Kolega z pracy - friendzone? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kolega z pracy - friendzone?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: Kolega z pracy - friendzone?

Hej, zaznaczam, że jestem tu nowa i z problemem zgłosiłam się na innym forum, ale tam mnie (po części może i słusznie) zjechali i temat stanął. Postaram się skrócić historię do koniecznego minimum, chociaż mam tendencję do wydłużania. tongue Mam nadzieję na jakieś świeże spojrzenie.

Generalnie jestem trochę w rozsypce. Pracuję w branży gastronomicznej, jak co roku w kwietniu/maju mieliśmy nabór na ludzi do pomocy i na tzw. parasole, czyli budki z piwem. W tym roku nowy narybek trafił nam się z lekka beznadziejny, oprócz jednego chłopaka, który naprawdę przykłada się do swojej pracy - B. Od początku dobrze się dogadywaliśmy, zawsze odnosiłam wrażenie, że trochę inaczej na mnie patrzy. Flirtowaliśmy i nadal flirtujemy dość sporo, ale problem polega na tym, że ja chyba nie mogę flirtować, nie angażując się uczuciowo... Nasza znajomość nabrała trochę rozpędu, jak kiedyś po pracy zostałam z nim na budce, a on dokładał piwo - chcąc przytrzymać mu "uciekające" drzwi przypadkiem dotknęłam jego krocza - roześmialiśmy się, a on powiedział, że "aż mu się gorąco zrobiło". Jestem znana z tego, że mam jakiegoś niewytłumaczalnego pecha na to, że wpadają mi w oko młodsi - on jest młodszy o dwa lata (miałam tylko dwóch chłopaków i obydwaj byli ode mnie rok młodsi...). B. oficjalnie zakończył pracę z końcem sierpnia, ale postanowił przyjść do nas teraz we wrześniu na kilka dniówek, bo kadra nam się skurczyła do wymaganego minimum i wszyscy tyramy bez przerwy. Przed jego "odejściem" zrozumiałam, że lubię go bardziej niż on mnie... I postanowiłam, że lepiej będzie, jeśli się znielubimy pod koniec (GŁUPIA JA!), bo mnie lepiej się będzie zapominać z myślą, że on mnie nie lubi. Stałam się oschła i niedostępna, odmawiałam jego dotyku (często się przytulamy i całujemy w policzki), on to zauważył pewnego dnia i wściekł się, że "cieszy się, że tu kończy pracę (cośtam jeszcze), jeśli ktoś go w ogóle tu jeszcze lubi". Dobra koleżanka z pracy (S.) przemówiła mi do rozsądku i zmieniłam swoje zachowanie, a on nie krył żadnej urazy. Kilka razy, kiedy miałam dłużej wolne, mówił mi, że się za mną stęsknił, że mu było beze mnie smutno, itd.

Wiele osób w pracy, nawet jedna z szefowych, które nie siedzą w lokalu całodobowo jak inni szefowie, zauważyło, że bardzo dobrze się dogadujemy. B. zgodził się przyjść we wrześniu do pracy pod warunkiem, że będzie pracować tylko na budce - ale chciał przyjść do mnie na bar na pomoc, tylko że szefowa za późno go zapytała, a on miał zaplanowany wyjazd. Potem szefowa dodała, że "może to i lepiej, bo nie będziemy się przytulać non-stop". Jak się dowiedział, że nie trafią nam się więcej wspólne dniówki (on na budce, ja w lokalu) to stwierdził, że jeszcze ze dwie sobie może załatwi. Kilka razy napisał do mnie sam na FB, na telefon. Nazwał w żartach mojego tatę "teściem", jak mu kiedyś wspomniałam o moich wymarzonych zaręczynach odparł: "ok, zapamiętam"... Wiem, że to równie dobrze może nic nie znaczyć i może ja sobie za dużo nadpisałam, ale miałam wrażenie, że w ciągu ostatni kilku dni moje wątpliwości co do tego, że on też mnie lubi "za bardzo" zaczęły znikać. Wpadłam do pracy przedwczoraj ot, tak, dla towarzystwa (to charakterystyczne dla pracowników naszego lokalu tongue), a on ciągle przy mnie siedział, trzymał za rękę, przytulał się i nawet powiedział (całkiem poważnym tonem), że przy mnie zawsze ma ciepłe dłonie. Powiedział też kiedyś sam z siebie S., że bardzo dobrze się ze mną dogaduje, że świetnie mu się ze mną rozmawia, itd. Przedwczoraj namawiał mnie, żebym szła na imprezę pożegnalną z resztą pracowników (dołączyłabym po pracy, bo wtedy mam dniówkę), więc moje myśli po prostu oszalały ze szczęścia, pewne, że teraz prosta droga do związku. Nic bardziej mylnego! Wczoraj również mieliśmy razem zmianę i... to była jakaś emocjonalna płaszczyzna! Odczułam od niego tak wyraźne kumpelskie traktowanie, że aż mnie serducho rozbolało. sad Mamy iść dzisiaj małą paczką na kręgle po pracy, ale aż mi się ich odechciało... Do prawda, do tej pory na moje teksty o sobie, że "wyglądam jak wieloryb" albo że jestem brzydka nie reagował, a teraz zaczyna zaprzeczać, ale to chyba nic nie zmienia...

