Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 76 z 375 ]

39

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
mrbart napisał/a:

Mnie może tylko trochę, ale jednak dziwi ta sytuacja. Jesteście umówieni na imieniny, nie wypalają, a ona już ma nowe plany. Na podstawie własnych doświadczeń wypracowałem taką zasadę, że zazwyczaj umawiam się w sobotnie (ewentualnie piątkowe) wieczory. Chodzi o znajomości właśnie w okolicach 2-3 miesięcy. Dlaczego akurat tak? Wychodzę z założenia, że sobota jest "najcenniejszym" dniem dla osób pracujących. Takim w którym można np. spokojnie wypić zarówno drinka jak i wrócić do domu bardzo późno. W tygodniu zawsze jest ciśnienie pokroju "o 22 muszę być w domu, bo jutro do pracy". Podobna sytuacja ma miejsce z niedzielą. Dodatkowo zdarzyło mi się kilka sytuacji, gdy dziewczyna wolała sobie poszaleć w sobotę na imprezach, a w niedzielę przychodziła jak na ścięcie, niewyspana, skacowana, zmęczona i najchętniej pewnie zupełnie zrezygnowałaby z tego spotkania. To pokazuje trochę podejście i chęci drugiej osoby, czy woli zorganizować sobie intensywną sobotę z innymi, a ciebie wrzucić "na potem" (jak taką zapchajdziurę). Jeśli Ty wiecznie dostosowujesz się do niej, to odwróć sytuację i zakomunikuj, że w tygodniu nie dasz rady. Zobaczysz czy będzie wolała wyjechać na weekend, czy jednak postanowi zostać na miejscu dla Ciebie.

Nie miała od razu nowych planów, ale dziewczyny się wprosiły ze 2-3 dni później. Widzę, że trafiłem na osobę, która trochę rozumie mój dylemat. To nie jest dokładnie tak, że wiecznie się dostosowuje, ale z góry zostawia mi niewielkie pole manewru co do spotkania. Jeśli zakomunikuje, że nie mogę w żaden dzień w tygodniu to będzie na tyle nienaturalne, że ona złapie, że to jakiś rodzaj zemsty czy odgrywania się.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

40

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Jacenty89 napisał/a:
mrbart napisał/a:

Mnie może tylko trochę, ale jednak dziwi ta sytuacja. Jesteście umówieni na imieniny, nie wypalają, a ona już ma nowe plany. Na podstawie własnych doświadczeń wypracowałem taką zasadę, że zazwyczaj umawiam się w sobotnie (ewentualnie piątkowe) wieczory. Chodzi o znajomości właśnie w okolicach 2-3 miesięcy. Dlaczego akurat tak? Wychodzę z założenia, że sobota jest "najcenniejszym" dniem dla osób pracujących. Takim w którym można np. spokojnie wypić zarówno drinka jak i wrócić do domu bardzo późno. W tygodniu zawsze jest ciśnienie pokroju "o 22 muszę być w domu, bo jutro do pracy". Podobna sytuacja ma miejsce z niedzielą. Dodatkowo zdarzyło mi się kilka sytuacji, gdy dziewczyna wolała sobie poszaleć w sobotę na imprezach, a w niedzielę przychodziła jak na ścięcie, niewyspana, skacowana, zmęczona i najchętniej pewnie zupełnie zrezygnowałaby z tego spotkania. To pokazuje trochę podejście i chęci drugiej osoby, czy woli zorganizować sobie intensywną sobotę z innymi, a ciebie wrzucić "na potem" (jak taką zapchajdziurę). Jeśli Ty wiecznie dostosowujesz się do niej, to odwróć sytuację i zakomunikuj, że w tygodniu nie dasz rady. Zobaczysz czy będzie wolała wyjechać na weekend, czy jednak postanowi zostać na miejscu dla Ciebie.

Nie miała od razu nowych planów, ale dziewczyny się wprosiły ze 2-3 dni później. Widzę, że trafiłem na osobę, która trochę rozumie mój dylemat. To nie jest dokładnie tak, że wiecznie się dostosowuje, ale z góry zostawia mi niewielkie pole manewru co do spotkania. Jeśli zakomunikuje, że nie mogę w żaden dzień w tygodniu to będzie na tyle nienaturalne, że ona złapie, że to jakiś rodzaj zemsty czy odgrywania się.

Słuchaj, a jak Ty ją poinformowałeś o tych odwołanych imieninach to powiedziałeś jej, że w takim razie spędzicie wspólny wieczór w inny sposób? Czy myślałeś tylko, że tak będzie? Bo wiesz.. Ty mogłeś tak myśleć, a ona pomyślała inaczej i jak się nawinęły dziewczyny to się z nimi dogadała. Zamiast rezygnować ze spotkań w tygodniu powiedz jej dlaczego tak Ci zależy na tym piątku czy sobocie, jak dziewczyna trochę myśli to trafią do niej Twoje argumenty. Nie oczekuj jednak od niej, że zainicjuje spotkanie weekendowe, to Tobie na tym zależy, jej zależy na spotkaniach w inne dni.

"Selfishness is not living as one wishes to live, it is asking others to live as one wishes to live." Oscar Wilde

41

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Mamidełko napisał/a:
Jacenty89 napisał/a:
mrbart napisał/a:

Mnie może tylko trochę, ale jednak dziwi ta sytuacja. Jesteście umówieni na imieniny, nie wypalają, a ona już ma nowe plany. Na podstawie własnych doświadczeń wypracowałem taką zasadę, że zazwyczaj umawiam się w sobotnie (ewentualnie piątkowe) wieczory. Chodzi o znajomości właśnie w okolicach 2-3 miesięcy. Dlaczego akurat tak? Wychodzę z założenia, że sobota jest "najcenniejszym" dniem dla osób pracujących. Takim w którym można np. spokojnie wypić zarówno drinka jak i wrócić do domu bardzo późno. W tygodniu zawsze jest ciśnienie pokroju "o 22 muszę być w domu, bo jutro do pracy". Podobna sytuacja ma miejsce z niedzielą. Dodatkowo zdarzyło mi się kilka sytuacji, gdy dziewczyna wolała sobie poszaleć w sobotę na imprezach, a w niedzielę przychodziła jak na ścięcie, niewyspana, skacowana, zmęczona i najchętniej pewnie zupełnie zrezygnowałaby z tego spotkania. To pokazuje trochę podejście i chęci drugiej osoby, czy woli zorganizować sobie intensywną sobotę z innymi, a ciebie wrzucić "na potem" (jak taką zapchajdziurę). Jeśli Ty wiecznie dostosowujesz się do niej, to odwróć sytuację i zakomunikuj, że w tygodniu nie dasz rady. Zobaczysz czy będzie wolała wyjechać na weekend, czy jednak postanowi zostać na miejscu dla Ciebie.

