drugiej strony miłość, troskę, wdzięczność i radość, że po prostu jesteś. Tymczasem roszczeniowość twojej partnerki zamiast wdzięczności w połączeniu z tym, że ona lekceważy sytuacje, które ciebie dotykają przekonują ciebie, że jesteś przez nią wykorzystywany i traktowany jako środek do celu (chyba w tym przypadku wygodnego życia) niż jako cel sam w sobie.
Napawa optymizmem to, że reagujesz na tę sytuację i szukasz odpowiedzi na gnębiące cię wątpliwości, szukasz rozwiązań, ale nie sądzę, że uda się wasz związek zmienić i poukładać tak, źeby potrzeby obu stron były równie ważne, uwzględniane i szanowane. Wygląda na to, że twoja partnerka postrzega ciebie przedmiotowo, podobnie jak swoich wcześniejszych partnerów, wymienianych na inny model, gdy przestali spełniać przydatne dla niej funkcje i zaczynali generować więcej problemów niż korzyści. Natomiast twoim celem powinno być dążenie do podmiotowego traktowania, czyli takiej pozycji w związku i w jej sercu, w którym twoja partnerka będzie dbała o ciebie jak o część siebie i np. nie będzie biernie lub lekceważąco podchodzić do zdarzeń, które ciebie w jakiś sposób dotykają.

60 Ostatnio edytowany przez Vivika (2018-01-07 16:06:31)

Odp: Gdzie jest granica...?

A zanim oznajmisz pani ewentualną  decyzję wyprowadzenia się, albo co bardziej prawdopodobne, zanim zostanie Ci to zakomunikowane bo właśnie znalazł się dawca hojniejszy od ciebie, to poniewaz mieszkacie razem, zabezpiecz zawczasu swoje karty kredytowe i inne "cenne przedmioty" łącznie z dokumentami, na wypadek gdybyś miał  niestety poznać mniej wesołą odsłonę tej  pogodnej osoby i jej uroczej latorośli...nieciekawie to wygląda...

61

Odp: Gdzie jest granica...?

Cześć Jumbo.

I jak tam wygląda sytuacja?

62

Odp: Gdzie jest granica...?
summerka88 napisał/a:

Jumbo, przeczytałam twój wątek z zainteresowaniem. Pouczająca lektura.
Myślę, że na podstawowym poziomie nie jest dla ciebie problemem to, że w pewnym sensie i w jakimś zakresie sponsorujesz swoją partnerkę, ale to, że nie czujesz jej troski o ciebie i zaangażowania w waszą relację. Zdaje się, że nie miałbyś większych obiekcji przed partycypacją finansową, gdybyś widział z drugiej strony miłość, troskę, wdzięczność i radość, że po prostu jesteś. Tymczasem roszczeniowość twojej partnerki zamiast wdzięczności w połączeniu z tym, że ona lekceważy sytuacje, które ciebie dotykają przekonują ciebie, że jesteś przez nią wykorzystywany i traktowany jako środek do celu (chyba w tym przypadku wygodnego życia) niż jako cel sam w sobie.
Napawa optymizmem to, że reagujesz na tę sytuację i szukasz odpowiedzi na gnębiące cię wątpliwości, szukasz rozwiązań, ale nie sądzę, że uda się wasz związek zmienić i poukładać tak, źeby potrzeby obu stron były równie ważne, uwzględniane i szanowane. Wygląda na to, że twoja partnerka postrzega ciebie przedmiotowo, podobnie jak swoich wcześniejszych partnerów, wymienianych na inny model, gdy przestali spełniać przydatne dla niej funkcje i zaczynali generować więcej problemów niż korzyści. Natomiast twoim celem powinno być dążenie do podmiotowego traktowania, czyli takiej pozycji w związku i w jej sercu, w którym twoja partnerka będzie dbała o ciebie jak o część siebie i np. nie będzie biernie lub lekceważąco podchodzić do zdarzeń, które ciebie w jakiś sposób dotykają.

Czytam ten wątek od początku, chciałam się udzielić, ale brak czasu mi to uniemozliwil.  Mam dokładnie takie same przemyślenia i perfekcyjnie właśnie tak odbieram Jumbo Waszą relację. Tu nie chodzi o podział kosztów, ale postawę Twojej partnerki wobec tej kwestii. O jej roszczeniowość i sugestie, że skoro Ty nie zasponsorujesz ...to może ktoś inny, bo ona zawsze miała finansowe kaprysy spełnione, itd.

