Poświęcenie a związek... - Netkobiety.pl

Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

 

#1 2010-01-31 12:38:41

nastka87
Niewinne początki
Zarejestrowany: 2010-01-26
Posty: 7

Poświęcenie a związek...

Hej, temat oczywiście damsko-męski. Wygląda następująco, poznałam mojego chłopaka tak jakby za pośrednictwem mojej przyjaciółki,a jego kuzynki, długo nasza znajomośc rozwijała się wyłącznie na gg, bo choc on początkowo proponował spotkania ja nie miałam odwagi się zgodzic, bo jeszcze go za dobrze nie znałam, z czasem gdy zaczęłam go lubic i czekałam na jakąs propozycję, on ich więcej nie powtórzył. Rozmawialiśmy jednak tak i spotykaliśmy się w wirtualnym swiece aż uświadomiłam sobie pewnego dnia, że nie mogę przestac o nim myślec, czekam aż wróce do domu, uruchomię komputer a on napisze,śniłam o nich choc znałam go tylko ze zdjęc;/ On też coraz częsciej dawał mi wyraźne znaki, że cos do mnie czuje, musielismy rozmawiac codziennie, żeby normalnie funkcjonowac, niestety kiedy ja już bylam pewna by zapoponowac spotkanie odkryłam, że na jego profilu nk jest jakaś dziewczyna...gdy weszłam na jej profil szybko zrozumiałam, że T.nie jest wolny;/ Zapytałam go o to przy następnej rozmowie, zaprzeczył, twierdził ze jest wolny jak ptak, choc byłam pewna swego, zmusiłam się by mu uwierzyc, a po tygodniu na jego profilu pojawily się ich wspolne zdjecia z oficjalnym podpisem:( Poczułam się oszukana, zdadzona, myślałam, zabawił się mną i miał z tego radochę, przestałam z nim rozmawiac, napisalam im tylko pod zdjeciem komentarz, że życzę szczęścia i postanowiłam zapomniec. Minęło trochę czasu, czasu bez niego w moim życiu, wracałam z zajęc do domu i tak jak nigdy się nie spotkaliśmy, tak akurat tego dnia wpadłam na niego;/ Nie wiedziałam co zrobic, szedł właśnie na wykład, zapytał czy go odprowadzę, a ja głupia stwierdziłam, a co mi zależy. Rozmawialismy, było b. sympatycznie, widziałam, że on nie może oderwac ode mnie wzroku, zaproponował mi nawet zebym poszła z nim na wykład, zapaliła mi sie czerwona lampa i odparlam: "moze bym i poszla, ale nie chce zeby twoi kumple gadali, że dziewczyna w domu czeka a ty inna na wykład przyprowadziles". Posmutniał nieco, ale rozstaliśmy się pokojowo...Potem napisał znowu, nie wiedziałam co robic, uznałam ze nie mogę tego ciągnąc, ale ilekroc ja próbowałam zapomniec, on się pzypominał, to sms w najmniej oczekiwanym momencie, to telefon pozną nocą do mego domu, to życzenia na świeta...Byłam zakochana, nie mijało mi to, ale byłam też zła i rozgoryczona, bo on dalej był z inna, a uwodził mnie... Trwały te podchody jakies 8 miesiecy, ostatecznie napisałam do niego list w ktorym wyjasnilam jak bardzo mnie zranil, ze mi na nim zalezalo a on mnie tak potaktował, i prosiłam zeby się zdecydowal na cos, bo swoim obecnym zachowaniem nie jest fair ani w stosunku do mnie ani do tamtej dziewczyny. Znowu nastał czas ciszy... Gdy odezwał się następnym razem był już wolny, rozstał się z tamtą dziewczyną i chciał wszystko między nami