Terapia par czy rozstanie? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Terapia par czy rozstanie?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 32 ]

Temat: Terapia par czy rozstanie?

Przeczytałem wiele postów na tym forum dotyczących rozstania. Odnoszę wrażenie, że większość komentujących jest za rozstaniem jeśli w związku się coś nie układa, wygasa uczucie czy brak jest dobrych relacji. Moim zdaniem każdy związek jest jakąś wartością i czasami warto podjąć walkę by ratować relacje między dwojgiem ludzi. Jeśli nie dostrzegacie w swoim związku cech skrajnie patologicznych, umiecie jeszcze ze sobą rozmawiać to zawsze trzeba próbować.

Jak wiele opisywanych tutaj przypadków, mój również jest dość skomplikowany. Po 8 latach związku moja partnerka zdecydowała o rozstaniu. Oboje jesteśmy po 40-tce. Ona ma troje dzieci z poprzednich związków, ja kilka mniej poważnych związków za sobą, ale bez dzieci. W pierwszej fazie związku układało nam się całkiem dobrze. Ona bardzo o mnie zabiegała, dawała z siebie bardzo wiele, była bardzo zakochana, twierdziła, że ta miłość do mnie zaczęła się już w szkole podstawowej, a teraz spotkaliśmy się na dobre. Kiedy się do siebie zbliżyliśmy ja mieszkałem w Warszawie, ona w małym miasteczku na prowincji. Zostawiłem mieszkanie i pracę w Wawie, przeprowadziłem się do niej. Zaczęliśmy sobie układać życie razem. Oboje byliśmy w sobie zakochani. Ona trochę bezradna życiowo, przytłoczona przez brak stałej pracy i obowiązki względem dzieci. Mimo to wciąż atrakcyjna, pełna życia i potencjalnych możliwości. Wszedłem w rozbitą rodzinę i zacząłem przejmować rolę mężczyzny w tym stadzie. Wszystko działo się naturalnie, założyłem dla niej firmę, w której mogła rozwijać swoje pasje i talenty. Prowadziliśmy ją wspólnie. Jej rodzice oddali nam piętro swojego domu. Mieszkanie było w surowym stanie. Zaangażowałem się w wykończenie i wyposażenie naszego nowego lokum. Włożyłem w to sporo pracy i trochę pieniędzy.

Początkowo relacje z dziećmi były trudne. Pojawił się obcy w rodzinie i nie łatwo było go zaakceptować, ale potem wspólne wyjazdy, wakacje, spacery, wyjścia do kina, restauracji trochę nas do siebie zbliżyły. W pewnym momencie stałem się dla dzieci osobą, na którą bardziej mogły liczyć niż na własną mamę. Zdarzało się bardzo często, że nie odbierała telefonu od dzieci. Przez roztargnienie zostawiała gdzieś aparat albo nie naładowała baterii, a ja zawsze odbierałem. Dziecko trzeba było przywieźć ze szkoły, zawieźć na tańce, trening, dać pieniądze, wysłuchać problemów itd.

Po pewnym czasie moja partnerka zaczęła mi stopniowo odkrywać swoje traumatyczne przeżycia związane z poprzednimi związkami. Z pierwszego małżeństwa, które trwało 3 lata miała syna. Z drugiego 5-cio letniego związku miała córkę i syna. Według jej relacji, ten drugi związek był dla niej traumatyczny szczególnie ze względu na niechcianą ciąże z córką i nie najlepsze relacje z partnerem. Po rozstaniu się z drugim partnerem podjęła decyzję by oddać najstarszego syna ojcu. Dziecko musiało opuścić matkę i w wieku 9 lat zacząć życie z ojcem i jego nową partnerką. Opisuję to w skrócie, bo jest jeszcze wiele innych czynników bardzo ważnych dla rozwoju tych dzieciaków i przeżyć mojej partnerki.

Kiedy się do niej wprowadziłem zastałem dwójkę dzieci, oboje byli jeszcze w podstawówce. Kilka miesięcy później doszło do tragicznego wypadku. Najstarszy syn (ten z pierwszego małżeństwa) jechał z ojcem samochodem. Ojciec pod wpływem alkoholu. Przy wyprzedzaniu auto uderzyło w autobus. Ojciec zginął na miejscu, syn wyszedł z tego bez urazów fizycznych. W końcu musiał wrócić do mamy. Postaraliśmy się go przyjąć jak najlepiej, załatwiliśmy mu nową szkołę i otoczyliśmy go opieką. Tutaj nie wiem co mam napisać, bo chyba nikt, kto nie przeżył takiej traumy nie jest w stanie zrozumieć co czuje dziecko, które nagle traci ojca. Chłopak się jednak potrafił podnieść i dzisiaj świetnie funkcjonuje.

W pierwszym okresie naszego związku wydarzyło się więc wystarczająco dużo ważnych rzeczy, które związały nas jeszcze bardziej. Śmierć ojca najstarszego dziecka, jego powrót do mamy, przeprowadzka do nowego miejsca, urządzanie mieszkania i zakładanie firmy.

Przez pierwsze 3-4 lata wszystko układało się w miarę normalnie aż do momentu, w którym zaczęło się coś złego dziać z najmłodszym synem. Pewnego wieczoru przyszedł do nas i oznajmił, że słyszy jakieś głosy, że widzi światełka, był wtedy w drugiej klasie gimnazjum. Początkowo próbowaliśmy to bagatelizować, ale obserwowaliśmy, że jego stan się pogarsza, jest wycofany, powtarza w kółko te same zdania, nie potrafi żadnego dokończyć, wpada w dziwne stany. Wmawiał sobie, że jest schizofrenikiem, psychopatą i temu podobne. W szkole był wycofany, ciągle skoncentrowany na sobie. W internecie wyszukiwał różnych chorób. Byliśmy bardzo zaniepokojeni, dziecko wpadało w takie stany kilka razy w roku i trwało to zwykle kilka tygodni. Natychmiast skontaktowaliśmy się z psychologiem i psychiatrą. Staraliśmy się to wytłumaczyć jego okresem dojrzewania. Lekarze też nie stawiali jednoznacznej diagnozy, raczej łagodzili nasze i jego lęki i obawy. Jednak moja partnerka bardzo to przeżyła, codziennie o tym rozmawialiśmy, staraliśmy się pomóc dziecku jak umieliśmy. Jeździliśmy na konsultacje i spotkania z lekarzami. Okazało się, że brat ojca najmłodszego dziecka miał schizofrenię. Moja partnerka mieszkała z nimi razem przez 5 lat. Do świadomości dziecka w końcu to doszło i uderzyło w niego na początku okresu dojrzewania. Wszystko wyglądało bardzo niepokojąco, ale minęło i dzisiaj nie ma już żadnych problemów.