Ciebie widzę jako kogoś, kto całym sercem i dojrzałe podejmuje próby naprawienia tej relacji, poukładania tego.
Jesteś wartościowym facetem. Nie potrzebujesz kobiety, ktora będzie Cię ściągać w dół, odbierać Ci poczucie męskosci,sprawczosci. To nie miejsce dla Ciebie.
Życzę Ci pomyślnego rozwiązania tej sprawy. Poczucia, że jesteś ważny.
Emanujesz dojrzaloscia i klasą i na pewno ta energia przyciągnie kogoś, kto właśnie tego szuka i potrzebuje . Może Partnerka w końcu coś zrozumie? Choć wydaje mu się, że to będzie trudne do zmiany. To jest głębokie, bo to jej system wartości. Nie inwestowalabym energii w zmiane czegos takiego. Łatwiej zmiwnic przekonania - sposob myslenia - niz wartosci - bo wartosci to jest konglomerat emocji, uczuc ( te sa trwalsze od emocji) , wyznaczają one dzień po dniu to, co jest dla danej osoby ważne...I to jest nabyte przez lata i mocno emocjonalnie powiązane.

Trzymam kciuki.

63

Odp: Gdzie jest granica...?

Jambo,
każdy dzień trwania w tej relacji niszczy Twe poczucie własnej wartości, a to najważniejsze dla mężczyzny. To oraz szacunek ze strony kobiety. Docenienie. To daje spokój, stabilność oraz powoduje, że mężczyzna jest zdolny do rzeczy wielkich. Wiesz, ja bym nawet tej decyzji jej nie komunikował. Spakuj się pod jej nieobecność i przenieś chociażby do wynajmowanego mieszkania. Szkoda życia.

"Bóg stworzył ludzi, Samuel Colt uczynił ich równymi"

64

Odp: Gdzie jest granica...?

Dziękuję za posty.
Doskonale pokazują gdzie ta granica moralności i zasad w związku przebiega.
Zastanawiało mnie czy jestem skąpy bo facet ma rozpieszczać kobietę czy może Ona przesadza z oczekiwaniami.

Sytuacja poprawiła się. W niedzielę było już "normalniej". Od początku tygodnia funkcjonujemy normalnie. Nagle pojawiły się obiady, kolacje......śniadania dalej ja robię smile
Ja pomimo tego całego napływu dobroci z tyłu głowy mam kupno mieszkania i mam się na baczności obserwujac czy to pozory ,czy przemyślała pewne rzeczy.
W ubiegłym tygodniu spotkała się z taką ilością koleżanek, że może któraś pukneła ją w czoło.

Nie ucieknę. Gdy będę miał zamiar opuścić jej lokum będę chciał porozmawiać.
Wyjaśnić, pożegnać się. Pożegnać jej ojca i w drogę, bo lata lecą.

....

65 Ostatnio edytowany przez Esthere (2018-01-11 09:44:21)

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:

Dziękuję za posty.
Doskonale pokazują gdzie ta granica moralności i zasad w związku przebiega.
Zastanawiało mnie czy jestem skąpy bo facet ma rozpieszczać kobietę czy może Ona przesadza z oczekiwaniami.

Sytuacja poprawiła się. W niedzielę było już "normalniej". Od początku tygodnia funkcjonujemy normalnie. Nagle pojawiły się obiady, kolacje......śniadania dalej ja robię smile
Ja pomimo tego całego napływu dobroci z tyłu głowy mam kupno mieszkania i mam się na baczności obserwujac czy to pozory ,czy przemyślała pewne rzeczy.
W ubiegłym tygodniu spotkała się z taką ilością koleżanek, że może któraś pukneła ją w czoło.

Nie ucieknę. Gdy będę miał zamiar opuścić jej lokum będę chciał porozmawiać.
Wyjaśnić, pożegnać się. Pożegnać jej ojca i w drogę, bo lata lecą.

....

Co to znaczy, że jest "normalniej"? Po czym to poznajesz?
Czy "normalniej" jest wystarczające dla Ciebie i rozwiązuje problem?
Zdaje się, sednem problemu nie był deficyt śniadanek i obiadków tylko opór Twojej partnerki przed posiadaniem wspólnego konta i ponoszeniem kosztów wspólnego życia?
Czy też miła atmosfera kreowania przez nią aktualnie zamiecie pod dywan tę kwestię, a Ty pójdziesz na zgniły kompromis, przekonując sam siebie, że przecież nie jest tak źle? Bo "lata lecą"?

