Hej wszystkim. Nie wiedzialam za bardzo gdzie mam napisać, z kim porozmawiac o moich problemach... dlatego trafiłam tutaj. Na początku zaczne może od tego, ze jestem dosyc młodą osobą bo mam 21 lat, 9 miesiecy temu poznałąm faceta ''mojego zycia'' zupełnie przypadkiem, kolezanka zabrała mnie na impreze(domówkę) do niego i to była miłość od pierwszego wejrzenia. Zaczelismy sie spotykac, ja lubilam wypic piwko, on zapalic.. raczej to bylo takie luzne, bylismy coraz to bardziej w sobie zakochani, ale to ja go pokochalam pierwsza... juz dawno czegos takiego nie czułam. Schody zaczely się wtedy, gdy oficjalnie zaczelismy byc razem, nie moglam korzystac z facebooka, chyba, ze on dostanie moje haslo, zaczal sprawdzac mi telefon, patrzyl z kim rozmawiam, jak rozmawiam, o czym.. uwazalam wtedy, ze to pewnie chwilowe i ''olałam''temat. Zaczal czepiac sie o facetow, ze na mnie patrza (nie ja na nich), obrazal sie za byle co... w koncu wydawalo mi sie, ze doszlismy do ladu. ale niestety nie... zwierzylam mu sie z mojego zycia, mianowicie bylam w dziecinstwie molestowana powiedzialam mu to, a on w klotni mi wykrzyczal, ze pewnie sama tego chcialam a teraz robie z siebie meczennice.. (wiem powinno mi to dac do myslenia) bylam 'obrazona' przez 2 dni...w zasadzie to bylo mi smutno, az mi powiedzial swoje slodkie, czule slowka i polecialam jak piesek na posylki...pozniej bylo raz zle raz gorzej. Teraz po 9 miesiacach znajomosci jestem w 4 miesiacu ciazy, za 5 miesiecy pojawi sie NASZA sliczna coreczka, ale w miedzy czasie slyszalam, ze wcale nie chce miec tego dziecka, ze niepotrzebnie mnie zapylil, porownuje mnie ciagle do swojej byłej kobiety, z ktora zreszta tez ma syna.. mowi, jaka to jestem zla, niedobra, potrafi mnie obrazic, nie tylko jak jestesmy sami, przy znajomych tez to robi...nie potrafi ze mna rozmawiac, jak mu sie o cos pytam np. jak dzien minał? odpowiada: a jak ma byc, normalnie, nie ma o czym gadac, a jak zapyta go jakis znajomy to sie rozwija i ma litanie na 30 min przygotowana, bardziej zwraca uwage na zdanie innych kobiet niz moje, jak widzi inna, ladniejsza, zgrabniejsza (jestem w ciazy wiec zyskalam kilka kg.) zaczyna sie preezyc i na nie patrzy, usmiecha sie itd. sprawia mi to ogromny bol, zwlaszcza teraz, gdy nie czuje sie dla niego az tak atrakcyjna, moja coreczka jest dla mnie najwiekszym szczesciem teraz, ale jednoczesnie nie potrafie zrezygnowac z niego...nie umiem sobie poradzic.. dodam, ze chodze regularnie do psychologa, ktory wyslal mnie do psychiatry, bo stwierdzil, ze moj stan psychiczny jest fatalny... nie radze sobie z zyciem totalnie, nie wiem co mam robic, jak mam robic, wiem, co bedzie dla mnie najlepsze, ale nie umiem wprowadzic tego w zycie... on jest chorobliwie zazdrosny, nawet o to, ze jego kolega [yta sie o mnie, czy ciaza ok, jak sie czuje itd. o to, ze patrza na mnie...nie wiem czasem wariuje...z kiedys usmiechnietej, zadowlonej dziewczyny, zrobila sie ze mna beska, klebek nerwow i chodze jak mysz po katach, na nikogo nie patrze, z nikim sie nie kontaktuje, jedynie z babcia i mama co i tak jest wyczynem... czy ktoras byla jak taki 'ptak zamkniety w klatce'...
To co ci napiszę,będzie bolało,ale ja zawsze sprawę stawiam jasno.