Nie miała od razu nowych planów, ale dziewczyny się wprosiły ze 2-3 dni później. Widzę, że trafiłem na osobę, która trochę rozumie mój dylemat. To nie jest dokładnie tak, że wiecznie się dostosowuje, ale z góry zostawia mi niewielkie pole manewru co do spotkania. Jeśli zakomunikuje, że nie mogę w żaden dzień w tygodniu to będzie na tyle nienaturalne, że ona złapie, że to jakiś rodzaj zemsty czy odgrywania się.

Słuchaj, a jak Ty ją poinformowałeś o tych odwołanych imieninach to powiedziałeś jej, że w takim razie spędzicie wspólny wieczór w inny sposób? Czy myślałeś tylko, że tak będzie? Bo wiesz.. Ty mogłeś tak myśleć, a ona pomyślała inaczej i jak się nawinęły dziewczyny to się z nimi dogadała. Zamiast rezygnować ze spotkań w tygodniu powiedz jej dlaczego tak Ci zależy na tym piątku czy sobocie, jak dziewczyna trochę myśli to trafią do niej Twoje argumenty. Nie oczekuj jednak od niej, że zainicjuje spotkanie weekendowe, to Tobie na tym zależy, jej zależy na spotkaniach w inne dni.

Nie powiedziałem, bo chciałem coś konkretnego zorganizować i dopiero powiedzieć, a poza tym zakładałem że to naturalne. Ja jej to powiedziałem już i argumenty do niej trafiły i dowiedziałem się tylko tyle że ona nie jest w stanie zrezygnować z wyjazdów do domu i miasta gdzie studiowała i przyjazdów dziewczyn, więc w tej kwestii jednak chyba nie może mi niczego obiecać.

Reklama

42

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?

Bardzo dobrze, że nie chce rezygnować z przyjazdu dziewczyn i wyjazdów do rodzinnego domu.. no ale może mimo tego znajdzie raz na jakiś czas miejsce dla Ciebie. Umówienie się na konkretną datę, nawet ze sporym wyprzedzeniem pokaże Ci jak ona to potraktuje. Jak się zacznie migać, bo kumpelki postanowią wpaść to będziesz miał jasność sytuacji, a jak nie to się spotkacie. Zależnie od tego będziesz mógł podejmować decyzję na twardym gruncie, wiedząc na co się piszesz.
Z tym zakładaniem i naturalnym to wiesz różnie bywa.. dla jednego naturalnym jest spotkanie w weekend, dla drugiego spotkanie w tygodniu, chociaż często w takich przypadkach tydzień obejmuje również piątek. Ja na przykład preferuję piątki, sobotę lubię mieć na jakieś porządki w domu, a niedzielę na luzie totalnym, odpoczynek, jakieś spotkania, więc dla każdego co innego jest naturalne. Chodzi o to, żeby się dogadać, a jak nie idzie się dogadać to poważnie się zastanowić.

"Selfishness is not living as one wishes to live, it is asking others to live as one wishes to live." Oscar Wilde

43

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Mamidełko napisał/a:

Bardzo dobrze, że nie chce rezygnować z przyjazdu dziewczyn i wyjazdów do rodzinnego domu.. no ale może mimo tego znajdzie raz na jakiś czas miejsce dla Ciebie. Umówienie się na konkretną datę, nawet ze sporym wyprzedzeniem pokaże Ci jak ona to potraktuje. Jak się zacznie migać, bo kumpelki postanowią wpaść to będziesz miał jasność sytuacji, a jak nie to się spotkacie. Zależnie od tego będziesz mógł podejmować decyzję na twardym gruncie, wiedząc na co się piszesz.
Z tym zakładaniem i naturalnym to wiesz różnie bywa.. dla jednego naturalnym jest spotkanie w weekend, dla drugiego spotkanie w tygodniu, chociaż często w takich przypadkach tydzień obejmuje również piątek. Ja na przykład preferuję piątki, sobotę lubię mieć na jakieś porządki w domu, a niedzielę na luzie totalnym, odpoczynek, jakieś spotkania, więc dla każdego co innego jest naturalne. Chodzi o to, żeby się dogadać, a jak nie idzie się dogadać to poważnie się zastanowić.

No właśnie na razie jej z tym idzie bardzo słabo, a i z jej strony nie ma zapewnień że coś się zmieni, wręcz przeciwnie.
Jak będę próbował umowic sie na dzien weekendowy ze sporym wyprzedzeniem to usłyszę, że ona nie może niczego obiecać, bo nie wie co się będzie wtedy działo. Ok, ja to wszystko rozumiem, tyle że chyba naturalniejsze jest luzne spotkanie w piatek po pracy, mając świadomość że jutro nie trzeba wstawać do pracy rano niż we wtorek.

Reklama

44

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Jacenty89 napisał/a:
Mamidełko napisał/a:

Bardzo dobrze, że nie chce rezygnować z przyjazdu dziewczyn i wyjazdów do rodzinnego domu.. no ale może mimo tego znajdzie raz na jakiś czas miejsce dla Ciebie. Umówienie się na konkretną datę, nawet ze sporym wyprzedzeniem pokaże Ci jak ona to potraktuje. Jak się zacznie migać, bo kumpelki postanowią wpaść to będziesz miał jasność sytuacji, a jak nie to się spotkacie. Zależnie od tego będziesz mógł podejmować decyzję na twardym gruncie, wiedząc na co się piszesz.
Z tym zakładaniem i naturalnym to wiesz różnie bywa.. dla jednego naturalnym jest spotkanie w weekend, dla drugiego spotkanie w tygodniu, chociaż często w takich przypadkach tydzień obejmuje również piątek. Ja na przykład preferuję piątki, sobotę lubię mieć na jakieś porządki w domu, a niedzielę na luzie totalnym, odpoczynek, jakieś spotkania, więc dla każdego co innego jest naturalne. Chodzi o to, żeby się dogadać, a jak nie idzie się dogadać to poważnie się zastanowić.