66

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:

Sytuacja poprawiła się. W niedzielę było już "normalniej". Od początku tygodnia funkcjonujemy normalnie. Nagle pojawiły się obiady, kolacje......śniadania dalej ja robię smile
Ja pomimo tego całego napływu dobroci z tyłu głowy mam kupno mieszkania i mam się na baczności obserwujac czy to pozory ,czy przemyślała pewne rzeczy.
W ubiegłym tygodniu spotkała się z taką ilością koleżanek, że może któraś pukneła ją w czoło.
....

Jumbo, masz to, na co godzisz się.
Jeśli tobie wystarczają obiadki i kolacje, żeby czuć się szczęśliwym, to OK, ale odniosłam wrażenie po twoich wcześniejszych postach, że pragniesz autentycznej troski o ciebie, życzliwości i dbałości o ciebie, wynikające z tego, że jesteś jako osoba kimś ważnym zamiast obliczonych na efekt zachowań, które są wynikiem pukania w czoło przez koleżanki twojej partnerki, co ci podpowiada intuicja.
Trochę szkoda, że taki fajny facet jak ty, uważa, że nie nie może liczyć na prawdziwą troskę wynikającą z uczucia (zamiast wyrachowania)
Ale życzę powodzenia smile

67

Odp: Gdzie jest granica...?
summerka88 napisał/a:
Jambo napisał/a:

Sytuacja poprawiła się. W niedzielę było już "normalniej". Od początku tygodnia funkcjonujemy normalnie. Nagle pojawiły się obiady, kolacje......śniadania dalej ja robię smile
Ja pomimo tego całego napływu dobroci z tyłu głowy mam kupno mieszkania i mam się na baczności obserwujac czy to pozory ,czy przemyślała pewne rzeczy.
W ubiegłym tygodniu spotkała się z taką ilością koleżanek, że może któraś pukneła ją w czoło.
....

Jumbo, masz to, na co godzisz się.
Jeśli tobie wystarczają obiadki i kolacje, żeby czuć się szczęśliwym, to OK, ale odniosłam wrażenie po twoich wcześniejszych postach, że pragniesz autentycznej troski o ciebie, życzliwości i dbałości o ciebie, wynikające z tego, że jesteś jako osoba kimś ważnym zamiast obliczonych na efekt zachowań, które są wynikiem pukania w czoło przez koleżanki twojej partnerki, co ci podpowiada intuicja.
Trochę szkoda, że taki fajny facet jak ty, uważa, że nie nie może liczyć na prawdziwą troskę wynikającą z uczucia (zamiast wyrachowania)
Ale życzę powodzenia smile

Dokladnie. Mam wrazenie ze to dzialanie "partnerki" Jambo jest dokladnie przemyslane. Nie da mu tego o co prosi i na czym mu zalezy najbardziej czyli realnego partnerstwa, zaufania i wspolnego podejmowania decyzji (rowniez tych finansowych) tylko zamknie mu usta domowymi obiadkami. Wkoncu jest lepiej? No jest...wiec o co kaman. Niech jeszcze dorzuci pare upojnych nocy pod rzad po tygodniach posuchy w temacie i Jambo calkiem zapomni po co on wlasciwie ten watek zakladal. Bedzie pieknie....przez chwile wink

68

Odp: Gdzie jest granica...?

No i miałeś rację. Przez chwilę, bo dzisiaj zapadła decyzja o rozstaniu.
Nie potrafiła okazywać uczuć. Gdy chciałem się przytulić to "ręka była za ciężka" . "W szafce coś przełożyłeś" itp bzdury i awantury o bzdury.

Próbuje zrobić ze mnie złego, że to moje nerwowe (Sylwester) zachowanie ją zraziło. Znowu bzdury.
Nie była gotowa na mieszkanie razem , chociaż sama na to nalegała.

Reasumując nie miała tych wygód i wolności, których się spodziewała. Miała być kasa od tego jednego ale adorujących  facetów wokół wbród.
Dobrze, że tak szybko się to rozwaliło. Szkoda mojego życia na takie osoby. Niech ten post posłuży komuś kto spotka się z podobnym problemem. Niech ucieka zawczasu smile

69

Odp: Gdzie jest granica...?