Dziewczyno jesteś młoda,zostaw tego faceta,pomyśl o sobie i o dziecku.Nie łudź się,że on się nagle zmieni.Prędzej ty się psychicznie wykończysz niż on się zmieni.Dziwię się,że dajesz sobą pomiatać.A może wyznajesz zasadę,że zniesiesz wszystko,byleby mieć faceta,byleby dziecko miało ojca?
Jeżeli tak,to niestety musisz cierpieć na własne życzenie.
Na pewno oczekiwałaś czegoś innego.
Zbyt długo żyję na tym świecie i dlatego nie wierzę w bajki.
Powodzenia.
Dlaczego pozwalasz się tak traktować? Nie potrafisz mu powiedzieć żeby Ciebie nie obrażał? Zresztą jak możesz z nim być? Rozumiem, że dzidziuś W drodze ale wiedz, że lepiej byś się czuła sama . Pomyśl jak twoje życie by wyglądało bez niego. Czy byś nie miała w końcu spokoju? Tak bardzo potrzebnego tobie w tej chwili. Odejdź od niego. Prędzej Ciebie wykończy niż uszczęśliwi.
Nie wiem dlaczego dziewczyny , które znalazły się w takiej sytuacji jak twoja, mogą chcieć nadal być z taką osobą. Boisz się, że jesteś w ciąży i nie poradzisz sobie sama z dzieckiem? Wyobraź sobie, że będzie lepiej wam bez niego. Po co ci osoba ,która Ciebie powoli wykańcza?
To nie tak, ze pozwalam sie tak traktowac, wiele razy mowilam mu, ze nie zycze sobie, zeby mnie obrazal, traktowal jak co by nie bylo ''szmate'', prosilam, blagalam, plakalam... nic to nie dawalo, albo dawalo 'na chwile'. Wiem, ze bez niego pewnie byloby mi lepiej, ale kocham go tak mocno, ze ciezko mi z niego zrezygnowac pomimo tego, ze tak jestem traktowana. Mojej mamie serce peka na pol jak widzi co sie ze mna dzieje, ale wie, ze to moje zycie i sie nie wtraca, babcia to samo... jest mi ciezko, jest mi ciezko samej ze soba, jest mi ciezko, ze narazam bliskich na takie cierpienie... po malu, ale to po malu oczy mi sie otwieraja...moja mama powtarza, ze nie ojcem jest ten ktory splodzil, ale, ten ktory wychowa.. nie chodzi mi tu absolutnie o to, ze jestem w ciazy, jak sobie mysle jak on mnie traktuje, boje sie, ze tak samo bedzie traktowal moja corke... nasza corke... bedzie nia pomiatal, tak jak robi to ze mna... ostatnia rzecz ktora bym chciala dla mojego malenstwa.
Nie pozwalasz się tak traktować? Tylko mówisz, prosisz, błagasz i płaczesz. A on... ma Twe słowa, prośby, błagania i płacz w głębokim poważaniu. On Ciebie nie szanuje, ale Ty też nie szanujesz siebie.
Być może córkę traktować będzie dobrze. Nauczy ją jednak na pewno tego, jak można (bo można, skoro kobieta dalej z przemocowcem żyje) traktować kobietę, jak kobieta ma zachowywać się wobec mężczyzny.
6 2015-09-10 22:14:29 Ostatnio edytowany przez Akaya (2015-09-10 22:15:35)
Yummy mamy trochę inną historię, ale część się zgadza. Także mam 21 lat, także jestem w drugim trymestrze ciąży (3,5 miesiąca), także nie długo jestem z facetem (10 miesięcy).