Ale jest też druga strona medalu. Tydzień temu powiedział, że jestem dla niego za stara. Po czasie stwierdziłam, że może ma rację... I znowu moja wina: powiedziałam mu, że mam słabość do facetów w lokach i do młodszych, ale on "nie jest w strefie zagrożenia". Wiele osób stwierdziło, że tym samym sobie sama zawaliłam. Powiedziałam mu też, że nie szukam chłopaka (bo po części obawiam się nowego związku, tylko że z nim zgodziłabym się zaryzykować). On twierdzi, że nie szuka dziewczyny, bo chce się skupić na nowych studiach (zaczyna prawo od tego roku). Opowiada mi o dziewczynach, które są wg niego ładne. Kiedyś też, zaskakując mnie przy tym zupełnie, zapytał mnie: "Chyba ci się trochę podobam, co?", a ja w szoku odpowiedziałam: "Nie, po prostu jestem dla ciebie miła." S. mówi, że mam go traktować jak kolegę, ale to trudne, bo naiwna ja zaangażowałam się ciut za mocno i bardzo smutno było mi w nocy, rozpłakałam się trochę, a dziś mam ochotę się zwolnić i nigdy więcej nie wrócić do tego lokalu. Jak go kiedyś (po pożegnalnych kręglach) odwoziłam do domu, to zapytał mnie, czy będę z nim rozmawiać w autobusach (prawdopodobnie będziemy się w nich widywać podczas dojazdów na uczelnię). Na tekst, że "od teraz nie będę mu ryła bani" odpowiedział, że "byłoby mu bardzo miło, gdybym mu jednak dalej ryła". Kiedyś tez zapytał mnie: "całujemy się?", ale staliśmy za barem, więc uznałam to za niestosowne i odmówiłam.

A co Wy o tym myślicie? Mnie się jeszcze 24 h temu wydawało, że znacznie się do siebie zbliżyliśmy, ale wczorajszy dzień był jak rąbnięcie łbem w ścianę - równie szokujący, co bolesny. I nie wiem, czy to ja oszalałam i za dużo sobie wyobrażam czy to on wysyła sprzeczne sygnały. Sam powiedział, że boi się ewentualnych nowych związków.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Kolega z pracy - friendzone?

Niestety myślę, że to flirciarz. Po prostu ma taki styl bycia i może nawet nie wiedzieć (a raczej na pewno nie wie) o tak dużym zaangażowaniu z Twojej strony, chociaż z pewnością widzi, że wpadł ci w oko. Poza tym sama dajesz mu takie sygnały mówiąc, że nie szukasz związku, że ci się nie podoba itd. Trochę mu się podobasz, bawi się Tobą bo wie, że może sobie na sporo pozwolić i jesteś zainteresowana(całowaliście się niezobowiązująco). Jest to jednak tylko zabawa, nie pasujesz mu na tyle żeby się z Tobą wiązać i traktować jako kandydatkę na dziewczynę "na poważnie". Myślę, że nie jesteś tą której szuka i taktuje cię jak dobrą kumpelę, z którą można niezobowiązująco pożartować/poflirtować, zwłaszcza, że nie protestujesz. Odpuść go sobie, ale nie na zasadzie oschłości, obrażania się. Zachowuj się przy nim normalnie, ale nie pozwalaj mu się "macać", nie prowokuj takich sytuacji, nie odpowiadaj i sama nie twórz podtekstów, nie flirtuj z nim. Bądź obojętna i zajmij się czymś innym. Może wtedy jest jeszcze na coś szans...ale szczerze mówiąc wątpie. Tak jak wcześniej napisałam, sądzę, że on szuka innego typu (o ile szuka), a Ciebie nie bierze w ogóle pod uwagę.