Jambo no przykro ze musiales sie przekonac ze mam racje ale...no to bylo raczej oczywiste. Ta nagla pseudoprzemiana Twej pani byla z gory obliczona na konkretny cel. Uspic troche zle emocje i sprawdzic czy jak bedzie grzeczną miziastą kicią to to sie przelozy na Twoj szczodry gest bardziej niz żadania i awantury. Widocznie nie popisales sie tymze gestem w trakce trwania tego " miesiaca miodowego" i maska pani opadla.
Troche szkoda ze musiales wyczekac do samego konca ale poniekad rozumiem ze gdybys nie dal tej szansy to zastanawialbys sie a co by bylo gdyby..
Na przyszlosc nie wkladaj jednak reki do ognia zeby sie upewnic ze on parzy. Naprawde wystarczy pare razy zblizyc reke do plomienia by miec ta pewnosc smile
No i nie mialem tylko mialam racje. Jestem "feniksicą" big_smile
Powodzenia Jambo, bedzie dobrze, juz jest dobrze skoro sie uwolniles od tej kobiety smile

70

Odp: Gdzie jest granica...?

Było widoczne, że ta pan i ma określony system Wartości, który jest utwalony i ze nie ma mowy o nagłej, cudownej przemianie.

Trzymam kciuki Jambo za kolejny, zdrowy związek, z kobietą kochającą Ciebie, Twoją dojrzałość i wnętrze. A nie zawartość  portfela.  smile
Będzie dobrze.
I z dala od takich narcystycznych gwiazdek.

71

Odp: Gdzie jest granica...?

kazano mi przenieść temat... bo ku przestrodze opisuję sytuację od A do Z smile

Finałowe rozwiązanie
W jednym z wątków pytałem czy moje postrzeganie związku jest dziwne, czy mam wyrachowaną partnerkę.

Byliśmy ze sobą prawie półtorej roku. Ona po rozstaniu się z mężczyzną nazwijmy go J. szukała stabilizacji. Piękna kobieta, wesoła, pozytywna osobowość mnie oczarowała.
Spotykaliśmy się częściej ,aż przyszedł moment po 8miesiącach, gdy wprowadziłem się do niej. Zażądała tego ode mnie,a ja poczułem, że chcę z nią układać życie.

Dawała oznaki, że interesują ją zakupy, a facet ma płacić za wakacje, rozrywki itp. To powodowało pewne spięcia, które starałem się rozwiązywać rozmową.

W grudniu zeszłego roku wyjechaliśmy na wakacje. Wiele miesięcy wcześniej planowaliśmy ten wyjazd, ale już od listopada czułem, że ona jest jakaś dziwna. Brak  potrzeby przytulania się, brak słowa "kocham" , spotykała się z koleżankami bez mojej osoby, a wcześniej raz bywała sama, a raz ze mną.
Twierdziła ,że nie jest taka wylewna jak na początku.

W Sylwestra wywiązała się mała sprzeczka, gdzie padły słowa z jej ust ,że mam się wyprowadzić. Jak zwykle kilka dni po to ja wyciągnąłem rękę i po olbrzymiej kłótni jakoś się dogadaliśmy.

W ubiegły piątek rozpoczęła kłótnię o to,że posprzątałem szafkę w łazience i poprzestawiałem jej rzeczy. Mam nie grzebać w jej rzeczach.
W pewnym momencie zapytałem o co jej właściwie chodzi. Czy ma mnie dosyć, że o wszystko się czepia? Czy mam się wyprowadzić? Ona uśmiechnęła się i powiedziała : tak byłoby dobrze.

Kolejnego dnia, w sobotę poszedłem na siłownię, ale przeczuwając ,że jej zachowanie nie wzięło się z nikąd, nagrałem na dyktafonie ten czas , kiedy nie było mnie w domu.

Nagrała się rozmowa. Z koleżanką, całkiem zabawny ton, bo było wiele śmiechu.
News o tym, że w końcu udało się kłótnią sprowokować rozstanie. I chyba dobrze zrobiła, bo co mnie będzie oszukiwać... Tylko czy J.(były wymieniony wcześniej) powinna coś mówić, bo on wtedy od żony może nie chcieć odejść i tak będzie sobie tylko przyjeżdżał w odwiedzinki. Okazało się, że z byłym, J, rozmawia od jakiegoś czasu i stwierdziła, że chce z nim być, a on żonaty, ślub w październiku ub roku rzuci wszystko.