Ja ze swoim też miałam wielkie problemy. Zaczęły się, jak jeszcze nie byliśmy razem (on wcześniej miał dziewczynę, dowiedziałam się o niej.. no, dość późno - bo jak już byłam po uszy zakochana). Czasami po prostu nie odzywał się do mnie, albo traktował mnie jak wroga. Myślałam, że to się zmieni, jeżeli staniemy się oficjalnie "parą". Niestety przez pewien czas było jeszcze gorzej.. doszło do tego, że zerwał ze mną jak ciota, przez sms'a.. potem oczywiście przepraszał i jak głupia znowu do niego poleciałam.. następna sytuacja - zaczął na mnie wyklinać. Ale - tutaj zło się kończy. Powiedziałam mu dosadnie, ze złością i mogę rzec groźbą zerwania, że jeżeli nie poprawi swojego skur..syńskiego zachowania (aż nie chcę opisywać części tego, co robił, jak był zazdrosny i jak mi zabraniał wszystkiego), to odejdę. A poprzednią dziewczynę zostawił, więc zostanie sam jak palec, a ja nie zamierzam być traktowana jak zwykłe ścierwo. Ale widzisz kochana, u mnie to podzialało, ale różnie bywa nadal. Jednak teraz jestem zadowolona, bo poprawił się pod wieloma względami.
Sądzę, że powinnaś od niego odejść. Nie daj się traktować jak pies skarbie - takiego kwiatka jak on to pół światka. Jesteś młoda.. ba! Obie jesteśmy. A faceta na pewno spotkasz. Ciąża to wysiłek, ale poradzisz sobie.
Rozmawiałaś z mamą o tym? Co Ci poradziła?
Yummy naprawdę. Uwierz w siebie. Uwierz - bo kto inny uwierzy, jak nie Ty sama? Uwierz w to stworzonko, które w Ciebie rośnie, któremu bije serduszko - BO ONO BIJE DLA CIEBIE. To jest Twoje szczęście. Jesteś mamą, a dziecko to największy skarb na świecie. Ono nie odwróci się od Ciebie nigdy, jeżeli je dobrze wychowasz. Dziecko zawsze jest szczere. Pamiętaj, że ono przeżywa to samo co Ty teraz.. Więc - nie stresuj się mała, tylko więcej wiary w siebie. A jak nie, to sama przyjadę i nakopię temu fagasowi.
Pamiętaj, że stres wpływa na dzieciątko. To, że jesteś smutna - także. Jesteś silna, ale potrzeba tej siły jeszcze więcej.
Mam nadzieję, że coś postanowisz. Nie siedź w miejscu - tylko zrób coś z tym (;
To nie zadna milosc, jestes od niego uzalezniona, uczepiona jak pepowina, nawet jesli myslisz, ze to nieprawda.
Przyczyny tego prawdopodobnie leza w Twoim dziecinstwie, z tego co napisalas.
Ratuj siebie i dziecko, korzystaj dalej z profesjonalnej pomocy, jak juz zreszta zaczelas i jak najszybciej odczep sie od tego faceta. Bedzie bolalo na poczatku, bo to jak odwykowka, ale zdrowie psychiczne Twoje i dziecka jest tego warte.
Dopóki jesteś w ciąży, wiele możesz jeszcze zdziałać. Z małym dzieckiem będzie Ci trudniej wykaraskać się z tej sytuacji. Czy mama i babcia mogły by Ci pomóc, zabrać do siebie? Na Twoim miejscu nie liczyłabym za bardzo na niego:(
Twój fatalny stan psychiczny wpływa też na dzecko, dobrze że jesteś pod opieką psychologa. Ale teraz powinnaś promienieć szczęściem a nie szukać psychiatry ( i to przez jakiegoś faceta). Ratuj się dziewczyno, dla córki przecież też chcesz jak najlepiej.
Niestety, ale będzie z tym facetem tylko gorzej, takie osoby się nie zmieniają
dzisiaj powiedział, że ze mną zrywa, bo jestem wariatką, furiatką, trace sily, bylam u psychiatry, ale babka powiedziala, ze w ogole nie ma u mnie problemu, ze to co ja mam to jest nic, ze nie ma czasu na takie przypadki - ale czy uderzanie glowa w sciane, szukanie czegokolwiek zeby zrobic sobie krzywde to cos normalnego?! Wołam o pomoc do X a on i tak nic sobie z tego nie robi, dla niego jestem nienormalna i tyle... panicznie sie boje, ze sobie nie poradze z mała, że nie dam jej tego co chciałabym jej dac, mam ogromne serce dla niej, kocham ją ponad wszystko mimo, ze jeszcze jej nie ma ze mna....boje sie, ze jak teraz nie radze sobie w zyciu, to z mala bedzie jeszcze ''gorzej'' ze nie bede umiala jej dac wszystkiego, byc dobra matka. On nawet nie pyta co u malej, czy sie rusza itd. twierdzi, ze fizycznie jej z nami nie ma wiec nie ma o czym mowic... jestem wykonczona...