3

Odp: Kolega z pracy - friendzone?

jajo92, nie zrozumiałaś mnie troszkę, nie całowaliśmy się - odmówiłam, bo staliśmy za barem (chociaż nikogo akurat przy nim nie było, a wszyscy goście siedzieli na tarasie na zewnątrz). Wczoraj/przedwczoraj spędziliśmy razem z B. i S. całą noc - najpierw byliśmy na kręglach, a potem szlajaliśmy się po mieście, i wróciliśmy do domu po czwartej nad ranem. tongue Odwiozłam go do domu, jako że nie miał autobusu, i ciągle mi powtarzał, że bardzo mnie lubi. Powiedziałam, że tak, lubi mnie, jak go podwożę albo daję drinki za pół ceny. Po jakimś czasie wrócił do tematu i powiedział, że dzisiaj byłam dla niego niemiła (byliśmy już sami, szliśmy do mojego auta). Spytany kiedy, odparł, że właśnie kiedy stwierdziłam, że lubi mnie interesownie. Dodał, że naprawdę jestem dla niego najlepsiejsza (wyrażenie typowe dla naszej trójki), a ja się zaśmiałam, bo to dla mnie ciągle brzmiało interesownie. Nie wiem dlaczego tak często podkreśla, że mnie bardzo lubi, ale naprawdę często mi to mówi, i to wcale nie we flirciarskim tonie.

Może miałabyś rację, gdyby nie fakt, że B., jak sam określił, jest zawsze fair w relacjach damsko-męskich. Mieliśmy kilka poważnych rozmów, m. in. właśnie na temat byłych, i raz na budkę przyszła dziewczyna, którą w wyniku niedopowiedzenia źle potraktował i bardzo mu było głupio. Tak, to prawda, B. lubi poflirtować niezobowiązująco, jak chyba większość z nas, ale nie jest osobą, która bawi się ludźmi. Trudno to oddać w poście, ale tak właśnie jest. Kiedy coś stłukę, to natychmiast biegnie mi pomóc, zawsze zauważa mój zły humor i pyta o jego przyczyny, nie pozwala nosić ciężkich skrzynek z piwem czy kegów. Napisał mi kiedyś też, jako że obydwoje uwielbiamy muzykę i śpiew, że mam naprawdę cudowny głos, którego mógłby słuchać godzinami. Mamy mnóstwo wspólnego, odnoszę wrażenie, że nasze życia są własnymi odbiciami. Wczorajszej nocy pojawiło się tyle nowych wspólnych, że aż nas koleżanka S. zapytała: Czy jest coś, czego nie macie wspólnego?!, a ja na to: Jeszcze domu i dzieci. A ona się roześmiała: Jeszcze? To, ile podzielamy pasji czy poglądów, to się w głowie nie mieści... Naprawdę, ilość to wspólnego poglądy i pasje moich byłych razem wzięte i podniesione do kwadratu. wink

Wczorajszej nocy też powiedział, że naprawdę ma nadzieję, że będziemy się widywać w autobusach. Zamierzam go zapytać, czemu w sumie nie możemy się spotykać poza nimi.

Wczoraj mi jeszcze w aucie powiedział, że bardzo mnie kocha. Bez obaw, wyczułam, że to był friendzone'owski typ kocham cię...

4

Odp: Kolega z pracy - friendzone?