naprawic, powiedzial , że zrobi wszystko, żebym była z nim szczęśliwa, znowu dałam się przekonac i zostaliśmy parą. Przez pierwsze parę miesięcy było cudownie, szalałam za nim, on za mną, nie wyobrażałam sobie, że można byc bardziej zakochanym i szczęsliwym...Niestety idylla nie trwa wiecznie:( Szybko się okazało, że T. jest bardzo zazdrosny, kazał mi zerwac kontakty z kumpali, wybierac miedzy nim a nimi, to było dla mnie b.trudne, wielokrotnie próbowałam go przekonac, że moi przyjaciele też są dla mnie ważni, bo znam ich od paru lat i nie raz mi pomagali, gdy jego jeszcze w moim życiu nie było, nic to jednak nie pomagało, twierdził, że są to jego potencjalni rywale i mam z nimi zerwac kontakt albo on odejdzie, sporo było kłotni w tym temacie ale ostatecznie nie mogłam bez niego życ i ograniczałam znacznie te kontakty z innymi. To jednak nie był koniec, wciąż chciał żebym go zapewniała ze go kocham, chciał o tym słuchac i czytac w smsach kilka razy dziennie, a ja nie jestem osobą intrawertyczna, dla mnie to słowo powtarzane tak czesto traci na swej watrosci, tego też nie rozumiał, wiec staralam się jak mogłam wyznawac mu to na rozne sposoby w miare jak najczescie, wciąż jednak było mu mało:( Twierdził, ze mi ufa, ale mial hasla do mojego gg i pofilu na nk, sprawdzał achiwa regularnie, przegladal moje skrzynki w komórkach, a gdy tylko sie okazalo ze z kims wymienilam za duzo smsow to wszczynal awanure, jakobym jemu az tyle czasu i uwagi nie poswiecala. Mial pretensje, gdy kiedy napisal do mnie, musial czekac na odpowiedz pare minut ( a wiadomo, że sa miejsca gdzie czlowiek z kom. nie chodzi lub nie zawsze moze od razu odpisac)...Kłotnie były coraz częstsze, moje szczęśnie straciło na sile, zaczęlo mi brakowac kontaktow z innymi ludzmi, on nawet nie chcial poznac moich znajomych a gdy chcial poznac moje przyjaciolki ale nie udawalo sie zorganizowac z roznych przyczyn spotkania obwinial tym mnie...Nie miałam już siły, coraz częsciej się na niego obrazałam, też chciałam zawalczyc o swoje, ale zawsze konczylo sie powrotem do jego zasad. Wciąż miałam wypominane, że po studiach planował wrócic do domu, a to na drugim krancu polski, ale zostal tu dla mnie i dla mnie porzucil dom rodzinny;/ niedawno zaczal mi wypominac ze jego była dziewczyna( z ktora wyobrazcie sobie mieszka w jednym mieszkaniu,ale oczywiscie w osobnych pokojach, bo jakos  tak wyszlo;/) była lepsza, ze poswiecala mu wiecej czasu i uwagi i ze gdyby nie to ze dla mnie z nia zerwal i zerwal praktycznie kontakt to atmosfera na jego mieszkaniu bylaby lepsza. Ostatecznie nie wytrzymałam, zerwałam z nim, chciał wrócic, błagał zebym i ja wrocila ale tym razem nie chce juz wracac do tej zlotej klatki, chce normalnego zycia, stabilnego zwiazku i zaufania, nie chce ciagle byc za wszystko obwiniana ani miec wypominane ile to on dla mnie poswiecil a jak to ja dla niego nie potrafie zrezygnowac z niczego. Kocham go, ale juz nie moge tego zniesc. Czy mam o nim zapomniec?? Czy jednak probowac to ratowac?