No to już wiesz, czego możesz spodziewać się po "ojcu" Twojego dziecka. I nie żyj mrzonkami, że "tatuś" się zmieni bo się nie zmieni.
Czas najwyższy zawalczyć o samą siebie i dziecinę. Wiem, że nie jest łatwo, a nawet będzie trudno, ale prawdę mówiąc - nie masz wyboru. Trzeba wstać, trzeba iść, trzeba żyć! bo masz dla kogo.
12 2015-09-20 21:17:37 Ostatnio edytowany przez Yummy009 (2015-09-20 21:18:00)
Mała mi daje siły! Gdyby nie Ona, to chyba bym zwariowała...
No to skup się na Niej i na sobie! do przodu Yummy009 - dasz radę!
jestem słabsza niz kilka miesiecy temu, ale nadal mam w sobie sily, dziekuje Wam, jest mi lżej.
Yummy, nie jestes słabsza, jesteś silniejsza! tylko że każda zmiana wyczerpuje Twoją witalną energię i jest to naturalny proces. Trzymam za Ciebie kciuki ![]()
Dziewczyny, ostatnio zostawił mnie facet, zostawił za to, że polubiłam zdjęcie narzeczonego mojej kuzynki z ich córą. Dodam, że jestem w 5 msc ciąży... przez kilka dni radziłam sobie doskonale, nie myslalam, mialam sie czym zajac, a dzisiaj chodze po domu, nie moge znalezc sobie miejsca, czuje kołotanie serca..jestem niespokojna, korci mnie zeby chwycic telefon i zadzwonic, napisac (zwłaszcza, że zostawiał mnie juz kilka razy i pozniej zazwyczaj bylo ''dobrze'') nie wiem co sie ze mna dzieje, nigdy nic tak nie przezywalam, nie wiem co mam robic, wszystko co mi przyszlo na mysl zrobilam (pozmyalam naczynia, zrobilam pranie, odkurzylam....) myslalam, ze latwo bedzie, ale sobie nie radze, a bylam juz taka dumna, ze o tym nie mysle i daje swietnie rade. Wiem, ze jak sie do niego odezwe po raz kolejny pokaze mu, ze jestem slaba... jak mam sobie poradzic...
Który dojrzały mężczyzna się tak zachowuje? Ten facet to jeszcze dziecko, sam nie wie czego i tym rani Twoje uczucia. Tym razem nie powinnaś wymiękać tak łatwo, bądź twarda i pozwól mu w końcu zejść z Twojej głowy bo inaczej będziesz żyła w takim amoku do końca życia. Także zerwał, ok. Niech teraz pokaże jak mu na Tobie naprawdę zależy.
Właściwie brak słów na komentarz... Jego zachowanie jest nieadekwatne do sytuacji... Chłopak wyraźnie ma poważny problem...