No właśnie na razie jej z tym idzie bardzo słabo, a i z jej strony nie ma zapewnień że coś się zmieni, wręcz przeciwnie.
Jak będę próbował umowic sie na dzien weekendowy ze sporym wyprzedzeniem to usłyszę, że ona nie może niczego obiecać, bo nie wie co się będzie wtedy działo. Ok, ja to wszystko rozumiem, tyle że chyba naturalniejsze jest luzne spotkanie w piatek po pracy, mając świadomość że jutro nie trzeba wstawać do pracy rano niż we wtorek.

Dla Ciebie jest naturalniejsze, dla mnie też, ale ewidentnie jej to nie odpowiada. Tak z tego co piszesz, to raczej bym się nie nastawiała optymistycznie. Stwierdzenie, że ona nie może niczego obiecać, bo nie wie co się będzie wtedy działo oznacza, że stawia Ciebie w kolejce na którymś tam miejscu, a nie na równi z pozostałymi organizatorami jej weekendów. Zauważ, że jakby się z Tobą umówiła, to już by wiedziała co się będzie działo. Co powoduje, że są najpierw oni a potem Ty, trudno wyrokować, może dla niej to jest luźna relacja, może za krótko na to, żeby podnieść Twoją rangę, a może taka już jest i nic tego nie zmieni.

"Selfishness is not living as one wishes to live, it is asking others to live as one wishes to live." Oscar Wilde

45

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Mamidełko napisał/a:
Jacenty89 napisał/a:
Mamidełko napisał/a:

Bardzo dobrze, że nie chce rezygnować z przyjazdu dziewczyn i wyjazdów do rodzinnego domu.. no ale może mimo tego znajdzie raz na jakiś czas miejsce dla Ciebie. Umówienie się na konkretną datę, nawet ze sporym wyprzedzeniem pokaże Ci jak ona to potraktuje. Jak się zacznie migać, bo kumpelki postanowią wpaść to będziesz miał jasność sytuacji, a jak nie to się spotkacie. Zależnie od tego będziesz mógł podejmować decyzję na twardym gruncie, wiedząc na co się piszesz.
Z tym zakładaniem i naturalnym to wiesz różnie bywa.. dla jednego naturalnym jest spotkanie w weekend, dla drugiego spotkanie w tygodniu, chociaż często w takich przypadkach tydzień obejmuje również piątek. Ja na przykład preferuję piątki, sobotę lubię mieć na jakieś porządki w domu, a niedzielę na luzie totalnym, odpoczynek, jakieś spotkania, więc dla każdego co innego jest naturalne. Chodzi o to, żeby się dogadać, a jak nie idzie się dogadać to poważnie się zastanowić.

No właśnie na razie jej z tym idzie bardzo słabo, a i z jej strony nie ma zapewnień że coś się zmieni, wręcz przeciwnie.
Jak będę próbował umowic sie na dzien weekendowy ze sporym wyprzedzeniem to usłyszę, że ona nie może niczego obiecać, bo nie wie co się będzie wtedy działo. Ok, ja to wszystko rozumiem, tyle że chyba naturalniejsze jest luzne spotkanie w piatek po pracy, mając świadomość że jutro nie trzeba wstawać do pracy rano niż we wtorek.

Dla Ciebie jest naturalniejsze, dla mnie też, ale ewidentnie jej to nie odpowiada. Tak z tego co piszesz, to raczej bym się nie nastawiała optymistycznie. Stwierdzenie, że ona nie może niczego obiecać, bo nie wie co się będzie wtedy działo oznacza, że stawia Ciebie w kolejce na którymś tam miejscu, a nie na równi z pozostałymi organizatorami jej weekendów. Zauważ, że jakby się z Tobą umówiła, to już by wiedziała co się będzie działo. Co powoduje, że są najpierw oni a potem Ty, trudno wyrokować, może dla niej to jest luźna relacja, może za krótko na to, żeby podnieść Twoją rangę, a może taka już jest i nic tego nie zmieni.

To samo mi przyszło do głowy i chciałem sprawdzić czy ktoś też na to wpadnie. Napisałem jej o tym, że stawia mnie niżej.  Niestety sama mi powiedziala, ze jej na mnie zależy i że to co robi jest silniejsze od niej, nieswiadomie to robi (walczy z tym) , ze ma wrodzony talent do psucia. Coś było jeszcze o braku asertywności w stosunku do koleżanek.

46

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Jacenty89 napisał/a:

Napisałem jej o tym, że stawia mnie niżej.  Niestety sama mi powiedziala, ze jej na mnie zależy i że to co robi jest silniejsze od niej, nieswiadomie to robi (walczy z tym) , ze ma wrodzony talent do psucia. Coś było jeszcze o braku asertywności w stosunku do koleżanek.

Brzmi jak rasowy kit i chyba nim jest...
Co niby jest  silniejsze od niej? Skąd Ty ja wytrzasnąłeś?

47

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Klio napisał/a:
Jacenty89 napisał/a:

Napisałem jej o tym, że stawia mnie niżej.  Niestety sama mi powiedziala, ze jej na mnie zależy i że to co robi jest silniejsze od niej, nieswiadomie to robi (walczy z tym) , ze ma wrodzony talent do psucia. Coś było jeszcze o braku asertywności w stosunku do koleżanek.

Brzmi jak rasowy kit i chyba nim jest...
Co niby jest  silniejsze od niej? Skąd Ty ja wytrzasnąłeś?

No właśnie widzisz, to samo pomyślałem, gdyby nie to, że to była pora gdzie normalnie mózg nie pracuje do tego jakieś ilości alkoholu  i że pierwszy raz coś takiego przeczytałem od niej, to chyba bym się zastanawiał nad tym w którą stronę uciekać.

48

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?

Dla mnie to jest trochę dziwne - w żadnym wypadku nie beznadziejna stytuacja, ale jest to zastanawiające.

Każdy jest inny, to prawda, ale nie znam w sumie osoby, która 6 lat mieszkałaby poza domem i wciąż jeździłaby tam w zasadzie co weekend. Nie znam też żadnej, która po dwóch miesiącach "poważnego" związku (takiego, że się zaczyna myśleć o jakiejś stałości i stabilizacji) nie byłaby w stanie wygospodarować 1 weekendu w miesiącu na spotkanie z facetem. To jest przecież genialny czas na rozwijanie związku. Wieczorne wyjścia do knajpy, kina, teatru czy randki w domu to jedno, ale zupełnie czymś innym jest razem spędzić cały dzień, albo wręcz cały weekend. Przecież masa rzeczy wychodzi dopiero, jak się z człowiekiem spędza dużo czasu ciągiem, jak się go widzi w codziennych sytuacjach.