Offline

 

#2 2010-01-31 13:10:59

Ideen
Dobry Duszek Forum
Wiek: 26
Zarejestrowany: 2009-07-05
Posty: 128

Re: Poświęcenie a związek...

Uważam, ze bardzo dobrze postąpiłaś, ten chłopak cierpi na chorobliwą zazdrość, a to nie wyszło by ci najlepiej, w każdym związku potrzebna jest ona ale tylko odrobinę, żeby człowiek czuł, że jest kochany.  Pomimo, ze go kochasz nie powinnaś mu ulegać, skoro on nie potrafi uszanować ciebie, twojego życia. Sama piszesz, że ten związek nie dawał ci tego czego oczekiwałeś i nie sądzę, żeby przyniósł ci coś dobrego. Człowiek dopiero docenia to co stracił, może i on się ocknie  i pozwoli ci żyć


Małżeństwo - dożywocie za miłość smile

Offline

 

#3 2010-02-07 10:13:46

Malgos
Zaglądam tu coraz częściej
Zarejestrowany: 2010-01-15
Posty: 11

Re: Poświęcenie a związek...

To naprawde trudna sytuacja ale jak to mowia z kazdej sytuacji jest jakies wyjscie .
pol kwiata tego swiata , nie on jeden na swiecie mozna by bylo rzec. Napewno brakuje jemu Twojej osoby kochal Cie ale ta zazdrosc'/no wlasnie troche a nawet bardzo zniszczyla Twoj zwiazek . nadszarpnal wielce Twojego zaufania czepiajac sie i ograniczajac swobode. a jak wiadomo raz nadszarpniete zaufanie bardzo trudno odbudowac;/ masz 2 wyjscia wrocic do niego i dac mu warunek nie czepiasz sie nie jestes zazdrosny i obdarzasz mnie zaufaniem dajesz mi normalnie zyc ale to takie wiesz bardzo trudne by bylo dla niego jak sie domyslam trudno jes t sie zmienic dla kogos ale to jest mozliwe.  napisalam to by dac mu szanse bo jednak cos do siebie jeszcze czujecie ta milosc jeszcze nie wygasla .... a moze to tylko przyzwyczajenie?
a to drugie wyjscie? zapomniec zyc od nowa ... CZas leczy rany potrzeba go wiele by zapomniec ale da sie. Pozostana wspomnienia te dobre i te zle ale mysle ze jestes wartosciowa dziewczyna i dobrze ze w pore zareagowalas tym ze zerwalas to byl taki zimny prysznic dla Was obojgu. Jesli nie dasz temu zwiazkowi szansy kolejnej   poznasz kogos kto zaakceptuje Twoje zycie Ciebie takimi jakimi sa zaczniesz zycie od nowa i staniesz sie szczesliwa spokojna ... wypisz sobie zalety i wady za tym by wrocic czy tez nie przewaga niech zadecyduje

Offline

 

#4 2010-02-07 18:18:39

Karina2005
Powoli się zadomawiam
Wiek: 32
Zarejestrowany: 2009-11-30
Posty: 50

Re: Poświęcenie a związek...

Ja również jestem zdania, że raczej by nic z tego nie wyszło. Zazdrośnikami są najczęściej Ci, którzy mają cos na sumieniu i się boją...
Głowa do góry, wszystko jeszcze przed tobą smile

Offline

 

#5 2010-02-08 09:05:09

motylek766
Do zakochania jeden krok
Zarejestrowany: 2009-08-30
Posty: 45

Re: Poświęcenie a związek...

Daj sobie z nim spokój ,zapomnij ,Zazdrość jest objawem miłości ale nie taka!!!!!!! Bo to zazdrość zaborcza.
Nie ma w tym chłopaku ani kszty zaufania do ciebie, chciał byś zerwała swoje przyjaźnie , no to już chyba przesadził.
Nie ma czego naprawiać ,o taki człowiek sie nie zmieni .Poprostu .Albo będzie udawać,że sie zmienił,ale po cichu będzie taki sam.
A ty napewno znajdziesz tego odpowiedniego dla siebie smile
Pozdrawiam

Offline

 

#6 2010-02-08 09:06:13

motylek766
Do zakochania jeden krok
Zarejestrowany: 2009-08-30
Posty: 45

Re: Poświęcenie a związek...

Karina2005 napisał:

Ja również jestem zdania, że raczej by nic z tego nie wyszło. Zazdrośnikami są najczęściej Ci, którzy mają cos na sumieniu i się boją...
Głowa do góry, wszystko jeszcze przed tobą smile

Zgadzam sie w zupełności:)

Offline

 

#7 2010-02-11 22:47:52

Bliźniaczka22
Przyjaciółka Forum
Wiek: 22 :)
Zarejestrowany: 2009-02-08
Posty: 640

Re: Poświęcenie a związek...

a może pisałaś do tych swych kumpli w jakis specyficzny sposób, np buziaki czy coś takiego? lub gdy jemu mówiłaś np że jesteś zajeta lub coś a tak na prawdę to miałaś kontak z kolegami? może o to miał "ból" i bał się że cię straci? może widział jak mówisz o swych kolegach itp? zazdrośc nie bierze się z nikąd


Nigdy nie dawaj z siebie 100% w związku. Będzie mniej bolało, jak dostaniesz cios w serce. Pamietaj, że zawsze twa połówka może zakochać się w innej osobie
Miłość? To tylko w filmach...

Offline

 

#8 2010-02-12 11:47:54

vidomina
Wróżka Bajuszka
Wiek: 21
Zarejestrowany: 2009-06-13
Posty: 235

Re: Poświęcenie a związek...

Dobrze zrobiłaś... Postąpiłabym tak samo na Twoim miejscu. Ludzie się nie zmieniają. Przede wszystkim Ty masz się czuć dobrze w związku, masz mieć oparcie w partnerze, jego zaufanie i przyjaźń. Bez tego związek nie ma sensu.


Chodzić swoimi ścieżkami...

Offline

 

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson

Mapa strony - Archiwum © www.netkobiety.pl 2007-2009