wiem, ze jest nieodpowiedzialny. Obiecał, że nigdy NAS nie zostawi, a jednak... jego słowa były rzucone na wiatr
Hej dziewczyny, nie tak ostatnio rozstalam sie ze swoim facetem, w zasadzie to On powiedział, że to koniec, że nie mam mu truć dupy itd. Więc tak jak chciał tak zrobiłam, tymbardziej, że jestem w ciąży i nerwy są nie na miejscu. 3 dni był ''spokój'' Później zadzwonił do mnie ni stąd ni z owąd, jak czuje sie nasza córeczka, czy wszystko dobrze, pytał jak ja się czuje itd. prosił mnie żebym nie zrywała z nim kontaktu ze wzgledu na mała, powiedzialam mu, ze tego nie zrobie, bo oboje jestesmy rodzicami... obojetnie jak jest miedzy nami nie powinno to sie odbijac na dziecku. Wszystko ładnie, pięknie... pisalismy, rozmawialismy, w miedzy czasie nabawilam sie zapalenie oskrzeli, wiec codziennie dzwonil jak sie czuje, czy czegos mi nie potrzeba... tydzien pozniej zapytal sie, czy nie chcialabym sie spotkac...niezobowiazujaco...odpoiwiedzialam, ze nie ma problemu, moze akurat poczuje jak A. kopie ;-) Tego dnia, bylam bardzo spokojna, wyciszona, po pobycie tygodniowym w lozku, jak zreszta nasza córka...wiec z kopania nici... ale spotkalam sie z nim i dostałam....bukiet kwiatów-róż, które wie, że uwielbiam. Przy dostaniu kwiatów usłyszałam,że ''zasługuje na wszystko co dobre, a napewno nie zasługuje na to jak mnie traktował'' (a traktował okropnie) bylam prze szczesliwa, powiedzial, ze przez te 3 dni cos do niego dotarlo ze tak jakby stracił sens zycia....jakby mu serce wyrwano, ze tesknil za mna strasznie. Brałam go na dystans...bo nie chcialam ZNÓW nastawiać się na wielkie ''LOVE STORY'' to trwało 2 tygodnie...słodkie słówka, zapewnienia, ciągle zainteresowanie mną naszą córeczką itd. czasem poszlismy na spacer bo ciagle bylam jednak chora... jakies 3 dni temu ''czar prysł''zaczal do mnie odzywac sie tak jak ZWYKLE, czyli ''SIEMA'' jego przecinki w kazdym zdaniu ""KU%&^A'', 'co tam'' odzywal sie wtedy gdy ja napisałam, tak jakby z konieczności, przestał dzwonić...miał inne zajecia... juz nie przyjezdza... dzisiaj powiedzial przez telefon, ze skoro dzwonie to mam jakis interes, ze wbijam mu kose w plecy mowiac, ze ma mnie gdzies... (dodam, ze powiedzialam mu ostatnio, ze staranie sie o NAS przez 2 tygodnie nie starczy) powiedział, że skoro nie moge do niego przyjechać to pokazuje tym jak bardzo go kocham ( tez dodam, ze nadal mam zapalenie oskrzeli) i nie chce jezdzic w te i we wte, godzinny spacer ok, ale nie chodzenie calymi dniami po dworze...a na koncu uslyszalam po moim pytaniu ''czy ma jakis problem'' ze ''nie nie mam problemu, nara'' czyli...- standard. nie wiem co mam myslec, czuje sie jak naiwna nastolatka, ktore uwierzyla w kilka slodkich slow, myslala, ze bedzie inaczej i, ze milosc zacznie kwitnac na nowo... co o tym mysliscie dziewczyny? mysle o sobie i o mojej córeczce...nie chce zeby w przyszlosci bylo tak, ze bedzie sie odzywal albo troszczyl jak wiatr zawieje...pomozcie, doradzcie!
Yummy, ja myślę że teraz powinnaś skoncentrować się na sobie i maleństwie. On przyzwyczaił się do tego, że jesteś wciąż obok i kiedy zechce to może się spotkać a kiedy nie chce to nie.
Pokaż mu, że potrafisz sobie poradzić i bez niego. Możesz informować go o badaniach, mówiąc że jeśli ma ochotę zobaczyć swoje dziecko to może pójść z Tobą. Może coś do niego w końcu dotrze. Jeśli masz kogoś na kogo możesz liczyć, to nie proś go o pomoc. Niech sam postara się żeby być blisko was. Nic na siłę. Bo na siłę nie zrobi się z niego odpowiedzialnego tatusia. Sam musi chcieć.