Odbiło się to na mojej partnerce. Stała się nerwowa, do tego doszedł jeszcze okres pokwitania. Od tej pory zaczęła mnie izolować, najpierw w drobnych sprawach, a to że włożyłem w sklepie do koszyka coś czego ona nie chciała, a to że się nie tak uśmiecham, że nie odzywam do niej tak jakby chciała, że nie mówie jej codziennie, że ją kocham, że nie tak ją przytulam, że kocham psa bardziej od niej i tak dalej. Na początku tłumaczyła się, że ma klimakterium i ciągle zmienia jej się nastrój. Kupiła sobie ziółka na uspokojenie. Ja też się uspokoiłem, bo wierzyłem, że w końcu jej to przejdzie. Codziennie się uśmiechałem, próbowałem być w dobrym humorze, ale na jej twarzy znowu pojawiał się foch. Zaczęły się kłótnie, słowna agresja i podział na my i ty i twój pies. Podejmowałem jeszcze próby, wyjeżdżaliśmy razem na wakacje i kiedy była z dala od domu i od dzieci znowu zachowywała się w stosunku do mnie normalnie. W końcu podjęła terapię. Okazało się, że ma bardzo wiele żalu do swoich rodziców, że matka jej nigdy nie kochała, nie okazywała zainteresowania, że ojciec wyrzucił ją z domu kiedy była w ciąży, że ma ogromną złość na byłego partnera, z którym ma tę dwójkę dzieci, że dzieci się go boją, że on się w ogóle nimi nie interesuje. Przez dwa lata terapii wpadała w jeszcze gorszy stan i to odbijało się też na naszych relacjach.

W końcu najstarszy syn wyjechał na studia, córka dostała stypendium w liceum w innym mieście. Zostaliśmy tylko z jednym dzieckiem, najmłodszym synem. Teraz było mniej problemów. Pojawiła się szansa na poprawienie naszych relacji. Niestety za każdym razem kiedy dzieci przyjeżdżały do domu moja partnerka za wszelką cenę chciała im pokazać, że nie zależy jej na mnie. Przeciągała dzieci na swoją stronę. Doszło do tego, że dzieciaki wstając rano czy wracając ze szkoły nie mówiły mi nawet cześć.  Dzieci zwracały się do mnie tylko wtedy gdy czegoś potrzebowały. Wiele razy z nią o tym rozmawiałem, ale nie przyniosło to efektu. W końcu postanowiłem, że się rozstaniemy i poszedłem na jedną noc do moich rodziców. Na drugi dzień wróciłem do niej niby po rzeczy, ale miałem nadzieję, że ona się opamięta. Płakała, ale zniosła to godnie i prawie się pogodziła. Ja miałem tylko nadzieję, że zrozumie w końcu o co mi chodzi, żebyśmy byli razem ze sobą, razem w decyzjach wobec dzieci. W końcu ustąpiłem, bo tak naprawdę nie miałem zamiaru się wyprowadzać. Obiecała, że się zmieni. Przeprowadziliśmy rozmowę z dzieciakami i dziadkami. Przez jakiś czas było w porządku.

Potem znowu nasze ralacje się pogorszyły. W okresie zimowym nasza firma funkcjonowała nie najlepiej, więc postanowiłem wyjechać na 5 miesięcy do Irlandii. Myślałem, że przy okazji będziemy mieli trochę spokoju od siebie, a ja zarobię więcej pieniędzy na życie. Na początku normalnie rozmawialiśmy przez telefon, ale kiedy jej córka przyjechała na ferie rozmowy stawały się zupełnie inne. Była wobec mnie chłodna i obojętną, pokazywała dziecku, że jej na mnie nie zależy. Przez cały czas pobytu w Irlandii nie zabiegała o kontakt ze mną, to ja do niej dzwoniłem. W końcu pokłóciliśmy się o jakieś sprawy firmowe i tylko ze sobą mailowaliśmy. Kiedy wróciłem okazało się, że jej córka ma anoreksję i właśnie przerwała naukę na stypendium i musiała wrócić do domu. Partnerka powiedziała mi, że muszę się wyprowadzić, bo jeśli tego nie zrobię to jej córka grozi, że się powiesi lub sobie coś zrobi. Wciąż jeszcze zależało mi na tym związku, więc powiedziałem, że będę walczył. Przyjechałem z Irlandii w nie najlepszym stanie zdrowotnym, nie miałem nawet już siły wchodzić w jakiekolwiek konflikty. Czekała mnie operacja  i poprosiłem ją żeby dała mi trochę spokoju, bo muszę się skoncentrować na swoim zdrowiu. Każdego dnia usuwałem się z linii frontu, starałem się jak mogłem. Chwaliłem, uśmiechałem się, dawałem wyrazy mojego uczucia. Razem z dziećmi wyjeżdżaliśmy na weekendy, do restauracji, nad rzekę, na konie. Niestety zawsze większość moich propozycji napotykała na opór z jej strony. Na wszystko było irracjonalne NIE.

Przychodziła jeszcze do mnie do szpitala, ale na 3 dzień po operacji zrobiła mi awanturę. Nie miałem w ogóle na to siły. Krzyczała, że ją źle traktuję, że nie zobaczyłem jak się ładnie dla mnie ubrała, że nie doceniam, że do mnie przychodzi, że musimy się rozstać. W końcu wyszła oburzona, by za chwile wrócić i mnie przeprosić. Wróciłem do domu. Jej rodzice pytali się codziennie jak się czuję. Teściowa gotowała mi zupki, ale dzieci się nie interesowały.

Moja matka załatwiła jej pracę w Niemczech na 2 tygodnie. Zostałem z dziećmi sam, byłem słaby jak mucha, ale one nawet nie pytały się jak mi pomóc czy jak się czuję. Partnerka też do mnie nie dzwoniła, kontaktwała się tylko z dziećmi. W końcu kiedy wróciła oznajmiła mi kategorycznie, że muszę się wyprowadzić, bo dzieci o to pytają, a córka może coś sobie zrobić.

Ledwie żywy, po jakimś tygodniu ciężkich negocjacji wyprowadziłem się. W dalszym ciągu prowadziliśmy razem firmę i chcąc nie chcąc wciąż wracaliśmy do tematu rozstania. Podsumowałem sobie to wszystko. Wciąż mi na niej zależało i udało mi się ją nakłonić do konsultacji u psychoterapeuty. Ona koniecznie chciała mnie przekonać do rozstania i myślała, że terapeuta mi w tym pomoże. Tylko w tym celu i z takim zamiarem tam poszła. Okazało się coś zupełnie innego. Terapeutka zwróciła jej uwagę na to, że postrzega nasz konflikt w czarno-białych barwach. Że jej silna motywacja do rozstania jest zupełnie nieadekwatna do zaistniałej sytuacji. Że zwykle w takich przypadkach, gdy usunie się "czarny charakter" - czyli mnie jako źródło wszystkich problemów - to miejsce tej czarnej owcy zajmie ktoś inny w rodzinie. Poza tym jak zauważyła terapeutka odnosiliśmy się do siebie całkiem pozytywnie jak na krótki czas po rozstaniu. "Pani mówi, że tęskni, a Pan mówi, że Panią kocha".

Czy warto walczyć?