Niestety nadal wydaje mi się, że NA RAZIE kręci się to w obrębie FZ. Ale jeśli faktycznie tak wiele Was łączy, świetnie się dogadujecie to może coś z tego będzie? Na pewno należałoby zrobić wszystko by wejść na inną płaszczyznę Waszej relacji, ale jak zrobić to z tym konkretnym facetem nie powiem ci... A czy on wie, że byłabyś nim zainteresowana "na poważnie"? Może odbiera to wszystko z Twojej strony jako żart, nie czuje tego że z Twojej strony ta znajomość przeradza sie w coś więcej niż flirt dla flirtu? Jeśli tak jest, to warto go delikatnie uświadomić.
Musisz też mieć świadomość, że chłopak jest bardzo młody (20 lat?), dopiero zaczyna studia. Ma świadomość, że dużo ciekawych znajomości, zabawa, studenckie życie przed nim. Może wcale nie szuka dziewczyny i nie planuje się z nikim wiązać.

5

Odp: Kolega z pracy - friendzone?

Też tak uważam - co do friendzone'a. Ta nasza koleżanka, S., powiedziała, że naprawdę do siebie pasujemy, chociaż nie słyszała nawet połowy naszych rozmów na osobności, ale nie widzę żadnej sugestii do rozwoju tej relacji z jego strony. Był taki moment, że myślałam, że nie robi tego umyślnie, bo powiedział mi, że chce się skupić na studiach i nie szuka dziewczyny. Dlatego wysnułam daleko posunięty wniosek, że być może celowo nie chce rozwijać w sobie uczucia, żeby nim nie zaprzątać sobie głowy, ale to, jak wspomniałam, dlatego posunięta teza. wink S. również uważa, że za dużo z nim żartuję, w sensie nie pokazuję mu, że to na serio. Problem w tym, że ja się boję mu cokolwiek więcej pokazać, bo boję sie odrzucenia, a skoro uznał, że jestem "za stara", to nic innego by mnie nie spotkało. Poza tym jestem zwolenniczką teorii, że to facet powinien dać jakiś pierwszy sygnał, nie dziewczyna, zwłaszcza jeśli jest młodszy.

To chyba przypadek beznadziejny. sad Zostały nam dwa tygodnie znajomości na dobrą sprawę - potem wszystko zniknie. Zastanawiam się, czy mu podczas jakiejś indywidualnej rozmowy nie powiedzieć, że chciałabym, żeby mój przyszły chłopak był taki jak on, tylko starszy - jestem ciekawa reakcji. wink Obawiam się jednak, że to zły pomysł i moglibyśmy stracić te początki przyjaźni, które powoli kiełkują...

6

Odp: Kolega z pracy - friendzone?

Jeżeli mu powiesz to co wymyśliłaś, to jedynie go upewnisz w tym, że traktujesz go po koleżeńsku. Bez sensu! smile Czy aby nie przesadzasz z tą "starością"? Rok czy 2 różnicy to żadna różnica. Poza tym, gdy jest chemia żadne racjonalne argumenty nie są w stanie tego popsuć. Jeżeli sytuacja wygląda tak, że faktycznie za te 2 tygodnie zakończy się Wasza "przygoda" to nie masz nic do stracenia i nie musisz bać się odrzucenia. To nie jest aż tak straszne, a będziesz miała jasną sytuację. Jeżeli tego nie zrobisz i urwie Wam się kontakt to będziesz żałowała, że nie pogadaliście. Tak czy inaczej nie masz nic do stracenia, jeśli zaryzykujesz tę rozmowę.
Z własnego jednak doświadczenia powiem Ci, że niestety sprawdza się to powiedzenie, że jak chcesz to znajdziesz sposób, a jeśli nie to znajdziesz wymówkę. Czasem nie warto dorabiać głębszej ideologii do zachowania faceta. Jeżeli on nie próbuje pogłębić waszej relacji, nie stara się o Ciebie, "nie lata" za Tobą- po prostu gdy nie okazuje zainteresowania, to oznacza, że mu nie zależy. Myślę, że każda z nas czuje to gdzieś w głębi, ale pisząc tutaj pragnie usłyszeć przeciwną informację, szuka wsparcia. Naprawdę rzadko jest tak, że facetowi zależy na kobiecie i nic z tym nie robi- zawsze naturalnie próbuje się zbliżyć. Sądzę, że Ty także jesteś tutaj z tych powodów. Czujesz jak jest, ale nie chcesz tego do siebie dopuścić, czekasz, że może ktoś napisze coś innego, da nadzieję. A nie warto robić sobie nadziei. Dlatego zagadaj do niego (bo inaczej bedzie cię to męczyć), on powie prawdopodobnie "nie" i odejdzie, a Ty masz jasność. Zapomnij, zajmij się czymś innym. Polecam wchodzenie na to forum smile Sama miałam problemy z facetami i uważam, że forum stało się dla mnie najlepszą terapią. Kilka osób bez ogródek wyjaśniło mi, że źle myślę i zmieniłam to.  Prawda boli , ale jest prawdą i lepsze to niż żyć w iluzji. Nauczyłam się także tego, by odpuszczać i olewać.  Nie wyszło- trudno. Widocznie to nie był dla mnie. Nie ma co analizować bo rozwiązanie jest najprostsze i oczywiste, ale  chcemy bardzo by było po naszej myśli i tej prawdy (niemal celowo ) nie dostrzegamy. Najlepiej widać to gdy czytasz o problemach innych, do obiektywnego spojrzenia na swoje trzeba chyba dojrzeć smile Powodzenia i głowa do góry. Napisz jak się u Ciebie potoczyło. Mam nadzieję, że się mylę i dojdziecie jakoś do porozumienia smile