Jesteś zwykłą naiwną kobietą, która trafiła na palanta i buraka. Fajnie, że zniknął, szkoda tylko, że będziesz mieć z nim dziecko. Jeżeli zdecydujesz się je urodzić, a pewnie zdecydujesz zadbaj by frajer płacił. Jeśli nie, możesz obciążyć jego rodzinę.
gowniarz nie facet, po tym co przytaczasz w cytatach jego slowa mniemam iz jest to bardzo mlody czlowiek max 23lata
chociaz chyba zawyzylam i to bardzo granice, koles totalnie nie dorosl do bycia ojcem , ma inne priorytety w zyciu niz rodzina (koledzy, wolnosc, zabawa, joint
niestety zacznij sie oswajac z mysla iz ciezar rodzicielstwa podniesiesz solo , jak mala sie urodzi od razu zakladaj sprawe o alimety i nie czekaj na nic ![]()
gowniarz nie facet, po tym co przytaczasz w cytatach jego slowa mniemam iz jest to bardzo mlody czlowiek max 23lata
chociaz chyba zawyzylam i to bardzo granice, koles totalnie nie dorosl do bycia ojcem , ma inne priorytety w zyciu niz rodzina (koledzy, wolnosc, zabawa, joint
![]()
niestety zacznij sie oswajac z mysla iz ciezar rodzicielstwa podniesiesz solo , jak mala sie urodzi od razu zakladaj sprawe o alimety i nie czekaj na nic
zaskocze Cię, bo jest to facet pod 30. ma 27 lat.
25 2015-11-22 20:48:33 Ostatnio edytowany przez Yummy009 (2015-11-22 20:49:44)
Cześć wszystkim! Mam problem ze swoim facetem albo ze sobą? ! Mianowicie chodzi o to,ze u nas różnie bywa, raz na wozie raz pod wozem jestem w 7 miesiącu ciąży, przytyłam prawie 20 kg.. co za tym idzie jestem dumna ze swojego brzuszka ale nie z grubych nóg, cellulitu i wałków tłuszczu chociaż zdaje sobie sprawę, że po ciąży wrócę do formy. Mój facet ma fiola na punkcie siłowni i zdrowego trybu życia. Przed ciążą miałam kragle kształty, dosyć masywne nogi bo trenowałam koszykówkę dosyć długo, kragla pupę, szczupły brzuch i mega wcięcie w tali, teraz wiadomo kilka kilo na plusie.. kiedyś byłam z moim w sklepie ujrzał kobietę w krótkiej sukience, w szpilkach miała nogi do nieba i usłyszałam "tak powinnaś wyglądać po urodzeniu" (zaznaczę ze ma tendencję do oglądania się za szczuplymi kobietami i lubi je "komplementowac" a przy tym mnie krytykuje) zrobiło mi się przykro, doczepil się do moich włosów, że nie potrafię ich ładnie ulozyc, a niedawno usłyszałam, że smierdze, a kapie się normalnie.. i nigdy nie miałam problemów z potem.. wczoraj mi powiedział ze przyznaje się, że lubi szczupłe kobiety, dlatego się za nimi ogląda... co ja mam sobie myśleć? Nigdy nie będę wyglądać jak jego ideał wiec nie rozumiem dlaczego w ogóle zaczął ze mną "sprzyjac"... nie radzę sobie, patrzę na siebie w lustrze i chociaż wiem,ze jestem w ciąży i to jest stan przejściowy to jest mi cholernie przykro, że teraz nie potrafi w jakikolwiek sposób pochwalić mojej figury
(( dodam, że ta kobieta na którą co by nie było "napalal sie" w mojej obecności była kropka w kropkę jak jego była z którą zresztą ma dziecko..
To przestań się tak czuć,przynajmniej nie przez zachowane Twojego...przepraszam Ciebie bardzo...pajaca.
Bo hormonów nie wyłączysz.
A po ciąży włożysz trochę pracy i będzie jak wcześniej,nie zamartwiaj się teraz tym.
Luzik "Mamuśka" ![]()
27 2015-11-22 21:33:54 Ostatnio edytowany przez Epithumetes (2015-11-22 21:34:22)
Ma się rozumieć, że to on jest ojcem twojego dziecka, tak ?