Daj jej czas, poczekaj 3 miesiące, rok, wszystko się ułoży - tak mówią znajomi. Tak tutaj czytam na forum.
Przeczytałem książkę "Neurotyczna osobowość naszych czasów", przeczytałem mnóstow tekstów w necie, wiele różnych historii.
Ciągle rozmawiam z moją partnerką i jestem przekonany, że podjęła pochopną decyzję i wiem, że będzie tego wkrótce żałować.
Poprzednie jej związki zakończyły się bardzo podobnie, moje różnie, ale nie były to tak ważne i długotrwałe relacje.
Nie chcę już więcej popełniać tych samych błędów i mam wielką chęć dowiedzieć się co trzeba zmienić. Nakłaniam ją na terapię par, ale głównym celem jest poprawa komunikacji między nami. Mam nadzieję, że dzięki temu oboje będziemy wiedzieli gdzie jest pies pogrzebany, a może nawet podejmiemy decyzję o powrocie do siebie. To jest bardzo trudne, bo jest wiele żalu między nami, utraty zaufania, gniewu, krzywdy itd., ale dojrzali, dorośli ludzie powinni spróbować przynajmniej naprawić swoje błędy, powinni jakoś odkupić swoją winę, a nie zostawać z nią sam na sam.
Trzeba walczyć. Warto?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Moim zdaniem Twoja partnerka ma poważny problem ze sobą.Ze swoim zdrowiem psychicznym.Wasze życie to jakiś nieustanny "rollercoaster" emocjonalny.I raczej to nie żadne Jej klimakterium,menopauza,czy takie tam,40 lat to jeszcze młody wiek.Ona jest rozchwiana emocjonalnie i terapia jest niezbędna,inaczej i tak nie wytrzymasz z Nią wspólnego życia.Zastanawia mnie też wpływ dzieci na jej stosunek do Ciebie,naprawdę wierzysz w to,że jak np.przyjeżdża córka to od razu Jej matka Cię nienawidzi? Co może mieć prawie już dorosłe dziecko do Ciebie nagle? Może to tylko wygodne wytłumaczenie.
Ja bym się jednak wycofał z tego układu,pozbierał myśli,zaproponował Jej POWAŻNE leczenie,bo problem jest.A jeśli nie chce,to cóż.Życie jest za krótkie,żeby je marnować.Co dalej,wiesz...

3

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Dzięki Bartass,

masz rację, że nie należy w to brnąć w takiej postaci w jakiej to jest. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że potrzebna jest terapia. Osobiście nikogo bym nie skreślał, każdy ma prawo do szczęścia. Przez 8 lat było między nami mnóstwo fajnych momentów. Nie sposób przecież tutaj wszystko opisać. Nakreśliłem jedynie taką linię i to są oczywiście subiektywne moje odczucia. Miałem początkowo jakieś wyrzuty sumienia, ale konsultacja u psychoterapeuty trochę mnie podbudowała.
Ona jest świadoma tego, że potrzebuje pomocy, jednak brak jej zdecydowania, systematyczności i konsekwencji w działaniu.

Problem z córką jest taki, że szantażuje emocjonalnie swoją matkę. Według mnie jest to książkowy przykład neurotycznej potrzeby miłości, niegdy nienasyconej miłości. Dziewczyna zaczynała się prawidłowo rozwijać jako kobieta, ale to się wszystko zawróciło. Już nie ma okresu, wróciła znowu do fizycznego poziomu rozwoju dziecka. Matka żyje natomiast w strachu o to dziecko i ten lęk ma przeróżne oblicza.

4

Odp: Terapia par czy rozstanie?

terpia par zawsze. Ale u Twojej kobiety podejrzewam borderline. Ja też tak mam, to jest jazda jak napisał Bartass "rollercoaster" . Identycznie .Współczuję. Poczytaj fora emocje.pro nawet wikipedia normalnie opisuje zaburzenie. Ale zanim terapia par  to jej terapia osobista i grupowa tzw behawioralno-poznawcza. Na terapii par będzie manipulować terapeutą i Tobą. Wejrzyj w dzieciństwo jej, ma ogromne znaczenie. Powodzenia. (jak się nie uda to odejdź szkoda życia)

5

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Ty to masz siłę człowieku, po takich akcjach chcesz jeszcze o to walczyć. Przecież tam nie ma nic Twojego ( bez urazy). Ona pokazuje Ci drzwi, dzieci nie szanują, nie Twój dom.
40 lat to jeszcze czas, że możesz zrobić coś swojego, dla siebie, pomyśl o tym.

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Tak jak napisal santana. Terapia ale osobista. Ale najpierw ona sama musi widziec problem i przede wszystkim chciec sie leczyc. I to nie jest zwykle krotkotrwale leczenie. To jest pewiem rodzaju proces, ktory wymaga czasu. A Ty powinienes odpowiedziec sobie na pytanie, czy jestes w stanie czekac. Czekac na cos, co w efekcie moze nie dojsc do skutku. Bo praca nas wlasna osoba wymaga ogromnej samodyscypliny, checi i zaparcia.
Druga rzecz, partnerka po terapii moze sie zmienic. Wtedy czeka Was budowanie zwiazku na nowo.
Zastanow sie, czy chcesz czekac, nie majac zadnej pewnosci ani gwarancji na to, ze bedzie lepiej.

7

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Wielokrotnie słyszałem, że to ja nią manipuluję. Najczęściej kiedy szukałem odpowiedzi na jakieś pytanie. Dlaczego coś zrobiła tak, a nie inaczej. Moja dociekliwość zawsze ją irytowała. Żeby wydobyć z niej prawdę musiałem ją często długo maglować. Zwykle tę samą historię opowiadała za każdym razem inaczej, za każdym razem dodając nowe, sprzeczne fakty lub ubarwiając całą relację.

Jeśli chodzi o jej dzieciństwo, to można się tam wielu rzeczy doszukać. Jest dorosłą córką alkoholika i matki, która nie potrafiła jej okazać uczuć. Jej o dwa lata młodsza siostra ma bardzo podobny charakter. Ma trójkę dzieci, jest co prawda w długoletnim związku małżeńskim, ale ciągle narzeka na depresję i chętnie dawno by się rozwiodła gdyby nie dzieci. Prawdopodobie obie wychowywały się w podobnej atmosferze.

Rysy osobowości neurotycznej, symbiotycznej czy bordeline czyta się trochę jak horoskopy. Wydaje mi się, że każdy w nich znajdzie namiastkę siebie. Jednak borderline w znacznej części pasuje do mojej partnerki. Wszystko zależy też od terapeuty, nie każdy przecież jest w stanie postawić adekwatną diagnozę. Sama terapia też może nie przynieść pożądanych efektów, zdaję sobie z tego sprawę.

Co ja jeszcze tam robię?
Na to pytanie można sobie odpowiadać na wiele sposobów. Po pierwsze jak każdy w takiej sytuacji nie bardzo radzę sobie z odrzuceniem. Po drugie nie chciałbym na zawsze zostać czarnym charakterem w jej oczach, w oczach jej koleżanek czy rodziców. Wiem, że racjonalizując sobie nasze rozstanie zatrzymała dla siebie tylko najgorsze chwile spędzone razem. Po trzecie przeżyliśmy osiem wspólnych lat i jak pisałem było w nich wiele fajnych momentów. Po tym wszystkim co się stało tli się jeszcze we mnie jakieś do niej uczucie. Po czwarte uważam, że jestem jej w stanie jakoś pomóc, chociażby ze względu na to, że mieliśmy takie wspólne doświadczenie i wiele o nim wiemy. Myślę, że to znacznie ułatwi pracę terapeutom i zwiększa szanse na sukces. Po piąte jeśli uda się coś zmienić w jej postawie, to będzie jej łatwiej nawiązać zdrową relacje w przyszłym życiu. Gdzie ja wtedy będę i czy uda nam się powrócić do siebie tego nie wiem. Mogę mieć tylko nadzieję, ale życie zawsze toczy się swoim torem. Po szóste ja sam będę miał jakieś doświadczenie, które mnie sporo nauczy.