Także jak dla mnie, to dziewczyna ewidentnie trzyma dystnas - a jej tłumaczenia są mało przekonujące. Koleżanki koleżankami, ale mama i tato przeżyliby bez wątpienia 1 weekend co jakiś czas bez córki. No chyba, że oni potrzebują pomocy i ona tam jeździ z poczucia obowiązku. To by trochę zmieniało sytuację.

49

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
ruda102 napisał/a:

Dla mnie to jest trochę dziwne - w żadnym wypadku nie beznadziejna stytuacja, ale jest to zastanawiające.

Każdy jest inny, to prawda, ale nie znam w sumie osoby, która 6 lat mieszkałaby poza domem i wciąż jeździłaby tam w zasadzie co weekend. Nie znam też żadnej, która po dwóch miesiącach "poważnego" związku (takiego, że się zaczyna myśleć o jakiejś stałości i stabilizacji) nie byłaby w stanie wygospodarować 1 weekendu w miesiącu na spotkanie z facetem. To jest przecież genialny czas na rozwijanie związku. Wieczorne wyjścia do knajpy, kina, teatru czy randki w domu to jedno, ale zupełnie czymś innym jest razem spędzić cały dzień, albo wręcz cały weekend. Przecież masa rzeczy wychodzi dopiero, jak się z człowiekiem spędza dużo czasu ciągiem, jak się go widzi w codziennych sytuacjach.

Także jak dla mnie, to dziewczyna ewidentnie trzyma dystnas - a jej tłumaczenia są mało przekonujące. Koleżanki koleżankami, ale mama i tato przeżyliby bez wątpienia 1 weekend co jakiś czas bez córki. No chyba, że oni potrzebują pomocy i ona tam jeździ z poczucia obowiązku. To by trochę zmieniało sytuację.

Nie jeździ do domu co weekend.
Jej weekendy w miesiącu wyglądają tak: 1 u rodziców, 1 w mieście gdzie studiowała, 1 koleżanki przyjeżdżają do niej i 1 inne sytuacje (w jednym miesiącu przyjechała do niej przyjaciółka z Anglii, w innym przyjechał tata bo miał coś załatwić itd.)
Co do reszty generalnie się zgadzam.

50

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?

A tam gdzie studiowała to jeździ do koleżanek? Czy po co?

51 Ostatnio edytowany przez Jacenty89 (2016-11-26 18:57:44)

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
ruda102 napisał/a:

A tam gdzie studiowała to jeździ do koleżanek? Czy po co?

Tak, do koleżanek ze studiów. System jest zazwyczaj taki sam bez względu na to gdzie jedzie. W piątek po pracy wyjeżdża i wraca w niedzielę popołudniu.

52

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?

No to wiesz, można zawsze zracjonalizować swój plan wyjazdów - np. koleżanki wszystkie zaprosić do siebie na ten sam weekend od czasu do czasu. Czy jeździć do domu/koleżanek ze studiów raz na 5 tygodni a nie raz w miesiącu. Był taki okres w moim życiu, że w weekendy musiałam obskoczyć mamę w jednym mieście, ojca w innym, faceta jeszcze w innym i wygospodarować czas na naukę. Dało się, choć wymagało to pewnej gimnastyki, także z jednej strony rozumiem tę dziewczynę, a z drugiej rozumiem i Ciebie.

4 miesiące znajomości, 2 intensywniejszego związku to jeszcze nie jest niewiadomo jak dużo, ale to jest taki czas, że zwykle ludzie z własnej woli zaczynają w swoje życie wprowadzać pewne zmiany, żeby mieć więcej czasu dla związku. I to nie musi być nic drastycznego, typu w ogóle nie jeździć do koleżanek ze studiów, do rodziców raz na pół roku, a w zamian "przeprowadzać się" do faceta na wszystkie weekendy - przecież można to zrobić stopniowo.

53

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
ruda102 napisał/a:

No to wiesz, można zawsze zracjonalizować swój plan wyjazdów - np. koleżanki wszystkie zaprosić do siebie na ten sam weekend od czasu do czasu. Czy jeździć do domu/koleżanek ze studiów raz na 5 tygodni a nie raz w miesiącu. Był taki okres w moim życiu, że w weekendy musiałam obskoczyć mamę w jednym mieście, ojca w innym, faceta jeszcze w innym i wygospodarować czas na naukę. Dało się, choć wymagało to pewnej gimnastyki, także z jednej strony rozumiem tę dziewczynę, a z drugiej rozumiem i Ciebie.

4 miesiące znajomości, 2 intensywniejszego związku to jeszcze nie jest niewiadomo jak dużo, ale to jest taki czas, że zwykle ludzie z własnej woli zaczynają w swoje życie wprowadzać pewne zmiany, żeby mieć więcej czasu dla związku. I to nie musi być nic drastycznego, typu w ogóle nie jeździć do koleżanek ze studiów, do rodziców raz na pół roku, a w zamian "przeprowadzać się" do faceta na wszystkie weekendy - przecież można to zrobić stopniowo.

No ja to wiem doskonale co Ty piszesz i o to mi głównie chodziło. Ja nigdy nie będę od niej wymagał rezygnacji z jakichś wizyt czy przyjazdów koleżanek, bo to jej życie i jej sprawa. Była na długim weekendzie zrozumiałem nie widzieliśmy się wogóle, potem od wtorku do niedzieli "chorowała" no ok, ale po obecnej akcji powoli brakuje mi do tego cierpliwości. Wymagam poważnego traktowania, a to trochę tak nie wygląda niestety.

54

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?

A może ona nie do rodziców i koleżanek jeździ, tylko do swojego faceta?

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

55 Ostatnio edytowany przez Jacenty89 (2016-11-26 20:40:59)

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Cyngli napisał/a:

A może ona nie do rodziców i koleżanek jeździ, tylko do swojego faceta?

Początkowo wpadłem na taki zamysł, ale po analizie raczej odrzucałbym go, bo jesteśmy w stałym kontakcie. Jak wyjeżdza to dzwoni, pisze, dzisiaj wymieniliśmy już kilkanaście smsów.
Swoją drogą to wygląda głupio jak ona siedzi z koleżankami i stuka w tą klawiaturę co chwila.

56

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Jacenty89 napisał/a:
Cyngli napisał/a:

A może ona nie do rodziców i koleżanek jeździ, tylko do swojego faceta?