Jeżeli tak, to możesz mu śmiało powiedzieć, że jest w 50% odpowiedzialny za twój aktualny stan, więc jak ma coś komuś do zarzucenia, to niech nie zapomni uwzględnić w tym gronie także siebie ![]()
Hej Kobietki, ja wiem, że święta, że radość, że grono rodziny itd. ale Ja niestety tego nie czuje. Święta spędzam z mamą i babcią, jestem w 8 miesiącu ciąży, mój facet jest u Swojej rodziny. Dodam, że jesteśmy w luźnym związku, nie żadne narzeczeństwo czy małzenstwo. W zeszłym roku jak było Boże narodzenie wyłączył telefon i nie chciał mieć kontaktu ze światem, bo jak się tłumaczył ''Mysli o swoim synu, dlaczego go nie ma i jak by to było'' W tym roku telefon włączony, ale zero odzewu. czuje się jakby miał NAS gdzieś, mnie i nasze maleństwo. Musiałam się prosić o konakt, już tego nie robie, nie piszę, nie dzwonie, telefon wyłączyłam, a wczoraj tylko mu napisałąm, że nie będe mu głowy zwracać w święta, na co on '...dobranoc.''. Nie wiem czuje sie sama, mimo, ze jestem z mama i babcią, ciągle chce mi się płakać, nawet prezent który mu dałam powiedział, że nie chce go otwierać... jedynym łącznikiem między mną, a nim jest jego siostra, ale do niej już też nie piszę, ma dziewczyna swoje życie.. co mam robić? jak sobie poradzić z tą ''wewnętrzną'' pustką? W zeszłym roku miał takie wytłumaczenie, ale w tym?! za miesiąc rodzi się nasza córeczka...a on nawet się nie interesuje jak spędzamy święta..
Facet ma 27 lat, a zachowuje się jak dziecko :c
29 2015-12-25 13:51:31 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2015-12-25 13:58:03)
Yummy009, bo może jest "dzieckiem", skoro tak się zachowuje. Może nadszedł czas abyś zaczęła układać sobie życie bez niego? Pokaż mu, że istnieje świat poza nim. Nie proś o kontakt z nim, nie narzucaj mu się w żaden sposób. Ochłódź kontakty. Może sam się ocknie i zobaczy, że traci Was. Może w końcu poczuje, że czas dorosnąć. 27 lat to już czas najwyższy. Nie możesz liczyć na to, że zbudujesz szczęśliwą relację z kimś, kto chce być wciąż wolny i nieograniczany niczym i mając dziecko, wciąż być w "luźnym związku" jak sama to opisujesz. On sam musi zechcieć, poczuć to. Jeśli tak się nie stanie, niczego sama nie zdziałasz. Nie zmusisz do uczucia i odpowiedzialności.
sama piszesz , ze to lozny zwiazek . wiec bym nie oczekiwala nic . dzis jest jutro niema .
a ty zastanow sie czy chcesz takiego zycia , czy nielepiej byc sama bez niego
Hej, niedawno pisalam na tym forum o tym, ze nie wychodzi mi w zwiazku bo facet mnie poniza, nie szanuje, obraza itd. Za wszelka cene chcialam to ratowac ale kazda z Was mowila ze nie mam sie w to pakowac bo on i tak sie nie zmieni. No i stalo sie, wraz z wejsciem w rok 2016 zostawilam go... nie chce powrotow, za pozno za duzo krzywdy mi wyrzadzil. Ale mam teraz taki rozgardiasz w glowie,Mianowicie chodzi o to, że po rozstaniu Mam wiele obaw, boje się, że nie podolam jako samotna matka, że nie dam córce tyle ile bym chciała jej dać. W jednym juz poległam, chciałam jej dać pełna rodzinę, mama, tata no i Ona. Niestety...nic na siłę. Ale okropnie się boje, że nie dam sobie rady. Nie chce jej zastepowac obojga rodzicow, chce byc najlepsza mama na swiecie, chce zeby miala we mnie mame, przyjaciolke, najlepsza kumpele...tylko nie wiem czy potrafie. Może są jakieś mamy tutaj na forum które niestety samotnie musiały wychowywać swoje pociechy? I potrafily by podniesc mnie na duchu? Moja córeczka rodzi się na początku lutego, wiec juz niedlugo.Serdecznie pozdrawiam
Nie jestem samotną mamą, jestem córką rozwiedzionej mamy.