Według niej wszystko jest ok. Zerwała ze mną wcześniej, a teraz planuje związek i taką historię przedstawia znajomym, którzy widze zaczynają biednej żałować.
Mówi o tym,że coś się w niej poruszyło ,a mnie już nie chciała , J. też jest nieszczęśliwy i tak będzie ok.

Gdy odsłuchałem nagranie, podszedłem do niej, siedzącej na kanapie, złapałem ją za rękę i zapytałem, czy rozstanie zostało podyktowane innym mężczyzną , odpowiedziała nie. Zapytałem czy planuje z kimś być, odpowiedziała ,że nie.

Cała rozmowa, jak napisałem wcześniej była bardzo frywolna, gdy opowiadała koleżance, że zapytałem ją czy mnie kiedykolwiek kochała, śmiejąc się powiedziała jej, :"no odpowiedziałam ,że tak "
Powiedziała, że w końcu J nie będzie zazdrosny o kogoś w jej życiu, bo mnie już nie będzie.

Gdy skonfrontowałem to nagranie ona powiedziała, że to wyrwane bo nie słyszałem co mówiła przez telefon jej koleżanka. Dla mnie to bzdura bo wyraźnie słychać ,że ją moje uczucia i nie obchodzą.

Teraz opowiada, że między nami było źle, że napisała w grudniu życzenia urodzinowe do J i tak zaczęli sobie popisywać, spotkali się na kawę. Taaa... a on po kawie i smsach obiecał jej zostawić żonę... co za bzdury.
Koleżanki zaczynają rozumieć tą dawną miłość, bo ona biedna poczuła ,że chce z nim jednak być... a mnie powiedziała, że on jej zapewnia lepszy standard życia, bo zarabia dużo więcej. Tego koleżankom już nie powiedziała. Co z tego,że cały związek zarzekała się, że nie jest materialistką, bo bywała z dobrze zarabiającymi facetami, ale jakoś z nimi nie została. Wydawało mi się, że szuka miłości i szczęścia.

Ich dawny związek był poprzerywany rozstaniami, nawet kilkutygodniowymi, gdzie zawsze do siebie wracali.

Poczułem się oszukany, że  kombinowali za moimi plecami, a rozstanie zostało wymuszone i źle nie było wcześniej tylko od chwili gdy zaczęli ze sobą pisać. Wtedy wszystko się psuje...stały partner idzie na bok i przeszkadza, stąd pewnie te kłótnie o błahostki i mało czułości.

Napisałem do żony J. że kombinują i .....aaaaa właśnie.... w rozmowie wyszło, że J. ma żonę zostawić jeszcze przed Walentynkami....

Tak więc dałem znać żonie. Ona do mnie po jakimś czasie zadzwoniła i zapytała skąd takie wnioski. Opowiedziałęm  historię, a na koniec poprosiła o nagranie, otrzymała je.

Nie wiem co dalej u nich, bo to ich sprawa, ale facet najwyraźniej spękał, bo napisał mi ,że mam zachowywać się jak dorosły a nie jak nastolatek i mam nie planować ludziom życia tylko zająć się swoim. Zadzowniłem do niego, nie odebrał. Napisał, że spędza czas z rodziną i mam mu dać spokój.

Ja jestem po wyprowadzce, jeszcze muszę resztę gratów pozbierać i koniec. Nie wrócę. Ona wcale nie poczuwa się do odpowiedzialności. Nic złego nie zrobiła. Kochała J bardziej ode mnie i tak wyszło.

Co sądzicie o tym całym zdarzeniu?

72

Odp: Gdzie jest granica...?

Z jednej strony współczuję, bo mogę się domyślać jak się teraz czujesz, wycyckany do cna i wystawiony za drzwi,
za którymi już inny przebiera nogami, żeby wskoczyć na twoje miejsce. Znam to uczucie bardzo dobrze i nikomu tego nie życzę.
Z drugiej strony twoja historia, zamiast przenoszenia z miejsca na miejsce, powinna wisieć na stałe w widocznym miejscu,
żeby każdy jeleń wchodzący na to forum mógł ją przeczytać, zanim założy setny wątek pod tytułem: Nie rozumiem co się z nami stało...