7

Odp: Kolega z pracy - friendzone?

Trafiłem tutaj zaintrygowany twoim nickiem, bo przeczytałem go po hiszpańsku. A jak przeczytałem twoją historię to rozdziawiłem pysk jak ten lew z papierka batonu lajon. Ty się bardzo podobasz chłopakowi a on się bardzo podoba tobie. Po cholerę jakieś gierki? Po cholerę to całe udawanie niezainteresowania? Powiedz mu, że go bardzo polubiłaś, że jest bardzo fajnym chłopakiem i że chciałabyś kontynuować znajomość. Daj mu w końcu zielone światło, bo on z takich, że się zawsze zatrzyma na żółtym. Powodzenia.

8

Odp: Kolega z pracy - friendzone?

Słuchajcie, jest tzw. "update"! smile W tę niedzielę piłam z przyjaciółką, tzn. ona była trzeźwa, ja nie do końca. I ona napisała do B. z mojego konta na fejsbóku jako ona. Po dość zabawnej rozmowie, w zasadzie na sam koniec, on stwierdził, że "dowiedział się czegoś, czego by się sam nie domyślił" (cały czas kontrolowałam rozmowę, więc nic nie chlapnęła), a ona, po krótkim drążeniu tematu, wyciągnęła z niego, że domyślił się, że "mi się podoba i że na coś liczę". yikes Chciałam ją zamordować... Ale po chwili ona go spytała, jaki on ma do mnie stosunek, a on na to: "odpowiem szczerze: sam nie wiem i trochę się w tym pogubiłem". Dziś się zobaczymy w pracy - muszę udawać, że nic nie wiem o tej rozmowie, bo kumpela obiecała mu, że usunie konwersację i że rzekomo spałam, jak ona z nim pisała.
Nie wiem, czy mam się cieszyć czy bać.

9

Odp: Kolega z pracy - friendzone?

Aleksander Macedoński w wieku 20 lat został władcą Grecji. W wieku 22 lat rozpoczął podbój Imperium Perskiego. Wieku 24 lat został Królem Egiptu. W wieku 26 lat został Królem Persji. A w wieku 27 lat - królem Azji.

A ty się bawisz w jakieś durne fejsbukowe maskarady? Przestań proszę, bo to byłoby "słodkie" jakbyś miała 14 lat a nie 22. W twoim wieku to jakaś farsa jest.

10

Odp: Kolega z pracy - friendzone?