Z perspektywy córki - przede wszystkim nie utop swojego dziecka w miłości.
Nie sprowadzaj całego sensu swojego życia do wychowania córeczki, nie doprowadź do sytuacji, gdy jest ona jedynym źródłem twojej radości i jedynym ujściem dla twojej miłości, jedynym sensem twojego życia. Nie żyj dla niej, żyj dla siebie. Bo dziecko bardzo szybko orientuje się, jaka rola w rodzinie mu przypadła - a byciesensem życia mamusi to olbrzymia presja, której żadne dziecko nie udźwignie. Każde doprowadzenie cię do złego humoru (złości, smutku), będzie dla dziecka porażką w wykonywaniu swojego obowiązku i źródłem olbrzymiego poczucia winy. Podobnie każda próba usamodzielnienia się, będzie wywoływała poczucie winy - "bo przecież jak mnie nie będzie, to kogo będzie mama kochać?". Nie bądź matką-bluszczem, nawet jeśli miałoby to być ze szczerej, matczynej miłości.
Nigdy nie traktuj córki ulgowo, żeby zrekompensować jej brak tatusia. Tatusia nie zastąpią dodatkowe zabawki, rozpieszczanie i mniejsza dyscyplina. One ewentualnie zrobią z twojej córeczki małą zołzę. Tak jak nadmiar słodyczy psuje zęby, tak nadmiar luzu w wychowaniu psuje charakter. Poza tym, w dorosłym życiu nikt jej nie będzie traktował ulgowo, bo wychowała się bez ojca - więc nie wyrabiaj w niej takich nawyków w dzieciństwie.
Ty też tatusia nie zastąpisz - nie we wszystkim. Pogódź się z tym i nie miej o to nidgy do siebie pretensji - to nie twoja wina. Możesz nauczyć córkę jeździć na rowerze czy posłać na kurs prawa jazdy, ale to nie jest najważniejsze w roli ojca. Ojciec jest przede wszystkim modelem męskości, szablonem, do którego twoja córka przykładałaby wszystkich napotykanych w życiu mężczyzn. Dlatego - jeśli jej ojciec na taki szablon się nie nadawał - bardzo słusznie, że usunęłaś go z jej życia. Warto, byś spróbowała zapewnić córce "szablon zastępczy" - niekoniecznie swojego nowego faceta (choć szczerze ci życzę, żebyś ułożyła sobie życie w tej kwestii), to może być dziadek, wujek. Niech w życiu twojej córki nie zabraknie kochających ją mężczyzn - to dla niej najlepsza lekcja, że od swojego chłopaka/narzeczonego/męża ma prawo oczekiwać miłości i szacunku.
Nie obrzydzaj córce mężczyzn i nie nastawiaj jej przeciw ojcu.
I kochaj swoją córeczkę - mocno, ale z rozsądkiem. Wcale nie poległaś jako matka, rozchodząc się z jej ojcem - zrobiłaś to również dla jej dobra, więc to jest jeden z triumfów twojego macierzyństwa. Wychowywanie się w pełnej rodzinie jest pewnym dobrem - ale dużo większym dobrem jest wychowywanie się w atmosferze miłości i szacunku, a tego by ze swoim tatą nie miała.
Życzę samego szczęścia tobie i twojej córce. Razem na pewno dacie radę. (I może wcale nie koniecznie tylko we dwójkę
)
Scaliłam wszystkie Twoje tematy. Na forum obowiązuje zasada "1 związek=1 wątek". Nie zakładaj kolejnych tematów dotyczących tego samego chłopaka, ponieważ takim zachowaniem łamiesz regulamin. Wszystkie swoje przemyślenia dotyczące związku kontynuuj tutaj. Pozdrawiam, Cslady
Scaliłam wszystkie Twoje tematy. Na forum obowiązuje zasada "1 związek=1 wątek". Nie zakładaj kolejnych tematów dotyczących tego samego chłopaka, ponieważ takim zachowaniem łamiesz regulamin. Wszystkie swoje przemyślenia dotyczące związku kontynuuj tutaj. Pozdrawiam, Cslady
Przepraszam.