Początkowo wpadłem na taki zamysł, ale po analizie raczej odrzucałbym go, bo jesteśmy w stałym kontakcie. Jak wyjeżdza to dzwoni, pisze, dzisiaj wymieniliśmy już kilkanaście smsów.
Swoją drogą to wygląda głupio jak ona siedzi z koleżankami i stuka w tą klawiaturę co chwila.

Widuję sporo osób z telefonami non stop przy sobie, nic mnie już nie zdziwi...

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

57

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Cyngli napisał/a:
Jacenty89 napisał/a:
Cyngli napisał/a:

A może ona nie do rodziców i koleżanek jeździ, tylko do swojego faceta?

Początkowo wpadłem na taki zamysł, ale po analizie raczej odrzucałbym go, bo jesteśmy w stałym kontakcie. Jak wyjeżdza to dzwoni, pisze, dzisiaj wymieniliśmy już kilkanaście smsów.
Swoją drogą to wygląda głupio jak ona siedzi z koleżankami i stuka w tą klawiaturę co chwila.

Widuję sporo osób z telefonami non stop przy sobie, nic mnie już nie zdziwi...

Ani ona ani ja do nich nie należymy, ale o ile ja siedząc w domu spoko, to ona popijając drinki z koleżankami i pisząc co kilkanaście minut smsa tak dziwnie.

58

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Jacenty89 napisał/a:

No właśnie widzisz, to samo pomyślałem, gdyby nie to, że to była pora gdzie normalnie mózg nie pracuje do tego jakieś ilości alkoholu  i że pierwszy raz coś takiego przeczytałem od niej, to chyba bym się zastanawiał nad tym w którą stronę uciekać.

Wiesz co Jacenty, nie ma chyba takiej pory, która usprawiedliwiałaby powstanie takiego kwiatka. Alkohol może już bardziej i to może on jest silniejszy...
O ile mówiłaby po polsku to powiedziałabym tak jak wcześniej, że panikujesz i nie ma się czym jeszcze tak przejmować. Jako, że jej tłumaczenia wyglądają tak, a nie inaczej to dochodzę do wniosku, że jesteś regularnie wypychany sianem big_smile Może się to zmieni z czasem, a może nie, ale niesmak jest.

59 Ostatnio edytowany przez Jacenty89 (2016-11-26 22:46:50)

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Klio napisał/a:
Jacenty89 napisał/a:

No właśnie widzisz, to samo pomyślałem, gdyby nie to, że to była pora gdzie normalnie mózg nie pracuje do tego jakieś ilości alkoholu  i że pierwszy raz coś takiego przeczytałem od niej, to chyba bym się zastanawiał nad tym w którą stronę uciekać.

Wiesz co Jacenty, nie ma chyba takiej pory, która usprawiedliwiałaby powstanie takiego kwiatka. Alkohol może już bardziej i to może on jest silniejszy...
O ile mówiłaby po polsku to powiedziałabym tak jak wcześniej, że panikujesz i nie ma się czym jeszcze tak przejmować. Jako, że jej tłumaczenia wyglądają tak, a nie inaczej to dochodzę do wniosku, że jesteś regularnie wypychany sianem big_smile Może się to zmieni z czasem, a może nie, ale niesmak jest.

No właśnie problem w tym, że jeśli tam był alkohol to raczej minimalne ilości, bo u niej poziom alkoholu we krwi mierzy sie iloscia literowek, a w tym nie bylo ich chyba wogole.
Regularnie wypychany sianem? Bardzo dziwna sytuacja, nigdy się z taką nie spotkałem, dlatego pomyślałrm że napiszę i ktoś mi rozjaśni umysł.
Co proponujesz zrobić?

60

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?

W prosty sposób powiedzieć, że nie pasuje Ci spotkanie na pięć minut i byłoby miło gdyby zorganizowała dzień dla was, a już bardzo byłoby miło gdyby działo się to mniej więcej regularnie. Jeżeli wygospodaruje dla Ciebie taki czas to jest dobrze. Jeżeli nie bo koleżanki, rodzina, aura, zbyt silny wiatr itp to trzeba zwijać żagle Jacenty.

61

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Klio napisał/a:

W prosty sposób powiedzieć, że nie pasuje Ci spotkanie na pięć minut i byłoby miło gdyby zorganizowała dzień dla was, a już bardzo byłoby miło gdyby działo się to mniej więcej regularnie. Jeżeli wygospodaruje dla Ciebie taki czas to jest dobrze. Jeżeli nie bo koleżanki, rodzina, aura, zbyt silny wiatr itp to trzeba zwijać żagle Jacenty.

To już chyba mogę zwijać żagle. Bo taki dzień ze względu na pracę możemy organizować tylko w weekend, a jaka jest sytuavja z weekendami można przeczytać wyżej.

62 Ostatnio edytowany przez Klio (2016-11-26 23:05:51)

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?

A nie mówiłam, że jęczysz i wpadasz w czarną dziurę, zanim tak naprawdę cokolwiek się wydarzy... Spokojnie. Okaże się. Zaproponuj i powiedz, że uważasz, że dajecie sobie za mało czasu i spotkania z doskoku to nie to. Odpowiedź w stylu nie wiem co będzie, bo to przyszłość jest wink big_smile podsumuj stwierdzeniem, że jak zaplanuje, to będzie. Jak nie zaplanuje, to nie będzie. A jak nie będzie, to to nie ma sensu. I niech myśli intensywnie. A jak sprzeda Ci tekst o czymś co jest silniejsze od niej, to daj jej namiary na egzorcystę big_smile

63

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Klio napisał/a:

A nie mówiłam, że jęczysz i wpadasz w czarną dziurę, zanim tak naprawdę cokolwiek się wydarzy... Spokojnie. Okaże się. Zaproponuj i powiedz, że uważasz, że dajecie sobie za mało czasu i spotkania z doskoku to nie to. Odpowiedź w stylu nie wiem co będzie, bo to przyszłość jest wink big_smile podsumuj stwierdzeniem, że jak zaplanuje, to będzie. Jak nie zaplanuje, to nie będzie. A jak nie będzie, to to nie ma sensu. I niech myśli intensywnie. A jak sprzeda Ci tekst o czymś co jest silniejsze od niej, to daj jej namiary na egzorcystę big_smile

A masz jakiegoś dobrego pod ręką ;-) ? Bo coś mi się wydaje że będzie niezbędny :-D Jutro mamy spotkać się i pogadać, wykorzystam twój pomysł, zobaczymy co z tego będzie.