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

73 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2018-02-05 14:48:38)

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:

Co sądzicie o tym całym zdarzeniu?

Tak szczerze, to mam mieszane uczucia.
To znaczy, cieszę się i gratuluję, że nie zabrakło ci przytomności umysłu, odwagi i przede wszystkim dbałości o siebie, co zaskutkowało tym, źe podjąłeś konkretne działania, żeby zdemaskować dwulicowość swojej partnerki. Czytając twoje wcześniejsze posty, widziałam ile jest w tobie niechęci do skonfrontowania się z niewygodną i niechcianą prawdę co do fałszu, na jakim została zbudowana twoja relacja. Sądziłam, że zrobisz wiele, żeby nie widzieć prawdy, aby ochronić swoje ego. A tu taka niespodzianka smile Pozytywna.
Z drugiej strony, o ile wykorzystanie nagranej rozmowy w celu pozbycia się otoczki z kłamstw, jaką zbudowała twoja partnerka i rozwiania złudzeń oraz wątpliwości, było w mojej opinii dobrym posunięciem, to poinformowanie o jej przebiegu oraz późniejsze jej przesłanie żonie exa twojej partnerki, wygląda na zwykłą zemstę i chęć namieszania w planach swojej byłej partnerki. Rozumiem, że jesteś na swoją ex zły, może wściekły, czujesz się przez nią wykorzystany i wycyckany a zemsta na niej przywróciła ci nieco poczucie sprawiedliwości, jednakże rykoszetem oberwał całkiem inny związek. I to już nie jest fajne. Bo jak jest między byłym facetem twojej byłęj (można się zakręcić z tymi byłymi wink ) i jego obecną partnerką, tego nie wiesz. Być może twoja ex dośpiewała sobie na podstawie niewinnego kontaktu i konwersacji, źe jest szansa na jej zejście się z nim, ale jest to jedynie jej myślenie życzeniowe, które nie ma ma zbyt wiele wspólnego z realiami. Wówczas bez sensu wydaje się mieszanie w cudzym związku, burzenie ich spokoju i wprowadzanie zamętu. Dlatego reakcja tamtego mężczyzny w ogóle mnie nie dziwi. Z jego perspektywy to dziecinna zagrywka rozzloszczonego bachora, któremu zabrano zabaweczkę i w złości rzuca kamykami, gdzie popadnie.

74

Odp: Gdzie jest granica...?

Skoro spotykał sie z moją kobietą, pisał do niej w czasie pracy, tu bardzo się pilnowali żeby nie w weekend...wokół siebie rozpowiada ,że jest nieszczęśliwy w małżeństwie ,ktore trwa od pazdziernika. W listopadzie już zaczął kombinować.
Zaczęło się od jej smsa, a on dał sie zmanipulować bo myślał że bedzie miał żonę i kochankę. Pewnie chciał się dowartościować.

Trochę zemsta. Trochę żal mi tej kobiety. Ma takie samo położenie jak ja a nawet gorsze bo wzięła z tym gościem ślub.

Gdyby był taki hojrak to już by było po sprawie i moja eks z Panem J właśnie by się obściskiwali. Żona by popłakała ale nie marnowałaby życia na takiego drania.

A tak jegomość spędza czas z rodziną.. czas pokaże co odwalą ale myślę, że teraz nie ma mnie, nie ma J. Trzeba poszukać innego jelenia. I to szybko bo za wizytę u kosmetyczki to kto zapłaci?

Boli mimo wszystko... boli to wyrachowanie, że kombinowała za plecami,gdy pytałem czy jest ktoś inny mowiła , że nie, kłamała... no ludzie... trwając w związku ufasz i kochasz w 100% ale bądź czujny bo Cię ... piip...

Takie fazy po rozstaniu jak złość, smutek, rozgoryczenie wciąż we mnie trwają na zmianę ale czekam z utęsknieniem na fazę "obojętność"

75 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2018-02-06 10:56:35)

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:

Skoro spotykał sie z moją kobietą, pisał do niej w czasie pracy, tu bardzo się pilnowali żeby nie w weekend...wokół siebie rozpowiada ,że jest nieszczęśliwy w małżeństwie ,ktore trwa od pazdziernika. W listopadzie już zaczął kombinować.
Zaczęło się od jej smsa, a on dał sie zmanipulować bo myślał że bedzie miał żonę i kochankę. Pewnie chciał się dowartościować.