Mam świadomość, że praca z taką osobą to jak nauka chodzenia. Podam taki prosty przykład. Ostatnio dałem jej prezent, jakiś drobiazg, wyjęła go z papierowej torebki i zamiast się ucieszyć powiedziała:
- Na co mi to? Po co mi to dajesz? Uśmiechnąłem się i mówię
- to jest prezent, nie pytaj się o takie rzeczy, po prostu go przyjmij. Popatrzyła na mnie i dopiero wtedy powiedziała:
- dziękuję.

Czy mam siłę? Jeszcze trochę mam, ale jak już zupełnie opadnę to dam wam znać smile
Dzięki za Wasze komentarze.

Odp: Terapia par czy rozstanie?
rozbitek napisał/a:

Wielokrotnie słyszałem, że to ja nią manipuluję. Najczęściej kiedy szukałem odpowiedzi na jakieś pytanie. Dlaczego coś zrobiła tak, a nie inaczej. Moja dociekliwość zawsze ją irytowała. Żeby wydobyć z niej prawdę musiałem ją często długo maglować. Zwykle tę samą historię opowiadała za każdym razem inaczej, za każdym razem dodając nowe, sprzeczne fakty lub ubarwiając całą relację.

Jeśli chodzi o jej dzieciństwo, to można się tam wielu rzeczy doszukać. Jest dorosłą córką alkoholika i matki, która nie potrafiła jej okazać uczuć. Jej o dwa lata młodsza siostra ma bardzo podobny charakter. Ma trójkę dzieci, jest co prawda w długoletnim związku małżeńskim, ale ciągle narzeka na depresję i chętnie dawno by się rozwiodła gdyby nie dzieci. Prawdopodobie obie wychowywały się w podobnej atmosferze.

Rysy osobowości neurotycznej, symbiotycznej czy bordeline czyta się trochę jak horoskopy. Wydaje mi się, że każdy w nich znajdzie namiastkę siebie. Jednak borderline w znacznej części pasuje do mojej partnerki. Wszystko zależy też od terapeuty, nie każdy przecież jest w stanie postawić adekwatną diagnozę. Sama terapia też może nie przynieść pożądanych efektów, zdaję sobie z tego sprawę.

Co ja jeszcze tam robię?
Na to pytanie można sobie odpowiadać na wiele sposobów. Po pierwsze jak każdy w takiej sytuacji nie bardzo radzę sobie z odrzuceniem. Po drugie nie chciałbym na zawsze zostać czarnym charakterem w jej oczach, w oczach jej koleżanek czy rodziców. Wiem, że racjonalizując sobie nasze rozstanie zatrzymała dla siebie tylko najgorsze chwile spędzone razem. Po trzecie przeżyliśmy osiem wspólnych lat i jak pisałem było w nich wiele fajnych momentów. Po tym wszystkim co się stało tli się jeszcze we mnie jakieś do niej uczucie. Po czwarte uważam, że jestem jej w stanie jakoś pomóc, chociażby ze względu na to, że mieliśmy takie wspólne doświadczenie i wiele o nim wiemy. Myślę, że to znacznie ułatwi pracę terapeutom i zwiększa szanse na sukces. Po piąte jeśli uda się coś zmienić w jej postawie, to będzie jej łatwiej nawiązać zdrową relacje w przyszłym życiu. Gdzie ja wtedy będę i czy uda nam się powrócić do siebie tego nie wiem. Mogę mieć tylko nadzieję, ale życie zawsze toczy się swoim torem. Po szóste ja sam będę miał jakieś doświadczenie, które mnie sporo nauczy.

Mam świadomość, że praca z taką osobą to jak nauka chodzenia. Podam taki prosty przykład. Ostatnio dałem jej prezent, jakiś drobiazg, wyjęła go z papierowej torebki i zamiast się ucieszyć powiedziała:
- Na co mi to? Po co mi to dajesz? Uśmiechnąłem się i mówię
- to jest prezent, nie pytaj się o takie rzeczy, po prostu go przyjmij. Popatrzyła na mnie i dopiero wtedy powiedziała:
- dziękuję.

Czy mam siłę? Jeszcze trochę mam, ale jak już zupełnie opadnę to dam wam znać smile
Dzięki za Wasze komentarze.


no, i tutaj powiedziales cos, co mi wszystko poskladalo wszystko w calosc. DDA. Klasyk.

9 Ostatnio edytowany przez Nigdy (2015-10-12 09:41:38)

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Ona, dla niej, o niej...a Ty? Co Tobie zostanie, ciężkie doświadczenie? Bo coś się tli, bo w oczach jej rodziny... Daj spokój.

Nie chciałbyś mieć własnego dziecka? Bo byłbyś wspaniałym "tatą":)

10

Odp: Terapia par czy rozstanie?
rozbitek napisał/a:

Czy mam siłę? Jeszcze trochę mam, ale jak już zupełnie opadnę to dam wam znać smile

Nie opadną, bo jesteś od niej UZALEŻNIONY. Twój każdy post to opis faceta, który z kobiety z niezłymi zaburzeniami i dającej mu w kość, zrobił centrum świata. A czy ktoś ci nie powiedział, że jeśli człowiek sam z siebie nie chce nic zmienić, to ten drugi nic nie może?

Myślę, że to tobie jest potrzebna terapia, gdzie nauczysz się dbać o siebie, stawiać granice i zobaczysz jaki ten związek naprawdę jest. A jest toksyczny. Bo co ty chcesz dalej robić, pchać ten wózek, gdzie jej stosunek do ciebie się pogarsza, gnoi cię, dzieci są nastawione przeciwko tobie. Takiego życia chcesz? To ona sama musi dojść do wniosku, że zle postępuje, że potrzebuje pomocy, poskładania siebie. Ty - działając tak jak działasz (szukasz dla niej rozwiązania, próbujesz zrozumieć istotę jej zachować itp.) odciągasz ją tylko od stanięcia oko w oko samą ze sobą, nie dajesz jej szansy, aby została sama z tym majdanem i w końcu coś zrobiła.

Powtarzam, jesteś uzależniony, cały świat jest skupiony na niej, dajesz więcej niż zasługujesz (bilans zysków i strat ci się zgadza??), jesteś manipulowany i wykorzystywany.

Nikt nie mówi o całkowitym rozejściu, ale najpierw się obaj wyleczcie (separacja byłaby na ten czas tu wskazana), a potem zacznijcie budować wszytko jeszcze raz, na zdrowych fundamentach.