64 Ostatnio edytowany przez Klio (2016-11-26 23:16:25)

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?

Jak dobrze zapłacisz to mogę się przekwalifikować z wróżki na egzorcystę big_smile Pomogie, oj pomogie... lol
Daj znać jak poszło i czy po polsku było wink

65

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?

Jacek, korzystając z tego forum mogę zadać pytanie tej twojej dziewczynie wink big_smile. Czy koleżanki są ważniejsze czy jej chłopak? ^^ To jest analogincza sytuacja do dość sporej ilości wątków, przy czym wy ze sobą kręcicie od niedawna.
Ja rozumiem, że chciała pojechać do rodzinnego domu i nie mogła się spotkać ale następnym razem będąc na miejscu wybrała "wariant A" wink zamiast ciebie hmm smile

A w opowieści Klio to nie wierz..., następna "wszystko wiedząca wyrocznia" xDDD
big_smile

Pseudo: WuWuś big_smile 63463780

66

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?

Przeczytałam cały wątek i na koniec nasunęła mi się taka myśl - świetnie, że dla dziewczyny ważni są jej rodzice, przyjaciółki, że dba o te relacje, że ma hobby, pracę, ale kiedy ktoś jest na etapie zauroczenia, to zwykle stara się jednak angażować w związek, a ona wyraźnie nie chce Cię wpuszczać do swojego życie. Czy w ciągu tych czterech miesięcy zdążyłeś poznać jej przyjaciółki? Co stoi na przeszkodzie, żebyście razem z nimi w jakiś weekend wyskoczyli do pubu, kina czy gdziekolwiek? Jasne, że jesteśmy różni, ale zauroczona kobieta, a jako taką nam ją przedstawiłeś, przeważnie chce spędzać z lubym jak najwięcej czasu, ale chyba jeszcze bardziej "pokazać" go światu.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz.

67

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Klio napisał/a:

Jak dobrze zapłacisz to mogę się przekwalifikować z wróżki na egzorcystę big_smile Pomogie, oj pomogie... lol
Daj znać jak poszło i czy po polsku było wink

Oczywiście, że dam znać. Wieczorem możecie spodziewać się relacji.

68

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Olinka napisał/a:

Przeczytałam cały wątek i na koniec nasunęła mi się taka myśl - świetnie, że dla dziewczyny ważni są jej rodzice, przyjaciółki, że dba o te relacje, że ma hobby, pracę, ale kiedy ktoś jest na etapie zauroczenia, to zwykle stara się jednak angażować w związek, a ona wyraźnie nie chce Cię wpuszczać do swojego życie. Czy w ciągu tych czterech miesięcy zdążyłeś poznać jej przyjaciółki? Co stoi na przeszkodzie, żebyście razem z nimi w jakiś weekend wyskoczyli do pubu, kina czy gdziekolwiek? Jasne, że jesteśmy różni, ale zauroczona kobieta, a jako taką nam ją przedstawiłeś, przeważnie chce spędzać z lubym jak najwięcej czasu, ale chyba jeszcze bardziej "pokazać" go światu.

Zdążyłem poznać jedną przyjaciółkę z Anglii i jedną z dwóch współlokatorek. Ona z tego co czuje nie zapobiega takiemu poznawaniu, ale też nie wychodzi w tej kwestii z inicjatywą. Jak się stanie to będzie.
Masz rację, coś w tym jednak jest, ja początkowo poznałem ją z moimi współlokatorami, zabrałem na oglądanie meczu z paczką moich znajomych, ale widząc że to nie działa w drugą stronę ogrsniczyłem to.

69 Ostatnio edytowany przez navelbina (2016-11-27 06:34:43)

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?

przeczytałam cały wątek tongue

Ewidentnie coś jest na rzeczy - też skłaniałabym się do tego, że może ona kogoś ma  w tym rodzinnym mieście ? Albo tam gdzie studiowała ? Albo w obydwu naraz big_smile

Ty się z nią spotykasz TYLKO 4 miesiące, a do domu jeździ regularnie od 6lat - po takim czasie wcale nie musiałaby wisieć na telefonie non stop ze stałym facetem więc nie dziwię się, że nic nie zauważyłeś.

Generalnie takie brednie, że się nie ma czasu, że to, że tamto. Jak się chce to ten czas się znajdzie a ona ewidentnie UNIKA spotkań z tobą w określone dni. Pomijam godziny pracy, ale coś pisałeś o siłowni - nie zając, raz nie pójdzie nic się nie stanie a Tobie zrobi przyjemność. SKORO tego nie robi to znaczy, że albo jej tak nie zależy - nie jest do Ciebie przekonana, albo jest jeszcze ktoś. Koniec kropka.

U mnie to był standardowy tekst, gdy poznałam fajnego, atrakcyjnego faceta ale nie wszystko "trybiło" tak jak powinno. Trzymałam dystans, nie sptykałam się zbyt często bo nie byłam przekonana. Nie przewartościowywałam wszystkich swoich planów dla kogoś kim po prostu nie byłam do końca zainteresowana i nie zależało mi do końca.

Z jednej strony spotyka się, bo może liczy, że jeszcze coś się z tego "wykluje" z drugiej trzyma się dystans bo gdyby jednak nic się "nie wykluło" to ten efekt "zranienia" będzie mniejszy

70

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Jacenty89 napisał/a:
Mamidełko napisał/a:
Jacenty89 napisał/a:

No właśnie na razie jej z tym idzie bardzo słabo, a i z jej strony nie ma zapewnień że coś się zmieni, wręcz przeciwnie.
Jak będę próbował umowic sie na dzien weekendowy ze sporym wyprzedzeniem to usłyszę, że ona nie może niczego obiecać, bo nie wie co się będzie wtedy działo. Ok, ja to wszystko rozumiem, tyle że chyba naturalniejsze jest luzne spotkanie w piatek po pracy, mając świadomość że jutro nie trzeba wstawać do pracy rano niż we wtorek.

Dla Ciebie jest naturalniejsze, dla mnie też, ale ewidentnie jej to nie odpowiada. Tak z tego co piszesz, to raczej bym się nie nastawiała optymistycznie. Stwierdzenie, że ona nie może niczego obiecać, bo nie wie co się będzie wtedy działo oznacza, że stawia Ciebie w kolejce na którymś tam miejscu, a nie na równi z pozostałymi organizatorami jej weekendów. Zauważ, że jakby się z Tobą umówiła, to już by wiedziała co się będzie działo. Co powoduje, że są najpierw oni a potem Ty, trudno wyrokować, może dla niej to jest luźna relacja, może za krótko na to, żeby podnieść Twoją rangę, a może taka już jest i nic tego nie zmieni.

