Ostatnio naszła mnie taka smutna refleksja, że jakbym nie była z moim obecnym lubym, to w moim życiu zmieniłby się tylko seks i połowa czynszu...na domiar złego powiedziałam mu to kiedyś w złości. Nie przejął się, chociaż na pewno musiało go to zaboleć.
Ale od początku.
- kasa
Zarabiam więcej od lubego, po 15tym działamy z mojej kasy (czyli jak u wszystkich "naszej"). I tu jest taki problem, ze ja się tą naszą kasą nie bardzo chcę dzielić...Gdybym pracowała 8h i tyke zarabiała, odpoczywała razem z nim i w oóle, to na pewno bym się chętniej nią dzieliła. Tymczasem pracuję 10-12h, w domu, i kiedy on pije piwko i gra w gry, ja pracuję. Nie powiem, frustruje mnie to. Szczegolnie teraz, gdy upały dają się we znaki. Co więcej, bardzo często mi się obrywa za to, ze nie możemy nigdzie wyjść, na spacer, pooglądać, bo ja pracuję. Wtedy również pada sporo gorzkich słów. On nie wydaje nagminnie mojej kasy, to nie jest tak, ze jest rozrzutny. Mnie po prostu sam fakt dzielenia boli. Szczególnie, że w poprzednim związku składaliśmy się po X i to nam starczało a cała reszta była dla partnerów. Nikt nikomu nie wyliczał, Tu się tyak nie da, bo partner dużo mniej zarabia.
- wsparcie i załatwianie spraw
Ostatnio załatwialiśmy tresurę dla naszego psa,. Załatwianie to za dużo powiedziane, bo to ja szukałam w wyuszukiwarce, ja dzwoniłam, ja porównałam i w końcu z mojje inicjatywy pójdziemy i za moją (tfu, naszą) kasę.
Przyszło też pismo od gazownika, ze trzeba załatwić przegląd. Kto zadzwonił i umówił? No też ja...
Wakacje i ślub kto załatwił - no też ja....
Jakli pada argument od niegfo? "Przecież mówiłaś, ze lubisz załatwiać i dzwonić"...No dobra, ale ile można...
- Jeśli chodzi o domowe obowikązki, to sprzątaniem się dzielimy, gotować tylko On gotuje (tak raz w ygodniu jak muy się zachce), ja w ogól,e bo ja jem w pracy. Poza tym nie za bardzo mam kiedy.
Mamy jeszcze psa, któremy to ja poświęcam czas, ja się bawię, ja wyprowadzam. On wyprowadza raz wieczorem i wstaje w nocy jak pies się struje czy coś (chwała mu za to!) Ale przy psie mnie ostrzegal, ze on nie bedzie sie dla niego poświęcał.
Powiedzcie mi, czy tak wygląda życie? Bo jak widać na górnym przykładzie, gdyby chłopaka nie było, to też bym sobie pozałatwiała, zapłaciła...kocham go, ale jak to mówią, nie samą miłością człowiek żyje. Jeszcze jestem innego wyznania, chłopak i jego rodzina koniecznie chcą, żeby dziecko było jego wyznania (bo bdzie miało łatwiej), wstępnie na to przystałam, ale patrząc na to załatwianie, to przecież nie będę biegać do innego kościoła i załatwiać...
Czy u Was też to tak wygląda? Może ja się z choinki urwałam i wymagam za dużo a kobiety po prostu mają to na swoich barkach a faceci po prostu są>?
Jak to u Was wygląda?