11

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Autorze, ręce i nogi mi opadły jak przeczytałam twoją historię. Ty święty jesteś kolego. Dam ci przykład - ja też jestem DDA i DDD do tego. Chora na depresje od wielu lat z krótkim przerwami, w okresie przekwitu, ale ja przy twojej partnerce, to istny anioł z nieba. Moim zdaniem zrobiłeś dla tej rodziny o wiele więcej niż najlepszy mąż i ojciec. Tak jak ktoś zauważył - tam nie ma nic twojego tak naprawdę, do tego rozbestwioną i rozpieszczoną nieodpowiedzialną partnerkę, która jedzie na tobie jak na łysej kobyle. Po co ci to? Masz 40 lat, dla mężczyzny to jeszcze czas na założenie własnej normalnej rodziny, opamiętaj się i uciekaj stamtąd jak najdalej bez żadnej możliwości powrotu. Dla niej to też wyjdzie na dobre, będzie musiała pozbierać się bardzo szybko i sprawnie, bo w tej chwili dobrze wie, że bez względu na to jaki numer ci odstawi, ty i tak będziesz przy niej tkwił z uporem maniaka. Szkoda mi cię bardzo, niejedna kobieta dałaby się pokroić, żeby mieć takiego mężczyznę przy sobie, niejeden dzieciak marzy o takim ojcu. Zastanów się dobrze, naprawdę czy nie szkoda życia? Czy takie poświęcenie jest na dobrą sprawę coś warte. Nawet jasno widać, że na stare lata w razie jakiejś choroby, nie będzie miał kto ci podać przysłowiowej szklanki wody, bo wszyscy są nauczeni, że twoim obowiązkiem jest koło nich skakać. Przemyśl. Pozdrawiam.

12

Odp: Terapia par czy rozstanie?
rozbitek napisał/a:

. Ona trochę bezradna życiowo, przytłoczona przez brak stałej pracy i obowiązki względem dzieci. Mimo to wciąż atrakcyjna, pełna życia i potencjalnych możliwości. Wszedłem w rozbitą rodzinę i zacząłem przejmować rolę mężczyzny w tym stadzie. .......
...............................
Według jej relacji, ten drugi związek był dla niej traumatyczny szczególnie ze względu na niechcianą ciąże z córką i nie najlepsze relacje z partnerem. Po rozstaniu się z drugim partnerem podjęła decyzję by oddać najstarszego syna ojcu. Dziecko musiało opuścić matkę i w wieku 9 lat zacząć życie z ojcem i jego nową partnerką.
......................................................
Kiedy się do niej wprowadziłem zastałem dwójkę dzieci, oboje byli jeszcze w podstawówce. Kilka miesięcy później doszło do tragicznego wypadku. Najstarszy syn (ten z pierwszego małżeństwa) jechał z ojcem samochodem. Ojciec pod wpływem alkoholu. Przy wyprzedzaniu auto uderzyło w autobus. Ojciec zginął na miejscu, syn wyszedł z tego bez urazów fizycznych. W końcu musiał wrócić do mamy. Postaraliśmy się go przyjąć jak najlepiej, załatwiliśmy mu nową szkołę i otoczyliśmy go opieką. Tutaj nie wiem co mam napisać, bo chyba nikt, kto nie przeżył takiej traumy nie jest w stanie zrozumieć co czuje dziecko, które nagle traci ojca. Chłopak się jednak potrafił podnieść i dzisiaj świetnie funkcjonuje.
..............
W pierwszym okresie naszego związku wydarzyło się więc wystarczająco dużo ważnych rzeczy, które związały nas jeszcze bardziej. Śmierć ojca najstarszego dziecka, jego powrót do mamy, przeprowadzka do nowego miejsca, urządzanie mieszkania i zakładanie firmy.
.........................
W końcu podjęła terapię. Okazało się, że ma bardzo wiele żalu do swoich rodziców, że matka jej nigdy nie kochała, nie okazywała zainteresowania, że ojciec wyrzucił ją z domu kiedy była w ciąży, że ma ogromną złość na byłego partnera, z którym ma tę dwójkę dzieci, że dzieci się go boją, że on się w ogóle nimi nie interesuje. Przez dwa lata terapii wpadała w jeszcze gorszy stan i to odbijało się też na naszych relacjach.

Popatrz, ma pretensje do matki, ze jej nie kochała, do ojca że ją wyrzucił z domu.
A sama zdecydowała pozbyć się najstarszego syna (!!) i oddać go ojcu, córka zaś była niechcianym dzieckiem.

Na dodatek, przęsledź jej poprzednie związki - do drugiego partnera ma ogromną złość.

Dlaczego rozstała się z pierwszym mężem ?
Chyba nie oceniała go źle, skoro wysłała syna na wychowanie do niego.

Jesteś kolejny w kolejce.....

rozbitek napisał/a:

. Na początku normalnie rozmawialiśmy przez telefon, ale kiedy jej córka przyjechała na ferie rozmowy stawały się zupełnie inne. Była wobec mnie chłodna i obojętną, pokazywała dziecku, że jej na mnie nie zależy. Przez cały czas pobytu w Irlandii nie zabiegała o kontakt ze mną, to ja do niej dzwoniłem.
..... ......................
Partnerka powiedziała mi, że muszę się wyprowadzić, bo jeśli tego nie zrobię to jej córka grozi, że się powiesi lub sobie coś zrobi.

......................

Przychodziła jeszcze do mnie do szpitala, ale na 3 dzień po operacji zrobiła mi awanturę. Nie miałem w ogóle na to siły. Krzyczała, że ją źle traktuję, że nie zobaczyłem jak się ładnie dla mnie ubrała, że nie doceniam, że do mnie przychodzi, że musimy się rozstać.

Cóż, chciałoby się rzec, nie daleko pada jabłko od jabłoni.
Córka przejmuje zachowania matki, manipulacja, wymuszanie.

Jakie są podstawy takiej niechęci córki do Ciebie ?
To niekoniecznie musi być Twoje postępowanie czy charakter.
Może to być fakt, że to Ty jesteś przy jej matce, a nie jej ojciec.
Może irracjonalnie, podświadomie, ale pewnie wolałaby żeby jej rodzina była w komplecie.

Może to być fakt, że jako dziecko "niechciane", łaknie miłości matki tylko dla siebie.
Chce zwrócić na siebie jej pełną uwagę.



rozbitek napisał/a:

Trzeba walczyć. Warto?

Walcz o siebie.

Zobacz jaki zadanie sobie postawiłeś :
chcesz mieć spokojny, normalny związek z osobą, której:
- pierwsze małżeństwo było porażką, ( co było przyczyną rozwodu?)
- drugie małżeństwo było porazką,
- drugi partner jest przez nią traktowany jak największe zło,
- matka za mało kochała, ojciec wyrzucił z domu, ( a jednak Tobą się opiekowali kiedy byłeś w szpitalu)
- podzieliła dzieci na gorsze  i lepsze (?) - kazała najstarszemu synowi odejść do ojca
- córka była niechcianym dzieckiem ( dlaczego ? skoro potem było jeszcze jedno dziecko...)
- dzieci wykazują problemy osobowościowe (poza najstarszym, chociaż przeszedł taką szkołę życia że albo się złamie, albo bedzie przeciwieństwem zachowań wyniesionych z domu matki)

Teraz kolej na następny "schwarz charakter".
Ty ustawiłeś się w kolejce.

Chcesz walczyć , z kim ?
po co , dla kogo ???