To samo mi przyszło do głowy i chciałem sprawdzić czy ktoś też na to wpadnie. Napisałem jej o tym, że stawia mnie niżej.  Niestety sama mi powiedziala, ze jej na mnie zależy i że to co robi jest silniejsze od niej, nieswiadomie to robi (walczy z tym) , ze ma wrodzony talent do psucia. Coś było jeszcze o braku asertywności w stosunku do koleżanek.

Ciekawa jestem po co ona Tobie nawija takie kawałki, że nieświadomie coś robi (niedojrzałość?), ma wrodzony talent do psucia (jakieś zaburzenia?), brak asertywności w stosunku do koleżanek skoro najpierw wprost Ci mówi, że jesteś niżej. Jedyną logiczną odpowiedzią na te pytania to: robi to świadomie, bo jesteś niżej. Zgodziłabym się ze stwierdzeniami, że ona wciska Ci siano, nie traktuje poważnie, co z tym począć zależy od Ciebie. I przyznaję, że też przeszło mi przez myśl, że może ona kogoś ma poza Tobą, niekoniecznie chłopaka, ale na przykład takiego samego jak Ty wypchanego sianem.

"Selfishness is not living as one wishes to live, it is asking others to live as one wishes to live." Oscar Wilde

71

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
navelbina napisał/a:

przeczytałam cały wątek tongue

Ewidentnie coś jest na rzeczy - też skłaniałabym się do tego, że może ona kogoś ma  w tym rodzinnym mieście ? Albo tam gdzie studiowała ? Albo w obydwu naraz big_smile

Ty się z nią spotykasz TYLKO 4 miesiące, a do domu jeździ regularnie od 6lat - po takim czasie wcale nie musiałaby wisieć na telefonie non stop ze stałym facetem więc nie dziwię się, że nic nie zauważyłeś.

Generalnie takie brednie, że się nie ma czasu, że to, że tamto. Jak się chce to ten czas się znajdzie a ona ewidentnie UNIKA spotkań z tobą w określone dni. Pomijam godziny pracy, ale coś pisałeś o siłowni - nie zając, raz nie pójdzie nic się nie stanie a Tobie zrobi przyjemność. SKORO tego nie robi to znaczy, że albo jej tak nie zależy - nie jest do Ciebie przekonana, albo jest jeszcze ktoś. Koniec kropka.

U mnie to był standardowy tekst, gdy poznałam fajnego, atrakcyjnego faceta ale nie wszystko "trybiło" tak jak powinno. Trzymałam dystans, nie sptykałam się zbyt często bo nie byłam przekonana. Nie przewartościowywałam wszystkich swoich planów dla kogoś kim po prostu nie byłam do końca zainteresowana i nie zależało mi do końca.

Z jednej strony spotyka się, bo może liczy, że jeszcze coś się z tego "wykluje" z drugiej trzyma się dystans bo gdyby jednak nic się "nie wykluło" to ten efekt "zranienia" będzie mniejszy

Głowy oczywiście za to nie dam, ale  żadnych symptomów o tym świadczących raczej nie ma. Jak się spotykamy u niej to nasze telefony leżą swobodnie, nie ma nic przeciwko temu jak zajrzę kto dzwoni (czasami sama mnie o to prosi), część pilnych czy szybkich rozmów prowadzi przy mnie. Akurat z tą siłownią jest tak, że ja wtedy mam dłużej prscę, więc mi też to raczej na rękę. Co do standardowego tekstu możliwe, że tak jest, tylko głównie pytanie co wg niej nie trybi. Co do ostatniego zdania to zachowanie bez sensu bo przy trzymaniu dystansu nic się nie może wykluć konkretnego.

72 Ostatnio edytowany przez mrbart (2016-11-27 13:17:35)

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?

Kto chce znajdzie sposób, kto nie chce znajdzie powód. Moim zdaniem to co robi jest klasycznym dozowaniem kontaktu. Możliwe że wynika to z jej "nieprzekonania" co do Ciebie. Pytanie tylko jak długo będzie Ci coś takiego odpowiadało. Zawsze wydawało mi się, że początkowe miesiące powinny być tymi bezproblemowymi. Ludzie są sobą zafascynowani, chcą poznawać się lepiej, więc wykorzystują okazje do spędzania czasu razem. Tutaj widać sztucznie utrzymywany dystans, który wygląda trochę na wprowadzanie jej zasad już na samym początku. Ona mówi weekendom "nie" i albo Ty się na to godzisz albo narazisz się na jej opór. W jej hierarchii ważności są najpierw wyjazdy do domu, potem koleżanki i na końcu Ty. Czy tak powinno być - no raczej nie. Wyartykułuj jej wprost, że zależy Ci na weekendach i zobacz co odpowie. Jeśli ja miałbym zajęte oba dni weekendu (i to nawet nie imprezami, czy spotkaniami ze znajomymi, ale np. jak kiedyś, kursami, szkoleniami itd.) to i tak znalazłbym bez problemu wolny wieczór (gdybym tylko chciał). Bycie zajętym jest najprostszą i najtańszą wymówką z możliwych. Dodatkowo podawanie jako powód wyjazdów do rodziny, stawia Cię w pozycji osoby pozbawionej możliwości jakichkolwiek negocjacji, bo przecież nie będziesz (szczególnie na tym etapie) stawiał się ponad jej rodzinę. I ona dobrze o tym wie.

Jacenty89 napisał/a:

Co do ostatniego zdania to zachowanie bez sensu bo przy trzymaniu dystansu nic się nie może wykluć konkretnego.

Może utrudnione jest wyklucie, ale też jajo nie zostaje rozbite wink

73

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Mamidełko napisał/a:
Jacenty89 napisał/a:
Mamidełko napisał/a:

Dla Ciebie jest naturalniejsze, dla mnie też, ale ewidentnie jej to nie odpowiada. Tak z tego co piszesz, to raczej bym się nie nastawiała optymistycznie. Stwierdzenie, że ona nie może niczego obiecać, bo nie wie co się będzie wtedy działo oznacza, że stawia Ciebie w kolejce na którymś tam miejscu, a nie na równi z pozostałymi organizatorami jej weekendów. Zauważ, że jakby się z Tobą umówiła, to już by wiedziała co się będzie działo. Co powoduje, że są najpierw oni a potem Ty, trudno wyrokować, może dla niej to jest luźna relacja, może za krótko na to, żeby podnieść Twoją rangę, a może taka już jest i nic tego nie zmieni.