Trochę zemsta. Trochę żal mi tej kobiety. Ma takie samo położenie jak ja a nawet gorsze bo wzięła z tym gościem ślub.

Gdyby był taki hojrak to już by było po sprawie i moja eks z Panem J właśnie by się obściskiwali. Żona by popłakała ale nie marnowałaby życia na takiego drania.

A tak jegomość spędza czas z rodziną.. czas pokaże co odwalą ale myślę, że teraz nie ma mnie, nie ma J. Trzeba poszukać innego jelenia. I to szybko bo za wizytę u kosmetyczki to kto zapłaci?

Boli mimo wszystko... boli to wyrachowanie, że kombinowała za plecami,gdy pytałem czy jest ktoś inny mowiła , że nie, kłamała... no ludzie... trwając w związku ufasz i kochasz w 100% ale bądź czujny bo Cię ... piip...

Takie fazy po rozstaniu jak złość, smutek, rozgoryczenie wciąż we mnie trwają na zmianę ale czekam z utęsknieniem na fazę "obojętność"

Jumbo, przykro mi, że cierpisz sad
Na pewno jest to trudny dla ciebie czas, obciążający emocjonalnie. Na szczęście w tym przypadku wink - każda emocja przemija.
Tylko proszę cię wyciągnij też wnioski z tej sytuacji, bo to, że pozwoliłeś się tak łatwo omotać wyrachowanej larwie, dla której byłeś środkiem do celu zamiast celem samym w sobie, powinno ci dać do myślenia.
Nie wiem, czy słyszałeś o teorii umysłu (theory of mind)? Gdy poznajemy drugą osobę, to budujemy w sobie w głowie jej obraz w ten sposób, że usłyszane informacje i opisy łączymy w całość. Nie możesz mieć wglądu w umysł drugiego człowieka, ale możesz uważnie słuchać, co dla tej osoby jest ważne, czego pragnie, na czym się zatrzymuje i koncentruje, a potem łączyć dane jak pasujące do siebie puzzle. Czasami nawet trzeba wyobrazić sobie coś niemożliwego, bo postrzeganie świata i rzeczywistości tej osoby okazuje się zupełnie odmienne od twojego.
Gdy będziesz odpowiednio blisko i nie zaniedbasz „patrzenia na świat przez pryzmat drugiego człowieka” , to łatwiej ci będzie w przyszłości „zobaczyć” kim się jest dla tego drugiego.

76

Odp: Gdzie jest granica...?

Fajnie to brzmi, zainteresuję się tym.
Pracuję w marketingu i jest to mój konik. Mowa ciała, sposób mówienia, analiza rozmówcy często się sprawdzają. Tutaj instynkt mnie nie zawiódł. Czułem ,że coś jest na rzeczy, ale sam siebie zwodziłem bo może to jej kaprysy, a może coś innego... może się docieramy.

W specyficzny sposób pracuje podświadomość. Gdy w trakcie snu dotknąłem jej ciała ręką, ona odsunęła się. Powtórzyłem to, i znowu. dotknąłem jej ciała palcem, to samo. Ciało unika kontaktu z kimś kogo nie chce w swoim otoczeniu.

Jeśli ktoś całuje Cię i zerka w bok przy zetknięciu ust to też jest pewien sygnał fałszu. Broń Boże nie analizujcie swoich partnerów pod tym kątem, bo jest to tylko jedna składowa, która może nie być wiarygodna w różnych okolicznościach. Jeśli jest pewien kontekst, obserwujesz, pytasz, słuchasz i analizujesz.

Jak wspomniałem , myślałem ,że to chwilowe, że to docieranie się... ale nie. To był ktoś trzeci.

A gdy usłyszałem w przytoczonej rozmowie telefonicznej słowa skierowane do koleżanki :"patrz on mówi, że coś wyczuwa od listopada, a ja myślałam ,że robię wszystko ,żeby się nie zorientował" to tylko pokazało skalę fałszu.

Cóż ta osoba ma całkowicie inne postrzeganie świata.  Ciuchy i wakacje za free są najważniejsze... nie miłość, nie że on kocha bardziej, jest lepszy w tym czy wtym... po prostu on kupuje towar i otrzymuje usługi . To jest przykre, że komuś takiemu poświęciłem czas, uczucia i nadzieje na przyszłość.

Posty [ 39 do 76 z 112 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Gdzie jest granica...?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2018