Witajcie. Odkąd pamiętam mam trudności w kontaktach z moją mamą. Mam 23 lata i jestem jedynaczką (a więc oczywiste, że zawsze całą uwagę skupiała na mnie). Przyznaje, że jak miałam jakieś 15 lat, byłam w wieku buntu młodzieńczego, to mnie też się zdarzało wywoływać awantury. Problem polega na tym, że ja z tego wyrosłam, a Ona nadal skupia się tylko na tym żeby znaleźć dziurę w całym. Cokolwiek bym zrobiła lub nie zrobiła to zawsze jest źle. Jeśli ma zły humor i potrzebuje się wyżyć to dla niej oczywiste, że to zawsze na mnie można się wyładować, nawrzucać od najgorszych, wyśmiać i wyszydzić. Od pewnego czasu jest to nie do wytrzymania. Od rana do wieczora słyszę, że jestem głupia, brzydka i beznadziejna. Próbowałam się tym nie przejmować i ignorować te zaczepki, ale ile można? Jeśli słyszysz coś codziennie to w pewnym momencie zaczynasz w to wierzyć. I to mnie właśnie najbardziej martwi. Od pewnego czasu zauważyłam, że strasznie spadła mi samoocena, stałam się nerwowa, płaczliwa, a w kontaktach z innymi ludźmi jestem mniej pewna, bo mimo wszystko w podświadomości mam jej uwagi na mój temat.
Nie wiem co mogę zrobić żeby jakoś wpłynąć na jej postępowanie. Nigdy nie miała ze mną żadnych problemów wychowawczych, zawsze dobrze się uczyłam, skończyłam studia, mam pracę, ale Ona i tak uważa, że jestem beznadziejna. Uwielbia porównywać mnie z innymi (oczywiście to ja jestem zawsze ta gorsza). Dla odmiany moje relacje z tatą układają się super
Zarówno on, jak i reszta mojej rodziny, która jest świadoma jej zachowania względem mnie, mówią, że mam się nie przejmować. Tylko jak mam to zrobić? Dodam, że nie mam teraz możliwości wyprowadzić się z domu rodzinnego. Z resztą taka ucieczka od problemu pewnie też by go nie rozwiązała.
Jeśli jest tu jakaś córka, albo matka, które też przez to przechodziły to bardzo proszę o jakąś mądrą radę ![]()