To samo mi przyszło do głowy i chciałem sprawdzić czy ktoś też na to wpadnie. Napisałem jej o tym, że stawia mnie niżej.  Niestety sama mi powiedziala, ze jej na mnie zależy i że to co robi jest silniejsze od niej, nieswiadomie to robi (walczy z tym) , ze ma wrodzony talent do psucia. Coś było jeszcze o braku asertywności w stosunku do koleżanek.

Ciekawa jestem po co ona Tobie nawija takie kawałki, że nieświadomie coś robi (niedojrzałość?), ma wrodzony talent do psucia (jakieś zaburzenia?), brak asertywności w stosunku do koleżanek skoro najpierw wprost Ci mówi, że jesteś niżej. Jedyną logiczną odpowiedzią na te pytania to: robi to świadomie, bo jesteś niżej. Zgodziłabym się ze stwierdzeniami, że ona wciska Ci siano, nie traktuje poważnie, co z tym począć zależy od Ciebie. I przyznaję, że też przeszło mi przez myśl, że może ona kogoś ma poza Tobą, niekoniecznie chłopaka, ale na przykład takiego samego jak Ty wypchanego sianem.

Nie, nie, to ja jej zarzuciłem, że stawia mnie niżej. Ona się tego ostro wypierała. No ale z czynów wynika inaczej.

74 Ostatnio edytowany przez Klio (2016-11-27 13:21:55)

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Jacenty89 napisał/a:

Co do ostatniego zdania to zachowanie bez sensu bo przy trzymaniu dystansu nic się nie może wykluć konkretnego.

To zależy czy jest się pewnym, że się chce, żeby coś się wykluło konkretnego... Gdy pewności chcenia brak, to pojawia się dystans i wyczuwanie gruntu. Niektórzy z czasem się przekonują do tych początkowo trzymanych na dystans. Piorun nie uderzył, ale może z czasem uderzy... Przy czym trzeba brać też pod uwagę ewentualność, że nie uderzy i albo będzie koniec, albo związek o temperaturze bliskiej zero.

On-WuWuA-83 napisał/a:

A w opowieści Klio to nie wierz..., następna "wszystko wiedząca wyrocznia" xDDD
big_smile

Aż tak Ci brakuje Elle. Ohhhh... urocze...
Wybacz, ale nie zastąpię Ci jej. Musisz jakoś odżałować swoją żałobę. Wspieramy. smile

75

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
mrbart napisał/a:

Kto chce znajdzie sposób, kto nie chce znajdzie powód. Moim zdaniem to co robi jest klasycznym dozowaniem kontaktu. Możliwe że wynika to z jej "nieprzekonania" co do Ciebie. Pytanie tylko jak długo będzie Ci coś takiego odpowiadało. Zawsze wydawało mi się, że początkowe miesiące powinny być tymi bezproblemowymi. Ludzie są sobą zafascynowani, chcą poznawać się lepiej, więc wykorzystują okazje do spędzania czasu razem. Tutaj widać sztucznie utrzymywany dystans, który wygląda trochę na wprowadzanie jej zasad już na samym początku. Ona mówi weekendom "nie" i albo Ty się na to godzisz albo narazisz się na jej opór. W jej hierarchii ważności są najpierw wyjazdy do domu, potem koleżanki i na końcu Ty. Czy tak powinno być - no raczej nie. Wyartykułuj jej wprost, że zależy Ci na weekendach i zobacz co odpowie. Jeśli ja miałbym zajęte oba dni weekendu (i to nawet nie imprezami, czy spotkaniami ze znajomymi, ale np. jak kiedyś, kursami, szkoleniami itd.) to i tak znalazłbym bez problemu wolny wieczór (gdybym tylko chciał). Bycie zajętym jest najprostszą i najtańszą wymówką z możliwych. Dodatkowo podawanie jako powód wyjazdów do rodziny, stawia Cię w pozycji osoby pozbawionej możliwości jakichkolwiek negocjacji, bo przecież nie będziesz (szczególnie na tym etapie) stawiał się ponad jej rodzinę. I ona dobrze o tym wie.

Nomi rzeczywiście początkowe miesiące takie były, aż zobaczyłem że coś nie jest tak z tymi weekendami.
Początkowe miesiące 2-3 były bezproblemowe, bo ja nie zauważałem problemu, jeszcze sytuacja nie była widocznie asymetryczna. Ona teoretycznie według niej znajduje wolny wieczór (niedzielny), dzisiaj nawet już teraz chce się spotkać.

76

Odp: Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?
Klio napisał/a:
Jacenty89 napisał/a:

Co do ostatniego zdania to zachowanie bez sensu bo przy trzymaniu dystansu nic się nie może wykluć konkretnego.

To zależy czy jest się pewnym, że się chce, żeby coś się wykluło konkretnego... Gdy pewności chcenia brak, to pojawia się dystans i wyczuwanie gruntu. Niektórzy z czasem się przekonują do tych początkowo trzymanych na dystans. Piorun nie uderzył, ale może z czasem uderzy... Przy czym trzeba brać też pod uwagę ewentualność, że nie uderzy i albo będzie koniec, albo związek o temperaturze bliskiej zero.

On-WuWuA-83 napisał/a:

A w opowieści Klio to nie wierz..., następna "wszystko wiedząca wyrocznia" xDDD
big_smile

Aż tak Ci brakuje Elle. Ohhhh... urocze...
Wybacz, ale nie zastąpię Ci jej. Musisz jakoś odżałować swoją żałobę. Wspieramy. smile

Ja rzadko zadowalam się półśrodkami, dlatego zagrałem w piątek vabank żeby do dzisiaj przemyślała wszystko i albo jesteśmy w związku albo się grzecznie rozchodzimy, o ile do wczoraj do 20 smsy były raczej takie, że sugerowałyby że jest na tak, to dzisiaj widzę ewidentnie że chyba będzie po zabawie.
PS Co się stało z Elcią? Ona przy moim ostatnim kryzysie pięknie mnie stawiała na nogi i bezbłędnie odczytywała każdą sytuację.

Posty [ 39 do 76 z 375 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie widujemy się w weekendy - czy ja przesadzam?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016