Nie zmienisz drugiej  osoby.
A zachowania Twojej partnerki są utrwalane przez te 20 lat...

Być może to borderline.
Mnie kojarz się z osobowością neurotyczną, niezaspokojoną emocjonalnie.

Jeżeli partnerka sama nie podejmie walki o siebie, nie podejmie terapii, pracy nad sobą,
to Twoje starania.....
Sam w końcu wylądujesz na psychiatryku.

13

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Dobrze chłopie poczytaj wszystkie komentarze. Zwłaszcza ostatnie.
Wyłazi z Ciebie głębokie współuzależnie. O ile borderline leczy się w Polsce, o tyle samemu zaburzonemu ciężko wyjść ze swojego zaburzenia. Nawet nie ma porównania z alkoholizmem, czy tym podobnymi przypadkami, całkowicie inna liga. Dodatkowo każdy współuzależniony wychodzi o wiele ciężej na prostą, niż osoba od której jest zależna.
Możesz włożyć między bajki Twoją chęć pomocy partnerce, jesteś ostatnią osobą, która jest w stanie cokolwiek zrobić. To co możesz zrobić to zacząć ratować siebie. Twoja kobieta poradzi sobie tak jak to robiła do tej pory. Takie schematy są tylko jej znane i poza te schematy nie wyjdzie. Ty za to masz niepowtarzalną szansę utopić się w tym jej bagienku. Okrutne co piszę? Prawdziwe, bo tej pory przechodzę swoje bagienko. Prawda Santana?

14

Odp: Terapia par czy rozstanie?
apologises napisał/a:

Dobrze chłopie poczytaj wszystkie komentarze. Zwłaszcza ostatnie.
Wyłazi z Ciebie głębokie współuzależnie. O ile borderline leczy się w Polsce, o tyle samemu zaburzonemu ciężko wyjść ze swojego zaburzenia. Nawet nie ma porównania z alkoholizmem, czy tym podobnymi przypadkami, całkowicie inna liga. Dodatkowo każdy współuzależniony wychodzi o wiele ciężej na prostą, niż osoba od której jest zależna.
Możesz włożyć między bajki Twoją chęć pomocy partnerce, jesteś ostatnią osobą, która jest w stanie cokolwiek zrobić. To co możesz zrobić to zacząć ratować siebie. Twoja kobieta poradzi sobie tak jak to robiła do tej pory. Takie schematy są tylko jej znane i poza te schematy nie wyjdzie. Ty za to masz niepowtarzalną szansę utopić się w tym jej bagienku. Okrutne co piszę? Prawdziwe, bo tej pory przechodzę swoje bagienko. Prawda Santana?

Nie diagnozowałabym jej forumowo jako borderline. Kiedyś też tak stawiałam sobie samozwańczo diagnozę partnerowi, nie dość że grubo się pomyliłam, to jeszcze go tym skrzywdziłam. Tylko lekarz jest w stanie postawić trafną diagnozę.

15

Odp: Terapia par czy rozstanie?

W zasadzie powinienem ten wątek zatytuławać "Teksańska masakra piłą mechaniczną". Wszyscy jesteśmy tutaj śmiertelnie poważni i niezwykle dramatyczni. Czy ja robię coś dla siebie? Tak. Umówiłem się u kosmetyczki na manicure, zapisałem na siłownię, solarium, basen, squasha itd.

Wchodząc w ten związek miałem nadzieję, że już ułożę sobie życie na stałe. Miałem już pełną świadomość, że wymaga to pewnych wyrzeczeń, akceptacji drugiej osoby. Wiedziałem, że nikt nie jest idealny i że życie z kimś wymaga kompromisów. Poszedłem za daleko, zgadza się.

Bardzo mnie cieszą te posty o uzależnieniu. Jasne, że to widzę, mam tego świadomość. Zdaję sobie sprawę, że często jest tak, że osoby o podobnym charakterze przyciągają się wzajemnie. Opisałem tę historię tylko z mojego punktu widzenia. Zawsze jest jeszcze druga strona medalu. Nie miałem w swojej rodzinie alkoholika i nie miałem tak traumatycznych przeżyć ze związkami czy dziećmi. Jednak tak silne uzależnienie z czegoś wynika. Mam neurotyczną matkę i wycofanego ojca i to chyba jest klucz do tego przyciągania, ale mam też silne wzorce odnośnie rodziny, domu i trwałości związku.

W kwestiach naprawiania, to nic na to nie poradzę. Jak w samochodzie urwie mi się linka od sprzęgła, to wolę ją sam wymienić. Jak cieknie z kranu, to też sam wymieniam uszczelkę. Hydraulikiem od psychiki niestety nie jestem, ale polecam swoje usługi w innych dziedzinach.

Napisałem wcześniej, że nie skreślam nikogo, dlatego mimo wszystko warto naprawiać coś co się popsuło zamiast wymieniać na nowszy model. Czy ja jej pomogę, czy ona sama sobie pomoże, to nie ma znaczenia. Ważne, by na tyle się zmienić, by w przyszłości nie robić innym krzywdy i może świat będzie trochę lepiej wyglądał.

Hahahahaha, co za mission impossible? Sam się z tego śmieję.

16

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Diagnozę mojego jeszcze bordera mam na piśmie od odpowiednich lekarzy. W Polsce praktycznie nie istnieje realna pomoc dla bliskich z zaburzeniami borderline. Samych borderów się leczy, a bliskich olewa kolokwialnie mówiąc. Ludzie żyją w jakimś matrixie bez możliwości ruchu, wpędzani w poczucie winy i obowiązku wobec swojego prześladowcy. Zasady i granice u borderów nie istnieją, jak więc otworzyć oczy tym nieszczęśnikom, którzy lecą w przepaść wraz ze swoimi borderami?
Ta kobieta jest zaburzona, to nie tylko DDA, autor powinien iść do dobrego psychologa i psychiatry, zacząć robić coś ze sobą, no i potwierdzić "forumową" diagnozę. Na swoim przykładzie wiem, że lata leczenia depresji, terapii małżeńskich, przemocowych nic nie dają. Wszystko ruszyło się dopiero, gdy ludzie podobni do mnie i z podobnymi doświadczeniami otworzyli mi oczy. Wtedy dopiero ja wiedziałem z czym mam do czynienia, a osobisty border zaczął leczenie w tym kierunku. Samo leczenie to też tylko początek, trzeba się liczyć, że zaburzenie stanie się całkiem niezłą wymówką!

17

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Trzeba podjac decyzje jak ma wygladac przyszle zycie, Twoje, jej i dziecka. Wazna jest tutaj kwestia szacunku, zeby go zachowac. Do siebie i do siebie nawzajem. Terapia moze jej cos uswiadomic ale trzeba to przyjac a nie odrzucic. Zycze Ci zebys nie czul sie zobowiazany i wybieral swobodnie niezaleznie od tego czy masz jakas alternatywe czy nie.

Ja obserwuje taki zwiazek w gronie moich przyjaciol. Ona wiecznie niezadowolna z niego, byc moze slusznie ale to oni oboje nieumieja sie dogadac. Po matce ma skolnnosc do narzucanai swojego zdania i manipulacji. Ale co najistotniejsze, to caly czas stoi w miejscu poniewaz nie chce zadnych zmian w swoim zyciu.

