Cześć Dziewczyny!
Jestem Justyna, jestem mężatką, mam 22 lata, pracuje zawodowo.
tez jestem w takiej sytuacji, że nie mam nikogo. Tzn jest taka jedna, która była moją świadkową na moim ślubie, niestety nie ma jej na miejscu, nawet nie mieszka w PL. studiuje i ma prace. Ma dużo na głowie, tak jak wszyscy.
W czasie szkolnym nie poznałam ludzi, przy których mogła bym być sobą
Z resztą zawsze byłam gdzieś na końcu. Nikt mnie nie zauważał i zawsze bałam się na wf kiedy ktoś wybierał do swojego zespołu osobę, w ktorej miało się grać w siatkę. Nie wiem dlaczego tak było. Byłam zamknięta w sobie, przez to, ze mnie wyśmiewali. Sepleniłam bardzo długo. az do 13 roku zycia. Zawsze byłam inna, nigdy nie potrzebowałam pomocy od nikogo. ZAWSZE dawałam sobie ze wszystkim radę. Jestem pieprzoną indywidualistką, ale czasem są takie momenty w zyciu, gdzie chciała bym się komuś wygadać.
Moim jedynym i najlepszym przyjacielem jest mój Mąż
Jest starszy ode mnie o 8 lat, jesteśmy razem prawie 4 lata.
Cieszę się, że nasz związek opiera się na miłości i zaufaniu... niestety przez to wszystko wkrada się rutyna.
Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Chciała bym się wygadać komuś, kto by mną potrząsnąl, a nie przytulił i powiedzial, ze kocha i rozumie... Potrzebuję kogoś kto by mnie popchnął do przodu, kogoś kto by miał racje. Nawet na jakieś piwo wyskoczyć.
Nigdy nie miałam koleżanek, zawsze wychodziło na to, ze tylko coś ode mnie chciały a poźniej udawały, ze nie znają. nóż w plecy, kiedy tylko dowiadywałam się od osób trzecich wiecej o sobie niż wiem sama
Mam starszego brata, przez to dogadywałam się bardziej z kolegami, niestety przez zazdrość wtedy jeszcze narzeczonego nie mogłam mieć kolegów...
Przestałam utrzymywać jakiekolwiek kontakty z ludźmi.
Pracuje w hotelu, na recepcji. Cieszę sie, ze chociaz tak mogę porozmawiać, a raczej wysłuchać ludzi. Recepcjomista jest jak barman, a barman jak spowiednik.