Może faktycznie tak jak napisał na Facebooku pogubił się. No, ale to prawda, że najlepiej porozmawiać na żywo, Facebook, to nigdy nie to samo i lepiej tak o ważnych sprawach przez niego nie rozmawiać. On widzi, że mu się podobasz z tego co piszesz, to może nawet nie ma co go tutaj uświadamiać, ale nie widzę też sensu w tym, że mówisz, że nie chcesz związku, że niczego nie chcesz i inne, bo pewnie tak nie chcesz mu się przyznać, ale przecież sama widzisz, że on i tak wie, że jest inaczej. Lepiej konkretnie jak już przyznać jak jest. Różnica wieku w tej sytuacji jest tak minimalna, że jak dla mnie nie ma co o niej nawet mówić smile Jak się komuś podobasz to co to za różnica niby? Praktycznie jak żadna, chyba, że ktoś koniecznie chce młodszą dziewczynę i to sporo. No i albo się pogubił, a czuje coś do Ciebie, ale lepiej porozmawiajcie na żywo, bo inaczej niczego nie będziesz pewna albo traktuje Cię koleżeńsko, a czasem poflirtuje, powie coś miłego, ale wiązać się nie chce. No, ale na Facebooku i tak się wydało to co on wcześniej widział, że podoba Ci się (sam powiedział Ci, że chyba Ci się podoba), więc tym bardziej nie ma sensu chować głowy w piasek i trzeba o tym porozmawiać, inaczej to już w ogóle będzie dziecinnie tongue A jak to wyszło, że on powiedział, że jesteś dla niego za stara? Tak sam z siebie, dziwnie ;p

11

Odp: Kolega z pracy - friendzone?

wont, wcale nie chciałam czegoś takiego, kumpela zrobiła to bez mojej wiedzy - oddałam jej laptopa, pewna, że użyje go do przelogowania się na swój profil, ale tego nie zrobiła. Byłam bardzo na nią zła, bo też nie lubię takich zagrywek. Ale z drugiej strony przynajmniej wiem (pośrednio), co mu siedzi w głowie - nawet jeśli jest to bajzel. Zabawę musiałam jednak pociągnąć, bo kumpela obiecała mu pełną dyskrecję i usunięcie rozmowy, czego nie zrobiła, bo przecież czytałam wszystko na bieżąco.

truskaweczka19, z tą starością to średnio pamiętam, jak wyszło - wiem tylko, że mieliśmy oboje na rano do pracy i rozmawialiśmy z kucharką (przychodzimy godzinę przed otwarciem), a ona chyba zasugerowała, że mogłoby coś między nami zajść - a on wtedy wybuchnął śmiechem i powiedział, że jestem dla niego z stara.

Wczoraj w ogóle był dla mnie bardzo stresujący dzień, bo musiałam grać, że niby nic nie wiem, ale chłopak się przyznał, że pisał z moją kumpelą, zarzekał się jednak, że nie może zdradzić treści tej rozmowy. O, że nigdy jej [treści] nie zdradzi. Może liczył, że będę go ciągnęła za język? Nie wiem, ja powiedziałam, że w takim razie nie będę naciskać. Oczywiście, byłam sprawdzana pod każdym kątem, obserwował uważnie moją reakcję na wszystko - zgodnie z przewidywaniami. Powiedział mi też jednak, że ma trudny problem do rozwiązania i nie wie, co zrobić. Cały dzień był smutny/zdenerwowany - myślę, że kumpela namieszała mu, niepotrzebnie zresztą. Przy najbliższej okazji zasugeruję mu, że jeśli ma się wobec czegoś wątpliwości, to lepiej sobie odpuścić. Bo ja też sobie odpuszczam - to oficjalne oświadczenie. To by nie wyszło, z wielu powodów. Kilka razy mi powiedział, że ja to go chyba bardzo lubię, co? i że mnie bardzo kocha, bardzo loffcia. To nie ma sensu i muszę jak najprędzej mu to podsunąć. Koleżanka mi mówi, żebym zaszalała, żebym pozwoliła mu się pocałować bez zobowiązań, ale to nie w moim stylu i wiem, jak świadomość niezobowiązywalności tego pocałunku bolałaby przez długi czas.

Wiem, jak to wygląda, ale ja wcale nie chciałam brać udziału w żadnych maskaradach... sad

12

Odp: Kolega z pracy - friendzone?

Dlaczego nie porozmawiasz z nim o tym co napisała Twoja koleżanka? On i tak o tym wie, a jeśli jest szansa na to, że on też coś czuje tylko obawia się powiedzieć wprost, to warto to sobie dojrzale wyjaśnić. A nawet jak nic nie czuje, to sytuacja będzie jasna. No i tak niczego nie ryzykujesz, a lepsze to jak dla mnie niż udawanie, że nic nie ma.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kolega z pracy - friendzone?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024