18

Odp: Terapia par czy rozstanie?
rozbitek napisał/a:

(...) Napisałem wcześniej, że nie skreślam nikogo, dlatego mimo wszystko warto naprawiać coś co się popsuło zamiast wymieniać na nowszy model. Czy ja jej pomogę, czy ona sama sobie pomoże, to nie ma znaczenia. Ważne, by na tyle się zmienić, by w przyszłości nie robić innym krzywdy i może świat będzie trochę lepiej wyglądał.

Hahahahaha, co za mission impossible? Sam się z tego śmieję.

Może zamiast zaczynać od tego mniej możliwego, wspólnej terapii, podejmij to, co i tak wywoła zmiany a jest zależne wyłącznie od Ciebie. To własna terapia.

19

Odp: Terapia par czy rozstanie?
rozbitek napisał/a:

W zasadzie powinienem ten wątek zatytuławać "Teksańska masakra piłą mechaniczną". Wszyscy jesteśmy tutaj śmiertelnie poważni i niezwykle dramatyczni. Czy ja robię coś dla siebie? Tak. Umówiłem się u kosmetyczki na manicure, zapisałem na siłownię, solarium, basen, squasha itd.

Wchodząc w ten związek miałem nadzieję, że już ułożę sobie życie na stałe. Miałem już pełną świadomość, że wymaga to pewnych wyrzeczeń, akceptacji drugiej osoby. Wiedziałem, że nikt nie jest idealny i że życie z kimś wymaga kompromisów. Poszedłem za daleko, zgadza się.

Bardzo mnie cieszą te posty o uzależnieniu. Jasne, że to widzę, mam tego świadomość. Zdaję sobie sprawę, że często jest tak, że osoby o podobnym charakterze przyciągają się wzajemnie. Opisałem tę historię tylko z mojego punktu widzenia. Zawsze jest jeszcze druga strona medalu. Nie miałem w swojej rodzinie alkoholika i nie miałem tak traumatycznych przeżyć ze związkami czy dziećmi. Jednak tak silne uzależnienie z czegoś wynika. Mam neurotyczną matkę i wycofanego ojca i to chyba jest klucz do tego przyciągania, ale mam też silne wzorce odnośnie rodziny, domu i trwałości związku.

W kwestiach naprawiania, to nic na to nie poradzę. Jak w samochodzie urwie mi się linka od sprzęgła, to wolę ją sam wymienić. Jak cieknie z kranu, to też sam wymieniam uszczelkę. Hydraulikiem od psychiki niestety nie jestem, ale polecam swoje usługi w innych dziedzinach.

Napisałem wcześniej, że nie skreślam nikogo, dlatego mimo wszystko warto naprawiać coś co się popsuło zamiast wymieniać na nowszy model. Czy ja jej pomogę, czy ona sama sobie pomoże, to nie ma znaczenia. Ważne, by na tyle się zmienić, by w przyszłości nie robić innym krzywdy i może świat będzie trochę lepiej wyglądał.

Hahahahaha, co za mission impossible? Sam się z tego śmieję.

Typowa reakcja obronna - wyparcie. Śmiejesz się i udajesz, że problemu nie ma (np. tego, że podtrzymujesz swoim uzależnieniem ten toksyczny układ), ale rzeczywistość jest inna. Dopóki nie uświadomisz sobie w czym tkwisz, dopóty twoje życie będzie tak właśnie wyglądało...

20

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Popieram lifrinat. Jeśli nie byłoby źle, to nie pisałbyś tutaj pytając co wybrać rozstanie, czy terapię. My wyraziliśmy własne zdanie, ty w tym siedzisz na codzień, jeśli chcesz ratować to ratuj, nikt ci nie zabroni, to twój wybór. Być może nawet dobrze czujesz się w tej roli. Tak też może być. Co skłoniło cię żeby pytać obcych ludzi na forum o zdanie w tej tak ważnej kwestii?

21

Odp: Terapia par czy rozstanie?
rozbitek napisał/a:

Ważne, by na tyle się zmienić, by w przyszłości nie robić innym krzywdy i może świat będzie trochę lepiej wyglądał.

Oczywiście, zmieniłeś się z faceta z jajami w popychadło i tak świat na pewno będzie lepiej wyglądał.
Ale skoro Twoja sytuacja nie jest poważna ani dramatyczna... Powodzenia

22

Odp: Terapia par czy rozstanie?
zbytdelikatna napisał/a:

[...] Co skłoniło cię żeby pytać obcych ludzi na forum o zdanie w tej tak ważnej kwestii?

Myślę, że na to pytanie odpowiedź jest prosta. Chciałem zobaczyć to trochę z innej strony, trochę świeżym okiem, okiem ludzi o podobnych doświadczeniach. Komentarze są na tyle obiektywne na ile obiektywna jest moja relacja, a relacja jest niestety subiektywna choć starałem się skupić wyłącznie na faktach - punktach zwrotynych naszego związku.
Niemniej jednak wszystkie sugestie są dla mnie niezwykle cenne i bardzo jestem Wam wszystkim wdzięczny.

23

Odp: Terapia par czy rozstanie?
lifrinat napisał/a:

Typowa reakcja obronna - wyparcie. Śmiejesz się i udajesz, że problemu nie ma (np. tego, że podtrzymujesz swoim uzależnieniem ten toksyczny układ), ale rzeczywistość jest inna. Dopóki nie uświadomisz sobie w czym tkwisz, dopóty twoje życie będzie tak właśnie wyglądało...

Lifrinat, miej na uwadzę, że nasze rozstanie nastąpiło niespełna miesiąc temu. Żeby się z tego otrząsnąć potrzeba trochę czasu. Skąd ty wiesz jak będzie moje życie wyglądało i co sobie uświadomię? Śmiech jest zdrowy. Czy w tej sytuacji jest wyparciem, udawaniem, że nie ma problemu? NIE. Jest tylko próbą rozładowania emocji, na resztę trzeba jeszcze sporo czasu. Nie zamykajmy się w schematach narzucanych przez psychoterapię:
śmiech, żarty - typowa reakcja obronna - wyparcie itd.

24

Odp: Terapia par czy rozstanie?
Nigdy napisał/a:

Oczywiście, zmieniłeś się z faceta z jajami w popychadło i tak świat na pewno będzie lepiej wyglądał.
Ale skoro Twoja sytuacja nie jest poważna ani dramatyczna... Powodzenia

Byłbym daleki od postrzegania świata w czarno - białych kolorach. Facet z jajami, twardziel, to ten przykładny charakter. Popychadło, to ten beznadziejny. Gdzie jest miejsce dla ratownika, tego który chce negocjować, pomóc lub ratować siebie samego?

Sam próbuję nabrać do tego trochę dystansu, bo zapętlenie się we własnym dramacie może być jeszcze gorsze.

Stawiam poważne pytania i bradzo się cieszę, że dostaję poważne odpowiedzi i sugestie, dziękuję.

25

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Wybij sobie z głowy rolę ratownika. Stałeś się dla niej wrogiem numer jeden, przyczyną wszelakiego zła w waszym związku i krzywd na całym świecie. To Cię u niej skreśla. Z drugiej strony sam wymagasz pomocy, a chcesz ratować toksyka? Niepoważne i nielogiczne. W Warszawie jest grupa wsparcia dla bliskich z borderline. Chcesz jej pomóc to skontaktuj się z tą grupą.

26

Odp: Terapia par czy rozstanie?
rozbitek napisał/a:

Facet z jajami, twardziel, to ten przykładny charakter. Popychadło, to ten beznadziejny. Gdzie jest miejsce dla ratownika, tego który chce negocjować, pomóc lub ratować siebie samego?

Sam próbuję nabrać do tego trochę dystansu, bo zapętlenie się we własnym dramacie może być jeszcze gorsze.

Stawiam poważne pytania i bradzo się cieszę, że dostaję poważne odpowiedzi i sugestie, dziękuję.

To nie jest kwestia ambicji, faceta z jajami itp. ale fachowości.
Ratownik bez przeszkolenia, ekwipunku nie uratuje a może samemu zginać.

Same chęci nie wystarczą.

Pewnie słyszałeś nie raz o dziewczynach, które wychodziły za mąż za alkoholików,
narkomanów z głęboką wiarą, że jej miłość uratuje, zbawi, uleczy.
Jak się takie wyprawy "ratunkowe" kończyły pewnie też wiesz.

Wpływ masz tylko na siebie.
Nie masz wpływu na drugą osobę.
Jeżeli jest to osoba bliska, partner to paradoksalnie masz jeszcze mniejszą szansę na pomoc, niż osoba obca.
Ty - jako osoba bliska, znana, co do której nie ma oporów, osobą  którą "zaszufladkowała" jesteś mało przekonywujący...

Czy aby, Twoja partnerka nie stara się o dobrą opinię wszędzie i u wszystkich ? ( za wyjątkiem najbliższej rodziny)
Nie zabiega o akceptację, uznanie w każdej sytuacji wśród osób spoza rodziny, związku ?

Jest przekonana o swojej obowiązkowości, jest pedantyczna ?

27 Ostatnio edytowany przez Nigdy (2015-10-12 16:58:56)

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Czarno to widzę, bo 100 osób powie Ci tutaj, ratuj siebie...A Ty i tak będziesz ratował ją, jej dzieci...Z resztą ratowałeś ich przez ostatnie osiem lat i gdzie teraz jesteś? Chcesz robić za bohatera rób, tylko nie rozczaruj się jak nie usłyszysz ''dziękuję'' (chociaż do tego to już przywykłeś).
Boisz się zacząć życie od nowa, myślisz, że na wszystko inne jest już za późno?

28 Ostatnio edytowany przez Olinka (2015-10-12 22:04:28)

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Jak na razie spotykamy się w pracy. Spokojnie rozmawiamy, ona ma chęć do rozwijania swojej osobowości, chce podjąć terapię i chce się zmienić. Sporo osób pisze, że mam się ratować, ale ja nie czuję się zagrożony. Nic gorszego już mnie raczej nie spotka. Na wiele nie liczę, a już na pewno na jakąkolwiek wdzięczność. Powrót po takim rozstaniu to droga na Mount Everest, ale to nie ja musiałbym ją przejść.
Chcę ją tylko spokojnie nakierować. Być może jest to borderline. Poczytałem tutaj:
[niedozwolony link]
[niedozwolony link]
i zasadniczo większość się zgadza. Resztę określi psychoterapeuta. Myślę, że konsultacja w Wawie coś wyjaśni. Na tym moja rola się kończy, a co będzie dalej zobaczymy. Pamiętajcie, że osoba z zaburzeniami emocjonalnymi nie podejmuje racjonalnych decyzji, żeby taką podjąć trzeba mieć zdrową psychikę.

29

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Naprawdę zrzuć z siebie jej leczenie, terapeuci zrobią co będzie możliwe, bo tylko od niej zależy co zrobi ze swoim zaburzeniem.
Rozbawiło mnie stwierdzenie o racjonalności decyzji. Zaburzenie, mimo że niewesołe dla Ciebie, nie jest chorobą. To nie jest osoba ,która nie wie co robi, tylko osoba, która nie panuje nad tym co robi. Ona dobrze wie jakie schizy Ci robi, jak Cię traktuje. Nie kontroluje emocji i ucieka od odpowiedzialności zwalając winę na Ciebie. Wycofałeś się z jej życia, problem się wyciszył, rozmawia itd, ale nie zniknął.

30

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Jeśli widzisz sens w walce o ten związek, to walcz! Odpowiedz sobie tylko na pytanie: co pozwala mi sądzić, że to się uda? Pamiętaj, że do efektywnej terapii par potrzeba dwojga.
Myślę sobie, że byłoby Wam łatwiej, gdyby Twoja partnerka najpierw uporała się ze swoją terapią.
I tak się zastanawiam, jak według Ciebie powinien wyglądać udany związek? Jakie warunki musi spełniać? No i czy możesz na to liczyć z tą właśnie kobietą?

31

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Zastanawia mnie jedna rzecz. Pare osób postawiło tutaj diagnozę mojej partnerce. Nikt nie zapytał o szczegóły naszych konfliktów biorąc głównie pod uwagę fakty z jej życia czyli rozwód, drugi związek, niechciane dziecko, oddanie syna ojcu, DDA, niestabilność emocjonalna dzieci i tak dalej. W stosunku do mnie ona ma zupełnie inne zarzuty i oczywiście obwinia mnie za wszystko, choć twierdzi, że wcale tak nie jest.
Jeśli chodzi o borderline, to częściowo pewne rzeczy się zgadzają jak na przykład początek związku gdzie osoba z borderline jest nadmiernie zaangażowana i oddaje się na 200%. Tak też było i to jest jedna z pretensji skierowana do mnie, że nie odpłaciłem się aż takim wielkim zaangażowaniem, że przez to zniszczyłem jej kobiecość itd.

Dzięki Waszym postom trochę się podbudowałem. Zdałem sobie sprawę, że nie powinienem brać wszystkiego na siebie. Bardzo to fajne uczucie.

Iza Nowalska napisał/a:

[...] I tak się zastanawiam, jak według Ciebie powinien wyglądać udany związek? Jakie warunki musi spełniać? No i czy możesz na to liczyć z tą właśnie kobietą?

Iza zadała mi bardzo dobre pytanie. W moim sercu jest jeszcze miejsce, ale dla kochającej, uśmiechniętej, wyrozumiałej, szczęśliwej kobiety, dbającej o związek i rodzinę. Z całą pewnością nie mogę liczyć na to, że moja była partnerka zmieni się z dnia na dzień, to jest długotrwały proces i oczywiście dzisiaj nie spełnia ona żadnych kryteriów, by ją do tego serca przyjąć.

32

Odp: Terapia par czy rozstanie?

Cóż znaczą szczegóły waszych konfliktów? Każdy powód dobry, umiejętne przeniesiony , zmanipulowany na użytek jej potrzeby życia w emocjach. To co wydaje ci się jej trudnym charakterem jest obrazem tego zaburzenia. Jej trudne dzieciństwo sprawiło, że jest osobą nieszczęśliwą, nie daje mimo to żadnego usprawiedliwienia do zachowań niszczących innych ludzi.

Posty [ 32 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Terapia par czy rozstanie?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024